Małżeństwo sie skończylo, życie toczy sie dalej. I juz inaczej jest. Wydawalao by się, ze -kiedy rany sie zagoją- jednym z rozwiązań jest kolejna relacja.
I tak sobie myśle, bo mnie nurtuje- jakość każdego przemijającego dnia.
Ja niestety funkcjonuje często jak maszyna- nie mam pomocy ex przy dzieciach, wyjechal bardzo daleko, wiec obowiązki spadły na mnie wszystkie juz całkiem. Bywam tak zmeczona, ze wieczorem padam. Weekendy staram się spedzac z dziecmi jakoś fajnie, choc nie zawsze mi wychodzi.
Jestem zadbana, dokształcam sie, pisze swoja kolejną książkę, ale gdzies w glebi duszy czuję, że jakaś część mnie zamarła. W tym całym biegu, pośpiechu, bo nie dam rady inaczej, żeby zdążyć ze wszystkim- zgubiłam coś ważnego.
Nie mam żadnego mężczyzny obok siebie, wiec nie mam relacji, w której "czułabym sie spełniona". A skoro jestem singlem, to jakość mojego życia musi być "gorsza"?
Jak wy sie czujecie, jak Wy odbieracie swoje życie?
Zapraszam do rozmowy