Dodaj do ulubionych

Proszę o pomoc!!!

26.01.14, 16:59
Dzień dobry
Potrzebuje pomocy. Pokrótce:
Znamy się z byłym mężem od 12 lat (tak już go nazywam), wzięliśmy ślub ale niestety to był błąd, byliśmy zbyt młodzi, ulegliśmy namowom naszych rodzin sad I jak wiadomo za głupotę się płaci. Otóż, w lutym mamy rozprawę, mamy synka 3,5 roku. Mój były chce widywań z synem co dwa tygodnie (na które jak najbardziej się zgadzam) oraz chce brać do siebie dziecko w każdy wtorek i czwartek po czym na następny dzień rano chce go zaprowadzać do przedszkola (na to się nie chcę zgodzić). Po rozwodzie mam zamiar przeprowadzić się do innego miasta (mieszkanie mam już zapewnione na wynajem, pracę też mam tam zapewnioną), na co on mówi że się nigdy nie zgodzi (miasto do którego się chcę przeprowadzić oddalone jest o 300km).
Co mam robić? Czy mogę się zgodzić na tą propozycję tych dwóch dni w tygodniu mając także możliwość spokojnej przeprowadzki do innego miasta?
Powiem także że na rozwód były mąż wyraził zgodę, jest to rozwód bez orzekania o winie, miało być bez adwokatów, ale 3 dni temu dowiedziałam się z pisma z sądu że najął jednego. Mnie niestety na to nie stać, czekam na odpowiedź z sądu o przydzielenie adwokata z urzędu ale rozprawa jest 6 lutego i nie jestem pewna czy go dostanę w tak krótkim czasie.
Bardzo proszę pomóżcie sad
Obserwuj wątek
    • 2traktory Re: Proszę o pomoc!!! 26.01.14, 17:48
      Na pewno ktoś mnie poprawi, jeśli się mylę, ale wyjścia są dwa:
      - albo zgodnie spiszecie porozumienie wychowawcze, gdzie ustalicie kontakty, ich formę oraz inne sprawy dotyczące dziecka. W takim przypadku oboje utrzymujecie pełnię władz rodzicielskich.
      - albo spór rozsądzi sąd ograniczając jednemu z Was dwojga władzę rodzicielską do współdecydowania jedynie w istotnych kwestiach.

      Spotkania z dzieckiem co dwa tygodnie w weekend oraz dwa dni w tygodniu są jak najbardziej ok, czemu ojciec miałby widywać synka rzadziej?
      • niyami Re: Proszę o pomoc!!! 26.01.14, 17:59
        Dziękuję za odpowiedź.
        Nie chodzi mi o ograniczenie kontaktów, jak najbardziej chcę żeby ojciec dziecka się z nim widział. Chodzi mi głównie o przeprowadzkę. On się nie chce zgodzić na to, oczywiście że to rozumiem, ale wiem że mój były chce żebym to ja się opiekowała synkiem na co dzień i tego ja także chce, więc dlaczego mam teraz uporządkowywać swoje życie pod mojego byłego? Przeprowadzka do innego miasta zapewni mi lepsze dochody niż dotychczas. Wiem że mój syn pokocha nowe miasto i nowe otoczenie, miasto jest dużo spokojniejsze niż to w którym obecnie mieszkam.
        Mój były mówi że to za daleko dla niego, ale 400 km potrafi jeździć do znajomych na działkę na "piwko".
        Obawiam się tylko że jeśli się zgodzę na te 2 dni w tygodniu zablokuję sobie tym samym możliwość późniejszej przeprowadzki sad
        • 2traktory Re: Proszę o pomoc!!! 26.01.14, 18:02
          No to niestety nie są łatwe sprawy.
        • altz Re: Proszę o pomoc!!! 26.01.14, 18:55
          niyami napisała:
          > Nie chodzi mi o ograniczenie kontaktów, jak najbardziej chcę żeby ojciec dzieck
          > a się z nim widział. Chodzi mi głównie o przeprowadzkę.
          Nie chcesz ograniczyć spotkań ojca z dzieckiem, ale jednocześnie chcesz zabrać dziecko 400 km dalej? Nikt na piwo nie jeździ po 400 km w jedną stronę dwa razy w tygodniu.
          Argumenty masz absurdalne.
          Trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje.
          Nie zdziw się, jeśli sąd zadecyduje, że to Ty będziesz musiała dowozić dziecko ojcu, a jest taka możliwość. Ty się przeprowadzasz, więc ponosisz konsekwencje. Może po to facet wziął tego adwokata? Jesteś dobra, ale chcesz zrobić krzywdę dziecku i ojcu.

          Jakie są wyjścia?
          Odpuścić przeprowadzkę i przeprosić męża za tamte pomysły.
          Namawiać męża na przeprowadzkę w tamte strony, może się zgodzi?
          Walka i decyzja sądu oraz prawdopodobne koszty dowozu dziecka do ojca.
          • argentusa Re: Proszę o pomoc!!! 26.01.14, 19:19
            spokojnie, Altza sobie popisze, powkurza i tyle z tej jego pisaniny będzie.
            A teraz jak w praktyce to u nas wyglądało:
            wcześniejsze kontakty były jak u ciebie, potem ja się wyprowadziłam ponad 100 km od eksa.
            Eks wywrzeszczał, że się nie zgadza na moją przeprowadzkę, z tym,ze niewiele wrzaski dały, biegły też niewiele dał.
            Finalnie jest tak, że połowa wakacji u taty, połowa ferii też, co drugi weekend też, a mógłby być każdy gdyby tylko tata zechciał. Z tym, że skoro to JA się wyprowadziłam, toteż JA dowożę dzieci.
            No i ja ZAWSZE jak mam okazję to ułatwiam tacie: podwożę do domu wprost i zabieram też. Dzwonie, mailuję i bez proszenia zdaję relację z postępów/problemów w nauce dzieci. Jak mam więcej jednakowych zdjęć to też je daję.
            Ot, uprzejma jestem, bo niby dlaczego mam być niemiła.
            Ar.
            ps. na argumentu wbijające w poczucie winy, to się uodpornij. Altz inaczej nie umie.
            Konsekwencje wyprowadzki tak, krzywda nie. Życie to jest. ŻYCIE i jego twarde zasady. Za pracą się teraz jeździ niemal po całym świecie. Zabiłabym śmiechem gdybym miała głodować z dzieckiem bo tata (niewyrażąjący chęci do przejęcia opieki) mi nie pozwala się wyprowadzić.
            A 400 km to i ja potrafiłam jechać do kumpelki. RAZ w tygodniu.
            Najlepszego.
            • altz Re: Proszę o pomoc!!! 26.01.14, 20:20
              argentusa napisała:
              > spokojnie, Altza sobie popisze, powkurza i tyle z tej jego pisaniny będzie.
              Będzie jak u Ciebie, że matka będzie dowozić i słusznie. smile
              Dobrze, że się na to zgadza i nagle się znalazły na to pieniądze wink, ale swoją drogą ludzie mają prawo wyjeżdżać.

              > ps. na argumentu wbijające w poczucie winy, to się uodpornij. Altz inaczej nie
              > umie.
              Oj tam od razu poczucie winy. smile Mnie po prostu razi fałsz i jakieś dziwne argumenty.
              I trochę mi dziecka żal, że się będzie tułać.

              > Konsekwencje wyprowadzki tak, krzywda nie. Życie to jest. ŻYCIE i jego twarde z
              > asady.
              Ale w sumie masz rację, niech się dziecko ogarnie, w końcu ma te 3,5 roku! wink Niech zobaczy, że życie jest twarde!
            • chalsia Re: Proszę o pomoc!!! 27.01.14, 11:01
              można jeszcze na ostro czyli w planie wychowawczym wpisać te 2 dni w tygodniu, w czasie rozwodu nie wspominać o przeprowadzce
              w wyroku rozwodowym zapewne będzie napisane, że miejscem pobytu dzieci jest kazdorazowo miejsce zamieszkania matki, więc jak się matka potem wyprowadzi, to ojca postawi przed faktem dokonanym
              ale co potem będzie, to nie wiadomo - ojciec może pogodzić sie z losem, że te dni w tygodniu są nie do wykonania z racji odległości albo może w sądzie chciec zmienić plan kontaktów
              generalnie na pewno takie rozwiązanie może być mocno konfliktogenne
              • altz Re: Proszę o pomoc!!! 27.01.14, 11:27
                chalsia napisała:
                > w wyroku rozwodowym zapewne będzie napisane, że miejscem pobytu dzieci jest kaz
                > dorazowo miejsce zamieszkania matki, więc jak się matka potem wyprowadzi, to oj
                > ca postawi przed faktem dokonanym

                To jest prawda, ale ojciec wziął sobie adwokata i mam nadzieję, że ten adwokat jest kumaty i da sobie radę.
                Kompletnie nie rozumiem Ciebie Chalsia, ja wiem, że to są tylko rady, ale zachęcasz tym samym matkę do zupełnego lekceważenia potrzeb dziecka. sad
                Według mnie, niech się lepiej zadeklaruje, ile razy by mogła przyjechać z dzieckiem do ojca i jak widzi współpracę i podział świąt i wolnego. Faceci wolą konkretne rozmowy.
                • chalsia Re: Proszę o pomoc!!! 27.01.14, 11:37
                  > Kompletnie nie rozumiem Ciebie Chalsia, ja wiem, że to są tylko rady, ale zachę
                  > casz tym samym matkę do zupełnego lekceważenia potrzeb dziecka. sad

                  a gdzie według Ciebie zachęcam?
                  zwłaszcza, że na końcu napisałam jako podsumowanie "generalnie na pewno takie rozwiązanie może być mocno konfliktogenne"

                  IMHO warto być świadomym wszelkich możliwości
                  przedstawiam autorce wątku jeszcze jedną opcję - a ona sama, zgodnie ze swoim sumieniem, zdecyduje co chce zrobić - jest dorosła
                • niyami Re: Proszę o pomoc!!! 27.01.14, 11:42
                  Altz oczywiście że to zaproponowałam, jak i kiedy synek będzie spędzał wszystkie swoje dni wolne (święta, ferie, wakacje itp.) i na wszystko się mój były mąż zgadza, chodzi mi tylko o te 2 dni w tygodniu. Zaproponowałam mojemu byłemu, że w jeden jego weekend to ja dowiozę synka a w następny weekend żeby to on przyjechał do niego. Żeby synek mógł mu pokazać np. co w tym nowym mieście lubi, gdzie lubi chodzić, poznać jego nowych kolegów i koleżanki itd.
                  Zostając tutaj i pracując tak jak teraz prawie na nic mnie dla dziecka nie stać, dlatego chce się przeprowadzić i zmienić pracę. Mój były nie jest zbyt chętny aby płacić alimenty dla synka dlatego chcę zmienić pracę, chcę żeby moje dziecko żyło na normalnym poziomie sad
                  • altz Re: Proszę o pomoc!!! 27.01.14, 12:20
                    niyami napisała:
                    > Altz oczywiście że to zaproponowałam, jak i kiedy synek będzie spędzał wszystki
                    > e swoje dni wolne (święta, ferie, wakacje itp.) i na wszystko się mój były mąż
                    > zgadza, chodzi mi tylko o te 2 dni w tygodniu.
                    "Tylko te dwa dni w tygodniu" to jest około 120 dni w roku, więc tego nie możesz lekceważyć.
                    Te aż co drugie łykendy, to aż 50 dni w roku, a ze świętami aż 80 dni maksymalnie.
                    Ja rozumiem, że czasami nie da się inaczej, ale warto popatrzeć na to z innej strony.

                    Może zaproponuj dodatkowo tydzień co dwa miesiące gdy dziecko nie poszłoby do przedszkola i zostałoby u ojca? Nic się dziecku nie stanie, gdyby opuściło taki tydzień, o ile będą się czuli razem dobrze.

                    > Zaproponowałam mojemu byłemu, że w jeden jego weekend to ja dowiozę synka
                    > a w następny weekend żeby to on przyjechał do niego.
                    Ale jesteś świadoma, że takie rozwiązanie nie będzie działać? Popatrz na to realnie, nie po to się rozwodziliście, żeby być razem co tydzień, z czasem już się nie chce, a jak facet przyjedzie, to pewno obiad też dostanie, co jest naturalne. Może nie powinniście się rozwodzić, jeśli nie macie nic przeciwko spotykaniu się co tydzień i chcecie razem wychowywać dziecko?

                    > Zostając tutaj i pracując tak jak teraz prawie na nic mnie dla dziecka nie stać,
                    > dlatego chce się przeprowadzić i zmienić pracę.
                    Tak bywa, ludzie się przenoszą, jeśli muszą. Ja też to robię od kilku lat.

                    > Mój były nie jest zbyt chętny aby płacić alimenty dla synka
                    > dlatego chcę zmienić pracę
                    Co znaczy, że nie jest chętny? Nie płaci w ogóle, płaci niesystematycznie, ale po np. 200 zł?
                    Alimenty się należą, górna granica w ramach kredytu w FA to 500 zł, trzeba to załatwić, neich kombinuje, choćby niech pomoże mu rodzina? Jeśli sam słabo zarabia, to tym bardziej nie będzie dojeżdżał do dziecka za jakiś czas.

                    > chcę żeby moje dziecko żyło na normalnym poziomie sad
                    Będzie miało fajne buty zamiast ojca. Współczuję Tobie również, bo to nie jest łatwy wybór.
            • zalosny.jestes Altz...jesteś ujadającym ratlerkiem dla argentusy 28.01.14, 13:07
              argentusa napisała:

              > spokojnie, Altza sobie popisze, powkurza i tyle z tej jego pisaniny będzie.

              Ona spokojnie do kumpelki jedzie 400 km to i pan sobie z dojazdami poradzi. Argetusa zapomina, że jej renta plus dochody pozwalają rozważać ową podróż jedynie w kategoriach straty bądź nie czasu zaś większość ludzi musi jeszcze brać pod uwagę pieniądze.

              Altz, ja się dziwię, że Ty zupełnie nie reagujesz na tak bezczelne odzywki. Wiem, brak Ci już sił na walkę z kołtunerią, ale nie poddawaj się chłopie big_grin
              • dreemcatcher Re: Altz...jesteś ujadającym ratlerkiem dla argen 28.01.14, 13:33
                bo łatwo się wydaje nie swoje pieniądze
              • altz Re: Altz...jesteś ujadającym ratlerkiem dla argen 28.01.14, 16:46
                zalosny.jestes napisał:
                > Altz, ja się dziwię, że Ty zupełnie nie reagujesz na tak bezczelne odzywki. Wie
                > m, brak Ci już sił na walkę z kołtunerią, ale nie poddawaj się chłopie big_grin

                Oj tam. Ja się serio zastanawiam nad tą sytuacją i żal mi wszystkich, całej trójki, łącznie z matką.
                Jest taki system, żeby nie mówić o dziecku, liczy się przecież bardzie wyobrażenie o szczęśliwym dziecku, a nie faktyczne szczęście dziecka. Jak ktoś mówi o dziecku, to znaczy, że "gra na poczuciu winy". Ale to nie jest wyraz złośliwości, ale dowód na zwyczajną niemoc. Tutaj nie ma dobrych rozwiązań.
                Matka nie pojedzie do nowego faceta czy do rodziny (podejrzewam pierwsze), to przez następne dziesięciolecie będzie sobie pluła w brodę, oby nie odreagowała tego na dziecku, a różnie bywa.
                Matka pojedzie, dziecko się z czasem stanie półsierotą, nie ma na to silnych, ojciec mi wygląda na takiego, co forsą nie śmierdzi raczej nagle pieniędzy nie otrzyma. Z czasem zredukuje kontakty do minimum, mam nadzieję, że znajdzie sobie nową kobietę i będzie również miał dziecko przy sobie, tylko że z tą nową kobietą. Przecież każdy ma prawo do szczęścia i do rodziny! A dziecko z poprzedniego związku? Dziecko swoje odchoruje, cokolwiek by się nie wydarzyło, taka karma.
          • xciekawax Re: Proszę o pomoc!!! 27.01.14, 19:33
            Jakie to smutne jest ze jezeli ojciec dziecka chcialby sie przeprowadzic 300 kilometrow dalej to po prostu by sie przeprowadzil, nie musialby sie nikogo pytac o zgode. Oczywisnie nie przychodzilby do dziecka wtedy ale "kazdy by to zrozumial" . Jednak gdy kobieta chce sie przeprowadzic to wilkie niesprawiedliwosci dzieja sie dla ojca.

            Kobieta jest wolna kobieta. Jezeli jej ex nie chce opiekowac sie dzieckiem na caly etat to moim zdaniem kobieta ma prawo jezdzic gdzie chce. Niestety system niepozwala. a szkoda.
            • altz Re: Proszę o pomoc!!! 27.01.14, 20:58
              xciekawax napisała:
              > Jakie to smutne jest ze jezeli ojciec dziecka chcialby sie przeprowadzic 300 ki
              > lometrow dalej to po prostu by sie przeprowadzil, nie musialby sie nikogo pytac
              > o zgode. Oczywisnie nie przychodzilby do dziecka wtedy ale "kazdy by to zrozu
              > mial" . Jednak gdy kobieta chce sie przeprowadzic to wilkie niesprawiedliwosci
              > dzieja sie dla ojca.

              Kobieta tutaj też ma taką możliwość, zostawia dziecko z ojcem, a sama się przeprowadza te 400 km. Ja bym słowa nie powiedział, bo przecież dziecko zostaje w swoim środowisku z rodzicem.
              Zazwyczaj ojcowie się wynoszą, a matki zostają w środowisku dziecka z dzieckiem, dlatego powyższy wpis jest albo manipulacją, albo nie został przemyślany.
              Obecnie też mężczyźni dużo częściej wyjeżdżają za pracą, bo to przecież męska powinność zarabiać na rodzinę i broń Boże nie żalić się z tego powodu. smile Również dlatego wyjazd mężczyzny jest taki łatwy do zaakceptowania.

              > Kobieta jest wolna kobieta. Jezeli jej ex nie chce opiekowac sie dzieckiem na
              > caly etat to moim zdaniem kobieta ma prawo jezdzic gdzie chce. Niestety system
              > niepozwala. a szkoda.
              Co dziwne, ale zgadzam się z tym. Jeśli się nie chce pozwolić na wyjazd, to trzeba ponieść konsekwencję i samemu też coś z tym zrobić. Dlatego jako rozwiązanie alternatywne zaproponowałem sugestię jednoczesnego wyjazdu obojga rodziców do tego miasta.
              • xciekawax Re: Proszę o pomoc!!! 27.01.14, 23:14
                > Obecnie też mężczyźni dużo częściej wyjeżdżają za pracą, bo to przecież męska p
                > owinność zarabiać na rodzinę i broń Boże nie żalić się z tego powodu. smile Równ
                > ież dlatego wyjazd mężczyzny jest taki łatwy do zaakceptowania.
                >

                ale w tym przypadku to matka chce zapewnic dobrobyt dziecku, a ojca wygodnictwo nie pozwoli jej sie z bagna wygrzebac. Bron boze aby po rozwodzie ona miala lepiej, nie? Znamy juz takie egzemplarze.

                Dlatego jako rozwiązani
                > e alternatywne zaproponowałem sugestię jednoczesnego wyjazdu obojga rodziców do
                > tego miasta.

                Zycze powodzenia aby przekonac ojca aby dla dobra dziecka sie przeprowadzil. hahaha. Chyba dobrze wiesz jak to sie skonczy.
                • dreemcatcher Re: Proszę o pomoc!!! 28.01.14, 08:55
                  o czym ty mówisz ojciec pracę ma matka dopiero ją tam podejmie dwie osoby mają zaczynać pracę w obcym mieście to nie USA to Polska praca jest towarem deficytowym. Czy jak facet nie znajdzie pracy to nie będzie musiał płacić alimentów i matka przejmie finanse czy pobiegnie do komornika i powie co mnie obchodzi że ojciec nie ma pracy kasę ma płacić .
                  Kolejna sprawa matka przeprowadzając się 400km dalej odcina dziecko od ojca całkowicie (uważam to za celowe działanie). Wydatek na dojazd to nie są małe pieniądze a czas dojazdu samochodem to 6h +6h na powrót min ( ok500zł) kogo stan na takie wydatki a te pieniądze by mogły dziecku służyća pójdą na podatk. Kolejna sprawa ojciec jedzie do dziecka 400km na jeden dzień i co ma z ty, dzieckiem włoczyć się po parku przy -10st przez 2h a potem do powrót czy ma sobie hotel wynająć . Następna sprawa jak sobie wyobrażasz podróż dziecka przew tyle godzin ono po takim czasie będzie ledwo żywe a w końcu znienawidzi wyjazdy do ojca czy o to matce chodzi ? Czy ojciec na te wyjazdy ma wolne w pracy brać czy jak ? Jak straci pracę to jes jeszcze szansa że matkę o alimenty pozwie .
                  • piotrfm123 helikopterowcy 28.01.14, 11:19
                    dreemcatcher napisał:
                    >ojciec jedzie do dziecka 400km na jeden dzień

                    Albo matka deklaruje sie ze mu owa pocieche te 400km zawiezie. W obu przypadkach nonsens, chyba ze jakims cudem mieszkaja na szybkiej linii kolejowej ktora w 4-5h zrobi te 4 setki optymistycznie zakladajac brak opoznien.

                    IMHO od razu lepiej sobie ustalic tydzien w miesiacu u ojca a nie pultac sie w jedna i druga strone. Tyle ze wtedy sume $$$ dla matki nalezalo by obnizyc, bo to nie sa wizytacje ojca tylko utrzymywanie dziecka przez 1/4 czasu.

                    • dreemcatcher Re: helikopterowcy 28.01.14, 11:42
                      u nas nie ma takich linii smile okaże się że same dojazdy to 3x więcej niz alimenty
                      w tej sytuacji nie sądzę żeby matka była na tyle wyrozumiała do tego fundować dziecku taką podróż kilka razy w tygodniu , dorosły człowiek zwariuje przy tym . Jak dziecko pójdzie do szkoły to się okaże że nie ma mozliwości na odwiedziny bo albo chore albo klasówka albo zmęczone i dziecko zostaje półsierotą .
    • koronka2012 Re: Proszę o pomoc!!! 26.01.14, 19:26
      Jak się nie dogadacie, to sąd podejmie decyzję. Masz jak najbardziej racjonalne argumenty za przeprowadzką i trudno, żebyś kolejne 15 lat była uwiązana do tego miejsca, bo kontakty... szczególnie, że jeśli tu nie stać cię nawet na adwokata, a tam będzie cię stać na mieszkanie do wynajęcia i utrzymanie - to różnica w zarobkach jest znaczna.

      W dodatku - w przypadku tak małego dziecka ciągła zmiana otoczenia nie jest moim zdaniem dobrym rozwiązaniem. Przede wszystkim ważna jest stabilizacja. I to warto podkreślić na rozprawie.
      • niyami Re: Proszę o pomoc!!! 26.01.14, 20:01
        Na takie argumenty już się uodporniłam smile
        Dowozić synka oczywiście mogę, przeprowadzić się chcę żeby zagwarantować swojemu dziecku normalny byt, a nie ciułać grosz do grosza z miesiąca na miesiąc.
        Bardzo dziękuję za porady. Mam nadzieję że uda mi się dostać adwokata na czas smile
        • dreemcatcher Re: Proszę o pomoc!!! 28.01.14, 08:59
          słusznie odetnij dzieciaka od ojca a co tam przecież to tylko twoje dziecko i tylko twoje życie.
          Tutaj zostałąś poklepana po ramieniu tylko przez kobiety bo żadna się nie przejmuje relacjami dziecka z ojcem a to dlatego że przewidziały nowego tatusia dla dziecka biologiczny będzie tylko kasę wysyłał . Tylko dziecko poniesie konsekwencje waszych decyzji bo swoje zycie juz zaplanowaliście.
          • argentusa Re: Proszę o pomoc!!! 28.01.14, 11:59
            Większej sieczki dawno nie czytałam.
            Konsekwencje rozwodu gdy są dzieci ponoszą WSZYSCY. I rodzice i dzieci.
            Śmieszy mnie takie idealistyczne podejście do życia: tylko ojciec, tylko matka, tylko dziecko się liczy. (inna sprawa, że to kosmiczną niedojrzałością trąci).
            Liczą się wszyscy i to w ten sposób by wszyscy mogli normalnie żyć. A tu sytuacja jest jasna: tata chce się widywać z dzieckiem, ale na stałe tego młodego człowieka nie chce/nie może mieć przy sobie. Zatem mama musi zdecydować o swoim i dziecka życiu. Bowiem tak to jest, że to dorośli decydują a nie dzieci. Bo dorośli zapewniają utrzymanie, a nie nieletni rodzicom.
            <<< bo żadna się nie przej
            > muje relacjami dziecka z ojcem
            tak, tak a gruszki wykopuje się jak buraki.
            Czym innym jest przejmowanie się emocjami dziecka, a czym innym "manie w dupie" rzeczywistości.
            Rzeczywistość jest taka: jak mnie stać to zostaję w dotychczasowym miejscu zamieszkania, a jak nie - to szukam pracy by normalnie zyć (nikt tu nie pisze o luksusach).
            A próbując wykpić postępowanie autorki, czy też wpędzić ja w umiarkowane nawet poczucie winy, jesteś po prostu ograniczony w sądach. Albo niedojrzały. Bo ani słowem nie ma tu o nowym tatusiu czy też partnerze wątkodawczyni.
            i na miłość boską! weekend co dwa tygodnie to nie jest NIC.
            Z uśmiechem pobłażliwości obserwuję jak to co mniej dorosłe jednostki nie uznają stanów pośrednich, a tylko "albo wszystko, albo nic". U obu płci.
            Ar.
            ps, a i zdaje się z chęcią do płacenia tych alimentów to też nie jest tak różowo. No i -hmmmmm prawie-były wyraźnie chce by to matka się zajmowała dzieciem na codzień.
            Dane ci się dreemc. jakoś wymsknęły a całości obrazu, nieprawdaż?
            Jakoś spokojna jestem o rzeczywistość.
            pps. jak się nie mieszka z dzieciem na codzien - to akurat ja wiem. I, że się chce jak najczęściej tego dziecia mieć przy sobie to też wiem. Zatem, ułatwię ci odpowiedź: nie, nie teoretyzuję. Ćwiczę rodzicielstwo na odległość i płacenie alimentów na własnym organizmie.
            • dreemcatcher Re: Proszę o pomoc!!! 28.01.14, 13:00
              pogubiłem się bo chyba zaczęłaś opowiadać o swoim nieszczęsciu...A tu sytuac
              > tata chce się widywać z dzieckiem, ale na stałe tego młodego człowieka nie chce/nie może mieć przy sobie.
              nigdzie nie było napisane że nie chce napisane było że ustalili że dziecko będzie z matka , gdyby nie ustalili to i tak by z nią było bo tak jest w Polsce a ojciec to sobie może chcieć
              > tak, tak a gruszki wykopuje się jak buraki.
              skoro tak to mamy do czynienia z idiotami bo odlegość 400km to jest wyprawa a nie przejazd autobusem podmiejskim i nikt mi nie powie ze nie bedzie to miało wpływu na widzenia dziecka z ojcem . Taka podróż to męczarnia nawet samochodem .
              > Rzeczywistość jest taka: jak mnie stać to zostaję w dotychczasowym miejscu zami
              > eszkania, a jak nie - to szukam pracy by normalnie zyć (nikt tu nie pisze o luk
              > susach).
              nie opowiadaj bzdur ze trzeba się przenieść w drugi koniec Polski w poszukiwaniu pracy no chyba ze mamy do czynienia z wysokiej klasy specjalistką i jest wyjatkiem na rynku
              > A próbując wykpić postępowanie autorki, czy też wpędzić ja w umiarkowane nawet
              > poczucie winy, jesteś po prostu ograniczony w sądach. Albo niedojrzały. Bo ani
              > słowem nie ma tu o nowym tatusiu czy też partnerze wątkodawczyni.
              patrzysz czasem w lustro?
              nikt mi nie wmówi ze autorka zamierza poświecic zycie dla dziecka
              > i na miłość boską! weekend co dwa tygodnie to nie jest NIC.
              jak sobie wyobrazasz w weekend zafundować dziecku 800km a ojciec 1600km jak sobie wyobrazasz funkcjonowanie takiego układu zakładając ze ojciec jedzie po dziecko
              no chyab ze na weekend ma sobie hotel wynająć rozumiem ze matka tez zakłada nocowanie w hotelu? kto udzwignie takie koszty? to w tysiące pójdzie
              > hce jak najczęściej tego dziecia mieć przy sobie to też wiem. Zatem, ułatwię ci
              > odpowiedź: nie, nie teoretyzuję. Ćwiczę rodzicielstwo na odległość i płacenie
              > alimentów na własnym organizmie.
              rozumiem ze dziecko mieszka z ojcem sąd tak zdecydował czy razem podjęliści etaką decyzję bo jesli sąd nie znalazł najmiejszego powodu zeby dziecko było z tobą to niezłe ziólko musiało być z ciebie
              • niyami Re: Proszę o pomoc!!! 28.01.14, 13:30
                dreemcatcher napisał:

                > nigdzie nie było napisane że nie chce napisane było że ustalili że dziecko będz
                > ie z matka , gdyby nie ustalili to i tak by z nią było bo tak jest w Polsce a o
                > jciec to sobie może chcieć
                Owszem napisałam że ojciec dziecka nie chce go mieć na stałe przy sobie.

                > skoro tak to mamy do czynienia z idiotami bo odlegość 400km to jest wyprawa a n
                > ie przejazd autobusem podmiejskim i nikt mi nie powie ze nie bedzie to miało wp
                > ływu na widzenia dziecka z ojcem . Taka podróż to męczarnia nawet samochodem .
                300km, co 4 tygodnie to nie tragedia, nie samochodem, autokarem 70zł w obie strony, nie rozwalającym się jakimś ikarusem, normalnym porządnym autokarem, i tak jak pisałam skoro on może jeździć 400km na "piwko" to nie mógłby przyjechać do dziecka?

                > nie opowiadaj bzdur ze trzeba się przenieść w drugi koniec Polski w poszukiwani
                > u pracy no chyba ze mamy do czynienia z wysokiej klasy specjalistką i jest wyja
                > tkiem na rynku
                Tu trafiłeś w sedno, tak jestem specjalistką i dlatego ciężko jest mi znaleźć pracę w tymczasowym miejscu zamieszkania.

                > patrzysz czasem w lustro?
                > nikt mi nie wmówi ze autorka zamierza poświecic zycie dla dziecka
                > > i na miłość boską! weekend co dwa tygodnie to nie jest NIC.
                > jak sobie wyobrazasz w weekend zafundować dziecku 800km a ojciec 1600km jak sob
                > ie wyobrazasz funkcjonowanie takiego układu zakładając ze ojciec jedzie po dzie
                > cko
                > no chyab ze na weekend ma sobie hotel wynająć rozumiem ze matka tez zakłada noc
                > owanie w hotelu? kto udzwignie takie koszty? to w tysiące pójdzie
                Nie pójdzie, ponieważ będzie mógł nocować w nowym mieszkaniu, w osobnym pokoju.
                Chce dla mojego dziecka normalnego życia, jego "tatuś" nie chce go na stałe tylko czasami (to nie jest zabawka! ale on najwyraźniej tego nie widzi) + nie chce płacić alimentów dla niego.
                Partnera nowego też nie mam i nie zamierzam mieć, lepiej jest mi samej z synkiem, od kiedy się wyprowadziliśmy od mojego byłego widać po synku że i on się lepiej czuje, jest szczęśliwszy, lepiej się rozwija (rozmowa z przedszkolanką). Niestety mój były mąż potrafi wpędzić człowieka w depresję + jest niestety typowym synkiem mamusi i dla niego najważniejsza jest najpierw mamusia i dopiero dziecko i żona (Za późno otworzyłam oczy żeby to zauważyć i nigdy się nie zmieni).
                Nikt mi nie obiecał że życie będzie łatwe i nie tego oczekuje, zmiana miejsca zamieszkania pozwoli mi zapewnić finansową opiekę nad dzieckiem + zyskam 1,5 godziny więcej codziennie na czas spędzony z moim maluszkiem, ponieważ tam oferowana mi praca trwa 8 godzin dziennie tutaj pracuje 9,5h.
                • dreemcatcher Re: Proszę o pomoc!!! 28.01.14, 14:00
                  niyami napisała:

                  > dreemcatcher napisał:

                  > Owszem napisałam że ojciec dziecka nie chce go mieć na stałe przy sobie.
                  manipulujesz napisał że chce co 2 tyg nie pisałaś że wystarczają mu takie widzenia , wynikało że tak ustaliliście
                  > 300km, co 4 tygodnie to nie tragedia, nie samochodem, autokarem 70zł w obie str
                  > ony, nie rozwalającym się jakimś ikarusem, normalnym porządnym autokarem,
                  co znaczy porządnym te autobusy maja przystanki i czas przejazdu taka droga to ok 5 h albo wiecej chyab dawno nie jechałaś autobusem i masz błedne wyobrazenie, z dzieckiem wybierz sie w taka droge ..
                  > jak pisałam skoro on może jeździć 400km na "piwko" to nie mógłby przyjechać do
                  > dziecka?
                  autobusem tam się telepie ?
                  u
                  > Tu trafiłeś w sedno, tak jestem specjalistką i dlatego ciężko jest mi znaleźć p
                  > racę w tymczasowym miejscu zamieszkania.
                  to się jedno wyjaśniło
                  > patrzysz czasem w lustro?
                  > Nie pójdzie, ponieważ będzie mógł nocować w nowym mieszkaniu, w osobnym pokoju.
                  rozumiem ze nowe to oznacza drugie i nie to samo w którym ty mieszkasz
                  nie wyobrazam sobietakiej sytuacji kiedy poznasz kogoś a jednoczesnie były bedzie u ciebie nocował
                  > Chce dla mojego dziecka normalnego życia, jego "tatuś" nie chce go na stałe tyl
                  > ko czasami (to nie jest zabawka! ale on najwyraźniej tego nie widzi) + nie chce
                  > płacić alimentów dla niego.
                  widzisz gdybyś napiała także to co teraz napisałaś to by nie było niedomówień poniewaz wiele teraz wyjasniłaś min wyjasnijać ze ojciec nie bardzo ma ochotę na rodzicielstwo a wynik tego bedzie taki ze z czasem rzadziej bedzie dziecko odwiedzał. Co do alimentów to moze sobie nie chcieć przecież to nie on o tym decyduje.
                  > Partnera nowego też nie mam i nie zamierzam mieć, lepiej jest mi samej z synkiem,
                  moze teraz bo masz złe doświadczenia ale samotna matka która poświeca zycie dla dziecka to chyba niezbyt dobry wzór, ten synek będzie takze dorastał i bedzie chciał sie spotykać z kobietami już jemu z toba tak dobrze nie będzie a ty zostaniesz sama ... wiec akurat tę deklaracje traktuję z przymruzeniem oka.

                  <od kiedy się wyprowadziliśmy od mojego byłego widać po synku że i on się lep
                  > iej czuje, jest szczęśliwszy, lepiej się rozwija (rozmowa z przedszkolanką). Ni
                  > estety mój były mąż potrafi wpędzić człowieka w depresję + jest niestety typowy
                  > m synkiem mamusi i dla niego najważniejsza jest najpierw mamusia i dopiero dzie
                  > cko i żona (Za późno otworzyłam oczy żeby to zauważyć i nigdy się nie zmieni).
                  teraz zauważyłaś i wyciągnij wnioski z tego także takie żebyś ze swojego malucha ni ezrobiła takiego właśnie dziecka uzależnionego od matki bo ono komuś życie zmarnuje
                  > Nikt mi nie obiecał że życie będzie łatwe i nie tego oczekuje, zmiana miejsca z
                  > amieszkania pozwoli mi zapewnić finansową opiekę nad dzieckiem + zyskam 1,5 god
                  > ziny więcej codziennie na czas spędzony z moim maluszkiem, ponieważ tam oferowa
                  > na mi praca trwa 8 godzin dziennie tutaj pracuje 9,5h.
                  trzymam kciuki za spokój i normalność
                  ps normą na forum jest to że nieszczesliwe rozwódki traktują ojca swojego dziecka jak wroga numer jeden a dziecko jest tylko narzędziem w walce a ojciec tylko płatnikiem alimentów . Zawsze będę po stronie rodzica któremu zależy na dziecku i ma na tyle rozumu w głowie zeby oddzielić niepowodzenia w mazęństwie od rodzicielstawa
                • altz Re: Proszę o pomoc!!! 28.01.14, 16:57
                  niyami napisała:
                  > 300km, co 4 tygodnie to nie tragedia, nie samochodem, autokarem 70zł w obie str
                  > ony, nie rozwalającym się jakimś ikarusem, normalnym porządnym autokarem, i tak
                  > jak pisałam skoro on może jeździć 400km na "piwko" to nie mógłby przyjechać do
                  > dziecka?

                  Nie warto z Tobą dyskutować, bo widać, że masz już wszystko ułożone. sad
                  Nie co cztery tygodnie, ale co tydzień i dodatkowo dwa dni w tygodniu, a świadczy to o tym, że ojciec chce wychowywać dziecko, wbrew temu, co piszesz.
                  Teraz mu ustaliłaś spotkania co 4 tygodnie, chociaż sąd jeszcze tego nie zrobił.
                  Może jeszcze zaplanujesz ojcu kiedy ma sprzedać nerkę? Równie absurdalne, więc czemu nie? big_grin

                  Rozumiem motywację i nie mam do nich zastrzeżeń, ale nie rozumiem drogi na skróty i nawet braku próby negocjacji, takie rzeczy nie załatwia się "po trupach".
                  • niyami Re: Proszę o pomoc!!! 29.01.14, 11:55
                    altz napisał:

                    > Matka nie pojedzie do nowego faceta czy do rodziny (podejrzewam pierwsze), to przez następne dziesięciolecie będzie sobie pluła w brodę, oby nie odreagowała tego na dziecku, a różnie bywa.
                    Matka pojedzie, dziecko się z czasem stanie półsierotą, nie ma na to silnych, ojciec mi wygląda na takiego, co forsą nie śmierdzi raczej nagle pieniędzy nie otrzyma.
                    > Nie warto z Tobą dyskutować, bo widać, że masz już wszystko ułożone. sad
                    > Nie co cztery tygodnie, ale co tydzień i dodatkowo dwa dni w tygodniu, a świadc
                    > zy to o tym, że ojciec chce wychowywać dziecko, wbrew temu, co piszesz.
                    > Teraz mu ustaliłaś spotkania co 4 tygodnie, chociaż sąd jeszcze tego nie zrobił
                    > .
                    > Może jeszcze zaplanujesz ojcu kiedy ma sprzedać nerkę? Równie absurdalne, więc
                    > czemu nie? big_grin
                    >
                    > Rozumiem motywację i nie mam do nich zastrzeżeń, ale nie rozumiem drogi na skró
                    > ty i nawet braku próby negocjacji, takie rzeczy nie załatwia się "po trupach".
                    A gdzie ja napisałam że ojciec dziecka chce go widzieć co tydzień? On chce synka co drugi weekend. To nie ja sama ustaliłam takie spotkania, póki co na wszystko się zgadzam tak jak mój były chce, bo nie chce pozbawić syna kontaktu z ojcem.
                    Próby negocjacji były ale mój były mówi nie na wszystko, ma być tak jak on chce. Nie obchodzi go że niedługo nie będę w stanie utrzymać dziecka (zaproponował alimenty 200zł, kiedy tylko "jego" połowa za przedszkole wynosi 300zł).
                    Odnośnie tych 2 dni w tygodniu. Dowiedziałam się że to nie on tylko by się zajmował dzieckiem, tzn. o 16:00 odbierałaby synka z przedszkola matka mojego ex (ps. mój synek nie przepada za tą babcią) a on odbierał synka od niej o godz. 19:00, jechał do siebie do domu, a o 20:00 synek chodzi już spać.
                    To ma dać poczucie stabilizacji mojemu dziecku?
                    Mój były mąż zarabia bardzo dobrze, chcę tylko żeby płacił "swoją" połowę za utrzymanie dziecka (wszystkie koszty przedstawiłam dokładnie w sądzie).
                    I nie nie mam zamiaru jechać do żadnego faceta, ani mieć. Do rodziny pojechać też nie mogę, bo nie mają warunków żeby nas przyjąć (z pracą tam jeszcze gorzej).
                    Rozumiem że mój były czuje się teraz "wolny" w końcu nie mieszka z rodzicami, ale bawienie się w tatusia kiedy ON tego chce nie wchodzi w grę. On potrafił nawet powiedzieć że w następny weekend nie zobaczy się z dzieckiem bo idzie na imprezę.
                    Nie twierdze że wszyscy ojcowie są tacy jak mój były mąż, ale ten "egzemplarz", szkoda słów.
        • rar.ely ja mam do syna 250 Km 29.01.14, 12:06
          niyami napisała:

          > Na takie argumenty już się uodporniłam smile
          > Dowozić synka oczywiście mogę, przeprowadzić się chcę żeby zagwarantować swojem
          > u dziecku normalny byt, a nie ciułać grosz do grosza z miesiąca na miesiąc.
          > Bardzo dziękuję za porady. Mam nadzieję że uda mi się dostać adwokata na czas :
          > )

          jade polskim busem 18 zl bilet w jedna strone powrot tez tyle czasem sa promocje i jest nawet taniej biore pokoj w osrodku za 50 zł doba teoretycznie ze sniadaniem ale niestety nie zawsze jest ale czasem jest liche ale smaczne, pokoj z kuchnia lazienka i TV obiad i kolacje dostaje od matki dziecka

          wiec koszt wyjazdu zamyka sie w kwocie 86-100 zl za weekend kupuje malemu zabawke ale to sie nie liczy jezeli ktos nie moze wydac 100 zl raz na jakis czas zeby sie spotkac z dzieciakiem to po co w ogole go spłodził ?

          nie masz sie czego obawiac zaden sad nie kaze Ci nikomu nigdzie nikogo dowozic kazdy po rozwodzie ma prawo sobie ulozyc zycie jak najlepiej dla siebie i dziecka musi miec prace i mieszkanie w polsce sa takie realia jakie sa i trzeba sie z tym liczyc

          rozwód to nie przestepstwo i nie ma odpowiedzialnosci za to ze sie ludzie nie dogadali niestety nie da sie tego zrobic w taki sposob zeby sie rozwiesc i dalej zeby było tak jak wczesniej niektórzy panowie ktorzy tu pisza nigdy nie dorastaja i nie sa w stanie tego zrozumiec

          sa jak mali chlopcy obrazeni sfochowani najlepiej by sie rozwiedli nic nie placili a dziecko mieli na skinienie reki tacy "polscy macho " jeszcze beda Ci pouczac smile

          dasz ojcu pole do dzialania a zrobi z tym co zechce jak sie wypnie i zacznie "ciotowac" ze daleko drogo niebezpiecznie tzn. ze sie na dzieciaka wypiał a jego ojcostwo polega na tym jak mamusia jest mila grzeczna i posłuszna dla tatusia to wtedy on laskawie wlaczy bajke na disney chanel

          "po czynach ich poznacie po czynach"
          • dreemcatcher Re: ja mam do syna 250 Km 30.01.14, 09:48
            >wiec koszt wyjazdu zamyka sie w kwocie 86-100 zl za weekend kupuje malemu zabawke >ale to sie nie liczy jezeli ktos nie moze wydac 100 zl raz na jakis czas zeby sie spotkac z >dzieciakiem to po co w ogole go spłodził ?
            250km to jednak nie 400 a raz na jakis czas to mozsz sobie do kina iść a nie przebywać z dzieckiem wiec nie opowiadaj głupot jak to w życiu dziecka bierzesz udział
      • zalosny.jestes Sąd podejmie jedyną słuszną w katoflanej decyzję. 28.01.14, 13:13
        A pan ma promil z 4% szans na opiekę nad dzieckiem big_grin
        Tu jest ciekawy artykuł:

        www.shrink4men.com/2013/10/15/in-his-own-words-mother-or-monster/
        i jak widać na całym świecie jest tak samo:

        "Dad started talking to lawyers about divorce and getting custody of us kids. In those days, a man getting full custody was rare, almost as rare as it is today. The lawyers all told him the same thing — it’s a waste of time and money. Divorce meant leaving his children. Dad was afraid we’d end up in a home with a man who may have been abusive to Mom and us. "

        Reszta jest pieprzeniem kotka za pomocą młotka. Nic się nie zmieniło bo tu trzeba zmiany mentalności i podejścia do ludzi, dzieci, procesu wychowania. Idę, bo mnie szlag trafi...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka