Na 4 osobową rodzine mieszkającą na stancji...we wrocławiu...dorabiam troszkę więc jakoś żyliśmy ale nie widziałam starań by mąż mi pomagał wspierał... powtarzał tylko damy rade ale nic kompletnie nie robił w tym kierunku... na zasadzie on narobił a ja miałam się szarpać... a te słowa damy rade doprowadzały mnie do szału bo to ja sama dawałam rade...
nie widziałam co robic szok był zbyt duzy
w maju staneły mi dodatkowe pieniądze i dopiero zobaczyłam jak jest cięzko ... dylemat czy kupić dziecku loda i chleb czy 2 chleby dobiła mnie.
Postanowiłam , że w czerwu wracam do domu po mamie , żeby mąż spokojnie pozwolił mi wyjechać poszłam na układ i obiecanki , że ja wyjade a on pójdzie do 2 pracy lub zagranica..
nadmienie , że mąż także mnie straszył , że mi jej nie odda , że jestem chora psychicznie po śmierci mamy itp...a ja głupiałam coraz bardziej ze swoim zdrowiem...
wróciłam tu sama z dziecmi ( mam dzieci syna 15 z 1 małżeństwa i córke 3,5 z drugiego)
tu zaczełam dostrzegać pewne zaleznosci z moim zdrowiem...zaczełam biegac po lekarzach... jest podejrzenia guza nadnerczy... i wszystko jasne objawy moga na poczatku przypominać nerwice... czekam teraz na termin do szpitala ( czyli dopiero 16 grudzień) a ja chcem juz iść do pracy...
po dojściu tutaj dosiebie podjelam decyzje , że rozwód będzie tak czy siak...
sercem już wiem ale rozsądek każe jeszcze poczekać...tylko nie wiem na co znowu coś przeczuwam?zapewne tak
aaaaaaa
nadmienie jeszcze , że mąż wogóle nie okazuje skruchy za to co narobił zaczął obwiniać mnie , że długi które narobił szły na moje fanaberie.........
poszedł do dodatkowej pracy ale pieniędzy z tego nie widze na koncie..

)
chodzi chyba do tej pracy na odwal sie czasami dla mnie albo okłamuje i chodzi często tego nie wiem..
moje pytanie brzmi
jak sądziecie czy sąd może odebrać mi dziecko i oddać mu ze wzg na moją chorobe?
czy słusznie sie tego obawiam...
czy mam solidne podstawy do rozwodu...czy lepiej próbować sie z nim dogadac?
czy jednak na wasze odczucia Sąd stanie po mojej stronie...
wolałabym rozstać się bez orzekania o winie...tylko przeczuwam , że mąż będzie się szarpał ze mną o dziecko...
nadmienie , że mój 15 letni syn jest za rozwodem...
proszę o rady porady bym była silniejsza w swym celu........
gdyby była mama było by łatwiej...
Pozdrawiam serdecznie