graga211
27.09.06, 10:24
Pierwsze plany były obszerne, obejmowały co ciekawsze miasta, na mapie
zaznaczyliśmy nawet trasy, lecz skończyło się na tym, że w wigilię wyjazdu
obraliśmy azymut: Bałtyk. Tę decyzję podyktował wieczorny komunikat
zapowiadający rewelacyjny, trwały wyż z temperatura 24-26ºC. Postanowiliśmy
więc przemierzyć polskie wybrzeże od Gdańska aż po Świnoujście, jak to
zrobiliśmy kiedyś w podróży poślubnej, by teraz obejrzeć, co zmieniło się od
tamtego czasu?
Z domu wyruszyliśmy o 05:00 pewni, że szosa będzie jeszcze pusta i szybko
przeskoczymy Katowicki Okręg. Jakież było nasze zdumienie, gdy przyszło
włączyć się w intensywny ruch samochodowy; coraz to pytaliśmy, gdzie ludzie
pędzą o tak wczesnej porze?!
Mknęliśmy drogą S1, która w okolicach Klimontowa przecina zielone łąki. Ponad
nimi, niziuteńko, prawie dotykając trawy, ścieliły się gęste, połyskliwe
mgły, z których wystawały czubki krzewów oraz długi szereg drzew. Ponad
wszystkim było już filetowo-różowe niebo, a zza horyzontu wyłaniała się
olbrzymia tarcza karminowego słońca. Na widok ten patrzyłam z szeroko
rozdziawioną buzią i zanim zdążyłam ją zamknąć, zanim sięgnęłam po aparat
fotograficzny, słońce wspięło się ponad linię horyzontu, nabrało oślepiającej
złocistości i 2-3 minutowy czar prysł...
W drodze powrotnej udało mi się upolować wschód słońca, może nie tak piękny,
bo nie z takim słońcem jakie było w Klimontowie, ale na pewno też urokliwy,
gdyż rzadko przecież oglądany:
img167.imageshack.us/img167/3758/wschdwgwizdyw3.jpg
c.d.n.