maciek19651
19.05.05, 16:14
Czesc!
Trafilem na to forum w momencie, w ktorym moje zycie skomplikowalo sie
bardziej niz kiedykolwiek wczesniej...
Chcialbym podzielic sie z Wami pewna historia. Licze, ze bogatsi w
doswiadczenia zyciowe, pomozecie mi znalezc odpowiedzi na kilka pytan, z
ktorymi nie potrafie sobie poradzic.
Postaram sie strescic cala opowiesc, na tyle, aby Was nie zameczyc i
jednoczesnie opisac najwazniejsze.
Zaczelo sie standardowo, wiele lat temu, dwoje mlodych ludzi postanowilo sie
zwiazac wezlem malzenskim. Mieli za soba kilka lat zwiazku, wspolnego
mieszkania i obfitujacego w wieksze lub mniejsze problemy zycia.
Nie wyszlo to najlepiej, bo po bardzo krotkim czasie wszystko sie posypalo...
ona odeszla, postanowila poszukac szczescia z kims innym.
Po pewnym czasie i ja spotkalem kogos z kim dosc szybko zdecydowalem sie
zwiazac.
Ponownie wzialem slub.
W miedzyczasie moja byla zona troche eksperymentowala, az wreszcie znalazla
tego wlasciwego.
No i w zasadzie tak moglo sie skonczyc. Wszyscy zyli bysmy dlugo i
szczesliwie.
Ale jednak nie. Troche sie poplatalo.
Myslalem, ze nic mnie nie laczy z byla zona.
Myslalem, ze kiedy zdecydowala sie odejsc, a ja nie protestowalem to tak
mialo byc. Ze bedziemy bardziej szczesliwi decydujac sie na rozstanie, bo
widocznie nikomu nie zalezy i nikt z nas nie chce sie dluzej meczyc.
Niestety, po pewnym czasie dopadly mnie przemyslenia i dziwne uczucia.
Zaczely powracac wspomnienia, obrazy z przeszlosci, tesknota, a to wszystko
wzmocnil niezbyt udany drugi zwiazek. I tak narastalo to wszystko w glowie, z
jednej strony przypominajac o dobrych chwilach, ktore minely. Z drugiej
strony problemy nowego malzenstwa coraz bardziej trudne do ogarniecia jeszcze
bardziej wplywaly na idealizowanie pierwszego zwiazku i powodowaly ucieczke w
przeszlosc.
No i stalo sie! Jakis czas temu okazalo sie, ze nowy zwiazek mojej bylej zony
rozpadl sie.
Tym razem facet postanowil sobie poszukac nowego Szczescia.
Niestety, zostawil laske z synkiem i zapomnial o temacie.
Spotkalem ja niedawno. Dziewczyna usmiechnieta, chociaz pewnie nie jest jej
latwo.
Porozmawialismy szczerze. Wniosek, ktory sie nasuwa jest bardzo interesujacy.
Wyglada na to, ze oboje nie potrafimy zapomniec o tym, co nas laczylo.
Prawde mowiac, to nadal trwa. Nadal jestesmy sobie bliscy.
No i tu sie tak naprawde zaczynaja schody.
Mowi sie, ze nie mozna drugi raz wejsc do tej samej rzeki.
Ale czy zawsze tak musi byc? Czy powrot do poprzedniego ukladu nie ma szans
powodzenia?
Z drugiej strony... czy zawsze idealizujemy swoje poprzednie zwiazki?
Czy w momencie, gdy sie okazuje, ze znowu sie nie uklada wspominamy dobre
chwile z przeszlosci i wmawiamy sobie, ze kiedys bylo lepiej i chetnie bysmy
do tego wrocili. A moze tylko ja tak mam?
Niektorzy ludzie chyba po prostu nie potrafia budowac udanych zwiazkow. Byc
moze, zmiana ukladu, powrot do poprzedniego i podjecie proby poukladania
wszystkiego jeszcze raz, z nowymi doswiadczeniami i madrzejsza glowa nie ma
szans mimo wielkich checi.
Byc moze jednak uklad okolicznosci czasem sprawia, ze realna staje sie szansa
naprawienia bledow i rozpoczecia wszystkiego jeszcze raz...
Pozdrawiam
Maciek