Dodaj do ulubionych

Jarkoni- i jak

01.12.04, 16:52
przebiegla twoja rzeczowa mam nadzieje rozmowa z Nia?
Bo juz sie chyba sie widzieliscie?
Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 01.12.04, 20:29
      2i8 napisała:

      > przebiegla twoja rzeczowa mam nadzieje rozmowa z Nia?
      > Bo juz sie chyba sie widzieliscie?

      Niestety jeszcze nie było rozmowy...Mieliśmy się dziś widzieć...Wczoraj Ona
      straciła pracę ( studiuje zaocznie ), nie chce się widzieć ani rozmawiać,
      dołek, nie dziwię się...
      A wczoraj znowu moje faux pas...Idiota jestem..Rozmawiałem z Jej koleżanką na
      gg i dowiedziałem się, że mimo tego, `że jest na randkach to z nikim się nie
      spotyka...Ulżyło mi jakby...A kiedy wymiana 2 maili
      z Nią to na dole była reklama randek z tekstem : już ponad 400 tysięcy facetów
      czeka na Ciebie...
      I głupi napisałem :jestem z Tobą...Będzie dobrze..a ten link pod mailem to
      chyba optymistycznie brzmi?
      I wściekła się...
      I jest cisza...
      I to tyle na dziś...
      Informować na bieżąco?
      Pozdrawiam bardzo
      • zosienka23 Re: Jarkoni- i jak 02.12.04, 09:11
        TAk, informuj na biezaco, bo my wszyscy Wam dobrze zyczymy no i moze uda Ci sie
        jakos pomoc, przestrzec przed jakąć gafasmile
        Wsciekla sie o ten podpis?? To chyba efekt tego dolka, wiec wiele wiecej rzeczy
        ja drazni.
        Nie chciala sie z Toba widziec? Rozumiem, ma dola, ale nie mozesz teraz
        siedziec w cieniu. Nie, nie narzucac sie, ale dac jej do zrozumienia, ze ja
        wspierasz. Tekst "jestem z Toba" jest dobry, ale chyba nie obok reklamy.smile)
        A moze moglbys pomoc jej znalezc nowa prace? Serio mowie, moze kogos znasz,
        skoro prowadzisz wlasna firme. Milosc to nie tylko slowo "Kocham Cie", ale
        pokaz jej ze myslisz o niej, ze sie martwisz, chcesz jej pomoc..tak
        bezinteresowanie, nawet jak ona nie bedzie cchiala wrocic.
        • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 02.12.04, 11:12
          zosienka23 napisała:

          > TAk, informuj na biezaco, bo my wszyscy Wam dobrze zyczymy no i moze uda Ci
          sie
          >
          > jakos pomoc, przestrzec przed jakąć gafasmile
          > Wsciekla sie o ten podpis?? To chyba efekt tego dolka, wiec wiele wiecej
          rzeczy
          >
          > ja drazni.
          > Nie chciala sie z Toba widziec? Rozumiem, ma dola, ale nie mozesz teraz
          > siedziec w cieniu. Nie, nie narzucac sie, ale dac jej do zrozumienia, ze ja
          > wspierasz. Tekst "jestem z Toba" jest dobry, ale chyba nie obok reklamy.smile)
          > A moze moglbys pomoc jej znalezc nowa prace? Serio mowie, moze kogos znasz,
          > skoro prowadzisz wlasna firme. Milosc to nie tylko slowo "Kocham Cie", ale
          > pokaz jej ze myslisz o niej, ze sie martwisz, chcesz jej pomoc..tak
          > bezinteresowanie, nawet jak ona nie bedzie cchiala wrocic.

          Zosienka no błagam Cię !!!!!! W ciągu kwadransa od chwili kiedy się o tym
          dowiedziałem już rozmawiałem z kolegą menadżerem w dobrej dużej firmie,
          poprosił o przysłanie CV i LM...Napisałem jej o tym maila (to jedyna forma
          kontaktu między nami) i dodałem, że czy jesteśmy razem czy nie, to proszę żeby
          pamiętała że jestem jej przyjacielem i będę wspierał i pomogę zawsze na ile
          będę mógł...
          • zosienka23 BRAVO!! 02.12.04, 15:34
            O Co Ty mnie JArkoni błagasz??smile
            Spisales sie na medal!!! Az mi sie usta same w usmiech wygiely jak to
            przeczytalam! Zachowanie idelane, oby tak dalej a bedzie dobrze! Mowie Ci, ze
            bedzie!!smile))Ja w to wierze!
            Trzymam za Ciebie kciuki bardzo mocno!!!!BArdzo!
            P.S. A to moze mi tez prace znajdziesz, hahaa??
            • jarkoni Re: nic to.. 02.12.04, 17:13
              zosienka23 napisała:

              > O Co Ty mnie JArkoni błagasz??smile
              > Spisales sie na medal!!! Az mi sie usta same w usmiech wygiely jak to
              > przeczytalam! Zachowanie idelane, oby tak dalej a bedzie dobrze! Mowie Ci, ze
              > bedzie!!smile))Ja w to wierze!
              > Trzymam za Ciebie kciuki bardzo mocno!!!!BArdzo!
              > P.S. A to moze mi tez prace znajdziesz, hahaa??

              Zosienka, to błagam to taka figura retoryczna, że niepotrzebnie o tym mówiłaś
              bo już było zrobione i hmmm za kogo mnie uważałaś, skoro nie wierzyłaś że tak
              postąpię...Dla mnie to oczywiste było...
              A jeśli poważnie o pracy i bez "hahaha" to napisz mail do mnie, mam parę
              zaprzyjaźnionych firm w paru miastach...Pozdrawiam i dzięki za wsparcie...
              • zosienka23 Re: nic to.. 02.12.04, 18:53
                no uwazałam Cie za goscia w porzadku i swietnie, ze sie nie pomylilam-stad taka
                radosc sie we mnie obudzila. Wiec sie tak nie unossmile)), ja tam w Ciebie
                wierzylam i wierze.
                Jakos mi dziwnie zalezy zeby Wasza historia sie pomyslnie zakonczyla, bo
                przypominasz mi moj kawalek zycia. Wiec rzczywiscie chyba napisze do Ciebie
                maila...dzis lub jutro.
                • sabizadumana Re: nic to.. 04.12.04, 22:59
                  Jarkoni, jak ona sie o taki zarcik obraza, to .. .ja lepiej nie komentuje. Dol
                  dolem, ale zwykla gafe to ona strzelila nie ty.
                  • farfocle Re: nic to.. 05.12.04, 19:57
                    Gafa?
                    W sprawach uczuc gafa?
                    Jest na niego wściekła za pare lat rozmemłania tego związku doprowadzenia go
                    do takiego niesmacznego finiszu więc się będzie obrażać o byle g... bo jest
                    nabuzowana negatywnymi emocjami-to jarkoni ma jak w banku.
                    A myślałam,że dorośli ludzie a tym bardziej 40-letni,po "przejściach",
                    doświadczeni itd itp... ŻE WIEDZĄ ŻE O UCZUCIACH NIE ROZMAWIA SIĘ MAILAMI I
                    SMSami!
                    Kontakty mailowe i jeszcze meilowe uszczypliwości i igiełki które jej tak
                    dyskretnie wbijasz (oczywiście z jak najlepszej woli hihi) na pewno za ciebie
                    nie załatwią sprawy.
                    Bo ona jesli a cos jeszcze czeka to na to żebyś sie okazał mężczyzną,ktory nie
                    tchorzy przed rozmową face to face. A ze będzie ona trudna i baardzo burzliwa
                    to chyba wiesz. Ale możesz zacząć od "przepraszam" takie czarodziejskie słowa
                    działają na kobiety ha
                    • jarkoni Re: nic to.. 06.12.04, 18:20
                      farfocle, to nie ja zdecydowałem się na tylko kontakty mailowe...To Ona nie
                      chce telefonów choćby, a na smsy nie odpowiada...Rzeczywiście była to
                      idiotyczna igiełka, jak nastolatek zupełnie, aż mi wstyd...
                      Będzie rozmowa, oczywiście, i to lada dzień....I boję się tej rozmowy jak
                      cholera..Znasz takie uczucie, że chcesz się jeszcze łudzić dzień czy dwa, że
                      będzie dobrze, a wiesz że właściwie idziesz na ścięcie, żeby się dowiedzieć ze
                      to koniec absolutny...Głupie, co?
      • clio11 Re: Jarkoni- i jak 02.12.04, 09:50
        Pytanie z gatunku retorycznychwink Oczywiście, że informuj!
        • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 07.12.04, 17:47
          Nie wiem czy to jeszcze kogokolwiek interesuje, ale miałem bardzo dziwny
          dzień...I nie wiem z czego on wynika..Po pierwsze w niedzielę napisałem swojej
          Kochanej czy się spotkamy..Odpisała, że tak, i że da mi znać kiedy, bo ma cały
          tydzień szkolenia w banku i nie wie do której ( może dostanie pracę)...Wczoraj
          wysłałem Jej kartkę Mikołajkową, odesłała swoją...Z bardzo romantycznym
          tekstem: DLA (tu moje imię), OD (tu jej imię)...A dziś nagle sobie
          uświadomiłem, że to ona wcześniej czy później, a czasem w ogóle, odpowiada na
          moje maile...Sama się nie odzywa, mimo że twierdziła, że chce mnie znać, bo
          kocha i ceni, niezależnie od tego czy jesteśmy razem...I po prostu dziś nic nie
          napisałem..I mam durne uczucie, że jutro też nic nie napiszę..I szczerze mówiąc
          dziś czuję się jak nachalny narzucający się facet, któremu odpowiada się od
          niechcenia, z łaski itp....Dziś mam głupi dzień, nawet nie wiem czy chcę tego
          spotkania i odgrzewania czegokolwiek...Pewnie jutro zmienię zdanie, ale dziś (
          hmmmm informując na bieżąco) mówię co czuję...
        • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 00:41
          Minęło 4 dni i się nie odzywam, to główna informacja....Ona jak zwykle sama się
          nie odezwie...Nie wiem co mi się w głowie przekręciło i ile to potrwa i czy
          kogokolwiek to interesuje jeszcze...Dziwny jest ten swiat...
          • scriptus Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 01:23
            Jarkoni, nie wygłupiaj się, to kobieta, ona sama nie napisze. Nie traktuj Jej,
            jak faceta. One są zupełnie inne. Po prostu Ty musisz być inicjatorem
            wszystkiego. Dopóki odpowiada, jest OK. Tak ma być i nie mów, że nie wiesz
            dlaczego. Walcz o swoje.
          • zosienka23 Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 14:31
            to ona odeszla, a TY oczekujesz, ze ona bedzie teraz zabiegac,walczyc o
            Ciebie? Ona odeszla, bo jej cos nie odpowiadalo, to Ty masz pokazac jej, ze
            powinna wrocic, bo warto. A moze wlasnie wychodzi teraz z Ciebie brak pewnosci,
            ze wlasnie Jej chcesz...a moze tylko zle Ci samemu i chcesz kogos, a nie
            konkretnie Jej. Zastanow sie najpierw, potem dzialaj, a udawanie twardego i
            trudnego Ci nie pomoze w tym.
            • farfocle Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 16:36
              Zosienka ma racje
              a jarkoni tak gra - zeby przegrac Ją,
              po cholere to gadanie o miłości jak najważniejsze Jego męskie ego,
              bo dalej uważa że to Ona ma się zmienic i dostosować, Ona ma o niego zabiegac
              (jak ona śmiała odejść!) a On mooooooooże będzie chciał z nią rodzine
              załozyć...a moooooożeeee nieeee..
              brrrr.
              ręce opadaja!
              • scriptus Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 18:16
                Widzisz, nie potrafiłem Ci tego wyłuszczyć przystępnie, a One, kobiety, czyli
                Zosieńka i Farfocle, jednak potrafiły. Ja jednak, nie wgłębiając się w te
                "babskie subtelności" jeszcze raz Ci podkreślam. - to my, faceci, jesteśmy od
                inicjowania wszystkiego, one zaś, jak im nie odpowiada, robią "akcję pasztet" i
                tyle. Nie ma w tym względzie równouprawnienia, chociaż, u młodych, to już się
                zupełnie poprzewracało wszystko na drugą stronę, jak tak dalej pójdzie, to nasi
                wnukowie sami będą sobie musieli rodzić dzieci wink)))
                • scriptus Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 18:47
                  Jeszcze mi coś przyszło do głowy, jak Cię przekonać, Jarkoni smile

                  Stan obecny jest taki - nie masz jej.
                  Jak powalczysz, możesz Ja utracić, czyli nie będziesz Jej miał, albo może być
                  Twoja, czyli spełni się to czego pragniesz, słowem masz szansę.
                  Jak nie powalczysz, pozostanie stan taki jak teraz, czyli nie będziesz Jej miał.
                  Ergo, weź się za robotę, działaj, kolego. Z rozumem, ale nie zwlekaj.

                  Trzymam kciuki wink
                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 13.12.04, 17:09
                    Zrobię jeszcze próbę, może nawet kilka, ale lekko zrezygnowany
                    jestem...Pozdrawiam Cię scriptus...
                  • viillemo Re: Jarkoni- i jak 13.12.04, 17:34
                    scriptusku!!! nic dodac nic ująćsmile toś mnie zaskoczył tą dedukcjąsmile)),
                    żartowałam...wiedziałam, że jestes błyskotliwysmile)
                    • viillemo Re: Jarkoni- i jak 13.12.04, 17:35
                      jarkoni, scriptus ma świętą racjąsmile
                      • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 14.12.04, 20:42
                        viillemo napisała:

                        > jarkoni, scriptus ma świętą racjąsmile

                        No niby powalczyłem, jeśli 2 maile można nazwać walką...I cisza, nawet żadnych
                        odpowiedzi na maile..Już sam nie wiem czy jest sens walczyć..
                        • farfocle Re: Jarkoni- i jak 15.12.04, 08:29
                          jarkoni napisał:

                          > viillemo napisała:
                          >
                          > > jarkoni, scriptus ma świętą racjąsmile
                          >
                          > No niby powalczyłem, jeśli 2 maile można nazwać walką...I cisza, nawet
                          żadnych
                          > odpowiedzi na maile..Już sam nie wiem czy jest sens walczyć..


                          nie, nie mozna bynajmniej tego nazwac walką.

                          posiedz na forum jeszcze z piec lat, poczekaj, moze ktos ci powie czy masz
                          wyslac do niej jeszcze jednego maila czy az sms-a! wtedy wyslesz zastanawiajac
                          sie ciagle czy aby warto, bo jak znowu nie odpowie to ci bedzie przyyykrooo
                          albo coooo...

                          wiesz co ci powiem? jestes "du...wolowa" a nie facet i daj ty tej dziewczynie
                          wreszcie swiety spokoj bo jej zycie zmarnujesz do konca.
                          • zosienka23 Re: Jarkoni- i jak 15.12.04, 15:00
                            Moze Farfocle powiedziala dosc ostro, ale racji troche ma. Naprawde z tego,co
                            widze/czytam powinienes chyba juz dac sobie spokoj i jej tez. Checi i intencje
                            masz dobre, ale kiepsko wcielasz je w zycie. Powiem szczerze, ze nie podoba mi
                            sie, ze Ty w tym wszystkim widzisz tylko siebie. Naprawde starszy rozwodnik z
                            dziecmi nie jestes wymarzonym kandydatem na męża dla mlodej dziewczyny, czego
                            Ty pewnie nie dostrzegasz! Jasne, wszystko da sie pokonac, jesli sie chce, ale
                            Ty jeszcze swoim niezdecydowaniem sam pod soba kopiesz dół!
                            • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 15.12.04, 18:53
                              zosienka23 napisała:

                              > Moze Farfocle powiedziala dosc ostro, ale racji troche ma. Naprawde z tego,co
                              > widze/czytam powinienes chyba juz dac sobie spokoj i jej tez. Checi i
                              intencje
                              > masz dobre, ale kiepsko wcielasz je w zycie. Powiem szczerze, ze nie podoba
                              mi
                              > sie, ze Ty w tym wszystkim widzisz tylko siebie. Naprawde starszy rozwodnik z
                              > dziecmi nie jestes wymarzonym kandydatem na męża dla mlodej dziewczyny, czego
                              > Ty pewnie nie dostrzegasz! Jasne, wszystko da sie pokonac, jesli sie chce,
                              ale
                              > Ty jeszcze swoim niezdecydowaniem sam pod soba kopiesz dół!

                              Zosienka i Farfocle też : powiedzcie mi raz na zawsze gdzie to moje
                              niezdecydowanie, gdzie słabość i dlaczego myślę tylko o sobie...Skoro nie mogę
                              się spotkać i porozmawiać, skoro telefony i smsy bez odpowiedzi, skoro ostatnio
                              kontakt tylko mailowy i piszę codziennie?A przez ostatnich kilka dni nawet na
                              maile nie odpowiada?To gdzie mój błąd?
                              • zosienka23 Re: Jarkoni- i jak 15.12.04, 21:23
                                Jarkoni, nikt tu Ci nie chce dokuczyc!Czasem ktos napisze ostrzej, ale w
                                ramach "potrzasniecia" osobnikiemsmile)
                                Ale przeciez sam pisales tutaj wczesniej, ze bylo kilka dni, kiedy milczales,
                                wiec nie piszesz codziennie.
                                Jestes niezdecydowany?? Czasem tak to odczuwam..Przeciez lapiesz sie na
                                myslach, czy jeszcze warto, czy "mloda dziewczyna" to akurat to czego pragniesz
                                itd, itp.
                                Ja jednego jestem pewna (i Ty chyba tez), potrzebujesz kobiety, ciepla,
                                milosci, nie chcesz byc sam, ale czy to akurat musi byc ta kobieta?? Nikt Ci tu
                                na to pytanie nie odpowie.
                                I pamietaj, my zyczymy Ci szczescia i powodzenia!!!Ja w szczególnosci..smile)
                                • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 21.12.04, 14:22
                                  zosienka23 napisała:

                                  > Jarkoni, nikt tu Ci nie chce dokuczyc!Czasem ktos napisze ostrzej, ale w
                                  > ramach "potrzasniecia" osobnikiemsmile)
                                  > Ale przeciez sam pisales tutaj wczesniej, ze bylo kilka dni, kiedy milczales,
                                  > wiec nie piszesz codziennie.
                                  > Jestes niezdecydowany?? Czasem tak to odczuwam..Przeciez lapiesz sie na
                                  > myslach, czy jeszcze warto, czy "mloda dziewczyna" to akurat to czego
                                  pragniesz
                                  >
                                  > itd, itp.
                                  > Ja jednego jestem pewna (i Ty chyba tez), potrzebujesz kobiety, ciepla,
                                  > milosci, nie chcesz byc sam, ale czy to akurat musi byc ta kobieta?? Nikt Ci
                                  tu
                                  >
                                  > na to pytanie nie odpowie.
                                  > I pamietaj, my zyczymy Ci szczescia i powodzenia!!!Ja w szczególnosci..smile)

                                  Zosieńka dziękuję Ci za wsparcie, nikt nie zna swojej przyszłości i ja też nie
                                  wiem, czy to TA kobieta, byłem tego pewien przez ostatni ponad rok, od kiedy
                                  zaczęły się rozmowy o byciu razem na baaardzo poważnie, czyli o rodzinie...Ja
                                  piszę codziennie i czekam na odpowiedź czasem 3-4 dni...Dziś była odpowiedź, że
                                  chce się zobaczyć, po prostu jest zarżnięta szkoleniami w banku, testami, nauką
                                  itp..Ja akurat chory..Być może po Świętach lub po Nowym Roku...Boję się czy po
                                  ponad 2 miesiącach nie będziemy patrzeć na siebie jak troszkę obcy już sobie
                                  ludzie i będzie sztucznie i sztywno..Czas pokaże, ja osobiście nic więcej
                                  zrobić nie mogę...Napisz do mnie proszę...Pozdrawiam
          • dobrydzien Re: Jarkoni- i jak 13.12.04, 11:18
            Jarku Ona jest kobietą, jeśli kochasz walcz, nie bądz drobiazgowy

            szczęścia
            • scriptus Re: Jarkoni- i jak 15.12.04, 02:06
              Wszyscy trzymamy za Ciebie kciuki, weź jakieś kwiaty i idź do niej.
              • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 05.01.05, 01:36
                scriptus, zobaczę się z nią pewnie po 15 stycznia, po zakończeniu tego całego
                szkolenia, wcześniej nie ma możliwości, zobaczymy co będzie, już nawet nie chcę
                oceniać swoich szans, będzie co ma być...Może to wszystko jest
                przeznaczenie..Okaże się
                • sonia294 Re: Jarkoni- i jak 28.01.05, 22:37
                  No i jak Jarkoni? Posypało się jednak czy sprawa stoi nadal w martwym punkcie?
                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 30.01.05, 18:39
                    sonia294 napisała:

                    > No i jak Jarkoni? Posypało się jednak czy sprawa stoi nadal w martwym punkcie?

                    sonia nic i cisza i martwy punkt, ale pewnie się posypie...Nie widzieliśmy się
                    od 3 miesięcy prawie, nie wierzę że jeszcze coś będzie...
                    • kasiar74 Re: Jarkoni- i jak 30.01.05, 19:59

                      i co teraz??
                      jarkoni napisał:

                      > sonia294 napisała:
                      >
                      > > No i jak Jarkoni? Posypało się jednak czy sprawa stoi nadal w martwym pun
                      > kcie?
                      >
                      > sonia nic i cisza i martwy punkt, ale pewnie się posypie...Nie widzieliśmy
                      się
                      > od 3 miesięcy prawie, nie wierzę że jeszcze coś będzie...
                      • marcepanna Re: Jarkoni- i jak 01.02.05, 12:22
                        warto bylo jarkoni sie rozwodzic????
                        • dobrydzien Re: Jarkoni- i jak 01.02.05, 12:31

                          głupie pytanie Marcepanno i złośliwe.

                          Jarkoni robi dobrze, że układa na nowo swe życie, nie ma sensu twkic w związku
                          bez milości tylko dla dzieci.

                          Wierzę że się pozbiera i będzie szczęśliwy i pozwoli na szcżęście swej żonie.
                        • farfocle Re: Jarkoni- i jak 01.02.05, 12:46
                          marcepanna napisała:

                          > warto bylo jarkoni sie rozwodzic????


                          raczej zapytaj czy warto było okłamywać najbliższe osoby?
                          warto zdradzać? fajnie było bajerować młodą pannicę równocześnie kurczowo
                          trzymając się żony?
                          opłacało się?
                          zadowolony jesteś?
                          • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 01.02.05, 23:45
                            farfocle napisała:

                            > marcepanna napisała:
                            >
                            > > warto bylo jarkoni sie rozwodzic????
                            >
                            >
                            > raczej zapytaj czy warto było okłamywać najbliższe osoby?
                            > warto zdradzać? fajnie było bajerować młodą pannicę równocześnie kurczowo
                            > trzymając się żony?
                            > opłacało się?
                            > zadowolony jesteś?

                            TAK, jestem zadowolony, zostawiłem toksyczny związek, niezależnie czy będę z tą
                            którą kocham...nie widziałem jej od 3 miesiecy, nawet nie wiem czy kogoś ma,
                            porozumiewamy się tylko mailami, ona chłodnymi, ja cieplejszymi...Farfocle
                            naprawdę nie wszystko jest czarne albo białe, skąd u Ciebie taka frustracja i
                            taka wręcz nienawiść do innych..Ja już leczę się u psychologa, może też czas na
                            Ciebie...Odchodzę, dzieci oczywiście ważne, może jak mój wujek który trafił na
                            niewłaściwą kobietę będę dbał o dzieci, ale resztę życia spędzę z paroma
                            papużkami...Fajna perspektywa...Jesteś mało wyrozumiała i pewnie glęboka
                            frustracja i własne złe doświadczenia przez Ciebie przemawiają...No cóż...Bez
                            komentarza
                            • farfocle Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 09:05
                              > TAK, jestem zadowolony, zostawiłem toksyczny związek,

                              a zostawienie go za soba droga zdrady i romansu z kilkanascie lat mlodsza
                              dziewczyna to byla JEDYNA droga do osiagniecia szczescia przez ciebie?????
                              nie wpadles w swej megalomanskiej wraliwosci, zeby wczesniej isc do psychologa
                              a pozniej zaliczac lozko kochanki???
                              DOCIERA DO CIEBIE O CZYM MOWIE??

                              >niezależnie czy będę z tą
                              > którą kocham...

                              zal mi tej dziewczyny,bo ona byla dla ciebie tylko srodkiem a nie celem.
                              i najwyrazniej(na szczescie lepiej pozno niz wcale) sobie to wreszcie
                              uswiadomila. -czy o tym psycholog juz ci wspominal?
                              zal mi jej jak i kazdej innej ktore sie w swej naiwnosci wiaza
                              z "nieszczesliwymi a jakze wrazliwymi" zonatymi
                              • kasiar74 Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 09:30
                                nie ma sensu napadać na JArkoniego. Zarówno on jak i jego była żona mogą być
                                jeszcze szczęślwi tyle że bez siebie. Jeśli Jarkoni będzie uczestniczył w
                                wychowaniu dzieci to tak naprawdę zrobił przysługe żonie że odszedł a nie robi
                                jak tysiące mężczyzn, zyjąc z żoną i zdradzając ja na prawo i lewo i
                                unieszcześliwaijąc. Przecież ona tez jeszcze może się zakochac, jak juz
                                faktyczne zamknęła ten rozdział. To takie proste jest w sumie ale ile trzeba
                                się nacierpieć żeby do tego dojść.
                                • farfocle Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 10:31
                                  kasiar74 napisała:
                                  >Jeśli Jarkoni będzie uczestniczył w
                                  > wychowaniu dzieci to tak naprawdę zrobił przysługe żonie że odszedł a nie
                                  robi > jak tysiące mężczyzn, zyjąc z żoną i zdradzając ja na prawo i lewo i
                                  > unieszcześliwaijąc.

                                  Żona powinna być wdzięczna kochance Jarkoniego. To kochanka w pewnym sensie
                                  wymogła na nim rozwód. Sam by na to nie wpadłsmile) zakład? Żyłby z zoną latami
                                  własnie w tym schemacie o którym mówisz. I wzdychał nad swym nieszczęsliwym
                                  losem. Powiela co do słowa i przecinka schemat, a ilez mozna sluchac tego
                                  samego...

                                  > To takie proste jest w sumie ale ile trzeba
                                  > się nacierpieć żeby do tego dojść.
                              • princessa_74 Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 11:01
                                Farfocle, nazywasz sprawy po imieniu. Podoba mi sie smile))
                                Pozdrawiam.
                            • princessa_74 Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 11:08
                              Oj Jarkoni. Jesli kobieta wypowiada sie ostro i nie glaszcze Cie po glowie to
                              zaraz jakas frustratka, tak? Typowy facet z Ciebie. Zapomniales jeszcze
                              dopisac, ze pewnie jakas brzydula co jej nikt nie chce i dlatego jest
                              niewyrozumiala dla facetow. Myslalam, ze uzyjesz bardziej inteligentnych
                              argumentow.
                              • vereesa Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 13:46
                                gospodarz tego forum nie lubi krytyki. Poczytajcie posty od poczatku na te
                                krytyczne nie odpowiada albo napada na ich autorów a raczej autorki. Z jednej
                                strony chcialby poznac opinie osob, ktore go nie znaja i posluchac co maja do
                                powiedzenia(po to chyba zalozyl to forum, prawda?) a zdrugiej strony jak juz
                                mowia to zarzuca im, ze go nie znaja i nie moga wlasciwie oceniac motywow jego
                                postepowania. Mam wrazenie ze jarkoni nie moze sie pogodzic z tym, ze wiele
                                osob na tym forum uwaza jego postepowanie za typowe i slowa krytyki odbiera
                                jako atak jakichs rozwydrzonych bab, ktore nie dostrzegaja jego wyjatkowosci
                                a tylko chca mu przykopac w odwecie za swoje problemy z partnerami...
                                • julita4 Re: strach... 04.02.05, 02:24
                                  ZABRAŁ się stąd, bo się przestraszył. A my co, że biedny...?No, nie !Chyba
                                  żałosny!!!
                                  • kasiar74 Re: strach... 04.02.05, 08:13
                                    i co da takie napadanie na człowieka, zmieni to jego uczucia??
                                    głupie jest takie gadanie
                                  • jarkoni Re: strach... 04.02.05, 15:13
                                    julita4 napisała:

                                    > ZABRAŁ się stąd, bo się przestraszył. A my co, że biedny...?No, nie !Chyba
                                    > żałosny!!!

                                    Nie zabrałem się stąd, to raz..Dwa jeśli chodzi o atakowanie kogoś to
                                    okreslenie że jestem żałosny jak nazwać?Trzy: bardziej na tym forum słucham rad
                                    i je doceniam, a jeśli już hmm nie widzę merytorycznych argumentów a tylko i
                                    wyłącznie żółć to się delikatnie odgryzam, to chyba naturalne, co?
                                    Zresztą nie mnie oceniać samego siebie...
                            • lauraa Re: Jarkoni- i jak 17.02.05, 20:04
                              ech, a ja farfocle rozumiem. Nie chce na Ciebie napadac, ale... to tylko Twoja
                              opowiesc, nie Twojej zony.
                              I, po pierwsze, przeczytalam wszystkie Twoje wypowedzi i IMHO ta panienka jest
                              gowniarą, niedojrzałym dzieciakiem. Nigdy nie zrozumiem co 40latek może w
                              takiej dziewczynie zobaczyc, no, oprocz ciała. uncertain
                              Pobawila sie Toba, wykorzystala pewnie finansowo i zostawila jak powiedziales,
                              ze sie rozwodzisz. I dobrze Ci tak.
                              Trzeba bylo sie rozwiesc, z honorem, a nie dopiero jak sie panienka na
                              horyzoncie pojawila.
                              Przezyles z zona ile lat? I nie placzesz, ze Ci sie zwiazek skonczyl????? a po
                              gowniarze, z ktora byles 3 lata placzesz i zycie Ci sie konczy?
                              Co probowales robic, zeby ratowac zwiazek??? Ten z zona?
                              Twojej zony mi szkoda... a wlasciwie nie, oby znalazla dojrzalego, silnego
                              faceta, ktory nie bedzie jej zdradzal.
                              • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 19.02.05, 20:32
                                lauraa, im częściej słyszę, że to ja jestem winny tym bardziej w to wierzę,
                                może nawet i farfocle ma rację...Tak, to prawda, że wykorzystany finansowo, ale
                                z własnej woli..Po swoim związku jako takim nie płaczę, zbyt długo było
                                chłodno..Ale oczywiście szkoda dzieci, to wiemy wszyscy..
                                A z drugiej strony nie szukałem młodego ciała, z tym przeciętny normalny facet
                                nie ma żadnego problemu..Mówię o romansie z młodym ciałem a nie o agencji
                                towarzyskiej, żeby była jasność...
                                A co do zdrady to hmmm..są dwie teorie i obie teorie tu na tym forum dokładnie
                                przeanalizowałem..
                                Pierwsza mówi : najpierw się rozwiedź a potem szukaj..Hmm niby bardzo
                                uczciwe,bez zdrady, kryształowe..Sęk w tym, że jeśli nie poznasz kogoś, nie
                                zobaczysz szansy na inne być może lepsze życie, to będziesz dla dobra dzieci
                                tkwił w obojętnym związku latami, potem dzieci się wyniosą, a ty po 50tce
                                jeszcze dłuuugo sam w domu z kimś obojętnym..No to dopiero perspektywa
                                Druga opcja: jeśli małżeństwo jest nijakie, jeśli poznasz kogoś wartego bycia
                                razem dalej, nie wahaj się, masz jedno zycie, przeżyj je najszczęśliwiej jak
                                możesz...
                                I wierz albo nie, mniej mnie interesowało młode ciało, a bardziej co ona sobą
                                reprezentuje...I nawet żałowałem, ze nie jest starsza..
                                Pewnie macie satysfakcję razem z farfocle, że tak się skończyło,że mnie
                                zostawiła i że zostałem sam...Aaaaa dla ułatwienia, nie uganiam się za innymi
                                20stkami...Jakiś nietypowy może jestem
                                • lauraa Re: Jarkoni- i jak 19.02.05, 23:27
                                  Nie mam satysfakcji... od tego jestem daleka, ale... widzisz, ja jestem w
                                  identycznej sytuacji, tylko... jakby z drugiej strony.
                                  Dlatego ciekawi mnie co masz do powiedzenia. Dla mnie jest jasne, ze zostales
                                  wykorzystany i przy okazji zraniles bliskie Ci osoby. Wolisz tego nie widziec?
                                  Rozwiodles sie juz? Co zona na to wszystko?
                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 19.02.05, 23:54
                                    lauraa, zdanie żony mało mnie interesuje, myślę o swoim życiu...Oczywiście
                                    ważne są dzieci, i nie ja zraniłem bliskie mi osoby, niby jak..Rozwód to koniec
                                    pewnego etapu w życiu, tyle że ja widziałem jasno określony dalszy ciąg swojego
                                    życia...Cóż, zaufałem niewłaściwej osobie, wykorzystała i uciekła kiedy
                                    stwierdziła, że ja na poważnie chcę...A sama szafowała argumentami, że nie
                                    wierzy, że się rozwiodę i nie wie czy chce czekać...Nie skomentuję nawet...
                                    • lauraa Re: Jarkoni- i jak 21.02.05, 19:16
                                      > lauraa, zdanie żony mało mnie interesuje, myślę o swoim życiu...

                                      no comments uncertain
                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 20.02.05, 19:45
                                    lauraa, a tak z ciekawości, skoro już się do mnie odezwałaś..Moze powiesz jak
                                    to wygląda u Ciebie?
                                    • lauraa Re: Jarkoni- i jak 21.02.05, 19:17
                                      jarkoni napisał:

                                      > lauraa, a tak z ciekawości, skoro już się do mnie odezwałaś..Moze powiesz jak
                                      > to wygląda u Ciebie?

                                      Dokladnie tak, tylko z drugiej strony. Zony strony. Nic tak nie boli w zyciu
                                      jak to.
                                      • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 01:14
                                        lauraa, może zbytnio uprościłem...Nie interesuje mnie zdanie żony, bo to ja
                                        chciałem porozmawiać kiedy było źle, a ona stwierdziła, że nie ma o czym i że
                                        nie ma ochoty na rozmowę..Nie dała żadnej szansy, zresztą jej rodzina jest na
                                        tyle stanowcza i "mądra" i od zawsze ingerowała w nasze życie, że chyba
                                        podpowiedzieli co i jak teraz trzeba zrobić...Moja żona ze spokojem patrzyła
                                        jak się wyprowadzam i to ja dążyłem do rozmowy, do wyjaśnień..Ona nie...
                                        • 2i8 Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 08:34
                                          jarkoni napisał:

                                          > Moja żona ze spokojem patrzyła
                                          > jak się wyprowadzam i to ja dążyłem do rozmowy, do wyjaśnień..Ona nie...


                                          a co zamierzałes jej "wyjasnic" w czasie wyprowadzki? "wytłumaczyć", że
                                          kilkuletni romans z kilkanascie lat młodsza kobieta i odejscie z jej powodu od
                                          dzieci i rodziny to nic takiego?
                                          stałam z drugiej strony, ale potrafie sobie wyobrazic co mogla czuc.
                                          a ty?
                                          ja się jej nie dziwie, że juz patrzyła spokojnie na to. miała się dłuzej
                                          upadlać? kilka lat musiała zyć z twoim romansem na co dzień. wyobrażam sobie
                                          jakie piekło przechodziła i ile łez wylała których ty nawet nie zauwazyłes
                                          zajęty amorami.
                                          juz lepiej nic nie mów...
                                          • mea.ww Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 10:11
                                            ...kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem...

                                            Może jestem młoda, może dużo rzeczy jeszcze nie przeżyłam ale wiem jedno wina i
                                            prawda zawsze leży po środku.
                                            Dlaczego winni są zawsze nasi współmałżonkowie? Napewno?
                                            G...o prawda, ja też jestem winna że mąż szukał innej, zobaczył w niej partnera
                                            którym kiedyś byłam ja. Dlaczego?- ja zbyt zajęta, zmęczona, znudzona
                                            codziennością itp. cierpliwość kiedyś się kończy i wiara że to ma sens.
                                            Nie jestem ideałem i widzę swoje błędy.
                                            Nie szukam wymówek dla siebie samej /bo to on jest zły, on mnie skrzywdził, ja
                                            robiłam wszystko on tego nie widział/.
                                            Co z tym zrobie to już mój problem, czy wyciągnę wnioski, czy będę się uczyć na
                                            własnych błędach.
                                            Każdy ma prawo je popełniać i każdy ma prawo do szczęścia.
                                            • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 19:16
                                              mea, ja od dawna rozpamietuję różne sytuacje w swoim byłym związku...Byłem
                                              winny, wiem to...Ale nie tylko ja.. To już nieważne, teraz dla mnie ważne, że
                                              jestem sam..Ja jestem wygnańcem,a żona ma wszystko: dzieci, mieszkanie,
                                              wspólnych przyjaciół, zaproszenia od nich...O mnie jakoś poza moim bratem i
                                              moją najbliższą rodziną wszyscy zapomnieli...Normalne co? Wyrzutek, bo opuścił
                                              żonę i 2 córki....Jestem ZŁYYYYYYY
                                          • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 19:11
                                            2i8, od wielu tygodni czekałem na Twoją krytykę, moja znajomość z tą kobietą (
                                            to ważne, ze młodsza?, ja chciałbym żeby była starsza akurat)..ta znajomość
                                            trwała już ponad 2 lata wtedy, i to znajomość...Nie mówię o tym, ze
                                            planowalismy przyszłość, czy też spotykalismy się tylko po to, zeby jęcząc
                                            rzucać się do łóżka...To własnie ciekawe..I moja żona nie przechodziła
                                            piekła..Było jak zawsze życie obok siebie..Takie samo jak od kilku lat..Chłód i
                                            obojętność..Zresztą kiedy wyszło na jaw, że kogoś poznałem,(jakoś wakacje 2003)
                                            to usłyszałem od żony, że mogę robić co chcę, a jej tylko zależy na moich
                                            pieniądzach..I to tyle
                                            • bezecnymen Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 19:32
                                              żądza....... pieniądza zastąpiła tę no te dawną....
                                              • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 19:35
                                                bezecny, nawet bez hehehehe
                                            • 2i8 Re: Jarkoni- i jak 23.02.05, 09:34
                                              jarkoni napisał:

                                              > 2i8, od wielu tygodni czekałem na Twoją krytykę,

                                              nie do konca tak jest,ze cie krytykuję. krytykuje zdrade i klamstwo, w zwiazku,
                                              w malzenstwie, traumatycznie to przezywam. bardzo źle sie czuje po tym
                                              wszystkim co mi "zafundowal" moj mily w imie podobno miłości.
                                              i reaguje alergicznie na zapewnienia "zdradzilem ale to nie byla moja tylko
                                              wina" . tym bardziej, ze na biezaco mam teraz sprawozdania przyjaciolki ktorej
                                              maz gra ewidentnie na dwa fronty zapewniajac ja ze nic sie nie dzieje...


                                              > to ważne, ze młodsza?, ja chciałbym żeby była starsza akurat)..

                                              nie pisz tak nigdy więcej.
                                              to naprawde brzmi obrzydliwie. ktos cie zmuszal by z nia byc?
                                              jesli chciałeś być ze starsza trzeba było szukać starszej! dorosli ludzie biorą
                                              odpowiedzialnośc za swoje wybory i decyzje! pelna odpowiedzialność!
                                              jak byla za-młoda to nie trzeba bylo z nia zaczynać całej tej historii.
                                              problem w tym, ze ty sam nie wiesz(nie wiedziałes) czego chcesz. szukałeś
                                              odskoczni od małżeństwa a potem się zauroczyłeś, ...i ? i zacząłeś
                                              wzdychać "czemuż ona starsza nie jest".... sam dawałes temu związkowi nikłe
                                              szanse, ona najwyrażniej tak samo działała z drugiej strony "ach czemuż on
                                              jest żonaty" itd... - rozumiem, ze 20latka moze nie być dojrzała, ale ty? od
                                              ciebie jednak wymagalabym czegos wiecej.



                                              > I moja żona nie przechodziła
                                              > piekła..Było jak zawsze życie obok siebie..Takie samo jak od kilku lat..Chłó
                                              > obojętność..Zresztą kiedy wyszło na jaw, że kogoś poznałem,(jakoś wakacje
                                              2003)> to usłyszałem od żony, że mogę robić co chcę, a jej tylko zależy na moich
                                              > pieniądzach..


                                              nie wiem w ktorym momencie przegraliscie swoje malzenstwo.
                                              wiem tylko, że nigdy przenigdy nie chciałabym w takim tkwić. jesli malzenstwo i
                                              rozwod stalo sie jedynie kwestią "za ile?" to śmiem twierdzić, że miłości nie
                                              było między wami nigdy..

                                              Jarkoni, ja Ci źle nie życze. Jeśli z pisaniny na tym forum wyciągniesz dobre
                                              wnioski dla siebie na przyszłośc- to fajnie.
                                              Dopoki kogos dany problem boli i dotyka- będzie krzyczał, płakał
                                              oskarżał "przeciwnika" nawet nie do końca sprawiedliwie, wytykał ostro błędy.
                                              Ale to normalne.
                                              Jesli kiedyś uczucia i poczucie krzywdy wypalą się do cna- wtedy (tak jak ty z
                                              zoną) -bez emocji rzuci się jakieś obojętne słowo na temat....
                                              • 2i8 Re: Jarkoni- i jak 23.02.05, 09:54
                                                ps.
                                                wieku nie mogles zmienic. ani jej ani swojego.
                                                (tu zadzialales stereotypowo wybierajac jak wiekszosc w nascie lat mlodsza...)

                                                to wasza decyzja czy akceptujecie sie i wyobrazacie sobie zwiazek przy takiej
                                                roznicy wieku.
                                                jesli chcesz blondynki nie spotykaj sie z brunetka wzdychajac, czemu nie jest
                                                blondynka- rozumiesz?

                                                ona oprocz tego nie akceptowala twojego stanu cywilnego -i to mogles zmienic
                                                bez dlugiego zastanawiania sie jesli malzenstwo twoje wygladalo tak jak
                                                opisujesz.

                                                ale wygląda na to, że oboje chcieliscie bardzo kochać i dawać miłość ....ale
                                                komuś innemu niż sobie wzajemnie....
                                                • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 24.02.05, 01:07
                                                  2i8 a wiesz co, zaskoczyła mnie końcówka Twojej wypowiedzi, może faktycznie
                                                  dawaliśmy sobie miłość nie myśląc o sobie razem jako parze w przyszłości na
                                                  zawsze...Mam tu akurat gonitwę myśli..Ja tak, ona też tak...To co poszło nie tak
                                                  • marcepanna Re: Jarkoni- i jak 24.02.05, 09:25
                                                    On tak a ona tak ale na wspak
                                                    Jarkoni, forum masz debesciarskie! I za to ci chwala! Uwielbiam tutaj wpadac,
                                                    macochy i samodzielne zeszly na drugi plan a psychologia przy twoim tutaj to
                                                    gniot totalny

                                                    A z Twoja Dziewczyna, nauczyles sie ze mlode kobiety (bez swoich dzieci)
                                                    potrafia bardzo krytycznie spojrzec na swiat , wiedzac ze nie sama miloscia
                                                    czlowiek zyje
                                                    I to my stare kobiety (38 lat) mozemy isc na jakis tam kompromis, one nigdy ,
                                                    bo maja szanse na swoje wlasne dzieci, bo maja czas na spotkanie kogos duzo
                                                    lepszego niz ty, bo licza sie na razie inne wartosci niz wspolne klepanie
                                                    biedy, chocby zwykla zabawa jest juz lepsza

                                                    I tak to juz jest )))
                                                  • 2i8 Re: Jarkoni- i jak 24.02.05, 10:03
                                                    marcepanna napisała:
                                                    >
                                                    > A z Twoja Dziewczyna, nauczyles sie ze mlode kobiety (bez swoich dzieci)
                                                    > potrafia bardzo krytycznie spojrzec na swiat , wiedzac ze nie sama miloscia
                                                    > czlowiek zyje

                                                    ooooo! właśnie smile


                                                    > I to my stare kobiety (38 lat) mozemy isc na jakis tam kompromis, one nigdy ,
                                                    > bo maja szanse na swoje wlasne dzieci, bo maja czas na spotkanie kogos duzo
                                                    > lepszego niz ty, bo licza sie na razie inne wartosci niz wspolne klepanie
                                                    > biedy, chocby zwykla zabawa jest juz lepsza

                                                    "stare kobiety"?? aaaaleee poooowiedziaaałaśśś wink))))))))

                                                    dobrze piszesz, tylko wydaje mi sie że na początek łatwiej zauroczyć młoda
                                                    dziewczynę...przezywa sie ekscytacje... i na kilka miesięcy to wystarczy.
                                                    potem ona zaczyna mieć wymagania i... no i finito.sad

                                                    panowie lubią się przegladać w zachwyconych niewinnych oczach.

                                                    a kobieta dojrzalsza, po 30tce już "zna na pamięć" gadki, szmatki, męskie
                                                    tricki....rzeczywistość. i wprost to co znaczą słowa faceta, nie dorabia do
                                                    nich dodatkowych znaczen. i dobrze wie, że nie ma ideałów (a szczególnie w
                                                    męskim wydaniu hihihi ) więc ten zachwyt w oczach się xzadko pokaze ... ale
                                                    takich kobiet szukają ci którzy szukają dojrzałego Związku..

                                                    > I tak to juz jest )))
                                                  • 2i8 Re: Jarkoni- i jak 24.02.05, 09:49
                                                    może za bardzo "oderwaliście" uczucie od życia codziennego.

                                                    dlatego choćbys zapewniał, że to Ona a nie żona była dla ciebie tą"pierwszą,
                                                    najwazniejsza" to tak nie było...
                                                    bo ty zycie codzienne miałeś w rodzinie, z zoną, z dziećmi. Jej dawałes Tylko
                                                    miłość(" "). Tylko!
                                                    (i chyba po cichu przewidywales ze z nią na codzień az tak super by nie bylo...)

                                                    Z perspektywy czasu myśle, że nie wolno rozdzielać duchowości i realności,
                                                    dzielic między dwie osoby. Bo to zbrodnia na żywym organiźmie. Na bardzo czułym
                                                    i wrażliwym organiźmie jakim jest Miłość.

                                                    Może gdybyś zdecydowl się wczesniej na rozwod i zaryzykowal codziennośc z Nią,
                                                    to byłaby to Aż Miłość... Albo po prostu zwykła ciepła uśmiechnięta miłośc
                                                    codzienna....

                                                    Trzymaliscie sie kurczowo potrzeby "bycia zauroczonym"...
                                                    Chciales dać upust swoim nagromadzonym od lat uczuciom, znalazłes dobry obiekt
                                                    ku temu który bezkrytycznie je przyjmował...- ona trzymala sie różowej wizji
                                                    ciebie- idealnego czułego faceta z swoich wyobrażeń..

                                                    Bez różowych okularów nie umieliście się już odnaleźć.

                                                    moglo sie to przekształcic w miłość -ale nie stworzyliscie warunków ku
                                                    temu...nie ma sensu sie licytowac kto bardziej.
                                                    na pewno codzienne twoje powroty do żony miały tu ważny udział.

                                                    Tak jak to rozegraliście -sami skazaliście związek na przegraną. Przez strach
                                                    przed decyzją, przez zastanawianie się bez konkretnych wniosków i działań,
                                                    przez stchórzenie przed skokiem na głęboką wodę...

                                                    Do realizacji miłości trzeba odwagi.
                                                    Do opowiadania o milosci jej nie trzeba...

                                                    (jak jej rodzice reagowali wiedzac, ze jestes czyimś męzem i ojcem a po
                                                    spotkaniach z ich córką wracasz do swojej żony? -az tak ich to nie obchodziło
                                                    że cie aprobowali? zastanawia mnie to. moi by chyba zawału dostali... )


                                                    gdzieś czytałam, że naukowo jest dowiedzione, że tzw "romantyzm", oderwanie
                                                    miłości od realiów codziennych, ukrywanie związku, smak owocu zakazanego,
                                                    uwznioślanie uczuc przez to że są takie "wyjątkowo skomplikowane" czy trudne do
                                                    realizacji.. itd.. na dłuższą metę szkodzi trwałości tego związku. na ogól taki
                                                    związek się nie udaje w codzienności.
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 24.02.05, 23:48

                                                    Nie będę za dużo gadał, bo już to mówiłem...Wyprowadziłem się z domu początek
                                                    listopada 2003...Zamieszkałem w wynajętej kawalerce...Nie było żadnych powrotów
                                                    do żony, było wspólne życie...Obiadki, TV, spacery....I jak teraz Twoja teoria?
                                                  • 2i8 Re: Jarkoni- i jak 25.02.05, 08:23
                                                    >I jak teraz Twoja teoria?


                                                    Ja tez nie będe ci juz odpowiadac. Niby chcesz rozmawiac, ale tak naprawde
                                                    tylko krygujesz się by audytorium było obok a rozmówce masz głęboko w d.... .

                                                    Wybacz, ale nie mam ochoty na takie relacje ani takie traktowanie.
                                                    Siedz sobie w środku twojej i tylko twojej teorii o ktorej ty tylko wszystko
                                                    wiesz w szczegolach i.... -i nie zawracaj juz innym nią głowy.
                                                    zegnam.


                                                  • aisinom Re: Jarkoni- i jak 25.02.05, 14:03
                                                    Nie znam Cię, ale wiem jedno- dobrze, że nareszcie ktoś to powiedział.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 27.02.05, 22:57
                                                    Oczywiście żegnaj jeśli tak chcesz...Nie rozumiem Twojego oburzenia..Twoim
                                                    głównym argumentem było to, że wracałem codziennie do żony, a ona tego już nie
                                                    wytrzymała...Napisałem tylko, że nie wracałem, bo od dawna mieszkam sam..Skąd
                                                    zarzut, że rozmówcę mam głęboko w d...Chyba to wasze Wenus jest mniej logiczne
                                                    niż nasz męski Mars, szczególnie,że koleżanka poniżej bez żadnego uzasadnienia
                                                    szczebiocząc przyznała Ci rację...Dzięki Ci za odpowiedzi w tym wątku, nie wiem
                                                    czemu uważasz że traktowałem Cię źle, nie mam żadnej swojej teorii...Miło mi
                                                    było 2i8...
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 01:11
                                                    Po pierwsze koleżanka asinom znalazła się powyżej mojej odpowiedzi...Po drugie
                                                    ja napisałem, ze nie będę za długo gadał, a Ty że "też" nie chcesz mi
                                                    odpowiadać..( co ma piernik do wiatraka?)...Zarzucałaś mi zupełnie
                                                    bezpodstawnie, że każda kobieta mogłaby się poczuć wykorzystywaną zabawką jeśli
                                                    facet coś obiecuje a co wieczór wraca do domu i żony, i ja się z tym
                                                    zgadzam...Tyle tylko, że ja od prawie półtora roku mieszkam sam po wyprowadzce
                                                    od żony...Może nie doczytałaś, albo przemówiły emocje..Ale skoro
                                                    powiedziałaś "żegnam" to żegnaj...
                                                  • aisinom Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 12:44
                                                    Pominę milczeniem uwagę o szczebiocie, niech Ci będzie. Nie jestem też Twoją
                                                    koleżanką, więc oszczędź sobie takich określeń.
                                                    Ale jednej uwagi nie mogę darować- nie czytasz całości. Nie próbujesz zrozumieć
                                                    całości. Wyrywasz z kontekstu pierwsze lepsze zdanie i uprawiasz coś, co z
                                                    powodzeniem robi już tyle osób, że aż obrzydzenie bierze- nadinterpretujesz.
                                                    I dopiero to jest żałosne. Nie to, że Ci nie wyszło, że ostatkiem sił ratujesz
                                                    coś, co być może już nie istnieje, że nie jesteś w stanie dostrzec nic poza
                                                    własnym bólem.
                                                    Rozumiem, że tkwisz w tym i trudno jest Ci odejść kilka króków dalej i spojrzeć
                                                    obiektywnie na siebie samego. Norma. Ale po co w takim razie to forum? Czyż nie
                                                    po to właśnie? Więc kiedy w końcu zrobisz to, co sobie założyłeś na początku,
                                                    bo COŚ chyba założyłeś? ...
                                                    Od innych oczekujesz argumentów, a sam tylko dorabiasz ideologię tam, gdzie nie
                                                    ma na nią miejsca.
                                                    Nie widzisz tego?
                                                    To przykre, bo ktoś, kto mógł być Twoimi okularami właśnie dał Ci kopa...
                                                    Jego strata? Powtarzaj to sobie. Podobno kłamstwo powtarzane wystarczająco
                                                    często staje się prawdą...
                                                    Żal mi tylko, że wierzysz w taką prawdę.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 13:26
                                                    aisinom przepraszam za szczebiot i za koleżankę...Ogarniam jako tako całość,
                                                    ale i tak wiem, ze mało obiektywny i mało myślący jestem jeśli chodzi o moją
                                                    sytuację..Pewnie znasz takie uczucie i wrażenie, że jesteś całkiem mądra,
                                                    logiczna i podpowiadająca innym, ale gorzej jeśli chodzi o siebie samą...Tu
                                                    jest full subiektywizm i nawet jeśli tłoczą Ci mądrzy życzliwe i niegłupie rady
                                                    to i tak zrobisz swoje, nawet jak wiesz, że robisz źle...I nie idzie tego
                                                    pokonać...Ja dopiero bardzo powoli zaczynam patrzeć jakoś szerzej, ale trudno
                                                    mi to przychodzi..Być może źle znoszę krytykę własnej osoby i wtedy się
                                                    potrafię nastroszyć..Mimo jakiegoś tam zakrętu życiowego nie uważam, że jestem
                                                    złym człowiekiem, czy też takim co potrafi skrzywdzić kogokolwiek, a wręcz
                                                    przeciwnie, jestem typem człowieka, którego poznaje się w biedzie...Kiedy
                                                    wszyscy inni się bardzo deklarowali, ale kiedy zrobiło się źle to nagle
                                                    podkulili ogony..A wtedy na mnie mogłabyś liczyć..Być może jestem kpiarsko-
                                                    wredno-cyniczny w rozmowach, ale wolę siebie niż tych słodzących kiedy dobrze i
                                                    chowających się w swoich norkach i udawających, że ich nie ma kiedy robi się
                                                    źle...Zrozum mnie dobrze...Pozdrawiam
                                                  • janiea Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 14:46
                                                    Yty naprawde jestes taki pusty i zarozumialy czy tylko na takiego wygladzsz?
                                                    Najmij sie do armi zbawienia jesli taki wspanialy jestes. bo jak na razie na
                                                    Bnajblizszych sprowadziles niezla biede, egoistyczny mitomanie nawet tego nie
                                                    zauwazajac.
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 16:23
                                                    Ahaaaa, jestem piękny i mam wspaniałe mięśnie( cytat)...Czy mitoman tego nie
                                                    wiem, egoista pewnie trochę jak każdy...Czy zarzucasz mi coś konkretnie?Czy
                                                    tylko z nudów coś tam sobie napisałaś?A żeby było śmieszniej, to nie wiem jak
                                                    Ty, ale ja akurat miałem okazję spotkać ludzi z Armii Zbawienia..Amarykanie i
                                                    spotkanie przy piwie w Rydze parę lat temu...Pewnie nawet do końca nie wiesz co
                                                    robią i gdzie i jak...Ale net wszystko zniesie...
                                                  • aisinom Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 15:35
                                                    Ja to rozumiem, naprawdę. Mnie też cholera bierze, kiedy ktoś podważa w
                                                    jakikolwiek sposób moje sposoby rozwiązywania spraw. A szlag mnie trafia, kiedy
                                                    ktoś zaczyna się wymądrzać w kwestiach mnie dotyczących.
                                                    Tylko... Skoro wiem, że taka jestem, to nie wywieszam zaproszenia do
                                                    publicznego wtrącania się do moich spraw. Wiem, że to oksymoron- prosić o
                                                    wtrącanie się- ale nie jest tak?
                                                    Przecież tak naprawdę nie chcesz rad, a każdą taką próbę traktujesz właśnie jak
                                                    bolesną ingerencję w Twoje prywatne sprawy. Więc po co? Samoumartwianie się?
                                                    Przestań. W ten sposób nie zostaniesz bohaterem; zresztą, jakoś wątpię, że o to
                                                    właśnie Ci chodzi.
                                                    Czasem zdarza mi się wymądrzać. Ale to nie ten moment. Stwierdzam tylko fakt-
                                                    skończ z tym. Rzuć to forum, albo usuń się i bądź tu tylko gościem...
                                                    Zauważyłam, że ostatnio zaczęło troszkę żyć własnym życiem. I dobrze. Ono się
                                                    samo poprowadzi, bo są ludzie, którym pomaga. A Ty? Masz przecież psychologa.
                                                    Szczerze wierzę, że on(a) pomoże. Bo publiczna chłosta chyba nie dała
                                                    rezultatów. Więc po co to ciągnąć?
                                                    Wybacz, że to mówię, ale Twoje problemy to TWOJE problemy. I choćby wszyscy
                                                    tutaj żyli marzeniem o tym, żeby Ci pomóc, to jak widzisz, niewiele to daje. Bo
                                                    przy całej swojej otwartości zwyczajnie nie życzysz sobie, żeby ktoś Ci mówił,
                                                    co masz robić.
                                                    Zastanów się nad tym.
                                                    Być może to forum pomogło kilku osobom. I Oni Ci za to podziękują, lub już
                                                    podziękowali. Ale nie pomaga Tobie, a przecież o Ciebie tu chodzi...
                                                    Nie wiem, jakim jesteś człowiekiem. Nie wiem, czy zasłużyłeś na moją sympatię.
                                                    Wiem tylko, że wyciągasz rękę po pomoc, a kiedy słyszysz nie to, co byś chciał,
                                                    odrzucasz ją, dajesz kopa w d... i ranisz, nie zastanawiając się nad tym...
                                                    Więc może zanim po raz kolejny poprosisz o pomoc, pomyślisz, że ludzie to nie
                                                    zabawki...?
                                                    Pozdrawiam i życzę Ci powodzenia
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 17:13
                                                    Masz bardzo, ale to bardzo dużo racji...Ale wierz mi lub nie, ja też się
                                                    zmieniam dzięki temu forum, widzę że ono żyje własnym życiem i cieszy mnie
                                                    to..Już dawno zauważyłem, że hmmm lubię się samoumartwiać..I koniec publicznej
                                                    chłosty bo i tak jak zawsze zrobię co będę chciał, niezależnie od mądrych
                                                    rad...No i dzięki że mnie trochę kopnęłaś...Skąd się biorą takie kobiety jak
                                                    Ty? Mówisz po prostu moim językiem...Ech...dotarło...
                                                  • aisinom Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 22:06
                                                    Miewam dobre dni, jak każdy. I jak każdy dostaję czasem w d... . Czasem
                                                    niesłusznie, czasem słusznie, a czasem po prostu niewspółmiernie do winy. I to
                                                    chyba boli najbardziej. Nie, błąd- najbardziej boli, kiedy nie widzi się
                                                    własnej winy, bo przecież chciało się dobrze...
                                                    Uśmiechałeś się ostatnio do siebie? Nie z przekąsem, nie cynicznie, bez
                                                    sarkazmu i podtekstów. Tak po prostu. Bo coś Ci wyszło.
                                                    Może od tego zacznij?
                                                    Wóda nie pomoże. W masochizm też jakoś średnio wierzę. Krasnoludki odpadają
                                                    (chociaż, cholera je wiewink ),a w życzliwych ludzi wierzę mniej, niż w
                                                    krasnoludki i masochizm razem wzięte...
                                                    Jak sobie sam nie pomożesz, nikt tego nie zrobi... Nawet psycholog. Może i
                                                    mądry, może wykształcony, ale przy całym moim szacunku dla tej profesji-
                                                    wyceniać własne problemy i płacić za wysłuchanie ich? ... Chyba nie dla mnie.
                                                    Nie mnie prawić morały, ale mam takie nieodparte wrażenie, że Ona wróci, albo
                                                    nie. Zdobędziesz Ją na nowo, albo nie. Będziecie szczęśliwi, albo nie.
                                                    Ale to, czy z Nią będziesz nie uzależnia w żaden sposób tego, czy będziesz
                                                    szczęśliwy.
                                                    Bo to jest troszkę tak, że Ona była z pewnym facetem. I ten facet był JAKIŚ.
                                                    Rzuciła Go, z jakichś, nikomu nieznanych powodów, i facet się zmienił.
                                                    Jedna sprawa, czy Ona zasługuje na to, żeby On aż tak się zmienił.
                                                    Druga- czy będąc na Jej miejscu wróciłbyś do siebie- teraz.
                                                    Rozumiesz o co mi chodzi?
                                                    Może w tym tkwi problem? Może uśmiechając się do siebie samego (to jest
                                                    stwierdzenie baaardzo szeroko pojęte, nie myl z chorobą psychiczną) pomożesz
                                                    nie tylko swojej psychice, ale sprawisz, że Ona po prostu będzie chciała do
                                                    Ciebie wrócić?
                                                    Ja wiem, że łatwo powiedzieć- weź się w garść. Nie o to chodzi.
                                                    Nie chcę Ci radzić, pamiętam, co pisałam i pamiętam, że to nie donosi skutkusmile
                                                    Ja tylko podsuwam Ci pomysł na kawałek życia, kto wie- może pomoże?
                                                    Pozdrawiam
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 22:19
                                                    Wyjątkowo dociera do mnie to co mówisz...Napiszę mail do Ciebie jeśli
                                                    pozwolisz...
                                                  • aisinom Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 22:21
                                                    Dziękuję, że spytałeś... I dziękuję za ten wyjątkowy komplement.
                                                    Jak mogę mieć jakieś obiekcje...?
                                                  • janiea mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 01.03.05, 12:40
                                                    Do tego nic nie dotrze.Będzie potakiwał kolejny raz, że rozumie co do niego
                                                    mówisz. I będzie tu, bo jego całe życie to żerowanie na uczuciach i
                                                    zaangażowaniu innych. Branie na litość, opowiadanie o depresji, bezsenności,
                                                    swojej wyjątkowej dobroci po to, by wszyscy zajmowali się nim, jego problemami.
                                                    Dlaczego? Bo ciągle tchórzliwie ucieka od samodzielnego podejmowania decyzji,
                                                    od jakiegokolwiek ryzyka za które sam będzie musiał płacić, bo musi mieć wokoło
                                                    ofiary na które zrzuci odpowiedzialność a których zaangażowaniem będzie się
                                                    karrmił i żerował jak sęp. Będzie tu siedział i kwękał nad swoim nieszczęśliwym
                                                    losem. A w świecie realnym jest małżeństwo ,które zepsułe nieczuła żona i jej
                                                    zła rodzina; jest kochanka która była złą i nie dośc go kochała, są znajomi
                                                    którzy się od niego bezpodstawnie odwrócili. I jest ON.
                                                    On jeden dobry, uczynny, kochający wszystkich i poświęcający się.
                                                    Zupełnie nie skupiony na sobie, dający innym co najlepsze, bezinteresownie.
                                                    (szczególnie bezinteresowny egoizm). Brawa i laury!
                                                  • aisinom Re: mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 01.03.05, 14:50
                                                    Może i tak.
                                                    Może Ty masz rację, a ja jestem głupiutką gąską, która o niczym nie ma pojęcia.
                                                    Nie będę się kłócić, bo pewnie coś w tym jest.
                                                    Ale wolno mi mówić, co myślę. I wolno mi mówić do Niego. Przeszkadza Ci? To nie
                                                    zaglądaj przez dziurkę od klucza.
                                                    Nie wiem, kto Cię skrzywdził, ani jak, ale On naprawdę nie odpowiada za całe
                                                    zło tego świata.
                                                    Może jest dokładnie taki, jak go opisałaś, tylko wiesz co? Nie obchodzi mnie
                                                    to. Każdy z nas ma swoje za uszami.
                                                    Wbrew temu, co już zdążyłam tu przeczytać, nie jestem Jego fanką. Mogę tylko
                                                    powiedzieć, że go nie znam i nie roszczę sobie żadnych praw do oceniania Go.
                                                    Ty Go ocenilas. Lepiej sie czujesz...?
                                                    Pozdrawiam
                                                  • janiea Re: mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 02.03.05, 17:59
                                                    Nikt ci nie zabrania byc psychoterapeutka biednego misia jarkoniego. Jesli nie
                                                    bedziesz to ty to na twoje miejsce znajdzie sie inna pocieszycielka. To
                                                    zupelnie normalne. Ktos musi sie nim zajac, pzeciez nie ma zony, ani kochanki,
                                                    to coz sam pocznie?
                                                  • aisinom Re: mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 02.03.05, 21:35
                                                    Ja wiem, że mamy wolność słowa, ale mam gorącą prośbę- powstrzymaj się od
                                                    jakichkolwiek komentarzy w stosunku do mnie. Bo sobie nie życzę. Jarkoni to
                                                    inna bajka, w końcu to jego forum. Ale ja nie mam ochoty z Tobą dyskutować, bo
                                                    sama uprawiasz z powodzeniem to, co zarzucasz Jarkoniemu.
                                                    Wybacz, ale ja się na tym nie znam i ciągnąć tego nie będę.
                                                    Mimo wszystko pozdrawiam.
                                                  • jarkoni Re: mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 03.03.05, 00:47
                                                    A już po prostu nie mam ochoty opowiadać co u mnie...Po tych kilku
                                                    postach...Wychodzę na manipulanta i biednego misia żerującego niby na uczuciach
                                                    innych...Nawet za głupi na riposty jestem..Po prostu skończmy ten
                                                    temat..Oczywiście pozdrawiam
                                                  • janiea Re: mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 04.03.05, 13:26
                                                    aisinom napisała:

                                                    > Ja wiem, że mamy wolność słowa, ale mam gorącą prośbę- powstrzymaj się od
                                                    > jakichkolwiek komentarzy w stosunku do mnie. Bo sobie nie życzę. Jarkoni to
                                                    > inna bajka, w końcu to jego forum. Ale ja nie mam ochoty z Tobą dyskutować,
                                                    bo
                                                    > sama uprawiasz z powodzeniem to, co zarzucasz Jarkoniemu.
                                                    > Wybacz, ale ja się na tym nie znam i ciągnąć tego nie będę.
                                                    > Mimo wszystko pozdrawiam.


                                                    Przeciez ja cie nie zmuszam do rozmowy ze mna. Ani nie zabraniam robic tego co
                                                    ci dyktuje twoja wolna wola. Nie widzisz sensu tego tutaj ciagnac i bardzo
                                                    slusznie. Pozdrawiam rowniez.
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 05.03.05, 12:23
                                                    Oficjalnie kończę wątek pt "Jarkoni - i jak" Tzn dyskusja na mój temat proszę
                                                    jak najbardziej..Ale nie mam już ochoty po napaściach osób typu janiea mówić o
                                                    sobie i co tam u mnie, publicznie na forum...Jeśli ktokolwiek chciałby
                                                    porozmawiać poproszę o mail..Dziękuję za Wasze opinie i rady, szczególnie 2i8,
                                                    to ona mnie spytała mnie pierwsza co u mnie..Pozdrawiam Was
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 10.03.05, 01:08
                                                    Zainteresowanych informuję, że po ponad 4 miesiącach sąd znalazł kasę na
                                                    znaczki pocztowe i dostałem właśnie list z pozwem rozwodowym...Pierwsza
                                                    rozprawa 4 kwietnia...Już czuję stres i pozdrawiam..I dalej stres...Jakieś rady
                                                    życzliwych?
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 01:02

                                                  • aisinom Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 13:22
                                                    Nie chcę być niemiła, ale nie życzyłeś sobie kontynuowania wątku. Może zastanów
                                                    się, czego naprawdę chcesz, a potem życzenia wypowiadaj głośno?
                                                    Pozdrawiam
                                                  • bezecnymen Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 13:37
                                                    kobieta zmienną jest..a facetowi to już nie wypada zmienić zdania??
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 01:52
                                                    aisinom jakoś wyjątkowo czekam na Twoje zdanie...Pojaw się tutaj i powiedz
                                                    coś...
                                                  • india8 Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 13:33
                                                    nie płacz, jarkoni, po prostu ludzie weekendem zajęci

                                                    ja - z przyczyn subiektywnych i oczywistych - kibicuję chyba Twojej Żonie
                                                    przepraszam, mam nadzieję, że rozumiesz ...

                                                    ale nie zmienia to faktu, że trzymam kciuki za Was oboje, życząc spokoju i
                                                    rozwagi
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 15:07
                                                    india ja też kibicuję nam wspólnie, żonie i mnie...Oby było
                                                    spokojnie,rozsądnie,bez zbędnych uniesień...Ja osobiście chciałbym szybko i
                                                    skutecznie i bez obrzucania się błotem...Trochę się boję właśnie tego, że moze
                                                    być inaczej...Zgadnij dlaczego...KASAAAA..
                                                  • india8 Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 15:35
                                                    jeśli mogę - pytanie techniczne:
                                                    na ile dogadaliście się wcześniej, czy poustalaliście jakieś kwestie finansowe
                                                    i organizacyjne? jeśli tak, to może jakieś rady...
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 17:04
                                                    niczego nie ustalaliśmy, nie gadamy ze sobą od półtora roku...Tylko że rozwód i
                                                    nic nic więcej, nic o piłowaniu mebli itp
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 14.03.05, 18:06
                                                    a tak poważnie india, to muszę się zmusić do rozmowy z ex...Żeby w sądzie
                                                    szybko i prosto, bez rozdzierania szat i bez błota, bez inwestycji w
                                                    piły..Jakoś nie mogę się zebrać..
                                                  • happy_girl Re: Jarkoni- i jak 15.03.05, 22:18
                                                    Dziś dopiero odkryłam to forum i przeczytałam od deski do deski. Jeżeli nie
                                                    chcesz na sali sadowej prać brudów i licytować się odnośnie finansów, to
                                                    polecam wzięcie adwokata. Nasza rozprawa trwała 20 minut, sędzia nawet nie
                                                    chciał z nami rozmawiać. Mój adwokat ustalił z adwokatem mojego ex wszystkie
                                                    sprawy i na sali sądowej tylko przekazali to sedziemu. Strony zainteresowane
                                                    praktycznie nie miały nic innego do roboty jak tylko przyjąć to do wiadomosci.
                                                    Z perspektywy czasu mogę powiedzieć: całe szczęście, bo przed zapadnięciem tego
                                                    wyroku przeżyłam horror.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 01:55
                                                    happy_girl, a ja dopiero zaczynam mieć stres..I nie dziw się temu...
                                                  • happy_girl Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 08:04
                                                    Jarkoni- nie dziwię się. W skali stresu, rozwód jest na drugim miejscu po
                                                    śmierci osoby najbliższej. I nawet jak zminimalizujesz różne nieprzyjemności,
                                                    które nieuchronnie Ciebie czekają, to i tak dostaniesz swoją dawkę. Ja tylko
                                                    podpowiadam, bo na sobie dwukrotnie to przerobiłam, że wzięcie adwokata to
                                                    szansa by nie prać brudów na sali sądowej, licytować sie kto gorszy i przeżywać
                                                    każde słowo i gest, tak z dzisiaj jak i z przeszłości. Bo bez względu kto
                                                    zawinił, wszyscy są przegrani. Niestety.
                                                  • kasiar74 Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 15:00
                                                    są tez teorie że jest to większy stres niż śmierć najbliższek osoby ale to już
                                                    chyba lekka przesada
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 23:07
                                                    happy_girl to skąd taki nick po tylu przejściach? Ja mam akurat ciocię prawnika
                                                    która od ponad 20 lat zajmuje się rozwodami, sama nie może wziąć mojej sprawy,
                                                    ale obiecała mi hmmm najlepszy pistolet w mieście...Ale ja tego nie
                                                    chcę..rozumiesz? Chciałbym miło na ile się da i bez błota
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 23:07
                                                    happy_girl to skąd taki nick po tylu przejściach? Ja mam akurat ciocię prawnika
                                                    która od ponad 20 lat zajmuje się rozwodami, sama nie może wziąć mojej sprawy,
                                                    ale obiecała mi hmmm najlepszy pistolet w mieście...Ale ja tego nie
                                                    chcę..rozumiesz? Chciałbym miło na ile się da i bez błota
                                                  • happy_girl Re: Jarkoni- i jak 17.03.05, 08:59
                                                    Jarkoni- właśnie chodzi o to by było spokojnie i bez błota. Tu nie jest
                                                    potrzebny "najlepszy pistolet w mieście" ale prawnik spokojny, wyważony i
                                                    bardzo dobrze znający się na "psychologii" osób rozwodzących. Od pierwszej
                                                    wizyty u prawnika do ostatecznego wyroku rozwodowego minęło u mnie dokładnie 6
                                                    tygodni. Ja musiałam się spieszyć ponieważ mój ex nie chciał wypuścić z domu
                                                    naszej dwuletniej wtedy córeczki. W ciągu tych 6 tygodni wynajęłam mieszkanie,
                                                    wszystko pozałatwiałam. Z sali sądowej wyszłam o 13.40 a o 16-tej już z
                                                    córeczką byłyśmy w nowym mieszkaniu.
                                                    Od tego czasu minęły prawie 2 lata. Wczoraj ex trafił do szpitala w ciężkiej
                                                    psychozie. I jestem jedyną osobą, której jeszcze ufa (rodziny do siebie nie
                                                    dopuszcza). Ironia losu, prawda?
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 22.03.05, 01:08
                                                    happy_girl nie wiem czy jeszcze tu zajrzysz, ale mój największy problem teraz
                                                    to rozwód spokojnie i bez błota...I jak to zrobić...
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 23.03.05, 00:12
                                                    Przestaję wierzyć, że uda sie rozwód spokojnie i bez błota///Any comments?
                                                  • scrivo Re: Jarkoni- i jak 23.03.05, 00:22
                                                    mój zapowiadał sie na wydarzenie sezonu w pewnych hmmm...kręgach, miało być hucznie i z błotem. skończyło się nieśmiałym psikaniem, jak, nie przymierzając, z dziecinnej śmigusówki. ale zapowiedzi ze strony eksa napsuły mi zdrowia co niemiara. jak mówią górale "z duzej chmury mały dysc".
                                                    A ty, jarkoni, zamierzasz czynnie to błoto ciskac czy tylko spodziewasz się zostac upaprany niewinnie? majestat sali sądowej raczej działa orzeźwiająco na tych biedaków co tam się stawic mają, rozjusza tylko adwokatów (niektórych).
                                                    Będzie dobrze i spokojnie, widziałam dziesiątki par wychodzących z sal sądowych, jako baranki potulne byli. Niektórzy nawet rozmawiali ze sobą przyjażnie, więc czemu nie wy?
                                                  • jarkoni Re: Jarkoni- i jak 23.03.05, 19:03
                                                    scrivo ja liczę na to niewinnie bo stres mnie zjada...I jestem potulny jak
                                                    baranek i niczego nie chcę i kasa ok, boję się że będę musiał więcej
                                                    jeszcze..Ale w końcu jeśli mnie zniszczy finansowo to nie będzie miała nic,
                                                    prawda?Czy byłym zależy żeby były pod mostem wylądował? To z kogo będą ciągnąć?
                                                    Brrrrrr...boję się jednak..... PS Powtórzymy te balety na balkonie i przed
                                                    blokiem? Proponuję 2 kwietnia smile)
                                                  • scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 23.03.05, 19:33
                                                    rany, na balkonie nie wiem czy sie odważę jeszcze raz. fajnie jest raz zaszaleć bez opamiętania i obawy ale ... jak sobie wspomniałam to 10 piętro, ciarki mnie dopadły.
                                                    2 kwietnia to czas najlepszy. dajmy tym razem chwilke do namysłu pozostałym równie spragnionych spotkania. kochani, czekamy na zgłoszenia!!! menu będzie wiosenne.
                                                  • jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 23.03.05, 19:43
                                                    menu wiosenne to jajecznica ze szczypiorkiem????
                                                  • scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 23.03.05, 21:34
                                                    na śniadanie, dla wszystkich po imprezie.
                                                  • jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 23.03.05, 22:15
                                                    Może włoskie menu? Na kolację? smile)))
                                                  • scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 23.03.05, 22:50
                                                    jako że sympatie proitaliańskie bardzo żywo się na forum okazały kilkakrotnie, pomysł jest przedni.
                                                    ugotujemy gar kluch, dorzucimy pesto i parmezan (śmierdzący koniecznie) jako bazę a inne dodatki do uzgodnienia.
                                                    może rybka, może brokuły, pomidory... swieże niedostępne ale posiadam zapasik własnoręcznie robionych słoiczków z zapachem letniego pola...ech...
                                                    jarkoni, jakiś ty podkręcacz apetytu...
                                                    tym razem ty gotujesz smile
                                                  • jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 00:20
                                                    scrivo ale tylko wodę gotuję, zgoda? Obiecuję, że będzie aqua italiana...A z
                                                    całą resztą sobie poradzisz prawda???? Powiedz, że tak...
                                                  • scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 09:58
                                                    taaaak...jak dziewczyny pomogą.
                                                  • jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 21:27
                                                    scrivo, to będą jakieś dziewczyny? Może wreszcie jakaś wycieczka damsko męska z
                                                    kierunku Wrocław tudzież Głogów? Hmmmmm smile)
                                                  • india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 21:34
                                                    i znowu mnie coś fajnego ominie?
                                                  • scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 22:07
                                                    nic cie nie ominie bo bedziesz!
                                                  • india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 22:18
                                                    chciałabym..., ale co ja z dziećmi zrobię?
                                                  • scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:08
                                                    jeszcze jest czas, cos wymyslisz, są przyjaciele, ciotki, opiekunki do wynajęcia. znajdziesz sposób.
                                                  • india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:13
                                                    zważywszy na temperamenty nieokiełznane moich pociech obawiałabym sie zostawić
                                                    je przyjaciołom
                                                    w końcu nie chcę tych przyjaciół stracić...wink

                                                    rodzina odpada - za daleko

                                                    może



                                                    może


                                                    JARKONI!!!!!!!!!!!!

                                                    big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                                                  • jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:15
                                                    India zabieraj Tri i do Łodzi....Jeszcze bezecnego trzeba zawinąć w dywan i
                                                    przywieźć, bo inaczej się nie da smile)))
                                                  • bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:18
                                                    jarkoni...india delikatnie sugeruje, że mogłbys ruszyc raz dupsko z tej Łodzi i
                                                    pojechać do wawki zając się dziecmi indii..ona zas korzystając z okazji
                                                    przyjechalaby do mniebig_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                                                  • india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:22
                                                    w zasadzie dzieci mam dwoje, to moglibyście się nimi razem poopiekować...
                                                  • bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:25
                                                    no problem, ja ma praktykę w opiece nad chłopcem jarkoni zas jest specem od
                                                    dziewczynek...damy radetongue_out
                                                    ale ale to do kogo ty wtedy pojedziesz???sad(((((((nie do nas?????????
                                                  • india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:27
                                                    do scrivo rzecz jasna, przecież tak czy owak wybieram sie właśnie do Niej (i
                                                    ściskamsmile
                                                  • bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:33
                                                    oki to wobec tego kwestia techniczna jedna...poprosimy o zaopatrzenie stołówki
                                                    bysmy nie musieli odrywać się od dzieciaków...dla jarkoniego niewielki 10-
                                                    litrowy garnuszek bigosu a dla mnie małą setke ruskich pierogówtongue_out o menu
                                                    dziecisków sie nie martw, zjedza to co my, zamiast tej wstretnej zupy mlecznej,
                                                    która im regularnie serwujeszbig_grin
                                                  • india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:37
                                                    Ty szujo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                                    Będziecie jedli zupkę mleczną, jak każdego dnia. A moje dzieciaczki też może
                                                    się skuszą - zawsze to jakaś odmiana po tych wszystkich krewetkach, kotlecikach
                                                    i deserkachwink
                                                  • bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:41
                                                    hehehe cos mi sie zdaje że wkroczyłem w zaklęte rewiry indiowego
                                                    królestwa....do kuchni!!!!ale jak wonja to wojna, kupie ptasie mleczko i nie
                                                    bedzie ryżu na mleku...ohyyyyyyyyyyyydatongue_out
                                                  • jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:38
                                                    Zaczynam się w tym gubić...Ja do wawy do dzieci indii, tri do łodzi ale mnie
                                                    nie ma, india do głogowa,scrivo już nie wiem gdzie...A gdzie tu spotkanie?
                                                    Aaaaaa bezecny z indią smile))) Ten to sie potrafi się ustawić...
                                                  • india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:40
                                                    ja do Scrivo i innych dziewczyn, Ty z Bezecnym - wszystko ok

                                                    o co chodzi?
                                                  • bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:43
                                                    tak tak...myślałby kto że to ja jestem tutaj bezecny....widzisz jarkoni do
                                                    czego indii jest chłop potrzebny???
                                                  • india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:45
                                                    nie jeden chłop - bo to co innego, tylko dwóch
                                                  • bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:46
                                                    indio! nie wiesz co tracisz!!! takich trzech jak nas dwóch to nie ma ani
                                                    jednegotongue_out
                                                  • india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:47
                                                    sama prawda przez Ciebie płynie ..........
                                                  • jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 25.03.05, 00:12
                                                    się po prostu adresami wymieniamy? A india wyżre mój bigos u scrivo? Upss
                                                    włoskie makarony z pesto i parmezanem...A ja zupki mleczne z bezecnym?I
                                                    dziewczynkami indii? Coś tu nie tak
                                                  • bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 25.03.05, 09:46
                                                    zupka mleczna z bezecnym (wkładka) nie jest taka najgorszabig_grinDDDDDDDDD
                                                  • scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 25.03.05, 17:51
                                                    no, nareszcie jakas konkretna idea a nie antykoncepcja!!!
                                                    panowie zajmą się dzieciaczkami bo kompetencje opiekuńcze mają uzupełniające się idealnie, india wraz ze mną, może jeszcze w towarzystwie babskim większym, ruszy na miasto (puby w Łodzi są najlepsze w świecie, poza Wielkim Jabłkiem) a jak już pokonamy wstępną nieśmialość, wrócimy na 10 piętro położyć pociech lulu i wtedy dopiero zacznie się właściwy etap spotkania.
                                                    Ups, zapomnialam że JArkoni posiada tylko jednoosobowe lokum...
                                                    Może zatem u mnie? Mam trzy pokoje i jednego dorosłego syna, który zająć się maleństwami może??? zechce przez chwilkę...
                                                  • jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 25.03.05, 17:55
                                                    Jestem co prawda wielbicielem mleka, choć innych trunków też smile) Ale bigosu
                                                    scrivo i włoskiej kuchni nie odpuszczę...Zresztą chyba najwyższa pora załozyć
                                                    nowy wątek: spotkajmy się-reaktywacja, bo do tej zapadłej dziury pt co tam u
                                                    mnie, to już nikt nie trafia sad((
                                                  • india8 No i Jarkoni 30.03.05, 08:24
                                                    Jarkoni, byłam wczoraj w Łodzi i wcale Cię tam nie widziałam

                                                    co więcej, pytałam o jarkoniego faceta z czerwonymni lampkami w wygłodniałych
                                                    oczach

                                                    ale nikt Cie tam nie zna...

                                                    ...Ty chyba coś kręcisz ;DDDDDDDDDDDDDDDD
                                                  • jarkoni Re: No i Jarkoni 31.03.05, 00:01
                                                    Bo to za daleko od Głogowa hehehe....Mogłaś zadzwonić...
                                                  • india8 Re: No i Jarkoni 31.03.05, 00:11
                                                    co Ty z tym Głogowem?
                                                  • jarkoni Re: No i Jarkoni 31.03.05, 00:31
                                                    A nic, bezecny podpowie.....Byłaś w Łodzi i się nie odezwałaś? Ech...
                                                  • india8 Re: No i Jarkoni 31.03.05, 00:32
                                                    no już powiedz, powiedz

                                                    nudno trochę - kibole poszli, dzieci spią, ja po kawie... - mów
                                                  • bezecnymen Re: No i Jarkoni 31.03.05, 10:29
                                                    jarkoni zdajesz się..publicznie... cos sugerować....
                                                    byłbym wdzięczny za wyjasnienie, co moje miasto(a może to ja?) ma wspólnego z
                                                    indią???????
                                                  • india8 Re: No i Jarkoni 31.03.05, 10:35
                                                    może ma na myśli głogow w indianie?
                                                  • happy_girl Re: Jarkoni- i jak 30.03.05, 11:50
                                                    jarkoni napisał:

                                                    > Przestaję wierzyć, że uda sie rozwód spokojnie i bez błota///Any comments?

                                                    Witaj Jarkoni. Przepraszam za tak późną odpowiedź ale w moim życiu nastąpiło
                                                    tak duże przyspieszenie, że na sen mogę ledwie uszczknąć 2-3 godzinki dziennie.
                                                    Więc lecę przysłowiowo twarzą na pysk. Ale do rzeczy. Wiem, że każdy przeżywa
                                                    rozwód emocjonalnie. Dlatego wcześniej napisałam o wynajęciu dobrego adwokata.
                                                    Nie agresywnego, podbijającego emocje u jakiejkolwiek ze stron, ale wyważonego,
                                                    znającego się dobrze na tego typu sprawach. Ja swojego adwokata nie darzyłam
                                                    zbyt wielką sympatią ale ufałam mu. Ja by przeżyć i nie zwariować musiałam
                                                    uciekać (inaczej tego się nie da powiedzieć) z dzieckiem. Mój były mąż
                                                    podjudzany przez swojego ojca sprzeciwił się wyprowadzce dziecka. Na zasadzie:
                                                    ty się wynoś ale dziecka ci nie oddam, chyba że będziesz miałą decyzję sądu.
                                                    Dziecko było w bardzo złym stanie fizycznym i psychicznym (córeczka miała wtedy
                                                    2 latka), całkowicie odmawiała jedzenia. Przyżywałam horror. Emocje były
                                                    wielkie, bo głównym agresorem był były teść, a przez niego również mój ex
                                                    zachowywał się bardzo agresywnie. Rozwód miał być orzeczony z winą mojego ex i
                                                    adwokat sporządził odpowiedni pozew. Ponieważ tutaj liczył się czas,
                                                    zaproponował mi, że możemy od tego odstąpić i rozwód będzie bez orzekania o
                                                    winie (a więc unikamy w ten sposób przwlekłości procesu). Podałam akceptowalne
                                                    widełki alimentów i zdałam sie na jego działanie. Mój adwokat spotkał się z
                                                    adwokatem przeciwnej strony i obaj wypracowali kompromis. Rozwód bez orzekania
                                                    o winie, alimenty najniższe przeze mnie akceptowane i koniec. Jeszcze przed
                                                    salą sądową mój ex łącznie ze swoim ojcem próbowali się awanturować ale wtedy
                                                    obaj adwokaci to ukrócili. Potrafili, muszę to przyznać, rzeczowo i spokojnie
                                                    temperować te emocje. Na sali sądowej sędzia pytał się stron tylko o dane
                                                    osobowe a resztę ustalał z adwokatami, czyli kiedy druga rozprawa (proszę wyjąć
                                                    kalendarze i się umawiamy smile ), jakie alimenty, przy kim dziecko itd. Krótko i
                                                    konkretnie. Po kilkunastu minutach było po wszystkim. Nie było prania brudów,
                                                    awantur i tym podobnych. I to tylko zasługa obu adwokatów. Ponieważ, gdyby mój
                                                    ex awanturował się dalej i nie dał się uspokoić, nie poszedłby na kompromis, to
                                                    wtedy rozwód miał być prowadzony tak by udowodnić jego winę. Czyli najpierw
                                                    pokazana była armata i propozycja: albo idziesz na kompromis albo strzelamy.
                                                    Jego adwokat wytłumaczył mu, że zwyczajnie nie warto prowadzić wojny. Pamiętaj,
                                                    że adwokat bierze pieniądze za rozwód a nie za ilość rozpraw, dlatego jemu się
                                                    bardziej kalkuluje szybko "mieć go z głowy".
                                                    Wiele osob piszących na tym forum też zwracało na to uwagę: zapowiada się
                                                    wydarzenie sezonu, emocje sięgają zenitu a po wejściu na salę spokój, rzeczowe
                                                    odpowiedzi. Czyli z dużej chmury mały deszcz. Ale temu właśnie sprzyja
                                                    wynajęcie adwokata. Gdy strony same muszą odpowiadać wtedy nie da sięuniknąć
                                                    emocjonalnych wypowiedzi i wtedy temperatura rozprawy zależy tylko od sędziego.
                                                    Życzę Ci spokoju, i by w Twoim przypadku też dało się zakończyć ten problem w
                                                    spokojny, cywilizowany sposób. Choć co przeżyjesz nerwów, to przeżyjesz. Tego
                                                    nikt Ci nie odbierze sad((
                                                    A życie potrafi płatać nam takie figle, ze w najczarniejszych snach tego nie
                                                    można przewidzieć. Jak wspominałam mój ex jest teraz w szpitalu i nikogo z
                                                    rodziny nie akceptuje. I teraz ja, ta najgorsza z najgorszych wtedy, jestem
                                                    jedyną, której ufa i prosi o pomoc. I co ja mam teraz zrobić? Czasami mam
                                                    ochotę zniknąć z powierzchni ziemi a jedynym powodem, dla którego jeszcze tu
                                                    funkcjonuję jest odpowiedzialność za dziecko, dziś już 4,5-letnie.
                                                    Pozdrawiam i jeszcze raz życzę siły i spokoju.
                                                  • happy_girl Re: Jarkoni- i jak 30.03.05, 11:50
                                                    jarkoni napisał:

                                                    > Przestaję wierzyć, że uda sie rozwód spokojnie i bez błota///Any comments?

                                                    Witaj Jarkoni. Przepraszam za tak późną odpowiedź ale w moim życiu nastąpiło
                                                    tak duże przyspieszenie, że na sen mogę ledwie uszczknąć 2-3 godzinki dziennie.
                                                    Więc lecę przysłowiowo twarzą na pysk. Ale do rzeczy. Wiem, że każdy przeżywa
                                                    rozwód emocjonalnie. Dlatego wcześniej napisałam o wynajęciu dobrego adwokata.
                                                    Nie agresywnego, podbijającego emocje u jakiejkolwiek ze stron, ale wyważonego,
                                                    znającego się dobrze na tego typu sprawach. Ja swojego adwokata nie darzyłam
                                                    zbyt wielką sympatią ale ufałam mu. Ja by przeżyć i nie zwariować musiałam
                                                    uciekać (inaczej tego się nie da powiedzieć) z dzieckiem. Mój były mąż
                                                    podjudzany przez swojego ojca sprzeciwił się wyprowadzce dziecka. Na zasadzie:
                                                    ty się wynoś ale dziecka ci nie oddam, chyba że będziesz miałą decyzję sądu.
                                                    Dziecko było w bardzo złym stanie fizycznym i psychicznym (córeczka miała wtedy
                                                    2 latka), całkowicie odmawiała jedzenia. Przyżywałam horror. Emocje były
                                                    wielkie, bo głównym agresorem był były teść, a przez niego również mój ex
                                                    zachowywał się bardzo agresywnie. Rozwód miał być orzeczony z winą mojego ex i
                                                    adwokat sporządził odpowiedni pozew. Ponieważ tutaj liczył się czas,
                                                    zaproponował mi, że możemy od tego odstąpić i rozwód będzie bez orzekania o
                                                    winie (a więc unikamy w ten sposób przwlekłości procesu). Podałam akceptowalne
                                                    widełki alimentów i zdałam sie na jego działanie. Mój adwokat spotkał się z
                                                    adwokatem przeciwnej strony i obaj wypracowali kompromis. Rozwód bez orzekania
                                                    o winie, alimenty najniższe przeze mnie akceptowane i koniec. Jeszcze przed
                                                    salą sądową mój ex łącznie ze swoim ojcem próbowali się awanturować ale wtedy
                                                    obaj adwokaci to ukrócili. Potrafili, muszę to przyznać, rzeczowo i spokojnie
                                                    temperować te emocje. Na sali sądowej sędzia pytał się stron tylko o dane
                                                    osobowe a resztę ustalał z adwokatami, czyli kiedy druga rozprawa (proszę wyjąć
                                                    kalendarze i się umawiamy smile ), jakie alimenty, przy kim dziecko itd. Krótko i
                                                    konkretnie. Po kilkunastu minutach było po wszystkim. Nie było prania brudów,
                                                    awantur i tym podobnych. I to tylko zasługa obu adwokatów. Ponieważ, gdyby mój
                                                    ex awanturował się dalej i nie dał się uspokoić, nie poszedłby na kompromis, to
                                                    wtedy rozwód miał być prowadzony tak by udowodnić jego winę. Czyli najpierw
                                                    pokazana była armata i propozycja: albo idziesz na kompromis albo strzelamy.
                                                    Jego adwokat wytłumaczył mu, że zwyczajnie nie warto prowadzić wojny. Pamiętaj,
                                                    że adwokat bierze pieniądze za rozwód a nie za ilość rozpraw, dlatego jemu się
                                                    bardziej kalkuluje szybko "mieć go z głowy".
                                                    Wiele osob piszących na tym forum też zwracało na to uwagę: zapowiada się
                                                    wydarzenie sezonu, emocje sięgają zenitu a po wejściu na salę spokój, rzeczowe
                                                    odpowiedzi. Czyli z dużej chmury mały deszcz. Ale temu właśnie sprzyja
                                                    wynajęcie adwokata. Gdy strony same muszą odpowiadać wtedy nie da sięuniknąć
                                                    emocjonalnych wypowiedzi i wtedy temperatura rozprawy zależy tylko od sędziego.
                                                    Życzę Ci spokoju, i by w Twoim przypadku też dało się zakończyć ten problem w
                                                    spokojny, cywilizowany sposób. Choć co przeżyjesz nerwów, to przeżyjesz. Tego
                                                    nikt Ci nie odbierze sad((
                                                    A życie potrafi płatać nam takie figle, ze w najczarniejszych snach tego nie
                                                    można przewidzieć. Jak wspominałam mój ex jest teraz w szpitalu i nikogo z
                                                    rodziny nie akceptuje. I teraz ja, ta najgorsza z najgorszych wtedy, jestem
                                                    jedyną, której ufa i prosi o pomoc. I co ja mam teraz zrobić? Czasami mam
                                                    ochotę zniknąć z powierzchni ziemi a jedynym powodem, dla którego jeszcze tu
                                                    funkcjonuję jest odpowiedzialność za dziecko, dziś już 4,5-letnie.
                                                    Pozdrawiam i jeszcze raz życzę siły i spokoju.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka