paulina812
24.11.09, 23:10
Trochę przydługawe będzie....
Wiele osób pisze, nie masz dzieci bierz rozwód bez wahania, a jak
dzieci są? To już koniec?
Jesteśmy małżeństwem 8 lat, mamy 2 synów 2lata i 8. Znaliśmy się 2
miesiące jak zaszłam w ciążę, pobraliśmy się po pół roku znajomości.
Przez pierwszy rok mój mąż nie pracował, utrzymywała nas jego matka
(w sumie przez 5 lat). Ja siedziałam w domu sama, najpierw z
brzuchem, potem z dzieckiem a mój mąż chodził sobie do kolegów,
wracał do domu pijany, nigdy nie mogłam na niego liczyć, miał zostać
z dzieckiem bo ja jechałam na studia to przychodził do domu nad
ranem ledwo trzymając się na nogach, przecież nie zostawię
niemowlęcia z pijanym, musiałam szybko podrzucić małego do jakiejś
ciotki i pędzić na pociąg. Wciąż się kłóciliśmy, ja z jednej strony
robiłam mu awantury o to, że pije i zostawia mnie samą, z drugiej
podtykałam obiadki pod nos, robiłam kanapeczki w kształcie
serduszek, jak był pijany a miał ochotę na seks też mu nigdy nie
odmówiłam (wsyd mi teraz o tym pisać!). Tak w skrócie wyglądał
pierwszy rok naszego małżeństwa. Potem poszedł do pracy, na miesiąc
dostawałam od męża 200 zł (na jedzenie?pieluchy?właściwie nie wiem
na co to było). Jak byłam w ciąży z drugim(nie żyje) i trzecim
dzieckiem to nawet musiałam sobie sama w piecu napalić tzn porąbać
drzewo, załadować wiaderko węgla, nie mieliśmy samochodu, nawet do
sklepu po zakupy nie poszedł, zimą szłam z ciężkimi zakupami, ile
razy wyrżnęłam na śliskiej drodze z wielkim brzuchem (ostatnie dwoje
dzieci rodziłam w zimie). Przez całe nasze małżeństwo jego ulubionym
miejscem do spania jest salon, przed telewizorem z piwem w ręku (co
jest/było dla mnie bardzo przykre jako dla kobiety). Przez ostatnie
3 lata co roku na 3 miesiące rezygnuje z pracy, siedzi sobie w domu,
przerzuca kanały w telewizorze, nie robi zupełnie nic, ja przychodzę
z pracy, sprzątam, piorę itd a on wychodzi do kolegów). Jego ojciec,
który mieszka za granicą, jak przyjeżdża do domu to zatrudnia obcych
ludzi, ponieważ mój mąż nie jest w stanie nic zrobić, czegoś
naprawić, porąbać drewno na zimę, węgiel wrzucić do piwnicy itp.Nie
je z nami posiłków bo woli przed telewizorem i reklamy oglądać i
mówi, żebym go do tego nie zmuszała bo on nie lubi czegoś takiego.
Na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy zabrał nas gdzieś (do
zoo i Krynicy, z dziećmi, i to po moich błaganiach i płaczach, żeby
się coś dziećmi zainteresował). Sam sobie zimą jeździ na narty,
nawet jak aktualnie wtedy nie pracuje i chcą nam odciąć prąd, ja
musiałam brać jedzenie od rodziców, bo nie miałam na chleb a on
sobie na nartach jeździł. Synowi tylko obiecuje, że go zabierze,
nauczy jeździć i na obietnicach się kończy.Na piwo i papierosy
zawsze ma pieniądze, mnie by do głowy nie przyszło żeby sobie
cokolwiek kupić a nie kupić chleba czy pieluch dziecku!
Ja pracuję, teraz jak mąż zrezygnował z pracy zabrałam mu samochód
bo wody do niego nie leję a on skoro nie tankuje to nie jeździ.
Pisałam tu kilka tygodni temu na forum, nie odzywaliśmy się z mężem
2 miesiące, ugadalismy się co do rozwodu i on wtedy powiedział, że
kocha mnie jak nikogo na świecie, umył naczynia, ugotował obiad i
przez tydzień przychodził spać do sypialni no a po tygodniu wszystko
wróciło do normy.
Starszy syn widzi co się dzieje, ostatnio pytał mnie czy ma jeszcze
tatę i, że się boi, że jak wyprowadzimy się do babci(mojej mamy)to
tata nie będzie go odwiedzał (Mój mąż zabronił mojej mamie
przychodzić do nas do domu, sam też nie jeździ do moich rodziców)
Boję się tego wszystkiego i najbardziej szkoda mi dzieci i tego jak
one to przeżyją. Ale to nie jest normalne małżeństwo ani normalna
rodzina, to nie tak powinno wyglądać. Nie mam siły, ostatnio
powiedziałam mężowi, że go nienawidzę. Ja chcę czegoś więcej od
życia niż takie byle jakie małżeństwo.
Ktoś ma jakąś radę?