Dodaj do ulubionych

... i co dalej

27.10.05, 08:15
Dzień dobry

Widzę na tym forum coraz więcej osób po rozwodzie, czyli, otrzymujemy
odpowiedź na pytanie zadane u zarania tego forum przez jeszcze
nierozwiedzionego założyciela tego forum. Odpowiedź na to pytanie w jakimś
sensie miało rozwiać obawy przed tym , co "potem". I co widzimy, mnóstwo
samotnych ludzi, przechwalających się między sobą, jacy to są wolni i
szczęśliwi. Stan wolny wartością samą w sobie ?? Jakoś nie widzę tu osób,
które znalazły drugą miłość, drugiego partnera i prawdziwe szczęście. Czy to
tylko "dalsza perspektywa", czy coś realnego, co rzeczywiście następuje.
Patrząc na wieloletnich rozwodników i rozwódki, jakoś w to wątpię. Zdaje
się, że jawiący się obraz porozwodowej pustki, pracowicie zakrywany
"możliwościami ułożenia sobie nowego życia" jest cholernie realnym i
prawdziwym obrazem... Nawet Ci nieliczni, którzy znaleźli to swoje nowe
porozwodowe szczęście, są wyjątkami potwierdzającymi regułę. Na pytanie "... i
co dalej", po roku obserwacji forumowego środowiska widzę odpowiedź, "a co ma
być, nic!"
Obserwuj wątek
    • bellima Re: ... i co dalej 27.10.05, 08:51
      zaraz zaraz.. a skąd ten pesymizm? a "okres żałoby" po rozwodzie? to nie pięc
      minut tylko czas, czas, na odbudowanie siebie od początku. i nie zawsze masz
      ochotę na kolejną powtórkę "małżenstwa" z kimkolwiek.
      ci którzy maja juz ulozony nowy związek nie siedzą na forum rozwodowym bo maja
      inne zajęcia
      a jak nie miales innej kobiety do ktorej sie przeprowadzasz po rozstaniu to
      troche to potrwa zanim znajdziesz nową.. to normalne.
      a w ogole to cos dziwnie ostatnio panowie ne tym forum się "prawdziwoscią"
      zajmują ... prawdziwy ojciec-prawdziwy facet-prawdziwe szczescie... (?) i jakies
      teoretyczne dowody...
      moze z okazji sezonu na grzybobranie udac sie na prawdziwki?hę? smile
    • hanuka50 Re: ... i co dalej 27.10.05, 08:53
      scriptus napisał:

      I co widzimy, mnóstwo
      > samotnych ludzi, przechwalających się między sobą, jacy to są wolni i
      > szczęśliwi. Stan wolny wartością samą w sobie ?? Jakoś nie widzę tu osób,
      > które znalazły drugą miłość, drugiego partnera i prawdziwe szczęście.

      scri
      ja nie jestem wolna... ja ciagle sie nad tym zastanawiam.. ale faktem jest ze
      i ja chwale wolnosc, samotnosc..itd.. moze moge cos o tym powiedziec bo po
      czesci tego doswiadczam..specjalnie zostawiłam ten cytat z twojej wypowiedzi..
      ze stan wolny wartoscia sama w sobie..tak jest!.. to jest duza wartosc..moc
      samostanowic o sobie.. ja własnie dla tej wolnosci mogłabym zyc w samotnosci..
      jesli tak podejdziesz do problemu a nie bedzisz sie zastanawiał nad tym ze
      prawdziwe szczescie znajdziesz z drugim partnerem to docenisz wartosc wolnosci..
      wiem jednak i doswiadczam tego równiez..ze sa dni tej cudnej wolnosci, ze
      oddałbys wszystko zeby miec kogos obok siebie...ale w zwiazku tez jestemy
      samotni..szczegolnie kiedy juz sie wypalił.. jak dobrze byłoby znaleźć złoty
      srodek..))
    • bursztynowe Widzisz to co chcesz zobaczyć... 27.10.05, 09:15
      ... a raczej widzisz samego siebie, swoje lęki, swoje frustracje, swoją
      depresję...
      Stosujesz klasyczny przykład sofizmatu argumentum ad onus probandi...

      Zatem od nowa i jeszcze raz...

      1. Forum przyciąga osoby w okresie okołorozwodowym. Naturalnym jest
      że nie tryskają radością i optymizmem. Przychodzą tu podzielić się swoim bólem,
      cierpieniem. Potem odchodzą. Prześledź aktywność poszczególnych uczestników, a
      przekonasz się tak jak się pojawili, tak również znikają. A gdzie znikają? No
      właśnie gdzie, jak sądzisz?
      2. Niektórzy z nich jednak pozostają ze swoją życzliwą obecnością, zabierając
      głos z rzadka i "z pewną nieśmiałością". Bo to nie dla nich jest forum, tylko
      dla tych co są o krok wcześniej. Owe osoby dobitnie świadczą o tym "co potem",
      ukazując banalną prawdę, że wszystko zależy od nas samych, naszej wiary w
      siebie, optymizmu, pozytywnego myślenia. A nie od kogoś trzeciego (ex, nex),
      który niczym zbawca, uzdrowi nasze dusze i naprawi szwankujący mechanizm.
      3. Nie widzę na formu ŻADNEJ osoby, która żałowałaby rozwodu. Żal dotyczy
      rozpadu więzi, wygaśnięcia miłości, niespełnionych nadziei, a nie uwolnienia
      się z toksycznego związku, sfinalizowanego pod względem formalno-prawnym.
      4. Jeśli natomiast chcesz powiedzieć, że trudno jest stworzyć dobry związek, że
      niełatwo jest znaleźć drugą połowę (szczególnie, gdy nie ma pierwszej połowy),
      to zgodzę się z Tobą w 100%.


      Wiesz, można brać z otoczenia tylko to co potwierdza nasz światopogląd i
      odrzucać cała resztę, bo to by utwierdzać się w swoich przekonaniach. No
      dobrze, ale po co?

      > porozwodowe szczęście, są wyjątkami potwierdzającymi regułę. Na pytanie "... i
      > co dalej", po roku obserwacji forumowego środowiska widzę odpowiedź, "a co ma
      > być, nic!"

      Jeśli chcesz "nic" to będziesz je mieć.
      "Masz to na co godzisz się".
      • sun_woman Re: Widzisz to co chcesz zobaczyć... 27.10.05, 11:26
        bursztynowy napisał wszystko za mnie smile
        dodam tylko,że po roku, to raczej nie można oczekiwać rewelacji, jeśli nie
        odeszło się do kogoś, a po prostu 'wyszło' z małżeństwa.
    • kasia9873 Re: ... i co dalej 27.10.05, 09:21
      Scriptusie! Jeśli sądzisz, że szczęście można osiągać tylko w związku i tylko
      bycie z kimś nadaje sens naszemu życiu to się mylisz. Forum nie jest specjalnie
      dobrym miejscem do obserwacji losów ludzi „po rozwodzie”. Ci, którzy tu
      trafiają są, albo przed rozwodem, albo w trakcie i dlatego po roku obserwacji
      nie widzisz u nich „zmian na lepsze”. Zresztą to nawet trudno ocenić, co
      miałyby te „zmiany na lepsze oznaczać”. Według Ciebie wejście w kolejny
      związek? Każdy z nas rozwód przeżywa inaczej. Niektórzy już po roku są gotowi
      do szukania miłości, a innym zajmuje to trochę więcej czasu. Niewątpliwie
      jesteśmy bardziej ostrożni. Z dystansem podchodzimy do relacji damsko-męskich.
      Próbujemy najpierw oswoić się z rzeczywistością.
      Ja osobiście nie widzę dramatu. Wprost przeciwnie, wydaje mi się, że ludzie
      piszący na tym forum dojrzewają do podejmowania różnych decyzji.
      Na pytanie „co dalej?” odpowiadam „Jestem sama, ale nie samotna”. Mam wokół
      siebie mnóstwo życzliwych mi ludzi i czekam, że może właśnie dziś, a może jutro
      spotkam miłość swojego życia. Nie czuję się osobą przegraną, skrzywdzoną przez
      los.

      Budzę się co rano i myślę, ze właśnie dziś jest tej największy, najważniejszy
      dzień mojego życia. Może trudno w to uwierzyć, ale nie miewam złych nastrojów.
      Myślę, że do mnie należy przyszłość.

      Ty Scriptusie, też powinieneś bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość.
      Wiem, problemy, ale wina leży po Twojej stronie. Zbyt długo tkwisz w pustce.
      Albo walcz, albo podejmij decyzję o poddaniu się. Stagnacja Cię niszczy.
      • vertigo5 Re: ... i co dalej 27.10.05, 09:36
        Poniekąd naturalne, zgodne z naszą człowieczą kondycją jest bycie z kimś,
        tworzenie związku, rodziny, wychowywanie dzieci. Wielu jednakże z różnych
        powodów się to nie udaje. Takie czasy...
        Ale chyba kiepskim remedium na rozpad związku, rodziny jest chęć szybkiego
        wejścia w inny związek. Może dla niektórych to łatwe i proste, ale nie dla mnie.
        Może nie ma we mnie sporych pokładów optymizmu, ale staram się jednak żyć
        pogodnie, robić dobre i pożyteczne rzeczy na które w małżeństwie nie miałem
        czasu.
        Póki co osiągnąłem niezłą stabilizację emocjonalną, czarne mysli rzadko mnie
        ogarniają i myslę, że moje życie jeszcze będzie całkiem dobre.
    • scriptus Re: ... i co dalej 27.10.05, 09:47
      W pełni się zgadzam, że na forum widzę specyficzną próbkę ludzi, takich, którzy
      jeszcze nie wyszli z porozwodowego szoku, ale są tu równiez i tacy, którzy są
      wiele lat po rozwodzie.
      Nie zgodzę się jednak ze sformułowaniem, że nikt na tym forum nie żałuje, że
      się rozwiódł, mam kontakt z kilkoma osobami na GG, niektóre żałują i tęsknią do
      swoich byłych partnerów...
      Wiem, że wiele osób potrafi sobie po jakimś czasie po rozwodzie ułożyć życie.
      Napisałem tylko, że nie widzę ich na tym forum. Nie uważam, że to dziwne, ale
      na pewno przydaliby się tu, żeby "podnieść morale", pokazując, że można.
      • bursztynowe Re: ... i co dalej 27.10.05, 10:51
        1. Wiesz co, też czasami tęsknię do eksi. A raczej do mojego jej wyobrażenia,
        idealnego obrazu, który w początkowym etapie znajomości sobie wytworzyłem.
        Tylko że ja zdaję sobie sprawę, że to jest iluzja, że ta tesknota jest za kimś
        kot nigdy nie istniał...

        2. I nie żałuję rozwodu. Wielu rzeczy żałuje, ale tego akurat nie. Jedyne
        rozsądne wyjście. Inne były nierozsądne.

        > Wiem, że wiele osób potrafi sobie po jakimś czasie po rozwodzie ułożyć życie.
        > Napisałem tylko, że nie widzę ich na tym forum. Nie uważam, że to dziwne, ale
        > na pewno przydaliby się tu, żeby "podnieść morale", pokazując, że można.

        3. Powiem tak: szczęsliwi ludzie nie potrzebują wirtualych kontaktów, nie
        szukają namiastki bliskości poprzez net, po prostu ich tu nie ma. Są w realu.
        Żyją.

        Ty też możesz żyć. Zależy to tylko od Ciebie.

      • akacjax Re: ... i co dalej 27.10.05, 16:19
        A mnie się wydaje, że żałują związku zwłaszcza osoby porzucone. No to chyba naturalne. Układasz sobie życie z kimś, jest ci dobrze, a tu nagle dowiadujesz się, że to koniec, bo połówka znalazła swoja lepszą, niby właściwą.
        To musi dołować, boleć.
        A osoby, które są lata po rozwodzie-jakoś powoli układaja sobie życie, sami, albo z kimś. No to zapewne trwa, ale podejmują takie próby..vide nasz adminsmile

        Poza tym są osoby, które rozstały się z ex zakładając prawie, że z nikim się nie chcą wiązać (oczywiście takie założenia aktualne sa tu i teraz, zdanie można zmienićsmile. Piszę o sobie, bo mam separację, która tyle się różni od rozwodu, że nie mogę zmienić nazwiska, ani wyjść za mąż-bo byłaby to bigamia wink, choć nastąpił zupełny rozkład związku i tenże nieistnieje.

        Wiele osób trwa w pustych związkach. Ich wybór, wygoda. A gdy trafi się zakochanie-powstają czasem szybkie powody do rozwodu. I jak takich zrozumieć?
    • pan_incognito Re: ... i co dalej 27.10.05, 11:06
      Realne życie a forum to trochę tak jak człowiek stojący przed przekrzywionym
      lustrem. W tym lustrze zobaczy się tylko odbicie i to zniekształcone.

      Co dalej po rozwodzie? Mogę mówić tylko o sobie, ale jeśli dojdzie do rozwodu
      to nie wierzę, że będzie po nim NIC. Nie wierzę. To nie kwestia ślepego
      optymizmu (czy równie ślepej wiary w siebie). Myślę, że za drugim razem musi
      być łatwiej. Łatwiej bo jestem dojrzalszy, bogatszy o doświadczenia, które mnie
      paru rzeczy nauczyły, bo wiem czego chcę od życia, czego oczekuję i co mogę
      samemu dać.

      Oczywiście pozostałby tylko ten drobny problem, znaleźć tą połówkę, no może
      ćwiartkę siebie (nie byłbym zachłanny) - tutaj faktycznie tylko nieposkromiony
      optymizm.
      • phokara Scriptus... 27.10.05, 11:23
        ... wlasciwie wszystko zostalo juz napisane powyzej.
        Dopisze tylko jedno. Bo nie moge sie powstrzymac.

        Nie znam czlowieka, ktory nie marzy o milosci.
        Nikt nie ma pewnosci spelnienia tego marzenia. W nim samym tkwi najwieksze piekno swiata.

        wiara czyni cuda.
        Ja bede sie starala (znowu) uwierzyc. Bedzie bolalo.
        Ty ciagle bedziesz czekal na cud - nie majac w sobie kropli wiary.
        Przyzwyczaisz sie do bolu.

        I ktore z nas bedzie bardziej nieszczesliwe? Ty - ze swoja przymurowana na sile druga polowka,
        czy ja - bez drugiej polowki, ale zlozona w jedna calosc?

        pytanie czysto retoryczne. Jak wszystkie tutaj.



        • tricolour Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 11:26
          ... szybciej niż myślisz.

          Nawet nie wiesz jaki klimat mają Twoje wypowiedzi...
          • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 14:30
            Psa sobie kupię...
            • kasia9873 Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 14:37
              I przelejesz na niego całą miłość do żony?
              • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 15:05
                Na kogoś trzeba sad
                • kasia9873 Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 15:10
                  To lepiej kupić jakiegoś pluszaka, przynajmniej nie będzie cierpiał razem z
                  Tobą.
                  • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 15:19
                    Uważasz, że pies będzie cierpiał ze mną tongue_out
                    To ja jestem taki zły, że nawet pies ze mną nie wytrzyma ??? sad(((((
                    • kasia9873 Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 15:28
                      Nie Scriptusie, źle mnie zrozumiałeś. Pisząc o cierpieniu miałam na mysli Twój
                      stan w zwiazku z taką, a nie inną sytuacją z żoną.
                      • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 16:10
                        Do tego, że jest , jak jest, chyba się już niedługo całkiem przyzwyczaję.
                        Przyznam się, że jak ostatnio powiedziała, że straciła pracę, to w pierwszym
                        momencie się skrycie ucieszyłem, wreszcie mnie będzie choć trochę potrzebowała.
                        Potem się zmartwiłem i zawstydziłem, dla mężczyzny utrata pracy to wielki cios,
                        kobiety może tego tak nie przeżywają, ale zawsze to dla nich też przykre,
                        ponadto nie jest dobrym uczuciem cieszyć się z czyjejś porażki. Chciałem ją
                        jakoś wesprzeć duchowo, może nawet przytulić, ale panujący w domu chłód jakoś
                        mnie od tego powstrzymał. Zapytałem tylko, czy nie potrzebuje w czymś pomóc i
                        zaraz pożałowałem, tak na mnie spojrzała sad.
                        Wiem, wiem, nie będzie mnie potrzebowała, ani mojej pomocy, co najwyżej trochę
                        pieniędzy, nieistotne, to się da załatwić bez trudu sad.

                        Pies przynajmniej się śmieje i macha ogonem, jak się przychodzi do domu, a
                        ponadto bardzo chętnie wychodzi na spacery, jest bardzo zadowolony, jeśli
                        przebywa w jednym pomieszczeniu z panem, lubi, kiedy sie go głaszcze i kiedy
                        się do niego mówi.... No, hmmm... pies ma pewne braki, ale moja żona ma te
                        same sad
                        • akacjax Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 16:22
                          Straciła pracę, może będziecie więcej czasu razem?
                          Nie pisałeś(a może niedoczytałam) jak psycholog?
                          • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 16:25
                            Nie była u psychologa...
                            • akacjax Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 16:43
                              Ale miała być, czy ja coś mylę?

                              SZukasz potwierdzenia, że rozwód nic nie zmienia. Może w tak poukładanych pseudo-małżeństwach jak Twoje - nic.
                              Ale dla wielu osób rozwód to danie sobie szansy na życie bez presji (świadome podjęcie tej decyzji) lub konieczność spowodowana np porzuceniem. I nie zawsze porzucający zakłada sprawę, czasem jest na tyle wygodny, że nie.
                              • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 16:51
                                nic nie mylisz, masz rację
                            • kasia9873 Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 16:47
                              Myślę Scriptusie, że już nadszedł czas na podjęcie męskiej decyzji. Tak nie
                              można żyć.
                              Wiem, że sama jakiś czas temu namawiałam Cię żebyś walczył o miłość żony. Bo
                              zawsze uważałam i dalej tak uważam, że szkoda każdej miłości, że trzeba
                              próbować ją chronić wszelkimi możliwymi sposobami i walczyć do końca. Ale z
                              tego co piszesz wynika, że to już nie ma sensu. Twoja żona chyba nie chce
                              niczego naprawiać, nawet ne podjęła próby pracy z psychologiem. Nie chce też
                              Twojego wsparcia i Twojej pomocy. Widać, że ona Ciebie nie potrzebuje.

                              Scriptusie! Musisz coś zrobić ze swoim życiem, coś postanowić, bo inaczej sam
                              siebie zniszczysz.

                              To co napisałam brzmi okropnie. Może nie powinnam. Ale pamietam Twoje
                              wypowiedzi na tym Forum sprzed kilku miesięcy i myślę, że powinieneś pomysleć
                              co dalej, bo ciagnąc tego dłużej nie ma sensu.

                              Jesli Cię uraziłam swoją wypowiedzią i zbytnią ingerencją w Twoje sprawy
                              przepraszam.
                              • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 17:22
                                kasia9873 napisała:

                                > Myślę Scriptusie, że już nadszedł czas na podjęcie męskiej decyzji. Tak nie
                                > można żyć.

                                Na czym ma polegać ta męska decyzja? Pomijam sprawy papierowe, bo, załatwienie
                                rozwodu, czy separacji wymaga wprawdzie poświęcenia pewnej ilości czasu i
                                energii, i kosztuje trochę pieniędzy, ma niewielkie znaczenie praktyczne i samo
                                w sobie nie wnosi żadnych zmian w życie codzienne...

                                Czy zatem ta "męska" decyzja miałaby polegać na tym, że nie wracam na noc do
                                domu, czy też że "wypraszam" z domu żonę, jakoś mi to nie leży, to już prędzej
                                sam nie wrócę na noc do domu.... a może załatwić sprawy papierowe, a resztę
                                zostawić tak, jak było, ale to bez sensu, nic nie zmienia... albo sie
                                wyniesiemy z domu oboje, a dziecko będzie na przychodne raz do jednego, raz do
                                drugiego... Jeszcze jest wbrew pozorom jedna możliwość, dziecko zostaje w domu,
                                a my do niego na przychodne, raz jedno, raz drugie. Wystarczyłoby nam wtedy
                                jedno drugie mieszkanie, mniejsze koszty, bo byśmy mieszkali w nim na zmianę tongue_out

                                Hmmm.... Widzę jednak że moja męska decyzja może wyłącznie polegać na tym, że
                                nie wracam na noc do domu. To się da zrobić bez większego trudu i uciążliwości,
                                nie wiem tylko, czy zostanie w ogóle zauważone przez kogoś, poza moim
                                dzieckiem. A dla niego, to akurat byłaby krzywda.

                                >
                                > Scriptusie! Musisz coś zrobić ze swoim życiem, coś postanowić, bo inaczej sam
                                > siebie zniszczysz.
                                >

                                Chyba już niewiele pozostało do zniszczenia sad
                                • kasia9873 Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 20:13
                                  Pisząc o męskiej decyzji wcale nie miałam na mysli czynności technicznych
                                  związanych ze złożeniem pozwu. To są działania będące konsekwencją już
                                  podjętej wcześniej decyzji. Powinieneś porozmawiać z żoną (bo z tego co
                                  piszesz, to ty z nią wogóle nie rozmawiasz). I powiedzieć jej otwarcie co
                                  czujesz. Powiedz jej, że ją kochasz, że chcesz z nią być, ale, życie obok
                                  siebie i mijanie się przestało Ci odpowiadać. Zapytaj ją otwarcie, czy ona
                                  kocha ciebie i jak wyobraża sobie wasze dalsze życie. Zmuś ją do rozmowy i
                                  zapytaj co dalej.
                                  Uważam, że słowo rozwód też powinno paść w rozmowie. Musicie o tym głosno
                                  powiedzieć.

                                  Chcesz się dreczyć do końca swych dni?
                                  Życie jest zbyt piękne, żeby dać się zamknąć w próżni.
                              • akacjax Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 17:26
                                Trochę rozumiem scri, że nie chce, nie widzi sensu rozwodu.

                                Ale mam pytanie, czy gdybyś miał już rozwód(załóżmy, że jakoś się złożył pozew i poszło), to próbowałbyś szukać kogoś, czy po prostu dalej byś sobie tak dalej żył i tylko ewentualna miłość mogłaby coś zmienić?

                                I pytanie dodatkowe, gdyby (teoretyzuję-oczywista) teraz spotkała Cię miłość wielka, taka, że zmobilizowałbyś się do przeprowadzenia rozwodu, czy żona nie uznałaby tego za jedyną winę tegoż, nie widząc tych pustych lat?
                                • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 18:13
                                  Pytanie pierwsze - jakoś nie potrafię sobie tego wszystkiego wyobrazić.
                                  Na przykład teraz, zamiast pójść do domu, załóżmy, że idę do jakiegoś pubu, nic
                                  nadzwyczajnego, czasem chodzę. Są tam jakieś panie, załóżmy, że wolne (po czym
                                  to się poznaje??), ładne i sympatyczne, w odpowiednim wieku... spędzam jeden
                                  wieczór, drugi, może któryś się przeciągnie do śniadania, też tak może być,
                                  ale, czy to miłość?? A co zrobić, żeby to była miłość?? Technicznie, nie ma tu
                                  problemu, ale miłość chyba nie podlega takiemu "technicznemu projektowaniu".
                                  Czy bycie po rozwodzie da mi na to odpowiedź?? Oczywiście pytanie retoryczne,
                                  więc odpowiedź na pytanie pierwsze brzmi - nie wiem, co by było, może żyłbym
                                  jak dotąd, może próbowałbym coś zrobić i zniechęcił sie po kilku próbach... a
                                  może nie uwierzę już nigdy żadnej kobiecie w szczere intencje, po czym bowiem
                                  poznać, że są szczere ?? A ponadto, chyba do tego nie dojrzałem, żeby szukać
                                  innej miłości. Może kiedyś... Jest zresztą jasne, że to nie miłość może mnie
                                  znaleźć, tylko ja miłość. Na razie nie jestem już ani młodym napaleńcem, ani
                                  jeszcze starym zdeterminowanym człowiekiem.

                                  Pytanie dodatkowe, hipotetycznie, jestem zaprawiony w bojach urzędowych, wydaje
                                  mi się, że załatwienie rozwodu, to po prostu rodzaj załatwienia sprawy
                                  urzędowej i to chyba nienajbardziej skomplikowanej, są tu bowiem tylko dwie
                                  strony. Nie widzę tu żadnych "technicznych" problemów, co najwyżej mentalne,
                                  nie wiem, czy ja, nawet pomimo załatwienia rozwodu, sam wobec siebie uznałbym
                                  ten rozwód i przestał o niej myśleć jak o żonie... o tym nie jestem
                                  przekonany. Czy nawet mając orzeczony rozwód, nie traktowałbym takich
                                  poszukiwań jako zdrady? A zresztą, czy miłości się plączą po ulicy, zwłaszcza
                                  te wielkie??

                                  Sądzę też, że żona na pewno uznałaby moją winę za oczywistą w takim
                                  przypadku smile)) dlaczego by nie ??. I sąd na pewno też,
                                  • phokara Re: Po?ówke˛ sobie znajdziesz... 27.10.05, 18:35
                                    >... Jest zreszta˛ jasne, z˙e to nie mi?os´c´ moz˙e mnie znalez´c´, tylko ja mi?os´c´.

                                    z ta jasnoscia w tym wzgledzie, to troszke Pan przesadzil.
                                    Nie takie rzeczy sie nie snily filozofom.
                                    • scriptus Re: Po?ówke˛ sobie znajdziesz... 27.10.05, 21:15
                                      filozofem staję się dopiero po spożyciu sad
                                  • akacjax Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 18:39
                                    Moje pytania mówią mi, że Ty nie możesz brać rozwodu, bo jest z Twojej strony silna więź z żoną. Tylko wydaje mi się, że na jej chłód w pewien sposób przystajesz.
                                    Teoretyzując dalej, gdybyś w sądzie dostał pytanie : co zrobiłeś by ratować małżeństwo, w jaki sposób dbałeś o nie, jak je chciałeś wyprowadzić z kryzysu, co byś odpowiedział?

                                    • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 22:13
                                      akacjax napisała:

                                      > Moje pytania mówią mi, że Ty nie możesz brać rozwodu, bo jest z Twojej strony
                                      > silna więź z żoną. Tylko wydaje mi się, że na jej chłód w pewien sposób
                                      > przystajesz.
                                      A jakie mam wyjście??

                                      > Teoretyzując dalej, gdybyś w sądzie dostał pytanie : co zrobiłeś by ratować
                                      > małżeństwo, w jaki sposób dbałeś o nie, jak je chciałeś wyprowadzić z kryzysu,
                                      > co byś odpowiedział?
                                      >
                                      Nie wiem, co by powiedział przed sądem. Tym pewnie by się zajmował adwokat.
                                      Wiem, że zawsze się starałem być dobry dla niej, zawsze ją kochałem, Zawsze jej
                                      proponowałem wspólne "wyjścia" i zawsze z Nią wychodziłem, kiedy o to prosiła,
                                      nawet, jeśli musiałem coś odwołać. Biorę udział w pracach domowych, utrzymaniu
                                      domu, mam tu swoje "wpadki", czyli coś zrobione nie tak, jakby ona chciała, ale
                                      przecież wszystko zawsze można poprawić. Nie jestem ideałem, mam na koncie
                                      jakies wyskoki typu późniejszy powrót do domu z jakiejś imprezki, ale na pewno
                                      mniej tego, niż ona ma na swoim koncie uncertain... ale wcale nie chodzi o to, by się
                                      licytować, kto więcej, tym bardziej, że ja z tego w ogóle nie robię zarzutów.

                                      Zawsze starałem się być dla niej przyjacielem, dobrym kochankiem,

                                      Tak naprawdę, to ona nie ma do mnie jakichś bardzo konkretnych zarzutów,
                                      konkretnych faktów, tylko stereotypy z kolorowych pisemek dla kobiet. Typowy
                                      zarzut, to np "kłamiesz jak z nut..." "dlaczego tak uważasz" , "bo wszyscy
                                      faceci są leniwi, zdradzają, kłamią itd... ", no, trudne do dyskusji,
                                      potwierdzenia, czy obalenia, teoretycznie wystarczyłoby wskazać jednego faceta,
                                      który nigdy nie skłamał, nie zdradził..., ale argumentowanie kobiecie przy
                                      pomocy logiki, to na ogół daremny trud... bowiem w tym zarzucie nie chodzi o
                                      wszystkich, a o mnie.... zatem proszę, "daj mi przykład, kiedy Ciebie
                                      okłamałem... " , nie ma konkretnej odpowiedzi. Już żeby choć była jakaś, nawet
                                      nieprawdziwa, demagogiczna, to mozna się bronić, przed stereotypem trudno.

                                      Nie wiem, jak się bronić przed takimi kryzysami, jak je rozładowywać, nie
                                      rozumiem, w jakim celu one powstają. Róznych jałowych rozmów było wiele, czasem
                                      mam wrażenie, że są one tylko po to, by doprowadzić do kłótni. A ja jestem
                                      wredzioch, co się nie daje sprowokować, jak tracę cierpliwość, to po prostu
                                      obcinam dyskusję, tym bardziej, że w takich okolicznościach o nic nie chodzi,
                                      albo jeszcze nie doszliśmy do tego, o co miało (jej) chodzić.

                                      Kilka razy w ostatnich latach próbowałem rozładowac kryzysowe sytuacje sam, albo
                                      z pomocą bliskiej rodziny, dwa razy z pomocą psychologa. Pomagało na krótko...

                                      Ona od dawna otwarcie mówi, że mnie nie kocha (choć czasem zmieniała na krótko
                                      zdanie... i myślę, że wtedy była szczera), ze dwa razy stwierdziła, że chce
                                      rozwodu... raz powiedziała, że chce rozwodu, żebym to załatwił, wtedy odbiłem
                                      piłkę mówiąc - "Ty chcesz rozwodu, ty załatwiaj", za drugim razem przyszła i
                                      powiedziała , że złożyła już pozew. Nie wiem, czy złożyła i wycofała, czy też
                                      wcale nie złożyła, faktem jest, że nic nie przyszło.
                                      Dzikie ma pomysły ta moja kobieta, ale jeszcze nie tak dawno było z nią całkiem
                                      fajnie sad
                                      Ale tego wszystkiego raczej nie mogę opowiadać przed sądem, wyśmiali by się jak
                                      norki...
                                      • akacjax Re: Połówkę sobie znajdziesz... 27.10.05, 22:35
                                        To nie są śmiechy, ludzie totalne bzdury opowiadają i sąd się nie śmieje.
                                        Właściwie z opisu zachowań Twojej żony mogłabym wyłowić postepowanie mojego m. Oczywiście on był bardziej rozwojowy, skutki znane.
                                        Mistrzostwo świata to mówienie ogólnikami, rzucanie haseł trudnych do zrozumienia i zaraz dodawane-no widzisz, ty nic nie rozumiesz. Na hasło to może pojedźmy gdzies sami-było: jak zechcę to wyjadę. I tak dalej.
                                        • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 28.10.05, 09:49
                                          To może ja się powinienem zmienić tak jakoś, żeby do niej pasować... dobrze,
                                          tylko naprawdę nie wiem jak sad

                                          Ona w tej chwili od 3 miesięcy jest na etapie udowadniania, że nie jestem jej
                                          do niczego potrzebny. Nie jestem, chciałbym, ale nie jestem, właściwie sam już
                                          nie wiem, po co.

                                          Dom wariatów. Przedszkolaki się umieją bawić lepiej od nas sad
                                          • akacjax Re: Połówkę sobie znajdziesz... 28.10.05, 10:41
                                            Myślę, że nie ma możliwości dostosować się do takiego typu ludzi. Dla nich zawsze! będzie źle. Dobrze było, bo oni tego chcieli. Niestety.
                                            Pisałeś, że Wasz dom jest dobrze zorganizowany. Wydawało mi się, że do tego trzeba udziału dwóch stron, czy to znaczy, że teraz tylko ona sobie gotuje(może też Tobie)? Poza tym ponoć straciła pracę ma inne dochody? Czy Ty dajesz na wszystko?
                                            Oczywiście przy takiej próżni uczuciowej ona nawet nie pomyśli, że jest jakaś więź między Wam, że może Ty jej nie jesteś potrzebny, ale ona Tobie...cóż, jeżeli ona Cię nie kochasad
                                            Gdyby ktos pytał o przyczynę pomyślałabym-choroba, albo ona kogoś ma.
                                            • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 28.10.05, 11:12
                                              gotujemy na zmiany, kto akurat jest w domu, częściej ja, bo wcześniej wracam z
                                              pracy, w ogóle takie domowe sprawy funkcjonują siłą rozpędu, tak, jak zawsze
                                              funkcjonowały... nie trzeba się umawiać, żeby wziąć mopa i przetrzeć posadzkę,
                                              kiedy jest brudno, wystarczy to po prostu zrobić ... itd
                                              W tej chwili jest jeszcze na wypowiedzeniu, więc dostanie jeszcze jedną pensję,
                                              co będzie potem, zobaczymy.
                                  • pan_incognito Re: Połówkę sobie znajdziesz... 28.10.05, 10:49
                                    scriptus napisał:
                                    A zresztą, czy miłości się plączą po ulicy, zwłaszcza
                                    > te wielkie??

                                    Błąd. Wielka miłość też musi czasem wyjść do kiosku czy do warzywniaka, ale
                                    pewnie nie podejdzie do Ciebie i nie powie: ello przystojniaku, to mnie szukasz.

                                    Powinieneś zmienic nick ze scriptusa na sceptusa. Twój pesymizm aż poraża.
                                    Piszesz, że nie jesteś napalonym młodziakiem. Powinieneś więc wiedzieć, że
                                    zycie potrafi przykopać w czułe miejsce ale potrafi też sprawić że jesteś
                                    pijany ze szczęścia. Piszesz, że nie jesteś tetrykiem. To korzystaj z zycia i
                                    ciesz się nim, póki masz jeszcze jego dużą część przed sobą.

                                    Nie boisz się, że żyjąc w ten sposób stracisz coś bezpowrotnie? Mam na myśli i
                                    czas, który biegnie i emocje, radość, optymizm, wiarę w życie, które gdzieś Ci
                                    uciekają.
                                    • czekolada72 Re: Połówkę sobie znajdziesz... 28.10.05, 11:04
                                      A czy nie jest tak, ze Scriptus (przepraszam Cie bardzo za snucie teorii na
                                      Twoj temat!!!!) nieco boi sie ryzykowac? Tu sie łudzi, ma nadzieje, ze nastapi
                                      cud i bedzie mogl kontynuowac swoje wymarzone zycie, a jak nie - to przejdzie
                                      sobie kiedys na emeryture i bedzie prowadzil zycie emeryta, zwiedzal swiat,
                                      gral w pokera czy co innego.
                                      A nagle skonczenie z dotychczasowym, unormowanym zyciem i zaczecie szukania w
                                      taki czy inny sposob czegos nowego, co nie daje zadnej gwarancji, ze nie
                                      skonczy sie tak samo jak jego obecne malzenstwo - przeraza go mniej czy
                                      bardziej, zagraza stabilizacji itd. W koncuaby uzywac zycia, tresowac psy,
                                      nurkowac, ogladac nieboluneta czy szydelkowac - o tego nie jest konieczny
                                      rozwod smile
                                      • normaalka Re: Połówkę sobie znajdziesz... 28.10.05, 15:15
                                        czekolada72 napisała:

                                        > A nagle skonczenie z dotychczasowym, unormowanym zyciem i zaczecie szukania w
                                        > taki czy inny sposob czegos nowego, co nie daje zadnej gwarancji, ze nie
                                        > skonczy sie tak samo jak jego obecne malzenstwo - przeraza go mniej czy
                                        > bardziej, zagraza stabilizacji itd.
                                        Gwarancja jest tylko jedna. Wprawa też jest coś warta. Wytrenowane nogi zawsze
                                        mogą sie przydać.
                                        W koncuaby uzywac zycia, tresowac psy,
                                        > nurkowac, ogladac nieboluneta czy szydelkowac - o tego nie jest konieczny
                                        > rozwod smile
                                        To samo można robić także po rozwodzie, ale otwiera się jeszcze przestrzeń na
                                        10tki nowych, dotąd niemożliwych zajęć i rozrywek.
                                        >
                                        >
                                        >
                                        • czekolada72 Re: Połówkę sobie znajdziesz... 28.10.05, 20:10
                                          normaalka napisała:


                                          > To samo można robić także po rozwodzie, ale otwiera się jeszcze przestrzeń na
                                          > 10tki nowych, dotąd niemożliwych zajęć i rozrywek.
                                          > >
                                          > >
                                          > >


                                          No ok, ale dlaczego ktos ma robic cos na siłe??

                                          Skoro jemu jest dobrze "w starych, dziurawych" kapciach to czemu ma je zmieniac
                                          na "wloskie skorkowe pantofle"??

                                          jest facet, jest baba, maja dziecko, dom, przyleglosci i nie uklada sie miedzy
                                          nimi. Gdyby bylo bardzo zle, patologicznie - oewnie by ktores nie wytrzymalo i
                                          zaczelo rozcinac.
                                          Ale czy ktos zagwarantuje ze np za tydzien nie zdarzy sie cos co spowoduje, ze
                                          padna sobie w ramiona i beda zyc dlugo i szczesliwie? Dlaczego na sile musza
                                          cos konczyc??
                                          No wybaczcie, ale nie jestem w stanie tego zrozumiec!
                                    • normaalka Re: Połówkę sobie znajdziesz... 28.10.05, 15:07
                                      pan_incognito napisał:

                                      > czy miłości się plączą po ulicy, zwłaszcza
                                      > > te wielkie??
                                      Dlaczego uważasz, że nie? Miłość jest częścią normalnego życia. Natkniesz się
                                      na nią wszędzie, nawet na bazarze, gdy kupuje pietruszkę albo inną kapustę.
                                      > Błąd. Wielka miłość też musi czasem wyjść do kiosku czy do warzywniaka, ale
                                      > pewnie nie podejdzie do Ciebie i nie powie: ello przystojniaku, to mnie
                                      szukasz
                                      To przesądy, zwietrzałe konwenanse. Toć grzeczna propozycja, to jeszcze nie
                                      gwałt. Inna rzecz, że trzeba mieć znaczne poczucie wartości, aby pozwolić sobie
                                      na takie zachowanie, do tego sporą odporność psychiczną, żeby się umieć uporać
                                      z odmową, a przecież ją także należy brać pod uwagę.
                                      > Piszesz, że nie jesteś napalonym młodziakiem.
                                      I dobrze.Wątpliwy byłby z takowego pożytek.
                                      > korzystaj z zycia i
                                      > ciesz się nim, póki masz jeszcze jego dużą część przed sobą.
                                      W tym momencie masz pełną świadomość, że lubisz koperek, a pietruszkę nie, i że
                                      chociaż podobne, to nie jest to samo. Trzeba przejść trochę życia, żeby poznać
                                      na czym polega ten smak, ta różnica.

                                      • pan_incognito Re: Połówkę sobie znajdziesz... 28.10.05, 16:43
                                        normaalka napisała:
                                        > Dlaczego uważasz, że nie? Miłość jest częścią normalnego życia. Natkniesz się
                                        > na nią wszędzie, nawet na bazarze, gdy kupuje pietruszkę albo inną kapustę.

                                        To Scriptus miał wątpliwości. Moim zdaniem M można spotkać i szurając po
                                        kruchych jesiennych liściach w Łazienkach i kupując salceson ozorkowy w
                                        osiedlowym mięsnym.

                                        Odradzam tylko z własnego doświadczenia środki komunikacji miejskiej. W
                                        zamierzchłych czasach dwa razy, skuszony wdziękiem współpasażerek, zagadnąłem i
                                        przeżyłem szok spowodowany rozdźwiękiem między ich atrakcyjnym zewnętrzem a
                                        nieszczególnie skomplikowanym wnętrzem. W obu przypadkach nie wytrzymałem,
                                        wysiadłem wcześniej i zrezygnowany czekałem na następny autobus. W miłość w
                                        pojazdach Zarządu Transportu Miejskiego nie wierzę.

                                        > To przesądy, zwietrzałe konwenanse. Toć grzeczna propozycja, to jeszcze nie
                                        > gwałt. Inna rzecz, że trzeba mieć znaczne poczucie wartości, aby pozwolić
                                        sobie
                                        >
                                        > na takie zachowanie, do tego sporą odporność psychiczną, żeby się umieć
                                        uporać
                                        > z odmową, a przecież ją także należy brać pod uwagę.

                                        Nie mówię o zrobieniu pierwszego kroku. Normalne, że i kobieta może go zrobić
                                        (ciekawe tylko, która by się odważyła poderwać obcego faceta na ulicy?wink Miałem
                                        na myśli to, że nawet jak się stanie obok tej swojej wielkiej nieskończonej to
                                        ona nie ma na czole wypisanego drukowanymi literami "Twoja Miłość Do Końca
                                        Żywota". Może czasem walnie grom z jasnego nieba i się wie, ale częściej trzeba
                                        się trochę postarać żeby rozpoznać tą M. A to i tak dopiero początek.

                                        > W tym momencie masz pełną świadomość, że lubisz koperek, a pietruszkę nie, i
                                        że
                                        >
                                        > chociaż podobne, to nie jest to samo. Trzeba przejść trochę życia, żeby
                                        poznać
                                        > na czym polega ten smak, ta różnica.

                                        Prawda.
                                        • scriptus Re: Połówkę sobie znajdziesz... 28.10.05, 17:09
                                          pan_incognito napisał:

                                          > normaalka napisała:
                                          > > Dlaczego uważasz, że nie? Miłość jest częścią normalnego życia. Natkniesz
                                          > się
                                          > > na nią wszędzie, nawet na bazarze, gdy kupuje pietruszkę albo inną kapust
                                          > ę.
                                          >
                                          > To Scriptus miał wątpliwości. Moim zdaniem M można spotkać i szurając po
                                          > kruchych jesiennych liściach w Łazienkach i kupując salceson ozorkowy w
                                          > osiedlowym mięsnym.

                                          Buuu, wieki całe nie byłem w Łazienkach, chyba sie tam wybiorę wink

                                          >
                                          > Odradzam tylko z własnego doświadczenia środki komunikacji miejskiej. W
                                          > zamierzchłych czasach dwa razy, skuszony wdziękiem współpasażerek, zagadnąłem
                                          > przeżyłem szok spowodowany rozdźwiękiem między ich atrakcyjnym zewnętrzem a
                                          > nieszczególnie skomplikowanym wnętrzem. W obu przypadkach nie wytrzymałem,
                                          > wysiadłem wcześniej i zrezygnowany czekałem na następny autobus. W miłość w
                                          > pojazdach Zarządu Transportu Miejskiego nie wierzę.
                                          >

                                          OK, to nie będę tam wchodził wink a takie ładne te nowe autobusy tongue_out

                                          > > To przesądy, zwietrzałe konwenanse. Toć grzeczna propozycja, to jeszcze n
                                          > ie
                                          > > gwałt. Inna rzecz, że trzeba mieć znaczne poczucie wartości, aby pozwolić
                                          >
                                          > sobie
                                          > >
                                          > > na takie zachowanie, do tego sporą odporność psychiczną, żeby się umieć
                                          > uporać
                                          > > z odmową, a przecież ją także należy brać pod uwagę.
                                          >
                                          > Nie mówię o zrobieniu pierwszego kroku. Normalne, że i kobieta może go zrobić
                                          > (ciekawe tylko, która by się odważyła poderwać obcego faceta na ulicy?wink
                                          Miałem
                                          >
                                          > na myśli to, że nawet jak się stanie obok tej swojej wielkiej nieskończonej
                                          to
                                          > ona nie ma na czole wypisanego drukowanymi literami "Twoja Miłość Do Końca
                                          > Żywota". Może czasem walnie grom z jasnego nieba i się wie, ale częściej
                                          trzeba
                                          > > się trochę postarać żeby rozpoznać tą M. A to i tak dopiero początek.
                                          >
                                          Owóż właśnie...
                                          Ot i problem, chyba zacznę ćwiczyć rozpoznawanie tych miłości smile chyba zacznę
                                          od tych wielkich, w końcu najbardziej widoczne... Tylko, jakie to są znaki
                                          rozpoznawcze ?? W teorii to ładnie wygląda, ale ja nie praktykuję już ponad
                                          latek 20 tego rozpoznawania sad
                                          U swojej wszystko wiadomo, a u obcej ??


                                          > > W tym momencie masz pełną świadomość, że lubisz koperek, a pietruszkę nie
                                          > , i
                                          > że
                                          > >
                                          > > chociaż podobne, to nie jest to samo. Trzeba przejść trochę życia, żeby
                                          > poznać
                                          > > na czym polega ten smak, ta różnica.
                                          >
                                          > Prawda.
                        • joanna591 Re: Połówkę sobie znajdziesz... 23.02.06, 22:16
                          Pies będzie Cię kochał bezwarunkowo i bezgranicznie i nie zdradzi
            • hevix Scriptus 28.10.05, 13:12
              Zaglądam czasami na to forum i czytam Twoje opowieści od dawna.... Grasz rolę
              męczennika, osoby której żona nie rozumie. A Ty taki dobry, kochany mąż i tatuś
              dla syneczka (pierwszy raz widzę, aby tak ktoś pisał o dziecku, które ma 12
              lat). Wiesz ja bym z Tobą, na jej miejscu, dawno się rozwiodła. Mieć u boku
              kogoś tak jęczącego, niezdolnego do działania, wymuszającego cierpiętniczym
              pusto-gadaniem....to koszmar.
              Sorry, ale ktoś Ci to powinien powiedzieć.
              Chłopie weź się w garść i bądź facetem ( podejmuj jakieś decyzje-lepsze lub
              gorsze). A jeżeli nie umiesz to odejdź i daj jej żyć.
              A psa możesz sobie kupić, tylko nie zdziw sie jak Cie ugryzie.
              • scriptus Re: Scriptus 28.10.05, 15:13
                Potrafisz powiedzieć to samo, co moja żona, odejdź i żebyś się ze mną dawno
                rozwiodła, ciekawe tylko, czy odchodząc mam zabrać ze sobą syna, czy
                zostawić... Typowe babskie gadanie rodem z kolorowych babskich piśmideł.
                Ciekawe, czy w ogóle dopuszczasz takie pytanie do dziecka - Dziecko, Tatuś się
                wyprowadza, idziesz z tatusiem, czy zostajesz ze mną i ewentualnie, jakiej
                odpowiedzi byś się spodziewała? Jeślibyś takie pytanie zadała u nas w domu,
                pewnie byłabyś odpowiedzią dziecka mocno zdziwiona i zaskoczona. Skąd ja znam
                tę odpowiedź? Takie pytanie już u nas padło.

                Wyjaśnij mi jednak, dlaczego mam odchodzić z mojego domu, od moich dzieci i
                mojej żony. Jasne, to ja mam być tym draniem, co opuścił rodzinę, bo przecież
                kobiety są zawsze przykładnymi matkami i żonami, niecnie wykorzystywanymi przez
                złych facetów, taki stereotyp najbardziej Ci odpowiada. A ja, jakoś nic nie
                wymuszam, bo nic nie ma. W domu nie ma żadnego pustogadania. Prawda, kompensuję
                sobie to trochę na forum.
                Nie jestem niezdolny do działania, całe moje życie, to określone działanie i
                decyzje, decyzję podjąłem i to wcale nie najłatwiejszą, nie ulegam naciskom,
                tylko staram się dbać najlepiej jak potrafię o dom i dzieci, o żonę, puszczam
                mimo uszu jej gadanie, nie komentuję, bo to bez sensu. Dopóki ten dom jest
                komuś potrzebny, będzie funkcjonował, najlepiej, jak to możliwe. Dopóki ja tam
                jestem potrzebny, nie będę nigdzie odchodził. To nie ja się chcę rozwodzić, nie
                ja ciągle narzekam. Wcale nie jest to dla mnie najwygodniejsza opcja,
                pozostawanie w tym domu, mam bowiem dokąd pójść i mieć przynajmniej święty
                spokój (albo ona, jeśli wyrazi taką wolę, ale jak widać nie wyraża), nie ma u
                nas problemu mieszkaniowego, czy podziału majątku, itp. nie należymy wprawdzie
                do osób bardzo zamożnych, ale mamy wystarczające zasoby nawet do tego, by każde
                mogło żyć samodzielnie. Jeśli więc tak bardzo chce żyć osobno, nie musi mnie
                nawet zapytać o zgodę, waruki są. Nie można powiedzieć, że jej "nie daję żyć",
                robi sama co chce, a ja się nie wtrącam i nie narzucam.

                A jeśli masz do mnie pretensję, że się gdzieś zwierzam, że mi jej brakuje, po
                prostu nie czytaj, zresztą mogę zamilknąć na forum podobnie, jak zamilkłem w
                domu,
                Masz rację, trochę przesada z tym zdrobnieniem w odniesieniu do 12 letniego
                dziecka.

                A co do odejścia z domu, masz rację, zapewne nastąpi taki dzień, dzieci
                dorosną, kiedy nie będzie już powodu, żebym tam wrócił na noc, jedną, drugą,
                dziesiątą, jeśli nikt tam na mnie nie będzie czekał. Dom tworzą ludzie, bez
                ludzi mieszkanie, to tylko lokal mieszkalny...

                Co do psów, na ogół mnie lubią, nie gryzą mnie cudze psy, nawet te agresywne ku
                zdziwieniu właścicieli dają się pogłaskać, dlaczegóżby mnie miał gryźć własny
                pies ??
                • normaalka Re: Scriptus 28.10.05, 15:25
                  scriptus napisał:

                  > Masz rację, trochę przesada z tym zdrobnieniem w odniesieniu do 12 letniego
                  > dziecka.
                  Łysym koniom kobiety szepczą: kotku, misiu, prosiaczku.. I komu to przeszkadza?
                  Co dopiero mówić tak do syna. Normalka.
                  > Dom tworzą ludzie, bez
                  > ludzi mieszkanie, to tylko lokal mieszkalny...
                  Święte słowa! Nareszcie je ktoś powiedział. Można być w domu, mieszkając w
                  namiocie.

                • hevix Re: Scriptus 28.10.05, 17:43
                  Chciałam zebys trochę pomyślał i zastanowił się dlaczego żona nie chce być z
                  Tobą. Właśnie dlatego że grasz rolę męczennika przed nią, dzieckiem, i pewnie
                  cała rodziną (przed nami też). Ja taki dobry, nie piję , dbam o nich, sprzatam
                  gotuję (tak na pokaz), a ona mnie nie chce i ja nie wiem dlaczego. Biedny
                  Miś!!!.
                  Jeśli zależy Ci na dziecku, to dlaczego pozwalasz wciągać go w Wasze sprawy, co
                  to za pytania z kim chce zostać z mamusią czy tatusiem. Nieważne czy pytasz Ty
                  czy żona, oboje wciągacie go w swoją grę. A dzieciak, nie ważne ile ma lat 5
                  czy 18, boi się i bardzo to przeżywa.
                  Ty natomiast zasłaniasz się nim jak tarczą. Synek - tak możesz do niego mówić
                  nawet jak będzie miał 100 lat, ale nie pisać na forum ...dla wyciskania łez?
                  Nie podejmiesz żadnej decyzji, bo nie chcesz być draniem (bo co ludzie
                  powiedzą, na pokaz jesteś szlachetny i dobry). A dlaczego musisz być zaraz
                  draniem, decyzja ma naprawiać to co jest złe. A Ty wsadziłeś głowę w piach,
                  wystawiłeś d... i czekasz. Może żona Cię kopnie (będzie na nią), a jeśli nie to
                  najwyżej tyłek Ci zmarznie.
                  Żona swoim zachowaniem, straszeniem rozwodem itd chce Ci dać coś do
                  zrozumienia. Ale Ty nie chcesz wiedzieć"puszczasz mimo uszu jej gadanie", a
                  może właśnie zacznij słuchać!!!
                  I przestań grać męczennika przede wszystkim przed nią, daj jej powiedzieć
                  wszystko co ma Ci do powiedzenia. Jestes typem który nie przyjmuje do
                  wiadomości żadnych uwag, na wszystko ma wytłumaczenie (widzę to po Twoich
                  postach).
                  Jesli już nie ma argumentów to zawsze jest powoływanie się na wyższe wartości
                  typu dom, rodzina , dziecko. I to jest puste-gadanie, z tym nie można
                  polemizować.
                  Pisz sobie na forum ile chcesz, mnie to nie przeszkadza. Ludzie mają rózne
                  problemy i dobrze jak mogą się wyżalić. Tutaj akurat problemów nie brakuje, ale
                  nikt nie robi z siebie cierpiętnika.
                  • akacjax do hevix 29.10.05, 06:23
                    A dlaczego to Scri ma wnosić o rozwód. Zwłaszcza, ze jak piszesz:

                    > Chciałam zebys trochę pomyślał i zastanowił się dlaczego żona nie chce być z
                    > Tobą
                    Ona nie chce być z nim-niech wystąpi o rozwód. Proste. Z resztą Scri juz to wiele razy pisał.
                    Taki rzucanie wszystkiego i od razu jest cechą albo niecierpliwych, albo niedojrzałych.












                    • scriptus Re: do hevix 29.10.05, 22:15
                      Dzięki, Akacjo, napisałaś to zwięźle i prosto, co ja zwykle piszę dość zawile
                      • akacjax Re: do Scri 30.10.05, 00:50
                        Prosze bardzo, jeżeli potrzebujesz PR..do usług.
                        Czasami tylko przeraża mnie, gdy widzę sprawy "szerzej", dojrzałam, czy cóś? Może starzeję się, kiedyś wszystko było prostsze, bo jednowymiarowe, teraz ma głębię!
                        • sklodowska7 Re: do Scri 30.10.05, 01:46
                          Szerzej to będzie wtedy, gdy będzie można cos doradzic facetowi, który
                          przedstawia siebie w korzystnym świetle: dobry, kochający, dbający.
                          Z drugiej strony płacze na forum już rok i końca nie widać.
                          Z trzeciej strony nie znamy wersji małżonki.

                          Bo może Scri to zafanduła, którego każda kobieta ma dość... typ zupełnie do niczego.
                          • akacjax Re: 30.10.05, 12:05
                            Gdy ja miałam dość pomysłów swojego, to złożyłam wniosek do sądu....co broni małżonce zrobić tak samo, jeżeli jest niezadowolona z męża?

                            Jego płacz być może z nim na zawszesmile

                            Na forum rozmawiamy o naszych przypadkach w świetle przez nas przedstawionym.

                            Gdy po przepytaniu stwierdziliśmy niejasności w zeznaniach pewnej osoby, to "zmusiliśmy" ją do powiedzenia prawdy(choć po części) lub w innym przypadku osoba niezadowolona z naszego podejścia przestała tu pisywać.

                            Scri nie myli się w zeznaniach. Poza tym uznaję, że jego wersja jest wysoce prawdopodobna. Być może kiedyś: "nie mieściłoby mi się to w głowie".
                            Na tym polega moje nowe widzenie światasmile

                            A doradztwo facetom? Toż to prawie niemożliwe. Każdy musi sam dojrzeć do swojej decyzji i sam ją przeprowadzić.
                    • arek-zabki Re: do hevix 31.10.05, 02:44
                      Człowieku. Wpierdol porządnie swojej żonie to nauczy się moresu. I będzie
                      kochała Ciebie i dziecko.
                      • bezecnymen Re: do hevix 31.10.05, 06:26
                        kolego Arku..wypraszamy sobie podobne treści na tym forumuncertain
                        a skoro już mowa o przemocy... jeśli uważasz, że to skuteczny sposób na
                        rodzinne problemy to serdecznie współczuję....Twoim bliskim
                        • porucznikk Re: do hevix 31.10.05, 07:54
                          bezecnymen napisał:

                          > a skoro już mowa o przemocy... jeśli uważasz, że to skuteczny sposób na
                          > rodzinne problemy to serdecznie współczuję....Twoim bliskim
                          Można tak bić, żeby na ciele nie zostawić śladów. To specjalność wielu kobiet.
                          Leją męża, a potem nie można im niczego udowodnić. Chociaż odkąd interesuję się
                          rozwodami, dowiedziałem się o paru przypadkach, że sponiewierany mąż udowodnił
                          winę swojej szacownej małżonce. Co trudne, okazało się możliwe.
                          • akacjax Re: 31.10.05, 08:07
                            Co to znaczy sponiewierany? Bity?

                            Uważam, że nakłanianie do przemocy, pisanie o tym w ten sposób powinno być uznane, za podżeganie do przestepstwa. Być może powinniśmy się zastanowić, czy takie posty nia łamią netykiety.

                            Bezecny-miło, że wróciłeśsmile
                            Wydaje mi się, że powinienieś taki post usunąć.
                            • tricolour Niczego nie usuwać! 31.10.05, 08:48
                              Ku przestrodze i żeby WIEDZIEĆ z kim ma się do czynienia.
                              • akacjax Re: Niczego nie usuwać! 31.10.05, 08:59
                                A jak przeczyta to taki ktos, komu brakuje jednego impulsu, do wdrożenia takiej myśli w czyn? I powie-no inni tez uważają, że to jedyne wyjście....
                                Takich reakcji bym się tylko obawiała.
                                Bo myśl jest pierwsza, tkwi w człowieku i nie wiadomo, co ją uwolni.
                                • scriptus Re: Niczego nie usuwać! 31.10.05, 09:33
                                  Brrr, obrzydliwe.
                                  Człowiek, który nie szanuje innych, nie może też szanować siebie. A cóż to jest
                                  przemoc, jak nie brak szacunku? Okazanie pogardy drugiemu człowiekowi?? Jak
                                  można żyć z żoną (mężem), którymi się pogardza?? Czego uczymy dziecko , bijąc
                                  je?? Czy szacunku dla innych, czy też pogardy...
                                  Nieważne, czy to przemoc fizyczna, czy psychiczna, każdy rodzaj znęcania się
                                  wynika z podobnej motywacji, dla mnie człowiek uprawiający jakąkolwiek przemoc
                                  wobec innych ludzi nie jest godny szacunku. Tfu, nie chcę nawet słuchać
                                  takich "dobrych" rad.
                                  • brzoza75 Re: Niczego nie usuwać! 31.10.05, 11:49
                                    sprawca przemocy nie zawsze zdaje sobie sprawę że nim jest...
                                    • scriptus Re: Niczego nie usuwać! 31.10.05, 11:52
                                      Nie rozumiem, co masz na myśli, jak można kogoś bić i nie zdawać sobie z tego
                                      sprawy ??
                                      • brzoza75 Re: Niczego nie usuwać! 31.10.05, 12:03
                                        scr ja nie jestem sprawcą i nie pytaj mnie dobrze? byłam po drugiej stronie.
                                        A tak na marginesie, wypowiem się może nie w temacie,po prostu nie wiem w
                                        którym poście przeczytałamsmileJa pojawiam się od czasu do czasu, on line, czasem
                                        wpisuję coś jak czas pozwoli, a czasem jak nie pozwoli to się daję ponieść
                                        emocjom też, na pewno z uwagą czytam, nie jestem zbyt aktywna na forum gdyż
                                        tylko w pracy mam dostęp do internetu, więc są różne powody "znikania z forum",
                                        co dalej pytałeś nie wiem, ja długo też nie wiem, byle do przodu i nie oglądać
                                        się za siebiesmile tyle ode mnie.
                                        • porucznikk Re: Niczego nie usuwać! 31.10.05, 16:49
                                          brzoza75 napisała:

                                          > co dalej pytałeś nie wiem, ja długo też nie wiem, byle do przodu i nie
                                          oglądać
                                          > się za siebiesmile
                                          Zgodziłabyś się ze mną, że różnymi drogami, bez obawy co wyjdzie, elastycznie.
                                          Próbować, co sensownego podpowiada głowa i nie bać się, że może zaszkodzić, w
                                          sytuacji, gdy i tak nie może być gorzej.
                                          por.
                                      • hevix Scriptus! 31.10.05, 12:19
                                        A jeżeli ktoś się znęca psychicznie? Bardzo prostymi metodami np. nie
                                        odzywaniem się, ignorowaniem drugiej osoby, nie wspomnę o upokarzaniu i innych
                                        perfidnych metodach. Bardzo boli, a siniaków nie widać.
                                        I co Scriptus podjąłes jakieś kroki by zmienić coś w swoim życiu?
                                        Radzę Ci...kup kwiatki i powiedz żonie: Wiem, że chcesz się ze mną rozwieść. Ok
                                        pogodziłem się z tym, ale wiem że masz kłopoty (utrata pracy), więc jako
                                        przyjaciel (kolega) zapraszam Cię do kina. Kup bilety na jakąś komedię tak by
                                        mogła odreagować. Tylko nie pytaj czy pójdzie z tobą do kina, bo od razu
                                        usłyszysz nie. Masz te bilety trzymać w garści jak ją będziesz zapraszał!!!!
                                        Oczywiście możesz wykupić wycieczkę na Bermudy lub kupić najnowsze BMW, ale
                                        jeśli odmówi to trochę stracisz. A do kina w razie czego możesz iść sam, albo
                                        zabrać syna.
                                        Radzę Ci zacznij podejmować decyzje, a nie kisić sie we własnym kwaśno- gorzkim
                                        sosie.
                                        A więc przede wszystkim uśmiechnij się i weź całą rodzinkę na spacer. Miłego
                                        dnia
                                        • scriptus Re: Scriptus! 31.10.05, 13:22
                                          Droga Hevix, wierz mi, staram się nie stosować perfidnych metod i odezwać się
                                          zawsze, kiedy to możliwe, Jeśli ktoś się nie odzywa, ignoruje, to ona mnie.
                                          Boli, owszem, i naprawdę nie rozumiem, dlaczego to robi. Być może ja coś widzę
                                          inaczej, a ona inaczej i się nie możemy dogadać.
                                          Kiedy idę gdziekolwiek, zawsze proponuję , żeby poszła ze mną (albo z nami,
                                          jeśli idziemy z synem). Zawsze robię kawkę, czy herbatkę, śniadanko, kolacyjkę
                                          dla wszystkich, dla Niej również, zawsze jest przy mnie wolne miejsce dal niej,
                                          nawet gdy śpię, nie rozwalam się na całym łóżku, jej miejsce jest wolne,
                                          chociaż wiem, że nie przyjdzie. Ja też do niej nie przyjdę, kilka razy
                                          próbowałem, chyba odtrącenie za bardzo boli, żebym prędko spróbował znowu.
                                          Kwiatki też od czasu do czasu kupuję, jednak od czasu, kiedy kilka razy
                                          odmówiła ich przyjęcia, po prostu stawiam je na stole w jej pokoju. Na BMW mnie
                                          nie stać, jednak oboje mamy czym jeździć, więc kupowanie BMW poza istotnym
                                          zaburzeniem płynności finansowej raczej nic dobrego nie wniesie.
                                          Być może to wszystko już tylko pozory, demonstracja otwartości z mojej strony,
                                          demonstracja, że jej miejsce jest przy mnie, że jest wolne, ale jeszcze
                                          niedawno wierzyłem, że to złe minie. Pytam stale, chociaż znam odpowiedź,
                                          wprawdzie nadal jest mi przykro, kiedy słyszę odmowę, ale już doszło do tego,
                                          że byłbym zdziwiony, gdyby przyjęła moją propozycję. Już się tego nie
                                          spodziewam. Mimo to, pytam, proponuję, albo robię coś bez pytania.
                                          Czy zatem moja decyzja może polegać na tym, że przestanę się nią zajmować,
                                          przestanę pytać, proponować, że zajmę się wyłącznie własnymi sprawami,
                                          przestanę na nią zwracać uwagę, zacznę ją ignorować, jak ona mnie?? ząb za ząb,
                                          oko za oko?? Być może z czasem do tego dojdzie. Ale do tej decyzji chyba
                                          jeszcze muszę dojrzeć.
                                          • hevix Re: Scriptus! 31.10.05, 14:01
                                            Sriptus, przestań ją pytać, zabiegać i osaczać. Powiedz, że przemyślałeś
                                            temat, próbowałeś naprawiać i poddajesz się. Przyjmujesz do wiadomości, że chce
                                            rozwodu i OK jej wola, ale uważasz że ...jej kolegą czy przyjacielem chyba
                                            możesz zostać. Żadnego marudzenia ( z Twojej strony), analizowania i prób
                                            dziobania ran. Od dziś uśmiechnij się,(wiesz że masz przerąbane więc gorzej już
                                            nie będzie)i bądź optymistą.
                                            Od dziś - powiedz jej - jesteśmy kumplami i mam prośbę np......mam bilety więc
                                            choć ze mną do kina....zrób kolację jeśli możesz, bo mam dużo pracy.....i
                                            przestajemy rozmawiać na temat naszego małzeństwa.
                                            Przestań jej robić kawkę i śniadanka (ja swojemu mężowi robię obiad raz na dwa
                                            tygodnie...jaki szczęśliwy), nie podlizuj się po co?
                                            A przede wszystkim zacznij od siebie,bo tu widzę podstawowy problem. Masz
                                            kompleksy i jeśli nie polubisz i nie zakceptujesz samego siebie...to całe życie
                                            inni będą Cię tak traktować.
                                            Scriptus a podstawą działania jest optymizm. Nikt nie jest chory ani nikt nie
                                            umarł......więc czym się martwisz chłopie.
                                            Nie będe więcej pisać do Ciebie, bo to forum a nie private.
                                            Chcę byś przestał marudzić, bo to nic nie da.....Wściekają mnie ludzie, którzy
                                            tylko marudzą i mam nadzieję, że zdrowy ochrzan z mojej strony tylko Ci pomoże.
                                            Lecę na spacer, taka piękna pogoda.
                                        • anja_pl Re: Scriptus! 31.10.05, 13:48
                                          hevix napisała:

                                          > Radzę Ci zacznij podejmować decyzje, a nie kisić sie we własnym kwaśno-
                                          > gorzkim sosie.

                                          powiedz, jak długo mozna robić dobra mine do złe gry, ile razy Twoje propozycje
                                          moga byc ignorowane,

                                          każesz Scriptusowi podąć decyzję, ale On juz podjął: On nie chce rozwodu,
                                          Jego żona chce, to niech sama coś w tym kierunku zrobi i niech to Ona spróbuje
                                          przekonać Scriptusa do swojej decyzji.

                                          nazwałaś Scriptusa safandułą, jak Go znam nie wydaje mi się, aby nim był,
                                          ale jak mawiaja "starzy górale": "pozory mylą" wink

                                          Nie uważasz,że trzeba wiele samozaparcia, aby ciągle tak, jak Scriptus
                                          próbować...
                                          a to, że z nami dzieli się swoimi niepowodzeniami i marzeniami, to super, bi
                                          przeciez po to jest to forum,

                                          rozwód... to ma być rozwiązanie? sad
                                          jeśli tak, to co dalej ....? sad

                                          jak jest nam dobrze to jesteśmy ze sobą,
                                          a jak źle to co ? zbieramy zabawki i idziemy na sąsiednie podwórko?
                                          • hevix do Anja-pl! 31.10.05, 14:21
                                            Anja ja nie namawiam S. do rozwodu, ja namawiam go żeby podjął jakąś decyzję i
                                            zaczął działać, a nie udawał że samo sie rozwiąże.
                                            Co to za decyzja - nie chcę rozwodu - to po prostu stwierdzenie. A jeśli nie
                                            chcę rozwodu to muszę podjąć jakieś działanie. Więc niech coś zrobi, a nie
                                            jęczy.
                                            Niestety takie zachowanie przypomina mi małe dziecko, które kładzie sie na
                                            ziemi i wrzaskiem chce coś wymusić....np nie chcę do przedszkola, a w tym
                                            momencie masz ochotę dać mu porzadnego klapa.
                                            Niestety to nie ja nazwałam S. safandułą, ale coś z prawdy w tym jest.
                                            Tu wszyscy mają problemy, ale starają się działać... czyli podejmować decyzje i
                                            te mądre i te nie dokońca przemyślane.
                                            I wszystkie smutasy zapraszam na spacer, widzicie że słońce świeci.

                                            • julka1800 Re: moge słówko? 31.10.05, 14:48
                                              " Anja ja nie namawiam S. do rozwodu, ja namawiam go żeby podjął jakąś decyzję
                                              i
                                              > zaczął działać, a nie udawał że samo sie rozwiąże.
                                              > Co to za decyzja - nie chcę rozwodu - to po prostu stwierdzenie. "

                                              wydaje mi sie że
                                              "Nie chce rozwodu" - to taka sama decyzja jak - "chce rozwodu".Oba przypadku to
                                              decyzja.
                                              W pierwszym wypadku, nie chce, nie skladam pozwu, i dalej ... /i tu moze
                                              zdarzyc sie "jeczenie" chcocby na forum, ale coz w tym zlego?/, w drugim:
                                              chce, skladam wniosek i dalej.. rozwodzę sie.

                                              "Niestety takie zachowanie przypomina mi małe dziecko, które kładzie sie na
                                              ziemi i wrzaskiem chce coś wymusić....np nie chcę do przedszkola, a w tym
                                              momencie masz ochotę dać mu porzadnego klapa."

                                              moze i ma sie ochote dać porzadnego klapa, ale przeciez tego klapa nie dajemy w
                                              końcu dziecku...
                                            • scriptus Re: do Anja-pl! 31.10.05, 15:17
                                              No dobrze, ja nie chcę do tego przedszk... tfu, czego to ja właściwie nie chcę,
                                              a do czego mama, przepraszam, żona chce mnie zmusić?? klapsa, melduję, jescze
                                              nie dostałem, ale jak jeszcze trochę potupię, to może w końcu dostanę ... i
                                              wtedy grzecznie będę robił, co żona każe sad
                                        • porucznikk Re: Scriptus! 31.10.05, 16:55
                                          hevix napisała:

                                          > A jeżeli ktoś się znęca psychicznie? Bardzo prostymi metodami np. nie
                                          > odzywaniem się, ignorowaniem drugiej osoby, nie wspomnę o upokarzaniu i
                                          innych
                                          > perfidnych metodach. Bardzo boli, a siniaków nie widać.
                                          Sa świadkowie, dowod z dokumentów. Pogrzebać w historii małżenskich, rodzinnych
                                          zatargów. Rzadko sie udaje, ale bywa.
                                          > A do kina w razie czego możesz iść sam, albo
                                          > zabrać syna.
                                          Scriptus to facet z gestem. Nie ograniczy się do 15 zeta. Wszyscy go z tego
                                          znają.
                                          por.
                                      • porucznikk Re: Niczego nie usuwać! 31.10.05, 16:45
                                        Trzeba dopiero pod nos podstawiać sińce. Tylko to jest przekonywujące.
                                    • porucznikk Re: Niczego nie usuwać! 31.10.05, 16:44
                                      A jakie to ma znaczenie dla ofiar?
                                  • porucznikk Re: Niczego nie usuwać! 31.10.05, 16:44
                                    O tym właśnie myślałem, a Akacja na mnie naskoczyła.
                                    por.
                            • porucznikk Re: 31.10.05, 16:41
                              akacjax napisała:

                              > Co to znaczy sponiewierany? Bity?
                              Nie slyszałaś nigdy o dręczeniu psychicznym, szantażu emocjonalnym i innych.
                              Trudno mi o nazewnictwo. Nie znam prawniczego języka.
                              por.
                              • akacjax Re: 31.10.05, 18:48
                                No niekoniecznie naskoczyłam na Ciebie. Może zrobiłam niedokładnie, bo odpowiedziałąm na dwa posty w jednym swoim, nie zaznaczając tego.
                                Do Ciebie zadałam tylko wyjaśniające pytanie, myśląc, ze chcesz coś więcej, o konkretnym przypadku napisać.

                                O skasowanie prosiłam postu namawiającego do przemocy. Niby autor przeprosił, ale....takie reakcje coś znaczą.

                                Czasem to, co nazywasz poniewieraniem jest manipulacją...szkodliwą przemocą psychiczną. na taka tez nie wyrażam zgody i jeżeli ktokolwiek taka radę tu rzuci, też zareaguję.
                                Tylko przemocy każdy osobiście musi przemocowcowi powiedzieć stop. Nikt tego za nikogo nie załatwi. Sprawca jest ścigany z urzędu, gdy przy osobach "urzędowych" pojawi się przemoc.
                                • porucznikk Re: 31.10.05, 22:54
                                  akacjax napisała:

                                  > Czasem to, co nazywasz poniewieraniem jest manipulacją...szkodliwą przemocą
                                  psy
                                  > chiczną. na taka tez nie wyrażam zgody i jeżeli ktokolwiek taka radę tu
                                  rzuci,
                                  > też zareaguję.
                                  > Tylko przemocy każdy osobiście musi przemocowcowi powiedzieć stop. Nikt tego
                                  za
                                  > nikogo nie załatwi.
                                  A szkoda, bo wiele kobiet siedzi w więzienich, bo broniąc sie same, użyły noża.
                                  Sprawca jest ścigany z urzędu, gdy przy osobach "urzędowyc
                                  > h" pojawi się przemoc.
                                  Pozew prywatny może bazować na świadkach. Zastanawiałem sie kiedyś w związku z
                                  pewną sytuacją, jakby wyglądało poniesienie uszczerbku na zdrowiu w związku z
                                  psychiczną przemocą, ale to raczej bardzo luźne powiązania skutkowo-
                                  przyczynowe, wręcz nie do udowodnienia.
                                  por.
                                  • akacjax Re: 01.11.05, 08:11
                                    Zanim użyły noża sytuacja domowa niszczyła je przez lata. Nie miały dobrej pomocy z zewnątrz ( a nie użyły noża przeciw psychicznemu przemocowcowi, ale fizycznemu -najczęściej). Miały głuchych sąsiadów.

                                    Pozew prywatny jest trudno ofierze złożyć, ona bywa tak zastraszona, że ma totalne bloki+nasze prawodawstwo, sądy itd.....

                                    Pierwszym do załatwienia w takiej sytuacji jest zapewnienie bezpieczeństwa sobie i dzieciom-czyli bezpieczne mieszkanie-no to u nas bywa trudne, mało domów pomocy ofiarom. A o przemocy w Kanadzie dzieci mają lekcje-uczą się jak się zachować, co jest przemocą, jak się bronić, jakie sa skutki.

                                    Przemoc psychiczna też może być udowodniona, świadkowie mogą widzieć jak ktoś traktuje współmałżonka, często to jest nie tylko w domu, ale i poza domem. Tylko u nas jes przyjęte udawanie, że się tego nie widzi, znane hasło-pranie własnych brudów we własnym domu, niestety działa.

    • kasiar74 Re: ... i co dalej 31.10.05, 11:57
      scriptusie, czasami miałam wrażenie że pisze tutaj mój brat który miał podobną
      sytacje w domu
      też synek, też odpowiedzialny facet, chłodna zona
      wszyscy mówilismy mu, zrób coś z tym tak nie można w nieskończoność
      trwało to dobra kilka lat
      póki będziesz mieć siły bedziesz to ciągnąc w takiej formie, ale przyjdzie czas
      w którym juz nie będziecie ci się chcieć, nie dasz rady dłużej tego ciągnąc
      na pewno przyjdzie taki moment
      i co wtedy się stanie?
      może tak jak u mojego brata
      kiedy kupił sobie mieszkanie i powiedział żonie że się wyprowadza
      żona przemówiła, poszli razem na kawę , zaczeli rozmawiać
      teraz wszystko jest na dobrej drodze, a do noego mieszkania wprowadza sie razem
      a mówi się że cuda się nie zdarzają
      • kasiar74 Re: ... i co dalej 31.10.05, 12:03
        jeszcze jedno...
        pamiętam jak mocno zabolało mnie to co mi powiedziałeś jakiś rok temu
        opowiadałam ci n gg swoją historię, może nawet nie pamiętasz
        i powiedziales mi że nie wiesz co mi doradzić, że nie da się kogos zmusić do
        miłości
        wtedy ta brutalna prawda mnie poraziła, ale tez oczysciła
        czasami po prostu trzeba dać za wygraną i pojść w jedną albo w drugą stronę
        • scriptus Re: ... i co dalej 31.10.05, 12:31
          To, co Ci napisałem na GG, to był osąd z boku sytuacji, którą mi opisałaś, nie
          było moim celem zadać Ci ból, nigdy nikogo nie chcę ranić.

          No tak... Słomkę w czyimś, a belki w swoim oku nie dostrzegam....
          To prawda, nie da się nikogo zmusić do miłości. Mojej żony też. Jednak u nas
          było tak, że żona mówiła mi że mnie nie kocha, potem , po przełomie, że jednak
          kocha, że tylko jej się zdawało, że nie kocha, potem znowu kryzys, i tak kilka
          razy... Nigdy nikogo do niczego nie zmuszałem.

          Jak sądzisz, nie kocha, czy kocha tylko jej się wydaje, że nie kocha??
          Nikt nie zrozumie kobiety.

          Dlatego mi się tak podoba stopka Mindsailor, "wszyscy jesteśmy wariatami",
          bowiem doskonale oddaje to, co się dzieje u nas.
          • brzoza75 małe wtrącenie.... 31.10.05, 15:17
            ja za nim podjęłam decyzję długo zwlekałam, kilka razy dawałam szansę,bałam się
            spojrzeć w przyszłość...czy dobrze zrobiłam? tak, ale to tej odpowiedzi tez
            musiałam dojrzeć.
            • porucznikk Re: małe wtrącenie.... 31.10.05, 17:04
              Dla mnie sprawa jest przesądzona. Postawiła kropkę nad i. Problem mam z
              technicznym rozwiązaniem. Wszystko.
              por.
          • porucznikk Re: ... i co dalej 31.10.05, 17:02
            scriptus napisał:

            > że żona mówiła mi że mnie nie kocha, potem , po przełomie, że jednak
            > kocha, że tylko jej się zdawało, że nie kocha, potem znowu kryzys, i tak
            kilka
            > razy... Nigdy nikogo do niczego nie zmuszałem.
            >
            > Jak sądzisz, nie kocha, czy kocha tylko jej się wydaje, że nie kocha??
            > Nikt nie zrozumie kobiety.
            Zabiłbym taką babę, a na pewno wiał, gdzie pieprz rośnie, byle jak najdalej.

            • akacjax Hej! 31.10.05, 21:53
              Twoja też Ci nie pasuje, czemu nie wiejesz?
              • porucznikk Re: Hej! 31.10.05, 23:00
                Do czasu, aż sprawy nie załatwię po żołniersku. Wszystko się zbrzydnie na tyle,
                że i świnia nie zechce. Stwierdzi: wolę być głodna. Widać to jeszcze nie ten
                moment. Poza tym są inne powody, ale już bardzo osobiste.
          • kasiar74 Re: ... i co dalej 31.10.05, 21:23
            to co wtedy usłyszałam zabolało, ale było potrzebne!! Czasami dobrze jest
            spojrzeć prawdzie w oczy, nawet jeśli jest brutalna i przyjąć że na niektóre
            sprawy nie ma się wpływu. I że czasami żadne działania i chęci nic nie zmienią.
            Tak wtedy czułam. Nie zmusze kogoś żeby chciał ze mną byc, ze mną dzielić swoje
            życie. Odpuściłam i to głównie w swojej głowie bo i tak bylismy w separacji. I
            w sumie to było najlpsze co mogłam zrobić.
            • scriptus Re: ... i co dalej 01.11.05, 14:02
              Ja też zwolna odpuszczam - w mojej głowie, co nie znaczy, że zaraz polecę do
              sądu, ostatnią rzeczą, którą ze mną można robić to manipulować mną. Po prostu
              zaakceptuję status quo i wdrożę nowe zasady życia - osobno.
              Chyba dochodzę do wniosku, że małżeństwa powinno się zawierać na czas określony,
              a nie bezterminowo sad. Na przykład na 25 lat, z możliwością przedłużenia o
              następny, np pięcioletni okres za pomocą pisemnego aneksu. sad
              • tricolour "ostatnią rzeczą, którą ze mną można robić to... 01.11.05, 14:25
                ... manipulować mną" - mam wrażenie, że nie jest to prawda.

                Tak mi się wydaje, że bardzo łatwo sam sobą manipulujesz... Bo jak piszesz, że
                "Nigdy" i "nikogo" do "niczego" nie zmusiłeś, to lipa do kwadratu. Bo to są
                słowa, które niewiele znaczą.
                No bo co z tego, żeś taki dobry?
                • scriptus Re: "ostatnią rzeczą, którą ze mną można robić to 01.11.05, 22:09
                  Piszę, bo mnie diabli biorą, udaję, że nie zauważam prób manipulacji.

                  Oczywiście z tym "nigdy", to przesada, never say never.... chciałem tylko
                  wyrazić, że swoje cele staram się osiągać bez stosowania jakiekolwiek przemocy.
              • kasiar74 Re: ... i co dalej 01.11.05, 17:39
                ten moment sam przyjdzie jesli się nic nie zmieni, tym bardziej że nie jesteś
                typem człowieka który nie potrzebuje w zyciu miłości. Czasami czas przynosi
                rozwiązania, nie ma się co szarpać. Poza tym jest jedna jedyna rzecz z którą
                się zgadzam z Tri. Związku nie tworzy jedna jedna osoba. Nie nadrobisz za
                siebie i za nią. Związek to związek. Każdy musi coś wnieść.
                • scriptus Re: ... i co dalej 01.11.05, 22:16
                  To prawda Kasiu, mam świadomość, że tak jest, chociaż się przeciw temu z całej
                  duszy buntuję, prawdopodobnie taki, czy inny smutny koniec mojego związku jest
                  nieunikniony. Niech ten moment przyjdzie sam, będę przynajmniej przekonany, że
                  to było nieuniknione.
      • scriptus Re: ... i co dalej 31.10.05, 12:15
        Może i tak być, Kasiu smile
        ja nawet nie muszę kupować mieszkania, żeby się wyprowadzić... wystarczy
        impuls, kropla, która przepełni czarę. Tylko, czy ja jeszcze wtedy będę gotów
        do rozmowy ?? Jeśli pragnienie świętego spokoju przeważy nad niespełnialnym
        pragnieniem miłości, domu, rodziny, jeżeli zrezygnuję, poddam się, jeżeli się
        przyzwyczaję do samotności i nauczę się z nią żyć, to już moja żona nie będzie
        miała o czym ze mną rozmawiać.

        Cuda się zdarzają rzadko. Nie ma recepty na cud. Jednak wiara czyni cuda, więc
        wierzmy. Miejmy nadzieję, że przełom w kryzysie nastąpi przed załamaniem mojej
        wiary w zmiany.

        Życzę pomyślności Twojemu Bratu i jego żonie smile
        • arek-zabki Przepraszam. 31.10.05, 12:38
          Przepraszam wszystkich uczestników forum za moją wypowiedź. Wiem że wiele osób
          mogło poczuć się urażonych. Oczywiście nie namawiam nikogo do przemocy. To tylko
          taka dygresja po przeczytaniu niektórych wypowiedzi.
          • porucznikk Re: Przepraszam. 31.10.05, 17:08
            To bardzo interesujący temat, szczególnie pod kątem gromadzenia materiału
            dowodowego. Pobitych widzi Policja, lekarze, zadręczonych nikt, najwyżej
            najbliższa rodzina.
        • kasiar74 Re: ... i co dalej 31.10.05, 21:32
          rok temu mój brat mówił tak samo,że on juz nie ma z nią o czym rozmawiac, juz
          mu sie nie chce, jest za późno
          życie doprawdy pisze przedziwne scenariusze
          rok temu wczasy, święta i Sylwestra spędzałam z bratem , swoją córka i jego
          synem
          w tym roku spędzimy święta z naszymi rodzinami
          dziwny jest ten świat
          • porucznikk Re: ... i co dalej 31.10.05, 23:02
            Każdy robi tak, jak mu pasuje.
    • nangaparbat3 a jednak 01.11.05, 23:22
      Nasiedziałam się przy tym wątku, jakoś smutno mi sie zrobiło, bo bym chciała,
      zeby ktoś mnie tak kochał, i zauważcie, jak rzadko ktoś tu pisze, że kocha.
      Więc smutno mi sie zrobiło, pozazdrościłam żonie Scriptusa, a przecież
      zazdroscic nie ma czego, bo może ja - samotna, niekochana - szczęśliwsza jestem
      od niej - i jak to w życiu się plecie.
      Gdzieś w połowie wątku - jeszcze przed propozycją Arka - przypomniała mi sie
      taka historia.
      Otóż mam przyjaiółkę, ktora co jakis czas ma dość swego madrego, dobrego,
      łagodnego, spokojnego męża, który ABSOLUTNIE NIE JEST SAFANDUŁĄ, ale ona go
      trochę chyba za takiego uważa. Co jakiś czas ma romanse, oczywiscie uważa, że
      winna jest po jego stronie, bo gdyby on był inny, ona by go nie musiała
      zdradzać (hehehe). Co jakis czas zamierza go porzucic, ale jej przechodzi, jak
      zaczyna liczyć, ile na samochód wydaje, a ile na prywatne szkoły dzieci. A po
      jakims czasie jej przechodzi i mówi, ze go kocha, i chce z nim spedzić całe
      zycie, i tak - do następnego kryzysu.
      I przypomnialo mi sie, jak to w czasie któregoś z kryzysów, kiedy ona była juz
      całkowicie zdecydowana odejść, on ją zbił. Oka nie podbił, ale parę siniaków mi
      pokazała. POdziałało. Co prawda nie na zawsze, ale na parę lat tylko, ale
      zawsze coś.
      Proszę, nie mordujcie mnie, nienawidzę przemocy, nie biję dziecka - ale tamta
      historia daje w koncu do myślenia.
      Ale przyszła mi też do głowy rzecz bardziej serio - Scriptus, czy Ty masz jakąś
      pasję? Coś, co Cie wciąga, co by Cię zajęło, dało radość i odciążyło myśli od
      szanownej małzonki? Bo jak czytam Twoje posty, zawsze widzę Cie w domu - to
      oczywiście moze byc całkowicie mylne wrażenie, ale jest właśnie takie.
      A chyba dobrze by bylo, zebyś zaczął z tego domu wychodzic, mieć własne zycie,
      własne sprawy - a ona nie musi wiedziec jakie, nich sie zastanawia. Oczywiście
      to nie musi podziałać na nią (raczej nie podziała) - ale Tobie na pewno będzie
      lepiej.
      • tricolour Pasja... 01.11.05, 23:28
        Może jakaś babka?

        To nie takie trudne znaleźć sobie kogoś na chwilę. Romantyczna przygoda dobrze
        zrobi... no lepiej niż lanko.

        smile
        • nangaparbat3 Re: Pasja... 01.11.05, 23:47
          Nie, naprawdę, nie babkę właśnie.
          Widzisz, ja sama teraz w wolnych chwilach param sie działalnością - no,
          społeczną by to chyba trzeba nazwać - czasem udaje mi się zrobic coś dobrego,
          nawet sobie nie wyobrazasz, jaka mam z tego radochę.
          ale to przecież moze byc cokolwiek - byle coś, co nas naprawde obchodzi,
          naprawde wciąga.
          Paradoksalnie wtedy tez łatwiej spotkać miłość - nie babkę.(Poza tym teraz się
          mówi "laska".)
          • scriptus Re: Pasja... 02.11.05, 02:01
            Nanga, mam swoje pasje, niektóre niezbyt akceptowane przez małżonkę, która
            uwaza, że tracę czas. Mimo to sie w nie bawię, a także nie odgryzam się ,ze jej
            pasje to tracenie czasu, nie przeszkadza mi to. Brak mi naszych dawnych
            wspólnych zajęć, ale wolę się w to samo bawić, kiedy jej nie ma w domu. I to
            jest klęska, o ile kiedyś wspólne działania np w kuchni były fajne, to teraz
            wolę się nie zbliżać do kuchni, kiedy Ona tam coś robi, kiedyś jeździliśmy razem
            na wycieczki, teraz, pomijając fakt, że wcale nie chce ze mną jeździć, to w
            czasie wspólnego wyjazdu w zasadzie czekałem, kiedy już się to wreszcie skończy.
            Ona zawsze mówi, że jest energiczna, nie lubi ludzi powolnych (rzecz jasna, mnie
            uwaza za takiego), ale my z synkiem zdążyliśmy zrobić fantastyczną wycieczkę
            ponad 150 km samochodem i koło 10 km pieszo, 3 muzea, kąpiel w morzu, kiedy
            wróciliśmy, dopiero zdążyła sie obudzić i zrobić makijaż, śniadania jeszcze
            nie... a miała pretensję, bo mieliśmy jechać razem. Zatem pojechaliśmy na drugą
            podobną wycieczkę, znowu bez niej, bo się obraziła sad. Jeśli jednak byłem
            zdecydowany czekać na nią, to było to niekończące się czekanie, bo albo się nie
            może wyszykować, albo musi zwiedzić wszystkie sklepy po drodze, albo, musi
            "wypocząć"... Jestem cierpliwy, nie gadam, nie zrzędzę, czekam, ale miało to dla
            mnie jakiś sens, kiedy mnie kochała. Teraz, najlepiej w ogóle nie chcę urlopu
            (no nie, jednak z synem zawsze chętnie gdzieś pojadę, on jest sprawny, szybki,
            chętny do pomocy i zawsze gotowy na czas)...
            • nangaparbat3 Re: Pasja... 03.11.05, 21:25
              Scriptus, chodziło mi o coś, co by było wyłącznie, całkowicie Twoje. O czym
              żona nawet by nie wiedziała, nawet by sie nie domyślała. Jakieś "miejsce",
              gdzie by jej nie było.
              I oczywiście co do tej "babki na chwile" to zgadzam sie z Tobą całkowicie.
              Troche mi to przypomina sytuację, kiedy poprzestaje na dwóch kieliszkach, zeby
              na drugi dzień nie mieć kaca. A to całkiem sensowne uzasadnienie.
        • scriptus Re: Pasja... 02.11.05, 01:30
          Wiem, to nie jest trudne znaleźć kogoś na chwilkę, czy na dłużej... pomijam
          rzecz jasna z oczywistych względów "płatną miłość", znalezienie takiej zapewne
          jest równie łatwe, jak zakupy w markecie. Mniej czy bardziej samotnych osób nie
          brakuje. Strategii ich odnajdywania można też skonstruować niemało. Uwodzenie
          może wymaga nieco finezji, ale powiedzmy, że kiedyś tę sztukę opanowałem i być
          może się tego nie zapomina, podobnie jak jazdy na rowerze, zatem technicznie,
          nie ma żadnych przeszkód do zrealizowania Twojego pomysłu.

          Powiedz mi Tri, czy taki romansik na chwilkę, to zdrada, czy nie zdrada.... Na
          jak długo to jeszcze nie zdrada, a od kiedy staje się zdradą tongue_out... Jeśli
          pominiemy kwestie zdrady, to dlaczego na chwilkę, a nie na stałe?? Jak wiadomo
          serce nie sługa, jak spowodować, żeby romansik był chwilowy i jak go zakończyć??
          Jak sobie poradzić z ewentualnym poczuciem winy, ze robi się coś niewłaściwego??
          I dlaczego szukać kogos na chwilke , a nie na stałe, co przemawia za tym, żeby
          romans po jakimś czasie kończyć?? Przeciez zakończenie romansu, to przeżycie
          traumatyczne, minirozwód.

          I to zagadnienie uważam za skomplikowane... samo rozpoczęcie romansu, to, wydaje
          mi się, malutka pesteczka w porównaniu z rozwikłaniem tego problemu. A już wcale
          nie czuję się na siłach być bigamistą na stałe.
          • tricolour Czy na krótko... 02.11.05, 20:21
            ... czy na długo, to zdrada!

            A co do zakończenia romansiku, to możliwości masz od metra - możesz powiedzieć
            "do widzenia" i zniknąc na zawsze... ale żarty na bok.

            Wiesz dobrze, że seks psuje wczesne znajomości. Więc jak szybko wskoczycie do
            łóżka, to znajomość potrwa może ze trzy numerki i koniec.

            Ale ze mnie cham wyłazi... smile))
            • nangaparbat3 Re: Czy na krótko... 02.11.05, 21:17
              Cham to nie, ale mnie ostatnio szkolono na temat HIV - tu trzy numerki, tam
              trzy, troche strach. Ostatnio przebadano 250 najnormalniejszych młodych kobiet,
              prawie wszystkie w stałym związku - 6 było zakażonych. Wypada więcej niż 1 na
              50. Wybacz, ze takie trywialne rzeczy wypisuję, ale wciąż mi to chodzi po
              głowie.
            • scriptus Re: Czy na krótko... 02.11.05, 23:54
              A juz myślałem, Tri, że krótkie skoki w bok rozgrzeszasz smile)))
              Jeżeli ktoś (kobieta) jest wart, żeby z nim romansować, to zerwanie na pewno boli.
              Jeśli nie jest wart, to czy warto się wikłac w taki układ? Jakoś nie potrafię
              żywej osoby potraktować, jak gumowej lali.

              Być może wczesny seks psuje wczesne znajomości, jak widać na załączonym
              przykładzie, może to nastąpić nawet po wielu, wielu latach sad
              • kurka_wodna2 Czy na krótko... 23.02.06, 20:23
          • sun_woman Re: Pasja... 02.11.05, 23:13
            Scriptus, Ty widze podobny chcrakter do mnie masz, bedziesz żył wiernie
            zasadom, nawet jeśli ktoś je łamie, aż wreszcie dotrzesz do granicy cierpienia.
            i dopiero to Cię przekona do odejścia, do ratowania siebie, nawet jeszcze
            kochając...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka