25.02.11, 17:31
Jestem na rozdrożu, nie wiem co dalej.
Mam lekko ponad 40, od niepamiętnych czasów ten sam mąż. I o niego, o ten związek tu chodzi.
Nie mamy dzieci, ale nie w tym rzecz, może kiedyś opowiem dlaczego.

Mówią o mnie, że niby jestem rozsądna, że energiczna, że mam szczęście w życiu. Hmmm
Nie wiem z iloma takimi stwierdzeniami sama się zgodzę; teraz już nie wiem nic.

Wyszłam za mąż na studiach, Mąż parę lat starszy, odbierany jako spokojny i dobry człowiek. Bo w sumie nie mogę nie powiedzieć, że jak złamałam nogę to na rękach mnie nosił i woził gdzie trzeba było... jak miałam zwyczajnego lenia- zrobił za mnie cośtam... jak trzeba było przyjechać po mnie po babskich plotach- zawsze czekał i nie pozwalał samej wlec się po nocy autobusem... no i wiele takich.
Nie lubił prasować, ja dziergałam koszule na blachę. Nie umiał sobie znaleźć pomysłu na życie, na pracę- szukałam aż znalazłam, on wykonywał swoją pracę, ale sam wymyśleć nie umiał. Cóż, nie każdy jest taki zaradny; ważne że nie jest leniwy, pracować chce, ale trudno że zamiast wynalazcy trafił mi się odtwórca... Nikt nie jest bez wad, prawda?
Tak się toczyło nasze wspólne życie, bez wielkich ochów i achów, ale zawsze myślałam, że błędy błędami a jemu na nas zależy. Bo mnie chyba zależało...
Powinnam się obudzić po pierwszym romansie, kiedy zakomunikował mi, że chciałby spróbować życia z naszą znajomą ( okazało się, że mieli romans), ale ja- powiedziałam mu, żeby wybrał jak uważa, w sumie zostaliśmy razem, tamtą znajomość zerwał. Toczy się dalej...
Prowadzi firmę, różnie się toczy; jak ma kasę w kieszeni, to ta tam pozostaje... nie, nie powiem żeby nie łożył na dom, ale powiem tak- nie dba o wspólne oszczędności. Jego- są tylko do jego a moje- jak się trafi krach- idą na łagodzenie skutków.
Wpada w długi- ja wyciągam zaskórniaki i dokładam; on dziedziczy mieszkanie- sprzedaje je i wkłada kasę na lokatę. Na remont naszego mieszkania dokładają mi rodzice...
Widzę, że potrzebuje nowego ciucha- wchodzę do sklepu i kupuję; mamy rocznicę ślubu, taką okrągłą- kupił mi kwiatka, no dobra, nie jestem przecież taka...rozumiem, podatki, zusy, srusy..
Pracuję za granicą, kasa na konto, tak na starość, przecież dzieci nie mamy i muszę czuć się bezpiecznie, prawda? Ale bywa niebezpiecznie, mogę mieć jakiś wypadek, cokolwiek- upoważniam go do tego konta ( na starość...). Po kilku latach ciągłych stresów i wyjazdów wracam i zastaję konto wyczyszczone. Dlaczego?- ano miał kłopoty, nabrał kart kredytowych, takie tam bzdety, odsetki i inne go zjadły i musiał się ratować. No to pytam gdzie kasa z lokaty, kasa za mieszkanie... ano też poszła w tym kierunku...
Teraz piszę już spokojnie, ale wyobrażacie sobie już jak usiadłam z wrażenia? ZAMUROWAŁO mnie. Ale nadal myślę, kurcze, każdemu się może zdarzyć, ale dlaczego ja nic nie wiem o takich posunięciach? Ano, mówi, nie chciałem cię martwić.... ( aż mnie gotuje, ale postaram się skończyć ten wywód na spokojnie).
Ale to nie koniec, on musi wziąć nowy kredyt, bo ma jeszcze długi do pilnej spłaty. Nosz... I pewnie bym i tego nie wiedziała, gdyby nie to, ze bank zażądał mojej zgody lub rozdzielności majątkowej. Dostał rozdzielność, ale co, mieszkanie mamy wspólne; jak się zaczną kłopoty ze spłatą, to pewnie bank wejdzie na jego część...
Jestem zdruzgotana. Większość wtajemniczonych radzi wystawić walizki i rozwód. Być może i tak się stanie, bo już nie mogę znaleźć powodu aby tkwić w tym dalej. Ale... wciąż pamiętam tamtego faceta, kiedy mnie nosił na rękach, kiedy marzył i miał tyle cierpliwości do mnie...

Na razie muszę się zabezpieczyć, muszę podzielić nasz majątek, nie zniosę tego gdyby przyszło mi wylądować na ulicy. On się zgadza przekazać mi całe mieszkanie, a ja nie wiem czy kiedyś go z niego nie wywalę. Teraz nie mam siły, teraz myślę o tym, że mnie oszukał i właściwie okradł jak jego ojciec matkę, że niedaleko pada jabłko...
Dziś się przeraziłam, budzę się rano w nawet niezłym nastroju, ale jak sobie przypominam co wokół mnie- wolałabym już się nie obudzić.
Czuję żal, wściekłość i rozczarowanie. Nie wiem co zrobię dalej, ale jakbym mogła żyć dalej wiedząc, że jak go wyrzucę- stoczy się na samo dno. Tak, ponoć ofiara uzależnia się od oprawcy, tyle że ja już nie wiem kto tu kim jest.
I wiecie co? Żeby nie było nieporozumień- ja też nie jestem święta. Ale kiedy spotkałam zagranicznego księcia na białym rumaku, pomyślałam o mężu, jakby było mu smutno i źle gdybym go tak zostawiła... jakbym ja się czuła i... książę odstawiony. Teraz już nie wiem czy tak samo bym postąpiła, gdyby nie te klapki na oczach, może wygodnictwo? Nie wiem nic, wiem jedynie, że wszystkie moje zasady i ideały nie miały sensu, a może raczej- pokrycia w rzeczywistości.
czy go kocham? Tak- jak się kocha bliskiego, ale już nie tak jak się powinno kochać męża.
Pewnie będzie rozwód, ale co dalej?
Wiele w życiu popełniłam błędów, nie widzę teraz światełka w tunelu, ale może się jeszcze podniosę? Boję się samotności, ale czy tym mogę tłumaczyć tkwienie w czymś, co może mnie doprowadzić do... ostateczności.
Obserwuj wątek
    • gyubal_wahazar Re: Co dalej? 25.02.11, 17:55
      > Boję się samotności, ale czy tym mogę tłumaczyć tkwienie w czymś, co może mnie doprowadzić do... ostateczności.

      Dobrze Ci radzą znajomi. Inaczej pójdziesz na dno. Twoją ciapę (bo taki obraz się z Twojego opisu wyłania) przerasta zarządzanie pieniędzmi wiekszymi, niż na paczkę fajek. A tłumaczenie, że nie chciał Ci mówić o tym, że opróżnił Ci konto z ciężko zapracowanych pieniędzy, by Cię nie zmartwić, to już jakieś kompletne lato z radiem.

      Rozwiedź się z nim, bo to huba. Miła w dotyku ale wysysająca z Ciebie soki. Nie macie na szczęście dzieci, więc sprawa będzie zdecydowanie mniej bolesna. Jeśli nadal masz problem z podjęciem decyzji, to zadaj sobie pytanie, ile jeszcze Twoich pieniędzy powinien zmarnować byś wreszcie doszła do tego wniosku ?
      • haalszka Re: Co dalej? 25.02.11, 18:09
        trudno za ciebie podjac decyzje.. na pewno twoj maz ma problem. zero odpowiedzialnosci za siebie i was. z drugiej strony nie kazdy musi byc odpowiedzialny... hmm pytanie czy ty chcesz w tym tkwić i ponosic odpowiedzialnosc rowniez za jego błędy.
        Skoro jest ok jako maz moze odrganicz na poczatku wasze finanse? choc to trudne, wiem ale moze to jakis pierwszy krok do uzyskania odpowiedzi?


      • niutka Re: Co dalej? 25.02.11, 21:19
        Zgadzam sie z przedmowca. I dodam jeszcze, iz jesli nie chcesz, aby dlugi/zobowiazania finansowe jeszcze meza, ktore teraz moze zaciagnac, nie byly na Twoje "konto", to zrob rozdzielnosc majatkowa (notarialnie - ale wtedy maz musi sie zgodzic, badz sadownie).
        • aberia Re: Co dalej? 26.02.11, 18:12
          Haalszka i niutka : rozdzielność już jest, notarialna, czyli jego obecne długi niby mnie nie dotyczą.

          Na razie jestem jak sparaliżowana, boję się przyszłości, boję się że szybciej wykorkuję na serce niż pogodzę się z tym, że nie każde małżeństwo oznacza wspólne dążenia i cele, że można tak oszukiwać pod pretekstem ochrony przed kłopotami...w sumie wyszło jeszcze gorzej.
          Rozwód pewnie będzie, ale najpierw podział majątku i teraz nie wiem czy to coś da jak on przekaże mi swoje udziały w mieszkaniu a potem i tak będą kłopoty... Czy jakiś wierzyciel nie zażąda licytacji czy sprzedaży mieszkania aby zająć jego część?
          Szkoda mi go, wiem- jestem głupia. A bywał dla mnie taki dooobry... naiwności ludzka...!
          Potrafi wzbudzać współczucie, kaja się, uznaje wszystkie błędy, ale... co mi z tego jak za chwilę mogę wylądować na ulicy?
          • haalszka Re: Co dalej? 28.02.11, 22:14
            najlepiej isc do adwokata i sie doradzic..
            moja kolezanka byla w sytuacji gdzie maz sobie poszedl, po prostu poszedł. udało jej się przepisac mieszkanie na siebie, kredyt na siebie ale dalej nie czula emocjonalnie sil aby sie rozwiesc. No i pojawili sie wierzyciele meza, tez mieli rozdzielnosc majatkowa od "jakiegos czasu".. byla sprawa w sadzie i sedzia oddalil roszczenia wobec niej. pewnie bedzie apelacja, bo prawnik powiedzial ze nie wyglada to dobrze ani rozwodu, do tego on co mial oddal na nia, tam jeszcze dochodzilo dziecko i brak zasadzonych alimentow od meza... tak jakby to oboje ukartowali.
            wiec może lepiej doradzic się prawnika, jak tego dokonać aby później nie było domniemania trzecich stron.
            Powodzenia!
    • mankatoja Re: Co dalej? 26.02.11, 18:53
      kiedys mialam podobnie....opwoiem ci zebys pomyslala, przenaanalizowala i wyciagnela wnioski...jakie? sama bedziesz wiedziala

      moj maz niby ok ale nie ok, z czasem zamiast pracy wolal internet i gry, a potem i hazard polubil, zas prace znieniawidzil tak skutecznie ze postanowil nie pracowac....wtedy nie wiedzialam jeszcze ze to jego wybor, myslalam ze to bezrobocie w naszym miasteczku
      kilka miesiecy pozniej okazalo sie ze prace rzucal za kazdym razem, a podejmowal kiedy stawialam sprawe jasno, tym bardziej ze mial duze potrzeby fiinansowe - markowe ciuchy, papierosy, dobre alkohole i hazard....w koncu jeszcze poznane w sieci kobiety. wydal oszczednnosci, zamiast jedzenia kupowal alkohol albo plyty z grami....kiedy przejrzalam komputer okazalo sie ze jeszcze na hotele i prezenty dla kolezanek z sieci...
      ktoregos dnia powiedzialam basta, wtedy kiedy wrocilam pozno do domu, pies niewyprowadzony, w domu bajzel i on nieumyty i smierdzacy alkoholem

      wtedy jeszcze mi zalezalo chyba bo dalam mu rok na to aby sie wzial w garsc
      w czasie tych 12 miesiecy staral sie zmienic przez kilka pierwszych, potem zapomnial co obiecal
      doskladnie tego samego dnia rok po postawieni ultimatum wywalilam go do matki, ktora przyklaskiwala jego postepowaniu....mieszka z nia do dzis, tyle ze nagle mamsuia zmienila zdanie i zagrozila wyrzuceniem jak nie znajdzie pracy, znalazl w ciagu kilku dni i pracuje do dzis a i robi u mamy za gosposie. super, fajnie ze przynajmniej jej pomaga.
      grunt ze ja juz nie ma tego co bylo.
      jestem po rozowdzie, nie zaluje. tak bylo lepiej, bo balam sie ze ktoregos dni aprzekrocze jakas granice, zrobice cos zlego jemu albo sobie.....
      zaluje ze dalam mu tyle czasu
      tez zostalam bez oszczednosci, sama bo dzieci nie mielismy i balam sie
      do dzis sie boje bo wokol mnie kreci sie masa facetow ale oni sa podobni do mojego eks meza.....moze takich przyciagam?
      kasa nie jest najwazniejsza, podziwgniesz sie, jak ja, ale pomysl o tym co czujesz, jak czujesz i czego chcesz. wtedy podejmij decyzje, przemyslana i zgodna z sumieniem i sercem
    • tully.makker Re: Co dalej? 26.02.11, 19:18
      Sama musisz sobie odpowiedziec na pytanie kim jest twoj malz - czy ofiara losu, chronicznym, nierefolmowalnym idiota, czy swinia, ktora cie zwyczajnie wykorzystuje. I na to, czy poza kwestiami finasowymi zycie z nim jest mile i przyjemne, czy tez nie ma w nim nic fajnego. Czy czujes sie kochana? Czy czujesz sie spelniona jako kobieta? Czy sex jest satysfakcjonujacy? I co tam ci jeszcze wpadnie do glowy...

      Te odpowiedzi sa na tyle wazne,ze jesli to jednak dobry czlowiek, tylko glupi, to mozercie sobie dalej zyc szczesliwie, majac rozdzielnoisc majatkowa i sztywno ustalone za co placisz, a na co on sam sobie musi zarobic. Oczywiscie, jesli masz wystarczajaco silna wole, by sie nie zlamac i nie sponsorowac pana.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka