Dodaj do ulubionych

Jakość życia - porozmawiajmy :)

18.12.10, 10:30
Małżeństwo sie skończylo, życie toczy sie dalej. I juz inaczej jest. Wydawalao by się, ze -kiedy rany sie zagoją- jednym z rozwiązań jest kolejna relacja.
I tak sobie myśle, bo mnie nurtuje- jakość każdego przemijającego dnia.
Ja niestety funkcjonuje często jak maszyna- nie mam pomocy ex przy dzieciach, wyjechal bardzo daleko, wiec obowiązki spadły na mnie wszystkie juz całkiem. Bywam tak zmeczona, ze wieczorem padam. Weekendy staram się spedzac z dziecmi jakoś fajnie, choc nie zawsze mi wychodzi.
Jestem zadbana, dokształcam sie, pisze swoja kolejną książkę, ale gdzies w glebi duszy czuję, że jakaś część mnie zamarła. W tym całym biegu, pośpiechu, bo nie dam rady inaczej, żeby zdążyć ze wszystkim- zgubiłam coś ważnego.
Nie mam żadnego mężczyzny obok siebie, wiec nie mam relacji, w której "czułabym sie spełniona". A skoro jestem singlem, to jakość mojego życia musi być "gorsza"?
Jak wy sie czujecie, jak Wy odbieracie swoje życie?
Zapraszam do rozmowy smile
Obserwuj wątek
    • rarely tez jestem zadbany 18.12.10, 11:05

      smilepozdrówka
    • z_mazur Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 18.12.10, 11:40
      No właśnie, sama piszesz, że JEDNYM z rozwiązań jest kolejna relacja, a skoro jednym, to nie jedynym.

      Po rozwodzie niespecjalnie wyobrażałem sobie bycie samemu, przerażała mnie ta perspektywa i ten strach popychał mnie do rozpaczliwych trochę prób "bycia z kimś".

      Ta rozpaczliwość powodowała, że pakowałem się w różne dziwne relacje, z osobami, które, patrząc z perspektywy, mówiąc delikatnie, nie były właściwe.

      Po tym okresie przyszło takie uspokojenie. Zacząłem się coraz lepiej czuć sam ze sobą i nawet czerpać satysfakcję z tej niezależności i samodzielności. Życie singla ma swoje niepodważalne uroki. Niezależność i samostanowienie potrafią wręcz nakręcać człowieka.

      Dzięki temu odkryłem, że nie potrzebuję drugiej osoby, żeby czuć się szczęśliwy. Znalazłem sobie pasję, która mnie pochłania i jest dla mnie ważna. Na tyle ważna, że wydawało mi się, że nie ma w moim życiu miejsca na drugą osobę i tą pasję.

      Po kilkunastu latach związku i późniejszym trochę rozpaczliwym miotaniu się, przyszedł okres, w którym poczułem się sam ze sobą dobrze i z czystym sumieniem mogłem mówić, że czuję się szczęśliwy. Zresztą zauważali to otaczający mnie ludzie.

      Od paru miesięcy sytuacja uległa zmianie, o tyle że pojawił się Ktoś. Mimo, że wydawało mi się, że nie ma dla tego Kogoś miejsca, mimo, że nie szukałem, a wręcz przeciwnie w ogóle nie odczuwałem potrzeby poszukiwań.

      Jest inaczej, nie powiem, że lepiej, ale na pewno nie gorzej, w każdym razie cieszę się tym, jednocześnie zdając sobie sprawę, że niezależnie czy to będzie trwało, czy nie, to i tak mogę być szczęśliwy.
      • kalpa Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 18.12.10, 12:02
        Fajnie to napisałes smile
        tak optymistycznie smile
        dzięki smile
      • ankiepankie Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 31.12.10, 13:59
        Ja jestem na etapie wycofania. Moglabym miec intensywne zycie towarzyskie, przyjaciol i znajomych mam wielu. Moglabym probowac kogos szukac. Ale nie moge, nie chce. Rozumiem teraz co niektorzy maja na mysli mowiac po zerwaniu: nie jestem jeszcze gotowa (y). Mysle, ze teraz nikt nie jest w stanie mnie zainteresowac, a sama w tym momencie mam niewiele do zaoferowania drugiej osobie.
        Owszem, sa momenty, ze chcialoby sie do kogos przytulic, o seksie nie wspomne, ale nic na sile. Na razie ucze sie zycia na wlasny rachunek, po byciu w parze praktycznie od 17 roku zycia. Pierwszy partner byl ze mna do 24 roku zycia, drugi od 25-go do 39 wink. Nie bylo kiedy nauczyc sie bycia tylko dla siebie ze wszystkimi tego konsekwencjami. W sumie to juz sie nie boje, raczej ciekawi mnie co zycie moze przyniesc. Uczucie, ktorego nie mialam przez ostatnie lata malzenstwa, wszystko bylo oczywiste, ale w pewnym sensie beznadziejne i bezsensowne.
        Bycie singlem moze byc rowniez fajne. Mam hobby i nie narzekam na nude. A jest jeszcze tyle do zobaczenia, przeczytania, doswiadczenia. Mam dwoje wspanialych dzieci. Podobno nie mozna oczekiwac od zycia wszystkiego. Pewne rzeczy mamy, innych nie.
    • tesknotazabija Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 18.12.10, 13:55
      Fajny temat. Zastanowiłam się chwilę nad swoim zyciem i powiem tak: teraz kiedy zostałam sama z malutkim dzieckiem mogę powiedzieć, że jakość mojego życia się nie zmieniła, ale na pewno jest mi trudniej. Staram się żyć tak jak wcześniej, z tą różnicą, że teraz zawsze towarzyszy mi mój mały synek. Oczywiscie, ze sa rzeczy ktore robilam wczesniej i teraz nie moge sobie na nie pozwolic, ale nie są związane z tym, że zostałam sama, tylko z faktem, że zostałam matką.
      O jakiejkolwiek relacji z nowym mężczyzną nawet nie myślę.

      Tak sobie jeszcze mysle, ze mezczyzna po rozwodzie ma duzo wiecej mozliwosci poukladania sobie zycia niz kobieta, ktora zostaje z dzieckiem czy dziecmi i nie mysle tutaj tylko o nawiazywaniu relacji z plcia przeciwna. Moze oddac sie swojej pasji bez zadnych ograniczen tak jak napisal tu ktos powyzej. Zyje dla siebie, nie ma zadnych ograniczen. Widuje sie z dzieckiem od czasu do czasu albo wcale, placi alimenty albo nie. Ja wiem, ze zaraz tu na mnie pewnie naskocza panowie, ale w wiekszosci sytuacji tak jest niestety.

      Wracając do mojego życia to wierzę, że czeka mnie jeszcze mnóstwo radosnych chwil i to niekoniecznie mam na myśli relacje damsko-męskie. Mój synek troszkę podrośnie, wierzę, że będę mogła razem z nim realizować pasję jaką są podróże, zwłaszcza te daaalekiesmile Na chwilę obecną czuję się prawdziwą kobietą, dobrą i odpowiedzialną matką. Nic we mnie nie zamarło. Nie udało się mojemu męzowi zabić we mnie kobiecości, chociaż bardzo tego chciałsmile

      życzę wszystkiego dobregosmile
      • noname2002 Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 18.12.10, 16:27
        Też od czasu do czasu nad czymś takim myślę. Najpierw bałam się samotności i trochę na siłę usiłowałam kogoś znaleźć z czego nic nie wyszło i w perspektywie czasu się z tego cieszę.
        Okazało się, że sama też mogę być szczęśliwa i potrafię sobie świetnie radzić.
        Ale mimo tego, że jestem szczęśliwa i ciężko byłoby mi kogoś "wcisnąć" w moje życie, to jednak jednak czegoś brak.
      • brynoll Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 01:24
        Masz dużo racji w tym co piszesz, jeżeli tylko weźmiesz pod uwagę "wolność", w naszym społeczeństwie "wolny" facet ma większe szanse na związanie się np. z bezdzietną panienką, niż wy z kawalerem, ale nie zapominaj, że to ty masz przy sobie kogoś najbliższego swojemu sercu, kogoś komu kreujesz świat, jesteś głównym twórcą jego przyszłości, a to chyba największa pasja jaką można mieć w życiu. Dodatkowo, gdy spotkasz kogoś, kto zaakceptuje i pokocha nie tylko ciebie, ale i twoje dziecko, będzie to człowiek naprawdę wartościowy, a tacy się zdarzają smile
        Ja jestem po rozwodzie, dzieci własnych nie miałem i jestem z rozwódką, która ma dwójkę dzieci, które kocham i jestem bardzo z nimi związany. Nie wyobrażam sobie bez nich życia.
        Więc nie zamykaj tak do końca tych drzwi, bo jeżeli czujesz się kobieco, to prędzej czy później ktoś się o ciebie upomni smile
        Pozdrawiam
        • tesknotazabija Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 22:24
          Brynoll, dziękuję za Twoje słowa. Chcę wierzyć, że kiedyś faktycznie na mojej drodze stanie człowiek, który pokocha mnie i mojego syna. Teraz o tym nie myślę i chyba nawet nie tęsknię, może za wcześnie na to.
          Czuję, że potrzebuje teraz czasu tylko dla siebie i mojego dziecka i to nie dlatego, że ja byłam nieszczęsliwa w małżeństwie i chcę teraz odetchnąć, wyrwać się z klatki. Wręcz przeciwnie - byłam przez 8 lat bardzo szczęśliwą żoną, kobietą i może dlatego tak trudno było mi się pogodzić z tym, że ta moja bajka po prostu się skończyła, na dodatek w sposób bardzo upokarzający.
          Serdecznie pozdrawiam,

    • mayenna Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 18.12.10, 15:59
      Chyba jestem jeszcze pomiędzy oboma światami. Bywa mi dobrze samej - pod warunkiem, ze nie ma na horyzoncie żadnych świąt - ale wiem, ze do samotności to ja się nie nadaję. Mam ogromną potrzebę dzielenia się wszystkim, emocjami, przeżyciami, myślami z drugą osobą.
      Na wszystko chyba przychodzi czas.
    • mola1971 Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 18.12.10, 17:02
      Bardzo fajny temat smile
      W trakcie rozwodu i zaraz po nim nie wpadłam w często spotykany w takich okolicznościach wir romansów bo był przy mnie ktoś. Ktoś, z kim wiedziałam, że nie będę (z wielu względów), ale ten ktoś dał mi wiele wiary i siły dzięki czemu udało mi się wyrwać z mojego chorego małżeństwa. Pokazał mi inny świat, którego wcześniej nie znałam. I za to zawsze będę mu wdzięczna bo gdyby nie ta relacja zapewne do dziś tkwiłabym w moim chorym małżeństwie.

      Potem pojawiły się problemy ze zdrowiem i nie był to dobry czas. Ani na relacje damsko -męskie, ani w ogóle na zmiany w życiu. Choroba wyczerpała mnie fizycznie i psychicznie, ale też wiele nauczyła. Przede wszystkim cenić życie.

      Jakiś czas temu, gdy wydawało mi się, że jestem kompletnie zamknięta na porywy serca w moim życiu pojawił się pewien mężczyzna... Nic z tego nie wyszło (choć nadal nie rozumiem do końca dlaczego), ale dzięki niemu w pewien sposób się otworzyłam. I dlatego w przeciwieństwie do Mazura nie uważam, że ci moi byli mężczyźni byli niewłaściwi. Jak najbardziej byli właściwi. Byli właściwi na TAMTEN czas.

      A teraz? Teraz jest mi dobrze tak jest. Wszystko ma swoje wady i zalety - i życie w związku i samotność. Grunt to dostrzegać i doceniać uroki aktualnego stanu rzeczy smile
      Na razie nie widzę w moim życiu miejsca na mężczyznę bo trójka dorastających dzieci i praca wyczerpują ze mnie siły tak, że nie mam już czasu nawet na swoją pasję. Od lutego zmieniam pracę, więc tego czasu i sił będę miała jeszcze mniej, więc o żadnym związku na razie nie myślę. Choć nie zarzekam się, że na pewno nie bo jak znam życie to gdy pojawia się ktoś tego wart to czas i siły w jakiś magiczny sposób się znajdują wink
      W każdym razie nie szukam, jestem pogodzona z obecnym stanem i doceniam uroki wolności smile
    • atilka Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 18.12.10, 17:29
      Ciekawy temat. Pewnie nie raz zastanawiamy się, jak zmieniło sie nasze życie? Przynajmniej ja się nad tym zastanawiam. Nie jest to takie jednoznaczne, ponieważ będąc w związku z ex, prowadziłam całkiem inne życie, czyli para młodych, żyjaca w luźnym związku, której zycie polega jedynie na miły spędzaniu czasu. Tak żyliśmy przez kilkanaście lat, aż do momentu kiedy zaszłam w ciąże. Ku mojemu zaskoczeniu, mój eks zostawił mnie jak zaszłam w ciąże. Teraz moje życie wygląda całkiem inaczej. A mój eks żyje jak żył, tylko z innymi kobietami. I jednego jestem pewna, że do takiego życia jak on prowadzi, a ja prowadziłam jestem już dojrzała, i nie mogłam tak dalej żyć. Teraz mam cudownego synka, który daje mi tyle miłości, ile przez całe 10 lat nie zaznałam od eksa. Ale jestem zła na siebie, bo rostanie z eks, to był najlepsze co mogło mi się w życiu przydażyć, ale nie idzie za tym nic dalej! A powinno, powinnam poznać nowych ludzi, nowych przyjaciół, wejść w nową relację, rzucić pracę, której nie lubię, podróżować tak jak zawsze chciałam. A ja stoje w miejscu, bojąc sie podjąc ryzyka, i przytłoczona chyba troche na wyrost odpowiedzialności za syna trzymając sie tego co bezpieczne, ale mnie nie uszczęsliwia. Co chciałabym zrobić? Rzucic pracę, zamieszkać i pracować za granicą, otworzyć się na ludzi, zwłaszcza mężczyzn, podróżować. A tak pracuję w firmie której nie lubię, wieczory spędzam sama w domu, i może od czasu do czasu wyjdę gdzieś ze znajomymi lub sporadycznie gdzieś wyjeżdam. Mam wrażenie, że życie ucieka mi przez palce, a ja nic z tym nie robię. Jestem wściekła sama na siebie.
    • woman-in-blue Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 18.12.10, 21:26
      Kalpa, ciekawy temat. Po rozwodzie nie umialam byc sama. To znaczy bylam sama, ale nie akceptowalam tego stanu rzeczy. Bylam przerazona, ze nie mam juz dla kogo sie poswiecac, kogo uszczesliwiac.. hehe . A powaznie, zadreczalam sie poczuciem winy w stosunku do dziecka, chociaz moj udzial w rozpadzie zwiazku byl stosunkowo niewielki. Gdyby nie to forum, nie wiem, czy nie skonczylabym w psychiatryku.. A teraz? Poczulam sie silniejsza, zaakceptowalam rzeczywistosc w ktorej sie znalazlam....wole mowic samodzielnosc niz samotnosc. Marze o podrozach, zwiedzaniu swiata.... Bedzie dobrze! I chociaz w moim wieku spotkac milosc to jak wygrac milion w totolotka, to pomarzyc zawsze mozna smile
      • mayenna Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 18.12.10, 21:38
        Miłość nie zna wiekusmile
        Obserwuje ludzi i jednak zadziwia mnie jak pragmatyzm zwycięża emocjesmile Romantycy mają pod górkę i niestety chyba są skazani na samotnośćsmile
        • woman-in-blue Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 18.12.10, 21:44
          mayenna, nie strasz! wink Fakt, ze im dluzej czlowiek zyje tym ma mniej zludzen! Zycie nauczylo mnie, ze zawsze trzeba miec plan "B". big_grin
          • mayenna Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 09:05
            Nie straszęsmile
            Myślałam raczej o pragmatyzmie mężczyzn.Czasem podejrzewam, że bardziej istotne dla nich jest bycie z kimś niż wszystko inne. Decydują się chyba na sam związek a nie na kobietę. A może to tylko awersja po rozwodowa każe mi tak źle o nich myślećsmile
            • mola1971 Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 09:52
              Mayenna, z tym to różnie bywa.
              Jeden (jak np. mój ex) łapie pierwszą z brzegu doopę tylko po to by być w jakimś związku a drugi z kolei panicznie boi się bliskości i ucieka gdzie pieprz rośnie gdy tylko pojawi się choćby lekkie drganie serca. Ale na szczęście są też normalni mężczyźni po przejściach - gotowi zaryzykować po raz drugi, chcący zbudować normalny, zdrowy związek.
              Z kobietami zresztą chyba jest podobnie.
            • brzoza1975 Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 10:01
              Kiedy się rozwodziłam nawet nie przypuszczałam , że można się związać z kimś raz jeszcze, potem przyszedł czas na bycie singlem i do tej pory wspominam ten okres w życiu z sentymentem. Ktoś na siłę próbował mnie oswoić, komuś się udało a komuś nie, ale dla mnie to nie było to, brakowało czegoś bardzo ważnego.Znowu odpuściłam związki w imię romantycznej idei przecież kiedyś się znajdziemysmile Tak też się stało to nasza 3 Wigilia razemsmile
              Każdy człowiek po rozwodzie przechodzi swoje etapy leczenia. Tak naprawdę nikt nam tej jakości życia po rozwodzie nie zapewni tylko my sami smile
    • kasper254 Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 09:57
      Wiele wątków w jednym temacie, a wszystko one - jak myślę - ogniskują się wokół tego jednego: klęski porozwodowej, która jest punktem wyjścia dla wszystkich odniesień kalpy.
      Też tak miałem i mam do dzisiaj. Pochodzę z rozbitej rodziny, wychowałem się w środowisku lumpen, stąd odejście żony były niewyobrażalnym koszmarem. Przez pierwsze lata "wychodziłem" z siebie i patrzyłem z różnych punktów widzenia - zazwyczaj z tyłu na "swoją" własną sylwetkę, idącego, zgorzkniałego, zbitego - i myślałem: "tak wygląda człowiek przegrany". Wiekszy ból rodziły nieustannie tłukące się myśli o dzieciach, wnukach - nie mających już stałego, bezpiecznego świata.
      A gdy się pozbierałem - to na nowo odkryłem to, co zgubiłem: piekno chwili i ich ucieczkę, a przede wszystkim - miłość - do bliskich, nie do siebie. Często na tym forum przewija się myśl, że najpierw trzeba pokochać siebie, a potem innych. To iluzja. Miłość siebie okrywa, jak całun, stosunek do innych.
      I zdałem sobie sprawę, że w tej mojej tragedii nic tak naprawde nie zgubiłem. Wiele poznałem i zrozumiałem, a przede wszystkim to, że nie zeszmaciłem się, a mogłem w tym, co się działo, co robiła była żona i moi biologiczni synowie. Głowę miałem uniesioną wysoką - jak teraz to widzę - chociaż wypełniona bez reszty łzami. Przez pierwsze lata moja była żona dawała mi zrozumienia, jak świetnie się czuje, była zadbana, wymalowana, wyondulowana. Teraz jest obrazem nieszczęścia - a zaczęło się to, gdy zobaczyła, że się pozbierałem, że żyję, bo miałem umrzeć, że mam spokojny, zadbany, radosny dom. Ona już nie ma nic - nawet dzieci - co oczywiście nie daje mi satysfakcji.
      To moja jakość życia - codzienność, które jest świętem nieustannym, pochwałą upływających chwil. Kartezjusz - celebrysta form, ciągle goniący, zawsze niespełniony, poruszający się w mirażach "idei" - gdy pytano go przed śmiercią, czy drugi raz żyłby tak samo, odpowiedział, że nie.
      • 44bromba Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 10:22
        Pięknie napisałeś smile podniosłeś mnie na duchu. Ja też to zaczynam zauważać, że mojego męża podnosi na duchu fakt, że jest mi źle, że płaczę po nim, wyglądam przez okno, że był dla mnie całym światem i bez niego jestem nikim. A jak pokazuję że jest mi dobrze, że się pozbierałam, to już traci swoje poczucie wartości i swojej ważności w moim życiu.
        Jeszcze raz sobie poczytam twój wpis smile
      • tesknotazabija Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 10:54
        Kasper, ależ cudnie ująłeś to w słowa. Dziękuję smile
        Powiem tylko, że mój mąż również wyglądał kwitnąco, gdy widział mnie zapłakaną, żebrzącą wręcz o jego uczucie, miłość, zainteresowanie. Teraz kiedy mnie widzi, że pozbierałam się dość szybko, że mam zadbany, ciepły dom, że mój synek jest wesołym, szczęśliwym dzieckiem, a ja czuję się prawdziwą, spełnioną kobietą i wreszcie matką mówi mi, że jak na mnie patrzy to chce mu się rzygać. Tylko, że na mnie to już nie działa, nie boli. Teraz to ja widzę przed sobą człowieka przegranego, sfrustrowanego, sięgającego dna...

        Serdecznie pozdrawiam,
        Tęsknota
        • noname2002 Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 12:37
          Ale to miał być wątek o jakości NASZEGO życie po rozwodzie a nie o tym komu się lepiej powodzi, nam czy eksom.
          I nie zgadzam się z Kasprem, że można kochać innych nie kochając siebie.
      • mayenna Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 12:56
        kasper254 napisał:

        > Wiele wątków w jednym temacie, a wszystko one - jak myślę - ogniskują się wokół
        > tego jednego: klęski porozwodowej, która jest punktem wyjścia dla wszystkich o
        > dniesień kalpy.
        > Też tak miałem i mam do dzisiaj. Pochodzę z rozbitej rodziny, wychowałem się w
        > środowisku lumpen, stąd odejście żony były niewyobrażalnym koszmarem. Przez pie
        > rwsze lata "wychodziłem" z siebie i patrzyłem z różnych punktów widzenia - zazw
        > yczaj z tyłu na "swoją" własną sylwetkę, idącego, zgorzkniałego, zbitego - i my
        > ślałem: "tak wygląda człowiek przegrany". Wiekszy ból rodziły nieustannie tłuką
        > ce się myśli o dzieciach, wnukach - nie mających już stałego, bezpiecznego świa
        > ta.
        >
        Doświadczam dokładnie tego samego.Pocieszające jest to że nie tylko ja tak mamsmile
        Eksowi nie życzę przegranej w życiu.Wręcz przeciwnie. Żle mu było ze mną więc niech ma lepiej.
      • xciekawax Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 21.12.10, 21:46
        a ja jestem okropna osoba widocznie, ale czulabym sie zle gdyby mojemu ex-mezowi wyszedl jego obecny zwiazek. Gdyby zyli dlugo i szczesliwie. Moze to dlatego ze jest zbyt wczesnie po tym szoku/porzuceniu/odrzuceniu. A moze dlatego ze jezeli on by byl szczesliwy w innym zwiazku to co to by mowilo o mnie? Ze ze mna nie mozna byc szczesliwym? ze unieszczesliwiam? jestem jakas taka nie do pokochania? niewarta? Ze tylko nadaje sie aby byc wykorzystana po czym porzucona?

        czasami chce aby on byl szczesliwy (ja na pewno odnajduje szczescie w swojej samotnosci), ale tez czasami chcialabym aby mial zlamane serce tak samo jak ja. Aby zaplakal, miotal sie, byl w czarnej dupie, w ktorej ja bylam. Moze wtedy mialabym jakies wynagrodzenie za szkody moralne? Nie wiem.

        Moim celem jest byc calkowicie obojetna na to co robi, z kim, gdzie... Wiem ze niektorzy uwazaja ze mozna byc przyjacielem z eksem, i my tez sobie obiecywalismy ze bylibysmy w razie czego, ale tu tez chyba zalerzy w jaki sposob druga osoba zostala potraktowana; klamstwa, upokorzenie, itd... Jak mozna byc przyjacielem z tak ochydna osoba - tego nie wiem. I tak, duzo nas dobrego laczylo, ale i z najlepszym przyjacielem czasami sie zrywa kontakty gdy zrobi nam wielkie swinstwo.
    • argentusa Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 13:34
      Jest LEPIEJ. Zdecydowanie. Od strony emocjonalnej, bo ekonomicznie - duuużo gorzej. Ale nie zamieniłabym się za nic na świecie na tamto dostatnie życie bez bliskości.
      Długo nie mogłam się pozbierać po tym, jak eks oswiadczył, że chce skończyć nasze małżeństwo. Inna rzecz, że on raczej tylko mówił, rozwiodłam nas ja wink)))). Wiedziałam, że spokojne życie i przystosowanie do nowych okolicznosci, to w moim przypadku kwestia czasu. I tak też się stało. Przez ponad 1,5 r. byłam samodzielną mamą wielodzietną i potrafię docenić zalety singlostwa - do rozwodu nie byłam NIGDY sama (włączając w to wyprowadzkę od rodziców -następnego dnia wprowadził się eks) - rozwód zaskoczył zupełnie nowymi okolicznościami. Ale potem okazało się, że jednak daję radę ze wszystkim.
      Potem, zupełnie niespodziewanie pojawił się Ktoś i znowu rewolucja w życiu. Nie mieszkamy razem, chociaż pomieszkujemy u siebie - co w przypadku mamy 3 dzieci bywa trudne do zorganizowania - ale się da.
      CZyli: u mnie zmiany na plus
      Ach, dojrzałam. Bardzoooooooo.
      I tak sobie czasem myślę: Panie Boże: nigdy więcej dwudziestu paru lat. Ależ GC byłam wink))).
      • tiresias Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 13:54
        po zakończeniu przez moją ex ponad piętnastoletniego związku dość długo lizałem rany. do samotności trzeba dorosnąć, że tak powiem. a ja całe życie jak nie z mamą to z kolejnymi kobietami mieszkałem (i nie chodzi tu o sprawy praktyczne - zawsze umiałem gotować, prać i sprzątać, a także prasować sobie koszulewink
        samotność 'to taka straszna trwoga', że zacytuje klasyka. ale można ją też polubić, niekoniecznie pokochać.
        wniosek: jak sobie ugotuję dobrą kolację i otworzę butelkę dobrego wina, to wszystko jest niby fajnie, ale smak wina i jedzenia ma taką lekką goryczkę (i nie jest to kwestia przyprawsmile)
        byłoby lepiej mieć tę kolację z kochaną kobietą.
        jednak nie za wszelką cenę.
        jestem, na swój sposób, szczęśliwy.
        pozdrawiam
        • mayenna Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 15:02
          tiresias napisał:

          > po zakończeniu przez moją ex ponad piętnastoletniego związku dość długo lizałe
          > m rany. do samotności trzeba dorosnąć, że tak powiem. a ja całe życie jak nie z
          > mamą to z kolejnymi kobietami mieszkałem (i nie chodzi tu o sprawy praktyczne
          > - zawsze umiałem gotować, prać i sprzątać, a także prasować sobie koszulewink
          > samotność 'to taka straszna trwoga', że zacytuje klasyka. ale można ją też polu
          > bić, niekoniecznie pokochać.
          > wniosek: jak sobie ugotuję dobrą kolację i otworzę butelkę dobrego wina, to wsz
          > ystko jest niby fajnie, ale smak wina i jedzenia ma taką lekką goryczkę (i nie
          > jest to kwestia przyprawsmile)
          > byłoby lepiej mieć tę kolację z kochaną kobietą.
          > jednak nie za wszelką cenę.
          > jestem, na swój sposób, szczęśliwy.
          > pozdrawiam

          Takie słowa w tej chwili są dla mnie bardzo istotne.Myślałam że ze swoimi odczuciami jestem sama, że to nienormalne co czuję bo wokół ludzie dość szybko stają na nogi po rozwodzie i albo wchodzą w nowy związek albo chwalą sobie to że są sami. Jestem pomiędzy tymi postawami i jak słusznie mówisz: nic na siłę.
          Są momenty że bywam szczęśliwasmile
          • xciekawax Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 21.12.10, 21:54
            Dokladnie. Tez czuje ze dosyc szybko moglabym znalesc "zastepce" exa, ale wlasnie nie chce nikogo takiego. Chce kogos naprwde cudownego. Wiec nic na sile.
    • crazyrabbit Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 19.12.10, 22:28
      Stawanie na nogi po rozwodzie troche jednak czasu zabierawink

      Kasper, jakkolwiek zawsze szanowalam Twoje wypowiedzi, tak zwykle sie nie zgadzalam z Twoim postrzeganiem rozwodu jako kleski i porazki zyciowej. I wciaz sie z tym nie zgadzamsmile Dla mnie bledem zyciowym bylo moje malzenstwo, rozwod - naturalna konsekwencja zyciowego bledu.

      Jakosc zycia po... hmmm... po kilku latach miotania sie, probach godzenia sie z sama soba, wpadania w mniej lub bardziej nieudane relacje, moge napisac ze warto bylo czekac smile
      Jestem teraz kobieta spelniona, szczesliwa, wyciszona... od dwoch tygodni mieszkam w naszym wlasnym mieszkaniu z ogrodem, znajomi mnie nie poznaja, bo ponoc "swietnie wygladam", oczy mi blyszcza, pyszczek sie smiejesmile
      Czekam, bo mam na Kogo czekac, mam za Kim tesknic...
      Niech tylko mi wroci bezpiecznie i calo... a to juz calkiem niedlugo...
      I musze przyznac, ze nie sadzilam, iz naucze sie jeszcze takiej cierpliwosci i opanowania... ze znajde tyle sily na czekanie i tesknote... Jest dla Kogo po prostu smile

      Inna jakos zyciasmile
      • kasper254 Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 07:37
        1.Gratuluję ci, Crazy, że jesteś spełnioną, szczęśliwą kobietą i bardzo się cieszę z tego powodu.
        2.Pozwól mi jednak patrzeć tak, jak patrzę na rozwód, jako na klęskę życiową. W założeniu ludzie zakładają rodzinę i mają obowiązek dbać o wszystkich jej członków, w tym głównie - słabszych. Rozwód niszczy łączące jej więzi, a korzyści przynosi zazwyczaj jednej z osób dorosłych. Dzieci nie mają już domu, wnukowie punktu odniesienia. Moje słowa odnoszą się do zwykłej przeciętnej rodziny, w której nie ma patologiczych zachowań. I tyle.
        Do lat 80-tych uznawano rozwód za patologię społeczną. A potem przyszedł z zachodu powiew hedonizmu, atmosfery konsumpcyjnej globalnej wioski, relatywizmu i braku jasnych granic między dobrem i złem. Liczy się "ja", a nie "my.
        3. I to nowe oznacza jakość życia. Życzę ci, Crazy, aby ta inna jakość życia towarzyszyła ci zawsze, aby twój partner chociażby nie oddał się zwiwom tym nowym powiewom. Jest duże niebezpieczeństwo, bo jakoś tak bardziej zachłystujemy się "ja " niż "my".
        • hanyszka Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 12:19
          Niech mi tylko wolno będzie zaznaczyć, że istniejący 20-30 lat temu stygmat "patologii społecznej " związanej z sytuacją rozwodu, na który się z aprobatą powołujesz, często dużo bardziej doświadczał dziecko niż sam rozwód.
          To ja już wolę dzisiejszy "hedonizm".
          uprzejmie pozdrawiam,
          urodzona w latach 70-tych ofiara patologii społecznej wink
    • plujeczka Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 08:08
      dołączę do Waszego grona i napiszę w ten sposób..
      z rozwodem nosiłam się w sercu od wielu lat poniewaz widzialam jak mój ex maz stacza się po równi pochyłej i mimo ,że toczyłam walkę o czlowiek to nieststey przegrałam bo ich było wiecej a ja tylko z dzieckiem,. Zresztą rodzina exa bardzo pomagałam exowi w piciu.Jak wiecie wyprzedzil mnie z pozewem bo postanowiłam powiedziec exowi ,że biorę rozwód.Sadziłam ,ze rozstaniemy się w zgodzie jak przystało na normalnych ludzi.Gorzko się pomyliłam.Nie będe wam opisywac co xgotowal mój ex i jego rodzina mnie i dziecku bo to koszmar ale pokazał mi z kim naprawde zyła, od wielu lat.
      Pierwsze momenty były szalenie trudne bo ex odszedł po krtjomy jak się pozniej okazalo do kochanki , pozostawiajac na z pozyczkami, debatem itp.Było bardzo cięzko ekonomicznie ale,,,,,,,,nie nalezę do słabych kobiet i tutaj ex się grubo pomylił.Za wszelką cenę starał się wraz z rodziną ykonczyć mnie fionansowo łącznie z utratą pracy ale to mu się nie udało.
      Minęło kilka lat ,stanęłam na nogi, poukładałam swoje zycie, dziecko dorosło za niespełna kilka miesięcy skończy studia i wyfrunie w swiat a ja?
      ja nie jestem już sama, od jakiegoś czasu jesyem związana z kims kto uczynił moje zycie normalnym, dziecko w pełni tego kogos zaakceptowało choć poczatki tez nie były łatwe, dzisiaj dziecko wie ,ze na tego kogos moze zawsze liczyć, miło jest popatrzec jak wspólnie się przekomarzają,
      jak fajnie jest móc zadzwonic do tego kogoś kiedy "złapie się gumę " w samochodzie.
      Jesli chodzi o nas oboje jestesmy po przejściach, mamy poczucie humoru więc w domu jest e wesoło kiedy jestesmy w trójkę, własnie szykujemy kolejne świeta wraz z moją rodziną i moimi rodzicami.Nie mieszkamy razem i choć oboje pracujemy od rana do nocy to każdą chwilę spedzamy razem.Latem sa to wyprawy nad morze, do lasu i wspólne spotkania zeznajomymi.Moja rodzina bardzo tego kogoś lubi i tak naprawdę "wgryzł" się w moją rodzinę nie widomo kiedy podbijajac serca wszystkich.
      A mój ex? coz spotkaliśmy się po 3 latach w sądzie,był co prawda czysty i zadbany ( to pewnie zasługa jego partnerki) ale wyglada na 60 lat ( sąd 3 razy pytał go o wiek) trzęsace się ręce i było widac ,że ma kłopoty ze zrozumieniem gdzie jest , widac też ,że pije nadal=widok załosny i nawet powiem ,że było mi go zal jako czlowieka.
      Przegrał swoje zycie choc być moze jest szczesliwy z nową partnerką ale stracił fantastyczną rodzine, niema kontaktu z dzieckiem, miał dom, samochód , i o nic się nie martwił.Mimo wszystko zyczę mu wszystkiego najlepszego a także tego by jednak układalo mu się w nowym związku to i nam bedzie lżej.
      Słowem zycie po rozwodzie ma inna jakośc, u mnie jest zdecydowanie lepiej i nie zamieniłabym aktualnej sytuacji na moje poprzednie zycie Dzisiaj mam szacunek, miłość, dobre słowo i pomoc w kazdej sytaucji czego i Wam wszystkim z całego serca życzę.
    • nangaparbat3 Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 09:06
      To my sami nadajemy znaczenie temu, co nas spotyka.
      Rozwód może być rodzinną klęską - a ja powiem, że nawet sukcesem, chocby dlatego, że gdybysmy się nie byli rozwiedli moja córka byłaby już zawsze jedynaczką, a tak ma brata i siostrę, których kocha, i z wzajemnością.
      Rozstając się z mężem (córka miała 8 lat) miałam najszczerszy zamiar z nikim się nie wiazać. No i bardzo łatwo było tego postanowienia dotrzymać, zresztą z najróżniejszych przyczyn wink
      Miałam w ostatnich latach parę bardzo trudnych wyzwań - przede wszystkich chorobę, a potem śmierć taty, potem moją chorobę (tu na szczęście skończyło sie jak najlepiej).
      W międzyczasie rozwinęłam się zawodowo, a że praca i to co robię równolegle półzawodowo jest moją pasją, czuję sie spełniona - bo należę do osób, które spełniają się niekoniecznie w relacji miłosnej.
      Ale też własnie teraz, trochę z głupia frant, trochę z poczucia spełnienia własnie, głównie z ciekawości - zapisałam się na portal randkowy tongue_out
      • mayenna Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 09:22
        Nanga, super! Mam nadzieję, że napiszesz jak ci na tym portalu idziesmile
        Twoje słowa pokazują że jednak relacja miłosna ma ogromne znaczenie w ocenie jakości życia po rozwodzie. Osoby w nowych związkach, jak widać, lepiej oceniają swoją sytuacjęsmile
        • maniasza Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 10:31
          mayenna napisała:

          > Nanga, super! Mam nadzieję, że napiszesz jak ci na tym portalu idziesmile
          > Twoje słowa pokazują że jednak relacja miłosna ma ogromne znaczenie w ocenie ja
          > kości życia po rozwodzie. Osoby w nowych związkach, jak widać, lepiej oceniają
          > swoją sytuacjęsmile

          Ja też, Nango, podziwiam za odwagę smile

          Co do tego, że osoby w związku lepiej oceniają swoją sytuację, to przecież to jest naturalne.
          Jak to w jednym pięknym filmie leciało: ludzie są jak wilki albo pingwiny - by żyć pełnią życia, potrzebują stada.
          I nic się w tej kwestii nie zmieniło się od wieków, jakkolwiek debilne koncepcje nie lansowałyby debilne współczesne media.
          • nangaparbat3 oj, dziewczyny 20.12.10, 17:18
            Ani nie zgadzam się z wnioskiem (bo z faktu, że mam rezerwy energetyczne na trochę flirtu, naprawdę nie wynika, że zycie poza głębokim miłosnym związkiem jest niepełne), ani nie rozumiem, czemu piszecie o odwadze. Myślicie, że tam sami psychopatyczni mordercy?
            • maniasza Re: oj, dziewczyny 21.12.10, 14:46
              nangaparbat3 napisała:

              > Ani nie zgadzam się z wnioskiem (bo z faktu, że mam rezerwy energetyczne na tro
              > chę flirtu, naprawdę nie wynika, że zycie poza głębokim miłosnym związkiem jest
              > niepełne), ani nie rozumiem, czemu piszecie o odwadze. Myślicie, że tam sami p
              > sychopatyczni mordercy?

              Siłą rzeczy nie da się, otaczając się tysiącem znajomych, nawiązać głębszej relacji z żadną z nich. Nie da się. Nie mowimy tu o flircie - który jest z natury bardzo powierzchowną relacją.
              Jesli komuś to wystarcza, to w porządku. Innym może to nie wystarczać. Wydaje się też, zauważyłam to po relacjach swoich znajomych, że człowiek przedkładający tysiąc luxnych znajomości nad jedną bliską - po prostu boi się wejść w bliską relację, boi się odkryć przed drugą osobą, boi się zbliżyć. Pytanie, dlaczego wink
              • z_mazur Re: oj, dziewczyny 21.12.10, 15:15
                No jeśli Ty kilkunastoletnią przyjaźń nazywasz luźną relacją, to ja nie mam więcej pytań.
                • maniasza Re: oj, dziewczyny 21.12.10, 15:28
                  Dobrze wiesz, że nie o takie relacje chodzi.
                  Też mam trzy znajomości trwający od kilkudziesięci- kilkunastu lat. Ale to są siłą rzeczy relacje (choć znamy się na wylot), odległe, jedna na zachodzie, jedna na wschodzie, jedna w stanach. Nie o tego typu relacje chodzi.
                  • z_mazur Re: oj, dziewczyny 21.12.10, 16:44
                    Ale wcale tak być nie musi.

                    W każdym momencie swojego życia można zbudować nowe tego typu relacje. Zawsze to jednak wymaga od nas zaangażowania, zaryzykowania odkrycia się przed drugą osobą, no i wymaga również wysiłku aby ją poznać.
                    • maniasza Re: oj, dziewczyny 21.12.10, 16:55
                      No to doszliśmy do porozumienia. smile


        • z_mazur Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 13:12
          Bez przesady z tą relacją miłosną.

          Liczą się ogólnie relacje międzyludzkie, a nie wyłącznie miłosno-erotyczne.

          Większość relacji tego typu po rozwodzie wnosiło w moje życie niepokój i rozterki, których bycie singlem mi szczędziło. Miałem i mam nadal wiele bardzo zażyłych relacji przyjacielskich i to one są właśnie gwarantem mojego dobrego samopoczucia. Bo człowiek rzeczywiście jest stworzeniem stadnym, ale bycie w stadzie wcale nie oznacza bycia w parze.

          Jeszcze parę miesięcy temu napisałbym to samo co napisałem powyżej, czyli że jestem szczęśliwy i nie odczuwałem wcale braku czegokolwiek w moim życiu.

          Szczerze mówiąc nadal jestem sceptyczny czytając o tym jak to ludziom czegoś brakuje, tylko dlatego, że nie są w związku.
          • nangaparbat3 Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 17:23
            z_mazur napisał:

            > Bez przesady z tą relacją miłosną.

            Właśnie.

            > Liczą się ogólnie relacje międzyludzkie, a nie wyłącznie miłosno-erotyczne.

            Święte słowa, rzadko wypowiadane.

            >
            > Miałem i mam nadal wiele bardzo zażyłych relacji przyjacielskich i to one są właśnie gwarantem mojego dobrego samopoczucia. Bo człowiek rzeczywiście jest stworzeniem stadnym, ale bycie w stadzie wcale nie oznacza bycia w parze.

            Zwłaszcza że to słynne szczęście w parze trwa chwilę - a potem jego jakość zależy od jakości nas samych, tej która jest taka sama i w związku, i poza nim.

            > Szczerze mówiąc nadal jestem sceptyczny czytając o tym jak to ludziom czegoś br
            > akuje, tylko dlatego, że nie są w związku.
            >
            Może tak - ja raczej powiedziałabym, że sceptycznie podchodzę do przekonania o uszczęśliwiającej i spełniającej mocy związku, w każdym razie na dłuższą metę.
          • mayenna Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 18:05
            Z_mazur, jeśli masz do kogo zadzwonić o 4 rano jak ci żle. Jak masz komu powiedzieć co ci się udało lub nie, to nie potrzebujesz relacji miłosnejsmile A to oznacza że jesteś sam ale nie samotny.Naprawdę trudno jest jak nie ma takiej osoby, jak dla nikogo nie ma znaczenia czy jesteś czy cię nie ma....

            Nanga, na portalach są normalni ludzie, ale uważaj na siebie. Jeśli ktoś od lat tam jest ma kilka tysięcy wejść i nadal szuka to dobrze się mu przyjrzeć. Jak jest nowy i ma za mało to także.
            Nastaw się na propozycje seksu i to dość obcesowe. Po prostu uważaj na siebie. Mój brat znalazł na takim portalu narzeczoną ale szukał intensywnie przeszło roksmile
            Powodzenia.
            • maniasza Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 18:21
              mayenna napisała:

              >Naprawdę trudno jest jak nie ma takiej osoby,
              > jak dla nikogo nie ma znaczenia czy jesteś czy cię nie ma....
              >


              Mayenna, duuuuuży punkt dla Ciebie. Ujęłaś mnie tym. Samo sedno.
              I mimo wszystko, kolega, czy koleżanka, czy nawet pies czy kot... o czwartej rano... to nie to samo, co bliska osoba.
              Pozdrawiam Cię!
              • mayenna Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 18:44
                maniasza napisała:

                > mayenna napisała:
                >
                > >Naprawdę trudno jest jak nie ma takiej osoby,
                > > jak dla nikogo nie ma znaczenia czy jesteś czy cię nie ma....
                > >
                >
                >
                > Mayenna, duuuuuży punkt dla Ciebie. Ujęłaś mnie tym. Samo sedno.
                > I mimo wszystko, kolega, czy koleżanka, czy nawet pies czy kot... o czwartej r
                > ano... to nie to samo, co bliska osoba.
                > Pozdrawiam Cię!


                smile
                • maniasza Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 18:53
                  www.youtube.com/watch?v=lfl-MkOAYwI
                  smile
                  Dla Ciebie.
            • z_mazur Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 18:21
              To takie trochę nierealistyczne i wyidealizowane widzenie związku dwojga ludzi.
              Myślisz, że jak będziesz mogła do kogoś o 4 nad ranem zadzwonić, to będziesz szczęśliwa?

              Mam przynajmniej kilka osób, do których mógłbym zadzwonić o takiej porze, gdyby zaszły jakieś dramatyczne okoliczności. Natomiast mój stan emocjonalny i równowaga jaką osiągnąłem, powoduje, że poza sytuacjami ekstremalnymi (pożar, wypadek samochodowy, itp.) nie odczuwam potrzeby dzwonienia do kogokolwiek o takiej porze.

              Jest co najmniej kilka osób, które dzwonią do mnie po kilkudniowym milczeniu, żeby się zapytać co u mnie słychać. Ale ja również dzwonię do nich gdy się nie odzywają kilka dni.

              Jak już pisałem, człowiek jest zwierzęciem stadnym i bliskie relacje z innymi ludźmi są potrzebne wększości z nas, ale nie przesadzajmy z przywiązywaniem tak ogromnego znaczenia do bycia w relacji miłosno-erotycznej, bo kręcimy wtedy sami na siebie bicz.

              Większość otaczających mnie ludzi, którzy są w wieloletnich związkach, wcale nie są z tego powodu jakoś specjalnie szczęśliwsi, czasem mam nawet wrażenie, że jest wręcz przeciwnie.

              Starajmy się budować wokół siebie krąg życzliwych ludzi, a związek to wtedy będzie kwestia wyboru, a nie warunek konieczny do bycia szczęśliwym.
              • maniasza Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 18:36
                Powtarzasz się. Zafiksowany jesteś na tych relacjach miłosno-erotycznych.
                Nikt tu w ogóle o tym nawet nie wspomina.
                Mówi się tylko i wyłącznie o drugim bliskim i wiernym człowieku obok.
                • z_mazur Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 18:52
                  Ja ciągle piszę ogólnie o relacjach międzyludzkich i o kręgu życzliwych ludzi.

                  A Ty i nie tylko ty piszesz o KIMŚ, bez obecności tego KOGOŚ w swoim życiu nie będziesz w pełni szczęśliwa i to ja jestem zafiksowany? smile

                  Mam kilkoro przyjaciół i kilkunastu bliskich znajomych. Mogę z nimi pogadać, spędzać czas.

                  Kilkoro z nich zadzwoniło w ostatnich dniach do mnie z pytaniem co robię w wieczór wigilijny i że jeśli nie mam planów, to mogę go spędzić z nimi.

                  O budowaniu takich relacji mówię. Bo to one właśnie najlepiej służą naszemu samopoczuciu.

                  A nie istnienie "mitycznego" KOGOŚ, kogo obecność w naszym życiu uczyni nas szczęśliwymi.
                  • maniasza Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 18:55
                    ok, Mazur, ok.
                  • zmeczona100 Świat się chyba kończy ;) 20.12.10, 19:27
                    To jest chyba pierwszy raz, kiedy mogę się bez wątpliwości podpisać pod postami mazurka w tym wątku smile
                    Dla mnie "mąz" nigdy nie był całym moim światem (z czym nie był w stanie się pogodzić); owszem, stanowił jakąs jego część. Ale pozostałą zapełniały relacje z innymi ludźmi- i to na takich zasadach, o których pisał mazurek. To miejsce po "mężu" co prawda pozostało, ale zajmuje coraz mniejsze miejsce- na korzyść relacji z innymi.

                    Nie odczuwam pustki, nudy, bo zawsze miałam i mam co robić- co mi daje satysfakcję. Tyle tylko, że moje możliwości są już na całkiem niższym poziomie uncertain

                    Gdyby jednak na mojej drodze stanął mężczyzna, spełniający moje oczekiwania, to kto wie, czy nie znalazłabym dla niego miejsca w swoim życiu. Niestety, mój szwagier nie ma brata bliźniaka, więc to raczej utopia smile
                    • mayenna Re: Świat się chyba kończy ;) 20.12.10, 19:39
                      zmeczona100 napisała:

                      >
                      > Dla mnie "mąz" nigdy nie był całym moim światem (z czym nie był w stanie się po
                      > godzić); owszem, stanowił jakąs jego część. Ale pozostałą zapełniały relacje z
                      > innymi ludźmi- i to na takich zasadach, o których pisał mazurek. To miejsce po
                      > "mężu" co prawda pozostało, ale zajmuje coraz mniejsze miejsce- na korzyść rela
                      > cji z innymi.
                      >
                      > Nie odczuwam pustki, nudy, bo zawsze miałam i mam co robić- co mi daje satysfak
                      > cję. Tyle tylko, że moje możliwości są już na całkiem niższym poziomie uncertain
                      >
                      > Gdyby jednak na mojej drodze stanął mężczyzna, spełniający moje oczekiwania, to
                      > kto wie, czy nie znalazłabym dla niego miejsca w swoim życiu. Niestety, mój sz
                      > wagier nie ma brata bliźniaka, więc to raczej utopia smile

                      Zawsze można szwagra rozwieśćsmile
                      Tu nie chodzi o to że mąz to cały świat. Relacja z mężem to zupełnie inny wymiar niż z jakimkolwiek przyjacielem. Ja także mam wokół ludzi, mam znajomych, przyjaciół ale nie ma nikogo na tyle bliskiego bym wiedziała że zawsze mogę zadzwonić bo to według mnie zarezerwowane jest dla najbliższych. Sama nie czuję się na tyle bliska nikomu by odbierać telefon o 4 ranosmile
                      >
                      >
                      • zmeczona100 Re: Świat się chyba kończy ;) 20.12.10, 19:48
                        W przyszłym roku kończę 40 lat i wraz z wiekiem jestem coraz bardziej pewna tego, że wolę przyjaźń, niż miłość, bo ta pierwsza jest przewidywalna, a w moim wieku big_grin to jest ważniejsze, niż feromony, motyle w brzuchu i cała ta przereklamowana chemia wink
                        • mola1971 Re: Świat się chyba kończy ;) 20.12.10, 19:52
                          zmeczona100 napisała:
                          > W przyszłym roku kończę 40 lat i wraz z wiekiem jestem coraz bardziej pewna teg
                          > o, że wolę przyjaźń, niż miłość, bo ta pierwsza jest przewidywalna, a w moim wi
                          > eku big_grin to jest ważniejsze, niż feromony, motyle w brzuchu i cała ta przereklamo
                          > wana chemia wink

                          Może to jest kwestia wieku bo ja też w przyszłym roku skończę 40 lat i mam dokładnie takie samo zdanie na ten temat smile
                        • z_mazur Re: Świat się chyba kończy ;) 20.12.10, 20:36
                          Nie, no nie przesadzajmy. Zakochanie się ma swój urok. Chemia, motyle, to wszystko jest super.

                          Ale warto mieć świadomość, że to wcześniej czy później mija, a przyjaźń pozostaje.

                          Jak już pisałem, w moim przypadku wszystko trwa dość krótko, chociaż dotyczy osoby, z którą znam się już jakiś czas i zdążyliśmy się wcześniej polubić. Nie zawsze jednak tak się da, bo jak to mówią starsi "miłość i sraczka uderza znienacka".

                          Nie wiem jak to się potoczy, nie nastawiam się na miłość do grobowej deski, nie roztaczam wizji, ale i nie bronię się.

                          I też niedługo kończę 40 lat... smile
                          • mayenna Re: Świat się chyba kończy ;) 20.12.10, 20:49
                            Na tym forum jest mnóstwo osób w wieku 40 - latsmile Czyżby te rozwody to kryzys połowy życia? Jestem odrobinę młodsza ale wszystko robiłam wcześniej niż rówieśnicy łącznie z zamążpójściemsmile
                        • mayenna Re: Świat się chyba kończy ;) 20.12.10, 20:46
                          zmeczona100 napisała:

                          > W przyszłym roku kończę 40 lat i wraz z wiekiem jestem coraz bardziej pewna teg
                          > o, że wolę przyjaźń, niż miłość, bo ta pierwsza jest przewidywalna, a w moim wi
                          > eku big_grin to jest ważniejsze, niż feromony, motyle w brzuchu i cała ta przereklamo
                          > wana chemia wink

                          Nie znam się na chemiismile Wiem że wiek nie ma nic do rzeczy jeśli chodzi o związki miłosne.Moje 40 - letnie znajome twierdzą że może więcej w nich pragmatyzmu i aktu woli: że z tą osobą chce się być a nie z inną, ale to chyba dobrze.
                          Przyjaźń i miłość są bardzo blisko. Tylko ja się długo zaprzyjaźniam, a te moje znajome uważają też że "w ich wieku" szkoda czasusmile
                          >
                  • mayenna Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 19:27
                    z_mazur napisał:

                    > Ja ciągle piszę ogólnie o relacjach międzyludzkich i o kręgu życzliwych ludzi.
                    >
                    > A Ty i nie tylko ty piszesz o KIMŚ, bez obecności tego KOGOŚ w swoim życiu nie
                    > będziesz w pełni szczęśliwa i to ja jestem zafiksowany? smile
                    >
                    > Mam kilkoro przyjaciół i kilkunastu bliskich znajomych. Mogę z nimi pogadać, sp
                    > ędzać czas.
                    >
                    > Kilkoro z nich zadzwoniło w ostatnich dniach do mnie z pytaniem co robię w wiec
                    > zór wigilijny i że jeśli nie mam planów, to mogę go spędzić z nimi.
                    >
                    > O budowaniu takich relacji mówię. Bo to one właśnie najlepiej służą naszemu sam
                    > opoczuciu.
                    >
                    > A nie istnienie "mitycznego" KOGOŚ, kogo obecność w naszym życiu uczyni nas szc
                    > zęśliwymi.

                    Moim zdaniem zaproszenie na Wigilię może być jedynie spełnieniem obowiązku - wszak w tę noc nikt nie powinien byc sam. Ale i tak Ci w takim razie bardzo zazdroszczę. O mnie nikt się nie martwi. Może dlatego że mam dzieci więc teoretycznie nie powinnam czuć się samotna.
                    Najbliżsi przyjaciele sa pewnie już tak mną zmęczeni że po cichu zyczą żeby sobie wreszcie chłopa znalazłasmile
                    A poważnie, to jak widać mężczyznom łatwiej samotnie - my chyba bardziej stadne jesteśmy. Mnie brakuje rodziny, bo jak Kalpa pisze, nie mam poczucia bezpieczeństwa.Dla mnie tylko więzy rodzinne lub wyjątkowa bliskość psychiczna pozwalają na telefony o 4 rano.

                    >
              • mayenna Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 18:41
                z_mazur napisał:

                > To takie trochę nierealistyczne i wyidealizowane widzenie związku dwojga ludzi.
                > Myślisz, że jak będziesz mogła do kogoś o 4 nad ranem zadzwonić, to będziesz sz
                > częśliwa?
                >
                > Mam przynajmniej kilka osób, do których mógłbym zadzwonić o takiej porze, gdyby
                > zaszły jakieś dramatyczne okoliczności. Natomiast mój stan emocjonalny i równo
                > waga jaką osiągnąłem, powoduje, że poza sytuacjami ekstremalnymi (pożar, wypade
                > k samochodowy, itp.) nie odczuwam potrzeby dzwonienia do kogokolwiek o takiej p
                > orze.

                Nie chodzi nawet o to dzwonienie, ale o to że jest ktoś obok, kto zawsze ci pomoże i jest po twojej stronie. Ja się łapię na tym że nie mam takiej osoby. Nawet jak wystąpią te przypadki o jakich mówisz to nie mam do kogo zadzwonić. Mam przyjaciół ale każde z nich ma swoje życie.
                Lubię się dzielić przeżyciami i rozmawiać o tym co czytam, oglądam, co się dzieje w moim życiu. Gdyby była taka osoba której mogę zaufać i zawsze na nią liczyć to na pewno byłabym szczęśliwsza. Nie potrafię podejmować decyzji bez "obgadania", bez obejrzenia z różnych stron.
                Mam jeszcze pewne doświadczenia, które skłoniły mnie do zastanowienia się co będzie jak będę zdana na innych? Mój brat jest po udarze i gdyby nie ta narzeczona, która jest dla niego de facto obca osobą, to teraz nie spędzałby świąt w domu ale na oddziale pielęgnacyjno - opiekuńczym w szpitalu. Dzieci nie mają czasu ani możliwości, a może i chęci by się nim zająć. Robi to nieodpłatnie obca kobieta, którą przed udarem znał półtora miesiąca.Dla mnie to jest niesamowite doświadczenie i każdemu życzę takiej relacji niemiłosnej jak oni mają..
                >
                >
    • hanyszka Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 13:24
      1 stycznia 2011 minie dokładnie rok od chwili gdy pan mąż zeznał, że się zakochał i że w związku z tym nie wie co dalej. Potem kilkanaście tygodni szarpania i prób ratowania czegoś, co do ratowania się już raczej nie nadawało.
      Dziś muszę powiedzieć, że zdecydowanie jestem kimś innym niż rok temu.
      Podobnie zupełnie inne jest dziś moje życie. Nie wiem, czy ma lepszą "jakość"- obiektywnie chyba tak, bo po rozstaniu rzuciłam się je "naprawiać" i organizować na nowo. Zrobiłam remont, zdecydowałam na korekcję wzroku (alleluja, w końcu normalnie widzę!), na prawo jazdy.
      Bywam szczęśliwa. Bywam też czasem naprawdę nieszczęsliwa i wtedy muszę sobie chlipnąć wink Ale generalnie wierzę, że będzie dobrze.
      A co to znaczy "dobrze"? Skłamałabym mówiąc, że kwestia bycia/niebycia w związku jest w tym kontekście zupełnie nieistotna. W dobrej relacji czułabym się lepiej, na pewno.
      Na chwilę obecną trudno mi jednak siebie wyobrazić w związku z kimś.
      Po dramatycznym rozstaniu i porzuceniu czlowiek ma prawo czuć się nieatrakcyjny i bezwartościowy. Bywa, ze tak się czuję. Z takim kapitałem nie ma co wchodzić w związki, bo nikt nam nie da tego, co powinnismy dać sobie samiwink
      Tak więc sporo z "poprawą jakości" jeszcze przede mną.
      Choć jestem, jak sądzę, na dobrej drodze.
      • kalpa Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 20.12.10, 19:05
        Dla mnie bycie samotną mama na emigracji jest prawdziwą konfrontacją z sama soba. I pewnie w kraju nie czułabym tego tak mocno jak tutaj, z dala od wszystkich bliskich mi osób. Ale tak wyszło. I jak się tak dobrze zastanowiłam, to wybija sie u mnie bardzo mocno jedno- brak mi poczucia bezpieczeństwa, które miałam gdy była mężatką. Zawsze był Mądry I Rozsądny Ex, o wiele lepiej radzacy sobie z życiem niż ja, wiec mialam za kogo się schowac i nie myślec o realiach. Po rozstaniu stanełam twarza w twarz z moimi niedoskonałosciami. Po prawie 1.5 roku bycia samą widzę, że ja samam musze poprawić jakość swojego życia i nikt za mnie tego nie zrobi. Teraz jestem tegop bardzo świadoma i nie mam juz złudzeń, ze "relacja z Kimś" uwolni mnie od odpowiedzialnosci za swoje życie i szczęście.
        • rarely ja bym jeszcze dodał 20.12.10, 20:18
          kalpa napisała:

          > Dla mnie bycie samotną mama na emigracji jest prawdziwą konfrontacją z sama sob
          > a. I pewnie w kraju nie czułabym tego tak mocno jak tutaj, z dala od wszystkich
          > bliskich mi osób. Ale tak wyszło. I jak się tak dobrze zastanowiłam, to wybija
          > sie u mnie bardzo mocno jedno- brak mi poczucia bezpieczeństwa, które miałam g
          > dy była mężatką. Zawsze był Mądry I Rozsądny Ex, o wiele lepiej radzacy sobie z
          > życiem niż ja, wiec mialam za kogo się schowac i nie myślec o realiach. Po roz
          > staniu stanełam twarza w twarz z moimi niedoskonałosciami. Po prawie 1.5 roku b
          > ycia samą widzę, że ja samam musze poprawić jakość swojego życia i nikt za mnie
          > tego nie zrobi. Teraz jestem tegop bardzo świadoma i nie mam juz złudzeń, ze "
          > relacja z Kimś" uwolni mnie od odpowiedzialnosci za swoje życie i szczęście.
          >

          ze jestes zadbana i sie dokształcasz

          Amen
          • kalpa Re: ja bym jeszcze dodał 20.12.10, 21:21
            Rarely, ten dopisek to sarkazm? wink wink wink
          • doma791 Re: ja bym jeszcze dodał 20.12.10, 22:10
            Fajny temat,tak Was czytam i dużo z tego czerpię.
            Moja jakoś zycia,3 m-ce po rozwodzie?Finansowo jakos tego nie odczuwam za bardzo,zyciowo tez bez zmian,bo zawsze robiłam za "głowe i szyję" w związku,trzymałam rękę na pulsie w każdej dziedzinie naszego wspolnego zycia,więc nie czuję się taką nieudaczną i niesamodzielną kobietą.Znajomych tez niby sporo,mniej lub bardziej zaufanych,ale zawsze są.Jakies tam pasje i zainteresowania tez są,więc czas wypełniony jest.
            Z eksa tez se wyleczyłam,bo nie załuje go jako faceta,nie brak mi go,ale swiadomość tego ze on sobie ulozyl juz albo uklada zycie mnie dobija.I na dodatek z dziewczyną chyba normalną,wyksztalconą,ładną i chyba ułozoną,a nie z jakąs głupiutką siksą.
            Mi zaczyna po mału samotność doskwierac,brak bliskości fizycznej drugiej osoby,brak czułości,swiadomości ze masz się z kim dzielic codziennymi sprawami,troskami.Tez sie zalogowałam na portal randkowy,powiem szczerze ze faktycznie różni ludzie tam są,ae nie mozna wszystkich od razu skreslac.Ale tak jak Was czytam,wasze doswiadczenia-to sie zaczynam zastanawiać czy nie rzucam sie niepotrzebnie w wir jakis dziwnych znajmości.
            • kasper254 Re: ja bym jeszcze dodał 20.12.10, 22:38
              1.Potrzeba na co dzień drugiego człowieka - bliskiego, serdecznego, wspierającego - ma niemalże archetypiczny charakter. Kontakty, o których pisze mazur, owszem, są potrzebne i niezbędne, ale nie wypełnią wszechobecnej pustki, która pojawi się wokół człowieka odrzuconego, często sponiewieranego, pokrzywdzonego. Są tylko protezą, nawet, gdy do jednego z przyjaciół można zadzwonić o 4 czy 5 rano.
              W myślach, przewijających się w różnych kulturach, ta potrzeba - bycia z partnerem/ką jest jednym z najważniejszych dóbr/wartości. O byciu z przyjaciółmi jest tam także mowa, ale tylko o tyle, o ile są żródłem wiedzy o świecie i w innych - bardziej obojętnych relacjach.
              2. Szukałem także partnerki na portalach i znalazłem dwie świetne dziewczyny: mądre, oczytane, wrażliwe, odpowiedzialne. Do jednej pewnie pojechałbym, bo długo mnie zapraszała, dzwoniła, ale nie miałem - wtedy - sił ruszyć się gdziekolwiek. Tyle tam wspanialych dziewczyn ( i facetów), jak na tym forum, na którym można wprost przebierać w perłach.
              • z_mazur Re: ja bym jeszcze dodał 20.12.10, 22:51
                Nie przesadzajmy. Jaką protezą?

                Nie kojarzę, żeby w jakichś kulturach specjalnie była wywyższana potrzeba bycia z partnerem/rką.

                Oczywiście jest wychwalana miłość, ale to odnosi się głównie do miłości pojmowanej jako zauroczenie i fascynacja, a ta przemija.

                Tak samo często w wielu kulturach są opiewane relacje przyjacielskie, rodzinne.

                Tak samo jak można wymieniać pary archetypicznych kochanków, tak samo można wymieniać pary przyjaciół na śmierć i życie. Nazywanie takich relacji protezami... jest (no dobra napiszę delikatnie) niepoważne. Wielu tęgich myślicieli w różnych kulturach na przestrzeni wieków, którzy mieli już za sobą okres, w którym jest się najbardziej narażonym na gwałtowne porywy serca, w swych pracach zdecydowanie przedkłada właśnie tego typu więzi nad erotyczne fascynacje.
                • crazyrabbit Re: ja bym jeszcze dodał 20.12.10, 23:11
                  z_mazur napisał:
                  >Wielu tęgich myślicieli w różny
                  > ch kulturach na przestrzeni wieków, którzy mieli już za sobą okres, w którym je
                  > st się najbardziej narażonym na gwałtowne porywy serca, w swych pracach zdecydo
                  > wanie przedkłada właśnie tego typu więzi nad erotyczne fascynacje.
                  >
                  Pewnie dlatego, ze byli juz w wieku, w ktorym o erotyzmie i cielesnych fascynacjach mogli zapomniec z powodow... nazwijmy to: fizjologicznychwink
                  • z_mazur Re: ja bym jeszcze dodał 20.12.10, 23:20
                    > Pewnie dlatego, ze byli juz w wieku, w ktorym o erotyzmie i cielesnych fascynac
                    > jach mogli zapomniec z powodow... nazwijmy to: fizjologicznych wink

                    Pewnie dlatego też, ale myślę, że przemawia przez nich zwyczajne doświadczenie życiowe.

                    Miłość, ta erotyczna, to biologiczny mechanizm, który zmusza nas do łączenia się w pary i prokreacji. Ponieważ to warunek trwania gatunku, więc i siła tego mechanizmu jest olbrzymia. smile
                    • crazyrabbit Re: ja bym jeszcze dodał 20.12.10, 23:28
                      Zapominasz o przyjazni, partnerstwie, wspolnych zainteresowaniach, wspolnych celach zyciowych, stabilizacji... nie sprowadzaj wszystkiego do erotycznych gierek, bo na pewnym etapie zycia dla doroslego czlowieka, a tym bardziej takiego "po przejsciach", motylki w brzuchu maja drugorzedne znaczenie wink
                      • z_mazur Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 00:28
                        Nie zapominam, wręcz przeciwnie, cały czas piszę o tym. Tylko, że ja wcale nie uważam, że to wszystko może nam dać tylko TA JEDNA JEDYNA OSOBA NA ŚWIECIE.

                        Ja wręcz uważam, że takie oczekiwanie jest niedorzeczne.

                        Co to znaczy wspólne cele życiowe? Cele na przestrzeni lat ewoluują i co jeśli po jakimś czasie te cele nie są już wspólne?

                        Stabilizacja? Od zapewniania sobie stabilizacji, to jestem ja sam.

                        Wspólne zainteresowania? Na codzień przeważnie obracamy się wśród ludzi, którzy mają podobne zainteresowania, przynajmniej częściowo.

                        Przyjaźń? No chyba nie muszę pisać, że można się przyjaźnić niekoniecznie tylko z jedną, jedyną osobą.
                    • mayenna Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 08:19
                      Z_mazur, mówimy o czymś innym zupełnie. Jak piszesz - z przyjaciółmi nie sypiam a o połączeniu przyjaźni i erotyzmu właśnie piszemy. Tak naprawdę nikt nie wejdzie w taka przyjacielską bliskość o której mówię bez bliskości "łóżkowej".
                      Jak chodziłam do psychologa to rozmawialiśmy sobie o potrzebach człowieka. Kochać i byc kochanym to podstawowa z nich. Potrzeba bycia z osobnikiem płci przeciwnej to nie tylko instynkt przetrwania. Przy tym ognisku w jaskini łatwiej się siedziało we dwoje. Ona ogień paliła a on polował i wracał do niego żeby się grzać. W sumie zmieniają się okoliczności zewnętrzne a my psychicznie nadal w jaskini siedzimy.

                      Ja poproszę o te przykłady pięknych przyjaźni: z literatury i kina mogą być. Tylko proszę: nie Tajemnica Brokeback Mountain.smile

                      Kasper: skoro takie perły to wybieraj. Zawsze to pewniejsze niż portal randkowy. Czytając posty można sporo się dowiedzieć o człowieku.
                      • z_mazur Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 08:56
                        No widzisz, kolejne ograniczenia, które sobie sama narzucasz.

                        W języku angielskim istnieje takie określenie "friends with benefit", które właśnie odnosi się do pewnego rodzaju relacji.

                        I te rzewne obrazki, które przytaczasz....
                        Poczytaj trochę antropologicznych książek na temat społeczności pierwotnych, mają się one nijak do obrazka który opisujesz. Jaka jaskinia, jaka para przy ognisku? W takiej jaskini żyło stado małpoludów składajace się z kilkunastu (kilkudziesięciu) osobników.

                        Polecam "Życie seksualne dzikich" Malinowskiego. Społeczeństwa prymitywne nie widziały nawet związku pomiędzy seksem a prokreacją, a związki jako takie, praktycznie w nich nie istniały.

                        Te wszystkie wizje, które tu czytam to efekt wtłaczanych nam przez współczesne media mrzonek o romantycznej miłości do grobowej deski. To wszystko powoduje właśnie kreowanie takich nieralistycznych oczekiwań.

                        A dzieła o przyjaźni. Przecież to archetypiczne.

                        Achilles i Patrokles
                        Robinson i Piętaszek
                        Trzej muszkieterowie i D'Artagnian
                        Robin Hood i jego towarzysze.
                        Król Artur i jego rycerze.

                        Amerykańskie kino jest wręcz pełne motywu szorstkiej męskiej przyjaźni, poczynając od westernów, przez różne serialowe pary detektywów, czy policjantów (klasyczna "Zabójcza broń"). Bohaterowie komiksowi później przenoszeni na ekran, również bardzo często są ukazywani w takich relacjach (Batman i Robin).

                        Charakterystyczne jest to, że jeśli w przypadku tych bohaterów dochodzi wątek miłosny w tle, to najczęściej jest on przyczyną wielu kłopotów, a związek przyjazny jest ostoją i podporą przy rozwiązywaniu tych problemów.
                        • mayenna Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 09:31
                          Rozbawiłeś mnie podejrzeniem że nie czytałam Malinowskiego. Chyba nawet pierwsze wydanie tej ksiązki czytałam - jako nieletnia , ale coś tam pamiętam.
                          Mazur, że coś takiego jak przyjaciel do łózka istnieje to ja doskonale wiem.Problem w tym że ja po prostu mogę sypiać z kimś bez przyjaźni albo przyjaźnić się bez sypiania. Marzy mi się połączenie tych dwóch funkcjismile
                          A co do przyjaźni:
                          Achilles i Patrokles: piękny przykład ale u starożytnych Greków na polu walki takie przyjażnie miały też wymiar erotyczny. Ta bliskość o której tu piszemy była im pewnie znana.
                          Robinson i Piętaszek - tu raczej relacja uczeń - mistrz, choć niektórzy i homoseksualnego związku się dopatrują.
                          Trzej muszkieterowie= jak pamiętam i tak bliżej związani byli z niejaka Milady i Konstancją Bonacieux. D'Artagnian przyprawił chyba nawet rogi jej mężowismileW każdym razie i ta przyjażń jednak kapitulowała przed związkiem erotyczno - przyjacielskim.
                          Robin Hood jak pamietam bliżej przyjaźnił się z jednym towarzyszem:Marion.
                          Król Artur i jego rycerze - przepiękny klasyczny trójkąt: Ginewra, Lancelot i Artur. Jaka to przyjaźń?smileA jak nawet to jednak i oni byli związani z płcią przeciwną.Szukali i tej relacji czyli nie byli spełnieni w męskiej relacji.Człowiek po prostu potrzebuje różnych poziomów porozumienia z innymi ludźmismile

                          Z_mazur, poleć mi coś do czytania z antropologii.



                          • z_mazur Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 10:33
                            Hmmm, Malinowski to chyba nie jest lektura obowiązkowa, nie zakładam, że czytali ją wszyscy.

                            Ale jeśli czytałaś, to powinnaś mieć świadomość, że wizja obrośniętego troglodyty odzianego w skóry, czule tulącego w jaskini przy płonącym ognisku swoją troglodytkę w równie gustownej kreacji, ma się tak do rzeczywistości, jak pięść do nosa.

                            Jak już pisałem w poprzednim poście, większość podrzuconych naprędce archetypicznych postaci, przeżywało swoje rozterki sercowe, co było przeważnie przyczynkiem do wielu kłopotów, w których przyjaźnie okazywały się niezastąpione.

                            Poza tym wątki miłosne w najstarszych wersjach tych opowieści są wątkami zupełnie pobocznymi, które dopiero w okresie romantyzmu i późniejszych zaczęły być wysuwane na pierwszy plan.

                            A w tych nowszych, do których sie odnosisz to dla przykładu, Konstancja zginęła, Milady została zamordowana przez samych muszkieterów, a ich przyjaźń jakoś to przetrwała.

                            Jak już pisałem nasza współczesna kultura ma jakieś spaczenie na punkcie miłości romantycznej (ciągnie się to od czasów romantyzmu) i karmi nas mrzonkami na ten temat, co niektórzy biorą za dobrą monetę, snując właśnie takie nierealistyczne wizje.

                            Faza miłości romantycznej trwa kilka lat (podobno maksymalnie 4), przeciętny człowiek przeżywa ją maksymalnie kilka razy w życiu (i te kilka, to raczej 2-4 razy). Czyli większość życia przeżywamy bez niej i IMHO na budowaniu jakości życia poza tą fazą należy się skupiać, a nie snuć wizje, jak to będzie pięknie gdy taka faza mi się znowu przydarzy.
                            • mayenna Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 11:08
                              z_mazur napisał:

                              > Hmmm, Malinowski to chyba nie jest lektura obowiązkowa, nie zakładam, że czytal
                              > i ją wszyscy.
                              >
                              > Ale jeśli czytałaś, to powinnaś mieć świadomość, że wizja obrośniętego troglody
                              > ty odzianego w skóry, czule tulącego w jaskini przy płonącym ognisku swoją trog
                              > lodytkę w równie gustownej kreacji, ma się tak do rzeczywistości, jak pięść do
                              > nosa.

                              Owszem, mam. A mój obraz to była metafora żeby pokazać że każdy tej bliskości z drugim człowiekiem płci przeciwnej szuka i nic mu tego nie zastąpi. Nie było to naukowe stwierdzenie.Czytałeś taką kultową antropologiczną książkę 'Biegnąca z wilkami'? Podobnie jak Malinowski to był hit smile Tam jest sporo o mitach miłości i tożsamości, szczególnie kobiecej.
                              Ależ ja nie pisze o miłości romantycznej. Piszę o połączeniu miłości i przyjaźni i więzi fizycznej plus do tego akt woli że z tą osobą chcę być. Mało w tym romantyzmu, raczej biblijne: porzuci matkę swoja i ojca swego...smile

                              Jakby muszkieterom tylko męska przyjaźń wystarczyła to obie damy w ogóle by się nie pojawiły. Może ta przyjaźń jest ostoją ale to kolejny mit: przyjaciele z wojska, mit braterstwa broni."Brothers in arms' Straitsów mnie wzrusza do łez, ale ie wiem który mit lepszy. Ja tam wolę własnysmile
                              >
                              >
                              • z_mazur Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 11:25
                                Ale ja nie polemizowałem, z tym który mit lepszy, tylko z tezą, że inne relacje międzyludzkie to (sic!) proteza, bo moim zdaniem właśnie te inne relacje to podstawa naszej jakości życia.

                                Zakochanym się bywa, a te inne relacje po prostu są (oczywiście jeśli się o nie dba).

                                Problemem naszej współczesnej kultury jest karmienie właśnie tym mitem romantycznej miłości. Tym wizerunkiem, w którym dwoje zakochanych musi pokonać trochę więcej lub mniej wymyślnych trudności by być razem i w tym momencie historia najczęściej znajduje swój happy end i potem w domyśle, to już tylko miód i orzeszki. Problemem jest to, że w normalnym życiu, w tym momencie historia dopiero się zaczyna.

                                A jak czytam właśnie takie jęki na forum, jak to komuś do szczęścia brakuje, "tej drugiej osoby", to nie wiem, czy się śmiać czy płakać.
                                • zmeczona100 Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 11:39
                                  z_mazur napisał:


                                  > Problemem naszej współczesnej kultury jest karmienie właśnie tym mitem romantyc
                                  > znej miłości.

                                  A to się przedkłada np. na powody rozwodów. Bo już nie ma tak, jak dawnej, na początku.
                                  I jeszcze niektórzy oczekują, że ma to być miłość bezwarunkowa- jak w stosunku do dzieci.
                                • mayenna Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 12:33
                                  z_mazur napisał:

                                  >
                                  >
                                  >
                                  >
                                  > Problemem naszej współczesnej kultury jest karmienie właśnie tym mitem romantyc
                                  > znej miłości. Tym wizerunkiem, w którym dwoje zakochanych musi pokonać trochę w
                                  > ięcej lub mniej wymyślnych trudności by być razem i w tym momencie historia naj
                                  > częściej znajduje swój happy end i potem w domyśle, to już tylko miód i orzeszk
                                  > i. Problemem jest to, że w normalnym życiu, w tym momencie historia dopiero się
                                  > zaczyna.
                                  >
                                  > A jak czytam właśnie takie jęki na forum, jak to komuś do szczęścia brakuje, "t
                                  > ej drugiej osoby", to nie wiem, czy się śmiać czy płakać.
                                  >
                                  Z_mazur, piękniesmile Potraktowałeś dorosłe 40 - letnie kobiety jak nastolatki wzdychające za miłością rodem z bajkismile Uważasz że my mówimy o takiej miłości? O tym kulcie miłości romantycznej rodem z filmów?
                                  Teraz to ja mam wrażenie że rozmawiam z dwudziestolatkiem co to z kumplami na piwo woli iść niż z własną kobietą w domu posiedzieć smile
                                  Nie rozumiemy się bo mówimy o dwóch rożnych sprawach.Poczytaj panią Estes i porozmawiamy wtedy o związkach damsko - męskichsmile

                                  A Romantyzm miał wiele nurtów i akurat nie ten miłosny był w nim wiodący. Uważam, że bardziej kult wolności a szczególnie walki narodowo - wyzwoleńczej, pewien sposób pojmowania patriotyzmu był dla niego bardziej charakterystyczny, Miłość była poboczem. Odkryli i jakoś dla literatury przybliżyli np. Listy Abelarda i Heloizy, Szekspir został doceniony, ale Bayron oprócz romansów to bił się za wolność Grecji i to sobie bardziej ceniłsmile

                                  • z_mazur Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 13:11
                                    Czasem wolę pójść z kumplami na piwo, niż posiedzieć z kobietą w domu
                                    Czasem lubię z przyjacielem pojechać na mecz squasha.
                                    Czasem lubię pójść potańczyć na imprezie na której jest kilkadziesiąt osób, które znam.
                                    Czasem lubię zrobić jeszcze coś innego w gronie jeszcze innych osób.
                                    A czasem lubię posiedzieć z kobietą w domu zamiast robić cokolwiek innego

                                    Wszystkie te rzeczy potrafią sprawić, że czuję się szczęśliwy. Eliminacja na jakiś czas, którejś z tych rzeczy pewnie nie sprawi, że od razu poczuję się nieszczęśliwy i o to cały czas mi w tym wątku chodzi.

                                    Bo większość osób stawia tu sprawę w ten sposób, że na jednej szali 1500 różnych rzeczy, a na drugiej bycie z kimś i ta druga przeważa. A to dla mnie śmieszne.

                                    Jestem ciekaw jak długo będąc w małżeństwie, tak naprawdę istnienie tego warunku powodowało szczęście i na ile on był realny, a nie wyimaginowany. Czy rzeczywiście mąż siedział i przytulał, i prowadził godzinne rozmowy o wspólnych celach, wzajemnym szczęściu itp. itd., a w tle płonął kominek z trzaskającymi polanami.
                                    • mayenna Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 13:24
                                      z_mazur napisał:

                                      >
                                      > Wszystkie te rzeczy potrafią sprawić, że czuję się szczęśliwy. Eliminacja na ja
                                      > kiś czas, którejś z tych rzeczy pewnie nie sprawi, że od razu poczuję się niesz
                                      > częśliwy i o to cały czas mi w tym wątku chodzi.
                                      >
                                      > Bo większość osób stawia tu sprawę w ten sposób, że na jednej szali 1500 różnyc
                                      > h rzeczy, a na drugiej bycie z kimś i ta druga przeważa. A to dla mnie śmieszne
                                      > .
                                      >
                                      > Jestem ciekaw jak długo będąc w małżeństwie, tak naprawdę istnienie tego warunk
                                      > u powodowało szczęście i na ile on był realny, a nie wyimaginowany. Czy rzeczyw
                                      > iście mąż siedział i przytulał, i prowadził godzinne rozmowy o wspólnych celach
                                      > , wzajemnym szczęściu itp. itd., a w tle płonął kominek z trzaskającymi polanam
                                      > i.

                                      Ja też lubię pójść z przyjaciółmi na piwo.Ale wolę być z kimś ważnym dla mnie. jak mam wybierać to wolę miłość Nie zamykam się jednak na innych. Mój eks źle znosił właśnie tę moją towarzyską naturęsmile
                                      Obraz przez ciebie opisany tak sarkastycznie to wypisz - wymaluj mój dom. Kilka elementów mogłabym dodać ale one psułyby ten obrazeksmileBo ten kominek to niestety czyścić trzeba, drwa przynieść i narąbać...Za tymi kliszami są realne życiowe sprawy i to jest właśnie piękne w byciu z druga osobą.
                                      Mogę ci też powiedzieć jak długo tak może być: póki oboje tego chcą i nie ma obiektywnych przeszkód żeby trwało. To ja tworzę mój dom, związek i mam na niego wpływ.
                                      Każdy jest inny i ja się jednak lepiej odnajduję w bliskiej relacji z innym człowiekiem. Mam tego pełną świadomość. Żaden przyjaciel nie będzie nigdy tak blisko mojego "ja" jak był eks.To jest relacja 1:1. Nie ma miejsca dla nikogo, paradoksalnie nawet dzieci nie wchodzą w ten krąg.

                                      >
                                      • z_mazur Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 13:50
                                        No i o to mi właśnie chodzi.

                                        Bo to my kreujemy otaczającą nas rzeczywistość (a już na pewno mamy wpływ na sposób jej postrzegania) i od nas samych zależy to co warunkuje nasze poczucie szczęścia. Budując sobie taką rzeczywistość jaką opisujesz unieszczęśliwiasz sie na własne życzenie. Twój wybór, ale właśnie o to chodzi, że to jest kwestia wyboru, a nie jakiegoś nadrzędnego uwarunkowania.

                                        Człowiek nie potrzebuje jakiejś jednej określonej relacji, żeby czuć się szczęśliwy, chociaż może sobie wykreować taki obraz rzeczywistości, w której taka relacja będzie warunkowała jego poczucie szczęścia. Jak widać w tym wątku wiele osób (szczególnie kobiet) to robi.

                                        I ok, to ich wybór, ale dobrze żeby sobie zdawały sprawę, że to kwestia wyboru.
                                        • maniasza Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 14:27
                                          Dziwne, że tak deprecjonujesz (a może to efekt wyparcia u Ciebie wink) i wyśmiewasz osoby, ktore szukają (potrzebują) głębszej relacji z jedną osobą, a nie przypadkowych relacji z tysiącem osob.
                                          Dla Ciebie, aby byc szczęśliwym wystarczy tłum, dla innych - jedna osoba i jedno gniazdo. (a tłum to jest sprawa drugorzędna dla takich osób).
                                          I nie ma w tym nic śmiesznego, ani uwłaczającego.
                                          Jeden lubi owoce osobno, inny preferuje sałatki owocowe.
                                          • z_mazur Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 15:13
                                            Nie deprecjonuję.

                                            Na piramidę naszych potrzeb, mamy pewien wpływ.

                                            Ja też mogę sobie wykreować rzeczywistość, w której tylko posiadanie na koncie sumy z 6 zerami uczyni mnie szczęśliwym i dopóki tego nie osiągnę nie będę w pełni szczęśliwy.

                                            Mogę? Oczywiście, że mogę. Czy to dla mnie dobra kreacja? Moim zdaniem nie.

                                            To nie jest tak, że ktoś z przyczyn od niego niezależnych potrzebuje gniazda, czy jak tam to zwał, żeby być szczęśliwym. To ten ktoś kreuje sobie wyobrażenie, że tylko posiadanie tego gniazda go uszczęśliwi.

                                            Normalny człowiek po prostu potrzebuje kontaktów z innymi ludźmi i tyle.
                                            • maniasza Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 15:32
                                              Nie chodzi o uszczęśliwianie i wmawianie sobie jakichś obrazków. Czy to jest milion na koncie czy rycerz na białym koniu. Chodzi o potrzebę. Wewnętrzną.
                                              Wesołych i przytulnych Świąt!
                                              pozdrawiam
                                            • mayenna Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 15:33
                                              To nie jest tak, że bez tej relacji jestem nieszczęśliwa. Nie umiem się na razie odnaleźć w życiu, jestem bez niej 'niepełna', nie mam poczucia bezpieczeństwa ale chyba nie jestem nieszczęśliwa z tego akurat powodu.To ja zdecydowałam o rozwodziesmile Eks to by się chętnie poprzytulał przy kominku, jak był w stanie to robić, ale już drew nosić nie chciałsmile
                                              Dla mnie jest jeszcze jedna relacja z której nie umiałabym zrezygnować: z moimi dziećmi.
                                              To as moje osobiste odczucia wynikające z sytuacji rodzinnej i z tego jaką osobą jestem.

                                              Bardzo inspirująca jest ta rozmowa.Zastanawiałam się ostatnio czy czytając córce bajkę o Pięknej i Bestii nie robię jej krzywdy. Czy nie promuję tej wizji relacji o jakiej mówisz, nie uczę że miłość i dobro, pokora zawsze odmienią Bestię i urok zniknie. W życiu przemiany Bestii są niezwykle rzadkie a i my "bestialstwo' w umiarkowanej postaci akceptujemy społecznie.
                                              • z_mazur Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 16:41
                                                Hmmm, ja wcale nie jestem święcie przekonany o swojej racji (ale prawie smile ).

                                                W każdym razie tak to w tej chwili czuję.

                                                I autentycznie cieszę się, że z tych rozpaczliwych prób bycia z kimś niedługo po rozstaniu, nic nie wyszło. smile

                                                Okres, który później nastąpił, jest jednym z dłuższych w moim życiu, kiedy moje samopoczucie nie spadało poniżej pewnego poziomu, niezależnie od okoliczności.
                                                • mayenna Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 17:33
                                                  Także to co mam teraz traktuję jako okres przejściowy, który może potrwać.Może to już byc stały okres przejściowysmile
                                                  Nie uzależniam swojego szczęścia od bycia z kimś, a to chyba chciałeś wyperswadować. Zdaję sobie sprawę jednak ze dla mnie jest to istotna wartość w życiu.
                                              • noname2002 Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 17:26
                                                Mnie się wydaje, że w bajce o Pięknej i Bestii chodzi właśnie o to, że Piękna AKCEPTUJE Bestię taką jak jest w rzeczywistości i za to zostaje nagrodzona.
                                                • mayenna Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 17:41
                                                  noname2002 napisała:

                                                  > Mnie się wydaje, że w bajce o Pięknej i Bestii chodzi właśnie o to, że Piękna A
                                                  > KCEPTUJE Bestię taką jak jest w rzeczywistości i za to zostaje nagrodzona.

                                                  Tak. Masz rację tylko jak Bestia to alkoholik.Może taki początkujący ale są rokowania że może 'popłynąć'? Częsty mit jakim się karmimy to 'on się zmieni jak ja go będę kochała'

                                                  W mojej wersji bajki Piękna nie chciała poślubić Bestii. Dopiero jak zrozumiała że on umrze to ją wzruszyło.To kolejny mit' on mnie tak potrzebuje/kocha że żyć beze mnie nie może'
                                                  Okazuje się że da się żyć i jak Mazur mówi, nawet jest szczęśliwysmile
                                                  Nie on jeden. Jest jeszcze jeden znany mi mężczyzna który deklaruje że jest szczęśliwy sam.Nie bardzo jednak w to wierzęsmile
                        • kasper254 Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 11:35
                          Mayenna ta ładnie wszystko ci wyłuszczyła, Mazur, że niewiele nowego można dodać. Rodzina, niezależnie od tego ile ma dzisiaj określeń (co świadczy o chaosie pojęć/wartości,form współczesnego życia), pozostawała zawsze ostoją. Byłsa fundamentalną wartością i instrumentem, umożliwiającym przetrwanie. Stosunki, wynikłe z koleżeństwa czy przyjaźni były do tego dodatkiem. Nie bądż zły na to określenie: "proteza"; sam mam przyjaciela na dobre i złe i to od prawie 30 lat.
                          Jeśli piszę o kulturach, to głównie chodzi o te myśli, które zostały przetworzone w prawa naturalne - podobne w konfucjaniźmie, chrześcijaństwie itd. Wszędzie podstawą jest związek dwojga ludzi - kreowany m.in. w celach prokreacyjnych. Dla obrony swoich argumentów podajesz poboczne myśli na obrzeżach prądów epok, będące wytworem fantazji literackich itd.

                          • z_mazur Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 12:10
                            Ale to co wyłuszczyła ma się nijak do rzeczywistości.

                            Jak już pisałem w wielu kulturach nawet nie było czegoś takiego jak jakiś wyjątkowy związek dwojga ludzi, nie było podstaw do jego tworzenia skoro nie znano zależności pomiędzy seksem i prokreacją. Najistotniejsza była więź pomiędzy bezpośrednio spokrewnionymi ze sobą członkami społeczności, np. matką i dziećmi, dziećmi i rodzeństwem matki (małżeństwo to nie pokrewieństwo, tylko powinowactwo), a takie więzi nie wymagają romantycznych uniesień. Równie istotne były więzi z pozostałymi członkami społeczności jako takiej (czyli osady, plemienia).

                            Równie częstym i praktykowanym nawet współcześnie w niektórych społecznościach sposobem na tworzenie relacji było swatanie, czyli wiązanie ze sobą dwojga członków społeczności na podstawie przesłanek czysto obiektywnych, nie wynikających z bezpośredniej relacji między nimi (tak jest do tej pory u Żydów hasydzkich). Zresztą w naszej kulturze też dopiero od niedawna główną podstawą tworzenia trwałych związków jest miłość romantyczna.

                            Nasza kultura tak wpoiła nam to do głowy, że MUSIMY być z kimś, że wielu z nas nie wyobraża sobie innej opcji funkcjnowania w społeczeństwie. A nawet jeśli funkcjonują to czują się właśnie tak jak wiele piszących w tym wątku osób.

                            A nawet chrześcijaństwo jako takie w swojej czystej postaci wcale nie promuje bycia z kimś. Jakby nie patrzeć to Chrystus i większość apostołów byli singlami i wcale z tego powodu nie byli jakoś specjalnie nieszczęśliwi.
                            • mayenna Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 12:42
                              z_mazur napisał:

                              >
                              > A nawet chrześcijaństwo jako takie w swojej czystej postaci wcale nie promuje b
                              > ycia z kimś. Jakby nie patrzeć to Chrystus i większość apostołów byli singlami
                              > i wcale z tego powodu nie byli jakoś specjalnie nieszczęśliwi.

                              Wiesz, to nie taka prosta sprawa z apostołami. Podejrzewam, że większość miała żony i rodziny bo w wieku w jakim zostali powołani Żyd powinien mieć żonę...Poza tym osoby wierzące uważają że Bóg powołuje do różnych zadań. Oni zostali powołani i wybrali jego. Kochali go najbardziej na świecie. To jest dopiero ideał miłości romantycznejsmileW ich rozumieniu, nie byli sami.Casus Matki Teresy z Kalkuty, która pisała że czuje się opuszczonasmile
                              Dan Brown twierdzi że była Maria Magdalenasmile




                              >
                  • puzzle33 Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 13:04
                    crazyrabbit napisała:

                    > Pewnie dlatego, ze byli juz w wieku, w ktorym o erotyzmie i cielesnych fascynac
                    > jach mogli zapomniec z powodow... nazwijmy to: fizjologicznychwink
                    Zapomnieć jeszcze nie muszę, choć fizjologia już wytycza mi swoje granice, a jednak - przyjaźń, także - a może przedede wszystkim - ta w związku, jawi mi się jako największa wartość, bo tylko ją można przenieść przez nurt czasu.
                    Kiedyś ktoś tłumaczył mi, że miłość to "dwie protezy w jednej szklance". Dziś powiem, że to głęboka przyjaźń, której nie dało mi było doświadczyć.smile
              • crazyrabbit Re: ja bym jeszcze dodał 20.12.10, 23:24
                No patrz Kasper, a tu sie z Toba zgodzesmile
                Dobrze napisales i o pustce, i o protezie...

                Wracajac do wczesniejszych wypowiedzi o "brakach" chcialam tylko dodac, ze czasem nie odczuwamy wcale braku kogokolwiek kolo siebie, a jak juz ten Ktos wejdzie do naszego zycia, nie mozemy uwierzyc, ze bez niego mozna bylo tak o! sobie po prostu zyc.

                Podoba mi sie moje "i co dalej..." smile
                • brzoza1975 Crazy 23.12.10, 10:51
                  nie mozemy uwierzyc, ze bez niego mozna bylo tak o! sobie po prostu zyc.

                  to właśnie jest miłość! witaj w klubie smile
                  • z_mazur Re: Crazy 23.12.10, 16:41
                    Jeśli bez czegoś nie można żyć o tak sobie, to jest uzależnienie. smile

                    Warto przeczytać "Chory na miłość" i nabrać odrobiny dystansu.
                    • brzoza1975 Re: Crazy 31.12.10, 11:35
                      Jeśli bez czegoś nie można żyć o tak sobie, to jest uzależnienie. smile
                      Tak czegoś fajek i alkoholuwink

                      Z_Mazur minęło już tyle czasu, że powinieneś odpuścić sobie te osobiste wycieczki.
                      Dystansu to ja mogę nabrać do tego co wypisujesz, serio.
                      Do miłości nie nabiera się dystansu, o miłości nie nauczysz się czytając książki.
                      Bardzo nie chciałam mówić tego na głos ... żal mi Ciebie bo zgorzkniałeś, nie da się tego przełknąć.
                      • z_mazur Re: Crazy 02.01.11, 22:06
                        A mi tam siebie nie jest żal, a moi najblizsi uważają, że nie pamiętają mnie takim radosnym.

                        Dystansu można nabrać do wszystkiego, a najlepiej jak się go ma do samego siebie, wtedy wiele rzeczy da się przełknąć.
                        • brzoza1975 Re: Crazy 03.01.11, 21:20
                          Niestety prawie z każdego postu przebija starokawalerstwo aż nie do wiary , że byłeś żonaty smile
                          uchachana po pachi smile
                          • z_mazur Re: Crazy 03.01.11, 23:20
                            To, że ktoś nie wypisuje na forum publicznym infantylnych "ochów" i "achów" w stylu nastoletniej pensjonarki, to nie znaczy, że nie jest zakochany i szczęśliwy.

                            smile))
                            • brzoza1975 Re: Crazy 04.01.11, 21:10
                              Ty chyba zbzikowałeś smile Cieszę się, że jestem infantylną pensjonarkąsmile ubawiłyśmy się rano przy kawie, że hohoho smile wszystkie w biurze bez wyjątku oplułyśmy monitory! serio
                              Jesteś zgorzkniały bo wywlekasz stare żale i tego nic nie zmieni nawet to że w zaprzeczeniu piszesz o swoich uczuciach. Bardzo dobrze, że jesteś szczęśliwy i zakochany w końcu i Tobie się układa!O to chodzi i o tym w tym poście była mowasmile Jak odpuścisz sobie personalne wycieczki to uwierzę na razie powiedzmy , że mrugam oczami pensjonarki hahahasmile
                              • z_mazur Re: Crazy 05.01.11, 15:02
                                Nie zbzikowałem, bo zbzikowany, to ja zawsze byłem.
                                I jakie żale tu niby wywlekam? Chyba trochę nadinterpretujesz (może nawet nie trochę).

                                I jakie w końcu? smile Od dawna mi się dobrze układa, od paru już lat, jak zresztą pisałem już w tym wątku, normalnie, bez emfazy i konieczności przekonania wszystkich, że tak jest. A wycieczki osobiste? Przyganiał kocioł garnkowi. smile

                                Na mruganie pensjonariuszki, odpowiadam zgorzkniałym i lekko cynicznym uśmiechem. smile
                    • crazyrabbit Ekhm ekhm... 01.01.11, 00:52
                      z_mazur napisał:

                      > Jeśli bez czegoś nie można żyć o tak sobie, to jest uzależnienie. smile
                      >
                      > Warto przeczytać "Chory na miłość" i nabrać odrobiny dystansu.
                      >
                      Wpadlam na chwile z zyczeniami i jak to przeczytalam, to mnie lekko... ekhm... ekhm...

                      Czlowieku, po tym co piszesz, a przede wszystkim JAK piszesz widac, ze nie umiesz sobie poradzic z rzeczywistoscia. I w sumie nawet nie musze pytac, skad w Tobie tyle jadu, zazdrosci... bo widac... niestety...

                      Notabene, czy myslisz, ze ktos taki jak ja, kto jednak bardzo twardo stoi na ziemi, jesli chodzi o sprawy (nazwijmy to) socjalno-bytowe; pakowalby sie w 30-letni kredyt z jakims niedojrzalym chloptasiem, ktory w pewnym momencie rozlozyl by szeroko watle racie i powiedzial: no ja uwazam, ze nam nie wyszlo?
                      Nie wydaje mi siesmile

                      Czy TO tak boli? Bo chyba czegos nie rozumiem uncertain
                      • a.b1 dziewczyny 01.01.11, 21:54
                        jest wielu chłopców, którzy nie radzą sobie z silnymi, rozsądnymi i zdroworozsądkowymi kobietami, które po prostu są nie dla nich i ich przerastają
                        jeden odeśle do książki, inny swoje problemy będzie załatwiał przez "żonę"
                        cieszmy się, że nam łuski z oczu spadły, a jakość życia i miłości jest nieporównywalna z tym co było
                        WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE W NOWYM ROKU
                        tylko wartościowych ludzi na drodze
                        ps
                        w sumie zadawanie się z popaprańcami wzmacnia charakter, dlatego dziękuje za dwóch złamasów w swoim życiu wink wink
                      • zmeczona100 Re: Ekhm ekhm... 01.01.11, 22:03
                        crazyrabbit napisała:


                        >
                        > Notabene, czy myslisz, ze ktos taki jak ja, kto jednak bardzo twardo stoi na zi
                        > emi, jesli chodzi o sprawy (nazwijmy to) socjalno-bytowe; pakowalby sie w 30-le
                        > tni kredyt z jakims niedojrzalym chloptasiem, ktory w pewnym momencie rozlozyl
                        > by szeroko watle racie i powiedzial: no ja uwazam, ze nam nie wyszlo?
                        > Nie wydaje mi siesmile
                        >

                        Żadna z nas też nie pakowała się w związek z niedojrzałym chłoptasiem. A mimo to obecnośc na tym forum jednak z czegoś wynika.
                        • crazyrabbit Re: Ekhm ekhm... 02.01.11, 01:53
                          zmeczona100 napisała:

                          > crazyrabbit napisała:
                          >
                          >
                          > >
                          > > Notabene, czy myslisz, ze ktos taki jak ja, kto jednak bardzo twardo stoi
                          > na zi
                          > > emi, jesli chodzi o sprawy (nazwijmy to) socjalno-bytowe; pakowalby sie w
                          > 30-le
                          > > tni kredyt z jakims niedojrzalym chloptasiem, ktory w pewnym momencie roz
                          > lozyl
                          > > by szeroko watle racie i powiedzial: no ja uwazam, ze nam nie wyszlo?
                          > > Nie wydaje mi siesmile
                          > >
                          >
                          > Żadna z nas też nie pakowała się w związek z niedojrzałym chłoptasiem. A mimo t
                          > o obecnośc na tym forum jednak z czegoś wynika.
                          >
                          Hehehe... no ja sie z tym akurat nie zgodzebig_grin moj ex byl za mlody, zeby byc dojrzaly, ja rowniez wink i wielu, bardzo wielu osob to dotyczy, wlasnie na TYM forumsmile
                          Dzieki bogu, jestem starsza, dojrzalsza i bogatsza w doswiadczenia zyciowewink A niektorzy, niestety, nigdy nie wyrastaja z krotkich spodenek...

                          (P.S. Z "watlymi rasiami" i takie tam to dluzsza historia. Zapraszam na priv, moze sie troszke rozjasni wink)
                          • zmeczona100 Re: Ekhm ekhm... 02.01.11, 13:42
                            Crazy wink
                            W każdym wieku coś nam się wydaje wink
                            • z_mazur Re: Ekhm ekhm... 02.01.11, 23:07
                              > W każdym wieku coś nam się wydaje wink

                              No właśnie, nie żebym się jakoś specjalnie czepiał ale duża część postów na tym forum dotyczy problemów związanych z kredytami hipotecznymi.

                              Jak widać branie wspólnego kredytu hipotecznego to nie jest jakaś specjalna gwarancja trwałości związku, a branie go wspólnie z kimś z kim nie ma się uregulowanych wzajemnych relacji majątkowych, to nie jest przejaw odpowiedzialności i dojrzałości.
                              • crazyrabbit Re: Ekhm ekhm... 02.01.11, 23:34
                                z_mazur napisał:

                                > > W każdym wieku coś nam się wydaje wink
                                >
                                > No właśnie, nie żebym się jakoś specjalnie czepiał ale duża część postów na tym
                                > forum dotyczy problemów związanych z kredytami hipotecznymi.
                                >
                                > Jak widać branie wspólnego kredytu hipotecznego to nie jest jakaś specjalna gwa
                                > rancja trwałości związku, a branie go wspólnie z kimś z kim nie ma się uregulow
                                > anych wzajemnych relacji majątkowych, to nie jest przejaw odpowiedzialności i d
                                > ojrzałości.
                                >
                                Dzizasssssss..... tyle lat na forum i nie slyszales, ze nie bedac w zwiazku formalnym, mozna sprawy finansowe formalnie zabezpieczyc? Doczytaj stare posty, koniecznie! Masz powazne braki!

                                Co do jakosci zycia...
                                Poczucie, ze ma sie u boku Mezczyzne, a nie chloptasia, wspaniala dorastajaca corke, a do tego zyje sie w koncu we wlasnym mieszkaniu - tego sie chyba nie da opisac, to trzeba po prostu przezyc smile

                                Ab.1. pozdrawiam goraco smilewinkwink
                                • z_mazur Re: Ekhm ekhm... 02.01.11, 23:55
                                  > Dzizasssssss..... tyle lat na forum i nie slyszales, ze nie bedac w zwiazku
                                  > formalnym, mozna sprawy finansowe formalnie zabezpieczyc? Doczytaj stare posty,
                                  > koniecznie! Masz powazne braki!

                                  Spoko, moja wiedza pozwala mi spać spokojnie w tych kwestiach, a jeśli kiedyś będzie mi potrzebna głębsza to też dam radę, więc martw się raczej swoimi brakami, nie moimi, chociaż pewnie ich nie posiadasz, no bo gdzież by tam. Dorosła kobieta po przejściach, to przecież z definicji jest dojrzała i odpowiedzialna (niestety w niektórych przypadkach tylko we własnym mniemaniu) i skoro już kilka razy się pomyliła w ocenie różnych mężczyzn, to kolejny raz już na pewno tego nie zrobi.

                                  Na dobrą sprawę, to w sumie relacje majątkowe z większością dorosłych ludzi są dość proste, ma się z nimi rozdzielność majątkową i to nie wymaga żadnych uregulowań. Tylko, że raczej z wszystkimi nie bierze się kredytów na 30 lat.
                                  • crazyrabbit Re: Ekhm ekhm... 03.01.11, 00:16
                                    Hehehehe... Jak zwykle zaczynasz swoje wycieczki... cos Cie jednak bardzo boli tongue_out

                                    Ciao!
                                    big_grinbig_grinbig_grin
                                    • z_mazur Re: Ekhm ekhm... 03.01.11, 00:22
                                      Jeśli zaczynanie wycieczek świadczy o tym, że kogoś coś boli... to zabawne jest, że akurat Ty to piszesz, nawet w kontekście tego wątku.

                                      <rozbawiony> smile
                                • zmeczona100 Re: Ekhm ekhm... 03.01.11, 09:18

                                  crazyrabbit napisała:
                                  > Dzizasssssss..... tyle lat na forum i nie slyszales, ze nie bedac w zwiazku for
                                  > malnym, mozna sprawy finansowe formalnie zabezpieczyc? Doczytaj stare posty, ko
                                  > niecznie! Masz powazne braki!

                                  Czy możesz zdradzić, w jaki sposób zabezpieczyłaś się na wypadek niepowodzenia Twojego nowego związku? Żeby np. nie kisić się nadal razem pod jednym dachem, albo nie daj Boże- z jego nową panią i jej dziećmi.
                                  Wiem, wiem- to Ci się absolutnie nie przydarzy, no ale dojrzała, doświadczona kobieta myśli o wszystkim.
                      • z_mazur Re: Ekhm ekhm... 02.01.11, 21:59
                        Widzę, że poczucia humoru, to ktoś tu nie ma za grosz.

                        "Chory na miłość", to książka napisana z lekkim przymróżeniem oka, która analizując objawy zakochania porównuje je do różnych zaburzeń psychicznych.

                        Nawet jak się człowiek zakocha, to może mieć odrobinę dystansu do samego siebie, czego życzę w Nowym Roku.
                  • crazyrabbit Re: Crazy 23.12.10, 17:53
                    brzoza1975 napisała:

                    > nie mozemy uwierzyc, ze bez niego mozna bylo tak o! sobie po prostu zyc.
                    >
                    > to właśnie jest miłość! witaj w klubie smile

                    Fajny klub smile i jakie mile "klubowiczki"smile
                    I milosc tez fajna, dojrzalsza, pelniejsza, spokoj wewnetrzny... to jest troche tak, jakby czlowiek w koncu zasluzyl sobie na jakas nagrode tongue_out
                    Tym, ktorzy tego nie rozumieja, moge tylko wspolczuc... a tych, ktorzy probuja dyskredytowac... pomine milczeniem...
                    • brzoza1975 Re: Crazy 31.12.10, 11:37
                      Crazy , przyszedł Twój czas, mocno trzymam kciuki abyście jak najwięcej czasu spędzali razemsmile Odległość nie ma znaczenia kiedy jest i warto na kogoś czekać i to czekanie dodaje nam skrzydeł smile
              • zmeczona100 Proteza 21.12.10, 11:48
                asper254 napisał:

                > Kontakty, o których pisze mazur, ows
                > zem, są potrzebne i niezbędne, ale nie wypełnią wszechobecnej pustki, która poj
                > awi się wokół człowieka odrzuconego, często sponiewieranego, pokrzywdzonego. Są
                > tylko protezą,

                W badaniach nad jakością życia posiadanie przyjaciół przy braku partnera życiowego jest tak samo satysfakcjonujące, jak udany związek bez kręgu przyjaciół. W badaniach nad procesem zdrowienia podczas pobytu w szpitalu dowodzą dokładnie tego samego- szybciej do zdrowia dochodzą osoby, które pozostają w dobrym związku lub tacy, którzy mają przynajmniej jednego przyjaciela.

                > W myślach, przewijających się w różnych kulturach, ta potrzeba - bycia z partne
                > rem/ką jest jednym z najważniejszych dóbr/wartości.

                Nieprawda, bo chodzi o rodzinę. A rodzina to nie tylko partner (hehe, on akurat to nie rodzina).
            • mary171 Re: ja bym jeszcze dodał 20.12.10, 22:48
              Prawie 3 lata po rozwodzie i był czas, ze siedziałam na RiCD często bo nie wyobrażałam sobie życia bez exa (choć to ja złozyłam pozew) teraz nie wyobrażam sobie życia z nim, ale mamy poprawne relacje.
              I chyba jak większość po rozwodzie szukałam kogoś, w między czasie bez sensu poczułam do kogoś coś bardzo silnego, nic z tego nie wyszło i dobrze, bo życie jakoś samo ochroniło mnie przed facetem nie dla mnie smile
              Na szczęście nie plątałam się w jakieś dziwne relacje z facetami, ale wiem, ze po przejsciach najlepiej nie szukać nikogo. Jak ma być to sam sie znajdzie wink
              Uwielbiam jak coś się dzieje w życiu, lubię stawiać sobie cele i je realizować, bo to daje mi poczucie sensu życia. Na razie postawiłam sobie pewne cele, które chciałabym osiągnąć i biorąc pod uwagę fakt, że mam synka, to na razie mężczyzna nie jest mi potrzebny, bo najzwyczajniej nie miałabym czasu.
              Ale nie jestem typem singla i są momenty, że brakuje mi kogoś. Na szczęscie szybko mi przechodzi wink
              • eutherpe Re: ja bym jeszcze dodał 21.12.10, 08:20
                Jestem ponad pół roku po rozwodzie. Jak na razie życie niestabilne, przenoszone wraz z córcią i psem do kolejnych wynajmowanych mieszkań-więc jak mam niepoukładana wchodzić w związek?W pracy te same osoby, większość kobiet, stały schemat-firma-dom-dom-firma,późnym popołudniem jestem w domu, obowiązki i sen...Mało romantyczne i "nadziejne". Ale kiedy Malutka zasypia ja mogę pomyśleć, popłakać, powspominać, i chyba nie męża i małżeńską egzystencję.Tęsknię za utraconą możliwością bycia z kimś, partnerstwem i "mitem" udanego związku. Pragnę wzajemnego wspierania,opowieści do północy, zasypiania obok,wygłupów na poduchy( co za infantylizm w tym wieku a jaksmile), wspólnej troski o dziecko, stabilności mieszkaniowej i planów na przyszłość.No i kto chciałby taką mękołę z niepoukladanym scenariuszem?smile.Jeden plus przykrej przeszłosci-chyba dojrzałam,dostrzegam popełnione błędy, nie trzymam się kurczowo myśli o obowiązku posiadania za wszelką cenę podpory męskiej, potrafię skupić się na samodzielnym wychowywaniu dziecka ale emocje są nadal, rany nie zabliźniły się do końca, pamięć płata figle i stale wywleka to co było złe...Jestem w drodze...Nie wiem dokąd szlak poprowadzi. Nie wiem...
    • pokopanka Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 21.12.10, 12:10
      18 grudnia minął rok od uprawomocnienia
      12 lat związku, 10 lat małżeństwa (10 rocznica wybiła przed przedostatnią rozprawą rozwod., mój ex podsumował to po fakcie, że chociaż raz był w dwucyfrowym związku - to było dla mnie niesmaczne), jak wiele innych rzeczy, któe zrobił i nie zrobił zresztą, co daje 1/3 życia z nim (mam 37)
      jako żona marynarza nauczyłam się żyć samodzielnie, radzić sobie z codziennością i wychowywać też samodzielnie naszą córkę (10lat), bo jego głównie nie było, a jak był w domu, to też go nie było, "parcie" na rodzinę miał przez pierwsze 2 tyg., potem już mu się nie chciało, rytm codzienności nie odpowiadał mu i nie zachęcał do uczestniczenia w życiu codziennym i np. odciążenia mnie od zwykłych obowiązków (choćby z nudów), spędzał czas wg własnej ideologii
      z finansowego konia też nie spadłam, ex mimo niegorszych zarobków, które można było zainwestować również w rodzinę, mieszkanie, przyjemności wspólne, głównie wydawał na siebie, bo musiał "odreagować" statek, nie interesowały go przyziemne płacenie rachunków lub szybsze spłacenie rat za mieszkanie, co objawiało się pustym kontem na koniec jego pobytów w domu
      z decyzją o rozwodzie niosłam się od 2005r., po pewnym bolesnym wydarzeniu, z perspektywy czasu żałuję straconego czasu, i nie żałuję równocześnie, bo gdybym nie spróbowała miałabym do siebie żal, ale doniosłam się po kropce nad i w 2008
      wiem, że zrobiłam wystarczająco dużo, żeby ratować ten tonący statek....
      on przez ten czas utwierdził mnie swoim zachowaniem, że to była słuszna decyzja

      gdzieś kiedyś przeczytałam, że mamy to, na co pozwalamy
      ja pozwoliłam na zbyt wiele złego, głównie ze strachu, że nie dam sobie sama rady i ze współuzależnienia (nie doszłam na terapię dla wspól, to moje postanowienie noworoczne, bo za bardzo mnie trzyma jeszcze w ryzach), i jeszcze to wszystko zamaitała samodzielnie pod dywan
      moja teściowa powiedziała mi, kiedy kiedyś zwróciłam się do niej o wsparcie, że wiedziały gały co brały....no, nie wiedziałam, bo maskowanie było skuteczne (również z jej strony, a nawet były objawy zmian)
      w ramach "terapii", oprócz psychologa, sporo poczytałam, nazwałam problem po imieniu, mam nieb.kartę na przemoc psych., zgłosiłam ex do Komisji AA (zawieszone ze wzgl. na jego charakter pracy, ale zdiagnozowany), napisałam list do mojej ukochanej gazety (zwierciadło), który opublikowano..., na jakiejś stronie www napisałam też o swoim związkui posypało się mnóstwo komentarzy i słów wsparcia i poparcia...
      nie wstydzę się już o tym mówić
      padł mit "super taty", bo skoro ja już go nie podtrzymywałam, to on nie zadbał o kontakty z dzieckiem...
      mimo tego, że córka jest "obyta" z niebyciem taty, wiem, że bardzo jej brak "męskiego" punktu widzenia świata, swego czasu powiedziała, że chciałaby nowego, który by miał dla niej czas i był dla nas dobry
      póki co, nie mam tu dla niej (i dla siebie) takiego "wypełniacza"...
      prostuję siebie, cieszę się wyciszeniem, odbudowywaniem wartości własnej jako kobiety, matki, człowieka; odkrywam morze życzliwych ludzi wokól i dobrych zbiegów okoliczności, szukam w sobie optymizmu, choć bardzo złe dni bywają jeszcze zbyt często...

      nawet na spłatę exa z mieszkania, w którym chcę zostać z córką (jest to jedyne rozsądne rozwiązanie mimo wszystko) patrzę jak na kupowanie mieszkania w promocji z 50% upustem smile, nie wiem jak poradzę sobie z dostaniem kredytu, ale póki co daleka droga do zakończenia formalności
      cieszę się z odkopania zakopanych znajomości (przez ex), z tego, że jestem zdrowa, mam pracę, którą lubię, rodziców, którzy mnie wspierają w każdym względzie, moim szczęściem jest córka
      brak mi tylko pachy do wtulenia, ale na to przyjdzie pewnie czas w swoim czasie
    • xciekawax Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 21.12.10, 20:41
      Minusy to na pewno to ze stracilam partnera, przyjaciela, kucharza, pomoc np w przyniesieniu zakupow, choinki, itd..., budzenie sie obok drugiej osoby rano bylo przyjemne, seks byl fajny tez - baaa- jeszcze pamietam co to seks. No i ja akurat lubilam byc mezatka. tzn byc w zwiazku. byc czescia calosci, czuc ta obraczke na palcu, wypowiadac swoje nazwisko wziete po mezu...

      Plusy sa ogromne, chociaz nadal nie gotuje, to mam luzniej w mieszkaniu, w szafach wiecej miejsc, nie mam sie z kim awanturowac wink , Nikt mnie zle nie traktuje, z nikim nie musze sie konsultowac jezeli plany nagle zmieniam, w lozku moge spac jak chce, moge ogladac w TV co chce kiedy chce. Rowniez poznalam swietnych ludzi, o innych sie przekonalam czy sa warci mojej przyjazni czy nie. Zmieniam sie, i zmieniam sie na lepsze! Odzyskuje poczucie wlasnej wartosci - chociaz pewnie to bedzie dlugi proces. Zaczynam zyc bardziej swiadomie.
      Mam tez szanse w przyszlosci poznac kogos naprawde wspanialego kto bedzie docenial to co moj ex myslal ze jest na porzadku dziennym.
      Acha, i jeszcze przez to ze musze cos wymyslac aby nie oszalec - wychodze czesciej i probuje nowych rzeczy - nowych wyzwan - czyli cos co bym nigdy nie doznala bedac w starym zwiazku. eksperymentuje ze stylem ubierania sie, wlosami, makijazem wink

      Acha, i nareszcie moge zakladac naprwade wysokie buty wink
      • sauber1 Re: Jakość życia - porozmawiajmy :) 31.12.10, 19:25
        https://statichg.demotywatory.pl/uploads/201002/1265646042_by_tvister116_500.jpg

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka