Dodaj do ulubionych

No to lecimy……wreszcie Egipt.

02.05.08, 22:35
Po wielu latach pierwsza moja większa podróż. Ale nie jestem
podekscytowana, powiem więcej…..jadę na rozum. Dziwne to uczucie.
Zmuszam się mózgiem do radości.
Jadę do przyjaciółki, a następnie do W-wy.
Na dworcu rozbraja nas i wprowadza w dobry humor ta oto prześmieszna
tabliczka, którą zresztą trochę musiałam rozwinąć:
img263.imageshack.us/img263/9374/hihi1xu0.jpg
Ponad 3-godzinna podróż do „stolycy”, to betka w porównaniu z
dojściem (błądzenie po dworcu) do taksówki i błądzeniem po osiedlu,
na którym mieszkają przyjaciele, dający nam schronienie na jedną
noc. Dlaczego? Bo okazuje się, że mamy niespotykanie ciężkie
walizki,
i mimo, że mamy kółka, okrutnie męczymy się na różnych schodach,
które wyrastają przed nami jak grzyby po deszczu.
Przyjemna kolacyjka i wygodne spanie kończą dzień pierwszy podróży.
Raniutko jedziemy na lotnisko i wsiadamy w samolot linii egipskich.
……40 minut opóźnienia….nie pamiętamy już, że czas egipski płynie o
wiele wolniej wink))
Lot jak lot, bez specjalnych uniesień, bo pochmurno, a kiedy
wylatujemy nad chmury, widać tylko ich gładką powierzchnię. Chmury
rozstępują się nad morzem śródziemnym, więc podziwiamy jego brzegi,
a kiedy nadlatujemy nad Synaj, widoki są prześliczne.
Załączam album ze zdjęciami swoimi i mojej siostrzenicy, która
doleci za tydzień w pięknej pogodzie. Są też zdjęcia z powrotu.
picasaweb.google.pl/natlaaa/WidokiZSamolotuGWnieZdjeciaBogdy?authkey=BbeGk0QLxvQ
Przed lądowaniem bardzo silne turbulencje. Po wyjściu z samolotu już
wiemy dlaczego. Wietrzysko nami prawie rzuca. Dla mnie przyjemna
niespodzianka. Niebo zachmurzone…..a to numer…..w Egipcie chmury?
Niebywałe wink))
Wita nas przed lotniskiem rezydentka, wymieniamy informacje i
telefony i idziemy do wskazanego mikrobusu. A tu niespodzianka. Całe
auto dla nas. Zaczyna się obiecująco 
Jedziemy piękną asfaltową drogą, miedzy łańcuchami dziwnych,
niesamowitych piaskowych gór. Krajobraz jak z Księżyca i to
zamieszkałego, bo towarzyszą nam też słupy wysokiego napięcia.
Kierowca prowadzi jak wariat…..150, a w porywach 200 km na godz. Ale
przestajemy się dziwić nawet skracaniem zakrętów, bo szosa jest
pusta.
W pewnej chwili kierowca zapina pasy bezpieczeństwa. Za chwilę wiemy
dlaczego. Podjeżdżamy do punktu kontrolnego, przed którym z 200 m
poprzeczne ograniczniki szybkości i kolce. Samochód staje,
rozleniwiony wojskowy? podchodzi, wypytuje, sprawdza paszporty.
Takich punktów przez całe 2 tyg. spotykamy dziesiątki. Na niektórych
wystarczy, że kierowca powie Bolanda lub Poland i możemy jechać.
Szczęśliwie dobijamy do hotelu w chwili wyjścia słońca zza chmur.
Obserwuj wątek
    • natla Re: No to lecimy……wreszcie Egipt...cd 02.05.08, 22:43
      Wchodzimy do pięknego holu i podchodzimy do recepcji. Przyjaciółka
      coś szepcze długo z recepcjonistą, on gdzieś niby dwukrotnie
      dzwoni….w końcu dostajemy klucz. Bagaże lądują na wóżku, „chłopak”
      hotelowy je układa, spuszczając mi na nogę moją ciężką walizkę.
      Dobra, uśmiecham się mimo bólu i sprawdzam, czy będę mogła
      pływać. wink) Wózek rusz i……przejeżdża mi drugą stopę.
      Gapiowaty „chłopak” wychodzi ze skóry, przeprasza. Na szczęście nic
      się nie stało. W drodze do pokoju, towarzyszymy mu jednak w pewnej
      odległości wink)
      Drzwi się otwierają i wchodzimy do prześlicznego apartamentu. Dwa
      duże pokoje z TV (aż dwukrotnie będziemy oglądać dziennik na
      Polsacie i kilka razy włączymy muzykę). Z pokoju gościnnego robię
      sobie potem swoją sypialnię, czyli przestawiam wersalkę pod szklaną
      taflę drzwi rozsuwanych.. wychodzimy na taras i zatyka nas. Z tarasu
      wyjście na plażę z typowymi dla Egiptu parasolami, granatowa smuga
      wody i różowe pasmo gór w Arabii Saudyjskiej. Jesteśmy urzeczone i
      obie krzyczymy….”to chyba raj” smile
      Idziemy pod szybki prysznic, przebieramy się i idziemy na obchód
      hotelu. Jesteśmy oczarowane…..nowo wybudowane ciągi piętrowych
      pokoi, 2 baseny kąpielowe, jadalnia w budynku głównym. Ta ostatnia
      nie podoba się nam….taka trochę jadłodajnia, więc postanawiamy
      posiłki zjadać na tarasie z pięknym widokiem. Stwierdzamy, że mamy
      najpiękniejsze lokum (dzięki przyjaciółce i atrakcyjnemu krajowi z
      którego przyjechałyśmy.smile Potem wracamy na plażę i zachwycamy się
      widokami…..tak będzie przez następnych 14 dni smile
      picasaweb.google.pl/natlaaa/NuweibaHotel?authkey=bp169AdteTk
      • maladanka Re: No to lecimy……wreszcie Egipt...cd 02.05.08, 23:36
        o kurcze! Ale sie kobitki rozszalały! Alutka też fruwała,jest co
        czytać,fajnie...ale czemu na zdjęciach jest tylko 1 ludź?
        • dankarol Re: No to lecimy……wreszcie Egipt...cd 03.05.08, 00:21
          Super, jest już zakwaterowanie, to teraz czekam na ciąg dalszy przygód.
          Jak to miło przed snem coś ciekawego poczytać.
          • natla Re: No to lecimy……wreszcie Egipt...cd 03.05.08, 07:58
            Masz Danuśka "dwóch ludziów". Niestety, reszta na zdjeciach
            prywatnych.
            picasaweb.google.pl/natlaaa/EgipcjanieBogdy?authkey=ugqcEnzXVDU
            Cd jutro, bo dziś wybywam w plener.
    • skrzydlate ale ten swiat jest piekny, niezaleznie od tego... 03.05.08, 11:00
      ale ten swiat jest piękny, niezależnie od tego, którą nogą się wstanie z łózka..
      i niezależnie od tego czy pada deszcz... smile ... czułam się jakbym leciała tam z
      Tobą smile wspaniałe zdjęcia!!!
      • milata2 Re: ale ten swiat jest piekny, niezaleznie od teg 03.05.08, 12:27
        To wspaniałe, że dzielicie się z nami pięknymi widokami, opisami
        swoich wrażeń i przeżyć (mam na myśli tu również Alutkę), dzięki
        temu siedząc tu na miejscu jesteśmy również z Wami w tych pięknych
        miejscach. Dzięki smile))) Czekam na ciąg dalszy!smile)
        • an.ta Re: ale ten swiat jest piekny, niezaleznie od teg 03.05.08, 21:33
          Dla mnie te zdjęcia są podwójnie piękniejsze. Porównuję z tym co
          dzieje się za moim oknem. Od rana pada, pada, pada.......
          • skrzydlate Re: ale ten swiat jest piekny, niezaleznie od teg 05.05.08, 08:03
            tak mi sie spodobało ze jak gdzieś pojadę, tez Wam opisze..
    • ovaka fajnie czytac... 04.05.08, 12:09
      ja tez czytam z zainteresowaniem.Pod wpływem zachwytów Natli i
      innych moich znajomych tez sie wybieram, wiec takie codzienne i
      niecodzienne informacje bardzo sobie cenię.Sarkofagi bywały "pełne"
      ale fakt ze piramidy wszystkie były puste i ograbione , ale w
      grobowcach skalnych np.Tutenhamona napewno wszystko było jak
      trzeba , ale tam były dosyc duze wejscia a dalej wrecz przestrzenne
      korytarze.
      • www.alutka.pl Re: fajnie czytac... 04.05.08, 13:16
        Cudownie się to czyta. Od razu odżyły w mojej pamięci obrazy z
        mojego pobytu w Egipcie. Mieszkałam wtedy w El Gounie. To śliczne
        czyściutkie miasteczko niedaleko Hurgady.
        Naprawdę warto jechać i zobaczyć te cuda świata.
        • easy.mamajka Re: fajnie czytac... 04.05.08, 14:57
          Obie jestescie fantastyczne w swoich relacjach!
    • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: No to lecimy……wreszcie Egipt. 04.05.08, 21:36
      ......Stwierdzamy, że mamy
      najpiękniejsze lokum (dzięki przyjaciółce i atrakcyjnemu krajowi z
      którego przyjechałyśmy.smile Potem wracamy na plażę i zachwycamy się
      widokami…..tak będzie przez następnych 14 dni smile
      picasaweb.google.pl/natlaaa/NuweibaHotel?authkey=bp169AdteTk.....
      Natla - wspaniala relacja, świetnie się czyta i ogląda!!!!
      A dlaczego na twoich fotach nie ma ani jednego turysty - całkowita
      pustka i wokół hotelu i co dziwne - także na plażach ???
      No i jeszcze nie zrozumiałam, że Graga pisze o karaluchach i
      hałasie ( itp ) a ty, że piękny widok.....tak jakbyście nie były
      razem. PS. a swoja drogą najlepsze miejsce na taki pobyt egipski -
      to tam, gdzie była inna z pań w tym watku piszących - czyli
      ELOGUNA , bardzo tam ekskluzywnie , (jak na Egipt turystyczny) i
      baaaardzo drogo. A w grudniu to tam nie jedź - bo uświerkniesz,
      szczególnie w nocy. A w lutym to tam są wielkie komary, aż strach na
      nie patrzeć a co dopiero współegzystować bliżej smile
      • natla Padalcu jeden..... 04.05.08, 23:55
        Na moich fotkach celowo nie ma ludzi-turystów. Zdjęcia robiłam albo
        rano, albo o zachodzie, kiedy plaża pustoszała.
        Tubylcy moze jeszcze dojdą....z fotkami klejnych fotografek. Ale o
        tym potem smile
        • natla a propo's "gwałtów Gragi"..... 05.05.08, 00:11
          .....chyba w pierszum dniu, a może drugim, wybrałyśmy się przed
          kolacją plażą na spacer.....szło sie cudnie w zachodzącym
          słońcu.Pusto i tylko szum morza. Oglądnęłyśmy sąsiedni hotel i
          uwaliłyśmy się na leżakach. Zaczęło juz dobrze zmierzchać, kiedy
          ocknęłyśmy się.....rany, trzeba wracać, a tu przed nami ponad km w
          piasku i szybko zapadająca ciemność. No i wracałysmy po ciemku,
          nawet księżyc nie przyświecał. Dodawałysmy sobie otuchy naszymi
          wyobrażeniami, co nas moze spotkać. Ja widziałam kilku Arabów na
          koniach, którzy pędzą za nami, a przyjaciółka chyba tych samych
          pędzących na wielbłądach. Śmiałyśmy sie z własnych opowieści, ale
          dreszczyk emocji był. wink)) No i udało sie. Nikt nas nie zauważył.
          A mogło różnie być wink)))
    • natla Mój cd :) 04.05.08, 23:17
      Idziemy na pierwszą kolację, a tu niespodzianka. W jadalni sami
      Rosjanie. Potem okazuje się, że tylko oni są tutaj i my……dwie Polki.
      Rosjanie w większości „na poziomie”, kulturalni, ale sporadycznie
      też jest strasznie rozpijaczona „czerń”.
      To już nie ten naród, co kiedyś. Pamiętam jak w Bułgarii czy Rumunii
      potrafili się wspaniale ze sobą bawić. Wychodzili do hotelowych
      ogrodów czy na place i tańczyli, śpiewali. Miało to swój
      urok....zwłaszcza z perspektywy wink)
      Tutaj żyją „pojedynczo” i nie wyróżniali by się od innych nacji,
      gdyby te były.
      Jedzonko jest zupełnie wystarczające, choć ludzie narzekają. Nie ma
      ryb ani owoców pod dostatkiem. Za to jest mnóstwo jarzyn, mięs,
      zapiekanek, dodatków i prawie domowych ciast. Nie rozumiem, jak
      można narzekać na jedzenie na wakacjach i pod tym kontem je oceniać.
      My zachwycamy się białym serem (który ja jadam sporadycznie w domu)
      i słodkimi, aromatycznymi pomidorami. Ale prawie wszystko jest
      smakowite i w olbrzymich ilościach.
      Jest jeden mankament……napoje w plastikach. Później dowiadujemy się,
      że to przez Rosjan i niestety też częściowo przez Polaków…….szkło
      ginie w zastraszającym tempie. Chodzi też o to, że niektórzy w
      pianym widzie tłuką co się da i gdzie się da, więc jest to
      niebezpieczne.
      Idziemy do szefa jadalni i prosimy o kielichy.
      Dostajemy, dwa szkiełka zabieramy do pokoju. Mamy tam przywieziony
      mały „arsenał”, tak na wszelki wypadek…..na żołądek. wink Żadna z nas
      do końca nie ma problemów żołądkowych.
      Po kolacji spacer na plażę, ale już w drodze się nam „buzie
      rozdzierają”. Nie dziwimy się, bo w końcu jesteśmy po podróży, a i
      nadmiar wrażeń robi swoje. O 9:30 już śpimy.
      Budzimy się przed piątą. Rozchylam zasłonę, przesuwam drzwi na taras
      i czekam na wschód słońca. Piękne uczucie….oglądanie wschodu we
      własnym łóżku i do tego na świeżym powietrzu. Co kilkanaście minut
      cichutko przechodzi strażnik pilnujący plaży i nas. Raz tylko
      nieśmiało zerka w moim kierunku….w końcu kobieta w łóżku wink)
      Takich ranków przeżywam 14.
      Podaje Wam link do wschodów i zachodów słońca oraz innych widoków.
      picasaweb.google.pl/natlaaa/NuweibaPlaAMorzeWschodyIZachody?authkey=pIlZatd3deE
      Jeszcze trochę polegiwania i przyjaciółka goni mnie do
      gimnastyki….trenujemy też jogę. Po pół h, czasami dłużej, wskakujemy
      w kostiumy i lecimy do morza. Woda o tej porze jest zimna, więc
      pierwszy kontakt z nią, że tak powiem „budzący” wink), ale potem
      kąpiel i pływanko wspaniałe. Słońce tworzy na morzu świetlistą drogę
      z migoczących gwiazdek, a my nią podążamy ”w stronę słońca”.
      Niesamowite wrażenie.
      Wracamy „na chatę”, szybki prysznic i na śniadanie. Pijemy całkiem
      niezłą śniadaniową kawe (lepszą mamy w ciągu dnia w barku przy
      basenie), zajadamy się serem, pomidorami i ciepłymi rożkami
      francuskimi. Oczywiście na tarasie z widokiem na piękny zaułek z
      cudnymi kwiatami. Żyć nie umierać!
      Po śniadaniu plaża…..ostrożnie…..spacer, pływanie, parasol, troche
      typowego opalania. Ja oczywiście nie używam filtra. Cały dzień i
      prawie wszystkie następne dni wieje chłodny wiatr. W ogóle nie czuje
      się upału. Dzień mija wspaniale, poznajemy tubylców na plaży, któży
      jakoś tak "lgną" do nas, mimo, że na razie nic nie kupujemy.
      Rozmawiamy o ich życiu, oni trochę, bardzo taktownie wypytują o
      nasze. Najcudniesze są dzieciaki. smile
      Wieczorem podziwiamy naszą opaleniznę w łazience. Przyjaciółka już
      czarna, ja jeszcze różowo brązowa.
      Na następny dzień mam „słońcowstręt”. Po śniadaniu zamykam się w
      pokoju i nawet na obiad nie idę. W kolejnym dniu zaczynam używać
      wysokich faktorów po raz pierwszy w życiu. big_grin
      • natla Re: Mój cd :) 04.05.08, 23:45
        Co do insektów wszelakich, to mamy szczęście. Kilka much i os.
        Karaluchów niet…… W ogóle żadnej brzydkiej gadziny tylko same
        cudowne zwierzaki. Na plażę przybłąkały się pieski. Z obrożami, więc
        czyjeś, ale chudziny takie, ze serce ściska. Od drugiego
        dnia „kradniemy” dla nich niejadalną wędlinę i parówki. Często
        wynosimy też pyszne kurczaki. Staramy się to robić dyskretnie, ale
        chyba jednak „za przyzwoleniem” obsługi, która nam na wszystko
        pozwala. Psiaki są gonione z terenu hotelu i plaży, chyba że…..my
        jesteśmy w pobliżu.
        Codziennie rano budzą nas świergoty „żółtobrzuszków” , wschód słońca
        i nasze wierne piesy. Są 3, ale tylko dwa często nam towarzyszą. To
        biały kundelek i prawie czarna sunia. Polubiły nas, bo choć
        niektórzy Rosjanie też ich dokarmiają, to jednak one wolą nasze
        towarzystwo.
        Przyjaciółka zakochała się w trzecim kundelku, szczeniaku bez
        obroży. Nawet go ochrzciła…..Boss mu nadała smile, ale ten niestety
        tylko 4 razy się pokazał.
        Koty są tolerowane wszędzie. Panuje ich tu kilka, a królową jest
        kocica podejrzewana o ciążę. Jej wszystko wolno….nawet leżeć na
        kanapach w holu. Inne koty łażą wszędzie, towarzyszą nam przy
        posiłkach, a są tak przeżarte, ze wypluwają wszystko, poza
        kurczakami.
        Na spacerach spotykamy i zaznajamiamy się ze…..nomen
        omen…..”skrzydlatymi”.
        Hotel nasz w porównaniu z innymi, jest jeszcze ciągle ubogi w
        roślinność, ale jak na tamtejsze warunki, obsługa dwoi się i troi,
        aby coś rosło. My im pomagamy przy naszym tarasie…..nasze roślinki
        kwitną od trzeciego dnia jak szalone.
        Za kilka lat i tu będzie śliczna będzie oaza.
        Poza hotelami roślinność bardzo uboga….jak na pustynie przystało,
        ale to też ma swój urok……ten księżycowy widok jednak przykuwa.
        picasaweb.google.pl/natlaaa/NuweibaFaunaIFlora?authkey=sndGt_luToI

        Zgadzam się z Gragą i Alutką.idzę to co one i podobne mam
        spostrzezenia. Jedmak z wielu względów odbierałam tę podróż pewnie
        inaczej. Jasne, ze widziałam śmieci, ale jakoś mi tym razem nie
        przeszkadzały. W hotelu nie widziałam w ogóle śmieci, natomiast za
        granicami muru hotelowego......uuuuuuu…..ale tylko kilka metrów.
        Potem już plaża długa, pusta i zanieczyszczona tylko wodorostami.
        Miejsce pobytu Gragi, a nawet Alutki różniło się od naszego. One
        były w dużych miejscowościach „wczasowych”. My w małej osadzie,
        gdzie dopiero turystyka się rozwija.
        I to było piękne.
        Z hotelu do City wink) jechało się kilka minut taksówką. Ponieważ
        przyjaciółka była w zeszłym roku w pobliskim Dahabie, chciała mi
        koniecznie pokazać nocne życie Nuweiby. Pojechałyśmy w końcu
        mikrobusem z Rosjanami, na rekonesans…tylko godzinny. Ich przemiły
        pilot nie chciał za Chiny zgodzić się na 3 h, aby 2 Polki mogły
        sobie pooglądać wieczorne światła dziesiątków kawiarenek, knajpek i
        hoteli. Byłyśmy trochę złe na niego, ale okazało się…..no
        właśnie….nasze City, to po prostu duża wiocha, z trzema chyba tylko
        knajpkami i jednym ichnim „marketem”, jak hucznie nazywają zlepek
        pojedynczych sklepików. Zakupiłyśmy soki, zrobiły kilka zdjęć i
        uciekły przed nachalnymi sklepikarzami do knajpki na herbatę.
        Okrutnie się nam ta godzina dłużyła wink))
        picasaweb.google.pl/natlaaa/NuweibaCity?authkey=fFk_6R9GFgI
    • natla Re: a propo's "gwałtów Gragi"..... 05.05.08, 09:20
      Tak, to raczej typowy wyjazd wypoczynkowy, choć z nastawieniem na
      Petre i stąd ta miejscowość m.in., bo blizej do Jordanii.
      Co do Alutki, to kliknij sobie w zaprzyjaźnione forum (na górze
      naszej głównej strony) i już masz "oj, działo się, działo...." smile
      • www.alutka.pl Re: a propo's "gwałtów Gragi"..... 05.05.08, 11:58
        Zagłębiłam się w zdjęcia. Od razu wspomnienia mi ożyły. Z Egiptu nie
        mam wielu zdjęć. Wtedy jeszcze nie miałam cyfrówki, tylko porządnego
        dużego Zenita. Zdjęć zrobiłam cztery filmy. ale to mało, oj bardzo
        mało.

        Dla Gragi link:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=47253&w=78811343
        • natla Rafy! 05.05.08, 12:46
          Piszę szybko dalej, bo jutro jedziemy z Alutką do Mani i może trochę
          pochodzić po górach. smile

          Jednym z głównych zadań do wykonania to zwiedzanie rafy. Mamy ją w
          zasięgu ręki……w drugim dniu pobytu przechodzimy 50 m na dziką plażę
          i drugie pięćdziesiąt w głąb morza. Dosłownie je też przechodzimy,
          bo popołudniami jest olbrzymi odpływ. Przechodzimy przez cudowne
          łachy złotego, czyściutkiego piasku. Wreszcie są…..ubieram sprzęt
          czyli maskę i rurkę i próbuje. W masce już pływałam, boję się
          rurki….a jak się zachłysnę? smile Mam problemy z maską. Zalewa mi oczy
          i nos. Zniecierpliwiona przyjaciółka w końcu sama przymierza mój
          sprzęt i okazuje się, że to wcale nie moja histeria. Udaje mi się
          liznąć kilka widoków rafy……żółte, fioletowe, popielate korale i
          jasno granatowe rybki z jaskrawo żółtymi płetwami. Są też i inne,
          ale strach przed utonięciem, nie pozwala mi się skoncentrować. Na
          dziś wystarczy. Wychodzimy. Po drodze kładziemy się na jedną z
          dużych łach i robimy pilling, katulając się w piasku…..potem dajemy
          się przy brzegu omywać falom. Żyć nie umierać.
          Idziemy do naszego Szeryfa czyli sportsmena, który
          stwierdza „niewydolność” maski i pożycza mi jakąś starą. Na następny
          dzień okazuje się na rafie, ze jest lepsza, ale też mi nos i oczy
          zalewa. Mam jakiś defekt w budowie twarzy, czy co? wink)) Znów
          odpuszczam sobie pływanie po rafie i ograniczam się do pillingu i
          pilnowania z oddali zwiedzającej rafę przyjaciółki.. Taplam się w
          piasku i wodzie w bluzce, która chroni mnie przed słońcem. Mam go
          znów dość. W końcu za dwa dni ktoś mi pokazuje pewne „knify”,
          tłumaczy co i jak i…..wreszcie wpływam na rafy. Początkowo mnie
          pilotuje przyjaciółka i siostrzenica, ale w końcu każę im zadbać o
          swoją skórę i się wyrywam spod kurateli. wink)) Ze sprzętem daję sobie
          już radę i coraz mniej o nim myślę, wiec coraz więcej widzę. Cuda
          tego podwodnego świata są niesamowite…..kolory, kształty, refleksy
          słońca, głębiny, podwodne łąki, no i życie…..tak niesamowicie
          barwne, różnorodne. Oglądam film w TV tylko dodatkowo mnie omywa
          słona woda. smile Nawet fragmenty jakiegoś wraku widzę. Żal, że nie
          mogę fotografować. Świetne jest też porozumiewanie się miedzy
          nami…..co ktoś zobaczy ciekawego, a jest w pobliżu, to usiłuje
          pokazać. Ja w takich chwilach na początku przynajmniej,
          zachłystywałam się wodą. Ale i tego się szybko nauczyłam.
          Po ponad 2 h wracamy zmęczone do hotelu. Dzioby się nam nie
          zamykają…..każdy chce sprzedać, to co widział…….i cieszymy się,
          kiedy widzieliśmy to samo. Na rafie będę jeszcze tylko raz, za to
          dłużej. Zwiedzanie i zmącone morze nie pozwalają nam na kolejne
          wyprawy. Jednak, to co już przeżyłam, wystarczy. Następnym razem
          zaopatrzę się w zwykłe zaciski do nosa i gogle. Wtedy to będzie już
          całkowicie to. smile


          Tydzień po naszym przyjeździe, mają dojechać 4 dziewczyny. Spędzimy
          wspólnie kolejny tydzień i zostawimy je na „pastwę losu” na
          następny. Wyszło nam na zakładkę.smileKombinujemy i załatwiamy podobny
          apartament do naszego. Ale teraz będziemy mieszkać w nich po trzy.
          Nie zmienia to jednak komfortu…..przynajmniej w naszym odczuciu.smile
          Załatwiamy też wycieczkę do Petry. Dziewczyny przyjadą na gotowe.
          Czekamy na nie w holu z zimnymi drinkami….spóźniają się….w końcu są.
          Witane nie tylko przez nas, ale już przez zaprzyjaźnioną obsługę, a
          nawet pojedynczych Rosjan. Spędzamy wieczór na opowieściach,
          buszujemy w szóstkę po hotelu i plaży. Ale jak zawsze, padamy koło
          10-tej. wink Przed nami jeszcze 6 dni wspólnego rozrabiania……no i
          ważna sprawa……jest nas już 6 do podkradania jedzenia dla naszej
          ochronki małych Egipcjanek i piesków. wink)(

          (o Petrze będzie już chyba po Zakopanem)
        • graga211 Boziuniu, wskoczyło mi za Natline rafy... sorki. 05.05.08, 14:59
          Szkoda, gdyż album z raf wzbogaciłby zdjęcia Natli.
          • milata2 Re: Boziuniu, wskoczyło mi za Natline rafy... sor 05.05.08, 20:56
            Trzy wspaniałe dziewczyny fantastycznie piszące o swoich podróżach,
            wielkie dzięki smile))
            • krista57 Re: Podróż... 06.05.08, 10:16
              do Egiptu widziana przez trzy rózne osoby
              trochę mi znane to fantastyczna sprawa.
              Jakze inaczej ogląda się fotki na forum podróże.
              Zastanawiam się jedynie czy moja skóra tak bardzo
              wrażliwa na słońce by to wytrzymała?
              Dzięki Grago,Natlo i Alutko za dokładne sprawozdanie
              i zdjęcia.
              • graga211 Re: Podróż... 06.05.08, 18:57
                Alutka, cudnie opisalas i plaze i jezdzcow na koniach i targowanie
                sie z kupcem o figurke wielbladka. Natychmiast przypomnialam sobie
                swoj pobyt w Tunezji i mam wielka nadzieje znowu tam pojechac.
                Prosze, nie utozsamiajcie Tunezji z Egiptem! To 2 calkiem rozne
                kraje szczegolnie, gdy chodzi o doswiadczenia oraz baze turystyczna.
                Tunezyjskiemu hotelowi z 4 gwiazdkami z ledwością dorownuje egipski
                z 5 sloniami. Tak jak w Europie Austria wysopecjalizowala sie jak
                zaden innych kraj w turystyce narciarskiej, tak wlasnie Tunezja
                wyspecjalizowala sie w polnocnej czesci Afryki.
                Odpoczywac w Tunezji i zwiedzac Tunezje, to prawdziwa przyjemnosc.
                Chyba pojade jeszcze raz na wyspe Djerba... ach!
                I to bedzie twoja wina, Alutka.
                smile)
              • p.a.d.a.l.c.o.w.a Graga napisała.... 08.05.08, 00:18
                Prosze, nie utozsamiajcie Tunezji z Egiptem! To 2 calkiem rozne
                kraje szczegolnie, gdy chodzi o doswiadczenia oraz baze turystyczna.
                Tunezyjskiemu hotelowi z 4 gwiazdkami z ledwością dorownuje egipski
                z 5 sloniami. Tak jak w Europie Austria wysopecjalizowala sie jak
                zaden innych kraj w turystyce narciarskiej, tak wlasnie Tunezja
                wyspecjalizowala sie w polnocnej czesci Afryki.
                Odpoczywac w Tunezji i zwiedzac Tunezje, to prawdziwa przyjemnosc.
                Chyba pojade jeszcze raz na wyspe Djerba... ach!
                ---------
                W 100 %-tach zgadzam się z Twoją wypowiedzią.
                Jedno zastrzeżenie i tylko jedno:
                - mnie akurat wyspa D. mniej się podobała niż cuda "lądu stałego"
                Tunezji...z przepiękną,wspanią mariną ElKantaui i n.p. dzielnicą
                artystów pod Tunisem, że już nie wspombną o wszystkich reliktach
                staro_rzymskich.
                Na marginesie, to zadziwia mnie zawsze nieco pogardliwe wypowiadanie
                się o wakacjach tunezyjskich - tak często spotykane w wypowiedziach
                dziennikarzy ( a także "różnej maści" wczasowiczów ) które mogę
                przeczytać i tu i ówdzie. Powszechna, obiegowa opinia jest taka, że
                urolop w Tunezji jest dla...jak by tu powiedzić....no...dla "
                gorszych ". Może ja i ta gorsza właśnie. Trudno !!
                • graga211 Nie przejmuj sie 08.05.08, 15:01
                  ...takim gadaniem i powiedz sobie: ot, snob.
                  Polnocnej Tunezji nie znam, gdyz od jakiegos czasu interesuja mnie
                  glownie ludzie i to...prosci, czyli calkiem niebogaci ludzie. Tacy
                  tworza narod, historie oraz tradycje.
                  I jeszcze przyroda.
                  Wybralam Djerbe, zeby byc blisko biednego poludnia, a co za tym
                  idzie: Berberow i SAHARY.
                  I tam jest cudnie!
                  Po Tunezji myslalam, co to ja nie zobacze dopiero w Egipcie, ho, ho!
                  I rozczarowalam sie. Oczywiscie arecheologia jest pierwszej klasy,
                  ale reszta...phi, wole Tunezje.
                  No ale wiesz - co kto lubi: jeden woli blondynki, drugi brunetki,
                  trzeci rude.
                  A ja wole lysych.
                  smile))
                  • e-baba Natla, Graga - podziękowania 09.05.08, 22:29
                    Dzięki Wam, dziewczyny, za tę wycieczkę. Natla - w pieknym miejscu byłaś. Ta egzotyka... Graga, świetne są te Twoje komentarze. One tak wspaniale przybliżają ten kraj i ludzi. Przewodniki wysiadają przy Twoich opisach.
                    • graga211 Re: Natla, Graga - podziękowania 10.05.08, 12:53
                      Babo, jestes bardzo mila, dziekuje.
                      Nastepne fotki juz wypiescilam, ale od wtorku nie mam dostepu do
                      netu i tylko czasami udaje mi sie zajrzec ot tak, z doskoku.
                      A Tunezja Alutki jestem oczarowana, bo jakbym znowu tam byla...
                      I bardzo chetnie pojechalabym tam wlasnie z Nia, smile)))
                      Zmyka, bo juz mi sie czas konczy, pa, pa.
    • graga211 Albumy 10.05.08, 19:20
      Udało mi się wygrać batalię z PC, dlatego szybciutko wklejam
      pozostałe 2 linki. W niedalekiej przyszłości albumy wzbogacę o fotki
      ubiegłotygodniowe, muszę tylko dać się rozpakować, wygadać i zwolnić
      kartę pamięci.
      Oto linki do 'Nilu i Safari' oraz 'Morza czerwonego' czyli Hurghada
      i rafy koralowe:
      picasaweb.google.pl/graga211/NilISafari?authkey=0ZoWxPdaW-U
      picasaweb.google.pl/graga211/MCzerwone?authkey=ra5Dp528haY
      Pozdrawiam, Gr.
    • natla Re: No to lecimy……wreszcie Egipt...Petra 12.05.08, 14:30
      Nadszedł dzień wyjazdu do Petry. Wyjazd o 6:30, więc jesteśmy w holu
      o 6:20. Kuchnia (czynna od 7:00) miała nam przygotować kawę pól h
      wcześniej. Lecimy na nią z wywieszonymi jęzorami i…..nici….kawy
      niet. Przykrość niemożebna, ale….przecież to Egipt, więc spokojnie
      czekamy na autokar do 7:15 i wypijamy po podwójnej, a nawet
      potrójnej kawie.
      Zasiadamy na najlepszych miejscach w autobusie, bo jesteśmy
      pierwszym hotelem ze „zbiórki” autokarowej i jedziemy. Górki i morze
      i słońce. Pięknie. Autobus wypełnia się Rosjanami i Anglikami.
      Okazuje się, że nie ma pilota polskojęzycznego, a miał być dla
      naszej szóstki. Mamy za to dwóch innych pilotów: angielskiego i
      rosyjskiego. Godzimy się z niesłownością rezydentki i dojeżdżamy po
      2 h do portu w Tabie. Tam spędzamy ponad godzinę, w drodze (50m) z
      autokaru na statek. Trzykrotnie pokazujemy paszporty i raz jest
      prześwietlany bagaż. Wreszcie wchodzimy jako jedne z ostatnich na
      statek. Nie ma dobrych miejsc……łazimy zrezygnowane i szukamy. W
      pewnym momencie podchodzi do nas dwóch Egipcjan i zapraszają nas do
      kajuty kapitańskiej. Tam klimatyzacja, wspaniały widok i serwowana
      pyszna kawa z ciasteczkami. 45-minutowa podróż upływa nam na
      rozmowach z kapitanem i jego zastępcą (najprzystojniejsi Arabowie
      jakich tym razem spotkałyśmy w Egipciewink). Widoki cudne. Płyniemy do
      Jordanii. Przed końcem podróży roztacza się obraz: od lewej Egipt,
      potem Izrael, Jordania i po prawej Arabia Saudyjska. Okazuje się, że
      kapitan jest Jordańczykiem i nawet nam pokazuje z daleka swój dom.
      Po tej przemiłej podróży, umówione z „kapitanatem” na powrót, znów
      godzinke spędzamy na formalnościach i wreszcie jedziemy do Petry. Tu
      też wszędzie góry, ale inne, łagodniejsze i bardziej różnorodne.
      Podziwiamy widoki przez prawie 3 h. Wreszcie w okolicy 1:00 w
      południe zajeżdżamy do nowożytnej Petry, rozłożonej na pagórkach i
      podjeżdżamy pod starożytną. Jeszcze zmiana obuwia, założenie nakryć
      na głowy i idziemy. Pierwszy km w okropnym upale, na odsłoniętej
      przestrzeni. Wreszcie wkraczamy w zacieniony kanion i tu zaczynają
      się ochy i achy. Pilot angielski, z którym idziemy, jest do
      kitu…..po prostu bezczelny……mówi byle co i znika, bo pędzi, a my
      chcemy oglądać i fotografować. Spotkamy się z nim dopiero w
      autobusie. sad
      Po godzinnym przejściu przez „kanion” , niestety w rozczarowującym
      towarzystwie przejeżdżających dwukółek i wielbłądów oraz tłumów
      ludzi wychodzimy na główny plac, ten ze „skarbcem”.
      I tu, już całkiem (jeżeli o mnie chodzi) padł urok miejsca. W tym
      urokliwym miejscu jest pełno straganów!, wrzeszczących ludzi,
      biednych zwierząt (słaniającego się z wycieńczenia konia, zobaczycie
      na zdjęciu sad ) Łzy mi się zakręciły w oczach. Oglądamy dalej cuda
      Petry: grobowce, świątyńki, amfiteatr z kozą na szczycie, resztki
      miasta, które zniknęło z pow. Ziemi w czasie trzęsienia w 363 roku
      n.e. W ogóle dobrze, że poczytałyśmy przed przyjazdem, bo
      przewodnika dalej nie ma. Zasiadamy na odpoczynek obok kontenerów na
      śmieci…..kolejne rozczarowanie…..i obok kolejnych straganów.
      Obserwujemy wielojęzyczny tłum. Rozmawiamy z wieloma przechodniami,
      łamiąc kilka języków wink. Obserwujemy też młodych chłopców,
      jeżdżących na osiłkach i bijących ich dla zabawy sad, odganiamy się
      od kupców. Tylko jeden mały, śliczny chłopczyk ujmuje nas za serce
      i kupujemy u niego jakąś „bździnkę”. Właściwie z ulgą zbieramy się
      do powrotu. Oglądamy wszystko od drugiej strony. Nie jest tak
      gorąco, a tłumy się przerzedziły. Tak więc powrót kolorowym wąwozem
      jest o wiele przyjemniejszy. Jednak ostatni km w słońcu daje nam
      popalić. Dosłownie przebiegamy ten odcinek, rzucamy się na ciepłe
      (niestety) płyny ze straganiarskich lodówek i wsiadamy do autokaru.
      Wracamy….pełne różnych wrażeń i przeżyć. Musimy tu jeszcze wrócić i
      oglądnąć wszystko wczesnym rankiem, przed tłumami, dwukółkami itp.
      Podróż powrotna mija spokojnie. Najfajniej jest znów na stateczku.
      Tym razem zaglądamy tylko do „naszych kapitanów” i wietrzymy się na
      tylnym pomoście w fotelikach. Cudnie, a te światła na brzegu……..
      Wreszcie wracamy do hotelu, wskakujemy w kostiumy i o północy
      zanurzamy nasze przegrzane ciała w chłodnej wodzie ciemnego o tej
      porze hotelowego basenu. Jest to jedna z najprzyjemniejszych chwil
      pobytu w Egipcie. Nad nami księżyc w pełni, rozgwieżdżone niebo, a
      my sobie tak leżymy cichutko na wodzi i patrzymy…….i………parujemy wink))
      Zdjecia w albumie poukładane troszkę nie po kolei, ale mysle, że
      przy tej ilości, to nie jest ważne wink)
      picasaweb.google.pl/natlaaa/NuweibaTabaAqaba
      picasaweb.google.pl/natlaaa/JordaniaPetraRakmu

      Zanudziłam Was może zbyt obszernymi opisami własnych przeżyć, ale
      mam nadzieję, że mi wybaczycie. Wszystko mnie zachwycało po 12-
      letniej stagnacji.
      A i jeszcze coś. Kolacja pożegnalna. My wyjeżdżamy, 3 dziewczyny
      zostają, więc…..ubieramy się ślicznie i idziemy do jadalni. Jest
      specjalnie przygotowany stół. Obsługa nas tu naprawdę lubi smile))) W
      pewnym momencie gaśnie światło…..oooooo…..pewnie ktoś ma urodziny…
      wymądrzam się……a tu…..podchodzi do mnie szef sali z tortem. Głupieję
      całkowicie……potem śpiewy i brawa. Obsługa i część Rosjan otaczają
      nasz stolik. Ja ryczę i nic nie rozumiem…..okazuje się, że moja
      wspaniała przyjaciółka chciała tak uczcić moje urodziny, które
      przypadają za kilka miesięcy. Wzruszona niemożebnie zasiadam za
      stołem, kroję tort i …..odbieram prezenty…..a jakże!......satyryczny
      wierszyk, perfumy, śliczne klipsy i bluzeczkę. Jestem oszołomiona.
      Piękne zakończenie pobytu.
      • milata2 Re: No to lecimy……wreszcie Egipt...Pe 12.05.08, 15:16
        Piękne zakończenie pobytu w Egipciesmile, jak możesz myśleć, że nas
        zanudzasz, wprost przeciwnie, dzięki za podzielenie się
        wrażeniamismile))
      • graga211 Na Petrę specjalnie czekalam 12.05.08, 16:14
        Dzięki! Wolaabym jednak zdjęcia poukładane, inaczej robi sie chaos.
        Ale abumy i tak sa super!
        Zakończenie pobytu mialaś wystrzałowe, gratuluje tak dużej i
        powszechnej sympatii.
        Nie tylko forum zawojowalas smile))
        • natla Re: Na Petrę specjalnie czekalam 13.05.08, 07:48
          Co to się dzieje.....Milata mi się lodami w Gawiarence podlizuje, Ty
          tu......wink)))
          Zdjęcia spróbuję w wolnej chwili poukładać, choć to przy tej ilości
          jest trudne. Wszystkie je ładuję do picasy i wywalam z innych
          miejsc, więc każdego mi szkoda. smile
          • graga211 Kazdego zdjecia mi szkoda 13.05.08, 09:34
            Bardzo dobrze to rozumiem, gdyz sama dluuugo trzymam, czeeeesto
            zagladam i jesli mi sie opatrzy - wywalam. Jesli nie - laduje do
            picasa. A i potem w picasa robie porzadki - wklejam nowe, a stare
            (przy nich juz gorsze) wyrzucam.
            Ten picasa jest super i juz mnie denerwuje, gdy mam wkleic
            pojedyncze zdjecie za posrednictwem imageshacka.
            Wygodnicka sie jakas takas zrobilam...
            smile
            • www.alutka.pl Re: Kazdego zdjecia mi szkoda 13.05.08, 10:32
              Dzięki Natluś za piękną relację...
              • graga211 Alutka, caly czas czekam 13.05.08, 15:04
                także i na Twoje fotki.
                smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka