ballbreaker
02.03.05, 19:29
Stoi zakonnica na szosie i zatrzymuje samochody. Nikt nie chce sie zatrzymac i
podwiezc siostry. Deszcz, chlód, burza
straszliwa. W koncu zatrzymuje sie piekna blondyna w czerwonym ferrari
i
zabiera zakonnice.
Ta szczesliwa stara sie nawiazac rozmowe:
- Piekne auto, pewnie ma pani wspaniala posade, skoro stac pania na
taki
wóz.
- A nie nie, to mój kochanek mi je kupil.
- Jak to, nie ma pani meza?
- Nie, zyje w wolnych zwiazkach, lepiej na tym wychodze, np. to futro
na
tylnym siedzeniu dostalam od innego kochanka.
A a ta piekna bizuteria?
- Ta jest od jeszcze innego.
W koncu dojezdzaja do klasztoru, zakonnica wysiada smutna, ze jej
zycie
jest takie szare. Okolo 22 zakonnica zmówila wieczorny pacierz i kladzie sie
do lózka, nagle ktos cichutko puka: puk, puk
- Kto tam?
- [szept] To ja ksiadz Antoni
A zakonnica na to:
- W dupe sobie wsadz te swoje bombonierki.