Tutaj ten wątek przyjmie sien ajlepeij.
Kończy sie małżeństwo, mamy dizecko, przechodzimy z iwkeszego na mniejsze. Nie da rady utrzymac sie samej. Nie da, bo dzieci/dziecko ciagną w dol. Jak nie opieka w godz. pracy to leki za 2 stowki miesięcznie, albo buty ortopedyczne za 199.. Dzieci sa drogi. Niech to.
Tego typu obciazenia niestety zwracaja nas ku rodzinie: matce, do ktrej trzeba wrocic, ktora trzeba prosisc o pomoc. Najgorzej maja mlode kobiety... Wracaja do rodzinnych domow, a wiadomo większość mam jest mego toxic. I nie ma szanas na ratunek. Dziecko male, my w d.. pracy za pieniądze, za ktore nie mozna nawet marzyc o kredycie czy wynajmie..
Taka matka jest gorsza od meza pijaka czy dzieciobójcy, bo zabija każdego dnia. Wytyka bledy, wspomina przyszlosc, wypomina niepowodzenia. Nie ma jak sie odciąć, nie ma gdzie uciec. Z jedenj strony: niewypalcalny, z drugiej ona-doskonale wiedzaca, ze jestesmy od niej zależne. Wychowuje nam dzieci/dziecko, pokazuje nas palcem, probuje naszą wartość umniejszyć, obniza nasz autorytet przy dzieciach. A my: bezradne, w kołowrotku.
Wasz lek to: poszukaj pracy
poszukaj lepszej pracy
a my tu wracamy z duzego miasta do domu, z miasta gdzie ur. sie nasze dziecko, gdzie tworzylismy juz wlasny oddzielny byt, ale nie udlao sie

Nauczylismy sie juz tego miasta i dawno zapomnielismy o tym co bylo. Dlatego ten came back jest ostatecznością, ale co robic?