Chcialabym sie podzielic z forumowiczami odrobina optymizmu. Moze niektorzy
pamietaj, pojawilam sie okolo polowy pazdziernika z wyraznie przedstawiona
przez meza propozycja rozwodu. Troche bylam wstrzasnieta, ale z wielu powodow
nasz rozwod byl kwestia czasu. (Iw, tylko nie wysypuj mipierogow na glowe

))) ) Minelo 6 tygodni. W czwartek wyprowadzam sie z dziecmi. I w tym czasie
zobaczylam, jak wielu swietnych ludzi jest wokol. Co wiecej, zobaczylam kilka
szczesliwych, ROZWIEDZIONYCH osob wokol. I oni jednym glosem twierdzili, ze
chociaz calosc nie jest przyjemnym ani latwym doswiadczeniem, to dalej jest
rowniez zycie, wiecej czesto jest to zycie szczesliwych ludzi - i dotyczy to
obu rozwiedzionych stron. Oczywiscie jest kilka warunkow przed, w trakcie i
po, ale to jest mozliwe.

))) Dodam jeszcze (tu wycieczka osobista do
Bezecnego

) jest to zycie takze pelne "bezecenstw" dowolnie rozumianych.
Pozdrawiam cieplutko z Wroclawia. Monique