Dodaj do ulubionych

Mała burza...

16.09.05, 01:16
ale w dużej szklance wody...
Kiedyś już o tym pisałem..Oczywiście to mało ważne, ale zauważcie, że na
forum nie pisze prawie nikt z naprawdę wielkimi problemami w życiu...(prawie,
biedroneczka pozdrawiam)Zazwyczaj jest och on odchodzi i jak ja teraz skończę
remont willi,a saunę obiecał...albo kończę trzeci fakultet i co ja zrobię bez
niego, albo basen mi przecieka a on akurat odchodzi wredny....Zostawił mnie z
Mercedesem bez ubezpieczenia, wredna swinia...Same kobiety sukcesu zagubione
w życiu...A pomyślcie jak być zagubionym nie będąc człowiekiem sukcesu....
Dletego teksty typu: och jego nie ma i jakie tapety kupić do pokoju córki
mnie przestają ruszać...
Robię się plathlessowaty powoli...I nie za dobrze mi z tym...
Ale już rozumiem: Ty świnio, dzieki Tobie wakacje będą w Chorwacji a nie na
Majorce...
Oczywiście to uzewnętrznienie własnych frustracji, wybaczcie...
I oczywiście dobijcie....
Obserwuj wątek
    • natasza39 Powody prawdziwe.... 16.09.05, 02:06
      Masz racje jarkoni...
      Sorry, że może tak troche jako kibic waszego forum sie wtracę, ale fakt faktem,
      że takie jakies miałkie większość przedstawia powody rozstania.
      Decyzja o rozodzie jest bardzo trudna.
      Ja, dzieki zrzadzeniu losu, uniknełam sądu. To przeznaczenie pozwoliło mi na
      wolnosc. Ot po prostu, pozwany nie dozył sprawy.
      Ale ja walczyłam przez lat 17 o niego o nasza rodzinę.
      Podjełam ta decyzję dopiero wtedy kiedy poległam w beznadziejnej walce z jego
      nałogiem.
      Po latach upokorzeń, łez, bicia, zdrad, awantur kiedy był pijany i cudownych
      dni kiedy przyrzekał że to był ostatni raz poległam.
      I może gdybym nie wzięła odpowiedzialności za dziecko, które nie mogac znieść
      widoku ojca który nie był sobą jak pił. Dziecka, które uciekało z domu gdzie
      wieczne kłótnie i awantury wypełniały ten dom, nigdy nie zdecydowałabym sie na
      ten krok, walczyłabym chyba o niego dalej....

      Ale dobrze ze są rozwody. Nie warto poswięcać krótkiego zycia, na trwanie w
      związkach, które sa toksyczne. Naprawde niewarto.
      Może mój przykład jest jaskrawy, że nie powinno sie trwać pomimo wszystko, ale
      jest szereg innych zyciowych przypadków, gdzie niewarto tkwic w chorym układzie.
      Ale co mnie nie raz uderza....
      Niektórzy wogole walki nie podejmuja. Pozwalaja na śmierc uczucia, małzeństwa
      niejako na własnych oczach. Dzień po dniu.
      A trudno jest zaczynac wszystko od nowa, bardzo trudno.
      Sorry za wtręt, ale tak jakos mi sie napisało, po tym jak to jarkoni
      przeczytałam.
      • natasza39 Re: Powody prawdziwe.... 16.09.05, 02:24
        A i jeszcze jedno....
        Pustka po tym jak sie juz rozstało.
        To własnie nie pustka po osobie, która się kochało, plodziło dzieci, ale raczej
        zakłocenie schematu. On/ona, ja, dom, wakacje. I nagle której odchodzi, a my
        nie tęsknimy za osoba tylko boli nas zakłocenie schematu.
    • bezecnymen Re: Mała burza... 16.09.05, 07:46
      drobna uwaga
      Twoje spostrzeżenia jarkoni sa trafne jak najbardziej ale zauważ, że
      najprawdopodobniej (bo tego nie mogę być pewny) mając naprawdę poważne
      problemy, trudno mieć czas, ochotę i środki by pisywać na forum
      gdybym to ja został porzucony z dziećmi (chorymi), bez środków do życia (nie
      mam pracy, ex nie płaci alimentów) na pewno nie pisywałbym bezecnych textówsad
      piszesz: kobiety sukcesu.... a miały inne wyjście jak właśnie zacisnąc zęby i
      stanąć mocno na nogach? pewnie miały: zgłosić się do MOPS-u.....
      • agaugu Re: Mała burza... 16.09.05, 12:01
        Pozwol, ze cos napisze, coc nie jestem w klubie "rozwiedzionych", ale dosc
        czesto tu zagladam.
        To zupelnie nie tak - przez wiekszosc postow przeziera tragiczna samotnosc
        oszukanego/ej przez najblizsza osobe. Powiem szczerze, lekko mnie to zalamuje,
        ze dwoje najblizszych (moze to tylko teoria???) ludzi potrafi wyrzadzac soobie
        takj wielka krzywde, ranic bez zadnego milosierdzia.
        Mam wrazenie, ze to, o czym piszesz, to skrajnosc. Moze Ciebie dotknela i
        dlatego tak bardzo jestes na nia wyczulony, ale w wiekszosci to jek zranionej
        duszy, skowyt, rozpacz. Naprawde ja to tak widze.
        Mam kolege, ktorzy tak dostal w zyciu w d..., ze teraz wszystkie kobiety jawia
        mu sie jako cyniczne, materialistyczne harpie. Ale gdy sie na problem spojrzy
        bez emocjonalnego zaangazowania, to widac, ze tkwi w bledzie.

        I Ty chyba troche tez
    • akacjax Re: Mała burza... 16.09.05, 08:33
      Jarkoni nawet po śmierci najbliższej osoby życie idzie dalej...
      jeżeli nie czujesz ogromu kłopotów w tekstach np. Gotymy, czy stresu Heli,
      Czekolady i wielu innych nie wymienionych, a także cierpień nierozwodnika Sci,
      to po prostu nie ma w Tobie empatii.A to nie znaczy, że ludzie nie maja
      problemów...piszą tu bo chca sobie dalej żyć mimo tychże.
      I to, że znaleźli dzięki stworzonemu przez Ciebie forum odskocznię, miejsce
      gdzie można poużalać się i pośmiać, nie znaczy, że nie mają prawdziwych
      problemów.
      A to, że o wielu tu nie piszemy-pewnie nie chcemy, a to nam wolno.
    • mindsailor Re: Mała burza... 16.09.05, 08:54
      rzeczywiście trochę plathesowaty się robisz, jeśli widzisz tylko to, że świat
      kręci wokół pieniędzy, czy też ich brakusad(
      co do propblemów, to ileż można wałkować swoje problemy? ileż można je
      rozdrapywać i roztrząsać?
      poza tym każdy raczej sam rozwiązuje swoje problemy, nie szuka złotego środka
      tu, na forum, wśród obcych ludzi. tu bardziej chodzi o wygadanie się, o
      wyrzucenie z siebie wszystkich emocji i mysli. a problemy rozwiązuje się w
      realu, a nie na forum.
      • gotyma Re: Mała burza... 16.09.05, 09:13
        musze sie zgodzic z tym co napisaliscie wyzej. Twoje forum Jarkoni jest swoista
        terapia, gdzie kazdy z nas powoli wraca do normalnego swiata. i nawet
        zakladajac, ze kazdy jest szczery w swoich wypowiedziach, nie zawsze opisuujemy
        wszysko. nie kazda kobieta (bo zarzut jest wyraznie skierowany do bab) ma
        odwage opisywac te najstraszniejsze rzeczy typu: strach przed kolejnym
        upodleniem, skrywanie siniakoww i dzielne udawanie z usmiechem, ze wszystko
        jest ok. i nie zalezy to od pozycji majatkowej. przyklad? moja kolezanka, ktora
        widywalam od czasu do czasu, zawsze usmiechnieta i zadowolona, on nigdy nie
        pil, zawsze dusza towarzystwa, majetni, na dobrych stanowiskach. i taki mialam
        ich obraz az do pewnej nocy , gdy z braku snu czytalam ksiazke do 3 w nocy.
        wtedy ona do mnie zapukala. powiedziala, ze nie ma gdzie pojsc, a zobaczyla u
        mnie swiatlo. wyrzucil ja w koszuli za drzwi, zdzarzyla tylko jakas bluze
        zlapac, byla boso. a w wiecie dlaczego ja wyrzucil? bo zabardzo halasowala i za
        glosno spuszzczla wode, gdy poszla za potrzeba do lazienki! a on przeciez musi
        sie wyspac!!! wtedy opowiedziala mi duzo wiecej o sobie... szkoda cytowac. cale
        szczescie juz dawno jest z kim innym i tym razem naprawde szczesliwa.
        • scriptus Re: Mała burza... 16.09.05, 10:09
          Faktem jest, że mężczyźni, z reguły silniejsi fizycznie, nie bywają bici, choć
          już byłem świadkiem , kiedy żona rzuciła się w furii z pazurami na męża, a ten
          miał co robić, żeby oczy osłaniać... Jestem jednak przekonany, że to margines,
          zdecydowanie mniejszy, niż ten drugi, też sądzę, tylko margines, mężczyzn
          stosujących przemoc wobec kobiet. Myślę, że jesteśmy już na tyle cywilizowani,
          że częściej niż fizyczna spotykana jest przemoc psychiczna i emocjonalna, a tu
          kobiety na pewno dorównują, jeśli nie przewyższają mężczyzn. Używane są
          wszelkiego typu argumenty, aż do "jeżeli się nie podporządkujesz mojej woli, to
          się z tobą rozwiodę". I tu, mi się wydaje tkwi źródło rozwodów. Mężczyźni
          raczej nie są skłonni, generalnie, do podporządkowywania się, dawniej chłop po
          prostu sprał porządnie babę tongue_out aż odechciewało jej się szantaży, nie było to
          dobre, ale skuteczne na pewno smile)).

          To zresztą działa i w drugą stronę... kiedy facet mówi, ma być tak i tak, a
          kobieta się nie zgadza, to apodyktyczność mężczyzny też prowadzi do rozkładu
          uczuć. A jeśli egzekwowanie męskiej woli wsparte jest biciem, to już w ogóle
          tragedia sad

          Obecnie, kiedy jesteśmy cywilizowani, edukowani i takie szantaże często po
          prostu doprowadzane są do momentu, kiedy jedna ze stron nie wytrzymuje i
          następuje rozpad więzi emocjonalnej. A konsekwencją rozpadu więzi emocjonalnej
          jest rozpad związku i rozwód... sad
          • mindsailor Re: Mała burza... 16.09.05, 10:27
            Używane są
            > wszelkiego typu argumenty, aż do "jeżeli się nie podporządkujesz mojej woli,
            to
            >
            > się z tobą rozwiodę".

            coś Ty się tak uparł na cytowanie tego typu szantażu??? czytam to juz drugi raz
            w Twoim wątkusad nie wiem, skąd te obserwacje, ja ich nie doświadczam i drażnią
            mnie straszliwie!!! taki prosty schamacik - wyrzuć śmieci/ zrób pranie/nie
            pracuj tak dużo itp., bo jak nie to rozwód. jak w przedszkolnej zabawie, a nie
            w dorosłym życiusad(
            • anja_pl Re: Mała burza... 16.09.05, 10:44
              mindsailor napisała:

              >
              > w Twoim wątkusad nie wiem, skąd te obserwacje, ja ich nie doświadczam i
              drażnią
              > mnie straszliwie!!!

              a ja jak tak, że złoży pozew o rozwód, jak nie zgadzam sie z Jego pomysłami,
              albo On z moimi big_grin

              ale ja spokojnie odpowiadam, że może sobie go składać, a ja na rozwód i tak się
              nie zgadzam big_grin

              • mindsailor Re: Mała burza... 16.09.05, 11:45
                ale to inna dyskusja. nie ma w niej szantażu. po prostu stwierdzasz fakt i
                mówisz mu, że na rozwód się nie zgadzasz. a swoją drogą, to przecież jak mąż
                wniesie sprawę i się uprze, to chyba Twoje veto nie będzie miało większego
                znaczenia?
                nadal go kochasz i dlatego nie chcesz rozwodu? nie chcesz porządku w życiu?smile
                • scriptus Re: Mała burza... 16.09.05, 12:12
                  To ciekawe podejście, rozwód, jako sposób na zaprowadzenie porządku w życiu ...

                  Ja właściwie ciągle czegoś nie rozumiem. Czy, jeżeli ludzie nie współżyją ze
                  sobą, nie łączy ich więź emocjonalna, mieszkają osobno, czy rozwód spowoduje,
                  że zaczną żyć jeszcze bardziej osobno?? czy ich dzieci przestaną być ich
                  dziećmi ?? czy przestaną mieć obowiązek ich utrzymywania??

                  Wydaje mi się , że rozwód jest potrzebny tylko do tego, żeby można było zawrzeć
                  inny związek małżeński. Pozostałe sprawy doskonale załatwia instytucja
                  separacji. "Zaprowadzenie porządku" to dla mnie w tym wypadku eufemizm i
                  hipokryzja.

                  I tak, pewna więź pozostaje po rozwodzie, oraz "konieczność spotkań", np przy
                  okazji odwiedzin u dzieci, ślubów, urodzin, świąt. Były małżonek staje się być
                  może pewnego rodzaju "szwagrem" smile)))) jednak w większości wypadków nie udaje
                  mu się całkowicie "wypisać z rodziny". No, chyba, że mówimy o rozwodzie w
                  małżeństwie bezdzietnym, ale, słyszałem już takie określenie, że małżeństwo bez
                  dzieci, to jeszcze nie rodzina.
                  • mindsailor Re: Mała burza... 16.09.05, 12:27
                    Scriptus, żartobliwie nawiązałam do Twojego wątku o przyczynach, dla których
                    kobiety decydują o wniesieniu sprawy rozwodowejsmile)) Napisałam, że to dlatego,
                    że lubimy porządek. To dłuższy temat o rozwodzie i po co nam on, zresztą był on
                    już wałkowany milion razy na FR. Dla mnie porządek w takim przypadku, to
                    odcięcie pewnych korzeni, wprowadzenie jasności, że mnie i Jego już nie łączy
                    miłość, namiętność, wspólne życie itp. To zamknięcie pewnych drzwi i otwarcie
                    nowych, a nie trzymanie się kurczowo przeszłości, która była i tak de facto
                    zamknięta, mimo braku formalnego rozwodu.

                    to tak jak z pytaniem, po co ślub? czy przez to będziemy bliżej, będziemy
                    bardziej czuć lepiej, pełniej, będziemy bardziej rodziną, czy ich dzieci będą
                    bardziej ich?
                  • czekolada72 Re: Mała burza... 16.09.05, 12:38
                    scriptus napisał:

                    > I tak, pewna więź pozostaje po rozwodzie, oraz "konieczność spotkań", np przy
                    > okazji odwiedzin u dzieci, ślubów, urodzin, świąt. Były małżonek staje się
                    być
                    > może pewnego rodzaju "szwagrem" smile)))) jednak w większości wypadków nie udaje
                    > mu się całkowicie "wypisać z rodziny".

                    Otozt to!
                    Rodzina to krewni i powinowaci. Krewni, osoby złączone więzami krwi - rodzice,
                    dziadkowie, pra-, dzieci, wnuki, pra- oraz rodzeństwo i kolejno ich dzieci.
                    Powinowaci - osoby wchodzace do rodziny poprzez związek małżeński.
                    A wiec taka/i ex zawsze pozostanie - posiadajac wspolne dzieci - nasza
                    rodzina wink)))
                    Co bardziej rodzina stanie sie rowniez mamusia/tatus przyrodniego rodzenstwa
                    naszego dziecka wink)))
            • scriptus Re: Mała burza... 16.09.05, 11:32
              Droga Mindie, mnie też drażnią, ale to moje osobiste obserwacje, aktualne w
              kilku małżeństwach w moim otoczeniu, a ponieważ u moich Rodziców nie
              obserwowałem czegoś takiego, więc rzuca mi się to w oczy, nie jest zgodne z
              wyniesionym przeze mnie schematem z domu rodzinnego. Być może Ty nie
              doświadczasz takich schematów, żyjesz bowiem w innym otoczeniu, za to pewnie
              doświadczasz innych, może równie szokujących.
              • mindsailor Re: Mała burza... 16.09.05, 11:49
                w otoczeniu, masz rację, różne przypadki się zdarzają, ale chyba tak
                szokujących i niedojrzałych osób nie znam, które traktują szantaż jako sposób
                na życie. sama jestem niedojrzałą osobą, nie mogę się odnaleźć w życiu, ale nie
                zachowuję się jak gówniarz.
                to smutne, że dorośli ludzie walą "argumenty" tego typusad
          • akacjax Re: Mała burza... 16.09.05, 11:16
            Twoja ż. tak móiwła? Było jej powiedzieć, że otwarta droga...Taki szantaz
            emocjonalny, to jest nawet prymitywnie śmieszny. Poza tym, że znaczy, że nie ma
            uczuć...
            Dobra odpowiedź: nie kochasz mnie już?
            • scriptus Re: Mała burza... 16.09.05, 12:23
              akacjax napisała:

              > Twoja ż. tak mówiła? Było jej powiedzieć, że otwarta droga...Taki szantaz
              > emocjonalny, to jest nawet prymitywnie śmieszny. Poza tym, że znaczy,
              > że nie ma uczuć...

              Pewnie, że to może sie wydawać śmieszne, mnie też śmieszyło
              za pierwszym razem sad.

              > Dobra odpowiedź: nie kochasz mnie już?

              W takim przypadku odpowiedź niestety brzmi "nie"
              lepiej nie drążyć, żeby nie powiedziała za dużo, to jest szansa, że za czas
              jakiś znowu "zacznie kochać" sad

              Może to wszystko znaczy, że mogłem sobie lepiej dobrać partnerkę, ale mój
              wybór, to już fakt obecnie dokonany, teraz muszę rozwiązywać problemy, które
              istnieją... Zresztą, na to nie ma mądrych, gdybym miał kogoś innego, problemy
              na pewno by też były, tyle, że inne. Czy mniejsze, czy większe, tego się
              zdecydowanie nie da rozstrzygnąć sad.
              • mindsailor Re: Mała burza... 16.09.05, 12:28
                a Ty nadal chcesz być z osobą, która Cię już nie kocha?????
                • joasia69 Re: Mała burza... 16.09.05, 13:21
                  no jak widać chce. On kocha i to mocno smile
                  Na uczucie drugiej osoby czasami poczekać.
                  • mindsailor Re: Mała burza... 16.09.05, 13:32
                    wiem, że on kocha mocno. tylko ile mozna czekać?
                    szkoda, że czasem trzeba tyle się nacierpiećsad((
                    • joasia69 Re: Mała burza... 16.09.05, 14:35
                      podobno czekać można całe życie...
    • bellima Re: Mała burza... 16.09.05, 09:29
      jarkoni napisał:

      > ale w dużej szklance wody...
      > Kiedyś już o tym pisałem..Oczywiście to mało ważne, ale zauważcie, że na
      > forum nie pisze prawie nikt z naprawdę wielkimi problemami w życiu


      Jak rozumiem, Twoje twierdzenie dotyczy również ciebie i reszty Panów?
    • joasia69 Re: Mała burza... 16.09.05, 11:38
      Trafiłam tu zupełnie przypadkowo.
      Myślę, że każdy kto jest w trakcie, po lub przed rozwodem szuka informacji na
      ten temat.
      Myślę, że rozwód jest problemem i to wielkim. Dlatego o tym piszemy. Nie
      potrafimy, a przynajmniej ja nie potrafię, być dziela zawsze.
      Czasami chce się poczytać, czasami coś dodać od siebie do tego co dzieje się
      tutaj.
      Czasami można się poprzekomarzać, czasami pośmiać, czasami doradzić a czasami
      wystarczy jedno dobre, miłe słowo.
      Materialnie podchodzisz do kobiet. A nie każda z nas jest materialistką.
      Nie mam basenu, sauny, willi, mercedesa, nie spędzam wakacji na MAjorce...
      Ale czuję się kobietą sukcesu, bo sukces ma wiele twarzy smile
      Myślę, że większość z nas, a może nawet wszyscy jesteśmy ludżmi sukcesu...

      Może ciutek więcej optymizmu by się w życiu przydao.
      Życzę tego sobie i wszystkim innym smile
    • agaugu Re: Mała burza... 16.09.05, 12:03

    • bursztynowe Re: Mała burza... 16.09.05, 12:25
      Choć na pierwszy rzut oka opowiadasz herezje (co zresztą zostało Ci wytknięte),
      chyba muszę się z Tobą zgodzić. Choć mam nieco inne uzasadnie. Mianowicie,
      problemy jakie mamy, nasze cierpienia, nieszcześcia istnieją przede wszystkim w
      naszych głowach.
      To tak jak ze stresem pourazowym. Z punktu widzenia wpływu na nas, nie jest
      ważne samo zdarzenie (wojna, katastrofa, wypadek, napad, gwałt), ale to w jaki
      sposób je odbierzemy (interpretacja) i co zrobimy (a raczej nasz umysł) z tym
      dalej.

      A co my robimy?

      Rozdmuchujemy to co nas dotkęło do niebotycznych rozmiarów, karmimy się
      złudzeniami, nakręcamy, rozdrapujemy jakieś przeszłe zdarzenia, kontemplujemy
      urazy i żale, masturbujemy się pretensjami do innych, pielęgnujemy negatywne
      uczucia "za nasze krzywdy", obwiniamy siebie, innych. I tak w kółko. Bez
      przerwy. Nieustannie. Jak zbraknie naszych żali i pretensji, bierzemy cudze...

      Nie dostrzegamy, że to co się zdrzyło już minęło.
      Nie pozwalamy sobie powiedzieć "boli? to przestanie, kwestia czasu". Ile czasu?
      To już zależy od nas. Jeśli jednak ten ból ciągle dokarmiamy i pielęgnujemy, to
      on będzie nam towarzyszył.

      PS Dygresja na marginesie. Nie wynioskuj o populacji na podstawie próby takiej
      jak nasze forum. Statystyk by powiedział, że próba jest obciążona. Co to
      znaczy? Kto "istnieje" na forum? Osoby mające dostęp do internetu, chcące i
      potrafiące się nim posługiwać. Takch jak na przykład kobiety sukcesu, jak to
      nazwałeś (choć oczywiście nie tylko - są też meżczyźni porażki)...

      smile
      • gosiaas25 Re: Mała burza... 16.09.05, 12:35
        Jarkoni,może czas zamknąć?? tongue_outPP
        a może po prostu przetrzymać??po raz kolejny??
        pozdr
      • scriptus Re: Mała burza... 16.09.05, 12:36
        Masz rację, na tym forum zetknęły się kobiety życiowego sukcesu z mężczyznami
        małżeńskiej porażki. Dla mężczyzn samo bycie samodzielnym, czy zarabianie
        godnych pieniędzy nie jest postrzegane, jako życiowy sukces, to normalka. Dla
        mężczyzn poprzeczka ustawiona jest nieco wyżej, np. wpływy, władza, bogactwo...
        • mindsailor Re: Mała burza... 16.09.05, 12:40
          ja bym Wam raczej ustawiła poprzeczkę trochę w innej dziedzinie - więcej
          empatii, mniej oglądania czubka własnego nosawink)
          • scriptus Re: Mała burza... 16.09.05, 14:47
            cóż, wy kobiety, lubicie podnosić nam poprzeczki smile))
            najbardziej widoczne jest to wtedy, kiedy czegoś chcecie, zamiast po prostu
            powiedzieć, o co chodzi, chodzicie nadąsane i oczekujecie, że jak kocha, to się
            domyśli..., a on nie jest kobietą i najczęściej po prostu nie potrafi się
            domyślić, choć z radością spełniłby to Wasze życzenie
        • akacjax Re: Mała burza... 16.09.05, 13:38
          Samodzielność-normalką dla mężczyzn? Co masz na myśli?
          • scriptus Re: Mała burza... 16.09.05, 14:54
            Zapewniam Cię, że mężczyźni w większości są samodzielni pod każdym względem, z
            pewnością również są leniwi. Spróbuj tłumaczyć mankamenty znanych Ci mężczyzn,
            zamiast brakiem samodzielności, po prostu lenistwem i odmienną hierarchią
            wartości i też Ci wyjdzie logicznie. Co więcej, odkryłem, że kobiety też są
            leniwe, ale różnica w odpuszczanych sprawach wynika głównie z różnic w
            hierarchii wartości.
            • joasia69 Re: Mała burza... 16.09.05, 15:25
              Zgadzam się z tym.
              Ja też bywam leniwa.
              KAżdy bywa leniwy, tylko niektórzy nie przyznają się do tego smile
              • jarkoni Re: Mała burza... 16.09.05, 16:16
                Oczywiście nikogo nie chciałem urażać...To chyba moja frustracja...Zaczynam
                rozumieć Plathlessa po tekscie żony, ze wyjeżdzam z dziećmi na tydzień, nie
                powiem gdzie, jak chcesz to dzwoń do swojego adwokata...Fajne co??
                I dawny tekst: zależy mi tylko na twojej kasie...
                Chyba psuję humorki weekendowe,,,,Wredny wątek....
                Ale mam drugą rozprawę 4 października i już czuję strach....
                • bezecnymen Re: Mała burza... 16.09.05, 16:29
                  jarkoni! zamierzasz się tym zamartwiać przez najbliższe 3 prawie tygodnie?
                  zajmij sie czymś stary.......
                  • jarkoni Re: Mała burza... 16.09.05, 16:41
                    ja już się boję..
                    • scriptus Re: Mała burza... 16.09.05, 17:26
                      Nie bój się
                      Sprecyzuj zagrożenie
                      określ, co się może stać, co się zmieni w tym dniu w stosunku do dzisiejszego
                      na pewno to wszystko nie jest takie straszne.
                      najgorsze już przecież za Tobą
                      Sprawa jest nieprzyjemna, ale raczej chyba Ci niczym nie grozi, do pudła Cię
                      nie wsadzą, koszty chyba już znasz, wynik sprawy chyba raczej też, co Cię
                      jeszcze może zaskoczyć?? Chyba, że masz źle określone cele i oczekiwania, albo
                      czeka Cię tam walka o coś, na przykład nie chcesz rozwodu...
                      Przede wszystkim spokój!!!

                      Trzymam kciuki
    • yaris Re: Mała burza... 16.09.05, 15:58
      Ja jestem na tym forum pierwszy raz, ale obiecuję że będę zaglądać. Po prostu
      po raz pierwszy znalazłam się w takiej sytuacji. Dowiedziałam się że mąż mnie
      zdradza, robi to od dwóch lat. Znalazł swoją wielką miłość. My byliśmy
      wspaniałymi przyjaciółmi ale tylko tyle. Dla mnie aż tyle. Po tym wszystkim - a
      minął dopiero tydzień - próbuję przetrwać każdy dzień, nie myśleć. Skupiam się
      na zwykłych czynnościach. Tak - nowe tapety do pokoju, kupno jakiś garnków,
      cokolwiek co zajmie czas i będzie miało jakikolwiek sens. Cokolwiek... We mnie
      jest wielka pustka, staram sie wiec urządzić coś wokól siebie, pod siebie. Coś
      mojego. Ustawić meble w pokoju, tak jak zawsze chciałam ale on twierdził że tak
      jest dobrze jak jest...Zająć się dzieckiem, zrobić to co odkładałam
      na "później"... Nie zostałam bez środków do życia, radzę sobie sama i mogę
      zapewnić byt dziecku. Nie umieram ze strachu co będzie jutro. Po prostu
      potwornie się boję że jutro bedzie taki sam pusty dzień jak dziś...
    • nangaparbat3 Cześć, Jarkoni 16.09.05, 17:31
      Widzę, że dziwne rzeczy narobił moj post, a to wszystko jedno wielkie
      nieporozumienie.
      Moze dlatego, ze nie napisałam, że jeszcze jak mieszkalismy razem mąż wyjechał
      nie mowiąc ani dokąd, ani kiedy wróci, po prostu zniknął. Jak widzę dość
      podobne zachowanie jakiejś żony oburza Cię, więc moze uznasz, ze kobieta której
      ciężko zyc w takiej sytuacji nie jest potworem.
      Ale ja jakos zapomniałam o tym, dla mnie najgorsze było to napięcie i poczucie
      skrępowania, ktre tez wymikalo z chęci poprawienia relacji.
      Jak przeczytałam Twój post, zaczęłam się zastanawiać, czy trzeba doprowadzic
      zwiazek do jakiegoś koszmaru, zeby rozwód był uzasadniony? Uważam, ze nie
      powinno się walczyć zbyt długo - widzialam, co sie dzieje w rodzinie
      przyjaciółki, która za wszelka cene chciała "ratować" rodzinę. Do dzis, a
      minęło już jakieś 8 lat, nie mogą pozbierać się z ruin, ani ona, ani dzieci
      (dorosłe).
      Bardzo duzo wątków jest w tym wątku, i troche się w nich placzę. Chciałam tylko
      usciślić, że mąż nie zostawił mi mercedesa, mieszkanie było moje, a on miał
      dokąd sie wyprowadzić, za to ja zostałam z 14 złotymi na koncie, a on
      natychmiast po wyprowadzeniu sie ode mnie kupił nowy, przyzwoity samochód. Ale
      nie miałam i nie mam o to pretensji, bo naprawdę ciężko pracował i cieszyłam
      się, że ma wreszcie porządne auto. (O aucie dla siebie nawet nie marzyłam, dwa
      lata później ktoś z rodziny zrobił mi niespodziankę i podarował swoje stare
      autko.) Mysmy sie rozwiedli po 4 latach mieszkania osobno, to był pomysł męża,
      zakochał się. Teraz ma nową żonę i maleńką córeczkę. Ja się troszke czuje jak
      babcia tej małej (jej mama jest ode mnie młodsza o 18 lat). Lubię obie, i są
      dla mnie jakby częścią rodziny.
      Nie wiem, dlaczego miałabym znienawidzić kogoś, kogo kochałam najbardziej na
      świecie, z kim mam cudowne dziecko. Bo nie chce ze mną być? Słaby argument. Bo
      ma jakieś wady? Miał takie same, jak za niego wychodziłam. Bo przestał mnie
      kochać? Trudno. Do miłości się nikogo nie zmusi. Ale też nie dziw się, że
      widząc, że nic sie nie zmienia, nie chciałam dłużej żyć w wiecznej frustracji,
      nieustajacym braku akceptacji, braku swobody, poczucia bezpieczeństwa. NIe
      chciałam do końca zycia czuć sie jak baleron, jak ptak w klatce.
      I jeszcze jedno - drugie studia (jak zaczynałam, wtedy-jeszcze-mąż wspierał
      mnie bardzo i cieszył nimi wraz ze mną, dopoki tesciowie mu nie wytłumaczyli,
      ze to z mojej strony zbrodnia nie do wybaczenia) trochę dla przyjemności,
      trochę dlatego, że chciałam zmienić specjalizację, trzecie (podyplomowe) ŻEBY
      MNIE NIE WYLALI Z PRACY. Takie studia to zajecia w weekendy i uczenie sie po
      nocach - nie wiem, czemu tak Cię zeźliły.
      Nie jestem (niestety) kobietą sukcesu, przynajmniej moje sukcesy nie przekuwają
      się na pieniądze, a to teraz zaden sukces, jak kasy nie da.
      Ale jestem kobietą samotną i jednocześnie szczęśliwą, choć czasem smutną, a
      nawet zrozpaczoną. Wiesz o czym marzę? Żeby jakiś miły, przyzwoity facet
      przytulił mnie i pogłaskał po głowie. Jak to piszę, zwyczajnie płaczę. To tez
      jest we mnie i nie będę udawać, że nia ma.
    • shimmya Re: Mała burza... 20.09.05, 02:22
      Dzień dobry,
      jarkoni... tu Nowasmile
      "Kobiety sukcesu" mówisz... ja tam z chęcią zamieniłabym się na jakiś czas w
      kurkę domową, może między pieluchami i obiadkami, czemu nie.... Ale niestety
      taka perspektywa została mi brutalnie odebrana. Nie chcę pisać o szczegółach,
      może kiedyś... Póki co z uwagą czytam Wasze posty.
      A poza tym nie zawsze powinno się oceniać, co dla kogo problemem jest a co nie.
      Faktem jest też, że czasem pewne sprawy zapisane jakoś bledną, czasem trudno je
      opisać, aby oddać istotę rzeczy, istotę tego, co się przeżywa. Ja jestem
      ogromnie wdzięczna za to forum.
    • kas32 Re: Mała burza... 02.10.05, 10:45
      witam,

      JAK TAM WIDZIAŁEŚ WILKA ???????

      ZA CZĘSTO TO TY NIE JESTEŚ NA FORUM.

      NIE WSZYSCY SĄ TAK SKORZY DO ZWIERZEŃ A WIERZ MI MAJĄ PROBLEMY I TO WIĘKSZE
      NIŻ REMONTY,SAUNA,BASEN ITP.ZWŁASZCZA PRZY ROZSTANIACH .
      • tricolour Jak juz bardzo chcesz krzyczeć... 02.10.05, 17:00
        ... to wykrzycz właśnie WITAM, a resztę normalnie powiedz...

        tongue_out
    • psychoanalityk Re: Mała burza... 04.10.05, 09:06
      jarkoni napisał:
      > Kiedyś już o tym pisałem..Oczywiście to mało ważne, ale zauważcie, że na
      > forum nie pisze prawie nikt z naprawdę wielkimi problemami w życiu...(prawie,
      > biedroneczka pozdrawiam)Zazwyczaj jest och on odchodzi i jak ja teraz skończę
      > remont willi,a saunę obiecał...albo kończę trzeci fakultet i co ja zrobię bez
      > niego, albo basen mi przecieka a on akurat odchodzi wredny....Zostawił mnie z
      > Mercedesem bez ubezpieczenia, wredna swinia...Same kobiety sukcesu zagubione
      > w życiu...A pomyślcie jak być zagubionym nie będąc człowiekiem sukcesu....
      > Dletego teksty typu: och jego nie ma i jakie tapety kupić do pokoju córki
      > mnie przestają ruszać...
      > Robię się plathlessowaty powoli...I nie za dobrze mi z tym...
      > Ale już rozumiem: Ty świnio, dzieki Tobie wakacje będą w Chorwacji a nie na
      > Majorce...
      > Oczywiście to uzewnętrznienie własnych frustracji, wybaczcie...
      > I oczywiście dobijcie....


      Sprobuj byc czlowiekiem sukcesu na swoja miare. czy potrzeba widoku lejacej sie
      krwi i zbrodni w domu by dostrzec ze ktos cierpi?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka