mika61 Re: ku pokrzepieniu - dopiszcie szczęśliwe zakońc 22.06.12, 17:13 Czytając szczęśliwe zakończenia zaczynam wierzyć, że rozwód to nie koniec świata. Ślubny po wspólnych dziesięciu latach któregoś dnia oświadczł, że się odkochał.Przez pierwsze pół roku nie mogłam uwierzyć, zrozumiećż e coś co było wileką miłością można tak po prostu "zabić'.Próbowałam zrozumieć , terapii małżenskiej(ale tu było zdecydowane nie z dugiej strony).Bolało kiedy dziecko pytało o tatę a ja nie byłam z siebie w stanie nic z siebie wydusić, wytłumaczyć bo przez gadło nie chciało mi przejść żadne słowo.Płakałam, nie spałam, próbowałam pracować ale żyłam w innym śwecie. Po ponad roku podjęłam decyzję o złożeniu papierów rozwodowych.Bolało ale jednocześnie w tym czasie znalazło sie koło mnie tylu cudownych ludzi czasami zupełnie obcych, wspierali przyjaciele i rodzina chociażby wysłuchując mnie czy opiekujac się w chwilach kiedy nie maiłam siły dzieckiem.Teraz kiedy postanowiłam o rozwodzie stałam się spokojniejsza, dostrzegam nawet te drobne radości w życiu i nigdy nie mówię nigdy bo nie wiem co bedzie następnego dnia. Wróciłam do tego co kiedyś kochałam i realizuje swoje odłożone kiedyś na bok marzenia .Uspokoiłam się co wpływa na lepsze relacje z dzieckiem a ono coraz zadziej pyta o tatę.Mimo, że jeszcze długa droga przede mną to jest każdego dnia lepiej. Odpowiedz Link
na_rozdrozu76 Re: ku pokrzepieniu - dopiszcie szczęśliwe zakońc 25.06.12, 22:59 To teraz na mnie kolej, żeby napisać szczęśliwe zakończenie, a raczej - szczęśliwy początek Minął rok od rozstania... Niecały tydzień od rozwodu. Przez ten rok zmagałam się ze sobą, swoim cierpieniem, odrzuceniem. Przeczytałam milion książek, przepracowałam swój ból, swoje niedostatki, niskie poczucie własnej wartości. Odpowiedziałam sobie na tysiące pytań. To był dobry czas. Teraz to widzę. Rok intensywnej pracy nad sobą. Wtedy czułam tylko ból, a łzy płynęły obfitymi strumieniami Ale - zaciskałam zęby, postanawiałam sobie codziennie, że dam radę. Uśmiechałam się do siebie, do dziecka, do innych. Zaczęłam myśleć o sobie dobrze, zaprzyjaźniłam się ze sobą. Pogodziłam się ze sobą Polubiłam moją samotność. Przyjmowałam życie takim, jakie było. Nie pielęgnowałam negatywnych emocji. Po pierwszym buncie, poczuciu skrzywdzenia, złości odsunęłam od siebie te emocje i zajęłam się budowaniem tych pozytywnych. Nie myślałam o eksie (lub pozwalałam sobie na kochanie go - nie walczyłam z tym uczuciem) starałam się realizować swoje pasje i marzenia. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Bo życie jest piękne, a ja się nim po prostu cieszę Wszystkim, którzy cierpią i myślą, że już nigdy nie będzie lepiej, mogę powiedzieć: będzie dobrze, tylko nie zasklepiajcie się w swoim bólu. Myślcie pozytywnie, uśmiechajcie się do siebie, bądźcie dla siebie samych mili. Trzymam za Was kciuki i dedykuję Wam piosenkę, która chodzi za mną ostatnio: www.youtube.com/watch?v=MEo-Oo9WV_4 Tyle wspomnień płynie w Nas, niespełnionych marzeń. Tyle prawdy, ile kłamstw, których nie wymarzę. Nikt nie wymaże. (nikt nie wymaże) Wiedzą o Nas więcej niż sami siebie znamy. Z daleka nawet wielki świat staje się taki mały. Zdaje się tak słaby. A ja mimo to, gdy prąd znosi płynę bo już nie brakuje mi odwagi,gdy rzeka zrywa brzegi By z nią, się zmierzyć z Nią. Po prostu żyj ! Ze wszystkich sił i tańcz jakby nie patrzył i śpiewaj jakby nie słuchał nikt. Po prostu żyj ! Ze wszystkich sił i tańcz jakby nie patrzył i śpiewaj jakby nie słuchał nikt (nie słuchał nikt). Nie patrzę kto zabłądził, kto drogę mądrą znalazł, nie kalkuluję, chwytam czas, nie uciekam kiedy pada (nie uciekam kiedy pada), nie. Nie ważne jest jak widzą mnie, nie myślę o tym wcale. Bo teraz trzeba wiedzieć, jak radzić sobie dalej, jak radzić sobie dalej. Bo ja mimo to, gdy wiatr znosi stoję bo już nie brakuje mi odwagi,gdy wiatr wyrywa stery, by się zmierzyć z nim. ooo... Po prostu żyj! Żyj tak jakby to był na ziemi raj, ze wszystkich sił. Kochaj Tak jakby nikt nie zadał cierpienia i tańcz jakby nie patrzył i śpiewaj jakby nie słuchał nikt X3 Po prostu żyj! Żyj tak jakby to na Ziemi był raj! Odpowiedz Link
magdalenajung Re: ku pokrzepieniu - dopiszcie szczęśliwe zakońc 28.06.12, 18:50 mam taka nadzieje, ze tez wkrótce odkryje swoje szczęście. GRATULUJE WSZYSTKIM! Odpowiedz Link
kalpa Re: ku pokrzepieniu - dopiszcie szczęśliwe zakońc 29.06.12, 08:34 Po rozpadzie rodziny trzeba czasu, żeby sie pozbierać. Potem czasu, żeby odkryć samego siebie, bo jest się już inna osobą i inaczej sie myśli. Potem jest czas na nowe doświadczenia i nowe łzy. Aż w końcu przychodzi pojednanie z samym sobą, z tym co sie stało. Przestaje się szukać na siłe, łapać cokolwiek, żeby komus tam i sobie coś pokazać. I pewnego dnia odkrywa się, że ból minął, że jest dobrze i ze życie nadal smakuje. Nawet jeśli nie ma u boku nowej ukochanej osoby Kupiłam bilety na koncert Andrew Rieu i ide jutro przeżyć to piękne wydarzenie z moimi najblizszymi koleżankami. Każda z nas jest po rozstaniu z ojcami swoich dzieci, każda juz sie pozbierała, kazda z nas wie, że życie potoczyło sie dalej. Kupimy sobie w przerwie pyszna kawe i bedziemy się smiać i cieszyć, że mozemy to wszystko widziec, słyszec i przezywac razem Pozdrawiam wszystkich Odpowiedz Link
nowel1 Re: ku pokrzepieniu - dopiszcie szczęśliwe zakońc 29.06.12, 10:05 Wróciłam do tego wątku, bo zaczepiał mnie tytułem i za każdym razem docierało do mnie, że przecież nie ma, nie może być czegoś takiego jak "szczęśliwe zakończenie", bo przecież to nie film, nie będzie napisu "The END" póki życia, więc nawet najlepsza, najmilsza chwila nie zwolni mnie z dbania o własne życie, z uważności i patrzenia przed siebie. "Szczęśliwe zakończenie" to dla mnie głębokie wewnętrzne przekonanie, że jeszcze wiele dobrego mnie czeka, że każda banalna chwila jest warta spojrzenia na nią i zachwycenia się, że nie wolno gnuśnieć i ustawać w poszukiwaniach. Odpowiedz Link
nowel1 Re: do Novel1 :) 29.06.12, 23:38 Wiem Bo w poście wcześniej Ty napisałaś to, co ja czuję Odpowiedz Link
na_rozdrozu76 Re: do Novel1 :) 30.06.12, 20:15 To jest nas już 3 Ujęłaś mnie tym zdaniem Novel: "Szczęśliwe zakończenie" to dla mnie głębokie wewnętrzne przekonanie, że jeszcze wiele dobrego mnie czeka, że każda banalna chwila jest warta spojrzenia na nią i zachwycenia się, że nie wolno gnuśnieć i ustawać w poszukiwaniach. Odpowiedz Link
baabcia Re: ku pokrzepieniu - dopiszcie szczęśliwe zakońc 30.06.12, 13:08 szczęśliwe zakończenie marnowania swojego czasu! Odpowiedz Link
teuta1 Re: ku pokrzepieniu - dopiszcie szczęśliwe zakońc 30.06.12, 14:08 4 lata po rozwodzie, ponad półtora po rozstaniu. trójka dzieci. Hardcorowo. Najmłodsze ma 20 m-cy. Ale: już umiem cieszyć się piękną pogodą za oknem, lepiej dbam o siebie, nawiązuję znów przyjaźnie. Polubiłam siebie i nie pozwolę na to, żeby ktokolwiek lub cokolwiek na dłużej wyprowadzało mnie z równowagi. Wracam do punkowych czasów - zgrywam sobie stare kawałki, mam jeszcze w planach operację kolana. Potem zumba albo wędrówki po mazowieckich lasach. Odpowiedz Link
promiennawyzwolicielka szczęśliwa? 01.07.12, 23:15 Witajcie... Kiedyś pisałam na forum... Pod innym nickiem... Dzięki Wam doszłam do siebie... Nie wiem czy to szczęśliwe zakończenie? Ale chcę się z Wami tym podzielić... Wyprowadzam się... Zaczynam żyć pełnią życia... Cieszyć się z drobiazgów... Uśmiecham się!!! Dziękuję jeszcze raz... Odpowiedz Link
kontrapianista Re: szczęśliwa? 14.07.12, 10:56 Witam .Baardzo dawno mnie tu nie było.A własnie mamtakie szczęśliwe zakończenie historii pod tytułem rozwód. Paradoksalnie moge podziekować mojej byłej,że się rozwiodła ze mną. Od roku żyję ze wspaniałą kobietą.Teraz dopiero widzę,nie-mam potwierdzenie,bo momentami ,kiedy wszyscy,również niektórzy stąd,mówili jaki to ja zły i że to przeze mnie itp,że miałem rację,ta kobieta jest zła... no więcej o byłej nie mam potrzeby pisać.Takiej miłości,zrozumienia i przede wszystkim szacunku nie doświadczyłem nigdy.Byłem szmacony na każdym kroku,teraz daję szczęście i dostaję je.Mimo różnych trudności , jesteśmy szczęśliwą rodziną.Także moje dzieci są zadowolone i mamy świetny kontakt,po tym w jakim świetle przedstawiała mnie ich matka to ..cudowne. Kochani! Nie wierzcie ludziom,obarczającym was poczuciem winy,bądzcie cierpliwi i pokorni,a szczęście was znajdzie na pewno. Nas los połączył już ...30 lat temu .Tak ,tak.Teraz nasze ścieżki znów się odnalazły.To nie przypadek.Po wszystkim czym nas(Ją też) los doświadczał należy nam się to co teraz mamy.Nigdy nie czułem się tak dobrze ....Trzymajcie się. Odpowiedz Link
argentusa Re: szczęśliwa? 14.07.12, 17:15 Święci pańscy, Kontrapianisto! alez cię dawno nie czytałam.Powodzenia na dalsze dni. Ar. ps.Trzymam kciuki, zwłaszcza za wytrwanie w t. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: ku pokrzepieniu - dopiszcie szczęśliwe zakońc 09.12.12, 22:36 Podnoszę- może ktoś się dopisze jeszcze Odpowiedz Link
logicman Re: ku pokrzepieniu - dopiszcie szczęśliwe zakońc 09.12.12, 23:41 Limit szczęśliwych zakończeń uległ wyczerpaniu. Do wzięcia pozostało mniejsze zło i trochę nadziei. Dla tych, którzy się nie załapią na powyższe pozostaje beznadzieja - bez ograniczeń. Odpowiedz Link
anbale Re: ku pokrzepieniu - dopiszcie szczęśliwe zakońc 10.12.12, 01:08 Trudno mi się dopisać, bo może np. jutro wpadnę pod tramwaj i szczęśliwego zakończenia jednak nie będzie... A poza tym rozwód mnie nauczył, że nigdy nic człowiekowi nie jest dane raz na zawsze. Cieszę się chwilą, a czas zweryfikuje moje dzisiejsze wybory. Odpowiedz Link
zlakobieta.haha Re: ku pokrzepieniu - dopiszcie szczęśliwe zakońc 10.12.12, 14:27 Mam nadzieje, że to nie zakończenie jeszcze bo chciałabym pożyć... Ale po rozwodzie (mamy jedno dziecko) ułożyłam po 3 latach swoje życie na nowo dziś już jestem mężatką - szczęśliwą póki co oczywiście, bo jak ktoś już wspomniał wcześniej - nic nie jest nam dane na zawsze... A propo tego, że nie każdy znajduje drugiego partnera - partnerkę - no cóż nie każdy tego potrzebuje bo np. mam koleżankę która rozwiodła się, a że eks strasznie jej dopiekł postanowiła że nic na stałe - aktywnie spędza czas ze znajomymi, umawia się na randki, ogólnie chyba szaleje i odpoczywa - każdy lubi co innego Odpowiedz Link