Dodaj do ulubionych

po co są alimenty

09.05.10, 22:58
Poczytuję sobie czasem to forum, podobnie jak i forum "samodzielna mama". Przykro mi, kiedy czytam o niemożności wyegzekwowania alimentów wysokości 200 PLN, to źle świadczy o ojcu.
Ale o czym świadczy taki post jak poniżej ???

forum.gazeta.pl/forum/w,571,111220366,111220366,To_po_to_sa_alimenty_.html
Może mnie ktoś oświeci, jak można tak używać dziecka do walki z partnerem?
Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: po co są alimenty 10.05.10, 10:35
      ja ostatnio policzylam koszty utrzymania mojego 5 latka. Wyszlo mi
      1870pln miesiecznie, nie liczac kosztow wakacji.

      Zakladajac, ze takie koszty dzielimy na polowe, to wychodzi 935pln
      miesiecznie. Nie liczac staran osobistych odzica, z ktorym dziecko
      zamieszkuje, a ktore na ogol nijak sie maja do wkladu rodzica
      niezamieszkujacego.

      Porownaj to sobie z wysokoscia standargdowo zasadzanych alimentow i
      zastanow sie, czy naley sie dziwic, ze rodzic z ktorym pozostanie
      dzecko gotuje sie do walki.

      A gdyby strona zdradzona chciala byc zlosliwa, to powinna sie
      postarac o orzeczenie winy i alimenty na siebie z tytylu obnizenia
      poziomu zycia.
      • ro35 Re: po co są alimenty 10.05.10, 11:00
        zastanawiam się który rodzic jako pierwszy wystąpi z roszczeniami do sądu
        przeciwko pracodawcy (ewentualnie władzy ustawodawczej). mówię o rodzicach,
        którzy zarabiają niewiele ponad płacę minimalną. bo można sobie policzyć iż
        dochody nie pokrywają uzasadnionych kosztów utrzymania (np. ex nie zarobi nawet
        na siebie).
        i jakim cudem udaje się przeżyć emerytom, którzy dostają z zus-u poniżej 1000zl ?
      • z_mazur Re: po co są alimenty 10.05.10, 11:38
        Na dziecko można wydać dowolną kwotę pieniędzy. Dla sądu natomiast
        jest istotne na ile są to koszty zasadne.

        Średnia płaca w Polsce (mediana) wynosi niecałe 3000 zł brutto. Więc
        przeciętna rodzina w Polsce przy zarabiających obojgu rodzicach ma
        dochód netto nieprzekraczający 4 tys. zł. Trudno oczekiwać, żeby
        sądy zasądzały przeciętnie alimenty w innej wysokości. A że
        indywidualnie bywa różnie, no to właśnie od tego sa sądy, żeby
        rozpatrywać sprawy indywidualnie.
        • a1ma Re: po co są alimenty 10.05.10, 12:11
          > Średnia płaca w Polsce (mediana) wynosi niecałe 3000 zł brutto. Więc
          > przeciętna rodzina w Polsce przy zarabiających obojgu rodzicach ma
          > dochód netto nieprzekraczający 4 tys. zł. Trudno oczekiwać, żeby
          > sądy zasądzały przeciętnie alimenty w innej wysokości.

          Zapędziłeś się trochę - średnia płaca średnią płacą, ale średni dochód na osobę
          w rodzinie w Polsce to niecałe 900 zł.
          Kiedy mamy tę informację - wszystko staje się jasne. Średnie alimenty
          (zakładając, że alimenciarze to statystyczni Polacy, a nie grupa w jakis sposób
          odbiegająca od normy) wyniosą 450 zł.
          • z_mazur Re: po co są alimenty 10.05.10, 12:30
            No dokładnie o to mi chodziło.

            Pisząc o dochodzie na rodzinę założyłem, że jest taki gdy oboje
            małżonków pracuje, a to wcale nie jest regułą, więc rzeczywiście te
            900 zł na osobę jest realne. Dlatego zawsze sceptycznie podchodzę do
            stwierdzeń opiekuna, że wydaje na dziecko ponad 1000 zł miesięcznie
            i nie wyobraża sobie, że można wydawać mniej.
            • ultra.kuku Re: po co są alimenty 12.05.10, 12:33
              Chcialbym niesmialo zauwazyc, ze przecietny Polak jest zadluzony po uszy i jego wydatki czesto, gesto przekraczaja jego dochody. Ludzi, ktorzy biora kredyty na splate dlugow, na leczenie swoje badz dzieci, nie brakuje i tego typu wyliczenia, ze srednio cos tam, sa czesto dalekie od realiow.
              Jak myslisz, ile "kosztuje" miesiecznie dziecko niepelnosprawne, ile kosztuje rehabilitacja, ile kosztuja leki dla dziecka, ktore bardzo czesto choruje, ile ksiazki do szkoly, zeszyty, obiady, nowe buty, z ktorych dziecko szybko wyrasta, dentysta, przedszkole, opiekunka, zeby matka mogla pracowac, itd.? Dorzucmy jeszcze do tego, ze jednak sporo ludzi placi kredyty mieszkaniowe, wiec suma wolnych srodkow automatycznie spada dosc mocno.
              • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 12.05.10, 15:54
                Poprzednicy pisali o przeciętnym obywatelu. Przeciętne dziecko nie jest niepełnosprawne, nie choruje bardzo często. To są przypadki indywidualne. Poza tym w większości przypadków jakby tak podliczyć to wyszłoby na to, że taniej byłoby gdyby matka została w domu i nie płaciła za przedszkole, opiekunki, obiadki na mieście dla rodziny itd, niż gdy pracuje i ma niska pensję.
                • tully.makker Re: po co są alimenty 12.05.10, 16:09
                  Przeciętne dziecko nie jest niepełn
                  > osprawne, nie choruje bardzo często.

                  Rzeczywiscie, przedszkolaki nie choruja bardzo czesto. Choruja
                  jeszcze czesciej.

                  Poza tym w w
                  > iększości przypadków jakby tak podliczyć to wyszłoby na to, że
                  taniej byłoby gd
                  > yby matka została w domu i nie płaciła za przedszkole, opiekunki,
                  obiadki na mi
                  > eście dla rodziny itd, niż gdy pracuje i ma niska pensję.

                  A moze misie pracujace za najnizsze krajiowe powinni rzucic robote i
                  odpracowac alimenty zajmujac sie swoimi dziecmi?
                  • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 12.05.10, 16:26
                    Jedne dzieci chorują częściej, inne rzadziej, z tego pewnie też można wyciągnąć średnią, więc dziecko które choruje prawie cały czas, nie będzie przeciętnym dzieckiem.
                    A co do misiów rzucających pracę i zajmujących się dzieckiem, to ja jestem za, ale to zwykle same matki chcą dziecko mieć przy sobie, wychowywać je i brać alimenty. Jak dla mnie nie ma przeciwskazać, jeśli matce się coś nie podoba, niech odda ojcu dziecko i sama mu płaci alimenty.
                    • tully.makker Re: po co są alimenty 12.05.10, 16:30
                      Ale przeciez misio moze zajmowac sie dzieckiem w domu matki w
                      czasie, kiedy ona pracuje, prawda? Nie ma chetnych? ojej?

                      zastanowilas sie moze, kto utrzyma niepracujaca samotna matke? Misio?
                      • zenon77 Re: po co są alimenty 12.05.10, 16:50
                        A dlaczego ma to robić w domu matki. Mama sobie nie radzi, niech odda dziecko
                        ojcu na wychowanie.
                        Nie wiem kto będzie utrzymywał samotną niepracująca matkę. Mam nadzieję że nie
                        ja ze swoich podatków. Mama jak chce być niezależna, wyemancypowana i poświęcić
                        się wychowaniu dziecka, to niech sobie radzi. Od stworzenia świata, kobiety
                        szukały mężczyzn na tyle zaradnych, by zapewnili im i potomstwu byt. Teraz też
                        muszą sobie radzić. Matka samotnie wychowująca dziecko, poza nielicznymi
                        wyjątkami, to dziwoląg socjologiczny i społeczny...
                        I na koniec. Rodzice powinni solidarnie łożyć na wychowanie swoich dzieci. Nie
                        znajduję żadnego wytłumaczenia dla migania się od obowiązku alimentacyjnego.
                      • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 12.05.10, 16:52
                        Misio może wiele rzeczy, nie wiem nie zadaję się z misiami tylko z mężczyznami. I jak dla mnie kiedy ludzie się rozstają to powinni ustalić, które z nich chce się dzieckiem zajmować, które ma na to czas, ochotę i środki. Najlepiej jeśli dzielą się wszystkimi tymi obowiązkami. Ale ludzie nie potrafią się sami dogadać, wiec wchodzi sąd. No ale do kogo mieć pretensje, jeśli wybiera się partnera, to trzeba się liczyć z różnymi konsekwencjami i brać za to odpowiedzialność. Normalni rodzice powinni zapewnić dziecku minimum zasądzone przez sąd, a oprócz tego dogadać sie, na ile moga sobie pozwolić, żeby dziecko rozwijać, dokładać do podstawowych potrzeb.
                • hellulah zapłacisz za jej emeryturę? 13.05.10, 08:03
                  Tia, posiedzi w domu, a na starość...?
          • z_mazur Re: po co są alimenty 10.05.10, 12:36
            Tak jeszcze jako ciekawostka cytat z Wikipedii odnośnie podejścia
            sądów do alimentacyjnego orzecznictwa.

            "Jako zasadę przyjmuje się w praktyce orzeczniczej, iż rodzice
            partycypują w kosztach utrzymania dziecka po równo, solidarnie,
            chyba że któraś ze stron ma istotne przeszkody ku temu (np. jest
            niepełnosprawna) - mówi o tym art 133.

            Podczas ustalania wysokości świadczenia brane są pod uwagę realne
            potrzeby dziecka (sąd zazwyczaj prosi o przedstawienie rzeczywistych
            miesięcznych wydatków na dziecko) z odniesieniem do średniego
            poziomu życia w Polsce. W obecnej praktyce orzeczniczej dla rodziców
            zarabiających powyżej średniej krajowej, wysokość alimentów nie
            zależy od dochodów - przyjmuje się, że uzasadnione potrzeby dziecka
            nie ulegają zmianie pomimo wzrostu dochodów któregoś z rodziców. Pod
            pojęciem uzasadnione potrzeby dziecka sąd weźmie pod uwagę typowe
            koszty związane z wyżywieniem, opieką medyczną, mieszkaniem, nauką
            itd. Sąd odrzuci natomiast jako nieuzasadnione świadczenia
            ponadstandardowe typu drogie markowe ubrania, prywatna szkoła,
            prywatne korepetycje itd, chyba że obie strony solidarnie zgodzą się
            na nie."
            • eutherpe Re: po co są alimenty 10.05.10, 12:52
              To spróbuj jeden z drugim teoretyku utrzymać Dziecko np za 800 zł wliczając w
              to wyżywienie, ubranie, kosmetykę, leczenie w razie
              choroby,żłobek-przedszkole-szkołę.Powodzenie. I to naprawdę bez "prywatnych
              szaleństw i zachcianek".
              • a1ma Re: po co są alimenty 10.05.10, 12:56
                eutherpe, ale takie są fakty - w Polsce średni dochód na osobę w rodzinie nie
                przekracza 900 zł.
                A zakładam, że wiesz, co oznacza "średni" - są tacy, co muszą sobie poradzić za
                sporo mniej.
              • z_mazur Re: po co są alimenty 10.05.10, 12:58
                Nie wiem jak to dokładnie jest z praktyką, ale skoro średni dochód
                na osobę w rodzinie wynosi 900 zł, to większość rodzin nie tylko
                próbuje, ale i robi to na codzień, z braku wyjścia.
              • aneta-skarpeta Re: po co są alimenty 11.05.10, 17:49
                moj syn ma 8 lat
                chodzil do przedszkola to placilam ok 400 zl ( w tym jakies zajecia dodatkowe)

                teraz, jak jest w szkole to place za obiady-ok 80 zł, jakies wypady kinowe itd-
                w zasadzie to zadne koszty

                ubrania- kupujemy czesc nowych, czesc w ciuchlandach ( bo lubie szmateksy)

                jakich kosmetykow uzywa 8 latek?- mydla i pastysmile- ale tylko gdy mu się
                przyppomniwink

                zabawki- wadomo..mozna nieograniczoną ilosc kasy wydac, ale jestem przeciwna
                kupowania ciagle i duzo

                jakby rozlozyc koszt zakupow szkolnych na caly rok szkolny to nie są to jakies
                starsznie zawrotne sumy

                kwestia wakcji, swiat, urodzin

                ale mysle ze spokojnie mieszcze sie w 900zł/mcznie- przy czym zdarza nam sie
                szalec i nie zastnawiamy sie czy mozemy isc calą rodziną do kina itd

                ale wiadomo..jakbym sie mocno postarała to bym wydała wiecej

                ale jakbym musiała to pewnie i w 500 bym sie zmiescila- ubieralabym dziecko na
                bazarku, kupowala tansze zabawki, art szkolne itd
                • ultra.kuku Re: po co są alimenty 12.05.10, 12:35
                  Wypowiadasz sie jako osoba utrzymujaca dziecko z 1 pensji?
                • sus231 Re: po co są alimenty 12.05.10, 15:03
                  No tak ale masz szczescie, ze Twoje dziecko nie choruje zbyt czesto.
                  Koszty wizyt lekarskich i lekarstw sa dosyc wysokie. Pozatym
                  zorganizowanie opieki w godzinach pozalekcyjnych tez kosztuje.
                  Owszem mozna zostawic dziecko do 17 w swietlicy szkolnej, ale to
                  przeciez przechowalnie... Wydaje mi sie ze te 900 zl to bardzo
                  nieduzo...

                  > moj syn ma 8 lat
                  > chodzil do przedszkola to placilam ok 400 zl ( w tym jakies
                  zajecia dodatkowe)
                  >
                  > teraz, jak jest w szkole to place za obiady-ok 80 zł, jakies
                  wypady kinowe itd-
                  > w zasadzie to zadne koszty
                  >
                  > ubrania- kupujemy czesc nowych, czesc w ciuchlandach ( bo lubie
                  szmateksy)
                  >
                  > jakich kosmetykow uzywa 8 latek?- mydla i pastysmile- ale tylko gdy
                  mu się
                  > przyppomniwink
                  >
                  > zabawki- wadomo..mozna nieograniczoną ilosc kasy wydac, ale jestem
                  przeciwna
                  > kupowania ciagle i duzo
                  >
                  > jakby rozlozyc koszt zakupow szkolnych na caly rok szkolny to nie
                  są to jakies
                  > starsznie zawrotne sumy
                  >
                  > kwestia wakcji, swiat, urodzin
                  >
                  > ale mysle ze spokojnie mieszcze sie w 900zł/mcznie- przy czym
                  zdarza nam sie
                  > szalec i nie zastnawiamy sie czy mozemy isc calą rodziną do kina
                  itd
                  >
                  > ale wiadomo..jakbym sie mocno postarała to bym wydała wiecej
                  >
                  > ale jakbym musiała to pewnie i w 500 bym sie zmiescila-
                  ubieralabym dziecko na
                  > bazarku, kupowala tansze zabawki, art szkolne itd

                • fourchet Re: po co są alimenty 12.05.10, 15:16
                  Twoje dziecko nie je poza szkołą i nie zużywa prądu? Nie potrzebuje też
                  przestrzeni mieszkalnej, za którą zazwyczaj płaci się jakiś czynsz...?
                • milka_28 Re: po co są alimenty 12.05.10, 20:34
                  no tak najlepiej ograniczać się do kleików ryżowych i ziemniaków z
                  kefirem codziennie.Ubierać się na chińskim bazarku i nie puszczać
                  dziecka na wakacje i wycieczki...Tylko czy to wyjdzie mu na dobre?
            • a1ma Re: po co są alimenty 10.05.10, 12:55
              > W obecnej praktyce orzeczniczej dla rodziców
              > zarabiających powyżej średniej krajowej, wysokość alimentów nie
              > zależy od dochodów

              To akurat moim zdaniem jest bardzo smutne.
              Jakby dziecko po rozwodzie stawało się automatycznie dzieckiem "drugiej
              kategorii" - wcześniej rodzice nieba by mu przychylili, a po rozwodzie rodzic
              mający płacić alimenty zaczyna udowadniać, że właściwie to chleb z dżemem
              wystarczy, szkołę można zmienić na państwową, ubierać się w lumpexach, a na
              wakacje jeździć do babci na wieś. To obrzydliwe, kiedy rozwód wpływa w ten
              sposób na stosunek do własnego dziecka.
              • z_mazur Re: po co są alimenty 10.05.10, 13:02
                NIekoniecznie tak być musi. IMHO do pewnych rzeczy rodzic nie
                powinien być zmuszany. O wiele lepiej jak robi to z własnej woli.

                Ja przynajmniej tak mam i znam wielu ojców, którzy mają podobnie.

                Natomiast zasądzenie wysokich alimentów włącza taki mechanizm oporu -
                "Skoro już tak dużo płacę, to nie dam ani grosza więcej".
                • eutherpe Re: po co są alimenty 10.05.10, 13:09
                  A kiedy nie robi tego z własnej woli i nie może być zmuszany to co ma zrobić
                  matka zapytuję?A jeżeli ojciec ma pieniądze, tylko w ramach oszczędności trzyma
                  je na koncie na "gorsze czasy"?
                  • zolza38 Re: po co są alimenty 10.05.10, 13:54
                    A to trzeba było zastanowić się PRZED rozwodem.
                    • ultra.kuku Re: po co są alimenty 12.05.10, 12:37
                      Co masz konkretnie na mysli?
                      Kobieta miala nie rozwodzic sie ze wzgledu na finanse? Naprawde serio to
                      piszesz? Zyjesz w takim zwiazku?
                  • pyzz Re: po co są alimenty 12.05.10, 15:09
                    Jeżeli matka ma do pracy pod górkę, a ojciec jest w stanie dobrze się utrzymać
                    na przyzwoitym poziomie, to należy się przede wszystkim zastanowić, czy to aby
                    nie ojciec powinien dostać dziecko pod opiekę.
                    • lia.13 Re: po co są alimenty 13.05.10, 00:37
                      nawet jak ma je głęboko w czterech literach i przed rozwodem widywał je przez 20
                      minut przy kolacji, po czym dziecko miało wylot do swojego pokoju?
                      • pyzz Re: po co są alimenty 15.05.10, 13:22
                        Nie, wtedy nie, ale to są sytuacje marginalne. Zazwyczaj to matka TWIERDZI, że
                        tak jest, ale to nie znaczy nic ponad to, że tak twierdzi.
                • tully.makker Re: po co są alimenty 10.05.10, 14:02
                  > Ja przynajmniej tak mam i znam wielu ojców, którzy mają podobnie.

                  Ja tez znam mnostwo ojcow, ktorzy tak maja, ze uwazaja, ze skoro
                  placa alimenty, to dziecku poza tym nic sie nie nalezy.
                  • z_mazur Re: po co są alimenty 10.05.10, 14:33
                    I co z tego wynika? Co chcesz przez to udowodnić?
                    • tully.makker Re: po co są alimenty 11.05.10, 14:12
                      Co chcesz przez to udowodnić?


                      Nic oprocz tego, ze zgadzam sie z twoim pogladem, ze jest wielu
                      dawcow spermy, ktorym nienawisc do bylej przyslonila milosc do
                      wlasnego dziecka. I ze nie dziwi mnie wcale ze przezentujesz empatie
                      i zrozumienie wobec takiej postawy.
                      • z_mazur Re: po co są alimenty 11.05.10, 15:04
                        Zanim przypiszesz mi jakiś pogląd, to potwierdź z łaski swojej czy
                        rzeczywiście mam taki.

                        A zrozumienie i empatię to mam dla osób, które nieprzymuszone biorą
                        aktywny udział w życiu i finansowaniu potrzeb swojego dziecka.
                        • ultra.kuku Re: po co są alimenty 12.05.10, 12:39
                          Zauwaz tylko, ze niewielu jest mezczyzn, ktorzy biora na siebie obowiazki z
                          wlasnej woliwink
              • mama-cudownego-misia a1mo 12.05.10, 14:47
                W twoim rozumowaniu tkwi jeden "drobny" błąd. Zupełnie inny jest
                standard życia rodziny załóżmy 4-osobowej, w której dochód na główkę
                wynosi 900 zł (czyli razem zarabiają 3600), a zupełnie inny rodziny
                niepełnej rodzic+dziecko (razem 1800). Dam Ci przykład: jedna i druga
                tyle samo wyda na czynsz, ale w rodzinie 4-osobowej ten czynsz
                "podzieli się" na 4, a w dwuosobowej na 2. W efekcie w 4-osobowej
                rodzinie z tych 900 PLN na łebka zostanie powiedzmy 750, a w 2-
                osobowej 600 zł. A to JEST różnica.
                Niestety samotny rodzic wychowujący dzieci ponosi też często
                dodatkowe koszta, do których go życie zmusza (np. płaci za więcej
                godzin opiekunki czy żłobka, bo musi dorobić), a przy okazji dorobić
                mu trudniej, bo jest sam jeden do opieki nad dzieckiem.
            • zmeczona100 Re: po co są alimenty 10.05.10, 19:12
              > "Jako zasadę przyjmuje się w praktyce orzeczniczej, iż rodzice
              > partycypują w kosztach utrzymania dziecka po równo, solidarnie,
              > chyba że któraś ze stron ma istotne przeszkody ku temu (np. jest
              > niepełnosprawna) - mówi o tym art 133.

              Koszty utrzymania to też wkład własny smile Gdyby rodzic nie prał dziecku,
              nie sprzątał, nie bawił się z nim, nie gotował, to musiałby ktoś to za
              niego robić i to wcale nie charytatywnie. A jak nie charytatywnie, to
              kosztuje.

              Podczas ustalania wysokości świadczenia brane są pod uwagę realne
              > potrzeby dziecka (sąd zazwyczaj prosi o przedstawienie rzeczywistych
              > miesięcznych wydatków na dziecko) z odniesieniem do średniego
              > poziomu życia w Polsce.

              O ile dziecko żyje w rodzinie o średnim poziomie życia. Np. mój nie, więc
              nie widzę powodu, aby miało mu się pogorszyć, bo tatusiowi doopa szaleje.

              Sąd odrzuci natomiast jako nieuzasadnione świadczenia
              > ponadstandardowe typu drogie markowe ubrania, prywatna szkoła,
              > prywatne korepetycje itd, chyba że obie strony solidarnie zgodzą się
              > na nie.

              Skoro tak było w małżeństwie, to będzie i po rozwodzie. Zasada podstawowa
              jest taka, aby dziecko nie żyło na niższym poziomie, niż rodzic, który go
              alimentuje.
              • tricolour To jest zła zasada... 11.05.10, 15:47
                ... bo może się okazać, że dziecko będzie żyło na innnym poziomie niż
                rodzic, z którym mieszka. Ma to destrukcyjny wpływ wychowawczy i to tym
                większy im większa jest dysproporcja. Nie wyobrażam sobie rywalizacji
                czy "równania" między rodzicem, a dzieckiem czy też wyraźnej róznicy w
                nakładach na siebie. To absurd.
                • zmeczona100 Re: To jest zła zasada... 11.05.10, 16:50

                  > ... bo może się okazać, że dziecko będzie żyło na innnym poziomie niż
                  > rodzic, z którym mieszka.

                  Czyli równajmy w dół, a nie w górę?
                  Z pozycji płacącego to niewątpliwie ulga.

                  Tri, a co zrobiłeś, aby te zasadę zmienić?
                  • tricolour Nie musiałem niczego zmieniać... 11.05.10, 17:07
                    ... bo matka mojego dziecka bardziej lubi wędki niż ryby. Dziecko żyje na
                    takim poziomie, jaki ma w swoim domu, a ten dom tworzy córka z matką, nie
                    ja. Zauważ, że matka ma obowiązek utrzymać siebie i "część" dziecka z
                    czego wynika, że matka zapewnia połowę (swoją część) dochodu ich domu oraz
                    część córki. Ja zapewniam drugą część córki czyli mój wkład w jakośc ich
                    życia jest mniejszy niż 30% bez względu na moje zarobki. Więc to matka
                    (rodzic, z którym mieszka dziecko - w ogólnym rozumieniu) w wielkim
                    stopniu decyduje o jakości życia. Zmiana tej proporcji oznacza - co wynika
                    z wyliczenia - że facet zacznie się dokładać do życia swojej ex. Zresztą
                    to wyraźnie widoczne było w Twoim wyliczeniu czynszu, gdzie podzieliłas go
                    przez dwa z czego wyszło, że nie utrzymujesz dziecka "w pozycji" czynsz.
                    Tylko siebie, a ojciec i dziecko, i siebie.

                    Co do równania: rozwód pociąga za sobą zmianę warunków życia. Ponowne
                    związki też taką zmianę wywołują. Nie czytałem jeszcze na tym forum, by
                    matka wystąpiła o zmianę alimentów po ponownym wyjściu za mąż choć
                    czytałem, jak bardzo poprawił sie jej los.
                    • zmeczona100 Re: Nie musiałem niczego zmieniać... 12.05.10, 00:12
                      tricolour napisał:

                      > Zresztą
                      > to wyraźnie widoczne było w Twoim wyliczeniu czynszu, gdzie podzieliłas
                      go
                      > przez dwa z czego wyszło, że nie utrzymujesz dziecka "w pozycji" czynsz.
                      > Tylko siebie, a ojciec i dziecko, i siebie.

                      Ej, nie doczytałeś, że to miało być do momentu, kiedy "mąż" opuści wspólne
                      mieszkanie , czyli do podziału (ja mam go spłacić). Zakładając, że czynsz
                      wynosi 600, to koszt na 1 osobę wyniesie 200, tak? Co jak byk wskazuje na
                      50:50 winkA w zasadzie biorąc pod uwagę 75% ponoszony przez ojca, to ojciec
                      powinien płacić 350, a ja 250 smile

                      > Nie czytałem jeszcze na tym forum, by
                      > matka wystąpiła o zmianę alimentów po ponownym wyjściu za mąż choć
                      > czytałem, jak bardzo poprawił sie jej los.

                      Może dlatego, że nie chodziło o alimenty na nią, tylko na dziecko? wink
                    • rikol Re: Nie musiałem niczego zmieniać... 12.05.10, 13:02
                      Alimenty placone sa na dziecko, wiec nie ma powodu do ich obnizenia, jesli matka
                      wejdzie w nowy zwiazek. Istnieja tez alimenty na zone, o ktore mozna sie
                      ubiegac, jesli maz zostanie uznanym winnego rozpadu malzenstwa.

                      Mozesz wytlumaczyc, dlaczego w malzenstwie z dzieckiem wklad meza ma wynosic
                      50%, a po rozwodzie tylko 30%? To jest wlasciwie utrzymanie samego siebie i nic
                      wiecej. Tymczasem matka z dzieckiem musi wynajac wieksze mieszkanie (na 2
                      osoby), nie jest dyspozycyjna, bo np. musi odebrac dziecko z przedszkola - to sa
                      konkretne straty finansowe. Byly maz utrzymuje tylko siebie i jest calkowicie
                      wolny i dyspozycyjny - co oznacza wymierne korzysci finansowe. Nie rozumiem,
                      czemu w takim razie nie mialby sie dokladac do gospodarstwa domowego, w ktorym
                      jest JEGO dziecko. Nie chcesz utrzymywac wlasnego dziecka? Trzeba bylo
                      zainwestowac w gumki!
                      • tricolour Wytłumaczenie jest proste... 12.05.10, 13:13
                        ... po rozwodzie w domu została żona i dziecko czyli dwie osoby. Koszty
                        utrzymania tego domu dzielone są na dwie osoby po równo z tym, że na
                        dziecko składają się OBYDWOJE rodzice. Gdyby ich udział w utrzymaniu
                        wynosił 50/50 to oznacza, że matka utrzymuje 75% domu (swoją część i
                        połowę dziecka) a ojciec 25% (i oczywiście 100% swojego gospodarstwa).

                        To jest dość grube liczenie, bo znaczna część kosztów utrzymania domu nie
                        zależy od ilości domowników i stanowi część niezmienną: metraż i związane
                        z nim ogrzewanie, abonamenty RTV, telefoniczny, internetowy, podatki
                        gruntowe, opłaty stałe administracyjne.
                        • rikol Re: Wytłumaczenie jest proste... 12.05.10, 13:24
                          No wlasnie o to chodzi, ze utrzymanie mieszkania czy rachunki ZALEZA od ilosci
                          domownikow. Jesli jest dziecko, to sie czesciej pierze - i juz masz wyzsze
                          rachunki za prad. Jesli dziecko nie chodzi do przedszkola, to oznacza wyzsze
                          rachunki za ogrzewanie (bo jesli sie wychodzi z domu, to sie wylacza przeciez).
                          Osoba samotna moze sobie wynajac pokoj (nawet z kolezanka, bedzie taniej), a z
                          dzieckiem musi miec mieszkanie. Osoba samotna nie potrzebuje samochodu, a z
                          dzieckiem potrzebuje, chocby zeby wieksze zakupy zrobic (lub przed praca zawiezc
                          do przedszkola, a po pracy odebrac). Jest mnostwo wydatkow, teoretycznie nie na
                          dziecko, ale wlasnie w ten sposob z dzieckiem zwiazanych.
                          • ciociacesia bzdura 12.05.10, 15:14
                            to nie sa wytadki na dziecko tylko zeby mamusi bylo lzej. przeciez jak ja na
                            saamochód stan nie bedzie to zacisnie pasa, wstanie godzine wczesniej i zawiezie
                            dziecko autobusem. prac moze recznie, na pradzie zaoszczedzi. i wlasciwie
                            dlaczego musi miec mieszkanie. fanaberie. to nie sa potrzeby tylko zachcianki.
                            dokladnie tak argumentowal mój były
                        • zmeczona100 Tri, 12.05.10, 16:31
                          Tri, fałszywa przesłanka- zakładasz, że po rozwodzie matka i dziecko (1)
                          no i ojciec (2) zajmują taki sam lokal. Ojciec może z powodzeniem za
                          połowę swojego majątku z podziału kupić np. 25m2 kawalerkę, ale matka- za
                          taką samą część- musi kupić większe mieszkanie. Najmniejsze dwupokojowe,
                          jakie widziałam, miało 34 m2 (jeden pokój przechodni- do kuchni, no ale to
                          drobiazg). To znaczy, że już na starcie matka ma zdecydowanie gorszą
                          sytuacje finansową. A skoro większe mieszkanie, to i większy czynsz
                          (ojciec płaci za czynsz mniej, niż matka; za dziecko płacą oboje). Nie
                          wiem, jak u Ciebie, ale u nas koszty ogrzewania wyliczane są od metrażu.
                          • tricolour My sie nawzajem nie przekonamy... 12.05.10, 17:05
                            ... do swoich racji. Zresztą nie ma takiej potrzeby.

                            Przypomnę tylko (po raz kolejny) że na forum były posty kobiet skarżących
                            się, że potrzymywane alimenty na dziecko w kwocie 400zł to skandal. Gdy te
                            Panie (dosłownie: te same Panie) weszły w związek z gościem płacącym tez
                            400zł alimentów (dokładnie tak było w jednym przypadku) to okazywało się,
                            że czterysta, to zdzierstwo.

                            Zresztą możesz przeprowadzić eksperyment myślowy, w którym Twój ex zajmuje
                            sie dzieckiem i sądzi od Ciebie > 3000zł. Tyle, ile Ty teraz żądasz.
                            Przecież nie musisz jeździć samochodem, a nawet możesz mieszkać razem z
                            koleżanką, jak ktoś tu proponował ojcom, byle tylko wyskrobać prawie
                            cztery tysie.

                            Założe się o $100, że przyjrzałabys się szynce na 38zł/kg mieszkając kątem
                            u koleżance. I 528 bułkom miesięcznie, bo o tyle chodziło.
                            • zmeczona100 Re: My sie nawzajem nie przekonamy... 12.05.10, 17:17
                              tricolour napisał:


                              > Zresztą możesz przeprowadzić eksperyment myślowy, w którym Twój ex
                              zajmuje
                              > sie dzieckiem i sądzi od Ciebie > 3000zł.
                              >
                              > Założe się o $100, że przyjrzałabys się szynce na 38zł/kg mieszkając
                              kątem
                              > u koleżance.

                              Wtedy miałabym czas dla siebie i.. na dodatkową pracę, której nie traktuję
                              jako zło konieczne, ale pasję, za która mi jeszcze płacą wink
                              Sama nie jem "szynki' za 12,50 kg, to tym bardziej nie byłabym w stanie
                              żądać tego od dziecka.

                              Tri, ale to jest całkowicie nierealna sytuacja- mój dopłaciłby jeszcze,
                              byleby mieć tylko spokój od dziecka.


                              >I 528 bułkom miesięcznie, bo o tyle chodziło.

                              A to chyba na kilkunastoosobową rodzinę, bo mi wyszło 28 bułek tygodniowo.
                              No chyba, że pozmieniało się coś w międzyczasie (o czym ja nie wiem) i
                              zmieniono liczbę tygodni w miesiącu wink


                              A tak BTW, to nie jest jeszcze mój ex uncertain
                              • tricolour A widzisz... 12.05.10, 18:32
                                ... 528 bułek teraz już na kilkunatuosobową rodzinę.

                                A Mola i ja zawarliśmy zakład, że jej trójka dzieci pożre 528 bułek w
                                lutym i Mola notowała codziennie te bułki - ile znika. Zniknęło 300 czy
                                400, no w każdym razie około 2/3 z załozonej - na podstawie Twoich
                                wskazówek - liczby.

                                Przegrała zakład smile
                  • lemmy_kilmister To jest bardzo proste- kobieta chce kasy 12.05.10, 23:35
                    Kobieta zawsze chce więcej kasy. Kartą przetargową jest dziecko ("ta
                    malutka niewinna drobinka, której należy się godny byt"). Np. kobiety
                    chcą zawsze mieć 100% opieki nad dzieckiem, po jeśli by miały mniej
                    niż 100% to dostawałyby mniej kasy. A zawsze chcę więcej. Oczywiście
                    przed sądem muszą używać innych argumentów standardowo od pijaka aż
                    po pedofila. Potem mówią, że muszą więcej, po "miś - dawca" się nie
                    opiekuje.

                    Są też "rozsądne" kobiety opowiadające się za samoograniczaniem w
                    dojeniu byłego, przeciwne bezwzględnemu dążeniu to puszczenia misia w
                    skarpetkach, postulujące większą partycypację rozwiedzionych matek w
                    kosztach utrzymania potomstwa.

                    Czyżby to podważało się moje twierdzenie? Ależ skąd - to właśnie je
                    jeszcze bardziej potwierdza, bo 100% tych "rozsądnych" to nowe
                    partnerki "misia", którym również brakuje na waciki.
            • lia.13 Re: po co są alimenty 13.05.10, 00:31
              z_mazur napisał:
              > Podczas ustalania wysokości świadczenia brane są pod uwagę realne
              > potrzeby dziecka (sąd zazwyczaj prosi o przedstawienie
              > rzeczywistych miesięcznych wydatków na dziecko) z odniesieniem do > średniego
              poziomu życia w Polsce. W obecnej praktyce orzeczniczej > dla rodziców
              zarabiających powyżej średniej krajowej, wysokość
              > alimentów nie zależy od dochodów - przyjmuje się, że uzasadnione
              > potrzeby dziecka nie ulegają zmianie pomimo wzrostu dochodów
              > któregoś z rodziców. Pod
              > pojęciem uzasadnione potrzeby dziecka sąd weźmie pod uwagę typowe
              > koszty związane z wyżywieniem, opieką medyczną, mieszkaniem, nauką
              > itd. Sąd odrzuci natomiast jako nieuzasadnione świadczenia
              > ponadstandardowe typu drogie markowe ubrania, prywatna szkoła,
              > prywatne korepetycje itd, chyba że obie strony solidarnie zgodzą się
              > na nie."
              >

              i tu się mylisz. Jeśli dziecko było przyzwyczajone do wakacji w Turcji i ferii w
              Alpach, chodziło przez 5 lat podstawówki do szkoły prywatnej, to sądzisz, że sąd
              nakaże matce przepisanie dzieciaka do szkoły państwowej bo tam się uczy
              statystyczne dziecko? To rodzice się rozwodzą z sobą a nie od dziecka, zatem ono
              nie powinno tego odczuć w swym standardzie życiowym. Znam przypadek, gdzie sąd
              zasądził alimenty w wysokości 5 tys. złotych. Skoro tatuś zarabia 100 tys., to
              przyznacie sami, że i tak niewiele na dziecko przeznacza. W końcu ile procentowo
              przeznacza statystyczny Kowalski?
          • tully.makker Alez bzdury piszecie 10.05.10, 14:00
            średni dochód na osobę
            > w rodzinie w Polsce to niecałe 900 zł.

            Z tego,z e sredni dochod wynosi iles tam nie wynika, ze koszty
            utrzymania dziecka tyle wynosza - wszak wiadomo, ze utrzymanie
            dziecka kosztuje drozej niz utrzymanie doroslego, ktory nie wyrasta
            z ciuchow, nie chodzi do przedszkola nie potrzebuje co roku wyprawki
            szkolnej / przedszkolnej, moze sie odzywiac w sposob mniej kosztowny
            niz dziecko itp.
            ja nosze wciaz klasyczny kostium, ktory kupilam prawie 20 lat temu,
            dziecko co roku potrzebuje nowego zestau ubran. Ja nie chodze na
            angielski ani na francuski, bo o to, bym poznala te jezyki
            zatroszczyli sie moi rodzice w dziecinstwie. Jesli bedzie trzeba,
            odejme sobie od ust, by dac dziecku.

            Ale zapomnialam ze odejmowanie sobie od ust dotyczy tylko rodzica, z
            ktorym dziecko mieszka.
            • z_mazur Re: Alez bzdury piszecie 10.05.10, 14:32
              To zależy co rozumiesz przez utrzymanie dziecka i utrzymanie
              dorosłego.

              900 zł to po prostu średni dochód na osobę w rodzinie.

              Jest sporo wydatków w rodzinie, które nie są związane z dziećmi (np.
              utrzymanie samochodu), więc nie jest do końca tak, że utrzymanie
              dziecka kosztuje jakoś zdecydowanie więcej niż utrzymanie dorosłego.
              • eutherpe Re: Alez bzdury piszecie 10.05.10, 14:35
                Nie musisz mieć samochodu i go utrzymywać.Wtedy wydatki są znacznie mniejsze.
                Dziecko jest i jego potrzeby z wiekiem rosną.To tak na chłopski rozum.
                • z_mazur Re: Alez bzdury piszecie 10.05.10, 15:34
                  Tak na chłopski rozum, to w przeciętnej rodzinie samochód jakiś jest
                  i koszty jego utrzymania są pokrywane z tych 900 zł na osobę.

                  Jest jeszcze kilka stałych wydatków, niekoniecznie bezpośrednio
                  związanych z dziećmi, które przeciętna rodzina ponosi i opłaca z
                  tych 900 zł na osobę.
                  • tully.makker Re: Alez bzdury piszecie 10.05.10, 15:52
                    (00 pln na osobe w rodzinie to jak rozumiem srednia obejnmujaca
                    obejmuje bezrobotnych i patologie, ktorzy samopchodow zazwyczaj nie
                    posiadaja. Jak i pracownikow korporacji, ktorzy jezdza sluzbowymi?

                    Wiekszosc tych ludzi ma jednak dzieci, a patolgia to nawet calkiem
                    sporo zazwyczaj.

                    Wiec nie porownuj please utrzymania samochodu z utrzymaniem dziecka.
                    • z_mazur Re: Alez bzdury piszecie 10.05.10, 17:37
                      Nie wszyscy, a nawet nie większość pracnowników koroporacji jeździ służbowymi samochodami. Wśród moich znajomych jest to jakieś 10%, a i tak w większości przypadków na utrzymaniu jest jeszcze prywatny samochód, którym jeźddzi druga osoba w rodzinie.

                      I nie porównywałem utrzymania samochodu z utrzymaniem dziecka, tylko utrzymanie dziecka z utrzymaniem dorosłego.
                • a1ma Re: Alez bzdury piszecie 10.05.10, 15:55
                  > Dziecko jest i jego potrzeby z wiekiem rosną.To tak na chłopski rozum.

                  Skoro utrzymanie dorosłego ma kosztować mniej niż utrzymanie dziecka, to chyba
                  jest odwrotnie - wydatki maleją z wiekiem.
                  W każdym razie jakoś ta argumentacja kuleje wink
                  • burza4 Re: Alez bzdury piszecie 11.05.10, 13:59
                    Maleją od pewnego momentu dopiero.

                    Na przykład od chwili, kiedy dziecko przestaje rosnąć, kończy edukację. Takie
                    milestonessmile Dopiero jak kończy edukację, odczuwa się realny spadek nakładów.
                    Przedtem w miejsce tych ubywających wydatków wchodzą inne. Opiekunkę zastępują
                    np. kursy językowe, zajęcia dodatkowe, wydatki na ferie i zmianę garderoby itd.
                    • tricolour A kiedy kupuje się... 11.05.10, 15:35
                      ... samochód, bo przecież jako dziecko było wożone samochodem? A
                      mieszkanie? A ile kosztuje założenie rodziny? A wakacje już za własne
                      pieniądze i nie w lesie, bo nauczone od małego w lepszych warunkach?

                      No i rzecz ważna: kiedy jest apogeum wydatków? Chyba w liceum, bo studenci
                      już sami pracują...

                      To dopiero będzie ciekawa odpowiedź!

                      smile
                  • tricolour Właśnie... 11.05.10, 15:32
                    ... napisałem to samo poniżej zanim przeczytałem cały wątek...

                    No, rzecz wręcz śmieszna.
              • nangaparbat3 Re: Alez bzdury piszecie 13.05.10, 15:17
                z_mazur napisał:

                > Jest sporo wydatków w rodzinie, które nie są związane z dziećmi (np.
                > utrzymanie samochodu),

                Jasne, mamusia dzieck do przedszkola podwiezie tramwajem.
                Wlasnie sobie uswiadomilam, że jeżdżąc środkami komunikacji widuje tuziny matek
                z dziecmi i sporadycznie pojedynczych ojcow z.
                Widac matkom wygodniej autobusem.
                A ojcowie poswiecają się woząc dzieci autami.
                • tautschinsky Re: Alez bzdury piszecie 13.05.10, 15:31
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Wlasnie sobie uswiadomilam, że jeżdżąc środkami komunikacji widuje tuziny matek
                  > z dziecmi i sporadycznie pojedynczych ojcow z.
                  > Widac matkom wygodniej autobusem.



                  Nie, po prostu jak widać mężczyźni są bardziej
                  zaradni życiowo - więcej widać potrafią zarobić
                  i stać ich na samochód i jego utrzymanie. Jeśli
                  matka jest niedojdą i nie potrafi zarobić to jeździ
                  tramwajem. Znam takie matki, które same wychowują
                  dzieci i nie mają jakichś wysokich alimentów, a jeżdżą
                  dobrymi samochodami. Ach, i te samochody same sobie
                  kupiły i je utrzymują - bo zarabiają na to.
        • zmeczona100 Re: po co są alimenty 10.05.10, 18:19
          _mazur napisał:

          > Na dziecko można wydać dowolną kwotę pieniędzy. Dla sądu natomiast
          > jest istotne na ile są to koszty zasadne.

          Zawsze można zapytać dziecko, czy łaskawie nie zechciałoby np. mniej jeść,
          bo tatusia przeraża kwota:

          babialnia.blog.onet.pl/Koszt-utrzymania-dziecka-1,2,ID351444013,DA2008-11-24,n

          Albo czy może ograniczyć używanie papieru dupnego czy mydła:

          babialnia.blog.onet.pl/Koszt-utrzymania-dziecka-2,2,ID351615086,DA2008-11-25,n
          • burza4 Re: po co są alimenty 11.05.10, 14:19
            Jezus, przeczytałam fragmenty tego bloga i ciśnienie mi skoczyło.

            nie wierzę w misję takich "sędziów", nie wierzę w ich ograniczenie umysłowe (w
            końcu JAKOŚ studia pokończyli), pozostaje jedno - może pozwany to sąsiad kuzyna?
            może jego matka zna szwagra kogoś, kto pracuje w sądzie? jak się poszuka, to
            takie, a nie inne przesłanki stoją za tak kuriozalnymi zachowaniami sądu.

          • tricolour Dobry cytat.... 11.05.10, 15:54
            ... szczególnie, że ujawnia koszt utrzymania dziecka w wykości 1007 zł
            miesięcznie. Uważam, że to koszt zaniżony mniej więcej o połowę, bo z
            moich doświadczeń wynika, że dziecko kosztuje około 1500zł miesięcznie bez
            względu na wiek.
            • zmeczona100 Re: Dobry cytat.... 11.05.10, 17:09

              babialnia.blog.onet.pl/Alimenty-Apelacja-moja,2,ID369635266,DA2009-03-20,n

              Jak czytam, to nie wierzę, że jest to prawda.
              Co to, coorva, za sąd??
              • tricolour Dlaczego się dziwisz? 11.05.10, 17:12
                Sąd też ma dzieci i może sądu nie stać na kupowanie komputera za klika
                tysięcy co trzy lata?

                smile
                • zmeczona100 Re: Dlaczego się dziwisz? 12.05.10, 00:23
                  Sąd raczej się nie orientuje, ile co kosztuje- stawiam bekę piwa, jeśli
                  przynajmniej 10% sędziów z sądów rodzinnych wie, do czego w ogóle służy
                  komputer tongue_out Dla nich komputer to gry, internet i maszyna do pisania, no i
                  podstawowe narzędzie zdrad tongue_out
                  • e.i.t.h.e.l Re: Dlaczego się dziwisz? 12.05.10, 16:20
                    Dla dzieciaków komputer pełni głównie takie funkcje, które wymieniłaś. Zamiast tych zdrad dałabym kontakty towarzyskie.
                    • zmeczona100 Re: Dlaczego się dziwisz? 12.05.10, 20:50
                      Mój m.in. tworzy utwory muzyczne i np. teraz robi materiał na swoją płytę.
      • affera123 Prawie 2 tys. miesięcznie na utrzymanie 5-latka? 12.05.10, 12:01
        To chyba przy założeniu, że chodzi do prywatnego przedszkola i to za
        przynajmniej 1300-1500 PLN? To, co piszesz, to jakaś kosmiczna
        bzdura. Chyba, że ubierasz dziecko tylko w markowych sklepach i
        fundujesz mu codziennie obiad w restauracji plus rozrywki
        typu "kulkolandia" (też codziennie), a do tego baaardzo drogie
        zabawki. Wiesz, co to racjonalne gospodarowanie zasobami
        pieniężnymi? Chyba nigdy nie pracowałaś za przysłowiową średnią
        krajową, by byś z szacunkiem podchodziła do pieniędzy i dwa razy się
        zastanowiła przed wydaniem każdej złotówki, jak to robią
        statytystyczne polskie matki i to niekoniecznie biedne. No bo chyba
        cały czas mówimy o potrzebach dziecka, czy swoje przyjemności też
        próbujesz ukryć w tych wydatkach?
        • zmeczona100 Re: Prawie 2 tys. miesięcznie na utrzymanie 5-lat 12.05.10, 12:15
          > To chyba przy założeniu, że chodzi do prywatnego przedszkola i to za
          > przynajmniej 1300-1500 PLN? To, co piszesz, to jakaś kosmiczna
          > bzdura.

          Racja, bzdura jest kosmiczna:

          forum.gazeta.pl/forum/w,24087,111220606,111257209,Re_po_co_sa_alimenty.html

          Zdziwiony?
          A może wskaż, które kwoty są "na potrzeby matki" i "na wyrost"- będzie
          łatwiej dyskutować.
          • tricolour Ja czegoś nie rozumiem... 12.05.10, 12:37
            ... upierasz się, że koszt utrzymania dziecka rzędu 3000zł nie jest
            zawyzony, a za argument dajesz link do wyliczenia, że koszt utrzymania
            dziecka wynosi 1007 zł miesięcznie.

            Widzisz w tym jakiś sens?
            • rikol Re: Ja czegoś nie rozumiem... 12.05.10, 13:10
              Te dzieci utrzymywane za 1000 zl jedza nutelle raz w miesiacu. To utrzymywane za
              3000 zl pewnie je lepsze jedzenie, na przyklad. a to oznacza tylko tyle, ze
              tanio mozna PRZEZYC, ale nie zdrowo sie rozwijac. Najbiedniejsze dzieci jedza
              ryz z cukrem - bardzo tanio; ale inteligencja nie grzesza, bo do rozwoju ukladu
              nerwowego konieczne jest dobre zywienie ORAZ odpowiednia stymulacja (czyli
              zajecia pozalekcyjne, dobra szkola, wycieczki itd.). Dziwi mnie tylko, ze dla
              ojcow w momencie rozwodu przestaje byc wazne ich wlasne dziecko.
              • tarantinka Re: Ja czegoś nie rozumiem... 12.05.10, 15:15
                ja nie rozumiem jak można dawać dziecku taki szajs jak Nutella !
              • zmeczona100 Re: Ja czegoś nie rozumiem... 12.05.10, 16:39
                rikol napisała:

                > Te dzieci utrzymywane za 1000 zl jedza nutelle raz w miesiacu. To
                utrzymywane z
                > a
                > 3000 zl pewnie je lepsze jedzenie, na przyklad

                A biorąc dodatkowo pod uwagę różnicę wieku, to jasno widać, dlaczego każde
                dziecko generuje różne koszty.
                Nutelli moje nie jada, za to wędlinę za 36 PLN -tak. W ciągu miesiąca
                zjada jej 1,5 kg. Szynka- 38 PLN za kg- zjada średnio 1 kg w miesiącu
                (zazwyczaj tylko do jajecznicy). No i zjada góry bułek, czego Tri nie był
                w stanie zrozumieć, kiedy kilka tygodni temu doszło do dyskusji na ten
                temat wink Za to oszczędne jest w słodyczach, bo ich praktycznie nie jada wink
              • jarkoni Re: Ja czegoś nie rozumiem... 12.05.10, 17:58
                rikol napisała:

                > Te dzieci utrzymywane za 1000 zl jedza nutelle raz w miesiacu.

                RAZ W MIESIĄCU? Od razu naraz calutki słoik?
            • zmeczona100 Re: Ja czegoś nie rozumiem... 12.05.10, 16:33
              A Ty widzisz różnice między MOIM dzieckiem, którego koszty wyliczyłam na
              2850, a INNYM dzieckiem?
              Ba dla mnie różnica jest zasadnicza.
        • tully.makker Re: Prawie 2 tys. miesięcznie na utrzymanie 5-lat 12.05.10, 12:33
          Gdy ja wyliczylam kosztry utrzymania dziecka na 1870 pln nie
          liczylam wakacji, zabawek i rozrywek, bo zakladam, ze to kazdy
          rodzic funduje we wlasnym zakresie po rozstaniu. Moje dziecko
          chodzi do panstwowego przedszkola, ktore kosztuje 400pln
          miesiecznie.
          • affera123 To zostaje jeszcze jakieś 1500 PLN 12.05.10, 12:47
            I ty taką kwotę wydajesz na pięcioletnie dziecko miesięcznie nie
            licząc zabawek i "pozapodstawowych" przyjemności? W jakim kraju ty
            żyjesz, bo chyba nie w Polsce? Wyżej wymieniona kwota niejednej
            rodzinie wystarcza na 3-4 osoby na przeżycie miesiąca poza opłatami
            typu czynsz i media, a są i tacy, co wyżyją za mniej i wcale nie
            nazwą tego wegetacją. Biada facetowi, który na ciebie trafi(ł),
            jesteś jak studnia bez dna i masz niezłe ssanie na kasę, a może tak
            warto samej wziąć się do uczciwej pracy i nie wymagać ciągle od
            innych?
            • anna.zetka Re: To zostaje jeszcze jakieś 1500 PLN 13.05.10, 01:17
              >Wyżej wymieniona kwota niejednej
              > rodzinie wystarcza na 3-4 osoby na przeżycie miesiąca poza
              opłatami
              > typu czynsz i media, a są i tacy, co wyżyją za mniej i wcale nie
              > nazwą tego wegetacją.

              Nie wiem w jakim kraju Ty żyjesz, ale TO JEST WEGETACJA.
        • lavinka Re: Prawie 2 tys. miesięcznie na utrzymanie 5-lat 12.05.10, 13:14
          Podejrzewam częste wizyty u lekarzy i wydatki na lekarstwa, dziecięce
          są diabelnie drogie. Jakbym wliczyła swoje wydatki tylko_na_siebie to
          by mi nawet 1000zł nie wyszło. Ale ja nie choruję, nie kupuję
          kompletu podręczników co roku, wiesz, w dziecko się z założenia sporo
          inwestuje - lekcje języków obcych, kółka zainteresowań - dzięki temu
          jest szansa, że dzieciak wyjdzie na ludzi a nie powiększy patologii
          smile Chociaż, szczerze powiedziawszy wszystkiego nie da się
          przewidzieć...
          • affera123 Przypominam: chodzi o pięciolatka! 12.05.10, 13:38
            Rozumiem częste choroby i lekarstwa, ale z tymi zajęciami
            pozalekcyjnymi i językami obcymi to chyba lekka przesada? Ludzie,
            zejdźcie na ziemię!!!
            • adaria38 Re: Przypominam: chodzi o pięciolatka! 12.05.10, 13:41
              Jak kogoś stać aby tyle wydać, to w czym problem? Czy wszystkie dzieci muszą
              być obowiązkowo utrzymywane za minimum socjalne, że by było "sprawiedliwie"?
              • affera123 Re: Przypominam: chodzi o pięciolatka! 12.05.10, 14:00
                Jak cię stać to zarób, ale niekoniecznie musi być stać twojego
                byłego partnera, nieprawdaż? Uważasz, że utrzymanie dziecka w sposób
                oszczędny z automatu skazuje je na wegetację? Nic bardziej mylnego.
                To, że kupuję córce wiele rzeczy w tzw. second-handach nie oznacza,
                że wygląda jak ósmy potomek kloszarda, a picie wody "Nałęczowianka"
                zamiast "Evian" też nie spowoduje, że komórki mózgowe spowolnią
                pracę. To jest kwestia wyboru, priorytetów. Nie żałuję na tzw.
                rozrywki intelektualne, ale i to trzeba dozować, a nie posyłać
                dzieciaka na naukę gry na skrzypcach, basen, dwa języki obce i
                balet, żeby mu się mózg zlasował. Zresztą...nie wierzę, że te
                pazerne kobitki faktycznie tak uczciwie wyliczają koszty utrzymania
                dzieci nie wliczając przy tym swoich zakupowych przyjemności.
                Chcesz, aby dziecko miało co najlepsze? Znajdź w sobie ambicję i
                sama na to zarób, a nie tylko wyciąganie ręki. Niektórym to ciągle
                mało i mało, że nawet obowiązek utrzymywania siebie i dziecka
                zwalają nie tylko na byłych mężów, ale też rodziców i dalszych
                krewnych, to kwestia charakteru.
                • adaria38 Re: Przypominam: chodzi o pięciolatka! 12.05.10, 14:12
                  > Chcesz, aby dziecko miało co najlepsze? Znajdź w sobie ambicję i
                  > sama na to zarób,


                  o, własnie przedstawiasz filozofię męza kolezanki o którym niżej napisałam.
                  "Chciałaś rozwodu to teraz się o pieniądze na dzieci nie upominaj. Dają 100zł a
                  to i tak za dużo! zawsze możesz poprosić twoich kochanków o pieniądze!" .

                  ps. i dziwisz się, że z taką twoją filozofią mąż ci nie płaci godziwie na dzieci? wink
      • o2xlc Re: po co są alimenty 12.05.10, 12:59
        Trochę dziwne są twoje wyliczenia. Jak koszt utrzymania dziecka może wynosić
        prawie 2000 zł. Podczas gdy kilkuosobowe rodziny mają niewiele wiecej do
        dyspozycji a jakoś się utrzymują?

        Oczywiście ojciec powiniej płacić alimenty, ale nie można ich też sztucznie
        zawyżać. Z takim podejściem nic dziwnego że ludzie się migają.
        • rikol Re: po co są alimenty 12.05.10, 13:12
          Migaja sie nawet wtedy, kiedy maja zaplacic 400 zl miesiecznie - wiec to nie
          chodzi o wysokosc oplaty. Zreszta dobry ojciec nie musi miec nakazu sadowego,
          zeby utrzymywac swoje wlasne dziecko.
          • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 12.05.10, 17:00
            Dokładnie. Wydaje mi się, że niektóre matki mogą często ukazywać to dziecko jako wspólne tylko w kwestii finansowej, a już w kwestii uczuciowej, emocjonalnej, czy fizycznej, jako głównie należące do matki. Nic dziwnego, że ojciec nie ma wtedy ochoty inwestować w przyszłość tego dziecka, które jest z nim niby tak mało związane. I to się może zaczynać jeszcze przed rozwodem.
            • zmeczona100 Re: po co są alimenty 12.05.10, 17:06
              e.i.t.h.e.l napisała:

              Nic dziwnego, że ojciec nie ma
              > wtedy ochoty inwestować w przyszłość tego dziecka, które jest z nim niby
              tak ma
              > ło związane.

              Biedny miś...
              >
              • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 12.05.10, 17:25
                Zmęczona, kiedy się rozwiodłaś, tzn. jak dawno temu? Bo wydajesz się być bardzo skrzywdzoną i nadal cierpiącą, oraz szukającą zemsty kobietą.
                Ja nie mówię, że mężczyźni są biedni. Piszę o tym, że rozwody się zdarzają, zostawienia dla młodszych czy starszych partnerów też. To nie znaczy, że trzeba się na tym człowieku mścić. Wydaje mi się, że jak za kilka lub kilkanaście lat przeczytałabyś swoje posty, to zobaczyłabyś jak w nich jest dużo żalu i złości. Przez to zatruwasz sama siebie.
                • zmeczona100 Re: po co są alimenty 12.05.10, 17:35

                  Tak, masz rację- szukam zemsty, rozliczając koszty utrzymania dziecka smile))

                  Żal? Złość? Gdzie Ty to zobaczyłaś, dziewczyno? Twardo stąpam po ziemi,
                  wiem, czego chcę, wiem, na czym stoję i co prawnie mi się po prostu
                  należy. Pewnie mój "mąż" wolałby, abym była nierozgarniętą babką, której
                  można wcisnąć każdy kit i którą można pozbawić wszystkiego. Ale tak się
                  nie da, bo w chwilach zagrożenia wysuwam swoje szpony i bronię się lak
                  lwica.
                  • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 12.05.10, 17:48
                    Zobaczyłam to m.in. w Twoich sygnaturkach, a także w olbrzymiej dawce ironii, gdy piszesz o misiach.
                    To, że walczysz o to, by partner partycypował w kosztach utrzymania dziecka to dobrze, uważaj tylko, by nie przekroczyć tej granicy, kiedy nie robisz tego dla dziecka, a dla siebie. Motywacja jest tu ważna. Poza tym jak rozumiem walczysz z równym uporem o to, by partner nadal był w dziecka życiu obecny na równi z Tobą?
                    • zmeczona100 Re: po co są alimenty 12.05.10, 20:21
                      e.i.t.h.e.l napisała:

                      > Zobaczyłam to m.in. w Twoich sygnaturkach,

                      Gdybyś tu nie była przypadkowo, ale od dłuższego czasu, to wiedziałabyś,
                      że te sygnaturki są z przymrużeniem oka.


                      a także w olbrzymiej dawce ironii, g
                      > dy piszesz o misiach.

                      A o misiach da się inaczej??

                      > To, że walczysz o to, by partner partycypował w kosztach utrzymania
                      dziecka to
                      > dobrze, uważaj tylko, by nie przekroczyć tej granicy, kiedy nie robisz
                      tego dla
                      > dziecka, a dla siebie.

                      Jeśli to sąd/ nasieniodawcę zainteresuje, to mam do wglądu wszystkie
                      rachunki ze sklepu wraz z potwierdzeniem zapłaty kartą. Niestety, targ
                      owocowo-warzywny jakoś do tej pory się nie zautomatyzował, ale kwoty
                      zawrotne nie są, więc liczę, że przejdą wink


                      Poza tym jak rozumiem walczysz
                      > z równym uporem o to, by partner nadal był w dziecka życiu obecny na
                      równi z T
                      > obą?

                      ?? A to on niby jakiś niepełnosprytny umysłowo, niedorozwinięty, abym to
                      ja za niego dbała o jego własne kontakty z jego własnym synem??

                      Sorry, ale ile Ty masz lat?
                      • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 12.05.10, 20:48
                        No skoro musisz od niego wyrywać kasę na jego własne dziecko, to sądzę że do końca sprawny umysłowo to on nie jest.
                        A co do tych zakupów i Twojej odpowiedzi, że masz rachunki, to nie o to mi chodziło, czy możesz udowodnić, czy zakupy są na dziecko, tylko o motywację, czy walczysz dla dziecka, czy dla swojej satysfakcji.
                        Co do tego ile mam lat, to bez różnicy, mogę mieć 20 i być po rozwodzie z 2 dzieci, a mogę być 40 letnią starą panną (tudzież singielką), więc nie mów mi że z wiekiem zmądrzeję czy coś w tym stylu, bo może tak być, że rozwodu nigdy nie doświadczę i to wcale nie musi świadczyć o tym, że nie znam życia, tylko wręcz przeciwnie.
                        • zmeczona100 Re: po co są alimenty 12.05.10, 21:09
                          e.i.t.h.e.l napisała:

                          > No skoro musisz od niego wyrywać kasę na jego własne dziecko, to sądzę
                          że do ko
                          > ńca sprawny umysłowo to on nie jest.

                          Dlatego nie byłam, nie jestem i nie będę żadną terapeutka od jego
                          kontaktów z dzieckiem.


                          > A co do tych zakupów i Twojej odpowiedzi, że masz rachunki, to nie o to
                          mi chod
                          > ziło, czy możesz udowodnić, czy zakupy są na dziecko, tylko o motywację,
                          czy wa
                          > lczysz dla dziecka, czy dla swojej satysfakcji.

                          Tak, dla własnej satysfakcji chcę opchać dziecko parówkami i poprawiać
                          Nutellą.


                          > Co do tego ile mam lat, to bez różnicy,

                          I tu się mylisz. Ja tez miałam kiedyś lat 20, miałam i 30 i choćby z tego
                          powodu wiem, jak wpływa na osąd sytuacji wiek i nabyte wraz z nim
                          doświadczenie.

                          mogę mieć 20 i być po rozwodzie z 2 dzi
                          > eci, a mogę być 40 letnią starą panną (tudzież singielką), więc nie mów
                          mi że z
                          > wiekiem zmądrzeję czy coś w tym stylu,

                          No to szkoda by było.


                          bo może tak być, że rozwodu nigdy nie d
                          > oświadczę i to wcale nie musi świadczyć o tym, że nie znam życia, tylko
                          wręcz p
                          > rzeciwnie.

                          Rozwód= poznanie życia? Ciekawe, ciekawe...
                          • ciociacesia Re: po co są alimenty 13.05.10, 08:27
                            > Rozwód= poznanie życia? Ciekawe, ciekawe...

                            od tej mrocznej strony smile
                    • tully.makker Re: po co są alimenty 12.05.10, 21:11
                      Poza tym jak rozumiem walczysz
                      > z równym uporem o to, by partner nadal był w dziecka życiu obecny na równi z T
                      > obą?

                      Gdybys zadala sobie trud zapoznania sie z moimi postami, wuedzialabys, ze przez
                      lata spedzalas czas w weekendy z exem, zamiast zajac sie swoim zyciem, bo
                      dziecko bez mojej lub babci obecnosci nie chcialo sie kontaktowac z ojcem.
                      • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 13.05.10, 01:26
                        Ale po co mam się zapoznawać z Twoimi postami, skoro to pisałam do zmęczonej a nie do Ciebie?
                  • z_mazur Re: po co są alimenty 13.05.10, 08:48
                    > Żal? Złość? Gdzie Ty to zobaczyłaś, dziewczyno?

                    Tak mi się tylko nasunęło jedno przysłowie, nie wiem czy dokładnie
                    zacytuję.
                    "Gdy jedna osoba mówi Ci, że jesteś koniem - śmiej się z tego, gdy
                    mówią Ci to dwie osoby - zignoruj to, gdy powie Ci to trzecia osoba,
                    zacznij się rozglądać za siodłem"
                    • zmeczona100 Re: po co są alimenty 13.05.10, 09:28
                      O widzisz- przysłowie w sam raz do Ciebie.
      • samson.miodek Re: po co są alimenty 12.05.10, 15:01
        a ostatnio policzylam koszty utrzymania mojego 5 latka. Wyszlo mi
        > 1870pln miesiecznie, nie liczac kosztow wakacji.
        >
        JA przy najwiekszych checiach tyle na dziecko nie jestem w stanie
        wydac.No chyba ze zaczne kupowac raz w tygodniu nowe buty, zywic
        dziecie w restauracji,i ubierac dzieckow w sklepie ze zlotymi klamkami.
        Jak ty to robisz tully.makker?
        • tully.makker Re: po co są alimenty 12.05.10, 15:30
          Prosze, to kategorie, ktore uwzglednilam:

          Miesieczne
          Czynsz
          Elekrycznosc
          UPC
          Zakupy zywnosciowe
          abonament medyczny
          Witaminy

          Roczne
          Kurtka
          Spodnie
          Bluza
          Skarpetki
          rajstopy
          majtki
          Przedszkole
          Buty
          Kapcie
          Wyprawka przedszkolna
          Babcia za za opieke
          Remonty i meble w pokoju dziecka
          • zenon77 Re: po co są alimenty 12.05.10, 16:38
            Droga Tully,
            Gdybyś była uprzejma dodać kwoty do pozycji w kategorii "koszty miesięczne".
            Ciekawi mnie mocno metodologia Twoich obliczeń.
            Pozdrawiam
            zenek
            • zmeczona100 Re: po co są alimenty 12.05.10, 16:42
              > Ciekawi mnie mocno metodologia Twoich obliczeń.
              Zachować rachunki i co za filozofia policzyć?
              • zenon77 Re: po co są alimenty 12.05.10, 16:52
                Jesteś zmęczona. Naprawdę.
                Mnie nie ciekawi suma rachunków tylko sposób ich podziału na matkę i dziecko.
                Bardziej łopatologicznie nie potrafię...
                • zmeczona100 Re: po co są alimenty 12.05.10, 16:59


                  docs.google.com/View?id=df37wx87_144cr2cfngf
                  • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 12.05.10, 17:20
                    Tak z grubsza przejrzałam te wydatki i np ja taki żel do twarzy za 15 zł to zużywam jeden na 2 miesiące, albo takie worki na śmieci - można je kupić za 2 zł,a nie za 6. Poza tym jeśli chodzi o jedzenie, jak małe dziecko może zjeść codziennie 4 bułki + chałkę + drożdżówkę + tyle innego wymienionego jedzenia. Rozmawiam teraz z siostrą i ona też twierdzi, że sama nie dałaby rady tyle zjeść.
                    • zmeczona100 Re: po co są alimenty 12.05.10, 17:28
                      Zapewne przeoczyłaś, że to dotyczy NASTOLATKA.
                      Żel do twarzy- zaczynają się zmiany skórne, więc młody myje twarz kilka
                      razy dziennie- przed i po szkole, po piłce z kolegami, przed snem. No nie
                      wiem, co w tym dziwnego??

                      > Poza tym jeśli chodzi o jedzenie, jak małe dziecko może zjeść (...)

                      To małe dziecko ma aktualnie 187cm wzrostu i waży 67 kg.

                      Rozmawi
                      > am teraz z siostrą (...)

                      Pogadamy, jak będziesz miała na utrzymaniu rosnącego nastolatka wink

                      Widzisz, problem polega na tym, że nie czytasz dokładnie, tylko od razu
                      piszesz o swoich wątpliwościach.
                      • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 12.05.10, 18:01
                        No dobrze, jeśli to jest nastolatek i chłopak, to pewnie zje więcej, ale nawet mój partner nie wydaje 1000 zł na samo jedzenie. Poza tym ja nie przeczę, że na utrzymanie można wydać dużo pieniędzy, a można też i bardzo mało jeśli się oszczędza. Jeżeli ktoś ma pieniądze, to nie powinien sobie odmawiać na jakości pożywienia, czy na rozrywkach. Ale takie rzeczy powinny być uzgodnione pomiędzy partnerami. Dla mnie dziwnym zachowaniem jest takie, że jedno z partnerów nagle się odcina i mówi, że ono płacić nie będzie, to prawie tak, jakby się wyrzekało dziecka. Ale nie twierdzę, że tacy ludzie się nie zdarzają. Natomiast nieco inaczej widzę sytuacje, gdy ex oświadcza, że on nie będzie płacił za np. kursy językowe, czy basen, bo jego zdaniem, to nie jest dziecku potrzebne. Jako rodzic o tych samych prawach, ma takie samo prawo decydować jak chce swoje dziecko wychować, czy w ogóle chce je rozwijać, czy też nie.
                        • zmeczona100 Re: po co są alimenty 12.05.10, 20:37
                          e.i.t.h.e.l napisała:

                          > No dobrze, jeśli to jest nastolatek i chłopak, to pewnie zje więcej, ale
                          nawet
                          > mój partner nie wydaje 1000 zł na samo jedzenie.

                          Może Twój partner (sorry, ale nie mogę się powstrzymać) nie wszedł jeszcze
                          w fazę szybkiego wzrostu i nie potrzebuje jeszcze tyle jedzenia?

                          Poza tym ja nie przeczę, że na
                          > utrzymanie można wydać dużo pieniędzy, a można też i bardzo mało jeśli
                          się osz
                          > czędza.

                          Ja też temu nie przeczę. Bardzo mało jednak nie wydasz w żaden sposób,
                          jeśli wiosną i latem musisz wymienić większośc użytkowanej do tej pory
                          garderoby.


                          Jeżeli ktoś ma pieniądze, to nie powinien sobie odmawiać na jakości poż
                          > ywienia, czy na rozrywkach. Ale takie rzeczy powinny być uzgodnione
                          pomiędzy pa
                          > rtnerami.

                          Jakoś "mąz" nie wnosił nigdy o to sprzeciwu, a widział, co mały je i w co
                          się ubiera, więc...? Uzgodnienia nie są potrzebne, jeśli obydwoje kierują
                          się zdrowym rozsądkiem.


                          Dla mnie dziwnym zachowaniem jest takie, że jedno z partnerów nagle s
                          > ię odcina i mówi, że ono płacić nie będzie, to prawie tak, jakby się
                          wyrzekało
                          > dziecka.

                          A mnie to już nie dziwi. Może dlatego, że mam prawie 40 lat i wiele już w
                          życiu widziałam?


                          Natomiast nieco ina
                          > czej widzę sytuacje, gdy ex oświadcza, że on nie będzie płacił za np.
                          kursy jęz
                          > ykowe, czy basen, bo jego zdaniem, to nie jest dziecku potrzebne.


                          Jeśli to nowy wymysł, to OK- trzeba przedyskutować, ale jeśli kontynuacja,
                          to powinien o tym dziecku powiedzieć prosto w oczy, a nie poza jego
                          plecami do matki, na którą spadnie ciężar poinformowania o woli tatusia.

                          Ja traktuję wydatki na dziecko jako inwestycję dla niego samego, jak i dla
                          mnie/ ojca- przy okazji/- abym nie musiała go utrzymywać i mieszkać z nim
                          po studiach. Im więcej teraz się nauczy (np. języków), tym mniej czasu
                          będzie ode mnie (a więc i od ojca) zależny finansowo.


                          Jako rodzic o
                          > tych samych prawach, ma takie samo prawo decydować jak chce swoje
                          dziecko wych
                          > ować, czy w ogóle chce je rozwijać, czy też nie.
                          >
                          Fakt. Tylko wtedy zmieniłabym prawo- aby żaden taki rodzic nie wyciągał w
                          starości ręki po pieniądze od swoich dzieci, których "nie chciał
                          rozwijać".
                          • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 12.05.10, 20:55
                            Słuchaj, po pierwsze, ja nie robię jakichś osobistych uwag, w jakie fazy Twoje dziecko weszło, proszę więc, żebyś i Ty się od tego powstrzymała. Co do reszty wypowiedzi to w sumie się zgadzamy, ale dodam jeszcze do tej końcówki, że jak ojciec sobie ułoży stosunki z dzieckiem, takiej zapłaty się może na starość spodziewać. Dziecko może się od niego odciąć, niech staruszek przymiera głodem, albo może go oddać do domu starców i tyle. Nikt go do niczego nie zmusza...
                            • zmeczona100 Re: po co są alimenty 12.05.10, 21:29

                              e.i.t.h.e.l napisała:

                              > Słuchaj, po pierwsze, ja nie robię jakichś osobistych uwag, w jakie fazy
                              Twoje
                              > dziecko weszło, proszę więc, żebyś i Ty się od tego powstrzymała.

                              To mam napisać wprost "oczywistą oczywistość", że największe
                              zapotrzebowanie energetyczne i na pozostałe składniki mają ciężarne i
                              nastolatki własnie??
                              Podstawą dyskusji o odżywianiu MOJEGO dziecku jest FAKT, że ono dojrzewa,
                              zaczęło szybko rosnąć. A zarzucasz mi, że to zawyżone, podając, że dzieci
                              Twojej siostry zjadają mniej, że Twój partner też. No wybacz, ale to jest
                              wiedza z zakresu podstawówki. Za jej brak na mnie się obrażasz??

                              Dziecko może się od niego odciąć, niech staruszek przymiera głodem, alb
                              > o może go oddać do domu starców i tyle. Nikt go do niczego nie zmusza...

                              Znowu nie masz pojęcia o czym piszesz. Niejeden alkoholik, który w życiu
                              nie dał złotówki na swoje dziecko, utrzymuje się na starość z alimentów od
                              swego dziecka, które przebywało w domu dziecka. I wszystko jest zgodne z
                              prawem.
                              • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 13.05.10, 01:32
                                Hej, być może nie doczytałam, że to jest nastolatek, ok. Ale Ty też np. wyimaginowałaś sobie teraz dzieci mojej siostry oraz to, że nie mam podstawówki, dlaczego więc od razu się czepiasz? I wskaż mi miejsce, gdzie ja się niby na Ciebie obrażam? Po prostu rozmawiam.
                                Co do utrzymywania rodziców przez dzieci na starość, to też zapewne można obejść, jeśli się udowodni, że rodzic w życiu dziecka praktycznie nie był obecny. Ale przy tym się spierać nie będę, bo prawa nie kończyłam. Myślę jednak, że dobry prawnik mógłby coś takiego udowodnić.
                  • tautschinsky Re: po co są alimenty 13.05.10, 15:54
                    zmeczona100 napisała:

                    >
                    >
                    > docs.google.com/View?id=df37wx87_144cr2cfngf


                    Ekstra zestawienie. Teraz normalnie żyjący w pełnych
                    rodzinach powinni pójść pod sejm czy pod drzwi swoich
                    szefów i im przedstawić, ile kosztuje utrzymanie ich
                    dzieci i że g. ich obchodzi to i tamto. Oni mają
                    dzieci, oni chcą i oni to mają dostać. Jeśli matka
                    wylicza tak czy owak utrzymanie dziecka niech zarobi
                    na to a jeśli nie - dzieckiem niech zajmie się ojciec
                    skoro matka nie jest w stanie być matką.

                    Zestawienie do pośmiania się smile))
                    • zmeczona100 Re: po co są alimenty 13.05.10, 20:16
                      Cieszę się, że ci humor dopisuje. Chociaż nie widzę powodu.

                      W NASZEJ trzyosobowej rodzinie dochód miesięczny wynosi 7 500, ale są
                      inne, okresowe dodatki, co daje średnio 10 000 miesięcznie ( a w ub. r. 2
                      x więcej).

                      Wbij więc sobie do głowy, że standard życia MOJEGO dziecka, jego potrzeby
                      są wypadową NASZYCH zarobków! To samo dotyczy MOICH potrzeb i MOICH
                      wydatków.

                      Czyżbyś uważał dotąd, że mamy na głowę 900 PLN miesięcznie, a ja żądam od
                      ojca trzykrotności jego zarobków?? Widzisz w tym jakąś logikę?? Myślisz,
                      że nie potrafię wyliczyć kosztów utrzymania dziecka i nie wiem, jak
                      kształtuje się dochód w naszej rodzinie?? A może to wg ciebie związku nie
                      ma, bo nie może mieć??

                      Co mnie obchodzi statystyka, ile przeciętna rodzina ma na członka, ile
                      wydaje na żywienie i odzież, jak kształtują się wydatki na dzieci?? Mnie
                      interesuje MOJA sytuacja finansowa, bo od niej zależą wydatki na MOJE
                      dziecko. I to wydatki na MOJE dziecko, a nie Kowalskiego, są w
                      zestawieniu!

                      Naprawdę, jesteś tak ograniczony, aby tego nie dostrzegać??
                      /Ad personam- świadomie/



                      Gdyby tatusiowi szkoda było tylu pieniążków, to wystąpiłby o to, aby syn z
                      nim zamieszkał. Tyle tylko, ze on jest z tych, co to gotowi dopłacić,
                      byleby nie mieć bachora/ nastolatka przy sobie. Bo ograniczają.
                      • tautschinsky Re: po co są alimenty 13.05.10, 21:01
                        zmeczona100 napisała:


                        >
                        > Co mnie obchodzi statystyka, ile przeciętna rodzina ma na członka, ile
                        > wydaje na żywienie i odzież, jak kształtują się wydatki na dzieci??



                        To po kiego grzyba posługujesz się taką statystką? smile


                        Mnie
                        > interesuje MOJA sytuacja finansowa, bo od niej zależą wydatki na MOJE
                        > dziecko. I to wydatki na MOJE dziecko, a nie Kowalskiego, są w
                        > zestawieniu!

                        No właśnie - twoje dziecko, a ojciec tego dziecka
                        może mieć inne podejście na wychowanie i wydawanie
                        pieniędzy na dziecko. Można maksymalistycznie, można
                        minimalistycznie, można pośrednio. To TEŻ jego dziecko
                        i on NIE MUSI podzielać twojego poglądu na finansowanie życia dziecka. Możesz uważać, że dziecko
                        ma jeździć na wakacje do Australii a na co dzień buty
                        nosić za tysiąc złotych, jadać żarło sprowadzane z restauracji we Francji - i jak masz SWOJĄ KASĘ to jest
                        zarobioną przez siebie i chcesz na to ją przeznaczać to twoja sprawa. Ojciec dziecka może widzieć sprawy inaczej a sprawiedliwy sąd powinien uwzględniać zdrowy rozsądek wydając wyrok. Bycie dzieckiem wychowanym przez jednego z rodzica nie czyni tego dziecka panem świata. A im dalej to idzie tak zaczyna to wyglądać - przynajmniej w roszczeniach a czasami w wyrokach ma swoje odzwierciedlenie, iż dziecko żyjące w zdrowych rodzinach musi jakoś przeżyć za to, ile rodzice są realnie w stanie zarobić, natomiast dziecko rozwódki winno mieć zapewnione najlepsze co się da. Dziecko powinno mieć tyle, na ile rodziców stać - realnie. I nie na zasadzie - masz dużo musisz się ze mną dzielić. Z takiego dziecka wyrośnie pasożyt.



                        > Naprawdę, jesteś tak ograniczony, aby tego nie dostrzegać??
                        > /Ad personam- świadomie/


                        A ty?

                        Też świadomie? smile



                        > Gdyby tatusiowi szkoda było tylu pieniążków, to wystąpiłby o to, aby syn z
                        > nim zamieszkał. Tyle tylko, ze on jest z tych, co to gotowi dopłacić,
                        > byleby nie mieć bachora/ nastolatka przy sobie. Bo ograniczają.


                        Nastolatek powinien sam decydować, z którym z rodziców
                        chce mieszkać. Poczekaj, jeszcze powie ci dziękuje i
                        przeniesie się do ojca, sam występując o kasę od ciebie. Ciekawe jak wtedy będziesz postrzegała żądanie nie trzech ale pięciu tysięcy - bo wraz z wiekiem podobno strasznie potrzeby rosną, a na studiach ludzie lubią się zabawić smile
                        • zmeczona100 Re: po co są alimenty 13.05.10, 22:35
                          tautschinsky napisał:



                          > To po kiego grzyba posługujesz się taką statystką? smile

                          ??

                          >
                          >

                          > No właśnie - twoje dziecko, a ojciec tego dziecka
                          > może mieć inne podejście na wychowanie i wydawanie
                          > pieniędzy na dziecko.

                          Zmieniło mu się wraz z rozwodem?

                          A im dalej to idzie tak zaczyna to wyglądać
                          > - przynajmniej w roszczeniach a czasami w wyrokach ma swoje
                          odzwierciedlenie, i
                          > ż dziecko żyjące w zdrowych rodzinach musi jakoś przeżyć za to, ile
                          rodzice są
                          > realnie w stanie zarobić, natomiast dziecko rozwódki winno mieć
                          zapewnione najl
                          > epsze co się da.

                          Dziecko nie może żyć na poziomie ojca, bo ma matkę rozwódkę?



                          Dziecko powinno mieć tyle, na ile rodziców stać - realnie. I n
                          > ie na zasadzie - masz dużo musisz się ze mną dzielić. Z takiego dziecka
                          wyrośni
                          > e pasożyt.

                          Nie od ilości pieniędzy wyłożonych na dziecko zależy to, czy wyrośnie ono
                          na pasożyta. Im więcej MĄDRZE zainwestujesz, tym więcej zyskasz,
                          >
                          > A ty?
                          >
                          > Też świadomie? smile

                          W czym?


                          >
                          > Nastolatek powinien sam decydować, z którym z rodziców
                          > chce mieszkać.

                          smile))))))))))))))))))))))))
                          Teraz wyszło jeszcze na to, że dzieciaka przywiązałam i trzymam przy sobie
                          na uwięzi smile)))))))))))))))

                          Poczekaj, jeszcze powie ci dziękuje i
                          > przeniesie się do ojca,

                          smile)))))))))))))))))))))))

                          Nie mówimy chyba o jakimś dzieciaku, tylko moim, prawda?


                          sam występując o kasę od ciebie. Ciekawe jak wtedy będz
                          > iesz postrzegała żądanie nie trzech ale pięciu tysięcy

                          Przy ustalaniu wysokości alimentów sąd bierze możliwości zarobkowe rodzica
                          wink


                          - bo wraz z wiekiem podo
                          > bno strasznie potrzeby rosną, a na studiach ludzie lubią się zabawić smile


                          Zabawa nie jest usprawiedliwioną potrzebą TAKIEGO dziecka wink
                          Jak chce się bawić, to niech sobie dorobi- w końcu ode mnie otrzymał
                          możliwość lepszego startu poprzez zapewnienie mu edukacji na poziomie
                          wyższym, niż przeciętne dziecko. I to z tych wydartych ojcu alimentów smile

                          Na studiach potrzeby wcale nie są większe, niż np. w gimnazjum.
                          Gimnazjalista potrzebuje nowych butów co sezon, a studentowi wystarczą
                          jedne na cały okres studiowania wink
                          • tautschinsky Re: po co są alimenty 14.05.10, 11:57
                            zmeczona100 napisała:


                            >
                            > > No właśnie - twoje dziecko, a ojciec tego dziecka
                            > > może mieć inne podejście na wychowanie i wydawanie
                            > > pieniędzy na dziecko.
                            >
                            > Zmieniło mu się wraz z rozwodem?

                            Tak, mogło się zmienić, kiedy przestał mieć
                            realny wpływ na wychowanie dziecka - bo pełne prawa
                            rodzicielskie nic nie znaczą w Polsce jeśli tyczy się
                            ojców - to raz.

                            A dwa - niestety tak to jest, że kiedy traci się z kimś
                            kontakt to bardzo często na tym kimś przestaje mniej
                            zależeć. Kobiety,które na głowie stają,by obrzydzić dzieciom ojca, robią wszystko, co się da, żeby nie miał kontaktu z dzieckiem, z czasem "wygrywają" - ale co? Na pewno nie dobro dziecka, bo taki ojciec nie czuje wewnętrznej potrzeby wspierania dziecka, które staje mu się coraz bardziej obce a często zwyczajnie jest wrogie i roszczeniowo nastawione (lata treningu przez matkę przynosi owoce). Takie dziecko też traci drugiego rodzica emocjonalnie. Nawet jeśli z czasem się spotykają, to tych lat zabranych dzieciom przez matki kontaktu z ojcem nic już nie zwróci. Tyle co uwojowały takie matki to dzieci bardzo często okaleczone emocjonalnie, nie radzące sobie w kontaktach w życiu (często same tworzą niestabilne związki a postawę do życia mają roszczeniową - wyuczone żądam/mi się należy/ja nie muszę pracować. Przecież to nie jest tak, że dziecko żyje na innej planecie i nie widzi tego, jak taka matka poczyna sobie
                            z ojcem, jakimi kartami gra, w jaki ton uderza. Dziecko przysposabia sobie pewne nawyki, zachowania.




                            > Dziecko nie może żyć na poziomie ojca, bo ma matkę rozwódkę?




                            Jak to nie może? Może. Ale to zależy od matki i ojca.
                            Tak samo jak nie znaczy, że dziecko nie może żyć na poziomie w pełnej rodzinie. Może. Tylko że to zależy od matki i ojca. Natomiast z pretensji kobiet rozwodzących się można wysnuć przypuszczenie, że teraz dziecko musi żyć lepiej bez względu na realia.







                            > Teraz wyszło jeszcze na to, że dzieciaka przywiązałam i trzymam przy sobie
                            > na uwięzi smile)))))))))))))))



                            To było ogólne stwierdzenie. I dla mnie jest oczywistością, ale dla wielu matek przywiązanych do alimentów na dzieci już nie. I nawet jeśli dziecko chce mieszkać u ojca nie jest to w Polsce sprawa prosta i oczywista.




                            > Nie mówimy chyba o jakimś dzieciaku, tylko moim, prawda?



                            Nie znam twojego dziecka, ale ty też nie wiesz, jaki będzie za dwa, trzy lata czy później. Skąd ta nagła
                            pewność, że tak nie będzie. Przecież wchodząc w związek ze swoim exem też NIE WIEDZIAŁAŚ (?), że tak
                            to się skończy? smile))))))))))))




                            > Przy ustalaniu wysokości alimentów sąd bierze możliwości zarobkowe rodzica




                            A kreatywność sądów w tej sprawie w Polsce są
                            nieprawdopodobne przecież smile



                            > Zabawa nie jest usprawiedliwioną potrzebą TAKIEGO dziecka wink
                            > Jak chce się bawić, to niech sobie dorobi




                            To jest tylko twoje zdanie. Sąd w oparciu o powództwo
                            twojego dziecka, które przypatrując się twoim poczynaniom nabędzie na tyle dobrej szkoły, jak doić pieniądze, że - jest duża szansa - nauka nie pójdzie w las i dostanie jeśli nie tyle, ile by chciał, to dużo a tobie przyjdzie zaciskać zęby i płakać, że życie i zdrowie na jego wychowanie straciłaś smile))



                            >
                            > Na studiach potrzeby wcale nie są większe, niż np. w gimnazjum.
                            > Gimnazjalista potrzebuje nowych butów co sezon, a studentowi wystarczą
                            > jedne na cały okres studiowania wink


                            To jest - jak wyżej - twoje zdanie. Twoje dziecko,
                            korzystając z wiedzy zdobytej u twego boku plus z rad
                            adwokata (za którego koniec końców ty zapłacisz smile
                            dowiedzie, że jednak potrzebuje tych pieniędzy. Jeśli będzie kreatywne to załatwi sobie jakiś stopień niepełnosprawności jak to załatwiają dla swoich dzieci matki, by podnieść i przedłużać w nieskończoność otrzymywanie alimentów.

                            Czy będzie tak w twoim przypadku? To pokaże czas. Ale życie taki przypadki przynosi smile))
                            • zmeczona100 Re: po co są alimenty 14.05.10, 18:58

                              No pacz pan, jakie to biedne misie z tych chłopów- harujom jak dzikie osły
                              na waciki dla żony, a te nawet nie raczą iść se do pracy, tylko się
                              obijają w chałupie przy Modzie na sukces czy M jak miłość.
                              A potem som jak harpie- walczom do ostatniej kropli krwi, pardon-
                              ostatniego grosza na koncie, wyolbrzymiając alimenty, aby im na tipsy,
                              solarium i waciki starczyło, zamiast zarobić na siebie i swoje dziecko.
                              Nauczone tylko wyciągać łapę nie po swoje. I buntują te swoje dzieciaki,
                              aż biedne misie nie dają rady i odsuwają się od dzieci, bo wiadomo- taki
                              ojciec nie czuje wewnętrznej potrzeby wspierania dziecka, które staje mu
                              się coraz bardziej obce a często zwyczajnie jest wrogie i roszczeniowo
                              nastawione. Hieny zabierajom ojcom czas dla dziecka, walczom, aby się z
                              nimi nie widywały. Tak na złość, bo tylko kasę chcą ciągnąć. A oni się tak
                              odsuwają- z bólem serca... Bo przecież siły nie majom aby walczyć z tymi
                              żądnymi krwi harpiami...

                              Tałczyński, nie rób z kobiet bezmózgich stworzeń, które nie patrzą na
                              potrzeby swoich dzieci, tylko na to, jak dokopać nasieniodawcy. Wiele z
                              nich (m.in. i ja) dałoby wiele, aby dziecko miało kochającego,
                              troszczącego się, biorącego udział w wychowaniu ojca, aby ojciec był
                              obecny na stałe w życiu ich dzieci. Ale to są tylko pobożne życzenia.

                              dlatego nie pisz, że ojciec po rozwodzie przestał mieć
                              > realny wpływ na wychowanie dziecka, bo tak sądy rozstrzygają. A iluż to
                              ojców stara się o przejecie opieki nad swoim dzieckiem?? Ale własnie-
                              zamiast się starać, to wygodniej jest zająć sie sobą, kolejnymi dupami,
                              zachciankami i przyjemnościami, a oficjalnie jęczeć, jak to ojcowie maja w
                              Polsce źle. A ja Ci powiem tylko, że mają za dobrze- facet, który porzuca
                              swoje dziecko po rozwodzie (na tym forum to prawie norma), powinien mieć
                              urwane j.ja, aby nie powołał kolejnego potomka, któremu spieprzy
                              dzieciństwo, a więc i całe życie.

                              I na koniec znowu się powtórzę- dziecko wychowują rodzice (lub rodzic,
                              jeśli drugi się wypisał), a nie pieniądze.

                              To, że ty byś coś zrobił/ czegoś nie zrobił, to nie znaczy, że tak mają
                              wszyscy. Naczelna zasada- nie oceniaj innych według siebie.
                              • tautschinsky Re: po co są alimenty 14.05.10, 20:38
                                zmeczona100 napisała:


                                > Tałczyński, nie rób z kobiet bezmózgich stworzeń, które nie patrzą na
                                > potrzeby swoich dzieci, tylko na to, jak dokopać nasieniodawcy.



                                Przemęczona_ myśleniem, wyobraź sobie jednak,
                                że jajeczkodawczynię (czy biologiczne inkubatory smile
                                że będę szedł w tę retorykę smile)) właśnie tak często
                                robią choćby utrudniając kontakty dzieciom z ich ojcami. Na tym forum nie jeden ojciec o tym pisał
                                podając szczegóły - a są one, te szczegóły - nieprawdopodobnie powtarzające się, wynikające z małostkowości jajeczkodawczyni.





                                > > facet, który porzuca
                                > swoje dziecko po rozwodzie powinien mieć
                                > urwane j.ja, aby nie powołał kolejnego potomka, któremu spieprzy
                                > dzieciństwo, a więc i całe życie.




                                A kobieta to na dzień dobry wysterylizowana
                                i żeby nie miała już przyjemności łechtaczkowo
                                obrzezana - takie pomysły chodzą ci po głowie? smile
                                • zmeczona100 Re: po co są alimenty 14.05.10, 21:13

                                  Wiesz co? Jak cię tak czytam, to nie mam wątpliwości- jak baba chce sobie
                                  życie pokomplikować, to zostaje matką - z pomocą faceta. Partenogeneza (i
                                  to obligatoryjna!) wyeliminowałaby osobniki płci męskiej, kierujące się w
                                  życiu zasadami kukułki.
                                  • tautschinsky Re: po co są alimenty 15.05.10, 09:30
                                    zmeczona100 napisała:

                                    >
                                    > Wiesz co? Jak cię tak czytam, to nie mam wątpliwości- jak baba chce sobie
                                    > życie pokomplikować, to zostaje matką


                                    W ramach równouprawnienia czyli równego traktowania kobiet i mężczyzn, tych z miast i wsi, idąc za pomysłem zmęczonej, żeby mężczyznom:


                                    - urywać j.ja (jeśliby nie sprawdzali się rodzice)

                                    Natomiast kobiety:

                                    - sterylizować (i obrzezywać łechtaczki - dla równowagi względem męskiego cierpienia, bo zmęczona
                                    głowa nie zaproponowała dla mężczyzn wazektomii,
                                    tylko zaraz tak brutalnie smile

                                    Dalej:

                                    Dzieci takim nieodpowiednim rodzicom:

                                    - odbierać,

                                    - matka i ojciec do 25 roku życia dziecka pracowaliby pod nadzorem
                                    a lwia część ich pensji szłaby na dziecko wychowywane w rodzinie zastępczej, po części opłacanej z ich pracy.
                                    Niepracowanie lub utrata zdolności do pracy skutkowałaby wydaleniem takiego złego rodzica w miejsce będące odpowiednikiem radzieckiego gułagu -
                                    bez racji żywnościowych, opieki medycznej. W razie próby ucieczki - ubić na miejscu!

                                    I wszyscy byliby zadowoleni i w ogóle.
                                    Nieodpowiednie kobiety wiążące się
                                    z nieodpowiednimi mężczyznami trafialiby
                                    tam gdzie ich miejsce a cała reszta poważnie
                                    by się zastanowiła, czy ten partner/ka to
                                    dobry wybór.

                                    Na pewno, zmęczona, rwanie jaj i ucinanie łechtaczek
                                    to wybór najlepszy?

                                    Bo według mnie nie.






                                    • zmeczona100 Re: po co są alimenty 15.05.10, 11:20
                                      A tak poza tym to wszyscy zdrowi?
                                      • tautschinsky Re: po co są alimenty 15.05.10, 11:32
                                        zmeczona100 napisała:

                                        > A tak poza tym to wszyscy zdrowi?





                                        No właśnie. Chyba w końcu doszło do ciebie,
                                        że propozycja urywania przyrodzenia - i dla
                                        sprawiedliwości - rżnięcia łechtaczek - to
                                        niezbyt dobry pomysł. Następnym razem należy
                                        się zastanowić nad tym, co się napisze.
                                  • pyzz Re: po co są alimenty 15.05.10, 14:18
                                    > Partenogeneza (i
                                    > to obligatoryjna!) wyeliminowałaby osobniki płci męskiej, kierujące się w
                                    > życiu zasadami kukułki.
                                    Do czego służył TEN przyrząd nie ma chyba potrzeby tłumaczyć!
                                    Sekcja Specjalna zawsze lojalna!
                                    Samiec Twój wróg!
                                    Liga uczy, Liga radzi, Liga nigdy was nie zdradzi!
                    • aneta-skarpeta Re: po co są alimenty 17.05.10, 14:21


                      - 6 kostek masła na tydzien?

            • tully.makker Re: po co są alimenty 12.05.10, 17:01
              Nie bylabym sklonna podac kwot, ale moge ci przyblizyc metodologie.
              Koszty czynszu i mediow podzielilam na liczbe domownikow.
              Zakupy zywnosciowe to wiadomo - liczy sie to, co faktycznie jest
              zjadane, w zywnosciowych uwzglednilam tez srodki chemiczne kupowane
              w markecie razem z zywnoscia. Abonament medyczny - za mnie placi
              pracodawca, ale mam opcje ubezpieczenie rodziny - podzielilam koszt
              na ilosc korzystajacych czlonkow rodziny. Witaminy - Wscieklak ma
              pewna przypadlosc medyczna, z powodu ktorej zazywa dosc drogie
              suplementy diety.

              Pozostale koszty wymienione w dziale roczne to takie, ktorych nie
              ponosze kazdego miesiaca - np przedszkole oplacam tylko 10 miesiecy
              w roku. Policzylam wiec roczny koszt i podzielilam na 12 miesiecy.
              Wyprawka przedszkolna - raz do roku, tez podzielone na 12 miesiecy.
              Kurtki - 2 w roku, cene usrednilam, bo wiadomo, ze zimowa jest duzo
              drozsza niz letnia. Babci za opieke nad dzieckiem daje 2 razy do
              roku okreslona sume w prezencie, lacznie wychodzi tyle, co
              miesieczne wynagrodzenie niani w Warszawie.

              I tak dalej i tak dalej.

              I zapomnialam jeszcze, ze nie doliczylam kosztow zajec judo, ale
              niech bedzie moja strata.
              • zenon77 Re: po co są alimenty 12.05.10, 20:38
                Witam,
                Nie zrozum mnie źle. Nie jestem ja ci wrogiemwink
                Moim zdaniem problem polega na tym, że dzielisz wszystko na dwa (siebie i
                dziecko) i oczekujesz, że mąż zapłaci za połowę dziecka. Jest to tylko na pozór
                logiczne. Uczciwie rzecz pojmując powinnaś ponieść również koszty wyprowadzki
                Twojego męża. Idąc prosto do wniosku należałoby, moim zdaniem, przeprowadzić
                następującą analizę:
                - czynsz(płacę np. 400 pln za mieszkanie dwupokojowe, gdybym była sama to
                wystarczyłaby mi kawalerka za 280 pln) koszt mieszkania dziecka - 60 pln,
                - prąd (kwota praktycznie śladowa, większość naszych rachunków to różne opłaty
                stałe, więc do podziału jest tylko kwota zmienna na pół) - daje to pewnie z 10,
                góra 15 pln miesięcznie
                i tak dalej i tak dalej....
                Pozdrawiam i powodzenia życzę.
                p.s. Gdybyś znalazła fajnego faceta, to oprócz wielu plusów odpadłoby Ci judo.
                Wścieklak by się potarzał ze swoim nowym tatą po dywaniewink. Moje córki mają
                wprawdzie tylko po jednej mamusi i jednym tatusiu (bez planów rozwodowych), ale
                za to 3 babcie i 3 dziadków. Jak się to dobrze wytłumaczy to są same plusy...
                Oczywiście w przypadku kosztów jedzenia i środków czystości zależność jest
                praktycznie liniowa, więc moja, przyznaję nieco skomplikowana metoda, jest
                bezużyteczna.
                • tully.makker Re: po co są alimenty 12.05.10, 21:14
                  A widzisz, nie zrozumieles mnie. Ja sie z moim obecnym partnerem nie rozstaje
                  poki co, a wyliczenie kosztow utrzymania 5-latka zrobilam z innych przyczyn. A
                  Wscieklak na judo chodzi z tata, wiec zapewniam cie, ze jedno drugiego nie
                  zastepuje.

                  Ale idac tropem twojego rozumowania, to w przypadku rozstania z partnerem
                  powinnam go obciazyc kosztami kredytu, bo kupilam nowe mieszkanie z powodu
                  powiekszenia sie rodziny, czyli zwiazku z nim i pojawienia sie nowego dziecka,
                  gdyby nie to, wciaz mieszkalabym w starym mieszkaniu.
                  • zenon77 Re: po co są alimenty 12.05.10, 22:24
                    Mam nadzieję, że moja żona tego nie przeczyta...
                    Nie do końca Cię zrozumiałem, faktycznie. Co do Wścieklaka, to nie mam
                    doświadczenia. Dwie dziewczyny, wiesz...
                    Co do kredytu, to sama piszesz, że kupiłaś nowe mieszkanie. Jeżeli kupiłaś a nie
                    kupiliście, to co chcesz od faceta?
                    Porzucając przykład konkretny (Twój) i przechodząc na trochę większy poziom
                    ogólności, to wciąż podtrzymuję swój tok myślenia.
                    • tully.makker Re: po co są alimenty 13.05.10, 07:23
                      Jeżeli kupiłaś a ni
                      > e
                      > kupiliście, to co chcesz od faceta?

                      Fajne rozumowanie. Ja kupuje mieszkanie, bo jego na to nie stac, i czego ja chce
                      od faceta.
                      Usiluje ci uswiadomoc bezsens twierdzen, co by bylo, gdyby... Bo jest jak jest w
                      danej rodzinie, koszty utrzymania dziecka sa i nie da sie ich zamiesc pod dywan
                      rozumowaniami, ze gdyby rodzina byla pelna, to byloby inaczej. Byloby, ale nie
                      jest. Co czesto nie jest wynikiem zgodnej decyzji, tylko jednostronnej.
                      • z_mazur Re: po co są alimenty 13.05.10, 07:39
                        > Usiluje ci uswiadomoc bezsens twierdzen, co by bylo, gdyby... Bo
                        jest jak jest w
                        > danej rodzinie, koszty utrzymania dziecka sa i nie da sie ich
                        zamiesc pod dywan
                        > rozumowaniami, ze gdyby rodzina byla pelna, to byloby inaczej.
                        Byloby, ale nie
                        > jest.

                        No właśnie byłoby ale nie jest. Dlatego nie ma sensu odnosić się do
                        aktualnej sytuacji materialnej któregokolwiek rodziców, tylko
                        właśnie raczej do pewnej średniej krajowej.

                        Jeśli któryś z rodziców może i CHCE w wyższej wysokości partycypować
                        w kosztach utrzymania dziecka, żeby zapewnić mu wyższy, niż pewien
                        średni standard życia, to może to robić, na własny rachunek i
                        dziecko go kiedyś z tej woli i jej realizacji samo rozliczy.

                        Znam co najmniej kilka takich przykładów, gdy ojciec płaci alimenty
                        w okolicach 500 zł mimo bardzo dobrej sytuacji finansowej. Za to
                        jeden z tych ojców np. opłaca czynsz z opłatami za mieszkanie córce
                        studentce. Inny 2 razy w tygodniu jeździ z synem na basen i opłaca
                        zajęcia językowe.

                        Taki układ pozwala ojcu czuć się odpowiedzialnym za rozwój dziecka,
                        podejmować świadome decyzje uzgodnione z dzieckim na temat tego jak
                        che ten rozwój finansować.
                        • tully.makker Re: po co są alimenty 13.05.10, 09:57
                          Dlatego nie ma sensu odnosić się do
                          > aktualnej sytuacji materialnej któregokolwiek rodziców, tylko
                          > właśnie raczej do pewnej średniej krajowej.

                          Znaczy jak rodzic wspolzamieszkujacy je krewetki, to ma dziecku
                          podawac parowki, bo taka jest srednia krajowa?

                          Sorry, ale w twoich wypowiedziach jestes w stanie widziec tylko 2
                          motywy - nienawisci do bylej, ktora jest wazniejsza niz troska w
                          wlasne dziecko i chec zrzucenia z siebie ciezarow finasowych.

                          Znam co najmniej kilka takich przykładów, gdy ojciec płaci alimenty
                          > w okolicach 500 zł mimo bardzo dobrej sytuacji finansowej. Za to
                          > jeden z tych ojców np. opłaca czynsz z opłatami za mieszkanie
                          córce
                          > studentce. Inny 2 razy w tygodniu jeździ z synem na basen i opłaca
                          > zajęcia językowe.

                          Wow, to rzeczywiscie bardzo zamozni ci tatusiowie sa. Normalnie
                          wywalaja na dziecko taka kase, ze mucha nie siada. W tym kontekscie
                          zaczynam rzeczywiscie doceniac mojego exa.
                          • adaria38 Re: po co są alimenty 13.05.10, 10:31
                            > Wow, to rzeczywiscie bardzo zamozni ci tatusiowie sa. Normalnie
                            > wywalaja na dziecko taka kase, ze mucha nie siada. W tym kontekscie
                            > zaczynam rzeczywiscie doceniac mojego exa.

                            oj tam. Doceń, że płacąc alimenty 300zł na nastolatka nie żądają zwrotu kasy od
                            exżony jeśli raz na 3 miesiące postawią dziecku obiad za 15 zł. Bo takie
                            przypadki też są smile)) Na basen zawiezie i nie wrzeszczy żeby mu za paliwo i
                            bilet wstępu oddać? Toż to chodzący ideał wink
                          • z_mazur Re: po co są alimenty 13.05.10, 16:07
                            > Znaczy jak rodzic wspolzamieszkujacy je krewetki, to ma dziecku
                            > podawac parowki, bo taka jest srednia krajowa?
                            >
                            > Sorry, ale w twoich wypowiedziach jestes w stanie widziec tylko 2
                            > motywy - nienawisci do bylej, ktora jest wazniejsza niz troska w
                            > wlasne dziecko i chec zrzucenia z siebie ciezarow finasowych.
                            >

                            Sorry, ale po raz kolejny wkładasz w moje usta pogląd którego nie
                            wygłosiłem a następnie z nim zażarcie polemizujesz. Zwyczajnie nie
                            chce mi się udowadaniać, że nie jestem wielbłądem. Chociaż sam
                            sposób prowadzenia dyskusji jest fascynujący.

                            > Wow, to rzeczywiscie bardzo zamozni ci tatusiowie sa. Normalnie
                            > wywalaja na dziecko taka kase, ze mucha nie siada. W tym
                            kontekscie
                            > zaczynam rzeczywiscie doceniac mojego exa.
                            >

                            Nie napisałem, że są zamożni, tylko że mają dobrą sytuację finansową.
                            Alimenty w wysokości 600 zł i koszt wynajęcia mieszkania w dużym
                            mieście akademickim, to łącznie kwota rzędu 2000 zł. Dla mnie to
                            niemała kwota.

                            Kurs językowy w dobrej szkole to około 250 zł. Basen to około 10 zł
                            x 8, to blisko 100 zł, nie licząc kosztów podwiezienia dziecka na
                            ten basen. Wychodzi dodatkowo prawie połowa kwoty alimentów. Może
                            nie dużo, ale przynajmniej ojciec angażuje się i aktywnie bierze
                            udział w życiu dziecka, a to nie do przecenienia, podobnie jak
                            poczucie współdecyzyjności ojca, ale większość pań z ciągłym
                            roszczeniowym, pełnym pretensji nastwieniem, tego nie zrozumie. Dla
                            nichy byłoby najlepiej, żeby płacił i spadał, a nie wymyślał jakieś
                            fanaberie i je finansował, przecież ona sama wie, co dla JEJ (bo
                            przecież nie ich) dziecka jest najlepsze. ICH to dla niej te dziecko
                            jest tylko gdy ma pretensje o zbyt niskie alimenty.
                            • tully.makker Re: po co są alimenty 13.05.10, 16:30
                              Dla
                              > nichy byłoby najlepiej, żeby płacił i spadał, a nie wymyślał
                              jakieś
                              > fanaberie i je finansował, przecież ona sama wie, co dla JEJ (bo
                              > przecież nie ich) dziecka jest najlepsze. ICH to dla niej te
                              dziecko
                              > jest tylko gdy ma pretensje o zbyt niskie alimenty.

                              Rozumijac w podobny sposob, moj Ex w zeszle lato wyrzucil w bloto 9
                              tysiecy, poniewaz absolunit nie chcial wziac mojego zdania pod
                              uwage. Zafundowal synowi cos, co na jego etapie rozwoju bylo
                              absolutnie bezuzyteczne i co ne sprawilo mlodemu zadnej satysfakcji.

                              No ale postawil na swoim, a na biednego nie tafilo.
                              • z_mazur Re: po co są alimenty 13.05.10, 17:26
                                Ale to już jest jego sprawa. JEGO pieniądze i JEGO decyzje, z
                                których kiedyś dziecko JEMU wystawi rachunek.

                                To jest właśnie clou tej całej dyskusji. Kobiety chciałyby o tym
                                same decydować, bo one wiedzą lepiej i już. Fajnie jest rozporządzać
                                czyimiś pieniędzmi.

                                Dlatego, nadal podtrzymuję swój pogląd, że alimenty powinny się
                                odnosić do pewnej statystycznej średniej, reszta nakładów powinna
                                być zależna od samodzielnych decyzji rodziców, chcą - dają, nie
                                chcą - nie dają i to jest sprawa między nimi i dziećmi.
                                • tully.makker Re: po co są alimenty 14.05.10, 11:25
                                  Ale to już jest jego sprawa. JEGO pieniądze i JEGO decyzje, z
                                  > których kiedyś dziecko JEMU wystawi rachunek.

                                  Z takiego tez zalozenia wyszlam. Zazwyczaj dogadujemy sie calkiem
                                  niezle, WSPOLNIE planujac jak wydac pieniadze z najwieksza korzyscia
                                  dla Babelka, ale tym razem dziad sie uparl. Szkoda mi troche, bo
                                  rozwiazanie,ktore ja proponowalam, kosztowaloby Exa 2 tysie, a
                                  dziecko odnioslo by z tego realna korzysc.
                              • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 13.05.10, 17:40
                                No ale on jest ojcem i ma dokładnie takie samo prawo jak Ty stwierdzić, że coś jest dobre dla dziecka, a coś złe. On może myśleć, że to co Ty proponujesz jest dla dziecka niepotrzebne, a to co on proponuje jest akurat świetne i ma do tego pełne prawo. Przecież przed rozwodem też ludzie nie zawsze się zgadzają w tym, co dla dziecka będzie dobre.
                          • z_mazur Re: po co są alimenty 13.05.10, 17:32
                            > Znaczy jak rodzic wspolzamieszkujacy je krewetki, to ma dziecku
                            > podawac parowki, bo taka jest srednia krajowa?
                            >

                            Tak jeszcze się odniosę do tego fragmentu. Pisałem o tym w innym
                            wątku, odwracając sytuację, o której piszesz. Pozwolę sobie
                            zacytować samego siebie. smile

                            "Tautchinsky zwrócił uwagę na ciekawy aspekt utrzymywania dziecka i
                            alimentów na nie i standardu życia dziecka po rozstaniu rodziców.

                            Załóżmy trochę teoretyczną sytuację. Dziecko zostaje z rodzicem
                            bardzo skromnie zarabiającym, a odchodzi rodzic o chorrendalnie
                            wysokich zarobkach. Dziecko powiedzmy codziennie na śniadanie jadało
                            świeże croissanty dostarczane lotniczą drogą z Paryża (zastrzegłem,
                            że przykład jest abstrakcyjny dla zobrazowania pewnego mechanizmu),
                            ubierane było w najdroższych mediolańskich butikach. Zakładamy, że
                            rodzica, z którym dziecko zostaje, stać na ubieranie się w lumpeksie
                            i żywienie się z zakupów w Biedronce.

                            Dziecko miało przed rozwodem do dyspozycji pokój większy niż
                            mieszkanie, które jest w stanie utrzymać rodzic z którym zostaje. O
                            drobiazgach jak przydomowy basen, czy jacuzzi nie wspominam.

                            Jak w praktyce miałoby po rozwodzie wyglądać w tej sytuacji
                            spełnienie postulatu, że dziecko po rozwodzie miałoby żyć na
                            poziomie nie niższym niż alimentujący go rodzic? Hę?

                            Już wyobrażam sobie skromniutkie mieszkanie rodzica, z którym
                            dziecko zostaje (no bo na utrzymanie bardziej luksusowego go nie
                            stać), z jednym super wyposażonym pokojem z prywatną łazienką z
                            jacuzzi, z szafą wypełnioną oryginalnymi kreacjami od Gucciego. W
                            lodówce na jednej półce mielonka i mortadela z Biedronki rodzica, a
                            na drugiej półeczce kawior i szynka parmeńska dla dziecka.

                            Przecież to absurd.

                            W praktyce przy dużej rozpiętości dochodów pomiędzy rodzicami
                            standard życia dziecka siłą rzeczy musi się zmienić w kierunku
                            standardu tego rodzica, z którym zostaje. No chyba, że oczekujemy,
                            że rodzic o wyższym dochodzie będzie dofinansowywał również drugiego
                            rodzica podnosząc jego standard życia."
                            • tautschinsky Re: po co są alimenty 13.05.10, 17:46
                              z_mazur napisał:

                              > W praktyce przy dużej rozpiętości dochodów pomiędzy rodzicami
                              > standard życia dziecka siłą rzeczy musi się zmienić w kierunku
                              > standardu tego rodzica, z którym zostaje. No chyba, że oczekujemy,
                              > że rodzic o wyższym dochodzie będzie dofinansowywał również drugiego
                              > rodzica podnosząc jego standard życia."




                              No i o to chodzi. Całe gadanie o dobru dziecka,
                              jego standardzie życia to zasłona. Kobieta, której
                              udało się złowić takiego samca, który zapewniał jej
                              dużo wyższy standard życia niż jest
                              w stanie sama
                              sobie go zapewnić będzie - we własnym interesie -
                              dążyć do jego utrzymania. Kartą przetargową jest oczywiście dziecko, bo to
                              właśnie ono jest dojściem
                              do kieszeni człowieka.
                              niechęć matek do opieki naprzemiennej. Bo tam nie
                              ma gotówki do rączki, tam jest łożenie na własne
                              dziecko z własnej pracy.
                            • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 13.05.10, 17:46
                              Taka sytuacja jest całkiem realna (tzn. ta o dofinansowywaniu biedniejszego rodzica), jeśli tylko rozwód był z orzeczeniem o winie bogatszego, wtedy można wystąpić o alimenty dla siebie. Natomiast w takiej sytuacji w ogóle należałoby się zastanowić, czy dziecko nie powinno być z bogatszym rodzicem ze względu na większą możliwość jego rozwoju. I dziwne, że żaden kochający rodzic, który tu argumentuje chęć większych alimentów właśnie rozwojem dziecka, nie zastanowi się nad tym, czy aby z tym drugim rodzicem nie byłoby dziecku lepiej (pomijam sytuacje, kiedy ten drugi rodzic sam nie chce mieć zbyt wiele do czynienia z potomkiem).
                              • tautschinsky Re: po co są alimenty 13.05.10, 17:57
                                e.i.t.h.e.l napisała:

                                Natomiast w takiej sytuacji w ogóle należałoby się
                                > zastanowić, czy dziecko nie powinno być z bogatszym rodzicem ze względu na wię
                                > kszą możliwość jego rozwoju. I dziwne, że żaden kochający rodzic, który tu argu
                                > mentuje chęć większych alimentów właśnie rozwojem dziecka, nie zastanowi się na
                                > d tym, czy aby z tym drugim rodzicem nie byłoby dziecku lepiej (pomijam sytuacj
                                > e, kiedy ten drugi rodzic sam nie chce mieć zbyt wiele do czynienia z potomkiem


                                Patrząc na dobro takiego dziecka trudno tak właśnie
                                nie twierdzić. Dla zobrazowania można posłużyć się
                                sytuacją sprzed lat z czasów panów na folwarków i służek. Czy dobra matka, chłopka mieszkająca w lepiance, nie chciałaby, żeby jej dziecko zostało uznane przez dziedzica i żyło w dworku miast w tej
                                lepiance razem z nią? Z punktu widzenia interesów dziecka oczywistym jest, że szanse osiągnięcia sukcesu miałoby mieszkając z ojcem. I teraz mamy sytuację nie tak skrajną, ale jednak: ojciec mieszka we własnym dużym domu (kupionym, a niech tam) jeszcze za czasów przedmałżeńskich, jego dochód jest dużo wyższy niż matki tego dziecka, który gnieździ się kątem u rodziców. I co mamy: matkę, która próbuje wyszarpnąć ile się da kasy od ojca dziecka na... dziecko. Nierzadko zdarza się, że kwota o jaką się stara na to dziecko i czasami ją zasądzają jest wyższa od jej zarobków - i tu się rodzi patologia, życie "na koszt" dziecka, ponieważ tych pieniędzy taka kobieta w życiu by nie oglądała, gdyby nie miała dziecka w postaci zakładnika, którego dobrem szafuje na lewo i prawo, kwiląc o krzywdzie i biedzie jego. No tak, ale co ona miałaby z tego? smile Pozostałoby jej wrócić do pracy, płacić jakieś groszowe alimenty na swoje dziecko, by nie poczuła się zupełnie zwolniona od odpowiedzialności, ale te groszowe alimenty to byłaby pokaźna dla niej suma, bo takie marne ochłapy jak 400 złotych to połowa pensji ekspedientki... smile
                                • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 13.05.10, 18:32
                                  Ja myślę, że to zazwyczaj nie jest aż tak perfidne, po prostu może czasem nawet nieświadome, bo ktoś chciałby mieć i dziecko przy sobie i dużo możliwości, dużo pieniędzy, a nie każdy tak może.
                                • ciociacesia tak tak 17.05.10, 08:02
                                  bo nowa mlodziutka zona tatusia nie marzy o niczym innym jak o mieszkaniu z jego
                                  słodkim dzidziusiem i zmienianiu mu pieluszek. sam tatus tez przeciez uciekl od
                                  nudnej zony gadajacej o zupkach kupkach a nie od rzeczonych zupek i kupek we
                                  własnej osobie
                                  juz widze te tabuny tatusiów bohgatych jak krezusi i nie marzacych o niczym
                                  innym jak opieka nad pomtomstwem, tylko te zle sady omamione przez adwokatów
                                  wynajetych przez ich glistowate byłe nie chca im dziecka powierzyc
                                  • tautschinsky Re: tak tak 17.05.10, 09:30
                                    ciociacesia napisała:

                                    > bo nowa mlodziutka zona tatusia nie marzy o niczym innym jak o mieszkaniu z jeg
                                    > o
                                    > słodkim dzidziusiem i zmienianiu mu pieluszek.




                                    Pieluszki nie pieluszki, dziecko może być starsze.
                                    I ten problem dotyka z racji powierzania opieki nad
                                    dzieckiem matce głównie kobiet. I jest tak, że jak by się kobiety
                                    nie zarzekały i nie twierdziły, że dalej je faceci
                                    rozrywają i pożerają wzrokiem (czasem to może być
                                    i prawda, nie przeczę) to już sama myśl, że ta oto
                                    kobieta jest obciążona takim balastem jak dziecko
                                    (ratuj boże, jeśli jest tego więcej!)skutecznie jest
                                    nie tylko zniechęcająca co ODPYCHAJĄCA.Żaden mężczyzna o zdrowych zmysłach (czyli choćby nie zakochany po uszy
                                    w wybrance) nie chce zajmować się tym kukułczym jajcem. Bo nie dość, że najprawdopodobniej przez pasierba czy pasierbicę będzie traktowany w najlepszym razie jak wujek Romek, stary matki, to taka matka tego swojego dziecka będzie brała stronę tego swojego "już raz skrzywdzonego dziecka" (jakkolwiek akurat to albo nie musi być prawda).
                                    • zmeczona100 Re: tak tak 17.05.10, 09:57
                                      Prymityw.
                                      • tautschinsky Re: tak tak 17.05.10, 13:21
                                        zmeczona100 napisała:

                                        > Prymityw.



                                        I to pisze osoba, która używa takich
                                        sformułowań jak "nasiedniodawca" itp.
                                        I głosi wszem wobec, że ma zamiar finansowo
                                        "zgnoić" swojego byłego, bo.... co? Bo miał
                                        jej dosyć! smile
                                    • tully.makker Re: tak tak 17.05.10, 12:17
                                      to już sama myśl, że ta oto
                                      > kobieta jest obciążona takim balastem jak dziecko
                                      > (ratuj boże, jeśli jest tego więcej!)skutecznie jest
                                      > nie tylko zniechęcająca co ODPYCHAJĄCA.Żaden mężczyzna o zdrowych
                                      zmysłach (czy
                                      > li choćby nie zakochany po uszy
                                      > w wybrance) nie chce zajmować się tym kukułczym jajcem.

                                      Tak z ciekawosci - a co ty wiesz o mezczyznach, i skad? Widziales
                                      ich na obrazku w czasopismie?
                                      • tautschinsky Re: tak tak 17.05.10, 13:32
                                        tully.makker napisała:

                                        > Tak z ciekawosci - a co ty wiesz o mezczyznach, i skad? Widziales
                                        > ich na obrazku w czasopismie?




                                        Widać mamy inną definicję mężczyzny.

                                        - Dla mnie mężczyzną nie jest gość,który
                                        daje się skubać jakiejś tam na alimenty

                                        - Nie jest, który daje sobie odebrać dziecko

                                        - Nie jest, który potulnie znosi kolejne fochy
                                        jakiejś panienki.


                                        W twoim interesie, tully, i reszty kobiet (z pewnymi
                                        wyjątkami bardziej ambitnymi) jest twierdzić, że
                                        prawdziwy mężczyzna to taki, co zasuwa na was i potomstwo od rana do wieczora. Po powrocie z pracy
                                        pucuje dom na błysk, przygotowuje posiłki. Oczywiście
                                        zostawi wam wybór do pracy: jeśli tylko chcesz, siądź sobie gołąbeczko w domciu a jeśli nie, pracuj, ale pamiętaj, że pieniążki przez ciebie zarobione są tylko twoje - na dom ja pracuję! - i tu pręży pierś frajera
                                        i jest głaskany po główce przez taką kobitkę. Aha, a jeśli już kobiecie znudzi się nawet taki rycerz i znajdzie sobie innego adoratora, to rycerz, żeby okazał się w pełni męski ma: zostawić wam mieszkanie/dom, łożyć astronomiczne alimenty, dzieci widywać, kiedy wam pasuje a jeśli nie pasuje - usunąć się potulnie smile

                                        Nie, droga, taki mężczyzna to nie mężczyzna,
                                        ale skończona pierdoła. A więc kogoś takiego
                                        nie oglądam w lustrze i nie zamierzam.
                                        • tully.makker Re: tak tak 17.05.10, 14:05
                                          Chyba w zla strone kierujesz swoje zalosne frustracje. To, ze ty nie
                                          umiales sobie wybrac zyciowej partnerki - osoby godnej szacunku i
                                          zaufania, z ktora nawet po rozwodzie moglbys zachowac uprzejme,
                                          poprawne relacje, akurat mnie nie dziwi, bo wiekszosc ludzi wybiera
                                          partnera na obraz i podobienstwo wlasne.

                                          A co do ogladania w lustrze, to ujadasz jak ratlerek na forum, bo w
                                          realu nic ci nie wychodzi - ani wybor zony, ani malzenstwo, ani
                                          utrzymanie rodziny, ani kontakt z dziecmi. Za co wina oczywiscie
                                          obarczasz wszystkich wokol, choc jako zywo nie dziwie sie zadnej z
                                          twoich klesk, bo kazdy ma w zyciu to, co sobie wypracuje.
                                          • tautschinsky Re: tak tak 17.05.10, 14:16
                                            tully.makker napisała:

                                            > Chyba w zla strone kierujesz swoje zalosne frustracje.



                                            To nie osobiste frustracje, tylko obserwacje,
                                            stan prawny oraz mój stosunek do tego. Myśl
                                            trochę szerzej.




                                            To, ze ty nie
                                            > umiales sobie wybrac zyciowej partnerki - osoby godnej szacunku i
                                            > zaufania, z ktora nawet po rozwodzie moglbys zachowac uprzejme,
                                            > poprawne relacje, akurat mnie nie dziwi,




                                            Jeszcze słowa o swojej żonie, partnerce czy kimkolwiek w swoim życiu NIE NAPISAŁEM a już się okazuje, że
                                            jakaś "bystra" głowa wie, że z jakąś mi się nie udało smile



                                            > bo wiekszosc ludzi wybiera
                                            > partnera na obraz i podobienstwo wlasne.




                                            Sporo w tym racji. Przy jakiejś okazji, a okazji
                                            tu "skrzywdzonych" kobiet przez "chamów", "dupków",
                                            "przemocowców" POWTÓRZ TE SŁOWA. One - widać przynajmniej według ciebie - wybrały sobie partnerów,
                                            którzy są "na ich obraz i podobieństwo".



                                            > A co do ogladania w lustrze, to ujadasz jak ratlerek na forum, bo w
                                            > realu nic ci nie wychodzi - ani wybor zony, ani malzenstwo, ani
                                            > utrzymanie rodziny, ani kontakt z dziecmi.



                                            Kolejne stwierdzenia. Jeszcze nie napisałem a już
                                            wiesz... smile Co za bystrość, no... niech!

                                            Jeśli ktoś tu ujada, to nie ja.

                                            Ja pokazuję odbicie żądań kobiet i ich postaw,
                                            które są w pełni zależne od tego, czy dotyczą
                                            kobiet czy mężczyzn. Przykład podałem.


                                    • aneta-skarpeta Re: tak tak 17.05.10, 14:00
                                      tautschinsky napisał:
                                      skutecznie jest
                                      > nie tylko zniechęcająca co ODPYCHAJĄCA.Żaden mężczyzna o zdrowych
                                      zmysłach (czy
                                      > li choćby nie zakochany po uszy
                                      > w wybrance) nie chce zajmować się tym kukułczym jajcem.

                                      bzdury piszesz i tyle

                                      jest tylu fajnych facetów ( czyt. wartosciowych), którzy wiążą się z
                                      samotna matką, ze jest to wystarczający dowód na to, ze jednak
                                      zdarza się i to coraz częściej.

                                      sam fakt posiadania lub nieposiadania dziecka nie jest wartościa
                                      samą w sobie

                                      jedych to skutecznie wystraszy..innych nie...tak jak np chora matka,
                                      którą trzeba się opiekować

                                      • tautschinsky Re: tak tak 17.05.10, 14:24
                                        aneta-skarpeta napisała:



                                        > bzdury piszesz i tyle
                                        >
                                        > jest tylu fajnych facetów ( czyt. wartosciowych), którzy wiążą się z
                                        > samotna matką, ze jest to wystarczający dowód na to, ze jednak
                                        > zdarza się i to coraz częściej.




                                        Czy ja napisałem, że nie wiążą się? Ale kto się
                                        wiąże? Zastanów się? Ilu jest kawalerów, którzy
                                        w życiu sobie radzą i wiążą się z kobietą z bagażem?


                                        Większość wchodzących w nowe związki to... rozwodnicy,
                                        płacący alimenty - i wchodzą w związki z rozwódkami
                                        z dziećmi, bo u panien bezdzietnych po prostu mają
                                        małe szanse - oczywiście wyjątki się zdarzają. Mówiąc
                                        prościej: biorą to, co mogą dostać. A nie znaczy to,
                                        że NIE WOLELIBY kobiety BEZ obcego dla nich dziecka.


                                        Z tym chyba się zgodzisz? Czy mężczyzna obciążony
                                        alimentami jest lepszym kandydatem od pana stanu
                                        wolnego, bezdzietnego, jeśli ich sytuacja materialna
                                        przedstawia się na tym samym lub podobnym poziomie?




                                        > sam fakt posiadania lub nieposiadania dziecka nie jest wartościa
                                        > samą w sobie



                                        Bajaj sobie. Jest jakąś porażką. A bezwzględnie -
                                        obciążeniem. Tak emocjonalnym jak i finansowym.
                                        O czym ja piszę!? Poczytaj sobie o problemach macoch
                                        i ojczymów!

                                        Zaraz się okaże, że lepiej być ślepym i kulawym
                                        niż zdrowym... smile
                                        • aneta-skarpeta Re: tak tak 17.05.10, 14:48
                                          tautschinsky napisał:

                                          > aneta-skarpeta napisała:
                                          >
                                          >
                                          >
                                          > > bzdury piszesz i tyle
                                          > >
                                          > > jest tylu fajnych facetów ( czyt. wartosciowych), którzy wiążą
                                          się z
                                          > > samotna matką, ze jest to wystarczający dowód na to, ze jednak
                                          > > zdarza się i to coraz częściej.
                                          >
                                          >
                                          >
                                          >
                                          > Czy ja napisałem, że nie wiążą się? Ale kto się
                                          > wiąże? Zastanów się? Ilu jest kawalerów, którzy
                                          > w życiu sobie radzą i wiążą się z kobietą z bagażem?
                                          >

                                          nie wiem statystycznie. ja mam takiego..znam jeszcze takich 3

                                          wiec tak jakby wrzucic to w statystyki to szanse są

                                          >
                                          > Większość wchodzących w nowe związki to... rozwodnicy,
                                          > płacący alimenty - i wchodzą w związki z rozwódkami
                                          > z dziećmi, bo u panien bezdzietnych po prostu mają
                                          > małe szanse - oczywiście wyjątki się zdarzają. Mówiąc
                                          > prościej: biorą to, co mogą dostać. A nie znaczy to,
                                          > że NIE WOLELIBY kobiety BEZ obcego dla nich dziecka.

                                          ja bym wolała tez zeby moj facet był wyzszy i nie zaczął
                                          łysiec...ale czy to cos zmienia?

                                          mogl wybrac bez dziecka, wolał wybrac mnie choc z dzieckiem. bo
                                          widocznie tak mu pasowalam charakterem, wygladem i pierdylionem
                                          spraw, ze obecnocnosc dziecka nie była problemem.
                                          uznał ze woli swoj ideał z dzieckiem niz wolna, do ktorej ma jakies
                                          ale

                                          choc oczywiscie pewnie łatwiej i prosciej byloby dla niego jakbym
                                          nie miala dziecka- ale widocznie bylam dla niego na tyle wazna, ze
                                          zaakceptował dziecko

                                          i w tym wszystkim denerwuje mnie tylko podejscie, które sam
                                          przedsatwiasz

                                          atrakcyjny facet nie wezmie sobie kobiety z balastem itd..tylko
                                          odrztek, niedorajda itd

                                          a to tak nie działa.



                                          > Z tym chyba się zgodzisz? Czy mężczyzna obciążony
                                          > alimentami jest lepszym kandydatem od pana stanu
                                          > wolnego, bezdzietnego, jeśli ich sytuacja materialna
                                          > przedstawia się na tym samym lub podobnym poziomie?
                                          >

                                          problemw tym, ze mozemy znalesc pana z alimentami, ktory nam pasuje
                                          bardzo choarakterem itd
                                          i wtedy lepiej nam wybrac tego z alimentami, niz tego bez, ale z
                                          ktorym nie mamy az takiej nici porozumienia

                                          to o to chodzi. a wrew pozorom trudno znalesc osobe, ktora nam
                                          podpasuje "idealnie" charakterem, zrozumieniem itd, ma taki sam
                                          pogląd na zycie i takie same plany


                                          wiec moze sie okazac, ze duzo lepszym patenrem moze byc ten odrzutek
                                          z alimentami, lub samotna matka..od tego wolnego, bogatego,
                                          ustawionego itd


                                          wiec to ze moj partner wybral mnie nie wynika z tego, ze " z braku
                                          laku". Po prostu na pewnym etapie zycia sie spotkalismy


                                          i zawsze moze cos nie pasowac- a to alimenty, a to ze za duzo
                                          imprezuje, a to ze gra w karty, albo ma w dupie rodzine, za duzo
                                          pracuje, za mało pracuje itd


                                          > Bajaj sobie. Jest jakąś porażką.


                                          dziecko samo w sobie nie jest porazką



                                          A bezwzględnie -
                                          > obciążeniem. Tak emocjonalnym jak i finansowym.
                                          > O czym ja piszę!? Poczytaj sobie o problemach macoch
                                          > i ojczymów!
                                          >
                                          > Zaraz się okaże, że lepiej być ślepym i kulawym
                                          > niż zdrowym... smile


                                          nie o to chodzi, chodzi o to, ze fajna babka znajdzie sobie faceta,
                                          fajnego faceta niezaleznie od sytuacji zyciowej- to samo pewnie
                                          tyczy sie facetów. za to dziecko takiej babki to najlepszy
                                          weryfikator.

                                          łatwo zwalic wine na dziecko- nie moge sobie znalesc nikogo bo mam
                                          dziecko....ale wiele osob znajduje sobie partnera, nie koniecznie po
                                          przejsciach

                            • tully.makker sa ludzie z klasa 14.05.10, 11:18
                              Sytuacja hipotetycznie opisana przez ciebie - moze nie az tak
                              drastyczna - jest w rodzinie mojego exa, ktory wlasnie rozwodzi sie
                              ze swoja obecna zona.
                              Rostaja sie, bo im nie wyszlo, ale ex dazy ja sympatia i szacunkiem,
                              a troszczy sie o swoje dzieci, wiec zamierza dzieki swoim wysokim
                              dochodom unoszliwic calej 4 (nexia wkrotce exia i 3 dzieci) zycie na
                              takim samym pozuomie, co kiedy byli razem.

                              Watpie jednak, czy ty bedziesz w stanie to ogarnac.
                              • z_mazur Re: sa ludzie z klasa 14.05.10, 15:22
                                > Watpie jednak, czy ty bedziesz w stanie to ogarnac.

                                O to co ja ogarniam to się nie martw, bo mam realną obawę, że akurat
                                dosyć kiepsko to ogarniasz. Z życzliwości zakładam, że to raczej zła
                                wola z Twojej strony niż niewydolność poznawcza.

                                W sytuacji, w której istnieje dosyć duża rozbieżność w dochodach
                                najlepszym wyjściem byłoby, żeby dziecko mieszkało z rodzicem, który
                                może mu zapewnić wyższy standard życia. Dofinansowywanie byłego
                                współmałżonka tworzy chorą sytuację, która nie ma nic wspólnego z
                                klasą, ale pewnie tego nie jesteś w stanie ogarnąć.
                                • adaria38 Re: sa ludzie z klasa 14.05.10, 15:26
                                  a u ciebie to Ty jestes ten dużo więcej zarabiający czy odwrotnie?
                                • tully.makker Re: sa ludzie z klasa 14.05.10, 16:07
                                  Ogarniam to doskonale. Na szcecie moj ex zdaje sobie sprawe, ze jego
                                  wysokie dochody okupione sa dyspozycyjnoscia i neregularnymi
                                  godzinami pracy, to uniemozliwia stala opieke nad trojka malych
                                  dzieci, i slusznie uwaza, ze na tym ertapie matka zajmie sie nimi
                                  lepiej niz on.

                                  Ale do tego trzeba niec troche troski o wlasne dzieci, szacunku dla
                                  ich matki, zamiast chorej potrzeby dokopania ex, ktora ty
                                  prezetujesz.
                                  • z_mazur Re: sa ludzie z klasa 15.05.10, 02:06
                                    To już jest kwestia jego wyboru. Inny ojciec wolałby odrobinę niższe dochody okupione mniejszą dyspozycyjnością, za to z lepszym kontaktem z dziećmi. Jak to mówią pieniądze szczęścia nie dają, ale ludzie z materialnym nastwieniem do życia tego pewnie nie zrozumieją.

                                    Koszt zatrudnienia jednej opiekunki nawet do trójki dzieci jest niewiele większy niż do jednego dziecka. Za to dzieci na codzień miałyby i rodzica i wysoki standard życia, ale do tego trzeba mieć odrobinkę szerszy ogląd niż swoje konto w banku. Zapłacić za coś (nawet jeśli to jest opieka byłej żony nad swoimi dziećmi), to każdy głupi potrafi i pisanie w tym kontekście o klasie jest zwyczajnie śmieszne, jeśli nie żenujące.
                                    • tully.makker Re: sa ludzie z klasa 15.05.10, 21:52
                                      Inny ojciec wolałby odrobinę niższe dochody ok
                                      > upione mniejszą dyspozycyjnością,

                                      Gdy przekroczysz pewna granice kariery zawodowej, to niestety
                                      dyspozycyjnosc - ale i elastycznosc czasu pracy - sa norma. Nie da
                                      sie ze stanowiska kontaktowego managera w miedzynarodowym biznesie
                                      przejsc na stanowisko np - asystenta? Zreszta czemu mialby? Z
                                      dziecmi ma bardzo dobry kontakt, moze pomoc ich matce by mogla
                                      komfortowo sprawowac opieke nad nimi - uklad idealny.

                                      A ze nieudacznikom zawisc dupe sciska, to juz nie jego problem.
                                • ganesza Re: sa ludzie z klasa 14.05.10, 20:07
                                  z_mazur napisał:

                                  >
                                  > W sytuacji, w której istnieje dosyć duża rozbieżność w dochodach
                                  > najlepszym wyjściem byłoby, żeby dziecko mieszkało z rodzicem, który
                                  > może mu zapewnić wyższy standard życia.

                                  wychowanie dziecka to, bardzo mi przykro, ale nie kasa, którą dysponuje rodzic.
                                  i jeśli ktoś postrzega dobro dziecka przez pryzmat li tylko złotówek, euro,
                                  dolarów, to winien mieć natychmiast odebrane prawa rodzicielskie.

                                  >Dofinansowywanie byłego
                                  > współmałżonka tworzy chorą sytuację, która nie ma nic wspólnego z
                                  > klasą, ale pewnie tego nie jesteś w stanie ogarnąć.

                                  zapewne zdarzają się, skrajne, przypadki wykorzystywania alimentów na dziecko na
                                  swoje potrzeby przez ex, ale to margines. dofinasowuje się (?), raczej chyba
                                  wypełnia się swój obowiązek wobec człowieka powołanego przez siebie do życia.
                                  • tautschinsky Re: sa ludzie z klasa 14.05.10, 20:30
                                    ganesza napisała:


                                    > i jeśli ktoś postrzega dobro dziecka przez pryzmat li tylko złotówek, euro,
                                    > dolarów, to winien mieć natychmiast odebrane prawa rodzicielskie.




                                    To grube procenty matek z dnia na dzień straciłyby
                                    prawa rodzicielskie a tym samym źródło dochodu smile
                                    Ale jestem za!



                                    dofinasowuje się (?), raczej chyba
                                    > wypełnia się swój obowiązek wobec człowieka powołanego przez siebie do życia.



                                    Tylko właśnie pod warunkiem, że DOFINANSOWUJE SIĘ.
                                    Co przy dużej rozbieżności dochodów i sporych alimentach kończy się finansowaniem byłej ex.
                                    Jeśli matka zarabia 1500 złotych a alimenty płacone
                                    na dziecko są w wysokości 3000 zł to de facto ojciec
                                    dziecka SPONSORUJE wyższy standard życia również tej
                                    osobie, która do tego NIE JEST uprawniona. Bo nie wierzę, że równe trzy tysiące taka matka przeznacza
                                    tylko na dziecko - takiej nawet ze świecą nie znajdziesz.
                                    • ganesza Re: sa ludzie z klasa 14.05.10, 22:02
                                      tautschinsky napisał:
                                      > Tylko właśnie pod warunkiem, że DOFINANSOWUJE SIĘ.
                                      > Co przy dużej rozbieżności dochodów i sporych alimentach kończy się finansowani
                                      > em byłej ex.
                                      jako nie ex i nie next mam chyba pewne, w miarę obiektywne spojrzenie, matek
                                      żyjących z alimentów jest jakiś ułamek procenta, no dobrze, niech już ci będzie,
                                      kilka procent. u reszty to idzie na dziecko/dzieci. i nie ważne, czy to samotna
                                      matka, czy pełna rodzina.
                                      jak rozumiem uważasz się za człowieka inteligentnego. no to powiem jak do kogoś,
                                      kto mózg ma. wychowanie dziecka to sporo kasy. ale rodzice (nie tylko matki!)
                                      wydają więcej niż trzeba. vide korki z wszystkiego i nauka języków obcych.
                                      ładuje się gigantyczne
                                      pieniądze w naukę języka angielskiego. a potem w liceum masz orły /95%/, które
                                      uczyły się angielskiego na kursach, prywatnych lekcjach przez lat 9/10 (sic!),
                                      czyli przez te lata rodzice wywalili od 15 tys. do 60 tys. na naukę języka
                                      swojego ukochanego syneczka/córeczki a dziecię nadobne nie potrafi powiedzieć
                                      'ja jestem', 'nazywam się', nie odróżnia 'what does he like?' i 'what is he
                                      like". to nie jest już kali jeść, kali pić, niegramatyczne, ale w miarę
                                      komunikatywne. to jest bełkot, niezrozumiały absolutnie. ale dziecko jest
                                      genialne i świetnie zna język. i powie ci to tatuś i mamusia i oboje w zgodnym
                                      stadle. mamusia przychodzi na zebranie w wytartym paltociku z najtańszego
                                      lumpeksu, latorośl markowe ciuchy, full wypas komórka, że o reszcie nie wspomnę.
                                      i nie ma znaczenia, czy pełna rodzina, samotna matka, czy samotny ojciec (takich
                                      też mam). no to 'póki my razem to wszystko dla dziecka', to czemu się dziwisz,
                                      że jak już osobno to też wszystko dla dziecka? samotnych matek, którym dziecko
                                      'lata', a one na waciki i etc. z alimentów ciągną widziałam może jakiś ułamek
                                      procenta. samotni ojcowie, na ogół są bardziej rozsądni, ale, mam wrażenie, że
                                      rozsądek im wraca, gdy już są sami z dziećmi. a tak to dziecko na piedestał
                                      wynieść, wszystko dla niego. tu też były głosy, że jak jest ciężko to matka
                                      zupkę, a dziecię pełny obiad i trzy kotleciki, bo ziemniaczki i surówka be (to
                                      już z innego forum). bo dziecku się należy wszystko i to wszystko w najlepszym
                                      gatunku. i tylko jemu się należy. i wtedy alimentów zawsze za mało.

                                      a tak poza wszystkim, to matka samotnie wychowująca dzieci ma mniejsze szanse
                                      finansowe, bo albo pracuje, zarabia i płaci grubą kasę za opiekunkę, albo sama
                                      się zajmuje dziećmi i wtedy żegnaj godziwa kaso, bo nie jest dyspozycyjna, bo
                                      dzieci chorują, bo... i jak exowi, ale ciągle tatusiowi, nie chce się zajmować
                                      dziećmi, to powinien płacić więcej, może nawet dużo więcej niż wkład finansowy
                                      matki. tylko, na miły Bóg, dziecko to nie jest ósmy cud świata, liczy się MĄDRA
                                      MIŁOŚĆ, a nie wydawana na nie kasa. i nie mówię tu o gównianych alimentach,
                                      tylko o naprawdę dużych pieniądzach na kilkulatka/kilkunastolatka, wydawanych na
                                      jego potrzeby, albo to, co zdaniem rodziców tymi potrzebami jest. bo dziecku
                                      się należy. a potem jak dorosły to też mu się należy. od rodziców, państwa,
                                      świata. ciekawe dlaczego takie duże bezrobocie jest właśnie wśród absolwentów.
                                      czasami po kilku kierunkach. to tak pod rozwagę.
                                      • edw-ina Re: sa ludzie z klasa 15.05.10, 10:22
                                        Napiszę z własnego doświadczenia, ale dla odmiany - doświadczenia
                                        dziecka rozwiedzionej pary. Oboje byli dość dobrze sytuowani, nigdy
                                        nie żałowali pieniędzy na moje potrzeby, ale nie doprowadzili też
                                        tego do absurdu.
                                        Konkretnie - ojciec miał zasądzone stosunkowo niskie alimenty,
                                        przekładając je na dzisiejsze realia - było to z 300 zł. Matka nie
                                        miała problemów finansowych, więc te comiesięczne wpłaty szły na
                                        moje kieszonkowe, a reszta na konto. Matka utrzymywała mnie
                                        niejako "na codzień", ale ojciec finansował większe wydatki, typu:
                                        kupno sprzętu grającego, wyjazd na kurs językowy czy nowy rower.
                                        Jeśli zależało mi na czymś drogim (typu dobry aparat fotograficzny)
                                        i np. rodzice dochodzili do wniosku, że nastolatek nie powinien mieć
                                        aparatu droższego niż np. za 1000 zł, a mi wybitnie podobał się ten
                                        za 1500 zł, to różnicę musiałam pokryć z własnych pieniędzy. Za to
                                        nigdy nie żałowali np. na książki. Jeśli wydałam w księgarni za dużo
                                        pieniędzy i pokazałam rachunek, zwykle oddawali mi część kwoty.
                                        Kiedy znalazłam szkołę w innym mieście i zamieszkałam oddzielnie,
                                        podzielili się wydatkami - ojcec opłacał mieszkanie, dawał pieniądze
                                        na dojazdy, matka dbała o jedzenie, ubrania itp. Oboje dodatkowo
                                        dawali mi pewną kwotę "na życie" (nie była wysoka), z której
                                        większość musiała być przeznaczona na obiady - wymagali bym
                                        przynajmniej 2-3 razy w tygodniu jadła obiad w restauracji (nie
                                        lubiłam gotować sobie) i musiałam im przywozić rachunki.
                                        Im się udało pogodzić sprawy finansowe, ale bezsprzecznie wynikało
                                        to z faktu, że nie mieli większych problemów finansowych a dodatkowo
                                        żadne z nich nie było roszczeniowe.
                                        • tully.makker Re: sa ludzie z klasa 15.05.10, 21:43
                                          Konkretnie - ojciec miał zasądzone stosunkowo niskie alimenty,
                                          > przekładając je na dzisiejsze realia - było to z 300 zł. Matka nie
                                          > miała problemów finansowych, więc te comiesięczne wpłaty szły na
                                          > moje kieszonkowe, a reszta na konto. Matka utrzymywała mnie
                                          > niejako "na codzień", ale ojciec finansował większe wydatki, typu:
                                          > kupno sprzętu grającego, wyjazd na kurs językowy czy nowy rower.
                                          > Jeśli zależało mi na czymś drogim (typu dobry aparat
                                          fotograficzny)
                                          > i np. rodzice dochodzili do wniosku, że nastolatek nie powinien
                                          mieć
                                          > aparatu droższego niż np. za 1000 zł, a mi wybitnie podobał się
                                          ten
                                          > za 1500 zł, to różnicę musiałam pokryć z własnych pieniędzy.

                                          To dokladnie taka sama sytuacja jak u nas, z jednym wyjatkiem -
                                          ojciec mojego starszego syna placi rozsadne alimenty, choc
                                          wychodzilismy od niskiej sumy, to regularnie je podwyzszal bez
                                          udzialu sadu.
                                    • satelitka1 Re: a co za problem? ustanowić fundusz dla dziecka 15.05.10, 21:42
                                      choćby na jego przyszłą edukację i wręczyć w końcu SWOJEMU POTOMKOWI - na 18
                                      urodziny, albo po zdanej maturze. Matka nie przeżre (o co się tak strasznie
                                      boisz) - a dziecko skorzysta. I o to własnie matkom z reguły chodzi - o
                                      zapewnienie dziecku jak najlepszego startu życiowego. Na swoją mortadelę czy
                                      parówki zarobimy... A oddanie dziecka ojcu - ktory choć zamożny to bydle zwykłe
                                      jest, z moralnością pawiana okresie rui - to już ostra przesada. Pieniądz swoja
                                      drogą - ale nie takie wartości chcemy dziecku przekazać...
                        • a1ma Re: po co są alimenty 13.05.10, 10:12
                          > Znam co najmniej kilka takich przykładów, gdy ojciec płaci alimenty
                          > w okolicach 500 zł mimo bardzo dobrej sytuacji finansowej. Za to
                          > jeden z tych ojców np. opłaca czynsz z opłatami za mieszkanie córce
                          > studentce. Inny 2 razy w tygodniu jeździ z synem na basen i opłaca
                          > zajęcia językowe.
                          >
                          > Taki układ pozwala ojcu czuć się odpowiedzialnym za rozwój dziecka,
                          > podejmować świadome decyzje uzgodnione z dzieckim na temat tego jak
                          > che ten rozwój finansować.

                          Ale takie rozwiązanie jest do zastosowania dopiero w przypadku nastolatka,
                          młodsze dziecko jest jednak mocno uzależnione od trybu życia rodzica
                          współzamieszkującego i chyba nie da się znacząco poprawić jakości życia dziecka
                          bez zmiany trybu życia rodzica.
                      • zenon77 Re: po co są alimenty 13.05.10, 09:58
                        Droga tully,
                        A czy ja Ci kazałam brać faceta, którego nie stać? wink
                        Zapewne miał liczne inne zalety...
                        Kończąc. Jeżeli rozpatrzymy taką sytuację, że z trzypokojowego mieszkania
                        odchodzi ojciec, to suma kosztów utrzymania tej trójki (zakładam jedno dziecko
                        pozostające z matką i odchodzącego z gospodarstwa domowego ojca) radykalnie
                        rośnie. Jeżeli wcześniej nie mieli nadwyżek w dochodach, to jest to poważny
                        problem finansowy.
                        Tylko tyle. Mam wrażenie, że wiele pań zapomina o tym...
                        • tully.makker Re: po co są alimenty 13.05.10, 10:20
                          Zapewne miał liczne inne zalety...

                          Nadal je ma. Ale oszczednosc nie jest jego mocna strona.

                          Jeżeli rozpatrzymy taką sytuację, że z trzypokojowego mieszkania
                          > odchodzi ojciec, to suma kosztów utrzymania tej trójki (zakładam
                          jedno dziecko
                          > pozostające z matką i odchodzącego z gospodarstwa domowego ojca)
                          radykalnie
                          > rośnie. Jeżeli wcześniej nie mieli nadwyżek w dochodach, to jest
                          to poważny
                          > problem finansowy.
                          > Tylko tyle. Mam wrażenie, że wiele pań zapomina o tym...

                          Pamietaj, ze koszty rosna dla wszystkich, a najwazniejsze jest, by
                          na rozwodzie nie ucierpialo dziecko. Z doswiadczenia wiem, ze na
                          ogol ten rodzic, z ktorym dziecko mieszka na codzien doklada duzo
                          wiecej. Wiem to jaka moatka samotnie wychowujaca starszego syna, I
                          po to wlasnie wyliczylam te koszty utrzymania Wscieklaka, bo moj
                          chlop wyrazal obawy, czy alimenty, ktore placi na starsza corke ida
                          w calosci na jej potrzeby. Policzylam mu wiec koszty utrzymania
                          naszego dziecka, by zobaczyl, ze alimenty, ktore placi, to kropla w
                          morzu potrzeb jego starszej corki.

                          Niestety, na zalozenie rodziny trzeba mmoc sobie pozwolic, a na
                          rozwod tym bardziej. Zdumiewa mnie, ze ludzie dopuszczaja swoj
                          zwiazek do stanu kompletnego zapuszczenia nie dbajac o niego na
                          codzien, a potem placza, ze sie sypnelo. I nie twierdze,z e winni sa
                          wylacznie mezczyzni - kobiety pozwalaja mezom odnosic sie do siebie
                          bez szacunku, uzalezniaja sie finasowo od facedta, ograniczaja swoje
                          zycie do zupek i kupek, a potem placza, ze mis oldszedl w sina dal z
                          korporacyjna suka. Nie zdejmuje odpowiedzialnosci z misia, ale
                          troche wyobrazni, please.
                • nangaparbat3 Re: po co są alimenty 13.05.10, 15:26
                  > - czynsz(płacę np. 400 pln za mieszkanie dwupokojowe, gdybym była sama to
                  > wystarczyłaby mi kawalerka za 280 pln)

                  Hola hola.
                  Gdybym mieszkala sama, pokoj dziecka odnajęlabym - w moim miescie byloby to
                  500-700 zl.
                  Wiec - 200-300 zlotych na plusie.
            • nangaparbat3 Re: po co są alimenty 13.05.10, 15:23
              zenon77 napisał:

              > Droga Tully,
              > Gdybyś była uprzejma dodać kwoty do pozycji w kategorii "koszty miesięczne".
              >

              Jasne. Koszty roczne pozostawiamy matce.
          • jarkoni Re: po co są alimenty 12.05.10, 18:13
            tully.makker napisała:
            Roczne
            > Kurtka
            > Spodnie
            > Bluza
            > Skarpetki
            > rajstopy
            > majtki
            > Przedszkole
            > Buty
            > Kapcie
            > Wyprawka przedszkolna
            > Babcia za za opieke
            > Remonty i meble w pokoju dziecka

            Ja osobiście na siebie na kurtkę, spodnie, majtki, skarpetki itp. nie wydaję za
            wiele w skali roku, nie kupuję często.Wolę markowe rzeczy, które przetrwają
            kilka sezonów, niż tanie do wyrzucenia po krótkim czasie.
            Natomiast nie przyszłoby mi do głowy wpisać: "Remonty i meble w pokoju dziecka"
            w skali roku.
            Co rok kupujesz dziecku nowe meble i remontujesz mu pokój?
            • zmeczona100 Re: po co są alimenty 12.05.10, 20:55
              jarkoni napisał:
              > Ja osobiście na siebie na kurtkę, spodnie, majtki, skarpetki itp. nie
              wydaję za
              > wiele w skali roku, nie kupuję często.

              Jarkoni, ale przecież w przypadku dzieci ciuchów na ogół nie zmienia się z
              powodu zużycia...
            • tully.makker Re: po co są alimenty 12.05.10, 21:18
              > Co rok kupujesz dziecku nowe meble i remontujesz mu pokój?

              w koszty remontow i mebli wpisalam skromna sume na pokrycie przewidywanych
              kosztow zakupu biurka i krzesla do niego, polki na ksiazki, co 2 - 3 letniego
              malowania scian, wymiany okien w pokoju dziecka, ktora musialam niedawno
              przeprowadzic, zakupu nowego lozka, bo stare, ktore odziedziczyl po bracie, juz
              sie rozwala i tym podobnych inwestycji, ktore sa do wykonania na przestrzeni
              nastepnych 4 - 5 lat.
            • morekac Re: po co są alimenty 13.05.10, 00:24
              Jarkoni, tobą nawet babcia nie musi się opiekować wink.
              Co do ubrania - jedna z moich córek rośnie ostatnio kilkanaście cm
              na rok... Bo też bym wolała nie ganiać tak często do sklepu. W tej
              chwili ma 1 parę butów- nawet te z zimy są już za małe wink. Taki
              lajf.
        • adaria38 Re: po co są alimenty 13.05.10, 10:37
          samson.miodek napisała:

          > a ostatnio policzylam koszty utrzymania mojego 5 latka. Wyszlo mi
          > > 1870pln miesiecznie, nie liczac kosztow wakacji.
          > >
          > JA przy najwiekszych checiach tyle na dziecko nie jestem w stanie
          > wydac.No chyba ze zaczne kupowac raz w tygodniu nowe buty, zywic
          > dziecie w restauracji,i ubierac dzieckow w sklepie ze zlotymi klamkami.
          > Jak ty to robisz tully.makker?


          a stać cię na to, żeby tyle wydac na dziecko? Bo w większości wypowiedzi to
          przewija się zazdrość, że "jak ona może tyle wydawać jesli ja w życiu na to
          sobie nie będę mogła/mógł pozwolić"...
          tym bardziej, że ktoś wydaje to ze swojego własnego portfela a nie "biednego
          exa"..smile
          • tully.makker Re: po co są alimenty 13.05.10, 10:51
            Dodam jeszcze, ze wiekszosc ciuchow dla malucha kupuje w Primarku,
            bo nie widze sensu inwestowania kupy kasy w odziez, ktora posluzy
            przez 6 - 8 miesiecy.
          • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 13.05.10, 17:54
            Jakby mnie było na coś NAPRAWDĘ stać, to bym gdzieś miała to czy się ex dokłada, czy też nie. A jeśli mnie nie stać, albo stać ale nie do końca, to wtedy wiadomo, że będę się oglądać na te drugą osobę.
    • eutherpe Re: po co są alimenty 10.05.10, 14:03
      Zołza rozumiem,że Ty takiego problemu nie masz. dobrze,że w porę się
      zastanowiłam i uciekłam z tego małżeństwa. I jak dla mnie tatuś mojej córci może
      sobie trzymać mamonę. Dam sobie radę.
      • zolza38 Re: po co są alimenty 10.05.10, 14:34
        No i dobrze. Każdy sobie musi radzić.
        Najgorzej, jak po rozwodzie pani zaczyna domagać się wysokich
        alimentów na dziecko (i czasem na siebie) od ojca dziecka, który w
        małżeństwie zarabiał najniższą krajową, jakby nie wiedziała, że jej
        były nie jest w stanie zarobić więcej, bo na przykład zwykłą
        safadułą jest!
        • eutherpe Re: po co są alimenty 10.05.10, 14:42
          Zołza- a Ty reprezentujesz takiego safandułę?
          • zolza38 Re: po co są alimenty 10.05.10, 14:47
            No coś Ty?!
            Ja safanduł nie cierpię!!!
        • a1ma Re: po co są alimenty 10.05.10, 15:57
          > Najgorzej, jak po rozwodzie pani zaczyna domagać się wysokich
          > alimentów na dziecko (i czasem na siebie) od ojca dziecka, który w
          > małżeństwie zarabiał najniższą krajową, jakby nie wiedziała, że jej
          > były nie jest w stanie zarobić więcej, bo na przykład zwykłą
          > safadułą jest!

          Ale dlaczego?
          To działa w dwie strony - w małżeństwie pani mogła z miłości utrzymywać
          safandułę, po rozwodzie już nie ma na to ochoty i twardo egzekwuje obowiązek
          byłego do utrzymania dziecka. I słusznie.
    • morekac Alimenty idą na waciki ;-) 10.05.10, 16:45

    • tylkotroche Re: po co są alimenty 10.05.10, 18:19
      No i oprócz uwagi , że alimenty idą na waciki ( smile ) brak komentarza odnośnie faktu,ze forumowiczka będzie żądać jak najwięcej BO maż powiedział, że kocha inna.

    • tricolour Jak zwykle interesujący wątek... 11.05.10, 15:30
      ... a mnie szczególnie zastanawia jeden aspekt: panuje powszechna opinia,
      że dziecko kosztuje ok 2000zł miesięcznie i te koszty cały czas rosną wraz
      z wiekiem dziecka. To jest wręcz powszecha opinia na forum i nie ma tu
      sporu.

      I nagle - gdy dziecko dorośnie - i ma własne dzieci zaczyna mieć
      statystyczny dochód na osobę w wysokości 900zł. Tu także nie ma sporu i
      forumowicze zgadzają się, że dorosły nagle potrzebuje blisko 2x mniej od
      tego dziecka, co był nim przed chwilą.

      To jest dla mnie niepojęte. Toż to cofanie się w rozwoju. Przecież normą
      (jak piszą forumowicze) jest wożenie dziecka samochodem, ale piszą też
      forumowicze, że dorosły samochodu już nie potrzebuje... więc nie będzie
      miał czym wozić swoich dzieci. Ciekawe. Francuskiego też nie potrzebuje,
      angielskiego nie potrzebuje...

      Zostać dorosłym człowiekiem to wręcz patologia - jeśli się weźmie serio
      takie rozumowanie. Nie, to nie tak - to rozumowanie o alimentach dziecka
      jest błędne...
      • edw-ina Re: Jak zwykle interesujący wątek... 11.05.10, 15:48
        Tricolour, bo w tym wszystkim jest wiele kwestii bezsensownych. Np. Wiadomo, że łatwiej jest utrzymać rodzinę z dwóch, nawet niezbyt wysokich pensji, niż z jednej. I kiedy małżeństwo jest razem to: mają jedno mieszkanie i jeden rachunek za prąd, leją benzynę do jednego samochodu itp. Kiedy rozstają się ich potrzeby finansowe wzrastają, ponieważ nie mają już z kim ich dzielić. Mój znajomy rozstał się z żoną bodajże rok czy dwa po tym, jak kupili mieszkanie (oczywiście na kredyt) i po rozwodzie nadal spłacał ten kredyt, a sam wynajmował paskudny lokalik, za również całkiem nie małe pieniądze. Na ciągłe poszarpywania o dodatkowe (poza alimentami) pieniądze na dziecko - odpowiadał tylko - skąd mam je brać? Żeby móc funkcjonować i zarabiać też musi w to inwestować - mieć na bilety do pracy, na garnitur i za co kupić jedzenie.
        Z drugiej strony znajoma rozstała się z mężem (z jej winy i jej potrzeby), ale dopiero po fakcie dotarło do niej, że poza faktem iż eksmituje go z własnej sypialni i z życia dzieci, to eksmituje jednocześnie jego wkład w utrzymanie mieszkania. I zaczęły się lamenty.
        Łatwo jest wymagać - rodzicom, którzy nie mieszkają z dziećmi, by były one zadbane i wyrosły na chlebie z dżemem, a tym, którzy z nimi są, by ten drugi rodzić oddawał na dziecię 3/4 pensji.
        • tricolour Wiesz, ja mam doświadczenie... 11.05.10, 16:01
          ... dwudziestoletnie w płąceniu alimentów i wiem jedno: dziecko kosztuje
          ok 1500zł miesięcznie bez względu na wiek. Najpierw szybko rośnie i wymaga
          wielu drogich nakładów jako małe dziecko. Potem wydatki przede wszystkim
          pielęgnacyjne zamieniają się na edukacyjne, a na końcu na bytowe. Student
          ma duże wydatki, bo jest ciakwy świata, ale student już sam coraz więcej
          pracuje choćby na wakacje więc 1500zł miesięcznie spokojnie wystarczy i na
          akademik, i na naukę. Na drinka musi sam zapracować.

          Jeśli dziecko jest zdrowe i się normalnie rozwija, to 1500zł miesięcznie
          stanowó równowagę, która także zapewnia wymagany poziom odmowy
          bezsensownych zachcianek.
          • burza4 Re: Wiesz, ja mam doświadczenie... 11.05.10, 16:55
            tricolour napisał:

            > ... dwudziestoletnie w płąceniu alimentów i wiem jedno: dziecko kosztuje > ok
            1500zł miesięcznie bez względu na wiek.
            > Jeśli dziecko jest zdrowe i się normalnie rozwija, to 1500zł miesięcznie >
            stanowó równowagę, która także zapewnia wymagany poziom odmowy > bezsensownych
            zachcianek.

            ja mam blisko dwudziestoletnie doświadczenie w utrzymywaniu dziecka ZA MOJE
            pieniądze i to, że TWOJE dziecko kosztuje 1500 zł, nie znaczy, że moje i pani
            Kowalskiej też .

            Jak liczyłam ze 3 lata temu to moje kosztuje mnie około 3 tysięcy, i to bez
            prywatnych szkół. Niewiele w tym "bezsensownych" zachcianek, ot - po prostu jest
            to wypadkowa jej potrzeb i mojego stylu życia. Nie pojadę sama na wakacje, żeby
            jej utrzymanie wyszło statystycznie taniej.

            Zresztą - co tu gadać, moja pracownica płaci niańce 1500 zł. Też bezsensowna
            zachcianka, czy jednak mus?
            • tricolour No ja nie wiem... 11.05.10, 17:09
              ... z czego te trzy tysiące skoro Zmęczona wyraźnie podała link, że
              dziecko kosztuje 1007 zł.

              Same sobie przeczycie.
              • burza4 Re: No ja nie wiem... 11.05.10, 17:20
                CZYJEŚ dziecko może i tak, MOJE i niektóre inne kosztują więcej.
                • tricolour Mam pytanie... 11.05.10, 17:25
                  ... skoro bez szkól Twoje dziecko kosztuje 3000zł, to ze szkołami wyjdzie
                  pod 4 tysiące.

                  To więcej niż zarobi w pierwszej pracy więc nie będzie mobilizacji, by
                  pójśc do tejże pracy, bo spadnie poziom zycia młoedgo człowieka. Chcesz,
                  by żyło zawsze z alimentów?
                  • burza4 Re: Mam pytanie... 11.05.10, 17:47
                    tricolour napisał:

                    > ... skoro bez szkól Twoje dziecko kosztuje 3000zł, to ze szkołami wyjdzie pod
                    4 tysiące.

                    Nie korzystam z prywatnej edukacji.

                    > To więcej niż zarobi w pierwszej pracy więc nie będzie mobilizacji, by > pójśc
                    do tejże pracy, bo spadnie poziom zycia młoedgo człowieka. Chcesz, > by żyło
                    zawsze z alimentów?

                    Skąd wiesz, że nie zarobi więcej? Dzięki znajomości języka ma takie szanse,
                    tylko wcześniej ktoś musiał na to wyłożyć parenaście tysięcy.
                    Stara zasada - żeby wyjąć, trzeba włożyć.

                    i o jakich alimentach mówisz? tych, których NIE DOSTAJE?

                    Jakoś to nie upośledziło jej inicjatywy, od 2 lat pracuje w wakacje, bo lubi
                    mieć własne pieniądze.
                    • tricolour Nie dostaje? 11.05.10, 18:05
                      No, to zmienia dyskusję, przyznaję. Szkoda, że nie dostaje.
          • e.i.t.h.e.l Re: Wiesz, ja mam doświadczenie... 12.05.10, 17:08
            Jakbym ja dostawała 1500 zł od rodziców w czasie studiów, to by mi połowa z tego szła na utrzymanie a drugą połowę mogłabym zaoszczędzić, lub wydać na te drinki wink
            • jarkoni Re: Wiesz, ja mam doświadczenie... 12.05.10, 18:28
              e.i.t.h.e.l napisała:

              > Jakbym ja dostawała 1500 zł od rodziców w czasie studiów, to by mi połowa z teg
              > o szła na utrzymanie a drugą połowę mogłabym zaoszczędzić, lub wydać na te drin
              > ki wink

              Gdybym ja w chwili obecnej dostawał te rzeczone 4 tysiące na miesiąc jako
              nastolatek (kierując się tym umysłem jaki mam teraz) to spokojnie bym się
              wyedukował, z językami włącznie, i nie tylko. Bez drinków i hulaszczego trybu
              życia przyoszczędziłbym minimum połowę, jeśli nie więcej, miesięcznie. Te
              oszczędności dałyby mi ca 250-300 tys zaliczki na start w dorosłe życie. Niezła
              zaliczka, choćby na prywatny biznes..
              PS. Opiekun takiego nastolatka ma przecież poważny, kalkulujący, dorosły mózg..
      • burza4 Re: Jak zwykle interesujący wątek... 11.05.10, 16:39
        tricolour napisał:

        tricolour napisał:
        > I nagle - gdy dziecko dorośnie - i ma własne dzieci zaczyna mieć
        > statystyczny dochód na osobę w wysokości 900zł. Tu także nie ma sporu i >
        forumowicze zgadzają się, że dorosły nagle potrzebuje blisko 2x mniej od > tego
        dziecka, co był nim przed chwilą.

        Bo tak jest - dla normalnych rodziców priorytetem stają się potrzeby dziecka, co
        cię w tym dziwi? Rodzic jest w stanie odmówić sobie wielu rzeczy, byle dziecku
        nie brakowało.

        W przeciwieństwie do dziecka, dorosły człowiek ma możliwość dorobić.
        • z_mazur Re: Jak zwykle interesujący wątek... 11.05.10, 16:46
          > Bo tak jest - dla normalnych rodziców priorytetem stają się potrzeby dziecka, co
          > cię w tym dziwi? Rodzic jest w stanie odmówić sobie wielu rzeczy, byle dziecku
          > nie brakowało.

          To zależy co rozumieć przedez "byle dziecku nie brakowało", bo w sytuacji normalnych przeciętnych dochodów na głowę w rodzinie, IMHO rodzic nie powinien jakoś specjalnie odmawiać sobie czegoś, kosztem zaspokajania zachcianek dziecka (celowo piszę zachcianek, a nie uzasadnionych potrzeb), bardzo łatwo wychodować (bo przecież nie wychować w takiej sytuacji) pasożyta.
          • nowel1 Re: Jak zwykle interesujący wątek... 11.05.10, 16:49
            Do tego samego chcialam się odnieść.
            Uważam, że nic dobrego nie przynosi sytuacja, gdy rodzic odmawia sobie
            wielu rzeczy, aby dziecku "niczego nie brakowało".
            Oczywiście zakładam, że nie mówimy o sytuacji rzeczywistej biedy; myślę
            że odmówilabym sobie wszystkiego, gdyby dziecko było głodne i bose; ale
            nie dotyczy to już drogich wakacji, kolejnych platnych zajęć czy
            markowych ciuchow.
          • burza4 Re: Jak zwykle interesujący wątek... 11.05.10, 18:09
            Przy 900 zł na osobę to nie ma co mówić o zachciankach, odmawia się sobie, bo
            trzeba spełniać uzasadnione potrzeby. Za takie uznaję wyjazd na wakacje, basen,
            kurs języka czy np. prywatnego ortodontę (NFZ nie refunduje aparatów stałych, że
            nie wspomnę o kolejkach).
        • tricolour Dla normalnych rodziców... 11.05.10, 16:54
          ... nie potrzeby dziecka powinny byc priorytetem (no chyba, że chodzi o
          zdrowie) jeśli zaspokojenie potrzeb dziecka ma byś KOSZTEM kogolowiek. To
          jest właśnie błąd wychowawczy odejmowac sobie od ust i uczyć małego
          człowieka, że inni mają sobie odejmować, by dziecku nie brakowało.

          Jeszcze rozumiem, że rodzice starają się o odpowiednią edukację, ale to
          jest inwestycja, o którą trudno w przedstawianych wyliczeniach, bo tam
          częściej widać astronomiczne liczby bułek i jakieś ubrania niż koszt
          systemowej nauki.
          • burza4 Re: Dla normalnych rodziców... 11.05.10, 17:29
            tricolour napisał:

            > ... nie potrzeby dziecka powinny byc priorytetem (no chyba, że chodzi o >
            zdrowie) jeśli zaspokojenie potrzeb dziecka ma byś KOSZTEM kogolowiek.

            bez odpowiednich dochodów w rodzinie zaspokojenie potrzeb dziecka jest zawsze
            kosztem kogoś. Bo dziecko trzeba wysłać na kolonie, choćby po to, żeby zapewnić
            mu opiekę, kiedy rodzice pracują. Rodzice mogą nie jechać i pewnie nie pojadą,
            jeśli brakuje kasy. Normalny rodzic opłaci dziecku basen, a w butach przechodzi
            kolejny sezon. Dziecku się butów czy kurtki nie odmówi, bo wyrosło, a rodzic ze
            swoich zrezygnuje. Do chorego dziecka wzywa się prywatnie lekarza, choć dorosły
            by się obył. Są pewne podstawy, i nie ma to nic wspólnego z hodowaniem egoistów.

            • z_mazur Re: Dla normalnych rodziców... 12.05.10, 00:34
              Nie piszmy o sytuacjach skrajnych, typu lekarz, bo tu raczej chodzi o specjalistę, do lekarzy rodzinnych nie ma aż takich kolejek.
              A ciuchy? Pisałem już, że zakładam jakiś średni poziom życia, czyli te około tysiąca złotych na osobę w rodzinie. Niewychowawcze byłoby moim zdaniem w takiej sytuacji chodzenie przez rodzica w podartych butach, po to by dziecku kupić super markowe adidasy. To właśnie jest te "kosztem samego siebie", które tutaj krytkuję.
              • adaria38 Re: Dla normalnych rodziców... 12.05.10, 13:16
                A kto tu mówi o sytuacjach, że rodzic sam na je, żeby dziecko mogło się stołowac
                w najdroższych restauracjach?
                Dajcież spokój. Ze skrajności w skrajność.
                Pamiętam tu watek, gdy matka pisała, że borykając się z problemami finansowymi
                sama jadła tylko zupę, a dziecku starała się zrobić jakies drugie danie. Bo
                dziecko w fazie rozwoju coś musi zjeść pełnowartościowego, żeby w szkole nie
                myślec o tym, że jest głodne. Matka wytrzyma dłużej.
                Rodzic mając 45 lat i pracę nie wymagającą językow może już machnąć ręką na
                kursy, a dziecko które nie będzie się we współczesnych realiach uczyć języków
                obcych z miejsca ma gorszy start w życie zawodowe i osobiste, brak odwagi i
                możliwości w poruszaniu się po całym świecie bez kompleksów. Dużo trudniej uczyć
                się języków mając 25 lat. Tak jak ktoś wyżej napisał trzeba najpierw włożyć,
                żeby móc potem wyciągnąć. Jeśli rodziców nie było stać na szczoteczkę do zębów
                dla dzieci i pilnowanie przeglądów, ortodoncji, to niestety dziecko już dorosłe
                jest na dzień dobry w plecy o kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy jesli chce się
                uśmiechac ładnym garniturem zębów i nie wstydzić się przerw w uzębienu. Można
                dzieci utrzymywać, wychowywac za grosze,za kilkaset zł, tylko, że w ten sposób
                daje się im kiepski start i skazuje na bycie ciężko tyrającym szarakiem przed
                którym wiele drzwi jest zamkniętych gdy już w świat wyfruną. Mało to dzieci
                które nigdy na koloniach nie były, ani na basenie, a jedyną rozrywką jest
                trzepak przed blokiem? Jak ktoś chce tak wychowywac dzieci i to jest szczytem
                ambicji- to proszę bardzo. Ale niech się nie czepia tych, którzy zarabiają i
                stać ich wydac na dziecko 2 tysiące miesięcznie. Zresztą - wystarczy jesli
                dziecko się nie dostało do przedszkola i się zatrudni opiekunkę , to kwota
                1500zł, plus jedzenie, ubranie, leki, jakiś kurs i 2 tys błyskawicznie się
                przekracza. Kto nie ma pieniędzy, ten daje wkład własny. Ale wkład własny w
                opiekę automatycznie obniża możliwosci zarobkowe rodziców. I kółko zamknięte.
                • tully.makker Re: Dla normalnych rodziców... 12.05.10, 14:17
                  Pamiętam tu watek, gdy matka pisała, że borykając się z problemami
                  finansowymi
                  > sama jadła tylko zupę, a dziecku starała się zrobić jakies drugie
                  danie. Bo
                  > dziecko w fazie rozwoju coś musi zjeść pełnowartościowego, żeby w
                  szkole nie
                  > myślec o tym, że jest głodne. Matka wytrzyma dłużej.

                  Moje starsze dziecko, bardzo chorowite staralam sie co roku wywiezc
                  nad morze, by powdychal jod. Zeby starczylo, przez wiekszoc pobytu
                  jadlam chleb z cebula, no i dojadalam to, co babelek zostawil z
                  obiadu...
                • iamhier Re: Dla normalnych rodziców... 12.05.10, 16:52
                  A może by tak panie zaczęły się szanować i przestały rodzic dzieci
                  nieodpowiedzialnym menom w nadziei,ze jego usidla....bez wzgledu na
                  jego braki....


                  Trzeba zaczac czegos wymagac.....od partnera na ojca,od panstwa,a
                  nie tylko rodzic byleby goscia ślepo zabrac innym samicom w popłochu.

                  Nie oszukujmy sie o to tu chodzi.....
      • nangaparbat3 Re: Jak zwykle interesujący wątek... 13.05.10, 15:28
        Po prostu forowicze nie sa statystycznie przeciętnymi obywatelami RP.
    • opinia_publiczna_online Re: po co są alimenty 12.05.10, 11:38
      > tylkotroche napisała:
      > Może mnie ktoś oświeci, jak można tak używać dziecka do walki z
      > partnerem?

      Wszystkie chwyty dozwolone?
      • tylkotroche Re: po co są alimenty 12.05.10, 12:24
        tzn. :pal diabli dobro dziecka, ważne, że dokopie byłemu/ byłej...?
        No super.
        Przynajmniej wiadomo co sie liczy dla "kochającej mamusi/tatusia"
        liczy. Przychodzi refleksja, że jeżeli ktoś tak używa swojego
        dziecka, to nie należy się dziwić, że jest po rozwodzie. Trudno z
        kims takim na codzień wytrzymać.
    • ludwik_13 Re: po co są alimenty 12.05.10, 12:58
      Za rzadko w Polsce sądy orzekają zamieszkiwanie dzieci z Tatusiem.
      Ciekawe, jak wtedy panowie patrzą na kwestię alimentów.
      Jeżeli dzieci są z ojcem związane, a dodatkowo może on zapewnić im
      wyższy standard życia niż samotna matka, to powinien on zająć się
      ich wychowywaniem. Tylko czy nowa Pani będzie chciała wiązać się nie
      tylko z facetem, ale i z jego przychówkiem.
      • rikol Re: po co są alimenty 12.05.10, 13:19
        Mezczyzni zarabiaja zwykle wiecej, wiec jest oczywiste, ze to ojciec powinien
        miec dzieci po rozwodzie. Problem polega na tym, ze ojcowie nie chca mieszkac ze
        swoimi dziecmi, nie chca zreszta sie nimi opiekowac nawet jesli nie sa
        rozwiedzeni. Wola odzyskac wolnosc, no i poprawic swoja sytuacje finansowa -
        utrzymuja tylko siebie, maja czas, moga wynajac pokoj, a nie caly dom rodzinny.
        Dziecku dadza raz w miesiacu 400 zl - a ile wydaliby na dziecko, gdyby z nim
        mieszkali? Wiadomo, ze duzo wiecej.
    • ejdika Re: po co są alimenty 12.05.10, 13:04
      facet powinien utrzymywać swoje dzieci skoro je ma, niezależnie czy w
      małżeństwie czy po rozwodzie,
      to samo dotyczy matki dzieci i nie rozumiem jak można się uchylać od płacenia...

      www.gameo.pl
    • nisar ZWRACAM UWAGĘ 12.05.10, 13:11
      że autorowi wątku nie chodziło o zasadność ponoszenia kosztów na
      dziecko, ani o kwestię ich wysokości. Chodziło o sytuację, w której
      matka CHCE UŻYĆ ALIMENTÓW JAKO ZEMSTY na eksie, wyciągnąć z niego
      jak najwięcej ze względu na swoje zranione ego, a nie uzyskać
      pieniądze na utrzymanie dziecka.
      Nie odnosicie się do faktycznej treści postu założycielskiego.
      • adaria38 Re: ZWRACAM UWAGĘ 12.05.10, 13:24
        Autor metodą "magla" chciał pobić pianę: "skandal! jak ona tak mogła! zobaczcie
        jak baba robią!"smile.

        Metoda szantażu finansowego jako metody zemsty za rozstanie, uprawiana jest dość
        często przez obie strony po rozstaniu. I przez kobiety i przez męzczyzn. Moją
        znajomą szantażował ex mąż marząc o tym by sobie nie poradziła finansowo i na
        kolanach wróciła do niego, ale się przeliczył, a teraz sam sobie z finansami nie
        radzi i alimentów na dzieci coraz częściej nie płaci "chciałas rozwodu to sama
        dzieci utrzymuj!".
        • affera123 Kobiety też nie są święte, a faceci nie lepsi 12.05.10, 13:54
          Ja nie jestem po rozwodzie, a muszę się prosić o kasę na rachunki,
          bo inaczej "chłopczykowi" nie przyjdzie do głowy, że takowe
          istnieją, tak rozpieściłam gada to i mam. W ogóle to odnoszę
          wrażenie, że jak facet ma partnerkę, która zarabia, to mu się
          wydaje, że zwalnia go to z obowiązku ponoszenia takich kosztów, jak
          czynsz, media, ubrania dla dzieci, jedzenie, no bo "to żona się na
          tym zna". I faceci takich żon nie doceniają. Nierzadki jest
          następujący obrazek: ładna (fo nie ja smile), zadbana, pracująca i
          nieźle zarabiająca żona i facet, który się przy niej rozleniwił, bo
          nie musi zaiwaniać przez 12 godzin, żeby utrzymać roztytego
          garkotłuka, co tylko myśli o kupkach, zupkach i serialach. Facet
          chyba musi mieć wyzwanie - albo kobietę całkowicie niedostępną (bo
          cudzą albo za ładną, za mądrą), albo taką żonę, co jest totalnym
          babochłonem, bezradnym i ze starą zdartą płytą: daj pieniądze, daj
          pieniądze... A propos "nieświętych" kobiet: kolega ma eks-małżonkę,
          której płaci alimenty, ale za każdym razem wysłuchuje, jak to jej
          ciężko, a następny numer to podanie kwoty za zakup butów, spodni,
          biletu do kina, nic uczciwie - pół na pół, tylko nie dość, że koleś
          musi płacić ustawowy "haracz", to jeszcze bez jego wiedzy i zgody
          oraz możliwości podjęcia jakiejkolwiek decyzji czynione są inne
          wydatki, a on ma bez dyskusji bulić i to niemało, bo była żona lubi
          rzeczy markowe i drogie, np. buty dla 10-latka za 300 PLN, choć ze
          spokojem mogłaby nabyć za pół ceny i to też nie badziewie. A gość
          nic tylko się zastanawia, jak zaplanować miesiąc, bo a nóż-widelec
          była wyskoczy z kolejnym zakupem, którego koszt on będzie musiał
          wyrównać, a nie chce być w oczach dziecka tym złym, co to żałuje
          pieniędzy, jest gołodupcem etc., co była żona i tak lubi podkreślać
          przy każdej okazji udzielając przy tym rad w stylu: "masz gównianą
          pracę, zmień, jesteś bez ambicji, bez kasy, miernota" itp. Nie dziwi
          więc, że niektórzy byli małżonkowie pieprzą (w takim dużym skrócie
          myślowym) swój obowiązek alimentacyjny, skoro często-gęsto nie mają
          okazji na częstsze kontakty z dzieckiem niż te wydzielone przez ich
          rozżalone matki, ale kasa to musi być od razu i bez gadania bez
          względu na okoliczności.
          • errormix Re: Kobiety też nie są święte, a faceci nie lepsi 12.05.10, 15:16
            Ktoś na forum napisał:
            >Za rzadko w Polsce sądy orzekają zamieszkiwanie dzieci z Tatusiem.
            Ciekawe, jak wtedy panowie patrzą na kwestię alimentów.

            Tak się składa, że jestem tatusiem, któremu sąd przyznał opiekę nad dzieckiem wraz zamieszkaniem. Do tego sąd był też na tyle bezczelny, że przyznał mi - "tatusiowi" - alimenty, a jakby tego było mało - obciążył "mamusię" na różnych sprawach łączną kwotą kosztów sądowych w wysokości ponad 1 tys. złotych.

            "Mamusia" podobnie jak wasi "tatusiowie" nie płaci od miesięcy. Ma więc komornika na alimenty i na koszty sądowe. I co? I nic. Nie płaci nadal.

            Nie w głowie mi mszczenie się, puszczanie "mamusi" w skarpetkach (chociaż akurat w moim przypadku to ona chyba na golasa została). Rok zastanawiałem się czy ja w ogóle do tego komornika powinienem pójść, bo przecież facetowi nie przystoi, bo facet nie powinien, bo tylko faceci którzy nie płacą to świnie, a kobiety to biedne istoty, którym po prostu ciężko. Bo ja i bez tych alimentów świetnie sobie radzę.

            Ale poszedłem. Bo dotarło do mnie, że alimenty to nie mój wymysł, moje widzimisię, albo moja zemsta. Alimenty to decyzja sądu, który w ten sposób nakazuje współfinansowanie potrzeb dziecka. NASZEGO WSPÓLNEGO DZIECKA.

            Bo partycypowanie w kosztach utrzymania to nie nasza dobra wola. To nasz obowiązek.
            • iamhier Re: Kobiety też nie są święte, a faceci nie lepsi 12.05.10, 16:44
              do errormix-amen!
            • e.i.t.h.e.l Re: Kobiety też nie są święte, a faceci nie lepsi 12.05.10, 17:37
              Mężczyźni są chyba w tej kwestii rozsądniejsi, być może dlatego, że są mniej emocjonalni. Też uważam, że dzieci powinny być przyznawane częściej niż obecnie ojcom. Myślę, że to by wiele nauczyło obie strony.
            • adaria38 Re: Kobiety też nie są święte, a faceci nie lepsi 13.05.10, 10:48
              no widzisz, uruchomiłeś komornika wiedząc, że matka kasy nie ma i jest w dole.
              Bo dzieci sa obojga, oboje rodzice mają wobec nich obowiązki. I to powinna być
              wpojona norma społeczna.

              Wiele kobiet nie pójdzie do komornika, zacisną zęby i będą brać trzeci etat by
              samej dzieci jakoś utrzymać. bo społeczeństwo im wmawia, że "przeciez on taki
              biedny, ma tyle wydatków, jak możesz mu jeszcze taką krzywdę robić, przez ciebie
              do więzienia może iść! przeciez ty zarabiasz a on sobie nie radzi!powinnas mu
              pomagać! zostawiłaś go a przeciez przysięgałaś że na dobre i złe!300zł to nie
              jest mało na nastolatka!" (to, że facet sobie nie radzi to jego wybór, bo do
              pracy iśc mu się nie chce, woli kombinowac i udawać biznesmena, praca na budowie
              jest poniżej jego godności, itd.)
              • e.i.t.h.e.l Re: Kobiety też nie są święte, a faceci nie lepsi 13.05.10, 17:57
                Ja jeszcze nigdy nie słyszałam takiej opinii, a wręcz same odwrotne z ust tzw. obrabiającego du.pe społeczeństwa.
              • satelitka1 Re: te kobiety, ktore nie pójda do komornika - są 15.05.10, 21:48
                zwykłymi idiotkami, pozwalającymi na okradanie wlasnych dzieci przez
                biologicznego rodzica. Po pierwsze - (bez egzekucji - nawet bezskutecznej) kwota
                alimentów ulega przedawnieniu w zwykłych terminach. Po drugie - po kilkunastu
                latach taki tatuś zwróci sie z roszczeniem alimentacyjnym przeciw wlasnemu
                potomkowi - bo skoro brak egzekucji - to gdzie dowód, że nie płacił? Żenada.
          • iamhier Re: Kobiety też nie są święte, a faceci nie lepsi 12.05.10, 17:01
            do affera-a to trzeba bylo główkowac wczesniej.....Wymagac od razu
            kwoty gdy sie rodzi dziecko,bez wzgledu na swoje zarobki...odzielna
            umowa do egzekucji.

            A co do tych zon..no coz.klauzule mozna zawrzec,ze pan maz gdy ma
            duzo placic i nie miec kontaktow wymaga by pani zona nie byla z
            innym w zwiazku ,bo to zle wplywa na dziecko....Czy pani zona godzi
            sie na taki uklad?
            On jest samotny i odtracony w dostepie do dziecka,a ona korzysta z
            zycia ile wlezie i dobrze sie bawi narzekajac na alimentacje?

            He,he,he,,,,mezczyzni to fujary
        • iamhier Re: ZWRACAM UWAGĘ 12.05.10, 16:55
          do adaria-a no bo jak sie leci na kase faceta to takie sa tego
          skutki.Cwane to.....dziecko sobie zrobie z jednym,a romansowac za
          jego kase bede z innym........Tak mi zycie na 2 menow milo
          uplynie.....
          • e.i.t.h.e.l Re: ZWRACAM UWAGĘ 12.05.10, 17:40
            Mało tego, niektóre wyciągają jeszcze kasę od państwa, czyli tak naprawdę ode mnie i innych obywateli.
          • adaria38 Re: ZWRACAM UWAGĘ 12.05.10, 21:41
            Święta naiwnoścismile)))))))) toś podsumowała smile))))) boki można zrywać, akurat
            ten z przykładu ex to leń i lawirant, żerował całe zycie na żonie i jej
            rodzicach a jak trafił mu się dobry zarobek to od razu "cięzko pracował po
            godzinach" z kochanką. Z szoku, że żona śmiała się z nim rozwieść jak on taki
            macho jest , dotąd nie może facet wyjść. I nikt go już nie obsługuje, herbaty
            nie podaje, straszne. Dziećmi też się on nie zajmie bo go gówniarze nie
            słuchają i to na pewno wina exżony, z groszowymi alimentami zawsze się spóźnia
            bo "on ma wydatki!" ...a żona i dzieci mogą żyć przeciez powietrzem, zostawił
            jeszcze żonie długi do spłacenia i cały czas próbuje ją zaszantażować by już
            sama dzieci utrzymywała a nie straszyła go komornikiem i jeszcze jego też wzięła
            pod skrzydełka.
            Faktycznie poleciała kobita na kasę !smile))))))) jak cholera! smile)))))))))


            iamhier, ty ojciec jesteś czy matka? żona, mąz, czy kochanka? bo nie wiem czy
            więcej tu żółci czy zazdrości chcesz przekazać. Bo mądrości to niestety ani tyci
            smile))))
            • e.i.t.h.e.l Re: ZWRACAM UWAGĘ 13.05.10, 01:34
              Ale ona nie pisała o tym z przykładu konkretnie. Zdarzają sie i takie przypadki, które opisała.
              • adaria38 Re: ZWRACAM UWAGĘ 13.05.10, 10:19
                a skąd ty wiesz o czym ona pisała? czy ona to ty?
                zdarzają się ludzie o skórze białej, czarnej, żółtej i czerwonej też. I co w
                związku z tym?
                • e.i.t.h.e.l Re: ZWRACAM UWAGĘ 13.05.10, 18:01
                  W związku z tym mogła równie dobrze nie pisać o konkretnym facecie, a o sobie.
    • aiwlysji Re: po co są alimenty 12.05.10, 15:43
      czytajac wpisy spokojnie mozna dojsc do wniosku, ze rodzenie dzieci jest zwyczajnie nieoplacalne!
      w smutnych czasach zyjemy, wszystko jest przeliczane na pieniadze, brak podstaw moralnych, brak swiadomosci.
      czy nie jest oczywista "oczywistoscia", ze najlatwiej jest sie utrzymac kiedy nie ma sie dzieci...wiec jesli dziecko pojawia sie na swiecie to czlowiek staje sie rodzicem do konca zycia!
      ludzie sie kochaja, pobieraja i decyduja na dzieci....potem nastepuje krach w zwiazku, rozwod i....nienawisc, ktora przeslania wszystko, rowniez zdrowy rozsadek.
      czy nie zdarzylo wam sie wspomoc kogos kto nie jest wasza rodzina, obcego bez pieniedzy?
      wpisy pokazuja jak ubogim krajem jest polska (mentalnie i materialnie). nawet jesli sie zdarzy, ze twoj ex bedzie mial latwiej dzieki TWOIM pieniadza to co....swiat sie zawali, to byla kiedys milosc twojego zycia!!!!!!!!!!!
    • iamhier Re: po co są alimenty 12.05.10, 16:40
      Ojojojoj...a dlaczego nie można? Można,w tej grze kazdy chwyt jest
      dozwolony (jak widać).

      Wszystko zalezy od sytuacji,celu,układu itd.itp.Czasami pani ex żona
      ma racje....a czasami pani ex żona może cierpieć na inividie.

      W życiu nie ma sytuacji identycznych i jednolitych.
      Mężczyzn nękanych przez byłe partnerki/narzeczone/żony też
      widziałam....notabene w nowych związkach..

    • tylkotroche ZWRACAM UWAGĘ_do NISAR_DLACZEGO???? 12.05.10, 17:36
      dzięki za przypomnienie smile,
      ale chyba główny temat wątku nikogo nie interesuje.


      Wpisy są na temat :
      -ile kosztuje wychowanie dzieci
      -kto powinien za to płacić
      -jak mniej osób jest w gospodarstwie domowym to koszty utrzymania rosną
      itp.

      Tylko parę wpisów odnosi się do pytania - czemu rodzice używają swojego dziecka i pieniędzy dla niego do walki MIĘDZY sobą.

      Ja nie mogę eis nadziwić jak można KOSZTEM dobra swojego dziecka chcieć dokopać byłemu/byłej i to na miliony sposobów :

      - opuściłaś mnie, to teraz z bachorem zdychaj z głodu
      - kochasz inna a nie mnie, to Cie zniszczę finansowo za pomocą dziecka
      - masz innego partnera / partnerkę - to mamusiu / tatusiu pozbawię cię władzy rodzicielskiej lub nie będziesz widywać dziecka
      - mamusia/tatuś cie nie kocha bo jest z innym panem/panią
      - jeżeli zaprosisz na swoje urodziny mamę / ojca z tym gnojkiem/ z ta szmata - to nigdy do ciebie więcej nie przyjdę..

      i ile jeszcze można by tak pisać...
      DLACZEGO w tym wszystkim nikogo nie obchodzi dobro ich własnych dzieci???
      Niech na to pytanie ktoś mi odpowie, a nie piszcie, "bo chcą dokopać" i "wszystkie chwyty dozwolone".
      Wszystkie chwyty NIE są dozwolone - nie wolno walczyć dzieckiem!!!
      I ja się pytam DLACZEGO tak się dzieje????
      I co zrobić, żeby tak nie było?






      • e.i.t.h.e.l Re: ZWRACAM UWAGĘ_do NISAR_DLACZEGO???? 12.05.10, 17:44
        Ludzi powinno się badać i wydawać pozwolenie na posiadanie dziecka. I to powinny być sporo płatne zaświadczenia, tak, żeby się każdy zastanowił 3 razy. Niestety czytając wpisy wydaje się, że niektórzy rodzicami nigdy być nie powinni.
        • adaria38 Re: ZWRACAM UWAGĘ_do NISAR_DLACZEGO???? 12.05.10, 21:43
          to ciekawe. masz dzieci? ile?
          • e.i.t.h.e.l Re: ZWRACAM UWAGĘ_do NISAR_DLACZEGO???? 13.05.10, 01:36
            I po co takie pytanie, skoro mogę napisać cokolwiek? To co napisałam w poprzednim poście, było nieco przerysowane, więc należy to traktować z przymrużeniem oka, co nie zmienia tego, że nie każdy rodzicem powinien być.
            • adaria38 Re: ZWRACAM UWAGĘ_do NISAR_DLACZEGO???? 13.05.10, 10:20
              Jeśli uznałaś, że na matkę się nie nadajesz i świadomie z macierzyństwa
              zrezygnowałaś to tylko pogratulować odpowiedzialnej decyzji.
              • e.i.t.h.e.l Re: ZWRACAM UWAGĘ_do NISAR_DLACZEGO???? 13.05.10, 18:04
                No po prostu bardzo rzeczowa dyskusja takie staranie się dowalić rozmówcy smile Ja tu piszę, że mówię ogólnie o ludziach, a Ty nagle nie wiem gdzie przeczytałaś, że ja jakieś decyzje podjęłam.
      • agamagda Re: ZWRACAM UWAGĘ_do NISAR_DLACZEGO???? 17.05.10, 14:16
        tylkotroche napisała:

        > I ja się pytam DLACZEGO tak się dzieje????

        Dlatego, że taka jest natura ludzka - chodzi o zasadę zrobiłeś/aś mi
        krzywdę zapłacisz mi za to.



        I co zrobić, żeby tak nie było?


        PO pierwsze zachowywać się przyzwoicie. Nie zdradzać, nie rozwodzić
        się, dochować przysięgi małżeńskeij.
        A jak już musisz sie rozwieść to przynajmniej starać sie dawać
        odpowiednie pieniądze na utrzymanie potomstwa.

        Bo pieniądze może szczęścia nie dają, ale za to zapewniają jego
        substytutysmile
    • nangaparbat3 Re: po co są alimenty 13.05.10, 15:32
      Znałam panią, ktora umierala na raka (i umarla), a mąz na dwoje nastoletnich
      dzieci nie dawal jej grosza do ręki, oplacajac tylko to, co sam uznal za
      stosowne. Ta pani miala czelnosc zamieszkac - po rozwodzie - z kochankiem, mąż
      swoje dzialania argumentowal: nie będę utrzymywac gacha.
      Tak mi sie przypomnialo.
      • tautschinsky Re: po co są alimenty 13.05.10, 15:50
        nangaparbat3 napisała:

        > Znałam panią, ktora umierala na raka (i umarla), a mąz na dwoje nastoletnich
        > dzieci nie dawal jej grosza do ręki, oplacajac tylko to, co sam uznal za
        > stosowne.




        Czyli alimentował swoje dzieci. Nie przekazywał alimentów formie pieniężnej,
        żeby mieć pewność,
        że nie zostaną przeznaczone na inny cel. A co do
        tego miała choroba matki dzieci? Chorującą powinien
        był się zająć ówczesny partner - jeśli ją kochał
        to zrobił to bez patrzenia na to, że nie musiał.
        • nangaparbat3 Re: po co są alimenty 13.05.10, 15:56
          Bredzisz.
          Ktos, ktop nie jest z dziecmi na co dzień, nie ma pojecia o ich rzeczywistych
          potrzebach.
          tautlek mieszkal 200 km od nich, kiedy matka umarla i mialy sie przeniesc do
          niego, jedynym jasnym punktem wydawala im sie partnerka ojca, przed
          przeprowadzka do niego bronily sie jak mogly.
          Pomijam fakt, ze w sytuacji nieslychanie dla dzieci psychicznie obciazającej,
          kiedy ich matka jeszcze zyła, nie kiwnal palcem, by im ponoc. Utrudniajac zycie
          bylej żonie, jedynie dokladal im traumy.
          • tautschinsky Re: po co są alimenty 13.05.10, 16:04
            nangaparbat3 napisała:


            > tautlek mieszkal 200 km od nich, kiedy matka umarla i mialy sie przeniesc do
            > niego, jedynym jasnym punktem wydawala im sie partnerka ojca, przed
            > przeprowadzka do niego bronily sie jak mogly.


            Przez te lata matka mogła zrobić potwora z ich ojca.
            Jeśli codziennie miały prane mózgi, jaki diabeł z ich
            ojca, jaki cham, jakie to i tamto (do poczytania na tym
            forum jest, jak kobiety wyrażają się o ojcach ich dzieci, a to nic w porównaniu z tym, co robią w domu i to latami dzień w dzień). Teraz możesz napisać, że matką była najwspanialszą, ojciec pił i bił. Zawsze te
            same argumenty smile




            > Pomijam fakt, ze w sytuacji nieslychanie dla dzieci psychicznie obciazającej,
            > kiedy ich matka jeszcze zyła, nie kiwnal palcem, by im ponoc.


            Nie byłoby dla mnie dziwne gdybym się dowiedział, że
            do uszu dzieci szło przesłanie (nieważne, że absurdalne): wasza mamusia umiera z winy waszego podłego ojca, nerwy ją zżarły. To potwór. Takiemu ojcu średnio chciało się wspierać opluwającą ex żonę.
            • nangaparbat3 Re: po co są alimenty 13.05.10, 17:56
              Twoje przypuszczenia byłyby prawdopodobne, gdyby nie fakt naprawdę dobrej
              relacji miedzy dziecmi a kochanką ojca.
              Gdyby to matka nastawiala je przeciwko niemu, bez cienia wątpliwosci tym
              bardziej nastwiłaby je przeciwko tej pani.
              • tautschinsky Re: po co są alimenty 13.05.10, 18:05
                nangaparbat3 napisała:


                > Gdyby to matka nastawiala je przeciwko niemu, bez cienia wątpliwosci tym
                > bardziej nastwiłaby je przeciwko tej pani.





                A to już wcale nie jest takie oczywiste.
                Skoro zdarzają się takie sytuacje, że
                ciężarna kochanka staje się świadkiem
                żony w czasie jej rozwodu po to tylko,
                żeby żona mogła bardziej wydoić męża,
                wkrótce już byłego, z jego pieniędzy.
                I poniekąd działa - ta kochanka - na
                swoją szkodę, bo taki ktoś oprócz tego,
                że będzie płacił alimenty na dzieci z
                małżeństwa, na dziecko z kochanką, to
                jeszcze będzie bulił - taka nadzieja
                urogaconej żony - na nią czyli było
                nie było, będzie miał mniejsze pieniądze.
              • e.i.t.h.e.l Re: po co są alimenty 13.05.10, 18:38
                Ale w jakim sensie to była kochanka? Rozumiem, że z nią zdradzał mąż swoją jeszcze wtedy żonę? Bo jak nie, a dzieci ja lubiły tzn., że chyba raczej jakaś taka bardziej stała ta pani była.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka