Dodaj do ulubionych

Zdrada a rozwód - realia

22.09.09, 14:38
Czytam tu na forum wiele historii gdzie małżeństwo rozpada się z powodu
zdrady małżonka(ki). Czy na pewno to jest tak ważna sprawa, że z tego powodu
należy się rozwodzić? Czy zdrada jest wystarczającym powodem rozpadu rodziny,
albo wystarczającym powodem by nienawidzić współmałżonka za to, że zdarzył mu
się skok w bok. Z tego co obserwuję, mniejsze lub większe flirty
pozamałżeńskie są wręcz standardem...
Ja jestem z tych co to twierdzą głośno, że zdrady nie wybaczą. I oszustwa
podobnej wagi nie wybaczyłam narzeczonemu. Obecnie jestem sama i nie chce tego
stanu zmieniać na siłę. Miałam okazję być ostatnio na imprezie kilkudziesięciu
osób, większość mi nieznajomych, wielu to długoletnie małżeństwa, kilka też
młodych widać że zakochanych par. Jako, że bawiliśmy się wszyscy razem
świetnie serdecznie się przy tym śmiejąc wielu zaczęło być dość otwartych na
mówienie o swoich zachciankach. W ten to sposób mniej więcej 1/3 obecnych tam
mężczyzn złożyła mi zawoalowane propozycje w kierunku erosa (przede wszystkim
przodowali tu mężowie z długim stażem małżeńskim), byli otwarci na przygodę,
gdybym tylko zechciała... romansu z żonatym. Jeden, gdy ze śmiechem kazałam
mu raczej pilnować swojej żony odparł, że jego żona bardziej wywija niż on
więc on nie ma wyrzutów. Inny ponad-40-latek wprost powiedział, że marzy o
romansie, a gdyby tylko zechciała go jakaś 20-latka to poszedł by w to jak w
dym...ale równocześnie absolutnie nie zamierza się rozwodzić. Kolejny
oświadczył, że zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia i był usłużny w
nadskakiwaniu mi jakbym to ja jego dziewczyną była, a jego żona bawiła się
przy sąsiednim stoliku. Itd itp.

Czy naprawdę to nie jest tak, że zdrada małżeńska jest tak powszechna jak
chleb codzienny? Bo po 20 latach razem i on i ona chcą jeszcze coś przeżyć,
jakąś odmianę, niekoniecznie tylko z małżonkiem? Bo może trzeba uznać to za
normę decydując się na małżeństwo, że to nie jest tak ważne, a wtedy rozwód
już nie grozi, co szczególnie fatalne bywa gdy są dzieci?
Bo trudno zdecydować się na małżeństwo i przysięgi na wieczność, gdy wokoło
widać jak to wygląda po latach...
Obserwuj wątek
    • malgolkab Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 14:48
      a, wiesz, też mam podobne spostrzeżenia. ostatnio analizując znajome
      małżeństwa/pary ze stażem co najmniej 5 letnim, doszłam do wniosku,
      że wszyscy zdradzają, zdradzili lub też chcielibysmile oczywiście nie
      wszyscy poszli do łóżka, ale zdrada to dla mnie też szereg innych
      zachowań. Ja ze swojej strony nigdy takich ludzi nie oceniam, bo nie
      od tego jestem, szczerze, to nie zmienia to mojego zdania o danej
      osobie (za wyjątkiem przypadków, gdy zdradzający zostawia rodzinę
      bez środków, a idzie sobie do nowej). Wg mnie, czego wiele osób
      widzieć nie chce, jeśli w związku jest dobrze, to nie szuka się poza
      nim, zazwyczaj jest jakiś głębszy powód (za wyjątkiem ludzi
      zdradzających permanentnie i przy każdej okazji, ale to osobny
      temat). ciekawe czy polecą na mnie gromysmile
      • cleer13 Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 15:02
        Tu nie ma rozwiązań. Każdy ma własne zasady i odporność. Dla kogoś
        jednorazowe zakochanie się partnera jest do wybaczenia, bo w końcu
        miłośc nie wybiera. I probuje walczyć o związek, wybaczyć i
        rozumieć. Dla kogoś innego permanetne przygody są bez znacznia, bez
        zaangażowania uczuciowego - tych panienek bylo wiele, a ja ciągle ta
        sama, jednak najwazniejsza, bo do mnie wraca.A one się nie liczyły,
        to tylko taka rozrywka. Wszystko można sobie wytlumaczyć.
        Problem polega tylko na tym, żeby partnerzy mieli wspolne poglądy na
        ten temat. Jesli przed trwałym związaniem się - niekoniecznie
        formalnym - rozmawiają o zaufaniu, wierności, lojalności i
        uczciwości w związku i mają wspolne poglądy ( przynajmniej tak się
        wydaje), a potem jedno z nich te zasady łamie, to jest zdradą. Jesli
        przedstawiasz nie swoje poglądy, tylko takie jakie partner chce
        uslyszeć, licząc ,że jak już sie wszystko ułozy to kłamstwem i
        oszukiwaniem jakoś pogodzisz swoje chęci i prozę codziennego zycia
        to jest po prostu nieuczciwe. I tak żyć się nie da. Przynajmnie ja
        nie potrafiłam.
        • giwertyna Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 15:09
          > Problem polega tylko na tym, żeby partnerzy mieli wspolne poglądy na
          > ten temat. Jesli przed trwałym związaniem się - niekoniecznie
          > formalnym - rozmawiają o zaufaniu, wierności, lojalności i
          > uczciwości w związku i mają wspolne poglądy ( przynajmniej tak się
          > wydaje), a potem jedno z nich te zasady łamie, to jest zdradą. Jesli
          > przedstawiasz nie swoje poglądy, tylko takie jakie partner chce
          > uslyszeć, licząc ,że jak już sie wszystko ułozy to kłamstwem i
          > oszukiwaniem jakoś pogodzisz swoje chęci i prozę codziennego zycia
          > to jest po prostu nieuczciwe. I tak żyć się nie da. Przynajmnie ja
          > nie potrafiłam.

          Dokładnie Cleer. Mój związek też na tym poległ, udawanie kogoś innego by mnie
          zdobyć a potem szarpanina wzajemna bo długo udawać nie tylko, że się nie daje,
          ale nawet nie ma się ochoty...
          • cleer13 Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 15:17
            Tak, tylko jednego nie potrafię do dzisiaj zrozumiec. Przecież każdy
            siebie jakos tam zna. Jeśli wie, że jego przeznaczeniem nie jest
            monogamia, dlaczego nie zostanie sobie singlem zmieniającym
            partnerki co miesiąc, tylko dązy do trwalego związku. Jest gotów na
            wiele wysiłku w zdobywaniu, przekonywaniu i udawaniu, by doprowadzić
            do stałego związku. Po co? Dla wygody życia w zadbanym domu? Dla
            sysfakcji,że wszystko mu sie udaje?
            Pytanie, ktore nie daje mi spokoju od chwili rozstania: czy od
            początku wiedzial,że będzie mnie zdradzał i tylko chciał postawić na
            swoim, czy choć przez chwilę wierzył,że bedzie tak jak mówił.
            • giwertyna Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 15:36
              Mój zwyczajnie chciał mnie mieć dla siebie, właśnie taką z zasadami, czystą,
              idealną, wierną. Założę się, że on by mi zdrady nie wybaczył smile bo był bardzo
              zazdrosny, równocześnie usiłował mnie przekabacić, że jego ciągoty do innych
              przy każdym naszym problemie, to nic ważnego, bo ważne jest to, że on chce ze
              mną być na stałe, a ja mam chore(monogamiczne) podejście do seksu. Nie wiem.
              Niektóre osoby chyba tak mają, że potrzebują być w bezpiecznym stałym związku,
              żeby sobie żyć tak jak chcą a jak założą swój port to zaczynaja się rozglądać za
              kolejnymi zdobyczami do upolowania.
              Moja znajoma, sama zdradzała męża, w końcu zakochała się w żonatym kobieciarzu w
              pracy, oboje się rozwiedli, są razem, mają dzieci. Ona spełnia się w dzieciach
              i czeka na niego, on po ustabilizowaniu ich związku zdradza ją tak samo jak
              poprzednią żonę. A to niby taka wielka miłość była. Ona teraz pluje sobie w
              brodę, że on robi jej dokładnie to samo co ona robiła swojemu mężowi. Nie
              zmieni się czyjegoś charakteru?
      • giwertyna Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 15:14
        Bywa tak, że ktoś zdradza tylko dla flirtu i odmiany, a potem się "nagle"
        zakochuje i rzuca swoją rodzinę na szalę by tylko realizować to swoje zakochanie
        i nową fascynację... I trudno się dziwić, że ktoś kto skoki w bok wybaczał wg
        wzajemnej niepisanej umowy, teraz jest wściekły bo ułożone życie mu się rozpada
        a zakochany małżonek nic poza różowymi serduszkami nie widzi... Niestety to
        chodzenie po cienkiej linie.
    • mola1971 Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 15:03
      giwertyna napisała:
      > Czy naprawdę to nie jest tak, że zdrada małżeńska jest tak
      powszechna jak
      > chleb codzienny?

      Już kiedyś wypowiadałam się na ten temat (do pewnego właśnie pana po
      40tce, który prowadzi podwójne życie), ale powiem to jeszcze raz.
      Ze zdradą jest jak ze śmiercią. Niby wiemy, że śmierć to powszechne
      i naturalne zjawisko, codziennie na świecie umierają ludzie.
      Dlaczego więc tak bardzo cierpimy gdy umiera ktoś z naszych
      bliskich? Przecież to takie POWSZECHNE i naturalne.
      Ze zdradą jest podobnie. Niby powszechna i zgodna z naturą
      człowieka, ale dopiero gdy dotyka nas BEZPOŚREDNIO wiemy jak bardzo
      boli i jak wielkie czyni spustoszenie.
      • giwertyna Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 15:17
        Masz rację, wiele osób tak ma, że gdy same zdradzają to są to w stanie
        racjonalnie wytłumaczyć i usprawiedliwić, ale gdy same są zdradzone to nagle
        przeżywają piekło i nie potrafią zrozumieć ani wybaczyć.
        • mola1971 Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 15:40
          giwertyna napisała:
          > Masz rację, wiele osób tak ma, że gdy same zdradzają to są to w
          stanie
          > racjonalnie wytłumaczyć i usprawiedliwić, ale gdy same są
          zdradzone to nagle
          > przeżywają piekło i nie potrafią zrozumieć ani wybaczyć

          Coś na ten temat wiem wink Moralność Kalego to się nazywa smile I jest
          to bardzo częsta przypadłość męskiej części populacji. On może
          bzykać się z kolażankami z pracy bo to TYLKO seks, ale jak żona
          skoczy w bok to się okazuje, że to AŻ seks.
          • cold.wind.blows Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 18:46
            O nie Mola. Stanowczo protestuję przeciwko Twojemu ujęciu rzeczy.
            Nie jest to przypadłość męskiej populacji. Jesteś dużą dziewczynką i
            wiesz, że do tego trzeba dwojga (na ogół kobiety i mężczyzny). Więc
            jest to przypadłość obu płci. Myślę, że w bardzo podobnym udziale
            procentowym. To samo dotyczy tłumaczenia tego sobie. Jest to
            wyłącznie sprawa zasad i moralności.
            Nie zdradziłem nigdy żony, ale nie odgrywam swiętego. Miełem kiedyś
            dziewczynę, zdradziła mnie później ja ją. I na to nie ma
            usprawiedliwienia. Ja to nazywam kurestwem (damskim lub męskim).
            Minęło już 16 lat i cały czas czuję się przez to zeszmacony. Jak
            ktoś potrafi to sobie wytłumaczyć i się usprawiedliwić to gratuluję,
            bo ja tego nie potrafię . Powiem więcej to, że zostałem zdradzony,
            pobolało i przestało, ale to, że ja to zrobiłem jakoś nie bardzo
            przechodzi. Może jakiś dziwny jestem, już sam nie wiem ...
            • mola1971 Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 19:11
              Cold, napisałam że jest to dość częsta przypadłość męskiej części populacji a
              nie, że wszyscy mężczyźni tak mają smile
              Nie wrzucam wszystkich mężczyzn do jednego worka bo to byłoby bez sensu.
              Co do zdrady to byłam zdradzana, sama też zdradziłam. Nie polecam ani jednego
              ani drugiego bo jedno i drugie jest tak samo wyniszczające. Wiem, że zdrady nie
              potrafię wybaczyć i wiem też, że nigdy więcej nikogo zdradzać nie zamierzam. Raz
              spróbowałam i wystarczy.
              • vmisiu Re: Zdrada a rozwód - realia 25.09.09, 23:17
                mola1971 napisała:

                > Cold, napisałam że jest to dość częsta przypadłość męskiej części populacji a

                Dokładnie to samo można powiedzieć o damskiej. W/g badań, typowy wykształciuch
                miastowy zdradza tak samo często jak jego "lepsza" połowa.
                • mola1971 Re: Zdrada a rozwód - realia 26.09.09, 00:10
                  vmisiu napisał:
                  W/g badań, typowy wykształciuch miastowy zdradza tak samo często jak jego
                  "lepsza" połowa.

                  A jakieś wnioski? wink
                  Zdradzają kobiety, które nic lub niewiele mają do stracenia. Są samodzielne i
                  bez obecnego męża/partnera doskonale same sobie poradzą.
                  Patrząc na zjawisko zdrady globalnie to kobiety zdradzając mając więcej niż
                  mężczyźni do stracenia. Zdrada ma to do siebie, że najczęściej wychodzi na jaw.
                  Naiwnych żon przyjmujących z powrotem niewiernego misia pod swoje skrzydełka nie
                  brakuje, więc facet prawie niczym nie ryzykuje. Natomiast facetów przyjmujących
                  z powrotem niewierną żonę praktycznie nie ma. Dla faceta zdrada żony jest jego
                  kastracją. Dlatego zamężne kobiety, które odważyły się zdradzić męża należą
                  najczęściej do jak to napisałeś "miastowych wykształciuchów" wink Czyżby to
                  feminizm? wink
            • a.niech.to Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 17:34
              cold.wind.blows napisał:

              > Minęło już 16 lat i cały czas czuję się przez to zeszmacony. Jak
              > ktoś potrafi to sobie wytłumaczyć i się usprawiedliwić to
              gratuluję,
              > bo ja tego nie potrafię . Powiem więcej to, że zostałem zdradzony,
              > pobolało i przestało, ale to, że ja to zrobiłem jakoś nie bardzo
              > przechodzi. Może jakiś dziwny jestem, już sam nie wiem ...
              Nie potrafisz sobie wybaczaś, a to niemiłosiernie komplikuje życie.
              Najstraszniejszą karą jest brak odpuszczenia winy. Uznałeś swój czyn
              za karygodny, może podjąłeś się zadośćuczynienia i więcej nic nie
              możesz już zrobić. Wyciagnąłeś lekcję n.t "Nigdy więcej".
              Daruj sobie, nie praktykuje się wielokrotnego karania za jeden czyn.
          • majkel01 Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 18:54
            > Coś na ten temat wiem wink Moralność Kalego to się nazywa smile I jest
            > to bardzo częsta przypadłość męskiej części populacji. On może
            > bzykać się z kolażankami z pracy bo to TYLKO seks, ale jak żona
            > skoczy w bok to się okazuje, że to AŻ seks.


            niechętnie zabieram głos w tego typu wątkach ale....
            Nie wiem na ile prawdziwe jest to twierdzenie.... że facet zdradza ciałem a
            kobieta duszą. Dlatego dla faceta zdrada to jest bzykanie na boku może i nawet
            bez uczucia, a dla kobiety to w pierwszej kolejności emocje dopiero w powiązaniu
            z doznaniami cielesnymi.

            Nie wiem. Powtarzam tylko zasłyszaną teorię smile
            • mola1971 Re: Zdrada a rozwód - realia 22.09.09, 19:06
              Majkel, wg mnie nie istnieje coś takiego jak męskie czy kobiece podejście do seksu. Są mężczyźni, którzy faktycznie potrafią oddzielić seks od uczuć, są też takie kobiety. Są mężczyźni dla których seks musi się wiązać z uczuciami, są też takie kobiety. Może tylko proporcje są różne i większość mężczyzn potrafi to oddzielić a większość kobiet nie.
              Ważny jest również wiek. Baby im starsze tym mniej sentymentalne się robią a faceci odwrotnie.
              Oczywiście to tylko moje zdanie oparte na obserwacjach otaczającego świata a nie na żadnych badaniach naukowych.
            • giwertyna Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 11:01
              > Nie wiem na ile prawdziwe jest to twierdzenie.... że facet zdradza ciałem a
              > kobieta duszą. Dlatego dla faceta zdrada to jest bzykanie na boku może i nawet
              > bez uczucia, a dla kobiety to w pierwszej kolejności emocje


              Przypuszczam, że to szowinistyczne uogólnienie, które ma spowodowac
              przekonanie, że facet zdradzać może, a kobieta ma obowiązek się szanować smile Ale
              w to już mało kto wierzybig_grin
            • sonia_30 Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 11:26
              Ciałem zdradza i na dodatek pewnie jeszcze w trakcie bzykania myśli
              tylko i wyłącznie o żonie ukochanej, uświadamia sobie jak bardzo ta
              żona ważna dla niego jest, więc tylko plusy same. Taaa...
              • scriptus Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 12:53
                Pośród przesłanek do rozwodu zdrada nie jest wymieniona. Nie jest również
                przestępstwem wymienionym w KK. Zresztą dyskusyjny jest sam fakt, co jest a co
                nie jest zdradą. Dla jednej pani, jak się facet obejrzy na zgrabne nózki na
                ulicy, to już zdrada, dla drugiej, to nie mydło i się nie wymydli, może dać i
                nie traktować tego jako zdrady. I tak dalej.
                Zatem, możemy rozkręcić gorącą dyskusję na temat, gdzie przebiega granica, ale
                bezspornie zdradza ten, kto opuści - na zawsze związek, niezależnie od tego, czy
                dopuścił się "fizycznego współżycia z inną osobą", czy nie, czy też się
                zakochał, czy nie.... czyli jeśli ktoś odszedł, to zdradził nawet wtedy, gdy nie
                jest w to zaangażowana osoba trzecia. Jeśli nie odszedł, uważam, że można
                doprowadzić do pojednania, wybaczenia, naprawy związku.

                Dla ustalenia uwagi - jestem przeciwnikiem każdej formy zdrady.
                • sonia_30 Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 13:03
                  A jeśli opuści na zawsze związek ten, który został zdradzony, bo nie
                  widzi szansy na bycie razem dalej, to też zdrajcą się staje?
                • zmeczona100 Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 13:30

                  scriptus napisał:

                  > Pośród przesłanek do rozwodu zdrada nie jest wymieniona.

                  "Świadomy praw i obowiązków, wynikających z zawarcia małżeństwa(...)"


                  Wyróżnia się prawa i obowiązki małżonków:
                  Wyróżnia się prawa i obowiązki małżonków:
                  --niemajątkowe
                  wspólnego pożycia
                  wzajemnej pomocy
                  wierności
                  współdziałania dla dobra rodziny
                  --majątkowe
                  przyczynianie się do zaspokajania potrzeb rodziny

                  Pytanie- czy ktoś, kto nie wywiązuje się z obowiązku wierności, nie
                  działa na szkodę związku małżeńskiego?
                  • scriptus Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 14:05
                    Ależ oczywiście, że brak wierności jest działaniem na szkodę związku, może być
                    jedną z przesłanek podjęcia decyzji o rozwodzie.
                    Pytanie, czy jeśli to jest jedyna przesłanka, to czy jest wystarczająca??
                    Zatem, czy jeśli żona znajdzie sobie kochanka na boku, ale poza tym będzie w
                    porządku, to czy dostanę rozwód??
                    • zmeczona100 Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 14:38
                      O matko, a ten dalej swoje uncertain

                      riptus napisał:

                      > Ależ oczywiście, że brak wierności jest działaniem na szkodę
                      związku, może być
                      > jedną z przesłanek podjęcia decyzji o rozwodzie.
                      > Pytanie, czy jeśli to jest jedyna przesłanka, to czy jest
                      wystarczająca??

                      1. Kochanka odbiera czas, który normalnie przeznacza się dla
                      żony,dzieci. Spędzanie czasu z najbliższymi jest jednym z warunków
                      utrzymania np. więzi duchowej czy okazywania zainteresowania, pomocy

                      2. Kochanka wymaga łożenia pieniązków- drobne prezenciki, pokój w
                      hotelu, kolacyjnki etc. Czyli okradasz w ten sposób rodzinę

                      I tak dalej, i temu podobne.


                      > Zatem, czy jeśli żona znajdzie sobie kochanka na boku, ale poza tym
                      będzie w
                      > porządku, to czy dostanę rozwód??

                      J.W.
                • cleer13 Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 13:41
                  Oj Script, ponownie zadziwia mnie Twoja logika - Facet, ktory mnie
                  zdradzał od lat, częściowo szedł w zaparte (mimo ewidentnych
                  dowodów), częściowo bagatelizował ( taka drobna przygoda bez
                  znaczenia), a częsciowo przepraszał (jak już nie było innego
                  wyjścia) nie widział żadnych powodów do rozstania. No może tylko
                  tyle,że
                  dla ratowania związku powinnam zaprzestać sprawdzania i
                  dowiadywania się niewlaściwych rzeczy. Ale generalnie to jemu
                  dobrze było, nie chciał rozstania. Czyli w efekcie to ja jestem
                  zdrajczynią, bo odeszłam?
                  • scriptus Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 14:19
                    To zależy w jaki sposób odeszłaś...
                    Jeśli dopełniłaś formalności, uzyskałaś rozwód z jego winy, to z całą pewnością
                    zdrajczynią nie jesteś.
                    Jeśli jednak opuściłaś rodzinę... to zależnie od okoliczności możesz być
                    współwinna, nie mi to rozsądzać (on, zdradzając winę ponosi bezsprzecznie).
                    Z całą pewnością nie powinnaś zaprzestać sprawdzania i dowiadywania się
                    niewłaściwych rzeczy, jednak świadomość niewłaściwych rzeczy ze strony
                    współmałżonka nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem, by samemu postępować
                    niewłaściwie. Istnieją przepisy i procedury.
                    • giwertyna Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 14:31
                      A właśnie. Bo tu znowu przeróżne kombinacje mogą być.
                      Znam historię, gdzie mąż zdradził, wdał się w dłuższy romans. Wydało się więc
                      przeprosił żonę, ale kontaktu z kochanką nie zerwał, może zmienił jego formę.
                      Żona go wtedy z domu nie wyrzuciła, próbowała wybaczyć, ale tak ją to bolało, że
                      dla podreperowania poczucia własnej wartości po kilku miesiącach dała się
                      poderwać koledze w pracy. Nawiązali romans, ona się bardzo zaangażowała i mając
                      inną perspektywę stwierdziła, że jej małżeństwo jest do kitu i chce rozwodu. I
                      wtedy okazało się, że mąż swoją zdradę nie uważa za istotną, istotna jest jej
                      zdrada i to wyłącznie ona ma być winna rozpadowi małżeństwa. I kto tu tym
                      gorszym zdrajcą jest?
                      • scriptus Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 17:11
                        giwertyna napisała:
                        I
                        > wtedy okazało się, że mąż swoją zdradę nie uważa za istotną, istotna jest jej
                        > zdrada i to wyłącznie ona ma być winna rozpadowi małżeństwa. I kto tu tym
                        > gorszym zdrajcą jest?

                        Zadajesz pytanie z zakodowaną odpowiedzią...
                        Oboje są zdrajcami, jednak gorszym zdrajcą jest ona, bo chce opuscic związek.
                        Nie ma tu znaczenia płeć, odwróć sytuację symetrycznie, to powiem, że gorszy
                        jest on.
                        • kicia031 Re: Zdrada a rozwód - realia 27.09.09, 20:41
                          Oboje są zdrajcami, jednak gorszym zdrajcą jest ona, bo chce opuscic związek.

                          No popatrz, a ja bym na to patrzyla dokladnie odwrotnie. Wiekszym zdrajca jest
                          dla mnie ten, kto mimo zdrady jest goow nadl zyc ze swoja ofiara. ten kto
                          zdradzil i kto ze zdrada, klamstwem zyc juz nie moze jest dla mnie mimo wszystko
                          uczciwszy.
                • sonia_30 Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 13:54
                  Bezpośrednio jako przesłanka wymieniona nie jest, ale okolicznością
                  potwierdzającą rozpad więzi może być jak najbardziej (Nawet
                  jednorazowy postępek małżonka może stać się przyczyną trwałego i
                  zupełnego rozkładu, dotyczy to w szczególności takich faktów jak
                  cudzołóstwo i ciężka zniewaga - orzeczenie SN z dnia 24.04.1951 r.,
                  sygn. C667/50, OSN 1953/1, poz. 9; Pożycie małżeńskie przy
                  jednoczesnym pożyciu jednego z małżonków z inną osobą, jest pożyciem
                  posiadającym cechy rozkładu; małżeństwo takie nie należy do
                  małżeństw zasługujących na ochronę ze względu na interes społeczny –
                  orzeczenie SN z dnia 20.11.1951 r, sygn. C839/51, OSN 1952/1, poz.
                  1”; Związanie się małżonka z inną osobą węzłem uczuciowym, w którym
                  wprawdzie nie dochodzi do cudzołożnych stosunków, ale któremu
                  towarzyszą wyznania miłości i pocałunki, może być odczute przez
                  drugiego małżonka jako naruszenie, a nawet zerwanie więzi uczuciowej
                  i moralnej, która łączyła małżonków i może być - zależnie od
                  okoliczności - uznane za ważną przyczynę rozkładu pożycia
                  małżeńskiego - orzeczenie SN z dnia 26.03.1952 roku, sygn. C813/51,
                  NP. 1953/5, str. 82).

                  Jakoś rozpad więzi potwierdzić musisz, nieprawdaż?
                  • scriptus Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 14:25
                    Oczywiście, to prawda, takie naruszenie może być powodem rozpoczęcia procedury
                    rozwodowej. Jednak nie sądzę, żeby w zakres normalnej procedury rozwiązania
                    małżeństwa wchodziło trzaśnięcie drzwiami i porzucenie rodziny i związanych z
                    nią obowiązków, przed orzeczeniem rozwodu przez sąd.
                    • cleer13 Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 21:39
                      A no teraz wszystko rozumiem. Ty podchodzisz do problemu formalno-
                      prawnie, a ja po ludzku, uczuciowo.
                      Mnie akurat problem prawny nie interesuje, bo mój 14letni związek
                      nie był formalny. I nie ja się wynoioślam, bo mieszkaliśmy w moim
                      mieszkaniu. Po prostu stwierdziłam,,że nie możemy już byc razem, bo
                      dłużej już nie wytrzymam kłamst, zdrad i oszukiwania. I pan się
                      spakowal i wyniósł.
                      Ale to naprwdę dla mnie nie ma znaczenia. Wazna jest przyczyna.
    • mrsnice Re: Zdrada a rozwód - realia 23.09.09, 16:10
      w ostatnim "Sukcesie" zdaje się Jacek Santorski próbuje wyjaśnić
      mechanizm zdrady (w połączeniu z biznesem, ale tu akurat nie ma to
      znaczenia). Podaje przykład nornic (ponoć geny odpowiedzialne za
      seksualność wiele od człowieczych nie odbiegają). Nornice żyjące na
      prerii (albo na odwrót - nie pamiętam)są monogamiczne. Zakładają
      rodziny i mają jedną partnerkę. A nornice górskie pieprzą co
      podleci. Nie opiekują się potomstwem.
      Wyjaśnienia szuka w układzie genów. Porównuje, że u ludzi może być
      podobnie. Jedni są monogamistami i koniec, a inni przeciwnie. No i
      wtedy zaden boże nie pomoze.
    • aron95 Dobry temat 23.09.09, 18:36
      Ja też należę do tych co uważają iż skok w bok to nie zdrada i żonie
      takowy wybryk mogłem wybaczyć . Ale do kochanka uczuciowo podeszła .
      I stało się jak się stało .
      Zadam pytanie - dlaczego partnerzy szukają skoków w bok ?
      odp- marzenia i wyobrażenia o naszych partnerach zaczęły rozmijać się z
      rzeczywistością
      I tych swoich marzeń i wyobrażeń szukamy w innych
      Tylko inni ani święci ani złoci nie są . I aby nasz partner się o tym przekonał
      może należy mu wybaczyć ?
      • cleer13 Re: Dobry temat 23.09.09, 21:41
        Nie uwzględniasz częstszych niż mogłoby się wydawac przypadków
        seksoholików, kiedyś zwanych łajdakami lub
        łajdaczkami.
      • giwertyna Re: Dobry temat 24.09.09, 11:26
        Ale ile razy byś wybaczył? Rozumiem ideę, gdy w długoletnim związku zdarzy się
        skok w bok, albo nawet zauroczenie, można to przeczekać aż minie i wybaczyć w
        imię tego co już razem przeżyliśmy i wspólnoty którą zbudowaliśmy.
        Ale co, jeśli ktoś zdradza nagminnie? I nic sobie nie robi z rozmów i dawanych
        obietnic poprawy, co rok nowa przygoda, bo lubi, bo taki ma styl życia,
        marzycielski? Czy byłbyś taki skłonny pobłazliwie akceptować swoje coraz dłuższe
        rogi?
        • scriptus Re: Dobry temat 24.09.09, 13:52
          Nie wiem, ile razy bym przebaczył, raz jestem gotów wybaczyć, na razie żona ma
          pierwszego kochanka...
    • greta_78 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 11:38
      zdrada = rozwód i to nie podlega dyskusji.
      Nie ma sytuacji w której podlegałoby to wytłumaczeniu, wybaczeniu i dalszym
      życiu jak gdyby nigdy nic sie nie stało.
      • scriptus Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 11:58
        Czyli co??
        Uważasz, że powinienem wypędzić żonę z domu, bo mnie zdradza?
        Pozew zdążyła złożyć sama. Pomimo, że byłem gotów jej wybaczyć.
        • greta_78 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 12:10
          to juz Twoja sprawa co zrobisz. Jak odpowiada ci takie życie ze zdradzająca
          małżonka to nie wypędzaj jej, podziękuj ze wróciła. Tylko wiesz jak ktoś raz
          zdradzi to zrobi to tez drugi raz. jak Ci to odpowiada to prosze bardzo.
          • dorata351 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 13:10
            Ja myslę, że kazdemu należy się druga szansa, nie musi tak być że
            historia się powtórzy. I kazdy kto został zdradzony sam musi
            zadecydować czy jest w stanie z tym zyć czy nie, nie mozna się w
            tych sprawach sugerować zdaniem innych. Bo najłatwiej wysnuwać
            wnioski jeśli sprawy nas nie dotyczą.
            • greta_78 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 13:13
              Każdy decyduje za siebie i tak aby dla niego samego było najlepiej.
              To co piszę jest moim zdaniem którego nie narzucam nikomu. Ja nie dałabym
              drugiej szansy w przypadku zdrady ale to jest moje zdanie.

              • dorata351 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 13:21
                A przezyłaś cos takiego?
                • greta_78 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 13:26
                  dorata351 napisała:

                  > A przezyłaś cos takiego?


                  przeżyłam, więc wiem co piszę.
                  • dorata351 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 13:45
                    to dzielna z Ciebie kobieta, ja żeby zrozumieć, ze z takim
                    człowiekiem się nie da żyć musiałam sie jeszcze upodlić, próbując
                    ratować cos czego juz nie było. Myslałam, że nie będę potrafiła bez
                    niego żyć. Dobrze, że w końcu do mnie to dotarło. A żyć można.I to
                    całkiem nieźle.
                    • cleer13 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 14:51
                      Też tak miałam. Wybaczałam, starałam się być tzw mądrą kobietą. Dziś
                      tego najbardziej żałuję. Mam niesmak. Mam pretensje do siebie,że
                      byłam baaardzo głupią kobietą. Pozwalałam wykorzystywac moją glupotę
                      spowodowaną po prostu tym,że kochałam.Pozwalałam sobą manipulować.
                      Stara idiotka dałam sie otumanić jak nastolatka. I to dziś dla mnie
                      jest najgorsze. Ten brak szacunku do siebie.
                      Gdybym sie rozstała po pierwszym numerze pewnie bolało by ostrzej,
                      ale dziś już byłabym na prostej. Zmarnowałam wiele lat na szarpanie
                      się , na cierienie, na oszukiwanie samej siebie,że jak to
                      przetrzymam to już będzie dobrze. I było dobrze, przez rok, kilka
                      miesięcy, a potem znowu ten ucisk w zołądku, bo tajny sms, bo nagly
                      wyjazd, znowu nieprzespane noce, łzy i znowu nadzieja,ze teraz to
                      już... Po co mi to było... Głupia, głupia, głupia...
                      • greta_78 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 15:03
                        cleer13 napisała:

                        > Też tak miałam. Wybaczałam, starałam się być tzw mądrą kobietą. Dziś
                        > tego najbardziej żałuję. Mam niesmak. Mam pretensje do siebie,że
                        > byłam baaardzo głupią kobietą. Pozwalałam wykorzystywac moją glupotę
                        > spowodowaną po prostu tym,że kochałam.Pozwalałam sobą manipulować.
                        > Stara idiotka dałam sie otumanić jak nastolatka. I to dziś dla mnie
                        > jest najgorsze. Ten brak szacunku do siebie.
                        > Gdybym sie rozstała po pierwszym numerze pewnie bolało by ostrzej,
                        > ale dziś już byłabym na prostej. Zmarnowałam wiele lat na szarpanie
                        > się , na cierienie, na oszukiwanie samej siebie,że jak to
                        > przetrzymam to już będzie dobrze. I było dobrze, przez rok, kilka
                        > miesięcy, a potem znowu ten ucisk w zołądku, bo tajny sms, bo nagly
                        > wyjazd, znowu nieprzespane noce, łzy i znowu nadzieja,ze teraz to
                        > już... Po co mi to było... Głupia, głupia, głupia...

                        Nie jesteś głupia, nigdy sobie tak nie mów.
                        Ja miałam troszkę inną sytuację bo były jeszcze awantury, kłótnie no i mało
                        brakowało a doszłoby z jego strony do rękoczynów. Miałam przed oczami reklamę
                        "bo zupa była za słona" a wiedziałam że ja na takie coś sobie nie pozwolę. Im
                        częściej sie kłóciliśmy tym mniej kochałam i może dlatego było łatwiej. Też
                        wybaczałam (różne zeczy ale nie zdrade), płakałam, wybaczałam i tak kilka razy.
                        Zdrada była kropką nad "i".
                        • sonia_30 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 15:10
                          Też mam za sobą takie jazdy, cholernie żałuję straconych kilku lat,
                          a przede wszystkim ubolewam nad własną głupotą trwania w chorym
                          układzie w kontekście dziecka. Bilans strat byłby znacznie mniejszy.
                          • greta_78 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 15:16
                            sonia_30 napisała:

                            > Też mam za sobą takie jazdy, cholernie żałuję straconych kilku lat,
                            > a przede wszystkim ubolewam nad własną głupotą trwania w chorym
                            > układzie w kontekście dziecka. Bilans strat byłby znacznie mniejszy.


                            Ja akurat z pierwszego związku nie mam dzieci ale mój obecny mąz ma dzieci z
                            pierwszego małżeństwa i o ironio... on został zdradzony przez zone. Dobraliśmy
                            sie idealnie smile. On tez jak sie dowiedział to nie zastanawiał sie długo tylko
                            złożył papiery o rozwód. Jasne że było myslenie czy nie lepiej dla dzieci
                            zostać, ale to bylo pierwsze myślenie a później przyszło "a co będzie lepsze dla
                            mnie i dla dzieci". i wszyscy sa szczęśliwi. Z dzieciakami ukałada sie super, ja
                            mam z nimi rewelacyjny kontakt, czasami widuję się z jego eks dla dobra dzieci i
                            wszystko hula jak powinno.

                            nie myślcie, że straciłyście czas, tylko musiałyście dojrzeć do takich decyzji.
                            wszystko przed wami dziewczyny. Nie warto żyć z "dupkiem" który zdradza.
                            Zdradził raz zdradzi i drugi.
                            Żadna kobieta nie jest warta takiego upokarzania.
                      • tarantula007 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 20:38
                        Mi się wydaje, że jesli jest się w wieloletnim (co
                        najmniejnastoletnim) związku i zdarzy się ten przysłowiowy skok w
                        bok, to rozwodzenie sie od razu jest głupotą. Mozna potem mocno
                        żałowac. Oczywiscie nastepne "skoki" to juz całkiem inna sprawa. I
                        pytanie czy tylko o "skok" chodzi i jak naprawdę wygląda małżeństwo.
                    • greta_78 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 14:59
                      dorata351 napisała:

                      > to dzielna z Ciebie kobieta, ja żeby zrozumieć, ze z takim
                      > człowiekiem się nie da żyć musiałam sie jeszcze upodlić, próbując
                      > ratować cos czego juz nie było. Myslałam, że nie będę potrafiła bez
                      > niego żyć. Dobrze, że w końcu do mnie to dotarło. A żyć można.I to
                      > całkiem nieźle.

                      Nie wiem czy dzielna ale też musiałam przemyśleć wszystko, różnica taka że nie
                      chciałam już tego ratować tylko musiałam pozbierać sie w sobie. Bałam się
                      samotności ale to chyba jak każdy, a później to juz poszło łatwo. Każdy musi
                      osiągnąć jakies swoje dno jak ja to mówię aby sie otrzasnąć i podnieść, no i isć
                      dalej do porzodu.

                      • cleer13 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 19:26
                        Tak, każdy musi osiągnąc dno . Czułam jak za każda zdradą topniała
                        we mnie miłośc, jak coraz trudniej było wrocic do normalności,
                        przynajmniej tej pozornej. Chyba im bardziej się kocha i im bardziej
                        boi się samotności tym dłużej musi to trwac, tylko dla mnie trwało
                        to za długo.
                        Więc jak teraz czytam o tym jak to nalezy wybaczyc zdradę, to
                        żal mi tych złudzeń. Wiem ile jeszcze trzeba przejśc,żeby przejrzec,
                        żeby oprzytomniec.
                        A najgorsze ,że przez bardzo długi czas ja naprawdę wierzyłma,że to
                        wszystko dziwne zbiegi okolicznośc, jakieś nieszczęsne pozry, które
                        wskazują na zdradę. A przede wszystkim nie miesciło mi się w głowie,
                        że jak ktoś na kolanach patrząc prosto w oczy mówi ci że jesteś
                        jedyną kobieta w jego życiu to może kłamac. Okazalo się że może. A
                        ja powinnam wierzyc faktom, a nie słowom i maslanemu sporzeniu.
                        • sonia_30 Re: Zdrada a rozwód - realia 24.09.09, 21:01
                          Ja nie wierzyłam, więc do prawdy dotarłam bardzo szybko. Wierzyłam
                          za to, że uda mi się z tą prawdą żyć, bo dziecko (wtedy
                          paromiesięczne) i walczyć warto. Prawie ex utwierdził się natomiast
                          w przekonaniu, że skoro nadal jestem, wolno mu wszystko - poczynając
                          od zmieniających się jak w kalejdoskopie bzykantek, skończywszy na
                          przemocy psychicznej, później i fizycznej wobec mnie. Zmagałam się z
                          tym sama, uwolniłam się, prawie ex mi w tej chwili furczy. Gdybym mu
                          wtedy wystawiła za drzwi walizki, dziś pewnie miałabym poczucie
                          winy, że się poddałam, że się nie starałam, nie walczyłam,
                          męczyłabym się pytaniami co by było gdyby. Tego nie ma, ale w kość
                          dostałam że hej, straciłam kilka lat na pracę nad czymś z czego nie
                          wyszło nic, dziecko też swoje przeżyło, a ja jestem pod wieloma
                          względami w punkcie wyjścia, tyle że pozbawiona ufności, naiwności i
                          paru jeszcze innych rzeczy.
                          Wiarę w zbiegi okoliczności i paskudne kłamstwa też przeżyłam,
                          trzęsie mną na samo wspomnienie, za jedną rzecz jestem mojemu prawie
                          ex wdzięczna - nie oszukiwał mnie. Prawda bolała jak cholera, ale to
                          była prawda i nie zostałam pozbawiona możliwości zrobienia z tą
                          prawdą tego co chciałam.
    • duna27 Re: Zdrada a rozwód - realia 25.09.09, 09:33
      Czytam co piszecie i zastanawiam się, co ja powinnam zrobić.
      Zawsze podejrzewałam m. o niewierność i zawsze modliłam się, że jak nawet - to
      żebym się nie dowiedziała. Bo co wtedy.
      I stało się. Odkryłam jego związek z inną, który niestety dość długo trwał.
      Rozpadł się cały mój świat, moje poczucie wartości - bo uważałam się za
      szczęśliwą, atrakcyjną i kochaną. Przebaczyłam jemu, bo powiedział, że sprawi,
      że zapomnę, jesteśmy nadal razem, ale nie wierzę jemu, czuję się źle, czuję się
      upokorzona. Nie zapomniałam i nie zapomnę. Chciałabym czuć do niego niechęć,
      żeby stał mi się obojętny. Ale ja go nadal kocham.
      Jestem otwarta i gotowa na krótki związek z innym.
      Czy nasz związek może przetrwać, czy to tylko moja głupia nadzieja?
      • dorata351 Re: Zdrada a rozwód - realia 25.09.09, 09:47
        Czy może przetrwać? Na takie pytanie chyba nikt oprócz Ciebie nie
        potrafi odpowiedzieć. Ja też często się zastanawiam, czy gdyby
        jednak doszło do tego, ze mimo wszystko próbujemy, to czy
        wystarczyłoby mi zdrowia i siły do zycia na takiej bombie. Teraz juz
        jestem po rozwodzie, sprawy majątkowe w zasadzie uzgodnione,
        teoretycznie formalnie nic mnie z tym człowiekiem nie łączy, nie mam
        ani celu ani powodów zeby nie wierzyć w to co mówi, a nie wierzę w
        ani jedno jego słowo. Ciągle jest mi ciężko, czasem nawet wydaje mi
        się, że coś jeszcze mnie do niego ciągnie, ale za moment staje mi
        przed oczami wizja oszusta i zdrajcy. Wiem, że sobie poradzę i wiem,
        że juz nigdy nie bedzie tak samo, nie wiem czy kiedykolwiek będę
        umiała kogokolwiek obdarzyć takim pełnym zaufanie, ale wiem że żyję
        dalej z nadzieją na to, że kiedys rano sie obudzę i będę zdziwoina,
        że juz nie boli.
      • scriptus Re: Zdrada a rozwód - realia 25.09.09, 10:43
        duna27 napisała:

        ............
        > Jestem otwarta i gotowa na krótki związek z innym.
        > Czy nasz związek może przetrwać, czy to tylko moja głupia nadzieja?
        ......

        Myślę, że związek może przetrwać, jeśli mąż żałuje swojego postępowania, wyraża
        skruchę, chęć pokuty i zadośćuczynienia. Na pewno, jeśli się z nim związałaś, to
        jest to dla Ciebie wartościowy człowiek. Jeśli naruszył pewne reguły, upadł,
        może powstać. Nie mówię, że tak będzie, ale może być.

        Nie plącz się w romanse, nic nie zyskasz emocjonalnie, tylko nowe źródło
        problemów, wyrzuty sumienia, itd.
        Twój mąż musi podobny problem rozwiązać w swojej jaźni. Możesz mu wybaczyć, albo
        nie, jednak sama się nie tytłaj w błocie, nic dobrego Ci to nie przyniesie.
    • ona_37 Re: Zdrada a rozwód - realia 27.09.09, 20:05
      ..giwertyna, to miałaś niezłe powodzenie w jeden wieczórwinkTo temat bardzo szeroki,każdy ma trochę racji.A po za tym, kto zdradza nie powinien zakładać rodziny.Kto świadomie rozbija rodzinę sam dozna tego uczucia i nie wierze w słowa jakie czesto słyszę:jestem szczęśliwa/wy,poszłem/lam za głosem serca,uwierze w te słowa ale... po wielu ,wielu latach.
      • sauber1 Re: Zdrada a rozwód - realia 27.09.09, 21:58
        Nie należy uogólniać wszystkiego, specjalnie zadzwoniłem do kuzynki by mieć
        rozeznanie ile żonatego faceta kosztuje utrzymanie kochanki miesięcznie? Wydaje
        mi się że za 5 tysięcy to nie za ciekawy egzemplarz, ale faceci maja to do
        siebie że kłamią, w zależności kto i o co pyta, a często potrafią się
        przechwalać tylko, kobiety zaś raczej bardziej racjonalnie na życie patrzą i
        bez znaczenia czy jutro z tym , czy innym, ważne by tak jak się chce było
        • cleer13 Re: Zdrada a rozwód - realia 28.09.09, 08:27
          Oj chyba przesadziłeś z tymi finansami. Moje odczucia są zupełnie
          inne. Wszystko zależy oczywiście od wieku szukającego i kochanki.
          Ale świat , a co za tym idzie internet, jest pełen
          samotnych,zrozpaczonych, spragnionych przygód lub marzących o stałym
          partnerze kobiet. One nie tylko nie mają wielkich wymagań, ale są
          skłonne iśc na prawie każdy układ, aby choć przez chwile poczuć się
          pożądane, podziwiane i potrzebne. Za kilka zgrabnych komplemntów,
          ciepłych słów i tanich gestów są gotowe do wzięcia.
          • sauber1 Re: Zdrada a rozwód - realia 28.09.09, 10:21
            cleer13 napisała:

            > Oj chyba przesadziłeś z tymi finansami.



            No co też Ty? Kto się szanuje ten się ceni - prawda? wink
          • adaria38 Re: Zdrada a rozwód - realia 28.09.09, 10:22
            Gotowe do wzięcia... okropny język. Tak, jakby to zawsze mężczyzna "brał" a
            kobieta tylko "dawała" i nie mogła sobie "wziąć".
            Znajoma mężatka, jak to określiłaś "daje się wziąć", za darmo, innemu żonatemu.
            Może dlatego, że sama seks uwielbia. Nie pozwala się mu finansować, nawet za
            kawę w restauracji płacą na zmianę, bo, jak ona mówi, "ma swój honor".
            Płacą za kochanki nadziani biznesmeni którzy kupują sobie młodość i seks za
            utrzymywanie jakiejś młodej laski. Ale to niewiele w morzu tych kochanek, które
            są z kimś z zakochania i jeszcze same pilnują by miś na nie się nie
            wykosztowywał, bo mu dobrze życzą i nie chcą naciągać na koszty. Płacą za
            kochanki o tyle, że chcąc mieć ładny romans wypada zaprosić do restauracji,
            wynająć ładny hotel, itd, i z tego mogą się zrobić wydatki. Ale jeśli kochanka
            ma swoje mieszkanie to wystarczy wino kupićsmile
            Większość myślę, ma seks prawie gratis, za komplementy, za wyznania miłości i
            złudzenia, że kiedyś będą razem, za postawiony obiad w restauracji raz na
            tydzień. A znam i taką, która się przespała z żonatym z litości-szkoda mu jej
            było że taki nieszczęsliwysmile
            • cleer13 Re: Zdrada a rozwód - realia 28.09.09, 12:27
              Język moze okropny, ale prawdziwy niestety. Jak pisałam mój ex jest
              nałogowym bywalcem czatów erotycznych, co zresztą na czatach się
              zaczynało, a kończyło róznie. Kiedys pisalam o tym na innym forum
              zastanawiając się kim są te dziewczyny, często 20 lat młodsze od
              facetów tam szukających przygód. I odezwało się kilka bywalczyń
              takich czatów. Tłumaczyły mi ,że to z samotności, rozpaczy po
              rozwaleniu się kolejnego związku, potrzeby dowartościowania się. I
              często nie tylko nie mają w tym korzyści finansowych,ale są gotowe
              zapraszac do siebie, gościć i dogadzać, byle przez trochę chociaż
              poczuc się kochaną i wspaniała. Facet, który czuje potrzeby kobiet,
              potrafi ładnie gadać i dobrze udawać może świetnie życ odwiedzając
              co weekend inną panienkę.
              • mola1971 Re: Zdrada a rozwód - realia 28.09.09, 12:33
                Cleer, a nie przyszło Ci do głowy, że to margnines jest? Naprawdę
                wizję świata układasz sobie na podstawie wynurzeń jakiś głupich
                lasek z czatów???
                Toż to było, jest i będzie. Ale to nie znaczy, że jest to standard.
                Kochanka kochance nierówna. Jedna z desperacji pójdzie z byle kim a
                inna jak pisał Sauber wysoko się ceni i z byle kim i byle gdzie nie
                pójdzie. Kochanki to też po prostu kobiety i jak to kobiety są RÓŻNE.
                • cleer13 Re: Zdrada a rozwód - realia 28.09.09, 12:48
                  Oczywiście, ale facet poszukujący szybko wsparcia kochanki wchodzi
                  sobie na czaty i ma to co chce w parę chwil. I nie jest to taki
                  margines, jak się Tobie wydaje. Nikt się do tego nie przyznaje, a
                  wiele kobiet, ktora mają taki problem z mężem jaki ja miałam, albo o
                  tym nie wiedzą, bo internet jest im obcy, albo lekceważą, albo nie
                  przyznają się bo im wstyd. A wierz mi że par które rozleciały się
                  przez "zabawy " interntowe partnerów jest w moim otoczeniu wiele.
                  Może to specyfika wieku - starsi panowie czują sie w internecie
                  bezpieczniej.
                  • mola1971 Re: Zdrada a rozwód - realia 28.09.09, 12:53
                    Cleer, ja nie bagatelizuję problemu tylko skalę. Mój ex małżonek też
                    był (nie wiem czy nadal jest) bywalcem takich miejsc. Tyle tylko, że
                    ja uważam, że NORMALNY zdrowy facet po prostu nie wchodzi w takie
                    miejsca. A ten, który wchodzi normalny ani zdrowy na umyśle nie jest
                    i na takie same chore desperatki tam trafia. Trafia swój na swojego
                    i tylko się cieszyć z tego. I to nie jest kwestia wieku faceta lecz
                    jego spaczonej osobowości.
                  • sonia_30 Re: Zdrada a rozwód - realia 28.09.09, 13:09
                    Chyba nawet nie specyfika wieku.. Internet - dostęp łatwy i
                    nieskomplikowany, ofera szeroka że hej, czarno na białym napisane
                    czego pani jedna z drugą szuka, dane techniczne są, fotka pewnie też
                    (kota w worku nie kupuje), za jednym posiedzeniem zaczepić może
                    kilkanaście/-dziesiąt panienek, same plusy. a niewirtualnie ile
                    czasu by musiał szukać! Koszmar jakiś! I ryzyko jest, że w pysk
                    dostanie jak niewłaściwy target obierze
              • adaria38 Re: Zdrada a rozwód - realia 28.09.09, 13:35
                Sieć jest przytułkiem dla wszelkiej maści popaprańców i osób niedojrzałych
                emocjonalnie. Sorry, ale w życiu na czacie erotycznym nie byłam bo i po co i
                właściwie myślę, że siedzą tam osoby zaburzone, które sobie z życiem realnym nie
                radzą więc karmią się złudzeniami, tak sobie grają z życiem i szukają podobnych
                osób. Bo tak naprawdę jeśli się chce mieć sam seks wystarczy wstać z fotela i
                się rozejrzeć wokoło(vide wypowiedź autorki tematu). Zwykłe wzajemne kupowanie
                zaspokojenia się namiastką bliskości dla osób które tak chcą. Nie widzę sensu
                sumować, że wszystkie, lub wszyscy są tacy, bo tak nie jest. A, że wiele żon,
                kochanek, panien, wdów woli byle jaki związek byle był i byle jakiego erotumana
                byle był - to już ich indywidualny wybór. Z kasą faktycznie jest śmiesznie,
                niektóre kobiety zostajac kochankami wymagają od kochanka odpowiedniego statusu
                materialnego uwazając to za "szanowanie się", a inne są "za darmo" jedynie za
                "kocham cię" i "poczucie bycia tą drugą połówką" i dostawanie za to prezentów je
                by upokarzało. A może zwyczajnie postępują podobnie jak postępowały w każdym
                innym swoim związku z każdym innym facetem. Film "Tulipan" już bardzo dawno
                nakręcono smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka