gotyma
12.11.04, 16:25
witam
czytam wasze listy, rozumiem, wspolczuje i czesto odnajduje sie w waszych zyciorysach.
pomaga mi to zrozumiec Wasz punkt widzenia.
czasami bywa jednak inaczej. nie ma udreczonych stron, nie walk i dramatow. sielanka
poprostu. czlowiek widzi, ze wokol wala sie zwiazki i jest szczesliwy, ze ma rodzine. potem
jednak nadchodzi taki dzien, kiedy okazuje sie, ze to wszysko fikcja. twoj maz od roku ulozyl
sobie zycie z kims innym. moze z mlodsza, moze madrzejsza... z kims innym. potem rozwod i
czlowiek zostaje sam. nie ma wyboru, nie ma prawa glosu i tak jak ktos tu juz napisal: moze
jedynie tupac nogami ze zlosci i tak to nie pomoze. pozostajesz sam i radz sobie. wtedy mozna
dopiero stracic wiare we wszystko, a przede wszystkim w siebie. pelna deprecha! jestem w
takiej sytuacji, choc uwierzcie mi staralam sie bardzo by tak nie bylo...
czy ktos moze mi powiedziec jak sobie radzic, jak dalej zyc?