michszyb
18.12.09, 09:52
Własnie wszedłem w etap nowy.
Cudownie układa mi się z dziecmi. Są zachwycone jak są u mnie. Chciałyby
sypiacz czasem u taty.
Efekt?
Mozesz dzieci widywac tylko w miejscu ich zamieszkania i jak się na to zgodzę.
A kilka dni temu: dwóch rosłych funkcjonariuszy w moim domu pyta się:
-to pan sie awanturuje i grozi zonie.
- ale panie władzo oan uciekła z dziecmi do sądsiadów jak przyjechałem je
zabrać, no tak sie na dzis umawialiśmy. No to sie awanturuje zeby chociaz do
domu wróciła.
- prosze pana! miejsce dzieci jest przy matce! jak matka sobie poszła to
widocznie tak ma być!
-??? aha
Dzień później.
Dzieci wywiezione do babki. drzwi zamkniete. dzwonek wyłączony. Bajka na głośno.
Wzywam policje. Otwiera jak słyszy że zastanawiaja się czy prosic straż
pozarną o interwencję (no myslałem że padne). Babka krzyczy: tylko nie
wpuszcajcie tego łobuza.
Policja mi tłumaczy: nie mogą odebrać dzieci, jak bede pukał do drzwii to
bedzie to naruszenie miru domowego i mnie zamkną.
Jaka kooorwa szkoda że dzieci mnie kochają i chca ze mna być, bo gdyby było
odwrotnie to za kare miałbym je ciągle na głowie