Dodaj do ulubionych

My odchodzacy - a co z powracajacymi?

16.04.12, 12:39
Ja ciagle mniej lub bardziej rozpaczam i przezywam porozwodowa zalobe, aktualnie bardziej i intensywniej niz 2 lata temu. Jest mi tak zle ze chce mi sie wrzeszczec z niemocy. Od rozstania minely 3 lata, tak mi zal ze nie udalo sie komunikowac na tym najprostszym poziomie i ze mur urosl miedzy nami taki wysoki, ze nie chcialam juz nic zmieniac. Z perspektywy czasu zaluje wielu rzeczy, poznalam nowego partnera zbyt szybko,z niepoukladanymi myslami, zakochalam sie szalenczo..chcialam odmienic swoje zycie i zaczac od nowa. I to byloby fantastyczne, bo obecny partner jest fantastyczna osoba, ale ja nie potrafie poradzic sobie z poczuciem porazki jaka byl rozwod i to rozpieprza mi wszystko- obecny zwiazek, nawet relacje z przyjaciolmi. Mam dni kiedy z nienawiscia mysle o przyjaciolach ktorzy wspierali mnie w czasie rozwodu, patrzec na nich nie moge. Psychologa przerabialam juz kilka razy, wiem jakimi narzedziami sie z tym walczy a nie potrafie jakos!! Corka powiedziala mi ostatnio ze chcialaby zeby tata byl znowu z nami..zaczelam odruchowo snuc plany i wybiegac myslami jakby to bylo gdybysmy sprobowali jeszcze raz..mimo nienawisci jego rodziny w stosunku do mnie, mimo tego, co czuje do obecnego partnera..i plakac mi sie ciagle chce, bo ani tak ani siak niedobrze!!!Kto wrocil do ex po dlugiej rozlace (latach) i innych zwiazkach? Komus sie udalo?
Obserwuj wątek
    • kobieta-000 Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 16.04.12, 17:26
      Ja bym nie weszła 2 razy do tego samego gówna..
      Trzeba mieć szacunek do samej siebie. I honor. Zasługujesz na kogoś lepszego: doceń nowego partnera i spraw tak byś miała satysfakcję by to ex chciał wrócić. Mimo że mogłoby wyglądać że jest dokładnie odwrotnie nie daj po sobie tego poznać. Bo wtedy ex zrówna Cię z ziemią, rozetrze na pył i opluje.
      Dasz radę sama, z innym. Wytrzyj łzy i nie rozpaczaj..
      • paraben Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 16.04.12, 17:43
        Wlasnie jest tak ze to eks chce wrocic..ciagle mi to powtarza i ciagnie sie to za mna jak zly sen.Najgorsze jest to ze kiedy podejmowalam decyzje o zakonczeniu malzenstwa- bylam tego w 100% pewna, a dzis, im dluzej w tym tkwie, tym bardziej zapominam o tym co bylo zlego..i widze jak ciezko mi wychowywac dziecko bez obecnosci ojca..Czuje sie napietnowana, zla, nieudolna i niepelnosprawna-dlatego ze jestem rozwodka.A to wplywa strasznie zle na moje relacje z obecnym partnerem, chyba podswiadomie zbieram ewidencje przeciwko naszemu zwiazkowi zeby z niego odejsc i wrocic na stare smieci- a koniec moze byc tragiczny w skutkach dla mnie samej.
        • yoma Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 16.04.12, 18:54
          > napietnowana, zla, nieudolna i niepelnosprawna-dlate
          > go ze jestem rozwodka.

          Bzdury.

          > podswiadomie zbieram ewidencje przeciwko naszemu zwiazkowi zeby z n
          > iego odejsc i wrocic na stare smieci-

          Nie ma ofiar, są tylko ochotnicy...
      • gajo-ofka Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 18.04.12, 09:13
        kobieta-000- Pięknie napisane big_grin
    • carmela_soprano Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 16.04.12, 18:06
      Przeżyłam prawie dwuletnie rozstanie z mężem wiele lat temu. Oboje mieliśmy w międzyczasie innych partnerów; nie mogę się wypowiadać za męża, bo nie pytałam o ten okres w ogóle (on też zresztą nie), ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że pomiędzy nie było nikogo ważnego; ot, zabicie czasu i wypełnienie pustki, klin-klinem. Liczyłam oczywiście na to, że z tych "klinów" coś będzie, bo raczej nie miałam nadziei na poukładanie tego związku raz jeszcze czy na wzajemność ze strony (wówczas)-ex - ale się nie udało, a to z prostej przyczyny - nie byłam w stanie pogodzić się emocjonalnie z tamtym rozstaniem i nieustająco tęskniłam.

      Gdy po tych dwóch latach ex zainicjował kontakt - rzuciliśmy się sobie w objęcia z jednakowym entuzjazmem. Najpierw randka z winem, potem upojna noc, a potem przyniósł swoje rzeczy i już został. Bez większego żalu czy namysłu zostawiłam swojego next, na szczęście zrozumiał, wybaczył i nawet rozmawiamy jako bliscy znajomi czasem.

      Wróciliśmy do siebie i od ośmiu lat pokłóciliśmy się może dwa razy, o pierdoły. Jesteśmy szczęśliwym, zgodnym małżeństwem. Nie zamieniłabym go na żadnego innego.

      Z perspektywy czasu widzę, że możliwość powrotu taka nastąpiła tylko dlatego, że tuż po tamtym rozstaniu zerwałam całkowicie kontakt z (wówczas) ex - zero telefonów, maili, blokada gg; fizycznie mieszkaliśmy w innych miastach i łatwo było się w ogóle nie widywać. Inaczej pewnie miałabym niejedną okazję, żeby z siebie zrobić zakochaną idiotkę na tyle intensywnie, żeby nigdy więcej nie chciał mnie widzieć na oczy. Przez te dwa lata spotkaliśmy się raz, przypadkiem i bardzo się wtedy pilnowałam, żeby powiedzieć "dzień dobry" i uciec jak najdalej jak najdumniejszym krokiem. Dzieci nie mamy.

      Trzymam kciuki.
      • paraben Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 16.04.12, 18:22
        Carmela.To cenne co piszesz. A jaka byla przyczyna rozstania jesli moge zapytac? Czy bylo burzliwie? Widzisz, mnie z mezem nie laczyla jakas szczegolna nic porozumienia, wlasciwie nigdy ze soba szczerze nie rozmawialismy, nie wiedzielismy nic o swoich emocjach i uczuciach. Zylismy obok siebie, on byl z tym szczesliwy - ja nie, ale nie potrafilam sie przed nim otworzyc. Pozamykalismy z czasem tyle drzwi, ze nie chcialam juz tego naprawiac. Mielismy inne osobowosci, cele, charaktery, zainteresowania, bardzo sie ponizalismy i dochodzilo do burzliwych awantur pelnych przemocy. Przede wszystkim czulam sie przy mezu bardzo zla osoba, wydobywalismy z siebie to co najgorsze. Teraz, z perspektywy czasu, mysle ze bylismy oboje bardzo niedojrzali, bardzo nieszczesliwi na swoj sposob i braklo nam narzedzi i checi komunikacji. Kiedy poznalam nowego partnera, poczulam sie przy nim tak jak nigdy w zyciu. On mnie rozumie i wie jaka jestem, czuje sie kochana i doceniana, czuje sie dobra - lepsza osoba. Ale..mam dziecko z poprzedniego zwiazku, i mala jest bardzo zwiazana z tata, teskni za nim, a obecnego partnera nie chce zaakceptowac. jest mi bardzo ciezko z tym ze tkwie w takiej sytuacji, nie potrafie zrobic kroku w zadna strone. Mam poczucie kleski, mysle ze dalam sobie za malo czasu i nie podomykalam swoich spraw po kolei. Bylam mloda, niedoswiadczona, zagubiona, bez wsparcia rodziny. Patrzac na wszystko z perspektywy czasu zaluje ze nie umialam otworzyc sie na meza, ze nie probowalam terapii malzenskiej (choc ja proponowalam ale maz sie na nia nie zgadzal poczatkowo, a potem to ja juz nie chcialam) Tyle zlego sie miedzy nami wydarzylo, ale czas jakos wszystko to uciszyl. I choc ex jest agresywny w stosunku do mnie slownie nawet teraz, obraza mnie czesto i sprawia przykrosc- ja tesknie za instytucja pelnej rodziny. zastnawiam sie czy daloby sie ta porazke naprawic..Ale bardzo bardzo sie boje, ze popelniam kolejny zyciowy blad, ze szybko powroci gorycz i ze bede zalowala rozstania z obecnym partnerem, ktory jest dla mnie bardzo wazny- ale nie jest ojcem mojego dziecka...
        • yoma Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 16.04.12, 18:56
          > mala jest bardzo zwiazana z tata, teskni za nim, a obecnego pa
          > rtnera nie chce zaakceptowac

          Jak chcesz zafundować małej ojca alkoholika, który nie może się zwlec z wyra, żeby ją zobaczyć - droga wolna.

          > ja tesknie za instytucja
          > pelnej rodziny.

          Rzecz jest bardzo prosta, wyjdź za obecnego.
        • blue_ania37 Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 16.04.12, 19:08
          Widzisz, mnie z mezem nie laczyla jakas szczegolna nic porozumienia, wlasciwie nigdy ze soba szczerze nie rozmawialismy, nie wiedzielismy nic o swoich emocjach i uczuciach. Zylismy obok siebie, on byl z tym szczesliwy - ja nie, ale nie potrafilam sie przed nim otworzyc. Pozamykalismy z czasem tyle drzwi, ze nie chcialam juz tego naprawiac.

          Co tu naprawiać? za czym tęsknić ?
          Tęsknisz za tym, żeby znów żyć obok siebie?
          Żeby byc poniżanym?

          I choc ex jest agresywny w stosunku do mnie slownie nawet teraz, obraza mnie czesto i sprawia przykrosc- ja tesknie za instytucja pelnej rodziny. zastnawiam sie czy daloby sie ta porazke naprawic..

          To jest świetny tekst, facet ubliża dalej, ale ja będę cierpienticą i to zniosę w imię idei pełnej rodziny.
          Ja bym zainwestowała w psychologa dla dziecka w celu naprawy stosunków dziecka z obecnym partnerem.

          Masz świetnie, odnalazłaś kogoś bliskiego, dobrego a ty to depczesz w imię czego?
          Ania
        • carmela_soprano Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 16.04.12, 19:15
          U nas była kolejno (na przestrzeni jakichś 2 miesięcy): rozłąka spowodowana jego pracą w innym mieście w tygodniu, nieobecność myślami w weekendy, podejrzenie jakiejś pani na boku, wyartykułowanie przeze mnie podejrzeń, awanturka z twierdzeniem, że nikogo nie ma, prośba, żeby w takim razie pokazał, co tam wypisuje za smsy, odmowa pokazania, wystawienie walizek za drzwi, koniec. (A potem długa depresja z mojej strony, o której M do dziś nie wie - jestem mistrzynią robienia dobrej twarzy).

          Ale jak tak przeczytałam Twój post to naprawdę nie wiem, czy mój punkt widzenia ma tu jakiekolwiek znaczenie. Gdyby mój mąż był w stosunku do mnie czy rodziny agresywny, to byłby to ostatni raz gdy by widział mnie (i dzieci, jeśli by się pojawiły). Mój - poza tym, że pokonała go zawartość rozporka, a następnie nie był na tyle mądry, żeby poprzestać na seksie i siedzieć cicho - jest bardzo dobrym, opiekuńczym, rozsądnym, etc człowiekiem. Mamy wspólne zainteresowania, inspirujemy się nawzajem, nasza relacja jest partnerska, przyjacielska, pociągamy się seksualnie. Nie ma mowy o obrażaniu się wzajemnie.

          No i, jak wspomniałam - nie mamy dzieci, co istotnie zmienia dynamikę związku.
        • kami_hope Jak teraz jest dobrze, to po co psuć?? 17.04.12, 00:53
          Chcesz za jakiś czas napisać tekst: „co mam zrobić, zostawiłam partnera przy którym czułam się jak z nikim innym dla exa, który mnie poniżał”?

          W pierwszym poście napisałaś, że niekiedy nienawidzisz przyjaciół, którzy Cię wspierali podczas rozwodu. Później zaś masz żal do rodziny, że nie miałaś od nich wsparcia.

          Ja to myślę, że Ty w ogóle chciałabyś zbudować swoje życie od zewnątrz, tzn. żeby ktoś przyszedł i naprawił, ale i nie tylko, bo także musiałby wziąć za to odpowiedzialność, bo w razie gdyby okazało się, że nie poszło w kierunku „szczęścia”, to można by zbić kogoś po głowie.

          Twoje oczekiwania są naiwne, wybacz. Tak się nie da!
          Nikt z zewnątrz szczęścia Ci nie przyniesie. Jedynym kreatorem swojego życia jesteś TY sama.
          Jeśli marzy Ci się pełna rodzina, to ją załóż tu i teraz! Masz świetnego faceta i nie kombinuj, bo możesz skończyć jak osiołek, który nie mógł zdecydować, czy owies czy siano? Z tym, że u Ciebie wybór jest prosty, bo JESTEŚ z facetem, z którym JEST DOBRZE (a BYŁAŚ z facetem, z którym BYŁO ŹLE), jednak zawsze możesz i to stracić - przez zaniedbanie i rozpraszanie się mglistymi obietnicami (które bardziej wynikają z pobożnych wyobrażeń niż racjonalnych przesłanek).

          • luciva Re: Jak teraz jest dobrze, to po co psuć?? 17.04.12, 10:04
            Paraben, ja dobrze rozumiem Twe marzenia o pełnej rodzinie.
            Ale przeanalizuj, na ile twoje mysli skupiają się na wyobrażeniach jak mogło by być a na ile na faktach, tym co naprawdę było.
            Jeżeli mąż traktował Cię w taki a nie inny sposób, to on tego nie zmieni, skoro robi to nawet teraz, prosząc Cię o powrót.
            Czy motywuje tą prośbę? Co mówi?
            Skoro podjęłaś decyzję o rozwodzie, naprawdę musiała być przyczyna. Przypomnij ją sobie, bo czas zaciera złe wydarzenia.
            Uważam też, że zgadzając się na powrót męża, pokażesz mu, że łatwo Cię złamać, że nie stawiasz granic.
            Ludzi, ktorzy nie stawiają granic, nie są twardzi, nie szanuje się.
            Poza tym, wygląda, że chcesz tego dla dziecka. A co z Tobą?
            dziecko musi mieć szczęśliwą mamę (tatę też wink ) - aby samo było szczęśliwe, aby nie musiało się przejmować nieszczęściem rodziców.
            Czy nie lepiej skupić się na tym, aby Wasze wzajemne stosunki były pozytywne, żebyście tworzyli jeden front w stosunku do dzieccka, nawet gdy nie będziecie razem? To bardzo ważne.
            Poza tym - czy nie lepiej skupić się na nowej relacji, z partnerem, który daje Ci szczęście? Z nim chyba masz większą szansę stworzyć pełną rodzinę?
            Jaki jest stosunek nowego partnera do dziecka? Dlaczego dziecko go nie lubi? A może Twoje dziecko wyczuwa Twoje wahanie i stąd takie zachowania?
            • lampka_witoszowska Re: Jak teraz jest dobrze, to po co psuć?? 17.04.12, 11:58
              o tym samym pomyślałam

              i tradycyjnie: tu na pewno poszłabym do psychologa, żeby przeanalizować swoje podejście do mężczyzn - dlaczego Paraben pociąga partner agresywny, przy którym czuje się umniejszona - a nie jest wystarczająco pociągający ten, który zapewnia dobry nastrój i dobre samopoczucie

              teraz jeśli zostanie przy obecnym partnerze, będzieczuła, jakby rezygnowała z wielkiej miłości na rzecz nudnych flaków, a jak odejdzie, to zapewni dziecku, sobie i byłemu małżonkowi niezłą jazdę

              w najgorszym razie okaże się, że z byłym łączy ją wielka miłość nie do zdarcia i naprawdę warto jeszcze raz spróbować
        • malgolkab Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 17.04.12, 10:07
          paraben napisała:

          > Widzisz, mnie z mezem nie laczyla jakas szczegolna nic po
          > rozumienia, wlasciwie nigdy ze soba szczerze nie rozmawialismy, nie wiedzielism
          > y nic o swoich emocjach i uczuciach. Zylismy obok siebie, on byl z tym szczesli
          > wy - ja nie, ale nie potrafilam sie przed nim otworzyc. Pozamykalismy z czasem
          > tyle drzwi, ze nie chcialam juz tego naprawiac. Mielismy inne osobowosci, cele,
          > charaktery, zainteresowania, bardzo sie ponizalismy i dochodzilo do burzliwych
          > awantur pelnych przemocy. Przede wszystkim czulam sie przy mezu bardzo zla oso
          > ba, wydobywalismy z siebie to co najgorsze.
          i co, teraz się to zmieni czy po prostu tęsknisz za tym poniżaniem i życiem obok siebie?
          . Kiedy poznalam nowego partnera, poczulam si
          > e przy nim tak jak nigdy w zyciu. On mnie rozumie i wie jaka jestem, czuje sie
          > kochana i doceniana, czuje sie dobra - lepsza osoba.
          to bądź w porządku wobec tego chłopa jeśli jest dobrym człowiekiem i nie marnuj jego czasu. Chciałabyś być z kimś kto tęskni za swoim byłym? Ja NIE....
          >. . I choc ex jest agresywny w stosunku do mnie slownie
          > nawet teraz, obraza mnie czesto i sprawia przykrosc- ja tesknie za instytucja
          > pelnej rodziny.
          no tak, dla dziecka na pewno będzie dobrze wzrastać w domu pełnym wzajemnej agresji, ale przynajmniej mama i tata będą razem.... masakra po prostu
          > ardzo sie boje, ze popelniam kolejny zyciowy blad, ze szybko powroci gorycz i z
          > e bede zalowala rozstania z obecnym partnerem, ktory jest dla mnie bardzo wazny
          > - ale nie jest ojcem mojego dziecka...
          współczuję Twojemu obecnemu...
          • ewela1_1 Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 17.04.12, 10:49
            Również po przeczytaniu tego wszystkiego jedyną odpowiedzią jaka mi się nasuwa to to, ze współczuję Twojemu obecnemu i nie jest to wcale ironiczne. Pomyślałaś o nim?, on pewnie żyje sobie w tej nieświadomości?.

            Co do dziecka...ojciec biologiczny zawsze nim będzie, ale on nie musi być Twoim mężem. Nie szanuję Cię, ale chce żebyś wróciła? I co dalej? Może będzie dobrze miesiąc, dwa...i potem znowu powrócisz do punku, w którym się znalazłaś gdy podejmowałaś decyzję o rozwodzie. Poza tym, jak ktoś wyżej trafnie zauważył, nie szanuje się osób, które poprzez nie stawianie granic same siebie nie szanują. Może najlepiej by było jakbyś teraz była po prostu sama, bez obecnego i bez eks męża, by poukładać siebie na nowo...
            -------------
            "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa
          • pomimo1 Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 17.04.12, 10:50
            Jak Ty chcesz tworzyc stabilny zwiazek, skoro sama jestes niestabilna? Tu nie lezy problem w punkcie: ktorego z panwó wybrac, tylko w Tobie! Ty powinnas pobyc sama, zmierzyc sie z wlasnymi lekami, z tym, ze wybralas zycie BEZ przemocowego meza i postarac sie odnalezc w sobie samej dla siebie oparcie, a nie podpierac sie o kolejnego partnera, ktoremu zaruszasz poniekad porzadek zycia. Problem w tym, ze zeby zyc w dobrym zwiazku trzeba umiec zyc w zgodzie i porzadku ze soba sama. Mysle, ze nie przekonasz sie juz do nowego partnera, skoro jego spokoj i porzadek dotad nie daly ci istotnego poczucia porzadku i ladu w twoim zyciu. Nikt za Ciebie nie wykona Twojej osobistej pracy. Jak dla mnie, to powinnas uczciwie rozstac sie z obecnym partnerem i wtedy ewentualnie przygladac sie exowi. A moze to tez na niego dziala motywujaco, ze jest ktos nowy w twoim zyciu. Moze jak ten Pan zniknie przestaniesz byc juz wymarzona postacia. Pobadz sama. spedzaj czas ze soba sama, z corka. Wtedy moze sama dojdziesz do tego, czego naprawde chcesz, czego pragniesz. Pojdz na terapie i zastanow sie, gdzie lezy podloze tego, ze tesknisz zawsze za tym,czego nie masz. Z mezem tesknilas za bliskoscia i zaufaniem, a z obecnym partnerem za iluzja rodziny.
        • yoma Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 17.04.12, 12:30
          I jeszcze: jak mała ma zaakceptować obecnego, skoro widzi, że choć cię na rękach nosi, to go odpychasz, a wzdychasz do byłego?
    • lampka_witoszowska Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 17.04.12, 12:07
      u nas było tak

      wróciliśmy do siebie, ale uznał, że najpierw musimy się dobrze poznać wink
      bo stałam się zupełnie inną osobą
      nei sprzeczaliśmy się, było spokojnie przez kilka miesięcy - ale jak miałyśmy grypę, zostałyśmy same
      podobnie, jak umierał mój pies - choć owszem, mogłam o 6.00 rano zadzwonić i popłakac przez telefon

      potem tradyzyjnie zaczął decydować za nas oboje i nie zgadzać się na to, na czym mi najbardziej zależało, motywując, że on nie chce, a ja naciskam

      na dalszych losach tego związku zaważyły jego urodziny - znowu foch na mnie o jakąś głupotę i ślinienie się w parku do jakiś ślicznych młódek
      wtedy podeszła moja nabyta pasierbica i powiedziała: nie przejmuj się, takie jest życie

      i oświeciła mnie - miała całkowitą rację: takie jest życie z tym facetem, a ja nei mam na takie życie najmniejszej ochoty - i nie mam czasu na takie przedstawienia i próby sił

      i tyle było wielkiej miłości
      • paraben Dzieki! 17.04.12, 13:13
        He, mam strasznie duzo roboty w zwiazku z aplikacja o nowe stanowisko w pracy dlatego siedze cicho na forum. Dzieki za wszystkie slowa i te budujace i te krytyczne. Macie racje, musze poukladac sobie to wszystko w glowie bo inaczej nie bede w stanie zrobic nastepnego kroku. Kocham mojego obecnego partnera i na pewno zalozenie rodziny pomogloby utrwalic nasz zwiazek ale chcialabym byc stabilna emocjonalnie zanim na taki krok sie zdecyduje.Podwiadomosc rujnuje moje wysilki - wiem ze jak powie sie A to nastepne jest B, tylko ciezko mi czasem wprowadzic to w zycie. Mam okropne wyrzuty sumienia ze - jak to eks i jego rodzina mowia- rozbilam rodzine, skrzywdzilam dziecko ( jak slysze ton jakim eks rozmawia z corka na skype to wyrzuty eksploduja- ton teskny, zalosny w stylu "moj aniolku kohcahany, moja corenko jak ja za toba tesknie itp" - serce mi sie kroi na mysl ze to ja bylabym w jego sytuacji z dala od dizecka). Echh..Ciekawa jestem jak Wy sobie radzicie kiedy eks tak jawnie daje znac ze jest mu bez dziecka bardzo zle- a dziecko odbiera to tak jakto dziecko, martwi sie o tate ze mu zle i ze teskni, bo ona sama probuje poradzic sobie z tymi emocjami a do tego jak slyszy ze tata nie daje rady- to jaka ona ma szanse????
        • yoma Re: Dzieki! 17.04.12, 13:37
          To tata jest bydlę i świnia, bo nie wolno, powtarzam, NIE WOLNO grać emocjami małego dziecka i jego poczuciem winy.
        • malgolkab Re: Dzieki! 17.04.12, 13:37
          czy nie ma możliwości, żeby córka częściej widywała tatę, skoro obojgu tego brakuje?
          sama dałaś odpowiedź - ex pewnie chce wrócić "z powodu" dziecka
          • yoma Re: Dzieki! 17.04.12, 13:40
            Otóż nie ma, bo jak pisała Paraben w którymś poprzednim wątku, tata w dniu, w którym miał przyjechać do dziecka, leżał nawalony jak stodoła Mirmiła i nie mógł się zwlec z barłogu.
            • paraben Re: Dzieki! 17.04.12, 13:49
              No wlasnie - nie ma mozliwosci zeby widywali sie czesciej bo tata podjal decyzje o wyjezdzie z kraju i o tym, ze tu nie potrafi sobie ulozyc zycia (a moze na odwrot-mieszkamy za granica a tata postanowil wrocic do polski bo tu nie umie sie odnalezc-wiec bedzie dziecko widywal raz w miesiacu moze na dwa dni) Ma zakaz spozywania alkoholu na okreslony czas przed widzeniem z dzieckiem i w trakcie calej wizyty- ktory to zakaz zlamal mniej niz 24 godziny po wyjsciu z sadu i nawalil sie imprezujac z dzieckiem do 3 rano..bo byla impreza, okazja, urodziny kolegi, inne dzieci tez tam byly i dlugo nie spaly, poza tym argument byl "co nigdy jako dziecko na imprezie z rodzicami nie bylas?". No ja na takiej nie bylam..Jak to pisze to mi wstyd ze mam mysli o powrocie do takiego czlowieka, ale jak mnie te mysli nachodza to kazda sytuacje potrafie sobie wyjasnic i uargumentowac..
              • garibaldia Re: Dzieki! 17.04.12, 14:04
                No kochana, terapia dla współuzależnionych Ci się kłania.
                Nikt Ci nie spieprzy życia tak jak Ty sama jeśli nie zrobisz porządku w swoich emocjach i w umiejętności rozróżnienia dobra i zła..
                Przyciąga uzależnienie od dawnych napier..alanek z exem?
                A dziecko jest perfidnie manipulowane przez alkoholika- w tym widzisz szczęście dziecka? w uczeniu jej chlania i pochwale nieodpowiedzialności rodzica? W wyzwiskach do Ciebie?
                Weź się ogarnij.
                Poukładaj SIEBIE. Zanim Obecny straci cierpliwość za nieposzanowanie jego osoby w tym układzie.


              • yoma Re: Dzieki! 17.04.12, 14:11
                > > ak mnie te mysli nachodza to kazda sytuacje potrafie sobie wyjasnic i uargument
                > owac..

                Dokładnie jak były, widzisz? Nawaliłem się przy dziecku, bo impreza, okazja, urodziny kolegi, inne dzieci też tam były... Każdą sytuację potraficie sobie wyjaśnić i uargumentować. To jest taki mechanizm przy uzależnieniu (od alkoholu, od byłego, od zakupów, od czegokolwiek). Nazywa się racjonalizacja.

                I jak jestem przeciwniczką latania do psychologa z każdym ułamanym paznokietkiem, to chyba faktycznie terapia się kłania. Bo forum ci nie pomoże.

                A nad twoim obecnym to aureolę widzę.
                • paraben Re: Dzieki! 17.04.12, 14:38
                  Tak, chyba macie racje,musze na terapie dla wspoluzaleznionych. Nawet moja rodzina mi to mowi.Dobra, pomysle, ale budzetu na to na razie cholera nie mamcrying Ale przemysle sprawe, mam swojego terapeute z ktorym pozegnalam sie w zeszlym roku, bo sie wyprostowalam.Ale widocznie czesc mnie jest dalej pogieta wiec chyba odswieze kontakt.Obecny partner jest nadzwyczajnej cierpliwosci i wspomaga mnie jak nigdy przedtem.Macie racje, musze walczyc o to.
                  • lampka_witoszowska Re: Dzieki! 17.04.12, 14:42
                    jeśli chodzi o finanse - w nic tak bardzo nie opłaca się inwestować jak w swoje zdrowienie i prostowanie życia...
                    nawet jeśli to oznacza przyznanie, że się czegoś nie umie zrobić samodzielnie
                    • paraben Re: Dzieki!! 17.04.12, 14:49
                      Wiem lampka, wiem. Ale na razie inwestuje w wyprostowanie dziecka, nie dostaje tez zadnych alimentow bo ex rzucil prace i szuka nowej a w miedzyczasie nie ma zrodla dochodu..jedyne to to ze nie place swojej czesci wspolnie zaciagnietego kredytu ktora normalnie byla polowa kwoty, jaka otrzymywalam na utrzymanie dziecka.Jak dostanie nowa prace to sprobuje nowych negocjacji co do alimentow.
                      • yoma Re: Dzieki!! 17.04.12, 14:51
                        Ty żądaj obecnych alimentów, a nie nowych, "jak dostanie pracę". U komornika byłaś?
                      • garibaldia Re: Dzieki!! 17.04.12, 15:14
                        Czemu Ty bardziej dbasz o dobro exa niż o dobro własne i dziecka?
                        Rzucił pracę to jego broszka, miał obowiązek pomyśleć wcześniej o tym, że dziecko musi jeść przez ten czas. Gdyby mieszkało z nim to by je przestał karmić? Teraz niech ojciec pożyczy kasy od kogo chce, ale regularne alimenty na utrzymanie dziecka są jego obowiązkiem. A Twoim obowiązkiem jest dopilnować by ojciec dziecka nie okradał.
                        Przestań być uzależnioną frajerkę. Przestań tłumaczyć exa, weź prawo w swoje ręce i działaj konsekwentnie zgodnie z litera prawa.
                        I nie unikaj zajęcia się swoją terapią. Dziecko się wyprostuje jak TY będziesz prosta. Bo ma Cię na co dzień. Jesli sama poukładana nie będziesz to możesz wydać majatek na prostowanie dziecka a i tak ono wróci do domu i się skrzywi pod Twoim ciężarem.

                  • yoma Re: Dzieki! 17.04.12, 14:54
                    Patrz, znowu racjonalizacja. "Nie będę się wyprostowywać, bo słaby budżet, bo muszę wyprostować dziecko, bo biedny, maleńki były rzucił pracę"...
                    • lampka_witoszowska Re: w skrócie wyszło mi tak 18.04.12, 07:43
                      "nie idę na terapię, bo ex rzucił pracę"

                      potem sytuacja się unormuje, przywyczaisz się, Paraben, uznasz, że da się żyć - i tym bardziej nie pójdziesz

                      czy dobry człowiek to taki, który rezygnuje z terapii, bo ma mało pieniędzy - przy czym rezygnuje ze szkodą dla bliskich, nie tylko dla siebie?
                      czy dla byłego jest dawaniem wędki w chwili, gdy odpuszcza się mu alimenty, jak zrezygnuje z pracy?
                      czy dla dziecka jest dobre wyczuwanie rozdarcia rodzica opiekujacego się nim?
                      czy jakikolwiek wnuczek albo prawnuczek powiedział kiedyś: "babcia była niesamowicie dobrą i mądrą kobietą, taszczyła odpowiedzialność za dziadka na własnych plecach nawet po ich rozstaniu"?

                      tak mi na myśl przychodzi o pojmowaniu dobroci i mądrości...
                  • malgolkab Re: Dzieki! 18.04.12, 09:46
                    paraben napisała:

                    > Obecny partner jest nadzwyczajnej cierpliwosci i wspomaga mnie
                    > jak nigdy przedtem.Macie racje, musze walczyc o to.
                    i jest zorientowany w temacie? wie że zastanawiasz się nad powrotem do ex, bo jest ojcem Twojego dziecka, a obecny nie?
              • malgolkab Re: Dzieki! 18.04.12, 09:14
                paraben napisała:

                > i n
                > awalil sie imprezujac z dzieckiem do 3 rano..bo byla impreza, okazja, urodziny
                > kolegi, inne dzieci tez tam byly i dlugo nie spaly, poza tym argument byl "co n
                > igdy jako dziecko na imprezie z rodzicami nie bylas?". No ja na takiej nie byla
                > m..Jak to pisze to mi wstyd ze mam mysli o powrocie do takiego czlowieka, ale j
                > ak mnie te mysli nachodza to kazda sytuacje potrafie sobie wyjasnic i uargument
                > owac..
                hm, to wyjaśnij proszę i uargumentuj, bo ja nie rozumiem...
                facet jest agresywny w stosynku do Ciebie, w trakcie małżeństwa nawzajem się poniżaliście i wpływali na siebie negatywnie. Dodatkowo - on ma problem z alkoholem i pije nawet przy dziecku. A ty rozważasz powrót do niego DLA DOBRA DZIECKA??
                • luciva Re: Dzieki! 18.04.12, 09:24
                  I jeszcze nie czuje odpowiedzialności za dziecko - nie płacąc alimentów.
    • brz_a_sk Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 17.04.12, 16:32
      nie czytałam wszystkiego!!!

      bywa tak, że potrzeba poniżania jest silniejsza niż wszystko inne

      kocha to przypierdala
      rzucasz i odchodzisz
      wraca by przyp*
      znaczy kocha

      sprawdź czy nie taki masz pakiecik domowy
      idź na terapię zanim sprzedasz emocje dziecku i obecnemu partnerowi
      wydaje się, ze coś jest nie tak

      ale nie upieram się
      • altz Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 18.04.12, 09:34
        brz_a_sk napisała:

        > kocha to przypierdala
        > rzucasz i odchodzisz
        > wraca by przyp*
        > znaczy kocha

        Mnie to przekonuje. Taki nudny facet, bo nie bije, może nie kocha? wink
        Nuda, nic się nie dzieje, pieniądze wspólne, obiadek, spacer. można coś powiedzieć i druga strona nie robi ci za to nocy długich noży.
        Kurcze, jak ja lubię taką nudę! big_grin
        • lampka_witoszowska Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 18.04.12, 09:53
          oj, bo nie wiesz, jakie cudne doznania daje adrenalinka i nierzewidywalność, kiedy pieprznie

          co prawda adrenalinka nie dorównuje endorfince, ale na bezrybiu i rak ryba... a ile małżeństw dzięki temu przetrwało - i dzieciaki miały gdzie "prawdziwego życia" się uczyć, a teraz powielają, powielają, kserokopiareczki kochane

          wink
          • paraben Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 18.04.12, 10:18
            Dobrze dziewczyny, zrozumialam. nie chodzi mi o powrot do toksycznego zwiazku i napierdalanek slownych oraz fizycznych (choc jak spytacie ex to on W ZYCIU na mnie reki nie podniols, bo jak juz cytowalam "gdyby podniosl to bym chodzic nie byla w stanie") Chodzilo mi o taki powrot i walke o naprawe, wspolna terapie malzenska -zaczynanie wszystkiego od nowa. Ale ja wiem ze to tylko idealizacja w mojej glowie..wiem ze szybko wrocilibysmy do starych nawykow, no a eks dalby mi pewnie popalic za to ze sie odwazylam go zostawic. Wiem, bez sensu to brzmi, dobra, skupiam sie na tym co konstruktywne.Skupie sie na tym co mam i na tym co moge miec z obecnym partnerem.Dzieki jeszcze raz.
            • satoja Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 18.04.12, 10:39
              Idź na terapię osobistą. Nie wymiguj się od tego co może naprawdę realnie pomóc tobie i przetrwaniu nowej rodziny którą próbujesz mieć.
            • yoma Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi? 19.04.12, 10:48
              > Skupie sie na tym co mam i na tym co
              > moge miec z obecnym partnerem.

              Trzymam cię za słowo!
              • paraben Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi?? 19.04.12, 12:42
                Oj lepiej mi juz naprawde, potrzebuje czasem takiego kopa w dupe zeby sie obudzic i zdac sobie sprawe z tego co wazne. Inna kwestia to moje leki- ktore zaczelam brac jakis rok temu rownoczesnie z terapia. I teraz zaleznosc jest taka ze co probuje odstawic- wracaja zle mysli, wyrzuty sumienia, gniota mam w zoladku. A jak zaczynam z powrotem regularnie brac, to jasnosc umyslu wraca, wszystko jest na dobrej drodze, nie mam gonitwy mysli i miliona pomyslow na minute. Ciekawa jestem jakie wy macie doswiadczenia z lekami antydepresyjnymi ale to moze i temat na inne forum albo na nowy watek. W kazdym razie musze zebrac sie w sobie i cholerstwo odstawic, bo cale zycie brac nie bede a jasnosc umyslu kiedys mialam, wiec wierze, ze da sie do niej wrocic!
                • yoma Re: My odchodzacy - a co z powracajacymi?? 19.04.12, 12:46
                  Nie zamierzam twierdzić, że się znam - ale jak tak, to może nie odstawiaj, póki się nie poukładasz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka