Dodaj do ulubionych

dzień dobry

26.04.15, 22:58
Postanowiłam się przywitać. Poczułam się zobowiązana, ponieważ odczuwam pewną......nieuczciwość. Otóż bez Waszej ( uczestników forum) zgody i wiedzy czerpałam garściami z Waszych doświadczeń, przemyśleń, wniosków. Wczytywałam się we wszelkie dyskusje, wzajemne połajanki smile, oceny, komentarze. W zasadzie to jakbym była tajnym agentem....ale do rzeczy.... dołączam do grona rozwodników.
Nie jestem ani zrozpaczona, ani niepewna , ani wątpiąca.....no, może troszkę. od dnia, w którym podjęłam tę decyzję czuję niesamowitą lekkość na duszy. Tak, jakbym do tej pory jechała na hamulcu, a teraz już mam nawet jedynkę smile. Zeby nie było, tak zupełnie lajtowo to nie jest. W środku gdzieś tam przebija się strach - o ciąg dalszy mojego zycia, nie, że w pojedynkę, ale brak pracy, emerytury itp., za to ugoda, na którą się zgodziłam, zapewniająca mi kupno małego mieszkanka i jakiś mały zapas na przeżycie 2-3 lat. A, i możliwości pracy nikłe, wręcz żadne, ze względu na wiek oraz tzw brak doświadczenia zawodowego. Tak, byłam piętnowaną tu panią domu, kurą domowa, wychowującą 3 dzieci , w tym jedno nieuleczalnie chore. szpital był moim drugim domem. Nie usprawiedliwiam się, ale tylko tak pisze a propos tego, ze bardzo dużo tu niestety, łatwych ocen, ze np. kobietom się nie chce pracować, tylko kasa im w głowie, bez brania pod uwagę różnych, bardzo indywidualnych sytuacji. Zrezygnowałam z orzekania o winie, chociaz mam ją chyba jak w banku. Przede mną ostatnia rozprawa. Przyszły były ma, krótko mówiąc, przerąbane, wobec dowodów, swiadków, nawet jego własnych, którzy okazali się nieziemsko głupi. Ale to, co mi oferuje, mimo swiadomości, ze mnie oszukuje, mnie zadowala. Nie stracę kolejnych lat na walkę o podział. Każdy kolejny dzień walki to dzień stracony. Na to mnie nie stać. Ale też mam świadomość, że ta sytuacja dotyczy tylko mnie i rozumiem te osoby, które walczą do upadłego. Ja muszę jeszcze powalczyć z poczuciem krzywdy, z odpowiedzialności za nią mój przyszły były się pięknie wymiksował, rzucając mi ochłap finansowy, który podjęłam. Będzie miał w papierach czysto, tzn bez orzekania o winie.......ale cóż, jak tu wyczytałam, spokój nie ma ceny smile. Muszę tę swoją pomarańczkę pięknie chronić, bo nadwrężona nieco smile
Pozdrawiam wszystkie rozwodowo udręczone dusze.

Wlaściwie to poza dzień dobry chcę powiedzieć, po wczytaniu się w wątek o cytatach/Lennonie, że ja nie szukam, nie chcę być drugą połówka pomarańczy. To głupie. Dotarło do mnie. Ja jestem całą, piękną pomarańczą.
Obserwuj wątek
    • m.a.l.a_syrenka Re: dzień dobry 27.04.15, 12:29
      Witaj, im więcej takich postów, tym więcej mam siły, aby złożyć papiery. Bo decyzja juz podjęta, a ja się osiągam z działaniem, mając w perspektywie trudną przeprawę.
      • nareszcieja Re: dzień dobry 27.04.15, 14:23
        Podeszłam do sprawy profesjonalnie smile kiedy już podjęłam decyzję, oczywiście. Zebrałam dokumenty, dowody, przygotowałam rodzinę, ustaliłam sobie tymczasowe miejsce zamieszkania ( mieszkanie męża - psychicznego przemocowca nie było moim,mimo 25 lat wspólnego, mało fajnego zycia). Zainwestowałam w dobrego prawnika, rozmawiając z kilkoma wcześniej, wyjechałam i....złożyłam pozew. Mija 10 miesięcy i właściwie to chyba ostatnia prosta, w tym sensie, że klaruje się ugoda, o ile, oczywiście, wszystko będzie dograne na 100%. Mam w tej chwili wersję a i wersję b. W każdej dobrze oszacowałam zyski i straty oraz moje koszty ( te emocjonalne oraz finansowe).
        Fajne to nie jest, taki rozwód. Przeprawa trudna, masz rację, jak cholera.Koszty psychiczne - ogromne. Może mnie w tym sensie było łatwiej, że wątpliwości żadnych nie miałam? Ani poczucia straty? Sam fakt, ze z tym człowiekiem nie widuję się (poza sądem) od jesieni i nie będę musiała częściej niż 2 razy w roku max ( dzieci dorosłe, ale jakieś okazje jednak będą) to już sukces. Lęk też jest, bo ani emerytury nie wyrobiłam, ani widoków na pracę póki co nie ma. Ale nic to, trzymam się wiary, że dam radę.
        • xciekawax Re: dzień dobry 27.04.15, 16:22
          Zycze powodzenia. Masz racjie, swiety spokoj jest warty wiecej niz finanse. (Jednak 3 lata pomocy finansowej za 25 lat malzenstwa to troche malo, ale Twoja decyzjia - ty wiesz najlepiej).

          Moja rada: jak juz zaczniesz szukac pracy to poszukaj czegos co sprawia Tobie przyjemnosc. Czy to bedzie ogrodnictwo, czy praca biurowa. Lub moze pomysl o wlasnym biznesie? Wiele kobiet zaczyna biznesy wlasciwie przez przypadek, albo gdy los ich przydusi.

          Co do poczucia krzywdy - to czasami moze zajac troche czasu. Byc moze porozmawiaj z psychologiem? Wydaje mi sie ze to poczucie krzywdy zalerzy od osobowosci czlowieka. Wydaje mi sie ze ludzie ktorzy maja wiekrze poczucie sprawiedliwosci (co jest sprawiedliwe a co nie) bardziej przezywaja ta niesprawiedliwosc wyrzadzona im. Byc moze co moze pomoc to cieszenie sie teraz z tych dobrych chwil, i zaakceptowanie przeszlosci.
          • nowel1 Re: dzień dobry 27.04.15, 17:17
            Poczucie krzywdy, moim zdaniem, zależy po pierwsze od tego, czy rzeczywiście zostało się przez kogoś skrzywdzonym, i czy celowo; po drugie - od poczucia odpowiedzialności za swoje życie.
            Karmią i hołubią poczucie krzywdy często osoby, które tej odpowiedzialności przyjąć nie potrafią.
            "Mam większe poczucie sprawiedliwości niż inni i dlatego czuję się skrzywdzona" - no, to jest okopywanie się w swoim poczuciu "lepszości" i nie prowadzi do pozytywnych zmian.
          • altz Re: dzień dobry 27.04.15, 17:46
            xciekawax napisała:
            > Moja rada: jak juz zaczniesz szukac pracy to poszukaj czegos co sprawia Tobie p
            > rzyjemnosc. Czy to bedzie ogrodnictwo, czy praca biurowa. Lub moze pomysl o wl
            > asnym biznesie? Wiele kobiet zaczyna biznesy wlasciwie przez przypadek, albo gd
            > y los ich przydusi.

            Ja bym jeszcze dopisał, że nie warto od razu rezygnować z prac tzw. "męskich".
            Kobiety zazwyczaj mniej piją, co jest wielkim plusem w wielu zawodach. Można pracować choćby jako operator maszyny, w Polsce nie jest to przyjęte, ale w innych krajach kobiety wybierają taki zawód i pracują z powodzeniem. Szybkie szkolenie, trochę praktyki i można pracować, choćby na sztaplarce czy na suwnicy.
            • nareszcieja Re: dzień dobry 27.04.15, 19:21
              Dziękuję Wam. Lubię to forum właśnie z tego powodu, ze tak różne są spojrzenia na konkretnie kwestie.
              Jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji, a pewne zdanie z postów powyżej mnie zastanowiło.......
              Moje dziecko miało przed laty operowanego guza mózgu. Operacja mogła być początkiem albo końcem procesu leczenia. Początkiem, jeżeli guz okazałby się złośliwy, końcem, jeżeli byłby małozłośliwy, ot, wyciąć i przy dodatkowej nadziei, ze strat neurolog. dużo nie będzie, po pewnym, bliżej nieokreślonym czasie regeneracji powrót do normalnego zycia. Była wersja pt. operacja= koniec leczenia. Guz małozłośliwy, straty neurolog niewielkie, do przejścia i do całkowitego zrehabilitowania, dziecko się fajnie realizuje (poza innymi problemami zdrowotnymi).
              Piszę, bo widzę analogię z moją sytuacją rozwodową. Ostatnia rozprawa, która jest przede mną będzie albo końcem (jeżeli sie dogadamy co do podziału) albo początkiem ( z walką o podział i alimenty). Czyli mąż okaże się małozłośliwy, a mnie pozostanie dojście do siebie i powolny, stopniowy powrót do normalnego życia,o ile to możliwe, albo jeszcze kilka lat ciężkiej terapii, czyt. walki o kasę. Jeszcze nie wiem, tzw diagnoza nastąpi zaniedługo.
              Co do pracy, Altz........zawód suwnicowej to arcyciekawa propozycja, ale obawiam się, że kryteriów wiekowych już nie spełniam, chociaż nadałeś nowemu spojrzeniu na tę kwestię......
              Nowel1, xciekawax- skrzywdzona zostałam, w tzw całokształcie i chyba celowo, , ponieważ często podnosiłam kwestię dysfunkcyjności i braku równowagi w naszym związku oraz paru innych kwestii, dla mnie fundamentalnych. Pan świadomy był, ale...zostawmy go. Poczucie krzywdy mam, jak też świadomość, ze muszę się z nim sama uporać, bo cóż mi pozostało ? Z czasem bolało będzie coraz mniej.Mam taką nadzieję, choć wiem, ze zależne bedzie od mojego funkcjonowania za jakiś czas.
              • nowel1 Re: dzień dobry 27.04.15, 20:20
                Brzmisz jak mądra, poukładana osoba. Wrażliwa, ale niezaślepiona poczuciem porażki.
                Trzymam za Ciebie kciuki. Myślę, że będzie dobrze,
                • nareszcieja Re: dzień dobry 27.04.15, 23:09
                  ...niezaślepiona poczuciem porażki...... hmmmm, ciekawe. Nie wiem, czy ja mam poczucie porażki.
                  Będzie ono wówczas, gdy nie poukładam sobie życia materialnego. Za kilka lat. Na razie mam poczucie dobrze podjętej decyzji, w pewnym sensie wygranej, że zdołałam ją podjąć i przeprowadzić. Boję się o swoją przyszłość, tego braku pieniędzy, przyziemna rzecz. No cóż, może nie będę suwnicową, ale zawsze można chodniki zamiatać. Póki mam siły.
                  Na razie boli, że draniowi odpuszczam w pewnym sensie. Jakoś tak przebrzmiewają jeszcze we mnie tony zemsty, takie tam, zeby zapłacił za to, co mi zrobił, do czego mnie doprowadził, żeby odczuł...ale wiem, że te negatywne emocje nie są dobre. Boję się, ze w przyszłości moze będzie mnie bolało, ze odpuściłam, jeżeli nie znajdę pracy. Zrobiłam skok na głęboką wodę - rozwód i robię kolejny - odpuszczam morderczą walkę o kasę na rzecz minimum , byle to już się skończyło.
                  Czy to porażka czy sukces......nie wiem. Chyba tylko czas zweryfikuje.
                  • nowel1 Re: dzień dobry 28.04.15, 07:34
                    Jasne, że czas zweryfikuje.
                    I właśnie o tym piszę, że próbujesz patrzeć na rzecz z dystansu, choć nie jest to łatwe.
                  • amb25 Re: dzień dobry 28.04.15, 08:36
                    Witaj. Uwazam, ze powinniscie podzielic sie sprawiedliwie, jesli ty poswiecilas 25 lat zycia i kariery dla waszego wspolnego dobra. Ale towje pieniadze - twoja sprawa. Nawet tutaj gdzie mieszkam - w Finlandii - mozna starac sie o nierowny podzial majatku wlasnie w przypadku gdy zona nie pracowala bo opieka nad chorym dzieckiem jej to uniemozliwila a maz dzieki temu mogl robic kariere. Inaczej dzieli sie wszystko po polowie.
                    Nie planuj zemsty ani o niej nie mysl. To nie ma sensu. Takie jest zycie i tak czasami sie trafia (aczkolwiek nie lubie mysli, ze przeciez z wlasnej i nieprzymuszonej woli bierze sie ta druga polowe i jesli ona okazuje sie niewlasciwa, to nie jej wina).
                  • tricolour Mordercza walka o kasę... 28.04.15, 09:03
                    ... najczęściej kończy się wygrana kasą i zamordowaniem wszystkiego innego. Mamy na forum piękne przykłady końca normalności, który jest ceną za wygraną kasę. Są złotówki, ale nie ma nic poza nimi.

                    Nie ma nawet w kolejnych związkach, opartych głównie o pieniądze, o szmatławe "zasady" rodem z zamtuza, bo mordercza walka o kasę przenosi się w przyszłość.

                    "Czy to porażka czy sukces" - i sukces, i oczywiście porażka jednocześnie. Ale we właściwych proporcjach.
                    • teqella Re: Mordercza walka o kasę... 28.04.15, 14:24
                      "Rozczarowania trzeba palić a nie balsamować"M.Twain
                      Z taką zasadą łatwiej realizować nowe postanowienia i zaczynać życie od nowa,w każdym wieku.
                  • altz Re: dzień dobry 29.04.15, 19:27
                    nareszcieja napisała:
                    > No cóż, może nie będę suwnicową, ale zawsze można chodnik
                    > i zamiatać.

                    Nie rezygnuj tak łatwo, do tego wystarczy dobry wzrok i wyczucie i można być mistrzem zgarniającym całkiem ładne pieniądze. Poza tym, wszystkie suwnicowe są seksi! wink A najbardziej seksi są dziewczyny na widłakach! wink
                  • xciekawax Re: dzień dobry 30.04.15, 17:11
                    A czy musisz sie spieszyc z ta decyzjia? Bo to takie unoszenie sie honorem, a potem moze bedziesz zalowac. Moze potrzebujesz czasu aby to przemyslec?
                    I nie mowie aby walczyc o kazdy grosz, ale zeby wynegocjowac cos sprawiedliwego dla was obydwojga.

                    Ale jak juz podejmiesz decyzjie (jakka to by ona nie byla) to zaakceptuj to z calymi konsekwencjiami i nigdy sie nie ogladac "co by bylo gdyby..." Po prostu idz do przodu.
    • pokopanka Re: dzień dobry 29.04.15, 16:07
      a myślałaś o jakiejś aktywacji zawodowej 50+?
      lub kręgu "rękodzielniczym" - teraz takie hobbystyczne zajęcia są trendy, widzę jak w moim mieście jest boom i pełen kalendarz zaprzyjaźnionego miejsca, które już wynajmuje mieszanie ,a startowało w maleńkim pomieszczeniu bez toalet.
      jeśli szyjesz/wyszywasz/robisz na drutach/szydełkujesz itd - to może jest to jakiś pomysł na siebie zawowodowo i z przyjemnością

      w "ostateczności" - jeśli masz siły/zdrowie, cierpliwość, chęci itd - zostaje opieka nad dziećmi - dochodzące babciociocie też są w cenie
      pomyśl, masz chwilę na poszukiwania, ze stabilnym zapleczem mieszkaniowym - to bardzo dużo
      mów też na głos, że szukasz i mniej więcej czego - często z przypadkowego wygadania się wychodzi bardzo fajny konkret smile
      • nareszcieja Re: dzień dobry 03.05.15, 12:37
        Tri...i Altz -" problem na tym polega, ze mordercza walka o kasę konczy się zamordowaniem wszystkiego - czyli czego? 25 lat koszmaru? Bo nic poza tym nie było". A propozycję pracy fizycznej traktuję jak zart, bo niby w imię czego mam teraz fizycznie pracować, mój niedługo ex bawić się cieszyć się będzie niedługo megaemeryturką, zarobioną dzięki mojej pracy. Postawił mnie w sytuacji bez wyjścia, alternatywą było zdrowie/zycie dziecka.
        Xciekawax- trochę musze coś zdecydować, Mam kiepski wybór- zgoda na ofertę tego człowieka i rozwód bez orzekania, albo walka o kasę - kolejnych kilka lat straconych, z niepewnym wynikiem ( bo krętacz i kombinator). Niedługo ostatnia rozprawa - jeżeli się nie dogadamy przed ( czyt. jeżeli nie zaakceptuję tej propozycji) to może i wina tego człowieka będzie, ale proces o podział poootrwa i wynik.....jak go znam, to niepewny. Nadal jestem ofiarą, boli jak cholera.
        • altz Re: dzień dobry 03.05.15, 12:57
          nareszcieja napisała:
          > A propozycję pracy fizycznej traktuję jak zart, bo niby w imię czego mam te
          > raz fizycznie pracować, mój niedługo ex bawić się cieszyć się będzie niedługo m
          > egaemeryturką, zarobioną dzięki mojej pracy.

          Jaka to praca fizyczna? Weź, nie żartuj nawet. Operatorzy mają luz, a robi się to, co jest pod ręką i daje dochody nie upokarzając.
          Ostatnio, w ramach przysługi, robiłem coś z wykończeniówki z kobietą, spokojnie dawaliśmy rady i nie powiedziałbym, że to była jakaś ciężka robota fizyczna. Jak zamiatanie miotłą, a pieniądze z tego też byłyby dobre.
          Nie patrz na eksa i nie myśl o nim, myśl o sobie. Nic go tak nie wkurzy, jak sytuacja, że sobie świetnie dasz sama radę. wink
          • nareszcieja Re: dzień dobry 03.05.15, 20:07
            altz napisał:
            > Nie patrz na eksa i nie myśl o nim, myśl o sobie. Nic go tak nie wkurzy, jak sy
            > tuacja, że sobie świetnie dasz sama radę. wink

            Altz, ale ja nie chcę go wkurzać, ja chcę, żeby zniknął z mojego życia. Nie chcę żyć po to, by go wkurzać i mu pokazać, ze sobie bez niego daję radę, tylko DLA SIEBIE, DZIECI, ludzi, których uważam za wartościowych.To nie jest dla mnie ktoś, komu chcę cokolwiek pokazać. Nie mam zamiaru stracić nawet 5 sekund na to, by mieć satysfakcję, ze go wkurzyłam czy innych tego typu radości. Swoje 5 minut zresztą miałam, rozpatrując sprawę w kategoriach słodkiej zemsty - moje spakowane walizki,wyjazd, zaangażowanie prawnika, pozew, przyznane zabezpieczenie, wygrana apelacja od zabezpieczenia, dowody dostarczone do sądu w pismach procesowych. Mina przyszłego eksa bezcenna! To było nawet zabawne i całkiem przyjemne.
            Ale odgrywanie się nie jest mi potrzebne. Staram się być racjonalna aż do bólu.Dużo się napracowałam, żeby oddzielić emocje, typu zemsta od tego, co dla mnie ważne. Kwestie finansowe rozważam w kategoriach mojego fizycznego przetrwania, a nie uczuć w stosunku do tego człowieka. Pies go....itd. Najnormalniej w świecie kalkuluję, co mnie się opłaca, biorąc jednak pod uwagę fakt, że na podziale majątku mogę jednak stracić finansowo, czasowo, ale też wliczając w to fakt, ze trzymane emocje na wodzy się wymskną spod kontroli i to będzie duuuuuy koszt.
        • pokopanka Re: dzień dobry 04.05.15, 11:56
          W jaki sposób będziesz miała umocowane Wasze dogadanie się?
          notarialnie?
          w sądzie podczas rozprawy rozwodowej? (jakoś można wnosić o podział w przypadku zgody stron, ale nie wiem jak się ma praktyka do teorii)
          oświadczenia stron? ktoś je musi umocować... bo tak samemu sobie to chyba bez konsekwencji prawnych się obawiam

          masz rację, że szkoda zdrowia i energii na przepychanie - sama się dzieliłam 4 lata, a bez orzekania rozwodziłam 1,5 roku... no, ale w moim przypadku ex ustami pełnomocnika stwierdził, że nie widzi możliwości porozumienia (mimo dziecka) ... więc starał się jak mógł, żeby utrudnić, co jemu było o tyle kalafiorem, że go nie było na rozprawach, a z mieszkania chciał kasę...
        • xciekawax Re: dzień dobry 04.05.15, 15:42
          Moze pojdzcie do moderatora? On Tobie dal najnizsza propozycjie ktora da mu zyc z jakims tam sumieniem, a ty mu daj Twoja propozycjie, ktora zagwarantuje Tobie zyc godnie i na poziomie, bez poczucia winy ze zmarnowalas 25 lat przy tym czloiwku i zostajac na lodzie.

          Moze spotkacie sie w polowie?

          • nareszcieja Re: dzień dobry 08.05.15, 13:56
            xciekawa, pokopanko
            moderowanie, zasady umowy-notarialne, sądowne - o tyle przestają być nieaktualne, iż mąż wycofuje się chyba z ugody, o którą zabiegał miesiącami. Pozostało już bardzo niewiele czasu, aby przed ostateczną tzn. ostatnią rozprawą cokolwiek szczegółowo uzgodnić, a przede wszystkim coraz mniej, by przygotować umowy i udać się do notariusza. Skoro taka jego wola, to cóż.......zdaje się, że wolą męża jest długoletnia walka o podział majątku, czyli dręczenia mnie ciąg dalszy.
            • m.a.l.a_syrenka Re: dzień dobry 10.05.15, 13:47
              Podział majątku to może być trudne. Ale alimenty na siebie niezależnie od alimentów na potomnych to możesz spróbować - o ile rzeczywiście masz poczucie, że książę dorobi się emerytury na twoich plecach. Ale ja się dokładnie nie znam, może realnie o tym kto inny. Mnie też przeraża perspektywa szarpania z eksemsad tyle że ja będę musiała zrobić orzekanie o winie, inaczej ten pasożyt życiowy jest gotów podać mnie o alimenty, chociaż do związku nic nie wniósł oprócz problemów. Na szczęście krótko to trwało.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka