20.07.05, 12:19
tak sobie czytam Wasze wypowiedzi i dochodze do wniosku, że za szybko
podejmujecie decyzję o rozwodzie,
rozumiem przypadki, gdy jest przemoc, znęcanie sie, ale w innym przypadku?
potem żal ,że za szybko, że nie tak, że...

ale czy kochani próbowaliście dogadać się między sobą? pójśc do psychologa,
na terapię małżeńską? dać sobie jeszcze jedną szansę ?( nie kolejną, ale
jeszcze jedną)

bo mam czasem wrażenie, że decyzje o rozwodzie sa podyktowane emocjami,
głupia dumą, zawziętością,

przecież nie musicie się na rozwód zgadzać, jeśli nie macie ochoty, jeśli Go
kochacie,

jak ktoś tu napisał, że zdrada to nie powód do rozwodu,

sama już nie wiem,

może, żeby sie uwolnić, ale to jest wolność za bardzo wysoką cenę,
a czy chcecie tej wolności ?

pytałam mojego męża co zyskam zgadzając się na rozwód, nie dostałam żadnej
odpowiedzi,
w szukaniu kogoś innego nie przeszkadzało Mu to, że był moim mężem, to teraz
jak ma, tym bardziej nie powinno przeszkadzać,

a wszystkie nieprzyjemności w sądzie, w urzędach są poza mną,
i co najważniejsze, jestem w zgodzie z własnym sumieniem i przekonaniami,
wiem, zamykam sobie drogę na poznanie kogoś, ułożenie z kimś życia na nowo,
ale na razie nie jestem gotowa, nie mam na to chęci

zostaje tylko tęsknota, a na to nie ma skutecznego lekarstwa



Obserwuj wątek
    • zuzka323 Re: za szybko 20.07.05, 12:23
      aniu wiesz ja przeciągałam sprawę 3 lata, wierzyłam że coś się zmieni, ze coś
      do niego trafi. A teraz bardzo tego żałuje. Trzeba było to szybko skończyć i
      zamknąć raz na zawsze. Szkoda czasu i zdrowia. Przekreśliło mi to także nowy
      związeksad(
    • mindsailor Re: za szybko 20.07.05, 12:25
      ja zrobiłam to za szybko. ale wiem, że odwlekanie tej decyzji nie byłoby dobre
      dla nikogo. nie chciałam uwiązywać męża nadziejami, że może wrócę, może nie.
      nie jestem pewna (nie wiem, czy kiedykolwiek nabędę tej pewności), czy bym
      wróciła - serce mówi "tak", rozum - "nie". ktoś napoisala, że zdrada to nie
      powód do rozwodu. dla mnie tak. nie mogłabym mu patrzeć w oczy, to by wracało,
      dręczyło i mnie i jego. u psychologa nie byliśmy, nawet nie próbowałam tego
      ratowac, bo uważałam, że to i tak nie ma sensu. nie mogłabym z nim chyba po tym
      wszystkim żyć. co z zaufaniem, miłością???
      mój rozwód to konsekwencja mojego zachowania, zdrady. nie potrafiłam inaczejsad
      żałuje, że nie spróbowałam tego ratować, może by sie udało. a z drugiej strony
      sumienie, wspomnienia i blizna po zdradzie? ja tak nie umiemsad((
    • e.mes Re: za szybko 20.07.05, 12:32
      anja_pl napisała:

      > ale czy kochani próbowaliście (...) dać sobie jeszcze jedną szansę ? (nie
      > kolejną, ale jeszcze jedną)

      Anja, nawet najlepszy psychoterapeuta świata niczego nie zdziała, jeśli pacjent
      nie będzie współpracował. Nawet najsilniejszy pies nie uciągnie sań, jeśli jego
      kumpel w zaprzęgu będzie mu przeszkadzał.

      Próby napraw za wszelką cenę przynoszą czasem odwrotny skutek. Mój mąż
      zdecydował się na to, by nie podejmować walki i odejść. Ot...
    • anybody1 Re: za szybko 20.07.05, 12:37
      może masz rację.... ja szybko podjęłam decyzję, bardzo szybko.
      ale dałam mojemu exowi szansę, z której skorzystał, owszem, tylko w sposób
      zupełnie dla mnie nie do przyjęcia - uznał że skoro daję mu czas o który
      prosił, to może "przetestować" nowy nabytek...
      • e.mes Re: za szybko 20.07.05, 12:46
        anybody1 napisała:

        > uznał że skoro daję mu czas o który prosił, to może "przetestować" nowy
        > nabytek...

        Uch... urwać nie powiem co...
    • bursztynowe Re: za szybko 20.07.05, 12:44
      Ludzie powinni być razem tak długo jak tego chcą.
      I ani chwili dłużej.

      Jeśli związek jest areną wojny emocjonalnej, lub co gorsza rękoczynów, jeśli
      dwojga ludzi nic juz nie łączy i nie mają sobie nic do powiedzenia - jest
      tylko cisza i chłód. Jeśli nie potrafią (nie chcą) dawać sobie wzajemnie
      szczęścia.
      Jeśli związku już nie ma, zostało tylko wspólne mieszkanie, konto, strach przed
      samotnością, przyzwyczajenie, kwit z USC...

      Czy dzieci, jeśli są, mają utrwalać sobie taki właśnie obraz związku i relacji
      międzyludzkich?

      Nie tylko choroby ciała są dziedziczne, duszy również... Takie chcemy dać im
      wyposażenie na dalszą podróż?


      • bezecnymen Re: za szybko 20.07.05, 13:05
        jaką szansę i na co?
        jeśli partner nie chce z nami zostać to niech sobie idzie w siną dal...po co to
        ciągnąć?
        • mindsailor Re: za szybko 20.07.05, 13:08
          własnie!!! czasem nie mozna czekać w nieskończoność i wisieć w próżni. skoro
          partner nie zdecydował szybciej, czy chce być, czy nie, trudnosad
        • e.mes Proszę nie generalizować! 20.07.05, 13:56
          bezecnymen napisał:

          > jaką szansę i na co?
          > jeśli partner nie chce z nami zostać to niech sobie idzie w siną dal...po co
          > to ciągnąć?

          Jeszcze ktoś skorzysta z tej rady...
          A przecież czasem jest tak, jak śpiewał Ciechowski: "Zaopiekuj się mną, nawet
          gdy nie będę chciał"...
          • bezecnymen Re: Proszę nie generalizować! 20.07.05, 16:13
            rozumiem że jak np exio podczas kolejnych podbojów załapie francuska chorobę to
            należy go przyjąc i zająć się leczeniem, wystrzegając się jak ognia komentarzy
            w stylu...i źle ci było ze mną?
            • bursztynowe Re: Proszę nie generalizować! 20.07.05, 16:15
              oczywiście, bo to mogłoby źle wpłynąć na dalsze pożycie
              • scriptus Re: Proszę nie generalizować! 20.07.05, 16:18
                bladzenie jest rzecza ludzka
                zemsta rozkosza bogow

                a przebaczenie? .....
                • akacjax Przebaczenie 20.07.05, 16:20
                  Przeprosiny i przebaczenie nie są potrzebne, gdy sprawa zostaje załatwiona,
                  wyjaśniona, rozwiązana...Powstaje sytuacja w typie: nie ma sprawy, nie było
                  sprawy.

                  Gdy zostają niedomówienia musimy liczyć na przebaczenie.
                  • scriptus Re: Przebaczenie 20.07.05, 16:33
                    Niektorych spraw nie da sie zalatwic, czy rozwiazac. Nie da sie tez wymazac.
                    Mozna wiele wyjasnic, ale nie wszystko do konca. Czesto ludzie sami nie wiedza,
                    dlaczego jakos postapili, co wtedy moga wyjasnic partnerowi? Za pewne szkody
                    nie da sie tez zadoscuczynic.

                    Pozostaje wtedy przebaczenie, lub jego brak.
                    • akacjax Re: Przebaczenie 20.07.05, 16:40
                      W tych właśnie wypadkach jest ono potrzebne, w pozostałych nie ma zastosowania.
                      A talent przebaczania nie każdemu dany.

                      Czy sądzisz, że ktoś musiałby coś Ci przebaczyć, żeby wyprostować ścieżki?
                      A czy Ty umiałbyś przebaczyć, nawet to, że nie przebaczono Ci?
                      • scriptus Re: Przebaczenie 20.07.05, 17:50
                        akacjax napisała:


                        > Czy sądzisz, że ktoś musiałby coś Ci przebaczyć, żeby wyprostować ścieżki?
                        > A czy Ty umiałbyś przebaczyć, nawet to, że nie przebaczono Ci?

                        To są już sofizmaty. Odpowiedź brzmi: nie wiem
                • bezecnymen Re: Proszę nie generalizować! 20.07.05, 17:20
                  widocznie jestem boski...częściowo przynajmniejtongue_out
            • e.mes Aż się za głowę złapałam, bezecny! 20.07.05, 16:17
              bezecnymen napisał:

              > rozumiem że jak np exio podczas kolejnych podbojów załapie francuska chorobę to
              >
              > należy go przyjąc i zająć się leczeniem, wystrzegając się jak ognia komentarzy
              > w stylu...i źle ci było ze mną?
              • e.mes Aż się za głowę złapałam, bezecny! 20.07.05, 16:20
                > bezecnymen napisał:
                >
                rozumiem że jak np exio podczas kolejnych podbojów załapie francuska chorobę to
                należy go przyjąc i zająć się leczeniem, wystrzegając się jak ognia komentarzy w
                stylu...i źle ci było ze mną?
                >

                Ty tylko o jednym... uncertain

                A ja mówię, że czasem ludziom wydaje się, że chcą uciec, a tak naprawdę
                potrzebują stabilizacji. Czasem jest tak, że mówisz: "Odejdź sobie, nie chcę
                Cię", a myślisz, że dobrze by było, gdyby ktoś przy Tobie został.
                Jeny...
                • bezecnymen Re: Aż się za głowę złapałam, bezecny! 20.07.05, 17:22
                  wchodzimy juz w tak teoretyczne rozważania że sie na wszelki wypadek
                  przymknę....
      • czekolada72 Re: za szybko 20.07.05, 13:07
        Wiesz co Bursztynowe? Moj ciaglejeszcze wyposazyl wlasnie nasze dziecko w
        informacje, ze jak w malzenstwie pojawia sie najmniejsze problemy - to sie
        zmalzenstwa rezygnuje. Ze cos takiego jak odpowiedzialnosc, lojalnosc,
        uczciwosc, honor, przysiega - nie istnieje, mozna wsadzic miedzy bajki, ze
        nalezy myslec tylko o sobie, isc po trupach, uczucia innyxh nalezymiec w
        d..... ; liczy sie tylko wlasne "ja"

        A ja nadal bede idiotka, ktora uwaza, ze jezeli dwoje doroslych ludzi
        odpowiedzialnie decyduje sie na zalozenie rodziny - to trzeba ponosic
        konsekwencje, nie szukac nowej panienki/faceta, tylko zajac sie wlasna rodzina
        i zycie to nie jedna wielka bezproblemowa randka, to nie ganianie z kawiarni do
        pubu i na odwrot, to rowniez szara codziennosc - zakupy, szkola, praca,
        choroby, remonty itd Ze dwoje ludzi moze w milej, kochajacej atmosferze dozyc
        wspolnie starosci, z dziecmi, wnukami i psami u boku
        • bezecnymen Re: za szybko 20.07.05, 13:16
          czekolado... a gdzie tu padły slowa o rozwodzie przy ''najmniejszych
          problemach''?
          i jak sobie wyobrażasz ta rodzinę za lat 20 powiedzmy skoro juz teraz nie da
          się z tym kims żyć? na wszystko przymknąć oczy, wszystko wybaczyć w imię czego?
          by dożyć tej wspaniałej starości??? z tym kimś kto ma nas głęboko w
          niepoważaniu??? ja wolałbym już teraz zdechnąć niż gdybym miał tak żyć
          dalej.....
        • bursztynowe Re: za szybko 20.07.05, 13:19
          Jak najbardziej, tylko jesli strony nie chcą/nie potrafią, to na siłę nic z
          tego nie wyjdzie.

          To po co się męczyć...
          • czekolada72 Re: za szybko 20.07.05, 13:29
            Co innego jak jest tylko maz i zona - ok, cierpia tylko oni. Ale jezeli
            istnieja dzieci - to tu niestety nie mozna myslec tylko o wlasnym "chceniu".
            Moze warto wlaozyc troche wysilku i ratowac? Zgadza sie na sile nic sie nie da,
            nikogo nie przywaiazemy do siebie, do rodziny.
            Ale trudno, mnie sie w glowie nie miesci, ze mozna sobie zmieniac rodzine, bo
            stara zabawka sie znudzila.

            Juz mowie - duzeproblemy to sytuacja patologoczna typu przemoc fizyczna,
            psychiczna, alkocholizm, narkomania itd Zakonczenie takiego malzenstwa,
            rozwiazanie takiej rodziny uwazam za jak najbardziej wskazane.
            Natomiast zakladanie nowej rodziny dlatego, ze stara sie opatrzyla, ze zaczela
            sie proza zycia, ze trzeba dokonywac wyborów miedzy przyjemnosciami a
            koniecznosciami, obowiazkami itd - to jest wlasnie "przy najmniejszych
            problemach"
            • bursztynowe Re: za szybko 20.07.05, 13:50
              1. Niestety nie. Nie tylko odorośli się wtedy męczą. Dzieci również.
              Dzieci to bardzo spostrzegawcze istoty. Bardziej niż się to wydaje dorosłym.
              Widzą drobne kłamstwa, hipokryzję. Widzą, gdy dorośli co innego mówią, a co
              innego robią. Widzą chłód, czy wrogość między rodzicami - bo można zagrać teatr
              wobec znajomych, nawet rodziny, lecz dzieci nie oszukasz. A one nie chcą matki
              nieszcześliwej i zgorzkniałej, udającej że wszystko jest OK...

              Wolę by moje dzieci nie oglądały kłótni swoich rodziców, by nie były narzędziem
              we wzajemnej walce byłych małżonków. By nie musiały być rozjemcami i
              pośrednikami nie potrafiących się skomunikować ze soba dorosłych.

        • bursztynowe Re: za szybko 20.07.05, 13:27
          Czekoladko,
          Zdefiniuj proszę, czemu ludzie łączą się pary, najlepiej w punktach...

          A potem odhacz, co w związku występuje, a co nie. Jeśli wykreślisz wszystko, to
          niechybny znak, że pora się rozejść.


          • czekolada72 Re: za szybko 20.07.05, 13:32
            Niezly pomysl, wypisuje wlasna prywatna liste i widze jedno....

            umnie odpadło jedno, dwa, natomiast dosc duzo nieakceptowalnych
            zostało "dodane".......
          • scriptus Re: za szybko 20.07.05, 13:40
            bursztynowe napisał:

            > Czekoladko,
            > Zdefiniuj proszę, czemu ludzie łączą się pary, najlepiej w punktach...
            >
            > A potem odhacz, co w związku występuje, a co nie. Jeśli wykreślisz wszystko,
            to
            >
            > niechybny znak, że pora się rozejść.
            >
            >

            Taaak, jezeli wykreslisz wszystko, to na pewno pora sie rozejsc.
            Pomijam cala liste przyczyn, dla ktorych ludzie lacza sie w pary, a ktore moga
            zaniknac nawet w 10 minut po slubie, jest jedna, WSPOLNE WYCHOWANIE DZIECI. To
            jedyny punkt, ktory nie da sie ot tak sobie wykreslic, chyba tylko u par, ktore
            dzieci nie maja, albo maja juz dorosle. U par, ktore maja dzieci w przedziale
            wiekowym wymagajacym ich wychowywanie, nie dochodzi do wykreslenia wszystkich
            przyczyn, jedna zostaje.
          • e.mes Punkty punktami 20.07.05, 14:00
            bursztynowe napisał:

            > Zdefiniuj proszę, czemu ludzie łączą się pary, najlepiej w punktach...
            > A potem odhacz, co w związku występuje, a co nie. Jeśli wykreślisz wszystko,
            > to niechybny znak, że pora się rozejść.

            Hm...
            To jest bardzo dobry pomysł...
            Ale przed odejściem należałoby przygotować sobie listę pt. "Dlaczego tak się
            stało i co możemy jeszcze razem zrobić, aby było lepiej?"
        • e.mes Re: za szybko 20.07.05, 13:57
          czekolada72 napisała:

          > Wiesz co Bursztynowe? Moj ciaglejeszcze wyposazyl wlasnie nasze dziecko w
          > informacje, ze jak w malzenstwie pojawia sie najmniejsze problemy - to sie
          > zmalzenstwa rezygnuje.
          >

          Choroba! Nie ma to jak przykład ze strony rodziców. sad A czasem trudno się
          pozbyć jakiś zachowań nabytych w dzieciństwie...
          • bursztynowe Re: za szybko 20.07.05, 14:02
            I to też jest coś co trzeba zaakceptować. Nie da się kogoś "udojrzalić" na
            siłę. Jeśli do tej pory to się nie udało, to raczej już się nie uda...
            Po prostu niektórzy tak mają...

            I czy w związku z tym Twoje dzieci mają mieć nieszczęśliwą matkę?

            PS. Znam związki, które utrzymywały fikcję swojego małżeństwa ze względu
            na "dobro dzieci". Dzieci dorosły, powiedziały "tatusiu, mamusiu, to wasz
            problem, nas w nie mieszajcie, papa"... Ani one nie były szczęśliwe, że
            wychowały się w takiej rodzinie, ani poświęcenie rodziców nie zdało się na
            nic...
            • czekolada72 Re: za szybko 20.07.05, 14:14
              bursztynowe napisał:

              > I czy w związku z tym Twoje dzieci mają mieć nieszczęśliwą matkę?
              >

              Oczywiscie, ze nie smile

              Dochodzimy tu do wielokrotnie poruszonego hasla - rany sie zagoja tylko nieraz
              jadzą i wtedy boooooooooli

              PS
              Znam kilka malzenstw ktore majac dzieci w wieku +- 10 lat planowaly rozwod,
              bo "sie zakochałem/am, a zona/maz niedobra/y".Z rozmaitych wzgledow rozwod nie
              doszedl do skutku i po latach 10, 20, 30 - sa nadal razem, wychowali dzieci,
              urodzily im sie kolejne, sa szczesliwymi dziadkami, zrealizowali swoje plany
              zawodowe, realizuja marzenia i chyba nie zaluja, ze wtedy nie poszli po trupach
              do tego rozwodu.
    • scriptus Re: za szybko 20.07.05, 13:27
      Blizszy jest mi sposob myslenia Anji niz Zuzki, czy Mindsailor. Wydaje mi si,
      ze Jej rozumienie zwiazku malzenskiego jest podobne do mojego i bardzo Ja
      podziwiam ze wzgledu na Jej rzeczywista pogode ducha, serdecznosc, pomimo
      doznanego zawodu i urazu. Podziwiam ja rowniez dlatego, bo ja jakos nie
      potrafie sobie tak poradzic ze swoimi uczuciami, jak Ona sobie poradzila,
      przynajmniej tak mi sie wydaje wink.
      W odroznieniu od Anji meza, moja zona mnie nie jeszcze zdradzila, albo
      przynajmniej o tym nie wiem. Jednak potrafie sobie wyobrazic, co bym czul,
      nieraz juz odczuwalem odrobine zazdrosci przy nieco bardziej zazylych
      kontaktach zony z innymi mezczyznami. Nie przekroczyla jednak tej granicy, poza
      ktora ... bylaby to naprawde zdrada. Zakladam, ze np. nieco bardziej smiale
      figury w tancu z innym mezczyzna zdrada jeszcze nie sa...
      Zdrada partnera / partnerki na pewno bardzo rani, moze byc nawet powodem konca,
      czyli smierci zwiazku, jednak kazda rana, nawet ta po amputacji, moze tez sie
      zabliznic. A z roznymi bliznami zyje chyba wiekszosc ludzi... Osobiscie wole
      zyc z blizna niz nie zyc.
      Nie mialem jeszcze do czynienia ze zdrada, wiec nie wiem, jak bardzo to moze
      miec wplyw na decyzje o rozwodzie, wyobrazam sobie jednak, ze moglbym
      przebaczyc. Nie rozwazalem takze jeszcze na serio ani rozwodu, ani tworzenia
      nowego zwiazku, odpedzam od siebie takie mysli, choc po tym, jak moja zona
      zlozyla wniosek rozwodowy (wycofala go potem) sprawa rozwodu weszla w krag
      moich zainteresowan. W zasadzie wkrotce potem znalazlem i zaczalem czytac to
      forum.
      Nie jestem szczesliwy w moim zwiazku, ktorego wlasciwie niemal nie ma. Gotow
      jestem niemal na wszystko, zeby go naprawic i odbudowac. Ja sie nie zmienilem,
      jestem wciaz taki sam. nie czuje sie winny rozpadowi zwiazku, choc, na pewno,
      jak zawsze obie strony maja sobie cos do zarzucenia, ja rowniez mam. Mysle
      jednak, ze nie sa to rzeczy tak bardzo istotne, choc na pewno byly przykre dla
      zony, ale takie sie chyba zdarzaja w kazdym zwiazku. Zona nadal mnie fascynuje,
      zarowno jako osoba, jak i jako kobieta, jednak mam do niej ogromny zal za to,
      ze wybudowala taki mur miedzy nami. Wciaz jednak odrzucam mysli o rozwodzie,
      raczej pragne likwidowac ten mur, pragne ratowania i odbudowy naszego zwiazku.
      Kiedy rozwazalem, co by sie stalo, gdyby jednak do rozwodu doszlo, jakos w
      ogole nie wyobrazam sobie, zebym mogl stworzyc nowy zwiazek. Wiem ze moja
      optyka jest w tej chwili inna, niz czlowieka, ktory faktycznie nie jest zonaty,
      ale patrzenie przez optyk singla zostawie sobie na wypadek, jak bym zostal
      singlem.
      • bursztynowe Re: za szybko 20.07.05, 13:32
        Więc walcz, Scriptus.
        Ale w pewnym momencie, być może, czego Ci nie życzę, będziesz musiał
        zaakceptować rzeczywistość, pogodzić się z tym, że Twoja walka nie zakończyła
        się sukcesem. Nie dlatego, że Ty jesteś zły, a Ona "to zła kobieta", lecz
        dlatego, że dwoje ludzi może po prostu do siebie nie pasować. W efekcie będą
        się unieszczęsliwiać, ranić, krzywdzić.

        Nie można się obrażać na Słońce, że praży i wysusza na wiór, a czasem i zabija.
        Po prostu tak jest.
      • zuzka323 Re: za szybko 20.07.05, 13:44
        scriptusie a jak myślisz co ja robiłam przez 3 lata? zgadzam się z bursztynowym
        i dlatego teraz pisze że nie warto było...czasami trzeba się pogodzić ze stanem
        faktycznymsad
    • bursztynowe Re: za szybko 20.07.05, 14:50
      a tak "nie za szybko" to właściwie jak?
      • anybody1 Re: za szybko 20.07.05, 14:55
        jak jest sie pewnym że nie chce sie być z ta osobą
      • anja_pl Re: za szybko 20.07.05, 14:57
        bursztynowe napisał:

        > a tak "nie za szybko" to właściwie jak?
        >

        nie ma to reguły, czasami całe życie jets za krótkie,
        mam wrażenie, że trzeba by pomyśleć, na chłodno zrobić Twoja listę, a już na
        gorąco wykreslać poszczególne punkty, kiedy lista będzie pusta, to wtedy
        jeszcze raz się zastanowić, we dwoje,

        nie mówie tu o sytuacjach ekstremalnych...
        • bursztynowe Re: za szybko 20.07.05, 15:23
          Brak decyzji też jest decyzją. Można latami rozważać za i przeciw. I obudzić
          się kiedyś, z bolesnym poczuciem zmarnowanego nieodwracalnie czasu...
          • phokara Re: za szybko 20.07.05, 15:31
            Wiecie co,
            chyba tylko ludzie potrafia sie tak przeceniac.

            Zyja zyciem zona/meza, dzieci, innych ludzi, a nie potrafia swoim wlasnym. Absurd.
            • bursztynowe Re: za szybko 20.07.05, 15:41
              Już po spotkaniu? Tak wiele siebie chyba nie straciłaś?
              • phokara Re: za szybko 20.07.05, 15:53
                Mala chwila przerwy. kropelka tylko...
                Ide sie tracic dalej.

                Czy czasem tracimy czas by sie uratowac przed strata glowy?

                wieczorem sama sobie odpowiem
                w ramach pracy domowej

          • anja_pl Re: za szybko 20.07.05, 15:43
            >
            • bursztynowe Re: za szybko 20.07.05, 15:51
              smile
              la la
              • phokara Re: za szybko 20.07.05, 15:57

                Sens zycia wedlug Monty Phokary
                la la la la
                to bedzie przeboj

                "what the fucking, is?"!!!
                spadam, skoro mnie boss tak czule prosi.
                • bursztynowe Re: za szybko 20.07.05, 16:08
                  czy to nie podpada pod sexual harrasment?
                  Będzie proces, jak nic...
              • anja_pl Re: za szybko 20.07.05, 15:57
                > Odetchnij więc, zastanów się, znajdź jego sens
                [ciach]
                > Bierz życie takim jakie jest
                > I zmieniaj je i ciągle walcz, przed siebie idź

                big_grinbig_grinbig_grin
                ale zmianiaj na lepsze big_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                i nie poddawaj się podpisując bez zastanowienia zgode na rozwód big_grin
                • mindsailor Re: za szybko 20.07.05, 16:05
                  Aniu, a dlaczego, mam takie wrażenie, trzymasz się kurczowo małżeństwa?
                  Przecież Twojego męża nie ma przy Tobie, jak wnioskuję z Twoich wypowiedzi.
                  Przepraszam, jeśli Cię uraziałm - nie to mam w domyśle. Ciekawi mnie po prostu
                  takie podejście do rozwodu.
                  • anja_pl Re: za szybko 20.07.05, 22:15
                    Mindsailor nie trzymam się kurczowo małżeństwa smile
                    ale swojego sumienia: ślubowałam miłość, wierność i uczciwość małżeńska i żenie
                    opuszczę aż do śmierci
                    ja do tego podchodzę bardzo serio,
                    wg mnie, gdbym chciała rozwodu, to złamałabymn przysięgę małżeńską, która mnie
                    ciągle obowiązuje, to że mój mąż ją złamał, mnie nie zwalnia od jej dochowania,

                    czy dlatego, że zaczęły się trudności, mam iść po najmniejszej linii oporu i
                    uciekać w inne ramiona?

                    poza tym uważam ,że każdy ma prawo popełniać błędy i jeśli powie przepraszam w
                    takim znaczeniu, jak ja to rozumiem, należy spróbowac przebaczyć,

                    uważam też, że nie wszystkie możliwości ratowania naszego związku, były
                    wykorzystane, tylko w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz,

                    i jeszcze jedno, myśmy się nigdy nie kłócili, raczej się dogadywaliśmy, nie
                    robiliśmy sobie żadnych złośliwości, i dzieci pamietają nas jako kochających
                    się rodziców, kiedy synek był załamany, że rodzice się rozwodza (tak zrozumiał
                    odejście Taty), to oboje niezależnie od siebie zaczęliśmy Mu tłumaczyć, że my
                    sie nie rozchodzimy

                    a tak na koniec 1Kor 13, 1-13 i to wyjaśnia wszystko
                    • phokara Re: za szybko 20.07.05, 22:25
                      czapki z glow.
                      Podziwiam Cie kobieto.
                      Nie rozumiem -
                      - zupelnie nie moje myslenie, ale Cie podziwiam.
                      • anja_pl Re: za szybko 20.07.05, 22:37
                        i tutaj wykonałam bardzo skromny usmiech, po czym spłonełam ogromnym,
                        czerwonym rumieńcem wink
                    • scriptus Re: za szybko 21.07.05, 01:18
                      anja_pl napisała:

                      > Mindsailor nie trzymam się kurczowo małżeństwa smile
                      > ale swojego sumienia: ślubowałam miłość, wierność i uczciwość małżeńska i
                      > żenie opuszczę aż do śmierci
                      > ja do tego podchodzę bardzo serio,
                      > wg mnie, gdbym chciała rozwodu, to złamałabymn przysięgę małżeńską, która mnie
                      > ciągle obowiązuje, to że mój mąż ją złamał, mnie nie zwalnia od jej dochowania,
                      >

                      Aniu, też już gdzieś na forum pisałem podobne słowa do Twoich, podobnie jak Ty
                      staram się być rzecznikiem takiej postawy. Fakt, że ktoś źle postąpił nie
                      upoważnia mnie do tego samego.
                      Bardzo Cię szanuję za Twoją postawę, imponujesz mi. Nie jestem chyba aż taki
                      silny jak Ty, targają mną depresje, huśtawka emocjonalna, od entuzjastycznej
                      wiary, że da się przywrócić mojemu małżeństwu dawny blask, po skrajne
                      zwątpienie, że to wszystko nie ma sensu. Nie jest mi obca myśl o zdradzie. Dumny
                      jestem z siebie, że na razie udało mi się trzymać przyjętych zasad.

                      Ja owszem, kurczowo staram się utrzymać nasz związek w całości. Co więcej jestem
                      aż takim anarchistą, że nie uznałbym ewentualnego orzeczenia sądowego rozwodu,
                      bowiem to nie sądowi ślubowałem miłość, wierność i uczciwość małżeńska i że nie
                      opuszczę aż do śmierci i to nie sąd może mnie z tej przysięgi zwolnić.

                      Jeżeli tak się zdarzy, że żona uzyska w sądzie jakiś certyfikat o nieważności
                      naszego małżeństwa, czyli rozwód, ja nie muszę go uznać za uprawniający, czy
                      zobowiązujący mnie do czegokolwiek, nie muszę się nawet ponownie żenić, dla mnie
                      pozostanie Ona żoną na zawsze.

                      Mam obowiązek utrzymania mojej rodziny, niezależnie od tego, co orzekłby sąd.
                      Przecież to żadna faktyczna róznica, czy te środki, które wkładam na utrzymanie
                      rodziny nazywają się czy nie nazywają alimentami. Są to te same pieniądze. Nie
                      jestem w stanie dac więcej i na pewno nie dam mniej.

                      Mam prawo do wychowywania mojego syna, i żaden sąd mi go chyba nie odbierze. Nie
                      jestem w stanie, ani nie mam zamiaru zmuszać żony do kochania mnie, ani do tego,
                      by była ze mną , niezaleznie od orzeczenia sądu.

                      Właściwie jedyną sferą, na którą może wyrok sądu mieć wpływ, to sprawy
                      majątkowe. Ale nad tym na razie nie myślę, to nie jest obecnie aktualne. Wazne
                      dla mnie jest odtworzenie naszej więzi i odbudowa rodziny.

                      Chociaż nie potrafię z nią dojść do porozumienia, wierzę że ktoś mi pomoże,
                      umawiam się z terapeutą rodzinnym, próbuję znaleźć sposób na nowe ustalenie
                      jakichś zasad w naszym związku.
                      Nie wiem, co mi z tego wyjdzie, działania , które podjąłem dla odbudowy naszego
                      związku przyniosły niewspółmiernie mały rezultat.
                    • mindsailor Re: za szybko 21.07.05, 08:57
                      rozumiemsmile ale czy są szanse na to, że jeszcze będziecie razem? bo jesli nie,
                      to czy jest sens tak trwać przy małżeństwie, skoro i tak jest ono martwe? tak,
                      jak napisał ktoś wyżej, nie przysięgałaś sądowi, tylko mężowi, więc przysięga i
                      tak będzie ważna, nikt i nic nie jest w stanie Cię z niej zwolnić. osobiście
                      wolałabym się odciąć od związku, który i tak już nim nie jest
                      nie chodzi mi tez o to, abyś rzucała się w obce ramiona. ale skoro męża nie ma
                      przy tobie, nie lepiej zerwać te więzi i pozwolić żyć jemu i sobie? dla mnie to
                      takie trzymanie się na siłę papierka. przecież można żyć zgodnie z sumieniem
                      bez papierka. tego nie rozumiemsad
                      co do Biblii-skoro tylko Ty tak czujesz, a on nie, to chyba już nie małżeństwo?
                    • anybody1 Re: za szybko 21.07.05, 09:00
                      Aniu, przy całej mojej sympatii, to mi wygląda na wymówki. żeby mieć pretekst
                      trzymania się kurczowo przeszłości. żeby nie musieć zaczynać od nowa.
                      tylko że cokolwiek zrobisz/nie zrobisz, już nigdy nie będzie tak samo...
                      • mindsailor Re: za szybko 21.07.05, 09:17
                        właśnie, tak jakbys się bała zerwac więzi, których de facto i tak juz nie masad
                      • scriptus Re: za szybko 22.07.05, 13:19
                        Moja sytuacja jest w jakims sensie podobna do sytuacji Anji, mam zwiazek w
                        stanie kompletnego rozpadu, ale nie daze do jego formalnej likwidacji ...

                        Zatem zadam Ci pytanie

                        co masz na mysli piszac "zaczynac od nowa"?
                        Czy tworzenie nowego zwiazku?


                        Powiem Ci, ze owszem boje sie samotnego zycia po ewentualnym rozwodzie, ale
                        tworzenia nowego zwiazku sobie jeszcze w ogole nie potrafie wyobrazic. Zatem do
                        niczego nie potrzebuje rozwodu, nawet w wypadku, ze uznam, ze juz nigdy z tego
                        nic nie moze byc.

                        Czy moze zaczynanie od nowa, to zaczynanie samotnego zycia? do tego nie
                        potrzeba decyzji, to po prostu zycie dalej tym samym zyciem...
                        • anybody1 Re: za szybko 22.07.05, 13:45
                          "(...)do tego nie potrzeba decyzji, to po prostu zycie dalej tym samym
                          zyciem..."

                          chcesz żyć tak jak teraz??? zawsze? do końca?
                          to nie sztuka zmarnować swoje zycie, nawet w imię zasad. cholera, masz jedno
                          życie. na prawdę chcesz takiej wegetacji? takiego napięcia?

                          poza tym podkreślam: nie namawiam do rozwodu. tylko do konfrontacji. do
                          wyjaśnienia sytuacji raz na zawsze. żebyś wiedział czy jest jeszcze sens
                          walczyć, czy juz wszystko umarło i trzeba dać sobie spokój, odetchnąc wreszcie
                          i poczuc że się żyje.
                          • mindsailor Anybody 22.07.05, 13:48
                            zgadzam się z Toba w 100%!
                          • scriptus Re: za szybko 22.07.05, 16:17
                            A w czym sie moze zmienic moje zycie, gdybym sie rozwiodl?
                            Czy przestane byc samotny, przestane odczuwac cokolwiek , tesknic?
                            Czy ten papier cokolwiek zmieni w moim zyciu?
                            Czy daje mi jakies uprawnienia, ktorych nie mam teraz, poza mozliwoscia brania
                            slubu, ktora jest mi obecnie zupelnie obojetna i niepotrzebna?
                            Zycie w napieciu jest zwiazane z tym , ze ciagle jeszcze nie zrezygnowalem,
                            jezeli zrezygnuje, bedzie to akt jednorazowy, jak wypuszczenie powietrza, nie
                            wymagajacy zadnych dalszych czynnosci, Tak, wtedy przestane zyc w napieciu i
                            pogodze sie z istniejaca sytuacja. Prawdopodobnie, jezeli nie uda mi sie
                            naprawic nasz zwiazek, taka rezygnacja nastapi. czy poczuje ulge? Moze tak,
                            moze nie, moze nastapi tylko zobojetnienie, nie wiem.
                            A jezeli chodzi o poczucie, ze zyje, zapewniam, zyje bez watpienia i czuje
                            to... caly czas. I nie uwazam, ze marnuje zycie, mam wspaniale dzieci, mam je
                            dzieki mojej zonie, za co jestem Jej naprawde wdzieczny. I cokolwiek by sie nie
                            wydarzylo, to uczucie wdziecznosci nie minie. Nic nie zmieni faktu, ze je dla
                            mnie urodzila.
                            • scriptus Re: za szybko 22.07.05, 16:26
                              Dodam jeszcze, niewykluczone,ze pokona mnie natura, tak jak pokonuje niektorych
                              ludzi zyjacych w celibacie z wyboru, a nie z przymusu, jak ja, jednak, tu tez
                              urzedowy papier o rozwodzie, lub jego brak nic nie zmienia. Nie jestemaz taki
                              silny, nie mam az takich motywacji, ktore slabna dodatkowo przy depresji,
                              spozyciu alkoholu, itp. Przytrafia sie to zonatym mezczyznom, a rozwiedzionym
                              nic nie utrudnia czy nie ulatwia ich brak statusu malzenskiego. Po prostu
                              zdarza sie to, co ma sie wydarzyc.
                              • akacjax Re: za szybko 22.07.05, 16:44
                                Nie sądzę, że tu ktokolwiek namawia Cię do rozwodu. Właśnie osoby skazane na
                                rozwód bardzo ostrożnie podchodzą do szybkich decyzji w tym temacie.
                                Raczej wiele osób proponuje Ci spojrzenie na związek z dystansu, nie po to by
                                zobaczyć jego pustkę, lecz by znaleźć wyjście z trudnej sytuacji.

                                Ale takie osoby jak ja wiedzą, że życie ułudą to nie jest najlepsze zwłaszcza
                                dla dzieci. One wiedzą, że jest nie tak jak powinno być. Pokazujesz synowi, że
                                jeżeli spotka kobietę, która będzie robić co chce, milcząco pomijać obecność
                                kochajacego, a on będzie z tego powodu cierpieć, to tak ma być. Nie wiem, czy
                                masz córkę, ale sądzę, że w takim przypadku jak Twój dziewczyna mogłaby nauczyć
                                się manipulowania mężem itd.
                                Dla mnie to, jak radzimy sobie z kłopotami jest najważniejszym przekazem dla
                                dzieci. Osobiście żałuję, że za długo przymykałam oko na to, co prezentował
                                jeszcze-m. również w zimnych relacjach z synami.
                            • anybody1 Re: za szybko 22.07.05, 16:27
                              Scriptus, poczytaj uważnie, co najmniej 3 razy pisałam że nie mówię że
                              powinieneś się rozwieść!
                              uważam za to, że powinieneś wiedzieć na czym stoisz. a dowiesz sie tego TYLKO
                              od niej. mam wrażenie że nie chcesz tej konfrontacji, że boisz sie tego co
                              możesz usłyszeć, bo to Cie pozbawi Twoich złudzeń.
                • bursztynowe Re: za szybko 21.07.05, 01:31
                  tu nie chodzi o zgodę na to czy tamto.
                  Rozpad związku się dokonał albo nie, sąd co najwyżej może to wyrazić w języku
                  Kodeksu Rodzinnego i nic więcej. Brak rozwodu nie oznacza powszechnego szczęścia
                  i błogostanu...
                  Ale czy ten rozpad rzeczywiście miał miejsce (oraz czy jest nieodwracalny)
                  wiedzą tylko te dwie zainteresowane osoby...
                  Jeśli tylko da się naprawić, to naprawdę TRZEBA walczyć o związek, ale jeśli nie
                  ma nadziei to też trzeba być na tyle silnym by to powiedzieć i udźwignąć...
                  Oszukiwanie siebie i innych nic nie zmieni... będzie tylko oszukiwaniem...

                  Anja_pl, naprawdę, wierz mi...
                  • anja_pl do anybody1, maidsailor i bursztynowe 21.07.05, 19:50
                    ja uważam ,że trwały i całkowity rozpad związku jeszcze nie nastąpił
                    i że mamy szansę byc znowu razem
                    myślę, że jeszcze można naprawić i sam bursztynowe piszesz,że TRZEBA,
                    a skąd maidsailor taki wniosek, że moje małżeństwo jest martwe?
                    mamy bardzo wiele tego, co nas ciągle łączy,

                    wiem ,że nigdy nie będzie tak samo, ale przecież nawet jeśli stoisz w rzece, to
                    cały czas jest to inna rzeka, woda cały czas płynie, nie stoi w miejscu, woda,
                    która dotykasz jest pierwszą, która przychodzi i ostatnią, która odchodzi,

                    maindsailor sama zprzeczasz sobie: "nie przysięgałaś sądowi, tylko mężowi, więc
                    przysięga i
                    tak będzie ważna, nikt i nic nie jest w stanie Cię z niej zwolnić."
                    jeśli tak to tym bardziej po co mam brac rozwód?
                    to nie o papierek chodzi, bo gdybym mogła to ślubu cywilnego bym nie brała,
                    tylko kościelny, bo ten ma dla mnie znaczenie,

                    tam w Piśmie, nie jest nigdzie napisane, że jest to miłość ze wzjajemnością big_grin
                    tylko jaka jest prawdziwa Miłość
                    • anybody1 Re: do anybody1, maidsailor i bursztynowe 22.07.05, 09:59
                      Anju, ja też uważam że jak już się przysięgało, zwłaszcza przed ołtarzem, to
                      trzeba zrobić WSZYSTKO, żeby przysięgi dochować.
                      jednak druga strona może nas od tej przysięgi zwolnić.
                      poza tym, jeśli sie kogoś na prawde kocha, to niestety czasem trzeba pozwolić
                      mu odejść...
                    • mindsailor Re: do anybody1, maidsailor i bursztynowe 22.07.05, 10:20
                      tak myślałam, po tym, co piszesz. skoro męża nie ma przy Tobie, to co to za
                      małżeństwo? a jesli sa szanse, że jeszcze będzie dobrze, to warto walczyć. a po
                      co rozwód? aby nie utrzymywac fikcji. dla mnie, skoro jesteś sama, mąż gdzieś
                      indziej, może lepiej byłoby zerwać te więzi i żyć nieuwiązanym? przysięgę
                      rozumiem. rozumiem, że dla Ciebie to ważne, ale rozwód sądowy a przysięga to
                      dwie różne sprawy i mając rozówd cywilny i tak możesz dalej zyć z przysięgą
                      temu jedynemusmile
                      co do miłości, skoro nie jest z wzajemnością, to dziwna ta miłość. ja tak nie
                      umiałabym kochaćsad
                    • bursztynowe Re: do anybody1, maidsailor i bursztynowe 22.07.05, 15:39
                      Nie można przysięgać miłości - to nie możliwe, miłośc to nie jest coś nad czym
                      panujemy. To po prostu fikcja.

                      Można przysięgać wyłączność w zakresie seksu, bycie z kimś niezależnie od
                      okoliczności, szacunek, lojalność, wsparcie (ekonomiczne, duchowe) dla drugiej
                      osoby i całą masę innych rzeczy itp.
                      • anybody1 Re: do anybody1, maidsailor i bursztynowe 22.07.05, 15:59
                        no ale jednak ślubowaliśmy miłość...
                        • bursztynowe Re: do anybody1, maidsailor i bursztynowe 22.07.05, 16:52
                          tak samo możesz przysięgać - "będę zawsze wesoła....", "obiecuję, że zawsze
                          będzie swiecić słońce"

                          nie można obiecywać czegoś co nie jest możliwe do dotrzymania
                          • anybody1 Re: do anybody1, maidsailor i bursztynowe 22.07.05, 16:58
                            oczywiście masz rację.
                            co nie zmienia faktu że takie są słowa przysięgi małżeńskiej.
                          • phokara Re: do anybody1, maidsailor i bursztynowe 22.07.05, 17:01

                            "wiedza daje wladze ale unieszczesliwia"
    • akacjax Re: za szybko 20.07.05, 16:05
      Sąd ma jednoznaczną odpowiedź, na pytnie, czy już można rozwodzić: zupełny i
      trwały rozkład...
      Zupełny- nietrudno zdefiniować, ale trwały?
      Gdy pojawiają się tak silne emocje, gdy mówi się o ex (pomijam oczywiście
      zachowania przestępcze), czy to trwały rozkład? Nawet złe emocje świadczą o
      pewnej więzi...
      Z czystym sumieniem mówię, że już nic do mojego jeszcze-m. nie czuję,
      gospodarujemy osobno(znaczy on pasożytuje na mnie) i nie wiem, co musiałby
      zrobić, by to(trwały i zupełny rozkład) się zmieniło. A łączą nas dzieci-tylko
      tym, że są nasze, on z uczestniczenia w ich wychowaniu też się wycofał, czyli
      można i ten punkt odpuścić sobie.

      Dla sądu sama zdrada nie jest powodem do rozwodu.
      Ale osobiście podziwiam osoby, które w przypadku zdrady, czy innych
      niewłaściwych zachowań(trochę ogólniesmile potrafią jednoznacznie powiedzieć: nie
      chcę takiego związku, koniec.
      Oczywiście nie znaczy, że nie należy próbować naprawy, należy szukać
      rozwiązania, rozmawiać, dyskutować, próbować. Ale do tanga trzeba dwojga.
      • jarkoni Re: za szybko 20.07.05, 16:27
        mam bardzo mieszane uczucia szczerze mówiąc...To fakr, że czasem emocje biorą
        górę nad rozsądnym mysleniem, ze warto wziąć pod uwagę dobro dzieci i wspólny
        wkład w ich wychowanie...Ale jesli ojciec mieszka już oddzielnie, tylko
        odwiedza, to czyż to jest sensu stricte "wspólne" wychowywanie dzieci?? To
        tylko ersatz,namiastka, nie codzienne dbanie i reagowanie na najrózniejsze
        sytuacje przydarzające się latoroślom...A co do rozpadu związku to zaręczam, że
        nie nagła bomba w postaci zdrady, ale powolne oziębianie się klimatu przez
        kilka lat...Najpierw brak czułosci i seksu, poprzez stadia przejściowe, aż po
        kompletny brak rozmów (poza co kupić do domowej spiżarni i że wypadałoby buty
        dziweciom....to przykład)...I robi się zima do tego stopnia, że już sobie
        nawet "cześć" nie mówicie wracając do domu z pracy...Długo tak się nie da i
        nawet dobro dzieci nie jest argumentem dla chęci rozstania...Prędzej na zawał
        czy wylew można fiknąć szybko w takiej atmosferze codziennej...Nie lepiej
        odejść?
        • akacjax Re: za szybko 20.07.05, 16:36
          Dobro małoletnich bywa brane pod uwage przy rozwodzie, ale tak naprawdę
          lodowata atmosfera może bardziej zaszkodzić dzieciom, niż rozwód.

          A wychowywanie na odległość to kwestia osobista. Jedni chcą angażować się w
          życie dzieci, wiedzieć o nich to, co mogą się dowiedzieć(niekoniecznie od nich
          samychsmile, inni uciekają. Słyszałam o przypadku, w którym ojciec wraz z nową
          kobietą zamieszkali blisko domu ex, by dzieci miały łatwy kontakt z tatą i vice
          versa. Ale to chyba wyjatek potwierdzający inne regułysmile

          Znam zwiąki, które aż kipią z nienawiści, a nie wpadli na to, że mogą się
          uwolnić. Takich ludzi to mi żal i słuchać ich nie można, zieją jadem.
          Zastanawiam się, czy zwiekszyłaby sie ilość rozwodów, gdyby ułatwiono procedury
          i zmiejszono opłaty?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka