Dodaj do ulubionych

Poproszona(y) na obiad

03.09.06, 13:11
Taki wąteczek wymysliłem , bo dzis zaraz zniknę z domu . Idę na obiad .
Mężczyzna gotuje . Wiecie co zrobiłem? . Trzy godziny wcześniej zjadłem swój
własny. Się zachowałem co? . Jednak nie idę tam by się najeść . Chcę zaznać
tam atmosfery , poczuć zapachy i przekazać Wam swoje skojarzenia jakie napłyną
do mojej głowy gdy będę tylko smakował.
A może Wy byłyście na takich obiadach u rodziny ,znajomych i zostawiły ślad w
waszej pamięci , proszę nie dajcie się prosić i opiszcie je...
Obserwuj wątek
    • takanietaka u przyszłej teściowej 03.09.06, 14:04
      poszłam tam po raz pierwszy (byłam jeszcze w sredniej szkole (chyba)oczywiście
      cała w nerwach i dosyc niechętnie ,ale jakos tak wyszło..no i obiad był
      pyszny ,tesciowa wspaniale piekła (narzeczony przynosił ciasto dla mnie czasem)
      i była dobra gospodynia .No i tak jemy ,jemy i sie wdzieczymy do siebie z
      wysiłkiem ...i oto desr.........Wchodzi teściowa cała zmieszana i mówi ze jej
      sie pomyliły torebki i wsypała kisiel do mleka ,albo budyń do wody nie
      pamietam ,ale wiem ze było odwrotnie....no i mówi -to chyba nie nadaje sie do
      zjedzenia ale spróbujmy.no i wszyscy nabieramy troche łyżeczka ...oni od razu
      odsuwaja ze wstrętem,a ja chcąc byc dobrze wychowana mówie że nie takie
      straszne (a było obrzydliwe!!!!)i dziubie ten talerzyk .na to mój
      przyszły ,chcąc mnie ukarać za dwulicowośc jak powiedział i brak
      szczerości ,no i dla zabawy przede wszystkim ,powiedział- "no jak ci tak
      smakuje no to zjedz wszystko".............no i ja zjadłam!!!Do dzisiaj to
      pamietam..tesciowa umarła,mąż już dawno były ,ale czasem to wspominamy !
    • natla Obiady u mojej przyjaciółki 03.09.06, 14:08
      Dziewczyna ma zdolnosci do wielu rzeczy, ale do proszonych obiadów, śniadań czy
      kolacji, szczególne.
      Po pirewsze - atmosfera.
      Jak sie da, to jedzonko na tarasie, jak nie to trudno. Zawsze jest jakiś
      elemencik dajacy nastrój......a to świeczka, a to różyczki porozrzucane po
      stole lub jakieś zielone gałązki, a to ciekawie dobrana zastawa, odpowiednia
      muzyka i wymyslne światło. Same półmiski czy talerze zawsze jakoś przybrane.
      Po drugie - menu.
      Z niczego potrafi zrobić ucztę lukullusową.
      To może być zwykły makaron, ale tak przyprawiony, ze człowiek by nie zamienił
      tego dania na inne cuda.
      Smakowitość jej kuchni to właśnie efekt doboru przypraw, za co ją zawsze
      podziwiam. Jeździ dużo po świecie i nie marnuje czasu wink
      Zawsze wszystko przygotowane na czas, bez pośpiechu, latania. Organizatorką
      jest wspaniałą, nawet w kuchni.
      Lubię bardzo te proszone obiady i inne.
      • natla Re: Obiady u mojej u mojej bratowej 03.09.06, 14:13
        Kocham te obiady. Są przepysznościowe. Czesto wypróbowuje nowe przepisy.
        Wspaniale piecze. Tylko te kalorie wink), ale dzięki nim to takie wspaniałe.
        No i nie tak dawno, po takim obiedzie, przy deserze i kawie, zaczynał się
        brydź. Niestety brakło nam czwartegosad
        • natla Doceniam proszone obiady.... 03.09.06, 14:15
          .....bo to co najważniejsze, nie muszę sama gotować wink))
          Nie gardze też, a wręcz ubóstwiam proszone obiady w dobrej restauracji....nawet
          jak sama zapraszam wink)
        • del.wa.57 Re: Obiady u mojej u mojej bratowej 03.09.06, 14:24
          Byłam proszona na obiad/znajomość z biura matrymonielnego/ pojechaliśmy do
          restauracji,karta dań i....zaczeło się schabowego nie mogę-wątroba,steków
          żadnych-jestem na diecie,warzyw nie lubie-to dobre dla krów,rany!!!! Byłam taka
          głodna,zamówiłam jakiś stek z warzywami i powiedziałam,ze płacę za siebie,facet
          zamówił w końcu...herbatę,kawy też nie pijał-wątroba a ja byłam taka głodna....
          po obiedzie poprosiłam,zeby mnie odwiózł do domu,/mam chorą mamę i bardzo się o
          nią martwię/ znajomośc poszła/do kosza/ a moja mama mało ze śmiechu nie pękła a
          mówiła mi zjedz obiad w domu,jak mam jeść obiad jak jestem zaproszona na obiad??
          Pamiętam to do dzisiaj,było to jakieś 10 lat temusmile)))
          • natla Poznajemy ludzi? 03.09.06, 14:44
            Myśle, że tak. Przy akich niekończacych się obiadch, poznaje się ludzi. Czego
            sie można dowiedzieć? No cóż....na pewno o obyciu, snobiźmie, sztuce
            konweracji, poglądach, nie daj partio o chorobach, charakterzeetc.
            Właśnie zaki obiad może być początkiem wspaniałej znajomości lub jej początkiem
            i końcem.
            Nie tak dawno poznałam panią, która mnie ujeła oczytaniem, zainteresowaniami,
            inteligencją, otrzaskaniem w świecie, choć coś mnie wstrzymywało. Zaprosiłam ją
            z mężem na obiad......czar prysł i znajomość sie rozlazła.
            Chyba to prawda, że płeć przeciwną poznajemy w łóżku tak naprawdę, a ogólnie
            ludzi przy stole wink))
            • del.wa.57 Re: Poznajemy ludzi? 03.09.06, 14:55
              To prawda,poznajemy ludzi w ten sposób,mój pan zaprosił do domu kolegę z pracy
              z żoną/panowie znają się juz chyba dwa,trzy lata/ bardzo się ucieszyłam,lubie
              przyjmować gości,poznawać nowych ludzi i niestety jak napisała Natla,czar
              prysł,nawet już nie mam ochoty iśc do nich,bardzo nas zapraszają do siebie na
              rewanż,nie wiem,chyba nie pójdę,nie /pasują/ mi Ci ludzie.
              • krise1 Re: Poznajemy ludzi? 03.09.06, 17:25
                Jakoś ja nie mam tego szczęscia, być zaproszoną na obiad. Zato do nas naokrągło
                ktoś przychodzi: córki, męża siostra, wnuka koledzy(nie mam sumiemia im nie
                dać, bo wiem z jakich domów pochodzą, bieda, aż piszczy)no i moje koleżanki,
                ale one od czasu do czasu. My z mężem jak gotujemy obiad, to w garach, nie w
                garnuszkach. Jak pierogi robimy, to minimum 150 szt. gołabki to 70 szt, bigos i
                sałatkę jarzynową to robimy w kociołku. Mój mąż był wychowany na wsi w
                strasznej biedzie i nieraz głodowali. Więc nikomu jedzenia nie żałuje i nie
                wydziela, ale ja już mam tego dosyć, bo zawsze pełno garów jest w zlewie, nie
                mam już sił do sprzątania. Żeby choć raz mnie, ktoś zaprosił na obiad, o tym
                marzę.
                • natla Re: Poznajemy ludzi? 03.09.06, 18:18
                  Krystynko, czuj się zaproszona. Moze kiedyś zaglądniesz na pd. kraju.smile
                  • dankarol Re: Poznajemy ludzi? 03.09.06, 19:01
                    Krysiu jak będziesz w pobliżu Krakowa zaproszę Cię na dwa obiady,
                    Sama byłam na kilku proszonych obiadach i bardzo mi sie to podobało, mimo, że zdarzyło mi sie na nich jeść coś za czym nie przepadam, ale ta oprawa, ta atmosfera bardzo mi sie podobały. Mnie sie też udało kilka takich obiadków wydać, chociaż miały inną oprawę zamiast uroczyste, bardziej humorystyczne.
                    • natla Re: Poznajemy ludzi? 03.09.06, 19:23
                      Przebiłaś mnie, kurcze.....2 obiadki wink))
                      A co do humorystycznych obiadów, to nie powiem , mam wprawę. Np ciasto
                      upieczone na soli zamiast cukru, albozapominam podać coś do czego i odkrywam to
                      coś juz po.....o taka musztarda po obiedzie, albo....ha, to juz
                      najśmieszniejsze.....zapominam o tym, że dziś akurat mają przyjść zapowiedziani
                      goście......no po prostu tryskam czasem humorem wink
                      A najbardziej mi sie podobała proszona kolacja w moim domu, na moje osobiste
                      imieniny. Faakt, że goście przyszli trochę znienacka, a ja musiałam iść do ojca
                      do szpitala. Tak więc ich zostawiłam (zaprzyjaźnieni na tyle) z wywleczonymi
                      z lodówki wiktuałami i kiedy przyszłam, kolacja była gotowa. Nawet gary
                      pomyte. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka