Dodaj do ulubionych

Koszmarna noc, straszna kłótnia...

25.11.09, 15:11
A zaczęło się od braku seksu po urodzeniu dziecka 3,5 lata temu...
Mąż wyprowadził się z sypialni, zeby w spokoju przesypiać noce, a ja
zaczęłam spać z synkiem i tak zostało... Codziennie praca, potem
biegiem do domu do synka i o 23 już całkiem padnięta usypiam. Mąż
narzeka od dawna na brak seksu, ale najczęściej tylko gada i nic nie
robi w tym kierunku. Kupił synowi łóżko, ale ani razu go do niego
nie przeniósł. I w końcu wybuchnęło... Po tym jak wczoraj po raz
kolejny zaczął się czepiać i powiedział że dla niego może już być
byle jaki seks i z byle kim wypędziłam go z domu. Uznałam to za
zdradę, albo jej chęć. Żyjemy obok siebie, nie jemy wspólnych
posiłków, mało rozmawiamy. Mąż wraca późno z pracy i siada do kompa,
albo pobawi się z synem, a ja mam chwilę dla siebie. Nie czuję
nic... nie wyobrażam sobie przyszłości bez niego, synek go bardzo
kocha, ale nie wiem czy się jeszcze kochamy. ja nie czuję pożądania,
chyba, ze zostanę pobudzona przez niego, a on chciałby abym to ja
dążyła do współżycia. Co robić?? Czy jest sens być razem? Ratować
to, czy nie ma sensu? Nie wiem... jesteśmy po ślubie 8 lat, a coraz
mniej nas łączy...
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 15:21

      Ok, to zadam pytanie Tobie, bo męża tu nie ma

      A Ty wiesz czego chcesz?
      Męża nie pożadasz? Tak?
      Seksu nie chcesz? Tak?
      Wiesz, ze to męzowi przeszkadza? Tak?
      Nie zrobiłas nic by Ci sie chciało chciec od porodu? Tak?
      I nie chcesz by on miał potrzeby? Tak?
      A jeśli ma, to powinien mieć tylko do Ciebie mimo iż Ty nie masz?
      Tak?
      A jeśli ma chęć na jakikolwiek seks (po 3,5 roku to dłuuugo) to
      zdrada? Tak?
      Wywaliłas go z mieszkania? Tak?
      Ale nie wyobrażasz sobie przyszłości bez niego? Tak?
      A jak sobie tą przyszłośc wyobrażasz?


      Sorry nie pojmuję...
      • lampka_witoszowska Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 02:03
        to.ja.kas napisała:


        > Sorry nie pojmuję...
        >
        >

        a to ci niespodzianka smile)) że tak się wyszczerzę spontanicznie wink
        zatrudnij się, tojakas, w jakimś pegeerze czy innej pracy
        traktorzystki czy pługa ornego - grunt, byś byłą nie tyle zmęczona,
        co zajechana... a potem zrób wszystko, by ci się chciało chcieć
        seksić

        a potem może pojmiesz
    • scarlet.secret.sky Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 15:23
      Powinnaś odwiedzić forum: brak sexu w małżenstwie. Poczytaj, może coś napisz.
      Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że choć generalnie nie usprawiedliwiam
      zdrady, to w przypadku takim jak Twoj, a raczej Twojego męża naprawdę rozumiem.
      Dziecko ma 3,5 roku, czyli 3,5 lata celibatu. Straszne.
      • ekscytujacemaleliterki Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 15:29
        Dziewczyno!
        Cud,ze facet nie poszedl wczesniej!! 3,5 pol roku nic a nic to
        meczarania.
        Rozumiem, ze praca-dom-dziecko powoduja ze padasz i nie masz sily na
        nic ale co zrobilas zeby bylo inaczej??
        Przeciez zawsze mozna zooraganizowac opieke dla dziecka, wyjsc w
        weekend zeby moc z mezem pogadac! Ale to trzeba najpierw pogadac,
        zeby sie na takie wyjscie umówic!
        Dziwisz mu sie,ze siedzi przed kompem?! a co ma robic?? w sufit sie
        gapic!
        Nie rozumiem dlaczego wywalilas go z domu zamiast usiasc i
        porozmawiac??
        Scarlet ma racje, odwiedz inne forum.
        • agnes3131 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 15:39
          Oczywiście, organizowałam kiedys np wyjście do kina, na koncert...
          ja tak, mąż nigdy, choć ma takie możliwości.
          • to.ja.kas Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia..... 25.11.09, 15:46
            Ale on nie chce iść na koncerty Chopinowskie...on chce SEKSU!

            Czasem by coś dostac/oczekiwać trzeba coś dać.
            Daj mu gorący/namietny seks, może mu sie zechce słuchac opery czy
            zbierać kasztany w parku!

            Prawo do oczekiwań mają zony, ale męzowie też.
            A wymagać najlepiej od siebie...wtedy wiadomo, że sie dostanie co
            sie chce a jak nie, to gdzie winny.
      • to.ja.kas Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 15:31
        Myślę, że po pól roku bezseksia bo partner jest zmęczony i
        komunikuje, że nie czuje pożądania każdy czułby się odrzucony.
        Dziecko nie jest maleńkie. Autorka wątku pisze, że mąż zajmuje się
        dzieckiem i ona ma wtedy chwilę dla siebie.

        Ja kładę się codziennie do łózka bardzo pozno. Bo w domu jestem po
        18, zmęczona, potem obiad, sprawy domowe, czasem jeszcze praca w
        domu, w weekendy studia, ale nie wyobrazam sobie by to był powód
        odrzucenia osoby bliskiej.

        I trzeba byc konsekwentnym...ja nie chce z Toba seksu, to jest to
        tak naturalna potrzeba ludzka, ze zwalniam cie z wiernosci.
        Też sobie nie wyobrażam by mężczyzna mnie odrzucał a jednoczesnie
        oczekiwał wierności i zycia w celibacie, mimo iż dla niego obiektem
        seksualnym nie jestem.
        Zycie dorosłych ludzi, zwiazek to TEŻ seks.

        Powinniście we dwoje poważnie zastanowić sie w czym jest problem i
        albo z nim zawalczyc, albo sie rozejsc. Cudów nie ma. Bez seksu to
        ja ze swoim dzieckiem zyje, z rodzicami, rodzenstwem i przyjaciółmi.
        Mój facet w tej dziedzinie ma mnie zaspokajać, a ja jego. Proste.
      • agnes3131 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 15:34
        Nie no bez przesady, nie jest to tak, że nic, tylko rzadko. Tylko
        jak ja sama mogę to zmienić, ze wciąż jestem zmęczona i nie mam
        ochoty na współżycia? Powinnam się zmuszać? Macie rację... nie wiem
        co chcę i nie wiem co robic... Czytam te 2 forum i wiem, ze nie
        tylko ja mam taki problem. Tak szczerze to chyba mam nadzieję, że ta
        sytuacja obudzi mojego męża, że powinien więcej czasu z nami
        spędzac, rozmawiać, jeść wspólne posiłki... dla niego to wszystko
        nie jest ważne, choć nie raz mu o tym mówiłam. I oddalamy się wciąż
        od siebie.
        • tricolour Czyli chcesz powiedzieć... 25.11.09, 15:40
          "Macie rację... nie wiem co chcę i nie wiem co robic..."
          ale
          "sytuacja obudzi mojego męża, że powinien więcej czasu z nami
          spędzac, rozmawiać, jeść wspólne posiłki".

          Czyli jak Ty nie wiesz co się dzieje i nie wiesz co masz zrobić, to
          ma to zrobić kto inny? Najprostszym rozwiązaniem takiej sytauacji
          jest znalezienie sobie innej kobiety, która już to wie i chce.
          • krezzzz100 Re: Czyli chcesz powiedzieć... 26.11.09, 13:02
            Chachachachachachachaaaaaaaaaaa)))))))))))
        • to.ja.kas Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 15:42
          Wywalenie za drzwi może zadzaiałać dwojako i TRZEBA dwie rzeczy brać
          pod uwagę.
          1. Ze zrozumie, że potrzebujesz wiecej uwag i rozmów (ale wtedy Ty
          nie masz wymówek, ze Ci sie nie chce chcieć)
          2. Że skoro wystawiamy partnerowi walizki za drzwi czy wywalamy na
          wycieraczkę...to on może sobie pójść i nie chcieć wrócić. To też
          jest konsekwencja.

          Możesz sama zmienić nastawienie do męża, jeśli jednak chcesz to
          zrobić i nie zabiłaś swojego pożądania na amen. Też możesz
          zaproponować spacer, tez możesz zaproponowac wyjazd oddajac dziecko
          do babci/opiekunki, tez możesz go zachęcić do seksu, też możesz
          ubrac ładną bieliznę, też mozesz siąść mu na kolanach kiedy on siada
          przed komputerem. I jesli zrobiłas wszystko, a on Twoje starania
          odrzuci, wtedy możesz powiedzieć, że winny jest on.

          Póki co szukasz kozła ofiarnego a moim zdaniem, zwyczajnie facet z
          partnera stał sie męzem czyt: własnoscia domową, co ma pracować,
          załatwiac sprawy, nie chciec więcej. I pamiętaj, że pracujecie i Ty
          i on.

          Pozdrawiam.
        • mola1971 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 15:46
          A Ty ciągle tylko o tym co ma mąż zrobić. Mąż to nie jest zabawka na
          batetie tylko oddzielny od Ciebie człowiek i nie jesteś w stanie nim
          sterować.
          Ty się zastanów co TY możesz zrobić by poprawić sytuację. Najpierw
          wymagaj od siebie a dopiero potem od niego. Nigdy odwrotnie.
          A co do zmęczenia, cóż... Zapewniam Cię, że nawet mając trójkę
          małych dzieci gdy się CHCE to i czas się znajduje wink Wprawdzie to
          baaardzo dawno temu było, ale jeszcze pamiętam wink
          • mola1971 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 16:04
            A jak już zdecydujesz się zmiast obwiniać chłopa popracować nad sobą
            to proponuję Ci lekturę tej książki:
            merlin.pl/Inteligencja-erotyczna-Seks-klamstwa-i-domowe-pielesze_Esther-Perel/browse/product/1,584862.html
        • ekscytujacemaleliterki Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 15:51
          Zadnego zmuszac bo to ma byc PRZYJEMNOSC! Tak jak spedzanie czasu
          tylko z mezem, tylko z sama soba dla relaxu.
          Przeciez mozesz zoorganizowac opieke dla dziecka! Wyslac meza z
          dzieckiem na spacer i zalapac godzine dla siebie w wannie, z ksiazka.
          Nikt Ci nie kaze robic wszystkiego samej! Jestes zmeczona, popros
          meza zeby wykapal dziecko i polozyl jej spac. Nie masz sily stac
          przy garach zamów pizze.
          Na wszystko jest jakis sposób tylko trzeba pomyslec i o tym
          porozmawiac.
          Chcesz powiedziec, ze siadasz do stołu sama z dzieckiem a maz
          bojkotuje obiad?? Badz zabiera talerz i je przed kompem.
          Powiedz poprostu: nie chce tak, usiadz z nami.
          • to.ja.kas Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 16:01
            Pamiętam jak ktoś kiedyś mi opowiadał o takim swoim związku. jak to
            jest kiedy się nie chce i szuka się powodów do tego by się nie
            chciało, okazji by powiedzieć "nie" bo zmęczona/chora/zdenerwowana/a
            ty mi dzis dzien dobry nie powiedziałes tak jak oczekiwałam/a nie
            poszlismy do kina/a siadłes przed tv.

            Jest takie madre powiedzenie:
            Chęci szukają okazji, a niechęć wymówek.
            Sama się zastanów SZCZERZE przed samą sobą jak często stosujesz
            wymówki, bo Ci sie nie chce.

            czy masz sie zmuszać? Jakby chłop miał sie do mnie zmuszać to
            wolałabym by poszedł w diabły.
            • renebenay Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 17:17
              Glownie problem polega na braku komunikacji i organizacji zycia
              rodzinnego,prawie zawsze od kobiety wymaga sie byc dobra matka,dobra zona i
              super kochanka,fakt moze ta osoba nia byc ale pod warunkiem zrozumienia i pomocy
              partnera.
              Maly krach u tej pary powinien otworzyc obojgu oczy aby pojsc inaczej,lepiej i
              pewniej w zyciu a takze byc moze przyczyni sie do zrobienia miejsca dla
              nastepnego dziecka.
              • krezzzz100 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 13:04
                > Glownie problem polega na braku komunikacji

                No co Ty, Rene)))))))) Ino perfidne suki żądają komunikacji)))))
                • to.ja.kas Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 13:55
                  krezzzz100 napisała:

                  > > Glownie problem polega na braku komunikacji
                  >
                  > No co Ty, Rene)))))))) Ino perfidne suki żądają komunikacji)))))

                  Wiesz Krezz po Tobie i Twoich pismach o NIE ZANIŻANIE poziomu forum,
                  po manifestacyjnym odejściu z powodu zaniżającego poziom konwersacji
                  osobnika nie spodziewałabym się takiej retoryki.

                  Serio to piszę. Się zdziwiłam.
                  • krezzzz100 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 14:06
                    Kas, co prawda, to nie grzech. Suką zostałam nazwana, napiętnowana za próby
                    komunikacji. Czego się po mnie nie spodziewałaś? Że tego przypomnę? Ależ ja ku
                    przestrodze))))

                    Już pisałam, że to forum jest fascynujące. Badam, jakimi sp[osobami można
                    ludziom do rozumu przemówić, by z forum burdelu nie robili.
                    • tricolour W tym burdelu Ty także jesteś... 26.11.09, 14:10
                      ... jakby nie patrzeć jako klientka albo pracownica - jeśli to
                      burdel oczywiście.
                      • to.ja.kas Sorry Krezzz 26.11.09, 14:15
                        rozmowa przybrała kierunek i formę z jaką mi nie po drodze.
                      • krezzzz100 Re: W tym burdelu Ty także jesteś... 26.11.09, 16:58
                        Jakby nie patrzeć, to przeciwko temu protestuję))))))
                        • tricolour Znasz inne zajęcie w burdelu? 26.11.09, 17:01
                          Czy znów nie możesz pogodzić się z konsekwencjami tego, co sama
                          zrobiłaś?
                          • krezzzz100 Re: Znasz inne zajęcie w burdelu? 26.11.09, 17:24
                            A Ty Lampką jesteś, by za nią odpowiadać?????)))))

                            Coś Ci uszami wybija, Trismile))Jakieś burdello czy co? To się nazywa LIMINALNOŚĆ smile))
                            • tricolour To pinuj porządku w drzewku... 26.11.09, 17:28
                              ... które przecież wyznacza kto z kim gada.

                              No chyba, że znów wykręczas kota ogonem, bo wlazłaś w zaułek.
                              • krezzzz100 Re: To pinuj porządku w drzewku... 26.11.09, 17:30
                                Jakiś Ty słabo widzący))))) Pilnuję.
                                • tricolour To gdzie ta Lampka? 26.11.09, 17:33
                                  W tej częśći drzewka?

                                  No, proszę. Wskaż linkiem.
                                  • krezzzz100 Re: To gdzie ta Lampka? 26.11.09, 17:35
                                    Se proś ))))) Byle na kolanach)))))
                                    • tricolour Nie ma Lampki, co? 26.11.09, 17:37
                                      ... znów lipa.
                                      • krezzzz100 Re: Nie ma Lampki, co? 26.11.09, 17:39
                                        ))))))
                  • krezzzz100 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 16:56
                    A nie dziwisz się poziomem forum, Kas? "Mądrościami" Pana Tri, Rybaka i Kaspra?
                    Przyszedł moment, że trza inaczej im rzeczy poobjaśniać...
                    • mola1971 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 17:11
                      Krez, spasuj proszę. Wrzuć na luz, wypij melisę czy co tam lubisz.
                      Poziom forum Kas jest jaki jest i mnie np odpowiada. Bo PP jest
                      miejscem, w którym można się powydurniać gdy człowiek ma na to
                      ochotę. Bo nie nic gorszego niż podchodzenie do życia ZBYT serio.
                      Obowiązku wchodzenia, czytania i pisania na PP nie ma. W każym razie
                      nic mi nie wiadomo o żadnej nowelizcji prawa, która by to nakazywała.
                      Prosta sprawa - nie podoba Ci się, nie wchodzisz.
                      Podobnie jak nie odwiedzasz sąsiadów za którymi nie przepadasz.
                      A Tri, Rybaka i Kaspra ja osobiście cenie za OTWARTOŚĆ. Choć zgadzać
                      się z nimi nie muszę. Oni ze mną zresztą też. Bo forum to jest
                      miejsce na WYMIANĘ poglądów a nie na to by kogokolwiek do swoich
                      poglądów przekonywać czy zmuszać. Zawłaszcza, że jeszcze nikomu się
                      to nie udało.
                      • krezzzz100 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 17:20
                        Mola, co Ci, nic o PP nie pisałam, łojezu...

                        • krezzzz100 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 17:21
                          To było do RYBAKA, Mola...
                          • mola1971 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 17:29
                            Nie zauważyłam przecinka a to zmienia wypowiedź.
                            Co do Tri, Rybaka i Kaspra moja wypowiedź pozostaje bez zmian, ale
                            oczywiście za ich adwokata robić nie zamierzam i nie muszę. Tylko po
                            prostu ja osobiście nic do nich nie mam i cenię ich za to co piszą.
                            • krezzzz100 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 17:33
                              A ja nie. Nie znoszę hipokryzji, którą sieją na kilometry)))
                              Kasper zaś jest w obsesji, a dobrzy koledzy w nim to pielęgnują.

                              Jak na mnie- za dużo tego.
                              • tricolour Sama jestś mistrzem hipokryzji... 26.11.09, 17:38
                                ... i braku odwagi.
                                • krezzzz100 Re: Sama jestś mistrzem hipokryzji... 26.11.09, 17:39
                                  Spoko, już nie raz ległeś)))))
                    • to.ja.kas krezz 26.11.09, 19:38
                      to ostatni mój post tutaj w odpowiedzi na Twój...wybacz ale żenująca jesteś.
                      • krezzzz100 Re: krezz 26.11.09, 20:33
                        że co?
                        • krezzzz100 Re: krezz 26.11.09, 20:36
                          To jest do Kas. Ech...
        • rybak Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 20:52
          Ty słuchaj, zrób próbę (jeśli on po tym wszystkim jeszcze definitywnie od ciebie
          nie spitolił)
          1) Idź z nim do łóżka.
          2) w przerwie zjedzcie razem ostrą zupkę chińską z rozbełtanym jajkiem (prościej
          się nie da uzupełnić yangsmile))
          albo - jeśli AŻ TAK uważasz, że TO MA znaczenie - jakieś wyszukane frykasy.
          3) wróć z nim do łóżka
          Następnego dnia zapytaj, co pamięta z poprzedniego dnia
          Będziesz zdziwiona, od czego zaczniesmile) A czego nie będzie pamiętać w ogóle.
          Kurdę, kto cię uczył małżeństwa??? Siostra Teresa???
          • mola1971 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 21:00
            Wiesz co Rybaku? Już wiem, z pierwszym prawem Rybaka jednak się nie zgadzam big_grin
            Baby, są jednak ociupinę bardziej niż chłopy skomplikowane wink
            • rybak Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 21:16
              He, he, rozumiem...
              Bardziej skomplikowane...
              O te... krewetki w maśle, czosnku i winie.
              BEZ oregano!
              >suspicious>
              • to.ja.kas Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 21:21
                Krewetki big_grin Jutro big_grin...seks może ciut później tongue_out

                taki off topik kulinarnywink
                • rybak Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 21:27
                  Tylko nie śpiewajcie Mazurków pana Ch. po niemiecku
                  >suspicious>
                  Miłych krewetek. O - taaaaakich dużych
                  ;D
              • mola1971 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 21:25
                Kurcze, Ty mnie wczoraj tak tym przepisem na krewetki nakręciłeś, że pomimo
                tego, że miałam od cholery roboty i nie powinnam z biura w ogóle wychodzić,
                pojechałam na obiad do restauracji na krewetki smażone na masełku z czosnkiem
                BEZ oregano smile
                Ale w domu czasem oregano dodaję tongue_out
                • to.ja.kas Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 21:36
                  Ja też uwazam ze krewetki zbyt smaczne by je oregano traktować...ot, dobre wino
                  białe wystarczy wink

                  Rybaku ja po polsku mam problem ze śpiewaniem...a w narzeczu naszych sasiadów
                  zza Odry mazurki i walce Pana Ch to nawet po dużej ilości TAAAAAKICH krewetek i
                  litrach wina byłyby nie do przełknięcia.

                  Za życzenia dziękuję pięknie wink
      • misiak198212 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 20:43
        hmmmm jesli tak bardzo go kochasz to moze nie od razu rozwód...a nie
        myslalas o jakiejs treapii u specjalisty razem z mężem?
    • rybak Będzie ostro, więc nie czytaj , jeśliś za wraźliwa 25.11.09, 17:51
      Słuchaj,Agnes, stary, doświadczony przez życie rybak jestem, więc Ci powiem
      prosto. Jak o konstrukcji cepa i wyłącznie z męskiego punktu... widzeniasmile. Jak
      to cię nie ruszy, nic cię nie ruszy i sama sobie będziesz winna, gdy już trafisz
      NA TO FORUM na stałe.

      Najważniejsze: Im częściej się to robi, tym lepiej się to robi i tym bardziej
      chce się to robić. I vice versa. (Henry Miller - Zwrotnik Raka)

      Wiesz, jak się czuje uczciwy facet z normalnym libido, stale odrzucany fizycznie
      przez kobietę, którą kocha? Najpierw nie rozumie. Stara się. Próbuje inicjować.
      Przytula, pieści, tworzy intymne sytuacje. Jakieś roboty domowe na siebie bierze
      dodatkowe, myśląc, że może teraz się uda. Gdzieś wyciąga, próbuje... Ale potem -
      i tak za każdym razem zbywany albo odrzucany - stopniowo się wycofuje. Czasem
      nawet do innego pomieszczenia. Żeby się nie męczyć. Bo on, jeśli Cię kocha -
      potwornie SIĘ MĘCZY, czując do ciebie pożądanie - kiedy jesteś na wyciągnięcie
      ręki a go nie chcesz. I musząc w efekcie załatwiać "te sprawy" w drodze
      masturbacji (nie czerwień się - tak włąśnie jest!) - z czasem za każdym razem
      czuje potem rosnący stres i w końcu - coraz bardziej gorzki żal do partnerki. Że
      jest absolutnie SAM, choć niby w związku.
      Ona oczywiście nie ma pojęcia, że go krzywdzi, albo nie chce wiedzieć, maskując
      swoją własną oziębłość setką ważnych "przyczyn" - od zmęczenia, po za słoną
      zupę. Albo siedzeniem jego przed kompem. A gdzie on ma w domu siedzieć? Skoro
      nie przy tobie?
      No i on w efekcie ma coraz bardziej tego wszystkiego dość. Tłumi narastającą
      złość i agresję - bo testosteron coraz bardziej buzuje. Po każdym razie, gdy
      musiał najpierw przełamywać sam siebie, by - pragnąc cię - wyciągnąć do ciebie
      rękę, a potem - odrzucony - sobie sam "pomagać", pytał sam siebie - w imię czego
      ma się tak dalej męczyć. I czy tak już będzie do andropauzy? A potem po prostu
      się umiera?
      I jest coraz bardziej zły także na siebie samego.
      A wiesz Ty, o co sam siebie pytał przez te trzy lata twój facet? Też ci powiem -
      czy ty jeszcze kochasz jego, czy wylącznie dziecko i sama siebie. I kim on
      właściwie w tym związku jest. I z kim on w ten związek - właściwie wchodził? Aha
      - w efekcie czuje się coraz bardziej przez ciebie - oszukany.

      Jeśli u was było tak, jak mówisz, oznacza to, że postąpiłaś maksymalnie głupio,
      najgłupiej jak tylko może postąpić egoistycznie nastawiona zimna kobieta.
      Naczytałaś się albo nasłuchałaś od sfrustrowanych ciotek - jak kobieta ma
      ustawiać faceta i uwierzyłaś.
      Bo kiedy mężczyzna mówi swojej partnerce, że brak seksu z NIĄ zaczyna skłaniać
      go do rozmyślania o tym, co z tym on może zrobić BEZ ciebie, to oznacza, że
      JESZCZE cię nie zdradził. Że kto wie, czy nie po raz pierwszy i ostatni woła
      właśnie Ciebie o ratunek i pomoc. Że chce ratować ten związek Z TOBĄ. Że mówiąc
      ci, że JUŻ mógłby z kimkolwiek, mówi ci w istocie - chcę ciebie! Teraz!
      A tyś go wywaliła za drzwi. Gratulacje.

      To skoro tak, powiem Ci, co on teraz zrobi. Przestanie z tobą o tym mówić. W
      ogóle. Już ci nie ufa. Już się boi bliskości i już w nią z tobą - nie wierzy.
      Czuje się oszukany i zraniony do głębi. A co najważniejsze - już ci NIGDY nic o
      swoim życiu intymnym nie powie ani słowem. Już z tobą na tym polu NIE JEST! Może
      też - przełamał się sam i z kimś, czasem pierwszym z brzegu - nawiązał bliższy
      związek.

      Jeśli tak, to winszuję. Właśnie rozpieprzyłaś w drobny mak swoimi własnymi
      rękoma swoje własne małżeństwo.
      Chcesz spróbować uratować związek? Jeśli oczywiście chcesz.
      To po prostu - kiedy przyjdzie po rzeczy - zaciągnij go do łóżka. Nie wiem -
      gębę pomaluj, zrób się na bóstwo, załóź sexy bieliznę, zrób mu loda, kurczę -
      cokolwiek, tylko się wreszcie TEŻ rusz. Zmuś go, żeby znowu poczuł do ciebie
      dziką żądzę. Zmuś się. Na dwa dni nawet. Żeby potem nie miał siły się ruszać i
      żebyś ty wreszcie poczuła, że jesteś kobietą a nie aseksualną maszyną o nazwie
      "Matka Polka model 1867."

      A potem zawsze już idź z nim do łóżka KIEDY ON TYLKO ZECHCE (oczywście - nikt ci
      nie każe tego robić podczas menstruacji, czy kiedy jesteś chora).I nie mów, że
      się poświęcasz. Robiłaś mu nadzieje, kiedy się poznawaliście, że będziesz jego
      seksualnym marzeniem i spełnieniem? Pewnie, że to robiłaś. Wszystkie kobiety tak
      robią.
      Więc nim bądź! Już zawsze. Za te 3,5 roku i walizki za drzwiami. Aha - jeśli
      wszystko z tobą halo, a on się zna na tej robocie - to ci się z czasem ten
      powrót DO NORMALNOŚCI nawet spodobasmile.
      Ale prawem wzajemności - i on ma z tobą spać kiedy tylko TY tego zechcesz. Tak
      to wygląda w kulturach prymitywnych, w których zdrada prawie nie występuje.smile I
      rozwody też są dość rzadkie.
      Z czasem, kiedy on poczuje się wreszcie BEZPIECZNIE - czyli nieodrzucany, może
      wróci do was pełnia. I miłość.

      Pamiętaj - to naprawdę mądre zdania, choć niby takie trywialne - normalna
      kobieta idzie z kimś do łóżka, JEŚLI kocha. Mężczyzna kocha, JEŚLI idzie do łóżka.

      Konsekwentne odpychanie faceta, bo chce z tobą się kochać, a już zupełnie
      niedopuszczalne - tresura faceta za pomocą seksu - ....to odrzucenie jego całego
      i jego uczucia, zainteresowania, wszystkiego.
      I wtedy z czasem trafia się do grona zgryźliwych samotnych staruszek.
      Bo on w końcu - ZAWSZE odejdzie. Do swojego świata i co ważniejsze - swoich o
      nim marzeń - bez ciebie.
      Aha - pamiętaj - kobiety samotne, które O TYM JUŻ WIEDZĄ - będą też wiedziały,
      jeśli facet jest sensowny - co z tym fantem zrobić. One nie potraktują jego
      chęci zrobienia także IM dobrze - jako czepianie się.
      Wiesz - najgorzej być psem ogrodnikawink. I nie stawiaj teraz dziecka jako wymówkę
      - prawie WSZYSTKIE kobiety mają dzieci. Większość z tych WSZYTKICH miliardów
      kobiet - jest seksualnie aktywna w swoich związkach.
      Ale racja - to nie to forum. Ty na swój rozwód dopiero w pocie czoła zapracowujesz.
      • jarkoni Re: Będzie ostro, więc nie czytaj , jeśliś za wra 25.11.09, 18:18
        Rybaku,
        Po pierwsze ten powyższy temat to DOKŁADNIE mój problem sprzed lat.
        Pewnie archiwiści to sobie spokojnie znajdą w postach a 2003-2004.
        Dawno to było.
        Ale sytuacja identyczna- ino z drugiej strony.
        Żona po urodzeniu dziecka zamieszkała z nim w naszej sypialni, ja w gościnnym,
        ale po kupnie małej łóżeczka skończyła się wspólna sypialnia i seks jakikolwiek.
        Ona spała sama na ogromnym łóżku małżeńskim, ja na kanapie dla gości w tzw.
        salonie. Po niejakich zabiegach z mojej strony i pytaniach wprost usłyszałem,
        że seks jej zupełnie nie interesuje i szczerze mówiąc nigdy jej nie interesował,
        chciała mieć tylko rodzinę i dziecko.
        Czy ktoś się dziwi moim ciągotom do komputera, do czatów, do GG i innych?
        Generalnie do rozmów i chęci poznawania nowych ludzi, w tym również, aczkolwiek
        nie tylko, kobiet..
        Koniec końców zostałem wystawiony z domu i pokazano mi wniosek o rozwód.
        No comments..
      • anna.zetka Re: Będzie ostro, więc nie czytaj , jeśliś za wra 25.11.09, 18:40
        Na prawie 10 lat pisania na forach pierwszy raz popłakałam sie po
        przeczytaniu postu. Twojego postu rybaku.

      • mayenna Re: Będzie ostro, więc nie czytaj , jeśliś za wra 25.11.09, 19:44
        Amensmile

        Chpeau bas, Monsieur Rybak!!!
      • krezzzz100 Re: Będzie ostro, więc nie czytaj , jeśliś za wra 26.11.09, 13:07
        Słyszysz, Rene????!!!! Nie komunikacja, ino seks)))) To pedzioł chłep prosty jak
        cep)))))))))))
        I jak tu z takim prostym narodem zrobić cokolwiek logicznego? Nie, żebym seksu
        nie lubiła))))

        Rene, my to chyba z byka spadlim...
        • rybak Re: Będzie ostro, więc nie czytaj , jeśliś za wra 26.11.09, 13:12
          Przez grzeczność - nie przeczę
          wink))
          • krezzzz100 Re: Będzie ostro, więc nie czytaj , jeśliś za wra 26.11.09, 13:16
            Otóż to, nie przecz, chłepie)))))
        • rybak Re: Będzie ostro, więc nie czytaj , jeśliś za wra 26.11.09, 13:22
          Wiesz, Krezzz, zbytnie intelektualizowanie NAPRAWDĘ prostego problemu to mi
          przypomina kłótnie dwóch cadyków... Jeden wie wszystko, drugi wszystko - to o
          czym tu ze sobą mają gadać?

          Ktoś pięknie to kiedyś podsumował, w stylu: Ja kocham Lucziję, a ona me ne!
          ...1000 piosenek o tym napisano...
          >suspicious>
          A dla bardziej subtelnych i wyrafinowanych:
          Było takie średniowieczne powiedzonko - dwoje kochających się ludzi wyśpi się na
          ostrzu miecza. Dla dwojga niekochających się ludzi - najszersze łoże jest za wąskie.

          Krezzz, musisz koniecznie liczyć wszędzie diabły na końcu szpilki?
          Co byś zrobiła, ale nie na pokaz, a naprawdę - gdybyś po kilku latach posuchy z
          powodu impotencji lub braku miłości partnera, w końcu nie zdzierżyła i
          powiedziała swemu chłopu - chcę cię, wytrzymać już nie mogę - a on na to: sp...j
          babo!!!
          ?
          No, co? - Porozmawiajmy o tym kochanie?? Urzekłą mnie twoja opowieść?
          Tylko uczciwie, Krezzz, BEZ intelektualizowania!
          No więc, co? Konkret proszę!
          • krezzzz100 Re: Będzie ostro, więc nie czytaj , jeśliś za wra 26.11.09, 13:36
            No nie mów, że pytasz na poważnie???)))))))))
            Co Ci się stało, ę, że Cię tak na intelektualizowanie wzięło?

            Widzę, że masz wysokie standardy związkowe- rozmowa to nadmierne
            oczekiwanie...Każdy ma standardy, jakie ma)))

            Ale Ci odpowiem, co mi tam, raz nie zawsze) Mnie by się kilka lat nie zdarzyło.
            A wiesz, czemu, bo szybko, ale to PIORUNEM, dociekałabym przyczyny tego stanu.
            No, ale, dociekanie to wszak "szukanie diabłów...".

            Konkret masz, a reszta Twojej wypowiedzi to bełkot, którego powinieneś się
            wstydzic. Intelektualizowanie, hehehe...Szukanie diabłów..., "nie na pokaz"...

            No więc, co? Rozmowa to takie "o kant d...potrzaskał"? A ja Ci powiadam: rozmowa
            JEST WSZYSTKIM. Bez niej, to się chyba TYLKO wizyta w burdelu może udać...
            • rybak Re: Będzie ostro, więc nie czytaj , jeśliś za wra 26.11.09, 13:46
              Rozumiem - gdyby on Ci na twj głód jego - odpowiedział Sp...j... itd. To Ty byś
              zaproponowałą dociekanie PIORUNEM.
              I tu się różnimy.
              Bo ja - gdybym był babą - dałbym mu w pysk i wywalił z mojego życia, a jako
              chłop - powiedział - pani, twych wdzięków nie trzeba mi wcale - i sam poszedł.
              Bełkot? Wstydzić? Odpowiem Ci więc, a co mi tam, raz to nie zawsze - Wiesz, nie
              jest ważne tylko to, czego się wstydzisz - ważne też - przed kim.
              Przed Tobą z takim podejściem do LUDZI - nie mnam czego się wstydzić.
              • krezzzz100 Re: Będzie ostro, więc nie czytaj , jeśliś za wra 26.11.09, 14:09
                Żebyś Ty jeszcze jasno się wysłowił))))
          • tricolour Dlaczego to robisz Rybaku? 26.11.09, 13:36
            Dlaczego postawiłeś babinę przed wyborem: albo zgodzić się z Twoim
            zdaniem albo przekreślić istotę rozwodu Krez?

            Pastiwisz się w taki piękny dzień...
            • rybak Re: Dlaczego to robisz Rybaku? 26.11.09, 15:14
              Przyznam, Tri, że nie mam pojęcia o istocie jej rozwodu i chyba nie chcę mieć. I
              nie miałem pojęcia, że znów niechcący po sokratejsku do niej podszedłem (hłe hłe
              - ja i po sokratejskusmile).
              Widzę bardzo nieszczęśliwego człowieka, który coś sobie kompensuje.
              Starając się robić to pod pozorem wysoce intelektualnej dyskusji na WSZELKIE
              tematy.
              Dopóki robi to własnym kosztem, ok. I jej sprawa, że pogrąża ją za każdym razem
              dokładnie to samo - kompletne wypranie ze zdrowego poczucia humoru -
              objawiającego się w dystansie do siebie samej.
              Słowem, Tri - jej problem, jej szympansy i cyrk. Ale ja już takich
              kompensujących trochę się w życiu napatrzyłem i nie widzę powodu, by wylewali -
              eskalując te uczucia w sposób werbalnie nie do przyjęcia - tu swój dysonans
              poznawczy, niepoodrabiane lekcje, na tych, którzy tu przypuszczalnie NAPRAWDĘ
              szukają pomocy. Jak Agnes na przykład.
              Tylko dlatego napisałem pod spodem to, co napisałem. Przykro mi, przepraszam PT
              Publiczność, ale tym razem uznałem to za konieczne.
              • krezzzz100 Re: Dlaczego to robisz Rybaku? 26.11.09, 17:55
                Już chyba wspólnie doszliśmy do wniosku, że Sokrates z Ciebie żaden smile

                Zdaje mi się, że co do poczucia humoru (Twego) też wink

                To się nie powtarzaj)))
    • nangaparbat3 Agnes 25.11.09, 18:32
      To sie nasluchalaś, co?
      Sami tu siedzą geniusze udanego małżeńskiego pożycia, rzec by mozna.
      No ja nie bylam taka genialna - mielismy z męzem moment zapasci, przeze mnie,
      kiedy corka miala pól roku, troche wiecej moze. Zwierzylam sie wtedy... mamie,
      ktora mnie delikatnie, jednak obsztorcowala. Ale wzielam sobie do serca,
      zaopatrzylam się w parę zabawnych książeczek i pisemek (internetu wtedy nie
      mielismy), przestawilam myslenie z odcienia kupek i mililitrow wypietego kajota
      (kaszka-jarzynki, jak kto nie wie) na zupelnie inne tory - i ruszylo. A potem
      przeżylismy pare dobrych lat naprawdę fajnego seksu.
      Jak pisze Rybak - im częsciej bedziecie to robic, tym chetniej, to faktycznie
      tak dziala. Ale jednocześnie - trudno oczekiwac nagłego przypływu ządzy po ilus
      tam latach malzeństwa, w codziennym kieracie pracy zawodowej- dziecka - pralki -
      kuchni - odkurzacza. No nie da się. A zmuszanie sie, to nie jest dobry pomysl.
      Trzeba jakos odbic od brzegu, potem juz idzie. Wiec naprawdę polecam lekka
      pornografie, opowiastki erotyczne etc, co tam Ci sie spodoba - to dziala i
      pozwala odbic sie od dna. Dziala tez przebranie sie w śmieszną bieliznę, dziala
      samo porzadne wymalowanie się, balsam po kapieli - jesli tylko odwazysz sie
      uruchomic wyobraźnię, zobaczyc w samej sobie kobietę bardziej niz matke,
      gospodynie czy nawet żonę.O, Cosmo sobie poczytaj. To prosciutkie, rzec by mozna
      prymitywne sposobiki, ale dzialają.
      Powiem Ci jeszcze na pocieszenie, ze jako dziecko dwukrotnie podsluchalam
      okropne klótnie moich rodzicow wlasnie pod haslem "jedno nie chce, drugie akurat
      bardzo" - i wiem, ze okres klótni minąl, a potem jeszcze kochali sie zdrowo i
      baaaaardzo długo, pozazdrościc. I pewnie tak jak, ze nawet dobre związki
      przechodzą seksualne kryzysy, najwazniejsze to z tego wyjsc.
      Nie zrobilaś dobrze obrazajac się i wyrzucajac męza z domu - ale to juz sie nie
      odstanie. Jeśli on do domu wróci, jesli będzie chcial sie pogodzic, ratowac to
      co jeszcze jest, to macie niezły kapital. Nie marnuj go, bo zycia szkoda, lepiej
      baw sie dobrze smile
      • rybak Re: Agnes 25.11.09, 19:46
        Nanga - doskonale wiem, o czym tu piszę właśnie dlatego, że sam byłm takim
        mężczyzną. Całkiem do niedawna, nawiasem mówiąc.
        Jarkoni, ten problem - to problem WSZYSTKICH niekochanych mężczyzn i WSZYSTKICH
        niekochanych kobiet też. Mówi się tu czasem - TAKŻE seks. Guzik prawda - PRZEDE
        WSZYSTKIM seks. Uwarunkowania seksualne są najpotężniejszym spoiwem udanego
        związku oprócz wspólnego wychowywania dzieci. Ale bez tego drugiego związek może
        być jednak udany. Bez tego pierwszego - nie ma na to w normalnej konfiguracji -
        szans.
        Zwróć uwagę na rodziny, które w udanych związkach dożyły razem 40-50 rocznicy
        ślubu. Intymność - nawet przed viagrąsmile - dzieliły ze sobą DO KOŃCA!

        Wiesz jak to nawet tutaj, na forum, czasem jest - jak facet kocha zimną zołzę -
        i nie zdradza - to dupa nie facetsmile. I trza go walić po rogach ile wlezie i
        jeszcze się tym chwalić i wykpiwać, bo co to za facet.
        Ale jak kocha, ale wie, że jego baba to zimna zołza, w efekcie złudzeń nie ma i
        w efekcie z czasem nie kocha już jej i zdradza - to dopiero drań i łobuzsmile.

        A tak naprawdę - to facet wredny jest tylko wtedy, jak jego kobieta, którą sam
        wybrał, rozpaczliwie go chce, pragnie, kochałaby się z nim nawet na słomiance,
        dała mu dzieci, daje mu ciepły dom, żarcie pod nos podstawia, a on mimo to,
        zamiast na mamuty polować i tę swą babę na rękach nsić- kiedy trza, a stawać
        sprawę stanowczo i jasno, a potem... śniadanie do łóźka przynosić - też kiedy
        trza - permanentnie zdradza, pije, bije etc... Czyli korzysta - nie kochając.
        Wtedy to on jest NAPRAWDĘ zimny drań i łobuz. I do odstrzału.

        Mówi się tu często o kłopotach z komunikacją w związku. A ja coraz bardziej
        utwierdzam się w przekonaniu, że to pic na wodę - wymówka dla niekochających dla
        rolowania partnera (partnerki). Że tej komunikacji werbalnej jest często
        zdecydowanie za dużo, albo ona wcale porzebna nie jest aż tak, jak by niektórzy
        chcieli udowadniać.
        Bo widzisz - 80 procent przekazu między ludźmi to komunikaty niewerbalne - tzw.
        mowa ciała. Mową można słuch - kantować równo. Pisaniem - oczy. Ale ciało ciała
        - NIGDY nie oszuka. Jeśli ciało mówi, że NIE CHCĘ - to JA mam problem, a nie
        on(ona), które - mnie CHCE!

        Wiem jedno - mądra KOCHAJĄCA kobieta zrobi ze swym facetem (jeśli nie łobuz
        zakamieniały) wszystko. Dosłownie - wszystko. Z pożytkiem dla siebie, dzieci,
        rodziny i faceta.

        Mądra czy głupia ale niekochająca kobieta też. Albo kochająca, ale głupia. Z
        pożytkiem dla siebie, ale dla własnego faceta i dziecka - już na pewno nie. I
        tylko - do czasu.

        Mądry facet - z czasem uczy się rozróżniać te niuanse. I traktować z miejsca
        cwane, manipulujące, a zimne i niekochające kobiety dokładnie tak, jak na to
        zasługują. A na te kochające, lecz czemuś głupie - czekać. Ale też do czasu.

        Więc jak mi kobieta pisze, że nie chce spać ze swoim chłopem BEZ WYRAŹNEJ
        PRZYCZYNY - to dla mnie to oznacza od pewnego czasu po prostu, że go nie kocha i
        szuka sobie usprawiedliwienia dla swego niekochania. Albo do przyprawiania mu
        rogów z innym. Do którego akurat tę chemię poczuła. Lub po prostu - ni cholery
        nie rozumie.

        W związku z tym, Jaro... zaczynam coraz mniej zastanawiać się nad kobietami. Są
        proste, czują dokładnie to co my, zależy im dokładnie na tym samym, potrafią
        dowalać nam do ognia równie efektywnie jak my im i są równie bezwzględne - jeśli
        chcą i jeśli mają podły charakter. No i najważniejsze - jeśli takie są... to są
        równie uczuciowe i warte miłości oraz wrażliwe na ukrzywdzenie jak my (tylko nie
        muszą tego maskować w sobie jak my - z przyczyn kulturowychsmile.

        Ludzie w stosunkach męsko-damskich są trywialnie prości. Ich decyzje z tym
        związane są trywialnie proste. A skomplikowane to są dopiero ich mętne
        tłumaczenia się przed sobą i innymi z tych własnych decyzji.
        (drugie prawo rybaka, przetestowane w bólu na ludziach i sobiesad
        • jarkoni Re: Agnes 25.11.09, 19:56
          Rybaku, mam jedną odpowiedź: chciałbym, żeby ten wątek przeczytała kiedyś moja
          ex-żona..
          Może cokolwiek zrozumie..
        • mola1971 Re: Agnes 25.11.09, 19:59
          rybak napisał:
          > Ludzie w stosunkach męsko-damskich są trywialnie prości. Ich decyzje z tym
          > związane są trywialnie proste. A skomplikowane to są dopiero ich mętne
          > tłumaczenia się przed sobą i innymi z tych własnych decyzji.
          > (drugie prawo rybaka, przetestowane w bólu na ludziach i sobiesad

          Pierwsze prawo Rybaka jeszcze trawię i na razie nie wiem czy się z nim zgadzam, ale z drugim prawem Rybaka zgadzam się w 100%.
          • to.ja.kas Re: Agnes 25.11.09, 20:07
            Myślę Rybaku dokładnie tak samo. Właściwie z kazdym Twoim słowem się zgadzam.
            Tak bardzo lubimy dyskutować i dzielić włos na czworo, szukać przyczyn, idei,
            problemów, usprawiedliwień...a wszystko jest takie proste. Albo się chce albo nie.
        • nangaparbat3 Re: Agnes 25.11.09, 21:11
          Ja wiem, o czym piszesz. I ja naprawdę jestem pierwszą osoba, ktora bedzie
          walczyc z wykorzystaniem seksu jako broni w zwiazku.I nawet ze wszystkim sie
          zgadzam. Zwlaszcza, ze Ty piszesz o tym, co czujesz, co przezyleś, czego
          doswiadczyleś. Jest OK.
          Natomiast nie podobna mie sie ATAKOWANIE i KARANIE kogokolwiem za to, że nie
          czuje czego nie czuje. Lepiej, zeby czuł. Ale od tego ze sie na niego
          pokrzyczy, nie poczuje.
          I jakies mam dziwne przeczucie, ze prezentowanie sie tu kolejnych pan jako
          zawsze chetne i gotowe do małzeńskich igraszek - wybacz, za wiele sie
          nasłuchalam prawdziwych historii, ze juz nie dodam, ze i naczytalam. A jak chce
          poczytac Cosmo, to se je kupuje w kiosku.

          • to.ja.kas Re: Agnes 25.11.09, 21:20
            My mówiąc to co mówimy koloryzujemy, ściemniamy i się kreujemy na sypialniane
            lwice....Ty nanga pisząc o nas wiesz jak wyglądało/wygląda nasze życie
            erotyczne, bo masz koleżanki i umiesz czytać wink

            Nie, nigdy nie miałam problemu z pragnieniem partnera. Gdy zaczęłam mieć z tym
            problem wiedziałam jakie ma to podłoże i wiedziałam, że to koniec. Jeśli problem
            nie był chwilowy i spowodowany choroba/menstruacją/wyjątkowym stresem. Ale tu
            mówimy o 3,5 roku i do osoby która pisze "ja nie pragnę męża ale wywaliłam go z
            chałupy bo powiedział ze już marzy mu się jakikolwiek seks byle seks".

            Zacytuję klasyka tego forum...głaskanie jest może chwilowo przyjemne ale
            bezużyteczne na dłuższą metę wink
            • lampka_witoszowska Re: Agnes 26.11.09, 02:12
              nooo, to tyle o tobie, tojakas smile))
              a wracajac do tematu - rzeczywiście nei wiesz
              nie doświadczyłaś
              moralizujesz więc na podstawie własnego braku doświadczenia w
              poruszanej kwestii, uczciwie zresztą przyznając, że nei rozumiesz
              zagadnienia

              ...ja jednak wolałabym poczytać i posłuchac koleżanek, potem użyć
              rozumu dla przeanalizowania tematu i wyciągnięcia wniosków, które są
              i logiczne, i pełne zrozumienia dla sytuacji -
              bardziej uczciwe i bardziej owocne dla kogoś, kto problemu doświadcza
        • mayenna Re: Agnes 25.11.09, 21:41
          >> A tak naprawdę - to facet wredny jest tylko wtedy, jak jego kobieta, którą sam
          > wybrał, rozpaczliwie go chce, pragnie, kochałaby się z nim nawet na słomiance,
          > dała mu dzieci, daje mu ciepły dom, żarcie pod nos podstawia, a on mimo to,
          > zamiast na mamuty polować i tę swą babę na rękach nsić- kiedy trza, a stawać
          > sprawę stanowczo i jasno, a potem... śniadanie do łóźka przynosić - też kiedy
          > trza - permanentnie zdradza, pije, bije etc... Czyli korzysta - nie kochając.
          > Wtedy to on jest NAPRAWDĘ zimny drań i łobuz. I do odstrzału.

          Mnie się coś takiego przytrafiłosmile
          Rybaku- dokładnie jesteśmy tacy sami i mamy jednakowe marzenia. Nigdy nie
          myślałam, że mężczyznom w małżeństwach aż tak brakuje seksu. Oni nawet nie chcą
          tych małżeństw rozbijać, ale nie radzą sobie z zimną sypialnią.
          A to co piszesz to taka wiejska prawda i w mieście może nizbyt znana.Na wsiach
          panie dość normalnie traktują seks i zadziwia mnie właśnie ich prosta recepta na
          długie pożycie.Przy okazji pracy zawodowej mam okazję przysłuchiwać się im i
          kropka w kropke to co Rybak napisał. Jednak trzeba jeszcze w miarę normalnego
          mężczyzny do tego.
          U Agnes za obniżenie libido mogą być odpowiedzialne hormony. Jesli miałabym coś
          radzić to właśnie wizytę u lekarza i sprawdzenie ich poziomu.. To dość częste
          zaburzenie po porodzie i długim karmieniu.
          • to.ja.kas Re: Agnes 25.11.09, 21:48
            By coś zrobić trzeba nie tylko widzieć że jest problem, ale jeszcze w miarę
            poprawnie zlokalizować jego pochodzenie, a potem chciec coś z nim zrobić.
            Autorka watku juz wie, ze problemem jest seks, a właściwie normalne, męskie
            chucie u męża i zupełny brak libido u niej.

            teraz zamiast się usprawiedliwiać i szukać winy w naturalnych potrzebach męża
            trzeba coś zrobić. Jeśli niechęć do seksu jest problemem, to problem mają
            obydwoje, ale zdecydować się na to by COŚ z tym zrobić powinna osoba która
            naturalny porzadek rzeczy zaburza, a nie oczekiwać, że chłop nagle wyłaczy swoje
            NATURALNE potrzeby jak światło w łazience.
        • makili Re: Agnes 25.11.09, 23:34
          przeczytałam uważnie i powtórzę za mayenną :

          Chpeau bas, Monsieur Rybak!!!
        • krezzzz100 Re: Agnes 26.11.09, 13:10
          No widzisz, Rene?????))))))
          Seks, seks, seks.
          To nic, że seks jest pochodną innych, hm...stosunków między partnerami, że w nim
          jak w lustrze odbijają się insze kłopoty, seks ma być, i już!
          • rybak Re: Agnes 26.11.09, 13:37
            Krezzz, chłop jak chce seksu, to przed lustrem nie stajesmile))
            I tu Cię mam:
            Te twoje INNE stosunki między partnerami są WYŁĄCZNIE pochodną ich UCZUCIA i
            POŻĄDANIA - czyli SEKSU!
            dowód dla intelektualistek: Jak Woody Allen rwał nowojorskie panienki na
            niewątpliwy intelekt, to TYLKO po to, by się z nimi w konsekwencji bzykać, więc
            - i Ty nie intelektualizuj tak prostej sprawy.

            2) Dowód z wolucji - paru milionów lat jak nie więcejsmile)).
            Już durne protoszympansice zauważyły, że w warunkach długiego procesu dorastania
            ich potomstwa - warto mieć do pomocy stabilnego samca, którego interes jest tu
            ich interesowi, jednak, niestety - PRZECIWSTAWNY. Samiec chce zapłodnić jak
            najwięcej samic - a samica chce odchować JEDNO, góra dwa młode przy
            współdziałaniu stabilnego samca.
            Wniosek ewolucyjny - warto takiego równie durnego szympansa zatrzymać w
            gnieździe PO powiciu przez samicę małego słodkiego szympansiątka, żeby
            szympansiątko miało większe szanse w przyszłości. Jak? Prosto - trza mu dać to,
            co dostawał PRZED powiciem przez samicę owegoż.Bo durny samiec raz - że jak mało
            co na świecie (może poza sfermentowanym sokiem tykwy) lubi tę robotę i
            wynikające z niej endorfiny, a dwa - słabo róźnicuje - czy z tego jego bzykania
            jest młode, czy go nie ma. Grunt - że jest bzykaniesmile
            I w ten sposób samice stały się mądrzejsze od samców i tak już od tamtej pory
            poszło.big_grin Przynajmniej niektóre samice.
            ;>>
            A jak jaka samica chce robić z powodu imperatywu intelektualnego inaczej i se z
            samcem ino gadać o iskaniu futra albo o bólu istnienia - to zostaje w końcu bez
            samca, za to z małym szympansem.
            Krezzz, zlituj się, rozumiem, że pisać - to czasami - warunek sine qua non -
            być, ale w tym przypadku - po co? Wszystko jasne przecież.
            • krezzzz100 Re: Agnes 26.11.09, 14:00
              rybak napisał:

              > Krezzz, chłop jak chce seksu, to przed lustrem nie stajesmile))

              Niektóren staje! NA przykład- Mój! A jaki Ci on piękny- taki podwojony....

              > I tu Cię mam:
              > Te twoje INNE stosunki między partnerami są WYŁĄCZNIE pochodną ich UCZUCIA i
              > POŻĄDANIA - czyli SEKSU!

              A skąd, chyba w okresie najpierwszych motylków!! Seks jest odbiciem atmosfery7 w
              związku, a to skomplikowany melanż uczuć, pożądania, sukcesów i kłopotów. Nie
              tak prosto to działa, jakby cepy chciały))))

              > dowód dla intelektualistek: Jak Woody Allen rwał nowojorskie panienki na
              > niewątpliwy intelekt,

              Ni mogem! Jaki intelektualista, taki i dowód))))


              to TYLKO po to, by się z nimi w konsekwencji bzykać,

              Jaki intelektualista, takie i potrzeby))))

              więc
              > - i Ty nie intelektualizuj tak prostej sprawy.

              )))))))


              >
              > 2) Dowód z wolucji - paru milionów lat jak nie więcejsmile)).
              > Już durne protoszympansice zauważyły, że w warunkach długiego procesu dorastani
              > a
              > ich potomstwa - warto mieć do pomocy stabilnego samca, którego interes jest tu
              > ich interesowi,

              Jaki szympans, takie i potrzeby))))

              jednak, niestety - PRZECIWSTAWNY. Samiec chce zapłodnić jak
              > najwięcej samic - a samica chce odchować JEDNO, góra dwa młode przy
              > współdziałaniu stabilnego samca.
              > Wniosek ewolucyjny - warto takiego równie durnego szympansa zatrzymać w
              > gnieździe PO powiciu przez samicę małego słodkiego szympansiątka, żeby
              > szympansiątko miało większe szanse w przyszłości. Jak? Prosto - trza mu dać to,
              > co dostawał PRZED powiciem przez samicę owegoż.

              J.w. Jaki szympas, takie i potrzeby))))

              Bo durny samiec raz

              Z pewnością ))))

              - że jak mał
              > o
              > co na świecie (może poza sfermentowanym sokiem tykwy) lubi tę robotę i
              > wynikające z niej endorfiny,

              No to ma, co ma- szympansicę: ZALEDWIE))))


              a dwa - słabo róźnicuje - czy z tego jego bzykania
              > jest młode, czy go nie ma.

              J.w.. Mam podejrzenie, że partner autorki tyż "nie różnicuje", i że to jest
              problem- zapewne "przeintelektualizowany))))

              Grunt - że jest bzykaniesmile

              O to chodzi, nie??)))

              > I w ten sposób samice stały się mądrzejsze od samców i tak już od tamtej pory
              > poszło.big_grin

              W to nie wątpię))) Ale niektóre samce są jednak tak...szympansie, że się z nimi
              nie da))))

              Przynajmniej niektóre samice.

              )))))Tak, te, które nie trafiły na takie4go, co j.w.)))

              > A jak jaka samica chce robić z powodu imperatywu intelektualnego inaczej i se z
              > samcem ino gadać o iskaniu futra albo o bólu istnienia - to zostaje w końcu bez
              > samca, za to z małym szympansem.

              No, co Ty nie powiesz??? A mnie się zdaje, że inne samce za nią latają. Te, co
              więcej rozumieją. To i seksu mają więcej z nią))))A chyba o to chodzi, nie????

              > Krezzz, zlituj się, rozumiem, że pisać - to czasami - warunek sine qua non -
              > być,

              Prawda, Rybaku?))))

              ale w tym przypadku - po co?

              A po to, byś coś pojął. Chyba warto, co?

              Wszystko jasne przecież.

              Czyżby? To po co się tak rozpisałeś? Po co autorka zajęła głos? Po co w inni tu
              napisali?? Skoro to wszystko takie jasne))))

              Coraz bardziej to forum mnie fascynuje, wyznam...

              • mayenna Re: Agnes 27.11.09, 08:15
                Krezz zapominasz o jednym - my jesteśmy biologiczni. Mózg też jest po prostu
                tylko wyewoluowanym organem, ale takim jak trzustka, żoładek, płuca. Jak jesteś
                głodna to jesz, spragniona pijesz bo tak determinuje biologia. Nie bardzo jest o
                czym rozmawiać. Oni sobie nawzajem ten seks ślubowali. Zarezerwowali na
                wyłącznośc miedzy sobą a teraz jedna strona nie dotrzymuje umowy.I rozmowa
                przyda się ale przede wszystkim po prostu trzeba działać.Nakarmić głodnegosmile
          • mayenna Re: Agnes 27.11.09, 08:08
            Krezz, może jeśli nie seks to wspólne łóżko. W nim można poprzytulać się,
            pogadać, nie tylko seks. Chyba po prostu wymuszona jego przestrzenią bliskość
            sprzyja małżeństwu.A moje kursantki doradzają jeszcze dobrze chłopa karmić i nie
            stroić za bardzosmile
      • scarlet.secret.sky Re: Agnes 25.11.09, 20:03
        Troszkę Cię Nanga nie rozumiem. Piszesz o tym, ze agnes nasłuchała
        się od „geniuszy małżeństwa”, ale przecież sama, choć od razu
        piszesz geniuszem nie jesteś, udzielasz jej rad. Poza tym piszesz,
        że właśnie obsztorcowanie przez mamę dało Ci do myślenia, więc
        dlaczego słowa miałyby nie dać do myślenia kobiecie, która tak się
        zapętliła, że szuka pomocy na forum?
        I jeszcze zwrócę uwagę, że o ile niechęć do sexu przez pół roku po
        ciąży może być zrozumiana, ze względu na zachwianie równowagi
        hormonalnej, to 3,5 roku powinno już niepokoić. Agnes napisała, że
        czyta forum: brak sexu w małżeństwie, więc już wie, że powinna
        zrobić sobie badania żeby sprawdzić poziom hormonów.
        Twoim rodzicom kłótnie dotyczące częstotliwości sexu nie
        zaszkodziły, ale Agnes i jej mężowi to właśnie zaszkodziło.
        Wystarczy, że wejdziesz na wspomniane forum – tam wypowiadają się
        osoby, które albo nie kochają się wcale, albo kilka razy do roku i
        to jest poważna sprawa. A poza tym z tego co pisze agnes nie chodzi
        o odmowę sexu od czasu do czasu, ale raczej o zgodę na sex od czasu
        do czasu.
        • scarlet.secret.sky Re: Agnes 25.11.09, 20:12
          Z tymi geniuszami nie wyraziłam się jasno. Chodziło mi o to, że nikt
          tu nie twerdzi, że jest wszechwiedzący, ale tak samo jak Ty każdy
          może wyrazić swoje zdanie odpwowiadając na forum pod notką osoby,
          która te odpowiedzi czeka.
          Sorry za nieprecyzyjność smile
          • nangaparbat3 Re: Agnes 25.11.09, 21:02
            Ale nie ma powodu jechac po dziewczynie, tak jak wiele osob tu zrobilo. Skupilo
            sie na wyrzucaniu jej, że nie ma ochoty na seks. No nie ma. Tak sie zdarza (ale
            wyglada na to, ze tutejszym bywalczyniom sie nie zdarza, nigdy).
            To prawda, ze tez udzielilam rady, ale z pozycji osoby, ktora miala ten sam
            problem, wie, jak to jest.
            Co do "obsztorcowania" przez moją mamę, to sie posłuzylam hiperbolą.
            Powiedziala: kochanie, to niedobrze, trzeba tez pomyslec o mezu.
            I to bylo wszystko.
            Naprawde nie trzeba czlowieka objeżdżac, żeby zrozumial.
            A wbijanie kogos w poczucie winy, ze nie poząda - no wybacz, z tego nic dobrego
            nie wyniknie.
            Poza tym - jak czytalam wiekszosc postow tu, przypomniał mi sie "obowiazek
            małzeński". Bo w takim duchu one są.
            • mola1971 Re: Agnes 25.11.09, 21:20
              Oj Nanga,przesadzasz.
              W którym miejscu tu ktoś napisał po pierwsze, że seks to jest jakiś obowiązek a po drugie gdzie tu jakaś kobieta napisała, że ZAWSZE ma ochotę na seks.
              To, że czasem się nie ma jest normalne, ale nie o takim przypadku jest ten wątek.
              Autorka wątku najwyraźniej z jakiegoś powodu nie lubi seksu i przyczyn tego musi poszukać. I tą pracę musi wykonać ona zamiast psioczyć na chłopa, że mu się seksu zachciewa.
              • nangaparbat3 Re: Agnes 25.11.09, 21:35
                Widzisz, dla mnie ona nie psioczy na chłopa, ze mu się seksu zachciewa - dla
                mnie ona nie czuje sie chciana jako ona. I z tym nie umie sobie poradzic.
                Ja nawet w pierwszym odruchu, kiedy przeczytalam tylko jej post, chcialam
                napisac, ze gdyby kazdy chlop byl wywalany z domu za kazdą muysl o seksie z inna
                niz zona kobietą, mielibysmy same, ale to same samotne kobiety. Ale potem
                zaczelam czytac inne posty, o tym na przyklad, ze zmeczenie jest tylko wymowką -
                Strasznie dziewczyna tutaj oberwala, a przecież to przede wszystkim smutne, jak
                w malzeństwie robi sie tak, ze sie juz nie chce, nie próbuje chciec, nie czuje
                chcianą - naprawde nie wiadomo, gdzie przyczyna, gdzie skutek, i ktos musi takie
                blędne kolo przerwac. Agnes obwinia męza - i to jest bez sensu, i nie pomoże.
                Ale równie bez sensu jest wp[ychanie w pczucie winy Agnes przez nas, tu na
                forum. Ja jeszcze nie widzialam, zeby poczucie winy mialo chuc wywolac, no
                przysiegam.
                • to.ja.kas Re: Agnes 25.11.09, 21:41
                  ja w ogóle nie widziałam by pisanie na forum RICD w kimkolwiek chuć wywołało
                  jakąś dziką....bo i nie służy ono do chuci wywoływania....podejrzewam, że innym
                  osobom gdy pisały, tak jak i mnie przyświecał zupełnie inny cel niż wzbudzanie
                  podniecenia u autorki watku.

                  Raczej o wzbudzenie refleksji....czegóż to ona chce? Bo seksu nie, chłopa nie,
                  życia z nim nie (bo go wywaliła), rozejscia sie nie (bo zycia sobie bez niego
                  nie wyobraza), zdrady nie, niczego nie....tylko w matematyce z dwóch minusów
                  robi nam sie plus...w realnym życiu z tego najczęściej wychodzi czarna d...pa.
                  Niestety sad
                • mola1971 Re: Agnes 25.11.09, 21:51
                  Nanga, czy Ty naprawdę myślisz, że ktoś chce ją w poczucie winy wpędzić? A po
                  jasną cholerę się pytam?
                  Mnie osobiście chodzi o to by zmusić ją do myślenia, do refleksji nad sobą i nad
                  własnym wkładem w zaistniałą sytuację. Bo zmienić może TYLKO I WYŁĄCZNIE coś w
                  sobie i u siebie. Męża nie zmieni. No chyba, że na innego.
                  A zmęczenie bardzo często JEST wymówką. Choć same przed sobą się do tego nie
                  przyznajemy. Wiem bo mam porównanie. Zdarzało mi się tą wymówką od seksu
                  wykręcać, ale to już pod koniec małżeństwa, gdy moje małżeństwo tak naprawdę
                  było martwe. Natomiast w czasach gdy było żywe nawet zmęczenie wywołane
                  wychowywaniem trójki małych dzieci i pracą zawodową nie powodowało braku ochoty
                  na seks. Jeśli cię kocha tą drugą osobę to zawsze znajdzie się sposób. To co
                  napiszę jest bardzo intymne, ale jeśli może komuś pomóc zrobię to. Ja z
                  sentymentem nie tyle wspominam co pamiętam tzw sposób na śpiocha. Tzn szłam spać
                  bo byłam zmęczona, ale około 3 godziny w nocy mój mąż mnie delikatnie budził.
                  Wtedy byłam już trochę wypoczęta a seks o tej porze smakuje wyśmienicie. Tylko
                  trzeba CHCIEĆ. Natomiast kiedyś w jakiejś luźnej rozmowie z pewnym mężczyzną gdy
                  mu to powiedziałam to on odparł, że gdyby on swoją żonę obudził o 3 by się z nią
                  kochać to niechybnie dostał w pysk a nie seks.
                  I o to mi chodziło. Nie jesteśmy seksmaszynami, ale od nas - kobiet również
                  zależy czy jesteśmy pożądane. Bo często to pożądanie we własnych mężczyznach
                  same zabijamy.
                  I żeby nie było - jeśli coś piszę to często taka mundra jestem bo nauczyłam się
                  czegoś na własnych BŁĘDACH a nie dlatego, że taka mundra się urodziłam.
                  I jak dla mnie wszyscy tu piszący chcą pomóc kierując się własnym doświadczeniem
                  a nie kogoś w poczucie winy wpędzić.
                  • lampka_witoszowska Re: Agnes 26.11.09, 02:21
                    dorzucę swoje trzy grosze

                    moje byłe małżeństwo przechodziło podobne jazdy jak ma to miejsce u
                    autorki wątku i jak to było u Nangi

                    o tyle rola chłopa tu ma się do całokształtu, że zachęcanie, a nie
                    dodatkowe zniechęcanie żony ma ogromne znaczenie
                    (nie, nie napisalam podstawowe)
                    niemniej jednym kobietom potrzebującym seksu wystarczy chłop obok,
                    innym chłop, który podziała podobnie jak dobre perfumy, balsam czy
                    lekka erotyka w pismach - zachęci
                    choćby widzeniem w żonie KOBIETY, a nei kopciucha, od którego seksu
                    się oczekuje i kropka - może być byle jaki, byle z kim, byle seks

                    natomiast zakładanie kont na portalach randkowych przez
                    zawiedzionych seksualnie młodych ojców takim zachęcającym działaniem
                    nei jest - za to można się poczuc skrzywdzonym i porzuconym niemal
                    - i łatwiejsze dla niektórych widac to jest niz kupienie żonie mega
                    odlotowej seksownej bielizny i zapowiedź, że chętnie ją w niej
                    zobaczy, kiedy ona tylko zechce
                    kupienie kwiatów
                    i do wyżygania powtarzanie żonie, że docenia się jej cholerny
                    wysiłek, by dziecko było zadbane, dom i do tego żarcie gotowe
                    systematycznie

                    proste

                    choć niekoniecznie tak proste jak cep smile
              • krezzzz100 Re: Agnes 26.11.09, 13:18
                Coś Ty, Mola, powodów szukać???!!!! Ty też z byka spadłaś??? Nie chcesz być
                prosta jak cep??)))))))
                No, chyba że chcesz dołączyć do grona suk. Aaa- i manipulantek)))))
                • lampka_witoszowska Re: Agnes 26.11.09, 15:44
                  Słonko smile to nie Mola ma problem z uprawianiem seksu z Agnes (o ile
                  dobrze się zorientowałam) i to nie jej przyda się zrozumieć sprawę,
                  ale mężczyznom żon, z którymi nie współżyją...

                  smile))
                  • krezzzz100 Re: Agnes 26.11.09, 17:00
                    ampka_witoszowska napisała:

                    > Słonko smile to nie Mola ma problem z uprawianiem seksu z Agnes (o ile
                    > dobrze się zorientowałam) i to nie jej przyda się zrozumieć sprawę,
                    > ale mężczyznom żon, z którymi nie współżyją...
                    >
                    > smile))

                    Eeeee....to było do mnie, Lampka??? Jeśli tak, to fajnie wnioskujesz)))
                    • lampka_witoszowska Re: Agnes 27.11.09, 00:39
                      owszem, do Ciebie
                      budowa drzewka dokładnie na to wskazuje

                      i wiem, że fajnie wnioskuję, jak większość ludzi smile
                      • krezzzz100 Re: Agnes 27.11.09, 04:10
                        Wolałam się upewnić smile Bo, jak widzisz, można by posądzonym o różne rzeczy))

                        Miło być słonkiem, ale ja słonkiem nie jestem, co Ci święta męska trójca tego
                        forum zapewne objaśni. Jestem DEMONEM....

                        Naprawdę mi się Twoje wnioskowanie spodobało smile Bardziej niż większości ludzi smile)
                        • tricolour POSTY NIE POZNIKALY... 27.11.09, 11:29
                          ... Twoje posty usunąłem własnoręcznie.

                          Jesteś kłótliwym babskiem. Kłócisz się z Rybakiem, Kasprem, a
                          ostatnio z Kas. Ludzie odchodzą od pisania z Tobą. Obrażasz innych
                          choć prosisz o jakość wypowiedzi. Generalizujesz prosząc, by inni
                          nie generalizowali. Używasz wulgaryzmów prosząc, by inni nie
                          używali. Kręcisz i manipulujesz.

                          Postanowiłem usunąć ostrzegawczo Twoje posty.
                          • krezzzz100 Re: POSTY NIE POZNIKALY... 27.11.09, 15:39
                            O, a swoje posty, w których postulowałeś rozbijanie główek niemowlętom też
                            rozumiem postulowałeś do usunięcia?
                            Jesteś kłótliwym dziadek, Tri)))))Ostatnio wyzwałeś Kas od zakłamanych
                            katoliczek. Ludzie odchodzą od rozmowy z Tobą.

                            Boisz się moich postów, tchórzu.
                            • tricolour Kas nie odchodzi... 27.11.09, 15:41
                              ... tylkoi dalej ze mną gada. Rozbijania nie postulowałem - jak
                              zwykle przekręcasz.

                              Twoich postów sie nie boję tylko wyrzucam śmieci.
                            • tricolour A w kwestii formalnej... 27.11.09, 15:48
                              ... ostatnie Twoje wypociny, to żalenie się na Tri.

                              Zamiast skupic się na forum latasz i szukasz koalicji, by móc sie
                              dalej kłócić. To juz jest przerobione i mam doświadczenie w
                              wywaleniu z forum, by nie było tutaj kłótni. Ty ostatnio jesteś jej
                              źródłem, a jesli masz wątpliwości, to zwracam uwagę, że spokój dziś
                              był zanim sie pojawiłaś ze swoim stękaniem.
                              • to.ja.kas Bardzo proszę krezzz... 27.11.09, 16:03
                                ...byś nie robiła za mojego adwokata. Nawet przed tri. Twoich kilka
                                maili do mnie w których nazwałaś mnie kurką z burdelu nie świadczy
                                by intencja brania mnie w obronę była szczera.
                                Ja dam sobie radę bo jestem dorosła dzieczynka. I z tri dam sobie
                                radę i z Kacprem i Rybakiem i z tobą i z każdą inną osobą z forum.
                                Jeśli miło mi się robi bo ktoś uważa podobnie jak ja, to dlatego, że
                                wiem iż to co pisze jest szczere. Ty nie jesteś szczera krezzz, ty
                                sie tu zamotałaś, szukasz rozróby jakby to był twój watek, o twoim
                                łozku i twoich problemach. Zajrzyj proszę w jeden z ostatnich postów
                                gdzie dziewczyna pisze, ze TO CO NAPISALI PANOWIE spowodowało u niej
                                reflekse i chęć porozmawiania z mężem, że siadła i przemyślała.
                                Jeśli tylko jedna osoba po tym co napisał Rybak czy Tri czy Jarkoni
                                miała taki efekt, to DOBRZE ZE PISZĄ.
                                A,że ja sie kłocę z Tri. Własnorecznie się kłocę i własnorecznie z
                                nim dam sobie radę. Nie pierwsza to nasza ostra wymiana zdań. On o
                                mnie nie ma najlepszej opinii , ja o nim, ale to nasze własne opinie
                                o sobie. Jak Ci napisałam w mailu, są osoby które gdyby napisały to
                                co ty wyżej sprawiłyby mi tym przyjemnosc, bo wiedziałabym, ze
                                ich "staniecie za mną" bierze sie ze szczerej sympatii do mnie, do
                                moich poglądów a nie jest posłużeniem sie moja osobą do dowalenia
                                komukolwiek...choćby tri. Czy on doceni co teraz pisze? Nie wiem.
                                Nie interesuje mnie to. Piszę to co myślę. Ja nie potrzebuję Liter,
                                Arte, cathy, Dzimiego czy kogokolwiek by stwierdzić, że mam rację.
                                Ja ją mam bo tak jest i już , bo ja tak uważam...a jeśli czasem
                                zmieniam zdanie, to świadczy tylko o mojej umiejętności uczenia się
                                i wyciagania wniosków ....mądra ze mnie dziewuszka wink

                                Także bardzo cie proszę, ani tu, ani nigdzie indziej nie rób za
                                mojego adwokata, bo nim nie jesteś. Koleżanką/znajoma/przyjaciółką
                                też nie jestes. Zajmij się swoimi własnymi relacjami i swoją własną
                                komunikacją z ludzmi.

                                Pozdrawiam
                                • krezzzz100 Re: Bardzo proszę krezzz... 27.11.09, 16:52
                                  A czy ktoś o Ciebie pytał, Kas? Czy ja robię za Twojego adwokata?? Porąbało Was
                                  ze szczętem...Albo masz wyrzuty sumienia jakoweś...
                                  • krezzzz100 Re: Bardzo proszę krezzz... 27.11.09, 17:07
                                    Poza tym- to nieładnie, Kas, ujawniać prywatna korespondencję. Że też trzeba Ci
                                    o tym przypominać.

                                    Ale, skoro już ujawniasz, to napisz, że nazwałaś mnie gąską))))) I że Cię ta
                                    zabawa w zwierzyniec bawi))))

                                    Oj, dziecinna jesteś, Kas....)))))) A ona mnie za włosy pociągnęła,
                                    mamusiu....buuuu.....

                                    Mogłabym podać przykłady paru innych osób, których Tri potraktował z buta. Może
                                    jednak, w przeciwieństwie do Ciebie, nie poczuliby się pępkiem forum, które
                                    każdy bierze w obronę))))

                                    Ale dałaś ciała, Kas))))

                                    Nie o Tobie ta rozmowa. Ty byłaś ZALEDWIE exemplum.
                                    • rybak Metoda połowu na trolling, czyli dorożkę 27.11.09, 17:32
                                      Jako rybak, podam tem przepis tu. Mądrym ku rozrywce a idyotom ku nauce
                                      akkomodowanesmile

                                      Bierzemy wędkę z dłuuuugą żyłką, żeby było miło i bezpieczniesmile).
                                      Na końcu żyłki uwieszamy przynętę i opuszczamy ją w toń. Jak powiedziałem -
                                      daleko od nas. Czyli - ani nas to ziębi, ani grzeje. Powiem więcej - w nosie
                                      mmamy, co się złapie - jeśli tylko niezbyt groźne, oczywiście.
                                      I wiosłujemy od niechcenia, podziwiajc sielskie widoczki i zacierając co pewin
                                      czas łapki, wiedząc, że przynęta pięknie mogocze w toni, wabiąc okazy duże,
                                      średnie i małe.
                                      Nie chodzi nam o to, by się z nimi, bynajmniej zaprzyjaźniać, czy wymieniać
                                      informacjami albo emocjami. Kudy im do nas. W końcu - to tylko głupie ryby.
                                      Chcemy je po prostu zeżreć, albo przynajmniej uśmiercić i oprawić i powiesić na
                                      ścianie, bo nam to do naszego dobrostanu potrzebne. Albo popatrzeć jak się na
                                      haku wiją.
                                      Kiedy coś błyszczkę złapie - wyciągamy z wody i walimy w łeb. Fajnie się wtedy
                                      rzucająsmile). I tak machają ogonkami.
                                      Jak złapiemy coś niebezpiecznego - np. z jadem w kolcach - delikatnie odhaczamy,
                                      albo nawet odżałowujemy błyszczkę - i spitalamy. Złapana metodą trollingu ryba
                                      może być też cholernie żarta i duża - to wtedy odcinamy żyłkę i oddalamy się w
                                      sobie tylko wiadomym kierunku ruchem jednostajnie przyspieszonym. To my się mamy
                                      bawić, a nie ryba. Aha, jak się oddalimy - obrzucamy ją inwektywami. Już z
                                      bezpiecznego brzegu. A niech wie, z kim zadarła!smile))

                                      Najgorzej, jak dopadną nas wq... piranie. Albo straż ochrony przyrody. Bo wtedy
                                      to oni się bawią, a my się wijemy.

                                      Poznajeciesmile
                                      Wyjaśnienie słowa - troll - pochodzi właśnie od tej metody połowu,
                                      skandynawskiej, nawiasem mówiąc też, a nie od milusich Muminkówsmile))
                                      • krezzzz100 Re: Metoda połowu na trolling, czyli dorożkę 27.11.09, 17:48
                                        Że też tak musisz z buta Tri trollem nazywać i samokrytykę składać smile)))Surowyś,
                                        Rybak, dla siebie i kolegi.
                                        No, ale co samoświadomość, to samoświadomość)))) Tri, bierz wzór z kolegi!
                                        • rybak Re: Metoda połowu na trolling, czyli dorożkę 27.11.09, 17:50
                                          MĄDRYM dla rozrywki
                                          IDYOTOM dla nauki.
                                          Akkomodowane.
                              • airam.as Re: A w kwestii formalnej... 27.11.09, 17:19
                                Jesteś niesprawiedliwy w stosunku do Krez, Tri, w tym co mowisz.

                                Dlatego m.in nie jestem za wywalaniem wątków jak ktos coś nabrzuździ, a potem
                                błaga adminów o pomoc w stylu: "mamusiu, kupke w majtki zrobiłem, pomóż!"

                                Choc rozumiem oczywiście, że zycie sprawiedliwe nie jest.
                                • tricolour Nie chodzi o sprawiedliwość... 27.11.09, 17:27
                                  ... chodzi o spokój na forum.
            • rybak Re: Agnes 25.11.09, 21:43
              Słuchaj, nanga
              Tu się z Tobą nie zgodzę.
              ONI JESZCZE SIĘ CHYBA NIE ROZSTALI.
              Moim zdaniem - jeśli ona , znaczy Agnes, teraz, JUŻ nie zrozumie, w co na własną
              prośbę brnie - nawet za cenę szoku chwilowego - to za kilka-kilkanaście miesięcy
              będziemy tu jej już pisali wyłącznie łagodne, współczujące kawałki, jak już
              będzie tylko z dzieckiem.
              A ja bym jednak wolał, że skoro weszła tu jakimś cudem PRZED rozwodem - to żeby
              przynajmniej oni się jeszcze jakoś ze sobą dogadali - bo jako facet NAPRAWDĘ
              wiem, co może teraz zrobić jej JUŻ prawie były partner. Bo na pewno już wiem, co
              JA bym w takiej sytuacji zrobił.
              OK?
              • nangaparbat3 Re: Agnes 25.11.09, 22:05
                Ale z czym sie nie zgadzasz?
                Przeciez sama napisalam, że to bedzie "coś", jeśli on wróci w ogole do domu.
                I też bym chciala, zeby z tym swoim mezem figlowali noc w noc, ranek w ranek.
                • rybak Re: Agnes 25.11.09, 22:20
                  Nanga, OK - się zgadzam = niech figlują aż im się łóżko rozsypie (wspólnesmile. W
                  międzyczasie powiedziałaś, że chodzi Ci o to samo, tylko metody innesmile)). Więc
                  już się zgadzamsmile
                  A propos - a gdzie Agnes???
                  Hej, mała, jesteś tu jeszcze???
                  Jak żyjesz, to dobrze Ci radzę - wysłuchaj, co ci tu niegłupi ludzie mówią (a
                  niektórzy naprawdę kumaci sąsmile i leć ratować swój związek. A potem zdaj relację
                  - wystarczy - jeśli nam powiesz, że mimo wszystko - zdążyłaśsmile))). I ciebie
                  szkoda, i dziecka szkoda, i twojego faceta też. Bo jeśli mówił ci, co ci mówił -
                  to cię kochał (nie wiem, co z nim teraz, ale miejmy nadzieję, że nie był aż tak
                  szybki jak myśl - że mógłby byćsmile)
                  Co się macie potem w rozsypce męczyć?
                  Kurdę - ostatecznie na początek zrób jak królowa Victoria - na zewnątrz bądź
                  wulkanem, a w środku - ... myśl o Angliismile))
                  Z czasem to się na pewno wyrównabig_grin
                  Powodzenia!
            • scarlet.secret.sky Re: Agnes 25.11.09, 21:45
              Nanga ja nie wiem czy to ja nieuważnie przeczytałam post agnes i
              innych komentujących czy Ty. Po pierwsze nie zauwazyłam objeżdżania.
              Szorstkość i zdziwienie tak, ale nie orucieństwo. Jeszcze raz
              przeczytam komentarze powyżej, może coś pominęłam.
              Po drugie, tu nie chodzi o brak ochoty na sex od czasu do czasu,
              tylko o brak ochoty na sex przez 3,5 roku. To już nie jest kwestia
              nastroju, ale permanentnej głębokiej niechęci. Czytelniczki forum
              może i nie zawsze mają ochotę na sex, ale nie porównuj tego do
              niemal 3,5 letniej abstynencji.
              A jeśli chodzi o "obowiązek małżeński", to rzeczyiwście nie brzmi to
              dobrze, ale nie sądzę że semantyka jest tu najważniejsza. Agnes od
              lat ma w głębokim poważaniu potrzeby męża. A wychodząc za mąż
              przyrzekła go kochać. I sorry, ja wiem że są białe małżeństwa i
              ludzie podobno są szczęsliwi, ale większość z nas łączy w
              małżeństwie miłość i sex.
              Zresztą nie trzeba małżeństwa ani deklaracji wypowiadanych na głos,
              żeby chcieć uszczęśliwiać osobę, którą się kocha. Agnes już od dawna
              nie myśli o mężu. Oczywiście praca jest męcząca, tak jak codzienne
              obowiązki, ale jeśli dziewczyna od lat jest nie w humorze, tzn ze
              szuka wymówek, bo nie wierzą że tyle czasu nie miała spokojniejszego
              dnia, wolniejszego weekendu kiedy nie musiała sprzątać.
              I nie chodzi o wywołanie poczucia winy, ale o wzięcie
              odpowiedzialności za relacje w małżeństwie, bo jak na razie to
              autorka powody kłopotów widzi tylko w zachowaniu męża.
              • nangaparbat3 Re: Agnes 25.11.09, 22:02
                Najwyraźniej nie roznimy sie co do celów, ale do metod nakłaniania Agnes do zmiany.
            • krezzzz100 Re: Agnes 26.11.09, 13:12
              Nanga, otóż to, otóż to)))0
        • rybak I coś jeszcze, na koniec ode mnie 25.11.09, 20:19
          Jest też jeszcze coś. Co może nie było tu przytoczone, ale co - dziwnie mocno tu
          wyczuwam. Sztafeta pokoleń. Wychowanie.

          Jestem przekonany, czuję to przez skórę, że wyszło to właśnie w tym wątku, jak
          mniemam. Bo im dłużej żyję i im więcej to życie i ludzi i siebie samego poznaję,
          tym bardziej widzę, jaką krzywdę robią sfrustrowane matki, ciotki i inne
          takie... same kiedyś porzucane i pozostawiane "przyjaciołki" - niedoświadczonym
          młodym kobietom, wchodzącym dopiero we własne związki, ucząc je - z tej swej
          samotnej, złej, nieprzerobionej w sobie frustracji - instrumentalnego
          traktowania mężczyzn i tłumienia swojej własnej kobiecości, by WALCZYĆ o
          dominację w związku.
          Obrzydlistwo - kto kogo i kto komu za co. Albo... won z łóżka.

          I jakąż krzywdę robią te same matki, traktujące związek jak pole bitwy o swoje -
          INNYM KOBIETOM,w przyszłości - z tego samego powodu kastrując psychicznie nawet
          swoich niedojrzałych synów - czyli dla własnej satysfakcji odcinając ich od
          kontaktów z ojcami po rozwodzie, (z ojcami, którzy kastrowania sibie przez owe
          panie... w końcu nie zdzierżyli).
          I wychowując tych swoich synów tym samym jakże często na emocjonalnych męskich
          eunuchów, którzy nigdy nie przejdą prawdziwej męskiej inicjacji, nigdy więc
          emocjonalnie nie dojrzeją, nigdy zatem nie nauczą się najważniejszych dwóch
          męskich cech występujących TYLKO razem - jeśli mają być efektywne - PEŁNEJ
          ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SWOJĄ STANOWCZOŚĆ.
          Więc pozostaną tym samym do starości, lub prawiesmile psychicznymi bojaźliwymi
          dziećmi. Unieszczęśliwiając w ten sposób kolejne pokolenia młodych kobiet... I
          tak to leci sztafetą pokoleń... do us... śmierci.
          Kapitalnie to opisał jeden taki antrolopog kultury w książce "Żelazny Jan" - jak
          bardzo ojciec jest POTRZEBNY, by jego syn stał się Mężczyzną - i jak to
          niedobrze, gdy opuszczone zimne matki, skrzywdzone wcześniej przez SWOJE matki i
          inne takie... ciotki - oduczają z powodów o których było wyżej - swych synów
          zarówno artykulacji przez nich ich oczekiwań w związku i zdrowego podejścia do
          związku, jak i rozpoznawania uczuć u siebie i innych.
          A zwłaszcza - przyjmowania zdrowej odpowiedzialności TYLKO ZA TO,za co facet
          powinien być naprawdę odpowiedzialny. A już na pewno nie za leniwe, zimne,
          niemądre, wyrachowane i zwłaszcza - niekochające ich partnerki.
          Nadopiekuńcza a sfrustrowana samotna, poddana swej stłumionej prawdziwej naturze
          ... meine jidysche Mame niczym się w tym kastrowaniu synów i wykrzywianiu córek
          nie różni - psychologicznie ani statystycznie od meine polonische Mame, herr
          Freudbig_grin.

          Skończyłem wykład wynikający z wieloletnich przemyśleń w samotnoścismile))
          Dobranoc.
          • prosta-kobieta56 Re: I coś jeszcze, na koniec ode mnie 25.11.09, 20:32
            Wez rozwod daj mezowi spokojnie zyc i ulozyc sobie zycie z inna kobieta
            przez duze K.i tyle jaki widzisz problem?w czym?masz syna jestes
            zmeczona nie chcesz meza tylko przyjaciela do pomocy i pogadania.Rozwod
            i po klopotach.
          • triss_merigold6 Re: I coś jeszcze, na koniec ode mnie 25.11.09, 21:06
            Yyy co by tu napisać... ŚWIĘTA PRAWDA.
    • mgrania Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 25.11.09, 21:50
      Agnes - chyba masz zbyt roszczeniową postawę i wg mnie nie kochasz (
      pytanie czy kochałaś) męża. Dziecko jest całym Twoim światem a gdzie
      jest miejsce dla męża? W drugim pokoju? Potraktowałaś go jak
      zabawkę, pobawiłas się i odstawiłaś. To jest miłośc małżeńska? Za
      kilka lat Twój syn nie będzie Cię już tak potrzebował, ważniejszy
      dla niego bedzie komputer, koledzy, sport. A Twoje łózko może omijac
      juz szerokim łóżkiem. Co wtedy?
      Na forach randkowych na których zdarzało mi się bywac bywało całe
      mnóstwo takich sfrustowanych facetów jak Twój mąż. Odepchniętych,
      niechcianych , niepożądanych przez własne żony....bo dziecko, głowa
      boli, nie chce się ......Kiedys tego nie umiałam sobie wytłumaczyc,
      ale czytając takie wpisy coraz częściej ich rozumiem...Celibat nie
      jest dla ludzi a tymbardziej dla mężczyzn.
      • lampka_witoszowska Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 02:07
        a masz dziecko?
    • lampka_witoszowska Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 02:31
      Agnes, przeszłam podobne sytuacje
      najcelniej jak dla mnie odpowiedziała Nangaparbat, poczytaj i
      spróbuj to wprowadzić w życie
      i porozmawiaj z mężem o Twoich oczekiwaniach w temacie jego
      rozbudzania Ciebie, od najprostszych rzekomo nieseksownych zachowań
      zaczynając - poproś, by spróbował wprowadzić to w czyn, jeśli tego
      jeszcze nei zrobiłaś

      od siebie dołóż wizytę u kosmetyczki, w solarium, u fryzjerki czy w
      sklepach z ciuchami, z których najfajniejsze przyniesiesz do domu...
      po porodzie seks nadal jest m.in. zabawą... i tym wszystkim, czym
      był przed porodem
      • wiosenka.pl co pierwsze : jajkoczy kura? 26.11.09, 12:14
        Agnes ma obniżone libido, to fakt. Czy to jednak jest przyczyną czy
        po części skutkiem ogólnej postawy małżonka - tego nie wiemy. A od
        tego należałoby chyba zacząć głębszą analizę.
        Pozostaje obydwojgu - wyciągnięcie ręki, rozmowa, popatrzenie na
        związek nie tylko przez pryzmat własnego "ja" i swoich potrzeb,
        albo - mimo wszystko rozstanie, jeśli innego wyjścia nie ma. Samo
        zmusznie się do sexu nie uzdrowi małżeństwa na dłuższą metę, a z
        kolei jego brak prowadzi do rozpadu więzi.

        A tak swoją drogą ciekawe, jak wyglądałaby relacja z drugiej strony
        w przypadku jarkoniego, czy rybaka ...
        • tricolour Bez przesady... 26.11.09, 12:29
          ... anomalie zdrowotne leczy chory. Leczenie polega na skupieniu się
          na chorym, a nie takim wpływie na otoczenie (męża) by chory drogą
          wpływu "jakoś sam się uzdrowił".

          Chory cierpi trzy i pół roku więc był czas na terapię, a ze słów
          chorego raczej wynika, że szukał sposobu na trwanie w chorobie. Tym
          sposobem jest także wywalenie męża z domu, bo odpada problem, że mąz
          mówi o chorobie. Tym "sposobem" choroba pozostała, ale o niej cicho.
          • to.ja.kas Re: Bez przesady... 26.11.09, 12:49
            Ja rozumiem, że człowiekowi może się nie chcieć...ale ja wnoszę
            tylko o zachowanie pewnej konsekwencji.
            Jeśli mi nie chce się chłopa pól roku, rok, półtora, dwa, dwa i pół
            roku, trzy lata, trzy i pół roku w końcu to po pierwsze zastanawiam
            się nad powodem tej zmiany u mnie (u autorki wątku tej refleksji nie
            ma, chłop chce seksu, ona chce koncertu, pat i wina chłopa),
            zastanawiam się czy jestem w stanie ten stan zmienić i w jaki sposób
            i JEŚLI dochodzę do wniosku, że nie chcę/nie umiem/ to niemożliwe
            mówię o tym chłopu i sie rozstajemy (bo ja nie widzę sensu trwania
            kolejnych 10 lat w takim związku) albo daję chłopu wolną rękę w
            sferze seksu (potrzeby seksualne są NATURALNYMI potrzebami ludzi i
            trudno oczekiwać, że chłop dla mnie naturę zmieni).
            Autorka wątku natomiast zrobiła coś co znowu pokazało, że ani się
            nie zastanawia nad sobą, swoimi chęciami i motywami, ani nie widzi
            żadnego problemu w sobie.
            Bo najpierw oceniła, że chłop juz ją zdradził albo chce zdradzić i
            było to dla niej szokiem (no po 3,5 roku takiego marnego pozycia to
            ja raczej bliższa jestem uronienia łezki nad chłopem, bo ja też bym
            czuła się baaardzooo pokrzywdzona na tak długim bezseksiu), a potem
            wywaliła go z chałupy a dopiero POTEM doszła do tego, że ona NIE
            WYOBRAZA sobie życia bez niego (mimo iż on na koncerty ją nie
            zabiera i seksu chce).
            Ot samo się stało i się dzieje, seks był, potem sie odechciało,
            potem sie zdenerwowałam, potem wywaliłam chłopa na wycieraczke,
            potem tego żałowałam. Panta rei chciałoby się zakrzyknąć jak
            Hieraklit...wszystko płynie...samo.
            A zamysłu, woli, chęci w działaniach pani jak nie widziałam tak nie
            widzę.

            I nie, nie to nie jest tak, ze wystarczy chłop by go chcieć dla mnie
            czy Moli (jak nam to gdzieś wyżej zarzucono)...to musi byc TEN chłop
            i jesli nie wyobrazam sobie bez owego chłopa zycia znaczy nie jest
            zły ten chłop. Nie spsuł się całkiem. Więc może zamiast unikać,
            marudzić, wywalać na zbity pysk za nic należałoby CHWILĘ się
            zastanowić CZEGO się chce i powoli i konsekwentnie juz tym razem to
            REALIZOWAĆ.

            Co było pierwsze,nie wiem. Ale co by nie było, jakby mój partner
            miał mi robić za brata to dłuzej niż 2 miesiące bym tego nie
            zdzierżyła. Krew nie woda w końcu. Ale ja zdecydowanie chetniej
            problem wole przemyśleć i omówic niż wywalać ciuchy na klatke
            schodowa a potem obmyslac "wróci - nie wróci, kocha - nie kocha,
            zdradzi - nie zdradzi. A to wredny chłop poszedł i wrócic teraz na
            kolejna zmiane frontu nie chce. " Bo, że może nie chcieć jest taka
            opcja. A szkoda by było, nie?
            • to.ja.kas Re: Bez przesady... 26.11.09, 12:56
              A swoją drogą jakby chłop wywalił mnie z domu ....to wiecej by mnie
              nie zobaczył. Bo tak nawet swoich kotów nie traktuję.
              Kurcze co to za moda załatwiania problemów "won i juz!"

              A potem płacz nad tym, że bez chłopa jednak zle.

              naprawdę uważacie, ze tak sie załatwia problemy małżeńskie?
              Złwaszcza w sferze erotycznej?
              Dla mnie to duża perwersja smile
              • tricolour Pokutuja takie myślenie... 26.11.09, 13:06
                ... ja gdy kobieta czegoś nie chce, to wina faceta, że ją do tego
                (czego nie chce) nie zachęcił.

                Na szczęśćie są kobiety, ktyórych zachęcać nie trzeba...

                smile
                • to.ja.kas Re: Pokutuja takie myślenie... 26.11.09, 13:13
                  tricolour napisał:

                  > ... ja gdy kobieta czegoś nie chce, to wina faceta, że ją do tego
                  > (czego nie chce) nie zachęcił.
                  >
                  > Na szczęśćie są kobiety, ktyórych zachęcać nie trzeba...


                  Niestety dla kobiet które nagle po slubie/porodzie/zmianie pracy
                  nagle muszą być zachęcane i to BARDZO...bo zazwyczaj wieloletnia
                  posucha kończy się dla małżeństwa źle.

                  Wchodząc w związek z mężczyzną wiem, że on mnie pragnie, kocha, CHCE
                  i jeśli nie mam wobec niego poważnych zarzutów a mi się odmienia to
                  problem jest we mnie. I albo sie z nim (problemem) mierzę, albo
                  odchodzę. Czasem mimo iż wiem, że problem jest we mnie, to jednak na
                  tyle duży, że uczciwym jest odejście a nie trzymanie kogoś przy
                  sobie dla własnej wygody.

                  Aaaa to Panta rei to Heralklit a nie Hieraklit jak mi sie
                  przytrafiło...aż sie zaśmiałam wink
                • krezzzz100 Re: Pokutuja takie myślenie... 26.11.09, 13:23
                  Tak, niektóre i bez poprawnej komunikacji się sekszą))))Byle cep się trafił i
                  zapłacił, to i wymagań nie ma))))
                  • tricolour Masz takie doświadczenia? 26.11.09, 13:28
                    Mów, mów dalej...
                    • krezzzz100 Re: Masz takie doświadczenia? 26.11.09, 13:36
                      ))))
                    • beata-12345 Re: Masz takie doświadczenia? 03.01.10, 22:20
                      Chamski tekst strasznie. I ty jesteś moderatorem na tym forum i niby robisz tu
                      porządek? A kto robi z twoimi postami porządek?
                  • to.ja.kas Re: Pokutuja takie myślenie... 26.11.09, 13:37
                    Skąd wiesz, ze byle cep???Autorka watku pisze ze NIE WYOBRAZA SOBIE
                    ZYCIA bez tego cepa?

                    Ja nie seksze sie z byle cepami, nie mam takich doświadczeń. Za
                    doświadczenia innych odpowiedzialności nie biorę wink
                    • krezzzz100 Re: Pokutuja takie myślenie... 26.11.09, 13:44
                      Ale ja nie do autorki to napisałam)))) Och, Kas... heheheh!
                      • to.ja.kas Re: Pokutuja takie myślenie... 26.11.09, 13:49
                        Ależ ja wiem do kogo Ty pisałaś...Ale autorce watku tak jak np mi
                        cep nie starcza...ona chce konwersacji...no to se pokonwersowała smile
                        • lampka_witoszowska Re: Pokutuja takie myślenie... 26.11.09, 15:54
                          okrutnie tajemnicze jesteście smile
                          tak tajemnicze, że aż strach smile
                          szczęściem żadna mi nei dopisała smile

                          ...bo i żadna nie doczytała, że to proste jest, acz NIE aż tak
                          proste jak cep smile)))))))
                          może za szybko się podniecacie słowem czytanym?
                          to też da się wyleczyć wink teraz można leczyć wszystko smile
                          a teraz, szanowne czytelniczki po kursach szybkiego czytania - do
                          roboty... wink
                      • tricolour Niby do mnie napisałaś.... 26.11.09, 13:58
                        ... i zakładam, że wiesz co piszesz. Odebrałem to jako osobiste
                        doświadczenie, bo do głowy mi nie przyszło, że możesz taką głęboką
                        wiedzę ssać z palca.
              • krezzzz100 Re: Bez przesady... 26.11.09, 13:20
                Coś Ty, coś TY, na cepy to działa))))
                • krezzzz100 Re: Bez przesady... 26.11.09, 13:26
                  Wyrzucenie, znaczy, działa))
                  • to.ja.kas Re: Bez przesady... 26.11.09, 13:38
                    No działa...a potem płacze, ze chłopa nie ma. Sensowne smile
                    • krezzzz100 Re: Bez przesady... 26.11.09, 17:05
                      A bo ona też nie do końca sensowna. Bo nie wie (chyba), czy ma cepa czy też nie.
                      Niech się dowie, bo my się tylko możemy domyślać).
                      A potem- DZIAŁA.
      • krezzzz100 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 13:14
        Lampko, ale wedle publiki, to ona nie ma rozmawiać, bo komunikacja jest
        przereklamowana, O!
        To nic, że zapewne są powody jej obniżonego libido, nie gadać, i już, bo od
        gadania i myśle4nia to się (kobitom zwłaszcza) mózg lasuje))))
        • to.ja.kas Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 13:36
          Seks rzeczywiscie najprzyjemniejszy jest jak sie go uprawia (co
          przyznała sama autorka watku bo jak chłop ja pobudzi to jest ok.
          Czyli po pierwsze chłop pobudza, po drugie umie sie w łóżku
          zachowac).
          Rozmowa i narzekanie chłopa, że chce cześciej niż raz na baaardzo
          długo skończyła się wywaleniem chłopa z domu. Można konwersować i
          przez zamkniete drzwi. Ja nie umiem, ale ja mało zdolna jestem w tej
          dziedzinie. smile
          • krezzzz100 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 13:42
            Kas, no tego to wie wiemy, co doprowadziło do tego, by sprawdził, czy go nie ma
            po drugiej stronie drzwi)))) Wiesz, różnie ludzie rozumieją rozmowę))) Niektórym
            trza pewne rzeczy uświadamiać łopatologicznie (czyli-przez drzwi)))). Na
            niektórych zaś nie zadziała nic.
            • to.ja.kas Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 13:51
              Ale trza konsekwentnie...wywaliłam za drzwi, nie płaczę ze nie ma,
              nie daję seksu bo mnie chłop nie pociaga, nie płacze ze on za tym
              teskni.

              Jesli rozmowa na poziomie "won za drzwi" jest czyimś sposobem na
              zycie mi nic do tego. Ja jednak takich sytuacji unikam nawet w
              bardzo drastycznych sytuacjach. Bo cenie konwersację i owszem i
              cenie działanie...również poza łozkiem.

              A najbardziej to cenie myślenie. wink
            • rybak Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 14:06
              Słuchaj, Krezzz - był taki film - rybka zwana wandą. Tm panią brało, jak partner
              mówił w obcych językach.
              Inne panie bierze, jak partner jest od nich inteligentniejszy na tyle, że
              prostym językiem przekazuje im istotne sprawy tak, że one mimo to rozumiejąsmile)
              Jeszcze inne - biceps, triceps i wielki ptak.

              Faceci też tak mają. Każdgo kręci co innego, czyż nie?

              Powiem więc najprościej jak się da:
              I to jest właśnie u ludzi piękne - drogi są różne, CEL - jedensmile)
              I w drodze do tego celu - harmonii we dwoje, żeby potem dobrze było we troje czy
              czworo - ludzie się dobierają, szukają, sprawdzają, generalnie - idą ku sobie
              każde na swoją miarę.
              U panów też jest

              Ich, powiem ci w sekrecie, tylko jeden rodzaj kobiet nie bierze - takich, które
              same samotne z racji braku szczęścia na tej drodze - POUCZAJĄ innych, jak ci
              inni mają iść do WŁASNEGO szczęścia - i uznając przy tym, że TYLKO ICH sposób i
              pomysł na ten sposób - jest jedynie słuszny. A jak się nie podoba - to won za drzwi.

              Trochę mi ciebie żal.Ale tylko trochę, bo...ja od dawna na tyle prosty jestem,
              by nie mieć - nigdzie - nie tylko na tym forum - monopolu na słuszność czy
              rację, więc się nie przejmuj, konkurencji ci nie zrobię.


              • krezzzz100 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 14:07
                Żebyś Ty jeszcze jakie argumenty miał)))))
                • rybak Trollujesz? Nie czujesz! 26.11.09, 14:32
                  No to skoro prosty... to prosty...
                  Popatrz, Krezzz, ludzie rozmawiali grzecznie tu, szukali przyczyn, radzili,
                  zastanawiali się, co by czuli, jak by można pomóc.Każden jeden na swoją modłę i
                  możliwości, bez obrzucania się itd... Każden jeden - myśląc o Agnes i jej chłopie.
                  A Ty?
                  Przyszłaś jak kafar mostowy, z miejsca narozrabiałaś jak pijany zając,
                  zarzuciłaś obecnym, że są gośćmi burdelu, nawyzywałaś kogo popadnie, zatchnęłaś
                  się, wymawiając słowo "seksić się"big_grin, wlazłaś ze swoimi wyzwiskami jak zwiędła
                  beza między wódkę a śledzia... I byłaś przy tym na tyle mało skomplikowana, że
                  nawet delikatnej ironii (Woody!), ba! szyderstwa (Szympansy) z twojej dętej
                  megalomanii "intelektualnej" nie zauważyłaś. Unosząc się jak balonik albo nadęty
                  miś nad nami - biednym pospólstwem forumowym, które autentycznie przejęło się
                  zbliżającym się rozwodem Agnes.
                  I z normalnej rozmowy zrobiłaś - właśnie Ty - burdel na kółkach.
                  Powiem ci więc prosto tak, że prościej się nie da.
                  MA GAVTE LA NATA!

                  A dopóki nie wyjmiesz sobie z d... tego korka - nie chce mi się z tobą gadać. I
                  nie będę od tej pory z Tobą gadać.
                  Pewnie nawet nie zauważysz, wsłuchana w siebie i swoje tokowaniesmile
                  • nangaparbat3 do Admina 26.11.09, 16:35
                    Moj ojciec miał zwyczaj powtarzac: moj asystent moze sie spóźnic, ja nie - bo
                    jestem szefem.
                    • tricolour Tu Admin... 26.11.09, 16:46
                      ... czego oczekujesz ode mnie?

                      Nie mam wpływu na punktualnośc Twojego ojca ani jego podwładnych.
                      • tricolour To jest piękna rzecz... 26.11.09, 16:53
                        ... szczególnie w tym wątku!

                        Nanga! Ty czegoś chcesz, ale nie powiesz czego. Ja mam się domyślać
                        na podstawie aluzji i zrobić Tak, bys była zadowolona.

                        Tym sposobem przekreśliłaś wszystko, co przedmiotowego powiedziałaś
                        w tym wątku.

                        smile)
                        • nangaparbat3 Re: To jest piękna rzecz... 26.11.09, 17:31
                          tricolour napisał:

                          > ... szczególnie w tym wątku!
                          >
                          > Nanga! Ty czegoś chcesz, ale nie powiesz czego. Ja mam się domyślać
                          > na podstawie aluzji i zrobić Tak, bys była zadowolona.

                          To nie byla aluzja, tylko parabola.


                          > Tym sposobem przekreśliłaś wszystko, co przedmiotowego powiedziałaś
                          > w tym wątku.
                          >
                          > smile)
                          Odbija Ci?
                          • nangaparbat3 Tri, przepraszam 26.11.09, 17:33
                            zwracam honor, rzeczywiscie ja sie rąbnelam. Wzięłam post Rybaka, pod ktorym to
                            wszystko pisalam, za Twój.
                            Mea culpa.
                            • krezzzz100 Re: Tri, przepraszam 26.11.09, 17:34
                              Ciekawe, czy Cię zruga, że nie pilnujesz drzewka))))
                              • tricolour Nie zruga, bo Nanga nie kłamie... 26.11.09, 17:42
                                ... w przeciwieństwie do Ciebie.
                                • krezzzz100 Re: Nie zruga, bo Nanga nie kłamie... 26.11.09, 17:46
                                  hę?
                                  • tricolour Co hę? 26.11.09, 17:48
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,103495832,103553103,Re_Znasz_inne_zajecie_w_burdelu_.html

                                    i reszta niżej.
                                    • krezzzz100 Re: Co hę? 26.11.09, 18:16
                                      Wzięłam tę Twoją odpowiedź:

                                      Znasz inne zajęcie w burdelu?
                                      tricolour 26.11.09, 17:01 Odpowiedz
                                      Czy znów nie możesz pogodzić się z konsekwencjami tego, co sama
                                      zrobiłaś?

                                      za udzieloną mnie -tej z 17.00- kierowanej do Lampki

                                      Mogłam się pomylić. Ale i tak insynuowaniem komuś kłamstwa wydajesz sobie
                                      opinię, Tri. Nie znasz miary, Tri. Dno.
                                      • tricolour Fakty są takie... 26.11.09, 19:15
                                        ... że Twoja wypowiedź z godziny 17:00, czyli ta:

                                        forum.gazeta.pl/forum/w,24087,103495832,103551952,Re_Agnes.html

                                        leży 60 postów poniżej mojej wypowiedzi. Twierdziłaś, że pilnujesz
                                        drzewka więc albo kłamałaś wtedy albo teraz mówiąc, że to pomyłka.
                                        • krezzzz100 Re: Fakty są takie... 26.11.09, 19:34
                                          Pomyłka. Żałosny jesteś.
                                          • tricolour Wiadomo, że pomyłka... 26.11.09, 19:47
                                            ... od samego początku wiadomo.

                                            Mogłas zareagować jak Nanga, która sie pomyliła i przyznała od razu.
                                            Ty najpierw zarzuciłas mi ślepotę, potem kręciłaś coś z odpowiedzią
                                            do Lampki. Gdy okazało się, że nie możesz już dalej kręcić bo jedyna
                                            wypowiedż z godziny 17:00 (i do Lapmki) leży za daleko, by móc sie
                                            pomylić - teraz MUSISZ się przyznać, że pomyłka, bo już nie można
                                            więcej nic powiedzieć wobec faktów.

                                            Nie ja, ale Ty jesteś właśnie żałosna. Zwykła pomyłkę mogłas zamknąc
                                            jednym zdaniem. Jednak wybrałaś drogę dalszego krętactwa, by nie
                                            tracić pozycji w dyskusji - to jest właśnie kłamstwo. Pomyłka była
                                            przypadkowa. Reszta (czyli kłamstwo) było z wyboru.
                                            • krezzzz100 Re: Wiadomo, że pomyłka... 26.11.09, 20:35
                                              Minuta odpowiedzi to ZA DALEKO???? Przyszło Ci na myśl, ze ktoś czyta drzewko
                                              "od najnowszego"?
                                              Powtarzam: ZAŁOSNE.
                                              • tricolour To dopiero ciekawa rzecz... 26.11.09, 21:04
                                                ... skoro posegregowałaś drzewko "od najnowszego" i o godzinie 17:00
                                                odpowiedziałaś Lampce na post z godz. 15:44, to jeden od drugiego -
                                                przy takim posegregowaniu - dzieli 10 postów.

                                                Na dodatek ostatnie trzy posty sprzed 17:00 też są Twoje, dobrze
                                                umieszczone i mają sens TYLKO przy posegregowaniu jako "drzewko".
                                                Gdybyś miała posegregowane "od najnowszego" jak twierdzisz, to by
                                                oznaczało, że odpowiadasz sama sobie co dwie minuty, bo w tym czasie
                                                (16:56 - 17:00) nikt inny nie pisał.

                                                Krez - kłamiesz dalej.
                                • nangaparbat3 Re: Nie zruga, bo Nanga nie kłamie... 26.11.09, 17:52
                                  A Ty skad wiesz? Jak przychodzi co do czego, to i nandze się zdarza. Mniemam.
                            • tricolour Zdarza się... 26.11.09, 17:41
                              tongue_out
                          • tricolour Nie odbija... 26.11.09, 17:35
                            ... bo rzecz jest o komunikacji. Jeśli więc czegoś chcesz, to
                            powiedz czego, inaczej NIKT nie ma obowiązku domyslać sie o co Ci
                            chodzi.

                            I w konsekwencji zlekceważy.
                            • nangaparbat3 Re: Nie odbija... 26.11.09, 17:40
                              tricolour napisał:

                              > NIKT nie ma obowiązku domyslać sie o co Ci
                              > chodzi.
                              >
                              > I w konsekwencji zlekceważy.

                              Na razie się odgraża smile))
                  • krezzzz100 Re: Trollujesz? Nie czujesz! 26.11.09, 17:08
                    Czy Ty RACZYSZ żartować? Ty już wiesz, do czego piję))))) Dooobrze czytasz, ino
                    przyznać się nie umisz, co?

                    Jestem jako ten chór grecki)))))) Czasem trza.
                  • mayenna Re: Trollujesz? Nie czujesz! 27.11.09, 08:40
                    Rybaku, mnie ten burdel nawet pochlebiasmile
                    Mieszkańcem burdelu był hrabia Toulouse - Lautrec. Bywalcami: Renoir, Degas,
                    Verlaine,Van Gogh, Apollinaire, Picasso i wielu, wielu innych. Nie mam też nic
                    przeciw udaniu się do burdelu aby móc porozmawiać z takimi osobowościamismile
                    • nangaparbat3 Re: Trollujesz? Nie czujesz! 27.11.09, 08:59
                      mayenna napisała:

                      > Nie mam też nic
                      > przeciw udaniu się do burdelu aby móc porozmawiać z takimi osobowościamismile

                      Bierzesz w nawias, ze w burdelu sie pracuje?
                      • mayenna Re: Trollujesz? Nie czujesz! 27.11.09, 09:39
                        Jak idę do kościoła to nie znaczy, że jestem zakonnicą.
            • to.ja.kas Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 26.11.09, 14:19
              Nie czaisz co?
              Ja mówie o KONSEKWENCJI. Wywalam chłopa za drzwi nie piszę po tym,
              że zycia sobie bez niego nie wyobrażam i co teraz?
              • wiosenka.pl konsekwencja - tak! 26.11.09, 15:32
                to.ja.kas napisała:

                > Ja mówie o KONSEKWENCJI. Wywalam chłopa za drzwi nie piszę po tym,
                > że zycia sobie bez niego nie wyobrażam i co teraz?

                Kas, tu masz całkowitą rację, ja też takich raptownych zachowań nie
                rozumiem, aczkolwiek każdy prawo do refleksji ma, nawet po fakcie. A
                może ona chłopa do łózka nie chce, ale sama też nie chce żyć i ma
                rozterki, nie myśląc o tym, że tak się nie da, bo albo, albo...Tu
                zbyt dużo niewiadomych.

                Coś mi sie wydaje, że to jednak nie ten facet z marzeń, nie pociąga
                jej już, nie stara się zbytnio i o nią już nie zabiega, tak jak by
                sobie tego życzyła, wspólne życie odpuścił, kto wie, jaki ma
                charakter na co dzień. Kto główny winowajca takiej sytuacji - nie
                wyrokuję. Ale jeśli coś już umknęło, rozlatuje się, więź już nie
                taka to nie za bardzo widzę miejsce na nagonkę, że przecież sex
                konieczny (czyt.obowiązek malżeński), bo facetowi się należy , wtedy
                to on będzie cud, miód i...Taak, zwłaszcza jak się kolejne dziecko
                niespodziewanie pojawi.

                Jak się jest zabieganym, małe dziecko daje popalić, a do faceta
                niewiele się czuje, to trudno się dziwić, że i ochoty na seks brak.
                Stąd więc pytanie, co jest przyczyną, a co skutkiem. A w kwestii
                leczenia - najlepiej zacząć od usuwania przyczyn, a nie skupiać się
                jedynie na pozbyciu się objawów.


                • rybak Re: konsekwencja - tak! 26.11.09, 15:49
                  Traktowanie seksu jako czegoś, co się komuś należy jest dokładnie TYM SAMYM,
                  tyle że drugą stroną medalu, jak traktowanie seksu jak coś, na co ktoś...
                  zasłużył albo nie.

                  Albo się tego z kimś chce i się temu komuś to ofiarowuje z satysfakcją większą
                  lub mniejszą - jak wyraz miłości, uczucia, potrzeby z tychże wynikającej, albo
                  seks staje się towarem w związku, a sam związek - transakcją handlową.

                  Staraj się lepiej, a może dostaniesz... (nie mówię tu o brakach w higienie itd,
                  ale o takim - zadaniowym traktowaniem faceta albo kobiety)
                  Kup mi to, a może pójdziemy do łóżka...

                  Czym to się różni tak naprawdę? Zapytam i za chwilę od was oberwę za tosmile)

                  Tymczasem oba te rodzaje traktowania partnera (-rki) mówią o jednym - POŚWIĘCAMY
                  SIĘ, dając mu siebie. Słowem - czujemy, że COŚ NAM UBĘDZIE przez to, więc
                  potrzebna nam jakaś dodatkowa - POZA MIŁOŚCIĄ do partnera (rki) - kompensata
                  tego zaiste nieludzkiego wysiłku i poświęcenia, stawiającego nas w dodatku w
                  związku w pozycji jakże często... POD SPODEM ;D

                  Albo się kocha kogoś i z kimś, albo się MÓWI o tym, że się kocha... I że się
                  potrzebuje prawdziwej miłości, by dać tą - NIEPRAWDZIWĄ - czyli seks. Ze
                  wszystkimi wynikającymi z tego smutnmi dla związku konsekwencjami.

                  Nawiasem mówiąc - czy jest tu jakiś ex - w ogóle, którego związek rozpadł się z
                  hukiem przez NADMIAR zdrowego seksu w małżeństwie???
                  Ciekawe - jakie będą proporcje niezadowolonych z tego panów, a jakie - pań...
                  • wiosenka.pl Re: konsekwencja - tak! 26.11.09, 16:25
                    Widzisz rybaku, czasami trudno wyjść ponad schemat własnego myslenia
                    (własnego, czyli jedynie słusznego oczywiściewink i stąd wiele
                    problemów i konfliktów międzyludzkich. Czyli Ty widzisz sprawę -
                    tak, ktoś inny - inaczej, jesteś przekonany, że masz rację i ani
                    myślisz popatrzeć na sprawę innymi oczyma, czy też w ogóle wczytać
                    się głębiej w sens wypowiedzi. Czujesz, że ci się należy, a nie
                    dostajesz i żal bierze górę. OK, przyjmuje Twój punkt widzenia, choć
                    się z nim nie zgadzam do końca, bo dla mnie jest zbyt schematyczny i
                    czarno-biały, pomija różne okoliczności i odczucia drugiej strony.

                    A samo założenie? Idealne. Też się z nim zgadzam. Małżonkowie
                    powinni uprawiać ze sobą sex i żyć długo i szczęśliwiesmile






                    • rybak Re: konsekwencja - tak! 26.11.09, 17:05
                      Eeee tam - należy. Przecież cały czs mówimy o tym, że nie chodzi o to, że się
                      należy! A Ty byś chciała być tak oto traktowana?:
                      Robię coś tam dla ciebie tylko dlatego, że wyraźnie tego zażądałaś... Ale jak
                      bym mógł i się nie zmuszał - to o! Tyle! Bo mam to w nosie.
                      Sęk w tym, że dla zimnych albo wyrachowanych kobiet TAKIE traktowanie seksu -
                      jako nagrodę za inne uzyski psychiczne lub fizyczne w związku - to norma. A
                      potem są zdziwione...

                      Czy ty myślisz, że facetom w związku chodzi TYLKO o fakt fizycznego bzykania? Aż
                      TAK prości nie jesteśmy jednaksmile mimo wszystko.
                      Tego kwiatu jest pół światu - jakby w związku nie mieli, a tylko zechcieli - to
                      by mieli poza związkiem. I wielu ma.
                      Ale są i tacy, co chcą w związku. I tylko o nich tu - przy okazji Agnes mówimy.
                      Bo powiedz sama, skoro jak piszesz - liczą się inne sprawy niż sam akt fizyczny
                      - czy to nie jest ZŁE - ze strony oziębłej albo niechętnej partnerki (partnera)?
                      Że odmawiają, wiedząc, że my, męźczyźni jesteśmy - tacy sami i że te
                      pozafizyczne sprawy , np. pewność akceptacji, braku odrzucania związane z
                      seksem, i dla nas są takie ważne?...
                      WIEDZIEĆ o aż takim uzależnieniu emocjonalnym partnera i mimo to?...
                      No, ładnie...
                      To ci jeszcze coś powiem - u mężczyzn w miarę normalnych właśnie to - ich ból z
                      powodu poczucia psychicznego opuszczenia ich przez partnerkę odmawiającą
                      wspołżycia, ich wynikający stąd brak poczucia bezpieczeństwa i akceptacji -
                      kończy ich zimne małżeństwo. A nie sam fizyczny dyskomfort z powodu braku
                      regularnego bzykania.

                      POpatrz na małżeństwa, w których facet znajduje seks POZA zimnym związkiem -
                      często trwają latami... Ale zrywa je kobieta a nie on.

                      No kurczę, jak wam to trudno niektórym wytłumaczyć - że seks w zinym związku, w
                      którym facet w związku z tym - kocha pełniej i BARDZIEJ - to nie żaden akt ...
                      czyjejkolwiek łaski... Wymiany... Handlu...kompensacji...
                      Ino miłości partnerki lub jej braku.
                      • wiosenka.pl Re: konsekwencja - tak! 26.11.09, 17:25
                        Rybaku, chyba chcesz udowodnić słuszność swej zasady, że ludzie
                        komplikują sprawę przez swe wypowiedzismile. Zamiast konkretnie, to tak
                        kwieciście piszesz ...

                        Rozumiem, pragniesz, aby twa luba zona była zawsze chętna i żarliwie
                        się z tobą kochała...


                        rybak napisał:

                        > Sęk w tym, że dla zimnych albo wyrachowanych kobiet TAKIE
                        traktowanie seksu - jako nagrodę za inne uzyski psychiczne lub
                        fizyczne w związku - to norma

                        Czyli wg ciebie, jeśli zona nie ma ochoty na seks z mężem, tzn że
                        jest wyrachowana albo zimna? Skoro poślubiła to musi i z miłością, i
                        z chęcią do łózka iść, bez względu na postawę meża? I takiej normy
                        od życia oczekujesz, tak?

                        > potem są zdziwione...

                        Gdy czytają o "uzyskach psychicznych" smile

                        > Ino miłości partnerki lub jej braku.

                        Która sama z siebie trwać będzie latami do męża, po zawarciu związku
                        małżeńskiego, na wieki wieków. Amen.

                  • nangaparbat3 no CEP 26.11.09, 16:45
                    Nic nie rozumiesz.
                    Sam przed chwilą pisaleś, jak to szympansica - inwestuje - w jedno, dwoje
                    dzieci. Porownaj naklady na splodzenie z nakładami na donoszenie i odchowanie
                    jednego szympansiatka.
                    Już?
                    I dlatego kobieta, jesli nie jest rozkręcona seksualnie - a macierzyństwo na
                    początku niewątpliwie seksualny rozkręt hamuje - i zeby sie seksualnie otworzyc
                    moze zwyczajnie potrzebowac poczucia bezpieczeństwa, ktore bierze sie z troski i
                    czulosci partnera. a jesli w miejsce tej troski i czulosci kobieta, a już
                    zwlaszcza mloda matka, znajduje domaganie sie seksu - moze zamykac sie bardziej
                    i bardziej.
                    Pamietasz pierwsze zdanie Agnes? Po urodzeniu sie synka maż wyprowadzil sie z
                    pokoju, zeby dziecko nie przeszkadzalo mu w spaniu. Jakos tak.
                    To o czym piszesz - zaszwe chetna i dostepna partnerka, niezaleznie od tego jak
                    traktuje ją partner gotowa na seks, to są marzeniapietnastolatkow wychowanych na
                    filmach porno. Naprawdę.
                    • wiosenka.pl Re: no CEP 26.11.09, 17:03
                      nangaparbat3 napisała:

                      > moze zwyczajnie potrzebowac poczucia bezpieczeństwa

                      Ale pewniej łatwiej zamiast: "nie daję poczucia bezpieczeństwa, etc"
                      wylać żal, i uproszczać do formy "muszę zasłużyć"?

                      > To o czym piszesz - zaszwe chetna i dostepna partnerka,
                      niezaleznie od tego jak traktuje ją partner gotowa na seks, to są
                      marzeniapietnastolatkow

                      A ja bym poszła nawet dalej i rozszerzyła te nierealistyczne
                      wymagania na inne dziedziny. Może to własnie ten zbytni idealizm
                      zarowno ze strony panów jak i pań nie wytrzymuje starcia z brutalną
                      rzeczywistością i jest przyczyną konfliktów?

                      Występuję tu niczym adwokat diabła: postawa agnes nie podoba mi się,
                      ale spłycające problem wypowiedzi głównie panów (i niektórych pań)
                      jeszcze bardziej budzą moj sprzeciw.
                      • krezzzz100 Re: no CEP 26.11.09, 17:11
                        Wreszcie. Dzięki, Wiosenko smile
                      • anna.zetka Re: no CEP 26.11.09, 17:15
                        wiosenka.pl napisała:

                        > Występuję tu niczym adwokat diabła: postawa agnes nie podoba mi
                        się,
                        > ale spłycające problem wypowiedzi głównie panów (i niektórych pań)
                        > jeszcze bardziej budzą moj sprzeciw.

                        wiosenko, powiem Ci tylko tyle - nie widzę w wypowiedziach Panów
                        niczego spłycającego. Piszą raczej o mechanizmach, które powodują,
                        że oni też mają nas dość.
                        Z rozmów okołorozwodowych z moją panią odwokat (chociaz niewiele
                        pamiętam z tego okresu, bywa i tak) dowiedziałam się, iż brak seksu
                        jest bardzo poważnym kryterium w ocenie sądu przy orzekaniu winy.
                        Wyraźne artykułowanie potrzeb z obydwu stron jest początkiem
                        CZEGOKOLWIEK w związku.

                        Agnes.... a może seks na koncercie? wink))))))))))))
                        • krezzzz100 Re: no CEP 26.11.09, 17:19
                          wiosenka.pl napisała:

                          >
                          > Wyraźne artykułowanie potrzeb z obydwu stron jest początkiem
                          > CZEGOKOLWIEK w związku.

                          O TO, TO!!
                          Z dopowiedzeniem, że środkiem także (i nie czegokolwiek, ale rzeczy fajnych)
                        • wiosenka.pl Re: no CEP 26.11.09, 17:53
                          anna.zetka napisała:

                          > wiosenko, powiem Ci tylko tyle - nie widzę w wypowiedziach Panów
                          > niczego spłycającego.

                          A jak tak odebrałam, szczególnie wypowiedzi rybaka. I to jest
                          kolejny przykład na to, jak ludzie różnią się między sobą w
                          poglądach, odbiorze informacji, czy wreszcie - oczekiwaniach.

                          >Piszą raczej o mechanizmach, które powodują,
                          > że oni też mają nas dość.

                          Pewnie dlatego dochodzi do rozwodów, że mamy siebie dośćsmile
                          I dobrze że piszą. Zresztą bywa i odwrotnie, to kobieta chce, a
                          facet - nie.

                          > dowiedziałam się, iż brak seksu
                          > jest bardzo poważnym kryterium w ocenie sądu przy orzekaniu winy.

                          Jeśli jedna strona przyzna otwarcie: nie mam ochoty na sex, od iluś
                          tam lat/miesięcy nie współżyjemy i nie chcę tego zmieniać to jest to
                          konkretny argument przemawiający za winą. W innych przypadkach
                          trudno mi to kryterium sobie wyobrazić.


                          > Wyraźne artykułowanie potrzeb z obydwu stron jest początkiem
                          > CZEGOKOLWIEK w związku.

                          No to rybak czy jarkoni artykuuje: mam ochotę, żeby moja żona miała
                          ochotę, bez względu na wzglądwink

                          > Agnes.... a może seks na koncercie? wink))))))))))))

                          Ooo! Zaczyna być gorąco!

                          • krezzzz100 Re: no CEP 26.11.09, 18:17
                            Też to tak odbieram.
                            • wiosenka.pl Re: no CEP 26.11.09, 18:22
                              krezzzz100 napisała:

                              > Też to tak odbieram.

                              I pewnie z co poniektórymi panami z forum trudno byłoby nam znaleźć
                              wspólny języksmile
                              • krezzzz100 Re: no CEP 26.11.09, 18:26
                                Zapewne smile
                                • wiosenka.pl Re: no CEP 26.11.09, 18:38
                                  krezzzz100 napisała:

                                  > Zapewne smile

                                  Wiesz, co krezz, ale ja też m.in. dlatego to forum lubię. Bo
                                  pokazuje różne punkty widzenia i odbierania świata, odmienne
                                  postawy, reakcje , oczekiwania, źródła konfliktów, itp, itd.


                                  • krezzzz100 Re: no CEP 26.11.09, 20:33
                                    Bywa że lubię smile
                    • rybak Re: no CEP 26.11.09, 17:36
                      Odpowiedziałem powyżej.sad Szympansy I TY wzięłaś poważnie???!
                      Mój Boże, muszę bardziej popracować nad ciętą ironią...
                      A co do pierwszego zdania Agnes... To TYLKO JEJ zdanie. Kobiety, która trzymała
                      ponad trzy lata swego faceta na smyczy. I teraz szuka usprawiedliwienia dla
                      niezaprzeczalnej krzywdy, jaką jemu i SOBIE samej wyrządziła.

                      Powiem więc na koniec NASZĄ prawdę - piętnastolatków wychowanych na filmach
                      porno. Albo facetów którzy kobiety i to, co one potrafią i mo©ą w związku zrobić
                      dobrego i złego poznali w życiu, a nie, mimo wszystko, z kartek powieści dla
                      dorastających panienek.

                      - są kobiety infantylne lub zimne (wszelkie badania psychologów wykazują, że to
                      się jakoś ze sobą ponadstatystycznie łączy)i są kobiety dojrzałe emocjonalnie,
                      więc rozumiejące istotę seksu w związku. Zwłaszcza jeśli chodzi o jego
                      oddziaływanie psychiczne, emocjonalne na partnerów.

                      – kobiety zimne lub infantylne ZAWSZE będą kojarzyły akt seksualny z
                      wyrzeczeniem, wymianą nieekwiwalentną, czymś w zasadzie niepotrzebnym,
                      niesmacznym, umniejzającym ich rolę społęczną i rodzinną, jako minus związany z
                      ich płcią, a narzucany im przez uzus społeczny czy kulturowy. I będą zawsze tak
                      czy inaczej przerzucały odpowiedzialnóść za swoje wyobrażenia o związku i roli
                      seksu w związku - czyli w istocie - dążenie do marginalizacji tegoż - na
                      partnera. Te bardziej kulturalne - na wyższym poziomie, te mniej - na niższym.

                      Tak czy inaczej to ON zawsze będzie w ich oczach winien tego, że nie chcą z nim
                      spać, że swój egoizm, niedojrzałość emocjonalną a przede wszystrkim - brak
                      miłości maskują tymi... kolejnymi niespełniononymi oczekiwaniami wobec partnera.
                      Obojętnie - jakimi. One codziennie mogą być inne - w skrajnym przypadku. Aby się
                      odsunął, samiec jedensmile))

                      - Kobiety dojrzałe? Nie Nie chodzi o to, że się nieystająco bzykają jak kotki w
                      marcu. One po prostu doskonale wiedzą, że dla dojrzałego odpowiedzialnego
                      partnera liczy się znacznie bardziej ta PEWNOŚĆ - że on nie zostanie odrzucony,
                      skrytykowany nie daj Boże, potraktowany jak dostawca usług i dóbr, albo męski
                      szowinista - jeśli będzie chciał wziąć od i DAĆ swojej UKOCHANEJ i POŻADANEJ
                      kobiecie miłość, okazać jej swe pragnienie, pełną akceptację dla niej i takąż
                      otrzymać (a czymże innym jest seks?). Rozumiesz? to się liczy o wiele bardziej
                      niż sam akt seksualny.
                      Pewność. Ciepło. Intymność, ZAUFANIE,Bzykanie.
                      A nie samo bzykanie, bzykanie, bzykanie, bzykanie...

                      Więc kobiety dojrzałe i świadome i swoich potrzeb, i potrzeb partnera, doskonale
                      wiedzą, jak to poczucie partnera pielęgnować. Jako opiekunki domowego ogniska.
                      Ogniska - a nie popielnika, nanga!

                      Jestem PRZEKONANY, że gdyby partner Agnes wiedział, że nie będzie odrzucany, to
                      wcale nie musiałby jej gonić ze swoją... hydrauliką po domu codziennie... Kiedy
                      masz pod nosem własny ogród, do którego kiedy zechcesz - możesz wejść i się
                      ponapawać - nie latasz bez przerwy po świecie z sekatorem, tnąc co popadnie.
                      ZROZUMIAŁAŚ? U licha?smile

                      Pierwsze prawo Rybaka - jesteśmy - obie płcie - cholernie podobni do siebie w
                      naszych oczekiwaniach.

                      Ergo - dla bijącego kobitę faceta KAŻDY powód jest dobry.
                      Podobnie jak dla oziębłej, NIEKOCHAJĄCEJ dojrzale kobiety. TEŻ KAŻDY!
                      Tyle od piętnastolatka po lekturze świerszczyków.
                      >suspicious>

                      • nangaparbat3 Re: no CEP 26.11.09, 17:50
                        >>>>jeśli będzie chciał wziąć od i DAĆ swojej UKOCHANEJ i POŻADANEJ
                        kobiecie miłość, okazać jej swe pragnienie, pełną akceptację dla niej i takąż
                        otrzymać (a czymże innym jest seks?). Rozumiesz? to się liczy o wiele bardziej
                        niż sam akt seksualny.

                        Zapewniam Cie, ze w miare normalna kobieta, czując sie UKOCHANĄ i POZĄDANĄ,
                        doswiadczajac miłosci, pragnienia i pelnej akceptacji ze strony męża, nie
                        potrzebuje juz nic wiecej, by wskoczyc z nim do łóżka, a nawet by go tam zaciagnac.
                        • rybak Świat według cepa:))) 26.11.09, 19:13
                          No właśnie - pokaż mi, co NORMALNEGO było w 3,5 rocznym odstawieniu swego
                          własnego jedynego mężczyzny od łoża? I wypędzeniu go za drzwi, kiedy zawył o
                          swej miłości do... wypędzającej?Poza okrucieństwem albo głupotą? Mówmy otwarcie
                          - GŁUPOTĄ. Albo - OKRUCIEŃSTWEM!
                          Ja go tam rozumiem. W swoim czasie przeżyłem w sumie - z małymi przerwami -
                          około 5-letnie twarde odstawienie od łoża. Pod koniec juź nikt w całym domu nie
                          wiedział, o co na początku tak naprawdę poszłosmile). Tyle że do kobiet miałem
                          kiedyś prawdziwą cierpliwość...rybakasmile)). A dziś już nie. Myśląc, kiedyś, że
                          może one jakie lepsze od nas czy cuś? Albo to my tacy do niczego... Guzik prawda.
                          Dziś limit głupich, zaślepionych egoizmem lub okrutnych kobiet uważam w swoim
                          życiu za wyczerpany. Zerojedynkowo: kocha-nie kocha. Z dobrodziejstwem
                          inwentarza. Od żadnej kobiety przy tym nie wymagam, by brała takie moje
                          podejście za wzór. Albo - mnie za nie kochałasmile
                          Baby, kto wam tak w głowach namieszał?! Z powodu głupiej róźnicy zmian
                          dotyczącej czegokolwiek, jakichś swoich dętych wyobrażeń... wymawiać chłopu
                          łoże?! Co niektóre kobiety sterujące facetami za pomocą seksu i poczucia
                          bliskości i bezpieczeństwa z upodobaniem robią... A inne równie mądre je tu
                          niekiedy nawet za to chwalą? Komunikacja, komunikacja... walą jak mantrą...
                          A przytulić się do swojego chłopa w swoim własnym łóżku! A wziąć jego dłoń i
                          położyć sobie... gdziekolwiek... A obudzić go w nocy, godzinę po seksie - i
                          niech pokaże, jaki z niego gieroj! To dopiero będzie prawdziwa komunikacja.
                          Nawet bez słów - taka efektywna!
                          Ale nie. Najpierw muszą wymiśkować. A potem się jeszcze szczerze dziwią.Ojej,
                          poszedł sobie. Jak on mógł...
                          Głupota skończona. Likwidować własnymi rękoma fundament dobrego związku dla
                          satysfakcji, że się usadziło faceta? Albo że się w ten sposób go wychowuje?
                          Zapomnijcie!
                          Wiesz, co bym dziś powiedział kobiecie, gdyby mi kazała po jakiejś nawet kłótni
                          - samemu spać?
                          - Mam pakować walizkę już, czy dopiero jutro? Bez chwili wahania!
                          Bo żaden prawdziwy facet, który już jakoś tam zna i już jakoś tam lubi swą babę,
                          nie pozwoli, by weszła na taką ścieżkę. Ścieżkę wymyśloną przez samotne
                          sfrustrowane kobiety głównie po to, by powiększać to grono albo coś tam sobie za
                          pomocą tego samej pokątnie tłumaczyć.
                          A zresztą, co ja wam będę wyjaśniał... A odstawiajcie swoich chłopów od łoża ile
                          wlezie.smile A narzekajcie na ten okropny upodlający seks. Na to wyzyskiwanie. Na
                          to przedmiotowe traktowanie. Was.
                          Oj, kobiety, kobiety... Inne baby JUŻ się z tego cieszą, i z serca wam dziękują,
                          że je wasz były wyposzczony przez was same chłop przedmiotowo potraktujesmile).
                          >;>>
                          • mola1971 Re: Świat według cepa:))) 26.11.09, 19:56
                            Tak a propos przypomniało mi się coś...
                            Kiedyś w takich babskich rozmowach biurowych mojej koleżance zebrało się na
                            opowieści (zresztą bardzo otwarta kobieta jest) i zaczęła opowiadać jak to jej
                            mąż cały wieczór ją adorował, kolację jej zrobił, kąpiel i w ogóle cały w
                            skowronkach robił atmosferę. No ale koleżanka tego dnia nie bardzo w seksualnym
                            nastroju była. Pytamy ją więc co było dalej. Kochali się czy nie? A ona na to -
                            No jak to co? Pewnie, że się kochaliśmy. Na początku nie bardzo miałam ochotę,
                            ale pomyślałam sobie - a co? ma się zmarnować????

                            I wg mnie najczęściej prawda leży pośrodku. Jak zwykle zreszta.
                            Adorowana, wielbiona i kochana kobieta po prostu ma ochotę na seks. A nawet jak
                            nie ma danego dnia to kochający mężczyzna potrafi ją przekonać, że ma. Proste.
                            Wszystko rozbija się o uczucia i umiejętność ich okazywania.
                            Pomijam tu oczywiście przypadki patologiczne i oziębłość seksualną, która jest
                            chorobą i którą trzeba leczyć.

                            P.S.
                            Dla jasności dodam, że ta wspomniana przeze mnie koleżanka ma troje dzieci i
                            pracuje zawodowo.
                            • rybak Re: Świat według cepa:))) 26.11.09, 20:09
                              Amen!
                            • to.ja.kas Re: Świat według cepa:))) 26.11.09, 20:17
                              Nie prawda, że kochana, odpowiednio traktowana i adorowana kobieta ma zawsze
                              ochote na seks...nie ma seks ochoty kobieta która sama kochac przestała, a facet
                              jest potrzebny bo: dziecko, kasa dom.
                              I jako kobieta wiem, że można przestać kochać DOSKONAŁEGO faceta.
                              Tak się zdarza.

                              A teraz przytoczę pewien list który przypomniał mi się po tym co napisał wyżej
                              Rybak:
                              Drogie Panie Żony!
                              Pytacie nas mężczyzn dlaczego zdradzamy, to jest pytanie skierowane chyba
                              bardziej do Was samych. Dlaczego z czasem zatracacie to co w Was nas
                              urzekło,dlaczego mrozicie nas swą obojętnością, częstując goryczą, złością. Nie
                              dziwcie się że po dłuższym lub krótszym okresie znajdujemy swe szczęście.
                              Kochanki dają nam to co kiedyś Wy nam dawałyście, potrzebę kochania kogoś, i
                              przede wszystkim potrzebę dla nas najważniejszą, potrzebę czucia że się jest
                              kochanym.
                              To Wasza obojętność złość zgorzknienie popchnęło nas ku kobietom które są dla
                              nas lekiem na całe zło życia.
                              Nie znam człowieka który mógłby żyć bez miłości.
                              Mnie samemu wydawało się że to już wszystko za mną, że w życiu mnie nic dobrego
                              już nie czeka, że mam same obowiązki i że tak już musi być do końca. Z powodu
                              arktycznego zimna domowego kostniałem coraz bardziej godząc się na taki stan
                              czekając ostatnich oznak hipotermii. Owszem spotykałem się z wieloma kobietami
                              dla przelotnego sexu, który w sumie nie cieszył, dawał tylko luz
                              fizjologiczny,psychicznie było coraz gorzej
                              Wtedy zjawiła się Ona, była dla mnie odkryciem oazą życiem, to dzięki niej dziś
                              jestem w stanie zmierzyć się ze wszelkimi przeciwnościami życia, które w
                              ostatnim czasie sporo mi się skomplikowało. Znowu czuję się młody, kochany,komuś
                              potrzebny, wróciłem do życia.
                              Tak Panie żony dzięki swej kochance nie popełniłem samobójstwa, choć byłem tego
                              coraz bliższy, dziś widzę że jest gdzieś inny świat, nie tylko świat obowiązków
                              powinności, jest też świat miłości, tej wspaniałej wolnej szalonej.
                              Czytam wiele postów od żon które są oburzone na kochanki traktując je słowami......
                              Szanowne Panie żony same w większości jesteście sobie winne, nie traktujcie
                              naszych kochanek jak dziwek, dziwki to zupełnie inna kategoria kobiet....
                              To kochanki nie Wy dają nam życiową energię, dzięki nim jesteśmy szczęśliwi i
                              możemy dalej egzystować również dla dobra naszych dzieci.
                              Pomyśl o tym Żono jedna z drugą, dziś wieczorem zanim zrobisz mężowi kolejną
                              awanturę cholera wie o co, lub udasz migrenę, by się do Ciebie nie zbliżył, lub
                              co jest najgorsze potraktujesz go chłodną ciszą.
                              On tę ciszę kiedyś zamieni na miłosny szept osoby, która stanie mu się
                              najdroższą na świecie.
                              Będzie znów szczęśliwy.....



                              I może mnie krew zalewać jak to czytam, że facet usprawiedliwia skakanie na
                              boki...ale powiem tak...to co komplikujecie tymi gadkami jest bardzo proste.
                              Jak kocham to pragnę, uprawiam seks, tulę się, pieszczę i tak, tak MAM NA TO
                              OCHOTĘ...bezwstydną ochotę.
                              Może dlatego nigdy nie zostałam porzucona? Sama odchodziłam do tej pory, z
                              chwilą kiedy czułam, że przestałam tą ochotę mieć i wiedziałam, że to NIE JEST
                              chwilowe wahnięcie ale stan który trwa i sie umacnia. Ale facet nigdy nie był mi
                              potrzebny do niczego innego poza tym by jemu ze mną a mi z nim było dobrze.

                              • rybak 3,5 roku, 5 lat... a może ...? 26.11.09, 20:32
                                Strach przed kochaniem
                                Amerykański seksuolog, Patrick Carnes, autor książki "Sexual anorexia:
                                Overcoming Sexual Self-Hatred" pisze, że zarówno jadłowstręt psychiczny, jak i
                                anoreksja seksualna mają podobne podłoże, przebieg i wymagają podobnego
                                podejścia w leczeniu.

                                Tak samo, jak nie da się przekonać anorektyczki, żeby w końcu coś zjadła, a już
                                nie daj Boże przytyła, tak samo nie udaje się namówić anorektyka seksualnego na
                                zbliżenie.

                                Tysiąc wymówek, jeden powód
                                Już sama myśl o zbliżeniu jest dla nich koszmarem. Uciekną się do wszystkiego,
                                żeby tylko "odroczyć" konieczności współżycia. Ze wstydu i uporczywego poczucia
                                winy oszukują partnerów. Symulują migreny, problemy z żołądkiem, zmęczenie.
                                Jeśli wymówki co chwila się zmieniają i powtarzają ponad miesiąc, to istnieje
                                duże prawdopodobieństwo, że twój partner/partnerka ma kogoś innego albo duży
                                problem ze zbliżeniem. Najgorsze, co wtedy możesz zrobić, to mieć do niego/jej
                                pretensje. Tylko szybka pomoc seksuologa wyprostuje podejście do seksu i po
                                pewnym czasie być może wszystko wróci do normy. Jeśli jednak tej pomocy
                                zabraknie, wtedy związek z anorektykiem seksualnym najprawdopodobniej zakończy
                                się rozpadem.

                                dr Andrzej Depko, seksuolog

                                Na przestrzeni ostatnich lat, znacznie zmieniło się podejście kobiet do seksu. Z
                                jednej strony, zmniejszył się strach przed niechcianą ciążą (antykoncepcja), ale
                                z drugiej pojawił się stres, przepracowanie i szereg innych problemów
                                sprawiających, że aktywność seksualna maleje. Z niektórych badań wynika, że 43
                                proc. kobiet nie przeżywa orgazmu, według moich obserwacji, już ponad 50 proc.
                                Ma większe lub mniejsze problemy z osiąganiem satysfakcji seksualnej.

                                Anoreksja, czy też awersja seksualna dotyka zarówno kobiet jak i mężczyzn.
                                Zdaniem seksuologów, nazywanie współczesnej oziębłości podobnie do jednego z
                                najpoważniejszych zaburzeń odżywiania wcale nie jest przypadkowe.
                                W tradycyjnej anoreksji chory robi wszystko, żeby nie jeść, w anoreksji
                                związanej ze współżyciem - żeby tylko się nie kochać. Zarówno w jednym jak i w
                                drugim przypadku przyczyną jest zazwyczaj niskie poczucie własnej wartości,
                                kompleksy oraz problemy zawodowe lub emocjonalne. Oziębłość seksualna to często
                                skutek depresji, załamania nerwowego lub stanu permanentnego zmęczenia
                                wywołanego np. przepracowaniem. Czasem jednak źródło choroby leży w
                                molestowaniu, nieudanym związku czy zdeformowanej moralności (np. ślubowanie
                                dziewictwa).

                                Czas ma znaczenie

                                Najwięcej wiadomo wprawdzie o oziębłości kobiecej, ale to dlatego, że częściej
                                zgłaszają się one po poradę do specjalisty. W przypadku anorektyczek z Wielkiej
                                Brytanii czy Holandii, na ogół przyczyną ich choroby okazuje się trauma z
                                dzieciństwa - molestowanie seksualne lub rygorystyczne wychowanie. Polskie
                                anorektyczki zaczynają chorować najczęściej pod wpływem problemów z partnerem
                                czy pracą. Traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa są źródłem problemów
                                seksualnych dla zaledwie 10 proc. Polek.
                                Oczywiście, w przeciwieństwie do jedzenia, seks nie jest nam niezbędny do życia.
                                Jednak gdy go zaczyna brakować, organizm staje się bardziej podatny na różnego
                                rodzaju dolegliwości. Osłabieniu ulega układ krążenia i odporność. Drastycznie
                                spada ciśnienie krwi, częstym objawem jest apatia, zniechęcenie i brak sił.
                                Wprawdzie nie ma naukowych dowodów świadczących, że seks przedłuża życie, to
                                wiadomo jednak, że osoby nie współżyjące, skarżą się na więcej problemów
                                zdrowotnych. Dotyczy to m.in. upośledzenia funkcji narządów rodnych - u kobiet
                                często pojawia się problem z osiągnięciem wilgotności pochwy, u mężczyzn
                                zaburzenia erekcji, a nawet zaburzenia hormonalne. Dlatego warto z anoreksją
                                seksualną walczyć, chociaż powodzenie terapii podobnie jak w anoreksji
                                klasycznej zależy od wielu czynników i nastawienia chorego. Najważniejszym
                                etapem leczenia jest przyznanie się do choroby oraz pokonanie lęków i wstydu. To
                                pierwszy krok, aby znów można było cieszyć się miłością.
                                • mola1971 Re: 3,5 roku, 5 lat... a może ...? 26.11.09, 20:42
                                  Autorce wątku polecałam książkę "Inteligencja erotyczna". To jest naprawdę mądra książka. Jest tam m.in. wyjaśnione skąd bierze się niechęć do seksu niektórych kobiet gdy pojawia się dziecko. W wielkim skrócie bierze się stąd, że potrzebę bliskości i czułości w kobiecie zaspokaja... dziecko. Mając tą potrzebę zaspokojoną kobieta seksu po prostu nie potrzebuje.

                                  A tak w ogóle to gdy obserwuję niektóre kobiety to dochodzę do wniosku, że dziecko do lat 3 powinny mieć same ze sobą bo dostają po urodzeniu dziecka takiego świra na jego punkcie, że miejsca w ich życiu na mężczyznę już po prostu nie ma. Wszystko wypełnia dziecko. Dopiero gdy dziecko pójdzie do przedszkola niektóre wracają do normalności.
                                  To takie luźne spostrzeżenia wink
                          • nangaparbat3 Re: Świat według cepa:))) 26.11.09, 21:47
                            Rybaku, szał Cie jakis dzisiaj ogarnał.
                            Nie dyskutujesz z tym, co usiluję - ja i parę innych tu kobiet - powiedziec,
                            tylko wychodzisz z zalożenia jakiegoś o zimnych wyrachowanych kobietach
                            traktujacych seks i meżczyzn instrumentalnie - i leeeecisz!
                            A to wszystko, o czym tyle piszesz, jest przede wszystkim w Twojej glowie.
                            Ja ani przez chwile nie popieralam wyrzucania męza z domu, nie radzilam Agnes,
                            by zrzucala na niego odpowiedzialnosc czy stawiala warunki. Na odwrot,
                            napisalam, co ona sama moze zrobic, ze sobą, zeby pragnienie wróciło.
                            A Ty mi tu imputujesz jakies niestworzone okropności, bo upieram sie przy
                            stwierdzeniu, ze seks nie jest czymś, czego mozna WYMAGAC. I to Ty sugerujesz
                            instrumentalne traktowanie seksu, ktory - wedlug Ciebie - serwowany na kazde
                            zyczenie, a nawet zanim zyczenie pojawi sie w glowie pana i wladcy - ma go do
                            kobeity przywiazac.
                            To co - to nie jest instrumentalne traktowanie? I seksu, i partnera, i siebie samej?
                            Co to w ogole za gadanie - "odstawienie od loża". Tak jakby ona albo miala
                            obowiazek chciec zawsze, albo jakby jej pragnienie nie mialo znaczenia. To
                            własnie Ty proponujesz seks jako cos, co naprawdę moze stac się czyms obmierzlym
                            i przypominajacym prostytucje.
                            ostatnio wiele rozmawiam na temat seksu z moja mamą, powiedzila kiedys, ze w
                            wieku późno srednim zaczela miec duzo wieksze potrzeby niz ojciec (wcześniej
                            bywalo na odwrot)- to co, miala sie obrazac? Uznac, że on jej juz nie kocha (po
                            30 czy 40 latach malzeństwa)? Poczuc sie odrzucona, ze on nie jest na kazde jej
                            skinienie gotow do seksu? Uznac starszego pana za okrutnika?
                            Bo o czyms takim dokladnie piszesz - w innej konfiguracji, w innym wieku - ale
                            przeciez to tylko szczegoły.
                            Jak ona chce rzadziej niz on, to okrucieństwo, a na odwrót? Bo to na odwrót
                            wcale nie jest takie rzadkie.
                            Przypuszczam ,że kazde zawirowanie z brakiem seksu jest inne, mechanizmy
                            najrozniejsze, że w tym samym zwiazku raz ona moze bardziej chciec, raz on, ze
                            kazdy z nas ma najrozniejsze w zyciu fazy, i przez najrózniejsze fazy przechodzą
                            zwiazki, i ze fajnie skupiac sie na tym, zeby bylo lepiej, jak najlepiej, a nie
                            wymawiac sobie i doszukiwac się zlych intencji od razu.
                            Faktem jest, ze w naszej kulturze jest taki motyw, ze ona "daje - niemalze łaske
                            robi, poświeca się etc", a on, prymitywny samiec, "bierze, korzysta i
                            wykorzystuje". To obrzydliwe i dla kobiety (moze zresztą dla męzczyzny też)
                            okropnie upokarzajace, podobnie jak cala historia z dziewictwem, czystoscia i
                            godnoscią i cnotą, którą mezczyzna wykazuje sie w boju i w pracy, a ktorą
                            kobieta ma między nogami. I pewnie zdarza się jeszcze czasem - mielismy nawet
                            dziewczyne dryfujacą w tym kierunku tu kiedyś na forum - że jakaś kobieta
                            przejmie sie za bardzo wyzszoscią czystosci nad niecnym baraszkowaniem. I pewnie
                            zdarzaja sie kobiety, ktory przestaja kochac swoich męzczyzn, czują niechęc,
                            wstręt, nie bedą nic robic, żeby to zmienic, prędzej sobie znajda kochanka. I
                            zdarzaja sie pewnie i takie, ktore - mam chyba taka jedną w najblizszej rodzinie
                            - które zupelnie jawnie bedą męza karac odmową.
                            Ale to wszystko naprawdę nie znaczy, ze pracujaca na pelen etat matka
                            trzyletniego dziecka jest jedna z nich. Ona jest zywą osobą, byc moze - mimo
                            wywalenia meza z domu - ma jeszcze szanse na zwyczajne ludzkie szczeście z ojcem
                            swego synka, to jest Jej wątek - nie wmawiajmy Jej, ze jest podłą, wyrachowaną i
                            ozieblą wiedźmą, bo moze jest tylko bardzo zmeczoną i pogubiona troche młodą
                            matką, ktora najbardziej na swiecie potrzebuje teraz poglaskania po głowie - i
                            po pupie.
                            • lampka_witoszowska Re: różnica w podejściu, 27.11.09, 00:51
                              ...bo są dwa punkty widzenia generalnie:
                              albo się chce rozumieć partnerkę/a i znaleźc rozwiązanie problemu -
                              razem, bez nacisków, że kobieta powinna udać się gdziekolwiek po
                              wyleczenie, i bez uparcie wciskanej wizji, że w tej sytuacji problem
                              spowodowany jest podejściem tylko jednej osoby

                              albo się widzi jak najgorsze pobudki w partnerce - choćby
                              nieuświadomione, jeśli tę partnerkę jeszcze bardziej demonizować - i
                              wtedy z pretensją wystarczy OCZEKIWAC


                              metodą prostej konstrukcji cepa bardziej efektywne zwykle jest
                              współdziałanie
                              • afp31 Reasumując-do obu stron-pytania i prośba zarazem. 27.11.09, 09:28
                                Zaciekawił mnie wątek czytałam, czytałam i muszę stwierdzić że mimo dla mnie
                                niepotrzebnych utarczek słownych i złośliwości na tym drzewku jest stwierdzony
                                fakt, który zmusił mnie do głębszej analizy swojej sytuacji i muszę wam
                                wszystkim podziękować zwłaszcza męskiej stronie wypowiedzi drzewka. Jak by nie
                                było obu stronom zawsze chodzi o seks to ogólnie wiadomo ale powiem szczerze, że
                                nie myślałam, że jest on ważny jak nie najważniejszy w związku a w małżeństwie
                                chyba jeszcze bardziej - zawsze mi się wydawało że nie jest aż tak ważny i na
                                tym polu przegrałam bitwę ale może jeszcze nie wojnę. W moim przypadku na
                                początku było w łóżku super potem ciąża, poród, macierzyństwo szara
                                rzeczywistość, kłopoty z kasą i lipa w łóżku na dokładkę super teściowa, która
                                na początku była milutka a potem zaczęła wypijać krew i dokładać cegiełki do
                                rozpadu pożycia co działało jak płachta na byka czyli na mnie wściekałam się na
                                męża że słucha jej nie mnie i tak zaczęła się cicha wojna między teściową a
                                synową o męża i syna po 3 latach nieudolnej walki o rodzinę odeszłam bo nie
                                mogłam tak dalej a mąż też dupa jak między młotem a kowadłem był i jest między
                                nami.
                                Złożyłam pozew ale on napisał odpowiedz na pozew że się nie zgadza, że kocha ale
                                dalej trochę pod dyktando matki ta próbowała wszystkich sposobów żeby mi dokopać
                                trafia ją szlak jak byliśmy szczęśliwi jak jej syn był ze mną szczęśliwy tak,
                                tak były takie momenty i chciałabym żeby to wróciło on czyli mąż uciekł i ode
                                mnie i od matki do stolicy do pracy ale twierdzi że kocha, że chce i że my
                                jesteśmy dla niego najważniejsi bo zawsze mu powtarzałam że chce mieć dom i
                                rodzinę a nie kasę 4 kółka i 4 ściany jak jest w tej chwili.
                                Najgorsze jest to że mój mąż kiedyś mi powiedział że czasem się mnie boi, boi
                                się odezwać nie wiem czemu czy jestem aż taką zołzą i egoistką???Dlaczego faceci
                                boją się kobiet????????????????
                                Po przeczytaniu waszych postów postanowiłam usiąść i pogadać z nim szczerze ale
                                to dopiero za tydzień bo przyjeżdża z warszawki na mikołajki do dziecka - my dla
                                niego też mamy prezent mimo wszystko.
                                Od tej rozmowy tak naprawdę będzie zależała nasza przyszłość bo mimo wszystko do
                                wczoraj jeszcze chciałam złożyć kolejny raz pozew i uciec, ale dzisiaj nie chcę
                                już uciekać chcę wreszcie się z tym uporać i uwolnić od tego bez uciekania.
                                Kochać to mnie chyba kocha mimo że jestem chyba zołzą bo ja bym chyba nie
                                wróciła i nie prosiła tak jak on.
                                Ja chyba też kocham mimo złości i negatywnych emocji które mnie zaślepiają.
                                Brak seksu i nieudany seks to główna przyczyna rozpadu wielu związków nie tylko
                                mojego - można to tłumaczyć inaczej nazywać ale to chyba główny powód.

                                JAK TO WSZYSTKO NAPRAWIĆ!!!!?????
                                Z MĘSKIEGO I DAMSKIEGO PUNKTU WIDZENIA!!!! pomóżcie!

                                P.S.
                                Ja już popełniłam błąd postawiłam dziecko na piedestale a faceta dzięki któremu
                                go mam odsunęłam w cień. Dzięki Wam to sobie wreszcie uświadomiłam!!!



                                • to.ja.kas Re: Reasumując-do obu stron-pytania i prośba zara 27.11.09, 09:38
                                  To bardzo ładny i optymistyczny post. POkazuje, że czasem warto
                                  napisać nawet mało popularną prawdę.
                                  Jak sobie go przemyślę, to może napiszę coś więcej, ale trzymam
                                  kciuki za to by Twoje sprawy ułożyły się pomyślnie. Bez względu na
                                  to jaką decyzję podejmiesz.

                                  Pozdrawiam.
                                  • rybak Spostrzeżenie rybaka czyli stek truizmów na koniec 27.11.09, 18:28
                                    Wydaje mi się, że jako że nasycenie emocjami tego wątku było ponadprzeciętne,
                                    oznacza to tym samym iż... jednakowoż... seks w związku czy jego brak JEST
                                    piekielnie ważny. Dla obu wysokich umawiających się stron, a więc dla trwałości
                                    związku też.
                                    Przy czym - hierarchia jego ważności jest dynamiczna i jakże często różna dla
                                    partnerów. Z wielu przyczyn, o których powyżej było aż nadto.
                                    A skoro tak - jakże wielu rozwodników - pojawiło się na tym forum właśnie z TEGO
                                    powodu. Czyli dysharmonii.
                                    W tym - niektórzy(niektóre też) - do dziś tego nie przerobili w sobie, albo do
                                    dziś nie chcą się sami przed sobą przyznać - że WŁAŚNIE TO NIEDOPASOWANIE - było
                                    powodem rozpadu ich związków. Przykrywając je niekiedy stosem innych powodów...
                                    Aby tylko tej wstydliwej (włąściwie dlaczego - dla nich - wstydliwej? - ludzie
                                    różni są w tych sprawach, co przecież naturalne) części odpowiedzialności nie
                                    brać na siebie.
                                    Za co?
                                    Już pan Starowicz i Pani Wisłocka pisali kiedyś, że najważniejsze, by się ludzie
                                    dobrali temperamentami. A jeśli się kochają MIMO różnych temperamentów - by Z
                                    MIŁOŚCI do drugiej strony bez przerwy szukali tu wspólnego mianownika, od czego
                                    całe bogactwo ars amandi i pozaseksualnych sztuk pielęgnowania bliskości
                                    przecież od dawna jest.
                                    I już owi autorzy i eksperci ostrzegali, poł wieku temu niemal, przed
                                    lekceważeniem u partnera (partnerki) rosnącego a długotrwałego poczucia
                                    dysharmonii w tej dziedzinie. Bo ono ma wpływ na jego (jej) najgłębsze EMOCJE. I
                                    ocenę związku jako takiego.

                                    TRUIZM PODSTAWOWY WIĘC:
                                    Myślę, że wszyscy podświadomie CZUJEMY tu - że racja jednak jest przy tych,
                                    którzy uważają, iż tam, gdzie seksu i intyności NIE MA - negatywne PRZYCZYNY
                                    tego (jeśli nie chodzi oczywiście o jakieś ekstrema i patologie) są zdecydowanie
                                    MNIEJ WAŻNE dla związku od negatywnych SKUTKÓW BRAKU dla tegoż związku seksu i
                                    intymności.

                                    Osobiście bardzo się cieszę, że kilka Pań zastanowiło się po przeczytaniu tego
                                    wątku nad hierarchią pewnych potrzeb u pewnych panów, a kilku Panów -
                                    zrozumiało, że nie należy się ZAWSZE i BEZ WYJĄTKU rzucać na swoją kobietę
                                    jak... nosorożec (Sens życia wg Monty Pythona).smile)

                                    Też tak uważam. Harmonii WAM!smile
                                    A trolle i frustraci... niech całują psa w nos!
                                    czyli truizm ostatni.
                                    • nangaparbat3 pomijam meritum 27.11.09, 18:43
                                      Nie moge sie jednak powstrzymac, by nie zauwazyc, ze po porannych awanturach ton
                                      mentorski jest kuriozalny.
                                      • rybak Re: pomijam meritum 27.11.09, 19:45
                                        Nanga, z całym szacunkiem, nie przypominam sobie, bym tu wywoływał jakiekolwiek
                                        poranne czy wieczorne czy jakiekolwiek inne awantury.

                                        Za bardzo to forum szanuję. I ludzi tu się wypowiadających i szukających pomocy.
                                        Sam byłem jeszcze niedawno takim... strzępkiem.Na krawędzi wręcz. Parę osób mnie
                                        tu prostowało od czasu do czasu.
                                        Teraz staram się jak umiem - pomagać innym. Czasem się udaje nawetsmile
                                        Ale ja... zapłaciłem już swoją cenę za rozwód i porozwodowe rozbicie mojego
                                        świata. I odrobiłem parę lekcji. Dlatego - skoro już o tym - mnie można sobie
                                        kijem trącać do woli. Wisi mi to i powiewa. Ale mojej rodziny - nie opłaca się.
                                        Ani forumowo, ani pozaforumowo. NIGDY. Zwłaszcza psychopatom. Choćby dlatego, że
                                        nie znam na taki atak odpowiedzi... forumowej.
                                        Pozdrawiam serdecznie
                                        kuriozalny rybaksmile)
                                        • to.ja.kas Re: pomijam meritum 27.11.09, 19:51
                                          Zastanawiam sie Rybaku skad w paniach niektórych taka pewnosc, ze wiedza jak
                                          wyglada Twoje zycie, kto dał im prawo wystepowac jako rzeczniczki Twojego
                                          dziecka, Kobiety...skad wiedza jak wyglądaja Twoje piwnice, pożycie (nawet to
                                          intymne)??? Dlaczego NIE JEST IM WSTYD posuwac sie do tak niskich zagrań by na
                                          tym prywatnym ale jednak publicznym forum wywlekac jakies informacje prywatne
                                          których Ty NIGDY nie podałeś na forum? Jakiez to prawo pozwala im wypowiadac sie
                                          w imieniu Twojej nowej rodziny?????

                                          Odrzucona kobieta czasem gorsza niz 100 wrogów....ech wink
                                          • krezzzz100 Re: pomijam meritum 27.11.09, 19:53
                                            No, przecież to Ty sama dajesz przykład wywlekając prywatną korespondencję, kurko...
                                            • rybak Re: pomijam meritum 27.11.09, 20:00
                                              Krezz, skoroś z nami, na nizinach, to znaczy, że... wyjęłaś korek?
                                              Ejże, nie zapuszczaj w ten sposób rączki w toń, gdzie cię nie proszą, bo ci ją
                                              coś odgryzie zanim krzykniesz Awruk!!

                                              big_grinDD
                                              No nie, wychodzę rechocząc. Ona NIGDY nic nie zrozumiesmile))
                                              Nawet jak jej KU NAUCE coś podsuną pod nos.
                                              • krezzzz100 Re: pomijam meritum 28.11.09, 13:57
                                                rybak napisał:

                                                > Krezz,
                                                > Ejże, nie zapuszczaj w ten sposób rączki w toń, gdzie cię nie proszą, bo ci ją
                                                > coś odgryzie !!

                                                Czyżby mi groził?
                                                Ciekawe, co na to admin.
                                                • agnes3131 Re: pomijam meritum 30.11.09, 17:54
                                                  Bardzo wszystkim dziękuję za porady, wypowiedzi, zarówno osób, które
                                                  mnie rozumiały jak i tych co krytykowali. Daliście mi do myślenia,
                                                  napewno każdy ma swoje racje i prawda jest po środku. Mąż wrócił,
                                                  pogodziliśmy się i mam nadzieję, ze poukładamy to sobie lepiej.
                                                  • nangaparbat3 Re: pomijam meritum 30.11.09, 20:26
                                                    To ja sie bardzo, bardzo cieszę, ze Mąż wrocil i pogodziliscie sie. To teraz
                                                    trzymam kciuki za udane figle smile
                                                  • mola1971 Re: pomijam meritum 30.11.09, 20:39
                                                    Powodzenia smile
                                                  • mayenna Re: pomijam meritum 01.12.09, 15:05
                                                    Agnes, bardzo się cieszę i trzymam kciukismile
                                                  • rybak Re: pomijam meritum 01.12.09, 15:58
                                                    I od tej pory - ma nie spać!
                                                    A niech ma za swojebig_grin

                                                    Agnes - bardzo się cieszęsmile
                                                  • iskia75 Re: pomijam meritum 03.01.10, 21:21
                                                    Rybak madry z Ciebie facet..mysle ze i u mnie to bylo przyczyna
                                                    rozpadu z tym ze my nigdy nie potrafilismy o tym rozmawiac...moze
                                                    gdybym wczesniej przeczytala twoj post ...a teraz czekam na pozew...
                                                    szkoda .moze gdyby stac mnie bylo na chwile refleksji ,moze myslalam
                                                    tylko o sobie...no coz wazne zeby wyciagac wnioski z wlasnych
                                                    bledow...moze nstaepnym razemsmile
                                                    pozdrawiam
                                          • rybak Re: pomijam meritum 27.11.09, 19:55
                                            Kas, z całym szacunkiemsmile))
                                            Dziękuję , ale...
                                            JA TEŻ nie potrzebuję adwokatówwink))
                                            Moja sprawa jest słuszna.
                                            Rodzina. Nareszcie - rodzina.

                                            Posyłam całuski i dwie rybie łuski.
                                            rybak
                                            • to.ja.kas Re: pomijam meritum 27.11.09, 20:00
                                              Masz racje wink

                                              Babska ciekawość mnie do takich idiotycznych dociekań przywiodła wink

                                              Miłego wieczoru wink
                                          • nangaparbat3 Re: pomijam meritum 27.11.09, 20:00
                                            Kas, po co te pytania?
                                            Kto nie wie, nie wie; kto wie - mam nadzieję - nie powie. I tyle.
                                            • to.ja.kas Re: pomijam meritum 27.11.09, 20:05
                                              W swietle tego jakie elaboraty pan (i) mozna dzis poczytac a które tri tnie bez
                                              litosci (i słusznie) to twoja nadzieja brzmi....kuriozalnie.

                                              Tri jako admin PP (wiem, wiem nie potrzebujesz rad, ale jednak mi sie ulało)
                                              dawno dałabym bany na amen i byłoby bez kukurykania, wyciagania czyjegos
                                              prywatnego zycia i innych kretynizmow. Wieczór sie zbliza i napewno w swietle
                                              lamp i ogarków pojawia sie inne trole...noc tskich zwabia wink
                                              • tricolour Nie tylko ja tnę... 27.11.09, 20:08
                                                ... są też drugie nożyce. Nie przywłaszczę sobie całej chwały
                                                posprzątania.
                                                • krezzzz100 Re: Nie tylko ja tnę... 28.11.09, 13:27
                                                  "Chwały", heheheh))))))
                                              • mola1971 Re: pomijam meritum 27.11.09, 20:09
                                                W końcu tytuł wątku brzmi "Koszmarna noc, straszna kłótnia..."
                                                Widać niektórzy ten tytuł potraktowali DOSŁOWNIE wink
                                      • rybak Re: pomijam meritum 27.11.09, 19:46
                                        A tera bardzo przepraszam, dyżur kończę i rodzina czekasmile
    • jojka100 Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 27.11.09, 10:50
      > A zaczęło się od braku seksu po urodzeniu dziecka 3,5 lata temu...
      > Mąż wyprowadził się z sypialni, zeby w spokoju przesypiać noce, a
      ja
      > zaczęłam spać z synkiem i tak zostało...


      Ja to widze tak Agnes: to nie Ty go odrzucilas, to on porzucil
      Ciebie i dziecko, zeby spokojnie przesypiac noce. On pracuje, Ty
      pracujesz. W domu on siada przed kompem, Ty zasuwasz do 23. Spicie
      osobno, posilki jecie osobno, nie rozmawiacie, no to jestescie dla
      siebie obcymi ludzmi. W swietle powyzszego Twoje prawo odmawiac
      seksu obcemu czlowiekowi.
      Z wlasnej i nieprzymuszonej woli facet wyprowadzil sie z sypialni na
      trzy latawink)))) No tak szczerze Agnes: gdzie Ty go znalazlas?wink))
    • takajatysia Re: Koszmarna noc, straszna kłótnia... 04.12.09, 09:38
      No trochę mało w tym konsekwencji i wiele egoizmu wydaje mi się. Nie masz checi
      na seks, wiesz, że mąż ma potrzeby, bo Ci je komunikuje. Nie dość, że jest
      postawiony w pozyji klienta-natręta to ma dodatkowo chcieć pobudzać kłodę, która
      nie ma na niego ochoty, żeby jej się zachciało (jest na to cień szansy).

      Po tym jak wczoraj po raz
      > kolejny zaczął się czepiać i powiedział że dla niego może już być
      > byle jaki seks i z byle kim wypędziłam go z domu.

      I na dokładkę jak już w końcu sfrustrowanie i rezygnacja osiągnęły zenit to go
      wyrzuciłaś z chaty. Nie zdradził Cię a domniemanej chęci na to ciężko się
      dziwić, skoro nie wykazujesz cienia chęci naprawy tej sytuacji.

      Oczekujesz od niego, że obędzie się bez seksu, pozostanie miły, potulny i
      wierny. Nawet gdyby on tego chciał to mógłby nie być w stanie jako zwyczajny
      zdrowy mężczyzna.

      Doradzam jakiegoś seksuologa i próbę wczucia w sytuację męża. Bo wygląda na
      strasznie przykrą. Wiadomo, ze do seksu nikt się nie powinien zmuszać, ale warto
      poszukać pomocy by zmienić tę nienaturalną sytuację.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka