Dodaj do ulubionych

Rozwód...

18.05.11, 11:28
I co dalej? To pytanie nie daje mi spokoju od dłuższego czasu.Nie potrafię zdecydować się na rozwód, jestem tchórzem.Małżeństwem jesteśmy od 15 lat, mamy syna 8 lat.Małżeństwo wypaliło się. Starałam się "podgrzać ogień", ale sama nic nie zdziałam.Mąż niby też pragnie, ale to ja jestem inicjatorem we wszystkim, a mi się już nie chce.Złapałam się na tym,że w małżeństwie to ja decyduję, wymagam ,zrzędzę, wtedy małżeństwo działa ok.Teraz, kiedy to mi przestało zależeć, nie inicjuję rozmów, kontaktów żyjemy jak dwoje znajomych.Nie kłócimy się, wymieniamy informację o dzieciach, sexu nie ma od 5 miesięcy i zastanawiam się czy już czas na złożenie papierów rozwodowych, czy jest sens ciągnąć to w nieskończoność, bo zaczyna mi to ciążyć w psychice.Nie odpowiada mi taka sytuacja, ale boję się właśnie, co będzie dalej......I szkoda mi dziecka, teraz ma przynajmniej oboje rodziców
Obserwuj wątek
    • ronald.tusk Re: Rozwód... 18.05.11, 11:34
      Ja bym spróbował pogadać o tym z mężem. Musisz tylko znaleźć dobry moment, bo jak wyskoczysz w nieodpowiednim to Ci odpowie, że mu głowę zawracasz i oleje temat. Może powinniście odpocząć od siebie...odpocząć świadomie i za obopólną zgodą. Zakładam, że facet nie ma nikogo (ale nie wydaje mi się, bo żaden normalny chłop pięciu miesięcy bez bara bara nie wytrzyma) więc dogadajcie się, Ty się wyprowadź, albo on niech sobie coś wynajmie. Ważne żeby zrobić to uczciwie, nie strzelać sobie goli tylko spróbować żyć bez tej drugiej osoby. Jeżeli nie wszystko jeszcze umarło, to bardzo szybko zacznie wam siebie na wzajem brakować. Tak czy owak powodzenia życzę, no i nie...zapominajcie o synu. On tu chyba jest najważniejszy...?
    • dn35 Re: Rozwód... 18.05.11, 11:38
      No to możemy sobie podać rękę.
      Mam tę samą sytuację.
      Ja właściwie już podjęłam decyję. Tylko daję sobie jeszcze czas. Może coś się zdarzy niespodziewanie. Coś, co mną zachwieje w tej decyzji. Ale nic się nie zdarza.
      A co jest motywem do takiej decyzji?
      Nijakość.
      I świadomość, że nie chcę tak dalej żyć. Że mam jeszcze parę lat zycia przed sobą. I chcę się cieszyć życiem jeszcze.
      Dlatego tak zdecydowałam.
      I chcę otworzyć sobie szanse na szczęście. Tkwiąc w takim martwym malżeństwie, ani sobie nie dam szansy, ani męża nie uszczęśliwię, ani dziecka, które czuje tą pustkę pomiędzy rodzicami i uczy się, że tak jedynie może wyglądać małżeństwo - a to przecież chore jest.
      O tym pomyśl - jakie wzorce na przyszłość dajesz dziecku, tkwiąc w tej szopce, niby dla jego dobra.

      Co to napisałam powyżej nie oznacza, że nie jestem przerażona. Jak to przeprowadzić. Gdzie znaleźć siłę, żeby podążyć do końca w wybranym kierunku i nie ząłamać się, bo pieniądze, bo organizacja wożenia dziecka do szkoły - ale czy to jest warte życia bez uśmiechu co rano, kiedy widzi się tę jedyną osobę obok?
      • magdaaa73 Re: Rozwód... 18.05.11, 11:50
        Rozmów z mężem odbyłam tysiące, zawsze pyta co ma zrobić ,żeby było dobrze-ja mówię-on robi. Już mi się nie chce,nie jestem jego mamusią, a żoną tu tkwi chyba cały problem.Kochanki prawdopodobnie nie ma(przeżyłam już jedną- to nie jest koniec świata, wiedziałabym, znam go za dobrze).Przeraża mnie fakt, że w momencie, kiedy dziecko usamodzielni się, nas już nic nie będzie łączyło,że w przypadku choroby nie będzie moim wsparciem i że dziecko ma właśnie niewłaściwy obraz rodziny, choć pozornie nic się nie dzieje.Tylko zastanawiam się, czy przypadkiem to , co wg mnie powinno być normalne czyli więż, radość bycia ze sobą jest możliwe po tylu latach, czy nie są to tylko złudne wyobrażenia .
      • ronald.tusk Re: Rozwód... 18.05.11, 11:54
        dn35 napisała:

        > bo pieniądze, bo organizacja wożenia dziecka do szkoły

        To akurat najmniejszy problem wg mnie. Jestem po rozwodzie, płacę alimenty, dodatkowo za szkoły dzieci, mieszkamy osobno a i tak prawie codziennie wożę dzieci do szkoły, robię im śniadania, regularnie bywają u mnie w domu.

        Piszesz, że jakie wzorce dajemy dzieciom żyjąc jakby "obok siebie". Zapewniam Cię ze swojego punktu widzenia, że lepsze niż kompletne rozłożenie rodziny w imię własnej wygody i "układania sobie życia".
        • magdaaa73 Re: Rozwód... 18.05.11, 12:46
          Uważasz,że taki wzorzec jest jednak lepszy?Nie mam ochoty na "układanie sobie życia na nowo", a na pewno na poszukiwanie partnera.Dla dziecka jestem w stanie zrezygnować z rozwodu i tkwić w tym związku bez jakichkolwiek emocji, ja to wytrzymam.Obawiam się tylko,że po latach stwierdzę,że nie warto było, a wtedy czasu już nie cofnę. Ten wewnętrzny konflikt rozsądku i uczuć powoduje, że tak naprawdę to nie chce mi się żyć, aby nie podejmować decyzji.
        • argentusa Re: Rozwód... 18.05.11, 12:47
          > Piszesz, że jakie wzorce dajemy dzieciom żyjąc jakby "obok siebie". Zapewniam C
          > ię ze swojego punktu widzenia, że lepsze niż kompletne rozłożenie rodziny w imi
          > ę własnej wygody i "układania sobie życia".
          A ja mam inne zdanie na ten temat. zycie "obok" nie daje dzieciom szansy na zaobaczenie jak może wyglądać dobry związek. Zaryzykowaliśmy i ja i eks. I teraz nasze najstarsze dziecko mówi, że jest o niebo lepiej. Warunek: oboje rodzice muszą się dogadywać w sprawach dzieci a nie wojować ze sobą.
          • dn35 Re: Rozwód... 19.05.11, 10:15
            Jak dobrze, że Ktoś to napisał (wpis argentusa). Że dziecko samo tak oceniło sytuację. Pozytywnie oceniło rodziców, którzy zdecydowali o daniu sobie nowej szany. To cholernie ważne. Może się okazac oczywiście, że w wielu przypadkach tak to nie zadziała na dziecko...Ale cóż. Chyba trzeba próbować.
            Walczyć o szczęście. Swoje też.
            Nie wyobrażam sobie szczęśliwego dziecka przy sfrustrowanych rodzicach. Nie wyobrażam! Dzieci za dużo czują. I widzą pozory. A zycie pozorami to nie zycie!
            Dlatego osobiście uważam, że trzeba ryzykować w poszukiwaniu swojego miejsca w tym życiu.
            Oczywiście, pod warunkiem, że w domu wypróbowało się już wszystkie sposoby na poprawe sytuacji. Że już nic nie można sobie zarzucić w kwestii starań. Zawsze oczywiście to może być subiektywne - ale przecież to o to chodzi, aby zyć w zgodzie z samym sobą.
        • anielica84 Re: Rozwód... 28.05.13, 09:30
          ja sie zgadzam, bylismy (nadal jestesmy) w separacji, ale staramy sie ratowac nasze malzenstwo i corka teraz odzyla mimo ze nie mieszkamy razem, powalcz o malzenstwo, skoro kochanke przetrwalas moze warto sprobowac, moze jaks terapia??
          ja nadal zastanawiam sie nad rozwodem bo to co zrobil moj maz zniszczylo mnie wewnetrznie, ale walcze...
    • yoko0202 Re: Rozwód... 19.05.11, 10:58
      ostateczna decyzja o rozstaniu to jest coś takiego, jakbyś miała zdecydować się na wyrwanie wszystkich zębów na raz bez znieczulenia albo np. ucięcie sobie stopy, również bez znieczulenia bo dajmy na to znieczulenia nie ma gdyż mieszkamy sobie na wysepce na środku pacyfiku.
      niestety, jeżeli zęby do niczego się nie nadają, a w stopie jest gangrena, to prędzej czy później trzeba będzie zrobić ciach; jasne, można próbować uśmierzać ból, optymistycznie oczekiwać oznak poprawy, ale suma sumarum tą stopę trzeba będzie kiedyś odciąć
      ludzie rozstają się zazwyczaj wtedy, gdy są na skraju wytrzymałości i nadziei nie widzą żadnej, a ewentualny strach przed samotnością, żal straconych lat itp. staje się mniejszy niż potrzeba wyrwania się z błędnego koła codziennego marazmu.
      nie wiem na jakim jesteś etapie.
      a jeżeli chodzi o dziecko, to weź pod uwagę, że tylko szczęśliwi rodzice mogą wychować szczęśliwe dziecko.
      • haalszka Re: Rozwód... 20.05.11, 05:09
        straszne to odcinanie stopy..... wink ale dużo w tym prawdy
      • magdaaa73 Re: Rozwód... 20.05.11, 11:45
        Porownanie bardzo trafne, ale decyzję czy jest gangrena podejmuje lekarz i on daje prawo wyboru.Wiem,że psycholog mógłby pomóc nakreślić sprawę, proponowałam mężowi terapię, mąż jak zwykle nie widział powodu.Na dzień dzisiejszy nie mam siły na podjęcie leczenia.
        I właśnie pisząc to uświadomiłam sobie mój wybór. Dziękuję.
        • dn35 Re: Rozwód... 20.05.11, 12:20
          Mój mąż też po latach moich próśb i starań, teraz poprosił o pójście na wspólną terapię.
          A ja, tak, jak Ty, zdałam sobie sprawę, że już...nie chcę. Nie mam sił, ani ochoty teraz się starac. Już się wypaliłam. I teraz ja na terapię nie idę. Jak ma życzenie, niech idzie sam.
          Przychodzi tak moment, że nie chcesz walczyć.
          Nie chce Ci się jeszcze raz postarać.
          I wtedy wiesz.
          Jak już nic Ci się nie chce w sprawie związku.
        • yoko0202 Re: Rozwód... 22.05.11, 21:54
          magdaaa73 napisała:

          > Porownanie bardzo trafne, ale decyzję czy jest gangrena podejmuje lekarz i on d
          > aje prawo wyboru.Wiem,że psycholog mógłby pomóc nakreślić sprawę, proponowałam
          > mężowi terapię, mąż jak zwykle nie widział powodu.Na dzień dzisiejszy nie mam s
          > iły na podjęcie leczenia.
          > I właśnie pisząc to uświadomiłam sobie mój wybór. Dziękuję.

          na wysepce na pacyfiku nie ma lekarza smile
    • altz Re: Rozwód... 20.05.11, 12:54
      Ja nie wiem, co z tym wypaleniem. Jakaś nowa moda czy co?
      Nie palić trawy, to nie będzie takich problemów. wink

      A tak poważnie, wydaje mi się, że to są takie związki symbiotyczne. Wszystko razem, wspólne cele, mąż chce pójść z kolegami na piwo, to żona nie puści, bo obowiązki, bo wspólne wyjście, przyjdzie ciotka itp. Mąż żony nie namówi(nie puści) na samodzielny wyjazd itd. i tak się to kisi w sobie. Ile można robić z tą samą osobą to samo? W końcu z każdym można się znudzić.
      Dajcie sobie trochę wolności, zajmijcie się bardziej sobą, to i między Wami może się jeszcze poukładać. Kurs nurkowania, samodzielny wyjazd, nauka malowania na szkle, wyjście ze znajomymi. Będzie nowy partner i za dwa lata to samo? Tylko po co? Jest ciepło, można pokombinować, a nie karać dziecka za własne znudzenie.
      • estris Re: Rozwód... 21.05.11, 14:42
        Być może intuicyjnie czujesz że ta sytuacja nie potrwa długo i chcesz ubiec ruch męża… Jeśli mąż nie reaguje na próby naprawy związku, od miesięcy nie było seksu, być może liczysz się z tym że w tle kryje się inna kobieta. Ja bym nie rozmawiała o tym z mężem – nie masz co liczyć na szczerą odpowiedź – i nie podejmowała żadnych kolejnych prób ocieplenia. Im bardziej Ty się starasz, tym mniejszą odpowiedzialność czuje on, pozwól jemu wykonać kolejny ruch. Jeśli jednak nie masz pewności co do jego zdrady ani w Waszym związku nie ma żadnych innych nadużyć, żyjecie z mężem jak dobrzy znajomi, wychowujecie dziecko, dobrze się zastanów czy warto fundować dziecku takie cierpienie. Argument o spełnionym uczuciowo, rozkwitającym na nowo rodzicu to dla niego czysta abstrakcja i z pewnością nie dasz dziecku lepszego wzorca niż pełna rodzina (nie patologiczna rzecz jasna).
        • idoli Re: Rozwód... 24.05.11, 16:21
          a mnie się wydaje, że to Ty kogoś poznałaś i się teraz zastanawiasz co wybrać..
          ja niestety nie mam pojęcia. Czasem warto, czasem nie, ale to wiadomo dopiero po czasie. Jeśli tak jest to nie zazdroszczę.
          • magdaaa73 Re: Rozwód... 26.05.11, 15:31
            Nikogo nie poznałam, czy mąż poznał nie mam pojęcia, bo nie ingeruje w to.Każde z nas ma swoich znajomych, nie założyliśmy sobie smyczy, mamy własne życie oprócz wspólnego. Z boku jak to zwykle bywa jesteśmy "szczęśliwą rodzinką", bo my żyjemy włąsnie jak dobrzy znajomi.Mnie przeraża, że jak się dobrze zastanowię, to po odejściu z domu dziecka mąż stanie się osobą obcą i co wtedy? Wtedy stwierdzę ,że życie zmarnowałam....Chyba za późno będzie. Jednocześnie mam świadomość ,że podjęłam się urodzić dziecko, a konsekwencją tego jest wychować je i zapewnić warunki jak najlepsze czyli np. pełna rodzina.Dlatego nawet rozum w decyzji ma dwa biegunysad
        • evree Re: Rozwód... 27.05.13, 22:01
          Magdo dopiero dzisiaj przypadkiem znalazłam twój post. Bardzo ciekawi mnie jak dzisiaj żyjesz, jak potoczyło się twoje małżeństwo ponieważ jestem na tym samym etapie i mam te same odczucia?? Może mnie ułatwi podjęcie decyzji twoja odpowiedź.
          • katenowak Re: Rozwód... 27.05.13, 22:17
            moja historia też jest podobna
            13 lat po ślubie tylko sexu od 5 nie ma - ja już nie walczę, już nie kocham a jak ktoś mówi porozmawiaj z M to mam ochote zagryźć. Myślą że przez te 13 lat nie rozmawiałam czy co?
            Tysiące razy próbowałam rozmawiać tylko że facet nie chce
            Nie chciał walczyć. No może raz jak 5 lat temu chciałam rozwodu. I sie starał 3 miesiące - nie wyszło nam
            Moja dziś 6letnia córka przychodzi i sie pyta czemu razem nie śpimy skoro mamy łóżko jest takie duże że moglibyśmy spać razem jak rodzice koleżanki i się całować na powitanie jak rodzice koleżanki. Więc nie mówcie że żyjąc obok siebie nie ze sobą dajemy dobry przykład dziecku. Ciągle słyszy to mamy, to taty to Twoje - nie ma nic naszego - taki chory układzik
            więc wierzę że po rozwodzie będzie lepiej ... może nie bajkowo ale lepiej i wtedy łatwo wyjaśnię córce czemu się nie całujemy na powitanie i całą resztę dziwnych zachowań
            • evree Re: Rozwód... 27.05.13, 22:24
              Boże jakie to życie jest durne i chore. Pocieszam się w tym momencie, że nie jestem z takim problemem sama i idę do pracy na nocną zmianę. Pozdrawiam
            • looknij Re: Rozwód... 28.05.13, 01:49
              katenowak napisała:

              > moja historia też jest podobna
              > 13 lat po ślubie tylko sexu od 5 nie ma - ja już nie walczę, już nie kocham a j
              > ak ktoś mówi porozmawiaj z M to mam ochote zagryźć. Myślą że przez te 13 lat ni
              > e rozmawiałam czy co?
              > Tysiące razy próbowałam rozmawiać tylko że facet nie chce
              > Nie chciał walczyć. No może raz jak 5 lat temu chciałam rozwodu. I sie starał 3
              > miesiące - nie wyszło nam
              > Moja dziś 6letnia córka przychodzi i sie pyta czemu razem nie śpimy skoro mamy
              > łóżko jest takie duże że moglibyśmy spać razem jak rodzice koleżanki i się cało
              > wać na powitanie jak rodzice koleżanki. Więc nie mówcie że żyjąc obok siebie ni
              > e ze sobą dajemy dobry przykład dziecku. Ciągle słyszy to mamy, to taty to Twoj
              > e - nie ma nic naszego - taki chory układzik
              > więc wierzę że po rozwodzie będzie lepiej ... może nie bajkowo ale lepiej i wte
              > dy łatwo wyjaśnię córce czemu się nie całujemy na powitanie i całą resztę dziwn
              > ych zachowań
              Kate zaczynam cie rozumiec tylko nie mow wiecej prosze ze zyjac tutaj nie stac cie na rozwod
            • mayenna Re: Rozwód... 28.05.13, 11:27
              Kate, ale my ci mówimy żebyś porozmawiała z mężem ostatni raz, tak z pełna świadomością, że jak on nie podejmie dialogu to zrobisz to co sama zdecydujesz i może to być rozwód, znalezienie kochanka czy jeszcze cos innego. Chodzi o rozmowę o konsekwencjach jego zachowania w małżeństwie, bo ty od 5 lat mówisz i rozmawiasz ale nic z tego nie wynika. z tej rozmowy powinno wyniknąć co dalej robicie razem, albo ty sama.
          • mayenna Re: Rozwód... 28.05.13, 11:42
            evree napisał(a):

            > Magdo dopiero dzisiaj przypadkiem znalazłam twój post. Bardzo ciekawi mnie jak
            > dzisiaj żyjesz, jak potoczyło się twoje małżeństwo ponieważ jestem na tym samym
            > etapie i mam te same odczucia?? Może mnie ułatwi podjęcie decyzji twoja odpowi
            > edź.

            Evree, ale ty nie jesteś na tym samym etapie co Magda. Masz męża alkoholika, który cię bije. To jest zupełni inny punkt wyjścia do podejmowania decyzji, co dalej.
            • evree Re: Rozwód... 28.05.13, 16:47
              Nie bije, kiedyś uderzył parę razy właśnie pod wpływem alkoholu. Skończyło się wezwaniem policji i niebieską karta. Teraz jest nijak właśnie tak jak u autorki.
              • katenowak Re: Rozwód... 28.05.13, 17:41
                chodzi o to że evree nie jest odosobniona w całym tym świecie - bo ja myślałam jak Ona że tylko ja tak mam
                po drugie naszych ostatecznych rozmów było już za dużo i albo nie podejmowane są żadne akcje przez M albo On jest strasznie nieszczęśliwy wtedy bo jest typem egoisty - materialisty
                Kiedy walczy ze sobą i jest nieszczęśliwy to się nie da z nim żyć
                więc chyba uszczęśliwie nas oboje i do rozwodu dojdzie
                a to że mieszkam w Irlandii nie znaczy że mnie stać na rozwód
                na koncie zostaje mi od kilku mies ok 80euro po zapłaceniu rachunków a to znaczy że nie mam nawet na opłate za pozew nie mówiąc o adwokacie
                nie wiem jak to zrobię bo za miesiąc lecę z córką do Polski na urlop i za 80 euro nawet mieszkając u rodziców niewiele zrobię a muszę kilka wizyt lekarskich dla Młodej zorganizować - tu nie jest kolorowo ale przynajmniej póki co mam pracę
                damy radę - z każdym dniem bardziej sie boję rozwodu i zmian ale nie ja pierwsza
                • evree Re: Rozwód... 28.05.13, 18:32
                  Właśnie to jest dla mnie nie do zrozumienia, skąd w nas kobietach (niektórych) ten strach. Ja miałam już inną sprawę w Sądzie, teraz mam kolejną która się toczy, ciężka zresztą bo spadkowa po dziadkach i tego wszystkiego się nie boję a wnieść sprawę o rozwód już tak. Ciągle zadaje sobie pytanie DLACZEGO i CZY TO MINIE i przyjdzie odwaga.
                  • mayenna Re: Rozwód... 28.05.13, 18:58
                    Wiem dlaczego się bałam: bo to co znane jest pewniejsze niż to co będzie potem. A potem odpowiedzialność za dzieci spoczywa tylko na mnie. Jak sobie finansowo nie poradzę, jak wydarzy się coś nieprzewidywalnego to jestem z tym sama. Samo wniesienie sprawy tez spowoduje u męża niezadowolenie, a ja byłam nastawiona na to, żeby się z nim i jego emocjami liczyć. Poza tym to było tez przyznanie się do porażki bo przecież miało być na całe życie i długo myślałam, że on mnie jednak kocha, chociaż nie mówi tego i nie okazuje. Bałam się też tego co usłyszę w sądzie, jego oceny naszego małżeństwa, mnie.
                    Pomogło mi wyobrażenie sobie jak moje życie będzie wyglądać za 5 lat i odkrycie ze jednak mnie nie kocha.
              • mayenna Re: Rozwód... 28.05.13, 19:01
                Evree, jak dojrzejesz do rozwodu, to sama będziesz wiedziała, że to już ten czas. Porozmawiaj może z kimś z rodziny o tym.Mnie pomaga jak usłyszę swoje przemyślenia i obejrzę je oczami innej osoby.
                • katenowak Re: Rozwód... 28.05.13, 19:48
                  mayenna napisała:

                  > Evree, jak dojrzejesz do rozwodu, to sama będziesz wiedziała, że to już ten cza
                  > s. Porozmawiaj może z kimś z rodziny o tym.Mnie pomaga jak usłyszę swoje przemy
                  > ślenia i obejrzę je oczami innej osoby.
                  no właśnie mi pomogła Przyjaciółka, po raz kolejny wysłuchała moich narzekań, przytuliła kiedy opowiadałam jak mi źle, poklepała po plecach, nalała drinka a potem spytała czy już może mnie opierniczać i pokazać jak to z boku wygląda
                  no i się zaczęło ... wszystko prawda
                  a potem poprosiła żebym sobie wyobraziła siebie za 5 lat z Nim i bez Niego i jak ta przyszłość wygląda...
                  z Nim nieciekawie wręcz kiepsko
                  a bez - może się okazać że coś miłego się jeszcze trafi...
                  i stąd decyzja - nie pozwólcie mi odpuścić po raz kolejny
                  • evree Re: Rozwód... 28.05.13, 20:01
                    A moja przyjaciółka mnie ostatnio zjechała że nie mam pewności jak mi będzie bez niego, czy sobie poradzę, czy mi nie będzie bardziej ciężko finansowo i ble ble i mam metlik w głowie.
                    • katenowak Re: Rozwód... 28.05.13, 23:13
                      mnie finansowo i tak co raz gorzej z nim wiec co mi zostaje - zaryzykuje ...
                      • looknij Re: Rozwód... 29.05.13, 09:09
                        Finansowo bedzie ci lepiej Family Income Suplement plus sa jeszcze jakies dodatki dla samotnych matek ale rozwod to nie tylko finanse.....
                        • katenowak Re: Rozwód... 29.05.13, 11:16
                          jako samotna matka po zmianach moge dostac kase do momentu jak dziecko skonczy 7 lat konczy w marcu jesli rozprawa odbedzie sie po 3 mies od zlozenia pozwu to bedzie pazdziernik musze byc samotna 3 mies zeby dostac ten zasilek to juz jest styczen czyli 3 mies dostane kase jako samotna matka
                          trzeba znac prawo i nowe warunki socjalne zanim sie zacznie opowiadac o kokosoach na wyspach smile
                          i nie mozna pracowac wiecej niz 30 godz tygodniowo zeby dofinansowali dom - zobaczymy czy sie pracodawca zgodzi dac mi mniej godzin
                          prosze, jak nie znacie wszystkich warunkow dofinansowan i moich warunkow pracy to nie oceniajcie
                          bo to sie cyrk na forum robi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka