jestem mężatką od 8 lat z 2 dzieci po roku małżeństwa pojawiły się problemy zaczą wychodzić wieczorami wracał 2-3 w nocy pijany walczyłam na różne sposoby rozmowy, ciche dni , po pewnym czasie przychodził i przepraszał jak to w małżeństwie. od 2 lat jest jest bardzo zle zero szacunku do mnie wytykanie błedów pije co weekend do tego stopnia ze na drugi dzien nic nie pamieta brak współżycia jakich kolwiek kontaktów bliższych. w tym roku wiecej sie nie odzywamy jak odzywamy.mieszkam tak ze jestem otoczona jego rodzina która ma problem z alkoholem (czytajac o alkoholiżmie stwierdzam ze mój maż też ma z tym problem) ale on mi powtarza ze lubi pić i bedzie pić (pare lat temu zabrali mu prawojazdy za jazde po pijaku i to jeszcze z dzieckiem) tyle to go nauczyło że pod wpływem alkoholu nie jeżdzi.z jego rodziny zero wsparcia tylko go jeszcze bracia napuszczaja na mnie a zony braci i teściowa sa podporzadkowani mezom i nie walcza o szacunek dla siebie.2 lata temu założyłam niebieska karte ostatnio mi to wypomina i mówi zebym zlikwidowała ja (jak myslicie czy to coś zmieni?)4 miesiace temu urodziłam zdrowe piekne dziecko na poczatku ciazy było nie ciekawie płakałam nocami bałam sie o ciaze bo pół roku wcześniej poroniłam ale 8 i 9 miesiac ciąży był idealny chodziłam uśmiechnieta wesoła szcześliwa do porodu

od tego momentu jest zmeczony niezadowolony z zycia mam wrazenie ze to jakaś inna osoba pozbawiona uczuć współczucia majaca mnie za zero potrzebna tylko do gotowania sprzatania . zanosił sie na czulego wrażliwego meza i ojca a teraz mam wrazenie ze go nie znam tak jakby mieszkam z dawca nasienia moich dzieci. co dalej rozwód czy następna szansa i walka o rodzine.?