No i stało się, decyzja podjęta, rzeczy męża już prawie nie ma,już niedługo nie będzie również jego... od wielu miesięcy powtarzam sobie, że najlepiej być sobie sterem, żeglarzem i okrętem, sama o siebie dbać, bawić się wtedy kiedy się ma ochotę, nie chodzić na niewygodne kompromisy,i tak w ogóle to bycie singlem z odzysku jest cool!!! Mam fajnego synka, niezłą pracę, głowę na karku, I CAN MAKE IT!!! Ale... kurde, czasem jak na złość obejrzę jakąś komedię romantyczną (brytyjską, nawet polską, a niech będzie) i myślę sobie: dziewczyno, masz 31 lat, jesteś całkiem fajna (zwłaszcza jak się postarasz w łazience

,a jak raptem zmienisz zdanie i "singlowatość" cię zmęczy, znudzi? Obawiam się, że nie będę nawet wiedziała jak się za to znowu zabrać, te randki, flirty. Zresztą, który facet zrozumie, że muszę już wracać, żeby opiekunka mogła iść do domu? A może już nikt nie jest mi pisany, więc niepotrzebnie się produkuję? Generalnie to chciałabym napisać, że po już nie jest tak prosto jak przed. I tego się boję. Boję się, że pomimo wielu wspaniałomyślnych deklaracji rzadko trafia się pewny siebie facet, który jest w stanie zaakceptować dziecko innego mężczyzny, zwłaszcza jeśli jest malutkie i nie można go wysłać do komputera żeby nie przeszkadzał. A może się mylę?