Witam,
Jestem nowa na tym forum, do tej pory zagladalam raczej na fora o książkach, albo dla kobiet z dużymi piersiami

Mam prawie 50 lat i od swiat za soba 20 letni związek nieformalny, z którego mam syna gimnazjaliste.
Mój facet, zawsze nazywalam go mężem, w drugi dzień świąt oznajmił mi, ze kogos poznal i chce odejść. Od kilku miesięcy w domu było okropnie- zero uśmiechu, zero rozmowy nawet na codzienne tematy, bardzo późne powroty, agresja z byle powodu, niechec do wspolnego spedzania czasu. Typowe! Rozkrecamy nowy biznes, czy raczej mąż rozkręca, więc myślałam, ze może rzeczywiście siedzi w pracy. Oczywiście jest inna kobieta, 10 lat młodsza, " miła, taki dobry człowiek, cały czas uśmiechnięta, nic od niego nie chce, tylko kocha".
Mąż miał to wszystko, jak teraz widzę przemyślane, jaki podział majątku, gdzie będzie mieszkał, jak będzie opiekował sie dzieckiem - syn chyba w najgorym wieku, hormony mu szaleją, kłopoty w szkole - a wiem, ze będzie opiekował sie super, bo go bardzo kocha, to tylko ja idę na śmietnik!. W ciagu tych kilku dni zrobił prawdziwa rewolucje w całej rodzinie, rodzice, siostra, potem przyjaciele, wszyscy w szoku. Jest płacz, rozpaczliwie telefony, pocieszanie, które powoduje jeszcze większy ból, ale tez wielkie wsparcie przyjaciół. Jestem rozjechana, próbuje ocalić resztki godności, przed synem muszę trzymać fason, bo 16 latek płacze, a wystarczy czasem jedno słowo, i nie mogę oddychać, myśleć, mam wrażenie ze zaraz zwariuje.
Nie przespałam jeszcze nocy od świat, udaje mi sie zdrzemnac na 1-2 godziny, jestem coraz bardziej zmęczona.
Po 3 dniach mała wolta w męża zachowaniu - łzy, współczucie (przedtem bezwzglednosc i pewność siebie) ciepłe słowa, żal. A przy tym robi swoje.
O co tu chodzi? Wiem, ze chce sie rozstać, dąży do tego, krok po kroku.
Więc po co to wygladzanie rzeczywistości?
A może sie łamie? Choć pewnie nie on sie łamie, tylko ja jestem kretynką.
Pomóżcie proszę