Dodaj do ulubionych

brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kolei)

17.06.05, 23:07
sory ze tak to dziele ale pisze w domu i mam problem z laczem, a nie dam rady
napisac tego znowu...

Wrocil do domu. Stwierdzilismy, ze bedzie ciezko. Bylo. Ja taka w ogole jak
nie ja - przygaszona, zamyslona, ale staralam sie jakos trzymac i nie
rozpamietywac tych przezyc (co oczywiscie tak od razu bylo niemozliwe)Zeby
bylo jasne ja do tej kobiety nic nie mam :wiem jak sie na tym forum czesto
klamienuje kochanki, ale to zupelnie nie moj styl. Mysle, ze kobieta sie
naprawde zakochala i tez bardzo ja to bolalo (boli?) A teraz final. Po 3
tygodniach (dopiero co zaczelam przesypiac wreszcie wiekszy kawalek nocy) -
pewnego wieczoru wysyp sms-ow do niego. i podskorne przeczucie, ze cos sie
dzieje (to juz sie wie - intuicja nagle jest sprawna jak cholera). Nastepnego
ranka BEZ ZADNYCH WYRZUTOW (szok - co sie ze mna stalo) sprawdzilam jego
telefon. Od gory do dolu wiadomosci (baaardzo romantyczne i pikantne) od...
NOWEJ DZIEWCZYNY. TAK WLASNIE. A potem on wyszedl z laziemki i sie przerazil,
dlaczego ja sie tak trzese. a ja sie caly dzien nie moglam wyprostowac tak
mnie cos nerwowo bolalo. I to juz jest koniec. i tej banalnej historii i tej
ajlawki mojego zycia. Miala to byc ambitna literatura - dostojewski minimum,
a wyszedl tandetny harlekin. I chyba to wlasnie dobilo mnie dokumentnie. Caly
moj swiatopoglad, wartosci, wszystko co skladalo sie na moja osobowosc sie
rozpierdolilo. Mam 30 lat i nie wiem kim jestem. I sama sobie powtzrzam dzien
w dzien co zawsze mowilam innym gdy mieli dola: sa na swiecie prawdziwe
dramaty i nieszczescia, ktos zginal w wypadku, ktos ma chore dziecko, komus
ucielo noge TO SA PRAWDZIWE DRAMATY. I wiecie co - nie pomaga. poi raz
pierwszy nie pomaga nic. Sa rozne sytuacje zyciowe ale mysle ze nawet rozstac
mozne sie bez takiego bagna w jakim tkwie po szyje. i to bagno, ten caly syf,
te klamstwa i oszustwa wykonczyly mnie najbardziej. Sa tez najbardziej
sprzeczne z moja idealistyczna wizja swiata. A on mnie znal i moja wrazliwosc
tez i wiecie co -nie rozumiem dlaczego w tak syficzny sposob to zakonczyl.
Jeszcze mi powiedzial, ze bardzo duzo mu dalam i uksztaltowalam go bardzo. Ze
zawsze bylismy przyjaciolmi i chcialby to ocalic. Nie zycze nikomu (jemu tez)
takich przyjaciol.
i nie wiem jak mam sie z tego szamba wygrzebac. Nie mam pomyslu. Wyje. Cala w
srodku wyje.

Przepraszam ze tak dlugo. I tak bylo bez didaskaliow.
Obserwuj wątek
    • tricolour Gotowców nie ma... 18.06.05, 00:13
      ... żadnych sekretnych sposobów też nie. Jedyne, co zostaje, to cierpliwość,
      próba skupienia się na codzienności.
      Za jakiś czas bedzie lepiej... inaczej się chyba nie da...
    • jarkoni Re: życie... 18.06.05, 10:03
      to życie a nie brazylijski serial...Na mój malutki rozumek Kubusia Puchatka to
      facet, który chce mieć ciepłą przystań i poczucie bezpieczeństwa, oddaną
      kobietę która dba, kocha i o nic nie pyta i poza tym hmmm TOTALNĄ
      WOLNOŚĆ..Jasne że mu się zdarzą wpadki i kobieta się dowie, ale spoko, miesiąc
      płaczu i kwiatów i zapewnień i znów jest moja...I znowu hulaj dusza..Do
      następnego razu, a co mi tam..Nawet jak się zorientuje to mam przecież gotowy
      scenariusz(vide wyżej)..
      Chyba nie da się tak żyć, mówię o kobiecie, bo on pewnie cały happy, i
      manipulant z niego niezły skoro już raz udało mu się namówić phokarę do
      powrotu...
      W sumie mam nawet szacunek do takich kolesi, chciałbym tak umieć, tak zawładnąć
      psychiką kobiety..To niesamowite, przestajecie widzieć rzeczy oczywiste,
      tłumaczycie i usprawiedliwiacie najgorsze świństwo, kochacie mimo kopniaków,
      wracacie albo pozwalacie wrócić jemu po to, żeby znów kopnął..To jest wręcz
      nieprawdopodobne...
      Lady Phokara, co Pani robi dziś wieczorem?Może wyjdziemy gdzieś razem?
      Kino,teatr,filharmonia,trywialny pub?Rozmowa,kwiaty,kradzione pocałunki?Co Pani
      na to??
      • jarkoni Re: życie... 18.06.05, 10:18
        ps już o tym pisałem i zgadzam się z Tobą, mnie ostatnio pomagają i wspomagają
        filmy typu Helikopter w ogniu, Szeregowiec Ryan czy rosyjski Wojna(thanks M)...
        Uświadamiają mi, że nikt do mnie nie strzela, nie podkłada bomb, mam dach nad
        głową i mam co jeść...Na miarę obecnej cywilizacji gdzie prawie połowa
        ludzkości albo głoduje ale żyje za minimum to hmmm powinienem być
        szczęsliwy...Czemu nie jestem?
        i ps 2...anja to nie był przytyk do Ciebie (teraz mi się skojarzyło i dlatego
        wspominam)..Po prostu czasem dziwnie się czuję słuchając biednych,
        skrzywdzonych, zostawionych bez grosza kobiet pielących ogród przed willą,
        rozpalających w kominku czy też czyszczących basen albo woskujących Mercedesa...
        Na zasadzie: fuck muszę posprzątać 3 łazienki na każdym piętrze...
        Pewnie zostanę zagryziony, przeżuty i wypluty...
        Hmmm Lady Phokara co z tym wieczorem??
      • phokara Re: życie... 18.06.05, 11:08
        jesli zycie pisze podobne scenariusze to ja chrzanie glowna role w takim
        serialu. Az takiego talentu do roli niewolnicy isaury to nie posiadam. Co do
        faceta to nie chcialabym go oceniac z gory na tym forum, nie jest mi to
        potrzebne, sama staram sie unikac wylewania pomyj po co to komu. Kawal zycia z
        nimn przezylam i tego czasu nikt mi niestety nie zwroci a reszta ma znaczenie
        drugorzedne. Ciezko mi tylko zrozumiec czemu tak sie stalo (ja raczej nie
        naleze do slabych, zaslepionych panienek, ktorymi mozna manipulowac). Jeszcze
        pewnie sytuacja zbyt swieza zeby obiektywnie to oceniac ale wydaje mi sie ze ja
        go po prostu wyidealizowalam, jak wiele spraw w zyciu. Przypisalam mu cechy,
        ktorych zapewne nigdy w sobie nie mial i swoje wartosci, ktorym pewnie nie
        umial sprostac. zalozylam a priori, ze pewne sprawy sa oczywiste i kazdy do
        nich podchodzi na maksa jak ja. i tu niestety widze swoja glupote
        bezbrzezna.Nawet sie dziwie bo wyznaje filozofie, ze kazdy jest inny i ma do
        tego pelne prawo. tylko inny nie znaczy od razu, ze zly... Jak czytam posty z
        tego forum o zaganianiu facetow do prac domowych to tak sobie mysle, ze
        powinnam sie tego nauczyc, bo w tej kwestii jestem chyba z innej planety.
        jakbym troche wymagala od tego faceta to moze nie mial by tyle czasu i energii
        na lajdactwa. duzo sie chyba musze jeszcze nauczyc. no i charakter zmienbic.

        Jarkoni, w kwestii wieczorynki z pocalunkami. Mam teraz w istocie problem z
        poczuciem wartosci, ale nie az taki. Randke juz mam zorganizowana. Z butelka
        ballantines'a. Wiec beda pocalunki z wsysem i do dna.
        Ale dzieki, bede o Tobie pamietac w przyszlosci, jakby co.
        I wlacze sobie Helikopter w ogniu, taka nawalanka jest lepsza niz harlekin.

        Dobrej soboty zycze wszysktim. A sobie zeby weekend szybko minal.
        • clio11 Re: życie... 18.06.05, 21:43
          Heh, ballantinesa nie polecam na tzw "urżnięcie". Jeśli już naprawdę tego
          chcesz-to jakaś czysta wódka. 1/2 z sokiem (sok w/g uznania). Masz rację. To
          jest świetny środek (alkohol) znieczulający. Ale doraźny. Musisz mieć kontrolę.
          Nad stresem albo alkoholem. Powodzenia.
          • phokara Re: życie... 18.06.05, 22:00
            ja jednak jestem od zawsze 'whiskowa' czysta mi nie sluzy. Wlasciwie nic mi
            ostatnio nie sluzy...
            No i znow zaczelam sie spotykac z Marlboro intensywnie. Cholera zycie jest
            niezdrowe. A potem sie umiera... glupio pomyslane.
            • bezecnymen Re: życie... 18.06.05, 22:02
              osobiście uważam, że umrzeć jest lepiej na coś, niż nie wiadomo czemu, np. ze
              starości
              a propos
              tylu sławnych ludzi już zmarło, a ja się też źle czuję tongue_out
              • phokara Re: życie... 18.06.05, 22:55
                zgadzam sie. Jakis rockowiec kiedys powiedzial w wywiadzie, jak go pytali czemu
                tyle jara: Jak juz musze na cos umrzec to niech to przynajmniej bedzie cos co
                lubie.

                To lepsze niz zejsc ze smutku. Wiec zdrowie wszystkich
                • jarkoni Re: życie... 19.06.05, 02:13
                  łyskacz i marlboro, mniam...Niech żyje bal..Drugi raz nie zaproszą nas wcale..
                  • scriptus Re: życie... 21.06.05, 13:24
                    Podobno alkohol spożywany z umiarem nie szkodzi w dowolnej ilości wink))))

                    Nam, po 40 lekarze zalecają po jednym koniaczku dziennie na serce, czerwone
                    wino na krwinki, białe na wątrobę, piwo na nerki, (jak ktoś ma dwie, to
                    wiadomo, że musi dwa piwa wypić), a oprócz tego, wiadomo, mała wódeczka do
                    obiadku wspomaga trawienie. Wieczorkiem, jedno piwko pomaga zasnąć, a rankiem
                    jedno przegania ewentualność kaca ;DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDd
                    • bezecnymen Re: życie... 21.06.05, 14:49
                      no popatrz...a ja do dziś nie wiedziałem, dlaczego po jednym piwie czuję
                      niedosyt big_grinDDDDDDDDDD
                      • scriptus Re: życie... 21.06.05, 15:38
                        Czyżbyś też miał dwie nerki? ;P
        • kasia9873 Re: życie... 20.06.05, 14:40
          Phokara.
          Czy twój facet nie jest przypadkiem bratem bliźniakiem mojego męża? Wszystko co
          napisałaś przerabiałam kilka lat temu z moim byłym mężem.Z tym, że przez moją
          historię przewijały sie jeszcze wątki sensacyjne, bo mój mąż próbował
          skutecznie się mnie pozbyć.
          Sytuację masz ciężką, ale wiem jedno alkohol nie przyniesie poprawy. Ty się po
          prostu musisz obudzić z letargu w jakim się znalazłaś, zamknąć ten rozdział
          swojego zycia, narysować długą czerwoną linię i zacząć życie na nowo. Nie
          rozstrząsaj tego co się stało, nie rozpamiętuj poszczególnych zdarzeń, bo
          będzie jeszcze bardziej bolało. Nie użalaj się nad sobą, bo nie będziesz w
          stanie przestać płakać. Jeśli masz kogoś bliskiego, komu możesz się wygadać to
          zrób to raz i więcej do tematu nie wracaj. Wyjdź do ludzi i spójrz na ich
          problemy, a wtedy przestaniesz myśleć o swoich. Wbrew wszystkiemu zacznij się
          uśmiechać. Za oknem takie piękne słońce i tak bardzo chce się żyć.
          Trzymam za Ciebie kciuki.
          Pozdrawiam
          Kasia


          • phokara Re: z˙ycie... 20.06.05, 15:05
            kasiu
            z tego co wiem moj ex nie ma brata blizniaka (brata - tez po rozwodzie, a i owszem....)
            Mysle, ze tutaj duzo historii jest malo odkrywczych, co w sumie nie prowadzi do
            optymistycznych wnioskow. Zastanawiam sie czy jest tu jakis facet tak pieknie wyrolowany czy
            az taka tandeta zdarza sie tylko naszej ploci.. (No niech sie posypia te kamienie, faceci ...)

            Alkohol szkodzi zdrowiu ale pomaga zyciu - ale tak naprawde to nawet nie chce mi sie pic... Ani
            jesc. Ani spac. Ani pracowac. Ani sie lenic. Nic a nic mi sie nie chce... No ale dopiero miesiac
            minal... i ksiezyc wzeszedl nad dworem ufff.

            Slonce. A co to takiego?
            • polna_skrzatka Re: z˙ycie... 20.06.05, 15:40
              Phokarko mila,

              zycie zaczyna sie ponoc dopiero po trzydziestce, co moge osobiscie poswiadczyc!
              A czyz moze byc lepszy start w nowa epoke niz z pozycji wolnego strzelca?

              Wiec usmiechnij sie, zaciagnij na zdrowie (mniam mniam, rzucilam palenie pol
              roku temu i od tamtej pory codziennie marze o malborasku wink)) i uwierz, ze od
              dzis zycie bedzie coraz piekniejsze, bo bez (bardzo ciezkiego w Twoim
              przypadku) balastu. Jak juz zaczniesz widziec slonce, to wszystko zacznie sie
              ukladac samo smile
            • kasia9873 Re: z˙ycie... 20.06.05, 16:14
              Myślę, że nie tylko my kobiety cierpimy przez swoich byłych. Mężczyznom też
              trafiają się okropne baby i chyba właśnie tacy mężczyźni trafiają na to forum.
              Poczekajmy, aż odezwie się Bezecny on zawsze ma coś do powiedzenia w
              temacie "złych kobiet".
              Co do słoneczka, to naprawdę ładnie świeci, przynajmniej za moim oknem. Jeśli
              jeszcze nie zdążyłaś poznać, to jest to żółto-złota kula, która wieczorem staje
              się bardziej pomarańczowa, czasami czerwona, aż wreszczie znika za horyzontem.
              Zachód słońca najfajniej ogląda się nad morzem. Wilgotnie ciepły piasek,
              bezkres horyzontu , pan i pani wtuleni w siebie (można też solo) patrzą na
              ostatnie promienie słońca, a niebo jest tak piękne.......
              Uśmiechnij się.
              Kasia
              • phokara Re: z˙ycie... 20.06.05, 17:10
                dzieki dziewczyny.
                Ja wszystko niby wiem i rozumiem... Zycie moze sie zaczynac i po 50 -tce, (albo dwoch)
                Kasia, ja sama bylam 'sloneczkiem' bardzo dlugo i swiecilam pelnym blaskiem. teraz nie ma nic.
                po prostu. Wszystko przyjdzie z czasem.... cholera, staram sie w to wierzyc. Miesiac po to dla
                mnie za malo zeby dostrzegac cokolwiek - to jest taka bardzo swieza rana, jeszcze nie sposob
                zatamowac rozpaczy. Ja juz o tym chyba pisalam - ja jeszcze do tej pory sama NIE WIERZE w
                to co sie stalo. To dopiero do mnie wlazi do srodka, wpycha sie samo, choc miejsca wydaje mi
                sie juz nie ma. Ale gdzie tam - na chama, po trupach rózne sytuacje, slowa, obietnice... kiedy
                pekne? Pewnie wcale. Tylko co ze mnie zostanie gdy sie ta cala nawalnica przewali. Wole nie
                myslec.

                I kim byl facet, z ktorym przezylam ponad 6 lat? No bo nie wiem. Teraz juz nie wiem. I to jest
                straszne, bo wydawalo mi sie, ze znam go najlepiej i akceptuje po calosci. Kurwa, ja tego nie
                rozumiem. Nie jestem glupia, nie jestem nudna, nie strasze, nie marudze, nie wymagam, nie
                czepiam sie, nie oplatam jak bluszcz. On mi zawsze klarowal (puchnac z dumy) jaka to jestem
                wyjatkowa i plakal nad swoimi kolegami, co to mieli zony albo cholery albo co innego. A ja
                murem za moim ukochanym: czy jeczy czy dreczy i na powaznie i na wesolo i do tanca i do
                rozanca. I co? Zmeczenie materialu? Zapewne. Nowosci sa zawsze bardziej inspirujace tego nikt
                z nas nie przeskoczy .... po prostu okazal sie 'malym' czlowiekiem? Dlaczego tego nie
                widzialam? Powaznie sie zastanawiam co jest ze mna nie tak. Co takiego starsznego zrobilam
                w poprzednim wcieleniu . Czyzbym byla mezem co rabie wszystko co sie rusza na boku. No
                chyba, ze tak...
                • polna_skrzatka Re: z˙ycie... 20.06.05, 17:25
                  najgorsze co teraz mozesz zrobic to zaczac szukac winy w sobie, a
                  niebezpiecznie zblizasz sie do tego momentu. Zacyznasz sei zastanawiac "czemu
                  nie widzialam", "a zaslepiona bylam", "a moze za dobra" itd. itd.

                  NIE JESTES WINNA! Niewazne czy on zawsze byl dupkiem, czy dopiero teraz sie nim
                  stal. Po prostu tak wyszlo. Sprobuj szukac dobrych stron. Np. ze dobrze ze po 6
                  latach, a nie po 20, ze dobrze ze masz dopiero 30 lat i jestes inteligentna,
                  mloda i, z pewnoscia, atrakcyjna kobieta.

                  Fortuna toczy sie kolem, i choc to banal, to w zyciu sie w zyciu sprawdza.
                  Czasem trzeba przejsc przez swoja droga krzyzowa zeby dojsc wreszcie do raju wink

                  A doraznie szukaj dla siebie zajec dajacych satysfakcje. Moze cos, na co nigdy
                  nei mialas czasu. Moze odswiezajacy fryzjer, moze karnet na silownie smile

                  nie daj sie smile
                  • phokara Re: z˙ycie... 20.06.05, 17:45
                    Fryzjer byl juz grany. Sciachalam sie na chlopaka, wiec juz nie jestem blond spanielem. Na
                    silownie nie mam sily (i nie lubie, a nie robie rzeczy, ktorych nie lubie) .. jeszcze sie musze
                    troche 'upodlic' - fajki na sniadanie, obiad i kolacje.
                    No i chyba pora kupic nowy korektor pod oczy bo wory mam tam na 5 kilo ziemniakow...

                    Tak to prawda, szukam winy w sobie. To ze nie jestem winna nie oznacza jeszcze, ze jestem
                    niewinna... Zreszta nie wiem.
                    Ja mam teraz niestety stan kompletnej PANIKI i nie jestem w stanie tak naprawde myslec
                    logicznie.

                    I bardzo zaluje, ze jestem inteligentna. Zawsze chcialam byc piekna i glupia. Nie mialabym
                    wtedy zadnych problemow, a z wlasnej glupoty nie zdawalabym sobie sprawy. Jak zreszta z
                    wiekszosci rzeczy.

                    pozdrawiam cieplo
                    p.

                • kasia9873 Re: z˙ycie... 20.06.05, 17:55
                  Nie jesteś niczemu winna. To miłość jest ślepa. Odbiera rozum, odbiera wzrok,
                  człowiek żyje jak w malignie, a później budzi się z letargu i widzi wokół
                  siebie pustkę.
                  Musisz przestać o nim mysleć, nie rozstrząsać na nowo tego co było, nie
                  zastanawiać się gdzie popełniłaś błąd, bo to jeszcze pogarsza i tak trudną
                  sytuację. Idź do przodu i nie oglądaj się wstecz.

                  A może by tak na osłodę truskawki z bitą śmietaną? Są pyyyyyyyyyyszne. Polecam.

                  Trzymaj się cieplutko i przestań płakać.
                  Kasia
                  • phokara Re: z˙ycie... 20.06.05, 18:00
                    dzieki.

                    Truskawki to pewnie nie (straszny mam scisk w zoladku...) ale moze jakis maly 'agressive
                    shopping' cos pomoze.

                    No to zakladam okulary przeciwsloneczne (tarcza ochronna) i jade po buty. w koncu to tez byla
                    zawsze moja wielka milosc.
                    pa
                    • polna_skrzatka Re: z˙ycie... 20.06.05, 19:02
                      phokara napisała:

                      > No to zakladam okulary przeciwsloneczne

                      i juz wiadomo dlaczego nie widzisz slonca .. to trzeba okulary zdjac wink))
                    • akacjax co do butów..... 20.06.05, 20:17
                      Przed
                      >>> > wystawą eleganckiego butiku stoi kobieta i ogląda buty.
                      >>> Podchodzi do niej
                      >>> > mężczyzna i mówi: - Kupię Pani te buty, jeśli się Pani ze mną
                      >>> prześpi
                      >>> > Kobieta pomyślała chwile i mówi: - No dobrze ale muszę Pana
                      >>> ostrzec że ja
                      >>> > nie lubię seksu. Poszli do niego, kobieta położyła się bez
                      >>> ruchu na łóżku
                      >>> > jak kłoda i tak leży przez cały stosunek. Kiedy koleś miał
                      >>> kończyć ona
                      >>> > zadarła do góry nogi i krzyczy: - O taaaak! Jeeest!
                      >>> Super! Na co koleś
                      >>> > zdziwiony: - Myślałem że nie lubi Pani seksu. - Nie lubię,
                      >>> ale strasznie
                      >>> > się cieszę na te nowe buty.

              • bezecnymen Re: z˙ycie... 20.06.05, 19:00
                czy ja kiedys o kimś powiedziałem, że to ''zła kobieta była''?
                moim zdaniem
                nie ma złych kobiet sa tylko nieszczęsliwe, nie ma brzydkich tylko niekochane
                z facetami jest podobniebig_grin
                a właśnie...odnośnie inteligencjismile
                dawno temu spotkałem dziewczynę, istny belfegor, chuda i płaska jak sztacheta,
                jednym słowem, koszmarna...obiekt kpin wszystkich .... nie facetów o nieee !
                wyobraźcie sobie tylko koleżanek smilepewnego miłego wieczorka siedliśmy na jednej
                ławce i..przegadaliśmy pół nocy....ależ to była mądra dziewczyna!
                od tamtej pory zweryfikowałem swoje poglądy odnośnie atrakcyjności niewiast smile
                pozdrawiam wszystkie smile
                • tricolour Ty uważaj... 20.06.05, 19:11
                  ... bo się okaże, że mądre są paskie i chude. I co wtedy?
                  • bezecnymen Re: Ty uważaj... 20.06.05, 19:13
                    są wyjątki smile
                    • polna_skrzatka Re: Ty uważaj... 20.06.05, 19:14
                      czy tutaj sami zwolennicy solidnie zawieszonych???
    • dobrydzien Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 20.06.05, 18:31
      Te kilka wspólnych lat były dobre, tego sie trzymaj to Twoja siła.
      Miłośc przychodzi i odchodzi, boli strasznie ale nikogo nie zmusisz do miłości.
      Wasz związek się skończył, co do stylu zakończenia nie jest on tak istotny,
      boli cię fakt że to KONIEC.
      Trzymaj się ciepło jeszcze wszystko przed Toba
      • phokara Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 20.06.05, 19:35
        Pierwszy raz sie kompletnie nie zgadzam. Nie boli mnie ze to koniec (nie to
        przede wszystkim). To nie byl moj pierwszy zwiazek, choc pierwszy, o ktorym
        myslalam, ze 'do konca'. Wiec wiem, ze mozna roznie konczyc nawet bardzo
        emocjonalne sprawy. Rozumiem, ze to indywidualne odczucia, ale dla mnie styl
        rozstania ma znaczenie i to spore. Bo niestety bardzo wplywa na postrzeganie
        wspolnych lat. Bo piekne przezycia to sa piekne troche same z siebie. Moglam je
        dzielic z kims innym. To byl wybor. Zwiazek to nie sa tylko chwile lewitowania
        nad ziemia prze 3 lata (chemia i feromony - cudne ale to moglam sobie pewnie
        fundowac co rok nowe). Nie wiem, jak to wytlumaczyc. To sie chyba u mnie jakos
        wiaze z poczuciem godnosci. Poza tym sory ale ten czlowiek mnie znal. Dokladnie
        wiedzial, ze mam fiola na punkcie zaufania i lojalnosci. Sam z tego czerpal
        wielka sile przez lata (choc nie zawsze sie z nim zgadzalam, szanowalam jego
        decyzje i stalam przy nim murem dzielnie). Ze milosc przychodzi i odchodzi, no
        coz, to prawda. Mysle tylko ze to pojecie znaczylo dla nas zupelnie cos innego.
        I nie dziw sie prosze, ze nie uwazam tych lat za dobre. Juz nie. Bo choc rozne
        mam doswiadczenia zyciowe (te nie milosne tez) nikt mnie az tak nie upokorzyl.
        To juz nie chodzi o zranienie uczuciowe (to zawsze boli i tak musi byc). To
        chodzi o zgnojenie jako czlowieka. Ja mam akurat taki charakter, ze uwazam, ze
        NIKT nie ma prawa tego robic. Nikomu i nigdy. Dalam szanse (ja naprawde mam w
        sobie duzo tolerancji) - nie wiem po co. I nie pamietam juz milych chwil, za to
        swietnie pamietam, jak siedzial ze mna twarza w twarz i oszukiwal mnie,
        okrutnie dosc. Uwierzylam. Ze podobno nie moze beze mnie zyc. Po 3 tygodniach
        juz chcial zyc z kolejna dama.

        No coz, ja juz pisalam, ze jestem idealistka. Moze stad sie bierze moje
        patrzenie na te sprawy. Kicz, blocko i tandeta to nie jest cos w czym umiem
        plywac.

        Nie bede sie trzymac tych wspolnych lat, bo nie da sie o nich pamietac bez
        grande finalle. A to zwlaszcza musze zapomniec, jezeli mam uwierzyc, ze - jak
        piszesz - wszystko jeszcze przede mna (pieknie brzmi uff)

        a co inni w tym temacie. czy naprawde styl zakonczenia nie jest istotny? To
        tylko ja taka przeczulona jestem?
        • hela74 Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 20.06.05, 20:00
          styl zakończenia jest bardzo istotny i pozwala bądź nie traktować później
          byłego partnera jak człowieka lub jak bydlę, tyle ja
        • polna_skrzatka Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 20.06.05, 20:02
          styl zakonczenia jest bardzo wazny, nawet jesli ktos nie zdaje sobie z tego
          sprawy. Bo to sposob pozegnania kreuje dalsze emocje: nadzieje ze powrot (a co
          za tym idzie wyczekiwanie jednej ze stron, czasem przeciagajaca sie w lata
          rozpacz), poczucie wartosci obydwu stron, relacje pomiedzy nimi, ktore w
          przypadku posiadania dzieci byc musza, stosunek do kolejnych zwiazkow itd.
          Mozna wymieniac bardzo duzo elementow, na ktore wplyw ma lojalnosc, tylko po co.

          Pomijajac kwestie zasadnicza, ze czlowiek zawsze powinien miec na tyle
          wrazliwosci, aby bedac z kims przez wiele lat, kochajac go kiedys chocby,
          potrafil nie ranic.

          Ale to tylko pobozne zyczenia. Ludzie zawsze beda chcieli cos uszczknac,
          sprobowac, sprawdzic, bo moze sie uda. I czasem lepszy mocny koniec, bo zamyka
          furtke. Jest ciezko, ale w koncu mija.

          Mogloby sie zdarzyc, ze gdybyscie rozeszli sie w mily i cieply sposob, Ty
          (jesli uczucie nie zniklo, a sadzac po reakcjach jeszcze nie wink) czekalabys na
          zmiane idealizujac go przy okazji.

          Ja wiem, ze utrata wiary w ludzi boli strasznie, ale nie zmieniaj sie w
          zwiazku z tym. Nie tarc spontanicznosci i lojalnosci, choc pewnie pokusa jest
          silna. Jestes wspaniala kobieta i nie trac tego przez jednego, malo
          wartosciowego pana.
          • bezecnymen Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 20.06.05, 21:16
            ostatnie słowa exi przed ostatnim wyjściem z domu:
            będiesz płacił od razu czy dopiero po sprawie?
            to jest kulturalne zakończenie czyż nie tak?
            • polna_skrzatka Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 20.06.05, 21:51
              mysle, ze takie rzeczy trzeba puscic mimo uszu. Niektorzy tak po prostu maja.

              Ja sie rozchodzilam z exem przy obopolnej zgodzie i w dosc harlquinowej
              (zgodnie z forumowa definicjawink)oprawie. Ale to ja zlozylam pozew, ktos w koncu
              musial wink Po zlozeniu wplacilam naliczona przez sad oplate, dosc zreszta
              niewygorowana. Po orzeczeniu rozwodu sad odczytal, ze pan X jest zobowiazany
              wniesc druga czesc kosztow czyli pozostale 300 zl. Po wyjsciu z sali moj ex z
              nieskrywanym oburzeniem zapytal swojej adwokat (ja bylam bez adwokata, on
              mial "na wszelki wypadek") "dlaczego ta JA mam palcic?" Dla ogolnego rozeznania
              dodam, ze podzial majatku zrobilismy wczesniej u notariusza, a raczej ja
              podpisalam zgode, ze zrzekam sie udzialow w majatku wspolnym.

              Nie skomentowalam, nie obeszlo mnie to specjalnie, glownie zapewne z tego
              powodu, ze nie odczuwam zebym, cos mu wydarla, a wrecz przeciwnie. Ale dalej go
              szanuje za wiele rzeczy i dalej mamy normalne stosunki, pomagamy sobie,
              ustalamy wakacje dziecka, opowiadamy o jakis wydarzeniach itp. Po prostu ma
              skrzywienie na punkcie pieniedzy i tyle, ale to jego problem na szczescie a nie
              moj smile
        • tricolour Bardzo się cieszę... 20.06.05, 20:14
          ... z tego, co wyczytałem w Twoim poście.

          Bo od tych pogłaskiwań, żebys sie juz nie martwiła, że wszystko bedzie dobrze i
          samo sie zrobi, że nic juz nie jest ważne... to mi jakoś mdło było.

          Styl, klasa, umiejętność stanięcia wobec rzeczywistości z pokorą i niepokojem...
          ale właśnie stanięcie i spojrzenie jej w twarz... to mi sie podoba.
          Ambicje, wymagania... lojalność, uczciwość, poszukiwanie prawdy, ale także
          zadziorność...
          Lubie te klimaty smile))
        • akacjax Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 20.06.05, 20:15
          To byłoby za piękne. Coś nie pasuje, mówimy sobie kulturalnie-nie chcę takiego
          związku, rozmawiamy, co nie pasuje, no na takie zmiany to nie idę..albo nie ma
          tego czegoś...to się rozstajemy pa, pa, buzi buzi..
          Wersja ostrzejsza: zakochałam/em się...pa, pa, buzi, no może niekoniecznie
          Wersja zwykła-tam na boku coś się kręci( no jest ryzyko, że nie wszystko
          pójdzie tak jak chcę, więc dla zabezpieczenia tyłów w domu-pokerowa twarz, albo
          nawet przymilanie....ot, tak, na wszelki wypadek)
          A Ty wszystko mu zepsułaś, no zaskoczyłaś go swoją mądrościąsmile Myślał, że
          latami ten kit Ci wciśnie, a tu nie ma tak lekko.
          Nie płacz madra kobieto, to nie Twoja wina, że on udawał. Dostałaś straszną
          lekcję. Nie lubię ludzi, którzy igrają z uczuciami innych!
          • czekolada72 Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 20.06.05, 20:25
            Pho, ja to sobie lepiej rozstanie wyobrazalam - restauracja, wino, on sie
            przyznaje, przyznaje do zdrady, do zabicia mnie, ale prosi, zebysmy sie
            rozstali kulturalnie, ze bedzie opiekowal sie Małą, oczyywiscie knajpa na
            poziomie, ale kameralna, tak ze ja jak chce zalana lzami wybiec - to on mnie
            przytrzyma i nie zwrocimy uwagi na siebie. Potem on przynosi pozew, w ktorym
            bierze wine na siebie. Elegancko sie rozwodzimy. Kontaktuje sie z Mala,
            chodzimy na zmiane na wywiadowki, no i w ogole z kultura i klasa, on sobie
            zaklada kolejna rodzinke, dba o obie coreczki, jak nasza Mala jest chora to sie
            zainteresuje i ogolnie - szal cial smile

            ALE TO BAJKA, HARLEQUIN
            • tricolour Zauważ... 20.06.05, 20:53
              ... że najwięcej wymagań postawiłaś swojemu ex. Troszke dziwne, gdy mamy
              oczekiwania względem osób z którymi się rozwodzimy...
              • akacjax Re: Zauważ... 20.06.05, 21:01
                O od niej coś oczekiwał, aha, że będzie tolerować taki stan rzeczy,
                niewdzięcznica jedna....
                Moje jedno oczekiwanie wobec-jeszcze-m.:wyprowadź się. Jego-do mnie: wymyśliłaś
                kobieto, przecież mnie jest dobrze.

                P.S. Ona swoje wymagania wobec siebie wypełniła: wierność, lojalność itd. nie
                zauważyłeś?
                • tricolour Chyba... 20.06.05, 21:08
                  ... mówimy o różnych rzeczach..
              • czekolada72 Re: Zauważ... 20.06.05, 22:32
                Jezeli Twe słowa skierowane byly i do mnie to - nie postawilam a wymyslalam, a
                komu niby - sasiadowi?? I dla jasnosci i przypomnienia - to nie ja sie rozwodze
                tylko moj ciaglejeszcze odszedl na nowa droge zycia i lono nowej rodziny
                stawiajac mnie przed faktem dokonanym i nie pytajac mnie o zdanie
                • tricolour Ciągle... 20.06.05, 23:08
                  ... wyczuwam jakąś taką tęsknotę do rozwodu z klasą, do jakichś normalnych
                  stosunków po rozwodzie itp. Irracjonalne.
                  Przecież taki rozwód to DOWÓD, że małżonek ma nas w tyłku. Nie bedzie dbał,
                  dzwonił, litował się, pomagał - tak jest najczęściej. Po rozwodzie małżonkowie
                  stają sie obcy... OBCY!

                  Nie ma co mieć jakichkolwiek oczekiwań. Oczekujesz czegoś od obych ludzi?

                  Co ma Ci powiedziec facet, który odszedł do nowej rodziny, kiedy on juz nie chce
                  z Tobą o niczym rozmawiać? Ma Cię o coś pytać?
                  Przecież znalazł sobie kobietę, z którą dzieli sie wszystkim...

                  Piszę to tylko po to, by nie życ jakimiś złudzeniami, nierealnymi oczekiwaniami,
                  tęsknotami, które wyniszcają a pozytku z nich nie ma. No i nie rozgrzeszam
                  nikogo - tylko biorę rzeczywistość taką, jaka jest.
                  • czekolada72 Re: Ciągle... 20.06.05, 23:40
                    Faktycznie, moze irracjonalne.
                    Ale czy takie dziwne aby do konca, ze cos chcialoby sie skonczyc z klasa? Hmmm
                    nie wiem do czego by tu porownac, ale ja ciagle mam jednak poczucie, ze cos
                    mozna skonczyc elegancko, podkreslam SKONCZYC. Ja sobie nie wyobrazam, zebym po
                    rozwodzie utrzymywala jakowes uklady z bylym dla siebie samej. Koniec to
                    koniec, ale nie musze wrzeszcze a kysz na ulicy, czy spluwac przez ramie czy
                    pod nogi na sam widok, zwlaszcza, ze np my obracamy sie w tym samym srodowisku
                    zawodowym (z panienka wlacznie) i nikt nie da dyspensy z pracodawcow, bo akurat
                    sie rozeszlismy.

                    Nie chce, zeby "dbał, dzwonił, litował się, pomagał" mnie, ale los chcial, ze
                    mamy dziecko, i to jemu ww by sie przydalu, oprocz litosci oczywiscie!

                    Pomijajac juz drobniutenki fakcik, ze obcy jak obcy - poprzez dziecko
                    spowinowaceni smile)))

                    Ale poza tym - masz cudowne podejscie do zycia smile
                    Rozpad mojego malzenstwa sprawil jednakze jedno - nie żyje juz zadnymi
                    złudzeniami, niemam zadnych nierealnych oczekiwan,planow, marzen. I staram sie,
                    staram mocno brac "rzeczywistość taką, jaka jest". Jeszcze mi to do konca nie
                    wychodzi, ale chyba na dobrej drodze jestem.
                    • tricolour Mam pytanie... 21.06.05, 18:23
                      "Ale poza tym - masz cudowne podejscie do zycia smile" - to kpina czy tak myslisz?

                      Jakis dzisiaj kołowaty jezdem i wolę zapytać niż pomysleć... tongue_out

                      Odpowiesz?
            • phokara Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 20.06.05, 20:58
              Sluchajcie, pewnie ze rzadko sie zdarzaja rozstania harlequinowo - sielskie
              (znam sporo par 'po', wiec lapie klimat) Ze uczucie u mnie jeszcze dziala -
              pewnie, ze tak. Tego sie nie da wylaczyc jak zelazka. Pozar byc musi. Ja tylko
              uwazem ze sa pewne granice, po przekroczeniu ktorych sie wpada w szambo po
              uszy. I jesli ktos raz mnie tam wpycha, ja wylaze, wycieram pysk i mowie, ok,
              trudno stalo sie, przyjmuje przeprosiny i chce czekac az smrod ze mnie zejdzie,
              ale moj przyjaciel po kilkunastu dnich wpycha mi glowe w to samo szambo i
              jeszcze przytapia... no, to juz chyba jest cos nie tak.

              Jak widzicie ja nie chce sie tu na nim wyzywac i wywlekac brudow wszelkich i
              pisac jaka to ja biedna jestem (znam biedniejszych, naprawde). Tylko moj swiat
              wewnetrzny mi sie posypal kompletnie. I to wlasnie przez styl finalu, nie przez
              nic innego. Znacie historie wiec moze mozna powiedziec ze sama sie w to
              wpakowalam na wlasne zyczenie. Moze moglam sie dluzej (niz rok) zastanawiac
              czemu padlo jego pierwsze malzenstwo. A taka efektywna terapie mu zaserwowalam,
              ze facet rozkwitnal. Za szybko, oj, za szybko... Ale trudno sie pogodzic z
              brakiem szacunku - mi polecial na leb na szyje caly system wartosci dla mnie
              najwazniejszych. I ciezko o tym pisac, musielibyscie mnie znac ladnych pare lat
              zeby zobaczyc jak ukladam relacje z ludzmi - kolegami, przyjaciolmi itd. Dla
              mnie lojalnosc jest swieta sprawa, jestem na tym punkcie 'spaczona'. Przyznaje
              sie do tego, ale coz - taka jestem. Stad az tak koszmarna rozwalka. no bo
              dobra, swiat bywa chujowy, ludzie sa rozni (z wrednymi w ogole nie wchodze w
              zadne relacje). I nagle taki sajgon robi ci ktos, za kogo dalabys sie
              posiekac... To naprawde nie jest fajne. Zwlaszcza, ze - I TU BEDZIE NAJLEPSZE -
              gdyby to rozegral inaczej ja naprawde staralabym sie zostac jego przyjacielem
              (Nie od razu, po wyschnieciu uczuc...) - ale moglabym to zrobic. I pod tym
              wzgledem okazal sie rzeczywiscie idiota... Bo malo znam ludzi tak oddanych jak
              ja. No i tyle.

              Tricos-tam, czy ty nie miales byc wlasnie na wakacjach, czy ja juz mam
              schizofrenie? (to mozliwe)
              • tricolour Na wakacjach... 20.06.05, 21:06
                ... będę, ale troszke później... nie udało sie od razu smile))

                Bardzo proszę, bys pisała mój nick tak jak należy, skoro lojalnośc to taka
                święta sprawa.
                • phokara Re: Na wakacjach... 20.06.05, 21:47
                  tricolour napisał:

                  > ... będę, ale troszke później... nie udało sie od razu smile))
                  >
                  > Bardzo proszę, bys pisała mój nick tak jak należy, skoro lojalnośc to taka
                  > święta sprawa.

                  ok, czyli nie jest to objaw schizofrenii

                  poniewaz lojalnosc to swieta sprawa to ja nia nie szastam na prawo i lewo w
                  strone nieznanych mi osobnikow. Ale dobrze, juz dobrze z czystej przyzwoitosci
                  i zeby Twoje ego nie jeczalo, poprawie sie panie zolto-rozowo-zielony.

                  ta co wlasny nick z bykiem napisala
                  • bezecnymen Re: Na wakacjach... 20.06.05, 22:02
                    gdybyś napisała go sama pewnie byłoby bezbłędnie tongue_out
                    • phokara Re: Na wakacjach... 20.06.05, 22:33
                      pewnie, ale zwierz rogaty zbil mnie z tropu.

                      fajny komentarz - musialam chwile pomyslec o co biega, zazwyczaj lapie takie
                      rzeczy z mostu (oj tepieje, tepieje czyli daze do idealu)
    • scriptus Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 21.06.05, 13:06
      Z serca współczuję... i doskonale rozumiem Twój ból
      I nic nie będę próbował doradzać, ja w sprawach sercowych jestem też
      niezaradny. crying
      • phokara Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 21.06.05, 14:28
        Dzieki. Nie ma tu co doradzac, musze sobie to jakos sama przetrawic.malo jest osob zaradnych
        w sprawach sercowych.Coz, tak to jest.
        pozdrawiam
        • bezecnymen Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 21.06.05, 14:50
          najbardziej zaradni są ci ''bez serca'' czego jednak nie zalecam nikomu smile
          • scriptus Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 21.06.05, 15:28
            Oddam serce honorowo bardziej potrzebującym, bez serca chyba łatwiej żyć...

            Nerki i wątrobę jednak wolałbym zachować ;DDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
            • phokara Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 21.06.05, 15:57
              Oddam serce w dobre rece.

              tak to powinno leciec chyba...
              • scriptus Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 21.06.05, 16:08
                to bardziej poetycko :o)
              • bezecnymen Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 21.06.05, 18:37
                w oryginale było:
                oddam zegar na zawsze w dobre ręce
                stary zegar, który po ojcu mam
                zegar co bije w moim sercu
                kto zechce całkiem darmo dam...
                najlepszy jest refrensmile
                już mnie tutaj nic nie trzyma
                w każdej chwili mogę iść
                jeszcze tylko zegar oddać chce
                bo za ciężki by go nieść smile
                • banetka Re: brazylijski odcinek ostatni (czytajcie po kol 23.06.05, 12:11
                  faktycznie sliczny text ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka