Dodaj do ulubionych

Dzieci bez ojców

21.12.04, 20:58
Zdarza się, że samotna kobieta wiedziona obudzonym instynktem macierzyńskim
postanawia mieć dziecko. Za wszelką cenę. A zatem przelotny romans zakończony
ciążą, o której ten pan nic nie wie.
Czy taka kobieta zaślepiona egoizmem myśli o dziecku?
Obserwuj wątek
    • kolczatka Re: Dzieci bez ojców 22.12.04, 13:45
      Uważasz, że lepiej dla dziecka jeśli dwoje ludzi decyduje się na bycie ze sobą
      tylko "dla dobra dziecka"?? To już chyba z dwojga złego lepiej mieć jednego
      rodzica, byle szczęśliwego...
      • emluka Re: Dzieci bez ojców 19.02.06, 23:06
        Jasne, najlepiej być ze soba dla dobra dziecka, ale ale: tylko wtedy kiedy
        panuje zgoda, nikt sie nie kluci, razem dwoje ludzi dbaja o potomka (sytacja
        rzadka)nie pija etc. ale wystarczy dwoje inteligentnych, mądrych cieplych
        ludzi którzy nie kochaja sie tak ale dogaduja... każdy przypadek jest inny, ale
        od razu przekreslanie takiej mozliwosci tozto hedonizm i egoizm pozdro for all
    • aankaa na siłę "wymyślasz" tematy ? 26.12.04, 22:21
      są "rozbite" rodziny, które się lubią
      są dzieci, którym żadne z rodziców "nie truje za uszami" ani nie stara
      się "przebić" w prezentach/sposobem na te dni/miłymi chwilami

      smutno się Was czyta ...

      skoro na Święta nie zdążyłam, w nowym roku życzę tolerancji, zrozumienia, próby
      polubienia "wroga"
      • sloggi Re: na siłę "wymyślasz" tematy ? 27.12.04, 19:03
        Nie muszę, spotkałem "poszukiwaczkę zapładniacza".
    • woolare Re: Dzieci bez ojców 27.12.04, 16:54
      Taka kobieta myśli tylko i wyłącznie o sobie. Pewnie o tym, zeby kogoś mieć lub
      tak jak sie wyraziła przelotna panienka mojego faceta, która oszukała go co do
      antykoncepcji - "żeby mieć coś tylko dla siebie". NIe zazdroszcze takiemu
      dziecku... Cieawe co będzie myślało o swojej matce, gdy już bedzie dorosłe i
      będzie potrafiło ocenić stan rzeczy.. Egoizm w skrajnej postaci..
      • k_gasior Re: Dzieci bez ojców 07.10.05, 00:25
        hehe w pewnym sensie takie dziecko moze byc tylko wdzieczne temu matczynemu
        egoizmowi, gdyby nie on to ono nigdy by sie nie urodzilowink ciekawe spojrzenie
        nieprawdaz? odpowiedz na dylemat czy lepiej nie istniec, czy istniec w niepelnej
        rodzinie, jest prosta acz pelna goryczy
    • your_and Re: Dzieci bez ojców 07.10.05, 12:38
      Znam taki przypadek wśród przyjaciółek żony. Facet nawet nie wie ze jest ojcem,
      a kobieta po 30tce nic od niego nie chce... Chciała byc matka i jest. To swego
      rodzaju poszukiwanie sensu w życiu i kogos naprawde bliskiego.
      • jendza1 Re: Dzieci bez ojców 10.10.05, 08:04
        your_and napisał:

        > Znam taki przypadek wśród przyjaciółek żony. Facet nawet nie wie ze jest
        ojcem,
        > a kobieta po 30tce nic od niego nie chce... Chciała byc matka i jest. To swego
        > rodzaju poszukiwanie sensu w życiu i kogos naprawde bliskiego.

        To skrajny egoizmsad((((
        Sens zycia jest gdzie-indziej.
        Dziecko nie jest wlasnoscia zadnego z rodzicow.
        Decyzja o tym, by sprawic SOBIE dziecko, by nadalo sens MEMU zyciu
        jest obciazaniem dziecka odpowiedzialnoscia za taka matke jeszcze przed
        poczeciem tego dziecka.
        SKORA CIERPNIE NA GRZBIECIE NA SAMA MYSL...
        • your_and Re: Dzieci bez ojców 10.10.05, 21:37
          W powszechnej świadomości macierzyństwo wyklucza egoim i kojarzy się odwrotnie,
          z poświeceniem. Ale jak widać w życiu nie wszystko jest takie znowu oczywiste.

          Obowiązkiem rodziców jest przygotować dziecko do samodzielnego życia, a wokół
          nas mnóstwo mamisynków którzy emocjolnie matce zastępuja partnera, to ciśnie sie
          pytanie czy to macierzyńskie poświecenie czy wyrafinowana forma egoizmu
          doprowadza do takich relacji? Ale przecież "poświeciła" się dla dziecka...
          • sloggi Re: Dzieci bez ojców 11.10.05, 11:11
            Nie wspominasz, że ten egoizm jest dwustronny - bo z drugiej strony maminsynkom
            jest tak wygodnie, uprane, uprasowane i ugotowane.
            • your_and Re: Dzieci bez ojców 11.10.05, 11:18
              No bo tak zostali ukształtowani i wychowani.
              Ale czy to jest przygotowanie do samodzielnego dorosłego życia czy do życia w
              uzależnieniu?
              I jak trafiaja na dziewczyny które ocekuja partnerstwa są zaskoczeni i
              rozczarowani że nikt na świecie nie chce traktować ich jak mamusia i wyręczać we
              wszystkim...
              • jendza1 Re: Dzieci bez ojców 11.10.05, 21:55
                A j
                • jendza1 Re: Dzieci bez ojców 11.10.05, 22:01
                  Kurde, wyslal sie wczesniej, prosie jedno...
                  Tera bedzie calosc, mam nadzieje...

                  A ja sie upieram, ze 'maminsynek' tez ma glowe na karku, znaczy, powinien miec.
                  CHyba czlowiek myslacy, zyjac w tym swiecie, to i owo widzi i stara sie
                  zrozumiec, prawda?
                  Ilu z nas nie 'zostalo przygotowanych do samodzielnego doroslego zycia'
                  wlasciwie, a tak zyje? Albo przynajmniej sie stara?
                  Moim zdaniem - trzeba zrozumiec drugiego, przynajmniej probowac zrozumiec...
                  ALe 'zrozumiec' - nie oznacza, nie powinno oznaczac 'przestac wymagac' od tegoz
                  drugiego...
                  Bo przestajac wymagac, mozna tylko zrobic krzywde... albo tez kontynuowac ja
                  robic.
                  Nalezy oddac czlowiekowi jego godnosc, znaczy, jego odpowiedzialnosc za siebie.
                  Nawet jesli to maminsynek...
                  Albo moze 'zwlaszcza' wtedy?

                  Scsik!
                  j
          • emluka Re: Dzieci bez ojców 19.02.06, 23:10
            FUCK!! polacy pija jeżdza po pijaku, co jeszcze okazuje sie ze zamiast pogadac
            z kims zaufanym, rodzina ksiadz psycholog etc plodza sobie potomka.. ratunku co
            za brak odpowiedzilnosci=miłosci... Dziecko jest bezbronne to juz ktos je
            traktuje jak rzecz.... Zle dziala szkoła, nauczyciele powinni byc pomocnikami i
            powiernikami, ksieza ksiezmi (tak sie dzieje, tylko nie wszedzie, nie zawsze,)
            wady duzego city....chyba i nietylkosmile
        • akacjax Re: Dzieci bez ojców 02.11.05, 19:51
          A odpowiedzialność ojca-który atawistycznie sieje geny na prawo i lewo...nie pomyśli nawet o dziecku.
    • your_and Re: Dzieci bez ojców 09.11.05, 13:28
      świadome samotne macierzyństwo EDIPRESSE

      Od początku nie była przekonana do tego związku, ale liczyła na to, że może
      wszystko się ułoży. Dziewczyna z popegeerowskiej wsi jest w kolejnej ciąży. Nie
      wie na pewno, kto jest ojcem dziecka, ale wierzy, że dzieciaki jakoś się
      wychowają przy jej rodzicach i licznym rodzeństwie. Trzydziestosiedmioletnia
      kobieta sukcesu po kilku nieudanych związkach decyduje się na ciążę z
      przypadkowym partnerem i urodzenie dziecka „tylko dla siebie".

      Niegdysiejsze stwierdzenie polityka, że samotne macierzyństwo to patologia
      wywołało burzliwą dyskusję, w której powoływano się na opinię psychologów. W tej
      akurat sprawie zdecydowana większość psychologów ma podobne zdanie, co więcej,
      ich opinia zgadza się ze zdrowym rozsądkiem i społecznymi odczuciami.
      Przypomnijmy rzeczy oczywiste. Dziecko pojawia się w rezultacie bliskiego,
      intymnego związku kobiety i mężczyzny. Gdy jest małe, opiekuje się nim jedno z
      rodziców (częściej matka), a drugie (częściej ojciec) pomaga w tym i troszczy
      się o oboje – na przykład zapewniając środki utrzymania. Aby te funkcje były
      dobrze pełnione, potrzeba zaangażowania obojga rodziców – w stosunku do dziecka
      i do siebie nawzajem. Optymalne środowisko rozwojowe dla dziecka to dwoje
      heteroseksualnych rodziców w stabilnym, emocjonalnie pozytywnym związku.
      Samotne macierzyństwo jest zatem odstępstwem od tego wzorca. Oczywiście
      odstępstwem jest również związek pełen nienawiści małżonków syczących na siebie
      przez zęby nad głowami dzieci; odstępstwem jest rodzina, w której normą jest
      katowanie dziecka. Wychowanie tylko przez matkę nie jest ani jedynym, ani
      największym utrudnieniem rozwojowym, jakie może przytrafić się dziecku.

      Są tu dwa skrajne stanowiska: tradycyjne i awangardowe. Tradycjonaliści głoszą,
      że największą wartością jest rodzina pełna. Rodzicom należy się szacunek,
      niezależnie od tego, jacy są, a kobieta ma zrobić wszystko, by utrzymać męża
      przy sobie, bo bez ojca dziecko się nie wychowa. Zgodnie z tym stanowiskiem,
      państwo nie powinno wspierać akcji zwalczających przemoc w rodzinie ani pomagać
      samotnym matkom, bo prowadzi to do destabilizacji instytucji małżeństwa. Wedle
      poglądu awangardowego samotne macierzyństwo to pomysł tak samo dobry jak inne
      rozwiązania. To suwerenna decyzja kobiety. Państwo powinno wspierać samotne
      matki, a gdyby system opieki społecznej byłby dobrze zorganizowany, rodzina
      złożona z matki i dziecka (dzieci) byłaby nie gorszym środowiskiem rozwojowym
      niż rodzina pełna.
      Stanowisko tradycyjne wraz ze zmianą pokoleniową systematycznie traci
      zwolenników i odchodzi w przeszłość. Więcej uwagi warto zatem poświęcić
      awangardzie. Niepokoi mnie banalizacja samotnego macierzyństwa w środkach
      masowego przekazu, gdyż może ona być odczytywane jako przyzwolenie na coś, co
      zawsze jest osobistym dramatem, wyrazem trudności lub obciążeniem wymagającym
      niezwykłej świadomości i uwagi.
      Jest różnica między matką osamotnioną z wyroku losu (śmierć męża, rozstanie z
      poważnych powodów po latach dość udanego związku) a matką, której sytuacja jest
      skutkiem pozornie świadomej decyzji („urodzę sobie dziecko") lub błędu (ciąża z
      nieodpowiednim do roli ojca partnerem). Ta pierwsza potrafiła wybrać
      odpowiedniego partnera, zbudować i utrzymać z nim, choćby przez pewien czas,
      dość dobry związek. Dzieci mogą zachować pozytywny obraz ojca – mężczyzny, mimo
      jego fizycznej nieobecności.
      Dziecko kobiety, która nie zbudowała dobrej i w miarę trwałej więzi z mężczyzną,
      jest w trudnej z punktu widzenia psychologii sytuacji. Takie samotne
      macierzyństwo nie jest świadomym wyborem, ale wyrazem niemożności albo
      niedojrzałości. Można się zastanawiać, czy osoba, która boi się, nie może albo
      nie potrafi wytrwać w bliskim związku, będzie dobrą współtwórczynią więzi ze
      swoim dzieckiem. Kobieta nie musi żyć z mężczyzną – mężem czy konkubentem. Jeśli
      jednak jej psychiczna konstrukcja uniemożliwia taki związek, najprawdopodobniej
      zaburzy ona również jej matczyne zachowanie wobec dziecka, które jest w końcu
      owocem związku mężczyzny i kobiety, a nie klonowania.
      Gdy kobieta jest wroga mężczyznom i nie potrafi (często woli myśleć, że „nie
      chce") z żadnym być, jej dziecko będzie się musiało zmierzyć z wyjątkowym
      wyzwaniem. Jeśli jest chłopcem – musi stać się dla swojej mamy dziwnym,
      „niemęskim” rodzajem mężczyzny, bo zwykłych mężczyzn mama nie lubi. Jeśli jest
      dziewczynką – na złość mamie ukrywa lub przesadnie wyolbrzymia swoje naturalne
      zainteresowanie chłopcami. W obu przypadkach musi poradzić sobie emocjonalnie z
      faktem, że począł je mężczyzna.
      Dziecko samotnej matki z jednej strony bywa przez nią traktowane nadopiekuńczo
      („przecież to wszystko, co mam"), z drugiej zaś jak dorosły partner. Może stać
      się stałym towarzyszem matczynych kontaktów kulturalnych i towarzyskich,
      powiernikiem nieodpowiednich dla siebie sekretów. Mama może chcieć chodzić z
      dorastającą córką na jej imprezy („bo jesteśmy ze sobą tak blisko"). Tym samym
      naruszona zostaje niezbędna w rozwoju dziecka granica międzypokoleniowa.
      W innej sytuacji jest dziecko matki, która popełniła błąd życiowy i zdecydowała
      się na dziecko z mężczyzną nieodpowiednim na ojca. Często słyszy się, że nie ma
      co mówić, bo był to jedynie niefortunny przypadek – ale przecież uprawianie
      seksu bez odpowiedniego zabezpieczenia to także decyzja, choćby przelotna i
      nieprzemyślana. W rezultacie takiej błędnej decyzji kobieta zostaje samotną
      matką. Co ma robić, aby macierzyństwo nie stało się katastrofą dla niej i jej
      dziecka?
      Dobra samotna matka dostrzega swoją odpowiedzialność za to, co jej się
      przydarzyło, nie obwinia wyłącznie ojca dziecka lub całego świata. Nie żywi
      niechęci i uprzedzenia do innych ludzi, w tym do mężczyzn; dba o to, żeby jej
      dziecko miało jak najlepszy(zważywszy okoliczności) obraz ojca i kontakt z nim.
      Ma bliskich ludzi i dopuszcza możliwość kolejnego związku, ale nie zadaje się z
      mężczyznami niszczącymi. Nie traktuje dziecka ani jako swojej własności, ani
      jako dorosłego partnera, nie zamyka się z nim w symbiotycznej klatce.
      Brzmi to tak, jakby cały ciężar trudnej sytuacji spadał na matkę. Co z
      nieodpowiedzialnymi ojcami? - mógłby ktoś zapytać. Biologia powoduje, że to
      kobiecie, a nie mężczyźnie, przysługuje ryzykowna decyzja urodzenia dziecka
      „tylko dla siebie"; to kobieta jest w ciąży, to ona na ogół zajmie się
      przypadkowo poczętym dzieckiem. Dlatego więcej sensu ma namawianie kobiet (matek
      i kandydatek na matki) do odpowiedzialności za swoje życie niż perswadowanie
      mężczyznom, że powinni poważnie podchodzić do ojcostwa. Warto zwracać się przede
      wszystkim do kobiet, bo ich stan świadomości w tej sprawie jest znacznie ważniejszy.

      Powyższy tekst stanowi fragment najnowszej książki autorstwa znanej psycholog i
      psychoterapeutki Zofii Milskiej-Wrzosińskiej "Para z dzieckiem", wydanej przez
      wyd. Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza.


      Zofia Milska-Wrzosińska "Para z dzieckiem", wyd. Jacek Santorski & Co Agencja
      Wydawnicza, Warszawa 2005
      • skir.dhu Re: Dzieci bez ojców 11.03.06, 02:25
        Dlaczego nazywacie "egoizmem" (majac przeciez swiadomosc negatywnej konotacji
        tego slowa) to, co dla wielu kobiet jest zwyczajnie wolaniem hormonow? Jak
        czlowiek jest glodny, szuka pozywienia. Gdy kobieta czuje tykanie biologicznego
        zegara, szuka "samca" - jestesmy przeciez czescia natury smile
        Powiedzmy sobie szczerze, na wielka milosc i zwiazek z mezczyzna mozna czekac
        do 70-tki czy 80-tki albo i dluzej, na to by byc matka (z tym ukochanym
        czlowiekiem) nie da sie czekac bez konca. Sa kobiety (nie wszystkie!), dla
        ktorych macierzynstwo jest sprawa tak zasadnicza jak jedzenie, picie czy
        oddychanie.
        Naprawde uwazacie, ze jedyne, co mozna powiedziec to je potepic?
        Prawde mowiac, spotkalam wiele samotnych matek, ktore sa i byly zdecydowanie
        lepszymi rodzicami niz matki (i ojcowie) razem wychowujacy swoje dzieci.
        Oczywiscie, spotkalam tez i takie, ktore dobrymi rodzicami nie byly i nie beda.
        Jak to w zyciu - zadne generalizowanie nie sprawdza sie na dluzsza mete.
        Osobiscie jestem zdania, ze jest to wspanialy postep w naszej swiadomosci, ze
        nie potepiamy kobiet, ktore samotnie wychowuja swoje dzieci i ze nie obrzucamy
        takich dzieci epitetami. Jeszcze tylko musimy nauczyc sie wystrzegania
        generalizacji smile
        I tak w ogole - kto nie jest "egoista", palec do gory (byle nie srodkowy)! wink))
        Skir Dhu
        • dimanche Re: Dzieci bez ojców 12.03.06, 19:40
          To nie jest w porządku, wykorzystać sobie faceta jako reproduktora...ani wobec
          niego - przyszłego ojca ani wobec dziecka...
          • skir.dhu Re: Dzieci bez ojców 13.03.06, 15:40
            dimanche napisała:

            > To nie jest w porządku, wykorzystać sobie faceta jako reproduktora...ani
            wobec
            > niego - przyszłego ojca ani wobec dziecka...

            Co rozumiesz przez "wykorzystywac"?
            Jesli dorosly mezczyzna ma seks bez prezerwatywy, dokladnie wie, ze moze stac
            sie ojcem. Jesli chce tego uniknac, wklada gumke. Jesli chce byc lub bierze pod
            uwage, ze moze byc ojcem, utrzymuje kontakt z kobieta, z ktora kochal sie bez
            prezerwatywy. Jesli gumki nie wklada, kontaktu nie utrzymuje i znika zadowolony
            w sinej dali to gdzie tu jest "wykorzystanie"?????
            Skir Dhu
    • myszka_194 egoizm 16.03.06, 11:55
      kiedy czytam artkuły oraz wypowiedzi "samotna matka z wyboru" poprostu czuje
      pewną niesprawiedliwość.. zagubienie.. Zastanawiam się co dziś znaczy wychowanie
      dziecka dla Polskiego społeczeństwa? Dziecko to zabawka?! czy ono nie ma prawa
      wychowywać się w pełnej rodzinie? odrazu jest skazane na takie życie.. Prawdziwa
      rodzina to matka i ojciec, kazde dziecko odczuwa brak któregoś z rodziców, i juz
      na samym początku takie matki odbierają dziecku szansę na prawdziwie szczęśliwe
      życie. Chciałabym aby takie matki pomyślały najpierw o życiu tego dziecka zanim
      zdecydują się na samotne macieżyństwo.. ale obawiam się że one nie zdają sobie
      sprawy z powagi tej sytuacji... o tym wiedzą tylko osoby wychowane bez ojca..
      Takim dzieciom całe życie czegos brakuje... Moja mama nie jest samotna z
      wyboru.. Mój ojciec umarł kiedy miałam trzy miesiace.. dlatego przeraża mnie
      egoizm dzisiejszych matek... sad
      • bazylkai Życie to nie teatr 18.03.06, 11:45
        Kto powiedział, że życie ma być tylko szczęśliwe, wszyscy mają być piękni,
        zdrowi, bogaci, mieć żyjącą wspaniałą matkę i ojca, do tego babcie i dziadków.
        To jest ideał! Od dawnych wieków były niepełne rodziny i dzieci sobie z tym
        radziły.
      • anetina Re: egoizm 20.03.06, 09:59
        to nie jest egoizm
        mało która kobieta świadomie decyduje się samodzielnie wychowywać dziecko
        ja wolałam sama być z dzieckiem niż sprawić gehennę w życiu dziecka przy ojcu
        gdyby tata był taki wspaniały, nie odszedłby i nie zostawiłby dziecko

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka