W życiu wolę zdrowo-rozsądkowe podejście do kwestii wychowania niż psychologiczne rozkwinki. Ale i tak czasami mam problem by się w pewnych sytuacjach odnaleźć.
Moja prawie eks zaczęła się spotykać z obecnym partnerem 2 miesiące temu.
Po tygodniu wyprowadzka do rodziców.
Po 2 tygodniach złożyła pozew.
Bez orzekania o winie, pobyt dziecka przy niej oraz pozbawienie mnie wykonywania władzy rodzicielskiej.
Na szczęście dla mnie i z tego co widzę z korzyścią dla dziecka, spędzam z dzieckiem mniej więcej tyle samo czasu co ona.
Ale problem jest inny. Za każdym razem jak odbieram dziecko z przedszkola po pobycie u matki dziecko zarzuca mnie tekstami typu:
a wujek to...
a wujek tamto...
a u wujka oglądało super bajkę...
a z wujkiem byliśmy gdzieś tam...
a wiesz, że mi wujek kupił rower...
Za każdym razem gdy to słyszę mówię - oooo... to super!
Ale niestety ciągle powtarzająca się sytuacja wierci mi dziurkę w psychice i tak już obciążonej przez stres związany z rozwodem no i pracą.
Co o tym sądzicie, czy takie tworzenie nowej szczęśliwej rodzinki bez wyboru dla dziecka (5 lat) ma coś wspólnego z rozsądkiem??
A może powinienem się wycofać, zgodzić się z pozwem i rozpocząć proste życie dom-praca-dom i liczyć, że może w sobotę i niedzielę zobaczę się z dzieckiem bo akurat matka będzie miała dobry nastrój