Rozwodzę się z żoną... małżeństwem byliśmy prawie 5 lat (w tym roku byłaby 5. rocznica). Mamy 4-letnią
przecudowną córeczkę...
Wiadomo jakie są związki - najpierw jest idealnie, potem dochodzi stres, życie codzienne i ten ogień w związku nie płonie. Ona właśnie tego potrzebowała, a ja mimo że kochałem (i kocham!) ponad życie to nie umiałem (?) jej tego dać... Kiedy żona powiedziała, że chce rozwodu to trochę jej nie wierzyłem, że to prawda. Myślałem, że po prostu trochę "przesadza". Ale jednak to staje się faktem - ja się wyprowadzam, bo ona w międzyczasie poznała kogoś z kim chce ułożyć życie...
Ja wiem, że ideałem nie byłem i nie jestem. Ona też nie. Ale idealizuję ją, obwiniam się o wszystkie kłótnie. Gdyby była możliwość powrotu z jej strony - leciałbym jak pies! Nawet mimo tego, że kogoś "ma". Ale ona nie chce wracać
I teraz pytanie - do tych co są już "po" - JAK ŻYĆ? Ja wiem, że ludzie piszą "daj sobie czas", "rób coś innego", "ogranicz kontakty"... Ale ja nie chcę ograniczać kontaktów, bo chcę mieć kontakt z dzieckiem, więc siłą rzeczy będę ją widział... Ją/ich - a ta myśl niszczy...
JAK ŻYĆ LUDZIE ???