Dodaj do ulubionych

wielka rozpacz..przed wizytą..

15.11.13, 21:06
Jesteśmy 6 lat po rozwodzie.. nasze relacje poprawne. Dziecko jest przy mnie lat 11. przez wszystkie lata po rozwodzie nasz syn co 2 tygodnie jechał do Taty na weekend,,, jednak od 1,5 roku młody odmawia 2 dniowych wizyt u taty. Przed weekendem zapada na różnego rodzaju choroby...przewlekłe przeziebienia , katar, żle sie czuje.. jego tiki sie nasilają( młody ma adhd).... POczątkowo nie wiązałam tego z wyjazdami na weekend ale teraz jest to juz oczywista oczywistosć .. gdy lekarz zapytał " czemu chorujesz przed wizytami u taty" syn od razu odpowiedział " bo jak jestem chory to Tato mnie nie zabiera i mogę zostać w domu|". po długich rozmowach.. przekonywaniach syna ąe u Taty na wsi jest fajnie , ognisko , las, ogród...on przedstawiając swoje racje patrz błagalnie " mamo nie wyrzucaj mnie , ja chcę zostać w domu, nie chcę jechać do taty na noc.." Nie ma mowy iż tam sie dzieje krzywda mojemu synowi. Mysle że po prostu żle sie czuje, i chce sie widywać z Tata ale na innych zasadach, przy wejściu do domu taty jest mu odbierana komórka, wprowadzane są zasady , które w domu dla dziecka są obce.Żadne pomysły zmiany postepowania kompromis...które proponowałam exowi i jego żonie nie znalazły odzewu. Jestem zmęczona rozpaczaniem , i zdenerwowaniem dziecka przed weekendem a przede wszystkim .. młody też .. inne formy widzeń z synem - Ojca nie interesuja .. Czy można cos z tym zrobić.. czy jeżeli dziecko tak jawnie wyraża niechęć na nocowanie.. mogę wystapić do sądu o zmianę sposobu widzeń z ojcem. Kiedy może zrobic to samo dziecko?
Obserwuj wątek
    • altz Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 15.11.13, 21:27
      Nie rozumiem tego, dziecko daje jasne sygnały, a nawet prosi, a Ty nic z tym nie robisz i potrzebujesz forum, żeby działać? Zgroza!

      Z dzieckiem porozmawiać na spokojnie, wysłuchać żali, zanotować. Z ojcem porozmawiać na ostro, jak się nie dostosuje, nie wysyłać syna do ojca i wnieść do sądu o ograniczenie tej sytuacji w każdy możliwy sposób. Rozmowa z ojcem przy świadku albo przy nagraniu. Może mediator by pomógł?
      • alexolo Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 15.11.13, 21:40
        Kurcze ....ciagle mam nadzieję że obejdzie sie bez sądu. Z dzieckiem rozmawiam.. i rozumiem jego żale ... ale trochę sie zatraciłam na ile dziecko wykombinowało sobie .. że lepiej zostac w domu bo .. komputer, bo tv, bo może w pokoju robic co chce, bo ma pełen dostep do jedzenia, bo kumpel przyjdzie.... a tu trzeba jechac do taty.. a tam zero tv, zero komputera, telefon konfiskowany na wstepie, syn nie ma swojego miejsca, nie czuje się swobodnie, śpi sam w ogromnym ciemnym salonie.. nie wiem na ile przemawia przez dziecko strach , smuteka na ile wygodnictwo.... Oczywiscie wszelkie próby rozmowy i naświetlenia sprawy exowi .. kończą się " chcesz ograniczyć moje kontakty" a tego nie chce...
        • alexolo ostatnio czytałam orzeczenie Sądu w podobnej 15.11.13, 21:43
          sprawie" widzimisie dziecka nie może byc powodem do zmiany sposobów widzeń Ojca z dzieckiem , jak płacze i nie chce iść do szkoły to przeciez mu nie ulegamy "
          • mayenna Re: ostatnio czytałam orzeczenie Sądu w podobnej 15.11.13, 22:00
            Ulegamy jeśli strach przed szkołą nasila się do opisanego przez Ciebie stopnia. Zmieniamy szkołę, albo szukamy innych rozwiązań.
            A co syn mówi na temat tego jak chciałby tę sytuację rozwiązać? jak widzi kontakty z tatą?
            • alexolo Re: ostatnio czytałam orzeczenie Sądu w podobnej 15.11.13, 23:55
              Syn chciałby spotkań spontanicznych , do kina , na spacer, na rower, na lody, lub nawet pogadać przez telefon. Ale Tato nie uznaje kontaktów po za zasądzonymi. Wogóle nie istnieje po za wekendami , nie pyta nie dzwoni , zero kontaktu. a gdy przychodzi weekend w piatek wysyła sms jutro o 9 jestem po syna... Myslę że to oderwanie dziecka od jego codziennych spraw.. tak go przytłacza... Tato mieszka 30 km po za naszym miastem , mimo że bywa codziennie w miescie.. nie przewiduje czasu dla syna. Dopowiem że po za weekendami miał tez wyznaczona każdą środę od 16-18:30 ale z tych spotkań zrezygnował 5 lat temu.
              Jestem osobą zbyt pobłażliwa .. dla wszystkich chciałabym dobrze,, nikogo nie chcę krzywdzić.. sumienie mi mówi aby zażądąć zmiany sposobu widzeń , aż do czasu kiedy mały sie przekona że weekend z nocowaniem w domu na wsi to fajna sprawa.. i relacje z Tatą sie ocieplą i stana się żywsze. Z drugiej strony niewyobrażalna sprawą jest szarpanie się z dzieckiem i wypychanie go do taty , który czeka na dole... lub ścieranie się z policją .. która może się pojawić. to dla mnie kosmiczne sytuacje .. nie chce konfliktów. Kiedy syn może sam zdecydować o sposobie widzenia i kontaktów z Tatą . Musi mieć skończone 13 lat? Nie chcę sie zasłaniać dzieckiem , ale moje działania, prośby i propozycje sa odbierane jako utrudnianie kontaktów,,,,
              • altz Re: ostatnio czytałam orzeczenie Sądu w podobnej 16.11.13, 08:04
                Syn ma te 11 lat i wie, czego chce. Zresztą, nawet dzieci roczne doskonale wiedzą, czego chcą, tylko często mają problem z powiedzeniem tego.
                Wypada jakoś przeorganizować te spotkania, żeby były dla wszystkich przyjemnością, a nie obowiązkiem. Ojciec ma zadanie do wykonania, tak to wygląda, raczej nikt nie skacze z radości z powodu tych spotkań.
                Policją się nie przejmuj, do ukarania za brak spotkań jest bardzo długa droga, a policja nie wyrywa dziecka z domu, najpierw jest sąd rodzinny, ale to też po czasie.
                Dobrze by było, gdyby ktoś konkretnie porozmawiał z ojcem. Ty nie umiesz i boisz się, tym bardziej syn się boi ojca.
                Może ktoś z rodziny by pomógł jako nieformalny mediator? Może płatny mediator?

                Ps. Ja rozumiem problem Waszego syna ze spaniem w dużym i ciemnym pokoju, wiele osób tak ma.
          • altz Re: ostatnio czytałam orzeczenie Sądu w podobnej 15.11.13, 22:18
            alexolo napisała:
            > sprawie" widzimisie dziecka nie może byc powodem do zmiany sposobów widzeń Ojca
            > z dzieckiem , jak płacze i nie chce iść do szkoły to przeciez mu nie ulegamy "

            Jak Cię ktoś zmusza do wyjścia na walkę z bykiem, to nie wychodzisz, a do pracy idziesz, chociaż Ci się nie chce. wink Są różne obowiązki.
            To jest zupełnie inna powinność. Jeśli dziecko nie chce iść do ojca, bo woli telewizję, to sorry, na ułożenie wspólnych działań był czas. Teraz już się odcina kupony od tego.
            Masz obowiązki wobec dziecka, nie szukaj wykrętów. Szukasz wykrętów, a dziwisz się, że syn robi to samo.
            Mam 2 dzieci, nie chcą się ze mną widywać, jakoś to znoszę, chociaż byłem całkiem fajnym ojcem. Szanuję ich wolę., nie zamierzam się narzucać, a zupełnie bym nie chciał spotkań z przymusu. Dziecko to też człowiek, ma swoje prawa.
        • argentusa Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 16.11.13, 07:11
          śpi sam w
          > ogromnym ciemnym salonie..

          mnie zastanowiło... A jak ma spać jedenastolatek? wciąż z mamą?
          Martwi trochę ten brak kontaktów poza zasądzonymi, ale może jednak przydałoby się trochę uporządkować dzieciakowi życie i na mniej pozwalać też u Ciebie? Przy tego typu schorzeniahc jak adhd wskazane jest nawet możną uporządkowane życie. tyle, że to wymaga od rodzica żelaznej konsekwencji. A to trudne, i rozumiem to.
          Inan sprawa, naprawdę dziecko z adhd ma nieograniczony dostęp do tv i kompa?
          Ar.
        • samiec_omega Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 16.11.13, 08:36
          >że lepiej zostac w domu bo .. komputer, bo tv, bo może w
          > pokoju robic co chce, bo ma pełen dostep do jedzenia, bo kumpel przyjdzie....
          > a tu trzeba jechac do taty.. a tam zero tv, zero komputera, telefon konfisko
          > wany na wstepie, syn nie ma swojego miejsca, nie czuje się swobodnie.

          Jeśli dobrze rozumiem treść tego postu, to syn w domu wychowuje się bez żadnych granic . Jest po prostu rozpuszczony. ADHD to bardzo wygodna wymówka- nie może usprawiedliwiać wszystkiego. Dla mnie wychowywanie dziecka w sposób jw. (może robić co chce ) to tragedia.
          • altz Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 16.11.13, 08:53
            samiec_omega napisał(a):
            > Jeśli dobrze rozumiem treść tego postu, to syn w do
            > mu wychowuje się bez żadnych granic . Jest po prostu rozpuszczony. ADHD to bard
            > zo wygodna wymówka- nie może usprawiedliwiać wszystkiego. Dla mnie wychowywanie
            > dziecka w sposób jw. (może robić co chce ) to tragedia.

            Ja też by tak to widział, gdyby nie kilka faktów. Ojciec odbiera dziecku telefon na wstępie, co jest idiotyczne i naruszające podstawowe prawa człowieka. Syn musi o wszystko prosić u ojca, nawet o jedzenie. Syn nie jest u siebie, czuje się obco, ma się stawić na godzinę i wyjechać o następnego dnia o innej z góry ustalonej. Ojciec jest po prostu prymitywnym egzekutorem. To jest zwyczajna przemoc, może w takiej nie telewizyjnej formie, ale jest to przemoc.
            Dziecko ma prawo się ponudzić, ma prawo do własnego czasu i wyboru ulubionych zajęć, ma prawo do własnych znajomych, ma prawo się z nimi spotykać w domu itd. Powinno mieć też swoje obowiązki, choćby nie wiem jak było chore. O obowiązkach chłopaka nic nie wiemy, o zachowaniu ojca wiemy mało, ale dość, żeby powiedzieć, że jest nie w porządku.
            • argentusa Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 16.11.13, 12:07
              Syn
              > musi o wszystko prosić u ojca, nawet o jedzenie

              a gdzies ty to wyczytał? Ze zdanie że w domu ma nieograniczony dostęp do jedzenia?
              No prosze cie, nie załamuj. Wyobraź sobie,że u mnie też dzieci "proszą" o jedzenie, bowiem: nie chce im się iść na dół do kuchni i samemu ZROBIĆ kanapki czy co tam jest.
              <<<Ojciec jest po prostu prymitywnym egzekutorem.
              a to nadinterpretacja, choćby dlatego, że znamy relację wyłącznie jednej strony.
              Może ojciec stosuje normalne zasadygodowa,- u niego z domu a mama sama napisałą,ze jest ugodowa, co przy bystrym 11 latku może być pięknie wykorzystywane przez owego młodzieńca (i w sumie słusznie, też pewnie bym to wykorzystywała na jego miejscu)
              <<< ma się stawić na godzinę i wyjechać o następnego dnia o innej z góry u
              > stalonej.
              a to doprawdy okrucieństwo!!!!! wink Z tym, ze ja też "na godzinę" dzieci odstawiam tacie, a tata mi, bowiem doskonale to ułatwia obu rodzinom organizację życia, a dzieci WIEDZĄ co ma nastąpić i mają uporządkowany tryb tygodniowy.
              No wybacz, nie jestem zwolenniczką podporządkowywania wszystkich dzieciom.
              > Dziecko ma prawo się ponudzić, ma prawo do własnego czasu i wyboru ulubionych z
              > ajęć, ma prawo do własnych znajomych, ma prawo się z nimi spotykać w domu itd.
              podobnie rodzice i jeszcze o zgrozo, ludzie, którzy z tymi rodzicami tworzą rodzinę.
              Przepraszam , że u mnie tak jest, a do tego, o ZGROZO, dzieci są zadowolone i naprawdę bywają szczęśliwe częstokroć.
              Ar.
              ps. jak widać różne są punkty widzenia. mnie rozwala tekst,ze 11 latek śpi SAM w CIEMNYM dużym pokoju. Przy świetle ma spać, czy jak? Ludzie, to jest uczeń 5 klasy! nie przedszkolak.
              • altz Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 16.11.13, 13:29
                argentusa napisała:
                > a gdzies ty to wyczytał? Ze zdanie że w domu ma nieograniczony dostęp do jedzenia?
                Możliwe, że to jest nadinterpretacja z mojej strony i nadużycie, ale skąd te reakcje nerwicowe u dziecka?

                > Z tym, ze ja też "na godzinę" dzieci odstawiam tacie, a tata mi, bowiem doskonale to ułatwia
                > obu rodzinom organizację życia, a dzieci WIEDZĄ co ma nastąpić i mają
                > uporządkowany tryb tygodniowy.
                Tata również nigdy nie spotyka się z dzieckiem poza tym terminem? A przy przejściu przez próg własnej twierdzy zabiera telefon, pasek i sznurówki? wink
                Czy wiesz może, że są jakieś prawa dziecka i ogólnie prawa człowieka? smile

                > No wybacz, nie jestem zwolenniczką podporządkowywania wszystkich dzieciom.
                Chyba jesteś zwolenniczką podporządkowania wszystkiego dorosłym, w każdym razie tak się przedstawiasz.

                > ps. jak widać różne są punkty widzenia. mnie rozwala tekst,ze 11 latek śpi SAM
                > w CIEMNYM dużym pokoju. Przy świetle ma spać, czy jak? Ludzie, to jest uczeń 5
                > klasy! nie przedszkolak.

                Można tak dalej...
                Depresja? Ale śmieszne, to nie istnieje! smile
                Żałoba po najbliższym? smile Przecież ludzie naturalnie umierają!
                itd.
                • argentusa Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 16.11.13, 19:40
                  > Czy wiesz może, że są jakieś prawa dziecka i ogólnie prawa człowieka? smile
                  No cośTy? naprawde? wink

                  > Chyba jesteś zwolenniczką podporządkowania wszystkiego dorosłym, w każdym razie
                  > tak się przedstawiasz.
                  No pewnie, i właśnie dlatego jak dzieć powiedział, że z tatą chce mieszkać, bo nie chce się przeprowadzać z nami, to ze zrozumieniem nie robiłam problemów smile)) taka jestem podporządkowująca sobie dzieci.

                  > Żałoba po najbliższym? smile Przecież ludzie naturalnie umierają!
                  Akurat jedno zdanie nie zaprzecza drugiemu smile

                  A poza tym ja już pisałam: są w mojej rodzinie sprawy o których dzieci nie decydują, nawet jeśli te sprawy ich dotyczą. Są sprawy, w których decyzje podejmujemy wspólnie. I są sprawy, w których dzieci samodzielnie podejmują decyzje. Ot, taka nieskomplikowana zasada.
                  Zawsze staram się pamiętać, że to, czego dzieci chcą nie zawsze jest tym, czego potrzebują i co ostatecznie okaże się dla nich dobre. Podobnie zresztą z dorosłymi.
                  Ar.


                  • altz Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 16.11.13, 20:00
                    argentusa napisała:
                    > A poza tym ja już pisałam: są w mojej rodzinie sprawy o których dzieci nie decy
                    > dują, nawet jeśli te sprawy ich dotyczą. Są sprawy, w których decyzje podejmuje
                    > my wspólnie. I są sprawy, w których dzieci samodzielnie podejmują decyzje. Ot,
                    > taka nieskomplikowana zasada.
                    Dobra zasada, o ile te sprawy są dobrze podzielone między grupy.
                    Jedynie kłóci mi się to z ignorowaniem potrzeb dziecka z tego wątku i sugerowaniem, że chłopak jest przekrętem, cwaniakiem, manipulatorem czy jak tam to zwał.

                    > Zawsze staram się pamiętać, że to, czego dzieci chcą nie zawsze jest tym, cz
                    > ego potrzebują
                    i co ostatecznie okaże się dla nich dobre. Podobnie zresztą
                    > z dorosłymi.
                    Ostatecznie możesz się bardzo zdziwić, jak dziecko podrośnie i powie, jak naprawdę było.
                    • argentusa Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 16.11.13, 20:51
                      > Ostatecznie możesz się bardzo zdziwić, jak dziecko podrośnie i powie, jak napra
                      > wdę było.
                      Spokojna jestem smile, daję sobie prawo do błędów. Podobnie to prawo daję dzieciom.
                      A poza tym, a jakie to będzie miało znaczenie jak już będzie dorosłe i SAMODZIELNIE będzie podejmować decyzje?
                      Ja już w tej chwili widzę, że taka sama decyzja w przypadku mojej trójki może oznaczać zupełnie co innego. Choć z boku wydaje się, że skoro w przypadku najstarszego decyzja była właściwa, to bywa, że przy najmłodszym w analogicznej sytuacji i wieku - niekoniecznie.
                      Ar.
                      ps. najlepszego Państwu, oglądam sobie mecz i popijam wino.
                • argentusa Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 16.11.13, 21:04
                  > Tata również nigdy nie spotyka się z dzieckiem poza tym terminem?
                  Owszem, nie spotyka się. Drobne ponad 100 km odległości... I ja go (ojca) rozumiem, awantur z tego powodu nie zamierzam robić.
                  Ja spotykam się z najstarszym częściej - ale tylko dlatego, że mam taką możliwość - zawodowo dużo podróżuję i przejeżdżam w okolicach szkoły młodego. A jak akurat jestem bez wyjazdów to go nie widzę i 2 tygodnie.
                  Ar.
              • blackglass argentusa 19.11.13, 12:52
                argentusa napisała:
                > ps. jak widać różne są punkty widzenia. mnie rozwala tekst,ze 11 latek śpi SAM
                > w CIEMNYM dużym pokoju. Przy świetle ma spać, czy jak? Ludzie, to jest uczeń 5
                > klasy! nie przedszkolak.

                Mnie rozwalił twój sad
                Mam 36 lat od małego boje się spać sama w dużym ciemnym pokoju. Jako dziecko miałam straszne koszmary jak spałam sama, więc spałam z nożem.
                Będąc u psychologa dowiedziałam się, że nie jest to odosobniony przypadek.

                Rozumiem, że jeśli Twoje dziecko bałoby się spać w dużym ciemnym pokoju to ignorujesz to, gasisz światło i mówisz mu, że nie ma nic do gadania bo takie zachowanie Cie rozwala?


                • altz Re: argentusa 19.11.13, 16:48
                  blackglass napisała:
                  > Mam 36 lat od małego boje się spać sama w dużym ciemnym pokoju. Jako dziecko mi
                  > ałam straszne koszmary jak spałam sama, więc spałam z nożem.

                  Znam takie reakcje, dlatego napisałem, że rozumiem chłopaka.
                  Znam osobiście kilka dorosłych osób, które mają z tym problem.
            • samiec_omega Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 16.11.13, 20:40
              >Ojciec odbiera dziecku telefo
              > n na wstępie, co jest idiotyczne i naruszające podstawowe prawa człowieka.

              Przepraszam bardzo. Co w tym złego ? Ja robię podobnie. Nie wiedziałem, że podstawowym prawem jedenastolatka jest telefon non stop przy tyłku.

              >Syn
              > musi o wszystko prosić u ojca, nawet o jedzenie
              To chyba nadinterpretacja, ale wydaje mi się, że Tata daje ciała, bo nie potrafi zaproponować coś takiego synowi, aby to było dla niego atrakcyjne i się nie nudził. Brak tv i komputera nie jest tu problemem. Chyba problemem jest brak sensownie zorganizowanego czasu w weekend i nuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuda
              • argentusa Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 16.11.13, 20:55
                > >Ojciec odbiera dziecku telefo
                > > n na wstępie, co jest idiotyczne i naruszające podstawowe prawa człowieka
                uuu nie daj bóg żeby moje to przeczytały, bo jak dam szlaban na iPada, poda i kompa, to jak nic powiadomią właściwe służby.
                Ludzie, nie popadajmy w skrajności. Umiaru we wszystkim potrzeba. Ani nie wybielajmy nadmiarowo dzieci, ani nie przypisujmy im nadmiernej odpowiedzialności w wieku lat nastu. To są DZIECI, a nie świadomi dorośli. Celowo użyłam sformułowania dorośli - bowiem świat pełen jest pełnoletnich dzieci.
                Ar.
                Zdrowie!
            • moonalisa Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 17.11.13, 13:11
              Syn nie jest u siebie, czuje s
              > ię obco, ma się stawić na godzinę i wyjechać o następnego dnia o innej z góry u
              > stalonej. Ojciec jest po prostu prymitywnym egzekutorem. To jest zwyczajna prze
              > moc, może w takiej nie telewizyjnej formie, ale jest to przemoc.
              > Dziecko ma prawo się ponudzić, ma prawo do własnego czasu i wyboru ulubionych z
              > ajęć, ma prawo do własnych znajomych, ma prawo się z nimi spotykać w domu itd.
              > Powinno mieć też swoje obowiązki, choćby nie wiem jak było chore. O obowiązkach
              > chłopaka nic nie wiemy, o zachowaniu ojca wiemy mało, ale dość, żeby powiedzie
              > ć, że jest nie w porządku



              cos jest na rzeczy ,podpisuje się pod ta wypowiedzią!
      • rar.ely Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 15:19
        altz napisał:

        > Nie rozumiem tego, dziecko daje jasne sygnały, a nawet prosi, a Ty nic z tym ni
        > e robisz i potrzebujesz forum, żeby działać? Zgroza!
        >
        > Z dzieckiem porozmawiać na spokojnie, wysłuchać żali, zanotować. Z ojcem porozm
        > awiać na ostro, jak się nie dostosuje, nie wysyłać syna do ojca i wnieść do sąd
        > u o ograniczenie tej sytuacji w każdy możliwy sposób. Rozmowa z ojcem przy świa
        > dku albo przy nagraniu. Może mediator by pomógł?


        wow....zes sie naogladał TVN-u albo Uwagi
        • altz Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 15:32
          rar.ely napisał:
          > wow....zes sie naogladał TVN-u albo Uwagi

          A co to jest, czego się naoglądałem? Od kilku lat nie mam telewizora, naprawdę nie wiem.
          Poza tym, czy byłoby źle, gdyby syn szedł zadowolony do ojca, sam nie nadużywał telefonu przy ojcu, bez nacisków typu policyjnego, miał prawa do odpoczynku?
    • kobieta306306 Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 17.11.13, 15:14
      Dzieciak zasuwa cały tydzień w szkole, to w weekend chce mieć czas dla siebie i święty spokój, a tu go wyrzucają na siłę w miejsce, w które nie ma ochoty jechać. Skoro nie chce jechać, to go nie zmuszaj! Dziecko też człowiek.
      Może chodzi o to, że jak dziecko jest w domu, to Ty masz autorko bajzel i hałas, zamiast 2 dni spokoju i sielanki?
      • amsterdamska_mgla Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 17.11.13, 22:35
        kobieta306306 napisała:
        > Może chodzi o to, że jak dziecko jest w domu, to Ty masz autorko bajzel i hałas
        > , zamiast 2 dni spokoju i sielanki?

        A nawet gdyby chodziło też o to, to co w tym złego? Potępimy autorkę?
        Dopiero od pół roku samotnie wychowuję 2-kę dzieci (przedszkolniak i wczesnoszkolniak) , choć i za czasów małżeńskich byłam w tym mocno osamotniona. I szczerze - bardzo sobie cenię owe 4 dni w miesiącu, gdy mam szansę odpocząć. Nie rozumiem, dlaczego matka ma być cyborgiem zapierdzielającym od świtu do północy? Bo "głupia była i urodziła"? Bo źle ojca na dzieci wybrała?
        Trochę opamiętania, ludzie!
        • tricolour Nie, nie dlatego, że jest cyborgiem.. 17.11.13, 22:39
          ... tylko dlatego, że sama przed sądem żądała opieki całodobowej. Więc skoro żądała i dostała, to konsekwencją jest wywiązywanie się z nałożonych na siebie obowiązków.

          "Bo źle ojca na dzieci wybrała? - też. Konsekwencją złego wyboru jest samotne macierzyństwo.
          • amsterdamska_mgla Re: Nie, nie dlatego, że jest cyborgiem.. 17.11.13, 22:47
            tricolour napisał:

            > ... tylko dlatego, że sama przed sądem żądała opieki całodobowej. Więc skoro żą
            > dała i dostała, to konsekwencją jest wywiązywanie się z nałożonych na siebie ob
            > owiązków.

            Nie doczytałam, czego autorka żądała przed sądem (może mi umknęło, poproszę o cytat), doczytałam natomiast, że ojciec miał przyznane weekendy a także kiedyś jedno popołudnie, z czego sam zrezygnował.
            Jeśli autorka napisze, że sprawy alimentacyjne w tej rodzinie układają się tak, że ojciec płaci 60% lub wyżej REALNYCH kosztów utrzymania dziecka, wliczając w to nakład w postaci trudu wychowawczego, opiekuńczego i "gosposiowego" matki, to obiecuję złożyć samokrytykę za bezczelny postulat weekendowego oddechu od matczynych obowiązków dla autorki.

            > "Bo źle ojca na dzieci wybrała? - też. Konsekwencją złego wyboru jest samotne m
            > acierzyństwo.

            I wszystko ok, o ile nie stawiamy pomiędzy słowami konsekwencja a kara znaku równości. A tak mi zabrzmiał wpis, do którego się odniosłam.
            • tricolour Nie trzeba doczytwywać... 17.11.13, 23:57
              ... czego autorka żądała, bo wiadomo, że albo żądała opieki (i dostała) albo nie żądała, a wtedy dziecko jest o ojca lub w domu dziecka, gdy i ojciec nie chciał.

              Poza tym do realnych kosztów nie zaliczamy trudu matki, jej opieki i gosposiowania ponieważ konsekwencją żądania opieki nad dzieckiem jest trud, opieka i gosposiowanie - na własne życzenie. Tylko wtedy można zaliczyć te trudy i opieki do realnych kosztów utrzymania dziecka jeśli wykonuje je ktoś inny i odpłatnie - na przykład opiekunka, której płacimy za trud, opiekę i gosposiowanie, a zapłatę przerzucamy na alimentującego.
              • amsterdamska_mgla Re: Nie trzeba doczytwywać... 18.11.13, 00:15
                tricolour napisał:

                > ... czego autorka żądała, bo wiadomo, że albo żądała opieki (i dostała) albo ni
                > e żądała, a wtedy dziecko jest o ojca lub w domu dziecka, gdy i ojciec nie chci
                > ał.

                Albo ojciec nie był zainteresowany pełną lub naprzemienną opieką nad dzieckiem - bierzesz w ogóle takie sytuacje (wcale nierzadkie) pod uwagę?

                Ja osobiście niczego nie żądałam, tylko ustaliłam z ówczesnym mężem plan wychowawczy. On chciał kontaktu z dziećmi (ma i to o wiele większy niż w planie, służy to obu stronom), ale wcale nie chciał opieki nad nimi (skoro rozwodził się, by imprezować, w sumie logiczne).

                Więc dlaczego od razu używasz słowa "żądała"? Jedni żądają, inni walczą, inni maję w de, a jeszcze inni negocjują.

                > Poza tym do realnych kosztów nie zaliczamy trudu matki, jej opieki i gosposiowa
                > nia ponieważ konsekwencją żądania opieki nad dzieckiem jest trud, opieka i gosp
                > osiowanie - na własne życzenie. Tylko wtedy można zaliczyć te trudy i opieki d
                > o realnych kosztów utrzymania dziecka jeśli wykonuje je ktoś inny i odpłatnie -
                > na przykład opiekunka, której płacimy za trud, opiekę i gosposiowanie, a zapła
                > tę przerzucamy na alimentującego.

                Być może rozwodziłam się w innej rzeczywistości czasowej lub w innym państwie niż Ty, w sumie w KRiO sporo się zmienia i aktualizuje, a w nastawieniu sądów i obyczajowości jeszcze więcej. Ja się rozwodziłam w Rzeczypospolitej Polskiej w 2013 roku i stąd takie aktualności wypisuję. I nie, nie podam Ci linka, ale mogę dać namiar do znakomitego w tych sprawach adwokata, dopytasz się. Bo tak myślę, że jak się głosi mocne tezy z przekonaniem, to warto chociaż z grubsza wiedzieć, jak się one mają do rzeczywistości, zwłaszcza tej aktualnej.
                • tricolour A Ty chciałasś opieki, czy nie chciałaś? 18.11.13, 00:33
                  Bo może stanowczo nie żądałaś, ale chciałaś i ta ochota wystarczyła, byś ją dostała. Wraz z konsekwencjami.

                  A do adwokata linka nie potrzebują, bo się rozwodziłem chyba ze dwadzieścia lat temu, a teraz - nie zamierzam ponownie. Zresztą, to jest o tyle ciekawy wątek, że autorka - Alexolo - bodajżę cztery lata temu uważała otrzymywana kwotę 400zł alimentów za żenująco niską. Słusznie. Ale poznała była faceta płacącego alimenty, z którym się związała, a po tym jak się związała, to uważała, że płacona przez partnera kwota - nomen omen - czterystu złotych jest za wysoka z wielu powodów. Słusznie?. Poczytaj archiwum!

                  I tak sobie myślę, że przyjdzie taki czas i u Ciebie (jak przyszedł u mnie i mojej ex), że dziecię wyciągnie do Ciebie rękę po żywą gotówkę skoro przez dziesięciolecia wyciągałaś Ty w jego imieniu w kierunku ojca. I zastanawiam się dalej jakiego Ty adwokata wynajdziesz wtedy gdy dziecko zażąda od Ciebie pieniędzy na jakiś trud i gosposiowanie, które Ty uznasz za bezsensowne, ale "dziecko" będzie uważało za głęboko sensowne, bo będzie wiązała się z tym gotówka, na którą nie trzeba będzie pracować, by była.

                  No, ale to przyszłość... wystarczy tylko poczekać.
                  • amsterdamska_mgla Re: A Ty chciałasś opieki, czy nie chciałaś? 18.11.13, 00:54
                    Pytasz czy chciałam opieki? Nad własnymi dziećmi? Da się w ogóle rozmawiać na takim poziomie?
                    Nie wiem, czy doczytałeś, że rozwiodłam się w oparciu o plan rodzicielski. Nie wiem, czy wiesz, co to tak realnie jest i czy wiesz, jakie są jego konsekwencje. Ale z wyszukiwarek korzystasz sprawnie, doczytasz.

                    > Poczytaj archiwum!
                    Nie chcę czytać archiwum, nie interesuje mnie szpiegowanie ludzi. Ich ocenianie i plucie jadkiem też nie. Wypowiadam się w tym wątku na jeden z tematów, który tu się pojawił. Nie interesuje mnie też żadne inne aspekty życia jego autorki.

                    > I tak sobie myślę, że przyjdzie taki czas i u Ciebie (jak przyszedł u mnie i mo
                    > jej ex),
                    Brzmi złowieszczo...
                    ...ale ciąg dalszy....
                    ...jest jeszcze....
                    ...ciekawszy....

                    >rękę po żywą gotówkę skoro przez dziesięciolecia wyciągałaś Ty w jego imieniu w kierunku ojca.

                    Obawiam się, że kolejny raz mnie z kimś pomyliłeś. Ostatnio zarzucałeś mi, że jestem tchórzem o wielu nickach, teraz opowiadasz na mój temat jakieś dziwne historie, nawet ciężko mi zrozumieć, o co Ci chodzi...

                    Pisałam na sąsiednim forum dwa miesiące temu:
                    Alimenty uzgodniliśmy ze sobą w planie wychowawczym i podpisane przez oboje egzemplarze poszły do sądu razem z pozwem.
                    Jeszcze-chwilowo-mąż konsultował się z adwokatką, w końcu nie zdecydował się na jej pomoc. Ona powiedziała mu, że alimenty płaci za duże i można walczyć o mniejsze. On wywalił na nią oczy i powiedział "ale to są moje dzieci, kocham je i na nie płacę, jak będę zarabiał więcej, to im dołożę".

                    Zwróć proszę uwagę na zaimki w wypowiedzi mojego eks męża. Zaimki to rzecz dość ważna w polskiej gramatyce.

                    • amsterdamska_mgla Re: A Ty chciałasś opieki, czy nie chciałaś? 18.11.13, 01:03
                      I proszę, nie odpowiadaj mi już, naprawdę nie jestem zainteresowana Twoją wizją świata, zwłaszcza, że jest wydumana.
                      • tricolour A moja wizja świata... 18.11.13, 01:23
                        ... rzeczywiście może Cię nie interesować z tego powodu, że burzy Twoją wizję.

                        Wizję, w której płaci się obcym osobom za trud, opiekę i gosposiowanie, które zostały wzięte na barki na własną ich prośbę. Życzę Ci przy tym, by Twoja wizja była dla Ciebie dobra i stabilna.

                        Tyle, że takie życzenie stoi w sprzeczności - w moim rozumieniu - z dobrem i stabilnością Twojego przyszłego związku. No chyba, że dodatkowo pożyczę Ci kawalera, wdowca lub bezdzietnego rozwodnika.

                        Tych jednak mam niewielu, a chętnych wiele...
                    • tricolour Pytanie było proste... 18.11.13, 01:12
                      ... chciałaś, czy nie chciałaś?

                      Bo gdybyście oboje chcieli, to byłby problem: kto chcę bardziej i jak to "bardziej" ma zamiar wyegzekwować. A skoro dzieci są z Tobą, to znaczy, że Ty chciałaś, a Twój facet nie chciał opieki nad swoimi dziećmi - proste i oczywiste. Więc nie mydl oczu planem rodzicielskim.
                      • argentusa Re: Pytanie było proste... 18.11.13, 20:15
                        to ja napiszę: mój chciał, dostał, po 2 tygodniach wymiękł i "oddał" . Biedak nie sądził,ze ja naprawdę nie kiwnę palcem by mógł udowodnić jak "walczyłam" o dzieci dla alimentów ,heheh Tri jak sobie sporządzi linię to nie ma szans,żeby spojrzał inaczej.
                        hhihi i znowu mam ubaw smile
                        Ar.
                        ps
                        że Ty chciała
                        > ś, a Twój facet nie chciał
                        i znowu Twoja, kobieto wina. boś chciała! a to,zę on nie chciał to też twoja wina smile Tri lepiej wie.
                        pps Tri nie odpowiadaj, nawet kropki nie odpiszę. Jednak, pardon za dosadność, zak..tyś ł.b. kompletnie.

                        • amsterdamska_mgla Re: Pytanie było proste... 18.11.13, 20:29
                          Argentusa, mam świadomość, z kim rozmawiam, choć szczerze mówiąc, nie mam pojęcia o czym wink dlatego już nie rozmawiam wink
                          Podoba mi się, co piszesz o swoim "biedaku". Ja również w prw zadbałam o nasycenie ojca kontaktami z dziećmi - słowo daję, po 4 tygodniach wspólnych z dziećmi wakacji przeszły mu jakiekolwiek pomysły na opiekę naprzemienną wink
                          > i znowu Twoja, kobieto wina. boś chciała! a to,zę on nie chciał to też twoja wina smile Tri lepiej wie.

                          To jest przesłodkie wnioskowanie. W sumie racja, "matki są zawsze winne". Wszystkiemu. To, że ojciec nie chciał dzieci na stałe - moja wina, ale już totalną podłością jest to, że ja je chciałam, no swoje dzieci...a zwłaszcza jak ojciec nie chciał...pewnie też powinnam nie chcieć wink i tak dookoła wojtek wink
                          No i niezmiernie mnie bawi i dziwuje ten cudowny mit, że matka, jak ma zasądzone alimenty na dzieci, to na siebie...oraz że matki nie po to chcą być z dziećmi, bo im na tych dzieciach zależy, bo dzieci kochają, ale...po alimenty. Zwłaszcza, że te nasze polskie alimenty to zawrotne sumy w stylu 600 zł na dziecko wink no po prostu wytarzać się w pieniądzach eksa można i rentierką zostać.

                          Moje akurat przyzwoitsze, i tak w pełni schodzą na dzieci, ojciec nie widzi powodu, by dzieciom źle się finansowo działo po rozwodzie, ja też nie, więc pracujemy i utrzymujemy dzieci. Na siebie też mogłabym wywalczyć alimenty, ale nie zamierzam. No ale i tak wszystko moja wina wink
                          • tricolour To też jest zabawne... 18.11.13, 21:30
                            ... napisać do kogos tak: "I dalej, jak czytam Twoje rozemocjonowane i najeżone wykrzyknikami słowa..." - gdy ten ktoś postawi cztery wykrzykniki podczas gdy samemu sadzi się osiem wykrzywionych mordek, które to oczywiście emotikony nie świadczą o rozemocjonowaniu ani o najeżeniu w ilości dwukrotnie większej.

                            Hłe, hłe, hłe.
                            • amsterdamska_mgla Re: To też jest zabawne... 18.11.13, 21:36
                              Badania naukowe dowiodły, że mózg szesnastolatka nie odróżnia twarzy wyrażającej emocję złości od twarzy wyrażającej emocję gniewu. Rozumiem, że niektórym to zostaje do późnej dorosłości i w postaci nieodróżniania wykrzyknika od emotki zmrużonego ironicznie i z dystansem oczka.

                              Smacznego:
                              wink wink wink wink wink wink wink wink wink wink

                              ależ rozemocjonowany wpis popełniłam big_grin
                              • tricolour A cóż mogłaś napisać innego? 18.11.13, 21:44
                                Mogłaś napisać tak: kurcze, faktycznie, zarzucam komuś cztery sama sadząc osiem. Cholerka.

                                Mogłaś też napisać aluzję o moim upośledzeniu.

                                Wybrałaś aluzję. Tyle, że aluzja jest formą agresji. Agresja wzięła się ze wstydu zamienionego w złość. Taka zamiana to prymitywny mechanizm nieradzenia sobie z niekomfortowym uczuciem.

                                Uradowana jesteś prymitywnym zachowaniem?
                        • tricolour A gdzie ja pisałem o winie? 18.11.13, 21:22
                          Słowa "wina" nie użyłem więc mowy nie ma bym komuś imputował winę. Pisałem o konsekwencjach decyzji, nie o winie. Więc mijasz się z prawdą.

                          A ten "zakuty łeb" bawi mnie. Nie możesz mnie dotknąć robiąc z siebie nerwuskę nie trzymająca afektu przy klawiaturze. Może gdybyś napisała coś na chłodno, to bym się przejął, ale skacząc jak wesz na grzebieniu - no tylko mogę się uśmiechnąć widząc Twoją bezsilność staczają się w agresję.
                          • amsterdamska_mgla Re: A gdzie ja pisałem o winie? 18.11.13, 21:28
                            Niesamowity jesteś. Znów mnie pomyliłeś z inną osobą big_grin
                            • tricolour Dobry wieczór, Szanowna Pani... 18.11.13, 21:33
                              ... (odezwała się Pani jednak pomimo zaklęć, że nie) z drzewka wynika, że pisząc do Argentusy pisałem do Argentusy.

                              Zatem niczego nie pomyliłem tylko napisałam do tej osoby, do której chciałem. Zalecam ostrożność w stawianiu tezy, że jest Pani w środku Wszechświata i wszystkie posty kierowane są do Pani.
                              • amsterdamska_mgla ... 18.11.13, 21:40
                                https://designteka.pl/wp-content/uploads/2013/05/img_3_1367671237_f0d250722619b0b5e5c5c51876ac93d2-505x336.jpg
              • luciva Re: Nie trzeba doczytwywać... 19.11.13, 11:06
                H,,Tri, czy w myśl tego, co piszesz, rodzic opiekujący się dzieckiem nie ma prawa do własnych przyjemności i zycia osobistego? Bo zażądał czy też chciał opieki nad dzieckiem? Czy jego zycie musi być już poświęcone wyłącznie dziecku?
                Oczywiście, że gosposiowanie, trud, opieka to też realne koszty mój drogi, nie żadnej opiekunki ani nic.
                Zawsze jest coś za coś. Ktoś taką pracę musi wykonać, a rodzicielstwo to najcięższy zawód świata, najtrudniejszy.
          • chalsia a może to ojciec chciał by dziecko było z matką 18.11.13, 00:28
            tak było w moim przypadku

            i też sobie cenię dni bez obowiązków rodzicielskich
            • tricolour Ja też chciałem, by dziecko było z matką... 18.11.13, 00:35
              ... a moja żona ówczesna chciała, by dziecko było z nią.

              Dlaczego mam płacić za trud, który ktoś chce sam wykonać, a ja nie chcę wykonać?
              • amsterdamska_mgla Re: Ja też chciałem, by dziecko było z matką... 18.11.13, 01:02
                > Dlaczego mam płacić za trud, który ktoś chce sam wykonać, a ja nie chcę
                > wykonać?

                Ponieważ tak jest w prawie kraju, w którym żyjesz i w którym powołałeś na świt dziecko. I to jest odpowiedź z poziomu kodeksu praw, z którym raczej się nie da dyskutować, jakkolwiek by nas nie wkurzał.

                A z poziomu moralnego - ponieważ zdecydowałeś się na dziecko, a jeśli nawet ono pojawiło się na świecie nieplanowane, to zdecydowałeś się na seks, być może wiedząc, że z niego może być dziecko a na wieść o ciąży zdecydowałeś się ową ciążę utrzymać do jej rozwiązania i dziecko uznać za swoje.
                I jeśli mama Twojego dziecka chce, by dziecko było z nią, a Ty nie chcesz i trudu też nie uznajesz za wysiłek (fajny film w kinach studyjnych leci "Więcej niż miód", dokument o pszczołach, polecam, świetnie pokazana rola trutnia - zapładniacza) , to jesteś pożałowania godny (moja osobista opinia o takich osobnikach) i rzeczywiście dobrze, że to dziecko ma chcącą je matkę i potrafiącą zapewnić mu opiekę i chcieć włożyć w to trud.
                Są też przypadki, że nie chce ani matka ani ojciec, wtedy państwo przejmuje tę opiekę, a na trud składają się podatnicy.
                Ponieważ pracuję na swoje dzieci i na kupę dzieci w domach dziecka pośrednio też, niezmiernie się cieszę, że jak mniemam, nie dokładasz mi wydatków i płacisz alimenty matce swojego dziecka. Cokolwiek na ten temat myślisz.
                • tricolour Nie tlko ja płacę... 18.11.13, 01:07
                  ... płaci także matka - w identycznej wysokości - od kiedy córka mieszka ze swoim facetem.
              • chalsia Re: Ja też chciałem, by dziecko było z matką... 18.11.13, 09:27
                bez względu na to czy chciałam czy nie, czułam się zobowiązana, bo dziecko miało 6 mcy i było na cycu.
                • chalsia Re: Ja też chciałem, by dziecko było z matką... 18.11.13, 10:14
                  aaaa, dodam jeszcze, że zdecydowałam się zostać matką z miłości do męża, a nie z potrzeby posiadania potomstwa
        • altz Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 17.11.13, 22:49
          amsterdamska_mgla napisała:
          > Nie rozumiem, dlaczego matka ma być cyborgiem zapierdzielającym od świtu do północy?

          Nie musi. Dziecko ma te 11 lat, śniadanie potrafi sobie zrobić, można wstać później.
          Dziecko też ma prawa do tych 8 dni wolnego w miesiącu. Czyż nie? wink
          • amsterdamska_mgla Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 17.11.13, 23:05
            Obawiam się Altz, że nie jedynie na wydawaniu śniadań obsługa dziecka polega wink
            Moje starsze ma 9 l. więc chyba to nieduża różnica między takim, które ma 11. Owszem, wstanie, zrobi sobie śniadanie, psa wyprowadzi i nakarmi, suche pranie zdejmie, śmieci wyrzuci, kurze zetrze, etc.
            Niemniej kiedy spędza weekend ze mną w domu (bywa tak, że młodsze jest u taty/babci) a starsze ze mną, nie mogę:
            - obejrzeć filmu od 18 r.ż . bo salon mam przechodni
            - olać kolacji i iść na sushi, bo dziecko nie lubi sushi
            - iść ze znajomymi na imprezę i wrócić slalomem albo super trzeźwa, ale o 3 w nocy- bo się dziecko samo będzie bało
            - wykonując czynności domowych słuchać audiobooka (co jest moim ulubionym tłem do prac domowych), którego aktualnie słucham, bo mimo że temat bardzo edukacyjny (żona cara Piotra), to jest tam pełno opisów tortur, ostrego seksu, aborcji i rzezi ówczesnych wojujących armii
            - urządzić weekendowej głodówki
            - nie odzywać się przez dwa dni do nikogo
            - mieć depresji i płakać kilka godzin (nie miewam, ale mogłabym chcieć)
            - spać w dzień i nie spać w nocy

            ... i tak dalej....

            Czyż nie?
            • amsterdamska_mgla Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 17.11.13, 23:33
              I wydaje mi się, że chodzi o 2 weekendy u taty w miesiącu, czyli 4 dni.
              Co nie zmienia faktu, że uważam, że jeśli dziecko tak źle reaguje, to pewnie mu to nie służy...może da się ograniczyć do 1 weekendu w miesiącu i zobaczyć spokojnie, jak strony - tata i syn się w tym odnajdują?
            • kobieta306306 Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 12:27
              amsterdamska_mgla napisała:

              > ... i tak dalej....
              >
              > Czyż nie?


              powiem brutalnie - trzeba było nie rodzić dzieci, to by teraz spokój był!

              Wyrzucanie dziecka na siłę do ojca (tytuł wątku mówi sam za siebie, że dziecko nie chce tam jachać) to jest pospolite chamstwo! Dziecko też człowiek! Czy Ty po tygodniu tyrania miałabys ochotę pojechac na weekend np. do znienawidzonej kuzynki (czy innej rodziny), gdzie na wstępie zabraliby Ci komórkę, wydzielali jedzenie i inne takie przyjemnostki?! Wątpię. Dziecko ma swoje powody, które są dla niego ważne.
              A skoro weekend z dzieckiem jest dla matki nie do wytrzymania, to coś nie tak z wychowaniem. 11 latek w domu, to nie jest chyba aż taka udręka dla opiekuna. Chyba, że coś zostało zaniedbane w przeszłości.
              • altz Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 12:42
                W 100% się zgadzam i podpisuję w pełni.
                Starzeję się czy co? wink
                • kobieta306306 Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 12:48
                  altz napisał:

                  > W 100% się zgadzam i podpisuję w pełni.
                  > Starzeję się czy co? wink


                  Altz, że my jesteśmy tak zgodni, to normalnie szok wszystkich szoków wink
                • blackglass Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 19.11.13, 13:23
                  altz napisał:

                  > W 100% się zgadzam i podpisuję w pełni.
                  > Starzeję się czy co? wink

                  Ja też w 100% się zgadzam i podpisuje obiema rekami wink
              • amsterdamska_mgla Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 16:03
                Kobieto306306, powiem również brutalnie:
                STEK BZDUR WYPISUJESZ.

                Na komentarz:
                > powiem brutalnie - trzeba było nie rodzić dzieci, to by teraz spokój był!
                Odpowiem: ojciec mógł dzieci nie płodzić, to by teraz spokój miał.
                Równie głupia moja odpowiedź, jak głupi Twój komentarz.

                I dalej, jak czytam Twoje rozemocjonowane i najeżone wykrzyknikami słowa, to nie wiem, do kogo je adresujesz, czy do mnie, bo opowiedziałam, że i dlaczego i jak lubię spędzić swoje 4 dni w miesiącu bez dzieci? Czy też do autorki wątku, o czym świadczyłyby teksty o 11 latku i wpychaniu na siłę i tak dalej?
                Jeśli jednak do autorki, to ja chyba czytam jakiś inny wątek.

                Tytuł - który mówi Tobie sam za siebie, brzmi "wielka rozpacz...przed wizytą..." - opisuje emocje dziecka. A Ty uznałaś, że matki, która z nim nie chce zostać?

                Dalej, autorka pisze:

                Żadne pomysły zmiany postepowania kompromis...które proponowałam exowi i jego żonie nie znalazły odzewu. Jestem zmęczona rozpaczaniem , i zdenerwowaniem dziecka przed weekendem a przede wszystkim .. młody też .. inne formy widzeń z synem - Ojca nie interesuja .. Czy można cos z tym zrobić.. czy jeżeli dziecko tak jawnie wyraża niechęć na nocowanie.. mogę wystapić do sądu o zmianę sposobu widzeń z ojcem. Kiedy może zrobic to samo dziecko?

                ....ciagle mam nadzieję że obejdzie sie bez sądu [...]Oczywiscie wszelkie próby rozmowy i naświetlenia sprawy exowi .. kończą się " chcesz ograniczyć moje kontakty" a tego nie chce...

                Syn chciałby spotkań spontanicznych , do kina , na spacer, na rower, na lody, lub nawet pogadać przez telefon. Ale Tato nie uznaje kontaktów po za zasądzonymi. Wogóle nie istnieje po za wekendami , nie pyta nie dzwoni , zero kontaktu.

                sumienie mi mówi aby zażądąć zmiany sposobu widzeń , aż do czasu kiedy mały sie przekona że weekend z nocowaniem w domu na wsi to fajna sprawa.. i relacje z Tatą sie ocieplą i stana się żywsze. Z drugiej strony niewyobrażalna sprawą jest szarpanie się z dzieckiem i wypychanie go do taty , który czeka na dole... lub ścieranie się z policją .. która może się pojawić. to dla mnie kosmiczne sytuacje .. nie chce konfliktów. Kiedy syn może sam zdecydować o sposobie widzenia i kontaktów z Tatą . Musi mieć skończone 13 lat? Nie chcę sie zasłaniać dzieckiem , ale moje działania, prośby i propozycje sa odbierane jako utrudnianie kontaktów,,,,

                Podkreślenia są moje.

                Więc poproszę o wskazanie palcem, gdzie my tu mamy egoistyczną i leniwą matkę, która wypycha na siłę wzbraniające się i psychosomatyzujące dziecko do niedobrego taty, żeby mieć wolny weekend.
                Bo ja widzę matkę, która szarpie się, bo widzi, że jej dziecko źle znosi wyjazdy weekendowe do taty, martwi się tym, jednocześnie zadręcza, czy to nie jakiś jej błąd wychowawczy, czy nie jej pobłażliwość - która z samotnych mam jest wolna od poczucia winy i zastanawiania się, czy robi dobrze, czy wychowuje bez błędów, najlepiej, jak się da?
                Matkę, która negocjuje z byłym mężem, tłumaczy synowi, która widzi sens kontaktu dziecka z ojcem, ale nie za wszelką cenę, która wierzy, że za jakiś czas sytuacja w rodzinie może się polepszyć. I która nie może przebić się przez brak elastyczności eksa, nie chce chodzić do sądu, chce załatwić sprawy pokojowo, nie obciążając dodatkowo dziecka.

                Czy my na pewno czytamy te same wątki?

                • kobieta306306 Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 22:39
                  Jeden z pierwszych wpisów Altza był trafiony w sedno i wyjaśnił jak powinien zachować się każdy porządny dorosły w zaistniałej sytuacji. Ty napisałaś wypracowanie na temat dlaczego całkiem fajnie byłoby jednak postąpić troszkę inaczej uncertain


                  > Odpowiem: ojciec mógł dzieci nie płodzić, to by teraz spokój miał.
                  > Równie głupia moja odpowiedź, jak głupi Twój komentarz.

                  a ja powiem tak. Skoro tatuś to kawał ... to może niech mama będzie porządna.

                  Swoją drogą podziwiam, że mogłabyś słuchać swojej książki na odtwarzaczu wiedząc, że dziecko wbrew swej woli męczy się gdzieś pozbawione godności - no bo odcinanie od jedzenia i zabieranie komórki na wejściu to chyba coś jak areszt, a nie wizyta u kochającej rodziny. Wiem, że to nie Ty i nie Twój przypadek, ale popierasz, więc przyzwalasz.
                  Koniec tematu dla mnie, więc jeśli nie musisz, to nie odpisuj, bo ja już nie będę zaglądać do wątku. Gdybym miała adres, to powiadomiłabym miejscowy OPS, że dziecku się źle dzieje, a tak to pozostaje się tylko wnerwiać, a po co mi to uncertain


                  • amsterdamska_mgla Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 22:49
                    Nie zamierzasz już czytać wątku, ale jednak odpowiem, bo przeinaczenia robią tu ze mnie potwora.

                    kobieta306306 napisała:

                    > Jeden z pierwszych wpisów Altza był trafiony w sedno i wyjaśnił jak powinien za
                    > chować się każdy porządny dorosły w zaistniałej sytuacji. Ty napisałaś wypracow
                    > anie na temat dlaczego całkiem fajnie byłoby jednak postąpić troszkę inaczej uncertain

                    Ja oparłam się na tym, co napisała matka w pierwszym poście - że jest pewna, że dziecku nie dzieje się krzywda. A dalej na tym, co cytowałam powyżej - że matka przejmuje się i stara znaleźć dobre rozwiązanie tej sytuacji.

                    > Swoją drogą podziwiam, że mogłabyś słuchać swojej książki na odtwarzaczu wiedzą
                    > c, że dziecko wbrew swej woli męczy się gdzieś pozbawione godności - no bo odci
                    > nanie od jedzenia i zabieranie komórki na wejściu to chyba coś jak areszt, a ni
                    > e wizyta u kochającej rodziny. Wiem, że to nie Ty i nie Twój przypadek, ale pop
                    > ierasz, więc przyzwalasz.

                    A tu już kompletnie wszystko pomieszałaś. Ja pisałam o tym, co ja lubię robić, kiedy moje dzieci są u swojego taty, a są tam z radością.
                    A mój wpis był reakcją na Twój bezzasadny atak na autorkę - kobieta szuka rozwiązań, miota się, a Ty drwisz z niej, że może jest leniwa i chce mieć wolny weekend. Absurd.
    • kobieta306306 Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 12:35
      żal czytać to wszystko! Dzieciak jak tobołek jakis traktowany uncertain Przestawiany i nawet w weeken spokoju mu nie dają. Ma jechać i już !!! Bo tak !!!! Biedny znerwicowany nastolatek, który ma pełno swoich problemów, czas dorastania, jakies pewnie konflikty z rówiesnikami, a tu jeszcze walnięci starzy, co mu w weekend dyrygują co i jak ma robić.
      • xciekawax Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 16:00
        Taaa... dzieciak autorki ma walnietych rodzicow...

        Tylko Twoje dzieci maja najwspanialsza matke i najwspanialszego ojca. Tylko im pozazdroscic. ech....
        • kobieta306306 Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 22:27
          ponieważ z Tobą Ciekawska nie gadam (tak sobie założyłam), to nie ustosunkuję się do wypowiedzi.

          Co do tematu głównego - jednak warto czasami potraktować dziecko jak człowieka.

          • amsterdamska_mgla Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 22:31
            Kobieto, a ze mną pogadasz? Bo powyżej sporo napisałam i bardzo mnie ciekawią Twoje argumenty na stawiane przez Ciebie tezy.
            • kobieta306306 Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 22:41
              odpisałam wyżej.
              Dajesz ciche przyzwolenie na przemoc względem dziecka. Usprawiedliwiasz i zachęcasz do wysyłania go w miejsce, w które on nie chce iść. Ma swoje powody, nawet jeśli dorosłemu wydają się one głupie. Przemoc to nie tylko kopniak z buta i smycz po plecach.
              • amsterdamska_mgla Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 22:51
                Niesamowita jest skala Twojej egzaltacji i Twoich nadinterpretacji.
                Jeszcze bym poprosiła o dokładne cytaciki z moich wypowiedzi, konkretnie te, gdzie usprawiedliwiam i zachęcam.
    • xciekawax Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 16:09
      dziecko juz jest w wieku nastolatka, wiec moze zaczyna sie buntowac troche wczesnie? no ale dzieci rozwodnikow dorastaja wczesnie tez. Moze to taka faza?

      Pomysl o tym: jak zaczniesz utrudniac kontakty, ciagac sie po sadach itd... to dziecko straci kontakt z ojcem. Moze teraz twoj syn tego nie widzi (i jeszcze nie zobaczy przez dluuugi czas) ale w przyszlosci moze byc Ci bardzo wdzieczny ze jednak te kontakty byly.

      Powiem ci jak to widze z mojego punktu wiedzenia bo moi rodzice w tym wieku wyjechali i dzwonili tylko co drugi weekend: w tym czasie czy tego chcesz czy nie odtwarza sie wiez z rodzicami. Jezeli mu tego zabraknie (na korzysc ogladania TV czy wyjscia z kolegami) to w pozniejszym wieku nie bedzie mial w ogole zadnej wiezi z ojcem. Moi rodzice teraz ciagle narzekaja ze tak rzadko odwiedzam, ze nie dzwonie, nie interesuje sie - ale to tylko efekt tego ze nie wytworzyla sie miedzy nami wiez w mlodym wieku. Wiec tylko dlatego - proponuje aby te kontakty z jego ojcem utrzymywac.
      czy Twoje dziecko nie moze znalesc sobie kolegow na tej wsi? Moim zdaniem wymowka typu: komputer, telefon itd... to za malo aby utrudniac kontakty.
      Powinnas tez pomyslec czy Twoje dziecko nie jest uzaleznione od telefonu. Czytalam badania ze wiele ludzi tak sa zwiazani ze swoimi smartphonami ze brak telefonu na jeden dzien powoduje fizyczne bole - tak jakby odczuwali strate bliskiej osoby. W takim wypadku powinnas zastanowic sie czy przypadniem nie dokladasz sie do problemu (ja np nie dalabym telefonu 11latkowi, ale rozumiem ze w pewnych grupach jest to normalne).
      • altz Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 18.11.13, 20:27
        Wpis warty zastanowienia.
        Przy uzależnieniu i odcięciu od potrzeby, reakcja może tak wyglądać, nawet może być gorączka i bóle głowy, ogólna niechęć.
        Niewiele wiemy, bo rodzice ze sobą nie współpracują i nie rozmawiają, a w tym wypadku powinni to robić. Jeśli rodzice nie przemyślą, nie podyskutują i nie będą mieli wspólnej linii, to skończy się i tak zerwaniem kontaktów za jakiś czas, a syn będzie miał żal do ojca za takie traktowanie.
    • edw-ina Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 19.11.13, 16:01
      Ja mogę powiedzieć coś z doświadczenia dziecka jeżdżącego do taty na weekendy - w pewnej chwili szczerze to znienawidziłam. Nie dlatego, że u ojca działa mi się krzywda, czy miałam o nim złe mniemanie, nikt mnie nie nastawiał przeciwko. Po prostu w wieku nastu lat powoli dziecko przechodzi z rodziny w świat rówieśników. I dobijało mnie to, że znowu nie byłam z koleżankami na basenie, że ominęły mnie kolejne urodziny kogoś ze znajomych itp. itd., a później w poniedziałek w szkole dowiadywałam się o wielu fajnych rzeczach, w których nie uczestniczyłam, choć chciałam. Po jakimś czasie rodzice zakumali o co chodzi, a że dogadywali się nieźle, to nastąpiła zmiana i np. ojciec wpadał częściej w tygodniu - to odrobił ze mną lekcje, to zabrał z jakiś zajęć i wpadliśmy po drodze na obiad itp. Dzięki temu wciąż mieliśmy kontakt, ale spędzałam u niego już np. jeden weekend w miesiącu. Zresztą wówczas już bardzo wyczekiwany weekend. Ale do tego trzeba dobrej woli i współpracy wszystkich stron.
      • altz Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 19.11.13, 16:42
        edw-ina napisała:
        > Po prostu w wieku nastu lat powoli dziecko przechodzi z rodziny w świat rówieśn
        > ików.

        Też tak myślę. Dziecko ma prawo do własnego życia, nawet to mniejsze, ma prawo choćby wybrać, jeśli nie samo zaplanować. Rodzice często uważają, że wiedzą lepiej i lepiej będzie, gdy podejmą decyzję za dziecko.
        Warto pozwolić na trochę samodzielności. Dziecko uczy się samodzielnego myślenia, podejmowania decyzji i szacunku do siebie i niekoniecznie musi to się kończyć anarchią. Trochę wiary! smile
    • give_me_a_break Re: wielka rozpacz..przed wizytą.. 22.11.13, 18:41
      Ja byłam takim dzieckiem, które było na siłę wypychane do ojca i jego 23-letniej wówczas partnerki. nienawidziłam do nich jeździć. też spałam sama w salonie, miałam jedną półkę w przedpokoju na swoje rzeczy. Ojciec nigdy mi tego nie powiedział, ale myślę że traktował spotkania ze mną jak przykry obowiązek połączony z wyrzutami sumienia. W wieku ok. 16 lat powiedziałam że mam to gdzieś i nie będę się z nim spotykać na siłę. mama próbowała tłumaczyć, negocjować ze mną, robiła wiele, by ten kontakt mimo wszystko nie ustał. ale ojciec się obraził, co mnie zresztą niezmiernie cieszyło. dziś nie mamy o czym gadać i jesteśmy sobie obcy. tak się skończyło "odbębnianie" ojcostwa w dwa weekendy i narzucanie pruskiego drylu. dodam, że ojciec całkowicie urwał kontakt, gdy mam wyszła za mąż po raz drugi. uznał, że mam już ojca i nie musi się wysilać. może i dobrzesmile do dziś pamiętam, jak ojczym kupił mi martensy. ojciec je zobaczył i powiedział, że w takich butach mam więcej do niego nie przyjeżdżać. no i to było moje ostatnie dobrowolne spotkanie z nimsmile
      ps. po tym zmuszaniu do spotkań do dziś mam awersję do zmuszania mnie do czegokolwiek. lepiej nie zmuszać a odpuścić na jakiś czas. może syn zatęskni. mój ojciec się burzył, że nie chcę się widywać, co sprawiło, że jako nastolatka jeszcze bardziej go nie znosiłam. w dorosłym życiu poskutkowało to wzajemną obojętnością.
      • alexolo o kurcze... 08.12.13, 18:04
        nie spodziewałam sie takiej rozmowy pod moim tematem.
        Nie jestem w stanie po miesiacu odczytać na raz wszystkich postów....ale po krótce..
        Mój syn nie jest rozpieszczony, ma swoje obowiązki , przy dysfunkcji ( adhd ) ma tez ściśle ułożony plan dnia, który ma juz wyuczony i którego staramy sie trzymać. Dostep do komputera i tv nie jest nadmierny, po skończonych lekcjach i pomocy w domu dziecko ma mozliwosć 40-60 min dziennie poszperania po necie lub gry . ale dosyć tłumaczenia po 4 latach życia z Adhadowcem to mamy juz opanowane.
        Co do wizyt u Taty.. odważyłam się i pomijając maile i sms.,, stanełam twarzą w twarz z ojcem dziecka.. spokojnie nakreslając temat problemu ( o którym wczesniej wielokrotnie z Ojcem korespondowałam ) Na spokojnie doszliśmy do porozumienia , aby spróbował chwiolowo zawiesic weekendowe zabierania syna do siebie na rzecz spotkania spontanicznego w tygodniu.. .Wybraliśmy dogodny dzień , tato przyjechał do dziecka pod szkołę .. wybrali sie do rynku, muzeum , i na pizze. Byli sami . Młody wrócił zadowolony.. chętnie opowiadał.. i wspominał 2 godzinne spotkanie z Ojcem . Napisałam nawet do exa że mały bardzo zadowolony i ja równiez jestem wdzieczna za takie rozwiazanie sprawy. Zapytałam kiedy kolejne spotkanie ... ale cisza.
        mijaja 3 tyg tato nie widzi dziecka nie dzwoni nie pisze... wiec ponownie monituję do taty" kiedy się widzicie?.. cisza. Po czym nadchodzi sobota 7 grudnia .... smacznie śpimy a tu ktoś sie dobija domofonem. " ta ja przyjechałem po małego przeciez dziś pierwszy weekend miesiąca, umawiałaem się z dzieckiem " W domu panika, ja zgupiałam, młody twierdzi że nigdzie nie jedzie.. z nikim sie nie umawiał.... ryczy .. Poprosiłam exa o 30 min czasu , bo jestem zaskoczona sytuacją. młody leżąc w łóżku zadzwonił do taty i poczatkowo próbował sie bronić przed wyjazdem.. ale później uległ namowom Ojca .... powoli sie ubrał i jak na ściecie czekał na ponowny przyjazd taty. Ponownie wyszłam aby porozmawiać z exem " wszystko było uzgodnione , mały przesadza ..." hm
        Obiecałam synowi że zadzwonię do niego punkt 18... ale to on zadzwonił do mnie z tel taty( po raz pierwszy miałam kontakt tel. z synem w trakcie jego wizyty u ojca o....d 6 lat .)NIe wesołym głosem ale spokojnie opowiadał co robił ,, i że zaraz ida na spacer.....i ze jest ok..."
        czekam zaraz młody wróci... zobaczymy jakie nastroje.
        ps.
        jak pakowałam synka do telefonu przyczepiłam karteczkę " prywatna własnośc ( ........... tu imie i nazwisko ), Proszę nie odbierać mu jego własności ma prawo do swobodnego korzystania z telefonu, w razie potrzeby "
        • alexolo uzaleznienie od telefonu 08.12.13, 18:22
          .. jeszcze tylko słowo o domniemanym uzaleznieniu od telefonu....
          nie nie to nie wchodzi w grę.. , telefon dostał poniważ samodzielnie wraca do domu od tego roku. A ma kawałek . więc dzwoni wychodząc ze szkoły... i wchodząc do domu. Telefonuje tez do mnie zniecierpliwiony gdy mnie nie ma zbyt długo. ma na nim kilka gier .. ale raczej rzadko gra. częściej traktuje telefon jako zabawe do robienia zdieć ( których robi mnustwo.. i krecenia filmików... .
          W domu taty wygląda to tak .. mały na weekend jedzie z walizką ( podobna do walizy z " podróż za jeden uśmiech.. tylko mniejszą ) gdy wchodzi do domu exa, i zaczyna ściągać buty .. małżonka exa zabiera walizkę znika z nia na chwile .. po czym stawia walizke obok sofy w salonie.... juz bez telefonu, jogurtów, soczków i i rózności , które młody akurat zabrał. Gdy się pakuje do domu na drugi dzień... małżonka exa ponownie wpakowywuje zabrane wczesniej rzeczy.. . hm ( "u nas sie tego nie je, nie pije , nie używa telefonu, nie zapala światła") Szanuję zwyczaje...innych ale mały chyba dziwnie i nieswojo czuje sie w takich sytuacjachj...i może z tąd ta niechęć.
          • amsterdamska_mgla Re: uzaleznienie od telefonu 09.12.13, 01:02
            Alexolo, jak widać, zrobiłaś wszystko, co zapewne możesz, żeby rozwiązać sytuację. Pewnie reszta zależy od chęci syna...jeśli dalej nie da się dogadać z ojcem, zapewne trzeba będzie załatwić to w sądzie. Kibicuję Ci i cieszę się, że jest tak, jak myślałam. Nie przejmuj się durnymi "diagnostycznymi" wpisami, jakie powstały w tym wątku. To Ty jesteś mamą, znasz swoje dziecko i zdaje się, że naprawdę starasz się jak możesz rozwiązać to tak, aby było jak najlepiej dla niego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka