Dodaj do ulubionych

ponoc co mnie nie zabije to mnie wzmocni...

11.08.10, 18:20
...tylko mysle, ze zamiast tej kolejnej juz lekcji nabierania sily
wolalabym byc zwyczajnie szczesliwa. witam wszystkich na forum, od
jakiegos czasu podczytuje sobie rozne watki i zdecydowalam sie takze
dodac swoj. koniec czerwca to czas mojego rozstania z wieloletnim
partnerem. kompletnie sobie z tym wszystkim nie radze, na razie
dalej mieszkamy i pracujemy razem (prowadzimy firme), a ja
codziennie przezywam to rozstanie. zrobila sie ze mnie okropna
placzka, potrafie przeplakac pare godzin non-stop, nie moge spac,
mam bole placow na tle nerwowym, rozmaite problemy z jedzeniem.
najgorsze jest to, ze nie wiem czy decyzja o rozstaniu byla
wlasciwa. wydaje mi sie, ze wciaz kocham mojego bylego.
pisze 'wydaje mi sie', bo jestem w tak okropnym stanie psychicznym,
ze nie jestem juz niczego pewna. dodatkowo rozstanie to oznacza dla
mnie takze zmiane pracy i powrot do polski czyli nie tylko zmiane
domu ale i kraju. zanim to jednak nastapi, trzeba bedzie wyprostowac
wszystkie nasze wspolne zawiklane sprawy, a w miedzyczasie dalej
mieszkac i pracowac razem. ja nie moge nawet z nim normalnie
porozmawiac, od razu zaczynam plakac, kiedy mysle o tym, ze
nadejdzie dzien, w ktorym zobacze go po raz ostatni, a potem juz
nigdy wiecej, mam ochote wyc...
do tego glupia jestem jak noga stolowa, bo wciaz gdzies na dnie
serca mam nadzieje, ze cos jeszcze miedzy nami sie wydarzy.
zdaje sobie sprawe z tego, ze ten ogromny balagan w zyciu mam w
duzej mierze na wlasne zyczenie, ale to nie zmienia faktu, ze to
boli tak cholernie, ze nie wiadomo, co robic. mam zamiar wybrac sie
do jakiegos psychologa, ale mam nadzieje, ze ktos z was wesprze mnie
dobrym slowem, podpowie jak to wszystko ogarnac, bo normalnie nic,
tylko bic glowa w sciane...
Obserwuj wątek
    • podroznie Breloczku 11.08.10, 19:08
      Zycie codzienne zawarte jest w szczegole. Ty probujesz
      w swojej glowie myslec o wszystkim naraz.
      Ustaw problemy wg. waznosci i na malych kroczkach sie skup.

      pozdrawiam
    • potwor_z_piccadilly Re: ponoc co mnie nie zabije to mnie wzmocni... 11.08.10, 23:07
      Ty szukasz porad czy jedynie pragniesz sie wyzalic.
      Jesli oczekujesz od doswiadczonych forumowiczow rady to laskawie napisz czy
      powodem rozstania jest slona zupa, czy mlaskanie meza przy jej jedzeniu.
      • brel_grl Re: ponoc co mnie nie zabije to mnie wzmocni... 12.08.10, 00:36
        ok, napisze. na pewno czesciowo chce sie wyzalic, z drugiej strony jesli
        ktos jest w stanie dac mi jakakolwiek rade co do sposobu myslenia czy
        postepowania, ktora choc troche mi pomoze przetrwac te dni, bede bardzo
        wdzieczna.

        dlaczego sie rozstalismy?... dzieli nas bardzo duzo - narodowosc, wiek,
        wyksztalcenie, styl zycia, podejscie do pewnych spraw. problemy narastaly
        od pewnego czasu, w sumie albo sie unikalismy albo klocilismy, nawet
        pewien majowy weekend, ktory mial byc w zamierzeniu odskocznia od
        problemow i romantycznym wypadem skonczyl sie wielka awantura. do tego
        niepewna sytuacja finansowa i odkladany slub i decyzja o dziecku... ja,
        widzac narastajace problemy, chcialam najpierw sytuacje 'wyprostowac', a
        dopiero potem brac slub i decydowac sie na dziecko. moj byly stwierdzil
        (juz po rozstaniu), ze moj brak entuzjazmu w stosunku do slubu sprawil,
        ze poczul sie tak, jakby tylko jemu na tym slubie zalezalo i jakby to
        prawie na mnie wymuszal, co go bardzo sfrustrowalo. do tego pewien piatek
        rano i awantura zaczeta przez niego, a ze oboje nerwy mielismy napiete,
        to dalej juz poszlo samo. nie tyle zupa byla za slona, co pewna
        lazienkowa podloga niemal okazala sie za brudna. opanowal sie facet
        naprawde w ostatniej chwili, ale mi nerwy puscily i stwierdzilam, ze
        starczy mi tego wszystkiego i chce z tym skonczyc. wiec oficjalnie to ja
        zerwalam. przed ta klotnia mialam wrazenie, ze jemu juz nie zalezy. po
        tym majowym weekendzie rozmawialismy troche, ale gorzka byla to rozmowa,
        same zastrzezenia co do mnie, myslalam sobie, ze malo, ze juz nie kocha,
        to wyglada na to, ze nawet mnie nie lubi. klotnia w piatek rano byla dla
        mnie ostatnia kropla. zerwanie jako rezultat silnych emocji i myslenia: w
        koncu trzeba zachowac te resztki godnosci.

        jakis czas po zerwaniu wyjechal na pare dni odwiedzic rodzine. po jego
        powrocie mielismy jedna powazna rozmowe. padly tam takie stwierdzenia,
        jak to ze bylam kobieta jego zycia, nigdy nikogo nie kochal tak jak mnie
        nawet jesli nie umial tego okazac itp. podczas wizyty u rodziny nikomu
        nie powiedzial, ze zerwalismy, bo mial nadzieje, ze jakos to sie da
        skleic po powrocie. tymczasem ja - wg niego - przestalam nosic
        pierscionek zareczynowy i zupelnie go ignorowalam, wiec dal sobie spokoj.

        na drugi dzien po tej powaznej rozmowie zaproponowal wspolne wyjscie do
        kina i obiad, bo to lepsze niz siedzenie w domu i placz. zapytalam w
        jakim charakterze: dwojga bylych, jako przyjaciele - jako kto? on mi na
        to, czy to ma znaczenie. odparlam, ze tak, bo jako ex i exowa nie chce
        nigdzie isc razem. a on - a to przepraszam, ze proponowalem, wycofuje, to
        sie juz nie powtorzy. niestety po prostu sie rozplakalam i stwierdzilam,
        ze myslalam, ze ta jego propozycja cos znaczy, a byla to zwykla litosc
        (siedzi sierota sama w pokoju i placze), ze ja nie litosci od niego
        chcialam i zeby sie tak moimi uczuciami nie bawil, bo ja tego nie zniose.
        i to tyle jak na razie. bez zmian sad .

        wiem, ze dlugi mi ten post wyszedl, ale nie umialam zwiezlej tego opisac
        bez wypaczania calosci.
        • podroznie Brel 12.08.10, 07:06
          Może jest tak że już wsiąknęłas w obecny kraj
          i nie musisz wszystko wywracać do góry nogami i od razu wracać
          do kraju. Po prostu zmienić tylko miejsce.

          Pomyśl, gdzie finansowo masz większe szanse stabilizacji po odejsciu.

          Co do rozważań emocjonalnych w Twoim poście, czytając mam widok
          Breloczka jakiegoś podstarzałego cudzoziemca,
          co to właśnie zdobywa się na samodzielność, wybacz.

          Jeszcze są wakacje; pomyśl, czego tak naprawdę chcesz.
          Lepiej się wyprowadzić teraz, niż robić to w jesiennej aurze.

          pozdrawiam

          • brel_grl Re: Brel 12.08.10, 16:03
            Dziekuje za dobre slowo.

            Na pewno wroslam juz w ten kraj, bo mieszkam tutaj i pracuje juz
            ponad 5 lat. Nie bedzie mi latwo stad wyjechac, zycie jest latwe
            (przynajmniej w porownaniu do tego, co bywa w Polsce), ale jedyna
            przyczyna mojego wyjazdu z Polski byl moj byly partner. W Polsce
            bedzie mi teraz trudniej jesli chodzi o prace, chociaz mysle, ze
            sobie rade dam, bo rozne rzeczy w zyciu robilam, jestem
            wyksztalcona, znam jezyki no i mam doswiadczenie. Moja motywacja do
            powrotu jest przede wszytkim to, ze bede miec znowu prawie codzienny
            kontakt z rodzina i przyjaciolmi, a ludzie sa dla mnie najwazniejsi.

            Na razie musze tu zostac, bo likwidacja/sprzedaz firmy zajmie
            przynajmniej jeszcze pare miesiecy, nie mam wiec wyjscia. Poki co
            mam rozmaite zobowiazania finansowe i prawne, ktore mnie tu trzymaja.

            Co do bylego... Nie do konca zrozumialam, o co Ci chodzilo. Mozesz
            rozwinac to, co napisalas/es?

            Nawiasem mowiac, dopiero po jakims czasie od napisania pierwszego
            posta, zorientowalam sie, ze moze nie jest to odpowiednie forum, bo
            my malzenstwem nigdy nie bylismy, dzieci tez nie mamy. Mam nadzieje,
            ze nikt nie pomyslal: z czym do ludzi? W porownaniu do historii
            innych uczestnikow forum, moja sytuacja to pikus, nie bylo
            alkoholizmu, bicia, zdrad, do tego dzieci nie mamy, wiec nie
            powinnam sie nad soba uzalac. Tyle, ze dla mnie nasz zwiazek byl jak
            malzenstwo, a ja tkwie w samym srodku sytuacji i nie jest mi wesolo.
            A pocieszanie sie tym, ze inni maja o wiele gorzej, choc prawdziwe,
            jest dosc, hmmm..., specyficzna forma pocieszania.
            • podroznie Brel 12.08.10, 18:55
              Ot, po prostu gra pierwszych skojarzen po przeczytaniu.
              Bez sensu rozwijac i wciagac w jalowe rozwazania o
              Twoich motywacjach, Twojego partnera.

              Moderatorka tego forum bez slubu sie rozeszla z partnerem,
              czuj sie wiec i Ty tutaj swobodnie.

              Po prostu pomysl ze jeszcze kwarta wakacji, taki darowany
              czas na przemyslenie swoich spraw.

              pozdrawiam

    • esteraj Re: ponoc co mnie nie zabije to mnie wzmocni... 13.08.10, 14:43
      Wydaje mi się, że chcecie tego samego, tylko w inny sposób. Patrzycie w tym
      samym kierunku i widzicie coś innego. Przecież on wyraźnie Ci powiedział, że
      jesteś i byłaś dla niego najważniejszą kobietą w jego życiu, nie powiedział
      przecież o Waszym rozstaniu, ciągle mając nadzieję. Ty widać też nadal go
      kochasz. Nie potraficie tylko się w siebie wsłuchać stawiając ciągle swoje JA na
      pierwszym miejscu.
      Dwóch egoistów, z czego większą egoistką zdajesz się być TY. Duma, honor i
      godność nie pozwalają Ci się przełamać. Chyba nie tędy droga.
      • brel_grl Re: ponoc co mnie nie zabije to mnie wzmocni... 13.08.10, 16:46
        Dziekuje za wypowiedz, chociaz nie do konca sie z Toba zgadzam.
        Tak dla scislosci (choc trzeba brac pod uwage, ze rozmowa sie
        odbywala w innym jezyku), to moj byly mowiac o naszym zwiazku caly
        czas uzywal czasu przeszlego. Jesli "bylam" i "kochal", to nie
        znaczy, ze dalej jestem i kocha. Poza tym, milosc w sferze
        deklaratywnej to nie to samo, co milosc wyrazana czynem. Jest takie
        powiedzenie, ze czyny mowia glosniej niz slowa. Jesli ktos ci sklada
        piekne deklaracje, a na codzien czynem pokazuje, ze ta milosc gdzies
        sie chyba rozmyla po drodze, to mozna zaczac watpic w te deklaracje.

        Nie stawialabym znaku rownosci miedzy duma i honorem a egoizmem. Moj
        ex juz kiedys ze mna zerwal - co prawda w gniewie, bo jest
        cholerykiem, ale tak czy inaczej zerwal, i to w okolicznosciach, w
        ktorych raczej oczekuje sie od partnera wsparcia szczegolnego. A ja
        i tak zostalam, chociaz z duma to nie mialo przeciez nic wspolnego.
        Bo wierzylam jeszcze, ze mnie kocha i bardzo chcialam w to wierzyc,
        mimo rozmaitych sytuacji, ktore wskazywalyby na to, ze moze jednak
        nie. A teraz juz chyba po prostu nie wierze. Trzeba w koncu spojrzec
        prawdzie w oczy, niezaleznie od tego, jak brzydka i niewygodna dla
        nas ona bedzie.
    • esteraj Re: ponoc co mnie nie zabije to mnie wzmocni... 13.08.10, 20:57
      Ciągle miotają Wami emocje i brak porozumienia.Przybieracie różne pozy,
      odgrywacie różne role, po to tylko by w jakikolwiek sposób wpłynąć na siebie i
      zmienić drugiego. Jeżeli mówicie do siebie, to mówcie o sobie i nie
      dopowiadajcie słów niewypowiedzianych przez partnera/kę. Ty nie jesteś nim, a on
      Tobą. Pozwólcie sobie na szczere wyznanie Waszych uczuć. Nie wciskaj mu słów,
      których nie powiedział, twierdząc, że lepiej wiesz co on czuje.
      Ta ciągła niepewność jest dla Was niszcząca.

      Nie wiem, co więcej powiedzieć, bo lepiej siebie znacie. Dobrze byłoby określać
      jasne zasady Waszego związku. Postarajcie się odrzucać emocje, bo one są złymi
      doradcami.
      • esteraj Re: ponoc co mnie nie zabije to mnie wzmocni... 13.08.10, 21:02
        Piszesz, że czyny bardziej przemawiają niż słowa. To nie prawda i Ty o tym
        dobrze wiesz. Przecież rezygnujesz z pracy i wyjeżdżasz do Polski, choć tego nie
        chcesz. Chcesz z nim przebywać, a uciekasz... Chcesz spędzić z nim romantyczny
        wieczór, a wypowiadasz przykre słowa i wszystko psujesz...
        Bądź wreszcie prawdziwa i nie graj na jego uczuciach. Może on wtedy też będzie
        mógł się przed Tobą otworzyć...
        • brel_grl Pytanie 13.08.10, 23:16
          Pozwol, ze zapytam w takim razie: czy uwazasz, ze nalezy byc z kims w
          zwiazku niezaleznie od wszystkiego, od tego, co sie w nim dzieje?
          niezaleznie od tego, ze oboje sie miotacie, ze sa klotnie, ze jest coraz
          gorzej, ze od ciaglego stresu siada ci kompletnie zdrowie?

          Rodzice wychowywali mnie w wierze, ze ludzie i relacje miedzy nimi naleza
          do najwazniejszych rzeczy w zyciu, ze liczy sie przede wszystkim milosc i
          przyjazn. Obawiam sie, ze na wlasnym przykladzie ucze sie, ze moze sama
          milosc nie zawsze wystarcza, ze potrzebna jest jeszcze wola i chec do
          budowania i cementowania tego zwiazku i oprocz kochania dobrze jeszcze jest
          przynajmniej lubic osobe, z ktora sie jest.

          Nasz zwiazek byl romantyczny, burzliwy i bardzo intensywny, a bylismy ze
          soba ok. 10lat. ALE zawsze mialam wrazenie, ze to ja bylam ta bardziej
          zaangazowana niz on. Po jakims czasie wykielkowalo we mnie poczucie
          odrzucenia i z czasem sie nasilalo. Dlaczego? Podam Ci przyklad. Po naszym
          zerwaniu moj partner stwierdzil, ze wykorzysta okazje i pojedzie do swojego
          kraju odwiedzic rodzine, a przy okazji zacznie sobie tam zony szukac (Dla
          wyjasnienia - zegar biologiczny tyka mu bardziej niz niejednej kobiecie i
          bardzo chce miec dziecko, uwaza ze sie starzeje i to ostatni moment).
          Zazyczyl sobie, zebym sie wyprowadzila najszybciej jak sie da. Stwierdzil,
          ze nie wie, kiedy wroci i zostawil wszystko na mojej glowie (firma).
          Powiedz mi, bedac na moim miejscu - z krwawiacym sercem, ale nie zaczelabys
          sie szykowac do powrotu do Polski? A po powrocie, w trakcie powaznej
          rozmowy mowi mi, ze mial nadzieje, ze sie jeszcze zejdziemy. Mialam to
          wywnioskowac z jego zachowania przed wyjazdem, kiedy to nawet 'czesc' mi
          nie mowil, czy z tego tekstu o nowej zonie?
          • tully.makker Re: Pytanie 14.08.10, 05:37
            idzcie na terapie. Naprawde warto w waszej sytuacji.
            Dziecinniscie oboje. Kryzysy, klotnie, konflikty sa normalna zescia
            bycia w zwiazku.
          • esteraj Re: Pytanie 14.08.10, 12:02
            Odpowiadam na podstawie dostarczonych przez Ciebie informacji.

            czy uwazasz, ze nalezy byc z kims w
            > zwiazku niezaleznie od wszystkiego, od tego, co sie w nim dzieje?
            > niezaleznie od tego, ze oboje sie miotacie, ze sa klotnie, ze jest coraz
            > gorzej, ze od ciaglego stresu siada ci kompletnie zdrowie?

            Jeżeli zaszło to tak daleko, że więcej jest nieporozumień, że tylko się ze sobą
            męczycie, to nie ma to sensu.
            Ważne jest wyznaczenie sobie priorytetów.
            Chcieliście tego samego, tylko w inny sposób. Każde z Was chciało przeforsować
            swoje racje, i przestaliście siebie nawzajem słuchać. Trudno było Wam osiągnąć
            kompromis. To co Was łączyło to przywiązanie i nadzieja, że coś się zmieni.
            Musisz jasno określić czy liczy się dla Ciebie On jako On, czy święty spokój,
            poczucie bezpieczeństwa i akceptacji.
            Jeśli on nie może Ci tego dać, to warto dać sobie spokój.
    • ekscytujacemaleliterki Re: ponoc co mnie nie zabije to mnie wzmocni... 14.08.10, 12:23
      Nie "ponoć" tylko naprawdę smile
      Czuj się tutaj jak u siebie, skoro ja "nie ślubna" się tak czuję smile, jak to
      napisała/napisał Podroznie.

      Wiesz, lubię kredo tego forum.
      Należy się rozejść kiedy zniknie ostatni powód do bycia razem.

      A boli zawsze, czy masz kościelne czy urzędowe potwierdzenie związku czy też nie.

      Pozdrawiam
      • maheda Oj, litery, nie zgadzam się... 14.08.10, 21:39
        Niejednokrotnie to, co nas nie zabiło, zostawia nas z przetrąconym kręgosłupem
        czy innym kalectwem.
        • ekscytujacemaleliterki Re: Oj, litery, nie zgadzam się... 14.08.10, 22:25
          Mi to mówisz?
          Co nie zmienia faktu, że "dychasz"...mimo wszystko.
          • maheda Re: Oj, litery, nie zgadzam się... 15.08.10, 21:05
            Owszem, dycham smile

            Ale nie zmienia to faktu, że jestem kaleką, zamiast osobą wzmocnioną. Mocniejsza
            i sprawniejsza byłam przed tym, co mnie nie zabiło.

            Nie narzekam, coby nie było. Cieszę się tym, co jest, i umiem czerpać
            przyjemności z życia również w takiej formie smile
            Niemniej jednak nie zgadzam się z Twoim stwierdzeniem, że co nie zabije, to
            wzmocni, bo niestety, nie zawsze się to sprawdza.
            • ekscytujacemaleliterki Re: Oj, litery, nie zgadzam się... 15.08.10, 21:58
              Nie oszukuj, Ty się nawet uśmiechasz! smile
              Widzisz Maheda, ilu ludzi tyle doświadczeń, przeżyć, odczuć.

              Mnie moja wywrotka życiowa wzmocniła, mimo wybitych jedynek wink

              A i myślę, że mówisz o zupełnie innej sytuacji niż autorka wątku, której
              rozsypał się związek.
    • brel_grl psycholog 14.08.10, 23:34
      Dzieki wszystkim za wypowiedzi. Na razie staram sie wyjsc ze stanu tego
      rozedrgania emocjonalnego, w ktorym jestem. Wymyslilam sobie, ze pojde do
      psychologa, moze pomoze mi uporzadkowac moje zycie. Znajomi tutejsi
      chodzili, ubezpieczenie pokryje prawie w calosci - to dobrze, bo to droga
      impreza jest, a z pieniedzmi krucho. Niezaleznie od tego, co bedzie, nie
      chce skonczyc z 'przetraconym kregoslupem'.

      Dzis pierwszy dzien bez placzu. Az mi dziwnie z tego powodu. Jestem
      podejrzliwa. Na poczatku zaraz po zerwaniu bylam w takim szoku, ze prawie
      mnie to nie ruszylo, zaczelam robic plany na przyszlosc i tyle. Pare dni
      pozniej tak mnie dopadlo, ze do dalej sie nie moge pozbierac. Za kazdym
      razem, kiedy czuje sie ciut lepiej, boje sie, ze to tylko zmylka.

      Spotkalam dzis bylego przy robieniu obiadu. Mieszkamy w jednym domu,
      podzielilismy sie przestrzenia tak, ze mi przypadla gora, jemu dol (lacznie
      z kuchnia). Jedyne co mial mi do powiedzenia, to sarkastyczne zapytanie czy
      skoro juz sie wzielam za sprzatanie lazienki, to czy to za trudno umyc
      takze podloge. Nawiasem mowiac, nie skonczylam jeszcze sprzatania tej
      nieszczesnej lazienki, zeszlam na dol po to, by nastawic sobie warzywa na
      obiad i chwycic mopa ze skladziku przy kuchni. Od razu stres taki, ze siadl
      mi kregoslup, okolice krzyza kamnienieja i nie moge sie normalnie ruszac.
      Wiem, ze powyzej opisana scena to zadna tragedia. Po prostu boli mnie to,
      ze jedyny kontakt jaki mamy, pomijajac sprawy zawodowe, polega na wsadzaniu
      mi szpil, ze taki jest jego stosunek do mnie, niechetny, agresywny, tak
      jakby szukal okazji do wszczecia klotni.
    • psychoanalityk_freud Re: ponoc co mnie nie zabije to mnie wzmocni... 08.03.17, 11:44
      Psychiatra i szpital psychiatryczny,
      to nie miejsca dla Ciebie!

      Leki nie leczą zaburzeń psychicznych,
      a jedynie wygaszają objawy,
      które i tak prędzej czy później powrócą.

      Leczenie psychologiczne ma miejsce tylko
      i wyłącznie wtedy, kiedy dochodzi się do
      nieświadomych, wypartych przyczyn zaburzeń.

      Takie leczenie oferuje tylko psychoanaliza.

      Czas rozpocząć pracę nad sobą!

      .....................
      Zapraszam serdecznie!

      Najtańsza* konsultacja psychologiczna i sesja psychoterapeutyczna!
      Pomoc psychologiczna powinna być dostępna dla każdego bez względu na status materialny!

      25 min / 20,00 zł
      55 min / 40,00 zł

      .....................
      *Promocja ograniczona w czasie.

      www.konsultexpert.pl/expert/DamianD.Brela-1088?ref_id=1141&code=281b1435447a7d34fe60bd14470712
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka