Określiłabym ten czas słowami: ostrożnie i spokojnie.
Na razie trzymamy się wszystkich ustaleń. „Eks” czyli Bieżący

czyli mój facet („eks” już mi trochę nie pasuje) tak jak obiecał, stara się oddzielić pracę od życia domowego. Wychodzi ok. 7 rano, wraca ok. 18-19 - wtedy coś je, przeważnie razem z dzieckiem, bawi się trochę z nim i kąpie go później.
Weekend mamy wg ustaleń „rodzinny”. W sobotę i w niedzielę jedziemy gdzieś na obiad, w tym raz obowiązkowo na pizzę, którą synek uwielbia. W sobotę mamy też psychologa, więc przedpołudnie na to schodzi (maluch do dziadka, potem psycholog, i z powrotem). Po południu spacer, także jedziemy gdzieś, albo na jakieś zakupy, albo do kogoś wpadniemy. Niedziela wygląda podobnie, tyle że rano nie trzeba się śpieszyć, więc czas płynie wolno, wygłupiamy się w trójkę w łóżku itp.
Odstępstwa od obowiązków mają miejsce rzadko, czasem np. mój facet musi po pracy pogadać dłużej przez telefon, wtedy ja zaczynam kąpać malucha, on kończy; czasem musi wieczorem posiedzieć nad czymś do pracy.
Co do tego, jak jest między nami: Porównać z tym, jak było kiedyś, nie jest mi łatwo, bo po pierwsze minęły tylko dwa tygodnie, po drugie nie jesteśmy we dwójkę, tylko w trójkę, i „po przejściach. Ale jeśli chodzi o konkrety, które mi w naszym związku przeszkadzały, to oddzielanie pracy od życia, jak opisałam wyżej, na razie mu wychodzi. Inne rzeczy (jego chłód na co dzień, zamykanie się w sobie) - moim zdaniem tu się nic zmieniło, tyle że
1. stara się: czasem wykonuje jakiś gest, chyba trochę na siłę i jest w tym sztuczny, ale oczywiście to się liczy

2. ja sama ogólnie mam mniejsze skłonności, żeby się nad tym zastanawiać (mniej czasu?)
3. jeśli już się zastanowię, to trochę pomaga mi przypominanie sobie rad psychologa
Przykładowa sytuacja: czułam się trochę źle, położyłam się do łóżka wcześniej, mój facet musiał jeszcze posiedzieć w swoich papierach. Minęło jakieś pół godziny, on wchodzi do pokoju. Coś mówię, a on: ”O, nie śpisz. Przyszedłem sprawdzić, czy nie zapomniałaś zamknąć okna” (był mróz na dworze). Mówię, że jakoś nie mogę zasnąć. On pyta, czy przynieść mi coś, tabletkę na przykład. Odpowiedziałam, że nie chcę już dodatkowej. On: „To śpij dobrze”. I wyszedł.
Cała sytuacja jest banalna, ale typowa dla niego: brak ciepłego gestu w sytuacji, w której, jak się zdaje, byłoby to normalnym odruchem. No cóż, za radą psychologa powiedziałam sobie, że właśnie zostałam przytulona słowami

Poza tym… wiem, że ludzie mają w związkach naprawdę poważniejsze problemy.
Ale na razie to tylko dwa tygodnie, więc tyle, co nic, dlatego boje się snuć jakiekolwiek prognozy.