paxus_estin
21.01.10, 13:28
Witam
rozwodzimy się z żoną, pierwsza rozprawa za miesiąc. Wyprowadziłem się ponad trzy miesiące temu zostawiając prawie wszystko. Jedyne co wziąłem to swoje auto. Na dzieci daję pieniądze równiez kupuję od czasu do czasu jakieś gry, potrzebne książki, rzeczy lub też daję chłopakom jakies drobne do ręki. Żona też zarabia całkiem nieźle i w zasadzie mogłaby obejść się bez mojej pomocy. Jednak problem nie dotyczy alimentów i finansowania dzieci a dotyczy majątku. I im bliżej rozprawy, tym większe mamy spięcia w tym temacie.
Sytuacja wygląda tak, że mamy dwa mieszkania które wynajmujemy. Te mieszkania otrzymalismy po rodzicach, jedno po moich, drugie po teściach i zawsze była mowa, że w przyszłości damy je dzieciom. Jednak sytuacja trochę się zmieniła i chciałbym teraz odzyskać mieszkanie po moich rodzicach ponieważ nasze wspólne mieszkanie zostawiam żonie.
I tutaj pytanie nie tyle natury prawnej ile znajomości natury kobiecej i pytanie raczej do kobiet, co mam zrobić, jak przemówić do żony, żeby się zgodziła na moją propozycję? Zaznaczam, że nie chcę szarpać się w sądach, nie chcę awantur, nie chcę wojny. Usunąłem się w cień jak tylko mogłem, żeby jej nie drażnić swoim widokiem. Z synami widuję się raz na tydzień raz na dwa tygodnie, wszystko po to by nie zarzucała mi, że ją nachodzę i żeby nie wywoływać awantur. Jednak po każdym spotkaniu odnoszę wrażenie że nie wiem jak ją zadowolić, nie wiem co powinienem zrobić żeby zrozumiała że nie życzę jej źle, że zaopiekuję się dziećmi jeśli będzie taka potrzeba, że chłopaki mogą na mnie liczyć jeśli tylko ona się zgodzi.
Problem w tym że ja wiem czego ja chcę ale ona chyba nie wie czego ona chce. Nie chciałbym aby sprawa oparła się o sądowny podział majątku.