Z frontu...

18.12.09, 09:52
Własnie wszedłem w etap nowy.

Cudownie układa mi się z dziecmi. Są zachwycone jak są u mnie. Chciałyby
sypiacz czasem u taty.

Efekt?

Mozesz dzieci widywac tylko w miejscu ich zamieszkania i jak się na to zgodzę.

A kilka dni temu: dwóch rosłych funkcjonariuszy w moim domu pyta się:
-to pan sie awanturuje i grozi zonie.
- ale panie władzo oan uciekła z dziecmi do sądsiadów jak przyjechałem je
zabrać, no tak sie na dzis umawialiśmy. No to sie awanturuje zeby chociaz do
domu wróciła.
- prosze pana! miejsce dzieci jest przy matce! jak matka sobie poszła to
widocznie tak ma być!
-??? aha

Dzień później.

Dzieci wywiezione do babki. drzwi zamkniete. dzwonek wyłączony. Bajka na głośno.
Wzywam policje. Otwiera jak słyszy że zastanawiaja się czy prosic straż
pozarną o interwencję (no myslałem że padne). Babka krzyczy: tylko nie
wpuszcajcie tego łobuza.

Policja mi tłumaczy: nie mogą odebrać dzieci, jak bede pukał do drzwii to
bedzie to naruszenie miru domowego i mnie zamkną.

Jaka kooorwa szkoda że dzieci mnie kochają i chca ze mna być, bo gdyby było
odwrotnie to za kare miałbym je ciągle na głowie
    • sonia_30 Re: Z frontu... 18.12.09, 10:27
      A kiedy zamierzasz pozew w sądzie złożyć o uregulowanie kontaktów?
      • michszyb Re: Z frontu... 18.12.09, 11:15
        A jak sądzisz?
        • sonia_30 Re: Z frontu... 18.12.09, 11:26
          Pytam Michszyb... ale odpowiadać oczywiście nie musisz.
          • dziad47 Re: Z frontu... 20.12.09, 23:40
            Witam sonia_30, to jest proza życia. Nie uważam żeby było coś złego w tym że
            człowiek krzywdzony przez drugiego człowieka stara się walczyć o kontakt ze
            DZIEĆMI. Mężczyzna jest człowiekiem i ma prawo do uczuć!!! Nie można stawia
            znaku równość miedzy tym słowem mężczyzna równa się przemoc. Mężczyźni są czasem
            lepszymi rodzicami niż kobiety.
    • panda_zielona Re: Z frontu... 18.12.09, 11:21
      Mam wrażenie,że cała ta sytucja Cię bawi.Takie przepychanki szkodzą
      tylko dzieciom.Weźże człowieku wystąp do sądu o uregulowanie
      kontaktów i będziesz miał czarno na białym.
    • six_a Re: Z frontu... 18.12.09, 11:24
      serio fundujesz dzieciom takie akcje z policją?
      na mój gust, pakujesz się w kłopoty i to spore, jak Twoja żona opisze to
      wszystko przed sądem. kwestię, jak tę szarpaninę odbierają dzieci pominę,
      chociaż powinna być priorytetem, a najwyraźniej nie jest(!).
      wystąp o ustalenie kontaktów sądownie, opisz dobry kontakt z dziećmi, jeżeli
      żona robi trudności, też to opisz. i przestań robić cyrk. i w życiu, i na forum.
      • michszyb Re: Z frontu... 18.12.09, 11:45
        No jasne to ja robie cyrk. Wiem ze na tym forum nie jest w smak jak się
        przedstawia "złe kobiety", ale to nie ja ukrywam dzieci.
        • chalsia Re: Z frontu... 18.12.09, 12:22
          michszyb napisał:

          > No jasne to ja robie cyrk. Wiem ze na tym forum nie jest w smak jak się
          > przedstawia "złe kobiety", ale to nie ja ukrywam dzieci.

          to nie ma zwiazku z problemem.

          Proste jak konstrukcja cepa - nie pasuje Ci to, co jest, możliwości dogadania
          się nie ma - to się zapitala biegusiem do sądu.
        • panda_zielona Re: Z frontu... 18.12.09, 12:23
          Tak,robisz przdstawienie,chcesz za wszelką cenę postanowić na
          swoim.Rozwodu nie masz,kontaktów uregulować sądownie nie chcesz,za
          to chcesz żeby dzieci były z Tobą i już.
          • michszyb Re: Z frontu... 18.12.09, 12:41
            No i powiedz mi co cię w tym bulwersuje? Przecież jestem ich ojcem. Tak chcę
            żeby dzieci były ze mną, tak jak i matka chce. Co cię dziwi?
            • mola1971 Re: Z frontu... 18.12.09, 13:12
              Wiesz co Michszyb? A ja to tak sobie myslę, że Tobie wcale nie
              zależy na poprawnych kontaktach z dziećmi tylko brakuje Ci
              adrenaliny, której dostaczało Ci małżeństwo z niezrównoważoną żoną.
              Teraz z nową partnerką pewnie w domu masz spokój a jesteś
              przyzwyczajony do czegoś innego i tego Ci brakuje. Partnerka nie
              dostacza Ci wystarczającej ilości adrenaliny to sam ją sobie
              fundujesz - wojenką z żoną i tu na forum prowokując.
              Zależy Ci na dzieciach i na kontaktach z nimi? To weź że wreszcie
              doopę w troki i zapierdzielaj do sądu ustalić kontakty z dziećmi!!!
              Innego wyjścia w Twojej sytuacji nie ma i żadne żale na forum tego
              nie zmienią.
              A z uzaleznieniem od adrenaliny, której dostarczała Ci żona to już
              musisz sobie poradzić albo sam, albo z pomocą psychologa.
              • nowel1 Re: Z frontu... 18.12.09, 13:41
                mola1971 napisała:

                > A z uzaleznieniem od adrenaliny, której dostarczała Ci żona to już
                > musisz sobie poradzić albo sam, albo z pomocą psychologa.

                Pisałam mu to kilka tygodni temu, ale potraktował to jako obrazę.
                • michszyb Re: Z frontu... 18.12.09, 13:46
                  Żona nie dostarczała mi adrenaliny, raczej mnie olewała.
              • michszyb Re: Z frontu... 18.12.09, 13:44
                Ale ja sie boje że sąd stanie po stronie zony i dzeici bedę widywał bardzo
                rzadko. Boję się stracic dzieci.
                • mola1971 Re: Z frontu... 18.12.09, 14:04
                  Przecież Ty już nie masz nic do stracenia. Masz dobre kontakty z
                  dziećmi? Nie masz. To co niby miałbyś stracić?
                  Sąd wyda wyrok i ona będzie MUSIAŁA tego wyroku się trzymać.
                  Będziesz miał narzedzie do egzekwowania swoich praw. Teraz tego nie
                  masz a głupią wojenką tylko psujesz nerwy sobie i jej.
                  Nie wierzę, że Twoja żona jest aż tak odważna by nie szanować wyroku
                  sądu.
                  Boisz się, że wyrok sądu może być dla Ciebie niekorzystny? To weź
                  dobrego adwokata. I na Boga nie ucz się sprawiedliwości z jakiś
                  głupich filmów sprzed iluś tam lat w dodatku. Sytuacja się zmieniła,
                  prawo się zmieniło i sądy mają obowiązek dążyć do tego by dzieci
                  miały po rozwodzie kontakt z obojgiem rodziców.
                • sonia_30 Re: Z frontu... 18.12.09, 14:05
                  A jaka jest Twoja propozycja co do kontaktów z dziećmi? Co
                  znaczy "bardzo rzadko"?
                • chalsia Re: Z frontu... 18.12.09, 14:05
                  michszyb napisał:

                  > Ale ja sie boje że sąd stanie po stronie zony i dzeici bedę widywał bardzo
                  > rzadko. Boję się stracic dzieci.

                  ROTFL.

                  To znaczy nie chcesz sądownie ustalić kontaktów, bo obawiasz się, ze sąd "stanie
                  po stronie matki" i bedziesz widywał dzieci rzadko, a teraz widujesz je
                  częściej ? Buahahaha.
        • six_a Re: Z frontu... 18.12.09, 12:24
          > No jasne to ja robie cyrk
          robisz. dzieci Cię kiedyś podsumują, to zajarzysz.
          • michszyb Re: Z frontu... 18.12.09, 12:34
            A co ja robię.
            To matka wezwał policję żeby mnie wygonili, to matka ukryła dzieci u babki żebym
            ich nie zobaczył.

            Koorwa sceny jak z "Tato". Z tego filmu też wiem jak sąd wygląda. Ja nie
            potrzebuje nabywać swoich praw rodzicielskich przed sądem. Ja je już mam. Tu nie
            chodzi o prawo tylko o mentalność matki która cynicznie i z premedytacją gra
            dziećmi.
            postanowieniem sądu tego się nie zmieni.
            • notting_hill Re: Z frontu... 18.12.09, 12:54

              >Ja nie potrzebuje nabywać swoich praw rodzicielskich przed sądem. Ja
              >je już mam

              Tak i nie. Prawa rodzicielskie są częścią układu zwanego zawarciem
              związku małżeńskiego przed urzędnikiem państwowym lub kościelnym (dla
              tych którzy go zawarli, żeby nie było czepiania się, że niekoniecznie
              trzeba mieć ślub, żeby mieć prawa rodzicielskie)

              Rezygnując dobrowolnie z wypełniania części tego układu dotyczącego
              małżeństwa z tą akurat żoną, formalnie stawiasz w zagrożeniu cały ten
              układ, łącznie z kontaktami z dziećmi. To nie przypadek, że prawo
              państwowe reguluje te kwestie i "wtrąca się". Dlatego też rozwód nie
              jest takim sobie pójściem w jedno smutne miejsce i otrzymaniu
              papierka, że ten pan z panią już nie...
              Nie pochwalam tego co robi Twoja żona (w sensie- ja bym nie mogła, ja
              z tych głupich i ugodowych jestem, co to woli sobie zrobić gorzej niż
              iść w walkę na noże, ale w końcu ludzie są różne...), ale walczy z
              sobie znanych powodów środkami, do których ma prawo(przynajmniej
              formalne). No i w związku z tym, Ty też, jak tu ludzie Ci słusznie od
              kilku miesięcy prawią, mógłbyś użyć środków, do których Ty też masz
              prawo, czyli ustalić sądownie kontakty. Bo Waszej rodziny już nie ma.
              Więc jakby "normalne" zasady funkcjonowania nie obowiązują. A na
              wojnie jak na wojnie.... Można by powiedzieć: sam tego chciałeś,
              Grzegorzu Dyndało smile.
            • bramstenga Re: Z frontu... 18.12.09, 12:57
              > Koorwa sceny jak z "Tato". Z tego filmu też wiem jak sąd wygląda. Ja nie
              > potrzebuje nabywać swoich praw rodzicielskich przed sądem. Ja je już mam. Tu ni
              > e
              > chodzi o prawo tylko o mentalność matki która cynicznie i z premedytacją gra
              > dziećmi.
              > postanowieniem sądu tego się nie zmieni.

              Aha. Czyli nie będziesz występował o kontakty, bo film obejrzałeś i znasz
              zakończenie. No i zawsze można wrzucić na forum "codziennie powieść w wydaniu
              dźwiękowym" i się poskarżyć. Niektórzy nawet po główce Cię pogłaszczą i rzucą
              parę epitetów w stronę szanownej (jeszcze) małżonki. Czego chcieć więcej, no nie?
              ~bramstenga
            • mola1971 Re: Z frontu... 18.12.09, 13:38
              michszyb napisał:
              > Koorwa sceny jak z "Tato". Z tego filmu też wiem jak sąd wygląda.

              No jak Ty na filmach uczysz się jak sądy wyglądają to ja więcej
              pytań nie mam.
              A medycyny to też od dr House'a się uczyłeś? Czy może od dr Zosi
              z "Na dobre i na złe"?
              • michszyb Re: Z frontu... 18.12.09, 20:17
                No jasne że od House'a - cyniczny dupek z zespołem Aspergera = to ja
                • mola1971 Re: Z frontu... 18.12.09, 20:25
                  No to naucz się jeszcze od niego podejścia do kobiet wink))
                  On by sobie z Twoją żoną poradził wink
            • chalsia Re: Z frontu... 18.12.09, 14:00
              > Koorwa sceny jak z "Tato". Z tego filmu też wiem jak sąd wygląda. Ja nie
              > potrzebuje nabywać swoich praw rodzicielskich przed sądem. Ja je już mam. Tu ni
              > e
              > chodzi o prawo tylko o mentalność matki która cynicznie i z premedytacją gra
              > dziećmi.

              jesteś albo tępy albo taki wkręcony w sprawę, że nie rozumiesz najprostszych spraw.
              Nie o prawa rodzicielskie chodzi ino o postanowienie o kontakatch z dziećmi
              (jest niezależne od rozwodu).
              Z mentalnością matki NIC nie zrobisz natomiast mozesz postarać się o takie
              instrumenty prawne (orzeczenie o kontakatch), które pomogą Ci wyegzekwować Twoje
              prawa rodzicielskie.
            • ekscytujacemaleliterki Re: Z frontu... 18.12.09, 19:55
              Michszyb,
              co chcesz uzyskać?
              Zmianę mentalności matki swoich dzieci czy możliwość spędzania czasu oraz
              wychowywania własnych dzieci?
              Jeśli interesuje Cię ta druga opcja to do sądu i gdzieś miej mentalność matki
              dzieci.
              Mając wyrok sądu policja Cię nie przegoni!!!
              Przestań się chłopie wygłupiać i zrób coś dla SWOICH DZIECI!
            • kicia031 Re: Z frontu... 18.12.09, 20:15
              > postanowieniem sądu tego się nie zmieni.

              I tu sie bardzo mylisz. Przyjkladem jest moj partner, ktory wyegzekwowal
              sadownie ustalone kontakty z 2 letnim wowczas dzieckiem, ktore matka wywozila
              nawet do rodziny na 2 koniec Polski. Tylko ze moj chlop kocha corke, a nie
              uzywa jej do rozgrywek z exia, w przeciwienstwie do ciebie. jego jedynym celem
              bylo zawsze miec mozliwosc troszczenia sie o Mala.
            • dziad47 Re: Z frontu... 20.12.09, 23:51
              Michszyb bardzo emocjonuje się czytając ten post, ale jest twoja żona. Nie ma
              już męża, ma tylko mężczyznę na którym może się tylko odgrywać dziećmi. Jak jej
              pokazujesz że ci na nich zależy to jej w to graj. Za chwile będzie ci wypominać
              że nie spełniasz swoich obowiązków bo kasy nie płacisz. I wtedy to ciebie
              znajdzie. Na tym polega dramat i rozpad rodziny, zniszczenie wszystkiego.
              Zapomnij że coś będzie tak jak dawniej, jeśli czegoś chcesz to musisz to
              wywalczyć, takie są niektóre kobiety. Ale miej nadzieje, bo w tym jest siła i
              pozytywna energia. Staraj się zło dobroci zwyciężać. DOBROCIĄ DLA SWOICH DZIECI
              WIĘCEJ ZYSKASZ NIŻ WOJNĄ.
        • peoplecanfly Re: Z frontu... 18.12.09, 12:32
          Michszyb,

          Walcz o widzenie z dziećmi jak tylko możesz i nie dawaj się manipulować żonie. Z tego co obserwuję od dłuższego czasu w Twoich wątkach, Twoja żona jest wyjątkowo wyrachowana i wie na czym Tobie najbardziej zależy - czyli na dzieciach. Gra dziećmi z pełną premedytacja! Each Michszyb, mam to samo...
          Bądź czujny i działaj tak, żeby nie dać jej potencjalnych dowodów przeciwko Tobie do wykorzystania w przyszłości. Życzę powodzenia!
          • ulkar Re: Z frontu... 18.12.09, 12:47
            Nie zabiegasz w sądzie o prawa rodzicielskie, w sądzie wyegzekwujesz
            te prawa. Dobrze Ci radzą, jeśli zależy ci na NORMALNYCH, bez
            szarpania kontaktach z dziecmi to załatw to w sądzie, jak będziesz
            robił dalej tak jak teraz to będzie świadczyło o tym, że ty równie
            dobrze jak żona bawisz się dzieciakami.
            Faktem jest, że niezaleznie od tego jak bardzo nieznosimy juz ojca
            naszych dzieci (my matki) to dla dobra naszych najkochańszych
            maluszków ich spokoju i poczucia bezpieczeństwa, jesli ojciec nie
            jst patologią nie możemy przeszkadzć im w utrzymywaniu dobrych
            kontaktów. Właśnie dlatego, żeby moje dziecko nie przezywało takich
            chorych sytuacji nie rozwodze się z jeszczemężem, chociaż dalibóg
            powinnam, oj powinnam, ale jak pomyślę o dziecku śpiącym raz tu raz
            tam, albo co w moim przypadku bardziej prawdopodobne, tatusiem
            pokazującym sie nieregularniei wtedy kiedy on sam chce, to wolę żeby
            moje dziecko miało spokój z mało interesującym się nim ojcem, ale
            przynajmniej pare razy w tygodniu bywajacym w domu... chociaż nie
            wiem do końca czy mam rację sad
            • luciva Re: Z frontu... 18.12.09, 14:01
              W sumie rzadko się odzywam, ale teraz muszę.
              Michszyb, ale powiedz o co chodzi właściwie? Chcesz widzieć dzieci, spotykac się
              z nimi? Czy to jest Twój cel?
              Skoro wiec żona to utrudnia, a masz do tego prawo - czemu sam sobie nie
              pomożesz, ustalając kontakty? Możesz wytłumaczyć dlaczego nie chcesz tego zrobić?
              Takie akcje strasznie krzywdzą dzieci, nawet nie chcę wiedzieć, co one
              przeżywają, słysząc te awantury, widząc policję, itd. No ale wiem.

              I dlatego, gdybyś faktycznie tak kochał dzieci, to machnąłbyś ręką na dumę,
              ambicję, dociekanie "kto pierwszy zaczął" itd - żeby uchronić dzieci. Wiesz,
              mądrzejszy głupiemu ustępuje.

              Nie chcę tu wyjść na kogoś takiego, kto broni Twej zony, ale mam takie wrażenie,
              że te zachowania nie biorą się znikąd. Bo czemu kobieta miałaby chować przed
              Tobą dzieci? tak dla rozrywki? A moze przychodzisz w nieumówione dni? znienacka?

              Serio pytam - czemu nie wystąpisz o kontakty, albo mediacje, żeby jakoś się
              dogadać? Skoro Twoja żona źle postęuje, to może uświadom jej to? Ona też te
              dzieci krzywdzi........Wg mnie powinno dążyć się do jak najmniej bolesnego i
              najszybszego rozwiązania problemu, a nie jątrzyć go - a oboje to robicie. Jesli
              do niej nic nie dociera - bądź mądrzejszy.

              Psychika to rzecz najważniejsza, a Wy tym dzieciom psychikę kopiecie. A potem,
              że pokolenia takie, że młodzież śmaka, no i dalej będą rozwody, przemoce, itd. A
              tak się właśnie zaczyna. Zadbaj o dobrą przyszłość dzieci - w sensie
              emocjonalnym i psychicznym. To teraz powinno być dla Ciebie najważniejsze.
              • kasiapfk Re: Z frontu... 18.12.09, 17:04
                Bo to taki biedny mis jest. Tutaj powrzeszczy, ulży sobie, ale żeby
                wziąć odpowiedzialność do końca i zawalczyć o najważniejsze -to nie.
                Bo to zachodu wymaga. No i nie mozna tupnąć: ALE JA CHCĘ! Tylko śad
                trzeba poprosić, we wniosku.
                A to pewnie nadwątlone poczucie wartości jeszcze bardzie nadwątli.
                Żeby nie było: mó eks regularnie z dzieciakami spędza czas, kiedy ON
                może i chce-czyli praktycznie ZAWSZE ilekroć ma możliwości i ochotę.
                Bo my się dogadujemy w tych sprawach, jak w żadnych innych. NIE MAM
                żadnych ale do swojego eksa i nawet go lubię, ale to co Michszyb
                wypisuje wzbudza we mnie śmiech.
                Dzic, to w tym układzie jest więcej.
        • zatracony72 Re: Z frontu... 18.12.09, 18:55
          michszyb napisał:

          > No jasne to ja robie cyrk. Wiem ze na tym forum nie jest w smak jak się
          > przedstawia "złe kobiety", ale to nie ja ukrywam dzieci.

          Na razie nie mam problemów widywania córeczki, ale nawet jeśli coś się wydarzy
          to niemam zamiaru postępować jak Ty. Już na wszelki wypadek powiedziałem córce,
          że jeśli nie będziemy się spotykać to nie przez to, że ja nie chcę tylko ze mama
          nie pozwoli.
          Jak pomyślę jaka traumę u córki by wywołało takie moje zachowanie jak twoje to
          naprawdę wolę jej w taki sposób nie widywać.
          Najpierw pomyśl o dzieciach a dopiero potem o sobie
          • kami_hope Re: Z frontu... 20.12.09, 11:08
            zatracony72 napisał:
            > że jeśli nie będziemy się spotykać to nie przez to, że ja nie chcę
            tylko ze mam
            > a
            > nie pozwoli.

            Świetnie! Ręce mi opadły. I to niby nie jest manipulacja?

            Przeczytaj jeszcze raz co sam napisałeś. I pomyśl najpierw o córce
            (dziecko ma dwoje rodziców, a Ty zaindukowałeś właśnie lęk do matki;
            niewiele trzeba aby pobudzić dziecka wyobraźnię).
            Jakoś tak nie mogę dostrzec refleksyjności w Tobie.
            • chalsia Re: Z frontu... 20.12.09, 12:14
              kami_hope napisała:

              > zatracony72 napisał:
              > > że jeśli nie będziemy się spotykać to nie przez to, że ja nie chcę
              > tylko ze mam
              > > a
              > > nie pozwoli.
              >
              > Świetnie! Ręce mi opadły. I to niby nie jest manipulacja?

              ba, to gorsze niż manipulacja. Bo on to mówi ZANIM cokolwiek się stało.
              Czyli - facet z PREMEDYTACJĄ nastawia swoją córkę przeciwko matce, z ktora
              dziecko mieszka.
              Szkoda, że cięzko udowodnić, bo spokojnie byłoby dobrym argumentem do
              ograniczenia kontaktów do takich, pod obecnością matki albo kuratora.
              • zatracony72 Re: Z frontu... 20.12.09, 12:44
                chalsia napisała:

                > kami_hope napisała:
                >
                > > zatracony72 napisał:
                > > > że jeśli nie będziemy się spotykać to nie przez to, że ja nie chcę
                > > tylko ze mam
                > > > a
                > > > nie pozwoli.
                > >
                > > Świetnie! Ręce mi opadły. I to niby nie jest manipulacja?
                >
                > ba, to gorsze niż manipulacja. Bo on to mówi ZANIM cokolwiek się stało.
                > Czyli - facet z PREMEDYTACJĄ nastawia swoją córkę przeciwko matce, z ktora
                > dziecko mieszka.
                > Szkoda, że cięzko udowodnić, bo spokojnie byłoby dobrym argumentem do
                > ograniczenia kontaktów do takich, pod obecnością matki albo kuratora.

                No to jak mam w inny sposób przekazać córce, że ew brak kontaktów nie będzie z
                mojej winy? Usłyszy od matki, że kochany tatuś już cie nie kocha i nawet nie
                odwiedza. Mam nadzieję, że tak się nie stanie ale jeśli to powiedzieć cokolwiek
                będzie już za późno. Mam wtedy stać za zamkniętymi drzwiami i dobijać się do
                mieszkania ??
                • sbelatka Re: Z frontu... 20.12.09, 13:24
                  tak - WTEDY!

                  a wcześniej?
                  możesz zadbać o to żeby Twoja córka była PEWNA Ciebie i Twojej miłości

                  możesz ją o tym przekonać zarówno słowami - mówiąć, ze TY zawsze
                  będziesz chcial, ze jest dla Ciebei b. wazna, ze...
                  ale mów o SOBIE

                  o matce jedynie wtedy - gdy możesz powiedziec dobrze

                  ale przede wszytskim przekonują nas czyny - jesli będziesz ZAWSZE
                  zgodznie z deklaracjami, potrzebami i możliwościami - to córka będzie
                  WIEDZIEC, ze jesli Cie nie będzie - to coś sie stalo...nie z Twojej
                  winy..

                  to proste dośc jest.. znaczy ten mechanizm tak działa...

                  ale już mleko się rozlało - pytanie co powinienes z tym zrobic?
                  moze pzry jakiejś okazji powieidzec, ze tak ci sie powiedzialo.. bo
                  ludzie czasem gdy sie rozstaną sa zdnerowowani.. i czasem robią i mówią
                  coś czego robic i mowic nie powinni..

                  i ty sie bałes/boisz, ze może sie coś takiego zdarzyc tez wam..

                  ale bardzo tego nie chcesz i Ty zrobisz wszystko żeby sprawy między
                  tobą, córką i jej mamą ulozyly sie jak najlpiej...




                • morekac Re: Z frontu... 20.12.09, 15:59
                  Nie wiem, jak duże jest dziecko, ale ze starszymi można kontakt
                  utrzymywać chociażby na maila/skype/internet/komórkę.
                • kami_hope Re: Z frontu... 20.12.09, 19:09
                  zatracony72 napisał:
                  > No to jak mam w inny sposób przekazać córce, że ew brak kontaktów
                  nie będzie z
                  > mojej winy?

                  W ogóle masz nie przekazywać córce takich informacji!
                  Takie "informacje" to między Tobą i żoną powinny pozostać. Chciałbyś
                  być widziany jako "dobry tatuś"? To BĄDŹ nim.
                  Przerzuciłeś swoje lęki na dziecko. Ty jesteś dorosłym człowiekiem i
                  Ty powinieneś dać sobie radę ze swoimi lękami, obawami. Wyobraziłeś
                  sobie zły scenariusz i na tej podstawie zaatakowałeś (i nawet nie
                  matkę, a dziecko!!).
                  W innym wątku przedstawiłeś żonę jako manipulatorkę. Czytam Twoje
                  posty i jak nic, widzę, że problem jest w Tobie.
                  Do tego manipulujesz dzieckiem. Tak nie można!
                  Chcesz zagarnąć wszystko dla siebie. Walczysz by mieć żonę przy
                  sobie, walczysz by mieć córkę przy sobie. Ale nie robisz nic by one
                  CHCIAŁY z Tobą być.
                  Poczytaj o syndromie Gardnera.
                • chalsia Re: Z frontu... 20.12.09, 19:42
                  > Mam wtedy stać za zamkniętymi drzwiami i dobijać się do
                  > mieszkania ??

                  tak. Bo wtedy nic już nie trzeba mówić, jasno widać kto czego chce, a kto - nie.
                  • zatracony72 Re: Z frontu... 20.12.09, 20:15
                    chalsia napisała:

                    > > Mam wtedy stać za zamkniętymi drzwiami i dobijać się do
                    > > mieszkania ??
                    >
                    > tak. Bo wtedy nic już nie trzeba mówić, jasno widać kto czego chce, a kto - nie

                    No to ile osób tyle opinii. Autor tego wątka zastał skarcony za takie zachowanie.
                    • chalsia Re: Z frontu... 20.12.09, 23:39
                      > No to ile osób tyle opinii. Autor tego wątka zastał skarcony za takie zachowani
                      > e.

                      mylisz się - nie za takie, za inne.
    • duza-zolza Re: Z frontu... 18.12.09, 16:58

      > Cudownie układa mi się z dziecmi. Są zachwycone jak są u mnie. Chciałyby
      > sypiacz czasem u taty.
      >
      > Efekt?
      >
      > Mozesz dzieci widywac tylko w miejscu ich zamieszkania i jak się na to zgodzę.

      Skoro tak bardzo zależy ci na dzieciach, to czemu na początek
      nie spotykasz się z nimi w ich miejscu zamieszkania (są u "siebie"),
      za jakiś czas może spacer...,jakieś kino.
      Oboje staracie się postawić na swoim, a to się fatalnie odbija
      na dzieciach.
      • handra Re: Z frontu... 18.12.09, 19:08
        No faktycznie dlaczego nie sluchasz rad. Minimum masz prawo do co najmniej
        drugiego weekendu od godz.15-16 piatek do niedzieli 18-19 godz.
        Nie rozumiem dlaczego sam siebie pozbawiasz takiego prawa i wojujesz z ex.
        Jezeli dzieci sa przedszkolne mozna sie dogadac jeszcze do jakiegos dnia w tygodniu.
        Powiem Cie, ze prawie kazda ex jest zlosliwa i gra dziecmi. Tylko tym
        madrzejszym udaje sie dla dobra dzieci zapomiec o animozjach do bylego.
        U Ciebie jest jakos inaczej uporczywie bronisz sie przed prawnym zabezpieczeniem
        swoich kontaktow z dziecmi. Jakos mi to wyglada na to , ze swojej bylej chcesz
        tylko zatruc zycie.

        Zapomnij o niej, tylko dzieci sie licza. Jej nie zniechecisz a jak bedziesz
        czesto robil "bojowki" to ona sie odkuje na Tobie.

        Prawo!- to daje Ci gwarancje na ciagly kontakt z dziecmi i wplyw na ich
        wychowanie. Ustal gdzie bedziesz mogl odbierac dzieci jezeli jest Ci niemile u
        niej w domu.
        • kicia031 Re: Z frontu... 18.12.09, 20:18
          > Powiem Cie, ze prawie kazda ex jest zlosliwa i gra dziecmi.

          tak, a prawie kazdy ex jest zlodziejem i nie placi alimentow. Kocham takie durne
          teksty.
      • sbelatka Re: Z frontu... 18.12.09, 19:17
        no nie wiem...

        może daletgo, ze w całej "mojej" sprawie rozwodowej i wszystkim co się
        z tym wiąże byłam w sądzie raz JEDEN - nie mam takiej znowu wielkiej
        gotowości do latania do sądu..

        poza tym - JESLI sie uda - uważam, ze nalezy próbowac ułozyc kontakty
        BEZ palca mądrości sądu .. czasem wysokiego a czasem nie,...
        i nie ma sie co to oburzac - bo sądy to ludzie

        a jak działAJA - to pewnie wielu z nas/Was mogloby powiedziec...
        oczywiście są tez i bardzo mądrzy, sprawiedliwi i te pe..

        tyle tylko, ze nie wiemy w czyje łapki trafi nasza sprawa

        ja tam nie wiem jaki jest Michu i jaka jest matka jego dzieci...

        ale też nie zapominajmy, ze częśc kobiet z powodów trudnych do
        jednoznacznego opisania (bo to zawsze uproszczenia) wrednie i z
        premedytacją utrudnia ojcom..

        więc nie ma sie co tutaj tak radykalnie wypowiadac..

        może mIchu prowokuje..
        a może nie..
        może żona wrednie... a może nie...

        może sie jedynie nie ptarfia porozumiec...

        przy czym słowo "jednynie" chyba jest nie na miejscusmile
        bo tak naprawdę - to to jest AŻ

        Michu, chyba cos wspomianles o mediacji..
        ja co prawda zdaje sie mialam znaleźc kontakt do gościa.. hm..zdaje sie,
        ze musze sie walnąc w klatę..

        inna sprawa, ze może warto byloby gdybyś się zastanowił co takiego
        robisz, ze budzisz agresję wielu ludzi z forum...

        pomijając leżące gdzies obok prawdy stwierdzenie, ze im rezonują
        osobistesmile

        bo MOZE podobne reakcje swojej zony(?) wywolujesz????
        tem samym strzelasz se w nogę...

        • handra Re: Z frontu... 18.12.09, 19:50
          Moja droga to co piszesz to jest gadka szmatka. To po co do sadu z rozwodem mozna sie przeciez dogadac zyjemy oddzielnie nie jestesmy juz malzenstwem a alimenty no ok.dogadamy sie itd.

          Moze i te sady nie sa doskonale ale przeciez mamy prawo rodzinne jakies paragrafy no i czasy jokoby korzystniejsze dla ojcow.

          Jest projekt wprowadzenia kar dla rodzica uchylajacego sie od widywania z dziecmi.

          Cos z tym gosciem nie tak. Mysle, ze jak dojdzie do rozwodu to sad i tak zechce zdecydowana definicje u kogo i kiedy. To po co czekac do rozprawy rozwodowej. Jak mozna sprawe widze zalatwic od reki.
          • sbelatka handra 18.12.09, 22:13
            .. mój drogi...

            oczywiście możesz miec inne poglądy niz ja..

            ale jest dokładnie tak jak pisze - masa ludzi NIE dogaduje szczegółów
            spotkań via sala sądowa - wystarczy stwietrdzenie obustronne, ze STRONY
            będą same regulować terminy czy cos tam spotkań

            tej sprawie nie poświęcił sąd w moim przypadku ani jednej minuty... bo
            nie bylo takiej potrzeby

            jak i zresztą wysokości alimentow - zapytal jedynie czy pan sie zgadza
            na te z pozwu..
            pan sie zgadzal - więc kropka

            więc Ty mi Handtra nie gadaj, ze to co pisze to gadka szmatka - bo to
            reality jest..

            a że są i inne seriale niż mój..
            peweni tak..

            JA uważam, ze ustalanie sztywnych kontaktów PRZY uzyciu sądu - jest
            ostatecznością..

            i se moge tak uważać...

            a że mądra jestem - to na dodatek uważam, ze mam rację smile

            ale oczywiście u mIcha moze sie to bez ingerencji sądu nie udac...
            bo do tego trzeba dobrej woli OBYDWU stron..




            • mola1971 Re: handra 18.12.09, 22:19
              sbelatka napisała:
              > ale oczywiście u mIcha moze sie to bez ingerencji sądu nie udac...
              > bo do tego trzeba dobrej woli OBYDWU stron..

              No właśnie problem polega na tym, że z tego co on od kilku miesięcy pisze
              wynika, że tej dobrej woli nie ma u żadnej ze stron.
              A niewinne dzieci cierpią. I dla tych dzieci lepiej już by było gdyby sąd
              ustalił kto i kiedy się nimi opiekuje bo oni sami wygląda na to, że nawet co do
              opieki nad kotem nie byliby się w stanie dogadać a co dopiero nad dziećmi.
            • kicia031 Re: handra 18.12.09, 22:24
              ale jest dokładnie tak jak pisze - masa ludzi NIE dogaduje szczegółów
              > spotkań via sala sądowa - wystarczy stwietrdzenie obustronne, ze STRONY
              > będą same regulować terminy czy cos tam spotkań

              ja nie musialam dogadywac spotkan w sadzie, ale oboje chcielismy przede
              wszystkim dobra dziecka. Widze zreszta teraz, po latach, ze te relacje, jakie ja
              mialam ze swoim ex, choc mi sie wydaja normalne, sa jednak wyjatkowe.
              mam tez w domu przyklad, kiedy dogadac sie nie dalo, choc kiedy moj partner sie
              rozwodzil, nie znalismy suie jeszcze i trudno mi tak naprawde dociec, jak bylo.

              natomiast u michszyba nie widze wcale pragnienia dzialania dla dobra dzieci,
              zapewnienia im normalnych, stabilnych relacji z obojgiem rodzicow. niestety.
          • chalsia Re: Z frontu... 19.12.09, 00:35
            > Jest projekt wprowadzenia kar dla rodzica uchylajacego sie od widywania z dziec
            > mi.

            NARESZCIE !!
        • sonia_30 Re: Z frontu... 18.12.09, 20:37
          Ale tu się nie udaje. Państwo się wożą parę miesięcy i emocje nie
          opadają, a wręcz są podkręcane - pościgi, akcje z policją, swoiste
          przeciąganie liny. Ludzie już całkiem sporo Michszybowi napisali co
          sądzą i co zrobić może, a on nadal swoje - że prawo ma takie samo
          jak jego żona, więc jak ona go kijem, to on ją pałką... Ileż można
          pianę bić...
          __
          Jeśli uważasz, że kobiety to słaba płeć, spróbuj w nocy przeciągnąć
          kołdrę na swoją stronę
          • maza15 Re: Z frontu... 18.12.09, 20:48
            I gdzie ta miłość rodzicielska?
            Niszczysz dzieci i tyle.Nie rozumiesz tego?
            Przeczytaj co do Ciebie tu piszą: idż do sadu uregulować kontakty.
            Przestań niszczyć psychikę swoich dzieci.
            To najlepsze wyjście.
            Tracisz czas na wojowanie z żoną.
            Pora zabrać dzieci z frontu Michszyb.
            • handra Re: Z frontu... 18.12.09, 21:01
              kicia031 18.12.09, 20:18 Odpowiedz
              > Powiem Cie, ze prawie kazda ex jest zlosliwa i gra dziecmi.

              tak, a prawie kazdy ex jest zlodziejem i nie placi alimentow. Kocham takie durne
              teksty.

              Jak to bylo- "uderz w stol a nozyce sie odezwa"
    • lampka_witoszowska Re: maksymalne nudy 19.12.09, 01:52
      mich wszeł w nowy etap, po raz kolejny przekonuje świat i policje
      też, jaką mu przydzielono złą kobietę za pierwszą żonę...
      no i co z tego?
      za rok, dwa odechce mu się wojowania, jakos się ułozy
      za 5-10 lat poleci któreś z nich z dziećmi do psychologa, bo jakeiś
      zawirowania wychowawcze wyjdą
      jak dzieci dorosną, albo będą się własnych związków damosko-męskich
      trzymać pazurami, albo będzie panienka za panienką - i nikt tego nei
      powiąże z sytuacją mamusi i tatusia

      (ale wtedy na ew. psychoterapię pójda za własne pieniądze, więc
      problem z głowy i tatusia dotyczyć już nei będzie, najwyżej zrzuci
      winę na mamusię i będzie to powtarzał dzieciom przy kazdej ich
      wizycie w domu starców, jeśli będą meić dośc siły, by nadal
      wysłuchiwać, że mają złą matkę)

      no i nic wielkiego się nie dzieje, prawda, mich?
      poza twoimi krzywdami, oczywiście, nie zapominajmy...

      agresję u kogoś łatwo wywołać, tak na marginesie
      jak się boisz iśc do sądu, to idź na terapię, może pomoże ci to
      zrozumieć własne błędy w porozumiewaniu się z połowicą
      • kasiapfk Re: maksymalne nudy 19.12.09, 11:38
        lampka, uśmiałam się. Chociaż temat wcale nie do smiechu jest.
        Po raz kolejny zdaję sobie sprawę z tego , że i ja i eks to aniły
        jakieś jestesmy, że sie dogadujemy.
      • six_a Re: maksymalne nudy 20.12.09, 01:36
        orsmile
        michszyb wliczył dzieci w koszt walki i tak długo będzie kicał na
        froncie, aż mu żona prawa ograniczy. a wtedy to już w ogóle raj, bo
        jej wredotę będzie miał na piśmie od sądu: widzicie? dzieci mi
        odebrała, a ja je tak kocham.
        • morekac Re: maksymalne nudy 20.12.09, 09:47
          Spoko, zrobi sobie nowe. Za 5 lat będzie zanudzał, jaką to paskudną kobietę
          przydzielono mu na żonę nr 2.smile
    • esteraj Re: Z frontu... 20.12.09, 23:03
      Twoja zona ogranicza Ci kontakty z dziecmi, bo nie chce by spotykaly
      sie z Twoja obecna partnerka. jest w niej ogromny bol, ze stracila
      Ciebie, a teraz moze stracic dzieci. Co jesli okaze sie, ze Twoja nowa
      kobieta bedzie fajniesza niz mama? To jej strach, bol i cierpienie
      czyni ja zla kobita. Ciezko jej sie pozbierac. Szkoda, ze nie chciales
      zalatwic z nia tego polubownie. Duzo czasu minie, kiedy osiagnie ona
      spokoj i zacznie normalnie z Toba rozmawiac. Szkoda mi dzieci, ze musza
      patrzec na wasze przepychanki.
      • kami_hope Re: Z frontu... 21.12.09, 00:55
        esteraj napisała:
        > To jej strach, bol i cierpienie
        > czyni ja zla kobita.

        Te słowa należy wziąć w ramki i przyjąć jako aksjomat.

        Jakieś 6 jat temu ktoś powiedział o kobiecie, która krzyczy... Jakoś
        tak auomatycznie niechęć do niej poczułam. Jeszcze nie zdążyłam
        przemyśleć i odnieść się do tamtej sytuacji, a dana osoba dokończyła
        zdanie. ...ona krzyczy bo już NIE MA SIŁY!

        Na nieszczęście tego świata, ludzie nie słyszą delikatnych słów, nie
        dostrzegają subtelnych znaków, ignorują słowa... Budzą się gdy
        słyszą krzyk! Często za późno. Bo ten krzyk już rzadko zmienia
        cokolwiek na lepsze. I wtedy ucieczka lub/i kontratak.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja