Dodaj do ulubionych

Nie mam szacunku...

19.12.09, 10:34
... do siebie. Za to że nie opanowałem nerwów, języka i łap swoich
gdy po raz kolejny o 7 rano pijana do domu wróciła. Możecie mnie
nazywać jak chcecie...
... do niej. Za to jak traktuje mnie, syna, dom, jeszcze jak by nie
było (przynajmniej w papierach) rodzinę. Za to że potrafi być taka
okrutna, nie liczyć się z naszymi uczuciami.

Ona też do mnie szacunku nie ma. Która by miała...
Nie powiem nic o jej szacunku do samej siebie... bo nie mam pojęcia
co ona czuje.

Znamy się 13 lat w tym prawie 8 lat małżeństwa. Syn 6 lat.


Bez szacunku nie da się chyba NIC... mam rację?
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 10:54
      smutusmutu napisał:

      > Nie powiem nic o jej szacunku do samej siebie... bo nie mam pojęcia
      > co ona czuje.
      Ona jest chora. Ci, co są chorzy, a juz nie piją, mowią, ze to jest piekło.
      Przemoc tylko pogorszy sprawę.
      Jeśli masz jeszcze siły, by podjac próbę ratowania, znajdź grupe dla
      współuzaleznionych. Znam małzenstwo, któremu sie udalo - alkoholik nie pije, są
      razem, i co dziwniejsze kochaja się. Zaczęlo sie zmieniac, kiedy żona,
      niepijaca, podjela wlasnie terapie dla wspoluzależnionych.

      > Bez szacunku nie da się chyba NIC... mam rację?

      Masz.
      Czasem szacunek mozna odbudowac.
      • kalpa Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 11:14
        Trzymaj sie!
        ja tez kiedys rzuciłam M. o ścianę, a potem walnęłam po pysku... wrzeszczałam
        głośno:"obudź sie, usłysz wreszcie co mówisz!".
        A potem powoli, powoli wracaliśmy do normalnej komunikacji i teraz po rozstaniu
        nadal potrafimy świetnie rozmawiać. Ale u nas nie było alkoholu, narkotyków itp.
        Po prostu M. kochał moje koleżanki, bardzo, bardzo... i miałam dość wink
        da sie wiele, kiedy jest wola dwóch stron- a czasem drastyczne środki sa jedynym
        sposobem, zeby ktoś wyszedł z amoku. aczkolwiek drastyczne posunięcia przynoszą
        równie drastyczne konsekwencje... tego tez trzeba byc świadomym
        sił Ci życze
      • smutusmutu Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 11:18
        Prostuję:
        ona nie jest alkoholikiem. Ja też nie jestem.

        Dla obserwatorów z zewnątrz jesteśmy chyba zwykłą, normalną rodziną.
        Ja mam 31 ona 3o lat. Oboje pracujemy w niezłych firmach na niezłych
        stanowiskach, mamy ładne mieszkanie, auto... niby sielanka...
        A jednak... lipa...

        Nie wierzę że kiedyś się poprawi. Nie wieerzę bo sam przestałem czuć
        potrzebę naprawiania tego wszystkiego co się zepsuło.
        • smutusmutu Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 11:34
          A przestałem czuć potrzebę bo doszedłem w końcu do tego, że ani ona
          nie jest godna tego by być ze mną ani ja nie jestem godzien jej.

          Nie wierzę też, że po sprawianiu sobie nawzajem tylu cierpień przez
          lata, kiedykolwiek będziemy potrafili o nich zapomnieć w stopniu
          wystarczającym na zwykłą ludzką egzystencję (nie mówię już nawet o
          polotach związanych z gorącymi uczuciami).


          A co do odbudowywania szacunku... jak facet może sobie wybaczyć,
          zrozumieć i zaakceptować by w końcu odbudować do siebie szacunek
          takie zachowania?! Ja chyba nie potrafię.

          A dodatkowo... Tutaj będzie coś chyba jeszcze gorszego... Zrobiłem
          to co zrobiłem przy dziecku... Tak wstyd, jak mi jest od tygpodnia,
          to jeszcze w życiu nie było...
          • sbelatka Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 12:30
            wiesz co..

            jakies dziwne jest dla mnie to co piszesz..

            znaczy - nie wiem czy to W OGÓLE jest dziwne - czy tylko dal mnie..
            ale nigdy nie przyszlo mi do glowy, ze któreś z nas nie jest GODNE tego
            drugiego..

            i ten brak szacunku, ktory przewija sie cały czas w tym co piszesz...
            Ty nie masz szacunku
            ona nie ma szacunku

            baaaardzo (tym razemsmile ) zgadzam sie z tym co napisal Tri..

            jakie Ty masz relacje z samym sobą?
            jak sie masz z samym sobą?

            bo jednorazowe, czy nawet kilkukrotne zrobienie czegoś co uważamy za
            przekroczenie naszych osobistych granic - najczęsciej nie kończy sie
            utrata szacunku do siebie..

            chyba sprawę ze sobą samym powinienes zacząc załatwiać...

            a czy zona nie ma problemu z alkoholem ? kto tam wie...
            alkoholizm nie jedną ma twarz...
            to pisze tylko po to żeby powiedziec, ze nic co dotyczy ludzi, ich
            emocji, uczuc, zachowan .. nie jest jednoznaczne, oczywiste... ani
            pewne..




          • a.niech.to Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 18:19
            smutusmutu napisał:

            > A co do odbudowywania szacunku... jak facet może sobie wybaczyć,
            > zrozumieć i zaakceptować by w końcu odbudować do siebie szacunek
            > takie zachowania?! Ja chyba nie potrafię.
            >
            > A dodatkowo... Tutaj będzie coś chyba jeszcze gorszego... Zrobiłem
            > to co zrobiłem przy dziecku... Tak wstyd, jak mi jest od
            tygpodnia,
            > to jeszcze w życiu nie było...
            Powiedziałeś jej o tym?
          • kami_hope Niekontrolowana agresja 19.12.09, 21:01
            Twoje poczucie winy nic tu nie pomoże.
            Masz problem.
            Idź do lekarza i poddaj się terapii.

            Zrobisz to kolejny raz i co wtedy?
            Albo powiesisz się z żalu, albo zaczniesz się "przyzwyczajać", by za
            którymś kolejnym razem uznać, że to jej wina. Tak tak, i może
            jeszcze powinna Cię przeprosić za to do jakiego stanu Cię
            doprowadziła.
            Idź się człowieku leczyć i nie biadol.
        • a.niech.to Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 18:21
          smutusmutu napisał:

          > Nie wierzę że kiedyś się poprawi. Nie wieerzę bo sam przestałem
          czuć
          > potrzebę naprawiania tego wszystkiego co się zepsuło.
          Zdaje się, że podjąłeś już decyzję co do dalszych losów małżeństwa.
        • labadine Re: Nie mam szacunku... 20.12.09, 09:58
          A czemu nie filmujesz powroty zony do chaty?-ponoc na kaca dobrze sie to oglada
    • tricolour To nie tak, bracie..... 19.12.09, 11:38
      ... szacunku nie ma się za coś. Szacunek ma się w ogóle albo nie ma
      wcale - to wartość zerojedynkowa.

      Szacunek za coś, to zwykły deal. Kupczenie pożądaną cechą, która
      zwiększa atrakcyjność, myloną z szacunkiem.

      Prawdą zaś może być, że nie masz szacunku do siebie, a przez to do
      nikogo. Szanowanie siebie samego jest warunkiem koniecznym
      szanowania innych.
      • nangaparbat3 Re: To nie tak, bracie..... 19.12.09, 13:40
        tricolour napisał:

        > Szacunek za coś, to zwykły deal. Kupczenie pożądaną cechą, która
        > zwiększa atrakcyjność, myloną z szacunkiem.
        >
        > Prawdą zaś może być, że nie masz szacunku do siebie, a przez to do
        > nikogo. Szanowanie siebie samego jest warunkiem koniecznym
        > szanowania innych.

        Dokładnie tak.
        Dodalabym jeszcze, ze podobnie z wybaczaniem - dopóki nie potrafimy wybaczyc
        sobie, nie wybaczymy nikomu innemu.
      • kami_hope Re: To nie tak, bracie..... 19.12.09, 20:53

        Jednoznaczne "TAK", dla tego co napisałeś Tri.

        tricolour napisał:
        > Kupczenie pożądaną cechą, która
        > zwiększa atrakcyjność, myloną z szacunkiem.

        Bardzo często słyszę: "Na szacunek trzeba sobie zasłużyć".
        (Czyli: "jak zrobisz dla mnie to i to, będziesz postępować wedle
        określonych zasad (moich) to ja będę cię szanować".)
        A to jest wprost przeciwnie. Bo człowiek rodzi się z naturalnym
        poczuciem godności/szacunku do siebie i innych stworzeń.
        Z czasem może ten szacunek utracić, i z tego poziomu postrzega
        innych. Ale może być i tak, że szacunek utrzyma (lub odzyska) i tym
        samym utrwala swój stosunek do otoczenia (z poszanowaniem) i rozwija
        ważne więzi międzyludzkie.

        > Prawdą zaś może być, że nie masz szacunku do siebie, a przez to do
        > nikogo. Szanowanie siebie samego jest warunkiem koniecznym
        > szanowania innych.

        • sbelatka Re: To nie tak, bracie..... 19.12.09, 22:03
          ależ oczywiście kami, ze na szacunek tzreba sobie zasłużyć..

          czyzbyś mi chcuala powiedziec, ze autor tego wątku MA Twój szacunek???

          albo nauczyciela uczniowie mają szanować? mimo tego, ze jest gównianym
          sadystą i matołem.. na przykład - ale jest ICH NAUCZYCIELEM???

          ale zgodze sie z tym, ze ludzie, ktorzy sami maja szacunek dla siebie -
          mają naturalną tenencję do lepszego traktowania bliźnich..

          ale jednak... na szacunek - pzrez duże P - tzreba sobie zasłużyć
          • nangaparbat3 Re: To nie tak, bracie..... 19.12.09, 23:01
            Bo chyba istnieja dwa rodzaje szacunku - jeden podstawowy, przynależny każdej
            żywej istocie, ludziom też, bez zasługiwania, za to po prostu, ze ktos jest.
            I ten drugi, niech bedzie: przez duze "P". Na ten trzeba zasluzyc.
            Nawiasem - łatwiej zasłużyc na ten drugi, jesli jest sie obdarzanym tym pierwszym.
          • kami_hope Re: To nie tak, bracie.../Sbelatka 19.12.09, 23:48
            Mam inną opinię na ten temat.
            Twoje pytania zawierają w sobie prowokację i manipulację. Nie mam
            pojęcia co motywuje Cię by kierować dyskusje na ślepe tory.
            Nie potrafię odpowiedzieć na tak postawione pytanie unikając
            kontrmanipulacji. Potraktuję więc temat po swojemu.

            Szacunek jest przynależny każdej istocie ludzkiej. Życie samo w
            sobie jest wartością najwyższą. Jeśli człowiek zatraca tą wartość w
            sobie, jednocześnie zatraca szacunek do siebie.
            Np. alkoholik pije by coś tam w sobie zagłuszyć. W chwilach
            trzeźwości ma wyrzuty sumienia, traci szacunek do siebie. To go
            bardzo boli, pije więc po to, by zagłuszyć ból braku szacunku dla
            swojej osoby. Obiektywnie człowiek taki nie stracił na wartości jako
            istota ludzka, ale na skutek postępowania samego ze sobą zatraca
            obiektywną ocenę własnej osoby, a dalej otoczenia. Jest przekonany,
            że inni pogardzają nim. Więc pije by nie dostrzegać tej pogardy lub
            cierpienia widzianego w oczach najbliższych. Powstaje błędne koło.
            Pijak zaczyna tworzyć w sobie urojenia, paranoiczne wizje, zaczyna
            nienawidzić swoich wrogów (tych co nim pogardzają), widzi, że żona
            to zołza (bo może krzyczy jak widzi go pod wpływem alkoholu?),
            dziwka (bo może zobaczył przez firankę jak śmieje się z sąsiadem, a
            w rzeczywistości rozmawiają o pogodzie, lub kiedy trzeba przycinać
            róże)...tą drogą przestaje szanować żonę, sąsiada, i w ogóle
            wszystkich. A wszystko wzięło początek od zatracenia szacunku
            własnego.
            W procesie leczenia alkoholizmu kolosalne znaczenie ma odbudowanie
            szacunku do samego siebie.

            Nie wiem co to znaczy "gówniany sadysta"? Przybliż mi proszę swoją
            terminologię i nie stawiaj pytań twierdzących - na te nie da się
            odpowiedzieć nie stosując tego samego stylu.

            sbelatka napisała:
            > ale jednak... na szacunek - przez duże P - trzeba sobie zasłużyć

            Gdyby tak było, to lekarze nie leczyli by chorób wenerycznych, bo
            ktoś, kto się "źle prowadził" zasłużył sobie na nie; alkoholikowi
            trzeba pozwolić skonać, bo zasłużył sobie piciem na swoją upadłość.

            Właśnie coś mi się przypomniało. Oglądałam kiedyś taki film
            pt. "Piła". I widzę podobieństwo w Twoim myśleniu i myśleniu
            bohatera tego filmu. Ja to nazywam "mentalnością krzyżackiego
            rycerza".

            P.S. Mimo, że nie zgadzam się z Twoją opinią, mam dla Ciebie
            szacunek.


            • mola1971 Re: To nie tak, bracie.../Sbelatka 20.12.09, 00:08
              Powiem krótko...
              Cieszę się Kami, że wróciłaś na to forum smile
              Bo bardzo lubię czytać to co piszesz.
              Choć oczywiście nie cieszą mnie powody z jakich tu wróciłaś.

              Co do szacunku to zgadzam się z tym co napisała Nanga.
              Szacunek należy się człowiekowi z racji tego, że jest człowiekiem po prostu. I dlatego lekarze leczą ludzi chorych na choroby weneryczne, alkoholizm czy narkomanię. Czyli choroby niejako "na własne życzenie".
              Natomiast na szacunek przez duże P (czy raczej S wink) to już trzeba samemu zapracować. A zapracować na ten rodzaj szacunku nie da się nie szanując samego siebie w pierwszej kolejności.
              • kami_hope Re: To nie tak, bracie.../Sbelatka 20.12.09, 00:31
                Dziękuję Mola.
                I cieszę się, że się cieszysz smile
                Podziwiam Twój talent do dyplomacji (do tego, takiej ciepłej
                dyplomacji smile)

                > A zapracować na ten rodzaj szacunku nie da się nie szanując samego
                sieb
                > ie w pierwszej kolejności.

                Z pustego i Salomon nie naleje, ot co!
                • mola1971 Re: To nie tak, bracie.../Sbelatka 20.12.09, 00:35
                  Dzięki Kami smile
                  Oooo, i zaraz zostaniemy posądzone o TWA smile
                  Trudno, takie TWA, które pomaga innym ludziom niech się pleni na potęgę smile
                  • kami_hope Re: To nie tak, bracie.../Sbelatka 20.12.09, 10:36
                    A niech gadają. Taka to natura zazdrosna.
                    Jakieś lata temu (to dość skomplikowane) nie mogłam liczyć na pomoc
                    rodziców. Wszechobecne oczy, które tylko czyhały na powody do
                    oskarżeń (np. nepotyzm). I powiem Ci, że zrobiłam się wrażliwa na
                    tym punkcie. I w bólach smile sama układałam kamyki w swoim ogródku.
                    Kiedyś wojowałam z rodzicami, czułam, że ten "wielki" świat jest
                    ważniejszy dla nich niż ten "mały". Dorosłam, rozumiem więcej.

                    Jeśli więc o TWA chodzi - człowiek to istota społeczna (zwierzę
                    stadne jak kto woli smile), dzięki innym ludziom mamy więcej szans na
                    rozwój. Czasem oczywiście inni mogą podcinać skrzydła, stąd bardzo
                    ważny jest wybór odpowiednich środowisk.
            • sbelatka kami 20.12.09, 10:55
              się usmiechnęłam po przeczytaniu twej wypowiedzi..
              co mnie cieszy - bo nocne pzrejścia z piecem gazowym, ktory z nie
              znanych powdow odmówił posluszenstwa - nieco nadyrężyły mój pozytywny
              stosunek do świata..

              otóz..

              infromuję, ze nie podejmę daleszej polemiki z tego prostego powodu, ze
              wyczuwam brak dobrej woli po Twojej stronie zeby sie poroumiec..

              argument o leczniu zarazonych choroba weneryczna pzrez lekarza - w ogole
              mnie śmieszy
              nie sądzisz chyba, ze lekarz leczy takiego ktosia Z POWODU szacunku jaki
              żywi do niego przez duże S...

              albo, ze pedofil garsujący po Twojej okolicy, a nawet ekshibicjonista,
              który pokazuje swojego mniej lub bardziej radosnego czlonka Twojemu
              dziecku w drodze do domu - MA twoj szacunek pzrez duże S..

              ja, staram sie - tak, świadomie użyłam słowa staram sie - dostrzegać w
              każdym czlowieku człowieka..
              i właśnie z tego powodu nie kopie każdego komu sie zdarzy potknąć
              (patrz:autor wątku)

              i o tym piszę od dawna już - i w tym wątku i innych

              ale rozumiem, ze ty walczysz o cos tam.. albo może tylko po to zeby
              walczyć..

              mam jednak wrażenie, ze nie zrozumiałas o czym ja pisze..
              moze byc oczywiscie tak, ze nie wyraziłam sie wystarczająco jasno...

              no nic...
              czas na kaweczkę i obejrzenie ze smakiem Cejrowsiego z bosymi stopami
              miłego dnia


              • kami_hope Re: kami/Sebalatka 21.12.09, 12:48
                Po mojej stronie jest jak najbardziej dobra wola porozumienia.
                Powiem więcej, jestem skłonna na kompromis nawet daleko idący.
                Jednak epatowanie patologią i stosowanie wulgaryzmów o charakterze
                silnie emocjonalnym nie są argumentem w dyskusji, a przemocą
                wyrażoną werbalnie. Mam prawo nie zgodzić się na taki styl dyskusji.
                I właśnie to zrobiłam: nie wyrażam zgody na potyczki o charakterze
                przemocy, które w prostej linii prowadzą do zwyciężenia (może i
                upokorzenia), którejś ze stron. Rozmowa nie może polegać na walce.
                Jeśli tak jest, skutkiem będzie tylko czyjaś wygrana (przegrana
                drugiej strony) ale będzie to pyrrusowe zwycięstwo, bo nie wniesie
                żadnej mądrości, żadnego wniosku, żadnego rozwiązania. Taki styl
                jest destrukcyjny i ja stawiam wobec tego sprzeciw. To nie sprzeciw
                wobec Twojej osoby, a wobec niewłaściwego sposobu komunikacji. Mam
                nadzieję, że jasno określiłam swój stosunek.

                sbelatka napisała:
                > argument o leczniu zarazonych choroba weneryczna pzrez lekarza - w
                ogole
                > mnie śmieszy
                > nie sądzisz chyba, ze lekarz leczy takiego ktosia Z POWODU
                szacunku jaki
                > żywi do niego przez duże S...

                Są ludzie, którzy wykonują swój zawód z głębi serca, z powołania,
                czyli właśnie z miłości do człowieka i szacunku dla życia.
                Są ludzie, którzy ze łzami w oczach i z łamiącym się głosem składają
                publicznie przysięgę Hipokratesa (lub inaczej tzw. "Przyrzeczenie
                lekarskie"). M.in. Przyrzeczenie to głosi tak:
                "Według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać
                chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa,
                religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne,
                mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek" -
                i to się mówi ze łzami w oczach, drżącym głosem i pamięta do końca
                życia. I gdziekolwiek się jest, cokolwiek się robi (bo czasem los
                sprawia, że nie ma możliwości wykonywania zawodu), to przysięga ta
                zostaje zakodowana w umyśle i chyba tak zostaje do śmierci.
                Może Cię śmieszyć ten argument, masz prawo odbierać świat po
                swojemu. Wiedz jednak, że jest on oparty na prawdzie.

                Koleje przyrzeczenie brzmi:
                "stale poszerzać swą wiedzę i podawać do wiadomości świata wszystko
                to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić"

                Jeśli wciąż Cię to śmieszy, mogę sądzić, że nie doświadczyłaś na
                własnej skórze czym jest szacunek. Mogę Ci jedynie wyrazić
                współczucie.




                • kicia031 Re: kami/Sebalatka 21.12.09, 13:00
                  Mogę Ci jedynie wyrazić
                  > współczucie.
                  >

                  zaraz ci sie dostanie za to, ze najwyrazniej czujesz sie lepsza od
                  sbelatki.
                  • kami_hope Re: kami/Sebalatka/Kicia 21.12.09, 14:56

                    kicia031 napisała:

                    > Mogę Ci jedynie wyrazić
                    > > współczucie.
                    > >
                    >
                    > zaraz ci sie dostanie za to, ze najwyrazniej czujesz sie lepsza od
                    > sbelatki.
                    >
                    Może nie Kiciu? Mam nadzieje, że moje słowa jasno określiły moją
                    motywację i stanowisko.
                    Jestem świadoma, że jakieś tam działania (moje) mogą budzić
                    sprzeciw, jednak robię to, co według mnie słuszne; opieram to na
                    jakiejś wiedzy, jakimś doświadczeniu, a moje motywy działania ujęłam
                    w powyższym poście. I tu absolutnie nie chodzi o komfort poczucia
                    się lepszym/ą, to jest specyficzny sposób myślenia, ani lepszy ani
                    gorszy, (ja się z czymś takim urodziłam) który predestynuje do
                    określonych działań, wyborów decyzji, często niepopularnych, ale to
                    też jest wpisane w podobny "los" i trzeba się z tym liczyć. A że
                    często mi przykro, boli lub wręcz przynosi cierpienia - to już inna
                    historia.
                    • sbelatka Re: kami/Sebalatka/Kicia 21.12.09, 22:03
                      słoneczka...
                      już kilka gałązek wyżej ktoraś z was, zdaje mi się smile , wyrażała dla
                      mnie szacunek ( co prawda przez małe s)
                      teraz współczucie...

                      no, cóz...budzi sie te emocje...

                      ale nie o to .. nie o to..

                      a o to, ze w wyniku wymiany poglądów i opinii nie musi dojśc do
                      przekonania kogokolwiek do swojego stanowiska; i tak też jest dobrze..

                      i rozumiem, ze w tej dyskusji tak właśnie się stalo

                      możliwe, ze nasze osobiste doświadczenia, wiedza, przekonania i co tam
                      jeszcze - na zawsze ustawiły nas po przeciwnych stronach każdego sporu

                      możliwe, ze w niektórych będzie inaczej

                      zobaczymy

                      ale i tak nie podoba mi sie to co piszecie - kicia i kami
                      i - w moim odczuiu - uzywanie przez was słowa "szacunek" jest akurat
                      nieporozumieniem

                      rozumiem jednak, ze dobre samopoczucie was nie opuszcza...
                      wszak macie szacunek dla każdego człowieka...

                      szkoda tylko, ze mi sie nie chce prześledzic waszych wypowiedzi żeby
                      wywlec wam przed oczy fragmenty tych jawnie ocennych i nijak sie
                      mających do tarktowania innych z szacunkiem

                      i ja tez robie to co uważam za słusze... opieram sie na wiedzy.. i
                      doświadczeniu
                      o motywach moich sprzeciwów wobec tego co piszecie - pisalam juz tez

                      rzekłam
                      i skończylam



                      • kami_hope Re: kami/Sebalatka/Kicia 21.12.09, 23:46

                        sbelatka napisała:
                        > rozumiem jednak, ze dobre samopoczucie was nie opuszcza...
                        > wszak macie szacunek dla każdego człowieka...

                        Jaki związek ze sprawą ma (nasze) samopoczucie? I na jakiej
                        podstawie zrozumiałaś, że jest dobre? Co chciałaś przez to zdanie
                        powiedzieć?

                        > słoneczka...
                        > już kilka gałązek wyżej ktoraś z was, zdaje mi się smile , wyrażała
                        dla
                        > mnie szacunek ( co prawda przez małe s)
                        > teraz współczucie...

                        Szacunek ze współczuciem ma wiele wspólnego. Zdolność współczucia
                        nie istnieje przy braku szacunku do bliźniego.

                        > szkoda tylko, ze mi sie nie chce prześledzic waszych wypowiedzi
                        żeby
                        > wywlec wam przed oczy fragmenty tych jawnie ocennych i nijak sie
                        > mających do tarktowania innych z szacunkiem
                        >
                        Jak dla mnie, "wywlekanie" czegokolwiek nienajlepiej świadczy o
                        osobie, szczególnie takiej, która deklaruje siebie jako obrończynię.
                        Jakoś to tak zaprzecza sobie.
                        Zwróciłam Ci już uwagę, a Ty dalej uporczywie atakujesz. Mało tego,
                        że agresywna jesteś. Okazujesz lekceważenie.
                        Proszę Cię, nie mów już nic więcej o szacunku, bo Twoje słowa
                        ukazują, że nie wiesz o czym mowa.

                        Gdyby jednak zechciało Ci się "wywlec" te "fragmenty", a ja nie
                        znajdę słów na swoją obronę, pochylę czoła i przeproszę. Nie Ciebie
                        rzecz jasna, a osobę, której dotyczył ów "fragment".

                • nangaparbat3 szacunek lekarza 21.12.09, 21:42
                  chyba troche na czym innym polega niz zwykły szacunek, pamietam mego ojca,
                  lekarza bez wątpienia "z powolania", jak mawial, ze lekarz powinien w razie
                  potrzeby wsadzic bez mrugniecia okiem palec w d., jak trzeba, to i bez rekawiczki.
                  On chyba, jeśli jest - bo nie jest to takie znowu powszechne, choc i nie bardzo
                  rzadkie, jest jakimś przekonaniem o elementarnej rowności nas wszystkich, i to
                  na poziomie głownie somy.
                  I myśle, ze lekarz leczy syfilityka (moja babcia na przyklad miala ten zaszczyt,
                  na Śląsku, podobno tlumy byly, przed II w.św.)nie z powodu szacunku dla niego,
                  tylko dlatego, ze "tak trzeba". Że "robi swoje" - od tego jest, by leczyc.
                  Teraz mi przyszlo do glowy, ze zbyt rzadko odwolujemy sie do tej najoczywistszej
                  argumentacji - ze po prostu trzeba robic swoje. Żony i mezowie tez.
                  • kami_hope Re: szacunek lekarza 22.12.09, 01:47

                    nangaparbat3 napisała:
                    > po prostu trzeba robic swoje

                    Myślę podobnie Nango. To "swoje" jest czymś indywidualnym. Każdy
                    robi swoje, według tego, co go motywuje, predestynuje, popycha, etc.

                    >"robi swoje" - od tego jest, by leczyc.
                    Tak, i ta robota na czymś się osadza, jak to napisałaś na początku -
                    na "powołaniu". To powołanie z czegoś wynika... Fakt, później już
                    się nie rozmyśla z czego to wynika. To już jest zakodowane w głowie
                    i po prostu robi się swoje.
                    Wszystko prawda.
    • aiwlysji Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 14:42
      nazwijmy to po imieniu: pobiles ja przy dziecku?
      • smutusmutu Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 15:25
        Może pobiłeś to za duże słowo...

        Tak, przy dziecku...Popchnąłem ją na ścianę, na łóżko i kopnąłem w
        tyłek. trochę się poobijała ale ciężko to raczej nazwać pobiciem...

        Możesz, jak również wszyscy inni, myśleć o mnnie i mówić co
        chcecie...

        Mi jest niesamowicie wstyd za to co zaszło... Straciłem kompletnie
        nad sobą panowanie... Ciągle jak myślę o tym jaki dałem przykład
        dziecku to płaczę...
        • mola1971 Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 15:41
          Ok. Dałeś ciała. I to nie podlega dyskusji.
          Ale użalanie się nad sobą czy też ciągłe obwinianie siebie nic nie pomoże. Wiesz, że to był błąd. Wiesz, że zrobiłeś źle. Ale czasu nie cofniesz. Jedyne co możesz zrobić to wyciągnąć wnioski na przyszłość. Musisz nauczyć się panować nad emocjami by nie pozwolić sobie już nigdy więcej na to by emocje panowały nad Tobą. I dotyczy to w ogóle przyszłości - niezależnie od tego czy Twoje małżeństwo przetrwa czy nie. Nawet jeśli Twoje małżeństwo nie przetrwa, kiedyś jakaś inna kobieta może Cię wyprowadzić z równowagi czymś innym, ale to w żaden sposób nie usprawiedliwi przemocy. Nad tym musisz zapanować sam, musisz nauczyć się inaczej okazywać wzburzenie (bo stłumić się go nie da a nawet nie powinno się tego robić). Zamiast kogoś popychać i kopać już lepiej wyjść z domu i iść na długi spacer.
          A z dzieckiem koniecznie porozmawiaj, przeproś i żonę i dziecko. W ten sposób nauczysz dziecko, że dorośli też czasem popełniają błędy, ale potrafią do tych błędów się przyznać i za nie przeprosić.
    • kicia031 rzeczywiscie trudno to nazwac pobiciem, prawda? 19.12.09, 15:59
      Może pobiłeś to za duże słowo...

      Tak, przy dziecku...Popchnąłem ją na ścianę, na łóżko i kopnąłem w
      tyłek. trochę się poobijała ale ciężko to raczej nazwać pobiciem...

      mam wielka nadzieje, ze twoja zona wezwalal policje.
      • sbelatka Re: rzeczywiscie trudno to nazwac pobiciem, prawd 19.12.09, 16:37
        wiesz co kicia...

        pewnie nie wiem o czym pisze - tak za dokładnie - bo w życiu nie
        dostalam od faceta niczym, w nic - ani silnie ani słabo..

        ale spodziewam sie (domniemanie), ze GDYBY moj już ex po raz pierwszy w
        żcyiu mnie potraktowal tak jak autor swę żonę - w podobnej okoliczności -
        to NIE wzywałabym Policji...

        ale jak powiadam - się na całe szczeście nie znam...
        spodziewam sie także, ze znajomi mężowie GDYBY w podobnych
        okolicznosciach tak potraktowali swoje żony - one NIE wezwałyby Policji

        czy dlatego, ze są maltertowane? wiernopoddańczo oddane mężom?
        godzą sie na podłe traktowanie?

        otóż nie...
        zapewne dlatego, ze JEDNORAZOWA przemoc nie jest (MOIM ZDANIEM) powodem
        do zawzywania Policji..

        jak jest w tym przypadku? kto to wie..
        jezli jest prawda, ze facet tak bardzo przeżywa swoje zachowanie - to
        prawdopodobnie uczynil to po raz pierwszy..
        i jest nadzieja, ze ostatni...

        czy to jest czy nie jest PO-BICIEM???
        się właśnie zaczęłam zastanawiac...

        kopnięcie w tyłek jest dla mnie - obok uderzania w twarz - jakoś
        szczególnie uderzające w godnośc czlowieka..
        popchnięcie na łóżko.. czy ściane...
        nie, dla mnie jednak nie...
        nie mieści sie to w MOJEJ definicji pobicia, no trudno...

        i rzeknę jeszcze tak - nie bylam bita pzrez exa i nie używalam nigdy siły
        a jednak - gdy dowiedzialam sie o jego zdradzie - tak długo biłam go po
        twrzy (co w normalnych warunkach w ogóle nie miesci sie w obszarze mojej
        tolerancji), ze nazajutrz mialam sine dlonie...

        zrobilam to - choc nigdy w życiu sie tego po sobie nie spodziewałam..

        nie rzucam więc kamieniem ...

        natomist pzrychylam sie do tego co ktoś wyżej napisal - trzeba zając sie
        sobą, załatwieniem spraw z żoną
        a przede wszystkim zabezpieczniem dziecka - poprzez pomoc w zrozumieniu
        mu tego co sie wydarzylo..

        czy przepraszac syna?
        moim zdaniem nie...
        wyjasnic.. pokazac, ze jest Ci przykro i ze żałujesz, ze nie potrafiles
        zapanowac nad złością - bardzo tak



        • tricolour A jednorazowa kradzież? 19.12.09, 16:45
          Nadaje się na Policję? A pierwszy gwałt? A gdybym ja pchnął Cię na
          ścianę i nakopał do dupy, to też nic?

          Wyobraź sobie, że setka facetów kopie Ci dupę, ale każdy pierwszy
          raz - czy to też nie nadaje się na Policję?

          Przemoc jest przestępstwem zagrożonym kryminałem.
          • sbelatka Tri 19.12.09, 18:09
            Tri - i to jest własnie to co mnie czasem zbrzydza w tym co piszesz..

            przeczytaj to co napisales - i poczuj(choć się zastanawiam czasem czy Ty
            masz coś takiego jak czucie.. odczuwanie... empatia..) jaka złośc,
            agresji wyłazi z tego co napisales..

            "nakopał do dupy"
            już tu cos bylo o jezyku moderatora Tri.. nie czytałes??
            czy nie zrozumiales?? ze chamskie sa niektore z Twoich odzywek

            co do zawartości treściowej to sie nawet nie bede wypowiadac - bo
            spodziewam sie, ze jednak jestes dośc bystrym facetem - i sam zdajesz
            sobie sprawe z absurdalnosci podanych przez Ciebie przykladów

            tak, przemoc jest karalna

            i gdybys Ty, obcy mi facet nakopal mi do dupy to bylaby przemoc
            gdyby 100 facetow mnie kopnęlo - też

            definicja patrz niżej
            i zapamietaj

            czasem warto sie cegoś dowiedziec nim sie czlowiek zacznie wymądrzac
            i nie wystarczą obiegowe, potoczne i stereoptypowe rozumienia i własne
            filozofujące czy intuicyjne interpretacje

            tak, przemoc jest karalna

            • tricolour To jest konsekwencja... 19.12.09, 19:16
              ... nie agresja - konsekwencja szalonego pomysłu, że raz nic nie
              znaczy.

              Jest też dowcip sytuacyjny choć rzeczywiście poczucie humoru możemy
              mieć inne.
              • sbelatka Re: To jest konsekwencja... 19.12.09, 19:21
                czasem RAZ znaczy gigantycznie dużo
                czasem mniej
                czasem prawie nic
                a czasem nic

                a co do poczucia humoru.. ciekawa jestem czy mamy podobne...
                biorąc pod uwagę, ze czasem sie zgadzamz tym co piszesz - a czasem wrecz
                przeciwnie - nawet nie próbuje zgadnąc jak jest w tej sprawie..
                • lampka_witoszowska Re: Sbelatka, kobieto... 22.12.09, 03:00
                  zdecydowanie zmierzasz w swoim rozwoju na tym forum nie w tym
                  kierunku, który usiłujesz głosić

                  to tak na marginesie

                  wydajesz jakieś paskudne osądy, po czym tuszujesz je wielokropkami,
                  niedopowiedzeniami pseudopoetyckimi... no, bez sensu

                  w sumie widzę, czym wkurzasz ludzi (zaprawdę powiadam Ci, nie
                  głoszeniem niewygodnej prawdy)
                  Ty wydaje się, że tego nie widzisz
                  a warto przyjrzeć się sobie, naprawdę
                  (dla własnego zdrowia psychicznego, nie dla innych)
                  • sbelatka Re: Sbelatka, kobieto... 22.12.09, 19:16
                    uwielbiam wielokropkismile
                    • lampka_witoszowska Re: Sbelatka, kobieto... 23.12.09, 02:54
                      smile to przeurocze smile
        • a.niech.to Re: rzeczywiscie trudno to nazwac pobiciem, prawd 19.12.09, 16:46
          sbelatka napisała:

          >
          > kopnięcie w tyłek jest dla mnie - obok uderzania w twarz - jakoś
          > szczególnie uderzające w godnośc czlowieka..
          > popchnięcie na łóżko.. czy ściane...
          > nie, dla mnie jednak nie...
          > nie mieści sie to w MOJEJ definicji pobicia, no trudno...
          Są dość dokładne definicje przemocy tak fizycznej jak psychicznej. W
          kwestionariuszu na występowanie przemocy stosuje się sformułowania
          typu: czy chociaż raz....? Występuje w nim jednak wiele punktów.
          • sbelatka pzremoc 19.12.09, 18:00
            tak, jest dosyc jasna definicja przemocy - która różni sie od agresji

            przemocą jest POWTARZAJACE się dzialanie zmierzające do wyrządzenia
            krzywdy (fizyczniej lub psychicznej) innej osobie
            definicja przemocy jest także związana z siła sparwcy - w porównaniu z
            ofiarą

            jesli "uczestnicy" są równosilni i równoliczni (jeden na jeden np) to to
            NIE przemoc lecz agresja
            jeśli różni ich liczba lub siła - to przemoc

            więc kicia - jednorazowe obicie pyska facetowi pzrez słabsza kobietę NIE
            jest przemocą

            tak mówią definicje...

            i nie moge sie ugiąc pod Twoim osądem...

            a Ty rozumiem dziewica, niewinnie skzrzywdzona przez swojego exa - co to
            nigdy niczego nie zrobiłas nie calkiem tak jak trzeba..

            juz wiem, ze nie lubię tych co obrzucaja innych gównem
            więc czuję, ze Ciebie też nie polubie

            co zapewne jest Ci głęboce obojętne - spodziewam się..
            i możesz mi o tym nie donosić...

            • kicia031 Re: pzremoc 19.12.09, 18:17
              > a Ty rozumiem dziewica, niewinnie skzrzywdzona przez swojego exa - co to
              > nigdy niczego nie zrobiłas nie calkiem tak jak trzeba..

              Moj ex tez mnie zdradzal, i jakos nie zdarzylo mi sie go pobic.
              • sbelatka Re: pzremoc 19.12.09, 18:38
                no i na co to jest dowód?

                na to, ze Ty jesteś lepsza?
                czy ja gorsza?

                a może bylo Ci to obojętne?
                albo gośc byl agresywny i by ci oddal bez chwili zastanowienia
                albo ty go tez zdradzalas
                albo wczesniej go zdradzilas
                albo wszyscy wlaza ci na łeb a ty sie nie bronisz?

                dziewczyno - Tobie sie nie zdarzylo
                a mnie sie zdarzylo

                a Smutowi też sie zdzrylo.. i CO z tego wynika????

                jakies ogolne mądrości...poprosze..

                • kicia031 Widze, ze nie przyszlo ci do glowy 19.12.09, 19:26
                  najprostrze wytlumaczenie tego, dlaczego nie pobilam swojego exa - bo
                  wychowalalm sie w rodzinie, gdzie nie podnosilo sie na nikogo reki w i
                  prtzekonaniu, zenie wolno nikogo bic.

                  Najwyrazniej ty mialas inne doswiadczenia, wspolczuje.
                  • sbelatka Re: Widze, ze nie przyszlo ci do glowy 19.12.09, 19:44
                    i słusznie

                    i jak to miło, ze czujesz sie lepsza.. bo w twojej rodzinie...

                    a tak na marginesie - cały klopocik z tymi co to sie czują lepsi polega
                    na tym - ze nie mają nie tylko zrozumienia - ale nawet gotowości aby
                    zrozumiec - ze inni są inni..

                    fakt, czasem postępują gorzej...

                    i ci co sie czują lepsi - z piedestału swej wyższości lubią takim
                    gorszym dowalic..
                    przecież oni sa lepsi...w ich rodzinach... oni by tego nigdy nie
                    zrobili...

                    brak wątpliwości i wrażliwości - bardzo ułatwia życie

                    • kicia031 Re: Widze, ze nie przyszlo ci do glowy 19.12.09, 20:14
                      Moja wrazliwosc dotyczy ofiar, a nie sprawcow.
                      • sbelatka Re: Widze, ze nie przyszlo ci do glowy 19.12.09, 20:22
                        szacunek do siebie - się ma albo i nie (a propos wątku w ktorym sie
                        znajdujemy)

                        wrazliwośc też....

                        ale ok, poddaje sie
                        jestes wrazliwa
                        nigdy nikogo nie skrzywdzilas

                        i od teraz będe Ci juz zawsze przyznawac racje - bo w końcu jestes
                        lepsza...

        • kicia031 czyli mamy juz wyjasnienie 19.12.09, 17:34
          gdy dowiedzialam sie o jego zdradzie - tak długo biłam go po
          > twrzy (co w normalnych warunkach w ogóle nie miesci sie w obszarze mojej
          > tolerancji), ze nazajutrz mialam sine dlonie...

          Nie uwazasz przemocy w rodzinie za powod do wezwania policji, bo sama te przemoc
          stosujesz. A, zapomnialam, jeden raz to sie nie liczy.
          • nangaparbat3 Re: czyli mamy juz wyjasnienie 19.12.09, 17:42
            Trzasnelam kiedys partnera krzeslem. Raz. I raz trzasnelam babe w sklepie -
            rybami zamrozonymi głeboko w wielką lagę.
            Co mam robic?
            • a.niech.to Re: czyli mamy juz wyjasnienie 19.12.09, 17:55
              nangaparbat3 napisała:

              > Co mam robic?
              Wystarczy.smile
              • nangaparbat3 Re: czyli mamy juz wyjasnienie 19.12.09, 23:02
                To sie okaże.
    • adela38 Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 17:16
      Rozumiem, ze nie masz do siebie szacunku.W pelni slusznie. Ponizyles maksymalnie
      kobiete-matke twojego dziecka- osobe pewnie fizycznie slabsza i dodatkowo
      oslabiona porzez alkohol na oczach tego dziecka.
      To co powinienes zrobic to spakowac manatki i wymeldowac sie z tej rodziny.
      Potem mozesz sobie chodzic do psychologa (to ostatnio modne) i uzalac sie nad
      zlym losem chocby tu na forum...
      Dam ci tez dobra rade- na przyszlosc w sytuacji z nietrzezwa osoba najlepsze co
      mozesz zrobic to cicho sie wycofac i zadbac by nieletni nie uczyl sie chamstwa,
      a sprawy wyjasniac potem na trzezwo.
      • kalpa Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 17:38
        A ja nie myślę, żeby autor musiał się wyprowadzać- po co? nie zapanowała nad
        rozżaleniem własnym- sama przez to przeszłam- mimo to wcale nie straciłam
        szacunku dla siebie i dla M. Niestety dzieci też miały okazje widzieć mamusie w
        akcji- na co dzień raczej spokojna i łagodna, ale wtedy wpadłam w amok. Nie
        usprawiedliwiam się, ale i nie karze- po prostu rozpad małżeństwa to jest
        straszne doświadczenie i czasem człowieka ponosi. A czasem paradoksalnie takie
        coś przynosi przełom- tak było u nas- M. nagle oprzytomniał, zaczęliśmy
        rozmawiać. I cale dwa lata- bo tyle trwało nasze rozchodzenie się- potrafiliśmy
        się dogadać i do żadnych agresywnych zachowań nie doszło. jeśli ktoś puszcza co
        chwile i agresja przeradza się w codzienność, to znaczy, ze trzeba szukać pomocy
        natychmiast- ale i tak najtrudniejsza jest droga do samego siebie.
        nie krzyczcie na autora wątku, bo i tak mu ciężko. Nie sadze żeby to był damski
        bokser- po prostu człowiek, który stanął twarzą w twarz z własnym bólem - a to
        jest baardzo trudna konfrontacja. I jeszcze jedno- jestem bardzo daleka od
        pochwały czynu- raczej dostrzegam człowieka i jego głęboki dramat i rozdarcie.
        Trzymaj się i odwagi w dojściu do porozumienia z zoną!
        • aiwlysji Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 20:44
          nie wolno NIGDY uzywac przemocy fizycznej nawet jesli czlowiek jest bardzo rozzalony i czuje sie upokorzony (np. zdrada zony), dlaczego?
          bo to nie rozwiazuje problemu
          bo moze dojsc do eskalacji
          bo bo bo...

          jego zona musi zareagowac, jesli tego nie zrobi on moze ponownie uzyc agresji, juz przekroczyl granice.
          interesujace jest to, ze autor pisze o przemocy ale probuje ja w nastepnych zdaniach "zneutralizowac"...ona przyszla nad ranem, ona byla pijana, kolejny raz.....
          ona jest nieodpowiednia to sie z nia rozejdz!
          • mola1971 Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 21:01
            aiwlysji napisała:
            > interesujace jest to, ze autor pisze o przemocy ale probuje ja w nastepnych zda
            > niach "zneutralizowac"...ona przyszla nad ranem, ona byla pijana, kolejny raz..

            To jest typowe dla ludzi, którzy stosują przemoc. Zawsze winna jest ofiara.
            Mój ex też tak robił. Pobił mnie gdy byłam 8 miesiącu ciąży, potem gdy trzymałam
            na rękach 6-tygodniowe niemowlę. I oczywiście winna wg niego byłam ja bo go
            sprowokowałam. A przepraszam usłyszałam dopiero po kilku latach.
            Tak czy inaczej ten pierwszy raz gdy mnie uderzył to był początek końca mojego
            małżeństwa. Potem jeszcze 12 lat prób jego ratowania, które nic nie dały.
            Utraconego w ten sposób zaufania nie da się odbudować. No chyba, że ta druga
            osoba bardzo mocno nad tym by to zaufanie odzyskać pracuje.
      • a.niech.to Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 17:42
        adela38 napisała:

        > oslabiona porzez alkohol
        Cudne określenie! Osłabiony przez alkohol kierowca spowodował
        wypadek.smile))
        • adela38 Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 20:34
          a.niech.to napisała:

          > adela38 napisała:
          >
          > > oslabiona porzez alkohol
          > Cudne określenie! Osłabiony przez alkohol kierowca spowodował
          > wypadek.smile))

          Tutaj ona nie spowodowala wypadku tylko przyszla do swojego domu. To on ja
          popchnal, ze upadla i kopal.
          Ciekawe, czy by to zrobil jesli by nie byla pijana i mu mogla oddac?
          Z osoba pijana nie ma co dyskutowac czy walczyc, szczegolnie jesli nie jest
          grozna dla otoczenia.
          I ja nie bronie alkoholizmu tylko moim zdaniem jego zachowanie jest nie do
          zaakceptowania. Jego kac moralny swiadczy o tym, ze on tez o tym wie. Jesli
          sytuacja jest taka, ze zdaje sie na takie postepowanie jedynym rozsadnym
          rozwiazaniem jest separacja, czyli wyprowadzka. I jak znam zycie zwykle
          wyprowadza sie osoba bardziej mobilna czyli ta ktora nie podejmuje sie
          pelnowymiarowej opieki nad dzieckiem/dziecmi.
          • handra Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 21:57
            smutusmutu napisal:

            "A przestałem czuć potrzebę bo doszedłem w końcu do tego, że ani ona
            nie jest godna tego by być ze mną ani ja nie jestem godzien jej".

            Mysle, ze pasujecie do siebie.
          • nangaparbat3 Re: Nie mam szacunku... 19.12.09, 23:10
            >>>I jak znam zycie zwykle
            wyprowadza sie osoba bardziej mobilna czyli ta ktora nie podejmuje sie
            pelnowymiarowej opieki nad dzieckiem/dziecmi.


            No to tutaj chyba zona powinna sie wyprowadzic.
            • adela38 Re: Nie mam szacunku... 20.12.09, 08:13
              nangaparbat3 napisała:

              > >>>I jak znam zycie zwykle
              > wyprowadza sie osoba bardziej mobilna czyli ta ktora nie podejmuje sie
              > pelnowymiarowej opieki nad dzieckiem/dziecmi.
              >
              >
              > No to tutaj chyba zona powinna sie wyprowadzic.

              ?? jesli zona nie bedzie sie opiekowac dzieckiem tylko on to oczywiscie, ze tak.
              Ale czy tu tak bedzie? On sam napisal, ze nie jest alkoholiczka i oboje maja
              dobra prace, wiec to kwestia techniczna. Separacja pozwoli im obu nabrac
              dystansu, uspokoic sie i przemyslec sprawe bez narazania dziecka.
    • anoresk Re: Nie mam szacunku... 21.12.09, 10:38
      Jakoś za mało informacji...
      Jak często twoja żona wychodzi imprezować bez ciebie ?
      Dlaczego nie wychodzicie razem ( rozumiem ,że jest dziecko , ale
      czasem chyba mozba byłoby je z kimś zostawić ) ?
      Dlaczego właściwie uderzyłeś żonę ? Z tego powodu , że przyszła
      rano , czy dlatego , że pijana , czy jeszcze z jakiegoś innego ?
      Dlaczego stosujesz przemoc wogóle ? Uważasz , że to coś daje ? (
      chyba nie , skoro kolejny raz przyszła rano pijana )? Czy
      porozumieliście się między sobą w temacie wyjść , imprez i godzin
      powrotów do domu ?
      O co wogóle chodzi , bo jakoś nie wydaje mi się , żeby wina było
      tylko po jej stronie ...Zazwyczaj niestety jest gdzieś bliżej środka
      pomiedzy partnerami...
      • to.ja.kas Re: Nie mam szacunku... 21.12.09, 13:05
        Toz autor nie zwala winy na zone. Ba czuje sie podle po tym co
        zrobił, pisze o tym, że on tez jest winny rozpadu więzi w ich
        związku, ze postępował źle, ze to jest powodem utraty szacunku do
        siebie.

        Jeśli zaszło ZA daleko nie wierzę w możliwośc powrotu. Ale o tym
        jaki dystans dzieli małżonków i czy jest szansa na wybaczenie moga
        określić tylko oni.

        A jak już sie kopiecie po tyłkach to chociaż nie przy dziecku. Taka
        forma komunikacji nie najlepiej wpłynie na syna. Ale jakoś jestem
        przekonana, że jeśli to był rzeczywiście pierwszy raz i pierwszy raz
        spowodował takie wyrzuty sumienia to wiecej tego nie zrobisz.
    • dziad47 Re: Nie mam szacunku... 21.12.09, 13:21
      Jeżeli nie jestes w stanie pogodzić sie z jej zdradami, szukacie
      OBOJE ratunku dla siebie osobno każde gdzie indziej to co was łaczy?
      Jezeli kochacie syna, to zróbcie coś dla niego razem np. terapia
      rodzinna. Dziecko przy dobrej terapii powinno znaleść w was szybko
      oparcie i o złych przeżyciach szybko zapomnieć. Jeżeli czujesz że
      osiągnełeś dno, i nie masz siły w sobie by cos zmienić, jeżeli
      chcesz zmiany w relacjach miedzy wami. To sie wyprowadz, rozwiedz i
      nie udawaj rozpaczy tylko szczeże powiedz mam dość pora na rozwód.
      • lampka_witoszowska Re: Nie mam szacunku... 22.12.09, 03:07
        z jakimi zdradami?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka