nextvivi
07.07.11, 19:47
Założyłam wątek o powrotach, napisałam więcej o mojej sytuacji, ale się nikt nie wypowiedział wiec może teraz ktoś napisze. Co o tym myslicie:
Po slubie 2 razy się wyprowadzałam od męża. Za pierwszym razem na kilka miesięcy a za drugim razem ponad rok temu do teraz mieszkamy osobno. Rozwód w toku, jesteśmy po pierwszej sprawie. Przed ślubem zrywałam z nim 2 razy. On za każdym razem płakał, łzy lecialy mu strumieniami, prosił, błagał obiecywał poprawę. Od począstku ślubu bardzo żle nam się ukladało. To maminsynek... Wiele przykrości spotkało mnie z jego strony, wiem, że on się nie zmieni,w dodatku nie znoszę jego matki i siostry. Kolejny powrót nic by nie zmienił. On cały czas nalega, żebym do niego wróciła. Ja go nie kocham i nie chcę z nim być, już wiele razy zaczęłam zwracać uwagę na innych mężczyzn. Gdybym go kochała to bym na żadnego nawet nie spojrzała. Niedawno chciałam napisać wątek o tym jaka jestem szczęśliwa po roku, kiedy nie mieszkamy razem. Co się zmnieniło? Niedawno wyprowadził się do innego miasta z powodu pracy. Trochę zrobiło mi się smutno, że nie będzie zajmować się córką. Córka chciałaby żebyśmy mieszkali razem, prosi mnie żebym wróciła do taty, czasami ma pretensje, że nie chcę tego zrobić. Zaczęłam sobie wyobrażać, że on może związać się z inną kobietą i zapomni o córce. Dziwne bo mimo, ze go nie kocham to byłoby mi żal, gdyby miał inną kobietę. Ale nie byłoby mi żał gdybym ja w tym czasie miała kogos...
Może gdybym kogoś miała byłoby mi łatwiej to znieść. Ale nie kazdy mi odpowiada, a też nie każdy chce mieć kobietę z dzieckiem.
Jak się znieczulić na jego łzy i nie myśleć o tym? Bo zaczęły mi przychodzić myśli, ze może powinnam do niego wrócić, bo mi czasem pomaga przy dziecku, że gdyby zamieszkał u mnie to może byłoby lepiej. Chociaż wiem, że napewno by mnie wkurzał i bym mu spakowała walizki i wystawiła je za drzwi. To pewne. U niego już napewno nie zamieszkam, bo mam złe wspomnienia.
Poradźcie proszę.