24.01.11, 12:47
nie szukam porady.nie chce się użalać na swój los.chce się po prostu podzielić swoimi przemyśleniami
jestem 2 lata po rozwodzie.małżeństwo trwało 10 lat.mam 10 letniego syna.
odnowiona po latach znajomość.moja zdrada i pozew o rozwód ze strony żony ... i tyle
a ja nawet nie walczyłem by było inaczej...
i dopiero teraz zaczynają mi się otwierać oczy
tęsknie strasznie za synem i jestem wściekły na siebie za to co zrobiłem...on na szczęście nie ma i nigdy nie miał problemów emocjonalnych w związku z rozwodem
za to teraz ja je mam...to lepsze zło ??
najbardziej boli mnie to że nie biorę udziału w jego codziennym życiu, nie widzę jak dorasta, nie widzę jego radości z sukcesów i smutku z porażek
krótko mówiąc schrzaniłem sprawę
i prawdopodobnie nigdy sobie tego nie daruję...
boli
mam nadzieję że dla niektórych ten post stanie się przestrogą...można coś bezpowrotnie stracić
nie osądzajcie mnie bo po co....może ktoś jest w podobnej sytuacji.chętnie poczytam
Obserwuj wątek
    • zmeczona100 Re: syn 24.01.11, 12:57
      peter, czy dobrze zrozumiałam, że żałujesz tylko sytuacji z synem? Bo nie wspomniałeś nawet słowem o ex żonie, więc jak sądzę, nie chodzi Ci o to, że się związek rozpadł. No cóż- nie strać kontaktu z synem- to jedyne, co można napisać. Mój ma prawie 14 lat i z każdym dniem coraz bardziej mnie zadziwia- rozwija się bardzo szybko, ma własne poglądy i potrafi je obronić, zmienia mu się sposób myślenia itp. Jednym słowem- jego ojciec nawet nie wie, jaką można czuć dumę, że jest się rodzicem takiego dziecka i jak można z tego powodu czuć się szczęśliwym smile
      No ale jego ojciec olał go totalnie.
    • tully.makker Re: syn 24.01.11, 13:10
      Ale zdradziles zone, nie syna - dziwne, ze tu jakos wyrzuty sumeinie i zal nie dziala.
      • altz Re: syn 24.01.11, 13:53
        Żony pewno nie kocha, a syna tak. Żona to obca osoba, szczególnie po rozwodzie, a dzieci to jednak rodzina. Wziął winę na siebie, za co ma jeszcze mieć wyrzuty? Kobieta nie miałaby wyrzutów i nikt nie miałby o niej pretensji.
        • tully.makker Re: syn 24.01.11, 14:31
          Żony pewno nie kocha, a syna tak

          W to nie watpie. Ale to nie synowi obiecywal wiernosc i uczciwosc malzenska, tylko zonie, i to ja zdradzil, a nie syna. yn, jak to zwykle bywa z dizecmi, jest tylko poboczna ofiara chutliwosci tatusia.
    • mayenna Re: syn 24.01.11, 14:03
      peterbenton napisał:

      >
      > i dopiero teraz zaczynają mi się otwierać oczy
      > tęsknie strasznie za synem i jestem wściekły na siebie za to co zrobiłem...on n
      > a szczęście nie ma i nigdy nie miał problemów emocjonalnych w związku z rozwode
      > m
      > za to teraz ja je mam...to lepsze zło ??
      > najbardziej boli mnie to że nie biorę udziału w jego codziennym życiu, nie wid
      > zę jak dorasta, nie widzę jego radości z sukcesów i smutku z porażek
      > krótko mówiąc schrzaniłem sprawę
      > i prawdopodobnie nigdy sobie tego nie daruję...
      > boli
      > mam nadzieję że dla niektórych ten post stanie się przestrogą...można coś bezpo
      > wrotnie stracić
      > nie osądzajcie mnie bo po co....może ktoś jest w podobnej sytuacji.chętnie pocz
      > ytam

      Dorosłość to umiejętność przewidywania konsekwencji własnych czynów i zachowań. Należało myśleć wcześniej.
      Teraz jedyne wyjście to oddzielić grubą kreską przeszłości i patrzeć jedynie do przodu.
    • plujeczka Re: syn 24.01.11, 14:12
      dobrze ,że masz chociaż wyrzuty sumienia w stosunku do syna , zawiniłeś a przy tym zraniłeś swoich bliskich i nic tego nie zmieni. Twojej ex zonie tez nie było lekko odróc sytuację i postaw się w jej pozycji oraz pozycji syna, rozwalony dom, rozwalone marzenia utrata poczucia bezpieczeństwa i marzeń o kochajacej się rodzinie. To duzo , bardzo duzo jak na takiego małego człowieka.teraz postraj sięchociaż trochę uczestniczyć w jego zyciu ale nie spodzierwaj się entuzjazmu i dawnej radości na twój widok. Ten mały człowiek musial sobie to wszystko jakoś poukładac w głowie a to nie jest wcale łatwe.
      Jedno co z tego wynika to fakt ,ze moze kiedy znowurozepniesz rozporek zastanowisz się kogo tym razem zranisz.
      • idoli Re: syn 24.01.11, 15:27
        Utrzymuj z nim kontakt: dzwoń, spotykaj się regularnie, rozwijaj z nim jego hobby. Wymyślaj fajne wycieczki, rozmawiaj kreatywnie, interesuj się nim. Wyprowadziłeś się, więc musisz się pogodzić z tym, że nie masz dziecka na codzień. Moim zdaniem Twój żal wynika z czego innego. Poznałeś kogoś, rozwiodłeś się, związek Ci się rozpadł i teraz jest ręka w nocniku. I nagle rodzina zrobiła się taka potrzebna.
        • peterbenton Re: syn 24.01.11, 15:33
          jestem w szczęśliwym związku.kocham i czuję się kochany

          idoli napisała:

          > Utrzymuj z nim kontakt: dzwoń, spotykaj się regularnie, rozwijaj z nim jego hob
          > by. Wymyślaj fajne wycieczki, rozmawiaj kreatywnie, interesuj się nim. Wyprowad
          > ziłeś się, więc musisz się pogodzić z tym, że nie masz dziecka na codzień. Moim
          > zdaniem Twój żal wynika z czego innego. Poznałeś kogoś, rozwiodłeś się, związe
          > k Ci się rozpadł i teraz jest ręka w nocniku. I nagle rodzina zrobiła się taka
          > potrzebna.
          • idoli Re: syn 24.01.11, 15:52
            > jestem w szczęśliwym związku.kocham i czuję się kochany

            a jednak żałujesz, że się rozwiodłeś, "otworzyły Ci się oczy", "lepsze zło..." czegoś tu nie rozumiem uncertain
          • mps61132 Re: syn 24.01.11, 19:57
            I to najważniejsze że kochasz i jesteś kochany i nie schrzań tego kolejny raz a z synem kontakty utrzymujesz i to jest najważniejsze i za to ja Cię mogę podziwiać a czemu...zostawiam już sobie.Pozdrawiam
      • peterbenton Re: syn 24.01.11, 15:31
        mam zamiar rozpinać rozporek już tylko w jednym celu.jestem teraz w szczęśliwym związku i nie mam zamiaru już nikogo krzywdzić..takie postanowienie na nowy etap życia powziętę w wieku czterdziestu paru lat.lepiej późno niż wcale
        dzięki Plujeczka za prawdziwe słowa ale ja sobie z tego wszystkiego zdaje sprawę...
        • plujeczka Re: syn 24.01.11, 21:27
          wybacz ale nie wierzę ci, gdybyś był w szczęśliwym związku tak dalece nie myslałbyś o poprzedniej rodzinie i nie o syna tutaj chodzi. Pewnie i w tym związku nie masz tego czego oczekiwałeś lub ..jest podobny do poprzedniego.Ludzie szczesliwi niczego nie żałują jesli wiedzą ,że rozstali sie z klasą z poprzednią partnerką. U was pewnie byłu duzo krzywdy, łez, rozpaczy i obojętności na zony traumę kiedy odchodziłeś.Zawaliłeś i tyle, wyrzuty sumienia nic tutaj nie zmienią możesz tylko postarac się być lepszym ojcem niż mężem ale na to musi ci pozwolić była zona i syn również.Więc staraj się pokazać ,że nie jesteś zimnym draniem i ,że syn coś dla Ciebie znaczy i pamietaj czas biegnie szybko, dzieci dorastają i oby nie było tak jak u mojej przyjaciółki o której kiedyś wam pisałam na forum.....rozwiodła się kiedy syn był malutki, mijały lata ojciec zapomniał o synu, matka nie nastawiała dziecka a wręcz nakaniała do nawiazania kontaktu z ojcem, było zaproszenie na komunię dziecka, ojciec nie przyszedł , było zaproszenie na slub syna ojciec nie przyszedł, urodziła się wnuczka, dziadek nie przyszedł, była komunia wnuczki dziadek nie przyszedł aż któregoś razu w jakiś cudowny sposób ojciec spotkał się z synem, dorosłym mężczyna na ulicy .Zaprosił do swojego pięknego domu, przedstawił swoją nową zonę oprowadzał syna po swoim "imoperium" dumny jak paw mysląc ,że ten dorosły mężczyna zapewne "umrze" z wrażenia i co...........kiedy juz tak sobie wszystko wspólnie pooglądalii i kiedy u ojca zaiskrzyła mysl ,że może uda mu się nawiązac kontakt z synem, syn wstał i powiedział ...no fajnie tato, fajnie mieszkasz masz piękny dom ale gdzie byłeś jak byłem mały, gdzie byłeś jak spadłem z rowerku, gdzie byłeś kiedy z zapaleniem opon mózgowych byłem w szpitalu.Przy moim łóżeczku była tylko mama Ciebie nie było...............syn podziękował zagościnę i wyszedł...................
      • brzydula09 Re: syn 24.01.11, 16:23
        Witaj,
        a ja powiem z racji tej drugiej osoby, tzn. kobiety, która została z Dzieckiem.
        i...nie wygląda to dobrze, wierz mi - mnie mąż zostawił, mam małego chłopca, któremu ciężko jest wytłumaczyć co właściwie się stało, nie mniej jednak staram się - daje 3 x więcej niż powinnam - staram sie by miał " normalny " dom, samej nie jest mi łatwo - a otoczenie wymaga normalnych działań a nie łez i opowieści,że jest mi ciężko.
        A co ze mną - od 2 lat nie pamiętam dnia, bym mogła bez trosk rozpocząć dzień... muszę uczyć się żyć na nowo, i nie jest to łatwe i ciągle powraca pytanie : d l a c z e g o ?
        Szczególnie w złych chwilach, musiałam zmienić pracę, zarabiam dużo mniej niż w poprzednim miejscu, zmiana otoczenia też daje się we znaki - i czesto ktoś mówi nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - tylko cóż to znaczy - jeżeli ktoś zdecydował za mnie.
        Zmienił mi i Dziecku życie - czy na lepsze - nie wiem - na pewno inne - obce, nie znane, boję się każdego dnia...
        Miło mi, że napisałeś tu i ,że masz świadomość tego co się stało - tylko wiedz,że Twojej Żonie należy się pomoc bez względu na wszystko... i nie chodzi tu o winę lub nie - tylko o zwykłe ludzkie podejście do sprawy, większość w tym mój mąż nie rozumie, co przeżywa druga osoba - przecież żyję i uśmiecham się, a zatem "radzę sobie", ale to co mam w środku i to jak bardzo zmieniło się moje i Dziecka życie - wiemy tylko my.
        Może warto myśleć 300 razy zanim się podejmie decyzję o byciu z drugą osobą, ale nie ma ludzi nie omylnych.
        Pozdrawiam Cię.
    • rarely Re: syn 24.01.11, 16:40
      za to teraz ja je mam...to lepsze zło ??
      > najbardziej boli mnie to że nie biorę udziału w jego codziennym życiu, nie wid
      > zę jak dorasta, nie widzę jego radości z sukcesów i smutku z porażek
      > krótko mówiąc schrzaniłem sprawę
      > i prawdopodobnie nigdy sobie tego nie daruję...

      darujesz sobie to kwestia czasu teraz sie nad sobą uzalasz a co do separacji z dzieckiem takie sa konsekwencje rozwodu i zlego wyboru partnerki jezeli miedzy wami byloby dobrze to bys nie zdradził chyba ze bylo dobrze a Tobie zachcialo sie odmiany wtedy ponosisz konsekwecje glupoty a moze kryzys wieku sredniego nie wiem

      ja ponosze konsekwencje zlego wyboru kobiety na matke dziecka odbilo mi zauroczenie nieziemski seks i to co mialo byc romansem zakonczylo sie ciaża syna prawie nie widuje właściwie to go nie znam ale mam swiadomosc ze ponosze konsekwencje ze stracilem glowe sam nie wiem zadzialalem jak nastolatek pod wplywem impulsu ale nie mam zadnych watpliwosci ze z Ta Pania nie zbuduje i nie zbudowal bym niczego wiec mam moze troche mniej rozterek i tak sie nie uzalam

      mam tez pewność ze najwieksze konsekwecje mojej i jej nieodpowiedzialnosci ponosi w kolejości
      -Syn
      -Ona
      -Ja
      także co zrobic zycie i tyle trzeba sie z tym godzić
    • tesknotazabija Re: syn 24.01.11, 17:34
      Wypowiem się z perspektywy kobiety, którą facet podobny wiekiem do Ciebie rzucił na tydzień przed narodzinami ich upragnionego i długo oczekiwanego dziecka.
      Powiedz mi, jak możesz mówić, że jesteś w szczęśliwym związku, kochasz i czujesz się kochany i jednocześnie masz wyrzuty sumienia i jesteś wściekły za to zo zrobiłeś dziecku i byłej żonie. Dla mnie są to sprawy nie do pogodzenia. Może ja jakaś dziwna jestem.
      Twój post dał mi jednak nadzieję. Wierzę, że kiedyś ojciec mojego dziecka będzie podobnie jak Ty żałował KAŻDEJ chwili, którą mógł spędzić ze swoim synkiem i gdzieś głęboko w sercu poczuje, że z własnego egoizmu i głupoty skrzywdził małe bezbronne dziecko.
      Nie mam litości dla takich osób jak Ty. Wybacz.
      • anka_cyganka35 Re: syn 24.01.11, 18:22
        wiesz co to chyba nie jestes w tak super szczesliwym zwiazku skoro masz takie przemyslenia. i nie użalaj się nad sobą tylko wez sie w garsc i spedzaj czas ze swoim synem tak żeby miał swidamosc, ze ma ojca na którego moze liczyc w kazdej chwili. stało się dupa i sie nie odstanie. myśl teraz o tym co mozesz mu dac
      • altz Re: syn 24.01.11, 18:25
        Ja zostałem odsunięty od dzieci i muszę się nauczyć jakoś z tym żyć. Też ciężko. A czy byłej mojej jest ciężko? Pewno i jest, ale dla mnie nie tak ciężko, jak żyć bez dzieci. Czy ona ma teraz jakieś wątpliwości? Mogę się założyć, że nie.
        • anka_cyganka35 Re: syn 24.01.11, 18:38
          sory ale poza wyjatkami typu przemoc fizyczna, psychiczna, pedofilia, alkoholizm, narkotyki odsuwanie ojca od dzieci to czyste skurczysynstwo. wpółczuje
          • errormix Re: syn 24.01.11, 19:25
            Ja napiszę ci co sądzę ze swojego punktu widzenia. Jest on inny niż powyższe, bo ja jestem facetem mieszkającym z córką, a ex jest kobietą, która z dzieckiem nie utrzymuje prawie kontaktu.

            Kiedyś, rozmawiając z kuratorką sądową, powiedziała mi ona coś, czego ty jesteś doskonałym przykładem. A powiedziała mi mniej więcej tak:

            "Nadejdzie taki dzień, nie wiem czy będzie to za rok czy za siedem lat, ale pana żona przeje się tą bitą śmietaną, jaką teraz ma na torcie swojego życia. I gdy już ta śmietana zacznie znikać, ona zauważy, że pod nią jest tylko czarne, czerstwe ciasto"

            Ty, jak sądzę, już się przejadłeś i widzisz to co widzisz.

            Więc powiem ci jak ojciec, który sam wychowuje dziecko.

            Nawet nie wyobrażasz sobie jak dziecko przeżywa rozwód rodziców. Jakie to straszne doświadczenie, gdy z dnia na dzień z domu i z życia znika mama albo tata. Nie wiesz jak często samotny rodzic wstaje w nocy, by je przykryć, pogłaskać po włosach czy choćby popatrzeć jak śpi. Jak się martwi chorobą i jak się cieszy nawet najmniejszymi radościami.

            Ominęły cię dwa lata życia cząstki ciebie samego. Bo żona to "rzecz" nabyta, ale dziecko... dziecko to najlepsza "rzecz", jaka może się zdarzyć w życiu każdego człowieka.

            Nie znam się na psychice kobiet. Nie wiem ile z nich po rozwodach chce, by facet miał kontakt z dzieckiem, a ile chce go wymazać z pamięci swoich pociech. Ale wiem jak ja często żałuję, że nasza córka nie ma mamy. Nawet takiej "niedzielnej" albo "okazjonalnej". Jak bardzo bym chciał, żeby ona choć raz w tygodniu odwiedziła swoją "najlepszą +rzecz+ życia".

            Więc się nie rozczulaj nad sobą, nie marnuj tutaj czasu, tylko w te pędy leć do swojego dzieciaka i zacznij nadrabiać to co straciłeś.

            Bo dla ciebie dwa lata to tylko 24 miesiące, ale dla dziecka dwa lata to cała wieczność.

            Życzę powodzenia.
    • nangaparbat3 Re: syn 24.01.11, 19:50
      peterbenton napisał:
      > tęsknie strasznie za synem i jestem wściekły na siebie za to co zrobiłem...on n
      > a szczęście nie ma i nigdy nie miał problemów emocjonalnych w związku z rozwode
      > m
      > za to teraz ja je mam...to lepsze zło ??


      Jak człowiek wściekły na siebie za to co zrobił może byc w szczesliwym zwiazku? Dla mnie to niepojete.

      A co do tego, że syn nie ma i nie miał problemow - mnie też tak się wydawało. Nasze rozstanie z mezem superlajtowe - bez "tych trzecich", bez awantur, z pełnym skupieniem się nas obojga na chronieniu corki. Córka - "spodziewałam się tego, wole tak niz jak się kłóciliscie" (nie kłóciliśmy się, czasem nie moglismy sie dogadać).
      A potem:
      po roku - tik nerwowy, bardzo silny - do dzisiaj nie wiem, dlaczego (minął)
      po siedmiu latach - depresja (moja mama: to wszystko dlatego, że nie ma w domu taty - nie wierzyłam jej)
      po jedenastu latach (tegoroczna wigilia) - "bo tato mnie porzucił" - i po raz pierwszy głęboki, głosny płacz na ten temat.
      • altz Re: syn 24.01.11, 21:59
        Dobrze, że córka to przepracowuje, tylko szkoda że tak późno. To jeszcze nie koniec, pewno się to odbije na jej związkach. :-\
        Wszystko to jeszcze przed moimi córkami, najgorsze, że zdaję sobie z tego sprawę i mogłem temu zapobiec.
        • altz Re: syn 24.01.11, 22:01
          Miało być "nie mogłem", a podświadomość podpowiada co innego sad
          • nangaparbat3 Re: syn 24.01.11, 22:10
            Dobre. Właśnie chciałam krzyku narobić: że niby jak mogłeś?
            Co do związków - póki co idzie jej lepiej duzo niż mateczce, w dowolnym okresie życia. A przecież moi rodzice nigdy sie nie rozstali i kochali do śmierci taty, naprawdę.
            Życie jest jeszcze dziwniejsze niż sie domyślamy.
        • nangaparbat3 Re: syn 24.01.11, 22:13
          > Dobrze, że córka to przepracowuje, tylko szkoda że tak późno.
          No - ja się bardzo ucieszylam, że wreszcie ryczy na ten temat - i bardzo dobrze jej zrobiło, jak mi powiedziała. Z tym że ona jest intro - powoli to idzie sad
    • ona_37 Re: syn 24.01.11, 21:35
      Myślę ,że dobrze,że ... masz przemyślenia i wyrzuty sumienia jak można tak to ująć nad własnym życiem ,gorzej gdy nie było sumienia
      Ale coś w tym jest tylko nie każdy jest w stanie się do tego przyznać.

      " ...Człowiek pracuje z czasem idzie na emeryturę bądź choruje i często wraca myślami za tym co stracił bo najpewniejsza jest w tedy RODZINA..."
    • argentusa Re: syn 25.01.11, 09:17
      Peter, je Cię rozumiem. Co więcej, rozumiem, że można być w SZCZĘSLIWYM związku i być nieszczęśliwym z powodu separacji od dziecka.
      Bo moim zdaiem dojrzałość to też zaakceptowanie ambiwalencji na różnych płaszczyznach zycia.
      Jestem w szczęśliwym związku. Ale też przykro mi, że moje dzieci nie mają taty na codzień (tata jest regularnie obecny w ich życiu i czasem pomaga organizacyjnie na codzień -sytuacja chyba najlepsza z możliwych po rozwodzie) A jednak czasem jest mi przykro.
      Ale tego nie zmienię. Ten smutek nie zakłóca mi szczęścia (mojego) w mowym związku, bo to zupełnie "inne półki" życiowe. Dzieci akceptują nowych partnerów rodziców (mojego tak- to widzę "naocznie", a na partnerkę eks też nie narzekają).
      Nie ma obsolutu -to utopia. CZasem przychodzi mi do głowy, że rozwód pokazałnaszym dzieciom, że bycie nieszczęśliwym w małżeństwie nie oznacza dożywocia. Że jeśli już naprawdę nie da się nic zrobić, można to zmienić. Zadziwiająco wielu jest nieszczęśliwych mężczyzn i niezupełnie szczęśliwych kobiet w małżeństwach. Czemu w nich tkwią to juz inna para kaloszy.
      • peterbenton Re: syn 25.01.11, 11:34
        dziękuję Wam za wszystkie dotychczasowe posty..nie wniosły wprawdzie nic nowego do mojego życia ale tak jak pisałem na początku nie szukam porady czy też miejsca do wyżalenia się ani też recepty na życie.już ją mam
        dzięki Wam widzę jak moja sytuacja jest postrzegana z boku a myślę że to mi właśnie było potrzebne - obiektywna ocena
        oczywiście temat otwarty.proszę piszcie jeśli macie ochote i wenę
      • nangaparbat3 Re: syn 25.01.11, 17:19
        Troszke to hurraoptymistyczne. Człowiek wściekły na siebie o to, że zrobił komus, kogo kocha, poważną krzywde po to, by byc z inną osoba którą kocha. Dziękuję za takie szczescie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka