Tak sobie wybiegam w przyszlosc... Czy nie mysliscie, ze byc singlem i miec
dwadziescia kilka lat, to zadna sztuka w porownaniu z byciem bez pary po
czterdziestce ?
No bo stare ciotki i cala rodzina patrza krzywo, wysylaja aluzje, mysla o
Tobie 'dziwak/dziwaczka, pewnie nikt jej nie chcial, bo zolza...', 'se nie
umiala/umial zycia ulozyc. Przygladaja sie i kazdy napad zlego humoru
tlumacza 'to dlatego, ze dawno chlopa nie miala...'. Przygladaja sie czy
kupilas juz spodnice z koca

i czy nosisz szpetne okulary butelki. No i czy
hodujesz koty. No i ogolnie - dziwaczejesz i dziczejesz.
Ja nie mam zludzen i licze sie z tym, ze moge zostac bez pary do konca zycia.
I bede musiala jakos sobie inaczej zycie umeblowac, zeby nie przejmowac sie
komentarzami i 'co ludzie powiedza'. Ze bede sama chodzila do kina a
walentynki spedzala z Meg Ryan przed telewizorem. Ze bede pielegnowac babskie
przyjaznie (o ile wczesniej sie nie rozpadna z powodu slubow, porodow i zycia
rodzinnego moich przyjaciolek). Wiec bede sie spotykala z gejami i
wyplakiwala im sie w rekaw

A najlepiej to kupie sobie psa. Ten sie bedzie cieszyl zawsze na moj widok.
Czy bede ladnie wygladac, czy niespecjalnie. Czy bede miala PMSa i nastroj
placzliwy, czy bede wcinac nadprogramowa czekolade, czy nie.
Co mysliscie ???