2i8 01.12.04, 16:52 przebiegla twoja rzeczowa mam nadzieje rozmowa z Nia? Bo juz sie chyba sie widzieliscie? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 01.12.04, 20:29 2i8 napisała: > przebiegla twoja rzeczowa mam nadzieje rozmowa z Nia? > Bo juz sie chyba sie widzieliscie? Niestety jeszcze nie było rozmowy...Mieliśmy się dziś widzieć...Wczoraj Ona straciła pracę ( studiuje zaocznie ), nie chce się widzieć ani rozmawiać, dołek, nie dziwię się... A wczoraj znowu moje faux pas...Idiota jestem..Rozmawiałem z Jej koleżanką na gg i dowiedziałem się, że mimo tego, `że jest na randkach to z nikim się nie spotyka...Ulżyło mi jakby...A kiedy wymiana 2 maili z Nią to na dole była reklama randek z tekstem : już ponad 400 tysięcy facetów czeka na Ciebie... I głupi napisałem :jestem z Tobą...Będzie dobrze..a ten link pod mailem to chyba optymistycznie brzmi? I wściekła się... I jest cisza... I to tyle na dziś... Informować na bieżąco? Pozdrawiam bardzo Odpowiedz Link
zosienka23 Re: Jarkoni- i jak 02.12.04, 09:11 TAk, informuj na biezaco, bo my wszyscy Wam dobrze zyczymy no i moze uda Ci sie jakos pomoc, przestrzec przed jakąć gafa Wsciekla sie o ten podpis?? To chyba efekt tego dolka, wiec wiele wiecej rzeczy ja drazni. Nie chciala sie z Toba widziec? Rozumiem, ma dola, ale nie mozesz teraz siedziec w cieniu. Nie, nie narzucac sie, ale dac jej do zrozumienia, ze ja wspierasz. Tekst "jestem z Toba" jest dobry, ale chyba nie obok reklamy.) A moze moglbys pomoc jej znalezc nowa prace? Serio mowie, moze kogos znasz, skoro prowadzisz wlasna firme. Milosc to nie tylko slowo "Kocham Cie", ale pokaz jej ze myslisz o niej, ze sie martwisz, chcesz jej pomoc..tak bezinteresowanie, nawet jak ona nie bedzie cchiala wrocic. Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 02.12.04, 11:12 zosienka23 napisała: > TAk, informuj na biezaco, bo my wszyscy Wam dobrze zyczymy no i moze uda Ci sie > > jakos pomoc, przestrzec przed jakąć gafa > Wsciekla sie o ten podpis?? To chyba efekt tego dolka, wiec wiele wiecej rzeczy > > ja drazni. > Nie chciala sie z Toba widziec? Rozumiem, ma dola, ale nie mozesz teraz > siedziec w cieniu. Nie, nie narzucac sie, ale dac jej do zrozumienia, ze ja > wspierasz. Tekst "jestem z Toba" jest dobry, ale chyba nie obok reklamy.) > A moze moglbys pomoc jej znalezc nowa prace? Serio mowie, moze kogos znasz, > skoro prowadzisz wlasna firme. Milosc to nie tylko slowo "Kocham Cie", ale > pokaz jej ze myslisz o niej, ze sie martwisz, chcesz jej pomoc..tak > bezinteresowanie, nawet jak ona nie bedzie cchiala wrocic. Zosienka no błagam Cię !!!!!! W ciągu kwadransa od chwili kiedy się o tym dowiedziałem już rozmawiałem z kolegą menadżerem w dobrej dużej firmie, poprosił o przysłanie CV i LM...Napisałem jej o tym maila (to jedyna forma kontaktu między nami) i dodałem, że czy jesteśmy razem czy nie, to proszę żeby pamiętała że jestem jej przyjacielem i będę wspierał i pomogę zawsze na ile będę mógł... Odpowiedz Link
zosienka23 BRAVO!! 02.12.04, 15:34 O Co Ty mnie JArkoni błagasz?? Spisales sie na medal!!! Az mi sie usta same w usmiech wygiely jak to przeczytalam! Zachowanie idelane, oby tak dalej a bedzie dobrze! Mowie Ci, ze bedzie!!))Ja w to wierze! Trzymam za Ciebie kciuki bardzo mocno!!!!BArdzo! P.S. A to moze mi tez prace znajdziesz, hahaa?? Odpowiedz Link
jarkoni Re: nic to.. 02.12.04, 17:13 zosienka23 napisała: > O Co Ty mnie JArkoni błagasz?? > Spisales sie na medal!!! Az mi sie usta same w usmiech wygiely jak to > przeczytalam! Zachowanie idelane, oby tak dalej a bedzie dobrze! Mowie Ci, ze > bedzie!!))Ja w to wierze! > Trzymam za Ciebie kciuki bardzo mocno!!!!BArdzo! > P.S. A to moze mi tez prace znajdziesz, hahaa?? Zosienka, to błagam to taka figura retoryczna, że niepotrzebnie o tym mówiłaś bo już było zrobione i hmmm za kogo mnie uważałaś, skoro nie wierzyłaś że tak postąpię...Dla mnie to oczywiste było... A jeśli poważnie o pracy i bez "hahaha" to napisz mail do mnie, mam parę zaprzyjaźnionych firm w paru miastach...Pozdrawiam i dzięki za wsparcie... Odpowiedz Link
zosienka23 Re: nic to.. 02.12.04, 18:53 no uwazałam Cie za goscia w porzadku i swietnie, ze sie nie pomylilam-stad taka radosc sie we mnie obudzila. Wiec sie tak nie unos)), ja tam w Ciebie wierzylam i wierze. Jakos mi dziwnie zalezy zeby Wasza historia sie pomyslnie zakonczyla, bo przypominasz mi moj kawalek zycia. Wiec rzczywiscie chyba napisze do Ciebie maila...dzis lub jutro. Odpowiedz Link
sabizadumana Re: nic to.. 04.12.04, 22:59 Jarkoni, jak ona sie o taki zarcik obraza, to .. .ja lepiej nie komentuje. Dol dolem, ale zwykla gafe to ona strzelila nie ty. Odpowiedz Link
farfocle Re: nic to.. 05.12.04, 19:57 Gafa? W sprawach uczuc gafa? Jest na niego wściekła za pare lat rozmemłania tego związku doprowadzenia go do takiego niesmacznego finiszu więc się będzie obrażać o byle g... bo jest nabuzowana negatywnymi emocjami-to jarkoni ma jak w banku. A myślałam,że dorośli ludzie a tym bardziej 40-letni,po "przejściach", doświadczeni itd itp... ŻE WIEDZĄ ŻE O UCZUCIACH NIE ROZMAWIA SIĘ MAILAMI I SMSami! Kontakty mailowe i jeszcze meilowe uszczypliwości i igiełki które jej tak dyskretnie wbijasz (oczywiście z jak najlepszej woli hihi) na pewno za ciebie nie załatwią sprawy. Bo ona jesli a cos jeszcze czeka to na to żebyś sie okazał mężczyzną,ktory nie tchorzy przed rozmową face to face. A ze będzie ona trudna i baardzo burzliwa to chyba wiesz. Ale możesz zacząć od "przepraszam" takie czarodziejskie słowa działają na kobiety ha Odpowiedz Link
jarkoni Re: nic to.. 06.12.04, 18:20 farfocle, to nie ja zdecydowałem się na tylko kontakty mailowe...To Ona nie chce telefonów choćby, a na smsy nie odpowiada...Rzeczywiście była to idiotyczna igiełka, jak nastolatek zupełnie, aż mi wstyd... Będzie rozmowa, oczywiście, i to lada dzień....I boję się tej rozmowy jak cholera..Znasz takie uczucie, że chcesz się jeszcze łudzić dzień czy dwa, że będzie dobrze, a wiesz że właściwie idziesz na ścięcie, żeby się dowiedzieć ze to koniec absolutny...Głupie, co? Odpowiedz Link
clio11 Re: Jarkoni- i jak 02.12.04, 09:50 Pytanie z gatunku retorycznych Oczywiście, że informuj! Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 07.12.04, 17:47 Nie wiem czy to jeszcze kogokolwiek interesuje, ale miałem bardzo dziwny dzień...I nie wiem z czego on wynika..Po pierwsze w niedzielę napisałem swojej Kochanej czy się spotkamy..Odpisała, że tak, i że da mi znać kiedy, bo ma cały tydzień szkolenia w banku i nie wie do której ( może dostanie pracę)...Wczoraj wysłałem Jej kartkę Mikołajkową, odesłała swoją...Z bardzo romantycznym tekstem: DLA (tu moje imię), OD (tu jej imię)...A dziś nagle sobie uświadomiłem, że to ona wcześniej czy później, a czasem w ogóle, odpowiada na moje maile...Sama się nie odzywa, mimo że twierdziła, że chce mnie znać, bo kocha i ceni, niezależnie od tego czy jesteśmy razem...I po prostu dziś nic nie napisałem..I mam durne uczucie, że jutro też nic nie napiszę..I szczerze mówiąc dziś czuję się jak nachalny narzucający się facet, któremu odpowiada się od niechcenia, z łaski itp....Dziś mam głupi dzień, nawet nie wiem czy chcę tego spotkania i odgrzewania czegokolwiek...Pewnie jutro zmienię zdanie, ale dziś ( hmmmm informując na bieżąco) mówię co czuję... Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 00:41 Minęło 4 dni i się nie odzywam, to główna informacja....Ona jak zwykle sama się nie odezwie...Nie wiem co mi się w głowie przekręciło i ile to potrwa i czy kogokolwiek to interesuje jeszcze...Dziwny jest ten swiat... Odpowiedz Link
scriptus Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 01:23 Jarkoni, nie wygłupiaj się, to kobieta, ona sama nie napisze. Nie traktuj Jej, jak faceta. One są zupełnie inne. Po prostu Ty musisz być inicjatorem wszystkiego. Dopóki odpowiada, jest OK. Tak ma być i nie mów, że nie wiesz dlaczego. Walcz o swoje. Odpowiedz Link
zosienka23 Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 14:31 to ona odeszla, a TY oczekujesz, ze ona bedzie teraz zabiegac,walczyc o Ciebie? Ona odeszla, bo jej cos nie odpowiadalo, to Ty masz pokazac jej, ze powinna wrocic, bo warto. A moze wlasnie wychodzi teraz z Ciebie brak pewnosci, ze wlasnie Jej chcesz...a moze tylko zle Ci samemu i chcesz kogos, a nie konkretnie Jej. Zastanow sie najpierw, potem dzialaj, a udawanie twardego i trudnego Ci nie pomoze w tym. Odpowiedz Link
farfocle Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 16:36 Zosienka ma racje a jarkoni tak gra - zeby przegrac Ją, po cholere to gadanie o miłości jak najważniejsze Jego męskie ego, bo dalej uważa że to Ona ma się zmienic i dostosować, Ona ma o niego zabiegac (jak ona śmiała odejść!) a On mooooooooże będzie chciał z nią rodzine załozyć...a moooooożeeee nieeee.. brrrr. ręce opadaja! Odpowiedz Link
scriptus Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 18:16 Widzisz, nie potrafiłem Ci tego wyłuszczyć przystępnie, a One, kobiety, czyli Zosieńka i Farfocle, jednak potrafiły. Ja jednak, nie wgłębiając się w te "babskie subtelności" jeszcze raz Ci podkreślam. - to my, faceci, jesteśmy od inicjowania wszystkiego, one zaś, jak im nie odpowiada, robią "akcję pasztet" i tyle. Nie ma w tym względzie równouprawnienia, chociaż, u młodych, to już się zupełnie poprzewracało wszystko na drugą stronę, jak tak dalej pójdzie, to nasi wnukowie sami będą sobie musieli rodzić dzieci ))) Odpowiedz Link
scriptus Re: Jarkoni- i jak 12.12.04, 18:47 Jeszcze mi coś przyszło do głowy, jak Cię przekonać, Jarkoni Stan obecny jest taki - nie masz jej. Jak powalczysz, możesz Ja utracić, czyli nie będziesz Jej miał, albo może być Twoja, czyli spełni się to czego pragniesz, słowem masz szansę. Jak nie powalczysz, pozostanie stan taki jak teraz, czyli nie będziesz Jej miał. Ergo, weź się za robotę, działaj, kolego. Z rozumem, ale nie zwlekaj. Trzymam kciuki Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 13.12.04, 17:09 Zrobię jeszcze próbę, może nawet kilka, ale lekko zrezygnowany jestem...Pozdrawiam Cię scriptus... Odpowiedz Link
viillemo Re: Jarkoni- i jak 13.12.04, 17:34 scriptusku!!! nic dodac nic ująć toś mnie zaskoczył tą dedukcją)), żartowałam...wiedziałam, że jestes błyskotliwy) Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 14.12.04, 20:42 viillemo napisała: > jarkoni, scriptus ma świętą racją No niby powalczyłem, jeśli 2 maile można nazwać walką...I cisza, nawet żadnych odpowiedzi na maile..Już sam nie wiem czy jest sens walczyć.. Odpowiedz Link
farfocle Re: Jarkoni- i jak 15.12.04, 08:29 jarkoni napisał: > viillemo napisała: > > > jarkoni, scriptus ma świętą racją > > No niby powalczyłem, jeśli 2 maile można nazwać walką...I cisza, nawet żadnych > odpowiedzi na maile..Już sam nie wiem czy jest sens walczyć.. nie, nie mozna bynajmniej tego nazwac walką. posiedz na forum jeszcze z piec lat, poczekaj, moze ktos ci powie czy masz wyslac do niej jeszcze jednego maila czy az sms-a! wtedy wyslesz zastanawiajac sie ciagle czy aby warto, bo jak znowu nie odpowie to ci bedzie przyyykrooo albo coooo... wiesz co ci powiem? jestes "du...wolowa" a nie facet i daj ty tej dziewczynie wreszcie swiety spokoj bo jej zycie zmarnujesz do konca. Odpowiedz Link
zosienka23 Re: Jarkoni- i jak 15.12.04, 15:00 Moze Farfocle powiedziala dosc ostro, ale racji troche ma. Naprawde z tego,co widze/czytam powinienes chyba juz dac sobie spokoj i jej tez. Checi i intencje masz dobre, ale kiepsko wcielasz je w zycie. Powiem szczerze, ze nie podoba mi sie, ze Ty w tym wszystkim widzisz tylko siebie. Naprawde starszy rozwodnik z dziecmi nie jestes wymarzonym kandydatem na męża dla mlodej dziewczyny, czego Ty pewnie nie dostrzegasz! Jasne, wszystko da sie pokonac, jesli sie chce, ale Ty jeszcze swoim niezdecydowaniem sam pod soba kopiesz dół! Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 15.12.04, 18:53 zosienka23 napisała: > Moze Farfocle powiedziala dosc ostro, ale racji troche ma. Naprawde z tego,co > widze/czytam powinienes chyba juz dac sobie spokoj i jej tez. Checi i intencje > masz dobre, ale kiepsko wcielasz je w zycie. Powiem szczerze, ze nie podoba mi > sie, ze Ty w tym wszystkim widzisz tylko siebie. Naprawde starszy rozwodnik z > dziecmi nie jestes wymarzonym kandydatem na męża dla mlodej dziewczyny, czego > Ty pewnie nie dostrzegasz! Jasne, wszystko da sie pokonac, jesli sie chce, ale > Ty jeszcze swoim niezdecydowaniem sam pod soba kopiesz dół! Zosienka i Farfocle też : powiedzcie mi raz na zawsze gdzie to moje niezdecydowanie, gdzie słabość i dlaczego myślę tylko o sobie...Skoro nie mogę się spotkać i porozmawiać, skoro telefony i smsy bez odpowiedzi, skoro ostatnio kontakt tylko mailowy i piszę codziennie?A przez ostatnich kilka dni nawet na maile nie odpowiada?To gdzie mój błąd? Odpowiedz Link
zosienka23 Re: Jarkoni- i jak 15.12.04, 21:23 Jarkoni, nikt tu Ci nie chce dokuczyc!Czasem ktos napisze ostrzej, ale w ramach "potrzasniecia" osobnikiem) Ale przeciez sam pisales tutaj wczesniej, ze bylo kilka dni, kiedy milczales, wiec nie piszesz codziennie. Jestes niezdecydowany?? Czasem tak to odczuwam..Przeciez lapiesz sie na myslach, czy jeszcze warto, czy "mloda dziewczyna" to akurat to czego pragniesz itd, itp. Ja jednego jestem pewna (i Ty chyba tez), potrzebujesz kobiety, ciepla, milosci, nie chcesz byc sam, ale czy to akurat musi byc ta kobieta?? Nikt Ci tu na to pytanie nie odpowie. I pamietaj, my zyczymy Ci szczescia i powodzenia!!!Ja w szczególnosci..) Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 21.12.04, 14:22 zosienka23 napisała: > Jarkoni, nikt tu Ci nie chce dokuczyc!Czasem ktos napisze ostrzej, ale w > ramach "potrzasniecia" osobnikiem) > Ale przeciez sam pisales tutaj wczesniej, ze bylo kilka dni, kiedy milczales, > wiec nie piszesz codziennie. > Jestes niezdecydowany?? Czasem tak to odczuwam..Przeciez lapiesz sie na > myslach, czy jeszcze warto, czy "mloda dziewczyna" to akurat to czego pragniesz > > itd, itp. > Ja jednego jestem pewna (i Ty chyba tez), potrzebujesz kobiety, ciepla, > milosci, nie chcesz byc sam, ale czy to akurat musi byc ta kobieta?? Nikt Ci tu > > na to pytanie nie odpowie. > I pamietaj, my zyczymy Ci szczescia i powodzenia!!!Ja w szczególnosci..) Zosieńka dziękuję Ci za wsparcie, nikt nie zna swojej przyszłości i ja też nie wiem, czy to TA kobieta, byłem tego pewien przez ostatni ponad rok, od kiedy zaczęły się rozmowy o byciu razem na baaardzo poważnie, czyli o rodzinie...Ja piszę codziennie i czekam na odpowiedź czasem 3-4 dni...Dziś była odpowiedź, że chce się zobaczyć, po prostu jest zarżnięta szkoleniami w banku, testami, nauką itp..Ja akurat chory..Być może po Świętach lub po Nowym Roku...Boję się czy po ponad 2 miesiącach nie będziemy patrzeć na siebie jak troszkę obcy już sobie ludzie i będzie sztucznie i sztywno..Czas pokaże, ja osobiście nic więcej zrobić nie mogę...Napisz do mnie proszę...Pozdrawiam Odpowiedz Link
dobrydzien Re: Jarkoni- i jak 13.12.04, 11:18 Jarku Ona jest kobietą, jeśli kochasz walcz, nie bądz drobiazgowy szczęścia Odpowiedz Link
scriptus Re: Jarkoni- i jak 15.12.04, 02:06 Wszyscy trzymamy za Ciebie kciuki, weź jakieś kwiaty i idź do niej. Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 05.01.05, 01:36 scriptus, zobaczę się z nią pewnie po 15 stycznia, po zakończeniu tego całego szkolenia, wcześniej nie ma możliwości, zobaczymy co będzie, już nawet nie chcę oceniać swoich szans, będzie co ma być...Może to wszystko jest przeznaczenie..Okaże się Odpowiedz Link
sonia294 Re: Jarkoni- i jak 28.01.05, 22:37 No i jak Jarkoni? Posypało się jednak czy sprawa stoi nadal w martwym punkcie? Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 30.01.05, 18:39 sonia294 napisała: > No i jak Jarkoni? Posypało się jednak czy sprawa stoi nadal w martwym punkcie? sonia nic i cisza i martwy punkt, ale pewnie się posypie...Nie widzieliśmy się od 3 miesięcy prawie, nie wierzę że jeszcze coś będzie... Odpowiedz Link
kasiar74 Re: Jarkoni- i jak 30.01.05, 19:59 i co teraz?? jarkoni napisał: > sonia294 napisała: > > > No i jak Jarkoni? Posypało się jednak czy sprawa stoi nadal w martwym pun > kcie? > > sonia nic i cisza i martwy punkt, ale pewnie się posypie...Nie widzieliśmy się > od 3 miesięcy prawie, nie wierzę że jeszcze coś będzie... Odpowiedz Link
dobrydzien Re: Jarkoni- i jak 01.02.05, 12:31 głupie pytanie Marcepanno i złośliwe. Jarkoni robi dobrze, że układa na nowo swe życie, nie ma sensu twkic w związku bez milości tylko dla dzieci. Wierzę że się pozbiera i będzie szczęśliwy i pozwoli na szcżęście swej żonie. Odpowiedz Link
farfocle Re: Jarkoni- i jak 01.02.05, 12:46 marcepanna napisała: > warto bylo jarkoni sie rozwodzic???? raczej zapytaj czy warto było okłamywać najbliższe osoby? warto zdradzać? fajnie było bajerować młodą pannicę równocześnie kurczowo trzymając się żony? opłacało się? zadowolony jesteś? Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 01.02.05, 23:45 farfocle napisała: > marcepanna napisała: > > > warto bylo jarkoni sie rozwodzic???? > > > raczej zapytaj czy warto było okłamywać najbliższe osoby? > warto zdradzać? fajnie było bajerować młodą pannicę równocześnie kurczowo > trzymając się żony? > opłacało się? > zadowolony jesteś? TAK, jestem zadowolony, zostawiłem toksyczny związek, niezależnie czy będę z tą którą kocham...nie widziałem jej od 3 miesiecy, nawet nie wiem czy kogoś ma, porozumiewamy się tylko mailami, ona chłodnymi, ja cieplejszymi...Farfocle naprawdę nie wszystko jest czarne albo białe, skąd u Ciebie taka frustracja i taka wręcz nienawiść do innych..Ja już leczę się u psychologa, może też czas na Ciebie...Odchodzę, dzieci oczywiście ważne, może jak mój wujek który trafił na niewłaściwą kobietę będę dbał o dzieci, ale resztę życia spędzę z paroma papużkami...Fajna perspektywa...Jesteś mało wyrozumiała i pewnie glęboka frustracja i własne złe doświadczenia przez Ciebie przemawiają...No cóż...Bez komentarza Odpowiedz Link
farfocle Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 09:05 > TAK, jestem zadowolony, zostawiłem toksyczny związek, a zostawienie go za soba droga zdrady i romansu z kilkanascie lat mlodsza dziewczyna to byla JEDYNA droga do osiagniecia szczescia przez ciebie????? nie wpadles w swej megalomanskiej wraliwosci, zeby wczesniej isc do psychologa a pozniej zaliczac lozko kochanki??? DOCIERA DO CIEBIE O CZYM MOWIE?? >niezależnie czy będę z tą > którą kocham... zal mi tej dziewczyny,bo ona byla dla ciebie tylko srodkiem a nie celem. i najwyrazniej(na szczescie lepiej pozno niz wcale) sobie to wreszcie uswiadomila. -czy o tym psycholog juz ci wspominal? zal mi jej jak i kazdej innej ktore sie w swej naiwnosci wiaza z "nieszczesliwymi a jakze wrazliwymi" zonatymi Odpowiedz Link
kasiar74 Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 09:30 nie ma sensu napadać na JArkoniego. Zarówno on jak i jego była żona mogą być jeszcze szczęślwi tyle że bez siebie. Jeśli Jarkoni będzie uczestniczył w wychowaniu dzieci to tak naprawdę zrobił przysługe żonie że odszedł a nie robi jak tysiące mężczyzn, zyjąc z żoną i zdradzając ja na prawo i lewo i unieszcześliwaijąc. Przecież ona tez jeszcze może się zakochac, jak juz faktyczne zamknęła ten rozdział. To takie proste jest w sumie ale ile trzeba się nacierpieć żeby do tego dojść. Odpowiedz Link
farfocle Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 10:31 kasiar74 napisała: >Jeśli Jarkoni będzie uczestniczył w > wychowaniu dzieci to tak naprawdę zrobił przysługe żonie że odszedł a nie robi > jak tysiące mężczyzn, zyjąc z żoną i zdradzając ja na prawo i lewo i > unieszcześliwaijąc. Żona powinna być wdzięczna kochance Jarkoniego. To kochanka w pewnym sensie wymogła na nim rozwód. Sam by na to nie wpadł) zakład? Żyłby z zoną latami własnie w tym schemacie o którym mówisz. I wzdychał nad swym nieszczęsliwym losem. Powiela co do słowa i przecinka schemat, a ilez mozna sluchac tego samego... > To takie proste jest w sumie ale ile trzeba > się nacierpieć żeby do tego dojść. Odpowiedz Link
princessa_74 Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 11:01 Farfocle, nazywasz sprawy po imieniu. Podoba mi sie )) Pozdrawiam. Odpowiedz Link
princessa_74 Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 11:08 Oj Jarkoni. Jesli kobieta wypowiada sie ostro i nie glaszcze Cie po glowie to zaraz jakas frustratka, tak? Typowy facet z Ciebie. Zapomniales jeszcze dopisac, ze pewnie jakas brzydula co jej nikt nie chce i dlatego jest niewyrozumiala dla facetow. Myslalam, ze uzyjesz bardziej inteligentnych argumentow. Odpowiedz Link
vereesa Re: Jarkoni- i jak 02.02.05, 13:46 gospodarz tego forum nie lubi krytyki. Poczytajcie posty od poczatku na te krytyczne nie odpowiada albo napada na ich autorów a raczej autorki. Z jednej strony chcialby poznac opinie osob, ktore go nie znaja i posluchac co maja do powiedzenia(po to chyba zalozyl to forum, prawda?) a zdrugiej strony jak juz mowia to zarzuca im, ze go nie znaja i nie moga wlasciwie oceniac motywow jego postepowania. Mam wrazenie ze jarkoni nie moze sie pogodzic z tym, ze wiele osob na tym forum uwaza jego postepowanie za typowe i slowa krytyki odbiera jako atak jakichs rozwydrzonych bab, ktore nie dostrzegaja jego wyjatkowosci a tylko chca mu przykopac w odwecie za swoje problemy z partnerami... Odpowiedz Link
julita4 Re: strach... 04.02.05, 02:24 ZABRAŁ się stąd, bo się przestraszył. A my co, że biedny...?No, nie !Chyba żałosny!!! Odpowiedz Link
kasiar74 Re: strach... 04.02.05, 08:13 i co da takie napadanie na człowieka, zmieni to jego uczucia?? głupie jest takie gadanie Odpowiedz Link
jarkoni Re: strach... 04.02.05, 15:13 julita4 napisała: > ZABRAŁ się stąd, bo się przestraszył. A my co, że biedny...?No, nie !Chyba > żałosny!!! Nie zabrałem się stąd, to raz..Dwa jeśli chodzi o atakowanie kogoś to okreslenie że jestem żałosny jak nazwać?Trzy: bardziej na tym forum słucham rad i je doceniam, a jeśli już hmm nie widzę merytorycznych argumentów a tylko i wyłącznie żółć to się delikatnie odgryzam, to chyba naturalne, co? Zresztą nie mnie oceniać samego siebie... Odpowiedz Link
lauraa Re: Jarkoni- i jak 17.02.05, 20:04 ech, a ja farfocle rozumiem. Nie chce na Ciebie napadac, ale... to tylko Twoja opowiesc, nie Twojej zony. I, po pierwsze, przeczytalam wszystkie Twoje wypowedzi i IMHO ta panienka jest gowniarą, niedojrzałym dzieciakiem. Nigdy nie zrozumiem co 40latek może w takiej dziewczynie zobaczyc, no, oprocz ciała. Pobawila sie Toba, wykorzystala pewnie finansowo i zostawila jak powiedziales, ze sie rozwodzisz. I dobrze Ci tak. Trzeba bylo sie rozwiesc, z honorem, a nie dopiero jak sie panienka na horyzoncie pojawila. Przezyles z zona ile lat? I nie placzesz, ze Ci sie zwiazek skonczyl????? a po gowniarze, z ktora byles 3 lata placzesz i zycie Ci sie konczy? Co probowales robic, zeby ratowac zwiazek??? Ten z zona? Twojej zony mi szkoda... a wlasciwie nie, oby znalazla dojrzalego, silnego faceta, ktory nie bedzie jej zdradzal. Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 19.02.05, 20:32 lauraa, im częściej słyszę, że to ja jestem winny tym bardziej w to wierzę, może nawet i farfocle ma rację...Tak, to prawda, że wykorzystany finansowo, ale z własnej woli..Po swoim związku jako takim nie płaczę, zbyt długo było chłodno..Ale oczywiście szkoda dzieci, to wiemy wszyscy.. A z drugiej strony nie szukałem młodego ciała, z tym przeciętny normalny facet nie ma żadnego problemu..Mówię o romansie z młodym ciałem a nie o agencji towarzyskiej, żeby była jasność... A co do zdrady to hmmm..są dwie teorie i obie teorie tu na tym forum dokładnie przeanalizowałem.. Pierwsza mówi : najpierw się rozwiedź a potem szukaj..Hmm niby bardzo uczciwe,bez zdrady, kryształowe..Sęk w tym, że jeśli nie poznasz kogoś, nie zobaczysz szansy na inne być może lepsze życie, to będziesz dla dobra dzieci tkwił w obojętnym związku latami, potem dzieci się wyniosą, a ty po 50tce jeszcze dłuuugo sam w domu z kimś obojętnym..No to dopiero perspektywa Druga opcja: jeśli małżeństwo jest nijakie, jeśli poznasz kogoś wartego bycia razem dalej, nie wahaj się, masz jedno zycie, przeżyj je najszczęśliwiej jak możesz... I wierz albo nie, mniej mnie interesowało młode ciało, a bardziej co ona sobą reprezentuje...I nawet żałowałem, ze nie jest starsza.. Pewnie macie satysfakcję razem z farfocle, że tak się skończyło,że mnie zostawiła i że zostałem sam...Aaaaa dla ułatwienia, nie uganiam się za innymi 20stkami...Jakiś nietypowy może jestem Odpowiedz Link
lauraa Re: Jarkoni- i jak 19.02.05, 23:27 Nie mam satysfakcji... od tego jestem daleka, ale... widzisz, ja jestem w identycznej sytuacji, tylko... jakby z drugiej strony. Dlatego ciekawi mnie co masz do powiedzenia. Dla mnie jest jasne, ze zostales wykorzystany i przy okazji zraniles bliskie Ci osoby. Wolisz tego nie widziec? Rozwiodles sie juz? Co zona na to wszystko? Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 19.02.05, 23:54 lauraa, zdanie żony mało mnie interesuje, myślę o swoim życiu...Oczywiście ważne są dzieci, i nie ja zraniłem bliskie mi osoby, niby jak..Rozwód to koniec pewnego etapu w życiu, tyle że ja widziałem jasno określony dalszy ciąg swojego życia...Cóż, zaufałem niewłaściwej osobie, wykorzystała i uciekła kiedy stwierdziła, że ja na poważnie chcę...A sama szafowała argumentami, że nie wierzy, że się rozwiodę i nie wie czy chce czekać...Nie skomentuję nawet... Odpowiedz Link
lauraa Re: Jarkoni- i jak 21.02.05, 19:16 > lauraa, zdanie żony mało mnie interesuje, myślę o swoim życiu... no comments Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 20.02.05, 19:45 lauraa, a tak z ciekawości, skoro już się do mnie odezwałaś..Moze powiesz jak to wygląda u Ciebie? Odpowiedz Link
lauraa Re: Jarkoni- i jak 21.02.05, 19:17 jarkoni napisał: > lauraa, a tak z ciekawości, skoro już się do mnie odezwałaś..Moze powiesz jak > to wygląda u Ciebie? Dokladnie tak, tylko z drugiej strony. Zony strony. Nic tak nie boli w zyciu jak to. Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 01:14 lauraa, może zbytnio uprościłem...Nie interesuje mnie zdanie żony, bo to ja chciałem porozmawiać kiedy było źle, a ona stwierdziła, że nie ma o czym i że nie ma ochoty na rozmowę..Nie dała żadnej szansy, zresztą jej rodzina jest na tyle stanowcza i "mądra" i od zawsze ingerowała w nasze życie, że chyba podpowiedzieli co i jak teraz trzeba zrobić...Moja żona ze spokojem patrzyła jak się wyprowadzam i to ja dążyłem do rozmowy, do wyjaśnień..Ona nie... Odpowiedz Link
2i8 Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 08:34 jarkoni napisał: > Moja żona ze spokojem patrzyła > jak się wyprowadzam i to ja dążyłem do rozmowy, do wyjaśnień..Ona nie... a co zamierzałes jej "wyjasnic" w czasie wyprowadzki? "wytłumaczyć", że kilkuletni romans z kilkanascie lat młodsza kobieta i odejscie z jej powodu od dzieci i rodziny to nic takiego? stałam z drugiej strony, ale potrafie sobie wyobrazic co mogla czuc. a ty? ja się jej nie dziwie, że juz patrzyła spokojnie na to. miała się dłuzej upadlać? kilka lat musiała zyć z twoim romansem na co dzień. wyobrażam sobie jakie piekło przechodziła i ile łez wylała których ty nawet nie zauwazyłes zajęty amorami. juz lepiej nic nie mów... Odpowiedz Link
mea.ww Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 10:11 ...kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem... Może jestem młoda, może dużo rzeczy jeszcze nie przeżyłam ale wiem jedno wina i prawda zawsze leży po środku. Dlaczego winni są zawsze nasi współmałżonkowie? Napewno? G...o prawda, ja też jestem winna że mąż szukał innej, zobaczył w niej partnera którym kiedyś byłam ja. Dlaczego?- ja zbyt zajęta, zmęczona, znudzona codziennością itp. cierpliwość kiedyś się kończy i wiara że to ma sens. Nie jestem ideałem i widzę swoje błędy. Nie szukam wymówek dla siebie samej /bo to on jest zły, on mnie skrzywdził, ja robiłam wszystko on tego nie widział/. Co z tym zrobie to już mój problem, czy wyciągnę wnioski, czy będę się uczyć na własnych błędach. Każdy ma prawo je popełniać i każdy ma prawo do szczęścia. Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 19:16 mea, ja od dawna rozpamietuję różne sytuacje w swoim byłym związku...Byłem winny, wiem to...Ale nie tylko ja.. To już nieważne, teraz dla mnie ważne, że jestem sam..Ja jestem wygnańcem,a żona ma wszystko: dzieci, mieszkanie, wspólnych przyjaciół, zaproszenia od nich...O mnie jakoś poza moim bratem i moją najbliższą rodziną wszyscy zapomnieli...Normalne co? Wyrzutek, bo opuścił żonę i 2 córki....Jestem ZŁYYYYYYY Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 19:11 2i8, od wielu tygodni czekałem na Twoją krytykę, moja znajomość z tą kobietą ( to ważne, ze młodsza?, ja chciałbym żeby była starsza akurat)..ta znajomość trwała już ponad 2 lata wtedy, i to znajomość...Nie mówię o tym, ze planowalismy przyszłość, czy też spotykalismy się tylko po to, zeby jęcząc rzucać się do łóżka...To własnie ciekawe..I moja żona nie przechodziła piekła..Było jak zawsze życie obok siebie..Takie samo jak od kilku lat..Chłód i obojętność..Zresztą kiedy wyszło na jaw, że kogoś poznałem,(jakoś wakacje 2003) to usłyszałem od żony, że mogę robić co chcę, a jej tylko zależy na moich pieniądzach..I to tyle Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Jarkoni- i jak 22.02.05, 19:32 żądza....... pieniądza zastąpiła tę no te dawną.... Odpowiedz Link
2i8 Re: Jarkoni- i jak 23.02.05, 09:34 jarkoni napisał: > 2i8, od wielu tygodni czekałem na Twoją krytykę, nie do konca tak jest,ze cie krytykuję. krytykuje zdrade i klamstwo, w zwiazku, w malzenstwie, traumatycznie to przezywam. bardzo źle sie czuje po tym wszystkim co mi "zafundowal" moj mily w imie podobno miłości. i reaguje alergicznie na zapewnienia "zdradzilem ale to nie byla moja tylko wina" . tym bardziej, ze na biezaco mam teraz sprawozdania przyjaciolki ktorej maz gra ewidentnie na dwa fronty zapewniajac ja ze nic sie nie dzieje... > to ważne, ze młodsza?, ja chciałbym żeby była starsza akurat).. nie pisz tak nigdy więcej. to naprawde brzmi obrzydliwie. ktos cie zmuszal by z nia byc? jesli chciałeś być ze starsza trzeba było szukać starszej! dorosli ludzie biorą odpowiedzialnośc za swoje wybory i decyzje! pelna odpowiedzialność! jak byla za-młoda to nie trzeba bylo z nia zaczynać całej tej historii. problem w tym, ze ty sam nie wiesz(nie wiedziałes) czego chcesz. szukałeś odskoczni od małżeństwa a potem się zauroczyłeś, ...i ? i zacząłeś wzdychać "czemuż ona starsza nie jest".... sam dawałes temu związkowi nikłe szanse, ona najwyrażniej tak samo działała z drugiej strony "ach czemuż on jest żonaty" itd... - rozumiem, ze 20latka moze nie być dojrzała, ale ty? od ciebie jednak wymagalabym czegos wiecej. > I moja żona nie przechodziła > piekła..Było jak zawsze życie obok siebie..Takie samo jak od kilku lat..Chłó > obojętność..Zresztą kiedy wyszło na jaw, że kogoś poznałem,(jakoś wakacje 2003)> to usłyszałem od żony, że mogę robić co chcę, a jej tylko zależy na moich > pieniądzach.. nie wiem w ktorym momencie przegraliscie swoje malzenstwo. wiem tylko, że nigdy przenigdy nie chciałabym w takim tkwić. jesli malzenstwo i rozwod stalo sie jedynie kwestią "za ile?" to śmiem twierdzić, że miłości nie było między wami nigdy.. Jarkoni, ja Ci źle nie życze. Jeśli z pisaniny na tym forum wyciągniesz dobre wnioski dla siebie na przyszłośc- to fajnie. Dopoki kogos dany problem boli i dotyka- będzie krzyczał, płakał oskarżał "przeciwnika" nawet nie do końca sprawiedliwie, wytykał ostro błędy. Ale to normalne. Jesli kiedyś uczucia i poczucie krzywdy wypalą się do cna- wtedy (tak jak ty z zoną) -bez emocji rzuci się jakieś obojętne słowo na temat.... Odpowiedz Link
2i8 Re: Jarkoni- i jak 23.02.05, 09:54 ps. wieku nie mogles zmienic. ani jej ani swojego. (tu zadzialales stereotypowo wybierajac jak wiekszosc w nascie lat mlodsza...) to wasza decyzja czy akceptujecie sie i wyobrazacie sobie zwiazek przy takiej roznicy wieku. jesli chcesz blondynki nie spotykaj sie z brunetka wzdychajac, czemu nie jest blondynka- rozumiesz? ona oprocz tego nie akceptowala twojego stanu cywilnego -i to mogles zmienic bez dlugiego zastanawiania sie jesli malzenstwo twoje wygladalo tak jak opisujesz. ale wygląda na to, że oboje chcieliscie bardzo kochać i dawać miłość ....ale komuś innemu niż sobie wzajemnie.... Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 24.02.05, 01:07 2i8 a wiesz co, zaskoczyła mnie końcówka Twojej wypowiedzi, może faktycznie dawaliśmy sobie miłość nie myśląc o sobie razem jako parze w przyszłości na zawsze...Mam tu akurat gonitwę myśli..Ja tak, ona też tak...To co poszło nie tak Odpowiedz Link
marcepanna Re: Jarkoni- i jak 24.02.05, 09:25 On tak a ona tak ale na wspak Jarkoni, forum masz debesciarskie! I za to ci chwala! Uwielbiam tutaj wpadac, macochy i samodzielne zeszly na drugi plan a psychologia przy twoim tutaj to gniot totalny A z Twoja Dziewczyna, nauczyles sie ze mlode kobiety (bez swoich dzieci) potrafia bardzo krytycznie spojrzec na swiat , wiedzac ze nie sama miloscia czlowiek zyje I to my stare kobiety (38 lat) mozemy isc na jakis tam kompromis, one nigdy , bo maja szanse na swoje wlasne dzieci, bo maja czas na spotkanie kogos duzo lepszego niz ty, bo licza sie na razie inne wartosci niz wspolne klepanie biedy, chocby zwykla zabawa jest juz lepsza I tak to juz jest ))) Odpowiedz Link
2i8 Re: Jarkoni- i jak 24.02.05, 10:03 marcepanna napisała: > > A z Twoja Dziewczyna, nauczyles sie ze mlode kobiety (bez swoich dzieci) > potrafia bardzo krytycznie spojrzec na swiat , wiedzac ze nie sama miloscia > czlowiek zyje ooooo! właśnie > I to my stare kobiety (38 lat) mozemy isc na jakis tam kompromis, one nigdy , > bo maja szanse na swoje wlasne dzieci, bo maja czas na spotkanie kogos duzo > lepszego niz ty, bo licza sie na razie inne wartosci niz wspolne klepanie > biedy, chocby zwykla zabawa jest juz lepsza "stare kobiety"?? aaaaleee poooowiedziaaałaśśś )))))))) dobrze piszesz, tylko wydaje mi sie że na początek łatwiej zauroczyć młoda dziewczynę...przezywa sie ekscytacje... i na kilka miesięcy to wystarczy. potem ona zaczyna mieć wymagania i... no i finito. panowie lubią się przegladać w zachwyconych niewinnych oczach. a kobieta dojrzalsza, po 30tce już "zna na pamięć" gadki, szmatki, męskie tricki....rzeczywistość. i wprost to co znaczą słowa faceta, nie dorabia do nich dodatkowych znaczen. i dobrze wie, że nie ma ideałów (a szczególnie w męskim wydaniu hihihi ) więc ten zachwyt w oczach się xzadko pokaze ... ale takich kobiet szukają ci którzy szukają dojrzałego Związku.. > I tak to juz jest ))) Odpowiedz Link
2i8 Re: Jarkoni- i jak 24.02.05, 09:49 może za bardzo "oderwaliście" uczucie od życia codziennego. dlatego choćbys zapewniał, że to Ona a nie żona była dla ciebie tą"pierwszą, najwazniejsza" to tak nie było... bo ty zycie codzienne miałeś w rodzinie, z zoną, z dziećmi. Jej dawałes Tylko miłość(" "). Tylko! (i chyba po cichu przewidywales ze z nią na codzień az tak super by nie bylo...) Z perspektywy czasu myśle, że nie wolno rozdzielać duchowości i realności, dzielic między dwie osoby. Bo to zbrodnia na żywym organiźmie. Na bardzo czułym i wrażliwym organiźmie jakim jest Miłość. Może gdybyś zdecydowl się wczesniej na rozwod i zaryzykowal codziennośc z Nią, to byłaby to Aż Miłość... Albo po prostu zwykła ciepła uśmiechnięta miłośc codzienna.... Trzymaliscie sie kurczowo potrzeby "bycia zauroczonym"... Chciales dać upust swoim nagromadzonym od lat uczuciom, znalazłes dobry obiekt ku temu który bezkrytycznie je przyjmował...- ona trzymala sie różowej wizji ciebie- idealnego czułego faceta z swoich wyobrażeń.. Bez różowych okularów nie umieliście się już odnaleźć. moglo sie to przekształcic w miłość -ale nie stworzyliscie warunków ku temu...nie ma sensu sie licytowac kto bardziej. na pewno codzienne twoje powroty do żony miały tu ważny udział. Tak jak to rozegraliście -sami skazaliście związek na przegraną. Przez strach przed decyzją, przez zastanawianie się bez konkretnych wniosków i działań, przez stchórzenie przed skokiem na głęboką wodę... Do realizacji miłości trzeba odwagi. Do opowiadania o milosci jej nie trzeba... (jak jej rodzice reagowali wiedzac, ze jestes czyimś męzem i ojcem a po spotkaniach z ich córką wracasz do swojej żony? -az tak ich to nie obchodziło że cie aprobowali? zastanawia mnie to. moi by chyba zawału dostali... ) gdzieś czytałam, że naukowo jest dowiedzione, że tzw "romantyzm", oderwanie miłości od realiów codziennych, ukrywanie związku, smak owocu zakazanego, uwznioślanie uczuc przez to że są takie "wyjątkowo skomplikowane" czy trudne do realizacji.. itd.. na dłuższą metę szkodzi trwałości tego związku. na ogól taki związek się nie udaje w codzienności. Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 24.02.05, 23:48 Nie będę za dużo gadał, bo już to mówiłem...Wyprowadziłem się z domu początek listopada 2003...Zamieszkałem w wynajętej kawalerce...Nie było żadnych powrotów do żony, było wspólne życie...Obiadki, TV, spacery....I jak teraz Twoja teoria? Odpowiedz Link
2i8 Re: Jarkoni- i jak 25.02.05, 08:23 >I jak teraz Twoja teoria? Ja tez nie będe ci juz odpowiadac. Niby chcesz rozmawiac, ale tak naprawde tylko krygujesz się by audytorium było obok a rozmówce masz głęboko w d.... . Wybacz, ale nie mam ochoty na takie relacje ani takie traktowanie. Siedz sobie w środku twojej i tylko twojej teorii o ktorej ty tylko wszystko wiesz w szczegolach i.... -i nie zawracaj juz innym nią głowy. zegnam. Odpowiedz Link
aisinom Re: Jarkoni- i jak 25.02.05, 14:03 Nie znam Cię, ale wiem jedno- dobrze, że nareszcie ktoś to powiedział. Pozdrawiam Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 27.02.05, 22:57 Oczywiście żegnaj jeśli tak chcesz...Nie rozumiem Twojego oburzenia..Twoim głównym argumentem było to, że wracałem codziennie do żony, a ona tego już nie wytrzymała...Napisałem tylko, że nie wracałem, bo od dawna mieszkam sam..Skąd zarzut, że rozmówcę mam głęboko w d...Chyba to wasze Wenus jest mniej logiczne niż nasz męski Mars, szczególnie,że koleżanka poniżej bez żadnego uzasadnienia szczebiocząc przyznała Ci rację...Dzięki Ci za odpowiedzi w tym wątku, nie wiem czemu uważasz że traktowałem Cię źle, nie mam żadnej swojej teorii...Miło mi było 2i8... Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 01:11 Po pierwsze koleżanka asinom znalazła się powyżej mojej odpowiedzi...Po drugie ja napisałem, ze nie będę za długo gadał, a Ty że "też" nie chcesz mi odpowiadać..( co ma piernik do wiatraka?)...Zarzucałaś mi zupełnie bezpodstawnie, że każda kobieta mogłaby się poczuć wykorzystywaną zabawką jeśli facet coś obiecuje a co wieczór wraca do domu i żony, i ja się z tym zgadzam...Tyle tylko, że ja od prawie półtora roku mieszkam sam po wyprowadzce od żony...Może nie doczytałaś, albo przemówiły emocje..Ale skoro powiedziałaś "żegnam" to żegnaj... Odpowiedz Link
aisinom Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 12:44 Pominę milczeniem uwagę o szczebiocie, niech Ci będzie. Nie jestem też Twoją koleżanką, więc oszczędź sobie takich określeń. Ale jednej uwagi nie mogę darować- nie czytasz całości. Nie próbujesz zrozumieć całości. Wyrywasz z kontekstu pierwsze lepsze zdanie i uprawiasz coś, co z powodzeniem robi już tyle osób, że aż obrzydzenie bierze- nadinterpretujesz. I dopiero to jest żałosne. Nie to, że Ci nie wyszło, że ostatkiem sił ratujesz coś, co być może już nie istnieje, że nie jesteś w stanie dostrzec nic poza własnym bólem. Rozumiem, że tkwisz w tym i trudno jest Ci odejść kilka króków dalej i spojrzeć obiektywnie na siebie samego. Norma. Ale po co w takim razie to forum? Czyż nie po to właśnie? Więc kiedy w końcu zrobisz to, co sobie założyłeś na początku, bo COŚ chyba założyłeś? ... Od innych oczekujesz argumentów, a sam tylko dorabiasz ideologię tam, gdzie nie ma na nią miejsca. Nie widzisz tego? To przykre, bo ktoś, kto mógł być Twoimi okularami właśnie dał Ci kopa... Jego strata? Powtarzaj to sobie. Podobno kłamstwo powtarzane wystarczająco często staje się prawdą... Żal mi tylko, że wierzysz w taką prawdę. Pozdrawiam Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 13:26 aisinom przepraszam za szczebiot i za koleżankę...Ogarniam jako tako całość, ale i tak wiem, ze mało obiektywny i mało myślący jestem jeśli chodzi o moją sytuację..Pewnie znasz takie uczucie i wrażenie, że jesteś całkiem mądra, logiczna i podpowiadająca innym, ale gorzej jeśli chodzi o siebie samą...Tu jest full subiektywizm i nawet jeśli tłoczą Ci mądrzy życzliwe i niegłupie rady to i tak zrobisz swoje, nawet jak wiesz, że robisz źle...I nie idzie tego pokonać...Ja dopiero bardzo powoli zaczynam patrzeć jakoś szerzej, ale trudno mi to przychodzi..Być może źle znoszę krytykę własnej osoby i wtedy się potrafię nastroszyć..Mimo jakiegoś tam zakrętu życiowego nie uważam, że jestem złym człowiekiem, czy też takim co potrafi skrzywdzić kogokolwiek, a wręcz przeciwnie, jestem typem człowieka, którego poznaje się w biedzie...Kiedy wszyscy inni się bardzo deklarowali, ale kiedy zrobiło się źle to nagle podkulili ogony..A wtedy na mnie mogłabyś liczyć..Być może jestem kpiarsko- wredno-cyniczny w rozmowach, ale wolę siebie niż tych słodzących kiedy dobrze i chowających się w swoich norkach i udawających, że ich nie ma kiedy robi się źle...Zrozum mnie dobrze...Pozdrawiam Odpowiedz Link
janiea Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 14:46 Yty naprawde jestes taki pusty i zarozumialy czy tylko na takiego wygladzsz? Najmij sie do armi zbawienia jesli taki wspanialy jestes. bo jak na razie na Bnajblizszych sprowadziles niezla biede, egoistyczny mitomanie nawet tego nie zauwazajac. Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 16:23 Ahaaaa, jestem piękny i mam wspaniałe mięśnie( cytat)...Czy mitoman tego nie wiem, egoista pewnie trochę jak każdy...Czy zarzucasz mi coś konkretnie?Czy tylko z nudów coś tam sobie napisałaś?A żeby było śmieszniej, to nie wiem jak Ty, ale ja akurat miałem okazję spotkać ludzi z Armii Zbawienia..Amarykanie i spotkanie przy piwie w Rydze parę lat temu...Pewnie nawet do końca nie wiesz co robią i gdzie i jak...Ale net wszystko zniesie... Odpowiedz Link
aisinom Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 15:35 Ja to rozumiem, naprawdę. Mnie też cholera bierze, kiedy ktoś podważa w jakikolwiek sposób moje sposoby rozwiązywania spraw. A szlag mnie trafia, kiedy ktoś zaczyna się wymądrzać w kwestiach mnie dotyczących. Tylko... Skoro wiem, że taka jestem, to nie wywieszam zaproszenia do publicznego wtrącania się do moich spraw. Wiem, że to oksymoron- prosić o wtrącanie się- ale nie jest tak? Przecież tak naprawdę nie chcesz rad, a każdą taką próbę traktujesz właśnie jak bolesną ingerencję w Twoje prywatne sprawy. Więc po co? Samoumartwianie się? Przestań. W ten sposób nie zostaniesz bohaterem; zresztą, jakoś wątpię, że o to właśnie Ci chodzi. Czasem zdarza mi się wymądrzać. Ale to nie ten moment. Stwierdzam tylko fakt- skończ z tym. Rzuć to forum, albo usuń się i bądź tu tylko gościem... Zauważyłam, że ostatnio zaczęło troszkę żyć własnym życiem. I dobrze. Ono się samo poprowadzi, bo są ludzie, którym pomaga. A Ty? Masz przecież psychologa. Szczerze wierzę, że on(a) pomoże. Bo publiczna chłosta chyba nie dała rezultatów. Więc po co to ciągnąć? Wybacz, że to mówię, ale Twoje problemy to TWOJE problemy. I choćby wszyscy tutaj żyli marzeniem o tym, żeby Ci pomóc, to jak widzisz, niewiele to daje. Bo przy całej swojej otwartości zwyczajnie nie życzysz sobie, żeby ktoś Ci mówił, co masz robić. Zastanów się nad tym. Być może to forum pomogło kilku osobom. I Oni Ci za to podziękują, lub już podziękowali. Ale nie pomaga Tobie, a przecież o Ciebie tu chodzi... Nie wiem, jakim jesteś człowiekiem. Nie wiem, czy zasłużyłeś na moją sympatię. Wiem tylko, że wyciągasz rękę po pomoc, a kiedy słyszysz nie to, co byś chciał, odrzucasz ją, dajesz kopa w d... i ranisz, nie zastanawiając się nad tym... Więc może zanim po raz kolejny poprosisz o pomoc, pomyślisz, że ludzie to nie zabawki...? Pozdrawiam i życzę Ci powodzenia Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 17:13 Masz bardzo, ale to bardzo dużo racji...Ale wierz mi lub nie, ja też się zmieniam dzięki temu forum, widzę że ono żyje własnym życiem i cieszy mnie to..Już dawno zauważyłem, że hmmm lubię się samoumartwiać..I koniec publicznej chłosty bo i tak jak zawsze zrobię co będę chciał, niezależnie od mądrych rad...No i dzięki że mnie trochę kopnęłaś...Skąd się biorą takie kobiety jak Ty? Mówisz po prostu moim językiem...Ech...dotarło... Odpowiedz Link
aisinom Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 22:06 Miewam dobre dni, jak każdy. I jak każdy dostaję czasem w d... . Czasem niesłusznie, czasem słusznie, a czasem po prostu niewspółmiernie do winy. I to chyba boli najbardziej. Nie, błąd- najbardziej boli, kiedy nie widzi się własnej winy, bo przecież chciało się dobrze... Uśmiechałeś się ostatnio do siebie? Nie z przekąsem, nie cynicznie, bez sarkazmu i podtekstów. Tak po prostu. Bo coś Ci wyszło. Może od tego zacznij? Wóda nie pomoże. W masochizm też jakoś średnio wierzę. Krasnoludki odpadają (chociaż, cholera je wie ),a w życzliwych ludzi wierzę mniej, niż w krasnoludki i masochizm razem wzięte... Jak sobie sam nie pomożesz, nikt tego nie zrobi... Nawet psycholog. Może i mądry, może wykształcony, ale przy całym moim szacunku dla tej profesji- wyceniać własne problemy i płacić za wysłuchanie ich? ... Chyba nie dla mnie. Nie mnie prawić morały, ale mam takie nieodparte wrażenie, że Ona wróci, albo nie. Zdobędziesz Ją na nowo, albo nie. Będziecie szczęśliwi, albo nie. Ale to, czy z Nią będziesz nie uzależnia w żaden sposób tego, czy będziesz szczęśliwy. Bo to jest troszkę tak, że Ona była z pewnym facetem. I ten facet był JAKIŚ. Rzuciła Go, z jakichś, nikomu nieznanych powodów, i facet się zmienił. Jedna sprawa, czy Ona zasługuje na to, żeby On aż tak się zmienił. Druga- czy będąc na Jej miejscu wróciłbyś do siebie- teraz. Rozumiesz o co mi chodzi? Może w tym tkwi problem? Może uśmiechając się do siebie samego (to jest stwierdzenie baaardzo szeroko pojęte, nie myl z chorobą psychiczną) pomożesz nie tylko swojej psychice, ale sprawisz, że Ona po prostu będzie chciała do Ciebie wrócić? Ja wiem, że łatwo powiedzieć- weź się w garść. Nie o to chodzi. Nie chcę Ci radzić, pamiętam, co pisałam i pamiętam, że to nie donosi skutku Ja tylko podsuwam Ci pomysł na kawałek życia, kto wie- może pomoże? Pozdrawiam Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 22:19 Wyjątkowo dociera do mnie to co mówisz...Napiszę mail do Ciebie jeśli pozwolisz... Odpowiedz Link
aisinom Re: Jarkoni- i jak 28.02.05, 22:21 Dziękuję, że spytałeś... I dziękuję za ten wyjątkowy komplement. Jak mogę mieć jakieś obiekcje...? Odpowiedz Link
janiea mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 01.03.05, 12:40 Do tego nic nie dotrze.Będzie potakiwał kolejny raz, że rozumie co do niego mówisz. I będzie tu, bo jego całe życie to żerowanie na uczuciach i zaangażowaniu innych. Branie na litość, opowiadanie o depresji, bezsenności, swojej wyjątkowej dobroci po to, by wszyscy zajmowali się nim, jego problemami. Dlaczego? Bo ciągle tchórzliwie ucieka od samodzielnego podejmowania decyzji, od jakiegokolwiek ryzyka za które sam będzie musiał płacić, bo musi mieć wokoło ofiary na które zrzuci odpowiedzialność a których zaangażowaniem będzie się karrmił i żerował jak sęp. Będzie tu siedział i kwękał nad swoim nieszczęśliwym losem. A w świecie realnym jest małżeństwo ,które zepsułe nieczuła żona i jej zła rodzina; jest kochanka która była złą i nie dośc go kochała, są znajomi którzy się od niego bezpodstawnie odwrócili. I jest ON. On jeden dobry, uczynny, kochający wszystkich i poświęcający się. Zupełnie nie skupiony na sobie, dający innym co najlepsze, bezinteresownie. (szczególnie bezinteresowny egoizm). Brawa i laury! Odpowiedz Link
aisinom Re: mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 01.03.05, 14:50 Może i tak. Może Ty masz rację, a ja jestem głupiutką gąską, która o niczym nie ma pojęcia. Nie będę się kłócić, bo pewnie coś w tym jest. Ale wolno mi mówić, co myślę. I wolno mi mówić do Niego. Przeszkadza Ci? To nie zaglądaj przez dziurkę od klucza. Nie wiem, kto Cię skrzywdził, ani jak, ale On naprawdę nie odpowiada za całe zło tego świata. Może jest dokładnie taki, jak go opisałaś, tylko wiesz co? Nie obchodzi mnie to. Każdy z nas ma swoje za uszami. Wbrew temu, co już zdążyłam tu przeczytać, nie jestem Jego fanką. Mogę tylko powiedzieć, że go nie znam i nie roszczę sobie żadnych praw do oceniania Go. Ty Go ocenilas. Lepiej sie czujesz...? Pozdrawiam Odpowiedz Link
janiea Re: mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 02.03.05, 17:59 Nikt ci nie zabrania byc psychoterapeutka biednego misia jarkoniego. Jesli nie bedziesz to ty to na twoje miejsce znajdzie sie inna pocieszycielka. To zupelnie normalne. Ktos musi sie nim zajac, pzeciez nie ma zony, ani kochanki, to coz sam pocznie? Odpowiedz Link
aisinom Re: mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 02.03.05, 21:35 Ja wiem, że mamy wolność słowa, ale mam gorącą prośbę- powstrzymaj się od jakichkolwiek komentarzy w stosunku do mnie. Bo sobie nie życzę. Jarkoni to inna bajka, w końcu to jego forum. Ale ja nie mam ochoty z Tobą dyskutować, bo sama uprawiasz z powodzeniem to, co zarzucasz Jarkoniemu. Wybacz, ale ja się na tym nie znam i ciągnąć tego nie będę. Mimo wszystko pozdrawiam. Odpowiedz Link
jarkoni Re: mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 03.03.05, 00:47 A już po prostu nie mam ochoty opowiadać co u mnie...Po tych kilku postach...Wychodzę na manipulanta i biednego misia żerującego niby na uczuciach innych...Nawet za głupi na riposty jestem..Po prostu skończmy ten temat..Oczywiście pozdrawiam Odpowiedz Link
janiea Re: mężczyzne poznaje się po tym jak kończy 04.03.05, 13:26 aisinom napisała: > Ja wiem, że mamy wolność słowa, ale mam gorącą prośbę- powstrzymaj się od > jakichkolwiek komentarzy w stosunku do mnie. Bo sobie nie życzę. Jarkoni to > inna bajka, w końcu to jego forum. Ale ja nie mam ochoty z Tobą dyskutować, bo > sama uprawiasz z powodzeniem to, co zarzucasz Jarkoniemu. > Wybacz, ale ja się na tym nie znam i ciągnąć tego nie będę. > Mimo wszystko pozdrawiam. Przeciez ja cie nie zmuszam do rozmowy ze mna. Ani nie zabraniam robic tego co ci dyktuje twoja wolna wola. Nie widzisz sensu tego tutaj ciagnac i bardzo slusznie. Pozdrawiam rowniez. Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 05.03.05, 12:23 Oficjalnie kończę wątek pt "Jarkoni - i jak" Tzn dyskusja na mój temat proszę jak najbardziej..Ale nie mam już ochoty po napaściach osób typu janiea mówić o sobie i co tam u mnie, publicznie na forum...Jeśli ktokolwiek chciałby porozmawiać poproszę o mail..Dziękuję za Wasze opinie i rady, szczególnie 2i8, to ona mnie spytała mnie pierwsza co u mnie..Pozdrawiam Was Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 10.03.05, 01:08 Zainteresowanych informuję, że po ponad 4 miesiącach sąd znalazł kasę na znaczki pocztowe i dostałem właśnie list z pozwem rozwodowym...Pierwsza rozprawa 4 kwietnia...Już czuję stres i pozdrawiam..I dalej stres...Jakieś rady życzliwych? Odpowiedz Link
aisinom Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 13:22 Nie chcę być niemiła, ale nie życzyłeś sobie kontynuowania wątku. Może zastanów się, czego naprawdę chcesz, a potem życzenia wypowiadaj głośno? Pozdrawiam Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 13:37 kobieta zmienną jest..a facetowi to już nie wypada zmienić zdania?? Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 01:52 aisinom jakoś wyjątkowo czekam na Twoje zdanie...Pojaw się tutaj i powiedz coś... Odpowiedz Link
india8 Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 13:33 nie płacz, jarkoni, po prostu ludzie weekendem zajęci ja - z przyczyn subiektywnych i oczywistych - kibicuję chyba Twojej Żonie przepraszam, mam nadzieję, że rozumiesz ... ale nie zmienia to faktu, że trzymam kciuki za Was oboje, życząc spokoju i rozwagi Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 15:07 india ja też kibicuję nam wspólnie, żonie i mnie...Oby było spokojnie,rozsądnie,bez zbędnych uniesień...Ja osobiście chciałbym szybko i skutecznie i bez obrzucania się błotem...Trochę się boję właśnie tego, że moze być inaczej...Zgadnij dlaczego...KASAAAA.. Odpowiedz Link
india8 Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 15:35 jeśli mogę - pytanie techniczne: na ile dogadaliście się wcześniej, czy poustalaliście jakieś kwestie finansowe i organizacyjne? jeśli tak, to może jakieś rady... Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 13.03.05, 17:04 niczego nie ustalaliśmy, nie gadamy ze sobą od półtora roku...Tylko że rozwód i nic nic więcej, nic o piłowaniu mebli itp Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 14.03.05, 18:06 a tak poważnie india, to muszę się zmusić do rozmowy z ex...Żeby w sądzie szybko i prosto, bez rozdzierania szat i bez błota, bez inwestycji w piły..Jakoś nie mogę się zebrać.. Odpowiedz Link
happy_girl Re: Jarkoni- i jak 15.03.05, 22:18 Dziś dopiero odkryłam to forum i przeczytałam od deski do deski. Jeżeli nie chcesz na sali sadowej prać brudów i licytować się odnośnie finansów, to polecam wzięcie adwokata. Nasza rozprawa trwała 20 minut, sędzia nawet nie chciał z nami rozmawiać. Mój adwokat ustalił z adwokatem mojego ex wszystkie sprawy i na sali sądowej tylko przekazali to sedziemu. Strony zainteresowane praktycznie nie miały nic innego do roboty jak tylko przyjąć to do wiadomosci. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć: całe szczęście, bo przed zapadnięciem tego wyroku przeżyłam horror. Pozdrawiam Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 01:55 happy_girl, a ja dopiero zaczynam mieć stres..I nie dziw się temu... Odpowiedz Link
happy_girl Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 08:04 Jarkoni- nie dziwię się. W skali stresu, rozwód jest na drugim miejscu po śmierci osoby najbliższej. I nawet jak zminimalizujesz różne nieprzyjemności, które nieuchronnie Ciebie czekają, to i tak dostaniesz swoją dawkę. Ja tylko podpowiadam, bo na sobie dwukrotnie to przerobiłam, że wzięcie adwokata to szansa by nie prać brudów na sali sądowej, licytować sie kto gorszy i przeżywać każde słowo i gest, tak z dzisiaj jak i z przeszłości. Bo bez względu kto zawinił, wszyscy są przegrani. Niestety. Odpowiedz Link
kasiar74 Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 15:00 są tez teorie że jest to większy stres niż śmierć najbliższek osoby ale to już chyba lekka przesada Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 23:07 happy_girl to skąd taki nick po tylu przejściach? Ja mam akurat ciocię prawnika która od ponad 20 lat zajmuje się rozwodami, sama nie może wziąć mojej sprawy, ale obiecała mi hmmm najlepszy pistolet w mieście...Ale ja tego nie chcę..rozumiesz? Chciałbym miło na ile się da i bez błota Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 16.03.05, 23:07 happy_girl to skąd taki nick po tylu przejściach? Ja mam akurat ciocię prawnika która od ponad 20 lat zajmuje się rozwodami, sama nie może wziąć mojej sprawy, ale obiecała mi hmmm najlepszy pistolet w mieście...Ale ja tego nie chcę..rozumiesz? Chciałbym miło na ile się da i bez błota Odpowiedz Link
happy_girl Re: Jarkoni- i jak 17.03.05, 08:59 Jarkoni- właśnie chodzi o to by było spokojnie i bez błota. Tu nie jest potrzebny "najlepszy pistolet w mieście" ale prawnik spokojny, wyważony i bardzo dobrze znający się na "psychologii" osób rozwodzących. Od pierwszej wizyty u prawnika do ostatecznego wyroku rozwodowego minęło u mnie dokładnie 6 tygodni. Ja musiałam się spieszyć ponieważ mój ex nie chciał wypuścić z domu naszej dwuletniej wtedy córeczki. W ciągu tych 6 tygodni wynajęłam mieszkanie, wszystko pozałatwiałam. Z sali sądowej wyszłam o 13.40 a o 16-tej już z córeczką byłyśmy w nowym mieszkaniu. Od tego czasu minęły prawie 2 lata. Wczoraj ex trafił do szpitala w ciężkiej psychozie. I jestem jedyną osobą, której jeszcze ufa (rodziny do siebie nie dopuszcza). Ironia losu, prawda? Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 22.03.05, 01:08 happy_girl nie wiem czy jeszcze tu zajrzysz, ale mój największy problem teraz to rozwód spokojnie i bez błota...I jak to zrobić... Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 23.03.05, 00:12 Przestaję wierzyć, że uda sie rozwód spokojnie i bez błota///Any comments? Odpowiedz Link
scrivo Re: Jarkoni- i jak 23.03.05, 00:22 mój zapowiadał sie na wydarzenie sezonu w pewnych hmmm...kręgach, miało być hucznie i z błotem. skończyło się nieśmiałym psikaniem, jak, nie przymierzając, z dziecinnej śmigusówki. ale zapowiedzi ze strony eksa napsuły mi zdrowia co niemiara. jak mówią górale "z duzej chmury mały dysc". A ty, jarkoni, zamierzasz czynnie to błoto ciskac czy tylko spodziewasz się zostac upaprany niewinnie? majestat sali sądowej raczej działa orzeźwiająco na tych biedaków co tam się stawic mają, rozjusza tylko adwokatów (niektórych). Będzie dobrze i spokojnie, widziałam dziesiątki par wychodzących z sal sądowych, jako baranki potulne byli. Niektórzy nawet rozmawiali ze sobą przyjażnie, więc czemu nie wy? Odpowiedz Link
jarkoni Re: Jarkoni- i jak 23.03.05, 19:03 scrivo ja liczę na to niewinnie bo stres mnie zjada...I jestem potulny jak baranek i niczego nie chcę i kasa ok, boję się że będę musiał więcej jeszcze..Ale w końcu jeśli mnie zniszczy finansowo to nie będzie miała nic, prawda?Czy byłym zależy żeby były pod mostem wylądował? To z kogo będą ciągnąć? Brrrrrr...boję się jednak..... PS Powtórzymy te balety na balkonie i przed blokiem? Proponuję 2 kwietnia ) Odpowiedz Link
scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 23.03.05, 19:33 rany, na balkonie nie wiem czy sie odważę jeszcze raz. fajnie jest raz zaszaleć bez opamiętania i obawy ale ... jak sobie wspomniałam to 10 piętro, ciarki mnie dopadły. 2 kwietnia to czas najlepszy. dajmy tym razem chwilke do namysłu pozostałym równie spragnionych spotkania. kochani, czekamy na zgłoszenia!!! menu będzie wiosenne. Odpowiedz Link
jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 23.03.05, 19:43 menu wiosenne to jajecznica ze szczypiorkiem???? Odpowiedz Link
scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 23.03.05, 21:34 na śniadanie, dla wszystkich po imprezie. Odpowiedz Link
jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 23.03.05, 22:15 Może włoskie menu? Na kolację? ))) Odpowiedz Link
scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 23.03.05, 22:50 jako że sympatie proitaliańskie bardzo żywo się na forum okazały kilkakrotnie, pomysł jest przedni. ugotujemy gar kluch, dorzucimy pesto i parmezan (śmierdzący koniecznie) jako bazę a inne dodatki do uzgodnienia. może rybka, może brokuły, pomidory... swieże niedostępne ale posiadam zapasik własnoręcznie robionych słoiczków z zapachem letniego pola...ech... jarkoni, jakiś ty podkręcacz apetytu... tym razem ty gotujesz Odpowiedz Link
jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 00:20 scrivo ale tylko wodę gotuję, zgoda? Obiecuję, że będzie aqua italiana...A z całą resztą sobie poradzisz prawda???? Powiedz, że tak... Odpowiedz Link
jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 21:27 scrivo, to będą jakieś dziewczyny? Może wreszcie jakaś wycieczka damsko męska z kierunku Wrocław tudzież Głogów? Hmmmmm ) Odpowiedz Link
india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 22:18 chciałabym..., ale co ja z dziećmi zrobię? Odpowiedz Link
scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:08 jeszcze jest czas, cos wymyslisz, są przyjaciele, ciotki, opiekunki do wynajęcia. znajdziesz sposób. Odpowiedz Link
india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:13 zważywszy na temperamenty nieokiełznane moich pociech obawiałabym sie zostawić je przyjaciołom w końcu nie chcę tych przyjaciół stracić... rodzina odpada - za daleko może może JARKONI!!!!!!!!!!!! DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Odpowiedz Link
jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:15 India zabieraj Tri i do Łodzi....Jeszcze bezecnego trzeba zawinąć w dywan i przywieźć, bo inaczej się nie da ))) Odpowiedz Link
bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:18 jarkoni...india delikatnie sugeruje, że mogłbys ruszyc raz dupsko z tej Łodzi i pojechać do wawki zając się dziecmi indii..ona zas korzystając z okazji przyjechalaby do mnieDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Odpowiedz Link
india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:22 w zasadzie dzieci mam dwoje, to moglibyście się nimi razem poopiekować... Odpowiedz Link
bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:25 no problem, ja ma praktykę w opiece nad chłopcem jarkoni zas jest specem od dziewczynek...damy rade ale ale to do kogo ty wtedy pojedziesz???(((((((nie do nas????????? Odpowiedz Link
india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:27 do scrivo rzecz jasna, przecież tak czy owak wybieram sie właśnie do Niej (i ściskam Odpowiedz Link
bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:33 oki to wobec tego kwestia techniczna jedna...poprosimy o zaopatrzenie stołówki bysmy nie musieli odrywać się od dzieciaków...dla jarkoniego niewielki 10- litrowy garnuszek bigosu a dla mnie małą setke ruskich pierogów o menu dziecisków sie nie martw, zjedza to co my, zamiast tej wstretnej zupy mlecznej, która im regularnie serwujesz Odpowiedz Link
india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:37 Ty szujo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Będziecie jedli zupkę mleczną, jak każdego dnia. A moje dzieciaczki też może się skuszą - zawsze to jakaś odmiana po tych wszystkich krewetkach, kotlecikach i deserkach Odpowiedz Link
bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:41 hehehe cos mi sie zdaje że wkroczyłem w zaklęte rewiry indiowego królestwa....do kuchni!!!!ale jak wonja to wojna, kupie ptasie mleczko i nie bedzie ryżu na mleku...ohyyyyyyyyyyyyda Odpowiedz Link
jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:38 Zaczynam się w tym gubić...Ja do wawy do dzieci indii, tri do łodzi ale mnie nie ma, india do głogowa,scrivo już nie wiem gdzie...A gdzie tu spotkanie? Aaaaaa bezecny z indią ))) Ten to sie potrafi się ustawić... Odpowiedz Link
india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:40 ja do Scrivo i innych dziewczyn, Ty z Bezecnym - wszystko ok o co chodzi? Odpowiedz Link
bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:43 tak tak...myślałby kto że to ja jestem tutaj bezecny....widzisz jarkoni do czego indii jest chłop potrzebny??? Odpowiedz Link
india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:45 nie jeden chłop - bo to co innego, tylko dwóch Odpowiedz Link
bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:46 indio! nie wiesz co tracisz!!! takich trzech jak nas dwóch to nie ma ani jednego Odpowiedz Link
india8 Re: spotkajmy się-reaktywacja 24.03.05, 23:47 sama prawda przez Ciebie płynie .......... Odpowiedz Link
jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 25.03.05, 00:12 się po prostu adresami wymieniamy? A india wyżre mój bigos u scrivo? Upss włoskie makarony z pesto i parmezanem...A ja zupki mleczne z bezecnym?I dziewczynkami indii? Coś tu nie tak Odpowiedz Link
bezecnymen Re: spotkajmy się-reaktywacja 25.03.05, 09:46 zupka mleczna z bezecnym (wkładka) nie jest taka najgorszaDDDDDDDDD Odpowiedz Link
scrivo Re: spotkajmy się-reaktywacja 25.03.05, 17:51 no, nareszcie jakas konkretna idea a nie antykoncepcja!!! panowie zajmą się dzieciaczkami bo kompetencje opiekuńcze mają uzupełniające się idealnie, india wraz ze mną, może jeszcze w towarzystwie babskim większym, ruszy na miasto (puby w Łodzi są najlepsze w świecie, poza Wielkim Jabłkiem) a jak już pokonamy wstępną nieśmialość, wrócimy na 10 piętro położyć pociech lulu i wtedy dopiero zacznie się właściwy etap spotkania. Ups, zapomnialam że JArkoni posiada tylko jednoosobowe lokum... Może zatem u mnie? Mam trzy pokoje i jednego dorosłego syna, który zająć się maleństwami może??? zechce przez chwilkę... Odpowiedz Link
jarkoni Re: spotkajmy się-reaktywacja 25.03.05, 17:55 Jestem co prawda wielbicielem mleka, choć innych trunków też ) Ale bigosu scrivo i włoskiej kuchni nie odpuszczę...Zresztą chyba najwyższa pora załozyć nowy wątek: spotkajmy się-reaktywacja, bo do tej zapadłej dziury pt co tam u mnie, to już nikt nie trafia (( Odpowiedz Link
india8 No i Jarkoni 30.03.05, 08:24 Jarkoni, byłam wczoraj w Łodzi i wcale Cię tam nie widziałam co więcej, pytałam o jarkoniego faceta z czerwonymni lampkami w wygłodniałych oczach ale nikt Cie tam nie zna... ...Ty chyba coś kręcisz ;DDDDDDDDDDDDDDDD Odpowiedz Link
jarkoni Re: No i Jarkoni 31.03.05, 00:01 Bo to za daleko od Głogowa hehehe....Mogłaś zadzwonić... Odpowiedz Link
jarkoni Re: No i Jarkoni 31.03.05, 00:31 A nic, bezecny podpowie.....Byłaś w Łodzi i się nie odezwałaś? Ech... Odpowiedz Link
india8 Re: No i Jarkoni 31.03.05, 00:32 no już powiedz, powiedz nudno trochę - kibole poszli, dzieci spią, ja po kawie... - mów Odpowiedz Link
bezecnymen Re: No i Jarkoni 31.03.05, 10:29 jarkoni zdajesz się..publicznie... cos sugerować.... byłbym wdzięczny za wyjasnienie, co moje miasto(a może to ja?) ma wspólnego z indią??????? Odpowiedz Link
happy_girl Re: Jarkoni- i jak 30.03.05, 11:50 jarkoni napisał: > Przestaję wierzyć, że uda sie rozwód spokojnie i bez błota///Any comments? Witaj Jarkoni. Przepraszam za tak późną odpowiedź ale w moim życiu nastąpiło tak duże przyspieszenie, że na sen mogę ledwie uszczknąć 2-3 godzinki dziennie. Więc lecę przysłowiowo twarzą na pysk. Ale do rzeczy. Wiem, że każdy przeżywa rozwód emocjonalnie. Dlatego wcześniej napisałam o wynajęciu dobrego adwokata. Nie agresywnego, podbijającego emocje u jakiejkolwiek ze stron, ale wyważonego, znającego się dobrze na tego typu sprawach. Ja swojego adwokata nie darzyłam zbyt wielką sympatią ale ufałam mu. Ja by przeżyć i nie zwariować musiałam uciekać (inaczej tego się nie da powiedzieć) z dzieckiem. Mój były mąż podjudzany przez swojego ojca sprzeciwił się wyprowadzce dziecka. Na zasadzie: ty się wynoś ale dziecka ci nie oddam, chyba że będziesz miałą decyzję sądu. Dziecko było w bardzo złym stanie fizycznym i psychicznym (córeczka miała wtedy 2 latka), całkowicie odmawiała jedzenia. Przyżywałam horror. Emocje były wielkie, bo głównym agresorem był były teść, a przez niego również mój ex zachowywał się bardzo agresywnie. Rozwód miał być orzeczony z winą mojego ex i adwokat sporządził odpowiedni pozew. Ponieważ tutaj liczył się czas, zaproponował mi, że możemy od tego odstąpić i rozwód będzie bez orzekania o winie (a więc unikamy w ten sposób przwlekłości procesu). Podałam akceptowalne widełki alimentów i zdałam sie na jego działanie. Mój adwokat spotkał się z adwokatem przeciwnej strony i obaj wypracowali kompromis. Rozwód bez orzekania o winie, alimenty najniższe przeze mnie akceptowane i koniec. Jeszcze przed salą sądową mój ex łącznie ze swoim ojcem próbowali się awanturować ale wtedy obaj adwokaci to ukrócili. Potrafili, muszę to przyznać, rzeczowo i spokojnie temperować te emocje. Na sali sądowej sędzia pytał się stron tylko o dane osobowe a resztę ustalał z adwokatami, czyli kiedy druga rozprawa (proszę wyjąć kalendarze i się umawiamy ), jakie alimenty, przy kim dziecko itd. Krótko i konkretnie. Po kilkunastu minutach było po wszystkim. Nie było prania brudów, awantur i tym podobnych. I to tylko zasługa obu adwokatów. Ponieważ, gdyby mój ex awanturował się dalej i nie dał się uspokoić, nie poszedłby na kompromis, to wtedy rozwód miał być prowadzony tak by udowodnić jego winę. Czyli najpierw pokazana była armata i propozycja: albo idziesz na kompromis albo strzelamy. Jego adwokat wytłumaczył mu, że zwyczajnie nie warto prowadzić wojny. Pamiętaj, że adwokat bierze pieniądze za rozwód a nie za ilość rozpraw, dlatego jemu się bardziej kalkuluje szybko "mieć go z głowy". Wiele osob piszących na tym forum też zwracało na to uwagę: zapowiada się wydarzenie sezonu, emocje sięgają zenitu a po wejściu na salę spokój, rzeczowe odpowiedzi. Czyli z dużej chmury mały deszcz. Ale temu właśnie sprzyja wynajęcie adwokata. Gdy strony same muszą odpowiadać wtedy nie da sięuniknąć emocjonalnych wypowiedzi i wtedy temperatura rozprawy zależy tylko od sędziego. Życzę Ci spokoju, i by w Twoim przypadku też dało się zakończyć ten problem w spokojny, cywilizowany sposób. Choć co przeżyjesz nerwów, to przeżyjesz. Tego nikt Ci nie odbierze (( A życie potrafi płatać nam takie figle, ze w najczarniejszych snach tego nie można przewidzieć. Jak wspominałam mój ex jest teraz w szpitalu i nikogo z rodziny nie akceptuje. I teraz ja, ta najgorsza z najgorszych wtedy, jestem jedyną, której ufa i prosi o pomoc. I co ja mam teraz zrobić? Czasami mam ochotę zniknąć z powierzchni ziemi a jedynym powodem, dla którego jeszcze tu funkcjonuję jest odpowiedzialność za dziecko, dziś już 4,5-letnie. Pozdrawiam i jeszcze raz życzę siły i spokoju. Odpowiedz Link
happy_girl Re: Jarkoni- i jak 30.03.05, 11:50 jarkoni napisał: > Przestaję wierzyć, że uda sie rozwód spokojnie i bez błota///Any comments? Witaj Jarkoni. Przepraszam za tak późną odpowiedź ale w moim życiu nastąpiło tak duże przyspieszenie, że na sen mogę ledwie uszczknąć 2-3 godzinki dziennie. Więc lecę przysłowiowo twarzą na pysk. Ale do rzeczy. Wiem, że każdy przeżywa rozwód emocjonalnie. Dlatego wcześniej napisałam o wynajęciu dobrego adwokata. Nie agresywnego, podbijającego emocje u jakiejkolwiek ze stron, ale wyważonego, znającego się dobrze na tego typu sprawach. Ja swojego adwokata nie darzyłam zbyt wielką sympatią ale ufałam mu. Ja by przeżyć i nie zwariować musiałam uciekać (inaczej tego się nie da powiedzieć) z dzieckiem. Mój były mąż podjudzany przez swojego ojca sprzeciwił się wyprowadzce dziecka. Na zasadzie: ty się wynoś ale dziecka ci nie oddam, chyba że będziesz miałą decyzję sądu. Dziecko było w bardzo złym stanie fizycznym i psychicznym (córeczka miała wtedy 2 latka), całkowicie odmawiała jedzenia. Przyżywałam horror. Emocje były wielkie, bo głównym agresorem był były teść, a przez niego również mój ex zachowywał się bardzo agresywnie. Rozwód miał być orzeczony z winą mojego ex i adwokat sporządził odpowiedni pozew. Ponieważ tutaj liczył się czas, zaproponował mi, że możemy od tego odstąpić i rozwód będzie bez orzekania o winie (a więc unikamy w ten sposób przwlekłości procesu). Podałam akceptowalne widełki alimentów i zdałam sie na jego działanie. Mój adwokat spotkał się z adwokatem przeciwnej strony i obaj wypracowali kompromis. Rozwód bez orzekania o winie, alimenty najniższe przeze mnie akceptowane i koniec. Jeszcze przed salą sądową mój ex łącznie ze swoim ojcem próbowali się awanturować ale wtedy obaj adwokaci to ukrócili. Potrafili, muszę to przyznać, rzeczowo i spokojnie temperować te emocje. Na sali sądowej sędzia pytał się stron tylko o dane osobowe a resztę ustalał z adwokatami, czyli kiedy druga rozprawa (proszę wyjąć kalendarze i się umawiamy ), jakie alimenty, przy kim dziecko itd. Krótko i konkretnie. Po kilkunastu minutach było po wszystkim. Nie było prania brudów, awantur i tym podobnych. I to tylko zasługa obu adwokatów. Ponieważ, gdyby mój ex awanturował się dalej i nie dał się uspokoić, nie poszedłby na kompromis, to wtedy rozwód miał być prowadzony tak by udowodnić jego winę. Czyli najpierw pokazana była armata i propozycja: albo idziesz na kompromis albo strzelamy. Jego adwokat wytłumaczył mu, że zwyczajnie nie warto prowadzić wojny. Pamiętaj, że adwokat bierze pieniądze za rozwód a nie za ilość rozpraw, dlatego jemu się bardziej kalkuluje szybko "mieć go z głowy". Wiele osob piszących na tym forum też zwracało na to uwagę: zapowiada się wydarzenie sezonu, emocje sięgają zenitu a po wejściu na salę spokój, rzeczowe odpowiedzi. Czyli z dużej chmury mały deszcz. Ale temu właśnie sprzyja wynajęcie adwokata. Gdy strony same muszą odpowiadać wtedy nie da sięuniknąć emocjonalnych wypowiedzi i wtedy temperatura rozprawy zależy tylko od sędziego. Życzę Ci spokoju, i by w Twoim przypadku też dało się zakończyć ten problem w spokojny, cywilizowany sposób. Choć co przeżyjesz nerwów, to przeżyjesz. Tego nikt Ci nie odbierze (( A życie potrafi płatać nam takie figle, ze w najczarniejszych snach tego nie można przewidzieć. Jak wspominałam mój ex jest teraz w szpitalu i nikogo z rodziny nie akceptuje. I teraz ja, ta najgorsza z najgorszych wtedy, jestem jedyną, której ufa i prosi o pomoc. I co ja mam teraz zrobić? Czasami mam ochotę zniknąć z powierzchni ziemi a jedynym powodem, dla którego jeszcze tu funkcjonuję jest odpowiedzialność za dziecko, dziś już 4,5-letnie. Pozdrawiam i jeszcze raz życzę siły i spokoju. Odpowiedz Link