02.08.05, 08:06
napisałam wcześniej, że poszukuję prawnika...

moja historia to tylko trzy lata...

była wielka miłość, ślub.

teraz jest szarpanie się, nieprzyjemności i to wszystko, co na pewno sami
znacie z autopsji...

o rozstaniu decyzję podjęłam jakiś czas temu, mój mąż mnie obrażął,
upokarzał, traktował bez żadnego szacunku, sytuacja pogorszyła się gdy
przestałam zarabiać pieniądze, bo byłam w ciąży zagrożonej dość mocno.
Utrzymywałam jego i dom, bo "jego" pieniądze miał "odkładać". kiedy to się
skończyłó, nie wiem co w niego wstąpiło, bo stał się nie do wytrzymania,
ciągłe naśmiewanie się ze mnie, upokarzanie nawet w towarzystwie...Był mocno
zaszokowany, że podjęłam taką decyzję, bo jak JA mogłam To zrobić. Zrobiłam.

teraz problem jest oczywiście z pieniędzmi. Nic od niego nie chcę poza połową
ze sprzedaży naszego samochodu, pieniędzmi dla córeczki i wyprowadzeniem się.
Mieszkanie jest moje, więc naturalne, że ja tu zostaję, poza tym on nie
chciałby tu nawet mieszkać, bo moi rodzice są zbyt blisko, nie nadaje się do
sprzedaży, bo jest to nadbudowane poddasze w domu jednorodzinnym. Należy do
mnie. Samochód zarejestrowany jest na niego...Teraz i on i ja chcemy
rozdzielności majątkowej, ale obawiam się, że kiedy ją podpiszę nie dostanę
nawet grosza ze sprzedaży samochodu. mieszkam w takim miejscu, że samochód
jest bardziej niż niezbędny, więc będę musiała kupić coś sobie. potrzebuję
tej połowy. on powiedzieł, że jak podpiszę rozdzielnośc, to wtedy dostanę, a
ja boję się, że wtedy to będzie figa z makiem.

można łapać się za głowę, kochała, ufała, a teraz tak do tego podchodzi.
Właśnie tak, bo druga natura mojegó ukochanego przeszła moje oczekiwania. na
pewno ja też popełniłam setki błędów, ale nie mogę być z człowiekiem, który
dla innych jest super kulturalny i uprzejmy, a dla własnej rodziny chamem i
prostakiem, i do tego tyranizującym cały dom.

co dalej. czekam na dzień, kiedy kontakty pomiędzy nami będą tylk ow sprawie
naszej malutkiej córeczki.

pozdrawiam Was wszystkich, i kobiety i meżczyzn, bo przecież są pomięzy nami
i Ci, którzy zranili i Ci zranieni. ja na pewno dostałam lekcję od życia,
tylko dlaczego na samym jego początku? a może to właśnie lepiej?

E.
Obserwuj wątek
    • bezecnymen Re: o mnie... 02.08.05, 09:10
      jeśli chodzi o samochód, to najwazniejsze jest czy został kupiony podczas
      waszej wspólnoty majątkowej czy też przez niego w czasach kawalerskich.... to
      że jest zarejestrowany na niego, nie ma zasadniczego znaczenia
      jesli zamierzacie rodzielic majątek notarialnie przed rozwodem, powinnaś
      dokładnie okreslić jakie sa Twoje oczekiwania finansowe
      • kvinna1 Re: o mnie... 02.08.05, 09:22
        Bezecny ma racje, wszystko co zaostało nabyte podczas waszej wspólnoty
        majątkowej jest majątkiem dorobkowym, czy jakoś tak, i bez względu na to na
        kogo jest to formalnie zapisane, teoretycznie należy Ci sie Wam po polowie. Mi
        udało sie dojsc z meżem do porozumienia i załatwiamy podział
        majątku "polubownie" u notariusza a nie sądownie. Postaraj sie go przekonać do
        swoich potrzeb przy podziale majątku, pewnie masz jakies argumenty, więc może
        uda Ci sie go przekonać. Nie każdemu chce sie łazic po sądach, więc moze i on
        będzie chciał miec jak najszybciej to z glowy. Powodzenia.
    • hela74 Re: o mnie... 02.08.05, 09:34
      Moi przedmówcy maja rację. U notariusza możesz podpisać (1)rozdzielność bez
      podziału majątku wspólnego lub (2) rozdzielność z podziałem majątku wspólnego.
      Jeżeli podpiszesz 1, to to Wasz majątek wspólny jest nadal Waszym majątkiem
      wspólnym, czyli to, co kupiliście w trakcie trwania związku małżeńskiego dalej
      należy do Was obojga, w takim przypadku rozdzielność dotyczy tylko rzeczy
      nabytych po jej podpisaniu. Jeżeli podpiszecie 2 to w akcie tym powinno
      dokładnie zostać opisane co i w jakich ilościach sie komu należy, ale to już
      notariusz poinformuje Was o tym. W przypadku 2 umowa dotyczy i majątku
      wspólnego i tego, co kupicie w przyszłości. Jeżeli oboje tego chcecie można się
      naprawdę dogadać bez łażenia po Sądach...
    • bursztynowe Re: o mnie... 02.08.05, 09:43
      Rozdzielnośc dotyczy rzeczy/dochodów nabytych PO dacie rozdzielności. W
      szczególności również długów małżonka, które mógłby zaciągnąć, a potem zepchnąć
      na Ciebie (i vice versa)
      Podział majątku jest czymś innym niż rozdzielność. Wtedy dzielicie się
      dorobkiem z okresu trwania małżeństwa, czyli majątkiem wspólnym.

      PS lepiej trzy lata niż trzynaście. Dzięki temu szybciej i łatwiej wrócisz do
      siebie. Świat się nie kończy, uszy do góry!
    • kiwi69 Re: o mnie... 02.08.05, 09:43
      jeżeli mogę coś radzić to nakłoń męża do rozdzielności i podziału majątku u
      notariusza wówczas możesz domagać sie spłaty połowy, czy jak sie tam umówicie,
      wartości samochodu i innych spraw.Nie są to aż tak duże koszty a o ile
      łatwiej później w sądzie... My tak zrobiliśmy i dzięki temu nasze sprawy w
      sądzie potoczyły sie bardzo szybko.
      • hela74 Re: o mnie... 02.08.05, 10:49
        ja też tak myślę, my zrobiliśmy tak samo i uważam, że jest to o wiele
        korzystniejsze kompromisowo dojść do porozumienia i iść do notariusza niż
        włóczyć się później dodatkowo po sądach, a czy ma to wpływ na szybkość spraw w
        Sądzie, nie wiem, tak słyszałam, że jest wtedy szybciej, no ale zobaczymy,
        najważniejsze jednak, że żadne z nas nie odpowiada wtedy za zaciągnięte później
        zobowiązania finansowe
    • plathess Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 10:01
      Oczywiście, jakżeby inaczej! Nie chcę nic (tylko połowy, która mi się należy),
      no i kaska (oczywiście - dla córeczki), mieszkanie jest moje, więc ja zostaję.
      Nie pracuję, cóż, zagrożona ciąża, cham rąbany łachy nie robi - jego dziecko.
      Już cię nienawidzę!!!!!!
      • bezecnymen Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 10:03
        stary.... opanuj się co?
        • plathess Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 10:06
          bezecnymen napisał:

          > stary.... opanuj się co?




          Jak się czyta takie rzeczy - to trudno o to.
          To jakaś kalka: on niedobry, ja biedna, pieniądze tylko dla dziecka, ach -
          mieszkanie moje, więc... Co twoje - to moje, co moje - wara!, bo zabiję?
          • bezecnymen Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 10:13
            a czy to wystarczający powód, by znienawidzieć nieznaną osobę?
          • scriptus Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 11:24
            Plathess, ten sposob myslenia jest bardzo powszechny, jest on uksztaltowany na
            drodze niemal ewolucji. Zabezpiecza on byt rodziny przed nieodpowiedzialnoscia
            promiskuitywnych samcow. Determinuje dosc znaczaco role spoleczne mezczyzn i
            kobiet. Moze sie to nam, mezczyznom niezbyt podobac, uzywamy na to nawet
            niezbyt pochlebnego okreslenia, tym bardziej, ze kobiety potrafia przejmowac
            meskie role w rodzinie, jednak to wszystko jest jakas spoleczna madroscia
            naszego gatunku i sluzy jego przetrwaniu.
            Dlatego powtarzam, Plathess, postaraj sie kochac kobiety takie, jakie sa, a
            bedziesz mial z nimi problemow znacznie mniej.
      • kasiar74 Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 10:16
        Plathes wyluzuj, skoro poddasze jest jej rodziców to chyba oczywiste ze
        mieszkanie jest jej, a że kobieta która ma mieć dziecko chce zabezpieczyć swój
        byt to chyba normalne. Nie mierz każdego jedną miarą
        • plathess Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 10:45
          Pytanie: co by było, gdyby poddasze było u jego rodziców? Niech bierze bachora i
          won na ulicę?
          • kasiar74 Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 10:49
            to jest gdybanie Plathes, a wspolne dzieco to nie jest bachor
            znowu twoja frustracja bierze górę i zaczyna ci brakować dystansu
          • scriptus Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 11:35
            Plathess, nie potrafimy rodzic dzieci, robia to dla nas kobiety. Wielu z nas
            nie umie tego docenic. Mamy prawo miec kobiete, ktora nam urodzi dzieciatko,
            mamy obowiazek zapewnic tej kobiecie i temu dzieciatku srodki do zycia na czas
            pologu i wychowania. Kobieta ma prawo sie tego domagac, w swoim i dziecka
            imieniu. Podobnie jak niektorzy mezczyzni sa nieodpowiedzialni, tak niektore
            kobiety sa pazerne.
            Jak sie Ci to nie podoba, po prostu nie rob dzieci, nie bedziesz mial
            obowiazkow. Jak chcesz miec dzieci, musisz zaakceptowac tylko taka prosta
            zasade i wszystko, co z niej wynika.
            • plathess Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 20:33
              Otóż nie: to są warunki kobiet.
              One bez nas też nie mogą mieć dzieci - nie pisz tylko o in vitro, bo w ten
              sposób to facet też mógłby sobie poradzić, choćby przez wynajęcie kobiety jako
              jajka. Ale to na marginesie.
              Warunki, o których piszesz, może i obowiązywały, ale kiedyś. Kiedy one nie miały
              prawa do nauki, pracy.
              Po urodzeniu dziecka i paru miesiącach wczesnej opieki, kobieta NIE MA PRAWA
              oczekiwać, iż mężczyzna będzie ją utrzymywał. Zakrywanie się dzieckiem jest
              obłudą. Gdy kobieta jest coś warta, będzie robiła karierę, nie rzuci nagle
              aplikacji, stołka kierowniczego. Taka - z małymi wyjątkami potwierdzającymi
              regułę - nie zrobi tego. Uczyni natomiast to taka, która męczy się w byle jakiej
              pracy za byle jakie pieniądze.
      • anja_pl Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 10:24
        plathess, wolałbyś, żeby ciążę straciła?
        nikomu tego nie życzę,
        pewnie facet miąłby łatwiejm nie byłoby alimentów na dziecko, nie byłoby
        powodu, by kaskę ciągnąć,
        mieszkanie - adaptacja u Jej rodziców, może udałoby się troche kaski wyciągnąć,
        bo przecież to ja małzonkiem byłem...

        rzecziwiście jest powód do nienawidzenia, zrezygnowała z pracy, by dziecko
        urodzić
      • scriptus Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 10:38
        Plathie, wyluzuj.
        Zarowno rownosc wobec prawa, jak i rownouprawnienie to fikcje. Cwaniakowanie
        zdarza sie niemal wszystkim. Toz jeden wybitny profesor prawa powiedzial, co
        nie jest zabronione, jest dozwolone.
        Badzmy ludzmi i postepujmy zgodnie z sumieniem, w dobrej wierze. Nie nam sadzic
        innych.
        Kobiety maja pewne prawa, ktore i tak sa niewiele warte, jezeli dobrej woli
        brak, przynajmniej z jednej strony. Jak dwie strony maja dobra wole, zeby
        sprawy pozalatwiac po ludzku, wtedy takie specjale prawa nie sa potrzebne.
        Plathess, pokochaj innych ludzi, kochaj kobiety. One sa inne, niz my, inaczej
        mysla, ale sa warte milosci.
        • plathess Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 10:48
          scriptus napisał:

          > One sa inne, niz my, inaczej
          > mysla,



          Fakt: wyłącznie o kasie: jak, kiedy, od kogo lepiej.



          ale sa warte milosci.




          Wątpię. Szczerze wątpię.


          >
          • anybody1 Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 10:56
            wiesz co, jak to czytam to mi się flaki przewracają.
            weź Ty, człowieku się czasem zastanów co piszesz.
            gdybym słyszała od swojego męża takie pieprzenie, że ja to tylko o kasie myślę,
            to wcześniej czy później bym go kopnęła w d. i sie wyniosła. bo to widocznie
            dla Ciebie kasa jest taka ważna i postrzegasz wszystkich przez swój pryzmat.
            • buba77 Różnimy się biologicznie 02.08.05, 11:08
              i stąd często problemy. Kobieta musi wychować dziecko, zajmuje to mnóstwo
              czasu, energii, wysiłku. To ona w zwiazku z posiadaniem dziecka ponosi wieksze
              koszty. Dlatego facet jest jej potrzebny z kasą, żeby mogła sobie na to
              pozwolić. Tyle biologia. Ale ludzie chyba stoją ponad tym i powinno sie liczyć
              jeszcze cos więcej? Ale do tego trzeba dwoje. Życzę zrozumienia dla innych. I
              szacunku. Przede wszystkim szacunku.
              • bezecnymen Re: Różnimy się biologicznie 02.08.05, 11:10
                .................
                niech żyją te różnice!!!!!!
                • anja_pl Re: Różnimy się biologicznie 02.08.05, 11:23
                  te drobne róznice? jak mawiały XIX w feministki...
                  • bezecnymen Re: Różnimy się biologicznie 02.08.05, 11:29
                    jakie drobne? jakie drobne? duże, niebieskie oczy to drobiazg? a zresztą nawet
                    niektóre kobiety uważają, że nieważne rozmiary tylko sztukasmile
                    • anja_pl Re: Różnimy się biologicznie 02.08.05, 11:40
                      czy Ty aby na pewno o oczach? bo panowie też je mają tongue_outPP

                      ale prawdą jest, że ważna jest sztuka big_grinDDD
              • anybody1 Re: Różnimy się biologicznie 02.08.05, 11:10
                no właśnie, szacunku.
                po poczułam się obrazona. a nie zasłużyłam sobie na to.
              • plathess Re: Różnimy się biologicznie 02.08.05, 20:12
                buba77 napisała:

                > i stąd często problemy. Kobieta musi wychować dziecko, zajmuje to mnóstwo
                > czasu, energii, wysiłku. To ona w zwiazku z posiadaniem dziecka ponosi wieksze
                > koszty. Dlatego facet jest jej potrzebny z kasą, żeby mogła sobie na to
                > pozwolić. Tyle biologia. Ale ludzie chyba stoją ponad tym i powinno sie liczyć
                > jeszcze cos więcej? Ale do tego trzeba dwoje. Życzę zrozumienia dla innych. I
                > szacunku. Przede wszystkim szacunku.




                Biologia - od zarabiania na siebie i dziecko - powstrzymuje kobietę przez
                jakieś 3 (trzy-słownie) miesiące od porodu. Potem to już wykręty. Równie dobrze
                facet może zająć się potmomstwem i przeciętny facet nie będzie gorszym
                rodzicem-całodobowym opiekunem od przeciętnej matki. Ale tego baby się boją. Tej
                prawdy, nie?
                • akacjax Re: Różnimy się biologicznie 02.08.05, 20:29
                  Psychologia twierdzi, że nie będzie jednakowo! Pomijam drobiazg-karmienie-
                  najlepiej ponad trzy miesiące...
                  Ja do pracy pobiegłam od razu po każdym macierzyńskim(m. się rzucał, ale ja
                  chciałam zarabiać-szło mi dobrze, tylko dzieci wyły jak do pracy wychodziłamsad
                  Poza tym dziecko tak naprawdę kształtuje swoją osobowość na lata właśnie w
                  wieku do trzech lat.
                  I decyzja wracać, czy nie to wybór między koniecznością, nowoczesnością,
                  chęcią....a pomysłem na wychowywanie dziecka.
                  I nie ma co się spierać na ten temat. To bardzo trudny wybór, często w obie
                  strony trudny.
                  I baby może się boją, ale kobiety często zaufały partnerowi i wypadło, że tylko
                  one wzięły na siebie co najmniej dwa etety, bo on jak zajmuje się dzieckiem to
                  tylko dzieckiem...a ona jak pracą i dzieckiem, to resztą też.
            • plathess Re: Kolejna skrzywdzona 02.08.05, 20:09
              anybody1 napisała:

              > wiesz co, jak to czytam to mi się flaki przewracają.
              > weź Ty, człowieku się czasem zastanów co piszesz.
              > gdybym słyszała od swojego męża takie pieprzenie, że ja to tylko o kasie myślę,
              >
              > to wcześniej czy później bym go kopnęła w d. i sie wyniosła. bo to widocznie
              > dla Ciebie kasa jest taka ważna i postrzegasz wszystkich przez swój pryzmat.




              Raczej przez pryzmat swojej żony - ale to nieistotny szczegół, nieprawdaż?
          • akacjax Plathess 02.08.05, 11:49
            Czytałeś pierwszy post, tam była przemoc (może tylko psychiczna-ale to też
            przemoc).
            Napisz jeszcze parę takich kasowych postów, a utwierdzę się, że Twoja Ż ma
            rację-chce rozstania, czepia się wszelkich sposobów, bo ma dość takiej
            codziennej kaso-gadki.
            U mnie teraz gdy mam alimenty na dzieci, a j.-m. nadal mieszka i nie płaci nic
            ponad (no własne jedzenie-dobre i to, a już był moment, że wyżerał dzieciom
            obiady), to po gadce, że tylko kasa mi w głowie i braku mojej reakcji(cóż mówić
            jakoś jeszcze żyjemy), pojawił się tekst: jakbym umarł to dopiero byś zobaczyła-
            skończyłyby się alimenty...
            Ja nie reaguję na to, nawet zdobyłam się na odpowiedź- ale powietrze byłoby
            czystsze...
            A o kasie można nie rozmawiać bo nie wypada(?), można rozmawiać bez emocji,
            wszak chleb za pieniądze się w dzisiejszych czasach kupuje.
            • buba77 Bezecnymen 02.08.05, 11:54
              uwielbiam Wasze poczucie humoru! Tego będzie mi brakować. Mój facet imprezowy
              był, choc dla mnie aż za bardzo). Może jednak nie stawiac na samotnosc...? My
              sie gubimy w szczegółach, Wam jest łatwiej myśląc o ogółach. Nie jest tak?
              • bezecnymen Re: Bezecnymen 02.08.05, 12:53
                może i jestsmile a na samotność nie stawiaj...poczekaj, odsapnij, rozejrzyj się, a
                nuż trafi się egzemplarz imprezowy w cuglach?
                a poczucie humoru jest bardzo ważne, czasem tylko ono ratuje przed załamaniem
                nerwowym
            • julka1800 Re: Plathess 02.08.05, 12:45
              Plathess,
              do listu akacji i wczesniejszego twojego postu nt co by było gdyby poddasze
              było u jego rodziców odpowiadam:
              wtedy ojciec dziecka zostanie na tym poddaszu, dziecko zostanie z nim, a
              autorka wątku bedzie płacić alimenty i sie cieszyć wolnością!

              człowieku! trochę dystansu do sprawy!
              chciałbys aby twoje dziecko zostało bez dachu nad głową?!
            • plathess Najpierw przeczytaj to i tamto wcześniej 02.08.05, 20:23
              Nie wiesz kobieto o czym piszesz. Gdybyś z taką świrówą musiała wytrzymywać, to
              byś inaczej śpiewała. Czymżeż jest gadka o pieniądzach (której - wbrew twoim
              przypuszczeniom - nie odpalam jej) przy jej zagrywkach? Znów ma odlot. Leży,
              śpi, płacze, noże walają się po domu. Potem wychodzi z domu z psem na chwilę,
              przez okno widzę inną osobę: trymuf na twarzy. I nie wiem, czy - jak połowa
              ludzi mi mówi - jest psychicznie chora, czy pogrywa.Nie wyszło jej z jednym, z
              drugim, kochane koleżanki olały ją, ale są ok. To ja jestem tym, który za
              wszystko ma jej zapłacić.
              Jutro muszę na dłużej wyjść i nie wiem, czy jak wrócę, to zastanę ją z dziećmi,
              czy znowu nie polezie na policję, do sądu. BO KOBIETA MOŻE - na tej zasadzie, BO
              SĄDY RODZINNE są po to by KOBIETĘ chronić. Przed czym? Przed choćby życiem,
              brakiem odpowiedzialności, własną dupowatością, która nie pozwala jej odnaleźć
              się w życiu, a winnym mam być ja. Dlaczego? Bo ma haka: dzieci, moje i jej
              dzieci. Ale przed sądem są tylko jej. Ja jestem w przyszłości ten od alimentów.
              To ona wie. I ja też.
              • akacjax Re: Najpierw przeczytaj to i tamto wcześniej 02.08.05, 20:35
                Nienawidzisz jej?
                A może faktycznie chora?
                Badania dzieci już były?
                Zioniesz...to nie ułatwia Ci niczego.
                • plathess Re: Najpierw przeczytaj to i tamto wcześniej 02.08.05, 20:38
                  Powiem ci raczej po-nie-męsku, że raczej boję się jej. Jej reakcji, wyskoków, i
                  tego całego aparatu niesprawiedliwości stojącego za nią - biedną kobietką.
                  Nie nienawidzę jej.
                  Niestety?
              • hela74 Re: Najpierw przeczytaj to i tamto wcześniej 02.08.05, 20:58
                sytuacja, którą opisujesz jest chora sad
    • discombopulated Mężczyźni i kobiety 02.08.05, 12:39
      Może powinnam się poczuć cholernie dotknięta słowami niektórych (mam na myśli
      jednego...), ale nie jestem, bo...słyszałam, to już nie raz nie dwa od swojego
      własnego bez przymusu poślubionego męża.

      chyba jednak nie wszyscy potrafią zrozumieć, że są wśród nas i kobiety, i
      mężczyźni, którzy są niedojrzali emocjonalnie do życia i bycia z drugą osobą.
      Niedojrzali do odpowiedzialności za drugiego człowieka, niedojrzali do bycia
      mężem, ojcem, i do wszelkich innych ról wpisanych w życie.

      niekt nikogo nie potępia, to ich wybór, czy słuszny? przekonają się.

      ja nie potrzebuję pieniędzy od niego i jest to prawda. ale tylko dlatego, że
      jestem w tej komfortowej sytuacji, że zawsze zarabiałam więcej od niego, że mam
      taki zawód, do którego w każdej chwili mogę wrócić, córeczką zajmie się
      opiekunka, że te pieniądze, które co miesiąc będzie płacił są dla dziecka, na
      jej konto. Moje zarobki wystarczą mi na pewno. Nie każda kobieta tak ma i zdaję
      sobie sprawę i budzę się każdego ranka szczęśliwa, że pomimo klęski małżeńskiej
      na nikogo nie jestem zdana, zarówno finansowo, jak i psychicznie.

      Chciałam pobyć jeszcze z dzieckiem, ale życie ułożyło się inaczej. Wróce do
      pracy i utrzymam swoją rodzinę.

      Nie wierzę, że mężczyźni po rozwodzie wszystkie inne kobiety mają za nic, ani
      też, że kobiety po przejściach nienawidzą mężczyzn...

      ja będę przyjmowała to, co mi życie przyniesie...

      Pozdrawiam.
      • bezecnymen Re: Mężczyźni i kobiety 02.08.05, 12:56
        nic dodać, nic ująćsmile
      • hela74 Re: Mężczyźni i kobiety 02.08.05, 13:05
        a ja nie umiem jakoś nic poczuć tzn. nawet jeżeli wiem, że ktoś mi się może i
        podoba i ja nie jestem temu komuś obojętna to jest we mnie w środku coś, co nie
        pozwala mi tej zbroi opuścić sad
        • bezecnymen Re: Mężczyźni i kobiety 02.08.05, 13:31
          Hela! bo Tobie potrzebny nie hydraulik tylko ślusarztongue_out
          a tak poważniej... może to jeszcze nie On albo to nie Twój czas...nie denerwuj
          sięsmile
          • wena10 Re: Mężczyźni i kobiety 02.08.05, 23:19
            Ludzie, dajmy spokój Platiemu. Nietrudno zrozumieć jego frustrację. Też bym się
            wściekała na płeć przeciwną, ba, nawet na tę piękniejszą, gdyby mi tak żonka
            dokopała (dlaczego mam mu nie wierzyć?). Nie ma co zaprzeczać jego uczuciom.

            Plati, kurka wodna, nie wiem, jak Cię pocieszyć, bo jak robię w wymiarze
            sprawiedliwości ładnych parę lat, nie spotkałam się z przypadkiem, żeby to tata
            dostał dzieci. Zresztą, owszem, były dwa drastyczne, ale nie chcę Ci ich
            podsuwać...
            Trzymaj się. Jakoś.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka