Dodaj do ulubionych

starch przed rozwodem cz 2

22.09.11, 08:35
Na 4 osobową rodzine mieszkającą na stancji...we wrocławiu...dorabiam troszkę więc jakoś żyliśmy ale nie widziałam starań by mąż mi pomagał wspierał... powtarzał tylko damy rade ale nic kompletnie nie robił w tym kierunku... na zasadzie on narobił a ja miałam się szarpać... a te słowa damy rade doprowadzały mnie do szału bo to ja sama dawałam rade...

nie widziałam co robic szok był zbyt duzy
w maju staneły mi dodatkowe pieniądze i dopiero zobaczyłam jak jest cięzko ... dylemat czy kupić dziecku loda i chleb czy 2 chleby dobiła mnie.
Postanowiłam , że w czerwu wracam do domu po mamie , żeby mąż spokojnie pozwolił mi wyjechać poszłam na układ i obiecanki , że ja wyjade a on pójdzie do 2 pracy lub zagranica..
nadmienie , że mąż także mnie straszył , że mi jej nie odda , że jestem chora psychicznie po śmierci mamy itp...a ja głupiałam coraz bardziej ze swoim zdrowiem...
wróciłam tu sama z dziecmi ( mam dzieci syna 15 z 1 małżeństwa i córke 3,5 z drugiego)

tu zaczełam dostrzegać pewne zaleznosci z moim zdrowiem...zaczełam biegac po lekarzach... jest podejrzenia guza nadnerczy... i wszystko jasne objawy moga na poczatku przypominać nerwice... czekam teraz na termin do szpitala ( czyli dopiero 16 grudzień) a ja chcem juz iść do pracy...
po dojściu tutaj dosiebie podjelam decyzje , że rozwód będzie tak czy siak...
sercem już wiem ale rozsądek każe jeszcze poczekać...tylko nie wiem na co znowu coś przeczuwam?zapewne tak
aaaaaaa

nadmienie jeszcze , że mąż wogóle nie okazuje skruchy za to co narobił zaczął obwiniać mnie , że długi które narobił szły na moje fanaberie.........
poszedł do dodatkowej pracy ale pieniędzy z tego nie widze na koncie..smile)
chodzi chyba do tej pracy na odwal sie czasami dla mnie albo okłamuje i chodzi często tego nie wiem..

moje pytanie brzmi
jak sądziecie czy sąd może odebrać mi dziecko i oddać mu ze wzg na moją chorobe?
czy słusznie sie tego obawiam...
czy mam solidne podstawy do rozwodu...czy lepiej próbować sie z nim dogadac?
czy jednak na wasze odczucia Sąd stanie po mojej stronie...
wolałabym rozstać się bez orzekania o winie...tylko przeczuwam , że mąż będzie się szarpał ze mną o dziecko...
nadmienie , że mój 15 letni syn jest za rozwodem...

proszę o rady porady bym była silniejsza w swym celu........
gdyby była mama było by łatwiej...

Pozdrawiam serdecznie



Obserwuj wątek
    • kim-ja-jestem Re: starch przed rozwodem cz 2 22.09.11, 12:01
      Strach, rozwód, pieniądze, choroba, problemy - czy przyglądałaś się swojemu życiu na poważnie? Czy tak wg Ciebie powinno wygladać życie? A gdzie się podziała miłość, szczęście rodzinne, bezinteresowność, zdrowie i radość z codziennego życia?
      To jest Twoje drugie małżeństwo i chcesz je zakończyć. Kiedy zmienisz zdanie odnośnie małżeństwa i szczęścia rodzinnego? Dlaczego nie chcesz spojrzeć na to inaczej?
      Wszelki strach powstaje tylko w Tobie i Ty możesz się go pozbyć. Rozwód to tylko ucieczka przed chęcią rozwiązania problemu, wynikającego przede wszystkim z braku miłości - a nie można kochać gdy się nie potrafi przebaczać. Pieniądze nie są najważniejsze na świecie i bez ich nadmiaru też można się obyć. Choroba jest najczęściej wynikiem prowadzonego przez nas życia w strachu, w złości, niechęci i zawiści. Gdy przebaczysz, poczujesz się nie tylko lepiej psychicznie, ale i fizycznie, uwierz mi.
      I ostatenie pytanie - czy naprawdę uważasz, że po rozwodzie Twoje problemy znikną? Jeden zniknie inny się pojawi, bo tylko Ty możesz się pozbyć problemu, a nie pozbędziesz się problemu uciekając od niego i uchylając się od odpowiedzialności.
      Gorzkie słowa tu napisałem, ale na pytania musisz sama sobie odpiwiedzieć. Gdy porzucisz swój sen o rozwodzie, chorobie, strachu i pięniądzach oraz problemach, to zrozumiesz że możesz wszystko.
      Zanim podejmiesz jakieś zdecydowane kroki przeczytaj chociaż Przebudzenie - Anthonego de Mello i Wewnętrzne przebudzenie - Collin Sisson. Mogę też je przesłać Tobie na e-maila, tylko napisz: kim-ja-jestem13@wp.pl
      Pozdrawiam
      • plujeczka Re: starch przed rozwodem cz 2 22.09.11, 13:11
        strach jest naturalnym uczuciem w momencie kiedy wszystko sypie się nam na głowę, mozna bac się zawsze i wszystkiego tylko czy zycie w małżeństwie w sumie też w strachu, marnej egzystencji, minimalnych pieniadzach,długach i chorobie to przepis na dalsze zycie?wiele kobiet chorych na nowotwory tez podjeło decyzje o rozwodzie.Pamietam jak pisała tutaj dziewczyna, która zachorowała na nowotwór, była po chemii, łysa a na sprawe o rozwód kupiła sliczna perukę zawiazała elegancko chusteczke i tak poszła na sprawę ,że mąż ani sąd się nie zorientował ,ze jest bardzo chora a na tym jej ogromnie zależało.Nie wiem jak potoczyłysie jej losy i czy jest jeszcze wśród nas ale była dzielna, zdeterminowana i nie patrzyła na męża.chciała rozwodu i dopieła swojego a tez miała małe dzieci.Nie wiem czego się boisz, może sama piszesz "czarne scenariusze"-my kobiety tak mamy na szczęście czasami.Wiem ze ci trudno, brak mamy bliskiej osoby i pomocy z jejstrony aczasami zwykłego przytulenia przez mame jak w dzieciństwie i juzczłowiekowi świat jawi sie w innych kolorach ale pamietaj nikt za ciebie takiej decyzji nie podejmie.Poczekaj do szpitala zobaczysz na czym stoisz a pożniej podejmiesz decyję-zycie w toksycznym zwiazku szkodzi nam bardziej niż cokolwiek innego i z tego tytułu sa te nasze choroby.
        • akae Re: starch przed rozwodem cz 2 23.09.11, 09:30
          bardzo dobrze to ujełas...no własnie każe mi cos poczekać...a ok mąż narozrabiał każdy popełnia błedy ... tylko mnie przeraził fakt , że nie ma w nim skruchy , starań itp....
          on narobił a ja zostałam z tym całkiem sama....na szczescie mam dobrych ludzi wokoło... pytałam się też mojego brata z którym jestem bardzo zżyta ,co o tym wszytskim mysli........ mieszkał z nami kiedy mąż robił długi i zapewnia mnie , że na moje fanaberie nie poszło... wiec ciagle pytam na co... grzecznie spokojnie ale odpowiedzi nie słysze...
          a gadaniem dzieci nie nakarmie... bo on tylko gada obiecuje...... i nic ztego nie wynika... 9 miesięcy czekania i obserwowanie działąń męża niestety nic nie przyniosło...nic oprócz gadania sad((((((((
      • akae Re: starch przed rozwodem cz 2 23.09.11, 09:21
        w wielkim skrócie opisłam to co sie działosmile zadawałam sobie te pytanie bardzo długo... tu chodzi włąsnie o miłość zaufanie i funadenty tego budowane sa na kłamstwie...ksiązki które wymieniasz znam i wiele innych takżę ...intuicja mi podpowiada i ktoś z tamtego świata ...trochę pracuje nad sobą pod wzg duchowym...i prosze wierzyć , żę słucham swojej intuicji która pokazuje non stop , że to co przeczuwam wychodzi.. a w przypadku 2 męża tak własnie jest ...a nie uciekam od odpowiedzialności wręcz przeciwnie wziełam sprawy w swoje ręce ... dałam czas na pokazanie , że to był błąd itp... nie uważasz , żę jest fer , że wine przed innymi zwalił na mnie? ciekawe dlaczego nie pytał mnie o zdanie co do brania kredytów
        za duzo się też naoogladałam w życiu nie byłam rozpieszczana przez życie i wiem , że nadzieje na poprawe w wielu przypadkach są tylko nadzieją...

        proszę mi wierzyć , że decyzje mocno a mocno przemyslałam...... nie będę się tu rozpisywać jakie pytania mi przychodziły na myśl jakie sprawy rozważałam.....pierwsze małżeństwo.. miałam 17 lat bylismy zwyczajnie nie dojrzali a co ironio jestem z 1 mężem w bardzo dobrych kontaktach można by rzec , żę przyjacielskich...rozstaliśmy się w dopowiednim momencie...i bardzo go na tą chwilę szanuje
      • akae Re: starch przed rozwodem cz 2 23.09.11, 09:24
        i ciągle sobie zadaje też pytanie.... jak ojczym ojciec dzieci mógł doprowadzić do stanu , że nie mieliśmy co jeść.... ( wspomne tylko , że syn dostaje na siebie alimenty...)
        czy jest fer utrzymywac męza z alimentów... co ja mówie nawet nie starczyło by pół miesiaca syn ma 15 lat i potrzebuje zjeść... a ja biedy w życiu zaznałam i cos sobie kiedyś obiecałam... a tu osoba która kochałam tak mnie zraniła... wiele czynników sie na to składa... napewno nie tylko wątek pieniędzy
        • argentusa Re: starch przed rozwodem cz 2 23.09.11, 09:30
          Uwaga, moze bolec:
          Co jest takiego w Tobie, że wybierasz takich a nie nnych ludzi na towarzyszy życia i do tego nie otrzymujesz tego, co Ci potrzebne?
          Moim zdaniem jestes odpowiedzialna za swoje wybory i nikt z nas nie powie Ci co masz zrobić.
          Może na początek pozbyć się złudzeń. Czy myslisz, że zycie kogolowiek jest łatwe? Na ogół (nie mówię, że zawsze) życie trzeba sobie samemu wypracowac...
          Powodzenia
          Ar.
          • akae Re: starch przed rozwodem cz 2 23.09.11, 09:35
            zbyt ufnasmile)
    • my_paula87 Re: starch przed rozwodem cz 2 27.11.11, 11:31
      strasznie ci współczuje ale musisz się trzymać dla syna i córeczki potrzebują mamy silnej która
      da im poczucie bezpieczeństwa a twój mąż (przepraszam) kawał drania jestem wściekła kiedy
      czytam co robi
      trzymaj się
    • nangaparbat3 Re: starch przed rozwodem cz 2 27.11.11, 12:04
      Bardzo dużo Ci się nazbierało i bardzo poważnych problemow. Jeśli dobrze rozumiem, chcesz trochę poczekać z decyzją o rozwodzie - mnie się zdaje, że będąc na Twoim miejscu nie byłabym zwyczajnie zdolna do ważnych decyzji dopóki nie rozstrzygnęłaby sie sprawa choroby. W takim zawieszeniu naprawdę jest cięzko i nie wiem, czy jest sens podejmować jakiekolwiek poważne decyzje, kiedy zupełnie nie wiadomo, co dalej w tym aspekcie, który niezupełnie od nas zalezy, a czasem wcale.
      Wkurzyły mnie obwiniające Cie posty - łatwo obwiniac kiedy się stoi z boku, i takie obwinianie zawsze jest dla mnie podejrzane, nie przejmuj sie nim.
      Dobrze, że masz wokół siebie dobre, wspierające Cię osoby, coraz częściej myślę, że koniec końców nie ma w życiu nic ważniejszego. Będę trzymać kciuki, zeby wszystko się pozytywnie wyjaśniło, i żebyś jak najprędzej poczuła się silna i wolna do podejmowania decyzji, ściskam z całych sił, N.
    • anielski-podmuch Re: starch przed rozwodem cz 2 21.02.12, 15:43
      Czytając Twoja historie przychodzi mi na myśl kilka istotnych aspektów ...
      Czy w czasie narzeczeństwa i poznawania swojego męża nie odczytywałaś już jakiś sygnałów? Nie wydawało się Tobie, już wtedy w prostych sytuacjach,ze ujawnia zadatki na materialistę ?
      Wydaje mi się ,ze zwyczajnie zrzucasz cala winne na męża. Opisujesz tu zdarzenia tylko i wyłącznie z swojej perspektywy. Nie wiemy czym tak naprawdę się kierował, może te Twoje "fanaberie" naprawdę miały miejsce a Ty nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.
      Czasami chcemy mieć wiecej niż to możliwe
      Wspominasz również, iż przechodziłaś już przez jedno małżeństwo.
      Teraz myślisz nad zakończeniem drugiego. Felerny traf czy może problem siedzi w Tobie?
      Wspomniałaś, ze syn również jest za rozwodem, a co taki piętnastoletni zagubiony w sytuacji nastolatek możne powiedzieć , po raz kolejny traci poczucie bezpieczeństwa i unormowanej sytuacji. Czy zastanawiałaś się kiedyś jaki przykład jemu dajesz? co pokazujesz swoim zachowaniem oraz związkami w których tkwisz

      Nie pisze tego aby Ci dopiec, staram się tylko zwróć uwagę na pewne zależności.
      Przykro mi ze musisz borykać się z takimi trudnościami...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka