Parę dni temu, mój młodszy syn (druga gimnazjum) przyniósł ze szkoły zadanie - napisać fraszkę "na szołę". Nie szła mu ta twórczość za grosz, więc po dwóch godzinach przyczłapał do mnie po pomoc. Powiedziałem mu, że dobra, napiszę, ale pod warunkiem, że w szkole natychmiast przyzna, że sam nie mógł dać rady temu zadaniu i to jest efekt niebywałego wzlotu i wysiłku ojca. Ponieważ się zgodził, to po minucie zastanowienia powiedziałem pierwszą:
"Do szkolnych koleżanek"
Dziewczyny! Czy Wy wiecie?
JUŻ czekam, aż dorośniecie!!

))
Oczywiście tu nastąpił zakaz rozpowszechniania w gronie nauczycielskim, na co młody od razu się zgodził.
Potem usiadłem z kartką i po kilkudziesięciu minutach powstały następne:
"Jak dorosnę"
Będę nauczycielem.
Jak się w anioła wcielę.
"Pod wodzą Romana"
Szkolny styl,
tępy dryl,
"To lubię"
Lubię o szkole gawędy,
W wakacje i długie weekendy.
"Szkolny gmach"
Och! Szkolny gmachu.
Nie wzbudzaj strachu.
"Cudowni"
Cudowni są nauczyciele!
W soboty i w niedziele.
"Szkolny mundurek"
W szkolnym mundurku każdy grzdyl,
Zyskuje WYJĄTKOWY styl.
Jestem ciekaw opinii polonistek, czy mieszczę się w ramach gatunku.
Bo - wiecie co?! - w szkole młodego, nauczycielka w ogóle nie sprawdzała tego zadania! Nie kazała nawet wyrywkowo przeczytać niektórych!
Po co więc zadała??

))