Od ok 6 lat jestem sama. W ciagu tego czasu srednio raz w roku
umawiam sie z kims, zazwyczaj jedno-dwa spotkania i nic wiecej.
Jedna wakacyjna znajomosc na odleglosc, ale nie przetrwala. Coraz
czesciej zastanawiam sie nad tym, co ze mna jest nie tak. Latwo
nawiazuje kontakty, jestem usmiechnieta, mam dobra prace, fajne
stanowisko, w koncu doczekalam sie wlasnego mieszkania. Wszystko
uklada sie dobrze oprocz sfery uczuciowej. Chyba jestem gotowa
zwiazac sie z kims na stale, ale nie przekonam sie dopoki nie
sprobuje. A tu ciiiiszaaaa na horyzoncie. Zadnego kandydata
Uslyszalam od znajomej, ze moze jestem wybredna i wbrzydzam. Jejku,
jak ja chcialabym poprzebierac. Problem w tym, ze jakos nikt nie
proponuje mi wyjscia na kawe. Zaczynam podejrzewac, ze moja babcia
rzucila na mnie jakis urok
Wygladam normalnie- mam dwie rece, dwie nogi, trzeciego oka brak.
Czasem porownuje sie z innym "sparowanymi" dziewczynami, kobietami i
dochodze do wniosku, ze nie jest zle. Moze nie jestem modelka, ale
czy wszystkie kobiety nimi sa? Nie!
Smutno mi czasem, bo czuje, ze w tej kwestii zycie przecieka mi
przez palce, praktycznie nic sie nie dzieje i boje sie, ze juz tak
zostnie