Dodaj do ulubionych

tatusioweie

31.07.05, 19:07
Znacie te słowa: "odchodzę od Ciebie, a nie od dzieci"? przecież to jest
kłamstwo do n-tej potęgi.
Bzdura totalna, czy tatuś na telefon w godzinach odpowiadająch mu jest
tatusiem?
czy wyłączanie telefonu, gdy dzieci chcą do taty zadwonic jest ok?
czy ciąganie dzieci po lekarzach, bo jedno jest chore, a drugiego nie z kim
zostawić, jest w porządku?
czy zapewnienie opieki dla dzieci przez inne osoby na czas delegacji,
bo "tatuś ma inne plany" jest fair ?
a niepłacenie alimentów, bo nie mam pieniędzy, bo sobie tatus nowy samochód
sprawił, a starego sprzedać jescze się nie udało, to też usprawiedliwienie?

najlepiej wrzucić wszystko na matkę, bo jej dzieci, a samego z doskoku, jak
jest czas i nie ma nic lepszego do roboty.

w ubiegłym roku mój mąż miał ze trzy tygodnie zaległego urlopu i cały bieżący,
ile z tego czasu spędził z dziećmi? 1 tydzień!!!!!!!!!!!

w tym roku miał być z nimi 14 dni, był 11

cieszę się ,że są ze mną, teśkniłam za nimi, ale teraz jest jeszcze na
urlopie, ja w pracy, to nie może dzieci na kapielisko wziąć, na wycieczkę
niedaleko,

wkurzona jestem totalnie,

i prośba to tych wszystkich, co odchdza od wspólmałżonka, a nie od dzieci:
bądźcie uczciwi, nie oszukujcie ani dzieci, ani siebie

mam doła
Obserwuj wątek
    • hela74 Re: tatusioweie 31.07.05, 19:52
      niestety, tatusiom się tylko wydaje, że są tatusiami, a to o czym piszesz to
      niestety chleb powszedni i to jest nie w porządku, większość z nich ani nie
      dopilnowuje dzieci w szkole, o niepłąceniu alimentów nie wspomnę, bo to
      żenujące sad
      • akacjax norma? 31.07.05, 20:00
        Widać taka norma, a wyjątki tylko potwierdzaja regułę. Dawno temu słyszałam od
        znajomej takie hasło: tatuś jest ojcem dopóki sypia z mamusią.
        I nie wiem czy jest gorzej jeżeli tak jak ojciec moich dzieci w ogóle się nimi
        nie interesuje(i w sumie nie interesował odkąd poszli do szkół), czy jeżeli
        ojciec wykrzesa z siebie siły na tydzień wspólnego urlopu i miesza dzieciom w
        głowie.
    • tricolour To wszystko, co opisałaś... 31.07.05, 20:02
      ... to KONSEKWENCJE rozwodu.

      Nie ma takiej możliwości, by decyzja o rozejściu sie odbyła sie bez żadnych
      ujemnych konsekwenji. Nie ma mozliwości, by prysnęły złe rzeczy w związku, a
      pozostałe dobre. Oczekiwanie tego, to zycie złudzeniami.

      Tatuś ma inne plany, bo nie ma obok niego ani dzieci, ani dawnej kobiety.
      Kobieta stała sie obcą osobą, a relacje z obcymi cechuje obojętność. Względem
      obcych ludzi nie można mieć żadnych oczekiwań, bo niby z czego one mają wynikać?

      Tatuś "nie wrzuca" wszystkiego na matkę. To, że matka sama wszystko robi wynika
      z tego, że podczas rozprawy rozwodowej prosiła o możliwość samotnego wychowania
      dzieci i sąd do tej prośby sie przychylił.

      Jeżeli mama ma jakąś sprawę do ojca swoich dzieci, to może o tych sprawach
      porozmawiać, ustalić, a potem wymagań konsekwentnej realizacji ustaleń.

      indifferent
      • akacjax Re: To wszystko, co opisałaś... 31.07.05, 20:06
        tricolour napisał:

        > ... to KONSEKWENCJE rozwodu.

        >
        > Tatuś ma inne plany, bo nie ma obok niego ani dzieci, ani dawnej kobiety.
        > Kobieta stała sie obcą osobą, a relacje z obcymi cechuje obojętność. > ?
        >

        Czy wraz z rozwodem oprócz matki dzieci(co jest oczywiste) tatuś wyrzuca z
        serca dzieci(co jest nieoczywiste)

        Nikt nie chce byście utrzymywali bliskie relacje z obcą osobą, dzieci stały się
        obcymi? Chyba, że...
        >
        > Jeżeli mama ma jakąś sprawę do ojca swoich dzieci, to może o tych sprawach
        > porozmawiać, ustalić, a potem wymagań konsekwentnej realizacji ustaleń.
        >
        Mówimy raczej o ojcach, którzy nie reagują na takie próby wspólnego
        wychowywania dzieci mimo rozwodu.
        sad
        > indifferent
        • tricolour Rozwód.. 31.07.05, 20:17
          ... to rozpad rodziny. Całej rodziny, a nie kawałka.

          Jeżeli komus uda sie uratować relacje z dziećmi, to dobrze, ale często jest inaczej.
          • akacjax Re: Rozwód.. 31.07.05, 20:20
            Ja chcę rozwieść się z mężem, nie z dziećmi, nawet gdyby mieszkały z nim.
            • tricolour Życzę Ci... 31.07.05, 20:23
              ... by rozwód był jak najmniej bolesny.

              Liczyć sie jednak musisz, że zostaniesz sama ze wszystkim.

              Serio myślę, że oczekiwanie czegokolwiek podczas rozwodu i po nim, to życie
              złudzeniami i niedojrzałość.
              • akacjax Re: Życzę Ci... 31.07.05, 20:30
                Od lat jestem sama ze wszystkim, chociaż ojciec za ścianą, synowie z każdym
                problemem do mnie. To ja włóczę się nocą po szpitalu, gdy była taka potrzeba,
                to ja na zebrania(no na szczęście jedno dziecię zakończyło taki etap edukacji,
                gdzie rodziców ciągalismile, ja wyczuwałam, że cos nie tak i tzreba pogadać, ja
                muszę wytłumaczyć, że kasa jest określona i trudno ją nagle na mniej ważne
                sprawy rozciagnąć, ja tłumaczę, dlaczego ojciec jest na nich obrażony, jeżeli
                to ze mną się rozwodzi....
                Życzenie mam jedno...by on się wyprowadził...z wieloma sprawami byłoby prościej.
                Czy ja dużo chcę?
        • clio11 Nie generalizujmy 31.07.05, 20:34
          Bo takie rozumowanie to podstawowy błąd według mnie. Sytuacje, kiedy ojciec
          jest tatą "wekendowym" lu "wakacyjnym" są dość częste, ale właśnie dla tego, że
          dzieci są przeważnie z mamą. Tu Tri ma rację. Jeśli chodzi o ocenę zazyłości-
          byłabym skłonna polemizować. Kobieta, z którą ma się potomstwo, przezyło pod
          jednym dachem kilka lub kilkanaście lat-obca? Nie jestem do końca
          przekonana...Uczęszczałam do kilku szkół w swoim życiu i nawet jeśli ktoś tylko
          ze mną siedział w ławce i nie widzieliśmy się setki lat-zawsze mam czas, by
          przystanąć i wymienić przynajmniej pozdrowieni. Bo ktos, kto miał wpływ na moje
          życie nigdy nie będzie dla mnie obcy.
          Inną sprawą jest, że takie rozumowanie upraszcza pewne rzeczy, usprawiedliwia
          kroki, których nigdy nie podjęlibysmy w stosunku do tej osoby, gdybyśmy dalej z
          nią byli...
          Nie będę oceniać ojcostwa mojego Ex-a, choć wiele rzeczy nie podoba mi się w
          jego postępowaniu. Myślę, że dzieci będąc z nim są najbystrzejszym, choć
          subiektywnym, bo przecież go kochają-obserwatorem> Nasze rozstanie postawiło je
          w nowej, trudnej sytuacji i choć czasem Exiowe posunięcia wydają mi się typowym
          graniem pod publikę-nie jestem w stanie (bez negatywnych skutków ubocznych w
          postaci przemilczenia pewnych spraw przez moje dzieci) im zapobiec.
          Myślę, że dzieciaki kochają nas oboje z taką różnicą, że wiedzą iż na mnie
          można liczyć na co dzień a tata jest ich starszym bratem, o którego komfort
          psychiczny należy wyjątkowo dbac-nie denerwować, nie zadawać kłopotliwych
          pytań, słuchać się i bezkrytycznie przytakiwać. Przykro mi pisac te słowa, bo
          nie są wypadkową wydarzeń ostatnich miesięcy a po prostu opisują pewne Exiowe
          cechy, których kiedyś, jako zakochana zona po prostu nie dostrzegałam lub nie
          chciałam dostrzegac.
          Reasumując-jest dobrze, jak "jest dobrze"...

          Odnosząc się zaś przy okazji do tytułu forum-rozwód...i co dalej?
          Własnie między innymi to: wzajemne, niedopowiedziane żale, wytykanie sobie
          niedoskonałości wychowawczych, wpajania złych nawyków, zaniedbań...
          Oprócz niekwestionowanych pozytywów (np ustabilizowana i wyjaśniona sytuacja
          prawna) rozwód niesie za sobą całe morze negatywnych emocji i doświadczeń.
          Chrońmy przed nimi nasze dzieci.
          • czekolada72 Re: Nie generalizujmy 31.07.05, 22:19
            clio11 napisała:
            > Odnosząc się zaś przy okazji do tytułu forum-rozwód...i co dalej?
            > Własnie między innymi to: wzajemne, niedopowiedziane żale, wytykanie sobie
            > niedoskonałości wychowawczych, wpajania złych nawyków, zaniedbań...
            > Oprócz niekwestionowanych pozytywów (np ustabilizowana i wyjaśniona sytuacja
            > prawna) rozwód niesie za sobą całe morze negatywnych emocji i doświadczeń.
            > Chrońmy przed nimi nasze dzieci.

            Madrzes to Kobieto napisala smile Chyba niewiele mozna dodac, a na pewno nic
            ujac smile
      • anja_pl Re: To wszystko, co opisałaś... 31.07.05, 23:11
        tricolour napisał:

        > ... to KONSEKWENCJE rozwodu.
        >
        nie mamy rozwodu, a Tatuś się wyprowadził, bo nie może dłużej mieszkać z
        Mamusią, ale dzieci kocha, tak im mówi,

        > Nie ma takiej możliwości, by decyzja o rozejściu sie odbyła sie bez żadnych
        > ujemnych konsekwenji. Nie ma mozliwości, by prysnęły złe rzeczy w związku, a
        > pozostałe dobre. Oczekiwanie tego, to zycie złudzeniami.
        >
        złą rzeczą w związku, gdybym to ja wiedziała.... czas? przyzwyczajenie, cholera
        wie co...
        nawet pokłociliśmy się, nie przy dzieciach, dopiero wtedy jak szmatę sobie
        znalazł...


        > Tatuś ma inne plany, bo nie ma obok niego ani dzieci, ani dawnej kobiety.
        > Kobieta stała sie obcą osobą, a relacje z obcymi cechuje obojętność. Względem
        > obcych ludzi nie można mieć żadnych oczekiwań, bo niby z czego one mają
        wynikać
        > ?
        ze spłodzenie wspólnych dzieci, samemu matką ani ojcem się nie zostaje, nie
        jesteśmy wiatropylni !!!!!!!!!!!!

        >
        > Tatuś "nie wrzuca" wszystkiego na matkę. To, że matka sama wszystko robi
        wynika
        > z tego, że podczas rozprawy rozwodowej prosiła o możliwość samotnego
        wychowania
        > dzieci i sąd do tej prośby sie przychylił.
        >
        nie ma rozwodu, więc nie prosiłam, tatuś stwierdził, że dzieci pewnie mu nie
        dam...
        ale jak prosiłam by był z nimi jak wyjeżdżam, dwa tygodnie przed terminem
        wyjazdu tatuś miał inne plany k...ć,
        nie jest to "wrzucanie" na mamę?
        jego dzieci, nie pasują mu do życia



        > Jeżeli mama ma jakąś sprawę do ojca swoich dzieci, to może o tych sprawach
        > porozmawiać, ustalić, a potem wymagań konsekwentnej realizacji ustaleń.
        >
        wiesz tri, co z tego, że jakieś ustalenia, jak nie chce to go siłą nie zmuszę,
        miał ochotę pójść poszedł, miał kupić córce rower, dwa lata kupował, w końcu ja
        kupiłam,
        ale o zabawki dla siebie dba...
        sam ustalił sobie kwotę alimentów i termin płacenia, najpierw zmienił termin,
        bez słowa wyjaśnienia, a potem przestał płacić...

        ciekawam co dalej...

        nadal mam doła
        uncertain



        • tricolour Przykro mi... 01.08.05, 00:04
          ... nic sensownego nie napiszę...

          Faceci tacy bywają... podejrzewam, że prawie wszyscy.
          sad(
        • hela74 Re: To wszystko, co opisałaś... 01.08.05, 09:06
          aniu, a może powinnas wystąpić do Sądu o alimenty ze strony męża na Wasze
          dzieci, do tego nie potrzebujesz rozwodu, ja bym tak zrobiła...
          • anja_pl Re: To wszystko, co opisałaś... 01.08.05, 09:21
            mnie nie zdołowały tylko alimenty, ale też to, że kurcze po raz kolejny mnie
            zawiódł, może nawet nie tyle mnie, ile dzieci, że mając wolne nie spędza z nimi
            tego czasu, że one siedzą same w domu, dopóki ja z pracy nie wrócę, fakt, lubią
            byc w domu, zwłaszcza w takie upały, w domu zdecydowanie chłodniej,
            ale tatuś mógłby pokazać, że mu na nich zależy, że są dla niego ciągle ważne,
            mógłby posiedzieć z nimi ... to też jest jego dom i nikt go z niego nie wyrzucił
            • tricolour Ty też jesteś winna. 01.08.05, 19:04
              Mąz jest, ale go nie ma. Nikt go nie wyrzucił, ale i tak sobie poszedł do innej.

              Ty za nim tęsknisz, ale chyba przeczuwasz, że nic z małżeństwa nie bedzie.
              Chcesz, by opiekował sie dziećmi, ale on tego nie chce.

              Może w koncu zrobicie jakieś ruchy, by Wasza sytuacja była odrobine jaśniejsza,
              bo na razie to czeski film.
              • anja_pl Re: Ty też jesteś winna. 01.08.05, 19:29
                tricolour napisał:

                > Mąz jest, ale go nie ma. Nikt go nie wyrzucił, ale i tak sobie poszedł do
                >innej .
                >

                byłoby lepiej gdbym Go wyrzuciła ? z wielkim hukiem ? tak, żeby wszyscy dookoła
                słyszeli ?
                po co? dla satysfakcji ? czyjej ? sąsiadów ? że moje na wierzchu ?
                to dla mnie wielka porażka, a porażki przeżywam sama, może ty jeden z moich
                błędów...


                > Ty za nim tęsknisz, ale chyba przeczuwasz, że nic z małżeństwa nie bedzie.
                > Chcesz, by opiekował sie dziećmi, ale on tego nie chce.
                >
                to nie takie proste, deklaruje, że chce się nimi zająć, tylko Mu czasu nie
                zawsze wystarcza, od pn-czw po południu w roku szkolnym mam czas... tylko te
                weekendy, a zwłaszcza długie weekendy...

                > Może w koncu zrobicie jakieś ruchy, by Wasza sytuacja była odrobine
                >jaśniejsza,
                > bo na razie to czeski film.

                jest jak jest, On swoje, ja swoje, tylko te nasze oczekowania są zupełnie
                odmienne, ja nie mam ochoty by ktoś zmienial moje życie, już raz Mi je zmienił,
                nie pytając o zgodę, na natępne zmiany nie wyrażam zgody,

                • tricolour Może przesadzam... 01.08.05, 19:39
                  ...

                  1. Piszesz gościa z dużej litery. Taki szacunek to za co? Za lekceważenie Ciebie
                  i dzieci? A może za to, że żyje?

                  2. Dużo lepiej gdybys go wyrzuciła na zbity pysk, bo wiedziałby, że trzeba
                  szanować Ciebie i dzieci. Za brak szacunku dostaje się w łeb.
                  Teraz robi co chce bez żadnych konsekwencji.

                  3. Na dośc złego tłumaczysz go, że facio czasu nie ma. Zdecyduj się - albo
                  tłumaczenie, albo żale. Jedno i drugie, to jakaś schizofrenia.

                  4. "Jest jak jest". Świetnie tylko co z tego.
                  Mąż ma Cię gdzieś, co widać po tym co robi - nic nie robi.
                  Jak sama o siebie nie zadbasz, to kto ma zadbać?
                  • anja_pl Re: Może przesadzam... 01.08.05, 19:46
                    Tri, jakbym siebie słyszała, gdy mówie do innych big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                  • akacjax Tri, może wiesz? 01.08.05, 20:35
                    Jak się wyrzuca gościa na zbity pysk?

                    To wg mnie działa tylko wtedy, gdy tenże wie co znaczą słowa: wynocha z mojego
                    domu (np.) lub podobne.
                    Ale jeżeli masz pomysł jak to zrobić, to podpowiedz, mam takiego na stanie (do
                    wyrzucenia) i wszelkie rady są mi potrzebnesmile
                    • tricolour Ależ to jest bardzo proste... 01.08.05, 20:59
                      ... i zaręczam Ci, że skuteczne.

                      Zacznijmy od tego, że facieci w większości to "tchórze" w porównaniu do obrazu
                      jaki o sobie tworzą i wyobrażają. To znaczy, że często wyobrażenia odstają od
                      rzeczywistości.
                      Na tym bedziemy bazować w dalszej części instrukcji.

                      Twój były facet siedzi w domu i nie chce się wynosić. Ma poczucie bezpieczeństwa
                      wynikające z zasiedzenia i Twojej bierności. Kłótnie i prośby, groźby, płacze
                      nie pomagają.

                      Bierzesz dobrego kolegę. Musi być inteligentny oraz mieć jaki taki wygląd.
                      Inteligencja i wrodzone wygadanie jest najważniejsze, bo nic tak nie deprymuje
                      faceta, jak gość mądrzejszy.
                      Taki kolega przychodzi i spokojnie tłumaczy, że czas mija (nie minął, tylko mija
                      - to ważne, bo mijanie rodzi niepewność, a fakt dokonany trzeba by udowodnić).
                      Kolega mówi, że czas się wynosić i dzielić majątek, a on jest do pomocy.

                      Po takiej wizycie dajesz ex deadline. Ustalacie granicę czasową i co trzeba
                      zrobić. Potem zostaje konsekwentne trzymanie sie ustaleń.
                      SYSTEMATYCZNOŚĆ jest najważniejsza.

                      Może to pomoże.
                      Nie wiem smile))))
                      • akacjax Re: Ależ to jest bardzo proste...Och! Tri 02.08.05, 11:40
                        Ten post zupełnie do Ciebie nie pasuje....
                        Jest grzeczno-układny....
                        A ja pytałam o wywalanie na zbity pysk wink
                        Nie o grzeczne proszenie o opuszczenie lokalu, bo czas się skończył.
                        Zasada jest taka-jeżeli mój jeszcze-mąż jest u mnie zameldowany, to dopóki nie
                        mam orzeczenia eksmisji(a do tego demolka co najmniej jest potrzeban wg prawa
                        naszego), to nie mam możliwości wystawić go za drzwi bez jego zgody.
                        Bo wróci ze strażą miejską i będę musiała go wpuścićsad

                        Ale ogólnie uśmiechnęłam się czytając Twoją propozycję. Nasz znajomy próbował
                        przemówić mojemu j.-m. w ubiegłym roku gdy zaprzestał dawać kasę. Chciał w
                        ramach negocjacji dobrowolnych otworzyć mu oczy-na własne dzieci nie
                        dajesz...nie pomogło. Musiał sąd alimenty przyznać...
                        Nie każdego można na pysk wywalićsmile
                  • anja_pl Re: Może przesadzam... 01.08.05, 23:24
                    tricolour napisał:

                    > ...
                    przemyślałm Tri co napisałeś i mogę Ci spokojnie odpowedzieć na postawione
                    pytania:

                    >
                    > 1. Piszesz gościa z dużej litery. Taki szacunek to za co? Za lekceważenie
                    >Ciebie
                    > i dzieci? A może za to, że żyje?
                    >
                    za to,że wybrałam Go kiedyś na ojca moich dzieci, wybrałam Go z tłumu innych
                    facetów, uważałam, że jest mnie godny (wiem głupio brzmi, ale czujesz o co mi
                    chodzi?)i gdybym teraz traktowała Go jak gnoja, s...a itp. to kim ja wtedy bym
                    była? szacunek do Niego , jest szacunkiem dla mnie samej, szacunkiem dla moich
                    dzieci

                    > 2. Dużo lepiej gdybys go wyrzuciła na zbity pysk, bo wiedziałby, że trzeba
                    > szanować Ciebie i dzieci. Za brak szacunku dostaje się w łeb.
                    > Teraz robi co chce bez żadnych konsekwencji.
                    >
                    nigdy nie broniłam mężowi robić co chce, ufałam Mu i liczyłam na Jego
                    lojalność, odpowiedzialność, przejechałam się sad, trudno

                    > 3. Na dośc złego tłumaczysz go, że facio czasu nie ma. Zdecyduj się - albo
                    > tłumaczenie, albo żale. Jedno i drugie, to jakaś schizofrenia.
                    >
                    bo jak się kogoś kocha, to wytłumaczenie się zawsze znajdzie, wnioskuję więc,
                    że Go jeszcze kocham...

                    > 4. "Jest jak jest". Świetnie tylko co z tego.
                    > Mąż ma Cię gdzieś, co widać po tym co robi - nic nie robi.
                    > Jak sama o siebie nie zadbasz, to kto ma zadbać?

                    nie ma gdzieś, to na pewno, miałam okazję się przekonać, stara się, wiem, to
                    wygląda lepiej niż opisałam, miałam doła i wyciągnęłam to co mnie bardzo boli,
                    ale nie napisałam, że poszedł na wywiadówki do szkoły, przychodził do
                    przedszkola na przedstawienia, przyszedł na zakończenie roku do szkoły
                    tylko ta jego sz... wink ciągle bruździ,

                    dbam o siebie, o dom, o dzieci, nie czekam na Niego z założonymi rękoma i nie
                    płaczę, ale robię swoje tak, jakby nie wrócił, ale też tak jakby wrócić miał
                    dziś wieczorem,
                    staram się żyć normalnie, własnie wróciłam ze spaceru z psem (zjedliśmy
                    kalafiorwink)
    • biedroneczka33 Re: tatusioweie 01.08.05, 07:06
      ...hm....to i tak masz sie lepiej od nas ...bo "nasz" tatus pojawia sie ..przy dobrych okolicznosciach wiatru hi,hi wiejacego w nasza strone z udzialem mobilizacji przez telefon komorkowy ( biedne moje rachuneczki ) srednio 1 raz w miesiacu..przy czym jego pobyt z synem trwa ok.5 minut ..biedactwo zapracowane a herem w jego domu tez dopomina sie o czas dla siebie smile)) Szczytem wszystkiego byla jego ostatnia wizyta gdy wpadl jak wiatr pochwalic sie bonami jakie zdostal z zakladu placy w ramach zyskow ..( w tym msc 450 zl i w przyszlym to samo )..gdy pokazalam mu wyrok sadowy podwyzszajacy alimenty biedactwo zbladlo ..pozniej szybko zmienilo kolory niczym kameleon bardziej przypomniajac buraczka wyrzucilo z siebie stek wyzwisk ,lacznie z argumentami ze rzuca ta prace bo on na dziecko pracowac nie bedzie ( oczywiscie majac na mysli swoje -bo na syna swej przyjaciolki czemu nie ..ona taka biedna mimo iz pracuje musi posylac pieniazki mezowi bo do dzis jest pewny ze zonka ciezko tyra kilkaset km od domku majac na uwadze ich wspolne dobro ,,wszak w rejonie wielkie bezrobocie) na odchodne powiedzial synkowi ze tatus nie ma pieniazkow bo mama go wykorzystuje do ostatniego centa smile))) No coz samo zycie ..tylko jak mozna byc takim oschlym dla wlasnego syna ktoremu i tak jest ciezko walczac z choroba i czesto z tego powodu rezygnujac z wielu przyjemnosci jakie niesie ze soba ten wiek ...
      • scriptus Wrrrr 01.08.05, 11:26
        Do Twojego "przypadku", Biedroneczko, nic nie potrafię powiedzieć.
        Nie rozumiem go i współczuję Wam...
    • scriptus Re: tatusiowie 01.08.05, 11:14
      Anju, nie dołuj, trzymaj się.

      Myślę nad tym, co napisałaś, cały zestaw pytań jest niemal retoryczny,
      odpowiedź nasuwa się "nie, nie jest w porządku..., nie jest tatusiem," itd.

      Nie popieram rozchodzenia się, odchodzenia do innych partnerów, podobnie, jak i
      Ty. Współczuję Ci z serca krzywdy, która Cię spotkała. Nie bronię jego
      postępowania, ani nie uważam, że to jest w porządku. Wydaje mi się jednak, że
      jego stosunek do Waszych dzieci się nie zmienił. Jest prawdopodobnie taki sam,
      jak w czasie trwania małżeństwa. On je prawdopodobnie kocha tak samo, tak samo
      jest z nich, jako ojciec, dumny, poświęca im TYLE SAMO uwagi, co przedtem.
      Wykonuje w stosunku do nich tyle samo obowiązków, co wtedy, gdy byliście razem.
      Wtedy, to wystarczało. Kiedy był w domu, reszta wychodziłą niejako sama. Wtedy,
      mógł być czymś zajęty w domu, lecz był koło dzieci. Wychodziło to niejako przy
      okazji. Tak już mieliście prawdopodobnie ułożone zasady w małżeństwie, że
      wielka część jego wychowawczo opiekuńczej roli wynikała z samej jego obecności
      przy dzieciach. Teraz, gdy jest gdzie indziej, utracona została ta samoistna
      sposobność kontaktów. Kiedy był w domu, sama jego obecność niemal wystarczała,
      żeby wypełnić wiele ojcowskich zadań. Teraz to wszystko wymaga z jego strony
      większego wysiłku i być może nawet nie dostrzega, że efekty jego działania są
      dużo niższe. Za niskie, w stosunku do potrzeb i wymagań.
      Nie bronię go, jeżeli odszedł, musi mieć świadomość, że żeby utrzymać
      swój "standart ojcowstwa" na poprzednim poziomie, musi w to włożyć o wiele
      więcej wysiłku. Wiele, wiele więcej. Możesz dać z siebie dzieciom wszystko, na
      pewno dajesz, i to więcej, niż jak byliście razem. Po prostu, on też musi dać z
      siebie więcej. Nie tyle samo, czy mniej, ale właśnie więcej. Jeżeli kocha swoje
      dzieci, wierzę, że tak, to musi to sobie uświadomić. Musisz mu to uświadamiać z
      całym naciskiem. Jeżeli rzeczywiście kocha swoje dzieci i te zaniedbania w
      opiece nad nimi są na zasadzie "tak wyszło", na pewno zwiększy swój wysiłek
      włożony w ich wychowanie i opiekę nad nimi.

      Może to co napisałem, to "wishfull thinking", ale nie załamuj się, próbuj, w
      każdym człowieku jest wiele dobra, trzeba je tylko wydobyć. Jestem mężczyzną i
      choć nie mam takiego doświadczenia, wierzę, że mężczyźni w większości nie
      przestają po rozstaniu z żonami kochać swoich dzieci. Tyle tylko, że nie umieją
      sprostać ojcowskim zadaniom będąc osobno, gdy dzieci są z matką. Mam nadzieję,
      że się nie mylę. To żadne usprawiedliwienie dla tych, co sami odeszli, jednak,
      wystarczy oczekiwać wymagać, i dadzą dzieciom to, co powinni.

      Zakładam, że niezapłacenie alimentów, to wpadka finansowa, a nie celowe
      działanie, zdarzyć się może zawsze, w małżeństwie i poza nim, mogę się
      oczywiście mylić, na pewno mąż wyrówna finasowe loty i będzie płacił w
      terminie.
      • anja_pl Re: tatusiowie 01.08.05, 11:49
        wiesz scriptusie, pewnie masz rację,

        za wiele na mnie się ostatnio zwaliło i humoru mi brakło,
        ale dziś jest już lepiej (z tym dołem),

        krótki był i nie tak głęboki, jak poprzednie, i wiele juz czasu upłynęło od
        poprzedniego smile
        i to jest powód do RADOŚCI

        pytanie do wszystkich:
        w którym roku byli "jeźdzcy w burzy"?

        chodzi za mną to nagranie i nawet mp3 sobie ścągnęłam wink


        • scriptus Re: tatusiowie 01.08.05, 11:55
          To na pewno duża zasługa dzieci, ja najgorsze przeżywam, gdy nie ma synka w
          domu. Kiedy jest, wystarczy że zajrzę do jego pokoju, on się uśmiechnie i zaraz
          się do mnie świat uśmiecha.

          Lubię jeźdźców, ale nie wiem , z którego roku są. Na pewno chodziłem jeszcze do
          podstawówki, kiedy tego słuchałem.
        • kocur.czarny jezdzcy 01.08.05, 11:57
          Tez nie pamietam z ktorego roku sa jezdzcy. Najbardziej utkwilo mi wykonanie z
          filmu Blues brothers. Pamietacie te scene?
        • anja_pl Re: tatusiowie 01.08.05, 12:12
          znalazłam 1971!!!!!!!!!!!
          to wiem czemu u mnie w pracy tego nie znają wink nie żyli jeszcze smile
          • scriptus Re: tatusiowie 01.08.05, 12:21
            To żaden powód, ja też nie żyłem, jak Mendelsohn komponował różne marsze, a
            jakoś jeden z jego przebojów wciąż pamiętam...
            • anja_pl wiedza ogólna 01.08.05, 14:55
              ale u mnie co poniektórym nazwisko: Demarczyk nic nie mówi, "Laura i Filon"
              kojarzą z jakimś serialem, nie mam pojęcia z jakim wink
              i parę innych takich "kwiatków" mozna spotkac, te akurat pamietam tongue_out
    • kocur.czarny Re: tatusioweie 01.08.05, 11:53
      Mnie jeszcze trzyma w malzenstwie wlasnie chec bycia tatusiem. Swiadomosc
      koniecznosci bycia przeciwwaga dla jej wplywu na dzieci, jej wiecznego
      niezadowolenia przenoszonego na wszystkich dookola. Swiadomosc, ze jestem im
      cholernie potrzebny. Ale czy to ma sens? Czy to moze byc jedynym uzasadnieniem
      zamieszkiwania razem?
      Wiem, ze po rozwodzie z wspomnianego tu powodu braku codziennych kontaktow,
      bedzie to cholernie trudne. Niekoniecznie na skutek dzialan celowych, jak
      sugeruja tu niektore wypowiedzi, ale przede wszystkim z powodu ograniczen
      czasowych. Tak sobie mysle, ze moze zasady kontaktow powinny zostac okreslone w
      szczerej rozmowie, w ktorej nie traktowaloby sie bylego partnera jako tego,
      ktoremu mozna przekazac oczekiwania wprost, a niekoniecznie oczekiwac aby je
      odczytywal intuicyjnie. Przy braku codziennego kontaktu to chyba niemozliwe.
      • scriptus Re: tatusiowie 01.08.05, 12:01
        kocur.czarny napisał:

        > Mnie jeszcze trzyma w malzenstwie wlasnie chec bycia tatusiem.

        Taaak... tu się rozumiemy.
        Jakkolwiek ciągle staram się nie stracić złudzeń, wierzę, że kocham moją żonę,
        to właśnie... gdyby nie dzieci, pewnie dawno siedziałbym na jakiejś pustelni,
        spożywał korzonki i popijał piwem...
        • kocur.czarny Re: tatusiowie 01.08.05, 12:10
          Proponuje ucieczke do Krolestwa Tonga - archipelag na Pacyfiku.
          • scriptus Re: tatusiowie 01.08.05, 12:18
            A korzonki tam można kupić?? Samym piwem pustelnik nie wyżyje ;-(
            • kocur.czarny Re: tatusiowie 01.08.05, 12:31
              na pewno cos tam rosnie. W razie czegomozna zlowic rybe.
      • akacjax Re: tatusioweie 01.08.05, 12:19
        kocur.czarny napisał:

        > Mnie jeszcze trzyma w malzenstwie wlasnie chec bycia tatusiem. Swiadomosc
        > koniecznosci bycia przeciwwaga dla jej wplywu na dzieci, jej wiecznego
        > niezadowolenia przenoszonego na wszystkich dookola. Swiadomosc, ze jestem im
        > cholernie potrzebny.

        Dziwnie to brzmi, chcesz w ramach bycia ojcem robić za przeciwwagę?
        A ja myślę, że powody powinny być inne.


        > Wiem, ze po rozwodzie z wspomnianego tu powodu braku codziennych kontaktow,
        > bedzie to cholernie trudne.

        Będzie trudne, ale możliwe. Znam kobietę, której synowie po rozwodzie mieszkaja
        z ojcem. A ona i tak więcej o nich wie niż ojciec i ma dla nich serce. Po
        prostu jest nimi zainteresowana.


        Tak sobie mysle, ze moze zasady kontaktow powinny zostac okreslone w
        >
        > szczerej rozmowie, w ktorej nie traktowaloby sie bylego partnera jako tego,
        > ktoremu mozna przekazac oczekiwania wprost, a niekoniecznie oczekiwac aby je
        > odczytywal intuicyjnie. Przy braku codziennego kontaktu to chyba niemozliwe.

        Ustalenia, czemu nie, ale nie jest się ojcem wg ustaleń, ale po prostu się jest.
        I to nie oczekiwania ex maja być spełnione li tylko, ale i dzieci, a te
        potrzebują pewności, że rozwód nie jest z nimi.
        Myślę, że można sobie wyobrazić normalne kontakty z dziećmi, zainteresowanie
        ich problemami, szkołą-nie tylko na podstawie wiedzy uzyskanej od nich, ale
        samemu wykazując inicjatywę. Bo to jest najważniejsze. Dzieci mają różne
        reakcje, ale trzeba je zrozumieć i powoli pracować nad poprawą kontaktów w
        razie kłopotów.

        • kocur.czarny Re: tatusioweie 01.08.05, 12:48
          W ktoryms watku zacytowalem fragment rozmowy z dzieckiem. Nie wolno nam
          rodzicom poddawac sie emocjom, a w szczegolnosci zlym emocjom, trzeba dzieci
          dowartosciowywac, budowac ich psychike, a nie wylacznie poczucie winy.
          Zle mnie zrozumialas z "ustaleniami". Chodzilo mi o otwartosc w przedstawianiu
          problemow. Zakladajac, ze dziecko nie spedza z ojcem zbyt wiele czasu, skad on
          ma wiedziec o jego problemie, o potrzebach. A ambitna mama, bedzie zachwycona
          mogac udowodnic brak zaangazowania. To niestety chyba cos, co mamy wpisane w
          psychike: Aby nie zwariowac musimy polaryzowac poglady. Wiec ktos musi byc zly -
          poniewaz ojciec odchodzi, traci autorytet, wiec niech juz zostanie tym zlym.
          Idealem byloby gdyby matka widzac taka potrzebe, zadzwonila do ojca, i po
          prostu powiedziala "Wydaje mi sie ze dziecko cie teraz potrzebuje". Ale czesto
          ambicje na to nie pozwalaja.
          • akacjax Re: tatusioweie 01.08.05, 13:05
            Szczerze mówiąc nie mam problemów z zobaczeniem w minie i postawie dziecka, że
            coś jest nie tak. Nikt tego mi nie mówi, czasem nawet dzieci ukrywają różne
            kłopoty i wybryki.
            Gdyby mój jeszcze-m. chciał mieć lepszy kontakt z synami to nie pytałby mnie,
            co u nich słychać(takie pytanie padło rok temu, gdy synowie byli obok w drugim
            pokoju), ale pytałby ich. Poza tym ja od syna się nie dowiedziałam, że był na
            wagarach, ale w szkole, gdzie dobrowolnie, z czystego zainteresowania synem
            poszłam.
            Dzieci potrzebują rodziców nie tylko w konkretnych sytuacjach, ale w ogóle i
            ile czasu im poświęcimy to sprawa każdego z nas i oczywiście wieku dzieci.
            Trudno bym oczekiwała, że 19-latek chce bym mu czytała choć w jeden wieczór na
            dobranoc, ale może 5-latek tak chce.
            Dla kobiet najważniejsza jest gotowość ex do pomocy, jego szczere
            zainteresowanie dziećmi. A mój j.-m. mysli, że mnie o alimenty chodzi tylko. W
            sumie mógłby zaproponować mieszkanie synom ze sobą, ciekawe, czy by poszli.(A
            wtedy ja miałbym obowiązek alimentacyjny...tylko, czy miałabym tak dzieci "z
            głowy" jak on?
            • scriptus Re: tatusioweie 01.08.05, 14:09
              A może to właśnie ojcom sądy po rozwodzie powinny dawać dzieci do wychowania, a
              matki powinny być na przychodne? Ciekawe, czy efekt nie byłby taki: troskliwy
              tatuś, a po jakimś czasie, matka ma mało czasu, ważniejsze sprawy... Co z oka,
              to z serca ;-( . Mężczyźni więcej zarabiają, mogłoby być bez alimentów.



              Kij w mrowisko ;P
              • akacjax Re: tatusioweie 01.08.05, 14:37
                Jeżeli sprawa dotyczy małych dzieci, to psycholodzy udowodnili niezbędność
                matki w procesie wychowania.
                Jeżeli sprawa dotyczy dzieci powyżej 13 lat mogłyby one same decydować. Ale
                polskie prawo jest mało-rozwojowe...

                Przykład, o którym pisałam zaprzecza Twojej teorii (gdy dzieci zostają z ojcem).

                Mogę mówić za siebie: nawet gdybym nie musiała "zajmować się" ogólnie mówiąc
                synami i tak interesowałbym się ich losem aktywnie, a nie tylko proszona o to.
                • scriptus Re: tatusioweie 01.08.05, 14:40
                  Nie chciałem o nic umniejszyć Twojej miłości do dzieci, to nie o Tobie... ale
                  zastanawiam się , na ile to jest regułą... czy ktoś prowadził takie badania?
                  • akacjax Re: tatusioweie 01.08.05, 15:17
                    Naturalną rzeczą jest że co z oczu, to z myśli, ale czy od razu z serca? I czy
                    to działa w przypadku dzieci?
                    Ja też mniej się przejmuję, gdy nie widzę, co się dzieje, jestem daleko i nie
                    mam videotelefonusmile
                    Gdy zobaczę dziecko, wiem, czy jest ok, czy nie do końca...ok
                    smile
                    • scriptus Re: tatusioweie 01.08.05, 15:34
                      Masz rację, co z oczu, to z myśli, nie z serca.
                      Chociaż, nie do końca, przynajmniej w moim przypadku.
                      W sercu je mam, a w myślach też, choć są daleko...
    • kasiar74 Re: tatusioweie 01.08.05, 12:20
      takie rozwodzenie się z dziećmi jest dla mnie niezrozumieałe zupełnie, bez
      względu na to jakich argumentów tatusiowie użyją
      na szczescie są też porządni faceci, to przywraca wiarę w ludzi
      bo jak dla człowieka nie jest ważne jego dziecko, to co w ogóle się liczy?
    • e.mes Ja wiem, że nie można generalizować, ale... 01.08.05, 12:25
      W psychologii za pewnik bierze się coś, do czego pozytywnie dopasowało się 95 na
      100 badanych. Wówczas możemy z całym przekonaniem generalizować.

      Nie mam pojęcia, jakie są statystyki rozwodniczo-dzieciate, ale wiem, że w
      przypadku 6 rozwiedzionych małżeństw, które znam bardzo dobrze, tylko jeden
      ojciec naprawdę dba o kontakt z dziećmi.

      Rozumiem, że wyrok sądowy może utrudniać kontakty z dziećmi, ale to, o czym
      pisze Anja, jest częste i mogłoby równie dobrze nie mieć miejsca, jeśli tatuś
      cały czas poczuwałby się do roli ojca.
      • czekolada72 Re: Ja wiem, że nie można generalizować, ale... 01.08.05, 12:32
        wink
        Na 9 znanych mi (w tym moje wlasne, co prawda w trakcie, ale jednak) - tylko 4
        tatusiow (w tym moj byly i jego brat) olewa swoje dzieci.
        Hmmmm, nie wiem jak to sie ma do generalizowania?

        Chyba ze mam jakies zacmienie i gdziec uciekly mi inne?
        • e.mes Re: Ja wiem, że nie można generalizować, ale... 01.08.05, 13:07
          czekolada72 napisała:

          > wink
          > Na 9 znanych mi (w tym moje wlasne, co prawda w trakcie, ale jednak) - tylko 4
          > tatusiow (w tym moj byly i jego brat) olewa swoje dzieci.
          > Hmmmm, nie wiem jak to sie ma do generalizowania?
          >
          Och, kurczę... 9 to straszna liczba. Dużo tego wszystkiego. Co się dzieje?
          Zresztą, wolę nie generalizować wink
        • movisz Re: Ja wiem, że nie można generalizować, ale... 01.08.05, 17:11
          Na 9 znanych mi (w tym moje wlasne, co prawda w trakcie, ale jednak) - tylko 4
          > tatusiow (w tym moj byly i jego brat) olewa swoje dzieci.

          .....tylko 4....????????
          To jest tylko? To jest az! Z twojej statystyki wynika, ze prawie co druga
          rodzina "produkuje" okaleczone dzieci czyli co drugi wychodzi ze skaza bo
          olewanie wlasnych dzieci przez ojcow jest okaleczaniem ich charakterow i
          niszczeniem dziecinstwa, ktore nigdy sie nie wroci bo jest tylko jedno i na
          dodatek bardzo krotkie.
          • czekolada72 Re: Ja wiem, że nie można generalizować, ale... 01.08.05, 18:55
            Z mojej statystyki wynika, ze co drugi rozwiedziony ojciec pamieta, ze posiada
            dziecko, stara sie nim nadal interesowac, a moze i w jakis sposob wynagrodzic
            fakt rozstania sie z jego matka.
            Wg mnie okaleczonym bedzie kazde z dzieci tych 9 rozwiedzionych par sad
    • bezecnymen Re: tatusioweie 01.08.05, 18:30
      uważam, że niestety takie stwierdzenie jest w 90% przynajmniej nieszczere...
      pozostałe 10% też z czasem staje się nieaktualne...coraz rzadsze kontakty,
      coraz mniej zrozumienia, brak codziennego kontaktu powoduje, że nawet gdy osoba
      odchodząca chce utrzymać kontakt z dziećmi, to przestaje je podtrzymywać z
      rozmaitych względów, nawet, jeśli nie jest w nowym związku... a dzieci rosną,
      przyzwyczajają się, że mają w domu jednego rodzica, ten weekendowy, lub jeszcze
      rzadszy i coraz rzadszy staje sie pomału znajomym, a nawet kimś zupełnie obcym
      • clio11 Re: tatusioweie 01.08.05, 21:49
        A moja córa wróciła dziś z odwiedzin u taty. Chyba jednak nie jestem w nastroju
        do dzielenia się wrażeniami z jej opowieści. Jest mi cholernie smutno. Do
        jutra.
        • czekolada72 Re: tatusioweie 01.08.05, 22:25
          Wyspij sie dobrze smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka