pytanie głównie do panów...

02.02.05, 13:39
"Chcesz odstraszyc faceta, powiedz mu, że masz dziecko..."
taki stereotyp pokutuje w naszym społeczeństwie. Przejrzałam to forum i
znalazłam kilka postów przeczących temu stwierdzeniu. Chciałabym jednak
usłyszeć, jak to wygląda z męskiego punktu widzenia.... czy faceci chcą się
wiązać z kobietami po przejściach? z rozwódkami z dziećmi? Czy są w stanie
wziąć na siebie odpowiedzialność nie tylko za partnera, ale również za jego
dzieci? Nie mówię od razu o ślubie czy adopcji..... Ja osobiście mam
wrażenie, że dziecko jest mimo wszystko czynnikiem odstraszającym
potencjalnego amanta. Ciekawa jednak jestem Waszych opinii.
Pozdrawiam smile
    • erwe Re: pytanie głównie do panów... 02.02.05, 15:44
      Mam wrażenie, że to nie dzieci ograniczają chęc kontaktu. Jestem facetem, mam
      trójkę dzieci, nie jestem z żoną (ale chciałbym być), a na kobiety z dziećmi
      patrzę bardzo przyjaźnie. Pewnie inne zdanie będą mieli kawalerowie, ale czy
      kawaler w wieku 40 lat, to normalny facet?
    • bursztynowe Re: pytanie głównie do panów... 02.02.05, 17:59
      Ależ to wspaniałe kryterium selekcji - co Ci po partnerze, który będzie patrzył
      krzywo na Twoje dzieci.
      Wiadomo, że akceptuje sie partnetra "z całym dobrodziejstwem inwentarza", a
      jeśli nie to po co się w to pchać. No coż, jeśli dziecko odstrasza
      potencjalnego amanta, to dobrze, że ten mechanizm działa już na samym początku
      znajomości.
      Gdybym był matką, to bardzo uważnie obserwowałbym relacje potencjalnego
      partnera z moimi dziećmi. W grucie rzeczy, nasze dzieci są lustrem, w którym
      możemy się przeglądać i jeśli w ich oczach partner nie znajdzie akcpetacji to
      marnie to rokuje... Jeśli wzajemne relacje dziecko-partner nie układają się, to
      w na dłuższą metę będzie to bardzo destrukcyjne dla związku i bolesne dla jego
      uczestników.

      PS. Oczywiście, trzeba też uważać ma drugą skrajność - nadmierną skłonność do
      dzieci.
      • kr_kap Re: pytanie głównie do panów... 12.02.05, 23:55
        Oj, wcale nie wiem czy jest to wspaniałe kryterium selekcji. Tez tak myslalam
        czas jakis temu, ale już widzę co najmniej dwa kruczki: zaczynasz z kimś być
        przede wszystkim dlatego, że jest cudowny dla twojego dziecka, a nie jest rzeczą
        popularną, żeby lubić jakieś obce dziecko, nawet dziecko partnerki(zwlaszcza,
        jesli samemu nie ma sie dzieci). No i jesteś z tą osobą przede wszystkim z
        powodu dziecka, szczególnie dziecka płci męskiej, bo wiesz, że ta modelująca
        postać męska itd.,itp. Drugi kruczek to ten, ze facet stal sie bardziej kumplem
        dla twojego syna niz partnerem dla ciebie i lapiesz sie na tym, ze niechcacy
        stalas sie matka dla dwoch. I pewnie gdybym mogla wylacznie kumplowac sie ze
        swoim synem, a nie stawać tez na pozycji prawodawcy i wykonawcy, wskoczylabym w
        taki uklad bez wahania, co dziecku nie wyszloby na zdrowie, niestety.
        A problem jeszcze w czymś innym: jesli ojciec zyje i utrzymuje z nim bliski
        kontakt, ono prawdopodobnie wcale nie chce innej osoby pelniącej funkcje taty,
        nie tylko dlatego, ze ojciec to ten surowy i wymagajacy, a tu mozna miec zabawe
        li i jedynie, ale po prostu zeby uniknac chaosu w uczuciach (ta dorosla zazdrosc
        o uczucia dziecka, ktora przerasta dzieci).
        Łapię się na tym, że myśląc o dziecku, partnerze i komplikującym się systemie
        rodzinnym zawsze myslę o tu i teraz, sześciolatku i doroslych. A przeciez jest
        czas, który zmienia układy i nawet jeśli, jak piszesz, "dziecko odstrasza
        potencjalnego amanta" na początku związku, to jeszcze o niczym nie przesądza, bo
        możemy sie zmieniać, rozwijać, dopasowywać do siebie, budować ten związek. Chyba wink
      • bezecnymen Re: pytanie głównie do panów... 17.02.05, 13:40
        i na to czy aby wzmiankowany amant nie ma zbyt dobrych relacji z dorastającą
        córkątongue_out
    • tricolour Re: pytanie głównie do panów... 10.02.05, 19:43
      ... a z męskiego (mojego) punktu widzenia wygląda to tak:

      Kobieta (załóżmy po 30-tce), która nie ma dzieci, to dość osobliwy przypadek.
      Widać ma dyficyt czegoś, co uniemożliwiło jej założenie rodziny.
      Zatem posiadanie dzieci jest jak najbardzjei naturalne i pożądane, bo to oznaka
      zdrowia (też psychicznego wink).
      Podobnie z facetami. Jeżeli dziecko odstrasza amanta, to... lepiej zmienić
      amanta na jakąś bogatszą - duchowo, emocjonalnie - wersję.
      • fp Re: pytanie głównie do panów... 11.02.05, 08:36
        > Kobieta (załóżmy po 30-tce), która nie ma dzieci, to dość osobliwy przypadek.
        > Widać ma dyficyt czegoś, co uniemożliwiło jej założenie rodziny.

        rany tricolor.... jak ty czasem cos palniesz to zalamka...
        moze ma deficyt odpowiedzialnego chlopa obok siebie? a sama jest na tyle w
        porzadku wobec przyszlego dziecka ze nie plodzi go z pierwszym lepszym ktory
        jej sie nawinie do lozka?

        • tricolour Re: pytanie głównie do panów... 11.02.05, 10:43
          Hehe...
          Moim zdaniem plączesz przyczynę i skutek.
          Jakiś powód jest, że owego faceta panna nie posiada. Można karkołomnie założyć,
          że odpowiedniego w ogóle nie ma, ale bym sie raczej skłaniał ku pomysłowi, że go
          NIE ZNALAZŁA.
          A wtedy odpowiedzialność za taki stan rzeczy spoczywa na niej.
          Może za wybredna, za mało zdecydowana, nie wie czego chce, albo ma takie
          wymagania, że trudno im spostać - a czas płynie.

          I nie chodzi mi o skrajny przypadek, żeby latać do łóżka z byle kim. Nie chodzi
          mi o skrajości.
          Chodzi o to, żeby iść z właściwym. A tego trzeba sobie znaleźć - trzeba coś
          zrobić, by go mieć...
          Pozdrawiam.
          • fp Re: pytanie głównie do panów... 11.02.05, 10:47
            > A tego trzeba sobie znaleźć - trzeba coś
            > zrobić, by go mieć...


            czyli spłodzić dziecko, rozwieźc się i szukać "własciwego" ?... (i już się jest
            tą "normalną" trzydziestką z dzieckiem...?)


            a czy ty aby nie jesteś "normalny".... w ten sam sposób przyczynowo- skutkowy?
            • tricolour Re: pytanie głównie do panów... 11.02.05, 10:59
              A co Ty z tym płodzeniem w kółko?
              • fp Re: pytanie głównie do panów... 11.02.05, 11:03
                tricolour napisał:

                > A co Ty z tym płodzeniem w kółko?



                o dzieciach mówimy.... o tym jest wątek. nie zauważyłeś?
                gdzie są twoje dzieci? i z kim? skoro ty jesteś na wątku "rozwodowym" a 30-
                latki bez dziecka są obciążone "brakami"??
                • tricolour Re: pytanie głównie do panów... 11.02.05, 20:35
                  Mam się czuć napadnięty? No to się czuję...

                  Wyraźnie widać, że słowo "brak" zadziałało jak płachta na byka. Gdybym był
                  psychologiem, to pewnie miałbym gotową odpowiedź dlaczego...

                  Po dłuższym zastanowieniu się, nie zmieniam zdania i dalej uważam, że
                  nieumiejętność zbudowania związku, pomimo starań, świadczy o pewnych "brakach",
                  deficycie. Tyle.
                  • fp Re: pytanie głównie do panów... 12.02.05, 14:55
                    widze,ze jestes kolejnym z galerii wytykających wyraźnie CUDZE braki a swoje
                    okrywających wymijajacym przemilczaniem

                    gratuluje "psychologicznego" podejscia

                    dedykuję w tym miejscu z całą zyczliwosciom hasło "lekarzu lecz się sam"..
                    smile))
                    • tricolour Re: pytanie głównie do panów... 12.02.05, 19:45
                      Już w pierwszym poście, dotyczącym tego tematu, napisałem, że braki dotyczą obu
                      płci. Proszę sprawdzić.

                      Nie wytykam Waszych braków ponieważ trudno mi wytykać cokolwiek u zupełnie
                      obcych osób. Nie znam Was, nie znam Waszych historii i nie czepiam się żadnych
                      szczegółów, bo ich nie znam. Piszę ogólnie, korzystając z własnych doświadczeń.
                      O sobie nie opowiadam z tych samych powodów - jesteście obcy.
                      Zresztą uważny czytelnik poszuka na forum moich literek i poskłada je w większą
                      część. Hehe...ponownie kłania się pomysł, że żeby coś mieć (np. cosik wiedzieć o
                      mnie), to trzeba włożyć odrobinę pracy...

                      Pozdrawiam.
                      Waldek.
                      • fp Re: pytanie głównie do panów... 12.02.05, 22:24
                        oufff... narcyz jako zywo.. czy ktos cie tu prosi o spowiedz? zadajesz-ponizej-
                        osobiste putania komus- naucz sie tez odpowiadac na takie same, a na bycie
                        domoroslym psychologiem stac kazdego
                        • tricolour Pa, pa. 13.02.05, 09:23
                          Dziekuję za diagnozę. Może i prawidłowa, kto tam wie...

                          Już dawno doszedłem do wniosku, że nie wszyscy mnie lubią, a i ja nie mam
                          obowiązku kolegować się z każdym, kogo spotkam.
                          W związku z tym, że nasza rozmowa zaczyna przypominać kłótnię, argumentów tu
                          mało, emocji za to wiele, proponuję przestać pisać do siebie. Tym bardziej, że
                          oboje jesteśmy goścmi na tym portalu i możemy degustować swoim zachowaniem
                          innych.

                          Życzę Ci szczęścia.

                          PS.
                          Skąd wiesz, że jestem TYLKO "domorosłym" psychologiem? Czy gdzieś to napisałem?
                          A może zwyczajnie, mając zbyt skąpy materiał o mnie, dochodzisz do
                          niewłaściwych wniosków...

                          • fp Re: Pa, pa. 13.02.05, 13:04
                            nie ty jestes tu przedmiotem badan
                            nie aspiruj do roli pepka wokol ktorego swiat sie kreci

                            "material" to mozesz pozbierac o powodach dla ktorych czesc 30-letnich kobiet
                            nie ma dzieci... jak juz go bedziesz mial, to zacznij wypowiedzi w tym
                            temacie. bo jak na razie nie dosc ze bazujesz na stereotypach, to jeszcze po
                            prostu obrazasz niektore z tych kobiet z wyniosla nonszalancja.
                            zegnam.
                            • tricolour Re: Pa, pa. 13.02.05, 15:07
                              Hehehe...

                              Jesteś jedyną osobą w tym wątku, która walczy ze mną. Inne panie nawet
                              przyznają mi rację, ale zwracają uwagę, że słowa "braki" i "wina" są na wyrost.
                              Zgadzam się, że dokonałem uproszczenia, ale nie zmienia to samej idei.

                              Nie napisałem żadnego epitetu na temat kobiet więc tym samym chyba Was nie
                              obraziłem. Jeżeli jednak niektóre poczuły się urażone (nawyrażniej Ty), to
                              niechaj lepiej zastanowią się, skąd się bierze tak silna reakcja na, pisane
                              przeze mnie, "bzdury".

                              I jedna uwaga pod Twoim adresem. Prowadzenie rozmowy w drugiej osobie jest nie
                              do przyjęcia. Kiedy do swojego adwersarza mówisz "ty zrób to, ty zrób tamto,
                              nie rób tego...", to nie dziw się, że Ci zwieje... Sobie możesz rozkazywać.
                              • princessa_74 Re: Pa, pa. 13.02.05, 19:42
                                Nie jest jedyną osobą. Ja nie zgadzam się również z Twoim zdaniem, czemu dałam
                                wyraz już wcześniej. Nie będę natomiast polemizować z Tobą na łamach tego forum
                                na temat o którym nie masz bladego pojęcia.
                                I tu posłużę się również uproszczeniem pod Twoim adresem - nie oczekuję od
                                Ciebie zrozumienia, jestes w końcu TYLKO facetem.

                                Żegnam.
                                • tricolour Re: Pa, pa. 13.02.05, 23:14
                                  Poddaję się! Nie strzelać! Jestem TYLKO facetem - nie warto!.
                                • bezecnymen Re: Pa, pa. 17.02.05, 13:48
                                  no to tego juz za wiele, princesso..co to znaczy <<TYLKO facetem>>???
                                • plathess Re: Pa, pa. 22.04.05, 01:20
                                  princessa_74 napisała:

                                  > Nie jest jedyną osobą. Ja nie zgadzam się również z Twoim zdaniem, czemu dałam
                                  > wyraz już wcześniej. Nie będę natomiast polemizować z Tobą na łamach tego forum
                                  >
                                  > na temat o którym nie masz bladego pojęcia.
                                  > I tu posłużę się również uproszczeniem pod Twoim adresem - nie oczekuję od
                                  > Ciebie zrozumienia, jestes w końcu TYLKO facetem.







                                  >
                                  Dobijasz mnie dziecko tym ostatnim zdaniem. Pozostaje ci zrozumienie w
                                  lesbijskim związku...... chyba że dalej interesuje cię związek z kimś, kto nie
                                  jest w stanie cię zrozumieć, ale chyba nie.... taka pogmatwana głupotka bije z
                                  tego, co napisałaś....
                      • plathess Kobieta,jej dzieci i... ON 22.04.05, 01:15
                        Na okrągło można przeczytać na tutejszych forach wypowiedzi kobiet w stylu: na
                        pierwszym miejscu: dzieci,jeszcze raz dzieci, potem ew. mąż, ich ojciec (jeśli
                        jeszcze są z nim).
                        Aż strach myśleć o sytuacji faceta w związku z kobietą 'dzieciatą' z kim innym.
                        Które miejsce ma szanse zająć taki mężczyzna?
                        Jeśli kocha kobietę, kocha ją z dobrodziejstwem inwetarza, pisze inna.
                        Naprawdę? To takie proste i na zawołanie?
          • anuteczek Re: pytanie głównie do panów... 11.02.05, 12:01
            Waldku,
            Wydaje mi się, że nie zawsze dziewczyna jest sama sobie winna. Jeszcze nie
            przekroczyłam magicznej 30, ale sporo moich koleżanek ma to za sobą. Większość
            z nich to urocze, inteligentne dziewczyny, dobrze ustawione zawodowo, aktywne,
            często robią karierę naukową. Spotykają się z facetami, ale... kiedy facet
            przekonuje się o ich niezależności zwiewa... Samo słowo studia doktoranckie
            działa na nich jak płachta na byka...
            Czasami mam wrażenie, że niektórzy mężczyźni boją się silnych, niezależnych
            kobiet. Nie chodzi mi tu o feministki w stylu Szczuki, ale o normalne,
            inteligentne, spełnione dziewczyny. Takie, które myślą o macierzyństwie, o
            rodzinie, ale jednocześnie nie chcą być sprowadzone do roli kury domowej.
            Niestety, bardzo trudno jest znaleźć mężczynę, który to zrozumie.
            Oczywiście znam też dziewczyny, którym żaden facet nie dogodzi, a to za biedny,
            a to za głupi, a to ma zły gust i tak w kółko. Przeważnie z nich 'wyrastają'
            stare zgorzkniałe panny. Czasami udaje im się wyjść za mąż, ale wtedy...
            biedny, biedny facetwink
            pozdrawiam
            a
            • tricolour Re: pytanie głównie do panów... 11.02.05, 20:30
              Aniu,
              To prawda, że faceci nie lubią mądrych, dojrzałych kobiet. Powód jest dość
              prosty - faceci lubią rywalizację, ale tylko wtedy, kiedy są w niej lepsi.
              A inteligentna kobieta psuje szane na "wygraną".
              Jest to spore uproszczenie, ale Net ogranicza mi środki wyrazu do klepania po
              klawiaturze... kilku zdań.
              Z drugiej strony taka mądra pani rzeczywiście stawia wysokie wymagania facetom i
              wielu nie doskakuje do, tak wysoko, zawieszonej poprzeczki.
              • anuteczek Re: pytanie głównie do panów... 11.02.05, 21:22
                Waldku,
                To teraz pytanie niemalże retorycznewink, co więc mają począć takie dziewczyny?
                Ograniczać się? Udawać głupie? Rezygnować z siebie, ambicji i planów? To je
                unieszczęśliwi... Rezygnować z szansy stworzenia rodziny? Może poddać się in
                vitro i mieć szanse choć na macierzyństwo...?
                Wiesz, niestety cisną mi się gorzkie słowa, bo z zasady nie oceniam
                postępowania ludzi, a Net sprzyja uproszczeniom i generalizowaniu. Wiem,
                chciałyśmy emancypacji i równouprawnienia, to teraz cierpimywink, ale naprawdę
                nie rozumiem dlaczego...
                Ciekawe, na kogo wyrośnie mój Maciek...
                a.
                • tricolour Re: pytanie głównie do panów... 11.02.05, 22:06
                  Aniu,

                  Pytanie nie jest retoryczne, ale trudne i ciekawe.
                  Moim zdaniem, w żadnym razie nie wolno rezygnować z SIEBIE, swoich ambicji,
                  planów. Inaczej przestaniemy szanować siebie, a to juz byłaby katastrofa, bo co
                  nam zostanie?
                  Już dawno zauważyłem, że ludzie "głupsi" (znów uproszczenie, ale pewnie wiesz,
                  o co chodzi) mają pod wielowa wzgledami "lepiej". Smucą sie prostszymi
                  problemami, mają szybsze radości itp.
                  Niestety (albo stety) inteligencja, ogólnie rozumiany rozwój, szersze
                  horyzonty, dają większe możliwości. Paradoks polega na tym, że więcej wymagamy
                  od innych i w ten sposób mocno zawężamy krąg odpowiednich ludzi. Mając większe
                  możliwości ograniczyliśmy swoje relacje.

                  Twój Maciek a moja Paula nauczą się zachowań od nas. Albo od innych ludzi,
                  niekoniecznie pożądanych.
                  Na nasze zachowanie mamy wpływ, na zachowanie innych już nie...
                  • anuteczek Re: pytanie głównie do panów... 12.02.05, 08:35
                    Waldku,

                    Jedną z przyczyn rozpadu mojego małżeństwa była własnie moja chęć rozwoju.
                    Mojemu mężowi i jego rodzinie to przeszkadzało. Oni uważali, że jak bardzo chcę
                    to, owszem, mogę skończyć studia (jedne), a potem do pracy i pieluch. Ja nie
                    zamierzałam rezygnować z rozwoju, mój mąż niby się z tym pogodził, ale...
                    Oboje wiemy, że kochanek/kochanka nie są przyczyną rozpadu małżeństwa, a
                    ewentualnie katalizatorem, pojawienie się kogoś trzeciego jest skutkiem
                    jakiegos braku, niedostatku w związku.
                    Czasami zazdroszczę ludziom 'głupszym' ich problemów. Zazdroszczę dziewczynom,
                    których jedyną ambicją jest złapanie męża i bycie żoną.
                    Bardzo upraszczając zazdroszczę Hindusom ich systemu kastowego. Prawdą jest, że
                    należy się wiązać z ludźmi na swoim poziomie. Największa miłość nie pomoże na
                    przepaść społeczną. Nie chodzi mi tu o pieniądze, bo to jest akurat najmniej
                    ważne... Mój eks mąż pochodził z prostej robotniczej rodziny, skończyl studia,
                    ale... to już było wielkim osiągnięciem i awansem. Ja miałam tego pecha, że
                    urodziłam się w rodzinie inteligenckiej od pokoleń - w praniu wyszło, że mamy
                    zupełnie inny system wartości, że czasami po prostu beton...
                    Paradoksalnie - moja wolność i rozwój stały się jedną z przyczyn rozpadu mojego
                    małżeństwa. W oczach wielu ludzi jestem biedną, pokrzywdzoną istotą, rozwódką z
                    brzuchemwink, moja osoba wzbudza litość. Wszyscy na siłę usiłują mnie pocieszać,
                    a ja tego naprawdę nie potrzebuję. Mój Syn kiedyś zacznie się stykać z takimi
                    ludźmi, być może pokocha dziewczynę o zawężonych horyzontach i co wtedy?

                    Zobacz, że nawet tu na forum pojawiają się opinie zrezygnuję z siebie,
                    zrezygnuję z godności, upokorzę się, byle dzieci miały ojca... dlaczego?
                    Dlaczego to ta druga strona nie może się postarać? Dlaczego ludzie 'głupsi' na
                    siłę ciągną wszystkich w dół, nawet nie chcą próbować się rozwijać i równać w
                    górę?
                    pozdrawiam
                    a.
                    • tricolour Re: pytanie głównie do panów... 12.02.05, 20:56
                      Jeden Twój post, a tematów bez liku... Fajnie wink

                      Kiedyś zastanawiałem sie, dlaczego ludzie "głupsi" ciągną resztę w dół. Wydaje
                      mi się, że tak jest w danej chwili łatwiej. Najczęściej takie ciągnięcie w dół
                      objawia się biernością - to znaczy, że ciągnący jakoś tak zmieniaja punkt
                      widzenia, że lepiej nic nie robić (nie mam pomysłu, jak to napisac
                      precyzyjniej).
                      W danej chwili jest więc łatwiej, ale w ogólnym rozrachunku pojawiaja sie
                      straty, które szybko rosną.
                      To dlatego tak chętnie przyłączyłem sie do wątku o ambicjach, samorealizacji.
                      Bo to podstawa, by nie minąć sie własnym standardem. To ważne pojęcie dla mnie.

                      A mój rozwód? To sprawa sprzed 8 lat. Kiedyś o tym napiszę...
                      • anuteczek Re: pytanie głównie do panów... 13.02.05, 10:42
                        Dla mnie zawsze najważniejsza była wolność. Tak zostałam wychowana i bastasmile. Z
                        perspektywy czasu wiem, że bez wzajemnej wolności i akceptacji wolności
                        partnera nie ma związku, jest zniewolenie, a zniewolenia nawet największa
                        miłość nie przetrzyma. Wolność to akceptacja drugiej osoby takiej, jaka jest, a
                        nie takiej jaką mogłaby się się stać, gdyby zrezygnowała z własnej wolności,
                        gdyby przestała trzymać się swoich standardów, gdyby zaczęła zadowalać się
                        namiastką...
                        Zadowalanie się małym jest ok, ale tylko wtedy, gdy to małe odpowiada pewnym
                        normom, wszyscy dobrze wiedzą, że wystarczy kropla markowych perfum, by otulić
                        się zapachem na cały wieczór, butelka podróby wywietrzeje w ciągu godziny...
                        Ludzie 'głupsi' wybierają dużą bazarową flaszkę łatwych rozwiązań, licząc że
                        druga strona zrezygnuje z siebie i ulegnie pokusie łatwego, prostego,
                        aczkolwiek pustego zycia. Przez moment będzie ok - zapach oszołomi, wszystko
                        wyda się proste. Po kilku miesiącach, latach, kiedy czar się ulotni, okaże się,
                        że nie ma nic, jest pustka. Strona, która wolnośc ograniczyła poczuje się
                        zawiedziona - bo jej oczekiwania nie zostały spełnione, strona ograniczona -
                        przepraszam za porówananie - jak tania dziwka. To znowu uproszczenie...
                        Zastanawiam się jednak, czy związek oparty na wolności ma szansę zaistnieć
                        naprawdę. Czy można iść razem przez zycie nie naruszająć wolności swojej i
                        partnera?
                        a.
                    • bezecnymen Re: pytanie głównie do panów... 17.02.05, 14:02
                      anuteczek... w dół jest łatwiej..prawo grawitacjismile
                      co do inteligentnych kobiet...juz dawno temu kiedy istniały szkoły
                      niekoedukacyjne tłumaczono to tak: dziewczęta lepiej sie uczą, gdy nie ma w
                      pobliżu chłopców, wobec których musza udawać głupsze
                      dzis mamy skutki tego hehe równouprawnienia edukacyjnego..wiele dziewcząt uczy
                      sie gorzej, żeby móc stać się obiektem adoracji rówieśników, te które zachowują
                      swój styl są samotne..i tak się to ciągnie latami, praca, awans, kariera
                      rozmaicie pojmowane zastępują z czasem potrzeby bycia kobietą spełniona w
                      macierzyństwie.... tak juz jest, że faceci zdominowali świat..w historii tylko
                      Amazonki sobie z tym poradziły, ale...wyginęły
                      • plathess Re: pytanie głównie do panów... 22.04.05, 01:26
                        bezecnymen napisał:

                        > anuteczek... w dół jest łatwiej..prawo grawitacjismile
                        > co do inteligentnych kobiet...juz dawno temu kiedy istniały szkoły
                        > niekoedukacyjne tłumaczono to tak: dziewczęta lepiej sie uczą, gdy nie ma w
                        > pobliżu chłopców, wobec których musza udawać głupsze
                        > dzis mamy skutki tego hehe równouprawnienia edukacyjnego..wiele dziewcząt uczy
                        > sie gorzej, żeby móc stać się obiektem adoracji rówieśników, te które zachowują
                        >



                        Nie wiem skąd bierzesz takie obserwacje! chyba ze slamsowych okolic!
      • princessa_74 Re: pytanie głównie do panów... 11.02.05, 10:42
        Dzięki tricolour, zdaje się że jestem dość osobliwym przypadkiem. Szkoda, że
        inne argumenty nie przyszły Ci do głowy, jak np. brak poczucia bezpeczeństwa,
        niedojrzały mąż, strach przed utratą pracy, kłopoty finasowe lub brak własnych
        czterech kątów. U mnie sytuacja wyszła na prostą, kiedy zbliżałam się do 30-
        tki.Zaszłam w ciążę, a moj M się nie cieszył, bo dotarło do niego że mnie już
        nie kocha.Potem nastały ciche dni,straciłam ciążę.Za 2 tygodnie mam drugą i
        ostatnią sprawę rozwodową.

        Pozdrawiam inne osobliwe przypadki.
        • tricolour Braki 11.02.05, 10:45
          A kto jest winny za Twój brak poczucia bezpieczeństwa? Za brak czterech kątów i
          "posiadanie" niedojrzałego męża?
          Kto jest za taki stan rzeczy odpowiedzialny?
          Bardzo proszę o odpowiedź... serio proszę.
          • dobrydzien Re: Braki 11.02.05, 10:50
            Jestem babą nie chcę nikogo urazić, ale ja też uważam, że dziewczyny po 30tce
            bez dzieci maja jakieś braki, szczególnie jesli są w stałym zwiąku.

            Bardzo często gdy w końcu dochodzi tam do decycji o dziecku to facet zwiewa bo
            okazuje się, że związek był fikcją...

            Przepraszam jesli kogoś urażę ale takie jest moje zdanie

            • tricolour Re: Braki 11.02.05, 10:55
              Nie chodzilo mi o sztywną granicę 30 lat.
              Chodzi o zasade, że jak czego nie mamy, to znaczy, że mało włożyliśmy pracy, by
              to mieć. A ten brak pracy ma jakieś przyczyny...
              To dośc oczywiste jeżeli myślimy o rzeczach materialnych - autach, domach itp.
              Gdy chodzi o życie emocjonalne, duchowe, relacje międzyludzkie, to zapominamy,
              że o nie też trzeba DBAĆ, pielęgnować, budować - słowem zajmować się tym na co
              dzień.

              A kobieta w stałym związku... ma faceta. Po prostu ma, prawda?
              • petite_marie Re: Braki 13.02.05, 10:43
                Czytam Twoje powyższe posty i tak się zastanawiam, jak to było w Twoim związku.
                Wydaje mi się, że to Twoja była żona po prostu Ciebie miała i nie starała się
                rozwijać związku. Ale nie jest to oczywiście pewne. Wydaje mi się, że
                najtrudniej jest wyjść poza swoje doświadczenie i zrozumieć, że są też i inne
                przypadki. Są kobiety, które zostały zranione zanim zdecydowały się na dziecko,
                są i takie, które tego dziecka po prostu nie mogły mieć i dlatego rozpadło się
                ich małżeństwo. Są takie małżeństwa, gdzie oboje podejmowali decyzję, że
                najpierw studia, kariera, ustawienie się w życiu, a potem dziecko, a jak już
                wszystko udało im się osiągnąć,czyli właśnie potrzydziestce, okazało się, że po
                drodze zgubili gdzieś siebie. Często to on przychodził i mówił: wiesz,
                zakochałem się, odchodzę.
                To są tak różne sytuacje, że nie można mówić o winie, nawet, jeśli mówimy o
                jakimś braku, bo brak często wynika z przyczyn obiektywnych.
                Ja jestem po 30tce, mam syna, urodziłam go, kiedy miałam 28 lat i nie żałuję, że
                wybrałam na ojca mężczyznę, najgorszego z możliwych. To uświadomiło mi moje
                braki, pomimo tego, że mam dziecko, braków jest mnóstwo. Dobrze, że w porę
                uświadomiłam sobie, że jest dużo do naprawienia we mnie, bo inaczej mój syn
                miałby o wiele gorzej, niż ma. Rozwód, brak stałego kontaktu z ojcem, poczucie
                niepewności, choroba matki: to wszystko to bardzo dużo dla niespełna 3letniego
                chłopca. Teraz ma już prawie 5 lat, ale i tak widzę, że mogło to być zupełnie
                inne dziecko, w tym sensie, że o wiele ufniej podchodzące do życia i nie tak
                bardzo już poranione na samym początku swojej drogi przez życie.
                Nie dążę tu do jakichkolwiek prostych wniosków. Po prostu podziwiam i te
                kobiety, które decydują się na dziecko, chociaż nie wiedzą, czy za rok będzie
                praca, czy mąż będzie wierny, czy będą mieli swoje mieszkanie itd, podziwiam też
                te, które wbrew ogromnej potrzebie spełnienia się w macierzyństwie nie decydują
                się na ten krok, choć mają stałego partnera, męża, czy nie męża, bo nie czują,
                że dziecko będzie miało prawdziwy i ciepły dom, bo czują, że coś jest nie tak.
                Na pewno nie podziwiam tych, które w rozpaczy obserwując rozpad ich związku,
                próbują posklejać to szybką ciążą.
                Nie wspominam o kobietach, które po prostu nie potrafią ułożyć sobie życia i
                zbudować stałego związku z mężczyzną, bo mają jakiś defekt w sobie. To jest na
                pewno niewielki odsetek.
                Jeśli chodzi o mnie, to ja włożyłam cały ogrom pracy w to, żeby utrzymać moje
                małżeństwo, ale dokonałam złego wyboru, bo mój mąż był zupełnie
                nieodpowiedzialnym człowiekiem i na nic się zdały wszystkie moje wysiłki. Teraz
                i owszem pracuję w nieco inny sposób: chodzę na psychoterapię, płacę za nią
                krocie i mam nadzieję, że ten wysiłek zmieni moje życie na lepsze, niekoniecznie
                na życie z facetem.

                Pozdrawiam
                • tricolour Re: Braki 13.02.05, 14:27
                  Oczywiście - masz rację. Jest wiele powodów, dzięki którym ludzie nie mają
                  dzieci, a chcą mieć.
                  Kiedy pisałem o umownej granicy 30 lat, o "brakach" i "winie", to liczyłem na
                  inteligencję forumowiczów, którzy nie potraktują tego DOSŁOWNIE. Że popatrzą na
                  siebie i dojdą do wniosku, że są odpowiedzialni za decyzje i zaniedbania. Tylko
                  o to mi chodziło.
                  Słowami "braki, wina" wsadziłem kij w mrowisko i dobrze. Oznacza to tylko jak
                  ta sprawa (własnej odpowiedzialności) jest ważna i zapominana.

                  Na innym wątku napisałem, że jestem winny za rozpad małżeństwa. Lwią część winy
                  biorę na siebie, ale nie całość, bo nie jestem szalony. O szczegółach trudno
                  pisać, bo wstyd.
                  Z pomocy psychologa korzystałam ze 3 lata. Regularnie. Efekty są wspaniałe, co
                  już pewnie sama zauważasz u siebie. Praca nad sobą nie jest łatwa, ale przynosi
                  tyle korzyści, że naprawdę warto.
                  A wiesz, że kiedyś wstydziłem się, że chadzam na terapię? Teraz nie.
                  Jak boli ząb, to idziemy do dentysty, a jak nawala cała głowa, to do
                  psychologa. No... coś trzeba zrobić, prawda?

                  Pozdrawiam.
                • tricolour Odpowiedzialność 13.02.05, 14:45
                  Wracam do tej odpowiedzialności. To, moim zdaniem, ważniejsza sprawa w życiu.

                  Chętnie przypinamy sobie medale za nasze sukcesy. Za mądre i zdrowe dzieci, za
                  nasze sukcesy, karierę itp.
                  Oczywiście, broń Boże, nie CHWALIMY SIĘ tym, bo nie przystoi. A moje pytanie
                  brzmi: dlaczego się nie chwalić, kiedy jest czym? Kiedy, po latach pracy
                  osiągamy cel, to rzecz jest godna pochwały z każdych ust, własnych też! Niech
                  nas inni naśladują, bo jest co!

                  Kiedy nam się nie wiedzie, ponosimy porażki, życie się wali, to kto jest za
                  taki stan rzeczy odpowiedzialny? Nikt? Los?
                  Jeżli nikt, to źle, bo nic nie możemy zrobić, tylko usiąść i płakać.
                  Jeżeli los, to podobnie. Trzeba czekać, aż COŚ się zmieni.
                  Ale można inaczej. Można zerknąć na siebie i próbować sobie przypisać winę, a
                  to już jest coś. Bo jak jest "winny", to są i przewinienia, które można zacząć
                  naprawiać i zmieniać. Już zaczyna coś się dziać... nie siedzimy z żalem w
                  sercu, nienawiścią do całego świata, agresją do ludzi. Nie marnujemy czasu
                  tylko zabieramy się za... siebie.

                  To tyle na temat "winy", "braków"...
            • barwa1 Re: Braki 11.02.05, 11:01
              dobrydzien napisała:

              > Jestem babą nie chcę nikogo urazić, ale ja też uważam, że dziewczyny po 30tce
              > bez dzieci maja jakieś braki, szczególnie jesli są w stałym zwiąku.

              Czy uważasz zatem, że każda kobieta powinna mieć dzieci? Mam inne zdanie. Nie
              wszystkie kobiety (i mężczyźni) powinni mieć dzieci. Z mojego doświadczenia
              wynika,że tak naprawdę niewiele z nas nadaje się do wychowywania dzieci. A
              dzieci to nie są przedmioty do posiadania. Znam kobiety, które mają dzieci, bo
              wypadało, bo już czas, bo "wpadły", bo chaciały zatrzymać mężczyznę. To
              okropne! Przedmiot - dziecko, przedmiot-mężczyzna!


            • fp Re: Braki 11.02.05, 11:01
              dobrydzien napisała:

              > Bardzo często gdy w końcu dochodzi tam do decycji o dziecku to facet zwiewa
              bo > okazuje się, że związek był fikcją...
              >


              -to ciekawe. to kto tu ma ten "brak"- kibieta ktora po kilku latach zwiazku z
              facetem chce z nim dziecka? czu facet ktory po kilku latach związku z kobieta
              na sugestie o dziecku zwiewa?
              bo ja w tym przypadku widze jeden brak : dojrzałosci/odpowiedzialności tegoz
              faceta wink).

              na pewno brak dziecka obciąży bardziej kobietę. bo facet może zawsze
              przeskoczyć na kilkanaście lat młodszy kwiatek zdolny do rozmnazania jeszcze
              przez lata...
              i w takim kontekście wygrywaja te dziewczyny które młodo wpadły z głupoty, a
              potem się rozwiodły... smutne ale prawdziwe.
              • dobrydzien Re: Braki 11.02.05, 11:05
                Może brak nie jest właściwym okresleniem ale umiejętnośc zbudowania takiej
                relacji w której dwoje ludzi pragnie dziecka.
                • fp Re: Braki 11.02.05, 11:22
                  oksmile) to już lepiej brzmi. tylko, że jak napisałam- do tego trzeba dwóch stron
                  w związku.... i dojrzałości obu. a od kogo uczymy się tych emocjonalnych
                  relacji?-od swoich rodziców... co jesli oni zle nauczyli? -uczysz sie sam i
                  zajmuje ci to duzo czasu zanim spotkasz tego "wlasciwego".
                  a przeciez wiele ciąż to wpadki...i to z premedytacją...
                  - więc segregowanie, że np 30-tka: bez dziecka jest gorsza np od tej która
                  która zrobiła na siłe dzieciaka z byle kim -jest.... no własnie...


                  wątek jest o dziewczynie z dzieckiem , która szuka faceta dla siebie.
                  nie o szczesliwym małżństwie z uśmiechniętymi bobaskami.
            • princessa_74 Re: Braki 17.02.05, 12:35
              Wyobraż sobie Dobrydzień, że czasami a może nawet w większości przypadków,
              kobiety nie decydują się na dziecko przed 30-tką bo mają również swoje ambicje:
              studia, praca, doskonalenie zawodowe (a jaka jest sytuacja na rynku pracy,
              dobrze wiemy). To nie jest przywilej wyłącznie mężczyzn. Czy z kolei to
              wyklucza zawarcie związku małżeńskiego? Czy jedynym celem kobiet ma być
              złapanie męża, szybkie urodzenie dziecka i prace domowe??
              Broń Boże nie potępiam młodych mężatek, młodych mam, samotnych mam. Różnie się
              w życiu układa, nie ma na to reguł, nie ma złotego środka. Nie wytykajmy sobie
              jednak nawzajem "braków".
              • dobrydzien Re: Braki 17.02.05, 12:54
                Każdy ma jakieś "braki" i problemy ja oczywiście też. Trzeba nauczyc sie z tym
                żyć.

                Nie wytykam żadnych braków tylko mam takie poglądy.
                Jesli Ciebie uraziłam to przepraszam.

          • barwa1 Re: Braki 11.02.05, 10:54
            Oj tricolour! Nikt nie obarcza ciebie za te braki. Tobie też wiele brakuje:
            choćby empatii. Jakże łatwo oceniać innych. Mam 45 lat, nie jestem maszkaronem,
            wyższe studia i mam poczucie,że nie nadaję się do relacji z facetami. Szukałam
            WŁAŚCIWEGO, ale okazało sę, że ja nie jestem właściwa. I co? Oczywiście jestem
            sobie winna!!! Pewnie mam jakiś defekt. Mężczyźni z mojego życia byli pewnie
            bez braków (tak jak ty?)!! Odpowiadam za swoje życie sama i już nikogo nie będę
            szukać. Bo ile można. Nie przyszło ci do głowy, że bycie z kimś zależy od obu
            stron?
            Pozdrawiam
            Wybrakowana
            • tricolour Re: Braki 11.02.05, 10:57
              A które z moich zdań, to ocena? Podzia na lepszych lub gorszych?

              Poza tym temat wzbudza spore emocje!! A dlaczego? Może zalatuje prawdą... bo nie
              ekscytujemy sie tak łatwo bzdurami...
              • barwa1 Re: Braki 11.02.05, 11:08
                To racja, że są emocje i prawda też. Chćby o tym jak wszyscy pragniemy dobrych
                relacji z innymi, jak nikt nas nie nauczył jak dbać o relacje, jak je tworzyć.
                Prawda o tym jak nam przykro,że sobie z tym nie radzimy, jak nam wstyd
                (nierzadko), że nie umieliśmy poprostu (jak to tricolour nazwał) mieć partnera.
                A jeszcze jest jedna prawda: o tym, że patrzą na nas dzieci, inni młodzi
                ludzie. I uczą się od nas "tworzenia" relacji z płcią przeciwną....
                • tricolour Re: Braki 11.02.05, 20:40
                  Właśnie!

                  Nasze dzieci uczą się od nas nieumiejętności. Może to przewrotnie brzmi, ale
                  nasi rodzice też nie nauczyli nas wielu rzeczy, a powinni... chyba.

                  Ale dopiero wtedy zaczniemy zmieniać cos w sobie, kiedy uświadomimy sobie, że
                  mamy owe "braki".
                  Gdy się ich wyprzemy, nie zauważymy, to niczego nie zrobimy dla siebie, bo nie
                  będzie motywacji, powodu.

                  Jezu, ale się wymądrzam... lepiej już sobie pójdę ....
          • princessa_74 Re: Braki 11.02.05, 12:14
            Wina oczywiście MOJA, bo zakochałam się w nieodpowiedzialnym człowieku i
            karmiłam się sama nadzieją, że dojrzeje, że sie zmieni. Ale proszę nie zadawaj
            pytan w stylu kto jest winny za brak czterech kątów, spłycasz kolego.
            • bursztynowe Re: Braki 11.02.05, 16:26
              W pewnym sensie masz racje. Tak jak zresztą każdy kto znajdzie sobie nie
              pasujacego do siebie partnera. No bo kto go sobie wybrał, prawda? Czasy swatek
              i kojarzenia małżeństw już w dzieciństwie mamy chwalebnie za sobą. Problem w
              tym, że nasze wybory dokonywane są nierzadko podświadomie. Odpowiada nam
              partner który nijak do nas nie pasuje, ze związku z którym nic nie bedzie. Mimo
              to brniemy w to, w nadzei ża nas to nie spotka, że nam się uda, że on/ona się
              zmieni (albo odwrotnie - nie zmieni)

              W pierwszym związku nic nie wiemy (w tym w sensie, że nasze oczekiwania sa
              bardzo idealistyczne, a wiedza o zyciu mocno uboga). Po pierwszym związku wiemy
              już czego NIE CHEMY. Po drugim związku wiemy czego nie chcemy. Wiemy już tez
              CZEGO CHCEMY. Z tego wynika, że trzeci związek pownien być najlepszy i
              najtrwalszy, bowiem mamy już odpowiednie kryteria doboru partnera.

              Często jednak zamieniamy jednego niewłaściwego partnera na kolejnego, dokładnie
              takiego samego. A potem skarzymy się na los, ze tak nas doświadcza, że każdy
              facet/kobieta do świnia/suka itp. I tu niejako leży nasza "wina"...
      • kr_kap Re: pytanie głównie do panów... 13.02.05, 00:09
        No skad. Jaki tam osobliwy. Trzydziestka cie zaskakuje, rozwijasz sie zawodowo,
        naukowo, finansowo i inne -owo, z partnerem wijecie sobie gniazdeczko, zeby
        dziecko miało cieplutko jak już przyjdzie, w bliżej nieokreślonej przyszłości, a
        tu bęc, czwarty krzyżyk. Potem faktycznie deficyt, taki bardziej fizjologiczny
        bym powiedziała, biologia jest nieubłagana.


    • india8 wątek ucieka, a szkoda 12.02.05, 13:40
      Hej!
      Takie ważne pytanie, a tu sie wątek rozmyłsmile

      Podobnie jak Ty, montezka, mam wrażenie, że moja dwójka dzieci raczej
      przyciągać nie będzie. Mimo że urocze są, szczęśliwe i zadbane.
      Moi męscy znajomi twierdzą, że ze znalezieniem kolejki adoratorów problemu nie
      będzie. I tu się z nimi mogę zgodzić. Na kolację przy świecach dzieci ciągać
      nie będę. Jednak, kiedy myślę o czymś poważniejszym (na razie tylko
      teoretycznie) nie mogę sie oprzeć wrażeniu, że rynek wtórny i to z
      przyległościami, to niełatwe wyzwanie. Ale z drugiej strony może to być w końcu
      najlepszy straszak na piotrusiów panów i innych chłopczyków, co to im się po
      kilku miesiącach/latach odwidzi.

      Tak czy owak bardzo mnie interesuje zdanie płci przeciwnej. Nie tylko
      oczywiście.smile))))))))))))))))))))))))))
      • tricolour Re: wątek ucieka, a szkoda 12.02.05, 19:13
        Płeć przeciwna jest jak najbardziej za dziećmi.
        Te dzieci wpatrują się w nas jak w obrazek. Aż się zimno robi, kiedy uświadomimy
        sobie, że możemy nie sprostać roli ojca...
    • kasiar74 Re: pytanie głównie do panów... 12.02.05, 15:25
      ja nie jestem co prawda panem ale za to jestem mamą z dzieckiem. Wczesniej tj.
      przed wyprowadzeniem się męża myslałam, że dziecko będzie dla innych facetów
      problemem. Wynikało to pewnie z tego że mój piwerwszy flirt internetowy skonczył
      się ponieważ gość bał się ponownie wiżać z kobieta z dzieckiem. Wychowywał nie
      swoje dziecko, wiedzial czym to pachnie i sie wycofał. Nie dziwie sie wcale ale
      zabolało i jakos utwierdzilo mnie w przekonaniu ze dziecko jest dla facetów
      problemem. Teraz juz po 8 meisiacach po rozstaniu z mężem widze że dla naprawde
      wielu mężczyzn dziecko nie jest żadnym problemem. Mało tego zapewniają mnie ze
      uwielbiaja dzieci i opowiadaja o swoich doswiadczeniach z dziecmi. /jestem miło
      zaskooczna, ale poki co żadnego z nich nie poznałam z córka bo jeszcze nie
      jestem pewna co zrobie ze swoim malzenstwem. Za to teraz wiem, ze to naprawde
      nie ma takiego wielkiego znaczenia i nie ma żadnej korelacji pomiedzy tym czy
      kobieta bedzie z kims w zwiazku czy nie a tym czy ma dziecko. Jest wiele młodych
      pieknych i samotnych kobeit i sa też szczesliwe w nowych zwiazkach rozwódki z 3
      dzieci. Jak zwykle w takich sprawch nie mazadnych reguł.
      • india8 Re: pytanie głównie do panów... 12.02.05, 20:52
        No to mnie zaskoczyłaś. Miłe tosmile))))))))))
        Uściski
Pełna wersja