Dodaj do ulubionych

Kiedyś tu byłam

26.01.21, 00:49
Dzień dobry,
Kiedyś tu byłam pod innym nickiem, opisywałam swoje perypetie rozwodowe, później zajęłam się swoim życiem. Wróciłam na chwilkę, ponieważ wspomnienia o przeszłym życiu wywołał u mnie eks.
Co mu się porobiło - nie wiem. Skutecznie odcięłam wszelkie próby kontaktu, aż zastałam go pod moim nowym domem. Chce.....zacząć na nowo. Aż mi dreszcze po plecach przeszły i oczy z orbit. Po 6 latach braku kontaktu i przemyśleń doszedł do wniosku, że warto znowu spróbować.
I tak chciałam tylko napisać z perspektywy tych 6 lat, że dopiero teraz do mnie dotarło, że dałam radę, moje życie mozolnie sobie odbudowałam i zbudowałam i nawet nie zauważyłam, że jestem z życia i siebie zadowolona.
Więc nie bójcie się, że po rozwodzie, obojętnie, z czyjej inicjatywy i z jakiej przyczyny już nigdy nie dojdziecie do siebie. Te trudne emocje i sprawy miną i tylko widok eksa lub eksy może spowodować nieprzyjemne wspomnienia, a życie może być jeszcze udane. Bez fajerwerków, ale spokojne i bezpieczne.
ps. Eksa pod domem zostawiłam. Zdumienie z jego pojawienia się i propozycji mnie nadal mnie trzyma. Rozwód był z jego wyłącznej winy, alimenty, chociaż mi należne sobie odpuściłam dosyć szybko - do znalezienia nowej pracy w nowym miejscu. Jakoś mnie mierził ten comiesięczny wpływ na konto, chociaż oczywiście, zawsze milej mieć więcej. Ale rezygnacja była tylko mobilizacją.
Wszystkiego dobrego wszystkim udręczonym.
Obserwuj wątek
    • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 02.03.21, 00:12
      Kiedyś też tu byłam. W początkowej fazie forum. W weekend zajrzałam na forum po kilku latach. Miałam jakiś gorszy dzień. Chciałam zobaczyć, co słychać, o czym teraz forumowicze piszą, może ktoś ze "starych" znajomych jest, itd, itp. I mam wrażenie, że "forum" zwolniło tempo-mało nowych wątków i aktualizacji odpowiedzi lub odpowiadanie na "stare". I to mnie zaskoczyło, bo w okresie pandemii wydawałoby się, że ludzie jeszcze bardziej ze sobą nie mogą wytrzymać, więcej czasu spędzają w necie, itd.
      Pozdrawiam
        • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.11.21, 18:53
          stasi1 szkoda, że ci "starzy" z forum nie wracają, by podzielić się wiadomościami....co dalej się z nimi dzieje, jak potoczyły się ich losy. my "nowi" moglibyśmy się wiele nauczyć i wyciągnąć wnioski.
          • stasi1 Re: Kiedyś tu byłam 06.11.21, 10:05
            Cóż marzenie wszyscy czują taką potrzebę wywalili się i poszli w swoją drogę zostają ci którzy prawie nie mają co robić z życiem niestety. A ty jesteś aktywna przynajmniej w tym wątku . ja to wchodzę raz na 2 miesiące
            • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.11.21, 10:45
              stasi1 tak to z ludźmi jest, nabiorą garściami i pójdą...dobrze, jak im czyjeś mądre rady pomogły....ale, mogliby chociaż okazać odrobinę wdzięczności za otrzymaną pomoc. dla mnie cenne byłyby spostrzeżenia "starych" bywalców forum, co zmieniło się w ich życiu. co dziś poradzili by innym, którzy są na życiowym zakręcie.
              odzywam się wtedy, gdy kogoś mi szkoda, kto chce ze mną rozmawiać....przystanąć na chwilę, zanim podejmie decyzję, która bardzo dużo zmieni w życiu i niekoniecznie na plus.
              pandemia wirusowa, pandemia rozwodowa, a gdzie w tym wszystkim nasza odpowiedzialność za tych, którym coś obiecaliśmy. postawa egoizmu i hedonizmu ma być lekiem na nasze frustracje? a co z tymi, którzy nam zaufali? co z bezbronnymi dziećmi?...co z naszym sumieniem, co z nami.
              wszystko potężnym kopem się odbije, tylko lekkoduch jeszcze o tym nie wie.
              pozdrawiam cię stasi1 smile


    • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 10.04.21, 14:44
      Fajnie było przeczytać Twój post. Może da siłę do działania tym, którzy są właśnie na na rozdrożu smile. Ja też mam za sobą wieloletnie, nieudane małżeństwo i ciężkie przejścia, wiele lat zbierałam się do rozwodu i dziś z perspektywy czasu, uważam, że to była najlepsza z możliwych decyzji. Jestem spełniona prywatnie i zawodowo i mam się naprawdę nieźle. Mojemu ex życie się zbyt dobrze nie ułożyło. Stracił dobrą pracę, odsunęli się koledzy, kochanka go rzuciła. Gdyby po tylu latach stanął przede mną I wspomniał o dawaniu sobie kolejnej szansy, to zabiłabym go pustym śmiechem.
      Nie warto tkwić w nieudanym małżeństwie, trzeba zawalczyć o siebie i wziąć się z życiem za bary.
      • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 10.04.21, 20:41
        Nie wiem, jak się żyje po rozwodzie, choć swego czasu byłam bliska rozwodu, a pozew został wycofany na sali rozpraw.
        Człowiek w życiu wszystko zniesie....nie zniesie tylko jajka.
        Życie w pojedynkę jest jak najbardziej możliwe, spokojne, satysfakcjonujące pod warunkiem, że się nie ma potrzeb związanych z mężczyzną u boku.
        Czy można kochać jednego mężczyznę całe życie? Można.
        Czy może się odrodzić na nowo małżeństwo? Może.
        Czy da się żyć z winowajcą, który okazał szczerą skruchę? Da się, i to życie może być nawet lepsze....
        Dlaczego sama mam się brać z życiem za bary, gdyby eks chciał naprawić, co zepsuł?
        Swego czasu doszłam do wniosku, że nie chcę sama dźwigać toreb z zakupami, nie chcę sama spać w łóżku, sama robić sobie dobrze, temperować rozpalone ciało....nie chcę sama jechać do lekarza, pić herbaty w samotności, oglądać wieczorem filmu w pojedynkę czy rozmawiać tylko z psiapsiółkami.
        Nie chcę sama żyć sprawami dzieci, sama bawić się z wnukami, sama podziwiać piękne krajobrazy.
        Człowiek zniesie wszystko, tylko czy warto?
        Jestem pełna podziwu i szacunku dla kobiet, które dobrze radzą sobie po rozwodzie, kobiet, które decydują się na życie w pojedynkę i są szczęśliwe.
        Ja, zdecydowałam się ratować swoje niedoskonałe małżeństwo. Z perspektywy czasu, nie żałuję....fakt, że do wspólnego życia trzeba dwojga.
        Im więcej lat, tym większa chęć do współpracy, więcej zrozumienia i czułości w oczach.
        Pozdrawiam Was: rito03, cosmopszczołko2013 i kobieto na nowo
        • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 11.04.21, 00:57
          Lzyoporanku, cieszę się że Ci się udało, a właściwie Wam. Jest tak jak piszesz, do tego trzeba dwojga i jeszcze musi być co ratować. Bo jak kładziesz na szale minusy i plusy i na jednej masz tylko złe rzeczy, a na drugiej nie ma nic poza marzeniami i wyobrażeniami o wsparciu, szacunku i wzajemnej milosci, to lepiej się rozstać. Czym innym jest ratowanie niedoskonałego małżeństwa ( też jestem zwolenniczką naprawienia i prób ratowania, w pierwszej kolejności, nawet jeśli nie jest to łatwe), a czym innym naprawienie błędu jaki się popełniło i uciekanie z toksyczne relacji. W tej drugiej sytuacji, samotność jest znacznie lepsza od tego co było " we dwoje". Oczywiście, na ogół gdy opadnie cały kurz, robi się miejsce w życiu, aby tę pustkę i samotność ktoś wypełnił ....
          Trzymam kciuki za Ciebie ( Łzyoporanku)i inne kobiety, za te którym się udało uratować małżeństwo i za te, które zaczynają on nowa budować swoje życie.
          • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 11.04.21, 08:25
            rito....ja to wszystko wiem, wiem o czym piszecie....
            nigdy nie byłam desperatką uwieszoną na mężu, przez wiele lat to ja dźwigałam na swych barkach "nasze wspólne życie"
            równie dobrze mogłabym zrzucić balast w postaci męża i samodzielnie funkcjonować....
            chodzi mi o to, że mężowie mogą się zmienić, że po latach możliwy jest powrót do siebie na lepszych warunkach.
            oczywiście wszystko zależy od postawy męża, który ranił, rujnował....ale przewartościował na nowo priorytety.
            dużo zależy od tego, czego same chcemy....
            mieliśmy w naszym małżeństwie pięcioletnią przerwę, był czas, gdy targały człowiekiem wszystkie znane ludziom uczucia, od nienawiści po tęsknotę.
            w tym wszystkim dzieci....
            jest takie porzekadło, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ja dodam od siebie, swoje własne....że można zawrócić kijem wodę w rwącej rzece.
            raz jeszcze gorąco Was kobietki pozdrawiam, jesteście silne, odważne, mądre.
    • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 12.04.21, 22:44
      Ja niestety jestem w trakcie rozstania. Jest mi cholernie ciężko. Mamy dwoje dzieci. Dużo, bardzo dużo wydarzyło sie w naszym malzenstwie ale mimo to wierzyłam ze bedziemy razem zawsze. W ciągu dnia, ze wzgkedu na dzieci zbieram siły i ide do przodu, w nocy płacze do poduszki i zastanawiam się jak to będzie bez niego. Czasami myśle ze będzie dobrze, ze dam sobie radę ale są takie chwile ze w to wszystko po prostu nie wierze, ze to się nie dzieje naprawdę. Burzyliśmy i ratowaliśmy nasze malzenstwo wielokrotnie, ale jesteśmy już zbyt zmęczeni i podjęliśmy decyzje o rozwodzie. Nie wiem jak to wszystko sobie poukłada? Jak psychicznie się podnieść? Jak żyć?
      • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 06:46
        Rozczarowana, życzę Ci dùżo siły i wiary w to, że dasz radę. Jeśli dobrze przemyslalaś sprawę rozstania, to zadbaj o siebie i o dzieci. Znajdź wsparcie i pomoc, żebyś mogła liczyć na kogoś, gdy nadejdą jeszcze gorsze dni. Rozwód, to ciężkie przeżycie, więc warto abyś nie była z tym sama. Chyba, że jest jeszcze co ratować ... (?).
        Trzymam kciuki!
        • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 08:46
          Nie wiem czy jest co ratować. Ratowaliśmy już tyle razy, ze przestałam w to wierzyć. On zreszta tez. Potrzebuje stabilizacji psychicznej, spokoju. Mamy inne priorytety, inne wartości. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać, schodzimy sobie z drogi. Pojawiła się obojętność. Już nawet nie pytam o której wróci. W ciągu najbliższych tygodni zamierza się wyprowadzić. Na ta chwile nie jest tak złe. Jakoś sobie radzę. Chyba już się z tym zaczynam godzić. Szkoda tylko dzieci ale myśle ze jak będziemy mieszkać osobno to dzieci będą miały z nim lepszy kontakt.
          • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 08:56
            Doskonale wiem o czym piszesz- spokój i stabilizacja psychiczna- bez tego nie da się normalnie funkcjonować. Zadbaj o siebie. A mysleliście o terapii dla par? Czasem warto spróbować, jeśli uważasz że jest sens...
            • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 10:08
              Po jednej z akcji która zafundował zadeklarował ze pójdziemy na terapie. Ale później się wycofał i powiedział ze nigdzie nie pójdzie bo będzie trzeba wrócić do przykrych spraw i to skończy się kłótnia. Powiedział ze woli wziąć rozwód niż iść na terapie.
                • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 11:12
                  Tak zamierzam. Na początek po prostu skupiam się na tym żeby zaakceptować zaistniała sytuacje, żeby pogodzić się z tym co sie wydarzyło. Nie skupiam się na tym co będzie I co było ale na tym co tu i teraz. Rozpamiętywanie w mojej sytuacji to ból i rozpacz, a tego nie chce. Zaczęłam studia, we wrześniu wracam do pracy. Jakoś to będzie.
                • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 11:17
                  Sile dają mi dzieci. Młodszy bardzo jest za mną ale straszy teraz zachłysnął się tata którego nigdy nie było i oddalił się ode mnie. Woli spędzać czas z tata. Oczywiście cieszę się bo on potrzebuje i zawsze potrzebował taty. Tylko nie chciałabym żeby dziecko musiało wybierać. Chciałabym żeby czuł ze ma i mamę i tatę i ze oboje bardzo go kochamy.
                  • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 14:08
                    To najgorsze co można zrobić dziecku podczas rozstania- rozgrywać nim sprawy z drugim rodzicem. Bez względu na no tak potoczą się Wasze sprawy, ważne, żeby dzieci wiedziały, że oboje bardzo je kochacie. Wiem, że wiele kobiet ( ale i mężczyźni się tacy trafiają) podczas rozwodu manipuluje dziećmi i nastawia przeciwko drugiemu rodzicowi. Dobrze, że zdajesz sobie sprawę jak ważne dla dzieci jest, to aby miały oboje rodziców. Nawet jeśli jeden z nich będzie tylko " weekendowym tatą".
                    Zgadzam się z Łzyoporanku, że próbować zawalczyć o rodzinę, o małżeństwo zawsze warto.
                    Ale jeśli się nie uda, zawalcz o siebie. Trzymam mocno kciuki!
                    • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 15:05
                      Teraz walczę już o siebie. Moje malzenstwo jest właściwie skończone. Nie chce tak żyć. Sama i samotna w malzenstwie. Tak naprawdę w moim życiu fizycznie za wiele się nie zmieni. Tylko świadomość będzie inna. Muszę jakoś to wszystko przeboleć, poukladac i stanąć na nogi. Jakoś odeprzeć ten ból po stracie... nie mam wyjścia. Tak naprawdę nie mam wyjścia wiec muszę wziąć się w garść. Życie jest tylko jedno.
    • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 12.04.21, 22:54
      Nie mam żadnego wsparcia w rodzinie, właściwie jestem sama. Mam przyjaciółkę której mogę się wygadać i tyle. Mój mąż całkowicie oddał się pracy, nie miał czasu dla rodziny. Ja bywałam sfrustrowana bo 24h spędzałam z dziećmi i nie miałam chwili dla siebie. Nawet w łazience nie miałam chwili dla siebie bo jeden dobijał się do drzwi a drugi płakał w pokoju obok. Kocham swoje dzieci nad życie ale chciałabym chociaż kąpiel w ciągu dnia wziąć w spokoju. Mój mąż w ogóle nie zajmował się dziećmi.Nawet jak szlam do lekarza prosiłam koleżankę żeby została z dziećmi bo mojego już prawie eks męża opieka nad dziećmi przerastała. Teraz kiedy podjęliśmy decyzje o rozwodzie postanowił być przede wszystkim ojcem. Tylko narazie dla starszego, bo młodszy jest za mały i nie potrafi się nim zająć. Ma 2,5 roku. Nagle zapałał uczuciem do dzieci i chęcią przebywania z nimi. Ale ja się cieszę bo chociaż z tego rozwodu skorzystają dzieci i w końcu będą miały „tatę”.
      • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 09:32
        rozczarowana...przepraszam, że jeszcze ja się wtrącę. Był taki okres w moim małżeństwie, że przez pięć długich lat, tylko żyliśmy pod jednym dachem, natomiast ustała między nami więź ekonomiczna, emocjonalna i fizyczna...mijaliśmy się jak najcięższego kalibru wrogowie..pretensje i wyzwiska, sytuacja nie do uratowania....
        Ja złożyłam pozew, w oczekiwaniu na termin rozprawy, próbowałam każdego dnia swoimi sposobami walczyć o nas.
        Na ogół były to rozmowy, które wcześniej sobie starannie przemyślałam, wybierałam taki czas, gdy byliśmy sami, przypominałam mu te piękne chwile, które razem przeżywaliśmy, za co go kocham.....oraz nakreśliłam mu taką wizję, co będzie jak nas nie będzie, co z dziećmi, jak może potoczyć się nasze życie po rozwodzie....
        Rozczarowana, dobrym tatą po rozwodzie Twój mąż może być tylko chwilę, dopóki nie pozna innej kobiety.
        Skoro teraz dostrzegł, jak ważną rolę odgrywa on, jako tata w życiu dzieci.....może uda się naprawić i wszystko inne między Wami.
        Nam zajęło dwa lata na poskładanie wszystkiego od nowa, ale ja bałam się wypuścić mego męża, bo znałam go na tyle, że wiedziałam, ze rozwód byłby raz na zawsze, nie byłoby drogi powrotu.
        Nie należy się poddawać....nie należy zapominać, że takie słowa jak: przepraszam, wybacz mi, kocham cie, jesteś dla mnie bardzo ważny...mają swoją moc, zwłaszcza jak idą za tym czyny.
        Oczywiście zrobisz jak zechcesz, ja tylko podzieliłam się swoimi przemyśleniami, co ja robiłam.
        • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 10:06
          My ratujemy ten związek już zbyt długo. Były takie rozmowy i było dobrze. Chwile. Mój mąż nie widzi nic poza praca. Na wszystko ma czas tylko nie dla rodziny. Ja czuje się w tym malzenstwie sama i samotna. Nie liczy się z moimi potrzebami. Wiele razy w życiu tańczył na granicy, bardzo, bardzo wiele mu wybaczyłam. On moje prośby o czas traktuje jako szykanie dziury w całym. Powiedział ze ma dość i odchodzi. Pobawił się w rodzine i tyle. Powiedział ze ma dość bo nie ma spokoju w domu, a spokój zakłócanie mu ja prosząc o odrobine uwagi dla mnie i dla dzieci. Nie da się tak żyć. Ciagle obok. Jemu po prostu będzie lepiej bo będzie mieszkał sam, dzieci od czasu do czasu i święty spokój. Nie jest tak ze widze samo zło, pamiętam tez dobre chwile i to ile dał mi dobrego, ale uwierz mi po akcjach które miały miejsce dawno powinnam odejsc. Ale byłam z nim. W najtrudniejszych chwilach. Teraz żałuje ze nie odeszłam wcześniej. Rozmawiamy, ale on stoi przy swoim. Powiedziałam ze jak się wyprowadzi to będzie definitywny koniec ale napisał ze koniec już nastąpił. Także raczej już nie ma o czym rozmawiac. A ja? Z jednej strony czuje ból a z drugiej ogromna ulgę. Może dlatego ze żal który miałam ciagle we mnie jest. Może nie byłam idealna żona, taka jaka chciałby mieć ale postawiłam na rodzine, nie pije, nie szlajam się, dbam o dom. I nie mam żadnego wsparcia, nie mogę nawet wieczorem powiedzieć ze miałam ciężki dzien bo zamiast powiedzieć rozumiem, odpocznij słyszę ze miałem ciężej. To już naprawdę nie ma sensu. Tutaj nie ma czego ratować.
          • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 12:36
            rozczarowana, ja również nie miałam w nikim wsparcia, znalazłam siłę w sobie...to i dobrze, bo nikt się nie wtrącał, robiłam co uważałam za słuszne.
            miej teraz świadomość, że po rozwodzie twój mąż może poznać inną kobietę, może założyć nową rodzinę, może spłodzić kolejne dzieci, a Wasze...pójdą w odstawkę, lub będziesz mogła liczyć tylko na alimenty.
            Ta druga niekoniecznie będzie łaskawym okiem patrzeć na odwiedziny, kontakty Twego byłego męża z Waszymi dziećmi.
            Mówić można różne bolesne rzeczy, a myśleć swoje.....
            Może więcej czynów świadczących o próbie naprawy, niż słów bez pokrycia... Między Wami nie ma rozmowy, nie ma zajrzenia w głąb waszego wspólnego życia....odbijacie tylko piłeczkę frustracji, żalu i bólu.
            Ja jestem sceptycznie nastawiona do terapii, mój również nie chciał słuchać o czymś takim.....Wy sami, na osobności otwórzcie przed sobą swoje serca.....przynajmniej Ty to zrób, może doczekasz się odpowiedzi?, może i on się otworzy.....dajcie sobie troszkę czasu jeszcze.
            Jak jesteś w stanie wyobrazić sobie inną u jego boku, jego ojcowanie z doskoku, to pewnie nie ma co ratować Waszego małżeństwa.
            Jeżeli jest inaczej...walcz, znajdź sposób, bądź odważna...skocz na bandżi, nawet jak się boisz. Warto.
            • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 13:58
              Przede wszystkim będę żyła jak chcę. Zacznę myśleć o sobie. Dla mnie nie ma szans na odbudowę czegokolwiek. On się nie zmieni, a ja nie chce całe życie na 3 planie. Chce mieć w kimś oparcie, chce poczuć się kobieta, kimś ważnym dla kogoś. I nie chodzi o szukanie kogoś, wchodzenie w kolejny związek. Chce się tak czuć sama dla siebie. Ciagle na coś liczę, na jakiś gest, miłe słowo, zainteresowanie. Nie chce ciagle czekać na coś czego nie dostanę, bo wszystko inne jest ważne. Chociaż zostanę sama będę miała jasna sytuacje. Jestem sama dla siebie i już. Bez zbędnych oczekiwań, bez czekania, bez proszenia, bez nadziei.
              • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 14:25
                rozczarowana....życzę Ci dużo siły i mądrości.
                tak na marginesie dorzucę, że rozwód daje wolność przede wszystkim mężczyźnie, natomiast na kobietę spada więcej obowiązków, szczególnie jak są dzieci.
                książąt z bajki również brakuje....
                świat oszalał, jest i będzie coraz ciężej.....
                ale czasami rzeczywiście, spokój ważniejszy od szamotaniny.
                • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 15:01
                  Tak. Tutaj chodzi głównie o spokój i równowagę psychiczna. Dla mnie dzieci są najważniejsze. Za chwile podrosną i tez będzie łatwiej. To forum nie ukrywam, pomaga mi, bo wiem, ze nie jestem sama, ze nie tylko ja muszę przez to przejść. Ciężko jest mi na sercu, bo czuje ze przegrałam. Z drugiej strony marze o odrobinie spokoju, o tym, żeby nie myśleć, nie oczekiwać, nie prosić i nie żebrać o uczucia. Wole być sama, ale w głowie i sercu mieć porządek. Nie da się tak żyć. Razem ale osobno. To był jego wybór. Jego drabina priorytetów została tak ułożona, ze ja jestem gdzieś na dole. I cokolwiek bym nie robiła i jak się starała zawsze coś jest nie tak. Ja się poddaje. Świadomie się poddaje. Zaczynam od nowa.
                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 15:31
                    rozczarowana...jeszcze tylko ten post i zamilknę...
                    Piszesz, że będziesz żyć tak, jak będziesz chciała, ale to nieprawda, bo Twoją wolność jeszcze długo będą ograniczać dzieci, wszak jesteś i będziesz dobrą matką, i ich szczęście będzie dla Ciebie priorytetem.
                    Nawet jak zechcesz pójść na randkę, będziesz musiała znaleźć kogoś, kto je przypilnuje.
                    Kłopoty z dziećmi w wieku dojrzewania, też raczej będziesz musiała wziąć na siebie, bo raczej nie wierzę w wielkie zainteresowanie byłego męża.
                    Za to, po rozwodzie zobaczysz jak twój mąż "rozkwitnie"....szybko pojawi się inna, no i nawet z weekendowym tatą może być różnie, dzieci będą tęsknić i wyglądać, a tata zajęty nowym życiem, może nie mieć czasu.
                    Piszesz, że ciągle go o coś prosisz, i nic z tego nie wynika......a może Ty na przekór spróbuj dawać, nie oczekując w zamian radykalnych zmian.
                    Daj i poczekaj, daj uśmiech, życzliwość, docenianie, przytulanie, dużo osiągnąć można w nocy....bo i seks i rozmowy.
                    Jak to nie przyniesie rezultatów......pisz pozew. Pamiętaj, że zmiany nie zachodzą w człowieku natychmiast.
              • cosmopszczolka2013 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 16:19
                Rozczarowana domyślam się, że jest Ci teraz ciężko. Ogromna liczba małżeństw przeżywa głębokie kryzysy właśnie wtedy gdy dzieci są małe. Zmęczenie kobiety obowiązkami domowymi i brak zrozumienia u faceta, jego ucieczka w pracę, poczucie samotności w kobiecie - no klasyk. Dlatego podzielam, to co napisała Izyoporanku. Podziwiam jaką stoczyła walkę. Uważam, że póki mąż nie ma na boku innej kobiety warto podjąć walkę o związek. Bo jeśli ma, to choćbyś się zapłakała, to go nie zatrzymasz.
                • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 17:47
                  Nie wiem czy ma czy nie ma. Tak naprawdę nic już nie wiem. Ja dałam mu wybór, on podjął decyzje. Nie będę na sile go zatrzymywać, błagać kolejny raz, prosić i szukać winy w sobie. Takich walk i rozmów były setki. Dwa tygodnie sielanki, a później znowu to samo. I tak przez 10 lat z różnymi jego wyskokami (zdrada, alkohol, agresja, próby samobójcze, udawana depresja, choroba, której nie było, ucieczki z domu, zazdrość ). Nie jestem w stanie już tak żyć. Nie mogę mu zaufac w żadnej kwestii bo kłamie w najdrobniejszych sprawach. Chce zaczac normalnie żyć. A nie bac się ci tym razem. Nie mówię ze jest całkiem zły, dał mi tez wiele dobrego, starał sie zapewnić mi wszystko ale tak się w tym zafiksowal ze zapomniał o tym co naprawdę jest w życiu wazne.
                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 18:28
                    miałam się już nie wypowiadać....ale
                    rozczarowana, już wcześniej miałam Ci zamiar powiedzieć, że po tym co napisałaś, to Twój mąż już nabrał wiatru w żagle....
                    to, że po rozwodzie będzie lepszym tatą, to zwykła manipulacja, bo każdy rodzic, który kocha i jest odpowiedzialny za rodzinę wie, co jest dla dzieci i jego rodziny dobre, na pewno nie rozwód, zwłaszcza, ze nie miał Ci wiele do zarzucenia.
                    rzuciłaś nam trochę więcej światła na problemy z którymi się borykacie....
                    czasami trzeba taką osobą potrząsnąć.....czy rozwód nim potrząśnie? obawiam się, że nie, bo podjął już decyzję.
                    zanim dojdzie do rozprawy, spróbuj postępować tak, jak Ci poradziłam....niech się jeszcze nie wyprowadza, a Ty na spokojnie z nim rozmawiaj, dawaj, nie oczekując za wiele w zamian....otwórzcie się na siebie aż do bólu....może on uchwyci wyciągniętą rękę, może przewartościuje swoje życie.
                    rozwieść się zawsze zdążycie.
                    • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 18:34
                      Co do wyprowadzki to podjął już decyzje. Ja osobiście posłucham Twojej rady, będę otwarta i do bólu dobra, ale szanse ze to zauważy są znikome. Nie widział moich starań przez tyle lat wiec dlaczego miałby zobaczyć teraz? lzyoporanku wypowiadaj się. Ja bardzo lubię czytać co piszesz zwłaszcza ze są to same mądre rzeczy. Obawiam się jednak ze przepaść między nami jest tak ogromna ze nie damy rady jej przeskoczyć. Wczoraj powiedział mi ze jest mu bardzo ciężko, ze boi się samotności i codzienności, ale decyzje już podjął i jej nie zmieni. Czasem myśle ze ktoś się pojawił albo zwyczajnie zdaje sobie sprawę ze nie podoła życiu z rodzina. Może dotarło do niego ze nie jest stworzony do bycia ojcem i mężem. Nie wiem.
                      • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 18:49
                        rozczarowana, nie bądź do bólu dobra, bądź z nim do bólu szczera.....
                        powiedz mu, co przez te wszystkie lata czułaś, że wciąż Ci na nim zależy mimo tylu zranień, że wciąż go kochasz...
                        przedstaw mu "różne scenariusze" jakie mogą się na Was i Waszych dzieciach sprawdzić po rozwodzie ( napisałam Ci)...
                        niewykluczone, że ma kogoś na boku, bo już wcześniej zdradził....
                        to, że boi się samotności i codzienności, to również manipulacja, bo raczej boi się, czy nowy związek wypali czy nie...woli zgrywać biednego misia.
                        dlatego wycisz emocje, choć będzie Ci bardzo trudno....i wszystko na spokojnie, choćby Cię wewnątrz nie wiem jak nosiło.
                        silą nie zatrzymasz....ale spróbuj, by te dni do wyprowadzki upłynęły w życzliwej atmosferze, możesz wiele zdziałać przykładem i roztropną mową.
                        • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 19:08
                          Tak, masz racje i tak sobie postanowiłam. Chce rozstać się w zgodzie. Poza tym wracając do Twoich wcześniejszych rad, ze mam być do bólu szczera. Uwierz mi ze nie raz byłam i nie raz mówiłam mu co czuje, jak zostałam zraniona, ze mu wybaczyłam, ze czuje się samotna, ze mi go brakuje, ze dzieci go potrzebują, ze tęsknie, ze chce żeby został itd ale on odebrał to jako moja niewdzięczność
                          i szukanie problemu. Mówił ze pracuje i rozwija się dla nas, żeby niczego nam nie brakowało, a ja powinnam być wdzięczna i go szanować. Teraz kiedy jest taka sytuacja kiedy płacze i jestem smutna jest złe, ale kiedy staram się nie pokazywać tego, bawię się z dziećmi, jestem zadowolona to tez złe. Nie wiem jak się zachowywać żeby było dobrze. Jestem już bardzo bardzo zmęczona psychicznie, marze tylko o tym żeby odpocząć.
                          • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 19:39
                            rozczarowana, tu wcale nie chodzi, żeby rozstawać się w zgodzie, bo już porzucenie rodziny jest zwykłym skurwysyństwem, sorry.
                            im bliżej jego wyprowadzki, tym bardziej będzie szukał czegoś, co doprowadzi do tego, że wybuchniesz, a on będzie miał pretekst, żeby się wyprowadzić, bo tak, będzie mu głupio...nie daj się sprowokować.
                            obawiam się, że obojętnie jakbyś się nie zachowywała, to nic tu już nie pomoże, bo on konsekwentnie dąży do realizacji swoich celów.
                            nie przykładaj ręki ani do jego wyprowadzki, ani do rozwodu....niech to weźmie na siebie....poczekaj na rozwój wydarzeń.
                            jestem jakoś dziwnie przekonana, że po jego wyprowadzce, życzliwi ci doniosą, że jest kochanka na boku....
                            chciałabym się mylić!!!
                            mimo wszystko postaraj się zachowywać tak, jak Ci poradziłam.
                            • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 19:52
                              Bardzo Ci dziękuje za to ze tu jestes. To forum dla mnie to duza pomoc psychiczna. Wiem ze tutaj nic już nie da się zrobic. Wszystko go drażni. Ewidentnie szuka pretekstu. Bardzo już bym chciała żeby się wyprowadził, jestem już tak bardzo zmęczona. Chciałabym już zacząć układać sobie wszystko w głowie i życiu. Nigdy nie interesował się rodzina, nigdy nie miał czasu dla nas, ale winy szuka we mnie. Nawet po tych wyskokach zganiał wszystko na mnie. Całe złotego świata to ja. Nie wiem jak długo dam radę, nie wiem czy jestem w stanie jeszcze rozmawiac z nim bez zalu. Jest mi cholernie smutno i czuje się głęboko rozczarowana.
                              • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 13.04.21, 20:30
                                to jak on się zachowuje jest typowe dla osoby, która nie jest szczera, prowadzi podwójne życie i dąży do odejścia od rodziny.
                                przerzucanie winy na Ciebie, to jest usprawiedliwianie jego podłości....tak działa pokrętne myślenie ludzi nieuczciwych.
                                nic nie usprawiedliwia tego, czego się dopuszcza....
                                postaraj się na spokojnie w rozmowach z nim wyrzucać swój ból i żal.
                                niech Twój rozsądek będzie dla niego widoczny, niech widzi kogo traci....jesteś wartościową, mądrą i odważną kobietą.
                                wiem, ze sobie poradzisz.
                                radziłabym Ci poczekać na rozwój wydarzeń, może coś do niego dotrze, zrozumie...
                                a jeśli nie, będziesz miała jasną sytuację i spokojne sumienie, że zrobiłaś wszystko na co Cię było stać.
                                • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 08:57
                                  Oczywiście czekam na rozwój wydarzeń jednak szansy żadnej nie widzę. Tak naprawdę nic innego mi nie pozostaje jak czekać. Odkąd pamietam zawsze zrzucał winę na mnie, nawet jak coś odwalił, przepraszał ale do przepraszam zawsze dokładał ale ty.....Nigdy nie angażowałam go do dzieci bo pozwoliłam mu żeby się rozwijał, ale kiedy ten samorozwój doprowadził go do kariery bardzo się zmienił. Zdobył stanowisko a zatracił wartości. Robił rzeczy o które nigdy przedtem go nie podejrzewałam. Dawniej ufałam mu bezgranicznie, ale to zaufanie już tyle razy zostało zachwiane ze nie wiem czy jeszcze dam radę je odzyskać. Czasem sobie myśle ze szkoda, ze mogło być zupełnie inaczej, ale jednocześnie czuje ulgę ze podjął decyzje o wyprowadzce. Jestem już tak bardzo zmęczona ze nie mam siły płakać. Przeszłam naprawdę dużo, chyba tak dużo ze ta sytuacja nie wydaje się być aż tak bardzo straszna. Może przez to wszystko łatwiej mi się pogodzić z jego odejściem bo wraz z nim odejdzie ten żal, poczucie niskiej wartości i beznadziejności. Może wraz z nim odejdzie ta ciągła niepewność, a nadejdzie stabilne, normalne życie choć pewnie trudniejsze bo skromniejsze. Tylko że spokój psychiczny jest bezcenny.
                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 10:40
                                    rozczarowana..jesteś teraz tą sytuacją zmęczona.
                                    z perspektywy czasu, zaczniesz inaczej na to wszystko patrzeć...
                                    żal nie odejdzie wraz z odejściem męża....
                                    może on także doceni co stracił....może, ale jak jest inna, nie spodziewaj się pomyślnego zakończenia kryzysu.
                                    błąd, jaki kobiety popełniają najczęściej to taki, że nie angażują mężów w życie rodzinne, w opiekę nad dziećmi i pozwalają na zbyt wiele swobody.....a misiowi korona nie spadłaby z głowy, jakby po pracy wypoczywał razem z rodziną.
                                    wysil się jeszcze na konstruktywne rozmowy, powiedz mu to, co jeszcze chciałabyś, żeby wiedział, dopóki masz takie możliwości.
                                    swego czasu popełniłam taki sam błąd jak Ty, dając wiele swobody....w rezultacie wiódł beztroskie życie ze swoimi znajomymi, ja matka polka w domu...
                                    teraz jestem egoistką, nie ukrywam tego, jestem zadbaną babcią, chcę wreszcie odzyskać choć część zmarnowanej młodości.
                                    mąż pomaga we wszystkim.... doceniam ,wspieram, ale także wymagam, i swoimi sposobami zdobyłam duży wpływ na swego mężczyznę, nie wykorzystuję jednak tego, najważniejsze ,że odzyskałam nas, a obcy nie sycą się moim "chlebem"
                                    wyszłam z beznadziejności, niskiego poczucia własnej wartości, choć w pracy byłam cenionym fachowcem, to w domu smutna, zrozpaczona kobieta.
                                    na razie nie masz siły, ale to minie, wtedy zobaczysz co zrobisz...
                                    zobaczysz, co on zrobi i stosownie do tego będziesz działać smile
                                    • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 13:10
                                      Lzyoporanku, jestem pod wrażeniem Twojej mądrości życiowej ... Pewnie nie w każdym przypadku się uda, a nawet więcej, nie zawsze warto, ale myślę, że trzeba spróbować naprawić, uzdrowić.
                                      Zwróciłam uwagę, że tu na forum, podobnie jak w realnym życiu, gdy pojawiają się problemy w związku, większość rad, to " kopnij go w d.pę, wystaw walizki, odejdź"...
                                      Ja też jestem z tych, które uważają że najpierw warto spróbować naprawić, szczerze rozmawiać, zawalczyć o miłość, jeśli jest, lub jeśli była.
                                      A dopiero gdy nie ma perspektyw, trzeba zawalczyć o siebie, swój spokój, zdrowie psychiczne.
                                      Z przyjemnością czytam, że Tobie się udało i że dzięki Twojej mądrości życiowej i wytrwałości, odbudowaliscie a nawet umocniliście Wasze małżeństwo. Wszystkiego dobrego!
                                      • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 14:17
                                        Lzyoporanku Twoje słowa dodają mi otuchy niewątpliwie i nawet kiedy emocje we mnie buzują przypominam sobie Twoje słowa i je uspokajam. Staram się stosować się do Twoich rad chociaż nie widzę już szans na odbudowanie tej relacji. Naprawdę przeżyłam bardzo dużo, bardzo dużo wybaczyłam, ale mimo to ciagle czuje ze robię za mało, zbyt mało, żeby zostać docenioną. Oczywiście on nowi ze się starał całe życie, bo ciężko pracował żeby nam niczego nie brakowało, ale rodzina to nie comiesięczny przelew na konto. To coś więcej, on mimo wielu rozmów nigdy tego nie zrozumiał. Czasami udawał ze rozumie, wtedy było dobrze kilka dni. Pytanie zasadnicze, czy warto walczyć o coś, co już gaśnie? Czy warto ciągnąć coś, co powodowało tyle leku i strachu (nie raz uciekałam z domu). Owszem, przestał pic, ale strach pozostał. Podświadomości nie oszukasz. Ona cały czas daje o sobie znać. Czy jest sens budować co z kimś od nowa, kiedy zaufania brak? Czy można w ogóle zaufać komuś kto tak wiele razy tańczył na granicy? Ile może znieść jeden człowiek? W tych najtrudniejszych chwilach byłam manipulowana, kiedy przegiął wzbudzał poczucie winy, litość - wymyślał choroby, wieszał się. Udawał, ze to robi. A słowa, które zostały wypowiedziane, aż wstyd zacytować- czy je da się wymazać? Można tak po prostu zapomnieć? Próbowałam, naprawdę próbowałam. Starałam się. Pytam sama siebie czy teraz, kiedy decyzja jest już właściwie podjęta warto walczyć ryzykując poczucie stabilizacji psychicznej czy lepiej pozwolić odejść i żyć bez stresu i w spokoju? Co jest lepsze dla nas? Ci jest lepsze dla dzieci?
                                        • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 15:40
                                          rozczarowana, nikt nie podejmie za Ciebie decyzji.
                                          jak ci się w miarę dobrze ułoży po rozstaniu z mężem, na pewno nie będziesz żałować, tyle, że takiej pewności nie masz.
                                          musisz liczyć się z życiem w pojedynkę, masz dzieci, z dziećmi związane kłopoty...trudno będzie samotnej matce.
                                          dzieci na pewno będą tęsknić za ojcem, czy on się wywiąże z roli ojca, gdy nie robi tego teraz? a przecież będzie budował swoje nowe życie!!!
                                          w rozbitej rodzinie najbardziej są poranione dzieci. Ty oczekujesz teraz najbardziej spokoju, dzieci taty, jego uwagi, najlepiej Was obojga.
                                          widziałam, co przeżywały moje dzieci....
                                          Twój mąż wygląda na osobę niedojrzałą, mój też taki na początku był, pochodził z rodziny dysfunkcyjnej.
                                          żal mi było rezygnować z niego, bo w głębi, to dobry człowiek i tak jak Twój - był ogromnie pogubiony.
                                          zastanawiałam się, czy znajdę kogoś lepszego? kogoś, kto pokocha mnie i będzie przynajmniej lubił moje dzieci?
                                          zresztą..kochałam go, podobał mi się, zdecydowałam, że nie poddam się tak łatwo.
                                          dziś, nie daje mi powodów do obaw. czy mu ufam? po tak burzliwym życiu, zaufanie odeszło raz na zawsze.
                                          ufam, ale z tyłu głowy zawsze gdzieś kołacze się myśl, jak kiedyś było....
                                          czy daje się z tym żyć? tak, bo zauważyłam, że mąż również boi się stracić to co ma, co wspólnie wypracowaliśmy.
                                          dziś jest lepszym dziadkiem dla wnucząt, niż ojcem dla swoich dzieci.....po prostu dojrzał, a ja w tym mu pomogłam.
                                          już od wielu lat żyje nam się dobrze, nadrabiamy dziś stracony czas...szkoda, że nasze dzieci nie mają z dzieciństwa takich dobrych wspomnień, tyle dobrych rzeczy nas ominęło....widzę również swoje błędy.
                                          nie żałuję tej walki, wybaczyłam, nie widzę męża z inną bo jest ze mną, korzystam w pełni z mego "chleba".
                                          rozczarowana....co Ty postanowisz, nie wiem.
                                          teraz jesteś zmęczona, ale kiedy opadną emocje.....nie będziesz żałować, że nie próbowałaś?
                                          ja w głębi serca, zawsze wiedziałam czego chcę, do tego dążyłam, nikomu nie pozwoliłam wybić sobie z głowy moich pomysłów...wszak to było, to jest moje życie.
                                          • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 19:21
                                            Wiem, ze dzieci ucierpią, ale będą tez cierpiały w domu, w którym jest ciągły konflikt. Taki obraz rodziny wyniosą z domu. Nie da się ratować czegoś za wszelka cenę zwłaszcza jak jest się w tym małzeństwie tak skrajnie nieszczęśliwym. Nigdy nie chciałam, żeby moje malzenstwo tak się skończyło. Ratowałem je wielokrotnie kosztem honoru, poniżenia i wszystkiego. Każdy mówił ze jestem głupia bo dawno powinnam kopnąć go w zad, ale ja trwałam przy nim. Teraz żałuje, ze nie odeszłam wcześniej. Bardzo żałuje bo dziś miałabym już poukładane życie. Jestem słaba, mam obniżona samoocenę, czuje się źle.Nie mam odrobiny czasu dla siebie. Bywało incydenty kiedy tak znęcał się psychicznie ze miałam ochotę się zabić, ale cały czas myślałam o dzieciach. Nie chciałam żyć bo czułam się tak skrajnie sponiewierana. Później przeprosiny, miłe gesty, a za chwile powtórka. Nie mówię ze jest całkiem zły bo widzę w nim tez dużo dobrego. Dwie twarze. Nie da się żyć z kimś takim bo nigdy nie wiem która twarzą na mnie spojrzy. Potrzebuje spokoju, potrzebuje odrobiny radości, potrzebuje zadbać o siebie. Wiem ze nie będzie mi łatwo. Wiem ze czeka mnie wiele trudności, ale jestem niemal pewna se to jedyne dobre rozwiązanie. Jedyne słuszne.
                                            • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 19:59
                                              rozczarowana....dużo z tego co opisujesz, te uczucia, są mi znane. łącznie z myśleniem o odebraniu sobie życia. dziś, kiedy o tym myślę, myślę jaka byłam głupia...należało dużo wcześniej uderzyć "pięścią w stół", ale do wszystkiego trzeba było widocznie dojrzeć.
                                              nasza dyskusja na forum, przyniosła tyle dobrego, że pomogła Ci podjąć decyzję smile
                                              nie każde małżeństwo da się uratować, czasami wszystko zabrnie tak daleko, że nie da się wskrzesić uczuć, szacunku.
                                              gdy ja rozpoczynałam walkę, nie wiedziałam czy zakończy się sukcesem, nic na początku nie wskazywało na jakiekolwiek powodzenie....
                                              ktoś z boku mógłby powiedzieć, że reanimuję trupa mego małżeństwa, dlatego ważne jest, by słuchać samego siebie.
                                              dziś oboje z mężem wiemy, że nie może być powtórki z rozrywki, bo kolejnej szansy nie będzie, wydaje mi się, że dużo więcej widzimy i cenimy, to co mamy.
                                              w międzyczasie dużo się wydarzyło, co jeszcze bardziej utwierdziło mnie, że było warto.
                                              życie nauczyło mnie pokory, ale także dodało mi pewności siebie, odwagi i odporności na manipulację.
                                              nie ma u mnie desperacji, nie ma nic za wszelką cenę, często wiele spraw odpuszczam, ale chciałam uratować nas, nawet nie ze względu na dzieci, ale dlatego, że kochałam, że było mi go żal.....nas było żal, bo przecież obiecałam na dobre i na złe.
                                              pozdrawiam Cię rito smile a Ty rozczarowana trzymaj się, dasz radę.
                                              • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 21:15
                                                lzyoporanku Twoja mądrość podparta doświadczeniem życiowym jest naprawdę imponująca. Bardzo bym chciała żeby moje malzenstwo doszło do takiego etapu jak Twoje, chciałabym uderzyć pięścią w stół, ale niestety wiem jak to się skończy. Do tego trzeba chęci dwojga ludzi. Mój mąż musiałby zrozumieć swój błąd, musiałby przewartościować swoje życie, musiałby stać się członkiem tej rodziny a nie tylko stać z boku. On tego nie chce. Myśle, ze jemu tak jest po prostu wygodnie. Chce być sam, chce mieć luz, odzyskać wolność, on chce swobody. Nic nie będzie musiał. Teraz przy rozstaniu jest kochającym tatusiem, tylko ten słomiany zapał szybko minie. Daje mu nieograniczone kontakty z dziecmi, bo żaden sąd nie będzie decydował kiedy tata może widzieć się z dziećmi, ale mimo to zapowiedział ze jak weekendy to tylko raz w miesiącu bo on nie ma czasu. Mimo tego, ze daje mu pełna swobodę w kontaktach z dziećmi bo uważam ze ma do tego pełne prawo, to on z pewnością i tak nie będzie z tego korzystał z taka częstotliwością jakbym chciała. Coz...jego wybór. Obym się myliła. Dzieci potrzebują ojca tak samo jak potrzebują matki. Przychodzi wieczór i robi się trochę smutniej, ale dam radę. Dam radę.
                                                • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 21:48
                                                  bardzo mądre podejście, jeśli chodzi o kontakty ojca z dziećmi...
                                                  nie wyręczaj go w niczym, nie ustawiaj dzieci, nie tłumacz za niego, sam niech poniesie ciężar swoich decyzji.
                                                  czasami puszczenie wolno, to jedyne wyjście....
                                                  po raz pierwszy tak na poważnie rozstajecie się, może dotrze do niego, co naprawdę w życiu ważne.
                                                  jeżeli już jest kochanka, długo Twój mąż się nie ocknie....to, że kiedyś tak się stanie, to pewne, tylko, że dla ciebie może nie mieć już żadnego znaczenia, będziesz na całkiem innym etapie.
                                                  prawda jest taka, ze to on przegrał, nie Ty.....bo mądrość sobie zawsze poradzi, a głupota marnie skończy, to tylko kwestia czasu.
                                                  niejeden już odchodził w podskokach, potem chętnie by wrócił, ale nie zawsze jest to możliwe.
                                                  zobaczysz co przyniesie przyszłość, przyjdą różne trudności - będziesz je rozwiązywać. nie bój się.
                                                  zabezpiecz alimenty, może najpierw separacja...załatwcie to prawnie, żebyś się czuła bezpiecznie i nie martwiła się o pieniądze.
                                                  porada prawnicza wskazana, nie znam się na tym.
                                                  trzymaj się kochana smile...czuję się zaszczycona, że mogłam wymienić się poglądami, doświadczeniem z tak sympatyczną i mądrą kobietą smile
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 14.04.21, 22:30
                                                    lzyoporanku jestes niesamowita osoba. Twoje słowa dają mi mega siłę. Prawdopodobnie kochanki jeszcze nie ma ale prawda może być zupełnie inna. Jeśli chodzi o pieniądze to w tej kwestii jestesmy dogadani. On nie robi żadnego problemu, tym bardziej ze jestem na wychowawczym i oboje ustaliliśmy ze ze względu na pandemie wracam do pracy po wakacjach. Chodzi o dzieci. Przyznam ze żałuje ze wcześniej do pracy nie wróciłam, ale pandemia pokrzyżowała moje plany. Podjęliśmy decyzje o tym bo mówił ze nas na to stać i nie ma sensu puszczać dziecka do przedszkola. Poza tym zdalne nauczanie starszego dziecka itd Zostawia nam wszystko tj. Mieszkanie i samochód. Będzie wysyłał alimenty i dopóki nie wrócę do pracy opłacał mieszkanie. To ze mam zostać w domu to była nasza wspólna decyzja. Co do rozwodu mówi ze narazie nie potrzebuje rozwodu bo nie zamierza się z nikim wiązać ale jeśli ja potrzebuje to mi wszystko podpisze. Ustaliliśmy tez ze bez względu na wszystko rozwodzimy się bez orzekania o winie i w miarę dobrych stosunkach. Ze we wszystkim się dogadamy. Teraz jest w trakcie szukania sobie nowego lokum. Bardzo już chciałabym wrócić do pracy bo ciąży mi ta sytuacja ale jest ktoś na moje miejsce i muszę czekać do września. Na urlop wychowawczy szlam nie przypuszczając nawet ze może dojść do takiej sytuacji. Złe się z tym czuje. Jednak odchodzi mi problem walki i prania brudów w sądzie w razie czego. Gdybym chciała mogłabym udowodnić jego winę, bo dowody mam i to dość mocne jednak nie widze sensu. Wole zachować poprawne relacje chociażby ze względu na dzieci. Chce żeby widziały ze można żyć osobno ale zgadzać się. Takie pranie brudów sprawiłoby ze znienawidzilibyśmy się a tego nie chce. Mimo wszystko liczę na dobre relacje. Tyle dobrze ze w kwestiach tak przyziemnych jak pieniądze, mieszkanie i opieka nad dziećmi potrafimy się dogadać i nie utrudniamy sobie. Oby tak zostało. Myśle ze poczekam jakiś czas od jego wyprowadzki, jeśli tak będzie dobrze, a jemu nadal rozwód nie będzie potrzebny to mimo wszystko wystąpię o separacje.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 08:03
                                                    bardzo mądre podejście....
                                                    to, że jemu teraz nie jest potrzebny rozwód, szybko może się zmienić!!!
                                                    dlatego ważne jest nie ustne ustalenie, co do alimentów czy mieszkania i innych spraw, tylko zabezpieczone prawnie.
                                                    pamiętaj, że sytuacja może ulec zmianie...
                                                    ja zdecydowanie byłabym za separacją.
                                                    wiesz, a ja jednak sadzę, że ma kogoś, bo nikt tak jak on "ochoczo", wręcz w podskokach nie wyprowadza się z domu!!!!
                                                    na razie idzie Ci na takie ustępstwa "bierz co chcesz", bo nie wie, czy mu nowy związek, na razie dobrze ukrywany, wypali.
                                                    dla mnie taka postawa jest mocno podejrzana, niezły manipulant.
                                                    bądź czujna.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 09:09
                                                    Możliwie. Ma tez dwóch kolegow, przyjaciół którzy tak dobrze mu doradzają bo im życie nie wyszło. Jeden z nich nawet nie ma kontaktują dzieckiem chociaż dziecko już prawie dorosłe. Wazne ze maja kasę. Od 2 miesięcy szuka kawalerki dla siebie. Mimo wszystko myśle ze nikogo nie ma chociaż facet z jego temperamentem długo sam nie wytrzyma. Tak naprawdę to jego wybór. Jak już się wyprowadzi i minie trochę czasu to dam mu wybór albo separacja albo rozwód. Obawiam się tylko tego ze jak zatęskni to znowu będzie manipulował albo ze jest chory albo ze złe się czuje albo ze coś...Dla mnie jego wyprowadzka będzie oznaczała koniec. Nie można tak ciagle pojawiać się i znikać. Ja tez mam swoje uczucia. Tez muszę kiedyś odpocząć. Nie wiem jak to wszystko się potoczy ale niech los i on zdecydują. Ja już dostosują się do każdej sytuacji. Już mi nie zależy jakoś specjalnie mocno. Chyba już się coś we mnie wypaliło.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 09:27
                                                    masz rację, nie można żyć w takim zawieszeniu, bo i tak w końcu odszedłby na stałe, z prostej przyczyny, on nie kocha
                                                    poza tym wie, że przyjmiesz go z otwartymi ramionami, jak dotąd.....pora to zmienić.
                                                    z tego, co o nim napisałaś, co udało mi się wychwycić między wierszami, że to klasyczny przykład zachowania faceta, który od dawna prowadzi podwójne życie....na razie tego nie widzisz, zmanipulowana i zmęczona jego "jazdami"...to również typowe zachowanie, no bo przecież z jakiegoś powodu wyprowadził się z domu, głupio by było wyprowadzać się bez przyczyny!!!
                                                    bądź na tyle mądra, że zabezpiecz finansowo siebie i dzieci, spodziewaj się zmiany sytuacji....
                                                    pora, żeby dojrzał, jak przyczyną nie jest zdrada. stawiaj granice, dawno powinnaś to zrobić, bo do reszty zmarnujesz swoje życie.
                                                    nie spisuj jednak wszystkiego dziś na straty, bo to oddzielne mieszkanie, może wiele zmienić w jego podejściu do rodziny.
                                                    dlatego wnosiłabym o separację.
                                                    sama musisz ułożyć sobie w głowie uczucia, dać sobie czas na konkretne kroki.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 09:40
                                                    Najbardziej wykańcza mnie ta huśtawka, dzisiaj myśle ze to najlepsze wyjście, ze już nie chce tak żyć, ze już nie chce z nim żyć, a jutro pojawiają się w głowie dobre wspomnienia i tęsknie. Nie potrafię już nawet odpowiedzieć sobie na pytanie czy go ciagle kocham. Wydaje mi się ze tak, ale boje się ze to forma jakiegoś uzależnienia, przyzwyczajenia...staram się za dużo nie rozmyślać. Staram się robić swoje i myśleć o tym co muszę zrobić. Mam 36 lat, dwoje dzieci, pisze prace magisterska, muszę wrócić do pracy. Przyziemne sprawy. Na nich zamierzam się skupić chociaż fakt, czasem jest naprawdę trudno. To zawieszenie mnie wykańcza, chciałabym żeby wyprowadził się już teraz. Chciałabym odpocząć od jego widoku, od tych dogryzań, od miny męczennika. Zapowiedział ze to jeszcze kwestia 2 miesięcy. Z drugiej strony ob wszystko utrzymuje, nie mam prawa naciskać na to żeby już opuścił mieszkanie. Tak wiec żyjemy sobie jak dwoje obcych ludzi w jednym domu. Dziecko czuje, pyta. A ja już nie wiem co mam temu dziecku powiedzieć.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 09:42
                                                    i jeszcze jedno, błąd, że to Ty będziesz dostosowywać się do każdej sytuacji, i że to on ma zadecydować co dalej z Wami.
                                                    między innymi twoja uległość pozwalała mu na tak wiele!!!
                                                    szanuj swoje uczucia i stawiaj granice, więcej tym osiągniesz. mąż również zacznie Cię szanować.
                                                    to, że z Tobą sypiał do końca, nie oznacza, że nie robił tego z inną.
                                                    a ta swoboda po co mu potrzebna?
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 10:21
                                                    Tak. Dużo racji w tym co piszesz. Ta swoboda? Po prostu tak jest wygodniej, łatwiej. On ma swój świat, swoje sprawy. Dzieci i ja jesteśmy pewnie utrudnieniem, bo zabieramy mu ta swobodę. No nic, trzeba w końcu iść do przodu. Przetrwać jakoś to wspólne mieszkanie w spokoju i czekać na ta stabilizację psychiczna. Muszę stanąć na nogi i żyć. I cieszyć się z tego życia bo nigdy nie umiałam się cieszyć. Od zawsze, praktycznie od urodzenia mam ciagle pod górkę, ale może dzięki temu dzisiaj jestem trochę silniejsza niż bym była bez tych doświadczeń.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 10:42
                                                    trochę naiwnie myślisz, co do tego, dlaczego on potrzebuje swobody.
                                                    no ale, kto jak nie żona, zna męża najlepiej?
                                                    bądź jednak czujna...
                                                    na pewno staniesz na nogi, na pewno sobie poradzisz....
                                                    proszę, nie bierz wszystkiego na swoje barki, angażuj także męża, szczególnie, jeśli chodzi o dzieci....może on odnajdzie się w roli taty i weźmie odpowiedzialność za ich los.
                                                    może to być wstępem do scalenia rodziny.
                                                    człowiek może się zmienić, nie byłabym ze swoim mężem, gdyby ten się nie zmienił.
                                                    teoretycznie wszystko może się jeszcze dobrze skończyć, dlatego działaj mądrze.
                                                    podejmuj takie decyzje, żeby się czuć szczęśliwa, na miarę możliwości...wtedy będziesz miała siły i motywację do życia, a masz dla kogo, są dzieci.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 10:54
                                                    Jesteś dla mnie bardzo dużym wsparciem. Twoje słowa działają jak balsam. Teraz muszę myśleć przede wszystko o sobie i o dzieciach. Żyć z dnia na dzień. Nie chce walczyć, bo moja walka to będzie bycie na jego zasadach, jak zawsze zreszta. On do moich się nie dostosuje. W głębi serca mam nadzieje, ze jak zamieszka sam to może coś do niego dotrze, z drugiej strony wtedy może być już za późno. Od kilku lat tańczy na granicy, a linia jest już naprawdę bardzo cienka. To kwestia bardzo krótkiego czasu aż wszystko we mnie zgaśnie, jeśli już nie zgasło. Chyba tego się boje najbardziej, ze już nic w nas nie ma. Czasem nawet jak pomyśle ze może ktoś się pojawić to nie czuje jakieś wielkiej zazdrości. Chyba już po prostu to w sobie oswajam. Jeszcze miesiąc temu dostawałabym szału na sama myśl ze może ktoś być. Targają mną różne, bardzo sprzeczne emocje.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 12:00
                                                    rozczarowana, osobiście nie wierzę, że po wyprowadzce, osobnym zamieszkaniu, da się posklejać życie rodzinne.
                                                    uważam, że taka szansa może( znowu teoretycznie) być wtedy, jak zaczniesz stawiać granice, być dla niego mniej dostępną.
                                                    dzieci tak, Ty - nie.
                                                    masz pracę, wyjdziesz do ludzi, zadbaj o siebie, stwórz siebie taką, jaką zawsze chciałabyś być smile
                                                    wiesz, że ja tak właśnie zaczynałam walkę o swoje małżeństwo?....zmieniłam fryzurę, kolor włosów, ubrania, zaczęłam stosować na co dzień delikatny makijaż....podobałam się sobie, to dodawało mi sił i pewności smile
                                                    nie zrezygnowałam z tego po dziś dzień!!!
                                                    sukienki w kolanko, koszulki nocne na ramiączkach zakrywające tylko pośladki....taki powrót do młodości, której nie wykorzystałam.
                                                    oczywiście wszystko w dobrym guście, co przystoi kobiecie po sześćdziesiątce smile
                                                    wciąż mam marzenia, w myślach czuję się młodo.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 22:08
                                                    bardzo dobrze zrobiłaś, że próbowałaś z nim rozmawiać.
                                                    Twój mąż dobrze wie, ze zachowuje się nie w porządku, stąd taka agresja.
                                                    być może idzie coś nie po jego myśli...
                                                    na tym etapie, w jakim się znajdujecie, niewiele możesz zrobić, ale dopóki się nie wyprowadzi, możesz próbować powiedzieć mu to, co chcesz, żeby wiedział.
                                                    pisałam Ci, że im bliżej jego wyprowadzki, tym więcej szukania pretekstów, że "on musi się wyprowadzić".... musi czymś zagłuszyć sumienie! tak to działa.
                                                    ten, kto krzywdzi, sam w swoich oczach staje się ofiarą!
                                                    zachowaj spokój, choć będzie to bardzo trudne.
                                                    nie poddawaj się w tym sensie, że nie daj się sprowokować, nie przykładaj ręki do jego wyprowadzki, niech to będzie jego decyzja i nie bój się jego "słownych kopniaków", przecież wiele razy tak się zachowywał
                                                    poczekaj na rozwój wydarzeń....
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 22:45
                                                    jeżeli każda próba rozmowy ma się kończyć wielką kłótnią, czy awanturą....odpuść, zejdź mu z drogi.
                                                    staraj się także wybierać stosowne pory na rozmowy, tak, żeby jak najmniej uczestniczyły w nich dzieci....
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 15.04.21, 22:48
                                                    Tak właśnie robię. Jestem spokojna, opanowana, życzliwa, wyciągam dłoń. Nawet powiedziałam mu, ze nadal go kocham i zawsze kochałam. Ze czułam się sama i samotna ... właściwie wszystko to, co chciałam mu powiedzieć. Zaczął od ataku, później ironizował, wyśmiewał, gardził. Powiedział nawet, ze po rozwodzie nie chce mieć ze mną żadnych kontaktów. Nie rozumiem za co on aż tak mnie nienawidzi. Nigdy go nie zdradzilam, nie szlajalam się, nie piłam, pozwalam mu sie rozwijać kosztem rodziny, trwalam przy nim. On zarzuca mi wszystko to, co tak naprawdę robi sam: egoizm, zakłamanie, brak szacunku. Ta rozmowa przekonała mnie ze tutaj nic już zrobić nie można, ale jednocześnie cieszę się ze powiedziałam to co chciałam i ze jestem spokojna. Dzięki Tobie lzyoporanku. On odejdzie, ale będzie miał świadomość ze nie ja przyczyniłam się do tego, jak odejdzie to niech chociaż z poczuciem winy. Ja zrobiłam i robię co mogę i przynajmniej nie zarzucę sobie ze nie zrobiłam nic. Karma wraca zawsze i przyjdzie taki dzien, ze zostanie sam i zrozumie co stracił. Nie zycze mu złe, nigdy, przenigdy, ale wiem ze tak predzej czy później się stanie. Kiedy odejdą jego pseudoprzyjaciele, kiedy kariera dobiegnie końca, kiedy odzyska wartości. Nawet jego rodzina odwróciła się już od niego. Jego rodzeństwo nie chce go znać. Maja do niego żal, ze tak się zmienił, ze zaniedbał rodzine, ze nie widzi niczego poza czubkiem własnego nosa.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 16.04.21, 07:09
                                                    dzielna i mądra z Ciebie kobieta.
                                                    kiedy postępujesz właśnie tak, sama czujesz, że zachowujesz godność i szacunek.
                                                    w dalszym ciągu twierdzę, że on nie odchodzi do samotnego życia w pustej kawalerce, czy szlajania się tylko z kumplami. on ma upatrzoną gałąź/kochankę, to stąd u niego taka determinacja.
                                                    łzy rodziny nic tu nie pomogą, taki człowiek jest ślepy i działa w amoku.
                                                    proszę, bądź czujna, jeśli chodzi o alimenty i wszystko inne, zabezpiecz się prawnie, dopóki jest w tej sprawie ugodowy, bo wszystko może się zmienić.
                                                    nie stawiaj mu ultimatum, że jak się wyprowadzi, to wszystko między Wami skończone, zostaw "otwartą furtkę" do ewentualnego powrotu.
                                                    bo powroty zdarzają się.
                                                    zachowaj spokój, chodzi również o dzieci, żeby nie przezywały większej traumy.
                                                    pomyśl o sobie, rób sobie jakieś plany, w myślach ustawiaj sobie "nowe" życie, na razie bez męża, potem, kto wie? jak się sprawy potoczą....
                                                    sama po tym co przeszłaś, potrzebujesz dystansu, nawet do siebie i swoich uczuć.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 16.04.21, 09:46
                                                    Staram się jakoś poukładać każdy dzień, staram się tez funkcjonować z myślą, ze już go „nie ma”. Wczoraj zarzucił mi ze nie płacze w poduszkę, ze nie ubolewam i żyje jakby nic się nie stało, a on biedny cierpi. Jak bawię się z dziscmi, tańczę z nimi to mówi: ooo widze ze jestes szczęśliwa. Ze szybko poukładam sobie życie, ze pewnie jeszcze wyjdę za mąz ze jeszcze chwile mam wytrzymać bo za chwile już go nie będzie itd. Wiesz, tak naprawdę chciałabym już żeby się wyprowadził, wczoraj dotarło do mnie ile w nim jest podłości. Zaczynaja otwierać mi się oczy. Byłam ślepa. Kłamie na każdym kroku, już kilka razy złapałam go na kłamstwie ale przemilczałam bo nie ma sensu się szarpać. Zaczyna do mnie docierać ze ten związek nie ma już zupełnie sensu bo ja nie jestem w stanie zaufac mu już w żadnej kwestii. To smutne, bo kiedyś bylismy naprawdę szczęśliwi.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 16.04.21, 10:36
                                                    zrozpaczona, zrozum, że z jego strony to tylko gra....
                                                    obojętnie jakbyś się nie zachowywała, i tak robiłby Ci wymówki, to zwykła manipulacja, bo w środku zaciera ręce, realizując swój plan.
                                                    na razie trzyma wszystko w ukryciu, zdaje sobie sprawę, ze rodzina napiętnowałaby go za romans w trakcie małżeństwa, gdy mieszka pod jednym dachem z żoną i dziećmi.
                                                    ale za jakiś czas, wszystko wyjdzie....
                                                    przestał kochać i szanować, nie musiał się za specjalnie wysilać, bo ciągle wybaczałaś i cierpliwie czekałaś....
                                                    nie obwiniaj się za to, jesteś dobrym i odpowiedzialnym człowiekiem.
                                                    on okazał się egoistą.
                                                    wiesz ile małżeństw, zaczynało całkiem dobrze, i na początku byli naprawdę szczęśliwi, tylko zapomnieli, że o wzajemną miłość, o partnera, trzeba dbać.
                                                    nierównomiernie rozłożony podział obowiązków w rodzinie, kończy się prawie zawsze katastrofą, Ty, biorąc na swoje barki znacznie więcej, pomogłaś zbudować jego egoizm.
                                                    powtarzam, nic nie usprawiedliwia jego podłości.
                                                    postaraj się odbudować siebie i wewnętrznie, i zewnętrznie, to ważne, by polubić samą siebie.
                                                    poczekaj....uporządkuj, a potem mądrze działaj....na swoją korzyść, na korzyść dzieci.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 16.04.21, 11:05
                                                    dorzucę jeszcze, że podoba mi się Twoja postawa, mimo, że sytuacja napięta, potrafisz bawić się z dziećmi, nawet tańczyć smile
                                                    to tak, jakbyś bez słów pokazała mu "...popatrz, co tracisz. masz takie fajne dzieci, możesz cieszyć się z bycia tatą, możesz cieszyć się rodziną".
                                                    wytrzymaj ten trudny czas, jeszcze będzie dobrze, z nim czy bez niego.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 23.04.21, 22:17
                                                    Hej, ogonie jest względny spokój. On szuka mieszkania a ja akceptuje jego decyzje. Dzisiaj powiedział mi ze podobam mu się jako kobieta i ze ciągnie go do mnie ale dla nas lepiej będzie jeśli jak najszybciej się wyprowadzi, ze zawsze mogę na niego liczyć i jak będzie mógł to mi pomoże. Mam wrazenie ze podjął decyzje i nie chce się wycofać bo to byłoby przyznanie się do błędu. Najwazniejsze dla mnie jest to ze nie ma kłótni i awantur, ze nastał szacunek i cisza. Spędzam dużo czasu z dziscmi, skupiam się na tym co tu i teraz i na tym co mam do zrobienia dzisiaj. Nie jest mi łatwo ale nie jest tez mega ciężko. Czuje się silna. Dam radę bez względu na wszystko bo mam dwoje wspaniałych dzieci które choc potrafią dać w kość dają tez ogrom radości. Będzie dobrze. Jeszcze zaświeci słońce.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 24.04.21, 13:19
                                                    podjął decyzję, to widać. ma swój cel. jaki? nie wiadomo, ale najprawdopodobniej chce ułożyć sobie życie na nowo.
                                                    jest ktoś, kim się zauroczył bądź jest już znacznie dłużej w tej relacji.
                                                    mąż nie odchodzi donikąd, nie odchodzi, by wieść samotne życie w wynajętej kawalerce!!!!
                                                    bronisz go jeszcze stwierdzeniem, że "....nie chce się wycofać, bo to byłoby przyznanie się do błędu..."
                                                    a ile to trzeba wyciągnąć rękę do zgody jakby mu zależało? mógłby także powiedzieć, że zostaje ze względu na dzieci......gdyby mu zależało.
                                                    dopóki jest taki "hojny" zabezpiecz dzieci i siebie finansowo, bo zobaczysz jak szybko zmieni zdanie w kwestii pieniędzy i pomagania.
                                                    nowa niunia będzie miała wymagania a on nie zechce, żeby posypał się jego nowy związek.
                                                    naiwnie myślisz, bo jak widać, niezły manipulant z Twego męża.
                                                    ale szybko się nauczysz odróżniać prawdę od fałszu.....dasz radę, nie masz wyjścia.
                                                    może kiedyś doceni to, co stracił, może....ale nie licz, że będzie to szybko.
                                                    bo już teraz powinien się puknąć w łeb, porzucając rodzinę i jeszcze twierdząc, że to dla Waszego dobra.
                                                    trzymaj się....niech idzie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 24.04.21, 13:32
                                                    dodam jeszcze, że nie widzę tego dobrze....
                                                    sorry rozczarowana, ale rozczarujesz się jeszcze bardziej co do jego postępowania.
                                                    nie zatrzymasz na siłę, nie da się kochać za dwoje.....bo to już robiłaś, podając mu siebie na tacy, a no wziął i stwierdził, że zawsze będziesz czekać, jak wierny pies.
                                                    jeżeli będziesz stawiać granice, zacznie Cię szanować!!! przynajmniej tyle.
                                                    pamiętaj, że to co niedostępne, to nęci i kręci.....
                                                    zacznij cenić siebie, polub siebie, boś wartościowa kobieta.....podkreślam, dasz radę, tylko zacznij samodzielnie myśleć.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 24.04.21, 18:13
                                                    rozczarowana....jeszcze na odchodne próbuje połechtać Twoje ego twierdząc, że podobasz mu się i ciągnie go do Ciebie.
                                                    a skoro tak, dlaczego porzuca?....jesteś przecież normalną, nietoksyczną kobietą, dobrą żoną i matką.
                                                    nie widzisz, że to manipulacja, a nawet zawoalowana kpina?
                                                    kto porzuca żonę, której pragnie? jaki mąż zostawia kobietę/żonę, która rozpala w nim żądzę?
                                                    są dzieci, które jego potrzebują. czy Ty myślisz, że on nie zdaje sobie z tego sprawy? przecież głupcem nie jest....kiedyś był inny, miał wartości, jak sama pisałaś.
                                                    rozczarowana, polubiłam Cię i naprawdę życzę Ci samych mądrych decyzji.
                                                    jak wybrał, tak będzie miał i nie powstrzymasz go w tym amoku....dobrze, że zachowujesz spokój i opanowanie, bo szkoda zdrowia i szkoda dzieci, dlaczego miałyby dodatkowo cierpieć....
                                                    trzymaj się smile
                                                    czy kiedyś zaświeci to słońce? tego nie wiem, ale na pewno jeszcze będziesz cieszyć się życiem, dziećmi i zwyczajnymi drobiazgami.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 25.04.21, 21:34
                                                    Tak. Dziękuje za wsparcie które jest naprawdę w tym momencie bezcenne. Mam wrażenie, ze zaczyna zmieniać zdanie. Dzisiaj powiedział ze nie jest pewny czy dobrze robi i ze nigdy nie przestał mnie kochać. Ale jednocześnie szuka tego mieszkania. Już sama niewiele wiem. Po prostu daje czasowi czas. Niech życie płynie swoim torem. Co ma być to będzie ale jeśli już się wyprowadzi to powrotów nie będzie. Nie jestem z kamienia i nie można wciąż pojawiać się i znikać. Doszedł mi kolejny kłopot niestety. Wyczułam dzisiaj guza u siebie. Na kości ogonowej. Troszkę mnie to zaniepokoiło. Mam wrazenie ze tych guzków jest kilka. Ciagle coś sie dzieje. Chciałabym już zwyczajnie odpocząć, chciałabym już się nie stresować. A tu ciagle coś wyskakuje. Jak nie jedno to drugie. I tak w kolko.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 25.04.21, 22:11
                                                    rozczarowana, chciałabym wierzyć, że się mylę w ocenie Twego męża.
                                                    naprawdę, dziwne to jego zachowanie, on nie jest wobec Ciebie w porządku.
                                                    mądrze robisz, że zostawiasz go samego z jego decyzjami, nie przykładaj ręki do tej wyprowadzki, nie daj się sprowokować....w tym na razie tkwi Twoja siła i godność.
                                                    jeszcze raz proszę, stawiaj mu granice, pokaż, że do "starego" życia nie ma powrotu, inaczej nie uda Wam się.
                                                    nie martw się na zapas tymi guzkami, zrób badania, idź do lekarza - zdrowie na pierwszym miejscu, masz dzieci.
                                                    tak się złożyło, że wiele zwaliło się na głowę, ale każdego dnia postanów, że coś dobrego dla siebie zrobisz, bo musisz być silna z wielu powodów.
                                                    zachowaj spokój, chociaż to trudne...poczekaj.
                                                    niech on się wstydzi tego co robi swojej rodzinie, dopóki jego sumienie nie zostało przytępione do reszty.....niech sam się pakuje, sam odchodzi, jeżeli tak postanowił.
                                                    proszę, bądź czujna....jesteś w dużej mierze przez niego zmanipulowana, niestety, tak to z boku wygląda.
                                                    nie jest łatwo wyciągać właściwe wnioski i podejmować mądre decyzje, jak się żyje przez wiele lat w takim matrixie.
                                                    ja również tak żyłam, ale doszłam do ściany i zrozumiałam, że już tak nie chcę, że muszę coś zmienić.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 26.04.21, 06:55
                                                    Najgorsze dla mnie jest to, ze cały czas go kocham. Jestem nieszczęśliwa i z jednej strony chciałabym żeby sobie poszedł, z drugiej cholernie tęsknie za kimś kim był kiedyś. Wczoraj miałam
                                                    kryzys, przepłakałam caly wieczór. Dzisiaj trochę lepiej. Jestem totalnie rozchwiana emocjonalnie, ale cały czas zachowuje pełen spokój. Nie chce dać mu żadnego powodu. W takich momentach żałuje ze nie mam obok swojej mamy, która by mnie wsparła. Niestety nigdy jej nie miałam. Ona tez poszła zła droga. Nigdy nie chciałam być taka jak ona (nie jestem) chciałam mieć kochająca szczęśliwa rodzine której nie mialam. Myśle czasem ze jestem do niczego bo nie umiem dzieciom zapewnić pełnej rodziny. Kocham moje dzieci nad życie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 26.04.21, 07:58
                                                    ponieważ tak bardzo chciałaś mieć szczęśliwą rodzinę, popełniłaś ten sam błąd co ja na początku....oddałam się bez reszty mężowi, wybaczałam, sama pilnowałam, żeby to się jakoś trzymało....rozpaczałam, tęskniłam...byłam sama prawie ze wszystkim.
                                                    moje łzy nie robiły na mężu żadnego wrażenia, dzień, dwa było dobrze a potem wracał do koleżków i hulaszczego trybu życia.
                                                    naprawdę głupotą było znosić takie traktowanie, szkoda młodości, pięknych lat, szkoda dzieci.
                                                    weź się w garść, nie pomożesz Waszemu małżeństwu jak wciąż będziesz żyć pod jego dyktando, a nawet myśleć jak on chce, żebyś myślała....na razie tak robisz!!!!
                                                    stawiaj twarde granice, stawiaj warunki....a jednocześnie dbaj o siebie, wzmocnij się, zmień coś w wyglądzie, zrób coś, co doda Ci siły do dalszej waki.
                                                    nie poddawaj się, nie możesz....bo przegrasz!!!!
                                                    i bądź czujna.....
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 26.04.21, 08:11
                                                    i pamiętaj, że my kobiety jesteśmy przebiegłe, przewrotne i również niezłe manipulatorki....jak chcemy takie być!!!
                                                    bądź taka dla dobra swojej rodziny!!!! użyj swojej mocy!!!! przemyśl strategię działania i tego się trzymaj....
                                                    przygotowuj się starannie do rozmów z mężem, co chcesz nimi osiągnąć....
                                                    pamiętaj, że mądrym postępowaniem można złamać kark najgorszemu wrogowi....
                                                    to dotrzyj swoim sposobem do własnego męża, w końcu najlepiej go znasz.
                                                    powodzenia, nie poddawaj się.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 09:12
                                                    Wczorajsza rozmowa pokazała mi ze to bez sensu. On kupuje mieszkanie bo chce mieć alternatywę, ale ratować malzenstwo możemy. Tyle tylko ze to ratowanie miałoby wyjść ode mnie. Ja mam się starać, bo on już nie wierzy ze nam się uda. Żałosne. Mam dość. Czasami mam ochote wybuchnąć, wywalić go, walnąc w łeb ale jestem spokojna. Kosztuje mnie to tyle nerwów i samodyscypliny ze już powoli wysiadam psychicznie. Pół nocy nie spałam i chyba to ja muszę powiedziec ze to koniec. To ja powinnam odejsc ze względu na siebie. Wykończę się. To egoista, skrajny egoista. Ja już się poddaje. Nie mam siły.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 12:49
                                                    nie da się uratować małżeństwa w pojedynkę.
                                                    skoro ratowanie miałoby wyjść od Ciebie, zapytaj, jak on to sobie wyobraża.
                                                    może pora "wywalić" wszystko co Cię boli i postawić warunki????
                                                    po raz pierwszy pokazać mu swoją siłę, zdecydowanie?
                                                    osobiście uważam, że on już dawno zdecydował się rozpocząć życie z kimś innym....to wszystko jest zasłoną dymną, jeszcze trochę a wmówi Ci, że to wszystko Twoja wina.
                                                    wytrzymaj, nie mów, że to koniec, bo będziesz tego żałować, jak ochłoniesz.....
                                                    poza tym zdajesz sobie sprawę z jego "gry" i manipulacji.....tym bardziej spokojnie poczekaj....niech gra dalej.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 14:53
                                                    rozczarowana...wiem, ze trudno znosić coś takiego, jak emocje buzują i jak człowiek popada w skrajności w swoim rozumowaniu.
                                                    tyle lat dzielnie się trzymałaś, więc teraz nie zmarnuj niczego falstartem.....pozwól, niech to samo wybrzmi do końca, żebyś sobie kiedyś nie wyrzucała, że nie zrobiłaś wszystkiego, by ratować swoje małżeństwo.
                                                    dużo w międzyczasie może się wydarzyć, jak w tym tytule....między ustami a pucharu brzegiem wiele się może wydarzyć.
                                                    będziesz miała pełniejszy obraz męża.
                                                    masz nad nim taką przewagę, że pozwalasz mu, by własnymi rękami, nie Twoimi....rozwalił Wasze małżeństwo, skoro tak wybrał!!!!
                                                    uwierz mi, że jak się wyprowadzi będziesz tak samo nocami płakać.....więc póki z Wami jest, możesz jakoś na niego wpłynąć.
                                                    sama musisz podejmować decyzje, bo tak naprawdę tylko Ty wiesz, czego naprawdę chcesz.....
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 15:41
                                                    Lzyoporanku problem w tym, ze ja już nie wiem czego chce. Z jednej strony chce żeby był, z drugiej chciałabym żeby sobie poszedł. Z jednej strony kocham go z drugiej nienawidzę. Byłam z nim w najgorszym momentach, w biedzie, w chorobie, wtedy kiedy wszyscy się od niego odwrócili. Byłam, kiedy mnie zdradził, kiedy podniósł na mnie rękę i wtedy kiedy płakał nocami bo był pewien ze nas straci przez swoje zachowanie. Byłam z nim kiedy zdobywał szczyty, a kiedy już zdobył odwraca się plecami i odchodzi. Zastanawiam się czasami po co to wszystko? Po ci całe to cierpienie które odeszłam? W imie czego? Tyle poniżenia, tyle pracy nad sobą. Przeszłam naprawdę wiele, cierpiałam do tego stopnia ze nie potrafiłam myśleć o niczym innym tylko o tym jak bardzo cierpię. Ale zawalczyła o siebie i o nas. Teraz pytam siebie sama po co? Trzeba było wcześniej rzucić wszystko w cholerę i dzisiaj byłabym już na innym etapie. Chciałabym żeby to wszystko już się skończyło. Chciałabym odpocząć.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 17:41
                                                    rozczarowana, ale wszystko wskazuje, że to się niedługo skończy.
                                                    ja, przechodziłam to samo, co Ty....znane mi są dobrze te uczucia i stany emocjonalne.
                                                    masz rację, nic na siłę.
                                                    jesteś na końcowym etapie "dochodzenia do ściany"...teraz, trzeba podjąć decyzję, co dalej....
                                                    tak do końca nie wiesz, co siedzi w Twoim mężu, jakie uczucia, jakie deficyty emocjonalne....można co innego mówić, a co innego myśleć.
                                                    może to jego wołanie o pomoc????
                                                    dlatego pozwól mu podjąć ostateczną decyzję.
                                                    gdyby się to przeciągało w czasie, zacznij wreszcie stawiać warunki, być może on czegoś takiego potrzebuje....żebyś nim potrząsnęła!!! pokazała swoją siłę!!!!
                                                    nie bądź ofiarą, bądź żoną, która wymaga!!!!
                                                    pytasz w imię czego to wszystko?.....otóż w imię odpowiedzialności za rodzinę, za dzieci, za miłość, którą żywisz do niego, za Waszą wspólną starość, za przyszłość.
                                                    teraz jesteś samotna, ale popróbujesz smaku samotności bardziej. teraz jesteś zmęczona, ale będziesz bardziej.....poczekaj, poobserwuj, wyciąg wnioski.
                                                    masz się czym zająć....zadbaj o siebie, zrób coś dobrego dla siebie, zadbaj o sprawy finansowe, popytaj prawnika, wiedz na czym stoisz, nie bądź bierna...działaj!!!!

                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 18:14
                                                    Mam kryzys. Znowu targają mną różne, sprzeczne emocje. Znowu nie potrafię na niczym się skupić. Znowu pojawił się żal którego nie potrafię stłamsić. Całe życie mam pod górkę. Sama nie wiem już czego ja chce i czy chce jego. Czasem sobie myśle ze chciałabym być sama, odchować dzieci, a kiedyś w dalekiej przyszłości spotkam kogoś kto by mnie szanował i akceptował taka jaka jestem. Kto by mnie wspierał, był ze mną bez względu na wszystko. Nie wiem czy chce jeszcze być z kimś kto tak bardzo mnie skrzywdził, z kimś kto bawi się moimi uczuciami bez żadnych skrupułów. Czy jest sens na nowo budować z kimś coś, komu nigdy już do końca się nie zaufa? A moje dzieci? Jaki maja wzór rodziców? Narazie poczekam, zagryzam zeby i czekam. Byleby tylko szybko się to wszystko rozwiązało.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 19:20
                                                    rozumiem przez co przechodzisz....
                                                    nikt nie powie Ci co masz dokładnie zrobić, sama musisz zdecydować...
                                                    teraz skupiasz się przede wszystkim na samych negatywnych wydarzeniach z Waszego małżeństwa, ale wraz z upływem czasu, zaczniesz dostrzegać także swoje błędy, możesz wtedy żałować, że poddałaś się.
                                                    skupiłaś się na emocjach, a to przysłania trzeźwe myślenie.
                                                    nikt poza mną nie wypowiada się w Twojej sprawie, zapewne byłyby i takie głosy....po co się męczyć, kopnij go w zad....
                                                    wiśta wio, łatwo powiedzieć.....ale komu śpieszno do podejmowania szybkich i drastycznych decyzji, ten często źle na tym wychodzi.
                                                    piszesz, że masz nadzieję, że znajdziesz kogoś, kto cię będzie akceptował i szanował....zdajesz sobie sprawę, że to trochę takie pobożne życzenia, które mogą nigdy się nie spełnić?
                                                    zrób teraz wszystko na co Cię stać.....
                                                    być może Wasze małżeństwo jest nie do uratowania, ale Ty, gdy opadnie kurz, nie będziesz miała sobie nic do zarzucenia.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 19:33
                                                    poza tym, Ty jak widać podjęłaś już decyzję...nie słuchasz co do Ciebie mówię, nie docierają do Ciebie rady, bo jesteś skupiona tylko na własnej krzywdzie.
                                                    nie szukasz sposobów, nie szukasz rozwiązań.
                                                    nie zaciskaj zębów, tylko go wygoń. tak, to sarkazm.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 22:24
                                                    Lzyoporanku być może masz racje ze skupiam się na swojej krzywdzie, ale robię co mogę. Trudno jest mi w tej sytuacji zaufac mu na nowo. To trochę jak ze stłuczoną filiżanka. Posklejasz ale ślady zostaną. Nie da się ratować małżeństwa kiedy jedna ze stron sie stara a druga pozostaje bierna chociaż tyle razy zraniła, upodliła, okłamała. Bardzo bym chciała mieć szczęśliwa rodzine, ale nie jestem w stanie jej stworzyć, nie sama. Być może poddaje się bo jestem już zbyt zmęczona, może rozstanie da mi szanse na spokój psychiczny którego tak bardzo mi brakuje. Teraz kiedy mam tyle na głowie potrzebuje skupienia, a nie potrafię się skupić. Na niczym. Mam wrazenie ze serce mi pęknie, a głowę za chwile rozsadzi. Ten ból życiowej porażki jest nie do zniesienia. Udaje przed całym swiatem i nawet przed sobą sama ze nie jest tak złe, ze wcale nie cierpię ale to nieprawda. Zaczyna brakować mi energii na podstawowe sprawy. Boje się ze pewnego dnia zwariuje. Kochałam go i nadal kocham. Pamietam kiedy sie poznaliśmy, nie potrafiliśmy żyć bez siebie. On każdego dnia robił kilkadziesiąt km tylko po to żeby mnie zobaczyć, a ja z niecierpliwością czekałam na niego. Spędzaliśmy razem każda wolna chwile. Wspólne plany, marzenia i wiara w miłość aż po grób. Po drodze mnóstwo kłopotów i problemów które przetrwaliśmy. A teraz wszystko pęka jak bańka mydlana. Czuje się rozgoryczona, rozżalona i cholernie rozczarowana. W jednym dniu czuje ze nie dam sobie rady, w innym ze wszystko będzie dobrze, poradzę sobie. Nigdy nie wiem z jakim nastawieniem obudzę się rano. Czasem wspominam dobre chwile, innym razem wraca ten cały koszmar kiedy mnie zawodził. Któryś raz z kolei. Czuje jak więdnę. Zaczynam się bac o siebie o swoje zdrowie. Coraz częściej mam przeczucie ze coś złego się wydarzy, ze zachoruje i co wtedy będzie z dziećmi? Ta myśl nie daje mi spokoju. Chciałabym gdzieś wyjechać, odpocząć od tego wszytskiego. Chociaż na chwike.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 27.04.21, 22:31
                                                    Muszę walczyć przede wszystkim o siebie i o dzieci. Dla nich zbieram resztki sił. Są wszystkim co mam. Kocham je nad życie. Są moja siła napędowa. A mąż egoista? Niech robi co chce. Na pewno nie wyprowadzi mnie z równowagi, na pewno nie dam się pokonać. Pewnego dnia zatęskni, wiem to, ale będzie za późno. To jego strata. Kiedyś zrozumie ze rodzina jest najważniejsza, ze stracił wszystko. Kiedyś jeszcze zapłacze nad swoim losem. Bo karma wraca....zawsze. Oczywiście zycze mu jak najlepiej ale wiem ze zawsze to co dajemy innym do nas wraca.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 28.04.21, 06:53
                                                    przestań z tą karmą, co Ci po tym, jak wszystko się rozpadnie.....myślisz, że on nie ułoży sobie życia i będzie za Tobą wzdychał?
                                                    mąż, mojej znajomej zatęsknił za nią po 30 latach, jak zabrakło mu ejakulatu, by strzelać w piczkę kochanki...sorry.
                                                    nie musisz ukrywać przed dobrymi znajomymi, że jest Ci źle.....wygadaj się do kogoś, kto jest naprawdę Twoim przyjacielem, będzie Ci lżej....
                                                    może rzeczywiście rozstanie dobrze Wam zrobi, ale często jest to droga bez powrotu, tylko w jedną stronę.
                                                    skoro była między Wami miłość, ona może być nadal, trzeba ją tylko umiejętnie odnaleźć, a na to trzeba czasu.
                                                    nie trać energii na rozpaczanie, tylko na działanie, a to dodaje powera.
                                                    rozczarowana, a może postaraj się w nadchodzący weekend być ZACZAROWANA....weźcie dzieciaki, wsiadajcie w samochód, zróbcie piknik gdzieś w jakimś uroczym miejscu...spróbuj zachować się tak, jak dawniej, odłóż to co boli.
                                                    ubierz się w coś, co podkreśli Twoją kobiecość, zaszalej na przekór wszystkiemu smile smile smile
                                                    same dzieci Ci nie wystarczą, choć je bardzo kochasz, życie nie wymaga aż takich ofiar, trzeba umiejętnie wszystko równoważyć!!!!
                                                    wszystko musi być na swoim miejscu, w tym czas tylko dla Ciebie, na Twoje potrzeby również.....a bardzo szybko się przekonasz, że je masz.
                                                    otwórz mężowi klatkę, niech frunie.....a Ty miej spokój, pozbieraj się, ale za nim to nastąpi, wprowadź w domu rewolucję, zmień, co chcesz zmienić, wyjdź z roli ofiary.....spróbuj się z mężem "pobawić" w lepszy dom!!!!! może trochę tak dla jaj, żeby zobaczył co może stracić.
                                                    może nie zechce odchodzić? może uchwyci wyciągniętą rękę?

                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 28.04.21, 08:41
                                                    mam takie wrażenie, że trochę odpowiada Ci rola cierpiętnicy, ale sama widzisz, że z tego powodu sypie się zdrowie i zaczynasz mieć napady paniki.
                                                    poza tym, kto chce być z cierpiętnicą? kobietą, która tylko prosi, upomina, zrzędzi i płacze.
                                                    może na początku stałaś się bardziej matką niż żoną, może stąd jego odsunięcie od dzieci?
                                                    tak czy owak, wzięłaś na siebie dużo więcej niż Twój mąż, oczywiście w imię miłości, a to, pozwoliło Twemu mężowi myśleć, że jest lepszy, że stać go na więcej nie tylko w pracy, ale także w życiu osobistym ( lepsza żona), bo ta, którą ma, jest zwykła i szara.
                                                    często my sami robimy sobie źle, a potem jak się ockniemy, trudno to odkręcić, ba, często jest to niemożliwe.
                                                    ale jak nie spróbujesz, nie będziesz wiedziała.....
                                                    nie bronię Twego męża, bo nic nie usprawiedliwia przemocy czy zdrady, ale pamiętaj, że Ty również przyczyniłaś się do tego kryzysu, może nawet nieświadomie, sama piszesz, że nie miałaś normalnego dzieciństwa, ani wzoru ze strony matki.
                                                    może sama pójdź do dobrego psychiatry lub innego specjalisty?
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 28.04.21, 17:50
                                                    Może masz racje, może to moja wina. Kupił już mieszkanie także to kwestia miesiąca może dwóch jak się wyprowadzi. Tego małżeństwa nie da się już uratować. To koniec. Muszę się z tym pogodzić. Nie mam siły i chęci żeby walczyć. Owszem, będę jak do tej pory spokojna i cierpliwa, ale prosić nie będę, bo zawsze to ja prosiłam, a on czuł się bezkarny. Zawsze to ja ratowałem. Teraz on musi zrozumieć, musi się zmienic. Ja dojdę do siebie, znowu będę cieszyć się życiem ale potrzebuje czasu. To nie jest kwestia tych ostatnich 3 miesięcy ale całych 10 lat. Jutro ide zrobić badania. Muszę zadbac o swoje zdrowie przede wszystkim. Jeśli nie dla siebie to dla dzieci. Jakiś się pozbieram. Nie pierwszy raz. Boje się tylko jak logistycznie sobie poradzę. Czy będę potrafila żyć sama. Czy ogarnę wszystko. Pewnie tak ale boje się. Naprawdę się boje.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 28.04.21, 19:26
                                                    rozczarowana, nie powiedziałam, że to Twoja wina, tylko, że również przyłożyłaś rękę do tego kryzysu, pozwalając na takie traktowanie siebie.
                                                    widzisz, ja popełniłam ten sam błąd, tyle, że u mnie nie okazało się za późno na ratowanie.
                                                    rzucasz coraz więcej światła na Wasze relacje, na jego zachowanie....w takiej sytuacji, robiłabym dokładnie co Ty....jak ci tak źle ze mną i z dziećmi, to idź mężu i szukaj szczęścia. puściłabym wolno, nie przykładając do tego ręki.
                                                    dalej uważam, że za tą wyprowadzką stoi kochanka.
                                                    nikt nie chce być sam, będzie Ci trudno pod wieloma względami, ale nie pozostawił Ci wyboru, nie masz wyjścia, jak tylko to wszystko ogarnąć.
                                                    pomoże rodzina i przyjaciele, także odpowiednie instytucje jak się zwrócisz o pomoc.
                                                    nie płacz, nie bój się....jak przez 10 lat dawałaś radę sama prowadzić dom, teraz też sobie poradzisz...
                                                    poza tym on też ma ojcowskie obowiązki!!!! nie tylko alimenty, ale pomoc w wychowywaniu dzieci.
                                                    dzieci potrzebują obojga rodziców.
                                                    chociaż jego wizyty w domu będą Cię ranić, zwłaszcza jak się dowiesz, że ma inną...ale najważniejsze jest dobro dzieci,
                                                    zobaczysz jak to będzie po jego wyprowadzce, nie ma teraz co gdybać....
                                                    jesteś silna, mądra, dobra, wrażliwa.....jestem przekonana, że sobie poradzisz.
                                                    był taki czas w moim życiu, że leczyłam się kilka lat u psychiatry z powodu nerwicy, pomogło mi to bardzo, bo wyciszyło emocje i mogłam normalnie funkcjonować.
                                                    może Tobie przydałby się jakiś dobry specjalista? oczywiście guzkami zajmij się natychmiast....myślę, że będzie dobrze smile
                                                    bądź czujna, on będzie się starał Tobą, Twoimi uczuciami manipulować....nie pozwól, swoje wiedz.

                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 29.04.21, 10:23
                                                    Hej byłam dzisiaj na badaniach. Czekam na wyniki. Jest mi strasznie ciężko w ostatnich dniach, ale muszę się zebrać, wziąć w garść. Wstać, posprzątać, jakoś zaczac funkcjonować. Jestem wrakiem człowieka. Mam mnóstwo rzeczy do zrobienia, a trudno mi sie zebrać. O psychologu myślałam, ale ciagle odkładam to na później. Poza tym mieszkań w małej miejscowości gdzie wszyscy się znają wiec musiałabym dojeżdżać do innego miasta. Sile dają mi dzieci, bez nich już bym się poddała, a tak muszę wstać posprzątać ugotować zrobić zakupy i nie mam czasu na depresje. Jakoś to będzie. Żeby tylko zdrowie było.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 29.04.21, 11:42
                                                    rozczarowana, jesteś wyczerpana emocjonalnie i fizycznie i masz depresję, choć piszesz, że nie masz na nią czasu....
                                                    uważam, że przydałoby Ci się wsparcie farmakologiczne od dobrego specjalisty, żeby uspokoić emocje i mieć siły do normalnego życia.
                                                    poproś o pomoc w opiece nad dziećmi kogoś z rodziny, męża....a sama zadbaj o siebie.
                                                    nie zgrywaj bohaterki, nie bierz znowu wszystkiego na swoje barki, bo padniesz na twarz, posłuchaj starszej smile smile smile
                                                    i co z tego, że mieszkasz w małej miejscowości?.....żyjesz kobieto swoim życiem i nie przejmujesz się ewentualnymi plotkami, mnie motywowałoby to bardziej do działania!!!!
                                                    podkreślam, nie bój się swoich decyzji, miej własne zdanie i realizuj marzenia.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 29.04.21, 22:26
                                                    Wyniki mam Ok na szczęście. A zdrowie najwazniejsze. Dzisiaj postanowiłam wziąć się w garść. Pojecahalam na zakupy, jutro wstanę wysprzatam dom a później zabiorę dzieci na wycieczkę. Każdego dnia będę robiła listę rzeczy które muszę zrobić następnego dnia. Nie mogę cały czas żyć porażkami i zadręczać się. Postaram się tez zadbac o siebie, wewnętrznie i zewnętrznie. Jakoś muszę ogarnąć to swoje życie. Będę przede wszystkim matka dla swoich dzieci. Nie będę zabiegać ani prosić się. Nie będę tez szukała kontaktu na sile. To bez sensu. Częściej będę zostawiała dzieci z ojcem. Niech sie uczy. Głęboko wierze ze pewnego dnia spojrzę w lustro i powiem ze jestem szczęśliwa. Jeszcze nie teraz ale w końcu to powiem.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 07:48
                                                    rozczarowana, a jednak trochę słuchałaś, co do Ciebie mówię smile smile smile
                                                    rób tak, jak postanowiłaś, bo to dobry plan na najbliższą przyszłość.
                                                    masz dobry plan na siebie....
                                                    takie odcięcie się od męża, może nim potrząsnąć, ale odcięcie w kontekście " Ty i on"..... w żadnym wypadku "on i dzieci".
                                                    postaraj się, by mąż miał jak najczęstszy kontakt z dziećmi, Ty w tym czasie możesz wiele dla siebie zrobić...pójść na zakupy, do fryzjera, spotkać się ze znajomymi, pójść do lekarza.
                                                    pamiętaj, że takie jego przebywanie z dziećmi może w nim pobudzić chęć bycia
                                                    ojcem, sama pisałaś, że takiej więzi z nimi nie ma.
                                                    jeżeli darzy Cię jeszcze jakimś uczuciem, to poprzez dzieci możecie scalić na nowo rodzinę.
                                                    nie wyręczaj go w tłumaczeniu dzieciom, dlaczego tatuś odszedł, co robi jak go nie ma.....niech tatuś dzieciom sam tłumaczy, niech sam nawiązuje z nimi relacje, dzieci przekonają się same jaki naprawdę jest tatuś....
                                                    jak głęboko wierzysz, że jeszcze będziesz szczęśliwa, to również krok po kroku działaj w tym kierunku, bo szczęście jednak lubi jak się mu pomaga.....bo szczęście rozczarowana, to wynik naszego podejścia do życia, naszego myślenia i działania przede wszystkim.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 08:10
                                                    Jestes bardzo mądra kobieta i nawet nie wiesz jak Twoje słowa mi pomagają i dodają otuchy. Wsparcie i taka siła napędowa są mi teraz bardzo potrzebne. Dzisiaj wstałam z innym nastawieniem. Wzięłam chłodny prysznic, zabieram dzieci na wycieczkę, podprzatam generalnie dom. Muszę zaczac żyć i być jak najbardziej samodzielna. Wczoraj zostawiłam godz dziscmi i pojechałam na zakupy. Wiem ze dzisiaj jedzie kupić mieszkanie, ale nie będę się tym przejmowała. Cały czas mówi ze w wakacje się wyprowadzi. Niech robi jak uważa. Ja mam swój plan i obrany tor, a co los przyniesie to przyniesie. Najwazniejsze jest zdrowie to fizyczne i psychiczne. Reszta jakoś się poukłada.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 09:06
                                                    chciałabym się jeszcze odnieść do relacji Twego męża z dziećmi.....niech sam o te relacje zadba i sam ponosi konsekwencje, Ty powinnaś wkroczyć wtedy, gdyby zaczął nimi manipulować lub działa by się jakaś inna krzywda emocjonalna.
                                                    jakież to żenujące, że mąż i ojciec kupuje dla siebie mieszkanie, opuszcza to, za co jest odpowiedzialny!!!!
                                                    skoro twierdzi, że wyprowadzi się w wakacje, masz naprawdę duże pole do działania!!!! masz dwa miesiące, żeby robić różne eksperymenty....
                                                    ponieważ mieszka jeszcze z Wami, pobaw się z nim w dom, jaki zawsze chciałaś mieć, dawaj mu zadania do wykonania....niech zrobi to czy tamto, niech coś naprawi, weźmie dzieci na zakupy...pochwal go, jak będzie współpracował, ale się nie
                                                    przymilaj.
                                                    podziałaj na niego inaczej.....rób dyskretny makijaż jak będziesz wychodzić z domu, ubieraj się kobieco, ubieraj się ładnie nawet w domu, tylko, żeby się to nie rzucało w oczy, bo efekt będzie odwrotny i śmieszny.
                                                    chociaż nie sypiacie razem, to zakładaj ładne koszulki, niby niechcąco możesz się przeparadować przed pójściem spać, po domu, niech widzi.
                                                    umawiaj się z koleżankami, ładnie ubieraj na te spotkania.
                                                    jak za jego wyprowadzką stoi kochanka, nic to nie podziała, bo tamta jest w jego głowie.
                                                    ale spróbuj zawalczyć, możecie odnaleźć siebie i stworzyć Wasze małżeństwo na nowo.....
                                                    ja się tak czułam, jakbym po raz drugi wyszła za mąż, za tego samego człowieka, ale innego w czynach i podejściu do życia.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 09:17
                                                    Ty, zachowaj dystans, musisz mu pokazać, ze jego zachowanie nie jest normalne i bardzo Cię rani.
                                                    bądź życzliwa i uprzejma, ale na odległość!!!!
                                                    baw się z nim w dom/rodzinę, ale jednocześnie bądź nieosiągalna....niech widzi, co może stracić.
                                                  • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 16:09
                                                    Łzyoporanku, śledzę ten wątek i dostrzegam jaki kawał dobrej terapeutycznej pracy tu wkładasz. Tylko tyle chciałam napisać. Wydajesz się bardzo mądrą życiowo kobietą. Rozczarowana otrzymała odcienie cenne wskazówki i ogromne wsparcie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 16:48
                                                    dziękuję rito smile....nie zamierzałam tak długo tu być, ale szkoda mi rozczarowanej.
                                                    ogólnie szkoda kobiet i mężczyzn, którzy szybko, pod wpływem kryzysu rezygnują z własnego małżeństwa.
                                                    żeby naprawić związek, trzeba beczkę soli zjeść, potrzeba czasu, wysiłku i nie poddawania się....trzeba również wybiegać myślami w przyszłość i widzieć siebie w tej przyszłości, widzieć siebie po rozwodzie....że jak są dzieci to będą i wnuki, będzie zawsze jakiś kontakt, który może być bardzo bolesny emocjonalnie zwłaszcza, jak to życie nie ułoży się.
                                                    człowiek jak ma więcej lat, zaczyna inaczej myśleć i patrzeć na rodzinę, a często nie ma już powrotu do tego, co się straciło.
                                                  • rita03 Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 19:26
                                                    Rozczarowana faktycznie bardzo potrzebuje wsparcia. Wiadomo nikt nie przeżyje za Nią życia i nie podejmie kluczowych decyzji, ale dobrze że może liczyć na takie mądre rady. Najpierw trzeba zrobić wszystko żeby ratowac małżeństwo, rodzinę. Nie ma gwarancji że się uda. To, czy warto stoczyć tę walkę, wie tylko Rozczarowana. Mam nadzieję, że da znać jak się sprawy potoczą.... I trzymam kciuki za szczęście z mężem, czy bez niego.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 30.04.21, 22:31
                                                    Tak, lzyoporanku daje mi bardzo duże wsparcie. Bardzo tego potrzebuje. Dzięki jej mądrości jest mi łatwiej bo wiem ze muszę spokojnie podejść do sprawy. Dzisiaj zamiast płakać w poduszkę zabrałam dzieci na wycieczkę, posprzątałam dom, ogarnelam sprawy takie jak zakupy czy zatankowanie auta. Nie proszę się obsadami pomoc. Pokazuje ze jestem samodzielna i ze sobie poradzę. Jednocześnie rozmawiam spokojnie i nawet kiedy on się denerwuje, uspokajam go delikatnym tonem. Nie ma we mnie agresji słownej ani żadnej innej. On zdecyduje, a jeśli odejdzie to on będzie miał na sumieniu te rodzine nie ja. Zaczynam żyć w taki sposób żeby widział ze sobie radzę, ze jestem silna, ze podołam. Nie będę zgrywala męczennicy ani porzuconej skrzywdzonej ofiary. A jeśli będę miała ochote popłakać bo takie momenty tez przyjdą będę robiła to w ukryciu. Bez względu na to czy kogoś ma czy nie on będzie odpowiadał za rozpad tej rodziny. Ja próbowałam. Bez względu na to jak się potoczą moje i jego losy chce stać się pewna siebie, świadoma kobieta.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 09:04
                                                    jesteś bardzo dzielna, obrałaś mądry front działania jeżeli chodzi o rozmowy z nim, że robisz to w tonie łagodnym.
                                                    wiedz, że jemu kłótnie byłyby całkiem na rękę, mniej zżerałoby go sumienie, w tym spokoju jest Twoja siła.
                                                    na tym etapie sumienie jeszcze nie do końca jest przytłumione, on także wie, że robi źle.
                                                    oczywiście, że nie zgrywaj męczennicy ani porzuconej ofiary, ale nie bierz wszystkiego na swoje barki, angażuj go w opiekę nad dziećmi i wszystko co jest z tym związane, osiągniesz tym dużo więcej....przeczytaj co Ci w tej sprawie napisałam wcześniej.
                                                    nie strzelaj focha, bo to strzał w kolano.....jak się od niego już teraz całkiem odetniesz,
                                                    nie będziesz miała szansy na ratowanie, dwa miesiące, to dużo czasu na podejmowanie różnych eksperymentów, wiele w tym czasie może się zmienić.
                                                    nie poddawaj się, nie teraz, dopiero jak odejdzie i pozamykacie sprawy finansowe, możesz powiedzieć sobie, że zrobiłam wszystko, co możliwe.
                                                    nie widzę także powodu, dlaczego masz przy nim nie zapłakać, jak nie wytrzymasz psychicznie? zachowuj się przez ten czas normalnie, napisałam Ci, pobaw się z nim w dom, jaki chciałabyś mieć z wyznaczaniem mężowi granic i obowiązków.....inaczej jak sprawdzisz, czy to podziała czy nie???
                                                    gdyby to się nie sprawdzało, wtedy daj spokój, nic na siłę, odsuń się.
                                                    chcesz, żeby widział, że sobie radzisz, a ja Ci powiem tak....nie zgrywaj bohaterki, owszem, nie rozpaczaj, ale nie pokazuj, że jak odejdzie to wszystko będzie ok.
                                                    dobrze wiesz, że nie będzie...
                                                    wiesz, na co najczęściej łapią cudzych mężów kochanki?....udają bezbronne, nieszczęśliwe kobiety, którym trzeba pomagać i pocieszać, więc miś pociesza i pomaga i angażuje się coraz bardziej, a potem pierwszy seks i już z górki....
                                                    a Ty, chcesz pokazać, jak to porzucenie rodziny Cię nie rusza? nie zgrywaj żony, którą łatwiej zostawić, bo jest silna i wszystko zniesie.
                                                    pokaż mu, zachowując się normalnie, że Twoje życie będzie się toczyć dalej, z nim czy bez niego, ale na ten czas jest Ci bardzo smutno.
                                                    jeszcze zdążysz być świadomą i pewną siebie kobietą!!! już nią jesteś rozczarowana, już smile smile......a teraz naprawdę zrób wszystko co możesz, żeby Was uratować.
                                                    bo do mieszkania, które kupi/kupił możecie się wprowadzić z rodziną, możecie wynająć, to żaden problem.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 12:06
                                                    jeżeli mąż nie ma na boku innej, jest duża szansa, że pokazanie siebie w tej "nowej" odsłonie, wiele może zmienić.
                                                    może w Waszym małżeństwie brakowało mu tego, byś wyznaczała mu granice, zdecydowanie egzekwowała zachowania/uczucia, jakimi mąż powinien darzyć żonę, żeby mógł być tym rycerzem na białym koniu, który dzień po dniu zdobywa ukochaną.
                                                    jeżeli nie ma nikogo, to warto jeszcze nie składać broni i próbować coś zmienić.
                                                    a skoro on zdecydował się odejść na razie donikąd....
                                                    to również wskazywałoby, że nie do końca jest tak, jak nam sprawę przedstawiasz, że kryzys ma głębsze podłoże i w dużej mierze nieświadomie, przyczyniłaś się do tego.
                                                    ja jednak nadal twierdzę, że Twój mąż ma kogoś na boku
                                                    kochanką męża może być koleżanka z pracy bądź jakaś Wasza wspólna, bliższa lub dalsza znajoma, często jest właśnie tak, że taka osoba, to żony koleżanka, a z jej mężem kochanka.
                                                    mógł też kogoś poznać przez internet, nie wychodząc z domu można z kimś flirtować, a nawet uprawiać wirtualny seks.
                                                    mógł się z nią nawet spotkać raz czy dwa w realu, a teraz stwierdził, że chciałby systematycznie konsumować romans, stąd pomysł na wyprowadzkę, mieszkanie niby samemu, a spotykanie się z kochanką bez żadnych przeszkód.
                                                    w domu z Tobą miał wszystko....kochającą i dbającą o dzieci i dom - żonę.
                                                    miał wysprzątane, ugotowane i czas na rozwój zawodowy.
                                                    dlaczego zatem chce uciekać???
                                                    warto to wziąć pod uwagę, nie będziesz wtedy tak zdruzgotana jak wyjdzie sprawa z ukrycia, bo kiedyś wyjdzie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 12:58
                                                    rozczarowana, a może zapytaj męża wprost, dlaczego chce się wyprowadzić...
                                                    stwórz odpowiedni klimat do przeprowadzenia takiej rozmowy, kiedy dzieci pójdą spać, usiądź obok niego, popatrz w oczy, weź za rękę...i przeprowadźcie szczerą do bólu rozmowę.
                                                    jak zobaczysz, że ściemnia i nic konstruktywnego z niej nie wynika, odpuść.
                                                    a może zdziwisz się, bo mąż się otworzy, może to być to, co pomoże odnaleźć się Wam na nowo.
                                                    gdyby się otworzył szczerze, słuchaj uważnie i popatrz na Wasze małżeństwo jego oczami.
                                                    masz jeszcze trochę czasu, by mądrze zadziałać.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 19:37
                                                    przyszła mi go głowy jeszcze taka myśl...
                                                    Wasze małżeństwo jest burzliwe prawie od samego początku, problem może tkwi w tym, że oboje pochodzicie z rodzin dysfunkcyjnych..
                                                    Ciebie w młodym wieku porzuciła mama, być może w rodzinie Twego męża ojciec nadużywał alkoholu i dopuszczał się przemocy..
                                                    "usprawiedliwiałoby" to poniekąd trudny charakter męża...trzeba podejść do tego świadomie i próbować terapii.
                                                    rozczarowana, odpoczywaj, ale także na spokojnie porozmyślaj....co dalej.
                                                    na razie to tylko chcesz być silną, niezależną i optymistycznie nastawioną kobietą, trochę przypomina to podskakiwanie zająca w kapuście....
                                                    przyjdzie Ci się zmierzyć wkrótce z wieloma problemami, miej tego świadomość, sił ma Ci wystarczyć na długi czas.
                                                    dasz radę, ale w huśtawce emocjonalnej będziesz nie raz....
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 20:08
                                                    Dzisiaj porozmawiałam z nim, nie jest do końca przekonany. Mówi ze mnie kocha i ze pociagam go jako kobieta ale ma dość tego ze nie potrafimy się dogadać i zrozumieć. Widać ze jestvw rozterce emocjonalnej ale powiedział ze jeszcze to przemyśli i pogadamy na ten temat. Poprosiłam go dzisiaj żeby zastanowił się bo mamy dużo do stracenia. Duży wpływ na niego maja jego znajomi którzy w większości są po rozwodach i prowadzą hulaszcze życie. Ja jednak zrobię co w mojej mocy żeby ta rodzine uratować, żebym mogła kiedyś spojrzeć w lustro i powiedzieć: zrobiłam wszystko, maksymalnie wszystko. Czy mi się uda? Nie wiem. Nie wiem co tak naprawdę w nim siedzi. Jedyne co wiem to to, ze bardzo żałuje wszystkich złych rzeczy które zrobił. Jego żal i poczucie winy są autentyczne. Ale on potrafi manipulować, potrafi tak zagrać żeby wyszło tak jak sobie to zaplanował. Chyba powinnam bardziej skupić się na sobie, jak wcześniej pisałaś, zadbać o siebie, swoją kobiecości. Poczuje się lepiej i pewniej. Może jeszcze będzie dobrze.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 01.05.21, 21:05
                                                    jest motywacja, żeby się starać uratować Wasze małżeństwo...
                                                    zadbaj o siebie, poczuj się silna i pewna tego, co chcesz zrobić..
                                                    zacznij stawiać granice i wymagać, a to można robić różnymi sposobami i łagodnie!!!
                                                    skoro jest otwarty na dalsze rozmowy, przygotowuj się do nich starannie, co chcesz nimi osiągnąć...
                                                    nie wierz wszystkiemu, co mówi, zwłaszcza, że kłamał i manipulował...
                                                    skoro najlepiej w życiu udały Wam się dzieci, dlaczego nie zajmował się nimi jak należy? nie nawiązał więzi emocjonalnej?
                                                    można mieć udany seks i bzykać inną na boku, nie bądź naiwna..
                                                    zresztą w tej sytuacji powinnaś być czujna.
                                                    spróbuj tak układać Wasze życie rodzinne, by jak najwięcej czasu spędzał z rodziną, nie z kumplami, którzy mają na niego zły wpływ...
                                                    więcej wyjeżdżajcie, pikniki, wycieczki, atrakcje dla dzieci...a przy okazji patrzenie sobie w oczy, flirtowanie z własnym mężem...tak, tak...przytulanie, dotyk.
                                                    no i co najważniejsze, to przepracowanie kryzysu, czyli podjęcie szeregu działań, które mają naprawić to, co było destrukcyjne.
                                                    przed Wami dużo wysiłku, cierpliwości, nie poddawania się, Wasz związek trzeba odbudować na nowo, nie możecie powielać starych błędów.
                                                    napisałam tak trochę na wyrost, żeby Ci uświadomić, jaka ciężka praca przed Wami.
                                                    bądź Ty w najbliższym czasie siłą napędową, przejmij inicjatywę i nagradzaj męża za podejmowanie wysiłku.
                                                    powiedział, że nie możecie się dogadać i porozumieć, a mąż nie chce iść na terapię....postaraj się najpierw Ty rozmawiać z nim o swoich potrzebach, uczuciach i pytaj co sądzi o tym czy tamtym, uważnie go słuchaj, daj mu się wykazać, doceniaj to, co robi dobrze....no niech będzie tym rycerzem bez którego nie możesz sobie poradzić smile smile smile
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 02.05.21, 06:27
                                                    rozczarowana, o tym powinnaś pamiętać każdego dnia:
                                                    1. jeżeli wiesz, że przegięłaś i sprawiłaś mężowi przykrość - przeproś, tak samo Ty, powiedz mu, jak Cię zranił....tzw. "ciche dni" męczą psychicznie, odbierają radość i odgradzają murem małżonków;
                                                    2 upewnij się, że rozumiesz męża, co do ciebie mówi, jego intencje;
                                                    3. ustalcie mniej więcej równy podział domowych obowiązków i tego się trzymajcie;
                                                    4. priorytetem jest odciągnięcie męża od złego towarzystwa, nie odetniesz go całkowicie bo to niemożliwe, z zakazami i tak poniesiesz klęskę, więc staraj się organizować czas rodzinie:
                                                    - na waszych wspólnych wyjazdach, wycieczkach zyskają dzieciaki, Wy także zbliżycie się do siebie, on do dzieci;
                                                    - postarajcie się choć raz w miesiącu podrzucić komuś dzieci, a sami zróbcie wypad do ulubionej knajpki, restauracji czy do kina;
                                                    - róbcie w weekend wspólnie zakupy, a po zakupach pizza, lody....dzieci będą miały radochę, Wy również.
                                                    - wieczorami jakieś gry z dziećmi, potem wspólne obejrzenie filmu ?
                                                    5. wywal z domu wyciągnięte dresy, sprane ubrania....staraj się każdego dnia wyglądać kobieco, zadbane włosy, fryzjer, sukienki, fajne spodnie z bluzeczką czy tuniką;
                                                    6. pamiętaj o okazywaniu sobie drobnych czułości w ciągu dnia.... popatrzenie w oczy, przytulenie, dotyk ręki, a dopełnieniem niech będzie seks, kładźcie się spać razem, żeby jeszcze chwilę porozmawiać i być w dobrej formie na igraszki...
                                                    7. pamiętaj, że podstawą udanego związku jest dobra wymiana myśli, tego w Waszym związku mężowi brakuje
                                                    8. doceniaj to co mąż robi, daj mu się wykazać przy dzieciach, chwal jak jest za co.....niech się czuje potrzebny i wartościowy....to jest power do starania się, wzięcia odpowiedzialności za rodzinę.
                                                    nam, budowanie związku od nowa zajęło 2 lata.....nie możesz się poddawać, ale konsekwentnie dążyć do celu, mąż w którymś momencie zacznie z Tobą współpracować, jak zobaczy, że Ty się zmieniłaś, zacznie mu zależeć....długa droga przed Wami, ale macie szansę, wykorzystaj to.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 02.05.21, 10:20
                                                    jeszcze w jednej kwestii chcę doprecyzować wypowiedź...
                                                    tak ustalajcie wieczorne zajęcia, żeby nie rozmijać się w łóżku, to znaczy, że jak mąż chce troszkę dłużej posiedzieć przed telewizorem, czy przygotować się do pracy, poczekaj na niego...poczytaj w tym czasie, weź kąpiel, zrelaksuj się.
                                                    zbyt późna pora, rozbudzanie partnera, nie sprzyja intymności...
                                                    kładąc się razem, można krótko podsumować dzień, powiedzieć sobie coś miłego, jest czas na grę wstępną.
                                                    w ciągu trwania Waszego związku, ile razy powiedziałaś mężowi, że było Ci z nim cudownie, wyraziłaś radość ze zbliżenia? oczywiście zgodnie z prawdą...
                                                    ile razy rozmawialiście o swoich potrzebach intymnych?
                                                    trzeba przełamywać wstyd w tej kwestii, rozwijać się, znać potrzeby małżonka
                                                    wspominam o tym, gdyż mąż swego czasu zdradził Cię.
                                                    dobra komunikacja, dobra wymiana myśli w małżeństwie, to podstawa!!!!
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 02.05.21, 15:32
                                                    A wiec, wspólny czas kiedy on nigdy czasu nie ma trudniejszy zorganizować. Jeśli chodzi o zdradę to nie było zdrady fizycznej, tylko emocjonalna. Ile w tym prawdy nie wiem, ale przysięgał na dzieci. Jeśli chodzi o seks i rozmowy, nigdy nie mieliśmy z tym problemu. Często o tym rozmawialiśmy i w tej Kwestii zawsze byliśmy zgodni i Oboje wyrażaliśmy radość ze zbliżenia. Teksty typu jestes cudowny, wspaniały przerobione smile Zdrada emocjonalna pojawiła się wtedy kiedy pojawiło się drugie dziecko, synek miał wtedy pół roku. Moja uwaga całkowicie skupiła się na dzieciach, wtedy tez bardzo oddaliliśmy się od siebie bo ja byłam z dziećmi 24h a jego nigdy nie było bo praca, bo spotkania, bo koledzy. Wszelkie próby organizowania nam czasu nie przynoszą skutku bo on ma tak zajęty kalendarz, ze nie ma czasu na nic. Chyba zacznę umawiać się z nim wg grafiku. Mój mąż nigdy nie zajmowal sie dziećmi bo twierdził ze nie ma drygu, ze się boi,ze nie ma czasu, ze dla niego najwazniejsze jest to żeby dzieci wszystko miały. Wczoraj rozmawialismy do 1 w nocy. Z jednej strony chce byś z nami z drugiej się boi bo uważa ze nam trudno jest się dogadać. Ze zawsze myślał o nas i teraz jest czas żeby pomyślał o sobie, ze zawsze pracował dla nas. Jednocześnie nie potrafi zrozumieć ze ja będąc z dziećmi sama 24h tęskniłam za nim, ze potrzebowałam jego wsparcia, ze czasem bywałam zmęczona bo nie pamietam kiedy mogłam wziąć prysznic w spokoju i bez stresu ze dziecko się nie obudzi. Teraz jest trochę lżej bo młodszy ma dwa lata, ale przez te dwa lata nie miałam jednego dnia wolnego, chociaż dwóch godzin tylko dla siebie. Bywałam zmęczona, sflustriwana. Poprosiłam żeby spróbował postawić się w mojej sytuacji, ze ja potrafię postawić się w jego i zrozumieć. Mówi ze nie wierzy w nas, ze będzie egoista i będzie myslal o sobie, ze teraz on jest najważniejszy. Czy z kimś takim można cokolwiek budować? Naprawdę się staram, rozmawiam, jestem spokojna i wyciszona, ale powoli tracę sily. Ile nożna tkwić w takiej niepewności, w próżni właściwie. Nie mogę sama tego poukladac bo tak się nie da. On pomimo tego ze tyle razy mnie skrzywdził ma pozostać bierny, a ja mam skakać jak gejsza wokół pana? Wychodzi na to ze tak to widzi. A jak zupa będzie za słona spakuje walizeczki i pojedzie w sina dal? Nie wiem czego ten człowiek chce od zycia. Naprawdę nie wiem.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 02.05.21, 18:26
                                                    jak on myślał o Was, skoro nie miał czasu dla ciebie i dzieci?
                                                    teraz to on ma być najważniejszy???? a nie był???? no nie!!!! przez cały czas wszystko kręciło się wokół jego pracy i jego życia towarzyskiego, nawet Ty byłaś uzależniona, bo jakby co, brałaś wszystko na siebie, nie mogłaś na takiego człowieka liczyć.
                                                    dobrze to rozumiem....
                                                    on nie ma drygu do dzieci? a kto się rodzi z drygiem? teraz, gdy dzieci podrosły również się boi?
                                                    rozczarowana, to jest najwyższa pora, by postawić granice i wymagania!!!!!
                                                    jeżeli nie chce zmian, niech idzie.
                                                    niczego nie naprawicie jak nie będziecie spędzać ze sobą czasu!!!! powiedz mu to.
                                                    uważam, że z jego strony to tylko gra i manipulacja, jemu na dobru rodziny przestało zależeć!!!!
                                                    w dalszym ciągu podtrzymuję, że kogoś ma....
                                                    spróbowałabym jeszcze podjąć z nim kilka rozmów, jak nie będzie przełomu, no cóż....idź człowieku i szukaj szczęścia, droga wolna.
                                                    bądź czujna, nie pozwól sobie i dzieciom zrobić krzywdy....
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 02.05.21, 22:13
                                                    mówiłaś mężowi, że dla dzieci nie są ważne pieniądze, tylko jego obecność w ich życiu?
                                                    czy on nie widzi, że praca niszczy jego rodzinę? jak macie się dogadywać, skoro prawie nigdy go nie ma? naprawdę nie może wygospodarować więcej czasu na obecność w domu?
                                                    a może tak zmienić pracę? na taką, która nie wymaga tak długiego bycia poza domem?
                                                    czy Wasze małżeństwo nie jest wart takiej decyzji?
                                                    dlaczego nie interweniowałaś wcześniej?
                                                    podczas rozmów z nim, weź to pod uwagę....zobaczysz jak zareaguje.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 03.05.21, 09:10
                                                    kochana rozczarowana...warto na tym etapie bardzo poważnie porozmawiać i postawić warunki.
                                                    Ty już nic tym nie stracisz, jedynie możesz zyskać!!!! Jeżeli macie być razem, ratować rodzinę, mąż musi zacząć uczestniczyć w jej życiu.
                                                    żadnemu małżeństwu nie wyszło na dobre, gdy jednego z małżonków po całych dniach nie ma w domu....ten nieobecny żyje praktycznie swoim życiem!!!
                                                    z czasem w tym jego życiu nie ma już miejsca na żonę, dzieci.....na tym miejscu jest już ktoś inny....może to być tylko praca, inna kobieta, koledzy, wygodnictwo,rozrywkowy tryb życia.
                                                    takie oddanie się pracy, oddalenie od rodziny, niszczy wartości jakimi człowiek kierował się na początku.
                                                    tak naprawdę, to Twój mąż usprawiedliwia swoje oddalenie tym, że on to wszystko robił dla Was....to nieprawda, początkowo może tak, potem taki tryb życia zaczął mu się podobać....praktycznie zajmował się tylko sobą.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 03.05.21, 10:32
                                                    jeszcze jedna dość istotna sprawa, jak stawiać warunki czy wymagania, żeby nie były w formie rozkazu czy szantażu:
                                                    byłoby bardzo źle, gdybyś mu powiedziała np......zmień pracę, inaczej nic z tego nie będzie.
                                                    zrobisz dobrze, jak powiesz...uważam, że jeżeli nie zmienisz pracy lub nie wygospodarujesz czasu dla rodziny, nie uratujemy nas. jak mamy się dogadywać, jak ciebie praktycznie nie ma?
                                                    jak mu będzie zależało, zacznie brać pod uwagę taką możliwość...
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 07:52
                                                    Hej, stosuje się do Twoich rad, jestem spokojna, miła, wypełniam swoje obowiązki i staram się żeby atmosfera była w porządku. Wczoraj wspólnie obejrzeliśmy TV, a wieczorem mąż przyszedł do mnie kiedy już spałam i przytulił się. Czuje, ze zaczyna się łamać. Zobaczymy jak będzie. Oby pod wpływem swoich kolegów nie obrał znowu złej drogi. Wczoraj wstał zrobił śniadanie, a nawet ugotował obiad. Albo przyjął taka sama taktykę jak ja albo cis chce zmienic. Nie wiem. Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 09:20
                                                    może z jego strony to jest także wołanie o pomoc? żeby coś w Waszym życiu zmienić?
                                                    napisałam Ci, o czym powinnaś pamiętać każdego dnia!!! i tak ma być już zawsze!!!
                                                    musisz mądrze separować go od kolegów i to tak, żeby się nie zorientował....organizuj dla Was wspólny czas i zajęcia, na razie, na ile to się da.
                                                    może jednak trzeba pomyśleć o zmianie pracy? lub dąż do tego, żeby nie spędzał w niej aż tyle czasu. żeby po pracy zamiast spotkań z kolegami, wracał do domu.
                                                    koledzy przestaną odgrywać główną rolę w życiu męża, jeżeli w domu będzie w porządku, oprócz oczywiście obowiązków, będzie także relaks i wspólnie spędzony miło czas, niekoniecznie tylko w domu.
                                                    rozumiem, że pochwaliłaś za ugotowany obiad i przytuliłaś/dałaś buziaka za śniadanie smile smile smile
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 10:10
                                                    napisałaś, że mieszkacie w małej miejscowości, zakupy spożywcze też pewnie robisz w sklepie na miejscu, zmień to.....
                                                    na co dzień kupuj tylko chleb....róbcie wspólnie z mężem zakupy np w weekend, w pobliskim mieście, zabierajcie dzieci, wiele się nauczą, chodzi o to, by spędzać razem czas, żeby to sprawiało Wam przyjemność. taka mała wycieczka pełna śmiechu, dotknięcia ręki męża w samochodzie, przytulenie subtelne w kolejce, popatrzenie w oczy.
                                                    to tak na początek...
                                                    pomyśl, jak podejść męża, by chciał wziąć udział w tej zmianie.
                                                    nie żałuj pieniędzy na ratowanie związku, bo jest on bezcenny.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 15:52
                                                    Tak, postaram się to wszystko tak zorganizować żeby było dobrze. I tak już przejawia jakiekolwiek chęci. Boje się tylko ze pójdzie do ludzi, którzy znowu namaca mu w głowie, ze znowu się odwróci. Chciałabym żeby było dobrze, żebyśmy mogli na nowo zbudować swój dom. Narazie to są ruiny. Dzisiaj zorganizowałam sobie tak dzien żeby nie myśleć i nie analizować bo to mi nie pomaga. Staram się tez zapomnieć o tym co było złe bo całkowicie mnie to rozstraja emocjonalnie. Najgorsze jest to ze cały czas nie wiek co on zamierza, nie wiem na czym stoję. On sam pewnie nie wie czego chce. Poczekam, będę cierpliwa. W sumie nic innego mi nie pozostało. Muszę skupić się na tym co tu i teraz. Czas pokaże co będzie.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 16:18
                                                    bądź cierpliwa i wdrażaj to, co Ci napisałam ( mam nadzieję, że uważnie czytasz)
                                                    on ulegnie kumplom jeszcze nie raz ( jak myślisz, dlaczego u nas trwała naprawa aż dwa lata?), ale dzięki Twojej konsekwencji i mądremu postępowaniu zobaczysz, jak będzie emocjonalnie i fizycznie wracał do Ciebie, do dzieci, do domu.
                                                    pamiętaj, że budować na nowo, to nie wchodzić w dawne schematy, nie wracać do tego co było....
                                                    co teraz może kryć się za postępowaniem Twego męża???
                                                    - być może to tylko gra, od niechcenia pobawi się w naprawianie związku, by któregoś dnia powiedzieć, że starał się, ale się nie udało.
                                                    - nie wiadomo na ile emocjonalnie zaangażowany jest w to swoje życie, które prowadzi poza domem.
                                                    - być może jest inna kobieta, może ta sama, z którą niby zdradził Cię emocjonalnie....może to trwa nadal, a on się waha, co ma wybrać.
                                                    - może być tak, że praca, którą wykonuje frustruje go, nie może o tym porozmawiać z Tobą.
                                                    - może być tak, ze czuje się jak bankomat dostarczający tylko środków swojej rodzinie, czuje się wypalony.
                                                    - może być zupełnie inna przyczyna Waszego kryzysu.
                                                    szkoda, że nic wcześniej z tym nie zrobiłaś, byłaby większa szansa na uratowanie małżeństwa.
                                                    to on zdecydował i może być trudno już cokolwiek naprawić.
                                                    poczekaj zatem, odbudowuj siebie, niezależnie jaki sprawa przybierze obrót, sił potrzebujesz i to dużo.





                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 04.05.21, 22:31
                                                    Hmmm...No widać progres jeśli chodzi o jego stosunek do mnie. Myśle ze nikogo nie ma, bo gdyby miał chowałby telefon i nie pozwoliłby mi go dotknąć. Komputera tez nie ukrywa.Być może, a nawet na pewno czuł się jak bankomat, bo wysyłał kasę i na tym się kończyły relacje rodzinne, tylko ze on sam tak zdecydował, on sam nigdy nie miał czasu, nie potrzebował. Być może teraz zaczyna rozumieć. Nie wiem. Staram się bardzo żeby poczuł się dobrze, żeby lubił tutaj wracać. Staram się żeby był spokój i nawet jak zrani mnie jakimś słowem zaciskam zeby i nie robię afery. Ewentualnie mówię ze te słowa mnie zraniły, ale nie odrzucam piłeczki i nie prowokuje kłótni. Strasznie złe mi z ta sytuacja, a jednocześnie myśle sobie, ze jeśli przetrwamy wyjdziemy z tego doświadczenia inni. Ja sama widze, ze się zmieniłam, ze przestawiłam myślenie, ze zaczęłam wymagać od siebie, ze nie robię z igły widły. Chyba trochę wyluzowałam. Być może on poczuł się osaczony bo bywałam zbyt podejrzliwa, a może chciałby spróbować innego życia. Nie wiem. Być może to we mnie był problem bo nie umiałam mu wybaczyć.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 06:42
                                                    jeżeli Cię zrani, nie zaciskaj zębów, tylko mu powiedz, że czujesz się zraniona, że boli cię jego zachowanie, inaczej nic się w Waszym życiu nie zmieni, dalej będzie kwitła przemoc. afery nie wszczynaj, po prostu mu to powiedz.
                                                    jeżeli nie rozwiązujemy problemów na bieżąco, nawarstwiają się i spokój jest tylko pozorny.
                                                    najlepiej, jak się da, oczyszczać atmosferę od razu.....
                                                    nad drobnymi potknięciami męża przechodź do porządku dziennego, każdy się potyka, Ty także....
                                                    miałaś prawo być podejrzliwa po tej zdradzie, więc powiedz mu, żeby swoim zachowaniem nie dawał Ci powodów do zazdrości.
                                                    z kryzysu nie wychodzi się szybko, trzeba być cierpliwym, nie poddawać się, a na pewno jeszcze będziesz szczęśliwą i spełnioną kobietą.
                                                    do niego na pewno coś dociera, bo to od niego wyszła inicjatywa zmiany, tylko nie w takim kierunku jak trzeba.
                                                    sama widzisz co na niego działa, jakie Twoje zachowania czy mowa powodują, że mąż się otwiera i staje się inny, lepszy.
                                                    słowa: wybacz mi, przepraszam, jesteś dla mnie ważny, kocham cię, dziękuję, cieszę się i inne podobne, powinny być często używane w relacjach między małżonkami.
                                                    wiem jak się czujesz....zawieszona, niepewna, w huśtawce, ale to minie.
                                                    zachowuj się tak, jakbyś chciała, żeby Twój dom wyglądał....żebyś w tych zmianach, które wprowadzasz, sama dobrze się czuła.
                                                    przepraszam, że zadawałam Ci takie niewygodne pytania, ale to dla Twego dobra, żebyś mogła przemyśleć, podejść do problemu kompleksowo.
                                                    nie możesz się poddać, to dopiero maleńki początek....poza tym kochasz męża. jest potrzebny nie tylko Tobie, ale także dzieciom.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 10:55
                                                    Tak, nie mogę się poddać ale zabija mnie ta ciągła niepewność co będzie. Chciałabym żeby wszystko było tak jak kiedyś. Z natury jestem dość niecierpliwa i nie lubię spraw długo procesowych a to będzie bardzo długi proces. Tylko nie mam wyjścia. Muszę skupić się na każdym dniu, robić swoje. Bardzo bym chciała żeby mój mąż kiedyś to docenił, żeby był taki jak kiedyś.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 12:14
                                                    możemy sobie podać ręce z niecierpliwością, jestem tak samo kąpana w ukropie...
                                                    na kryzys pracowaliście latami, wyjście z niego musi potrwać.
                                                    nie popełnij falstartu, możesz wszystko zepsuć....a dopiero co, zaczęliście naprawiać.
                                                    no właśnie, ciesz się z każdego dnia, który można zaliczyć do udanych, dzięki tym zmianom.
                                                    mąż zanim przyłączy się, zaakceptuje, będzie się przyglądał, analizował i wyciągał wnioski....musi widzieć konsekwentną, pewną siebie żonę smile
                                                    nie można powiedzieć, że to się uda, ale jak nie spróbujesz - nie uratujesz!!!!
                                                    poza tym dokąd się śpieszysz??? do rozwodu????
                                                    nie wiadomo, na ile kryzys zmienił wewnętrznie Twego męża, do pewnych rzeczy może nie być powrotu, ale Ty również się zmieniłaś!!!! np. nie jesteś naiwna, bardziej świadoma swoich potrzeb, dojrzalsza.
                                                    mąż na pewno doceni i będzie mu zależało, żeby nie stracić tego co ma.
                                                    jeszcze zobrazuję dość poważny problem, otóż....
                                                    zacznie się teraz takie przeciąganie liny, z jednej strony będą oddziaływać na Twego męża jego koledzy, z drugiej - Ty.
                                                    musisz być "lepsza/silniejsza" od kolegów, czyli mądrzejsza....
                                                    nie zakażesz mu kontaktów, bo nie posłucha....weź go swoimi pomysłami wkręć w życie rodziny i nawet się nie zorientuje, że to jest Twoje świadome działanie!!!
                                                    potem sam wyciągnie właściwe wnioski, ale Wy będziecie już spokojnie płynąć po otwartym morzu.
                                                    sama widzisz, że musi upłynąć jakiś czas....
                                                    pamiętaj, żeby bez słów "czarować" swego męża...ładna koszulka nocna, romantyczna/twarzowa fryzurka, ciekawy kolor włosów, seksowna, ale nie wyzywająca sukienka itd. nawet na zakupy ładnie się ubieraj....pomyśl nad własnym stylem.
                                                    zrób to nawet dla siebie, od razu pewniej się poczujesz smile
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 12:51
                                                    poza tym Twój mąż zadeklarował wyprowadzkę w wakacje, to już niedługo, wytrzymaj jeszcze.
                                                    oczywiście mówię to żartem, choć może stać się faktem.
                                                    ale nie śpiesz się z podejmowaniem trudnych i ważnych decyzji, które mogą mieć wpływ na dalsze Twoje i dzieci, życie.
                                                    masz co robić każdego dnia....wzmacniaj siły.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 14:10
                                                    To prawda co piszesz. To bardzo mądre i budujące słowa. Nawet nie wiesz jak mi pomagają. Zbieram siły. Każdego dnia. Robię wszystko żeby nie zwariować. Wypełniam sobie czas. Jednocześnie staram się pomagać tez jemu w różnych sprawach. Czasami wyręczał go w czymś mówiąc ze pewnie jest zmęczony. Staram się jak mogę, ale mam wrazenie ze on stał sie taki oschły i zimny, czasami jego słowa zadają mi ból. I mam wrazenie ze robi to z premedytacja. Tylko ze ja nie daje się wyprowadzić z równowagi. Jednocześnie przejawia chęci, zrobi śniadanie, przyjdzie i spędza czas ze mną a nawet zaczął spać znowu ze mną w jednym łóżku. Ja boje się ze to na chwile, ze da mi nadzieje i pójdzie. Mam wrazenie ze się zabezpiecza. Wcześniej mieliśmy wspólne konto, teraz robi mi zdefiniowane przelewy i odciął od swojego konta. Z jednej strony tak, z drugiej tak. Z jednej przejawia zachowania które wskazuje ze chce o nas zadbac, z drugiej wszystko zmienia. Naprawdę walczę, ale nie opuszcza mnie lęk przed tym, ze to wszystko jest złudne i bez sensu. Nie wiem czy wróci mój dawny mąż, ten opiekuńczy, troskliwy i wrażliwy. Kiedyś taki był.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 16:37
                                                    zmartwiłaś mnie, bo to co on robi, zmierza w niedobrym kierunku...
                                                    może to wszystko już za daleko zaszło....sądzę, że właściwe wnioski wyciągasz i wnikliwie obserwujesz...
                                                    jesteś żoną!!! zapytaj dlaczego z kontem robi takie rzeczy!!!! koniecznie!!! szczerze.....
                                                    nie zwlekaj, osobiście zabolałoby mnie bardzo, to co zrobił.
                                                    gdzie uczciwość małżeńska?
                                                    jak się dobrze rozejrzysz, to i drugi telefon do kontaktów z kochanką znajdziesz....
                                                    rób co robisz do tej pory, bądź dalej dobrą żoną, nawet przez łzy....
                                                    niech to samo wybrzmi do końca, zobaczysz....
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 18:57
                                                    Zapytałam. Oszczędzanie nigdy nam nie wychodziło. Zawsze było trzeba kupić to czy tamto. Odkąd przelewa mi pieniądze, reszte odkłada na osobne konto bo zbierał na wkład na mieszkanie. Ma tam już kilkadziesiąt tysięcy. I zbiera nadal. Powiedział ze jego marzeniem zawsze był dom i odkłada pieniądze bo być może kiedyś się uda. Rzeczywiście jak mieliśmy wspólne konto to pieniądze jakoś się rozchodziły, a to wyjazd, a to nowe buty, a to coś......teraz opłaca wszystko, daje mi, sobie zostawia i reszte odkłada. Dzisiaj wspomniał o tym domu a to dobry znak bo ostatnio mówił ze absolutnie nie. Dzisiaj powiedział ze zawsze to było jego marzenie i chciałby zaufac mi na tyle żebyśmy mogli razem ten dom zbudować. O wyprowadzce przestał mówić. Zaczął spać ze mną, ma nawet czas na wspólna kawę, ostatnio przywiózł moje ulubione ciasto. Po pracy wstąpił do piekarni. Niby nic ale pomyślał. Powiedział tez ze widzi moja zmianę, ze stałam się bardziej samodzielna, ze zawsze wszytsko było na jego głowie. Otworzył się a to już sukces. Ale tak jak powiedziałam wcześniej boje się. Cały czas się boje ze zawróci.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 19:38
                                                    Uważam, że powinnaś mieć dostęp do wszystkiego!!!!
                                                    powinnaś znać odłożoną sumę pieniędzy...
                                                    w razie czego powinnaś być wskazana w banku jako osoba, która może wybrać lokatę, np. na wypadek jakiegoś nieszczęśliwego zdarzenia.
                                                    bardzo się cieszę, że idzie niby to wszystko w pozytywną stronę.
                                                    stać go robić Ci drobne przyjemności, właściwie z tego składa się radość życia....
                                                    tym bardziej Ty nie odstępuj od zmian, które chcesz wprowadzić.....jak widzisz, on także to dostrzega.
                                                    cieszę się smile smile smile
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 05.05.21, 22:54
                                                    Tak, powinnam mieć dostęp do wszystkiego, ale teraz kiedy coś ruszyło nie chciałabym kłócić się o pieniądze wiec odłożę ta rozmowę na potem. Tym bardziej ze wiem ze w tej sprawie największa role odegrał jego pseudo przyjaciel. W ogóle on jest źródłem wszystkich naszych niepowodzeń. Zanim mój mąż go poznał był zupełnie innym człowiekiem. Odkąd zaprzyjaźnili się ja odeszłam na bok, zaczęły się problemy, konflikty, alkohol. Nagle stałam się zła, zbyt wymagająca itd. Mam ogromny żal do tego człowieka bo sam sobie życia nie ułożył i próbuje rozwalić życie innym. A mój mąż zrobił sobie z niego bożka. Mi wybierał przyjaciół, a sam wchodzi w dziwne relacje które wysysają energię z naszej rodziny. Ja zerwałam mnóstwo kontaktów bo jemu coś się nie podobało, ale ja nie mogę złego słowa powiedzieć na jego znajomych. Ot, tak wlasnie. Dlatego zamierzam odnowić kontakty z ludźmi których straciłam, zamierzam spotykać się z nimi i sama decydować kogo wpuszczam do swojego życia. Tez mam do tego prawo. Czasem sobie myśle ze to nasze malzenstwo jest bardzo ale to bardzo burzliwe. Z jednej strony pozwalał mi się rozwijać, dawał mi narzędzia, a z drugiej ograniczał, chociaż nie, ja sama się ograniczyłam, bo robiłam tak jak on zagrał. Nie podobali mu się moi znajomi to przestałam się z nimi widywać. Przestałam robić wiele rzeczy bo wiedziałam ze on tego nie lubi albo to wyśmiewa. Tak naprawdę nie żyje i nie tobie wielu rzeczy tak jakbym chciała. Nawet muzyki słucham takiej jak on lubi, filmy oglądam takie jak on lubi, jem to co on lubi, a wszystko po to żeby mnie zauważył, żeby był ze mnie dumny. Chociaż raz. Tymczasem on uważa ze robił wszystko odkąd się znamy dla mnie, ze go nie doceniałam, ze czuł się złe . Teraz coś ruszyło. Nie wiem co będzie i co przyniesie jutro, ale bez względu na wszystko muszę pomyśleć o sobie, o tym cofnął mnie jest dobre, co mi przyniesie radość. Chce czuć się dobrze. Zawsze miałam niska samoocenę, bałam się cokolwiek robić, bo ciagle czułam ze robię coś za mało dobrze. Nawet wtedy kiedy dawałam z siebie 100%. Szybko się zniechęcałem bo wydawało mi sie ze nie dam rady, ze będą lepsi, ze się nie nadaje. Dużo mi uciekło, dużo mogłabym w życiu osiągnąć, ale zaprzepaściłam wiele. Niestety. Dopiero teraz zaczynam wierzyc w siebie, zaczynam dostrzegać to czego nie widziałam przez te wszystkie lata.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 06:52
                                                    nie będziesz walczyć otwarcie przeciwko jego kolegom, nic to nie da, a mąż będzie uważał, że go bierzesz pod pantofel...
                                                    jak pisałam niejednokrotnie, musisz być mądrzejsza od jego kumpli i w sposób zakamuflowany odciągać męża od nich.
                                                    nic się nie stanie jak wyrazisz od czasu do czasu swoją opinię na temat jego kolegów.
                                                    do rozmowy o pieniądzach kiedyś wróć, przecież nie będziesz ruszać pieniędzy, które odkładacie na dom, ale jakby mężowi coś się stało, to co???? choćby dlatego....
                                                    masz rację, spotykaj się ze znajomymi, którzy są ważni dla Ciebie, dodadzą Ci energii, a w razie czego, będziesz mogła na nich liczyć.....gdyby mąż odszedł, nie miałabyś wokół siebie nikogo.
                                                    Twoje małżeństwo nie było burzliwe, mąż Cię zdominował od początku, natomiast Ty w imię miłości, dla dobra rodziny....zgodziłaś się....bo bardzo chciałaś mieć pełną, szczęśliwą rodzinę.
                                                    pisałam już, zacznij budować dom taki, jaki byś chciała mieć, ku temu mają być zmiany, które wprowadzasz.
                                                    a męża trzeba doceniać, chwalić....oczywiście jak na to zasługuje, nawet najdrobniejsze przejawy jego chęci w budowanie Waszych relacji na nowo.
                                                    skoro tak Ci powiedział, to pewnie tak się czuł.
                                                    ja również w swoim życiu wiele zaprzepaściłam, ale potem udało mi się nadrobić, oczywiście nie wszystko, do tej pory żałuję smutnego dzieciństwa naszych dzieci, natomiast w pracy rozwinęłam się bardzo i odnosiłam sukcesy.
                                                    nie porównuj się z innymi ludźmi, każdy ma inną sytuację....poza tym dla każdego może być ważne co innego....dla Ciebie szczęście rodzinne, dla kogoś prestiż i uznanie w pracy.
                                                    Ty w swoim życiu masz czuć się dobrze....
                                                    rozczarowana, jesteś wyjątkowa smile samo to, że zrobiłaś taką kompleksową analizę Waszego małżeństwa, dostrzegłaś mankamenty, świadczy o Twojej inteligencji, samokrytycyzmie, mądrości i umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach.
                                                    wiesz co masz robić....działaj i ciesz się każdą chwilą.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 11:54
                                                    Ciagle się staram, ale dzisiaj znowu powiedział ze rozważa wyprowadzkę. A mi za każdym razem kiedy to słyszę jakby ktoś wbił nóż w plecy. Powiedział tez ze musimy porozmawiać ale on nie ma teraz do tego głowy ani czasu. Już teraz mam dość tej gry z jego strony a co będzie później? Czasem mam ochote się poddać. Ta ciągła niepewność w której mnie trzyma to jest jakaś porażka. Strasznie mnie to wszystko meczy.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 12:47
                                                    niczego nie odwołuję, co na temat Twego męża napisałam....moje podejrzenia. chce
                                                    porozmawiać???....groźnie to zabrzmiało.
                                                    wytrzymałaś tyle lat w tej huśtawce, w samotnym radzeniu sobie ze wszystkim, a nie wytrzymasz najbliższych tygodni??? przestań....
                                                    podejrzewam, że Twoje łagodne postępowanie i to, że nie pozwalasz wyprowadzić się z równowagi, wytrąciło jego z równowagi, nie tego się spodziewał.....
                                                    jesteś pod tym względem górą....niezależnie co Ci wyzna.....
                                                    chciałby w atmosferze kłótni wynieść się z domu...tak jest łatwiej, dla niego oczywiście!!!!
                                                    myślisz, że jak się wyprowadzi to nie będziesz się męczyć???....dopiero dotrze do Ciebie emocjonalny ból, a jeszcze jak dotrze do ciebie, co ukrywał....
                                                    poczekaj....bądź czujna.
                                                    baw się z nim w dom jak do tej pory....a może wszystko będzie dobrze? skąd wiesz?.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 13:19
                                                    dziewczyno...jeszcze zdążysz wywalić mu w twarz, co czujesz...
                                                    jeszcze zdążysz odciąć się od niego...
                                                    jeszcze zdążysz dać mu siarczysty policzek....
                                                    jeszcze zdążysz pokazać, że radzisz sobie bez niego.....
                                                    ale co, jak Ty się poddasz za wcześnie i wszystko zmarnujesz? utwierdzisz go tylko w przekonaniu, że te zmiany u Ciebie to tylko powierzchowna sprawa?
                                                    skąd wiesz, czy te ostatnie tygodnie nie zaważą, że on wybierze rodzinę???
                                                    nie chwiej się jak wierzba na wietrze...dopiero mówisz o nim dobrze, już za chwilę źle.
                                                    dopiero będziesz beczeć w samotności, na razie ciesz się tym co masz....
                                                    skąd wiesz, że los Waszego małżeństwa jest przesądzony?
                                                    będziesz cierpliwsza, więcej się dowiesz....mądrze zadziałasz.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 13:28
                                                    Masz racje, ale właśnie ta huśtawka emocjonalna mnie dobija. Czuje ze jestem na skraju przepaści. Radzę sobie, trzymam emocje na wodzy, ale czasem ogarnia mnie jakaś przerażająca samotność, lek. Chciałabym już wiedzieć na czym stoję, jaka decyzje podjął. I tutaj wychodzi moja niecierpliwość. Chciałabym poczuc się kochana, chciałabym żeby okazał mi miłość, żeby był. Na niczym nie potrafię się skupić. Ide kupić sobie jakieś witaminy. Muszę się wzmocnić. Muszę się ogarnąć. Dzięki ze jestes.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 14:27
                                                    żyj na razie nadzieją!!!!
                                                    pewnie, że jest Ci przykro i smutno, bo to on chce odejść...musiałaś przeoczyć dużo wcześniej wysyłane przez niego sygnały.....
                                                    przyznaję, że Cię nie rozumiem w tym pośpiechu....
                                                    nie możesz się na niczym skupić...baw się z dziećmi, oglądaj filmy, zgotuj coś smacznego, przejrzyj garderobę, zaplanuj w co się będziesz ubierać w najbliższym czasie, zadzwoń do kogoś, po prostu sobie posiedź z twarzą ku słońcu.
                                                    rozczarowana...2 lata zajęło nam, mnie i mężowi docieranie się na nowo, wiesz jak trudno wyjść z dawnych kolein??? wciąż mąż w nie wpadał....myślisz, że towarzystwo z którym się wcześniej zadawał...odpuszczało???.
                                                    dziś, niektórzy zagorzali imprezowicze już nie żyją, pozostali patrzą z daleko i boją się bliżej podejść.....i oto mi chodziło.
                                                    wiele rzeczy zrozumiał mój mąż i sam trzyma odpowiedni dystans od nieodpowiednich ludzi.....boi się stracić co ma.
                                                    a Ty chcesz już??? jeszcze prawie nic nie zrobiliście poza pójściem do łóżka i zrobienie sobie kilku przyjemności....ale to zdecydowanie za mało na uratowanie małżeństwa.
                                                  • rozczarowana2021 Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 14:56
                                                    Tak, wiem. Muszę nauczyć się cierpliwości. Przede wszystkim. Tylko czasem wkurza mnie to ze tyle razy mnie skrzywdził, a to ja muszę robić wszystko by został, to ja muszę walczyć, to ja muszę zagryzać żeby chociaż czasami chciałabym wykrzyczeć mu jakim jest dupkiem. Irytuje mnie to, ale tak wiem, muszę mądrze do tego podejść, muszę działać dyskretnie, spokojnie, bo inaczej ucieknie teraz, bo nie będzie już szansy na odbudowanie czegokolwiek. Muszę sie ogarnąć. Po prostu muszę. Czasami tez szwankuje moja wyobraźnia, jest dość rozwinięta. Nie ułatwia mi to niczego. Ale cóż...muszę z tym walczyć. Nie mam wyjścia.
                                                  • lzyoporanku Re: Kiedyś tu byłam 06.05.21, 15:17
                                                    rozczarowana, przede wszystkim wcale nie musisz mnie słuchać!!!!
                                                    każde małżeństwo i problemy w nim są inne...znowu patrzysz tylko na siebie i pamiętasz, że Cię skrzywdził zapominając, że nieświadomie, ale przyczyniłaś się również do tego kryzysu.
                                                    widzę w Tobie taką dziewczynkę, która idealizuje życie i chociaż twierdzi, że ma dość rozwiniętą wyobraźnie...to praktycznie zachowuje się naiwnie i niedojrzale.
                                                    rób to, co dyktuje Ci Twój rozum i intuicja.....chcesz to mu wykrzycz już teraz jakim jest dupkiem,
                                                    zrób to, co Twoim zdaniem powinnaś zrobić, i poczujesz się lepiej....tylko czy na długo???
                                                    zastanawiam się, czy nie zaprzestać pisania, żeby nie mącić Ci w głowie, żebyś samodzielnie podejmowała tak ważne decyzje.
                                                    konsekwencje będziesz zbierać Ty, może warto posłuchać tylko siebie?