pulsarkowy
31.05.06, 19:04
tak na prawde to sie rozchorowalem na dobre jakies 14 czy 15 lat temu.
na obozie przysposobienia obronnego przed pierwsza klasa liceum. zaczelo sie
od cowieczornych ognisk... potem bylo najprostsze "e" i "a"... i rozne takie
turystyczne "przyspiewki". potem sie rozkrecilo. apogeum nadeszlo w 4tej
klasie i przez nastepne pare lat utrzymywalo sie.
potem choroba troche przygasla... zaleczylem sie. ale to jest nieuleczalne i
musze z tym zyc.
a teraz znowu do mnie wraca. wraca ostro. czuje, ze przez wakacje rozwinie sie
na dobre (bo w wakacje nie ma "moich" studentow i mam puste mieszkanko - wiec
bede mogl sobie pozwolic "pelna geba").
znowu zaczalem puszczac dylana, portera oraz chicagowskie bluesy...
i juz nie zarastaja kurzem (po paru latach stania w katach).
moje gitary.
cale zycie juz tak bede mial?