Gdy byłam ostatnio w Korbielowie i wspinałam się na Pilsko odkryłam ze
smutkiem, że po 15 minutach już bym zrobiła postój gdy mąż jeszcze spokojnie
maszerował. No i doszłam do wniosku, że o co jak o co, ale o kondycję trzeba
dbać, o! I sobie zaaplikowałam kurację przywracającą mięśnie do życia...
rozciąganie, aerobiczna "6" Weidera (to wcale nie jest tak fajne jak nazwa...
okropność!), brzuszki, , przysiady (wspominałam już, że moje uda to jeden
wielki ból?) - i to wszystko wieczorem. Rano skłony i rozciąganie.
Aaa... i nie jem słodyczy - mięśnie chcę sobie wyrobić, a nie tkankę
tłuszczową...