Dodaj do ulubionych

Góry-kraina która kocham (i dlaczego)

09.04.07, 21:58
No wlasnie.
Juz niegdys Natla mnie wykpila-ku mojemu rozbawieniu zreszta-ze pewnie gory
znam ....z dołu.
No i fakt.W codziennosci własciwie w ogole nie zwracalam na nie
uwagi.Ot,standardowy element krajobrazu,taki sam jak drzewa czy krzaki.Czesto
na nie w ogole nie patrzylam,chyba ze po to,by sprawdzic,czy jest
charakterystyczny wał chmur za Giewontem,zapowiadajacy halny.
Jako dziecko,jesli przyjeżdzała chodząca po gorach rodzina,i ja chodziłam tu
i ówdzie-przeszłam najbardziej popularne szlaki,i niestety tyle.
Dopiero od niedawna zaczęłam patrzec na góry innym okiem.Uświadomiłam
sobie,ze mam je tak blisko,i ze powinnam z ich urody troche zabrac dla siebie.
Ale nawet jak to pisze,to juz zaczynam miec przeczucie,ze te dobre
chęci...miną mi...
Ps.chciaz postanowiłam,na początek wyjechac autkiem na Gubałowke i zrobic dla
Was zdjęcia gór-całą panoramę (Natla,nie każ mi chodzic na szczyt Gubalowki
na piechote-bloto jest).
Obserwuj wątek
    • natla Re: Góry-kraina która kocham (i dlaczego) 09.04.07, 22:19
      No Ty chyba sobie żaryujesz!!! Autkiem na Gubałówkę? Błoto jest? Toż to sama
      frajda.

      To już lepiej jedź na Głodówkę i sfotografuj Wysokie Tatry. Albo pod hotel
      Kasprowy.
      Oooo, Ty leniu.....jak ja Cię kiedyś dorwe!!!
      • dankarol Re: Góry-kraina która kocham (i dlaczego) 09.04.07, 22:38
        oj Maniu poczekaj, niech ja sie wyrwę z Krakowa, nie daruję Ci i pochodzisz
        troszeczkę
        • natla Re: Góry-kraina która kocham (i dlaczego) 10.04.07, 00:02
          Związana jestem z nimi dzieciństwem i młodością. Były narzedziem wyrabiajacym
          mój charakter w rękach moich rodziców.
          Nauczyły mnie przede wzystkim pokonywania słabości, wrażliwości na piękno, na
          potrzeby ludzi. Pozwoliły na cudowne przeżycia, na momenty grozy i euforii.
          Nauczyły wstawania w środku nocy, dostrzegania pięknych widoków i różnych
          szczegółów, słuchania szmeru potoków, świstu świstaków, grozy burzy,
          odpowiedzialności, planowania, leżenia na trawie i obserwowania kwadransami
          orła, dawały mi poczucie absolutnej wolności. Spotykałam też właśnie w górach
          najwartościowszych, wspaniałych, pełnych humoru ludzi. Tam nauczyłam sie
          wartościowania życia i ludzi.
          Przez kilka sezonów chodziłam sama i zdobywałam najniebezpieczniejsze góry, co
          napawało mnie dumą. A kiedy o 9 tano stawałam na szczycie Granatów, z
          niedźwiedziem na zboczu Żółtej Turni, w kompleytnej ciszy poranka, bez jednego
          człowieka w zasiegu wzroku, to miałam ochotę krzyczeć ze szczęścia. Potem
          schodziłam do najbliższego potoku i robiłam sobie kawę na zimno. Piłam ją
          mocząc obolałe nogi w lodowatej wodzie, wystawiałam twarz do słońca i między
          rzęsami obserwowałam wiszace nade mną czarne, groźne urwiska.
          Czasem spotykałam samotnego turystę, częstowałam kawą i rozmawiałam.
          A kiedy schodziłam do Zakopanego i oglądałam się, nie mogłam uwierzyć, że tam
          właśnie byłam. I nawet jak byłam 10-ty raz, zawsze napawało mnie to dumą i
          poczuciem własnej wartości.
          Tak mógłby wyglądać mój raj smile
          • filomena1 Re: Góry-kraina która kocham (i dlaczego) 10.04.07, 08:33
            Mania, ;°)))
            prosze przymruzyc oko.
            WYBACZ, ALE TWOJE UCZUCIA DO GOR NIE MAJA Z MILOSCIA NIC WSPOLNEGO...
            takie podziwy, to wystarczy jak pojdziesz do fotopastikonu i sobie pooogladasz: szczty , zleby, strome
            sciany, wydobedziesz z siebie kilka okrzykow Och!! ach!!! no i chwatit tej milosci. Jesli teraz napisze
            co znaczy GORY, to znow mnie tu pokrzycza, ze robie przemeblowanie, pouczam, strofuje itd.
            Gory trza czuc, w kosciach, w kazdym miesniu, w oku, w glowie, w mozgu. Gory trzeba tak przezyc ,
            aby czuc sie z nimi zlaczonym w jedno. To jest milosc, to jest kochanie gor.
            Nie kaze Tobie chodzic w Himalaje, ani na Zawrat, czy Orla Perc. (Nie bylam i nie bede).
            Nikt mnie nie zapytal nawet czy bylam na Matterhornie? albo nawet jakims 4 tysieczniku? piechota,
            rzecz oczywista.
            Natla opisala jak on kocha gory , kochaa je z "dobrodziejstwem inwentarza" ,
            a Ty maniiu lubisz - kochasz patrrzec na gorzysty horyzont. To takze bardzo ladne hobby i chwalebne.
            byc moze , ze wzgledow zdrowotnych nie jestes w stanie ich inaczej przezywac. Jest to jakas wielka
            szkoda dla Ciebie, bo nie chcialabym powiedziec - nazwac tego ulomnoscia- i byc zle zrozumiana.( co
            sie tu czesto zdarza).
            Mieszkam w srodku gor od 25 lat, na rzut kamieniem za oknem mam 3,5 tysiecznik stromo
            wyrastajacy z doliny na wys.600 m.npm. i powiem Ci, ze znam wiele osob ktore w gory w ogole ani nie
            chodza , ani nie jezdza.
            Mnie czasem juz przytlaczaja, marze o plaskim horyzoncie, o szumie morza i patrzeniu w dal gdzie
            niebo i Slonce kladzie sie do morza. Z taki widokiem na powiekach wreszcie zasypiam w bezsenna noc.
            • graga211 Re: Góry-kraina która kocham (i dlaczego) 10.04.07, 10:16
              Maniu, nie daj sie zwariować! Ja Tobie gratuluje pierwszego kroku, moze
              niedlugo zrobisz krok drugi, a potem trzeci i pojdzie jak lawina, az sama
              zadziwisz sie, ze dotad nie kochalas gor. Trzeba tylko wyjsc, najlepiej w
              towarzystwie prawdziwego turysty.
              Zapros Maladanke, a ona na pewno pokaze, jak patrzec i chlonac gory!
              Tylko niech zrobi sie cieplo, by moc polozyc sie na trawie i przez rzesy
              ogladac szczyty pochylone nad Toba i kwadransami obserwowac lot orla.
              Natla to bardzo pieknie napisala...
              • natla Re: Góry-kraina która kocham (i dlaczego) 10.04.07, 11:18
                Tym razem wystąpię w obronie Mani smile
                To bardzo typowe, że kiedy się ma coś pod ręką, to się tego nie widzi. Poznałam
                tylko 2 rdzennych mieszkańców Zakopanego, którzy czasem dla przyjemnosci szli w
                góry. Jednego z nich mój ojciec nauczył i rozkochcał w tych cudach za miedzą.
                Góry dla zakopiańczyka, to taka normalka, że nie ściągają uwagi. One po prostu
                są, widzi sie je jak widok z okna na park, czy ulicę.
                Góry każdemu człowiekowi trzeba pokazać i to bardzo umiejętnie, bo można też
                odstraszyć na całe życie.
                Ja sobie tu pokpiwam nieraz z Mani, ale dokładnie ją rozumiem. Co nie znaczy,
                że jej tych gór nie będę się starała pokazać. I to tak, żeby nietylko odczuła
                zmęczenie, brak oddechu, wysiłek ponad siły.
                Ja bardzo kiedyś nie lubiłam swojego miasta. Przede wszystkim z powodu brzydoty.
                Wychowana byłam na urodzie Krakowa i Chorzów nie wytrzymywał porównania. Przez
                większosć mojego życia znałam tylko kilka ulic, po których z obowiązku
                chodziłam.
                Aż pewnego dnia, ktoś mnie zmusił do spaceru po mieście, pokazując np.
                kamieniczki, koło których nieraz przechodziłam. Okazało się, ze są śliczne.
                Jakieś zaułki, nieznanane mi uliczki i wyszło, ze poza bardzo brzydkimi
                miejscami, są również urokliwe, i że ten Chorzów wcale nie jest taki brzydki.
                • goskaa.l Chorzów 10.04.07, 12:03
                  A czy rynek w Chorzowie nadal jest taki śliczny? Widziałam go świeżo po
                  remoncie, w dodatku w przedświątecznych dekoracjach (jechałam na wyścig
                  barbórkowy do Rybnika) i się zachwyciłam - a pokazywał mi go i szczycił się nim
                  rodowity Chorzowianin.
                  • mania1119 Re:Filomeno 10.04.07, 12:30
                    Cóż,pozostaje mi tylko stwierdzić,że...miłość ma różne oblicza.Twoja do nas
                    też...
                  • mania1119 Re: Góry 10.04.07, 12:31
                    Qrczę,przyjedźcie!!!!Juz ja sie sprężę i pójdę!
                    • natla Re: Góry 10.04.07, 12:44
                      No jasne, ze pójdziesz....już nasza w tym głowa, choćbyśmy miały wołu
                      użyć wink)))) A potem bedzie jak z tm niedźwiedziem, któremu oberwali uszy
                      ciągnąc go do miodu, a potem ogon, odciągając go od niego. wink
                    • goskaa.l Maniu 10.04.07, 12:47
                      Z całego serca życzę Ci, żebyś poznała i zrozumiała prawdziwą miłość do gór. Ja
                      też kocham góry, nieodwzajemnioną miłością, bo los od dawna mnie trzyma od nich
                      z dala. Musisz się jednak do tej miłości "urodzić na nowo". Odrzucić
                      dotychczasowy do nich stosunek, i pozwolić sobie na spojrzenie na nie okiem
                      estety? przyrodoznawcy? malarza w końcu? Nie potrafię określić. A może
                      znajdziesz swój własny obraz miłosci do gór?
                      Ja wiem, że najtrudniej jest pokochać to, co ma się z zasięgu oka i ręki (tu
                      raczej nóg) "od zawsze". Ale nawet ja, która nie lubię swojego miasta, potrafię
                      dostrzec jego piękno, znam jego uroki i potrafię to pokazać dodając nieco
                      smaczków historycznych, kiedy zawita do mojego miasta ktoś z daleka.
                      Skrzydlate zachłystywała się obcym dla niej budownictwem, a na widok gotyckiej
                      stodoły stanęła z rozdziawioną buzią. Z konieczności nie był to spacer po
                      mieście, lecz jedynie przelot samochodem, ale pomimo tego zrobiła nietypowe
                      zdjęcia z samochodowego okna.
                      Takie zachowanie nie jest obce wielu ludziom. Moja sąsiadka, na pytanie, czy
                      jej wnuk zna Polskę (bo piętnastolatek wybierał się do Tunezji, uprzednio
                      zaliczywszy GB i Francję), odpowiedziała: Kraków i Warszawę widział, a niczego
                      więcej tu nie ma do oglądania.
                      No comment.
                      • mania1119 Re: Gory 10.04.07, 13:10
                        Wszystko przed nami!
                        • dankarol Re: Gory 10.04.07, 23:59
                          nie chodziłam po górach tyle co Natla, ale mnie góry już w dzieciństwie urzekły
                          swoją muzyką. Pamiętam, kiedy przyjezdzałam z rodzicami do Zakopanego i szliśmy
                          na wycieczkę, góry dla mnie śpiewały.
                          • maladanka Re: Gory 12.04.07, 13:16
                            Góry - a najbardziej Tatry. Dobrze sie tu czuję. Zmęczenie jest przyjemnością.
                            Nie mam ambicji typu - musze tam wejść i to jak naszybciej.Uwielbiam człapanie,
                            wędrówkę z kucaniem nad kwiatkiem, moczenie rąk w lodowatej wodzie. Doję do
                            celu to dobrze,a nie dojdę to nie szkodzi.Góry stały i będą stały - poczekają...
                            Pierwsza moja góra to Ślęża, potem Karkonosze - miałam 10-12 lat, 2 nuczycieli
                            z podstawówki szło z nami przez 14 dni,spalismy w stodołach lub
                            schroniskach,nieslimy chleb i dżem i jakies koce, bo o spiworach to mało ko
                            wtedy słyszał.Dziś nie wyobrażam sobie,żeby taki obóz wędrowny mógł się odbyć.
                            Po pierwsze - 2 panów,hm..podejrzane.Po drugie - dzieci z nimi idą i razem spią
                            w stodole..hm,podejrzane to do kwadratu.
                            Obiadku nie bedzie o 13.oo? Ojeju,co by mamuski powiedziały..
                            Trzy razy takie wędrowanie się odbyło - przeważnie lało, nikt sie nie
                            rozchorował- dziwne, nie?
                            Potem wycieczka szkolna w Tatry,tez z podstawówki. Jakaś dolina, i ciągłe
                            pokrzykiwanie na mnie,że zostaję, a ja szłam tyłem, nie mogłam sie
                            napatrzeć.Potem dłuuuuga przerwa i Tatry,Bieszczady,Pieniny,Gorce - wszędzie
                            najdalej 180 km.I kółko PTTK z wesołymi ludźmi.Wyjazdy prawie w każdą
                            niedzielę, także urlop - o ile mozliwe choc kilka dni w górach. A na codzien
                            Beskid Niski.
                            No i nagle - Alpy! - jeju, weszłam na 3000m - i tym większa miłośc do Tatr.
                            Bo Alpy dla mnie za rozległe - za dużo tych górsmile
                            A w Tatrach - blisko wszędzie,takie Alpy w miniaturze...
                            Oczywiście podziwiam wspinaczy, himalaistów, czytam o górach, oglądam albumy,
                            filmy itd..ale ja sobie tak spokojnie z górami żyję,nie zdobywam ich...
                            A np.wejście na Matternhorn to dla mnie jak zgwałcenie dziewicy - ta Góra
                            powinna być nietknięta.

                  • natla Re: Chorzów 10.04.07, 12:41
                    Zależy kiedy oglądałaś Gosiu. Od chyba 20 kilku lat jest przecięty wstrętną
                    estakadą....ponoć mają ją wyburzyć. A kamieniczki rzeczywiscie odrestaurowane
                    były i ratusz też. No nie byłby to najbrzydszy rynek faktycznie, gdyby nie ta
                    cholerna estakada.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka