peterbenton
24.01.11, 12:47
nie szukam porady.nie chce się użalać na swój los.chce się po prostu podzielić swoimi przemyśleniami
jestem 2 lata po rozwodzie.małżeństwo trwało 10 lat.mam 10 letniego syna.
odnowiona po latach znajomość.moja zdrada i pozew o rozwód ze strony żony ... i tyle
a ja nawet nie walczyłem by było inaczej...
i dopiero teraz zaczynają mi się otwierać oczy
tęsknie strasznie za synem i jestem wściekły na siebie za to co zrobiłem...on na szczęście nie ma i nigdy nie miał problemów emocjonalnych w związku z rozwodem
za to teraz ja je mam...to lepsze zło ??
najbardziej boli mnie to że nie biorę udziału w jego codziennym życiu, nie widzę jak dorasta, nie widzę jego radości z sukcesów i smutku z porażek
krótko mówiąc schrzaniłem sprawę
i prawdopodobnie nigdy sobie tego nie daruję...
boli
mam nadzieję że dla niektórych ten post stanie się przestrogą...można coś bezpowrotnie stracić
nie osądzajcie mnie bo po co....może ktoś jest w podobnej sytuacji.chętnie poczytam