Dodaj do ulubionych

prośba o pomoc :(

18.11.16, 12:38
Kochani, poradźcie... Jestesmy 17.5 roku po ślubie. Mąż pracuje, jest kierownikiem w dużej firmie. Pracuje i w sumie tylko to robi. w domu tylko spi i sie awanturuje. Ewentualnie opróżnia lodówkę , chlebak i wszytsko co napotka na drodze. To typowy przemoccowiec psychiczny i ekonomiczny... Ubliża mnie na oczach dzieci, poniża... nie pomaga kompletnie w domu. Od czasu do czasu posiedzi z synem z lekcjami z matematyki , ale wiecej przy tym ubliżań i wyzywań dziecka, niż faktycznej pomocy.
Ja nie pracuję. Utrzymuję się z zasiłku rehabilitacyjnego na siebie - ale w sumie to ostatni miesiąc, bo w listopadzie kończy mi sie prawo do tegoż zasiłku. Od grudnia będę utrzymywać sie ze świadczenia pielęgnacyjnego na niepełnosprawne dziecko i dodatku pielegnacyjnego ( w sumie 1500zl.) . Dochodzi jeszcze 500+, ale wypłata tych pieniędzy mnie do ręki, tez zalezy od humoru męża ( konto mamy niestety wspólne, a mnie paraliżuje strach, przed założeniem oddzielnego, swojego konta... ).
Myślę coraz częściej o rozwodzie, bo takie życie to jakas farsa.... Z mężem w ogóle nie ma tematów do rozmów, ani nawet czasu... Wychodzi do pracy o 5 rano, wraca koło 16-17, czasem póxniej, wyżera (przepraszam za język, ale naprawdę wściekłość mną już kieruje) wszystko, co jest w lodówce i zwala sie jak długi na kanapę. Zasypia. Śpi w dużym pokoju, gdzie toczy sie życie, w poprzek narożnej kanapy, uniemozliwiając nam nawet normalne siedzenie na kanapie. Zajmuje sam jeden pokój w domu, gdzie nie wolno wchodzić, do którego nie wolno nic zanieśc, połozyć, a za wziecie koca z tegoż pokoju zostałam zmieszana z błotem. Kiedyś chociaz tam sypiał popoludniami, teraz, wiedząc, jak bardzo wkurza mnie widok jego spiącego, zajmuje 3/4 stołowego pokoju...
Zarabia ok. 4 tyś. na rękę plus raz w roku dostaje sporą "premie uznaniowa" wysokości ok. 10 tyś. na rękę, czasem więcej... Inne, mniejsze premie tez sie zdarzaja. On płaci kredyt za mieszkanie, które kupilismy 3 lata temu ( 1200zł.), oraz rachunki ( ok. 1000zł.). Twierdzi, że nic więcej nie musi.
Ja, za 2000 muszę utrzymać cała rodzinę, kupować jedzenie, chemię, ubrania, opłacac lekarza, dojazdy dzieci do szkoły, opłacac składki szkolne ( same obiady to koszt 300 za dwójkę dzieci), kupowac leki....
Nie jest łatwo. Nie starcza. Tym bardziej, ze nie mam nawet możlwiosci gotowania na dwa dni, bo on wszytsko co widzi wyjada w jedno popołudnie. Nie moge nawet wafelków dzieciom kupic, bo jak się do nich doriwe, to nie odejdzie póki nie skończy...
Czuję sie coraz bardziej zagubiona... Biorę kredyty w banku, mam już prawie 10tyś. zadłużenia, bo nie da sie żyć za 2 tyś ( 1770) . chciałabym założyć mu sprawę o alimenty, ale pojęcia nie mam, czy mam jakiekolwiek szanse coś ugrac, ile, i czy nie pogorszę tym swojej ( naszej - mojej i dzieci) i tak niewesołej sytuacji...
Czy to prawda, ze on, płacąc kredyt i rachunki, nie ma obowiązku finanować nic wiecej? Jedzenie, ubranie, szkoła, lekarze,leki, dojazdy, chemia... ? nic????
Nie wiem, co robic... Proszę, doradźcie.. sad Jestem załamana sad
Obserwuj wątek
    • marikax1970 Re: prośba o pomoc :( 18.11.16, 13:46
      Nie da się jednoznacznie powiedzieć czy tak powinno być czy nie, wszystko jest kwestia ustalen pomiędzy ludzmi ale z cala pewnoscia da się powiedzieć, po lekturze Twego listu ze jesteś ofiara przemocy i najwyższy czas z tym skonczyc. Nie piszesz w jakim miejscie zżyjesz ale w każdym większym sa miejsca gdzie mozna się udac z problemem przemocy w rodzinie, często sa tam porady prawne również. Napewno trwanie w tym co opisujesz to kiepska myśl, ze względu na twoje dzieci równieżsmile
    • yoma Re: prośba o pomoc :( 18.11.16, 18:35
      Super. Jak macie wspólne konto, to łap wyciągi z konta za dajmy na to ostatnie pół roku, będzie widać, ile kto włożył. Załóż osobne konto na twoje zasiłki i 500+. Mężowi nie musisz się z niego spowiadać. Złóż pozew o zabezpieczenie potrzeb rodziny. W centrum interwencji kryzysowej albo centrum praw kobiet, póki takie istnieją, powiedzą ci, jak to zrobić. Natychmiast przestań brać kredyty i chwilówki. Zastanów się, czy chcesz rozwodu, czy tylko cię wkurza, że mąż śpi w stołowym.

      Jakim cudem, mając wspólne konto, na które co miesiąc wpływa mężowskie 4 tys. plus premie, nie korzystasz z tych wpływów, tylko bierzesz chwilówki?
      • kaja-333 Re: prośba o pomoc :( 18.11.16, 18:53
        ja nie mam dostępu do tego konta, nie mam karty bankomatowej, nie wiem dokładnie ile wpływa pieniędzy jego. Kiedyś bąknął, ze cos koło 4 tyś., ale dokładnie nie wiem. Wszelkie wyciągi, które przychodza pocztą, on bierze, bo kluczyka do skrzynki pocztowej tez nie mam, tak jak nawet do śmietnika. Wszystko ma ON i niepodzielnie tym rządzi... Korzystam tylko ze swoich zasiłków bo tyle pozwala mi wypłacać. Powiedział, ze od jego pieniędzy mam się odpierd... , że nigdy ich nie zobaczę... Biorę wiec to, co mi wypłaca.

        I nie, samo spanie w stołowym nie byłoby problemem, gdyby inne rzeczy "grały"...
        A z tymi wyciagami, to czy ja moge np. iść do banku i poprosic o te wyciagi? Dadza mi?
        • koronka2012 Re: prośba o pomoc :( 18.11.16, 19:24
          Dziewczyno, czy ciebie przenieśli w czasie z lat 50tych? Trudno mi uwierzyć, że dorosła kobieta, matka dzieciom, jest do tego stopnia niezorientowana w najprostszych sprawach.

          Konto jest wspólne - idziesz do banku i prosisz o wydanie karty do bankomatu, o wydruk wyciągów z ostatnich miesięcy itd. Dostajesz bez szemrania. Możesz też prosić o dostęp elektroniczny do konta, w dzisiejszych czasach to standard.

          Ana - przy okazji odczepiasz mu klucz do skrzynki i w ramach zakupu lecisz dorobić kolejny za 5 zł.
          • bramstenga Re: prośba o pomoc :( 20.11.16, 15:39
            > Konto jest wspólne - idziesz do banku i prosisz o wydanie karty do bankomatu, o wydruk wyciągów z ostatnich miesięcy itd. Dostajesz bez szemrania. Możesz też prosić o dostęp elektroniczny do konta, w dzisiejszych czasach to standard.

            Konto nie musi być wspólne - jeśli jest założone wyłącznie na pana, bank nic jej nie wyda.
        • basiastel Re: prośba o pomoc :( 20.11.16, 14:16
          To nie są jego pieniądze, są wspólne - takie jest prawo. Bardzo dałaś się zdominować, wiec trudno nawet udzielać Ci rad, byś przestała być tak uległa. Mąż to tyran i egoista. Ja bym myślała o stworzeniu sobie warunków do odejścia.
          • amb25 Re: prośba o pomoc :( 21.11.16, 07:59
            pieniadze sa wspolne, dlugi tez. Ale konto bankowe niekoniecznie.
            • yoma Re: prośba o pomoc :( 21.11.16, 11:05
              Jak rany... pisze kobita wyraźnie, że wspólne.
              • amb25 Re: prośba o pomoc :( 22.11.16, 07:51
                Jesli on ma takie problemy z pobraniem pieniedzy z konta, to to, ze konto jest wspolne jest pewnie tylko jej poboznym zyczeniem.
                • yoma Re: prośba o pomoc :( 22.11.16, 09:11
                  Nigdzie nie pisze o problemach technicznych...
    • koronka2012 Re: prośba o pomoc :( 18.11.16, 19:20
      Przyznam, że nie rozumiem - konto macie wspólne, to co ma do tego mąż jeśli chodzi o wypłatę "do ręki" 500 zł? idziesz do banku i wypłacasz. To samo z kosztami utrzymania, bo rozumiem, że opłacasz je ze swojego zasiłku?

      Dopóki będziesz kierować się strachem, dopóty będziesz dzień po dniu tracić szacunek do samej siebie.

      To co robi mąż, to przemoc ekonomiczna, nie ma znaczenia, że płaci rachunki, po prostu nie traktuje cię jak równorzędnego partnera, a zmuszając do proszenia o środki na życie - poniża.
      Opcje są takie:
      - nawet w malżeństwie możesz wystąpić z pozwem o zaspokojenie potrzeb rodziny jeśli to, czym dysponujesz nie wystarcza ci na życie. Problem w tym, że nikt nie uwierzy, że boisz się wziąć pieniądze ze wspólnego konta - masz do niego dostęp, możesz to zrobić - i mąż będzie tak to przedstawiał. Poza tym ta opcja nie rozwiąże największego problemu - życia z agresorem pod jednym dachem.

      - wniosek o rozwód - macie dużą ratę kredytu, domyślam się więc, że wkład własny był niewielki, albo mieszkanie duże - pisałaś, że kupiliście je 3 lata temu, a małzeństwem jesteście 17 lat - gdzie mieszkaliście wcześniej, czyje to było?
      jakie masz możliwości zamieszkania gdzie indziej? czy jest szansa na to, żebyś pracowała, czy niepełnosprawność dziecka jest tak duża, że nie ma szans na przedszkole integracyjne, czy innego typu opiekę? Jak widzisz przyszłe samodzielne życie - ile musiałabyś mieć kasy, żeby wystarczyło?

      Najważniejsze - zanim zrobisz cokolwiek, spłać ze wspólnego konta te kredyty.
      • kaja-333 Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 11:25
        Mieszkalismy najpierw w polowie blixniaka z bratem meża. Ponieważ jednak zycie tam było jednym wielkim horrorem ( głównie dla mnie, bo oprócz meża - przemocowca ( który jeszcze wtedy "badał" na ile może sobie pozwolić i był " do zniesienia", miałam za ściana jego brata - oprawcę - typowego wojskowego trepa, którego zachowania wobec mnie, jak patrzę teraz z perspektywy czasu, były wystarczającym powodem, aby zamknąć go w kryminale... ale to już przeszłosc), kiedyś teściowa wpadła na pomysł zamiany mieszkań. W zwiazku z tym my przeprowadzilismy się do miasta, do mieszkania po teściach, a oni poszli na wieś do naszego mieszkania ( tzn. męża, bo mnie tam nigdy nie dopisano do własności, nawet z zameldowaniem był problem). Potem urodził sie nasz syn, po 6ciu latach córka i dopiero wtedy podjęlismy decyzję o zakupie nowego, większego mieszkania. Tamto, w którym mieszkaliśmy do tej pory, było niewielkie 37m, 2 małe pokoje z kuchnia i łazienką. Było to mieszkanie, które teściowie przepisali WYŁĄCZNIE na mojego męża z zapisem w akcie notarialnym, że mnie nie zyczą sobie dopisywac do własności... Niewiele mnie ich chęci obchodziły, dla mnie było ważne, ze wyzwoliłam sie spod wpływów tyrana szwagra.
        To mieszkanie, które mamy teraz jest faktycznie spore- 56m. Są to 4 niewielkie pokoje, z któych jeden zajmuje niepodzielnie mąż. Wzielismy kredyt na 25 lat. spłacaliśmy początkowo po prawie 2 tyś., teraz znalzłam w dokumentach, że rata wynosi 1200zł.
        W trakcie mieszkania tutaj, u naszego syna wykryto autyzm ( dokładnie zespół Aspergera z cechami autyzmu, wysokofunkcjonujący). Dziś jest to 12 letni chłopak, który chodzi do ogólnodostepnej szkoły. W ub. roku podjęliśmy decyzję o przeniesieniu dzieci ( córka dopiero zaczynałą naukę w szkole) do szkoły prywatnej, gdyż syn emocjonalnie kompletnie nie radził sobie w masowej szkole - był obiektem drwin, osmieszań i głównym celem zabaw dzieci z jego klasy, i nie tylko. Dokuczali mu tak bardzo, że zaczał sie jąkać, potem przeszedł depresje.
        W szkole, w której jest teraz - odżył. Uczy sie bardzo dobrze, ma nauczyciela wspomagającego, klasa jest nastawiona na tolerancję, akceptację. Wyszedł z depresji, stał sie pewniejszy siebie...
        Niestety, 2 lata temu, kiedy syn był jeszcze w szkole masowej, b. często chorował, wymagał mojej pomocy, zresztą wymaga jej do dziś - jest bardzo niesamodzielny, ma obnizone napięcie mięśniowe, ma problem z samodzielnym ubieraniem się, zapinaniem guzików, nie wiąże kokardek, nie zasznuruje butów, ma kłopot z zapięciem ekspresu... duzo by mowić . To wszystko spowodowało, że wyrzucono mnie z pracy po 20 latach pracy w zawopdie nauczyciela. Mój maż przez 11 lat nigdy nie był ani raz na zwolnieniu lekarskim na dziecko, nie wykorzystał nawet dnia na opiekę na dziecko, nie wział urlopu chocby.... Ja niestety musiałam to nadganiac sama. no i któregoś dnia dostalam od dyrekcji ultmatum - albo pracujesz, albo zajmujesz sie dzieckiem. syn był wtedy chory - nie miałam wyboru. Po powrocie z 3dniowego zwolnienia zostałam zwolniona z pracy ( tzn. zaproponowano mi ograniczenie godzin, na co sie nie zgodziłam, bo to i tak była prosta droga do agonii zawodowej).
        Wtedy zachowanie męża drastycznie sie pogorszyło... Zaproponował, ze będzie mi dawał... 400zł. na miesiąć i moze robić na weekendy zakupy. Kiedy zapytałam, co z lekarzem, rehabilitacją, dojazdami do szkoły, ubraniami... usłyszałam " ODŁÓŻ SOBIE".
        Ponieważ w tym czasie zachorowałam na serce, wylądowałam na zasiłku rehabilitacyjnym, który dostawałam przez rok. w tym miesiącu przyjdzie ostatnia wypłata.
        Mąż sam przejął spłatę kredytu i rachunki. Niestety, mój zasiłek nie starczał na życie. Tzn. starczał, jesli dzieci były zdrowe i trzeba było kupić tylko jedzenie. W razie chorób, leków, lekarzy ( zdarzało sie, ze musiałam jechac prywatnie do lekarza z dzieckiem, bo np. 3 tygodniowe leczenie zap. oskrzeli nie przynosiło efektów), , zabiegów chirurgicznych... nie starczało...
        Poza tym ja nie mam prawa jazdy. Mąż - owszem - ma prawko i samochód. Niestety w ub. roku rzadko, a w tym już w ogóle odmówił pomocy w zakresie wożenia dzieci chocby do lekarza. Znalazłam znajomego taryfiarza i to on w razie potrzeby jeździ ze mna. W ub. tyg. córka miała zabieg chirurgiczny w narkozie - usuwanie ropnia i zeba i musiałam zamówić taryfę na trasie w sumie 100km. ( 200zł.).
        z lejąca sie przez ręce córką, któa dostała 4 dni póxniej jelitówkę też jechałam do szpitala taryfą... Jesli chodzi o mnie i moje potrzeby - wszędzie chodzę normalnie piechotą lub jadę autobusem, ale wożenie dziecka wymiotujjącego co parę minut, lub zakwalifikowanego do zabiegu chirurgiuczngo - nie podejmuje sie wozic autobusem...
        Ani pieniędzy, ani pomocy w związku z dojazdami nie otrzymałam żadnej ( od męża).
        Niestety, limit kredytu w banku znów sie powiększył... Kiedy zapytałąm męża, czy da mi pieniądze na zabieg, na leki, na dojazd, to stwierdził , że ma to w d...e i mam zacząć żyć świadomie.
        O powrocie do pracy nie mam co marzyc - nigdzie nie ma wolnego etatu, a poza tym ja NAPRAWDĘ musze zając sie niepełnosprawnym synem, bo boję się, ze kiedyś jego "próby samodzielności" skończą sie tragicznie... Kto będzie chciał pracownika niedyspozycyjnego?
        Czekam w tej chwili na uprawomocnienie sie wyroku w sprawie o nieprawne zwolnienie mnie z pracy. wygrałąm tę sprawę. Sędzina po wysłuchaniu całych zeznań stwierdziła, ze byłam przez lata ofiara dyskryminacji zawodowej ( o czym nie miałam pojęcia szczerze mówiąc, myslałam, ze dyrekcja jest " na prawie).
        Teraz zaczynam mieć już permanentnie wszytskiego dosć. Dość mam strachu, spędzania całych dni, wieczoró i weekendów w towarzystwie wyłącznie dzieci i ze swiadomoscią, że zaraz przyjdzie Pan, który i tak będzie wiecznie niezadowolony, zniesmaczony, zrobi awanturę i pójdzie spac... Co mnie trzyma? po pierwsze strach, ale myslę, że dałabym z nim radę przy pomocy psychologa. No i kredyt. Ja mogę się wyniesć z tego mieszkania. Tylko co z kredytem?... Mój maż ma to miszkanie i to drugie, które dostał od matki i któe wynajmuje ( oczywiście pieniądze biorąc dla siebie - co miesiąc 500zł.).
        Nie mam dokąd pójsc z dziećmi, nie mam wsparcia w rodzicach kompletnie ( oni też stosowali wobec mnie przemoc od najmłodszych lat , co uswiadomił mi dopiero teraz psycholog), pozostaje jedynie wynajęcie czegoś... Czy jednak nie wtopię sie wtedy w totalne bagno ???????? Rachunki, wynajem, życie, szkoła... Ja teraz dostaję 1500zł. plus 500 na dziecko. Gdyby udało mi sie wygrać sprawe o alimenty to na siebie i dzieci nie dostane wiecej niż max. 1000 zł. ( przy zarobkach męża ok 4 tyś. miesiacznie i premiach uznaniowych po 10tys. rocznie) . To razem daje 3 tyś. Czy dam radę z tego wyzyć, opłacać rachunki, wynajem, zycie, szkołę, chemię, ubrania, lekarzy, rehabilitację... ( to ostatnie mam akurat za darmo w ośrodku dla dzieci niepełnisprawnych, ale dojechac muszę 20km.) .
        boje sie, bardzo sie boję. Najbardziej zas tego, ze on odbierze mi dzieci. Ciągle sie odgraża, ze on udowodni przed sądem, że jestem zerem, ze dzieciom lepiej bedzie w rodzinie zastępczej niż ze mna. Przysiega i obiecuje, ze zabierze mi je. A tego bym nie przezyła...
        Z drugiej strony, dla sądu, kto z nas ma lepsze warunki na zapewnienie dzieciom przyszłosci i rozwoju
        ja - bez pracy, bez stałego źródła utrzymania, bez prawa jazdy, samochodu, mieszkania...
        czy
        On - na wysokim stanowisku, ze stałą pensją, wysokimi dochodami, prawem jazdy, dwoma mieszkaniami, samochodem... I nienaganna opinia wsród sąsiadów i pracowników?....

        A jeśli sędzia okaże sie facetem? sad((
        • sarah765 Re: prośba o pomoc :( 12.12.16, 09:27
          Witaj. Mam / miałam bardzo podobną sytuację.... Może porozmawiamy np mailowo? Jeśli jesteś zainteresowana, napisz a podam Ci adres smile. Pozdrawiam
    • nuevo.75 Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 11:04
      To przykre że doświadczasz takich rzeczy od osoby która 17 lat temu ślubowała ci miłość i wsparcie, ale niestety takie jest życie a osoby przemocowe rosną w siłę karmiąc się naszym strachem.
      Jeżeli rzeczywiście chcesz zmienić swoje życie to musisz podjąć realne działania , bo samo rozmyślanie i mówienie nie zmieni rzeczywistości.
      Konieczne jest postawienie jasnej granicy i próba egzekwowania (chociażby przez postawienie się) równych praw dla wszystkich domowników - agresor najczęściej traci pewność siebie kiedy zdecydowanie mu się postawimy.
      Czy masz rodzinę na której wsparcie możesz liczyć? To ważne żeby nasi najbliżsi znali naszą sytuację i mogli nas wspierać przynajmniej emocjonalnie. Wiem że często wstydzimy się "chwalić" takim życiem ale ukrywanie tego i udawanie normalnej rodzinki tylko pogarsza sytuację i na pewno nic nie zmieni na lepsze.
      Masz prawo w przypadku agresji męża do zgłoszenia sprawy na policję, co później możesz wykorzystać jako dowód w sprawie rozwodowej.
      Walcz dla dzieci które zasługują na normalny i spokojny dom, walcz dla siebie bo możesz mieć dobre życie bez strachu i lęku na co dzień.

      Nikt nie zasługuje na dewaluację, poniżanie i brak szacunku - dlatego jeżeli nie można tego zmienić to trzeba o to zdecydowanie zawalczyć.

      Życzę Ci wytrwałości i siły każdego dnia.
      • kaja-333 Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 12:19
        Dziekuje pieknie za rzeczowa i mądrą odpowiedx. nie, nie mam żadnej rodziny. Moi rodzice doskonale wiedzą o całej sytuacji, ale w mysl zasady " lepiej się nie wtrącac", nie reaguja i nie tylko odmawiaja pomocy, ale na moje plany dotyczące przerwania takiego układu, reaguja słowami " przecież i tak sobie nie poradzisz, ty nie umiesz sama nic, nie nadajesz sie do tego, żeby dysponowac pieniędzmi, w razie rozwodu robi sie wywiad środowiskowy i co? z pracy wyleciałas, opienie masz tam najgorszą, sąsiedzi tez nie wiadomo co powiedza, a na nas nie licz, bo my sie wcinac nie bedziemy". Mimo to, jesli jest okazja, mówię im co sie dzieje, żeby byli przede wszytskim swiadomi.. Kiedyś w sadzie nie bedę mogła powiedzieć, ze nie szukałam pomocy.... sad.
        W ub. roku rozmawiałam tez z psychologiem, który zajmuje się u nas w miescie problemami przemocy w rodzinie. Jednak ona chciała działać natychmiast i restrykcyjnie. Już, natychmiast, chciała informowac MOPS, dzielnicowego itd... Przestraszyłam się. W szkole też mówiłam, rozmawiałam z pedagogiem, psychologiem dzieci... Nic to nie dało. Wszyscy o sytuacji wiedzieli, tylko póki "gołym okiem" nie widac, to nikt się wtrącać nie chce... W ub. roku pani pedagog w szkole powiedziała mi przy mężu zebym mniej przezywała problemy dzieci, a bardziej zajeła sie mężem... Zdrefiłam, o czym można z nią rozmawiac?
        Policja... tak, ale przeciez mój mąz jest super facetem na pozór.Nikt prócz mnie i dzieci, nie widział go w życiu w ataku furii... co i to da, że zadzwonie na policje? Przyjdą i zastaną troskliwego meża myjącego podłoge? ... A potem wyjdą, a ja za zamkniętymi drzwiami przeżyję znów piekło...
        Pytałam go kiedyś, po tym jak mi mówił, ze z chęcia by mi przypierd...ł, dlaczego tego nie zrobi ( przysiegam, wolałabym to, jedno uderzenie i wtedy jasny dowód), to stwierdził, że nie zamierza sobie papierów psuć, niebieskiej karty miec ząłożonej, ani opinii sobie psuć. Stwierdził " i tak cię wykończę, do tego nie potrzeba bic. I niestety, ma rację... Próbowałam nagrywać, ale wszytsko kasuje...
        • yoma Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 15:08
          Słuchaj - albo masz pretensje do pani psycholog, że chce działać, albo do pedagogów dzieci, że nie chcą działać. Musisz się zdecydować. Rozumiem, że cię nieźle załatwili i mąż, i rodzina, ale to chyba jest właśnie ten moment, w którym bierzesz sprawy w swoje ręce.

          Mężowie uwielbiają straszyć odebraniem dzieci. Ciekawe, na jakiej podstawie. Zresztą możesz łatwo sprawdzić, wyjedź na tydzień zostawiając męża z dziećmi smile Wywiadu środowiskowego normalnie nikt przy rozwodzie nie robi, co za pomysł, kuratorów by w Polsce zabrakło.

          Co znaczy: wszystko kasuje? Wyrywa ci dyktafon z ręki? Przylep pod stołem.

          A na policję nie dzwoń, tylko idź i opowiedz, że tak a tak, i niech sporządzą notatkę. Tylko jak już pójdziesz, to masz się nie wycofywać.
          • kaja-333 Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 15:29
            Dokładnie. Z jednej strony oczekuję pomocy, z drugiej... boje sie restrykcyjnych działań. Pora sie opamiętać. Po pedagogu i psychologu w szkole oczekiwałam tylko tyle, ze zaprosza tatuska do szkoły i porozmawiają z nim... dlaczego córcia rysując na polecenie pani rodzinę, rysuje 3 osoby, dlaczego syn wymyśla niestworzone historie o tym, jak to tatus ratował mu zycie, jak sie topił w morzu ( mój syn do wody ponad kostki nie wejdzie). Jakies podłoże tego musi byc. No ale z drugiej strony jak poszedł tatuś sam, to sie okazało, ze jest , jak to wychowawczyni syna stwierdziła " najrozsądniejszy w tej rodzinie", bo nic nie wymagał, na wszytsko kiwał głową ( gdy tymczasem ja walczyłam o nauczyciela wspomagającego, o respektowanie orzeczenia syna, o dostosowanie wymagan). Było miło i komfortowo... I tak tez został zapamiętany, jako spokojny, ułożony, mądry i rozsądny człowiek. a ja, jako histeryczka Bóg wie czego chcąca...
            Na szczeście ja nie zrezygnowąłam z walki o własne dziecko i dzieki temu dzis nie ma depresji, uczy sie dobrze, a wymagania sa dostosowane. Nauczyciela wspomagajacego też wygrałam...
            • yoma Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 15:54
              No widzisz, czyli wcale nie jesteś do niczego smile Jesteś lepsza niż ja, bo ja właśnie muszę załatwić dla synka kwit stwierdzający, że musi być w przedszkolu pielęgniarka, i aż mnie skręca wink

              Ty myślisz, że pedagog z psychologiem w szkole sprawiliby, że mąż zamieniłby się w kochającego męża i ojca? Nie ma takiej opcji. Od ciebie zależy, co zrobisz, mając męża takiego, jaki jest.

              Mam dla ciebie ćwiczenie. Zaraz w poniedziałek idź do banku, podejmij 2000 zł i zażądaj wydania karty bankomatowej (odbiór osobisty).
            • yoma Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 16:03
              Aha, jeśli wygrałaś sprawę o zwolnienie z pracy, to możesz żądać przywrócenia do pracy. Może pół etatu, kiedy dzieci są w szkole? Tylko wtedy tracisz świadczenie pielęgnacyjne, musiałabyś przekalkulować, co ci się bardziej opłaca. Także mentalnie - zaryzykuję twierdzenie, że praca dobrze by ci zrobiła na samopoczucie i własną wartość.
              • kaja-333 Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 16:15
                Oj nie ta praca... Nie mam ochoty na ponowny mobbing i dyskryminacyj ne podchody... Poza tym jak tylko uprawomocni mi sie ten wyrok, to wygram 12 tyś i składam sprawę o mobbing i nadużycie władzy dyrektora oraz o odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu... Mecenas mówi, ze mogę nawet wygrac rente ze szkoły...
                a co do banku, to pierwsze co zrobię w poniedziałek, to spotkam sie z psychologiem, tą pania, któraprowadzi u nas ośrodek dla kobiet maltretowanych psychicznie. Obiecała dzis przez fb, ze pomoże mi założyc konto w banku tak, żeby maż nie wiedział o nim. Z banku, gdzie mamy wspólne konto, poprosze o wydruki z ostatnich 6 ciu miesięcy, żeby móc wyliczyc, ile mój mąż zarabia tak naprawdę... Pieniędzy nie wypłacę, bo się boję... Jeszcze strach mnie paraliżuje. Jesli on się dowiedziałby, ze wypłaciłam jego pieniądze, natychmiast zlikwidowałby to konto, a mnie zmusiłby do płacenia połowy za rachunki i kredyt. I z czego? To manipulant, wstrętny cynik i wierzę, ze umiałby to zrobic.
                A jak likwiduje mii nagrania? w nocy. Bierze telefon z dyktafonem ( mój) i likwiduje ( to samo komputer. Juz spie z telfonem pod poduszka, a i tak wyciagnie... Teraz kupiłam na allegro długopis nagrywający z dyktafonem. Musze rozczytac sposób jego działania, ale wydaje sie dosć wiarygodny... Inaczej, jak jego własnymi słowami, go nie pokonam sad
                • yoma Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 16:22
                  >mnie zmusiłby do płacenia połowy za rachunki i kredyt. 

                  A ty nie zapłacisz, i co ci zrobi?
                • koronka2012 Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 17:55
                  Wyciągi pobierz z dłuższego okresu, i trzymaj je POZA DOMEM, u przyjaciółki - która jest tylko twoja czy kogoś, do kogo masz zaufanie.

                  Nie bardzo rozumiem - konto macie wspólne, a zaciągasz debet - do tego samego konta? to jak to zrobiłaś, skoro jednocześnie nie wiesz, że możesz sobie wyrobić kartę czy wziąć wyciąg? gdyby chciał zamknąć konto, musiałby spłacić ten debet.

                  Macie małe mieszkanie - 56 metrów i 4 pokoje?? nie pomyliłaś tego metrażu? spotkałam się z tym żeby na takim metrażu zmieścić 3 malutkie pokoje, ale 4? rozumiem, że kredyt hipoteczny jest na was oboje?

                  Jakie widzisz wyjście z sytuacji? zastanów się z psychologiem czy jakimś doradcą co możesz robić, jaką pracę wykonywać - żeby mieć jakieś dochody.

                  nie masz się gdzie wyprowadzić, na mieszkanie nie masz co liczyć, bo nie dasz sobie rady z kredytem, niestety każdy manewr wystąpienie o alimenty oznacza otwartą wojnę i nie da się mieszkać z tym człowiekiem pod jednym dachem. On o dzieci nie będzie walczył, a nawet jeśli - to pozornie, i szybko się wycofa. Zresztą - jest RODK, możesz wystąpić o badanie więzi.

                  Piszesz, że gdybyś wypłaciła kasę, to zmusiłby cię do opłacania połowy rachunków i kredytu - powiedz mi JAK. Z pustego i salomon nie naleje. Nie ma żadnej fizycznej możliwości, żeby cię do tego zmusił - chyba, że sama mu je wręczysz. Nie zapłaci - dług będzie wam narastał. Zgadnij, od kogo łatwiej będzie coś uszczknąć komornikowi? facetowi na kierowniczym stanowisku z pensją, czy matce niepełnosprawnego dziecka utrzymującej się z zasiłków?
                  Po prostu nie dawaj mu kasy, a z rachunków opłacaj tylko to co niezbędne - tzn. prąd. Na to ci wystarczy. Mimo wszystko - najłatwiej byłoby się wyprowadzić - tyle, że nadal będziesz odpowiedzialna za spłatę kredytu. Może lepiej spróbować wystąpić o przyznanie ci tego lokalu? ile kredytu dotąd spłaciliście? będzie mógł domagać się zwrotu tych nakładów.

                  Wystąp z pozwem o zaspokojenie potrzeb rodziny - w MOPS pomogą ci napisac wniosek i stosownie to uzasadnić. Wystąp o tymczasowe zabezpieczenie do dnia rozstrzygnięcia oraz nadanie wyrokowi klauzuli natychmiastowej wykonalności. Z wyrokiem - do zakładu pracy męża z wnioskiem, aby ta kwota była bezpośrednio przelewana na twoje konto.

                  Pozbieraj zaświadczenia o leczeniu syna, może zdołasz nawet uzyskać potwierdzenie, że jesteś jedyną osobą, która pojawia się na terapii z dzieckiem.

                  Rozwód z orzekaniem o wyłącznej winie pana da ci możliwość ubiegania się o alimenty również na siebie.
                  • kaja-333 Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 19:09
                    > Macie małe mieszkanie - 56 metrów i 4 pokoje?? nie pomyliłaś tego metrażu? spotkałam się z tym żeby na takim metrażu zmieścić 3 malutkie pokoje, ale 4? rozumiem, że kredyt hipoteczny jest na was oboje?

                    Nie, nie pomyliłam. to są 4 malutkie klitki.

                    > Nie bardzo rozumiem - konto macie wspólne, a zaciągasz debet - do tego samego konta? to jak to zrobiłaś, skoro jednocześnie nie wiesz, że możesz sobie wyrobić kartę czy wziąć wyciąg? gdyby chciał zamknąć konto, musiałby spłacić ten debet.

                    Nie zaciagam do tego samego konta. Pani w banku stworzyła mi rchunek tzw. techniczny. Na wspólnym koncie nie ma sladu po tym, że biorę jakies pieniądze. Kiedyś chciałam sobie załozyć konto w tym banku, w którym mamy wspólne konto - natychmiast sie dowiedział i awantura wała 3 dni!.

                    > Jakie widzisz wyjście z sytuacji? zastanów się z psychologiem czy jakimś doradcą co możesz robić, jaką pracę wykonywać - żeby mieć jakieś dochody

                    wyjścia z sytuacji nie widze kompletnie... Już liczyłam sobie, ze będę otrzymywac zasiłek i świadczenie na syna plus alimenty i 500+. to w porywach będzie jakies 3 tyś. ( i to w dobrym układzie, jesli przełuża mi w maju świadczenie pielegnacyjne). Jesli z tego wydam z 1000zł. na wynajem mieszkania ( dzwoniłam, takie sa ceny), drugie 1000 na rachunki to za 1000 zł nie przezyję za chiny ... Zostaje jeszcze problem szkoły, która kosztuje 5 tyś. rocznie ( syn, mimo że to prywatna szkoła, nie płaci, bo szkoła dlstaje dotacje z UM). W tym roku zapłacilismy wspólnie - pół ja, pół on.
                    Nie chcę zabierać dzieci ze szkoły, gdzie czują sie dobrze i bezpiecznie.

                    > Zresztą - jest RODK, możesz wystąpić o badanie więzi.

                    na pewno wystapię i to JUŻ. Nie wiedziałam, ze jest coś takiego.

                    Może lepiej spróbować wystąpić o przyznanie ci tego lokalu?

                    i co wtedy? z czego będę go spłacac? A jesli nie będę, komornik zajmie mi wszystko w domu... Mojemu męzowi to "wisi", on może spać w pracy.... A w razie czego jak go spłacę? Nierealne...

                    > ile kredytu dotąd spłaciliście?

                    nie liczyłam dokładnie. Plus minus 1500 zł. co miesiąc przez 3 lata

                    >
                    Wystąp z pozwem o zaspokojenie potrzeb rodziny - w MOPS pomogą ci napisac wniosek i stosownie to uzasadnić. Wystąp o tymczasowe zabezpieczenie do dnia rozstrzygnięcia oraz nadanie wyrokowi klauzuli natychmiastowej wykonalności. Z wyrokiem - do zakładu pracy męża z wnioskiem, aby ta kwota była bezpośrednio przelewana na twoje konto.

                    Na razie na taki krok nie jestem gotowa... Tym bardziej, ze z tym wyrokiem musiałabym zgłosić sie do... jego sekretarki... Niewykluczone, ze zajdzie taka konieczność sad

                    > Pozbieraj zaświadczenia o leczeniu syna, może zdołasz nawet uzyskać potwierdzenie, że jesteś jedyną osobą, która pojawia się na terapii z dzieckiem.

                    Z tym nie będzie problemu. Żadnego.


                    • koronka2012 Re: prośba o pomoc :( 19.11.16, 22:34
                      Łapię się za głowę coraz bardziej. Potrafiłaś sobie załatwić po cichu linię kredytową bez jego podpisu (jakim cudem?), ale tajne konto założyłaś sobie w tym samym banku? ręce opadają. Wpakowałaś się na minę, bowiem za ten dług on nie odpowiada, a zatajenie jego wzięcia będzie wykorzystane przeciwko tobie.

                      Z tego co piszesz, wynajem + rachunki będzie cię kosztował podobną kwotę co spłata kredytu + rachunki. A zawsze będziesz na swoim - do tego rata zdaje się maleje? Zawsze będziesz miała opcję np. podnajęcia komuś jednego pokoju. Nawet jeśli ci wpadną trzy czy cztery stówki - i tak nie da się nimi pogardzić.

                      szukaj możliwości pracy, jakieś chałupnictwo, malowanie paznokci coś w tym stylu? opieka nad innym dzieckiem jak syn jest w szkole? Syn ma 12 lat, nie możesz wiecznie zasłaniać się jego sytuacją, bo do końca życia pozostaniesz w tym samym miejscu. To już duży chłopak i jak piszesz - wysokofunkcjonujący, może zostać sam w domu, siostry też przypilnować.

                      Naturalnie jeśli zdołasz go spłacić. 2 wyjście - tzn. wystąpienie o sprzedaż mieszkania jest o tyle słabe, że w twojej sytuacji sama kredytu nie dostaniesz, więc podział tego co nieco, które ewentualnie zostałoby po sprzedaży mieszkania też nie rozwiąże sprawy. Zorientuj się ile kredytu zostało DO SPŁACENIA i czy i ile zostaloby po sprzedaży mieszkania i spłacie pozostałego zadłużenia.

                      Do RODKu idzie się przy rozwodzie w sytuacji niezgody co do sprawowania opieki nad dziećmi, a nie TERAZ, bo i po co. W badaniach w RODKu uczestniczą dzieci i oboje rodzice i opinia jest przydatna w sytuacji, kiedy ojciec jest przemocowy, a walczy o dzieci w ramach rozgrywek.

                      skoro nie chcesz wystąpić o alimenty teraz, żeby nie zostać z ręką w nocniku, to co właściwie chcesz zrobić? pisałaś, że mąz jest kierownikiem w firmie - zgłaszasz się do kadr a nie jego sekretarki. Zresztą - co cię to obchodzi kto i co sobie pomyśli? chcesz wyrwać się z tego chorego układu, czy tylko się poskarżyć? mnożysz trudności, zamiast skupić się na szukaniu sposobu.

                      Pamiętaj tylko, żeby wszystkie dokumenty trzymać poza domem.

                      • kaja-333 Re: prośba o pomoc :( 20.11.16, 09:20
                        > Potrafiłaś sobie załatwić po cichu linię kredytową bez jego podpisu (jakim cudem?), ale tajne konto założyłaś sobie w tym samym banku?

                        ja sobie nic nie "załatwiałam" - powiedziałam pani w banku, że chcę wziąć kredyt ( początkowo to było 500zł.), ale tak, żeby nie pojawiła sie informacja o nim na naszym wspólnym koncie. Pani zaproponowała mi założenie rachunku technicznego i tyle. Żadnych szczegółów nie znam poza tym, że faktycznie na naszym wspólnym koncie nie ma śladu. Poza tym, mąż wie o tym kredycie, bo do domu przychodzą bilingi, umowy, jesli biorę cos nowego, ale nie wnika w to kompletnie... I tak - ja sama jestem odpowiedzialna za ten kredyt. Tak chciałam, świadomie.

                        > szukaj możliwości pracy, jakieś chałupnictwo, malowanie paznokci coś w tym stylu? opieka nad innym dzieckiem jak syn jest w szkole?

                        i na malowaniu paznokci lub opiece nad dzieckiem kilka godzin zarobię więcej niż 1500zł.? Tyle dostaję świadczenia pielęgnacyjnego. Wątpię, żebym dostała więcej. Problem ze świadczeniem jest tylko taki, że nie wolno przy poborze takiego świadczenia zarobić (dorobić) ani grosza... Poza tym jak syn jest w szkole to nic nie dorobię, nie podejmę sie niczego na stałe, bo w każdej chwili mogę dostać tel., ze mam ie zjawić w szkole, bo syn dostał np. ataku histerii. Ja nie wyłudziłam cwaniacko świadczenia. Pobieram je, bo FAKTYCZNIE jestem dla dziecka. I nie "zasłaniam się" nim. Mój syn ma co prawda 12 lat i maświetna pamieć, dzięki czemu uczy sie bardzo dobrze, ale mentalnie nie odbiega od poziomu 7 latka.

                        > To już duży chłopak i jak piszesz - wysokofunkcjonujący, może zostać sam w domu, siostry też przypilnować.

                        Teraz to faktycznie nie masz pojecia o czym piszesz... W tamtym roku został sam w domu - wieszał sie na sznurkach na balkonie i wkładał widelce do kontaktu. faktycznie - super odpwoiedzialnosć i gotowość do sprawowania opieki nad siostrą...

                        Pozostałe kwestie dotyczące kredytu.... A co, jesli wyprowadzę się i po prostu nie będę go spłacać? Nie będę, bo nie będę miaął z czego, pacąć za wynajem i bieżące własne rachunki.... Los tego mieszkania w tej sytuacji kompletnie nie będzie mnie interesował. Mój mąż na zielonej trawce też nie zostanie - ma lokal mieszkalny, swój, który wynajmuje.
                        • koronka2012 Re: prośba o pomoc :( 20.11.16, 19:23
                          Ok, moje rozumienie "wysokofunkcjonującego" było trochę inne. Mimo wszystko dzieciaki są w szkole co najmniej do 14, coś w tym czasie można wykombinować. Może jest jakaś świetlica? Przecież sytuacja z synem nie rozwiąże się magicznie, pytanie z czego planujesz żyć na emeryturze?

                          Brutalnie mówiąc, do dorabiania w tej sytuacji pozostaje ci szara strefa, sprzątanie i tego typu usługi. Hipotetyczne napady histerii w tym nie przeszkadzają, najwyżej dosprzątasz w innym terminie. A kasy potrzebujesz, bo z tego co masz się nie utrzymasz. No to albo znajdziesz sposób na dorabianie, albo ...będziesz miała pretekst do tego, żeby nic nie robić i trwać w tym chorym układzie.

                          Jak się wyprowadzisz i nie będziesz spłacać - to póki spłaca mąż nic się nie wydarzy. Tylko że ty będziesz tym kredytem uwiązana na pozostałą ilość lat, nie dostaniesz nic dla siebie, bo nie będziesz miała zdolności. Ciebie los tego mieszkania może nie interesować DZIŚ, ale co będzie za 3-5-10 lat? jesteś pewna, że zawsze będzie cię stać na wynajem? bo kredytu na swoje nie dostaniesz, a jako współwłaścicielka innego lokalu nie masz szans na socjalne. Planujesz wynajmowac całe życie? na starość też? chyba, że kiedyś odziedziczysz mieszkanie rodziców, bo innych szans na własny dach nad głową nie widzę.
    • zmeczona100 Re: prośba o pomoc :( 20.11.16, 02:29
      Zanim doczytałam, że syn ma Aspergera, to opis męża z Twojego pierwszego postu od razu mi się skojarzył z tym zaburzeniem u niego (tj. u męża)...

      Poczytałam coś napisała, próbowałam Cię zrozumieć, ale logiki w Twoim postępowaniu nie widzę nic a nic. Chodziłaś na terapię, masz kontakt z pedagogami, psychologami, a - wybacz- pierd*olisz jak potłuczona i w życiu nie pozwoliłabym, abyś była nauczycielką mojego dziecka. Jesteś zaimpregnowana i totalnie zabetonowana na wszelkie racjonalne argumenty. A już stwierdzeniem, że nie spłacisz swoich chwilówek ze wspólnego konta, że mąż Ci kasuje nagrania, że w jakiś cudowny sposób dowiaduje się o zakładanym przez Ciebie koncie czy Twoich obaw przed sekretarką męża, rozwaliłaś mnie kompletnie.

      Twój mąż jako aspergerowiec po pracy po prostu odreagowuje nadmiar bodźców i stresów, z którymi sobie nie radzi w związku ze stanowiskiem. To całkowite wycofanie się z zycia rodzinnego, osobne spanie, agresja i chamstwo- klasyka wręcz jeśli chodzi o dorosłego, niezdiagnozowanego i nieterapeutyzowanego aspergerowca. I żebyś się nie złapała tego Aspergera u niego i nie tłumaczyła nim przemocy- Twój mąż ma oczy i nimi widzi i jesli do tej pory nie nauczył się przestrzegania norm życia w społeczeństwie, to już tego nie zrobi nigdy.

      Aż nie chce mi się wierzyć, że przy takim rozpoznaniu u syna nikt nawet słowem nie pisnął o takim podejrzeniu u jego ojca.

      A Ty poczytaj sobie o syndromie Kasandry.
      • kaja-333 Re: prośba o pomoc :( 20.11.16, 09:25
        pierd*olisz jak potłuczona i w życiu nie pozwoliłabym, abyś była nauczycielką mojego dziecka. Jesteś zaimpregnowana i totalnie zabetonowana na wszelkie racjonalne argumenty.

        NIE UBLIŻAJ MI.
        NIE CHCĘ CIĘ WIECJ SŁUCHAĆ, CZYTAĆ.
        NIE WYZYWAJ MNIE.
        A NA PRZYSZŁOSĆ - NIE MASZ SPECJALNEGO WYBORU KTO BĘDZIE UCZYŁ TWOJE DZIECKO. TO KWESTIA DYREKTORA I PRZYDZIAŁU GODZIN. JA NAJGORSZĄ NAUCZYCIELKA JEDNAK NIE BYŁAM SKORO MAM NA KONCIE KILKA NAGRÓD DYREKTORA SZKOŁY, KURATORA I INNYCH. PROBLEM POJAWIŁ SIE WTEDY, GDY NIE BYŁAM W STANIE ROZCIĄGNĄĆ GODZIN W DOBIE I NIE MIAĄŁM NIKOGO DO POMOCY.

        • marikax1970 Re: prośba o pomoc :( 20.11.16, 09:35
          Ja to mam wrazenie ze ty kochana to kochasz cierpiec albo to co piszesz to sciema. Jesli grasz w gre tak, ale... to nikt ci nie pomoze. Nie potrzebujesz rad mam wrazenie tylko usankcjonowania swoich cierpien i plawienia sie w nich. Dzialaj albo nie zawracaj glowy z gadania nic nie wyniknie. Przeczytalam dokladnie twoja historie i nie trzyma sie kupy.
          • zmeczona100 Re: prośba o pomoc :( 20.11.16, 17:26
            marikax1970 napisał(a):

            Przeczytalam dokladnie t
            > woja historie i nie trzyma sie kupy.

            Wręcz przeciwnie- historia ma sens jak najbardziej. Jest wręcz modelowym przykładem przypadku beznadziejnego, jakim jest Kaja. Jak pacjent nie zechce, to lekarz sam nic nie zrobi. Miliony godzin i najlepsi terapeuci nie poprawią jej sytuacji, gdyż ona tego po prostu nie chce.
            Kto normalny (tj. po skutecznej terapii) zaciąga chwilówki, jeśli ma na wspólnym koncie pieniądze, które zgodnie z prawem mają służyć zaspokojeniu potrzeb rodziny? Jeszcze byłoby to zrozumiałe, gdyby chodziło o wyjazd na Bali, ale na leczenie i zakupy dla rodziny? Tak wyprostowanych zakrętów w mózgu żadna terapia nie naprawi, bo brakuje tu chęci naprawy, zmiany na lepsze swojej sytuacji.
        • yoma Re: prośba o pomoc :( 20.11.16, 10:07
          Kaja, proszę się natychmiast uspokoić. To samo było, jak prosiłaś o pomoc w sprawie rodziców, pamiętasz? Ludzie piszą w dobrej wierze, a ty na nich wrzeszczysz?
          • kaja-333 Re: prośba o pomoc :( 20.11.16, 10:34
            pierd*olisz jak potłuczona i w życiu nie pozwoliłabym, abyś była nauczycielką mojego dziecka. Jesteś zaimpregnowana i totalnie zabetonowana na wszelkie racjonalne argumenty

            ja wrzeszczę? Ok. dzięki za wszystkie rady. Żegnam.
            • yoma Re: prośba o pomoc :( 20.11.16, 10:37
              Poskarż się mamusi.
    • teofilcia Re: prośba o pomoc :( 01.12.16, 16:46
      Hej, cos niesamowitego to prawie moja historia. Tyle podobieństw, az niemożliwe. Wiem co przechodzisz. Może jestes z Warszawy. Mąż, sytuacja w domu, choroba syna, proces z byłą pracą, decyzja o rozwodzie, on odklada kasę a ja mnoże kary kredytowe żeby dzieci utrzymać. ktoś nam napisał ten sam scenariusz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka